Archiwa tagu: pogrzeb

Mamo spoczywaj w spokoju!

Peter Paul Wiplinger*

Matka

przypominam sobie
twoje oczy

twoje włosy
twoją twarz

twoje ręce
twoją postać

twoją mowę
twoje milczenie

twoje spojrzenie
w dal

tuż przed 
twoją śmiercią

Wiedeń, 31 XII 1985

tłum. Joanna Nasiukiewicz

Z tomu „Lebenszeichen. Gedichte/Znaki życia. Wiersze”, 2003

Dzisiaj moja Mama spoczęła w naszej Matce Ziemi.

Obudziłam się cała nerwowa, bo trzeba było przygotować się do pogrzebu.

Obudziłam się niespokojna, ale musiałam się opanować, aby przeżyć tę jakże przykrą ceremonię i przetrwać.

O godzinie 12 – w samo południe odbyła się msza za moją Mamę w naszym kościele niezwykle pięknym, a potem zawieziono Mamę na cmentarz i tam spoczęła  na wieki.

Jakie to wszystko jest dziwne, bo Mama dożyła naprawdę pięknego wieku, a pochowanie Jej razem z rodzinną stypą trwało zaledwie trzy godziny.

Pogoda Mamie dopisała i nam, bo był lekki mróz i na szczęście nie padał deszcz, a więc nawet aura nam dopisała, taka akurat na pogrzeb.

W kościele każdy mógł się z Mamą pożegnać i ja podeszłam do otwartej trumny i ostatni raz się z Nią pożegnałam, a wyglądała na taką spokojną, wolną od boleści, morfiny i innych medykamentów uśmierzających ból.

Nie płakałam ani w kościele,  ani na cmentarzu, a byłam szczęśliwa, że w końcu moja Mama nie cierpi i jest wolna od bólu straszliwego.

Moja Mama to była wieczna bojowniczka, która o wszystko w życiu musiała walczyć i tak też walczyła z ostatecznym, że nie chciała odchodzić, bo kochała życie.

Jednak ze śmiercią jeszcze nikt nie wygrał i ona pokonała moją Mamę 1 lutego 2019 roku i na pewno gdzieś tam Mama się na tę śmierć złości – a może jednak nie i jej dziękuje.

Tak sobie myślę, kiedy upłynęły, te ponad dwa lata opieki nad nią, bo tak długo walczyła i tak  myślę jak my wszyscy to przetrwaliśmy?

Kiedy miałam dyżur przy Mamie, to mnie pomógł komputer, który zawsze był na chodzie, kiedy Mama spała po lekach i kiedy była niekontaktowa.

Był też strasznie blisko mój Mąż, który mnie wspierał i pomagał w każdej kwestii i miałam w Nim ogromne oparcie!

Bez tej maszynki bym zwariowała, bo takie dyżury tylko z własnymi myślami i bez kontaktu z drugim, choć wirtualnym człowiekiem było by nie do zniesienia.

Po pogrzebie poczułam spokój, bo Mama w końcu, po dwóch, długich latach cierpienia w końcu nie cierpi boleści i tych wszystkich przemian na niekorzyść w jej organizmie.

Rodzina po dwóch latach opieki nad Mamą odzyska swoje życie, które było zdominowane  opieką i byciem przy Mamie.

Kiedy zapłaczę, tego nikt nie wie, bo każdy inaczej wchodzi w żałobę i inaczej ją przeżywa i nie można potępiać tych, którzy nie płaczą na pogrzebie, bo mogą ryczeć w innym terminie, kiedy poczują tęsknotę i chyba ja do takich żałobników należę.

Będę wyć, kiedy będę miała kłopot w życiu i już nie będę miała szansy poradzić się swojej Mamy.

Spoczywaj Mamo w spokoju i niech towarzystwo Twojego Męża będzie Ci tam tylko spokojem i pojednaniem.

Mamo tak Ci szepnę po cichutku, że miałaś przepiękną mszę i wspaniały pogrzeb i nawet byś się nie spodziewała ile ludzi, sąsiadów pojawiło się na Twoim pogrzebie i jakie piękne kwiaty złożono na Twoim grobie i ile zapalono zniczy.

 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.       Obraz może zawierać: w budynku Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela i w budynku

Reklamy

Polak – Polakowi – wilkiem!

 

Tokio 1923

1 września 1923 roku stolicę Japonii nawiedziło jedno z najtragiczniejszych trzęsień ziemi w historii.

Ziemia w Tokio zatrzęsła się wówczas z siłą 8,3 w skali Richtera.

Trzęsienie pochłonęło ponad 142 tys. ludzkich istnień, zniszczyło praktycznie całą stolicę oraz Jokohamę.

Zniszczenia pogłębiła 11 metrowa fala tsunami.

Obejrzałam dokument w tv na ten temat i w nim pokazano, jakie zniszczenia sprawiło to trzęsienie ziemi, a do tego rozgorzały ogromne pożary, w których zginęło tysiące ludzi.

Władze Japonii zastanawiały się po tej tragedii, czy czasem nie przenieść stolicy w inne miejsce, ale w końcu postanowiono, że będą swoją stolicę na nowo budować.

Ocaleni nie mieli gdzie mieszkać, nie mieli ubrań, wody, a także głodowali.

Postawiono ludności przejściowe obozy, w których żyli, dostając miskę ryżu, ale ochoczo zabrali  się do odbudowy swojego miejsca do życia i postanowili, że będzie jeszcze piękniej jak było.

Zawsze mieli aspiracje, że ich stolica będzie na styl zachodni, a więc brytyjski, albo francuski i tak powstała dzielnica łudząco podobna do Londynu, a mosty były podobne do mostów francuskich.

Naród japoński jest hardy i w tamtej, jakże tragicznej sytuacji nikt nie płakał, nie marudził nad swoim losem i nie ubolewał, bo Japończycy nie mają tego w naturze.

Zawsze wychodzą z założenia, iż są w stanie odbudować, to co niszczą na tym terenie wybuchy wulkanów, tsunami, a więc  stają na nogi przez swoją, wpojoną, ogromną pracowitość i dumę narodową.

Oni mają wpojone od pokoleń, że Japończyk wskoczy w ogień za swoim bratem, siostrą, matką, ojcem, dzieckiem, bo to jest taki właśnie naród, że nie oni potrafią żyć w nienawiści i sobie bezwarunkowo pomagają.

A to Polska właśnie:

Stała się okropna zbrodnia w „demokratycznym” kraju, gdzie brat zabija drugiego brata godząc go nożem tak, aby pokiereszować bratu wnętrzności z wyuczoną precyzją.

Oto jesteśmy w wielkiej żałobie, bo oto został zamordowany ktoś, kto zrobił bardzo wiele dla innych.

Tyle padło słów o tym, aby zaprzestać mowy nienawiści i wielcy, wykształceni ludzie nawołują – Polacy opamiętajcie się w obliczu tak wielkiej tragedii i niech to będzie nauka na zawsze!

Niestety, ale nigdy tak nie jest, bo po śmierci Jana Pawła II i katastrofie smoleńskiej nie zadziałało i nie zrobiliśmy się lepsi!

Tylko zgasły znicze i wszystkie awantury wróciły!

Tyle padło słów,, że powinniśmy zacząć się szanować i nie koniecznie zgadzać, ale po przez dyskusję dochodzić do porozumienia.

Nic z tego – nie będzie żadnego porozumienia, bo Polak – Polakowi wilkiem jest i nigdy nie uwierzę, że kiedyś było inaczej, a to tylko w czasach Internetu tak się z ludźmi porobiło!

Nie wierzę, bo zawsze byliśmy dla siebie wilkami i nic nas właściwie nie jest w stanie połączyć, bo jesteśmy wściekłym, poróżnionym narodem, bez grama empatii i skaczemy sobie do gardeł od zawsze.

Jesteśmy wstrętnym narodem na zasadzie Polak – Polakowi – wilkiem i jesteśmy złymi i okropnymi ludźmi przepełnionym wzgardą, zazdrością i podłością.

W czasie żałoby weszłam na Twittera, Facebooka i tam nawet w takich, smutnych chwilach wylało się szambo ze strony oczywiście rządzącej i sympatyków.

Sympatycy PiS nie zostawili suchej nitki na wdowie zamordowanego, a także na tych ludziach, którzy wyszli na ulicę, aby się wypłakać po wielkiej stracie.

Wylał się potok gówna na uroczystość pogrzebową i oczywiście na Owsiaka, który postanowił, że jednak wróci do kierowania WOŚP.

Niech was szlag trafi wy Polacy, którzy idziecie jak w dym za tym tchórzem Kaczyńskim, który nie potrafi się zachować nawet w tak ważnej dla Polaków chwili.

Zawsze pisałam, że Internet, to dla mnie jest okno na świat, ale to zaczynam weryfikować, bo czytanie w sieci zaczyna mnie boleć i gniecie, że mimo próśb o zaprzestanie języka nienawiści jest go coraz więcej i chce się zwymiotować.

Niech media prawicowe oplują i moje miasto, w którym się chciało upamiętnić zamordowanego Prezydenta Gdańska – niech plują!

Ich plucie, to zazdrość, że zamordowany miał tak cudowny pogrzeb, bo kiedy odejdzie ich guru, to mogą sobie pomarzyć jeno, bo na grób ich guru dopiero Polacy naplują za zniszczenie tego kraju w imię chorych, faszystowskich wizji!

Obraz może zawierać: noc

Zimny, sztywny, zakryty chorągwią i kirem,
Jedzie Prezydent Martwy a wielki stokrotnie.
Nie odwracając oczu! Stać i patrzeć, zbiry!
Tak! Za karki was trzeba trzymać przy tym oknie!

Przez serce swe na wylot pogrzebem przeszyta,
Jak Jego pierś kulami, niech widzi stolica
Twarze wasze, zbrodniarze – i niech was przywita
Strasznym krzykiem milczenia żałobna ulica.
Autor: Julian Tuwim, Pogrzeb prezydenta Narutowicza, 1922

Obraz może zawierać: 1 osoba, okulary, tekst i zbliżenie

Żałoba

Obraz może zawierać: 7 osób, tekst

 

Urodziłam się w Gdańsku – Oliwie i dlatego, to miasto jest mi bliskie, choć byłam w nim tylko raz, bo los zepchnął mnie bliżej granicy zachodniej.

Kiedy w dokumentach pisałam miejsce urodzenia, to zawsze roznosiła mnie duma, że to w Gdańsku się właśnie urodziłam – w mieście powstania „Solidarności”.

Zamordował szaleniec bestialsko Włodarza tego, jakże pięknego miasta – Pawła Adamowicza – Ojca, Męża, Prezydenta..

Człowiek, który miał świra na punkcie tego miasta i tak dużo dla niego zrobił, a miał plany na więcej, zginął z rąk polskiego terrorysty, który nauczył się jak skutecznie zadawać ciosy nożem.

Matka mordercy ostrzegała organa, że jej syn jest niebezpieczny, bo miał chore wizje, ale w Polsce procedury są tak nieprecyzyjne, popsute przez Ministra Sprawiedliwości, że nikt się ostrzeżeniem nie przejął i stał się dramat.

Za rządów tego nierządu można z powodzeniem wieszać zdjęcia polityków na szubienicy, publikować akty zgonu i można maszerować z gestem – Heil Hitler i w obecnym czasie tym ludziom nie spadł włos z głowy, bo ten rząd daje przyzwolenie na te draństwa.

Zamordowanego Prezydenta żegnał cały Gdańsk nie godzący się na tę zbrodnię.

Zamordowanego Prezydenta żegnali normalni, zdrowi na umyśle Polacy, których ta zbrodnia przeraziła i odebrała im oddech, a pojawił się wielki, wielki smutek i ból.

Siedzę z Mężem i śledzimy uroczystości i chlipiemy i nie jesteśmy w stanie pojąć jak mogło do tego dojść.

Mój Mąż nawet płacze więcej, bo solidaryzuje się z Prezydentem, gdyż tak samo kocha ludzi i ogromnie lubi im pomagać!

Jesteśmy w wielkim współczuciu dla Rodziny Prezydenta i gdańszczan.

Polska Policja pod rządami tego nierządu jest tam, gdzie wychodzą ludzie z białymi różami, a zabrakło jej by choć minimalnie ochraniać WOŚP, a więc po co Polsce taka Policja upolityczniona.

To wasza wina PiS-e, że mając wszystko w łapach sprawiliście, że Polska jest krajem niezabezpieczonym i wrogim zwykłym Obywatelom.

Wiedziałam, że na pogrzeb Prezydenta przyjdzie wielu mieszkańców miasta, ale nie spodziewałam się takiego zrywu Polaków udręczonych tą straszną zbrodnią.

Podobno dziś żegnało Prezydenta 53 tysiące ludzi! Ogromna siła, ogromna moc i wiele łez, oraz zadumy i bólu.

W tym kondukcie żałobnym szli też ludzie, których przekupiliście 500+, a więc sami widzicie, że to przestało działać i ludzie przejrzeli na oczy!

Siedzicie tam politycy PiS i trzęsiecie gaciami, bo ten mord zabrał wam suwerena, który nigdy nie zagłosuje na was, a ilu jest nas milionów, że was nienawidzą za to, że z Polski zrobiliście kraj nienawiści i wzbudziliście w psychopatach mordercze instynkty.

Na was głosowało zaledwie 5 milionów Polaków, a reszta tj. – 35 milionów dziś opłakiwało mord na dobrym człowieku, który służył Polsce!

Przyjdzie wam za to zapłacić, a to będzie tak, że postawi się was przed sądy, bo za winy należy się kara i wy już o tym wiecie!

Przez trzy lata zastanawiałam się nad tym, co musi się w Polsce wydarzyć, by odsunąć ten nierząd od władzy i stał się ten mord.

To będzie wasz gwóźdź do trumny – jesteście już politycznym trupem.

To dziś uwolniło się dobro od ludzi i bezinteresowne działania, bo czytamy:

Zadzwoniła teściowa z Gdańska. Człowieku, który masz warsztat w okolicach Europejskiego Centrum Solidarności i przez cały wczorajszy dzień rozdawałeś gorącą herbatę ludziom czekającym na zimnie, by pożegnać Prezydenta. Ukłony w pas dla Ciebie!

BĄDŹMY DLA SIEBIE BLISCY BO NAS ROZDZIELAJĄ
Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają
I co chwila nam ziemia pęka pod stopami
A te okrawki
Kraju na którym stoimy 
Z hukiem od siebie w ciemność odpływają

Bądźmy dla siebie bliscy kiedy się boimy
Gdy byle kamyk może poruszyć lawiny
Bądźmy dla siebie bliscy kiedy ciemne góry
Odpychają nas nagle swoim ciałem zimnym

Bądźmy dla siebie wierni kiedy rosną mury
Bo tyle w nas jest siebie ile ciepła tego
Które weźmiemy od kogoś drugiego
A drugi od nas weźmie i w sobie zatai

Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają

Ernest Bryll

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, noc i tłum

Ludzie o brzydkich twarzach i wstrętnych duszach!

Dzisiaj pożegnaliśmy na zawsze Korę, która przegrała z rakiem.
Przepłakałam cały poranek, bo pożegnaliśmy kobietę przez duże „K”.

Kora odeszła za szybko, gdyż miała zaledwie 67 lat i choć walczyła do końca, to się nie udało!

Wyjątkowo pasowała mi Jej twórczośc arystyczna i uważam, że była to kobieta piękna zewnętrznie, ale i wewnętrznie.

Jednak dopiero teraz dowiedziałam się, że nie tylko koncerty sprawiły, że stała się rozpoznawalna, ale była bardzo oczytana, dużo malowała i pisała poezję, a także teksty do swoich piosenek!

Kora miała swoje życie, którym nie epatowała, ale ogromnie lubiła rozmawiać z ludźmi i te rozmowy były o wszystkim.

Kora czytała i dużo wiedziała, a więc kilkugodzinne rozmowy z zaprzyjaźnionymi były dziś na Jej pogrzebie wspominane.

Pogrzeb był świecki, gdyż Kora molestowana przez księdza nigdy w kierunku kościoła się nie skłoniła, bo taka trauma jest w człowieku do końca.

Tak pięknie Ją pożegnał Wojciech Mann, Jerzy Buzek, Magdalena Środa i wielu, wielu innych, a najpiękniej mąż Kory – Kamil Sipowicz!

Najgorsze w tym Narodzie jest to, że jeszcze urna z prochami Kory dobrze się nie osadziła w zimnej ziemi, a ludzie o brzydkich twarzach i zatrutych duszach wylali szambo na Jej pogrzeb i na ludzi, którzy Ją ze szczerego serca żegnali.

Wojciech Mann, to tłusta świnia. Jerzy Buzek, to ten polityk, który będzie siedział, a Magdalena Środa, to durna feministka!

I jak tu wierzyć w człowieka?

Ta nasza dulszczyzna i ta zaściankowość chyba nigdy  się nie skończy!

Zawsze ludzie nieświatli będą jątrzyć, pluć, dywagować brzydko i dorabiać swoją historię podłą i złą,

Kora kochała wolność, jako i ja ją kocham, ale ja jestem nieznana, lecz Jej poglądy polityczne  i moje są takie same.

Nie godziła się na to, co pod koniec Jej życia z Polską zrobił PiS, gdyż ceniła sobie wolność naszą zdobywaną już w czasach PRL-u, Stanu Wojennego i o tym krzyczała ze sceny.

Odeszła piękna postać, kolorowa postać otoczona najlepszymi w naszym kraju, którzy są wierzący i niewierzący, ale przyszli tłumnie, aby uczestniczyć w świeckim pogrzebie bez krzyża!


PROBOSZCZ KRYTYKUJE POGRZEB KORY: SMUTNY KONIEC. ZAMIAST SALVE REGINA PIOSENECZKA O NICZYM;

 

Wojciech Michał Lemański udostępnił post.

7 godz. · 

Zamilknij klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza. Nie martw się, była i msza w intencji zmarłej i Salve Regina. Gdybyś miał w sobie odrobinę miłosierdzia – sam byś taką mszę odprawił. A gdybyś miał w głowie choć kilka kropel oleju – milczałby w takiej chwili.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

 

Nikt nie powinien umierać na wiosnę!

29 kwietnia 2018 roku, w godzinach porannych dotarła do mnie wiadomość z dobrego żródła, że odszedł od nas – nasz Starosta!

Od razu na swoim fan – page poinformowałam naszych mieszkańców i z okolic, że oto bardzo niespodziewanie w mieście będziemy mieli żałobę.

Informacja ta dotarła do mieszkańców bardzo szybko i na dzień dzisiejszy mam ponad 9 tysięcy odsłon mojej informacji.

Nasz Starosta, to był człowiek bardzo prawy i pojawiło się sporo komentarzy pisanych z wielkim smutkiem i z kondolencjami dla rodziny.

Nie powinno się tak wcześnie umierać, gdyż nasz Starosta był stosunkowo młodym człowiekiem, ale jak to się mówi – choroba nie wybiera i zbiera swoje żniwo!

Pogrzeb odbył się wczoraj z uroczystym wyprowadzeniem trumny z kościoła i z przejściem kondutu ulicą główną, a ludzi była cała masa i wszyscy smutni i w żałobie.

Nie byłam na pogrzebie, gdyż miałam dyżur u mojej chorej Mamy.

Na pogrzeb wybrał się mój Mąż i oboje ubolewamy, że coraz częściej zakłada garnitur na pogrzeby, aniżeli na wesela. 😦

Kiedy pracowałam w Urzędzie Miasta, to Pan Adam, jako zastępca Burmistrza podpisywał dość często moje dostarczone dokumenty i odbierałam go jako bardzo miłego i uśmiechniętego człowieka.

Potem  został Starostą i był lubiany przez naszą społeczność, bo to czytałam w komentarzach, gdzie ludzie wyrażali swój żal.

W związku z tak przykrym zdarzeniem w mieście odwołano wszelkie imprezy rozrywkowe i w ciągu tych majówkowych dni byliśmy wycieszeni.

Właśnie kończy się majówka i moje dzieci się rozjechały, a ja z Mężem wybraliśmy się w teren, aby nasycić się kolorami pięknej wiosny.

Dopiero dziś zobaczyłam jak cudnie jest na świecie i nie mogłam się nadziwić, że w końcu wiosna na zachodzie wystrzeliła wprost i wszystko na nowo odżywa.

Drzewa owocowe kwitną na różne kolory, a także w końcu zakwitły bzy i kasztany, a na polach na żółto kusi rzepak – jest cudnie i w takim czasie nie powinno się umierać.

Troszę pobawiłam się opcjami mojego aparatu, bo wciąż się uczę.

Mąż zerwał mi do wazonu kiście bzu jako w „Nocach i dniach”   Józef Toliboski rwał nenufary. 😀

„Wiosna w połowie więc plany na maj:

  1. Kupić wazon.
  2. Zerwać bez.
  3. Wstawić bez w wazon.
  4. Patrzeć.

Niczego więcej od siebie nie wymagać.” 

Opiszcie ja spędziliście te ważna dla Polski dni!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

 

„Przychodzimy, odchodzimy leciuteńko na paluszkach”

Przed każdymi świętami, kiedy wyjeżdżaliśmy do Rodziny, wiedzieliśmy, że musimy ze sobą zabrać naszą, kochaną Jadzię.

Tak było też w Wigilię 2016 roku, kiedy Mąż podjechał pod Jej dom i pomagał Jej wsiąść do samochodu, bo Jadzie miała chore nogi i walczyła o każdy swój krok.

Kiedy wsiadła, to się przywitałyśmy i ucieszyłam się, że przyszło nam kolejną Wigilię spędzić razem. Odpowiedziała, że to prawda i mi przytaknęła.

Jadzia nie była z mojej Rodziny, ale z Rodziny Teścia mojej Córki.

Kiedy Ją poznałam, to oszalałam na Jej punkcie. Od razu Ją polubiłam i byłam pod Jej urokiem.

Niezwykle ciepły człowiek, o cudownym uśmiechu i radości życia.

Jej życie nie było usłane różami, gdyż po śmierci Męża została zupełnie sama. No może nie zupełnie, bo w Jej życiu był jeszcze piesek, którego kochała bezgranicznie. Piesek już wiekowy i Jadzia martwiła się o to, że kiedy odejdzie, to Ona zostanie zupełnie sama.

Dzieci Jadzi rozjechały się po świecie w poszukiwaniu pracy i miłości. Założyły swoje Rodziny z dala od Matki i tam się zakorzeniły.

Jadzia pogodziła się z losem i mimo chorych nóg uwielbiała uprawiać swoją działeczkę i to ta działka była Jej drugą miłością.

Kiedy spędzaliśmy Wigilię i Święta Bożego Narodzenia przy lampce wina – żartowaliśmy, śmialiśmy się i to był taki rodzinny, przyjemny czas.

Jadzię namawiałam na zakup laptopa, aby mogła kontaktować się z Dziećmi przez Skype. Oferowałam pomoc w nauce poruszania się po Internecie. Mówiła, że się zastanowi i da mi znać, bo wiedziałam jak bardzo brakuje Jej kontaktu z bliskimi.

Naprawdę jestem taka, że rzadko bywało tak, abym polubiła daną osobę od pierwszego wejrzenia, a Jadzię polubiłam od razu.

Wiedziałam, że jest kobietą dyskretną, taktowną, życzliwą, wesołą, mądrą po prostu.

Choroba na Nią spadła jak piorun, błyskawica z nieba. Poszło szybko, za szybko, bo przecież od świąt Bożego Narodzenia minęło zaledwie pięć miesięcy.

Moja nowo poznana Jadzia odeszła wczoraj i na zawsze zapisała się w mojej pamięci.

Będzie mi Jej brakowało, cholernie brakowało! [*]

Niech spoczywa w pokoju – tam na zielonych łąkach, wśród kwiatów, które lubiła.

A piesek przeżył swoją Panią!

Z rodziną tylko dobrze wychodzi się na zdjęciu, ale warto czasami się odciąć!

Syn i brat pani Zosi trzydzieści lat temu dostali z zakładu pracy bardzo korzystne kredyty na budowę. To były te czasy, kiedy zakłady pracy dbały o swoich pracowników. Wykupili więc działki obok siebie i z rozmachem zaczęli się budować. Ludzie w mieście im zazdrościli, że oto udało się im i będą mieli niskie oprocentowanie, a więc złapali pana boga za ogon.

Wszystko dobrze szło i z miesiąca na miesiąc stawały dwa domy, prawie takie same. Domy z piętrem, czterema pokojami, dużą kuchnią i dwiema łazienkami. Na tamte czasy, to był szczyt marzeń i każdy podziwiał, bo obaj panowie, aby zaoszczędzić, to większość prac wykonywali sami.

Urosły te dwa domy i po dwóch latach panowie wprowadzili się z żonami i malutkimi dziećmi. Do każdego domu przynależał kawałek ogródka, gdzie można było uprawiać warzywa i posadzić kilka drzew owocowych i było jeszcze miejsce na rozpalenie grilla.

Jednak coś się stało i panowie się o coś pokłócili i doszło do ostrej wymiany zdań. Pewnie już dziś nie pamiętają, o co poszło, ale do dziś się nie odzywają. Mimo, że dzieci im porosły, to nie mogą się przemóc by się pogodzić i odgrodzili się wysokim płotem i monstrualnym żywopłotem.

Obie żony się znienawidziły i mimo bliskości przez lata się do siebie nie odzywają, choć dzieli ich tylko ten wysoki płot.

Z czasem syn pani Zosi założył własną firmę i kompletnie stracił matką zainteresowanie. Całą opiekę nad starszą panią scedował na starszego brata, do którego należy wożenie  po lekarzach i szpitalach, a także robienie jej zakupów. Poczuł się na tyle bogaty, że rodzina poszła w odstawkę, bo on był i jest wiecznie zapracowany.

Żona brata pani Zosi też poszła w odstawkę, bo jej mąż ją kiedyś tam zdradził i od tego momentu szeptano w czterech ścianach, że powinna go zostawić, a nie wybaczać. Nikt z rodziny nie powiedział jej tego w cztery oczy. Mimo, że mieszka w tym samym mieście, to nikt jej nie zaprosił na żadne uroczystości przez 20 lat. Potępiona i obmówiona nie pchała się nie pcha do rodziny męża, choć uratowała swoje małżeństwo i jest z tego dumna. Wszyscy patrzą na nią jak na kosmitkę i boją się z niewiedzy spytać jak jej jest. Unikają jak ognia piekielnego, bo pewnie ma nierówno pod sufitem, bo kto wybacza zdradę? Chyba ma lekko nie tak pod sufitem, że dalej z nim żyje i obgadują ją w czterech ścianach już 20 lat.

Żona syna, tego od firmy przyjęła pod swój dach swoją schorowaną mamę, ale nie miała nigdy serca i cierpliwości do pani Zosi. Nie chciała jej widzieć w swoim domu i wiele lat nie zapraszała jej do siebie, choć ostatnio trochę to się poprawiło, bo pani Zosia była świetną kompanką do rozmów z jej schorowaną mamą. Było jej to na rękę, bo jej mama zawsze miała jakąś odmianę. Trochę to wyrachowane, ale tak było.

Dziś wszyscy spotkali się na pogrzebie i mimo, że celebrowałam pogrzeb i kilka razy mnie ścisnęło w gardle, bo w końcu ktoś odszedł z tego świata, to jednak jako dość dobry obserwator, zauważyłam, że nadal wszyscy sobie są obcy. Nadal nikt do nikogo nie podszedł, oprócz oczywiście złożenia kondolencji. Jest to bliska rodzina, ale wszyscy są zimni za życia i nie ma szans na poprawę. Wszyscy są schorowani na swój sposób, ale nikt do nikogo się nie uśmiechnął, a po położeniu kwiatów na świeżym grobie – rozeszli się bez słowa.

Może wkrótce znowu spotkają się tylko na cmentarzu i jak te kukły bez żadnych uczuć nie wyciągają absolutnie żadnych wniosków, że wszyscy jesteśmy tuż przed nieuchronnym.

Smutne i nie wiem, czy tylko ja to zauważyłam. Z nikim o tym nie rozmawiam, bo mam od tego swojego bloga!

Werble i trąbki na Powązkach

Miałam nie płakać i chciałam być twarda jak córka Generała – Monika Jaruzelska. Miałam nie płakać, bo Generał już odszedł do lepszego świata, gdzie będzie już miał święty i zapracowany spokój, ale kiedy zagrały werble i trąbki i kiedy wojsko oddało honorowe salwy – nie byłam taka mocna. 

Siedziałam wbita w fotel i obserwowałam z zażenowaniem to katolickie  pastwienie się nad urną Generała, bo przecież inaczej być u nas nie może. Te wszystkie gwizdy, okrzyki, transparenty, godne pożałowania. Ten motłoch, który po „katolicku” nie potrafi być cicho nad trumną i gdyby nie kordony policji i ochrony, to by jak najwścieklejsze psy, wytrenowane do walk, rozszarpali wszystkich, którzy przyszli pożegnać Generała z kwiatami i wieńcami. To nie był widok na miarę cywilizowanej Europy i miłosierdzie nie godne naśladowania zastosowane przez najgorsze męty, wzięte spod kiosku z piwem.

Jestem oburzona, to mało powiedziane i nie pojmuję, że żyjąc w wolnym kraju, w którym można swobodnie podjąć naukę, a potem pracę i nikt do nikogo z ukrycia nie strzela, ludzie są zdolni do takich prymitywnych zachowań.

Moje wnuki i inne dzieci polskie żyją w wolnym kraju, gdzie mogą się rozwijać i uczyć i za to dziękuję wielkiemu oddaniu tego Człowieka, który całe życie  oddał dla Polski i dlatego piszę te słowa – dla potomnych. Niech wiedzą, co o tym wszystkim myślała ich Babcia. Cicho nad trumną i cicho w przestrzeni publicznej – tylko o to proszę w tej sprawie.

Kocham Cię Polsko, poraniona, ale dumna. Kocham mądrych ludzi, którzy potrafili dzisiaj stanąć na przeciwko hordom wściekłych ludzi, którzy przez 25 lat niczego nie pojęli i nie nauczyli niczego młodych ludzi – jakie to smutne.

Czy tak trudno tumanom to pojąć?

Trzeba z żywymi naprzód iść

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe,
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą:
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą!

Adam Asnyk

Gen. Wojciecha Jaruzelskiego już nie ma [*]

Wklejam tutaj na pamiątkę słowa mojego znajomego z Facebooka, Andrzeja Rodana, pisarza polskiego. Andrzeju, w całej rozciągłości się z Tobą zgadzam i tylko Ty potrafisz oddzielić ziarno od plew i dziękuję Ci za to:

„VOICE OF KATOLAND! HIENY NA START!
Zmarł generał Wojciech Jaruzelski. Człowiek, który uratował Polskę przed krwawą wojną domową. Cześć Jego Pamięci! 
Historia odda mu należne prawa. 
Historia obśmieje jego przeciwników tak zwaną „Solidarność”, która kiedy doszła do władzy zrobiła z Polski pośmiewisko świata, z Polaków żebraków, a z wielu przywódców tzw. „Solidarności” milionerów. 
No i wprowadziła element zupełnie nieznany za tak zwanej komuny: BEZROBOCIE, czyli brak pewności jutra.
A teraz rzucą się na generała hieny i będą mu przypierdalać. Ich imiona i nazwiska podam w specjalnym felietonie na facebooku oraz w kolejnym rozdziale książki pt. „Historia Głupoty w Polsce”.
Posluchajcie co o Generale mówi nędzny aktorzyna Emilian Kamiński nominowany przez cwaniaczków do miana „Ludzie wolności”: „Ty kurwio sprzedajna, ty ruski żupaku. Wypierdku Breżniewa, ty ślepy pedale. Przebrzydła szumowino, pachołku moskiewski. ty farbowana świnio, marszałku kurewski. chamie zbuntowany, zatęchła sklerozo. Gnoju zasmarkany, Ty zdrajco, zomozo… Cuchnący pierdzielu, pełzająca glisto, ponury skurwielu, czerwony faszysto” etc. etc.
Takich między innymi mamy „artystów” w Katolandzie. Kamiński za czasów „Cuchnącego Pierdziela” zagrał w kilkunastu filmach i nawet nie przeszkadzał mu stan wojenny, bo pieniądz nie śmierdzi. Teraz jest „człowiekiem Wolności”.
Chce mi się rzygać!
Generale Żegnaj! Cześć Twojej Pamięci!

Emilian Kamiński tak podsumował generała i takich cwaniaków odezwie się więcej i będzie jatka – jak zwykle przecież 😦

 

he