Archiwa tagu: rodzeństwo

Rodzeństwo!

Znalezione obrazy dla zapytania skłócone rodzeństwo

Kiedy tworzyłam rodzinę, zresztą w bardzo młodym wieku, to obiecałam sobie, że moje przyszłe dzieci nigdy nie będą traktowane inaczej, bo moje serce mi podpowiadało, że muszę być sprawiedliwą matką.

Przysięgłam sobie, że nigdy nie uderzę swojego dziecka, tak jak czynił to mój ojciec odbijający swoje niepowodzenia życiowe na mnie.

Kiedy urodziłam pierwszą Córkę, to uważałam ją za najpiękniejszą na świecie, bo tak chyba ma każda, świadoma matka.

Tak samo traktowałam swoją drugą – urodzoną trzy lata później.

Wychowywaliśmy nasze dzieci tak, aby żadna z nich nie czuła się gorsza, choć z czasem było tak, iż różniły się od siebie mimo, iż pochodziły z tej samej matki i ojca.

Kiedy rozrabiały i się kłóciły, to najczęściej ich tata latał ze ścierą, aby je uspokoić i pojednać. Taki był groźny!

Minęło już sporo od kiedy się wyprowadziły z rodzinnego domu i mieszkają z dala od siebie, ale ja zawsze proszę, by nie pogubiły się w tych kilometrach i utrzymywały ze sobą kontakt, aby nie się nie stały sobie obce.

Tylko czasami interweniuję, kiedy czuję, że coś jest nie tak, ale staram się robić to bardzo delikatnie i subtelne.

Jako matka i babcia nie wkraczam w życie moich dzieci, bo są mądre i wychowują swoje dzieci nie budząc u mnie żadnych uwag.

Wydaje mi się, że w tej sferze mi się udało i mogę spać spokojnie, a także cieszę się, że udało mi się wychować dzieci w miłości i przyjaźni.

Jestem szczęściarą, ale jakże w wielu domach rodzinach rodzeństwo się nienawidzi i nie chce kompletnie ze sobą utrzymywać kontaktów żadnych.

Nie wyobrażają sobie, by razem spędzić święta, czy też normalnie wyjaśnić sobie różne sprawy.

Jakże często, to ich rodzice doprowadzili do tej nienawiści faworyzując tylko jedno ze swoich dzieci, bo reszta jest mało warta i się zawiedli.

Jakże często rodzice doprowadzają do tej nienawiści nierówno dzieląc swój spadek i odcinają resztę pozbawiając ich praw i prowadzą je na ścieżkę sądową.

Jakie to przykre jest, kiedy własny rodzic nie potrafił w swoim życiu pokochać wszystkie swoje dzieci!

Czytaj felieton więc, a może zrozumiesz dlaczego tak się dzieje, bo może też doświadczyłeś odrzucenia i kłótni w rodzeństwie nie do naprawienia!

Relacje między rodzeństwem w wieku dorosłym.

Podobnie jak zdarzają się szczęśliwe i udane małżeństwa, tak też istnieją zgodne i zgrane rodzeństwa. Tyle tylko, że dla większości z nas to raczej wirtualna rzeczywistość. Nieumiejętność lub niemożność dogadania się zwykle oznacza
jakiś nierozwiązany problem z przeszłości. Ale można przyjrzeć się mu dzisiaj.

Mój brat… właściwie słabo go znam. Pamiętam, że kiedy mama była w ciąży, powiedziałam, że chcę mieć brata albo psa. Urodził się ktoś zupełnie niespełniający moich wyobrażeń, za to w pełni zawłaszczający uwagę rodziców i ich miłość. Dziś kocham go, bo jest moim bratem, ale w sercu nadal wybrzmiewają mi słowa mamy: „Ustąp mu, jest młodszy”.

„Gdyby nie była moją siostrą, pewnie w ogóle byśmy się do siebie nie odzywali”; „Kocham go, ale nie z rodzeństwem łączy nas najsilniejsza więźlubię i ciągle się kłócimy”; „Jest dla mnie ważny, ale jego żona nie pozwala nam się przyjaźnić. Broni do niego dostępu zupełnie jak kiedyś nasza matka” – słyszę od moich pacjentów. Jak widać, w innych relacjach siostrzano-braterskich wcale nie wygląda to różowo.

Lądowanie na planecie rodzina

„To twoja siostra, musicie się kochać”, „Kiedy nas zabraknie, będziecie dla siebie najbliższą rodziną” – jak często od dzieciństwa słyszałaś podobne zdania? To prawda, z rodzeństwem łączy nas najsilniejsza więź – geny. Relacja z bratem czy siostrą jest prymarna (pierwotna, podstawowa, najważniejsza) w stosunku do innych związków, jest też całkiem odmienna od więzi z rodzicami. To jak burza z piorunami – miłość, bliskość, poczucie totalnego zrozumienia przeplatają się z antypatią, złością i rywalizacją. Psychologowie twierdzą, że tak właśnie ma być. Arena siostrzano-braterskich porachunków to cenne źródło nauki dla przyszłych dorosłych. Bezcenne doświadczenie w procesie socjalizacji: możliwość wspólnej zabawy, posiadania świata odmiennego od świata dorosłych, dzielenia tajemnic, trosk i radości, wsparcia i uczenia się od siebie nawzajem.

Jednak to również układ, który dostarcza silnych uczuć: zazdrości, bezradności, żądzy krwi i walki o swoje. Tak czy siak twarda szkoła życia, jaką dostajemy w dziecięcym pokoiku, w dużym stopniu decyduje o tym, kim jesteśmy w dorosłym życiu: o naszym samopoczuciu, zdrowiu i rozwoju, spełnianiu się w relacjach zawodowych, przyjaźni i miłości. Gdyby nie twój brat czy siostra, dziś byłabyś zupełnie innym człowiekiem. Nić historycznej ciągłości, jaką tworzy związek z rodzeństwem, może być ważnym źródłem wsparcia. Jednak czasami trudno w to uwierzyć.

Czy na pewno myślisz samodzielnie?

Magda dziś jest dorosła, ma męża i dzieci, ale jej zazdrość o brata wcale nie zmniejszyła się od czasów dzieciństwa, jedynie wściekłość na rodziców, głównie na matkę, zmieniła obiekt. – Mój brat to idiota, ciągle uczepiony maminej spódnicy. Z byle drobiazgiem dzwoni do niej, a ona świata nie widzi poza ukochanym syneczkiem. Nawet jego syn jest dla niej ważniejszy od moich córeczek, i to mnie najbardziej boli – opowiada.

Kilka tygodni temu Magda miała z bratem kolejną kłótnię. Wygarnęła mu, że przez niego matka nie ma czasu zajmować się jej córkami. Tym razem brat zareagował inaczej niż zwykle. Nie obraził się, nie rzucił słuchawką, tylko spokojnie powiedział: – Pomyśl czasem o tym, że ja mam już dość ingerencji matki w moje życie. Chętnie bym się z tobą zamienił. Do opieki nad synem zatrudniłbym opiekunkę i dzięki temu przestałbym wreszcie słuchać tych wszystkich „mądrych” rad naszej mamusi.

Po tej rozmowie Magda pomyślała, że może ten jej „głupkowaty” brat nie jest taki całkiem do niczego.

Iwona jest wściekła na Izę, swoją siostrę, o to, że ta ciągle absorbuje uwagę schorowanych rodziców. – To absurd, żeby dorosła kobieta dzwoniła do rodziców z najmniejszym katarem. Ojciec wozi ją do lekarzy, mama gotuje jej obiadki. Na dodatek obydwoje oczekują, że ja również będę skakać koło Izuni. Czy ty wiesz, że parę lat temu ojciec kazał mi obiecać, że po ich śmierci zajmę się siostrą? Ja, młodsza od niej o 8 lat – skarży się Iwona. Kiedy w terapii pracowałyśmy nad tym problemem, okazało się, że Iza zaczęła chorować, kiedy urodziła się Iwona. Myślę, że w ten sposób chciała zwrócić na siebie uwagę matki i ojca. Z czyjej winy ten sposób zabiegania o rodziców utrwalił się w jej dorosłym życiu?

Kamila była najmłodszym dzieckiem i na dodatek jedyną dziewczynką spośród trzech braci. W dzieciństwie rozpieszczana przez całą rodzinę jednocześnie została obsadzona w roli opiekunów rodziców. Wiele razy słyszała z ust matki: „Bóg mi cię zesłał na stare lata”. Kamila tuż po skończeniu studiów dostała rodzinny dom. Bracia nie mieli nic przeciwko temu, byli już dorośli, mieli swoje domy, rodziny. Rzadko odwiedzali rodziców, a kiedy któreś z nich chorowało, oczywiste było, że to Kamila się nimi zajmie: załatwi lekarza, wykupi lekarstwa. – Dlaczego i dla kogo jest to takie oczywiste? – pytałam podczas jej pierwszej wizyty. – No wiesz, to z dzieci, które przejmuje rodzinny majątek, ma obowiązek zająć się rodzicami, a poza tym na tych idiotów nie można liczyć – odpowiedziała zdenerwowana. – Czy to twoje zdanie, sprawdziłaś to? A może to opinia twoich rodziców? – spytałam wtedy. Kiedy Kamila przeżyła bolesne rozstanie z mężem, który na dodatek chciał ograbić ją z całego majątku, to właśnie jej najstarszy brat – prawnik – stanął w jej obronie.

Nierozwiązany problem między rodzeństwem

Jeśli twierdzisz, że twój brat czy siostra nie są dla ciebie ważni, wcale ich nie lubisz, nie rozumiesz sposobu, w jaki żyją, nie dogadujesz się z ich partnerami, spotykacie się tylko wtedy, kiedy musicie (najczęściej w obecności rodziców), to często dowodzi właśnie siły waszego związku. Co jest w nim tak ważnego, że musicie trzymać się daleko od siebie? Co dzieje się z twoim „ja”, kiedy jesteś z rodzeństwem? Chęć zerwania siostrzano-braterskich relacji oznacza, że istnieje pomiędzy wami jakiś ważny nierozwiązany problem, który prawdopodobnie ciągnie się od dzieciństwa. Rodzice nie są w stanie pomóc go wam rozwiązać, bo mniej lub bardziej świadomie utrzymują was w rolach, w których obsadzili was przed laty.

Dorosłe kłótnie pomiędzy rodzeństwem często przypominają awantury z dziecięcego pokoiku. Choć jesteście już dorośli i macie swoje rodziny, w waszych sercach drzemią dawne urazy. Najgorsze jest to, że pamiętacie je tak, jak widzieliście je w przeszłości.

Relacje dorosłych

Kiedy przyglądasz się swojemu rodzeństwu, jedyną prawdą o waszych relacjach jest to, co pamiętasz. Brat czy siostra nie mogą się z tobą zgodzić, bo mają własną wersję wydarzeń. Oni także trzymają się osobistej prawdy, by chronić samych siebie. Jednak dziś jesteście już dorośli i w każdym momencie życia możecie nawiązać kontakt na nowo, na dorosłych zasadach. Nie musicie powielać relacyjnych scenariuszy z dziecięcego pokoju. Możecie w pełni świadomie popatrzeć na to, co dziś jest między wami. Jak? Na przykład spróbujcie stworzyć bank miłych wspomnień. Jeśli odłożycie na bok pretensje i urazy, okaże się, że przeżyliście razem sporo fajnych chwil. To całkiem niezła baza do rozpoczęcia nowej relacji, tym razem na dorosłych zasadach. Z kolei raniące doświadczenia możecie opisać osobno, każdy ze swojego punktu widzenia. To pokaże wam, jak zapamiętało je każde z was. Może się okazać, że obydwoje czuliście się pokrzywdzeni. Może dziś jest właśnie ten moment, żeby sobie wybaczyć? Pamiętaj, że wiele bolesnych sytuacji mogło być źle rozwiązanych bądź zlekceważonych przez waszych rodziców.

Dziś nie ma już sensu obwiniać mamy i taty za wszystkie błędy z przeszłości, ale można postawić im granicę. Zacznij od tego, by delikatnie, ale stanowczo powiedzieć im, że nie masz zamiaru dłużej wysłuchiwać ich skarg na brata czy siostrę. A do brata lub siostry możesz napisać list wdzięczności, w którym podziękujesz za wszystko, co było ważne w waszej relacji. W końcu fajnie jest, jeśli kochacie się nie tylko z obowiązku, ale także lubicie i wiecie, że zawsze możecie liczyć na siebie nawzajem.

Ewa Klepacka-Gryz: psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet.

https://zwierciadlo.pl/psychologia/relacje-miedzy-rodzenstwem-w-wieku-doroslym

Siostry!

Bodajże wczoraj obejrzałam w „Czarno na białym”, reportaż poświęcony wyrywkowo posłance Krystynie Pawłowicz.

Kto interesuje się polityką, to ten wie kto, to jest Krystyna Pawłowicz i kojarzy sobie ją z ostrych wypowiedzi i dziwnych zachowań. Oczywiście jest to posłanka z ramienia partii PiS!

Znana jest z bezwzględnych i często chyba nieprzemyślanych do końca wypowiedzi i zachowań jak na przykład „Wielkie żarcie” w Sejmie, oraz z wulgarnych wpisów na Twitterze, które pisze bez opamiętania.

Jest całkowicie oddana Jarosławowi Kaczyńskiemu i w chwili obecnej jest w stanie za niego oddać życie!

Dla mnie jako kobiety, te jej wyczyny są nie do zaakceptowania i ta kobieta mnie denerwuje i drażni, a momentami dziwi.

Dziwi mnie to, że tak można bezgranicznie zaprzedać się Prezesowi i spełniać jego zachcianki, aby to ona sprawdzała na odcinkach partyjnych jak daleko może się posunąć jego partia!

Ona bada grunt, a Prezes rozkazuje, a więc Kryśka ma specjalne zadanie.

Wszystkie te neptki w PiS są w tej partii dla kasy i dla załatwienia fuch swoim bliskim i dlatego tak kłamą, ale Kryśka kocha Prezesa i da się za niego pokroić.

Oberwując ją mam w sobie taką myśl, że być może cierpi ona na jakiś zespół chorobowy z tych psychicznych, bo to, co ona wyprawia nie jest normalne.

Do tej notki skłoniła mnie wypowiedź siostry Krystyny – Elżbiety zupełnym jej przeciwieństwem.

Obie stoją na przeciwnych biegunach politycznych i od lat są w konflikcie z powodu przekonań politycznych.

Elżbieta, bardzo podobna jest do swojej siostry Krystyny, ale obie wyznają zupełnie inne wartości i są jak woda i ogień.

Elżbieta ma w sobie empatię i przede wszystkim wyobraźnię, bo w reportażu powiedziała tak:

– Wachlarz to jest symbol naszej rodziny, bo jak jest energia to są emocje, a jak są emocje to trzeba je studzić – mówi siostra posłanki Pawłowicz, Elżbieta. Odnosząc się do wypowiedzi swojej siostry dodaje: – Gdyby nie ten wachlarz, to kto wie, co by się działo na sali sejmowej. (http://www.tvn24.pl)

i jeszcze!

„Będzie bardzo osamotniona” – Nie wiem, co będzie za parę lat, kiedy – mam nadzieję – zmieni się sytuacja w Polsce i będzie ona bardzo osamotniona – mówi Elżbieta Pawłowicz. Dodaje, że zaproszenie dla Krystyny na święta Bożego Narodzenia „jest wciąż aktualne”. – Mam nadzieję, że pewnego dnia otworzę drzwi, bo zapuka moja siostra i będziemy mogły razem spędzić święta. Bardzo bym była zadowolona, bardzo – przyznaje. (http://www.tvn24.pl)

Wiem to z pewnością, że kiedy partia PiS przegra wybory, to Krystyna Pawłowicz zginie w niebycie i tu zrobiło mi się jej żal, ale zadaję sobie pytanie jak kobieta może tego nie przeczuwać, że zostanie sama jak palec i z pewnością żaden poseł z tej partii jej nie wesprze, a Prezes to już wcale.

A więc warto było z losem się tak droczyć, bo kiedy stanie się chora i niedołężna, to zostanie jej jeno pielęgniarka w hospicjum!

Znalezione obrazy dla zapytania pawłowicz

 

Znalezione obrazy dla zapytania elżbieta pawłowicz

Ludzie listy piszą – zwykłe – polecone!

 

Znalezione obrazy dla zapytania list

Otrzymałam dzisiaj list z wieloma zarzutami, że nie dość dobrze opiekowałam się i opiekuję swoją, chorą Mamą i biorę to na klatę.

Jednak z jednym zarzutem się kompletnie nie zgadzam, a brzmi on, że nigdy nie podziękowałam Mamie za to, co dla mnie zrobiła!

Podziękowałam i tu się będę broniła!

Rok temu, kiedy Mama leżała w szpitalu już z diagnozą – napisałam do Niej list w geście podziękowania i po to, żeby wiedziała ile dobrego dla mnie zrobiła.

W  szpitalu wręczyłam Mamie ten list z nadzieją, że go przeczyta, ale tak się nie stało.

Powiedziała, że list przeczyta na spokojnie, kiedy zostanie wypisana ze szpitala do domu.

Do dzisiaj nie wiem, czy go przeczytała, bo ani słowem –  nigdy mi nie dała znaku o tym – jak ten list przyjęła.

Miałam nadzieję, że kiedy ten list przeczyta, to się uściskamy, powspominamy, czy złapiemy w geście zrozumienia za rękę – chociaż!

Nie wiem gdzie teraz ten list się znajduje i nie wiem wcale, czy go Mama przeczytała i wiecie co? Jest mi cholernie przykro, że ten list, w którego włożyłam tak dużo serca i miłości został bez echa!

A napisałam w te słowa:

„Mamo, ja wszystko pamiętam jak bardzo starałaś się wychować nas na porządnych ludzi, ale może od początku opowiem Ci, co pamiętam:

Babie Doły, rok 1959 bodajże, kiedy ja, jako szkrab uciekałam Ci z domu nad morze i złaziłam po stromych wydmach, albo znajdywałaś mnie w lesie na jakimś drzewie. 

Już wówczas lubiłam chodzić swoimi drogami ku Twojej udręce. Pamiętam, że uszyte przez Ciebie porcięta, rwałam na gwoździach i potem bałam się do tego przyznać.  

Przychodziłam zakrwawiona, posiniaczona, a Ty jechałaś na pogotowie, aby mi te szramy zaszyli.

Pamiętam, gdy opowiadałaś o czasach wojny i jak byłaś głodzona jako dziecko, przez swoją macochę.

Opowiadałaś jak zaczęłaś pracować w wieku 14 lat, jako mała dziewczynka w szwalni i  skradałaś się  po ulicach wojennej Łodzi.

Opowiadałaś jak Niemcy przychodzili i robili w domu przeszukania, a Radogoszcz poszedł z dymem pochłaniając pracujących tam ludzi. 

Po przeprowadzce do Ustki, pamiętam jak gotowałaś bieliznę  w kotle i strasznie się oparzyłaś. 

Ojca w domu nie było długie miesiące i wszystko było na Twojej głowie, a ja właśnie poszłam do pierwszej klasy.

Ty w wolnych chwilach robiłaś nam zabawki – takie mebelki dla lalek.

Pamiętam, że po położeniu nas spać, pisałaś w kuchni wiersze w niebieskim zeszycie, albo długo rozmawiałaś z Ojcem, który przyjechał, a był w domu gościem z racji swojej pracy.

Pamiętam, że często płakałaś w czasie tych rozmów, a do tego opiekowałaś się bratem Ojca, który nie miał się gdzie podziać.

Potem zwalił Ci się na głowę brat następny, bo też nie miał się gdzie podziać i to wszystko na Twoją biedną głowę spadło.

Potem następna przeprowadzka i Ojciec już w domu, ale czasami sobie myślę, że lepiej nam było bez niego.

Wieczne awantury i alkohol i tak minęło 17 lat, w których walczyłaś jak lwica o nasz dom, pracując jednocześnie.

Pamiętam, jak pomagałaś mi robić do szkoły zadania z plastyki i wszystko potrafiłaś.

Nie był Ci obcy młotek, gwóźdź, malowanie, remonty, ponieważ nie mogłaś liczyć na nikogo, bo jesteś przecież jedynaczką, a mąż się na tym nie znał.

Nastał dzień, że trzeba było z domu uciekać, bo poziom awantur przybrał apogeum.

Wyszłyśmy z domu z paroma ciuchami do zupełnie mi obcych ludzi.

Chciałaś mnie z siostrą uchronić przed psychicznym znęcaniem się, abyśmy wszystkie nie zwariowały.

Mieszkanie poza domem przez pół roku i znowu wszystko było na Twojej głowie.

Dorastałyśmy, uczyłyśmy się i trzeba było nas ubrać, zakupić podręczniki, zeszyty i sama na to wszystko pracowałaś i długo by wymieniać i pisać o Twojej dobroci, cierpliwości i pracowitości, a do tego nigdy się nie załamałaś.

Pamiętam oczywiście o tym, jak mi pomagałaś w wychowaniu mojej pierworodnej Córki.

To Ty pierwsza Ją wykąpałaś i pokazałaś jak to się robi.

Kiedy biegłam do pracy, to Ty zostawałaś z Wnuczką i sprawowałaś nad Nią swoją, babciną opiekę i tego Ci Mamo nigdy nie zapomnę.

Zawsze Cię podziwiałam, bo zawsze byłaś dla mnie wzorem i wybacz, że kiedy odeszłam z domu i założyłam swoją rodzinę, było mnie mniej w Twoim życiu. Wówczas to ja musiałam zadbać o swoją rodzinę i wychować swoje dzieci na porządnych ludzi. Zadanie wykonałam i teraz Mamo jestem myślami bliżej Ciebie, bo mam teraz na to czas. Dziękuję Ci Mamo za wszystko i kłaniam Ci się w wielkiej atencji”.

 

 

 

A kiedy prawo zabrania takich związków!

 

Stasiu i Ola byli nierozłączni, a ich mamy były siostrami. Staś i Ola jako małe dzieci przebywali ze sobą całe dnie na podwórku. Kiedy Ola się spóźniała, to Staś stał pod jej oknem i wrzeszczał w niebo głosy, aby się pospieszyła, bo on nie umie się bawić sam, a tylko ze swoją siostrą przyrodnią pragnie wymyślać nową zabawę.

Wszędzie razem, a więc razem wdrapywali się na drzewa w parku i razem pokonywali wszelkie przeszkody takie jak płoty, by skubnąć z ogródka niedojrzałe jeszcze jabłko, czy śliwkę, a potem uciec by nie zostać złapanymi. Śmiechu było co nie miara, a ich zabawy i wiszenie na trzepaku codziennie rozśmieszało innych, podwórkowych rówieśników. Byli nierozłączni i lubiani na podwórku, a do tego byli bardzo do siebie podobni.

Kiedy Ola się przewróciła, to Staś ją pocieszał i dawał wsparcie, a kiedy Staś się pokłócił z kolegą o piłkę, to Ola łagodziła spór i odciągała go od zwady, tłumacząc, że nie powinien się bić z kolegą i zaraz wymyślała inną, ciekawszą zabawę.

Byli ze sobą potem w szkole podstawowej i siedzieli w jednej ławce, a po lekcjach razem odrabiali zadane do domu lekcje i nikogo to nie dziwiło, że tak bardzo dobrze się rozumieją, a wręcz przeciwnie, bo wszyscy byli zadowoleni, że te dwa szkraby tak fajnie się z sobą dogadują i uzupełniają.

Potem razem dostali się do tego samego liceum. Staś był świetnym sportowcem i Ola mu bardzo kibicowała, kiedy jej przyrodni brat grał tak świetnie w koszykówkę, a on podziwiał ją za zmysł artystyczny, bo Ola grała na gitarze i była duszą towarzystwa na obozach i szkolnych wypadach za miasto.

Pewnego lata wyjechali z rówieśnikami na obóz w Bieszczady i tam przy blasku księżyca, z niebem błyszczących gwiazd – Stasiu pod wpływem chwili pierwszy raz w swoim życiu pocałował się z dziewczyną, a tą dziewczyną była właśnie Ola.

Wystraszyli się oboje i jak oparzeni odskoczyli od siebie i w wielkim zawstydzeniu nie wracali do tego tematu. Nie chcieli i nie umieli roztrząsać tej zakazanej miłości i temat został zamknięty na wiele lat. Jednak kiedy przychodził czas świąt, które ich mamy zawsze wspólnie urządzały, trudno było im się błyszczącym wzrokiem nie spotkać przy stole. Nikt niczego nie zauważył, że coś jest nie tak, a dalej wszyscy uważali, że łączy ich niebywała siostrzana i braterska nić i tych dwoje świetnie się ze sobą dogaduje.

Przyszedł czas, że pierwszy raz musieli się rozstać, gdyż po skończeniu liceum, Ola postanowiła studiować medycynę, a Staś wolał być inżynierem i pragnął budować wielkie statki. Nauka i dorosłe życie rozdzieliło ich na wiele, długich lat.

Ola na studiach poznała chłopca i szybko się zdecydowali na ślub, a Stasiu związał się z kobietą i po zakończeniu studiów i otrzymaniu pierwszej pracy też postanowił zalegalizować swój związek. Potem u Oli pojawiły się dzieci i Stanisławowi urodził się syn.

Życie się toczyło u obojga i zaganiani w codzienności od czasu do czasu do siebie dzwonili i opowiadali, co wydarzyło się w ich małżeństwach. Opowiadali o pierwszych ząbkach, pierwszych krokach ich dzieci. Opowiadali, że kupili samochód, albo planują wyjazd, czy też remont. Byli ze sobą bardzo szczerzy i nie ukrywali przed sobą niczego. Czasami miało się wrażenie, że więcej sobie mówią, niż własnym towarzyszom życia.

Mijały lata i dzieci ich rosły, a Stanisław bardzo przepracowany dostał skierowanie do sanatorium w mieście, gdzie mieszkała Ola. Spotkali się po latach na kawie i nie mogli się ze sobą nagadać. Potem wybrali się razem do kina, a potem Staś zaprosił ją do swojego pokoju w sanatorium, aby zobaczyła jak mu się odpoczywa. Nie wiedzieli kiedy, ale znaleźli się w łóżku i kochali się namiętnie wiele godzin. Oboje zrozumieli, że nie widzą dalszego życia bez siebie, gdyż byli jak dwie połówki jabłka, których życie nie powinno było rozdzielać. Nie mogli się rozstać i płakali obydwoje, zdając sobie sprawę z tego, jaki wielki grzech właśnie popełnili. Jednak, mimo zakazów etycznych i moralnych i wbrew prawu spotykali się dalej na miłość, aż Stanisław musiał już wyjeżdżać z sanatorium.

Nikt o niczym się nie dowiedział, ale oboje przechodzili męki z tych najcięższych, jakimi była tęsknota za sobą i wielkie cierpienie, że nie mogą światu wykrzyczeć swojej miłości. Wiedzieli, że nie mogą zdradzić nikomu swoich uczuć i dać się potępić przez rodzinę i bliskich. Znowu zostały im tylko telefony, aby w ukryciu wyszeptać sobie – tęsknię i kocham!

Najpierw Ola się rozwiodła z mężem, ponieważ zrozumiała, że jej życie przy nim stało się nudne i rutynowe. Przestała go kochać już wiele lat temu, ale ze względu na dzieci, trwała w tym związku. Kiedy dzieci poszły na swoje, postanowiła swój związek zakończyć i pragnęła żyć sama i nie oszukiwać się więcej.

Stanisław pewnego dnia do niej zadzwonił i oznajmił, że u jego żony wykryto raka i w zasadzie nie ma już dla niej ratunku, choć czeka ją chemia, lekarze rozkładają ręce. Syn Stanisława był razem z nim i oboje trwali przy żonie i matce do końca!

Minęły dwa lata i Ola przyprowadziła się do mieszkania Stanisława, aby zamieszkać z nim razem pod jednym dachem. Oboje mieli po pięćdziesiąt lat i wszystkim tłumaczyli, że mieszkanie razem, to mniejsze koszty utrzymania i wszyscy to kupili bezapelacyjnie. Nikomu nie przyszło nawet do głowy, że Ola i Staś żyją ze sobą jak stare, dobre małżeństwo. 

Jednak ubolewają nad tym, że nadal muszą swoją miłość ukrywać przed światem i on nie może jej prowadzić za rękę podczas spaceru w parku i nie może się nią nigdzie pochwalić, aby nie wzbudzić niepotrzebnej im sensacji, a więc żyją razem i ukrywają swoją miłość przed wszystkimi, ale są za to wreszcie  niesłychanie szczęśliwi.