Archiwa tagu: przyroda

Jeszcze w zielone gramy – jeszcze nie umieramy!

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Przez Zastępcę  Burmistrza ogłoszona została piękna akcja sadzenia drzew w naszym mieście.

Uważam, że to piękny gest i każdy może się zgłosić, aby przyczynić się do jeszcze bardziej zielonego miasta, a czytamy z jakiej okazji te drzewa mają być posadzone.

„Ruszamy z Akcją 101 Drzew Dla XXXX 🌳🌳🌳  
W 2019 roku w naszej pięknej Gminie XXXX, z okazji 101. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, posadzimy 101 drzew. Nadamy im też imiona. Zostanie stworzona specjalna, interaktywna mapka, na której każde z nich będzie oznakowane. Każdy, kto chciałby wesprzeć naszą akcję, może zostać PATRONEM drzewka, nadać mu imię i wspólnie z nami je posadzić. Na każdym z nich umieszczony zostanie tzw. kod QR, czyli już po zeskanowaniu telefonem, będziemy mogli poznać dane o drzewie.
Aby zostać PATRONEM, należy wypełnić formularz i wpłacić 50 zł (płacimy za sadzonkę). Choć akcja ma charakter dobrowolny i proekologiczny, to nie bez znaczenia jest to, że już w niedalekiej przyszłości, każdy z nas może powiedzieć: – MAM W XXXX SWOJE DRZEWO   

AKTUALIZACJA   
💚💚💚Udało się  Wszystkie drzewa mają już swoich PATRONÓW 💚💚💚z”.

Mój Mąż w niedzielę był na targach rolnych i poprosiłam go, aby kupił dla mnie drugą magnolię, bo jedną już mam pod balkonem.

Nową magnolię Mąż posadził obok naszego drzewa – choinki, którą posadziliśmy ponad 25 lat temu – zdjęcie powyżej!

Nasza choinka została posadzona na 15 urodziny naszej Córki i nosi imię – Lidia!

Moja magnolia mieni się moim imieniem – Elżbieta i ma już 5 lat.

Dziś Mąż posadził nowy nabytek i nazwaliśmy ją imieniem naszej starszej Córki i jest to Agnieszka i trzymam kciuki, aby się przyjęła.

Nowe drzewko jest z gatunku „Burgundy” i Mąż zakupił dla niej odpowiednią, próchniczną ziemię, lekko kwaśną, aby drzewku było jak najlepiej!

Na naszym podwórku rośnie już wiele drzew większych lub mniejszych, bo oboje z Mężem uwielbiamy sadzić drzewa, bo drzewa to są przyjaciele człowieka i trzeba je sadzić, a nie wycinać, gdyż one dają nam tlen i są najmilsze dla oka!

Dziś pisać chcę tylko o dobrych sprawach, bo kto obserwuje media, to wie, że została okradziona 99 letnia Pani Ewa ze swoich oszczędności.

Dranie weszli do jej mieszkania i oszukali, że są w dobrej sprawie, a kiedy tylko była okazja zabrali jej 4 tysiące złotych, które ubierała przez 30 lat.

Jakim trzeba być sku…wysynem, aby okraść kobietę tak biedną i tak wiekową!

Ta historia została nagłośniona przez TVN i wyobraźcie sobie, że Internauci nie zawiedli!

Na pomocowym portalu „Siepomaga” automatycznie spływała pomoc i na tę chwilę zebrano – 96 817 zł.

Hurra – jeszcze nie wszyscy ten PiS zdeformował, a ja sama wpłaciłam, bo łzy zalały me oczy, kiedy się dowiedziałam, że okrada się Seniorów.

Jeszcze nie wszystko w tym Narodzie stracone!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie uprawiający sporty, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, buty, trawa, na zewnątrz i przyroda

Dlaczego te kmioty z PiS nie interesują się światem?

Minęły święta i można w końcu odpocząć od szykowania, sprzątania, gotowania, kiedy lodówka nadal pęka w szwach.

Zaczęła się w telewizji znowu ta durna polityka i dziś słuchając posiedzenia w Sejmie stwierdziłam, że ten nierząd chce mi zrobić ponownie pranie mózgu, ale daremny trud, bo swój rozum mam.

Odleciałam dzisiaj w kanały podróżnicze, aby nie słuchać kłamców i imbecyli, co dobrze mi  zrobiło, bo poznaję piękno tej Ziemi za przyczyną wspaniałego, francuskiego podróżnika – Philippe Gougler.

Podróżnik ma taką metodę zwiedzania świata, że wsiada w pociąg i tym sposobem dociera do najbardziej trudnych, ale ciekawych miejsc, gdzie często trzeba jechać wiele godzin, a nawet dni, aby dotrzeć do celu podróży.

Niezwykłe podróże koleją, to jest wyjątkowa seria,  w której podróżnik Philippe Gougler przemierza pociągiem kolejne kraje, regiony, kontynenty, poznając ich kulturę i odkrywając ich zaskakujące oblicze. Każdy kolejny cel obiecuje wspaniałą przygodę.

Dziś byłam z podróżnikiem w Mongolii – kraju wciąż biednym, który był pod butem rosyjskim, ale za to pozostał krajem kochającym wolność.

Ludzie żyjący na tym terenie, gdzie przeważają ogromne równiny i pustynia Gobi są przede wszystkim narodem zjednoczonym ze swoją przyrodą, która jest dla nich wszystkim.

Wciąż żyją w jurtach, hodują zwierzynę i nią się żywią, a rodzina jest dla nich podstawą, a także tradycja i przywiązanie do swoich wierzeń, przywoływania duchów zmarłych.

Na stepach Mongolii żyje tysiące, dzikich koni, którymi opiekują się ludzie, którzy świetnie znają ich zwyczaje.

Ludzie tego kraju są przyjaźni i bardzo serdeczni, a więc podróżnik został zaproszony do jurty i mógł porozmawiać bliżej o tym, co ważne jest dla tych ludzi i czym się szczycą, oraz z czego są dumni.

Gdzieś na Pustyni Gobi stoi klasztor i do niego jadą Mongołowie, aby się wyciszyć i nabrać energii ze wschodzącego słońca. Wyciągają do promieni swoje dłonie i tak ładują swoje baterie.

Zdjęcia z tego wydarzenia są przepiękne!

W poprzednim odcinku odwiedziłam z podróżnikiem Korę Południową, która diametralnie różni się od północnej, gdzie jest reżim i dyktatura i tak po kolei będę zwiedzała świat z niesamowicie przyjaznym i wiecznie uśmiechniętym francuzem – polecam, bo robi ogromnie wartościową robotę, a to wszystko na Planete+

Znalezione obrazy dla zapytania Philippe Gougler.mongolia

Znalezione obrazy dla zapytania konie w mongolii

Znalezione obrazy dla zapytania konie w mongolii

Znalezione obrazy dla zapytania Niezwykłe podróże koleją

 

Znalezione obrazy dla zapytania Niezwykłe podróże koleją

Znalezione obrazy dla zapytania Niezwykłe podróże koleją

 

Piękna miłość między nimi!

Znalezione obrazy dla zapytania Klepetan i MalenaZnalezione obrazy dla zapytania Klepetan i Malena

Napiszę tak po cichu, że zdarza mi się oglądać telewizję Kurskiego, czyli propagandę PiS.

Mają całkiem ciekawe programy przyrodnicze i oglądam też „Koło Fortuny”, które powoduje, że ćwiczę swój starszawy już mózg i odgaduję hasła.

„Koło Fortuny” prowadzi Rafał Brzozowski całkiem miło i jego Magda, która podoba mi się w tym teleturnieju.

Wczoraj obejrzałam dokument przyrodniczy o cudnej miłości pary bocianów, która jest niesamowita.

Ona zwie się Malena, a on Klepatan.

Malena jest inwalidką, gdyż została postrzelona i straciła zdolność latania, a on co roku w marcu – od dwudziestu lat do niej przylatuje pokonując 130 tysięcy kilometrów z Afryki.

Mają swoje gniazdo na dachu starszego pana, który po stracie żony całkowicie oddał się tym ptakom.

Codziennie jedzie nad jezioro pokonując 50 kilometrów w jedną stronę, aby wędkować w celu zdobycia pokarmu dla swoich ukochanych przyjaciół.

Codziennie ten cudowny człowiek wdrapuje się po drabinie, aby nakarmić Malenę, kiedy ona wysiaduje pisklęta.

W tej chorwackiej wiosce na dachach chat bociany zbudowały sobie gniazda, do kórych powracają, gdyż wioska i jej położenie oferuje wszystkie przesłanki do życia dla tych pięknych ptaków.

Poczytajcie o tej parze, bo to jest najłynniejsza miłość bociania na cały świat.

Malena i jej ukochany mają nawet swoją stronę na Fecebooku i cały świat kibicuje tej jakże wiernej sobie parze.

Kiedy bociany odlatują, to cała wioska jest smutna i ludzie skreślają dni w kalendarzach, do następnej wiosny – do następnego ich przylotu!

Podobny obraz

„Co roku, około połowy marca, Chorwaci zaczynają wypatrywać Klepetana. Przyleci czy nie? Eee, na pewno przyleci, zawsze przecież przylatuje do swojej Maleny

Klepetan j i Malena są bocianami, być może najsłynniejszymi na świecie. Poznali się i zakochali kilkanaście lat temu. Ona miała źle zrośnięte skrzydło i nie mogła latać. Kilka lat wcześniej strzelali do niej włoscy myśliwi, została kaleką na całe życie. Klepetanowi to jednak nie przeszkadzało.

Para uwiła gniazdo, wychowała młode, a kiedy nadszedł czas odlotu do Afryki, on musiał polecieć bez Maleny. Bocianica została sama w Chorwacji, w małej miejscowości Brodska Varoš, u StjepanaVokića, który co roku zimą użyczał jej gościny w budynku gospodarczym.

Wiosną Klepetan wrócił do Maleny. Przebył 130 tysięcy kilometrów, żeby ją zobaczyć. Doczekali się kolejnych bocianich dzieci. Od tamtej pory ta historia powtarza się co roku. W ciągu tych lat urodziło im się kilkadziesiąt bocianiątek, które zimą leciały z ojcem do Afryki. Każdej wiosny, w drugiej połowie marca Klepetan przylatuje do Chorwacji.

Wypatruje go już nie tylko Malena, czekają na niego także ludzie z całej Chorwacji. W chorwackiej prasie pojawiają się artykuły z nagłówkami – Przyleci czy nie? Malena czeka. A potem – Malena i Klepetan znów mają młode. Prawdziwa miłość zwycięża. O bocianach mówi nie tylko prasa i telewizja krajowa, wspominała o nich także BBC. Od 2012 roku mają też swoją stronę na Facebooku.

W 2013 roku, pod koniec marca Klepetan nie pojawił się. Malena przestała jeść, piła tylko wodę. Wiła gniazdo, była osowiała, osłabła. Czekała. Spóźniał się prawie tydzień. Także Stjepan Vokić i chorwacka prasa zaczynali się niepokoić tym, co mogło się wydarzyć w trakcie długiej podróży z Afryki. Tamtego roku wiosna zaczęła się wyjątkowymi chłodami i śniegiem. Wszyscy zastanawiali się czy nie stało się coś złego? W końcu rano 29 marca, w Wielki Piątek, brudny, zmęczony Klepetan dotarł do Maleny. Był to już jedenasty raz.

Po jego powrocie gazety opisywały tkliwe powitanie pary, zamieszczały fotografie bocianów w czułych pozach. Artykuły o Malenie i Klepetanie zawsze zbierają od internautów tysiące „lajków”. W komentarzach pojawiają się sformułowania: wieczna miłość, krzepiąca wiadomość, wspaniałe wieści, wreszcie coś dobrego.

Stjepan Vokić, opiekun Maleny, emerytowany konserwator szkolny, tak opisywał ich powitanie: :

Zaskoczył nas, bo zwykle przybywał po południu. Gdy tylko przyleciał, od razu skierował się do gniazda i Maleny. Ona zaczęła się kręcić w kółko jakby nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić ze szczęścia. On tylko potarł o nią głowę jakby mówił: Jestem, jak się masz? Potem przyleciał na plac zabaw, gdzie przygotowałem dla niego poczęstunek: wiadro z rybami. Wziął ode mnie dwie ryby – mamy taki rytuał powitalny. W tym czasie Malena zaczęła klekotać, zupełnie jakby była zazdrosna. Klepetan wrócił do gniazda i znów się tulili i ocierali o siebie. Są bardzo szczęśliwi.”

Agnieszka Suchowierska

http://www.wirtualnachorwacja.pl/newsy-z-chorwacji/172-klepetan-i-malena.html

Seniorka, która nie jest już kozicą!

W Ameryce rozgrywa się armagedon i kiedy w telewizji pokazują migawki z tego, co się tam dzieje, to moje oczy robią się wilgotne.

Nikt na tej naszej, kochanej Ziemi nie zasługuje na takie traktowanie przez naturę.

Niestety, ale zdaje się, że nasz klimat radykalnie się zmienia i być może globalne ocieplenie działa tak, że ludzie pozbawiani są całego, swego dobytku, a także często życia.

Wystarczy wrócić pamięcią jak nawałnica w Pomorskim potraktowała hektary lasu i dobytek ludzi.

Z żywiołem nie da się wygrać niestety.

Tegoroczne lato też nie należało do udanych, gdyż po trzydniowym upale – natychmiast pojawiły się burze i silne, niszczycielskie wiatry.

Dziś z Mężem pojechaliśmy na grzyby.

Weszłam do cudnego lasu, w którym żaden świr Szyszko nie wycina drzew i poczułam się szczęśliwa.

Nie ważne ile grzybów nazbieraliśmy, bo nie wiele, ale kontakt z lasem dał mi wielkie  wyciszenie i spokój!

Gapiłam się na jesienne wrzosy, wysokie drzewa i zielony mech. Gapiłam się na samosiejki i gdzieniegdzie powalone drzewa przez wiatr, których nikt nie usuwa.

Zdałam sobie sprawę z tego, że nigdzie nie muszę uciekać przed wielką wodą, ogromnymi falami i tsunami.

Poczułam wolność, bo w lesie nie było praktycznie żadnych ludzi, a tylko śpiewające ptaki, a w mchu ukryte malownicze muchomory.

To był cudny dzień, co uwieczniłam na zdjęciach.

Pamiętam, że kiedy byłam młodsza, to żaden grzybek mi nie umknął. Przemierzałam las jak kozica i nawet potrafiłam w zagajniku czołgać się, aby tylko zdobyć kolejne trofeum do koszyka.

A teraz już bardziej dostojnie się poruszam po lecie, bo w końcu czas zrobił swoje! 😀

 

 

 

 

 

 

Wyrżnięta Polska! Ludzie płaczą!

Znam wirtualnie i na szczęście, taką jedną Seniorkę, która mieszka w lesie sosnowym, o czym chętnie pisze.

Pisze, że jest szczęściarą, bo ma gdzie spacerować, a w upalne miesiące te drzewa osłaniają.

Pochwaliła się, że w lesie ma postawioną werandę, gdzie przyjmuje gości, a jej psy mają gdzie biegać.

Ta Seniorka jest zagorzałą wielbicielką partii PiS i dałaby sobie uciąć rękę za Prezesa, bo uważa, że Prezes jest wspaniałym i mądrym politykiem.

Nie raz pisała, że zwierzęta i przyroda bardzo wiele dla niej znaczą, ale kompletnie nie chce się przyznać, że tę przyrodę niszczy jej ulubieniec od środowiska  – Szyszka. 

Może gdyby tak wpadli do jej lasu o 6 nad ranem i wycięli w pień ten jej las, to by wreszcie otrzeźwiała.

Myślę jednak, że takie betonowe głowy tylko tak chrzanią, że kochają przyrodę, by wzbudzić w innych szacunek do swojej osoby.

Ja nie mieszkam w lesie, ale mój Mąż często nasadza drzewa i dzięki temu prawie mieszakam też w lesie.  Nie chwalę się, że kocham drzewa, ale moje serce płacze. Nie popieram absolutnie dewastacyjnej polityki tego nierządu: 😦

 

RZEŹ DRZEW PO WPROWADZENIU PRAWA MINISTRA ŚRODOWISKA
Wycięto cały skwer w centrum Warszawy!

Po wprowadzeniu przez ministra Jana Szyszko nazywanego katem polskiej przyrody, ustawy pozwalającej na wycinanie drzew praktycznie bez żadnych ograniczeń.
W Polsce trwa rzeź drzew. Pod topór idą 200 letnie dęby, 100 letnie aleje lipowe.
Na wsiach i małych miasteczkach biedne osoby wycinają 100 letnie drzewa by po ścięciu sprzedać pozyskane w ten sposób drewno i kwotą 600 zł podreperować swój budżet domowy.

Jaskrawym przykładem tego do czego prowadzi pr.awo ministra Szyszki jest wycięcie w pień całego skweru w centrum Warszawy.

Bezradna policja i mieszkańcy patrzyli jak prywatny właściciel gruntu wycina na prywatnej działce drzewa na skwerze znajdującym się przed wejściem do urzędu dzielnicy. Przez kilkadziesiąt lat bawiły się tu dzieci a mieszkańcy znajdowali ochłodę w upalne dni, w koronach drzew gnieździło się kilka gatunków ptaków, od wczoraj jest tu gołe klepisko.

Kat polskiej przyrody Jan Szyszko niszczy Puszczę Białowieską, ogałaca Polskę z drzew i za chwilę wprowadzi prawo pozwalające mordować gatunki chronione.

Obudźmy się i zacznijmy walczyć o naszą Polskę !

Obrazek

Obrazek

Najgorsze jest to, że inne zniszczenia jakie przynosi Polsce PiS jakoś da się przez najbliższe dziesiątki lat naprawić – kosztem obniżenia poziomu życia Polaków, ale zniszczeń w Polskiej przyrodzie (unikalnej w Europie) NIE DA SIĘ NAPRAWIĆ NAWET PRZEZ 100 LAT!!

Obrazek

 

I na drzewach przydrożnych mszczą się teraz okrutnie:

.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Nie może być tak że Jaśnie Państwo z PiS-u jedzie, a tu nagle PACH i … drzewo mu na drodze staje jak w Oświęcimiu.. 
A przy okazji.. kantówka droga!! 

A propos… czy to super-lotnisko, co to Prezes planuje, to aby nie na miejscu Puszczy Białowieskiej?? 😦

Kocham drzewa

Mam przed blokiem dwie, dorodne wierzby, które posadził śp. już mój sąsiad. Posadził je może 30 lat temu i sobie pięknie rosły i nie straszne nikomu były.

Jest to pamiątka po dobrym sąsiedzie który umarł, a zaraz po nim umarła jego żona i dla mnie są wspomnieniem o tych sąsiadach.

Nigdy, ale to nigdy nie wyrządziły nikomu krzywdy, ani żadnemu samochodowi zaparkowanym pod blokiem. Przeszły w swoim życiu wiele wichur i gradobić, a wciąż trwały, ale ostatnio przez trzy kolejne lata komuś przeszkadzają i człowiek je okalecza.

Ledwo odbiją się wiosną i latem, a w grudniu, ostatniego grudnia je okaleczono.

Nie wiem, nie znam się na przycinaniu drzew, a jednak jakoś mi przykro i jakoś mi żal, że ogołaca się je z korony i daje koleją szansę na wiosnę, że się odrodzą.

Może mi ktoś to wytłumaczy dlaczego wobec tego nie zetnie się je całkowicie i posadzi coś bardziej niskiego, czego nie trzeba by było traktować piłą.

Zrobiłam zdjęcia moich wierzb w rozkwicie, a teraz trzeba będzie czekać, aż odbiją się i znowu będą piękne.

William Golding – „Człowiek wyt­warza zło, jak pszczoła miód”

 

Lubię oglądać programy dokumentalne, z których czerpię wiedzę o świecie, bo nie samą Polską chcę żyć. Skoro nie mogę podróżować, by świat zwiedzać, to chłonę wiedzę z telewizji i z Internetu.

Jednak nie zawsze mi to na dobre wychodzi, ponieważ ostatnio jestem po trzech dokumentach i jestem bardzo zasmucona i zastanawiam się w jakim kierunku ten świat podąża.

Jest taka piosenka, w której się śpiewa, że świat nie jest taki zły, niech no tylko zakwitną jabłonie, a ja wiem z tych dokumentów, że świat jest potwornie zły i aby nie płakać nad światem, to trzeba przestać oglądać filmy dokumentalne, bo wówczas w nieświadomości żyje się lżej.

Człowiek jest zdolny do wszystkiego i z premedytacją niszczy swoje środowisko – faunę i florę tylko dla wielkich pieniędzy.

Afryka, gdzie masowo zabijane są tam słonie i nie dla mięsa, a tylko dla dwóch słoniowych ciosów, które są przetwarzane na pieprzone bibeloty, wisiorki i biżuterię. Mięso słonia zostaje zostawione naturze i po prostu nikomu nie jest potrzebne. W ciągu miesiąca potrafią kłusownicy zabić nawet 300 słoni, by pozyskać kość słoniową, którą przemyca się do Tajlandii, Chin i krajów arabskich.

Ilości pozyskane są zatrważające, bo idą w tony, które nielegalnie są transportowane do gangów, które je przetwarzają.

Ilości idą w tony, a więc proszę sobie wyobrazić ile zwierząt zostaje zabitych. Kilogram kości słoniowej kosztuje 500 dolarów i na nic są strażnicy, którzy wyłapują kłusowników, którzy wciąż są ponad to.

To samo dzieje się z nosorożcami, które też są masowo wybijane, a więc powstaje pytanie dokąd ten świat zmierza, kiedy wciąż jest wielkie zapotrzebowanie na te produkty i dopóki będzie to świadczyło o wysokim statusie, tak długo będzie rzeź zwierząt w imię wielkiej mamony.

Kiedy zabiją ostatniego słonia, albo nosorożca, by z ich kości  zrobić naszyjnik, albo kolczyki? Kiedy krajobraz afrykański pozbawiony zostanie w dostojnie kroczące słonie, bo jak na razie produkcja narkotyków stoi na drugim miejscu, bo na pierwszym jest rzeź elefantów! 

I co mi to dało, że sobie popisałam ze łzami w oczach, nad ginącym gatunkiem, który ewaluował przez tysiące lat, kiedy w tej właśnie chwili, strzelba kłusownika ponownie zabiła, co najmniej pięć słoni!

 

https://www.youtube.com/watch?v=8AwRkOaqPsQ

Drugi dokument dotyczący wojny w Syrii, gdzie brat zabija brata, a zbudowane miasta zmieniły się w ruiny. Nikt nie wie kto strzela i po co strzela, a reżim ma się świetnie.

I zmierzam do najpiękniejszej plaży w Copacabany – dzielnica Rio de Janeiro, gdzie odpoczywa i plażuje cały świat, ale nikt nie wie, co dzieje się tuż za plażą. Tam jest najbardziej nędzne życie pośród wąskich uliczek, śmierdzących uliczek, kiedy bogaci wygrzewają się na piaskach Copacabany.

To tam biedni ludzie walczą o przetrwanie i robią wszystko, by przeżyć z turystów dogadzając im najlepszymi usługami, drinkami, leżakami i parasolami znoszonym wąskimi uliczkami, brudnymi uliczkami za marne pieniądze.

A tymczasem w Polsce do władzy dorwali się wariaci i kompletnie oderwani od europejskich standardów i mamy u władzy w maleńkim kraju oszołomów, którzy sprowadzają wszystko do poziomu średniowiecza, ale co to jest wobec zabijanych słoni, wojny w Syrii i ogólnoświatowej biedy. Oni mają w zamyśle tylko jedno – skasować dotychczasowy porządek w kraju i jeśli tak dalej pójdzie, będziemy mieli swoją Syrię, Majdan i jeszcze większą biedę!

I pamiętajcie, nigdy nie wdawajcie się w dyskusję z fanatykami Ojca Rydzyka, Prezesa Kaczyńskiego i tego całego PiS, bo oni są gorsi od tych, którzy zabijają słonie!

Tylko we dwoje :)

 Uf, troszkę się na zachodzie ochłodziło, co spowodowało, że jednogłośnie postanowiliśmy oddać się urokom naszych jezior województwa zachodniopomorskiego. Wsiedliśmy w samochód i w drogę zdobywać jeziora w Narodowym Parku Drawieńskim.

Uwielbiamy to miejsce, bo przyciąga do niego rozległość jezior i zieleni, a przede wszystkim nieskażonej cywilizacją przyrody. Myślałam, że na szlaku spotkamy turystów czerpiących te dobra, ale może dlatego, że dziś piątek, na jeziorach była cisza jak makiem zasiał i turystów jak na lekarstwo. Nasyciliśmy oczy przemierzając dwa jeziora w towarzystwie ptaków i od czasu do czasu plusku perkoz, które jest trudno sfotografować, bo szybkie są okrutnie. 

Jeśli ktoś by chciał się wypuścić w te strony, to zapraszam moimi fotkami.

To był cudny dzień, a więc wszystkim życzę łapania promieni słonecznych w tak pięknych miejscach i w wszechobecnej ciszy, takiej, że aż było nam dziwnie. 😀