Archiwa tagu: przyjaźń

Prawdziwa przyjaźń!

 

Dzikość serca

Zdjęcie pochodzi z filmu „Dzikość serca”.

Kiedy się budzę o poranku, to nigdy nie wiem, co napiszę wieczorem na blogu.

Trzeba mi mijającego dnia, aby pozbierać swoje myśli i przemyślenia, wspomnienia, które wieczorem nadają się do napisania kolejnej notki.

Piszę bloga od 9 czerwca 2013 roku i jest tych notek  już 2791, ale to są moje statystyki, a piszę coś codziennie i dlatego nazwałam bloga „Lustro codzienności”.

W swoim życiu spotkałam naprawdę wielu ludzi na swojej drodze.

Mam 63 lata i natknęłam się na różnych ludzi z racji szkół, a potem zawodowej pracy.

Jedni zapisali się mniej w pamięci, a drudzy tkwią w głowie przez całe moje życie.

Pamiętam jak dostałam pracę w urzędzie i już prawie na początku spodobał mi się młody mężczyzna, który pomagał mi trochę wdrożyć się w pracę, a bliżej w obeznaniu się z komputerem.

Byłam od niego starsza co najmniej o  10 lat, ale stało się tak, że spotkały się bratnie dusze i nadawaliśmy na tych samych falach – mimo różnicy wieku!

Był w małżeńskim związku z piękną kobietą, ale coś tam było nie tak!

Nie wnikałam, a on nic o tym nie mówił, ale czułam, że cierpi, bo małżeństwo chyliło się ku rozwodowi.

Gadaliśmy dużo o naszych duszach, bo on wrażliwy człowiek miał wysokie wymagania w stosunku do siebie, ale ta wrażliwość go pożerała i się miotał, a ja też byłam w dość ciężkim okresie i oboje byliśmy poobijani.

Czułam, że mam w nim przyjaciela, a łączyła nas polityka, gdyż oboje nie zgadzaliśmy się na politykę w czasach Wałęsy.

W tej naszej znajomości nie było żadnych podtekstów, a tylko tyle, że mogliśmy gadać ze sobą na różne tematy.

W pewnym momencie zauważyłam, że on nadużywa alkoholu i wspierałam rozmową, a i mój Mąż próbował do niego dotrzeć, ale on sam postanowił się zwolnić z pracy i po rozwodzie opuścił nasze miasteczko.

Po latach poszukałam go na FB i nie wiem, co u niego słychać, ale sądzę, że się pozbierał i ja nie pytam, co u niego, ale jesteśmy dyskretnie w znajomych!

Najważniejsze, że pracuje!

Mój kolega był taki niepokorny jak to powyższe zdjęcie – dużo papierosów i nie godzenie się na wiele i czuję, że wciąż ma swoje życiowe dylematy, bo taki po prostu jest i taki zostanie.

Macie kogoś takiego, zapisanego w sercu, o którym się myśli wciąż!

 

Idzie starość i nie ma na to rady!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Wczoraj mój Mąż wyszedł do miasta, aby załatwić swoją, zawodową sprawę i przechodząc obok tablicy z klepsydrami – stanął jak wryty!

Zadzwonił do mnie i powiedział mi, że oto kolejny nasz znajomy z lat szkolnych – odszedł!

Młody jeszcze, bo miał zaledwie 63 lata – wysoki, przystojny, porządny facet!

Mąż bardzo się zmartwił, gdyż niestety odchodzą nasi znajomi jakże często w kwiecie wieku.

Oboje ubolewamy, że nas urodzonych w latach 50-tych, coraz mniej zostaje.

Dlatego nie zabraniam Mężowi spotykać się z tymi, co żyją, bo być może jutro kogoś może znowu zabraknąć.

Dziś się spotkali koledzy z dawnej pracy i „trunkują” sobie delikatnie drinki, a delikatnie, bo są już w kwiecie wieku!

Zrobiłam chłopakom zakąskę i poprosiłam o selfie na pamiątkę z tego męskiego spotkania.

Wszyscy panowie ze zdjęcia mają wciąż swoje żony i niech tak zostanie bardzo długo!

Za chwilę będzie 22.oo, a mój Mąż pobiegł do swojej Mamy – 85 letniej, by zbadać jej ciśnienie i tak jest 2 do 3 razy dziennie na dobę – niezależnie od pory dnia.

Boję się i Mąż się boi, że nadejdzie ten przykry moment, ale póki co – trzeba być w pogotowiu!

Szanuję Męża za to, że bardzo się troszczy o swoją Mamę razem ze swoim Bratem i wspólnie dzielą się obowiązkami.

Na szczęście po odejściu Mamy Męża bracia nie będą musieli sądzić się o mieszkanie po Matce, bo jest zapisane 50 na 50, a więc sprawa jest uczciwa!

A teraz inny temat o tym jak jestem z siebie dumna!

Otóż dziś zauważyłam, że nie wysuwają mi się po prawej stronie ekranu powiadomienia o nowych komentarzach na blogu!

Jak ja nie lubię, kiedy na blogu coś mi nie gra i szwankuje.

WP powiadomił mnie, że muszę odświeżyć przeglądarkę Chrome i poszperać w ustawieniach, aby przywrócić tą opcję.

Wpadłam w Google i zaczęłam szukać, a zabrało mi to godzinę, albo i więcej.

Nie znoszę, kiedy coś mi się dzieje z komputerem, ale dałam radę i po nitce do kłębka odzyskałam powiadomienia – hurra – dałam radę bez informatyka!

 

Rozważania różne!

 

Obraz może zawierać: niebo, chmura, na zewnątrz i przyroda

Zdjęcie zostało zrobione przez mojego Męża i proszę zobaczyć jak ucieka nam lato.

Jakieś zboże dojrzało – zostało już ścięte i na zdjęciu widzimy  malownicze rżysko!

Na zachodzie Polski wisiały metalowe chmury, ale po południu wyjrzało słońce i na sercu zrobiło się milej.

Nie potrafię opisać przyrody tak jak to opisała Eliza Orzeszkowa w swojej powieści „Nad Niemnem”.

Dziś zaczęłam oglądać ten serial w dwóch częściach i jestem zafascynowana tak samo jak „Nocami i Dniami” – Marii Dąbrowskiej.

Muszę ze wstydem przyznać, że w życiu zabrakło mi jakoś czasu, aby ten film obejrzeć.

Orzeszkowa zostawiła w swojej powieści tę naszą niesamowitą polskość i przywiązanie do ziemi, a także posługiwała się cudowną polszczyzną.

Wydaje mi się, że kiedyś ludzie zwracali się do siebie z ogromnym szacunkiem i atencją, co nie przetrwało do naszych czasów.

Obojętnie z jakiej grupy społecznej pochodzili, to swoje rozmowy zamykali w okrągłych, pełnych zdaniach i bardzo mi się to w filmie podoba, a także te stroje i pejzaże.

Teraz komunikujemy się ze sobą szybko, skrótowo, aby prędzej siebie wyrazić, bo już nie potrafimy tak pięknie posługiwać się językiem polskim.

Niektórym wystarczają „emotki”.

Komórki, tablety, komputery nie pomagają, aby wyrażać swoje myśli, tak jak kiedyś robili nasi dziadowie.

A teraz drugi temat:

Czy piszecie z kimś w sieci regularnie np. mejle?

Prawie 4 lata temu delikatnie zaczepiłam w sieci pewną kobietę w moim wieku.

Podobało mi się, to, co Ona w sieci zostawiała i przyjęła moje zaproszenie do wzajemnego wspierania się.

Połączyły nas prawie identyczne losy kobiet, które w swoim życiu musiały się wiele razy podnosić, a potem upadać i znowu się podnosić.

Martwię się o Nią ostatnio, bo znowu życie Ją przygniotło, a, że jest niesłychanie wrażliwą osobą, to musi znowu mieć czas, by się pozbierać.

Jest mi Ona bardzo droga, bo jeśli tylko mam problem, to wiem, że Ona mi pomoże i mnie wesprze, a więc dla mnie stanowi Ona wielką wartość prawego, sprawiedliwego człowieka  i bardzo dobrego.

Poznałyśmy się w czasie, kiedy nasze Wnuki były małe i tak to trwa do dzisiaj, kiedy nasze Wnuki postarzały się o 4 lata, a my razem z nimi.

Staram się Ją wpierać także na ile mejlowo potrafię i każdego dnia otwieram skrzynkę pocztową i wyparuję wiadomości od Niej.

Była przy mnie, kiedy chorowała moja Mama i takiego wsparcia nie otrzymałam od swojej rodziny, a na Nią zawsze mogłam liczyć.

Bardzo mi pomogła w wielu, trudnych sprawach i za to Ci „A” dziękuję!

Zdrowiej kochana „A” i jeśli nawet nie będziesz miała siły pisać, to na zawsze zapamiętam Twoją dobroć i mądrość.

Wiem jednak, że kolejny raz przegonisz demony! Taka jesteś mocna!

Szukajcie w sieci bratnich dusz, bo nawet w sieci można trafić na wspaniałych ludzi i mnie się to udało.

Znalezione obrazy dla zapytania nad niemnem

 

Byłam nastolatką!

W 1963 roku wraz z rodzicami przyjechałam do mojego miasta i tutaj osiadłam na stałe.

To w tym mieście wydarzyło się wszystko w moim życiu i nie od razu czułam to miasto, a dopiero niedawno je zaakceptowałam, decydując się na robienie zdjęć ze swojego miejsca zamieszkania.

Ale od początku:

Zamieszkaliśmy w budynku należącym do wojska, bo ojciec był wojskowym, ale trzeba było mieszaknie ogrzewać węglem i mama rozpalała piec, by gotować posiłki, a by się wykąpać też trzeba było napalić węglem w baku na wodę.

Po jakiś trzech latach dostał ojciec mieszkanie w nowym bloku, gdzie było już c.o., a także był   podłaczony gaz i to była ulga dla nas wszystkich.

W tym bloku zamieszkała dziewczynka, z którą chodziłam do jednej klasy w szkole podstawowej i polubiłyśmy się.

Często odwiedzałyśmy się w naszych domach, a także odrabiałyśmy wspólnie zadania domowe i tak to trwało parę lat.

Wygupiałyśmy się zakładając buty naszych mam i robiłyśmy sobie makijaż, a także wkładałyśmy mamine pończochy! Chciałyśmy byś dorosłe.

Jej mama szyła, a więc i ja miałam ubrania spod jej igły  i wydawało mi się, że się z koleżanką przyjaźnimy.

Wszystko na to wskazywało, bo razem z innymi rówieśnikami bawiłyśmy się na podwórku grając w piłkę, czy też w inne dziecięce zabawy.

Lubiłam jej urodę, jakże odmienną od mojej, bo ja rasowa brunetka, a ona zwiewna, delikatna blondynka, dość wysoka o lekko falujących się włosach, czego jej bardzo zazdrościłam, bo moje były proste jak druty.

Lubiłam jej towarzystwo i cieszyłam się bardzo na to, że nasze mamy wysłały nas obie na kolonie w Dziwnowie.

Myślałam, że to będą super wakacje i miałam nadzieję, że przy niej będę zadowolona z pobytu nad morzem.

Stało się jednak inaczej, bo ona na tych wakacjach mnie zostawiła samą i „zakolegowała” się z innymi dziewczynkami, a na mnie  kompletnie nie zwracała uwagi.

Kiedy szliśmy w parach na plażę, to ona mnie opuszczała i świetnie się bawiła w gronie nowych koleżanek.

Te wakacje pamiętam do dziś, bo mnie bardzo zraniła i poczułam się zdradzona i jak opuszczony, samotny byt.

Obie miałyśmy chyba po 14 lat i po powrocie z tych wakacji byłam smutna, cierpiąca, ale się od niej odunęłam, a ona chyba nigdy się nie domyśliła tego, jak mnie zraniła.

Nasze drogi się rozeszły na zawsze, kiedy wyprowadziła się z rodzicami do innego miasta, a ja na długo zapamiętałam jej obojętnosć, ale z czasem oczywiście wszystko się zabliźniło.

Historię tę przypomniałam sobie dzisiaj, po obejrzeniu francuskiego filmu z 2014 roku pt. „Oddychaj”.

Jest to  historia strasznie podobna do mojej, a powinny ten film obejrzeć wszystkie nastolatki na świecie.

Film opowiada o przyjaźni Charlie i Sarah, które spędziły razem udane wakacje, ale po powrocie wszystko się zmieniło i zauroczona koleżanką Charlie krok po kroku zostaje upokorzona przez Sarah i —– obejrzyjcie sami.

Ciekawa jestem, czy moi czytelnicy też w młodości przeżyli takie odsunięcie, zniewagę, upokorzenie, zdradę przez rówieśnika, któremu zawierzyliście i myśleliście, że to jest na zawsze, a okazło się nic nie wartą przyjaźnią i został tylko ból.

Znalezione obrazy dla zapytania oddychaj film

Podobny obraz

Podobny obraz

Poszukuj mądrze – ludzi w sieci

Dzień dobry 🙂

Ilu ludzi jest w sieci, tylu poszukuje w niej coś innego. Jedni poszukują przyjaźni, inni miłości, a jeszcze inni i ja do nich należę – dobrych ludzi – ot, tak zwyczajnie.

Gdziekolwiek jestem w sieci, poszukuję zwykłych odruchów serca i wcale nie muszą to być wielkie czyny, jak pomaganie potrzebującym, czy też chorym, ale zwyczajnych, ludzkich odruchów ludzkich, z nutką płynącej serdeczności.

Zwykłe dzień dobry, tak jak w życiu realnym i zwykłe pytanie – hej, jak się dzisiaj masz? 

Omijamy hejterów szerokim łukiem i nie wdawajmy się z nimi w żadne dysputy, a poszukujmy w sieci zwyczajnej ludzkiej natury, która poprzez swoje pisanie rozświetli Wasz dzień.

Zaręczam, że są tacy ludzie w sieci, którzy poszukują tego samego, co Wy i prędzej, czy później wpadniecie na siebie i się po prostu polubicie wirtualnie. 

Mam kilka takich osób na swojej drodze, z którymi mogę kulturalnie wymienić kilka zdań, których mogę pozdrowić, a Oni pozdrawiają mnie. Nie jest to forma codziennego słodzenia sobie i spijania porannych kaw, a jest to raczej wymiana poglądów na otaczającą nas rzeczywistość, na różne tematy z polityką także.

Nie jest to wielkie grono, ale jest, a więc cieszę się, że potrafiłam znaleźć kilka takich osób, a One znalazły mnie. 

Miło jest wejść do sieci, kiedy się wie, że ze strony tych osób nic złego mi nie grozi, a wiem, że mogę liczyć na nie, że wymiana poglądów odbędzie się w sposób kulturalny i ciekawy. 

Szukajcie więc i Wy swoich bratnich dusz, czy to na forach, czy portalach społecznościowych, a najbardziej na swoich blogach. To miłe, kiedy pisze się bloga i w komentarzach nie ma inwektyw, a jedynie kulturalna dyskusja, z której czerpią wiarę w człowieka, obie strony.

Aby ten dzień był dla Was miły, obejrzyjcie dwa klipy o zwykłej, z serca płynącej, ludzkiej naturze, bo można po prostu, prostymi słowami i zwykłym gestem uszczęśliwić drugiego człowieka, ot, tak zwyczajnie, poprzez jeszcze spotykany w świecie – odruch serca.

 

Czy zauważyliście CO ona napisała jemu na tym kartoniku?
„Jest taki piękny dzieńa ja nie mogę go zobaczyć …”

 

A może komuś udało się znaleźć miłość w sieci i miło by było, gdyby ktoś ją tu, u mnie opisał? 

Taka szybka przyjaźń się prawie nie zdarza

Pani Antonina całe życie uwielbiała podróżować po świecie i każdego roku podczas urlopu wylatywała we wcześniej zaplanowaną trasę. Cały rok zbierała pieniądze, aby spełnić swoje  marzenie.

Pani Antonina nigdy nie wyszła za mąż i nie ubolewała z tego powodu, bo pasja do poznawania świata była dla niej silniejsza, niż marzenia o mężu i gromadce dzieci. Nigdy nie żałowała swojego wyboru i  nie zastanawiała się nad tym jak to by było, gdyby tę rodzinę miała.

Zwiedziła w ciągu swoich podróżniczych lat kawał świata, bo zwiedziła dość dokładnie Afrykę i Azję, a także zapuściła się we wschodnie rejony Rosji. Wszystko opisywała w swoim pamiętniku, udokumentowanym masą interesujących zdjęć. Planowała  założyć bloga podróżniczego, by dzielić się swoimi przygodami ze światem, ale to zaplanowała zrealizować podczas osiągnięcia wieku emerytalnego.

Szykowała się do następnej podróży i tym razem obrała sobie za cel Kanadę, żywicą płynącą i koniecznie chciała poznać ten kraj,który słynie z dobrego życia ludzi tam mieszkających. Antonina znała doskonale język angielski i choć podróżowała sama, to wszędzie  się dogadywała i nie miała problemów, by się w nowym miejscu odnaleźć, tym bardziej, że każda wycieczka była perfekcyjnie zaplanowana.

Na lotnisku rutynowa odprawa i w końcu znalazła się w samolocie szczęśliwa, że za parę godzin będzie na miejscu.

Obok pani Antoniny usiadła kobieta gdzieś około pięćdziesiątki, która poruszała się o kulach. Pani Antoninie pasowało, że te kilka godzin spędzi wraz z kobietą w jej wieku.

Od słowa do słowa przedstawiły się sobie i pani owa miała na imię Jadwiga. Okazało się, że leci pierwszy raz samolotem i też kieruje się do Kanady, bo mieszka tam jej córka i chce ją odwiedzić pierwszy raz. Zwierzyła się, że leci ze strachem na ramieniu, ale musiała się przemóc ponieważ ma ogromną niechęć do latania.

Pani Antonina zapewniła Jadwigę, że będzie dobrze i nie taki diabeł straszny jak go malują i się do siebie uśmiechnęły. Zawiązała się między kobietami nić porozumienia i sympatii  i od razu się sobie spodobały i polubiły. Od pierwszej godziny lotu wywiązała się między nimi koleżeńska rozmowa, tak jakby znały się od zawsze, bo tak czasami się zdarza, że ludzie odbierają na tych samych falach i tak też się stało.

Kiedy stewardesa przyniosła pierwszy posiłek, to między kobietami wywiązała się rozmowa, która żadną z nich nie męczyła i nie nużyła.

Antonina zapytana, czy ma męża i dzieci zwierzyła się, że nic z tych rzeczy, bo nigdy nie tęskniła za rodzinnym życiem i tak w pseudo samotności upływały jej lata, ale niczego nie żałuje.

I tu nastąpiła cisza, bo Jadwiga na chwilę zamilkła, co stało się trochę niezręczne. Jednak po chwili powiedziała, że miała ciężki wypadek i od wielu lat porusza się o kulach. Wychowała córkę, ale to było dla niej bardzo ciężkie, bo mąż nie wiele jej pomagał ze względu na ciągłą pracę, aby  tę rodzinę utrzymać.

Nie buntowała się, bo przecież sama nie pracowała, a więc tolerowała, że męża wciąż w domu nie ma i jakoś sobie radziła, choć codzienne czynności były przepłacone heroicznym wysiłkiem.

Pierwszy raz dowiedziała, się, że mąż ją zdradza, kiedy ich córka miała siedem lat. Wiedziała, że jej mąż ma po boku inną, zdrową kobietę i z tego powodu cierpiała katusze, połączone z depresją i rezygnacją z życia.

Przestali ze sobą sypiać i ich seks był w agonalnym stanie, ale godziła się na to, że on idzie do innej i tam spełnia się seksualnie, a także urodziło mu się w tym związku dziecko, o którym wiedziała, co ją kompletnie upokorzyło. Nie dała mu poznać po sobie, że ją to boli. Milczała i w tym milczeniu cierpiała. Miała chęć się rozwieść, ale kto by jej pomagał finansowo, by opłacić mieszkanie i ubrać, oraz nakarmić dziecko. Milczała i cierpiała, choć wiedziała, że jej mąż wciąż sypia z tamtą i kiedy wraca do domu, to czuje od niego zapach perfum tamtej kobiety tak bardzo przez nią znienawidzonej.

Antonina słuchała pilnie Jadwigi i łzy płynęły jej po policzkach. Nie wierzyła, że kobieta o kulach z tak niską rentą tak dała się upokorzyć przez człowieka, z którym przeżyła 30 lat. Nie mieściło się jej w głowie, że ten człowiek zawsze wracał do Jadwigi, jakby nigdy nic, kiedy po drugiej stronie prowadził zupełnie inne życie i udawał, że jest dobrym mężem i ojcem.

Jadwiga po chwili się odezwała, że nie żal jest jej samej, a córki, która nie mogła patrzeć na życie swoich rodziców, gdzie ojciec upokarza matkę, która nie jest w stanie od niego odejść i wyjechała na drugi koniec świata. Nie raz ściągała matkę do siebie oferując mieszkanie i opiekę, a ta wciąż zakochana w mężczyźnie swojego życia, bez seksu z nim się wzbraniała, bo mimo wszystko kocha go nad życie. Mimo upokorzenia i mimo braku zainteresowania wróci do niego zaraz po pobycie u córki, która jest na nią wściekła.

Rozmawiały ze sobą całą drogę, że nie zauważyły kiedy prawie dobiegł czas podróży i bardzo się polubiły. Kiedy przyszedł czas pożegnania, Pani Antonina wcisnęła Jadwidze karteczkę ze swoim adresem w Polsce i numerem telefonu i tylko wyszeptała – kiedy będziesz chciała odejść od męża, to zapraszam na zawsze do mojego domu i zamieszkamy razem, kiedy przyjdzie mi przejść na emeryturę. Pomożesz mi w prowadzeniu bloga i nie szkodzi, że masz niską rentę. Damy sobie radę.

Czy to była wielka przyjaźń?

Maria i Krystyna siedziały w biurze w jedym z urzędów całe 25 lat. Znały się od liceum i bardzo się polubiły. Zawsze razem jak najlepsze przyjaciółki jeździły na te same obozy i na te same koncerty. Mogły  na siebie liczyć w każdej sytuacji życiowej. Kiedy jedna się z nich zakochała, to druga w razie czego zawsze służyła dobrym słowem, kiedy w związku coś się działo. Nie mogły bez siebie żyć i każdą wolną chwilę spędzały razem.

To była bardzo rzadko spotykana przyjaźń i w zasadzie nikt nie śmiał wchodzić między te dwie, śliczne dziewczyny. Obie zdawały na te same studia, w tym samym mieście. Obie mieszkały na tej samej stancji i jeśli jednej było krucho z kasą, to druga zawsze wspomogła w miarę swoich możliwości. Były nierozłączne i nie dały sobie w kaszę dmuchać, kiedy na imprezach dostawiał się niechciany koleś.

Kiedy jedna płakała, to druga wycierała łzy i były sobie bliższe niż czasami jak to bywa w rodzeństwie.

Niektórzy podejrzewali, że coś jest z nimi nie tak i szeptali, że może są lesbijkami, ale one z tego śmiały się w duchu, bo nic z tych rzeczy, a połączyła je tylko i wyłącznie ta sama energia i sposób patrzenia na życie. Były sobie bliskie, bo czytały taką samą literaturę, kochały wiersze i muzykę i zawsze miały ze sobą mnóstwo do przegadania.

Pewnego razu w mieście ogłoszono nabór pracowników do nowego wydziału pewnego urzędu i obie przeszły pomyślnie rozmowy i tak zostały zatrudnione w tym samym wydziale, wielce szczęśliwe, że ich przyjaźń będzie miała ciąg dalszy.

Były wakacje i wybrały się w góry, które obie uwielbiały. Już miały plan jak to będą całymi dniami spacerowały szlakami, a wieczorem w karczmie wypiją kilka lampek wina przy góralskiej muzyce. Chciały odpocząć, ale nie biernie. Miały aparaty fotograficzne i zrobiły setki zdjęć i to też je łączyło.

Były strasznie żywotne i rzucały się w oczy i pewnego razu przysiadło się do nich dwóch przystojnych mężczyzn i jakoś tak się stało, że każdy z nich wybrał dla siebie jedną z nich.

Maria wpadła w oko Andrzejowi, a Krystyną zainteresował się Rafał. Od tego momentu cała czwórka przemierzała szlaki śmiejąc się i żartując. Coś zaczęło się dziać i obie kobiety poczuły to coś.

Minął rok i razem w kościele stanęły na ślubnym kobiercu ze swoimi ukochanymi. Przed ślubem szalały z zakupem sukien ślubnych i postanowiły, że wesele też razem zorganizują i będzie to wesele, jakiego jeszcze nie było. Każda z nich zaprosiła swoje rodziny i w końcu na sali musiało się zmieścić dwieście osób.

To było cudowne wesele, takie, że wszyscy je zapamiętali, a po weselu  kobiety jakby się rozdzieliły i każda z nich budowała swoje gniazdo ze swoim mężem.

Może nikt nie uwierzy, ale zaszły w ciążę prawie w tym samym czasie i obie urodziły bliźnięta. To był niesamowity cud i przypieczętowanie ich przyjaźni. Dzieci rosły i też się ze sobą przyjaźniły, a rodzice spotykali się w każde imieniny, urodziny i wszelkie święta.

Kiedy Krystyna obchodziła ze swoim mężem 19 rocznicę ślubu na Mazurach, to stało się coś bardzo złego. Mąż Krystyny dostał zawału i nie było dla niego ratunku. To był wielki cios dla Marii i jej męża. Wszyscy ogromnie przeżywali tak ogromną stratę, a Maria była blisko koleżanki i robiła wszystko, by  pomóc koleżance się podźwignąć.

Kiedy Krystyna stanęła jako tako na nogi, to Maria zaczęła się w pracy skarżyć, że coś niedobrego dzieje się z jej mężem. Zaczął znikać i często wracał do domu bardzo późno, zmęczony i bez chęci na seks. Była bardzo zatroskana, że w jej małżeństwie coś nie gra i z tego zwierzała się Krystynie.

Koleżanka podnosiła ją na duchu, że może on jest przepracowany i ma masę obowiązków, a może jest chory i ukrywa to i tak obie dywagowały, ale…

Pewnej wiosny Krystyna oznajmiła Marii, że jedzie w góry sama, bo musi odpocząć i nabrać dystansu, oraz musi postanowić jak dalej ma żyć. Wciąż nie podniosła się po śmierci męża i musi wyjechać, by to wszystko sobie poukładać.

W tym samym czasie mąż Marii oznajmił jej, że ma kurs i musi na kilka dni wyjechać, aby podwyższyć swoje kwalifikacje, by więcej zarabiać, bo dzieciaki na studiach potrzebują pieniędzy.

Maria była spokojna o męża, ale w nocy miała dziwny sen, bardzo niepokojący, że mąż ją zdradza.

Szybko się ubrała i nocą  wyruszyła w drogę, bo coś jej tu nie grało. Wsiadła w samochód i  jechała cztery godziny, a kiedy dotarła o świcie w góry od razu skierowała się do pensjonatu, gdzie się wszyscy poznali.

W recepcji wybłagała nr pokoju swojej koleżanki i kiedy zapukała z drżącym sercem, drzwi otworzył jej mąż, a Krystyna leżała w ciepłym, rozkochanym łóżku.

Maria wybiegła z pensjonatu i wsiadła do samochodu, a za chwilę zabiła się na pierwszym zakręcie, pozostawiając tych dwoje z gigantycznym poczuciem winy!

Rzeka tajemnic – moje kino

Tytuł oryginalny: Mystic River
Czas trwania: 137 min.
Produkcja: USA 2003
Premiera: 14 listopada 2003
Dystrybutor filmu: Warner

Reżyseria: Clint Eastwood
Obsada: Sean PennLaurence FishburneTim Robbins

Zawsze ceniłam Clinta Eastwooda jako aktora, ale dziś stwierdziłam, że jest lepszym jednak reżyserem niż aktorem.

Obejrzałam dziś jego film pt. „Rzeka tajemnic” ze świetną obsadą i taką też mistrzowską grą aktorów. Film jest dla koneserów  ceniących sobie kino z wysokiej półki i cieszę się, że poświęciłam dzisiaj swój czas na ten film. Z pewnością na zawsze pozostanie we mnie jako film wart zapamiętania, bo zmusza do niesamowitego zastanowienia się jak może na nas wpłynąć jeden epizod i na nasze życie. Epizod, którego nigdy nie zapomnimy i będzie z nami w każdy dzień i w każdą noc. Epizod tak dotkliwy, że nigdy się z nim nie pogodzimy i będzie drążył i całkowicie zmieni nasze postrzeganie świata i swojego, osobistego życia i nigdy od niego nie uciekniemy.

Nie będę opisywała filmu, ponieważ namawiam do jego obejrzenia, a zapewniam, że nie stracicie swojego czasu. To jest mocne kino, bardzo emocjonalne i wbijające w podłogę. Nie będziecie się nudzili ani minuty, a po zakończeniu seansu wpadniecie w moment zastanowienia, że jeden moment może też zmienił Wasze życie i gdyby nie ten moment, może byście byli zupełnie innymi ludźmi i Wasze życie potoczyło by się zupełnie inaczej.

Choroba, przeżycia i wielka przyjaźń

Wszystko było przygotowane do ceremonii ślubnej. Rozesłane zaproszenia, kupiona suknia ślubna i garnitur dla pana młodego, zamówiona sala i omówione menu, bo oto Magda lat 31 i Romek, lat 32 w pewną sobotę mieli powiedzieć sobie sakramentalne TAK!

Goście zjawili się przed kościołem pięknie ubrani z naręczami kwiatów i oto podjechała limuzyna, a z niej wysiadła para młoda i świadkowie, ale nikt się nie spodziewał dalszego ciągu.

Kiedy ksiądz zapytał Magdę, czy oto Magdo bierzesz sobie tego Romana za męża, ta po długim namyśle i ze łzami w oczach, szlochaja odpowiedziała, że NIE i wybiegła czym prędzej z kościoła zostawiają osłupionego pana młodego, rodziców i gości.

Biegła ulicami miasta wzbudzając ogromne zainteresowanie przechodniów, potykając się, ale miała jeden cel – schować się gdzieś, aby nikt nie zadawał jej zbędnych pytań. Nie miała siły nikomu nic tłumaczyć, bo chciała być zupełnie sama.

Resztkami sił dobiegła do działek, gdzie jej matka uprawiała warzywa i kwiaty, a tam wiedziała gdzie znajduje się klucz od altany i tam w końcu znalazła dla siebie schronienie. Nie szukano jej długo, ponieważ matka jej wiedziała, że nie miała dokąd uciec i to było jedyne miejsce, gdzie można było ją znaleźć.

Nie minął miesiąc od tego fatalnego zdarzenia, a matka wysoko postawiona w mieście umieściła Magdę, swoją córkę w szpitalu psychiatrycznym i tak pozbyła się jej na długie miesiące, a dlaczego?

Magda w szpitalu nie odzywała się do nikogo tygodniami, ale w końcu trafiła do jej serca Ola, trochę od niej młodsza, która leżała w szpitalu z powodu nawracającej anoreksji. Wpadły sobie w oko te dwie kobiety i tak z dnia na dzień stały się przyjaciółkami. Magda się przed Olą otworzyła, ale nie do końca. Była nieufna i wiele w sobie tłumiła, ale pewnego dnia odwiedziła ją matka, wysoko postawiona, a po wizycie Ola stwierdziła, że ma bardzo opiekuńczą mamę i taką bardzo zadbaną, ładną i troskliwą.

Magda zamilkła po tych słowach koleżanki, ale nagle z płaczem wybuchła i Ola usłyszała, że jej Matka chciała pozbyć się Magdy z domu, ponieważ Magda choruje na rzadką chorobę kości, zwaną toczeniem i lekarzom opadają ręce w ratowaniu jej zdrowia, a więc kiedy chciała ją wydać za mąż, to miała nadzieję, że raz na zawsze pozbędzie się córki z domu i pozbędzie się kłopotu w postaci jej choroby.

Kiedy nie udało się jej wydać za mąż, to umieściła ją z premedytacją w psychiatryku i tylko stwarzała pozory, że się o nią troszczy, bo robiła to wszystko dla ludzi, a ogólnie nienawidziła Magdy i jej choroby. Lekarzom opowiedziała, że Magda nadużywa leków przeciwbólowych i w związku z tym musi leżeć w szpitalu dla psychicznie chorych.

Ola widziała często, że Magda cierpi, ale zawsze otrzymała pomoc ze strony lekarzy i pielęgniarek i Ola nie zauważyła, aby Magda nadużywała leków. Siedziała często skulona na łóżku cierpiąca, ale nie wymuszała nigdy więcej leków, niż to było niezbędne i tym bardziej Ola nie rozumiała matki Magdy, która ją skazała na widok ludzi naprawdę psychicznie chorych, wyjących chorych, ale z bólu duszy, a nie ciała.

Minęło parę miesięcy i lekarze Olę skierowali do zupełnie innego szpitala na psychoterapię, aby tam jeszcze się wzmocniła psychicznie i zaczęła panować nad anoreksją. Kiedy się rozstały, to obiecały sobie, że ich kontakt dalej będzie trwał kiedy tylko opuszczą mury szpitali i Ola odjechała.

Utrzymywały ze sobą kontakt telefoniczny i semesowy i jakież było zdziwienie Oli kiedy przeczytała, że Magda będzie na tej samej psychoterapii. Okazało się, że Magda ponownie szukała schronienia, bo matka jej nie mogła zdzierżyć, że znów ma się nią opiekować i patrzyć na jej chorobę. Uciekła znów od matki, aby nie wchodzić jej w oczy i zejść jej z drogi znów na kilka miesięcy.

Znów były razem, a więc dużo ze sobą rozmawiały i spacerowały, a Magda wtulała się w Olę coraz bardziej. Potrzebowała bratniej duszy i ciepła, którego matka jej nigdy nie dała. Zaprzyjaźniły się ze sobą bardzo, ale przyszedł moment rozstania i znowu Ola wyjechała pierwsza.

Wciąż ze sobą pisały i utrzymywały kontakt, aż pewnego dnia Ola zauważyła, że Magda zamilkła, a jej profil na portalu społecznościowym znikł, a więc się poważnie zaniepokoiła. Pomyślała, że coś się musiało złego stać, a więc wsiadła w pociąg i pojechała do miasta, gdzie mieszkała Magda z matką.

Odnalazła ulicę i trafiła pod drzwi z nazwiskiem Magdy. Otworzył jej starszy mężczyzna, szalenie przystojny i zaprosił ją do mieszkania. Powiedział, że jest drugim mężem matki Magdy i zawsze nie mógł pojąć dlaczego jego żona tak źle traktowała swoją córkę. Opowiedział, że ojciec Madzi źle traktował jej matkę, bo ją bił, a więc w domu była przemoc, a z tej przemocy zrodziła się niechęć do córki, a teraz jest już za późno, aby to wszystko naprawić.  Madzia umarła, gdyż pokonała ją choroba i lekarze już nic nie byli w stanie zrobić.

Ola poszła na cmentarz i pomyślała sobie, że Madzia już nie cierpi, a matka ma kłopot z głowy. Położyła kwiaty na grobie, zapaliła znicz i obiecała Madzi, że każdego roku ją odwiedzi, choćby nie wiadomo co by się stało w jej życiu ponieważ anoreksja znów się odezwała, a ona nigdy nie skrzywdzi żadnego faceta swoją chorobą, podobnie jak to uczyniła Magda uciekając ze swojego ślubu!

Ryzykowne zwierzenia w sieci!

Obserwując realia w sieci, jeśli można to nazwać realiami, bo w sieci wszyscy jesteśmy nieprawdziwi – niestety, to stwierdzam, że ludzie się nie lubią w wielu przypadkach, a ja opiszę dwa. Kiedy np. kobieta napisze, że właśnie dowiedziała się, że mąż ją zdradza, a pisze, ponieważ nie ma gdzie się wyżalić i jest ze swoim bólem sama, to następuje coś takiego, że często potem żałuje, że się anonimowo zwierzyła. 

Opisuje taka kobieta swoją historię, ze swojego punktu widzenia, że czuje się okropnie, bo mąż nagle stał się innym człowiekiem i nie uprawia już z nią seksu, albo ogranicza jej pieniążki i nie bywa kompletnie w domu, a jeśli bywa, to traktuje dom jak hotel. Kobieta pisze, że starała się na wszystkie sposoby utrzymać małżeństwo i staje się bardziej czujna, bo chce wiedzieć, co je grane i nagle w jego komputerze, czy komórce odkrywa zdradę jak na dłoni i że kobiety za nim latają jak bociany na Mazury.

Co robi taka kobieta? Zwierza się obcym ludziom na forach i bardzo często otrzymuje odpowiedzi, że może z nią coś jest nie tak, że facet szuka wrażeń gdzie indziej. Może nie jest na tyle dobra w łóżku, że on szuka uciech poza domem. Zaczyna się nagonka na kobietę niczemu nie winną, ale bardzo zrozpaczoną i zagubioną. Co dostaje za swoje zwierzenia? Bardzo często otrzymuje jakieś porady z klauzulą, że pewnie jest nic nie wartą żoną i niech cierpi jak nie umie upilnować chłopa.

Z tego wynika, że ludzie nie lubią zdradzonych kobiet, czego doświadczyłam na własnej skórze – w sieci, ale dałam sobie z tym radę, bo pomimo szczekaczy ja swoje życie wyprostowałam i teraz jestem szczęśliwa, co się innym w głowie nie mieści.

Ale przejdźmy do drugiego, zaobserwowanego zjawiska w sieci. Oczywiście to są moje subiektywne oceny i mogę się mylić, choć nie sądzę.

Kilka kobiet pisze ze sobą na forum. Kobiet w moim mniej więcej wieku, czyli 50+. Rano piją wirtualną kawę i opisują ze szczegółami, jak mija im dzień. Pewnego dnia pada propozycja, że fajnie by było się spotkać w realu. Przecież znają się jak łyse konie z forum właśnie, a więc  obgadują datę i jadą, a potem następują niewiarygodne szopki, bo:

Jedna z nich przeszła poważną kurację  raka piersi i się na tym forum zwierzyła, że walczy, choć jest ciężko. Pokazuje zdjęcia, że wyszły jej włosy i brwi i wygląda fatalnie. Od koleżanek z sieci płyną słowa pociechy i to ją wzmacnia, bo ma wirtualne, wielkie wsparcie. Jest podbudowana, a więc w każdej chwili zwątpienia wie, że  koleżanki z forum  ją pocieszą i dodadzą zawsze otuchy.

Jest spotkanie w Krakowie i ta chora, choć już lepiej się czująca, zgłasza swoją wolę, że spotka się z koleżankami, które tyle czasu ją wspierały.

Dochodzi do upragnionego spotkania, a więc zdrowe koleżanki idą w miasto zwiedzać. Zabrały ze sobą aparaty fotograficzne i gnają ja burza przez miasto i cykają na pamiątkę wszystko po drodze. Jednak  ta chora za nimi nie nadąża, bo nagle poczuła się gorzej i w zasadzie źle oceniła  swoje siły na zamiary.

Rozpętuje się piekło między kobietami, bo chora uważa, że koleżanki epatują siłą witalną, a ona ledwo dyszy i tu zaczyna się konflikt interesu.Niby nie wypada zostawić samotnie koleżanki, kiedy burzą się hormony na zwiedzanie miasta i co tu z nią zrobić – z taką zawalidrogą, która burzy świetne humory.

Chora krzyczy, a zdrowe, wciąż pełne wigoru dziwią się dlaczego ta chora ma do nich pretensje i co się stało?

Po skończonej wycieczce forum się podzieliło na te rześkie i zdrowe i na klakierki będące bliżej chorej, która nie sprawdziła się na tej wycieczce i wszystko popsuła. Żadna z nich nie zaproponowała chorej, że może powinna wrócić do domu pod opieką któreś. Lepiej było po powrocie obrzucić się błotem na publicznym forum, ku uciesze podglądaczy i odciąć się od i tak pokrzywdzonej koleżanki..

Jaki z tego wniosek? Współczujemy chorym wirtualnie, ale jeśli nie dotrzymują kroku w realu, to niech siedzą w norze i nie szwendają się pośród zdrowymi. Niech lepiej nie zawracają dupy. Niech nie epatują swoją chorobą, bo ich miejsce jest w chacie, bo światem rządzą ludzie zdrowi, a ludzie zdrowi brzydzą się chorymi.

Wniosek z tego taki jeszcze, że jednostki słabsze nie mają  siły przebicia i jeśli ja tak może kiedyś chora będę, to dam sobie spokój bywania między zdrowymi, bo to się kończy zazwyczaj żałośnie – dla chorego rzecz jasna.

Jest takie przysłowie, że syty nigdy nie zrozumie głodnego, a zdrowy chorego.