Archiwa tagu: praca

Prawdziwa przyjaźń!

 

Dzikość serca

Zdjęcie pochodzi z filmu „Dzikość serca”.

Kiedy się budzę o poranku, to nigdy nie wiem, co napiszę wieczorem na blogu.

Trzeba mi mijającego dnia, aby pozbierać swoje myśli i przemyślenia, wspomnienia, które wieczorem nadają się do napisania kolejnej notki.

Piszę bloga od 9 czerwca 2013 roku i jest tych notek  już 2791, ale to są moje statystyki, a piszę coś codziennie i dlatego nazwałam bloga „Lustro codzienności”.

W swoim życiu spotkałam naprawdę wielu ludzi na swojej drodze.

Mam 63 lata i natknęłam się na różnych ludzi z racji szkół, a potem zawodowej pracy.

Jedni zapisali się mniej w pamięci, a drudzy tkwią w głowie przez całe moje życie.

Pamiętam jak dostałam pracę w urzędzie i już prawie na początku spodobał mi się młody mężczyzna, który pomagał mi trochę wdrożyć się w pracę, a bliżej w obeznaniu się z komputerem.

Byłam od niego starsza co najmniej o  10 lat, ale stało się tak, że spotkały się bratnie dusze i nadawaliśmy na tych samych falach – mimo różnicy wieku!

Był w małżeńskim związku z piękną kobietą, ale coś tam było nie tak!

Nie wnikałam, a on nic o tym nie mówił, ale czułam, że cierpi, bo małżeństwo chyliło się ku rozwodowi.

Gadaliśmy dużo o naszych duszach, bo on wrażliwy człowiek miał wysokie wymagania w stosunku do siebie, ale ta wrażliwość go pożerała i się miotał, a ja też byłam w dość ciężkim okresie i oboje byliśmy poobijani.

Czułam, że mam w nim przyjaciela, a łączyła nas polityka, gdyż oboje nie zgadzaliśmy się na politykę w czasach Wałęsy.

W tej naszej znajomości nie było żadnych podtekstów, a tylko tyle, że mogliśmy gadać ze sobą na różne tematy.

W pewnym momencie zauważyłam, że on nadużywa alkoholu i wspierałam rozmową, a i mój Mąż próbował do niego dotrzeć, ale on sam postanowił się zwolnić z pracy i po rozwodzie opuścił nasze miasteczko.

Po latach poszukałam go na FB i nie wiem, co u niego słychać, ale sądzę, że się pozbierał i ja nie pytam, co u niego, ale jesteśmy dyskretnie w znajomych!

Najważniejsze, że pracuje!

Mój kolega był taki niepokorny jak to powyższe zdjęcie – dużo papierosów i nie godzenie się na wiele i czuję, że wciąż ma swoje życiowe dylematy, bo taki po prostu jest i taki zostanie.

Macie kogoś takiego, zapisanego w sercu, o którym się myśli wciąż!

 

Wampiry energetyczne atakują!

Przez ostatnie lata pracy przeżyłam piekło i do dziś niechętnie to wspominam.

Przez sześć lat miałam do czynienia z wampirem energetycznym, choć wówczas mówiłam na to mobbing i psychiczne się znęcanie przez naczelnik mojego wydziału.

Po latach wiem, że miałam nad sobą wampira energetycznego, który ze mnie wyssał moją energię i chęć do wykonywania obowiązków zawodowych.

Pójdę dalej, bo w tamtym czasie straciłam wręcz chęć do życia i wstawanie o poranku, by pójść do pracy.

Wstawałam cała nerwowa o 4 rano, wystraszona, strasznie zmęczona i myślałam do czego się ona dziś do mnie przyczepi?

Starałam się wykonywać swoje obowiązku zgodnie z zakresem pracy i nikt nie miał do mnie żadnych pretensji, a tylko ona wciąż o coś mnie upominała i dodawała dodatkowe, wymyślone przez siebie zadania.

Starałam się odpierać ataki uśmiechem i nie wdawałam się w pyskówki i to był mój błąd.

Powinnam reagować i nie dać się stłamsić, ale o tym wiem dopiero po latach, kiedy czasami o tym rozmyślam.

Pewnego dnia doskoczyła znowu do mnie i coś we mnie pękło – zaniemówiłam i nagle nie wiedziałam gdzie się znajduję, co tutaj robię i czego ta kobieta ode mnie chce.

Zapadłam się w sobie i trafiłam do lekarza, który stwierdził wysoki poziom nerwicy, która spowodowała, że się poddałam.

Byłam na zwolnieniu, aby do siebie dojść, ale nie dawałam rady i w końcu skierowano mnie na psychoterapię trzy miesięczną i dopiero tam zaczęłam na nowo wierzyć w siebie.

Kiedy wróciłam do domu naprawiona, nagle dowiedziałam się, że mój wampir okradał swoje miejsce pracy, fałszując faktury i tym sposobem wpadła jej spora sumka do kieszeni.

Została wywalona na pysk z pracy, a ja poczułam się bardzo dobrze, bo na tej, jakże nieprzyjemnej relacji – wygrałam!

Do dzisiaj ludzie wspominają mnie jako empatyczną, a ona nazywana jest złodziejką.

Karma jednak wraca!

W swoim, dość długim życiu spotkałam jeszcze inne wampiry, ale ten opisany dał mi najwięcej w kość.

Doświadczyliście kiedyś czegoś takiego? Może macie takie doświadczenia?

 

Znalezione obrazy dla zapytania wampir energetyczny

„Pomocy, to wampir energetyczny!”. Jak rozpoznać, że ktoś chce zanurzyć zębiska w twojej szyi?

Określenie „wampir energetyczny” (emocjonalny) nie jest pojęciem klinicznym. Każdy więc rozumie je inaczej i wskazuje na inne aspekty, opisując kogoś tymi słowami. Zwykle jednak mamy na myśli osobę, która nam coś zabiera, nie dając nic w zamian, tak jak legendarny wampir: wypija krew, odbierając życie. Co więcej, wampiry, jak głosi legenda, manipulowały, wręcz „zaklinały” i „oczarowywały” swoje ofiary – mówi psychoterapeutka z Ośrodka „Centrum”, Karolina Jarmołowicz.

Wampiry na każdym kroku
Mając na uwadze szeroki zakres pojęcia, można zaryzykować stwierdzenie, że każdy z nas miał kontakt z taką „wysysającą energię” jednostką. Przez krótki czas lub długotrwale. Ponosząc mniejsze lub większe straty. Ważne jednak, by nie bagatelizować swoich emocji, a często również sygnałów od ciała (bóle głowy, brzucha, senność) i oderwać wampirze zębiska od swojej szyi.

Najogólniej rzecz ujmując, po kontakcie z wampirem energetycznym czujemy się wyczerpani, osłabieni, smutni, uważamy, że podejmowanie jakichkolwiek działań jest bez sensu. Emocją, która nam towarzyszy jest również zdezorientowanie – zauważamy, że mamy problem z kontrolowaniem i zarządzaniem tą relacją, że dzieje się coś, co zaburza naszą stabilność.

Czy wampir wie, co robi i działań z premedytacją? Nie ma na to jednej i właściwej odpowiedzi. Niektórzy celowo wykorzystują innych, kłamią i manipulują, by osiągnąć swój cel – równie dobrze może być nim jedynie zgnębienie drugiego człowieka. Inni działają podświadomie. Źródła wampiryzmu również mogą być bardzo różne: niezaspokojenie potrzeb w dzieciństwie, trudne doświadczenia, nałogi, zaburzenia i choroby psychiczne.

https://mamadu.pl/143131,wampir-energetyczny-jak-go-rozponac-bronic-sie-i-jak-przestac-nim-byc

Wspomnienia z dawnych lat!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i na zewnątrz

Chyba każdy z nas w sercu nosi jakąś osobę – niekoniecznie z rodziny, którą się zapamiętało na zawsze.

Pracowałam przez 7 lat z dwoma kobietami w Jednostce Wojskowej – w księgowości i zapamiętałam na zawsze moje można powiedzieć – koleżanki.

Ela, moja imienniczka była starsza ode mnie o 10 lat, a Krystyna o 7 i to ją zapamiętałam  z tego okresu najbardziej.

One pracowały już w księgowości, a ja dobiłam jako trzecia w 1979 roku.

Byłam już mężatką i matką jednej Córeczki, a drugą nosiłam pod sercem.

W obu ciążach pracowałam do rozwiązania, bo kiedyś lekarze niechętnie wysyłali kobiety w ciąży na zwolnienia.

Dlaczego zapamiętałam tak dokładnie Krystynę, ano dlatego, że była piękną kobietą, która była niesłychanie zaradna.

Wysoka blondynka o długich nogach!

Faceci się o nią bili, ale ona długo nie miała zamiaru się wiązać, albo trafiała na dupków.

Bardzo dbała o swój wizerunek, bo sama sobie z niczego szyła ubrania, a drutami i szydełkiem śmigała tworząc cudeńka.

Jakoś zdobywała niemiecką „Burdę” i stamtąd czerpała swoje pomysły i zawsze była modna i inna!

W jej towarzystwie czułam się onieśmielona, bo wydawało mi się, że urodą jej do pięt nie dorastam, choć także dbałam o siebie.

Było tak, że mając dwójkę dzieci wstawałam o 5 rano. Brałam prysznic, robiłam makijaż i włosy, a potem budziłam dzieci, aby je nakarmić  i rowerem zawieźć do przedszkola.

Krystyna mieszkając na wsi oddalonej o 10 kilometrów od miejsca pracy jechała autobusem i najczęściej spóźniała się.

Kiedy Ela i Krysia docierały, to ja w tym czasie robiłam dla nich kawę i pewnego razu Krystyna spojrzała na mnie i spytała:

  • Jak ty Ela to robisz, że mając małe dzieci jesteś pierwsza w pracy i jesteś taka ładna i nie wyglądasz na zmęczoną?

Po tych słowach zaczerwieniłam się i pamiętam, że miałam na sobie bluzkę pluszową z małym golfem, a do tego spódnicę w kratkę. Miałam długie, lekko skręcone włosy i mój makijaż, to lekki tusz na rzęsach, a usta pociągnięte  pomadką.

Zbliżyłyśmy się do siebie, a kiedy jednostka oferowała tanie wczasy w Zakopanym, to zabrałam Męża i z Krystyną spędziliśmy bardzo przyjemny czas – zimą.

Dostałam propozycję pracy w innej jednostce i tak się rozstałyśmy na zawsze, bo w końcu Krystyna trafiła na dużo starszego mężczyznę – dość bogatego i wyjechała, a kontakt się urwał.

Teraz ma na pewno około 70-ki i nawet nie wiem czy żyje, bo doszły mnie słuchy, że zachorowała na raka, ale w mojej pamięci zostanie na zawsze.

Macie w pamięci kogoś takiego, kto wrył się w pamięć na zawsze?

Ten wpis oznacza to, że wciąż siedzę w zdjęciach i wspominam.

Nowa miotła!

 

Znalezione obrazy dla zapytania urząd miasta choszczno

W tym budynku Urzędu Miasta pracowałam ostatnie 11 lat mojej kariery zawodowej.

Jest to niepozorny budynek, który stoi pośrodku ulicy głównej w moim mieście.

11 lat wchodziłam przez drzwi główne do urzędu, w którym po lewej stronie znajdowało się biuro informacji.

Każdy, kto chciał profesjonalnej porady, pomocy, pokierowania w tym biurze znalazł.

Minęło parę lat, a ja do dziś pamiętam na jakim piętrze znajdował się dany wydział, choć numery telefonów z głowy mi wywietrzały.

Doznałam w swojej pracy mobbingu, ale pocieszam się tym, że osoba mnie nękająca ma zarzuty karne za grabież i podrabianie faktur na swoją korzyść i nigdzie do dzisiaj nie dostała pracy, a mnięło jakieś 5 lat, a do tego rozleciało się jej małżeństwo!

Piszę o tym wspomnieniowo, bo w moim mieście odbędzie się II tura wyboru Burmistrza mojego miasta.

4 listopada mieszkańcy ponownie udadzą się do urny, aby zdecydować kto będzie naszym miastem władał.

Zawsze tak jest, że kiedy zbiżają się wybory, to pracownicy urzędów, szkół, przedszkoli, szpitali, bibliotek itp. – żyją w ogromnym stresie.

Jeśli wybory wygra obecny Burmistrz, to mogą żyć spokojnie, gdyż z pewnością nie będzie chciał zmieniać swojej zaufanej kadry i sprawdzonej.

Jednak kiedy do władzy dojdzie nowa twarz, to jak to zwykle bywa będzie zamiatał i wielu ludzi może pracę stracić.

Pamiętam ten stres przed każdymi wyborami i po wyborach, gdyż ze zmianą włodarza ludzie się bali utraty pracy i to nie ci starzy, umocowani pracownicy, a właśnie ci nowi, którzy nie zdążyli się jeszcze wykazać.

Naprawdę współczuję wszystkim samorządowcom w województwach, powiatach, gminach, którzy drżą o swoją przyszłość.

Jak to się potocznie mówi, że nowa miotła będzie zamiatać, bo zapragnie powoływać na stanowiska swoich znajomych, a częto rodzinę, bo tak było zawsze i tak będzie.

Mogą polecieć na bruk ludzie wykształceni, ale nie z tej opcji i nastanie czystka.

Jak ja zagłosuję?

Poprę Burmistrza miasta, który od wielu lat się sprawdził, bo wiele dobrego zrobił dla ludzi i są tego ewidentne, zrobione dla miasta inwestycje.

Drugi kandydat ogłasza się jako bezpartyjny, a jednak na samym początku kłamie, bo dał się sfotografować z logo PiS, a więc ma u mnie pozamiatane.

Jak do tej pory w moim województwie PiS nie rządziło, a więc niech tak będzie dalej!

Nie wolno oszukiwać wyborców!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, garnitur i tekst

Matka Polka!

 

Zachorowało jej dziecko. Wiadomo, wszak jest sezon grypowy i jakieś wirusy fruwają w powietrzu, a przecież dzieci trzeba zaprowadzić i przyprowadzić z przedszkola.

Najpierw starsze zachorowało. Z temperaturą 39 stopni leżało bez sił, a więc trzeba było zgłosić się do lekarza. Diagnoza! Wirus i trzeba wyleżeć przede wszystkim z pomocą syropów obniżających temperaturę i innych leków.

Mama bierze zwolnienie, bo przy chorym dziecku, które leje się przez ręce, to właśnie matka jest niezastąpiona.

Stres, bo zanosi się na dłuższe zwolnienie, aż do wyzdrowienia dziecka, a tu pech i drugie, młodsze choruje po trzech dniach. Choruje z takimi samymi objawami, a więc najgorsza jest wysoka gorączka.

Podwójny stres u matki, bo zanosi się jednak na dłuższe zwolnienie, a matka boi się, że tam, w pracy robota się nawarstwia i nie jest na bieżąco, a tego nie lubi jej szefowa – starsza już pani, która zaraz idzie na emeryturę.

Denerwuje się więc ta matka z powodu chorych dzieci i z powodu, że po powrocie do pracy nie będzie wiedziała, w co włożyć ręce, bo nikt za nią tego nie zrobi.

Wie, że nikt nie zrobi, bo jest fatalna organizacja i brak dobrej woli. Denerwuje się matka, bo zna swoją szefową, że będzie miała focha. Jednak matka odgania od siebie złe myśli, bo wyzdrowienie dzieci jest dla niej priorytetem i to jest dla niej najważniejsze.

Matka ma chwilę wolną, bo opiekę nad dziećmi przejmuje ojciec dzieci, a ta biegnie do zakładu pracy, aby przedłożyć zwolnienie z powodu choroby dzieci. Chce być uczciwa i w porządku w stosunku do swojego pracodawcy, mimo tego, że telefonicznie powiadomiła brak obecności w pracy.

Idzie ulicą zapłakana, młoda matka. Płacze tak mocno, że obraz ulicy jej się zamazuje. Wraca do domu i chorych dzieci na pamięć, bo łzy zlewają jej oczy.

Nie może zrozumieć, że jej szefowa zasugerowała jej podczas złożenia zwolnienia lekarskiego, że pewnie zrobiła sobie ferie z dziećmi w domu, a robota leży odłogiem!

Młodej matce bardzo zależy na pracy, ale co ma zrobić z chorymi dziećmi skoro w pobliżu nie ma babci, ani dziadka, którzy zaopiekowali się jej chorymi dziećmi, by ta mogła spokojnie pracować?

Pracodawca nie widzi, że młoda matka, aby nadgonić robotę, bardzo często idzie do pracy w wolną sobotę, aby choć odrobinę wyrobić  zbyt wysoką normę z powodu złej organizacji. Tego pracodawca nie widzi, ale kole pracodawcę w oczy, zwolnienie na chore dzieci, które są faktycznie chore i zwolnienie nie jest żadną naciąganą historią.

Proponuję lekarzom pediatrom, aby do zwolnienia lekarskiego było obowiązkowo wypisywane zaświadczenie, że dziecko jest chore na to i na to, a pod spodem widniała wiarygodna pieczątka lekarza prowadzącego. Takie zaświadczenie może by zapobiegło spekulacjom wobec biednej matki, która wciąż musi wybierać między pracą, a swoimi dziećmi i rodziną!

Takie spekulacje powinny być zabronione i karalne. Nie wolno w ten sposób gnębić w Polsce – Matek Polek! Najlepszych Matek na świecie!

Przetrzepać swój życiorys!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Kiedy byłam młodą mamą, to kiedy ułożyłam Dzieci wieczorem do snu – miałam czas tylko dla siebie.

Wówczas siadałam w PRL – wskim fotelu i robiłam na drutach czapeczki, szaliczki dla Dzieci.

Dziegałam też swetry dla Dzieci i dla siebie także.

Brałam często szydełko i obrabiałam koronką płócienne chusteczki do nosa, albo ozdobne serwetki, dziergane z cieńkiego kordonka.

Naprawdę mi to nieźle wychodziło i lubiłam to robić, bo tym bardziej, kiedy w sklepach nie było żadnego wyboru.

Wzory na serwetki i robienie na drutach czerpałam z czasopism dostępnych wówczas, albo od koleżanek z pracy, które też dziergały i się tym bawiły.

Moim ulubionym zajęciem po godzinach po pracy, była uprawa działki, gdzie produkowałam z Mężem ekologiczną żywność.

Pamiętam jak pewnego, udanego lata wychodowaliśmy pomidory tak cudne i tak dużo, że nie nadążałam z ich przetwarzaniem.

Tak samo udały się pachnące truskawi, marchew i inne jarzyny.

W ten sposób ratowaliśmy swój budżet domowy, a Dzieci jadły świeże warzywa i owoce.

U nas w środku miasta jest jezioro i dostałam nagle olśnienia, że przecież mogę stać się wedkarzem i spędziłam wiele godzin na kładce i wędkowałam. Nauczyłam się obsługi wędek i moim największym trofeum był 4 kilogramowy – lin bodajże.

Kiedy straciłam pracę i w mojej mieścinie nie mogłam jej znaleźć – otworzyłam własną działalność i sprzedawałam używane ciuchy, po które z Mężem jeździliśmy do hurtowni.

Kiedy urosła konkurencja, to się przebranżowiłam i otworzyłam sklepik szkolno – chemiczny i prowadziłam go 3 lata.

Jeździłam też za granicę, a więc do Berlina i do Wiednia i tam się kupowało to, czego u nas na rynku nie było.

Sprzedawałam to jak wielu innych na ulicy i zawsze jakiś grosz się zarobiło.

Czasy się zmieniały i dostałam pracę na naszym Urzędzie Miejskim i tak zleciało mi kolejne 10 lat.

Na rynku można już było kupić prawie wszystko, a więc zaniechałam robienia na drutach i uprawy działki.

Zawsze w swoim życiu coś robiłam i starałam się o dodatkowe pieniądze, ale cieszyłam się kiedy dostałam pracę na pełen etat, Wówczas byłam spokojniejsza i była zabezpieczona finansowo moja Rodzina, bo Mąż też miał stałą pracę.

Przyszła emerytura i teraz na niej piszę bloga, bo nie umiem nic nie robić.

Poznaję tu na blogu interesujących ludzi i im dziękuję za zainteresowanie i komentarze.

Uwielbiam robić zdjęcia i dziś złapałam w obiektyw – zachód słońca.

Emerytura, to jest czas na spełnianie swoich marzeń i jeśli zdrowie jako tako dopisuje, to można być aktywnym w sieci.

Jeśli trafi się na ciekawych ludzi, to jest to czysta przyjemność.

Opiszcie jakie macie zainteresowania i co Was kręci. Napiszcie, co robicie poza pracą i co sprawia Wam radość?

 

 

Kiedy alkohol rządzi życiem!

Daj im szansę – odpowiedziałam, kiedy Mąż mnie zapytał, czy ma zatrudnić pewne małżeństwo do pracy.

Nie był pewny, czy powinien, bo w tym małżeństwie wiele złego się działo, gdyż alkohol zawsze stał na stole.

Pił on i piła jego żona, a dzieci poszły na swoje, gdyż nie mogły dłużej patrzeć na swoich rodziców i na biedę w domu.

Nie miały co jeść, ale rodzice na alkohol pieniądze zawsze jakieś wyłuskali. Dzieci więc zwiały gdzie pieprz rośnie i musiały znaleźć pracę, by się jakoś utrzymać.

Do mojego Męża zadzwoniła matka pijącego syna z prośbą o jakiekolwiek zajęcie, ponieważ ciągnęli z jej niskiej emerytury pieniądze, a ona nie potrafiła synowi odmówić.

Ręczyła, że jeśli w końcu znajdą pracę, to będą mieli motywację, aby wyjść z biedy i zarobić parę groszy na życie i na rachunki.

Mama tego syna jest moją znajomą i dlatego powiedziałam Mężowi, by dał im szansę, bo człowiekowi zawsze trzeba ją dać.

Mąż uprzedził, że jeśli zawiodą, to nie będzie sentymentu i robotę stracą.

Przyrzekali oboje, że chcą pracować i dziękują za zaufanie i w końcu staną na nogi.

Opcjonalnie, każde z nich mogło zarobić tysiąc dwieście złotych, a więc razy dwa, to już nie jest tak mało jak na warunki w Polsce.

Praca nie była ciężka i ja od czasu do czasu pytałam Męża jak im idzie. Mąż był z nich zadowolony, bo stawiali się do pracy i byli w porządku. Uśpiło się w Mężu podejrzenie, że mogą coś wywinąć.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do Męża Policja i okazało się, że pani w pracy ma w krwi ponad 1 promil alkoholu. 

Piła w pracy w ukryciu i Mąż musiał ją natychmiast zwolnić z roboty. Bardzo się zdenerwował, bo zawsze stawia na kulturę w pracy i zależy mu, aby nikt nie zarzucił mu, że coś jest nie tak.

Jej mąż wziął sobie zwolnienie L4, gdyż oboje z żoną wpadli w ciąg i na nowo piją w domu.

Mąż nie miał sentymentów już i oboje pracę stracili.

Moja znajoma już nie dzwoni do mego Męża i już nie prosi o kolejną szansę, bo jest jej okropnie wstyd za tych dwoje, dorosłych ludzi.

I taki z tego wniosek, że ja się myliłam, by dać im szansę, bo tam gdzie rządzi alkohol, to tam będzie rządził.

Bardzo rzadko ludzie odbijają się od dna. To są wyjątki!

Aby odejść od tej przykrej historii, pojechałam z Mężem na zdjęcia jesieni, a w głowie śpiewała mi Zdzisława Sośnicka, którą uwielbiam:

 W błękicie mamy swój dom na wyspie słońca 
W błękicie mamy swój ląd zwyczajnych spraw 
Jesteś mój, czemu więc 
Tak często myślę, że 

Bez Ciebie jesień dogoni mnie 
Bez Ciebie marzeń oduczę się 
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni 
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co 
Bez Ciebie nic nie będzie mi szło 
Bez Ciebie na zawsze schowam się na serca dnie 

Jeszcze wciąż jest tyle słońca 
Jeszcze nam nie płynie czas 
Jesteś mój, czemu więc 
Tak często myślę, że 

Bez Ciebie wino utraci smak 
Bez Ciebie nigdy nie powiem,”tak” 
Bez Ciebie drogi zasypie wiatr popiołem z gwiazd 
Bez Ciebie smuci mnie każdy wiersz 
Bez Ciebie nie przychodzi sen 
Bez Ciebie w jesień zapadnie świat na tysiąc lat 

Bez Ciebie jesień dogoni mnie 
Bez Ciebie marzeń oduczę się 
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni 
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co 
Bez Ciebie nic nie będzie mi szło 
Bez Ciebie na zawsze schowam się na serca dnie 

Bez Ciebie jesień…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli masz wroga, to go omiń i rób swoje

Wieczorne rozmyślania.

Jestem kobietą  wrażliwą i potrafię dostrzec wokół siebie wiele spraw i rzeczy, które wzruszają mnie do łez.

Płaczę jak bóbr, kiedy widzę krzywdę dzieci, a także osób dorosłych.

Płaczę, kiedy ludzie sobie pomagają w biedzie i to najbardziej mnie wzrusza i tu podam bardzo prosty przykład:

Jest powódź i zalewa całe wsie i osiedla, a więc pomoc innych jest niezbędna. Idą z pomocą strażacy, którzy napełniają worki z piaskiem, ewakuują,  ale i konsolidują się miedzy sobą poszkodowani, którzy się zrzeszają i pomagają sąsiadom, by jakoś wyszli cało z tragedii jaka wszystkich dotknęła.

Płaczę, kiedy jest nieszczęście i miasto dotyka trzęsienie ziemi i spod zawalonych budynków inni ratują ludzi.

Takich przykładów, kiedy płaczę ze wzruszenia jest dziesiątki, bo dziesiątki razy w roku telewizje pokazują nieszczęścia ludzkie różnej postaci.

Wzrusza mnie solidarność ludzka, tak po prostu.

Posiadam w sobie duże pokłady empatii i potrafię innym współczuć, ale nie zawsze wyszło mi to na dobre.

W moim życiu nie raz zostałam oszukana, nawet finansowo. Musiałam borykać się ze spłatą kredytu za kogoś, komu ufałam i współczułam sytuacji rodzinnej, a ten ktoś wystawił mnie do wiatru.

Jednak są takie sytuacje, że podobno najgorszemu wrogowi się nic złego nie życzy, a ja może nic złego nie życzę, ale i nie współczuję, bo nie potrafię.

Miałam w swoim życiu szefową, która nie była dla mnie dobra. Wrzeszczała o wszystko na tych, którzy w hierarchii byli trochę niżej i akurat pod nią podlegałam, a więc i mnie się dostawało, choć starałam się wykonywać obowiązki jak najlepiej.

Moja szefowa liczyła się tylko z tymi, którzy mogli coś dla niej załatwić, a więc bez mydła im wchodziła w de…

Kiedy odeszłam z tej pracy, bo mnie zaszczuła, to z czasem się dowiedziałam, że moja szefowa, to zwykła złodzieja  i okradła zakład pracy na ponad 200 tysięcy złotych.Nie będę opisywała jakim prostym sposobem, aby nie napędzać naśladowców.

Konkluzja jest taka, że rzucił moją szefową mąż i z pewnością nie znajdzie żadnej pracy, a więc sam Bóg wie z czego będzie żyła. Mnie w żadnym razie nie jest jej żal, a nawet odczuwam drobną satysfakcję, że złemu człowiekowi w końcu noga się powinęła. Nie mam skrupułów i dobrze mi z tym.

Spotkałam na swojej drodze także bardzo złą kobietę, która wirtualnie mnie za nic sponiewierała. Nie mam jej plugastw na tym komputerze, ale to co wydaliła z siebie w stosunku do mnie, kompletnie jej nie znanej osoby wprawiło mnie w osłupienie, a dlaczego?

Dlatego, że można tak fantazjować na temat nie znanej osoby i zmienić się w psychopatkę, psychofankę, która zaczyna dzień ze swoją ofiarą. Biedna jest taka osoba i kiedy przeczytałam, że jest ciężko chora, to w zasadzie serce mi nie zadrżało, mimo, że mam w sobie duże pokłady empatii.

Napisała:

 

„Ja od minionej niedzieli leżę jak betka
prawie bez ruchu, bo każdy minimalny ruch to potężny ból. W głowę mam wbite
kilka nożyczek i noży. Prawie wariuję z bólu. Obecnie po tygodniu zelżał nieco ból
całego ciała a nawet minimalnie głowy. Może leżąc kolejny tydzień wydobrzeję do
normalności. Nie wiem co za niespodzianka mnie spotkała”.

Nikomu złego się nie życzy, bo nawet wrogowi, ale można żyć też tak, że źli ludzie niech sobie sami radzą, ze swoimi demonami. Ja biegnę chwytać życie i szukam w swoim otoczeniu jeno dobrych i prawych ludzi, a kanalie niech się rozgrzeszają same i sądzę, że to jest zdrowe i uczciwe podejście i najważniejsze jest to, że mam czyste sumienie!

Pierwsza Dama będzie harować za darmo!

Jeszcze parę lat temu biegało się do pracy, a mój poranek i myślę, że tysięcy kobiet w Polsce poranek wygląda tak samo.

Budzik o godzinie 6 dzwoni niemiłosiernie. Trzepot serca, że trzeba wstać. Pacnięcie nerwowo w to znienawidzone urządzenie i się działo.

Która kobieta zaczyna od kawy, to zaczyna, ale ja wpadałam do łazienki i gapiłam się w swoje oblicze w lustrze i pierwsze co, to patrzyłam na swoje włosy, które po nocy stały sobie jak chciały we wszystkie możliwe strony i byłam tak strzyga.

Prysznic szybki i do roboty okiełznać te włosięta. Dylemat, czy wziąć je lokówką, czy też szczotką i pianką oraz potraktować  suszarką.

Kiedy jako tako zrobiłam swoje włosy zabierałam się za szybki makijaż i nie raz na szybko wsadziłam sobie w oko tusz do rzęs, co było wielką porażką, bo trzeba było zmyć makijaż i na nowo zaczynać.

Starałam się, aby ciuchy były gotowe na fotelu na nowy dzień, ale często tak się zdarzało, że rano mi się odwidziało i wpadałam na nowo w szafę i na szybko się stroiłam.

Czas leciał, a potem szybko tup, tup chodnikiem, zdyszana byłam w pracy, ale nigdy się nie spóźniłam przez wiele, wiele lat.

Trzeba było pracować i zarabiać pieniądze dla dzieci, na rachunki, na potrzeby rodziny i choć nie zawsze te pieniądze  były wystarczające, to od rana trwał ten taniec, aby do pracy dotrzeć i pracować na najwyższych obrotach.

Do czego zmierzam tym przydługim wstępem?  Otóż kochani moi czytelnicy zmierzam do tego, że nasza Pierwsza Dama, żona Prezydenta Andrzeja Dudy – Agata Duda będzie harować za darmo.

Tak, tak kochane ludzie. Agata Duda będzie prowadziła wykłady, bo się  dogadała  z warszawskim Liceum Polonijnym Kolegium św. Stanisława Kostki przy ul. Bobrowieckiej. Szkoła przeżywała niedawno trudności finansowe, bo wśród jej uczniów przeważają Polacy ze Wschodu, na których MSZ skąpiło pieniędzy.

Prawda, że bardzo ładnie, że kobiecie się chce?

Tylko dlaczego za darmo? Protokół zabrania Pierwsze Damie na zarabianie, bo ma przy Prezydencie wyglądać i pachnieć, a Agata Duda tak nie chce i dlatego będzie uczyć za darmo, bo coś jest niedofinansowane.

Co ją skłoniło do tego? Czyżby się znudziła i nie chce już być tylko marionetką, a chce być prawdziwą kobietą, która o sobie decyduje, a nie jakieś tam protokoły dyplomatyczne? Czyżby zachciała się jej zmiana środowiska i pójście do prawdziwego życia, bo inaczej jej jest straszno i duszno?

A może nie  może znieść tego, że jej mąż łamie Konstytucję na każdym kroku i rozwala Trybunał Konstytucyjny i dlatego ucieka od swojego męża i od Prezesa PiS, bo nie godzi się z decyzjami swojego ślubnego i jego partii?

Przecież niczego jej przy mężu – Prezydencie nie brakuje, a jednak pokazuje polskim kobietom, że można oderwać się od protokołu i pracować na siebie, tylko dlaczego Pani Agato – za darmo? 

Polskie kobiety gonią za pieniądzem na równi z mężczyznami, ale oczekują za swoją pracę gratyfikacji, bo mają ambicję, a Pani Duda może sobie pozwolić na fanaberię!

Tak, wygląda, to na fanaberię, ale może warto by było zawalczyć Pani Agato o to, by ten średniowieczny protokół raz na zawsze zmienić i kobieta Prezydenta przestała być jeno tylko paprotką!

Czy ja jestem konfesjonałem?

Usłyszałam dziś znamienne słowa od pewnej współpracownicy, z którą pracowałam bodajże 5 lat temu, ale o tym potem.

Było to tak, że pracowałyśmy w jednym dziale i pracowało nam się bardzo dobrze. Pani owa nie była moją szefową, ale w hierarchii biurowej była wyżej, choćby stażem pracy i doświadczeniem. Różniło nas  ponad 10 lat, ale w niczym, to nam nie przeszkadzało, aby praca układała się świetnie.

Często chodziłam do jej gabinetu, by podpisała sporządzone przeze mnie dokumenty i przybiła swoją pieczątkę, bym mogła dokumenty rozesłać po zainteresowanych petentach. Często też prosiła, bym ja coś jej napisała na komputerze i wydrukowała, bo Ona z komputerem nie za bardzo była.

Kiedy w wydziale były czyjeś imieniny,  jak to w biurze zazwyczaj się dzieje, że robi się chwilę przerwy na ciasto i dobrą kawę, a przy okazji rozmawiało się o sprawach niekoniecznie związanych z pracą, zawsze była miła i przyjazna.

Było nas w wydziale pięć kobiet i każda miała swoje zadania, ale jeśli któraś miała urlop, albo zachorowała, to nie było żadnego problemu, by ją zastąpić i wykonywać jej obowiązki przez ten czas.

Pracowało się w miłej i spokojnej atmosferze, bez focha i bez plotek, mimo, że wiedziałyśmy o sobie sporo. Jak to w życiu bywa, każda z nas miała jakieś kłopoty, a to z dziećmi, a to z finansami i tak dalej, ale nigdy nic nie wychodziło dalej.

Wspominam tamten czas bardzo dobrze, ale do pewnego momentu.

Moja Córka zaproponowała mi, abym z drugą Córką przyjechała do niej – do Paryża, gdzie pracowała. Chciała nam pokazać, to czarowne miasto i  kawałek zachodu i tu zaczęły się schody.

Miałam zaplanowany urlop jak to w pracy bywa, ale napisałam podanie o kilka dni urlopu poza grafikiem. Napotkałam na ścianę i jakiś dziwny mur i do dziś nie wiem dlaczego?

W końcu udało się wynegocjować i pojechałam. W Paryżu było cudnie, choć trochę towarzyszył nam deszcz, ale to nie przeszkodziło nam, aby pozwiedzać miasto i wjechać na wieżę E. Zachłysnęłam się Paryżem, choć nigdy więcej tam nie trafiłam, ale wciąż jest we mnie podziw i magia dla  Paryża.

No dobrze. Kiedy wróciłam, pochwaliłam się zdjęciami, bo trochę ich narobiłam. A to panorama miasta z wieży E, a to z mostu, a to podczas tańca salsy nad brzegiem Sekwany. Mam te zdjęcia do dziś i chętnie do nich wracam.

Wracając do tej pani, to przestała się do mnie odzywać i zaczęła traktować mnie obcesowo i strasznie służbowo. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Zawsze wracałyśmy z pracy razem do domu, bo szłyśmy w tym samym kierunku, aż nagle ten rytuał się skończył.  Ona wychodziła pierwsza, a ja po drodze widziałam jej plecy i tak było już zawsze, co zaakceptowałam i pogodziłam się z takim stanem rzeczy, choć było mi bardzo przykro.

W końcu nasze drogi się rozeszły, bo owa Pani przeszła na emeryturę i już się widywałyśmy bardzo rzadko. Potem ja odeszłam z pracy i w konsekwencji widziałyśmy się sporadycznie i tylko na dzień dobry, ale do dzisiaj.

Ktoś do mnie zapukał i kiedy otworzyłam drzwi, to mnie zamurowało.

– Czy mogę z tobą porozmawiać, tak po starej znajomości?

Zaprosiłam do domu rzecz jasna, choć poczułam od progu woń alkoholu.

Pomyślałam, że wypiła, aby dodać sobie odwagi, aby do mnie przyjść.

Zrobiłam kawę i usiadłyśmy, choć z początku byłam lekko sparaliżowana, bo nie spodziewałam się takiej wizyty i to kogo?

Od razu zauważyłam, że bardzo zeszczuplała i zmarniała. Twarz jej poszarzała, a włosy miała w nieładzie, co kiedyś było nie do pomyślenia, bo zawsze o siebie dbała.

– Przyszłam, bo nie mam już do kogo i wiesz, że mój mąż już odszedł z tego świata?

– Tak wiem i jest mi bardzo przykro z tego powodu – odparłam.

– Jestem w totalnej dupie ( jej słowa )!

– Pomagałam finansowo córce i synowi, a teraz ścigają mnie za kredyty, bo wzięłam dla nich, aby stanęli na nogi. – Obiecali stare konie, że poszukają roboty i zaczną spłacać, ale nic z tego i dalej piją i roztrwonili wszystko, a ja teraz nie mam na chleb.

Nie wiedziałam jak mam się zachować i podpowiedziałam, że może trzeba iść po pomoc do Opieki Społecznej skoro sprawy się tak źle mają!

– Wstydzę się strasznie, że mam takie dzieci. – Wstydzę się, że dopuściłam do takiej sytuacji i sama wciągnęłam się w dół bez wyjścia i wiesz co? – Chyba się powieszę, bo dłużej tego nie wytrzymam!

– Jesteś jedyną, której o tym powiedziałam, bo wszystkie inne się ode mnie odwróciły, kiedy sięgnęłam finansowego dna i nie proszę cię o żadne pieniądze, a tylko chciałam się wygadać! – Wybacz, że zawracam ci głowę i tylko ci powiem, że podziwiam cię, bo uratowałaś swoje małżeństwo, a dzieci zazdroszczą ci wszyscy w mieście i okolicach! – Jesteś szczęściarą!

Pożegnałyśmy się i tylko poprosiła, abym od czasu do czasu ją odwiedziła, a ja po jej wyjściu nie mogłam do siebie dojść!

Czy ja zawsze muszę być konfesjonałem, że jak bida do do Elki?

Przed chwilą napisałam mejla do Opieki Społecznej w moim mieście i uważam, że na tym moja rola powinna się skończyć, ale czy aby na pewno?

Mam mieszane uczucia, ale cóż więcej mogę zrobić dla kobiety, która kiedyś odwróciła się do mnie plecami z tak głupiego powodu?