Archiwa tagu: poezja

Odesz艂a Ewa Demarczyk – poma艂u scena wielkich pustoszeje [*]

Dzisiaj dotar艂a do nas bardzo smutna wiadomo艣膰!

Oto w wieku 79 lat opu艣ci艂a nas wielka posta膰 sceny – Ewa Demarczyk.

Pami臋tam jej wyst臋py w telewizji, cho膰 by艂am m艂od膮 dziewczyn膮, ale Jej tw贸rczo艣ci artystycznej nie da艂o si臋 nie zauwa偶y膰.

Frapowa艂a mnie jej posta膰, bo taka zawsze by艂a tajemnicza, ubrana na czarno, a do tego ten jej g艂os!

Odesz艂a ze 艣wiata artystycznego w 1972 roku, kiedy ja rozpoczyna艂am szko艂臋 艣redni膮, ale nigdy Jej nie zapomn臋 mimo, 偶e wycofa艂a si臋 ze 艣wiata sceny i tak trudno by艂o potem do Niej dotrze膰!

Odsun臋艂a si臋 i nie udziela艂a 偶adnych wywiad贸w i tak jakby zosta艂a pustelnic膮, 偶yj膮c膮 tylko w swoim 艣wiecie.

Wielu pr贸bowa艂o do Niej dotrze膰 – nam贸wi膰 na powr贸t, ale tak naprawd臋 nikomu si臋 to nie uda艂o!

Pozosta艂a wi臋c wielk膮 zagadk膮 dla Jej wielbicieli, s艂uchaczy, odbiorc贸w, dziennikarzy i wszystkich medi贸w!

Istniej膮 r贸偶ne hipotezy dlaczego odesz艂a i jedni m贸wi膮, 偶e straci艂a sw贸j, charyzmatyczny g艂os – za艣 inni m贸wi膮, i偶 chcia艂a za艂o偶y膰 w艂asny teatr, ale ze wzgl臋d贸w finansowych, to si臋 Jej nie uda艂o!

Nie wiemy o Niej prawie nic, bo nic o Jej 偶yciu prywatnym, ale najwa偶niejsze, 偶e pozostawi艂a po sobie cudown膮 poezj臋 艣piewan膮 i jak dot膮d nikt jej nie dor贸wna艂.

Pozostanie w naszej pami臋ci t膮 jedyn膮, kt贸ra聽 zostawi艂a nam cudowne pie艣ni w mistrzowskim wykonaniu.

Dla mnie ten dzie艅 by艂 bardzo smutny, a kiedy w telewizji by艂o o Niej wspomnienie, to tak po ludzku si臋 zrycza艂am,聽 bo oto odchodzi moja m艂odo艣膰 i fascynacja!

Kt贸偶 mo偶e o Niej wi臋cej wiedzie膰 – jak nie Tomasz Raczek, kt贸ry tak J膮 dzisiaj wspomnia艂!

„Tomasz Raczek
2 godz.

Zmar艂a EWA DEMARCZYK, najwi臋ksza interpretatorka polskiej piosenki aktorskiej. By艂a tak skoncentrowan膮 doskona艂o艣ci膮, 偶e jej piosenki mo偶na by艂o smakowa膰 latami, bez obawy 偶e utrac膮 swoj膮 si艂臋 i intensywno艣膰. Je藕dzi艂em za ni膮 po Polsce, byle tylko dosta膰 si臋 na jej koncert. Bywa艂o, 偶e siedzia艂em na scenie, wpuszczony przez ni膮 za kulisy.
Pisa艂em o niej wielokrotnie. Raz nawet mia艂em zaszczyt podpisywa膰 razem z ni膮 swoj膮 ksi膮偶k臋 „Karuzela z madonnami”, w kt贸rej by艂 po艣wi臋cony jej rozdzia艂. Podpisywa艂a go, bo uzna艂a, 偶e uda艂o mi si臋 uchwyci膰 prawd臋 o niej. To by艂 wspania艂y moment – we Wroc艂awiu. Dosta艂em wtedy tak偶e od niej numer telefonu, jej p艂yty z autografem i obietnic膮, 偶e si臋 kiedy艣 jeszcze spotkamy, nagramy d艂ugi wywiad, mo偶e film dokumentalny. Ale tak si臋 nie sta艂o. Dzwoni艂em, pr贸bowa艂em. Moment min膮艂 a Ewa Demarczyk 艣wiadomie pogr膮偶a艂a si臋 w odm臋tach zapomnienia.
Dzi艣 zn贸w wszyscy o niej m贸wi膮. Tak bywa w chwili 艣mierci. Dop贸ki chcecie si臋 jeszcze czego艣 o niej dowiedzie膰, przypominam m贸j tekst o niej z ksi膮偶ki. Ten tekst, kt贸ry sama uzna艂a za sprawiedliwy wobec jej sztuki.
Ciemno艣膰. Po chwili punktowiec o艣wietla drobn膮, kobiec膮 sylwetk臋 przy mikrofonie. Demarczyk stoi skupiona, w czarnej prostej sukni bez 偶adnych ozd贸b. Za ni膮 o艣miu muzyk贸w ubranych w czarne garnitury, pod much膮, dyskretnie eleganckich. Pierwsze d藕wi臋ki. Stare piosenki mieszaj膮 si臋 z nowymi. S艂owa polskich wierszy – z obcymi, czasem odbieranymi tylko emocjonalnie, bez rozumienia tre艣ci.
Demarczyk 艣piewa poemat Goethego „N盲he des Geliebten”, a za chwil臋 pi臋kny wiersz niezwyk艂ego poety z Salzburga, Georga Trakla („Muzyka w Ogrodzie Mirabel”). Ciep艂e i pi臋kne rosyjskie „Do babuni” Mariny Cwietajewej granicz膮 o moment tylko z rytmem „Ognia nocy 艣w. Jana” chilijskiej laureatki Nagrody Nobla, Gabrieli Mistral. Wreszcie delikatne, nierzeczywiste s艂owa rodem jakby z jakiego艣 niespokojnego snu, poezji Roberta Desnosa. Wszystko to dociera do nas jednym strumieniem niezwyk艂o艣ci.
Na scenie: czarne kotary, na czarno ubrani muzycy i w czarnej, prostej sukni Ewa Demarczyk. Muzyka jest gdzie艣 mi臋dzy nimi, r贸wnie elegancka jak oni i tak偶e pogr膮偶ona w mroku. Kilka reflektor贸w czasem tylko rozjarzy si臋 rosn膮c膮 emocj膮. Ale twarz Ewy Demarczyk jest przez ca艂y czas wyra藕na: wykrzywione w grymasie usta i nieprzytomne oczy szalonej spirytystki. To za jej spraw膮 w naszych my艣lach pojawiaj膮 si臋 r贸偶noj臋zyczni bohaterowie nieszcz臋艣liwych mi艂o艣ci.
Rebeka. Twarz Demarczyk opowiada smutn膮 histori臋 偶ydowskiej dziewczyny. Zahipnotyzowani, wpatrujemy si臋 w jej oczy, a tam 鈥 stara studnia, zrozpaczona kochanka i.. odje偶d偶aj膮ca limuzyna. Tylko chwila ca艂kowitej ciemno艣ci oddziela ten obraz od nast臋pnego. Znowu punktowiec o艣wietla twarz Demarczyk i znowu odczytamy z niej inn膮 opowie艣膰: o dawnym balu, „Grand Valse Brillante”.
W jej 艣piewie nie s艂ycha膰 wysi艂ku. Obrazy malowane s膮 p贸艂g艂osem; tylko w kulminacjach piosenek Demarczyk pozwala sobie na wykorzystanie jego ca艂ej mocy. Wtedy (poemat Goethego, „Taki pejza偶”) s艂ycha膰 jak wspania艂y to g艂os i z jak膮 maestri膮 si臋 nim pos艂uguje. Rozumie si臋 ka偶de s艂owo, co ja m贸wi臋 鈥 ka偶d膮 sylab臋, w najtrudniejszych, nawet najbardziej karko艂omnych piosenkach („Karuzela z madonnami”). „Taki pejza偶” to wr臋cz 艣piewanie poszczeg贸lnych fonem贸w; koncert d藕wi臋k贸w, kt贸re nie maj膮 ju偶 prawie znaczenia s艂贸w. Taki pejza偶.
Zn贸w ciemno艣膰. Publiczno艣膰 bije brawo i brzmi to jak niedelikatno艣膰. By艂 sobie skrzypek鈥 Muzyka staje si臋 tak sentymentalna, 偶e a偶 nie mo偶na si臋 przed ni膮 obroni膰. Demarczyk patrzy przed siebie: jakby wspomina czy rozmawia z kim艣, potem oddala si臋 a ko艂o nas pojawia si臋 skrzypek Sercowicz. Metr dalej prawdziwy skrzypek wykonuj膮 swoj膮 parti臋. Kierownik zespo艂u muzycznego i zarazem kompozytor wi臋kszo艣ci piosenek, Andrzej Zarycki, podchodzi do piosenkarki. Razem z ni膮 za艣piewa o „Ogniu w noc 艣w. Jana” i za ka偶dym razem w refrenie powita go 艣piewny u艣miech Ewy.
„Tomasz贸w”, „Pie艣艅 nad pie艣niami”, „Sur le Pont d’Avignon”, „Wiersze Baczy艅skiego”, „Cyganka”. A potem Demarczyk gwa艂townie odwraca si臋 i zbiega ze sceny. U szczytu muzycznej emocji. Pozostaje nienasycone apogeum, kt贸re zamiera. Na sali elektryczno艣膰. Mi臋dzy scen膮 i widowni膮 jest takie napi臋cie, 偶e mo偶na by zapali膰 偶ar贸wk臋. Oklaski trwaj膮 d艂ugo, ale nie ma bisu. Tych mi艂osnych „Dziad贸w”; teatru, w kt贸rym muzyka spe艂nia rol臋 medium wywo艂uj膮cego duchy kochank贸w, nie da si臋 powt贸rzy膰. Demarczyk uk艂oni si臋 sztywno i zbiegnie ze sceny. Seans sko艅czony. Niech nienasycenie czyni legend臋. Niech wraca wspomnienie nie powt贸rzonego.
Kiedy艣 uda艂o mi si臋 podejrze膰 Ew臋 Demarczyk podczas pr贸by. Ze zdumieniem s艂ucha艂em znanych sobie piosenek, 艣piewanych zupe艂nie „na zimno”, bez emocji. Nie by艂o napi臋cia, nie by艂o oprawy, tylko misternie uk艂adane d藕wi臋ki. Spokojnie i dok艂adnie. Podczas koncertu wydawa艂o si臋 to takie naturalne, niesamowite samo przez si臋. Ale przecie偶 to inscenizacja, teatr.
Ten efekt Demarczyk starannie wypracowa艂a. Najpierw posiad艂a technik臋 aktorsk膮 i muzyczn膮 (szko艂a teatralna i muzyczna). Do niej doda艂a intuicj臋, dzi臋ki kt贸rej potrafi艂a zaprojektowa膰 nieomylnie trafn膮 inscenizacj臋 ka偶dego utworu. Wiedzia艂a kiedy wzmocni膰 艣wiat艂o reflektor贸w, kiedy si臋 odwr贸ci膰 i wreszcie kiedy 鈥 wykorzystuj膮c emocj臋 chwili 鈥 nag艂ym ruchem, nieoczekiwan膮 ucieczk膮 ze sceny podkre艣li膰 jej wymow臋. 艢piewane przez ni膮 wiersze czasem by艂y wyrafinowane a czasem banalne jak s艂owa jarmarcznej piosenki. Wy艂aniaj膮ce si臋 z nich chmurne postacie, rysowane g艂osem i nastrojem, z艂o偶y艂y si臋 na sp贸jn膮 wizj臋 pos臋pnego 艣wiata, pe艂nego daremnej tkliwo艣ci, samotno艣ci, buntu i nie艣mia艂ej nadziei. To nieprawda, 偶e Demarczyk by艂a Czarnym Anio艂em polskiej piosenki. Ona ca艂kiem 艣wiadomie gra艂a rol臋 Czarnego Anio艂”.

Niebo z艂ote ci otworz臋,
w kt贸rym ciszy bia艂a ni膰
jak ogromny d藕wi臋k贸w orzech,
kt贸ry p臋knie, aby 偶y膰
zielonymi listeczkami,
艣piewem jezior,
zmierzchu graniem,
a偶 uka偶e j膮dro mleczne ptasi 艣wit.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.Kto mi odda moje zapatrzenie
i m贸j cie艅, co za tob膮 odszed艂?
Ach, te dni jak zwierz臋ta mrucz膮c,
jak ro艣liny s膮 – coraz m艂odsze.I nied艂ugo ju偶 – tacy male艅cy,
na 艂upinie z orzecha stoj膮c,
pop艂yniemy porom na opak
jak na przek贸r wodnym s艂ojom.i tak w wod臋 si臋 chyl膮c na przemian
pop艂yniemy nieostro偶nie w zapomnienie,
tylko p艂aka膰 b臋d膮 na ziemi
zostawione przez nas nasze cienieZiemi臋 tward膮 ci przemieni臋
w mlecz贸w mi臋kkich p艂ynny lot,
Wyprowadz臋 z rzeczy cienie,
kt贸re pr臋偶膮 si臋 jak kot,
Futrem iskrz膮c zwin膮 wszystko
W barwy burz,
w serduszka listk贸w,
w deszczu siwy splot.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.
D艂uga wij膮c膮 si臋 wst臋g膮 g艂os ciep艂y w powietrzu stygnie,
a偶 jego dosi臋gnie w zmroku i szept przy ustach us艂yszy.
„Kochany” – szumi piosenka i g艂ow臋 owija mu, dzwoni
jak w艂os贸w mi臋kkich smug膮, lilie z niej pachn膮 tak mocno,
偶e on, pochylony nad 艣mierci膮, zaciska palce na broni,
i wstaje i jeszcze czarny od py艂u bitwy – czuj臋,
偶e skrzypce graj膮 w nim cicho, wi臋c idzie ostro偶nie powoli,
jakby po nici 艣wiat艂a, przez morze szumi膮ce zmroku
i coraz bli偶sza jest mi臋kko艣膰 podobna do bia艂ych ob艂ok贸w,
a偶 si臋 dope艂nia przestrze艅 i czuje jej g艂os mi臋kki
stoj膮cy w ciszy olbrzymiej na wyci膮gniecie r臋ki.
„Kochany” – szumi piosenka, wi臋c wtedy obejm膮 ramionaLas noc膮 ro艣nie.
Otch艂a艅 otwiera聽
usta ogromne, ch艂onie i ssie.Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
i krzyk wysoki we mgle, we mgle.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.
K.K Baczy艅ski
Obraz mo偶e zawiera膰: 1 osoba, noc i zbli偶enie

Co艣 osobistego!

Znalezione obrazy dla zapytania pisanie
Los nie da艂 mi talentu do pisania wierszy, ale czasami mam jakie艣 przeb艂yski i przelewam na klawiatur臋 co艣 tam, co艣 tam.
Mam dzi艣 melancholijny dzie艅 i napisa艂am list do M臋偶a, kt贸rego pewnie nie przeczyta, ale mo偶e kiedy艣 zdradz臋 mu swoje my艣li spod klawiatury, a w realu staram si臋 dla Niego, a On dla mnie!

Za chwil臋 b臋dzie razem 43!

Podobny obraz
O betonowy chodnik rozbi艂am sw贸j 偶al,
jak nie potrzebny bibelot wdepta艂am,
a za chwil臋 wystawi艂am sw膮 twarz
w stron臋 s艂o艅ca i wieczorem do gwiazd.
Ulga zago艣ci艂a w pani w kapeluszu.
Podobny obraz
Pada deszcz
i obmywa mnie z dawno艣ci.
Niech pada,
jestem coraz czystsza.
Podobny obraz
Umy艂am okna i l艣ni艂y jak gwiazdy,
a 艣wiat sta艂 si臋 bardzo wyrazisty.
Wesz艂am na sto艂ek, a nie jest mi 艂atwo.
Dzi艣 聽krople deszczu 聽zmy艂y m贸j trud 鈥 trudno.
Podobny obraz
Poeci nie zawsze rymuj膮, bo cz臋sto bia艂e wiersze pisz膮
i taki ja chc臋 napisa膰 o nas, cho膰 nie jestem poet膮!
Jeste艣my w tym mie艣cie tylko we dwoje, skazani na siebie!
Gdzie艣 w 艣wiecie mamy nasze dzieci, ale one w zakamarkach
maj膮 schowane swoje marzenia i nie b臋dziemy im przeszkadza膰.
Teraz jest ich czas – niech si臋 realizuj膮.
Budz臋 si臋 jeszcze obok Ciebie i niech tak zostanie na d艂ugo,
bo to daje mi si艂臋.
Pytam rano niepotrzebnie, czy idziesz do pracy, cho膰 wiem, 偶e nie mo偶esz
bez pracy 偶y膰.
Pytam, co dzisiaj na obiad, a Ty czasami masz specjaln膮 zachciank臋,
kt贸r膮 z ca艂ej mocy chc臋 聽spe艂ni膰, bo to sprawia mi przyjemno艣膰.
Czasami si臋 z艂oszcz臋, 偶e tak du偶o pracujesz i zostawiasz mnie sam膮,
ale za chwil臋 u艣wiadamiam sobie, 偶e musz臋 da膰 Ci przestrze艅.
Pokornie czekam, a偶 wr贸cisz i podzielimy si臋 tym – jak min膮艂 dzie艅.
M贸wisz mi, 偶e musisz pracowa膰, gdy偶 trzeba do domu kupi膰 co艣 nowego.
Dzi艣 kupi艂e艣 mi now膮 kanap臋, na kt贸rej siadam z laptopem i pisz臋 ten wiersz.
Jeste艣my tacy sami, ale cieszymy si臋, 偶e mamy siebie wci膮偶.
Kiedy wiecz贸r przychodzi z satysfakcj膮 zasypiamy obok siebie ws艂uchuj膮c si臋 w nasze oddechy.
Czasami tylko jeszcze przed snem wtr膮c臋, 偶e taki spok贸j jest w mie艣cie,
kiedy z otwartym oknem ws艂uchujemy si臋 w odg艂osy miasta.
Wtedy jest cisza. Samochody na parkingach, a my kochamy t臋 cisz臋
po ca艂ym dniu. Wtulamy si臋 w swoje poduchy i jest bezpiecznie.
Jutro rano znowu Ci臋 spytam, czy idziesz do pracy i co mam ugotowa膰 na obiad.
Lubi臋 t臋 nasz膮 konwersacj臋 bez sensu, a mo偶e z sensem i walk臋 o ka偶dy wsp贸lny dzie艅 razem.
I jeszcze taka drobnostka!
My si臋 wci膮偶 kochamy, cho膰 sami jeste艣my w tym mie艣cie.
Podobny obraz
Patrz臋 na niebo
i ono zawsze wisi
nad moimi rz臋sami.
Patrz臋 na drzewo
i ono odradza si臋
z wiosn膮 zielonymi listeczkami.
Patrz臋 na traw臋 艣wie偶膮
oplecion膮 mleczami.
Patrz臋 na nas
i nie wiadomym jest czy ona
zabierze ciebie pierwszego,
czy pierwsz膮 mnie – na zawsze,聽
bez mo偶liwo艣ci odrodzenia!
Podobny obraz

Na moim osiedlu

wydepta艂a sobie 艣cie偶k臋

i kosi bez skrupu艂贸w.

Nie patrzy na wiek,

ani na wyznanie

i kosi jak oszala艂a

– stara wariatka.

Skosi艂a Pani膮 Bo偶enk臋,

kt贸ra sprzedawa艂a mi bu艂ki latami,

a potem skosi艂a pani膮 Mari臋,

kt贸ra dzieciom zastrzyki dawa艂a.

聽One ju偶 wiekowe by艂y,

ale dlaczego skosi艂a

m艂odego cz艂owieka?

Bezlito艣nie puka do drzwi,

a cz臋sto nie puka

i wchodzi bezszelestnie,

aby kolejn膮 dusz臋 skosi膰,

bo ma tak膮 zachciank臋.

Wci膮偶 jest nienasycona

i wci膮偶 jest g艂odna

i zdarza si臋 jej skosi膰

Matk臋 Dziecku, albo Ojca.

Wredna jest i nie przekupna

i nie przyjmuje modlitwy.

Ona kosi i kosi膰 b臋dzie

i tylko jednym daje

wi臋cej czasu

na po偶egnania,

a drugich zabiera

noc膮,

albo z samego rana.

I tu ludzko艣膰 zadaje sobie pytanie,

kiedy przyjdzie

i, o kt贸rej godzinie

i ja te偶 si臋 pytam

– cz臋sto, coraz cz臋艣ciej!

Podobny obraz

Mocno o艣wietlam lustro
i przed nim staj臋.
Przygl膮dam si臋 i wcale si臋 nie dziwi臋.
Na mej twarzy s膮 zmarszczki do zniesienia聽i s膮 艂adne.

Palcami grzebi臋 we w艂osach szukaj膮c siwizny.
Jest na skroniach jeszcze nie pomalowana,
ale farba czeka na u偶ycie.
Patrz臋 na szyj臋 i widz臋, 偶e nie jest ju偶 艂ab臋dzia,
ale nie sp臋dza mi to z oczu snu.
Polecia艂y te lata szalone i czas zrobi艂 swoje,
co nie znaczy, 偶e tam g艂臋boko w duszy
nie mam wci膮偶 osiemnastu lat.
Nie dziwcie si臋, 偶e moje serce i dusza
si臋 nie zestarza艂y, cho膰 dziwi臋 si臋 sama i ja.

Wybaczcie mi dzieci i wybacz m臋偶u, 偶e nie jestem

nobliw膮 matron膮, ale mo偶e si臋 tak膮 stan臋, gdy

umiera膰 przyjdzie mi.

 

Podobny obraz

Wszystko si臋 zmienia,
moje marzenia
i spojrzenia moje te偶.
Nagle zauwa偶am, 偶e
ostatni listek
z drzewa spad艂.
Widz臋 to teraz
bo te偶 si臋 zmieniam
i na drobne si臋
nie rozmieniam,
bo przyszed艂 czas
na wzruszenia.
Nagle zauwa偶am
i nagle widz臋
jak drzewa
poszarpa艂 wiatr
i ostatni listek
z drzewa spad艂.

 

Podobny obraz

Krawcowa kiedy szyje sukienk臋,
a nici na szpulce si臋 ko艅cz膮,
zak艂ada now膮, by sko艅czy膰 dzie艂o.
Nasze 偶ycie te偶 jest tak膮 szpulk膮,
ale jak偶e rzadko mo偶emy skorzysta膰
z zapasu nici, gdy偶 ostatni ich centymetr
nie pozwala ju偶 sko艅czy膰 偶ycia dzie艂a!

Podobny obraz

Nie m贸w nic kochany,
w naszym wieku s艂owa s膮 zb臋dne.
Zamy si臋 lat tyle, 偶e wystarczy spojrzenie,
a wiemy nagle, co wp贸艂 drogi chcemy sobie przekaza膰.
Oszcz臋dzajmy na s艂owach,
a zyskujemy na czasie, z powodu
trafnych odgadni臋膰 i bez zaskoczenia,
bo znamy si臋 jak 艂yse konie
i to jest nasza wielka mi艂o艣膰 i si艂a na dalsze lata.

Podobny obraz

Frywolitka, utkana ze starej nici,
ma nadziej臋 na dalszy sw贸j 偶ywot,
ale stara ni膰 ju偶 si臋 strz臋pi,
wi臋c trafi艂a na dno szuflady,
jako pami膮tkowy, lecz nie potrzebny
ju偶 艣mie膰.
Tak z kobiet膮 jest podobnie
i nie m贸wcie, 偶e to k艂amstwo
bo tylko m艂oda ni膰 jest podziwiana,
a kiedy si臋 strz臋pi
staje si臋 jak ten pami膮tkowy
i nie potrzebny 艣mie膰?

Podobny obraz
Jeannie Ebner
Wiersz o ma艂偶e艅stwie
Z tych wszystkich list贸w do ciebie 鈥
偶adnego nie otrzyma艂e艣,
bo nie wys艂a艂am ich nigdy,
nawet ich nie napisa艂am,
i tylko moje oczy przyrzeka艂y,
zdradza艂y mi艂o艣膰,
tylko moja sk贸ra dawa艂a sygna艂y,
moje w艂osy wszeptywa艂y tobie w ucho.
I wystarcza艂o nam, co nasze cia艂a
mia艂y sobie do powiedzenia.
Wypowiada艂y s艂owa-zakl臋cia:
Ufno艣膰.
Po艂膮czenie.
Mi艂o艣膰.
A wi臋c czy by艂o trzeba,
Bym listy do ciebie pisa艂a?
t艂um. Krystyna Kami艅ska
A jednak napisz臋 list do Ciebie M臋偶u, bo to zdj臋cie, do kt贸rego mi tak 艣miesznie i zabawnie pozowa艂e艣, da艂o mi wiele do przemy艣lenia, 偶e wci膮偶 mamy siebie.
Napisz臋 ten list, cho膰 nie wiem, czy dam Ci go do przeczytania? Wiesz, 偶e pisz臋 bloga i popierasz to moje dziwne hobby, cho膰 kompletnie nie wnikasz w tre艣ci tu zamieszczane. Wiesz tylko, 偶e mnie to sprawia przyjemno艣膰 i w zwi膮zku z tym pogodzi艂e艣 si臋, 偶e s膮 takie chwile, 偶e my艣lami jestem gdzie indziej i poch艂ania mnie klawiatura, przy pomocy, kt贸rej przelewam swoje my艣li. Istnieje jednak mo偶liwo艣膰, 偶e dam Ci do przeczytania ten list, kt贸rego nigdy nie wy艣l臋, ale b臋dzie on tu zamieszczony na wieki.
Wczoraj si臋 na mnie wkurzy艂e艣, bo co艣 wspomnia艂am 聽o umieraniu i mo偶e to ja pierwsza opuszcz臋 ten pad贸艂 i zostawi臋 Ciebie samego. Zgani艂e艣 mnie, a wieczorem si臋 przytuli艂e艣 i powiedzia艂e艣, 偶e masz mnie teraz tylko jedn膮. Nasze c贸rki ju偶 wiod膮 swoje 偶ycie gdzie艣 tam w 艣wiecie. Pracuj膮 i maj膮 swoje obowi膮zki i rodziny. Ja Ci dzi臋kuj臋, 偶e da艂e艣 mi tak wspania艂e dzieci, za kt贸re ani razu nie musieli艣my si臋 wstydzi膰. Nasze dzieci, to nasz wielki kapita艂 i kiedy z domu odchodzi艂y, ka偶de z nas cierpia艂o na sw贸j spos贸b.
Nagle w domu zrobi艂o si臋 tak cholernie cicho. Cisza ta by艂a bardzo nieprzyjemna, bo musieli艣my oboje si臋 pogodzi膰, 偶e oto nadesz艂a taka kolej w naszym 偶yciu, 偶e nagle zostajemy tylko we dwoje.
Nie udawa艂o si臋 to na pocz膮tku. Ja si臋 zamkn臋艂am ze swoj膮 t臋sknot膮, a Ty uciek艂e艣 w prac臋. Widywali艣my si臋 tylko o poranku i wieczorem, bo praca pomaga艂a Ci upora膰 si臋 z nieuchronnym i przemijaniem, a ja ze swoim b贸lem i syndromem pustego gniazda musia艂am upora膰 si臋 sama. Bywa艂y dni, 偶e nie chcia艂o mi si臋 wstawa膰 z 艂贸偶ka, bo ogarn膮艂 mnie bezsens tego wszystkiego, ale mnie motywowa艂e艣 i uda艂o si臋. Obydwoje zrozumieli艣my, 偶e inaczej ju偶 nie b臋dzie i musimy wspiera膰 nasze dzieci ju偶 na odleg艂o艣膰 i to przywr贸ci艂o mi wiar臋, 偶e nie zostawi艂e艣 mnie z tym wszystkim sam膮.聽
Pami臋tasz nasze m艂ode lata, kiedy tu偶 po 艣lubie pojecha艂e艣 na dwa lata do wojska, a ja zaj臋艂am si臋 wychowaniem naszego pierwszego dziecka? Pisa艂e艣 do mnie listy, 偶e t臋sknisz, a list w贸wczas szed艂 z cztery dni. Ja przyjecha艂am do Ciebie na przysi臋g臋 wojskow膮 i by艂e艣 w tym mundurze taki pi臋kny, bo bardzo Ci on pasowa艂. By艂am dumna z Ciebie, ale liczy艂am dni do Twojego powrotu.
A pami臋tasz nasze randki, kiedy jeszcze nie wiedzieli艣my, 偶e jeste艣my sobie przeznaczeni? Ja pami臋tam, 偶e chodzili艣my na nie – nad jezioro i tam mieli艣my swoj膮 艂aweczk臋, kt贸rej ju偶 teraz nie ma. Pami臋tam nasz pierwszy, niewinny poca艂unek i ja nie zapomn臋 go do ko艅ca 偶ycia? Mia艂am Ciebie i czu艂am pod艣wiadomie, 偶e jeste艣 tym jedynym i inni ch艂opcy mnie absolutnie nie interesowali. Zakocha艂am si臋 szale艅czo w Tobie i tak mnie do dzisiaj trzyma.
Jak ka偶de ma艂偶e艅stwo, mieli艣my swoje wzloty i upadki. Dochodzi艂o czasami do bardzo ostrych spi臋膰. Jak w ka偶dym ma艂偶e艅stwie pada艂o do straszne s艂owo – rozw贸d! Jak ka偶de ma艂偶e艅stwo, mieli艣my ciche dni, kt贸rych ja nie znosi艂am, a wiem, 偶e i Ty tak偶e, a wi臋c czym szybciej si臋 godzili艣my i dalej pchali艣my ten w贸zek pod nazw膮 – rodzina.
Oj, nasze dzieci z pewno艣ci膮 maj膮 w pami臋ci te nasze spienione burze i huragany. Wiem, 偶e pami臋taj膮, bo zdarza si臋 w bezpo艣redniej rozmowie, po latach, 偶e wspominaj膮, i偶 czasami jako rodzicie przedobrzyli艣my. Jednak w ka偶dej takiej rozmowie wspominkowej, ogromnie je przepraszam, 偶e co艣 nam w 偶yciu nie wysz艂o.
Najwa偶niejsze, 偶e przeszli艣my przez to wszyscy razem i wci膮偶 jeste艣my wszyscy razem. Nasze dzieci realizuj膮 si臋 zawodowo i s膮 szcz臋艣liwe. Mam nadziej臋, 偶e nie pope艂niaj膮 b艂臋d贸w swoich szalonych i ekspresyjnych rodzic贸w. Mam nadziej臋, 偶e potrafi膮 nam przebaczy膰 nasze b艂臋dy pope艂nione i widz臋, 偶e Tobie te偶 na tym zale偶y, bo jeste艣 na ka偶de ich zawo艂anie, kiedy prosz膮 o cokolwiek. Potrafisz wszystko rzuci膰 i p臋dzisz do nich, co mnie wci膮偶 ogromnie cieszy.
Jeste艣my wci膮偶 razem kochany i p贸ki zdrowie jeszcze jako tako nam dopisuje, potrafimy si臋 sob膮 cieszy膰 na nowo. Zm膮drzeli艣my na staro艣膰 i oboje wiemy, 偶e b臋dziemy ze sob膮 do momentu nieuniknionego. Nikt z nas nie wie, jak to si臋 sko艅czy i oboje boimy si臋, 偶e co艣 si臋 nam z艂ego wydarzy膰 mo偶e, ale nie rozmawiamy o tym zbyt cz臋sto, cho膰 wiem, 偶e masz te偶 swoje przemy艣lenia. Jeste艣 bardzo skryty ze swoimi my艣lami i ma艂o wylewny, ale ja Ciebie znam i wiem, kiedy na chwil臋 si臋 zatrzymujesz i rozmy艣lasz. Ja to wszystko widz臋 i po tylu latach rozumiemy si臋 ju偶 bez s艂贸w.
Chcia艂abym Ci podzi臋kowa膰, 偶e jeste艣 dla mnie tak bardzo dobry. Tyle dobrego dla mnie teraz robisz, 偶e nawet wyprzedzasz moje niewypowiedziane pro艣by, a cho膰by, 偶e wiesz, 偶e w domu ko艅czy si臋 chleb i trzeba dokupi膰 proszek do prania, czego ja nie zauwa偶y艂am. Ile razy mnie prosisz, aby艣my gdzie艣 dalej sobie pojechali, cho膰by na zakupy do wi臋kszego miasta. Ile razy robisz mi drobne prezenty, ot tak bez powodu.
Ja te偶 staram si臋 dba膰 o Ciebie. Lubi臋 Ci ugotowa膰 co艣 smacznego i lubi臋 patrze膰, kiedy po dobrym obiedzie robisz sobie 15 minutow膮 drzemk臋. Ciesz臋 si臋, kiedy dostrzegasz moje starania, aby w domu by艂o czysto. Pomagasz mi nawet w drobnych pracach domowych, a do tego potrafisz sam wszystko naprawi膰, 偶e nie musimy wzywa膰 偶adnych fachowc贸w.
Ciesz臋 si臋, 偶e Twoja praca daje Ci satysfakcj臋 i w niej nadal si臋 realizujesz. Pragn臋, aby艣 robi艂, to co lubisz jak najd艂u偶ej, bo praca daje Ci ogromnego kopa do 偶ycia. Wiem, 偶e bez pracy szybko by艣 zwi膮d艂 i si臋 za艂ama艂, a wi臋c wspieram Ci臋 w tym, najlepiej jak potrafi臋.
A na koniec kochany m臋偶u musz臋 Ci napisa膰, 偶e jestem bardzo z Tob膮 szcz臋艣liwa, a wiem, 偶e i dla Ciebie ja jestem wa偶na. Dopiero teraz oboje zdajemy sobie spraw臋, 偶e los nie na darmo nas sobie przedstawi艂 39 lat temu.
Mo偶e kiedy艣 napisz臋 jeszcze inny list. Mo偶e przypomni mi si臋 wiele innych szczeg贸艂贸w i zapragn臋 o tym napisa膰, a tymczasem si臋 powt贸rz臋 – kocham Ci臋 bardzo, bardzo. 馃檪 Wiem, 偶e Ty mnie te偶, bo nawet dzi艣 mi o tym powiedzia艂e艣. 馃檪

Dawno nie by艂o nie rymowanki mojej!

Na moim osiedlu

wydepta艂a sobie 艣cie偶k臋

i kosi bez skrupu艂贸w.

Nie patrzy na wiek,

ani na wyznanie

i kosi jak oszala艂a

– stara wariatka.

Skosi艂a Pani膮 Bo偶enk臋,

kt贸ra sprzedawa艂a mi bu艂ki latami,

a potem skosi艂a pani膮 Mari臋,

kt贸ra dzieciom zastrzyki dawa艂a.

聽One ju偶 wiekowe by艂y,

ale dlaczego skosi艂a

m艂odego cz艂owieka?

Bezlito艣nie puka do drzwi,

a cz臋sto nie puka

i wchodzi bezszelestnie,

aby kolejn膮 dusz臋 skosi膰,

bo ma tak膮 zachciank臋.

Wci膮偶 jest nienasycona

i wci膮偶 jest g艂odna

i zdarza si臋 jej skosi膰

Matk臋 Dziecku, albo Ojca.

Wredna jest i nie przekupna

i nie przyjmuje modlitwy.

Ona kosi i kosi膰 b臋dzie

i tylko jednym daje

wi臋cej czasu

na po偶egnania,

a drugich zabiera

noc膮,

albo z samego rana.

I tu ludzko艣膰 zadaje sobie pytanie,

kiedy przyjdzie

i, o kt贸rej godzinie

i ja te偶 si臋 pytam

– cz臋sto, coraz cz臋艣ciej!

Czas, to dla nas, ani wr贸g, ani przyjaciel

A jesieni膮, a jesieni膮 w艂膮cza si臋 szukanie sensu 偶ycia. Zbli偶a si臋 ten dzie艅, kiedy wszyscy wyruszymy na cmentarze, aby po艂o偶y膰 kwiaty na grobach naszych bliskich i zapali膰 symboliczne 艣wiate艂ka.

Nie da si臋 uciec od tego dnia. Nie da si臋 nie my艣le膰 o tych, kt贸rzy nas zrodzili i z nami wiele lat byli. B臋dziemy odwiedza膰 ich groby i z pewno艣ci膮 spotkamy wielu swoich znajomych, dawno nie widzianych na cmentarzach. U艣miechnijmy si臋 do ich, bo 偶ycie, to tylko chwilka.

Nie wiem dlaczego ju偶 dzi艣 w艂膮czy艂o si臋 mi takie my艣lenie i pozbiera艂am piosenki o staro艣ci i przemijaniu, ale z racji mojego wieku, mam prawo do ka偶dego takiego dnia, w kt贸rym w艂膮cza si臋 nostalgia i zastanowienie nad sensem tego wszystkiego.聽

Jedne piosenki s膮 w klimacie weso艂ym, inne bardziej zadumane, ale 偶ycie nasze sk艂ada si臋 w艂a艣nie z takich emocji.

Zapraszam do refleksji 馃檪聽

A ja p臋dz臋 na spacer – mi艂ego dnia 馃檪

Julian Tuwim

Staruszkowie

Patrzymy sobie na ulic臋
Przez wp贸艂rozwart膮 okiennic臋.

W cz贸艂na ca艂ujemy cudze dziatki
I podlewamy w oknach kwiatki.

呕yjemy sobie, jak B贸g zdarzy,
Zrywamy kartki z kalendarzy.

 

M贸wi si臋, 偶e nie ma ludzi nie zast膮pionych, ale k艂amstwo

聽Na TV Kultura natkn臋艂am si臋 na film o Marku Grechucie i si臋 okropnie powzrusza艂am, a偶 sama na siebie jestem z艂a, ale ja tak mam, 偶e wzruszam si臋 bardzo cz臋sto, bo taka ze mnie p艂aczka jest. Marek wci膮偶 偶yje w swoich piosenkach, clipach, wyst臋pach zapisanych i ca艂e szcz臋艣cie, 偶e 偶yjemy w takich czasach, 偶e wszystko mo偶na utrwali膰. Ja bardzo cz臋sto si臋gam po jego tw贸rczo艣膰, poniewa偶 ta ulotna i delikatna niczym pi贸rko tw贸rczo艣膰, zawsze mnie poch艂ania艂a i wzrusza艂a. Kiedy powstawa艂y mocne kapele, mnie to nie interesowa艂o i nie kodowa艂am 聽nawet ich nazw, a zw艂aszcza tych zagranicznych, gdy偶 wola艂am s艂ucha膰 o pomara艅czach i mandarynkach i o dniach, kt贸rych jeszcze nie znamy. Zakocha艂am si臋 w Marku, jako m艂oda dziewczyna, kt贸ra na ekranie telewizora czarno bia艂ego zobaczy艂a delikatnej urody wykonawc臋.

mg

聽Kto ma ochot臋 na obejrzenie wycinka z tego programu wspomnieniowego to s艂u偶臋. Mo偶e i Ty i Ty powspominasz tego artyst臋, kt贸rego nie zdo艂a艂 nikt jak do tej pory zast膮pi膰. Mo偶e tylko ja tak mam, 偶e wracam wspomnieniami do tamtych piosenek – nie wiem, ale wydaje mi si臋, 偶e nie spos贸b nie wielbi膰 Marka Grechuty, kt贸ry 偶y艂 z g艂ow膮 w chmurach i zatapia艂 si臋 w rymach i d藕wi臋kach. Lubi臋 sobie czasami zrobi膰 taki relaks, kt贸ry przywraca mi wiar臋 w dobrych ludzi.

 

聽I ostatnia Marka piosenka 馃槮