Archiwa tagu: prezenty

Prezenty dla Wnuków, to nie lada wyzwanie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Niestety, ale ja starsza pani już nie nadążam za światowymi trendami.

Od czasu do mego życia pojawiły się Wnuczęta w postaci sztuk na trzech!

Stosujemy więc niektóre tabletki, które można nakładać i babcie i dziadkowie, że płacimy Mikołajowi, są do Rodzinny i do Oni kupują, a potem do nas kurier przywozi wielkie paczki, takie jak na na spodziejąciu!

Czasami z Mężem jechałem w galerii w celu zakupu prezentów, ale poruszaliśmy się jak słonie w składzie porcelany, czyli czarnej magii.

W tym wszystkim chodzi o to, żeby prezent był włączony i trwał razem z pouczający i motywujący. Dlatego też przyznałem się do tego, że się to udaje.

Swoją drogą, do wyboru zabawek, gier, książek i książek.

Jestem starej daty i pamiętam moje połączenie prezenty.

Nie było szaleństwa, ale na przykład, kiedy dostałam chińskie pióro, na skakałam po niebiosa z radości. Kiedy dostałam dresy, albo czapkę i szalik, oraz rękawiczki – tak samo się cieszyłam i bardzo do dbałam.

Przedstawy w tamtych czasach są w wieku, ale się znudziły.

Pióro chińskie mi ukradziono i tą stratę pamiętam do dzisiaj.

Teraz dzieci mają górę zabawek na półkach, w kątach pokoju, czy do których wracają, ale takie oto mamy czasy! Jakże inne czasy i niekoniecznie jest do wychowawczych.

Poniższe zdjęcie jest strasznie rozczulające, bo my – starsi tacy byli.

Reklamy

List od świętego Mikołaja do moich Wnuków!

Kiedy są Wnuki u mnie, to mam armagedon w domu, ale bardzo przyjemny! 😀

 

Święta, święta i już po świętach – jak ten czas szybko leci.

Pogoda okrutnie obrzydliwa za oknem,  a do tego w zachodniej Polsce szaleje orkan „Barbara” i już wiele miejscowości go odczuwa.

W pobliskiej wiosce została już zerwana linia elektryczna i ludzie nie mają światła. Całe szczęście w tym wszystkim, że to się dzieje pod koniec świąt.

Ja korzystam jeszcze, że Internet mi działa – jak na razie i nic szczególnego jeszcze się nie dzieje.

Chcę podzielić się z Czytelnikami nijakim, uważam świetnym pomysłem, na to, kiedy Wnuczęta przestają już wierzyć w Mikołaja i nie da się ich oszukać.

Rodzice moich Wnuków wpadli na ciekawy pomysł, aby jeszcze do końca nie odzierać dzieci w wiarę, iż prezentów nie kupują Rodzice.

Rodzice napisali list jakby od świętego Mikołaja do dzieci właśnie.

Nie napiszę oczywiście dokładnie jak ów list brzmiał, ale mniej więcej tak:

„Kochane Dzieci!

To ja święty Mikołaj do Was piszę i wiem, że czekacie na mnie i się niecierpliwicie.

Niestety, ale moje sanie uległy awarii, a renifery są bardzo zmęczone.

Nie zdążę więc wręczyć Wam osobiście prezentów, gdyż po naprawie sań będę musiał jeszcze odwiedzić ponad 6 milionów domów, aby obdarować inne Dzieci prezentami, ale do Was już nie zdążę.

Mam więc prośbę, aby prezenty w moim imieniu wręczył Wam Wujek Artur, któremu powierzam moją misję i czapeczkę Mikołaja.

Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i może zdążę do Was w przyszłym roku”.

List ten został położony na parapecie zewnętrznym okna i w pewnym momencie Tata moich Wnuków zadzwonił do domu i oznajmił Dzieciom, że znalazł list od świętego Mikołaja.

Trzeba było widzieć oczy Dzieci, bo zrobiły się jak pięć złotych.

Moja Wnusia drżącymi rączkami rozrywała kopertę i jąkając się ze wzruszenia przeczytała pozostałym Dzieciom ten list, a my dorośli mieliśmy niesamowitą frajdę widząc zdziwione i pełne wiary twarzyczki Dzieci.

Uważam, że pomysł był przedni i dlatego podaję go jako receptę na przedłużenie magii prezentów pod choinką dla naszych milusińskich.

Coraz bliżej święta i stres!

Coraz bliżej święta!

Jak co roku, mniej więcej o tej porze listopada dopada mnie stres przedświąteczny.

W głowie kotłują się myśli, że już czas odświeżyć mieszkanie  jak, co roku przed tymi cudnymi świętami.

Zaczynam planować już sprzątanie, a więc mycie okien i takie tam.

Bardziej obawiam się sprzątania w moim wieku, aniżeli przygotowywania jadła na święta.

Lubię gotować, ale już mniej skakania po stołkach, drabinkach, bo wiek zrobił swoje.

Mam nadzieję, że nie zlecę ze stołka i na święta się nie połamię. Muszę być bardzo ostrożna.

Jeśli sił wystarczy, to ogarnę sukcesywnie, co jest do ogarnięcia. Jeśli sił nie wystarczy, to sobie odpuszczę, ale spodziewam się wyrzutów sumienia.

Już dziś zakupiliśmy prezenty dla Wnucząt na „Mikołaja”, bo obiecaliśmy coraz starszym Wnukom słuchawki do słuchania Audiobooków.

Najstarsza Wnusia dużo czyta, ale też słuchają dzieciaki bajek w nowoczesny sposób, co mnie bardzo cieszy.

Mam nadzieję, że powolutku wszystko z Mężem ogarniemy, jak każdego roku, a ja sama siebie się pytam!

– Skąd bierze się ten stres przedświąteczny, a w tym roku podwojony, bo Mama jest ciężko chora! 😦

Kiedy dziecko śpiewa – śpiewa cały świat

Dzień dobry 🙂

Dzisiaj tj. 1 czerwca cały świat obchodzi Międzynarodowy Dzień Dziecka.

Moje dwie Córki dostały matczyne życzenia tylko, bo najważniejsze teraz są nasze trzy szkraby, które na prezenty czekają – jak to dzieci!

Wczoraj wykonałam dwa telefony SOS, co kupić w prezencie naszym Wnukom. Dla jednej, która mieszka blisko nas jej Mama kupiła perfumy, błyszczyk i cienie do powiek w naszym imieniu – oczywiście dla małych dziewczynek. Perfumy są łagodne i pachną kwiatkami. Niech się stroi mała, nasza kobietka.

Wnuczka i Wnuczek, które mieszkają daleko od nas, dostały wsparcie finansowe na rolki, bo o takich marzą. 

Jednym słowem mam nadzieję, że Babcia i Dziadek w jakimś stopniu przyczyniliśmy się do uśmiechu na buziach maluchów.

Zawsze mam kłopot z wymyślaniem prezentów dla Wnuków, gdyż przecież nie jestem z nimi na co dzień i nie mam orientacji czego im brakuje i o czym marzą. Na szczęście w dobie szybkiej komunikacji  udaje się wszystko uzgodnić i już!

 

DAJCIE DZIECIOM SŁOŃCE

Kiedy dziecko śpiewa –
śpiewa cały świat.
Cały świat piosenką jest,
śpiewa kot i śpiewa pies,
ptak na niebie, wiatr na drzewie,
świerszcz na łące…
Nawet kiedy pada deszcz,
to ten deszczyk śpiewa też,
że po deszczu, że po deszczu
będzie słońce.
Kiedy dziecko tańczy – tańczy cały świat.
Z rudym kundlem czarny kot,
drzewa z niebem, z ziemią płot,
ptak z obłokiem, wiatr z motylem,
świerszcz na łące…
Cały świat ma tyle lat,
ile dzieci mają lat,
te dzieciaki, co do tańca
wzięły słońce.
Kiedy dziecko płacze –
płacze cały świat.
Kot ma oczy pełne łez,
na podwórku płacze pies,
wiatr w kominie, mysz pod miotłą,
świerszcz na łące.
O, jak słono od tych łez,
nawet cukier słony jest,
o, jak ciemno, o jak zimno –
gdzie jest słońce?
Dajcie dzieciom słońce, żeby łez nie było,
Dajcie dzieciom słońce, dajcie dzieciom miłość.
Dajcie dzieciom słońce, całe słońce z nieba,
Żeby mogły tańczyć, mogły śpiewać.
Wanda Chotomska

Przed podróżą do moich bliskich :)

Żeby wszystko nam się rozplątało, co się poskręcało.

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryle niemądrego.

Aby się wszystko uprościło –
było zwyczajne – proste sobie –
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam się grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekający w swej kolejce,
a Matka Boska – cichych, ufnych –
na zawsze wzięły w swojej ręce.

ks. Jan Twardowski

Zapamiętaj, że święta, to komercja. Nie daj się wciągnąć!

Dobry wieczór 🙂

Zerwana kartka z kalendarza i oto mamy 1 grudnia. Idą Święta Bożego Narodzenia. Trzeba zacząć planować, bo te dni szybko zlecą i zasiądziemy wspólnie do rodzinnej Wigilii.

Włącza się w człowieku czerwona lampka, że to i owo trzeba posprzątać, odświeżyć i takie tam domowe prace, aby przygotować dom na przyjęcie gości i chyba każda Pani Domu już o tym myśli.

Planujemy, liczymy, robimy listę menu na święta i przystępujemy do działania. Nie da się ukryć, że z wiekiem to wszystko idzie już mniej sprawnie, ale mądrze rozplanowane nie będzie wielkim ciężarem. Ja już wychodzę z takiego założenia, nie nie wszystko musi być na medal, bo najważniejsza jest rodzinna zgoda i dobra atmosfera.

Nie będę szalała, ale postaram się zrobić, to wszystko, co każdego roku i dam z siebie moje serce, aby Wigilia i Święta Bożego Narodzenia upłynęły w atmosferze spokoju i odpoczynku, a najważniejsze, to być z bliskimi.

Mam wciąż to szczęście, że moje dzieci, zięciowie i ich dzieci wciąż mają swoich rodziców i na to ja się cieszę, że spędzimy ze sobą piękne chwile. Traktuję te święta jako wyjątkowe spotkanie z bliskimi, którzy w ciągu roku są ludźmi zabieganymi, walczącymi o swój byt. Biegną do pracy, wychowują swoje pociechy i robią dokładnie to samo, co my robiliśmy.

Jak napisałam nie będę szalała i z mężem ogarniemy to wszystko w przyzwoitych kwotach i wiecie czego ja nie pojmuję?

Nie pojmuję szaleństwa w marketach i tej gonitwy za wszystkim bez pomysłu i bez rozmysłu.

Nie pojmuję nie kontrolowanych zakupów i tego na chama kupowania. Nie pojmuję, że w weekend wszyscy ruszają na tropienie zniżek, kotłowania się przy kasach i walki o wózki. Nie pojmuję tego histerycznego kupowania wszystkiego, co nagle obniżono. że niby promocja, a to jest wielka ściema.

Ludzie przed świętami zachowują się w jakieś niewytłumaczalnej ekstazie, jakby wszyscy czegoś się najarali i pędzą jak szaleni między półkami i biorą, bo się podoba, bo błyszczy, bo może się przyda.

Zapominają, że święta to jest  wielki biznes i oszołomieni pakują swoje pieniądze, w ktoś kto z tego czerpał kolosalne zyski.

Ludzie kupują, a ktoś zaciera ręce, ale ja się na to nie nabieram. Oj, co to, to nie!

 

Podniosę jeszcze kwestię reklam, na których widnieją kochające się rodziny, siedzące przy wspólnym stole, kiedy pod obrusem jest sianko i obok skrzy się cudna choinka. Reklamy kłamią, a dlaczego?

Dlatego, że jest duży odsetek rodzin, które podczas świąt po prostu się kłócą po zbytniej dawce alkoholu. Kłócą się o politykę i religię, a także o pieniądze. Kłócą się i wychodzą z siebie, aby udowodnić swoje racje, a zapominają, że święta, to czas pojednania i zgody. Zapominają, że życie jest tak krótkie i żal marnować emocji i energii na zwady.

 

W wyścigu szczurów zapominają o swoich rodzicach. Zapominają, że starszy człowiek, samotny człowiek, czeka na tę jedną chwilę, by spotkać się  bliskimi.

Proszę obejrzyjcie clip, w którym ojciec czeka na swoje dzieci, a te nie mają dla niego czasu. Informują, że może w przyszłym roku się spotkają i podają dziesiątki powodów, bo praca, bo obowiązki i tak dalej.

Ale kiedy otrzymują wiadomość, że oto ojciec nie żyje – perspektywa kompletnie się zmienia.

Apeluję – nie zapominajmy o starych rodzicach, dziadkach i pamiętajmy, że dni świąteczne są dla nich bardzo ważne.

 

https://www.youtube.com/watch?v=V6-0kYhqoRo

Nasza Wigilia :)

 Ludzie się spieszą przez cały rok,

by mieć coraz więcej pieniędzy,

by wybudować wielki dom z basenem najlepiej.

Spieszą się i spieszą i sami czasami się gubią,

bo nie wiedzą dokąd tak pędzą i po co?

A ja się spieszyłam wczoraj w ten piękny wieczór,

do wzruszeń i poruszeń,

do ciepłych spojrzeń i przytuleń.

Spieszyłam się do błyszczących oczu  i śmiechu moich wnucząt

i do ich radości szczerej, gdy pod choinką

znalazły wymarzone prezenty.

Spieszyłam się do z niecierpliwością

rozdzieranych paczuszek i uradowanych dziecięcych twarzy,

że tam w środku znalazły, to o czym marzyły.

Spieszyłam się w końcu do wspomnień i refleksji

i do łzy uronionej na wspomnienia o tych, których już nie ma.

Spieszyłam się do rozmów przy blasku świecy i próbowania

tych wszystkich dóbr, choćby po kawałeczku z każdego dania.

Spieszyłam się, by na długo zapamiętać te chwile celbracji rodzinnej,

wspólnej, szczerej,  pośród  wyciszonej atmosfery przy kominku.

To wszystko wczoraj dostałam i jestem bogatsza w swoje refleksje,

że kolejna Wigilia dała mi poczucie bezpieczeństwa i wielkiego szczęścia. 🙂

 

Aby w święta widzieć uczciwą twarz w lustrze!

Z badań, które przeprowadził międzynarodowy serwis Victoria Milano wynika, że aż 71 proc. zdradzających kobiet i 58 proc. niewiernych panów zrobi wszystko, by w święta wyrwać się z domu i choć na chwilę znaleźć się w ramionach kochanka lub kochanki.

http://natemat.pl/86269,zdrada-jako-swiateczny-prezent-boze-narodzenie-to-nie-tylko-czas-dla-rodziny-ale-i-kochankow

Tyle mówią statystyki, a co jeśli kochankowie nie mogą się spotkać z różnych przyczyn, bo kłamstwo ma krótkie nogi? Chyba cierpią piekielnie z tego powodu, że oto tam gdzieś jest kochanka, czy kochanek i trzeba przy współmałżonku robić dobrą minę do złej gry. Trzeba w końcu przygotować mieszkanie, czyli wysprzątać i wypolerować i trzeba w końcu coś na stół przygotować, kupić choinkę i ją ślicznie ubrać, aby partnerka, czy też partner się nie pokapowali, że kompletnie nie ma się na to ochoty i robi się to bez serca, aby tylko stwarzać pozory i uśmiechać się przez łzy, gdyż po głowie chodzi jedynie potajemna, świąteczna schadzka.

To musi być straszne i traumatyczne, kiedy siada się z rodziną przy stole, pięknie przystrojonym w magicznym domu, oświetlonym świecami i lampkami, które blaskiem odbijają się w kolorowych bombkach. To musi być strasznie trudne, kiedy trzeba w końcu złożyć żonie, czy też mężowi życzenia wszystkiego najlepszego na następny rok i podziękować za miniony. To musi być smutne, kiedy własne dzieci rozpakowują prezenty i się z nich cieszą i dziękują za nie ze szczerych, dziecinnych serduszek. To musi być okropne, kiedy partner pod wpływem nastrojowego klimatu poprosi po Wigilii o chwilę intymną by zwieńczyć ten cudowny wieczór, a więc ogólnie podsumowując, to jest droga przez mękę i te spojrzenia ukradkiem na telefon, czy ukochana, lub ukochany dał drobniutki znak esemesem!

Cierpienie chyba jest jeszcze większe, kiedy zakochani wiedzą, że kochanek, czy też kochanka spędza te święta zupełnie samotnie i czeka, aż ten ktoś się w końcu wyrwie z pod kurateli i zapuka niespodziewanie do drzwi, w które się patrzy z utęsknieniem przez tyle godzin. Niestety, ale w święta trudno coś wykombinować, bo delegacje nie wchodzą w grę i w zasadzie jakoś trudno z tego domu się wyrwać, bo przychodzi rozradowana rodzina i zaczyna się biesiada. No jak się wyrwać, aby nie wzbudzać podejrzeń, choć tam w środku aż skręca z tęsknoty.

Trudne jest życie uwikłanych w takie podwójne relacje i kłamstwo musi strasznie uwierać, a mimo to, ludzie w to wchodzą i na co dzień żyją w tym kłamstwie i zakłamaniu kombinując różne powody, aby tylko zaspokoić swoją chuć.

Nie lepiej by było rozstać się z partnerem i poukładać sobie życie na nowo, niż okłamywać drugą stronę, najczęściej zupełnie nieświadomą. Nie lepiej, bo zgodnie z wiarą chrześcijańską być uczciwym wobec siebie i zacząć żyć zgodnie z wyznawaną wiarą, bo wcześniej, czy później takie dziadowskie zachowanie i tak się wyda, a potem jest tylko jeszcze większy dramat i rozpacz, że tej drugiej stronie wali się nagle świat, ale zdradzacze nie zdają sobie z tego sprawy i brną w to ile się tylko da.

Wiem jak to jest, bo sama byłam ofiarą takiej sytuacji i kiedy się dowiedziałam, to przed oczyma widziałam tamte święta i Wigilię, kiedy się niczego nie domyślałam i wiem jak cholernie to boli. Boli tak, że można z tego bólu zwariować i współczuję wszystkim, którzy przez to piekło przeszli, albo przechodzą, a sama na dzień dzisiejszy znam kobietę, która zabrnęła w zdradę bardzo głęboko i wciąż w niej trwa, a na facebooku napisała, że jej mąż już obdarował ją wspaniałym i wymarzonym prezentem i zebrało mi się na mdłości.

Jestem taka, że nie wtrącam się w życie innych ludzi, ale po cichu napiszę, że strasznie mi żal tego jej męża, bo choć szorstkim jest mężem, to mimo wszystko ją po swojemu   kocha.

I to by było na tyle moich rozważań, bo moje życie toczy się dalej, a mdłości z czasem miną 🙂

Co wnukom pod choinkę, czyli wystraszona Babcia :)

Od 1 grudnia do 3 grudnia, każdego roku jestem całkowicie spokojna i żyję swoim codziennym, powolnym rytmem. Przychodzi raptem 4 grudnia i jest Święto Górników, a mnie momentalnie podrywa i wyrywa z mojego świata i zaczynam zdawać sobie sprawę, że zaraz będą święta i chyba czas podnieść dupsko i zacząć coś planować, sprzątać, odświeżać, no wiecie sami zresztą jak to jest. 🙂

Patrzę w kalendarz, a tam nie tylko święta, ale i weekend zbijają się w wielkie świętowanie. Moje dzieci przyjadą, a więc trzeba powoli robić listę zakupów i wiecie co?

Nie przeraziło mnie to sprzątanie i gotowanie, bo jakoś z mężem damy radę, ale najbardziej przeraziły mnie prezenty dla wnucząt. Ok, spokojnie Elka. Weszłam więc na strony z prezentami dla dzieci, bo sobie pomyślałam, że zamówię i przyjdzie do domu, ale się przeraziłam mnogością. Doszłam do wniosku, że figa z makiem. Nic z tego nie będzie, bo dostałam oczopląsu i praktycznie się pogubiłam,

Zabawek w bród i jedna ładniejsza od drugiej. Kolorowo mi się w oczach zrobiło, kiedy weszłam na stronę Fisher coś tam, coś tam, a z drugiej strony to kompletnie nie wiem, co moje wnuki już mają, a i nie wiem o czym marzą. Przerażenie w oczach, bo przecież maluchom nie wręczymy koperty z pieniążkami. Dzieci tak bardzo się cieszą, że prezenty są pod choinką i czekają na to cały rok, a więc trzeba pokombinować.

Dzwonię do córek, a one same jeszcze nie wiedzą, a ja mam wiedzieć – TAK!!! 😀

No dobrze i doszliśmy do konsensusu, że córki się zastanowią, zamówią, a kurier przywiezie na nasz adres, a my zapłacimy i tym sposobem się uspokoiłam tak bardzo, że skleciłam notkę, gdyż kiedy jestem zdenerwowana, to nijak nie mogę pisać.:D

Kiedyś z tymi prezentami było o wiele łatwiej, bo nie było takiego wyboru, ale świat poszedł do przodu i ja za nim już w tej materii nie nadążam.

I to by było na tyle i cieszę, się, że jeden problem mam z głowy.

Ten kolorowy strach, to ja. Niby zadowolona, a jednak z powodu problemu z prezentami lekko zaniepokojona.

Zakręcony weekend

Wczoraj byliśmy na Urodzinach mojej Wnusi. Troszkę opóźnione, gdyż trzeba było poczekać, aż każdy będzie miał czas, aby się spotkać rodzinnie. Nie liczyłam, ale było nas dużo, czyli od najstarszej mojej Mamy, Mamy mojego zięcia i jego Taty. Prezenty, prezenty i każdy się starał, aby były przede wszystkim edukacyjne, ale jeden prezent przerósł wszystkie pozostałe, a był nim domek z kartonu, który należy pomalować po swojemu, gdyż ścianki są za drukowane i trzeba kolorami wypełnić wszystkie rysunki. Zabawa była przednia i taką oto fotkę zrobiłam na pamiątkę, bo mój blog jest po części takim miejscem, gdzie zatrzymuję ważne momenty z życia mojej rodziny, ale najbardziej lubię zatrzymać w kadrze moje wnuki.

Jeszcze wczoraj na Urodzinkach, mój mąż umówił się z zięciem, że jeśli tylko będzie pogoda, to wybierzemy się na mini piknik za miasto z ogniskiem i kiełbaskami pieczonymi na patyku. Niestety, ale moja młodsza Córka musiała z wnukami wracać do Szczecina, a ja nie byłam za bardzo wtajemniczona w te ich plany. Nagle Córka dzwoni, czy jadę z nimi na to ognisko. Byłam zaskoczona i troszkę marudziłam, że chyba nie pojadę, gdyż zawsze mam kłopoty, aby opuszczać swoją samotnię. Jednak była nie przekupna i nakazała mi się szykować i nie było zmiłuj się. Pojechaliśmy na nasze stare miejsce, na którym parę lat temu spędzaliśmy wiele rodzinnych chwil i kiedy poczułam słoneczko na twarzy i zobaczyłam palące się ognisko, wróciły dawne wspomnienia i obiecałam sobie, że już nigdy nie będę marudziła, że mi się nie chce, że to czy tamto. Było tak strasznie fajnie, bo Wnusia pierwszy raz widziała tak duże, rozpalone ognisko, a pies się wybiegał za wszystkie czasy. Panowie znosili drwa, a pogoda była iście wiosenna. To był cudny dzień i oczywiście w kadrze nie mogło zabraknąć uchwyconych chwil. Cieszę się i dziękuję Ci Córko, że nie odpuściłaś mi tego wyjazdu.