Archiwa tagu: rodzina

Mamo, tato – tylko nie bij!

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie siedzą, dziecko i w budynku

Dzisiaj prawie cały dzień spędziłam z moją młodszą Córką i moją 12 letnią Wnusią!

Jakie ja mam szczęście, że moje Wnuki mają mądrych rodziców, którzy dwoją się i troją, aby swoje dzieci wychować na porządnych i prawych ludzi!

To im podporządkują swoje życie i to się im udaje, gdyż ja jako babcia i mój Mąż jako dziadek jesteśmy dumni, iż nasze Wnuki wyrastają na mądrych i wrażliwych obywateli.

Ja mogę z Wnuczką gadać i gadać, bo jest o czym, gdyż Ona jest bardzo oczytana i już dużo wie o świecie, a dla mnie, to jest sama przyjemność!

Wnuczek jest zapalonym piłkarzem i właśnie przebywa na obozie piłkarskim i się na nim spełnia – nie płacze za rodzicami.

Moja druga Wnuczka kocha zwierzęta i sama dokarmia króliki w przydomowej hodowli, a także opiekuje się swoim maltańczykiem.

Wygadane, kochane, mądre i nie piszę dlatego, że dla każdej babci wnuki są najlepsze, ale dlatego tak piszę, bo to sama prawda jest!

A tymczasem:

W mediach mamy coraz więcej i więcej doniesień o tym jak w polskich rodzinach dorośli pastwią się nad swoimi dziećmi!

Nie wiem z czego to wynika, ale może z tego, że Polacy dostali to słynne 500+ i wydają je na wódę i narkotyki, a wówczas dzieci przeszkadzają, bo ryczą, bo dokazują i czegoś się domagają, a to przeszkadza!

Zazwyczaj przemoc dzieje się w czterech ścianach i choć sąsiedzi słyszą i służby wiedzą, to nikt za bardzo nie chce się wtrącać!

Czasami wpadnie ktoś z opieki społecznej do domu z powodu niebieskiej karty, ale często nie są wykrywane symptomy przemocy, bo tacy rodzice są sprytni i ukrywają wszelkie przejawy okrucieństwa.

Poniższą notkę pobrałam z Facebooka i ten nieznany autor wyliczył jaka przemoc jest w polskich domach, ale nie zgadzam się z nim, że norweski  BARNEVERNET, czyli norweska służba ochrony dzieci jest dla nich rodzin dobry!

Niestety, ale te służby mają w świecie okrutną opinię i nie należy czerpać wzorców z Norwegii!

Należy w Polsce opracować nasz, bezpieczny sposób ochrony dzieci przed przemocą!

Koronawirus – XXI wieku.

Powiedz mu że „najważniejsza jest rodzina”, powiedz mu że jego tata powinien „dostać drugą szansę”. Powiedz mu że „rodzina jest święta” i w imię tej świętości tata będzie go bił kablem po głowie przez kolejne 17 lat.

Obraz może zawierać: 1 osoba, niemowlę i zbliżenie

Lubin. Czteroletni chłopiec musi godzinami klęczeć, ojciec zamyka go na kilka dni w łazience, głodzi, zabiera ręczniki, żeby mały nie rozłożył ich sobie na podłodze.

Wieruszów. Umiera trzylatek – dręczony, bity, zgwałcony.

Łódź. Jedenastomiesięczna dziewczynka trafia do szpitala ze śladami pobicia, przypalania, ma naderwane ucho, złamaną rączkę, zrosty na nóżce, które świadczą o tym, że wcześniej była złamana w wielu miejscach.

Brojce pod Gryficami. Rodzice wkładają pięcioletnią córkę do wrzątku. Z rozległymi oparzeniami rąk, nóg i krocza leży przez pięć dni w domu, zanim – nie mogąc znieść jej płaczu – wezwą pogotowie.

W Piekarach Śląskich lekarze próbują uratować dwuletnią Julię pobitą do nieprzytomności. Ma obrzęk mózgu, złamaną kość czołową i nos. Mimo długiej reanimacji – umiera. Tłumaczenie matki: po prostu szła i upadła.

Gdy w Łodzi do lekarza trafia trzymiesięczna Lenka, posiniaczona i z pękniętą czaszką, matka twierdzi, że córka uderzyła się grzechotką. Później – też w Łodzi – jest przypadek dwumiesięcznego Igorka : ma podbite oko i złamaną kość czaszki.

Polska nie radzi sobie z przemocą wobec dzieci.

Potrzebujemy organizacji wzorowane na norweskim BARNEVERNET, o dużych uprawnieniach i bezkompromisowej w działaniu. To jedyny sposób by przerwać piekło tysięcy dzieci katowanych w Polsce przez rodziców i opiekunów.

Zamiast krytykować Norwegów uczymy się od nich jak chronić dzieci.
.
autor nieznany.

Tak Barnevernet odbiera dzieci. Wstrząsający raport BBC.

Norwegia odbiera rodzicom dzieci, często bez powodu. Pracownicy socjalni zadają niekiedy pytania służące wyłącznie potwierdzeniu ich tez. Tymczasem jeden z nich w kwietniu został skazany za masowe pobieranie z internetu dziecięcej erotyki. Mimo to decyzje podjęte na podstawie jego raportów pozostają w mocy. Niektóre norweskie rodziny decydują się na ucieczkę do innych krajów – między innymi do Polski.

 

BBC w obszernym reportażu opisuje problemy związane z Barnevernet – norweską służbą, zajmującą się ochroną dzieci. Opisuje między innymi przypadek Cecilie – samotnej matki żyjącej na przedmieściach Oslo. Pewnego dnia do drzwi jej małego drewnianego domku zapukało dwóch pracowników socjalnych. Dziewczynka otworzyła im z uśmiechem. Jednak matka nie podzielała jej entuzjazmu. Wiedziała bowiem, że w ten sposób norweska „Służba Ochrony Dzieci” odbiera rodzicom córki i synów. Nie pomyliła się.

 

Eksperci dokonali oględzin domu i oznajmili, że między matką a córką nie istniał naturalny przepływ interakcji. Negatywnie ocenili także sytuację finansową rodziny. Powód? W lodówce znajdował się piernik: tani i kupiony po Bożym Narodzeniu. Służby uznały to za dowód na ubóstwo rodziny. W raporcie dwóch ekspertów zaznaczyło, że utrzymywanie córki w rodzinie zaszkodzi w rozwoju córki. Od tej pory minęły już lata. Pani Cecilie – obecnie 50 letnia kobieta – tym czasie widziała córkę tylko 7 razy.

Tymczasem w kwietniu 2018 roku w sądzie odbył się proces jednego z 2 ekspertów, których raport przyczynił się do odebrania dziecka. Skazano go na 22 miesiące więzienia i odebrano prawo wykonywania zawodu. Przyznał się bowiem do winy – pobrania 200 tysięcy obrazków i ponad 12 tys. filmów z dziecięcą erotyką.

Rodziny – ofiary jego „ekspertyz” – podkreślają, że skazaniec był niezdolny do okazywania współczucia dzieciom. Twierdzą, że podjęte przez niego decyzje powinny zostać uznane za nieważne i anulowane.

Mimo to lokalne służby zajmujące się „ochroną dzieci” podkreślają, że skazany był „tylko” jednym z dwóch ekspertów wnioskujących o odebranie dziecka. Argumentują również, że raport jedynie częściowo wpłynął na odebranie dziecka, a decyzję podjął sąd.

BBC opisuje także inny przypadek działalności Barnevernet. Chodzi o Inez, matkę 8 dzieci. 4 z nich odebrano jej we wrześniu 2013 roku. Matka została ponadto aresztowana – oskarżono ją bowiem o używanie siły wobec dzieci. Wszystko dlatego, że dała klapsa dziecku, bijącego siostrę lub brata.

Pani Inez i jej prawnik zwracają uwagę na formę „rozmowy” przedstawicieli służb z dziećmi. Nie słuchali oni ich odpowiedzi, lecz zadawali pytania, usiłując potwierdzić swą tezę. Najmłodszą córkę pytali, czy matka używała przemocy wobec jej. Dziecko odpowiedziało, że nigdy się to nie zdarzyło, jednak służby drążyły temat. „Ile razy matka cię uderzyła” – brzmiało następne pytanie.

Sąd zwrócił pani Inez dwójkę dzieci. Pozostała dwójka wciąż pozostaje w pieczy zastępczej.

BBC przedstawia także przypadek Ruth i Mariusa Bodnariu. Oskarżono ich w 2015 roku o wymierzenie klapsa dziecku. W efekcie 5 z nich, w tym małe dziecko trafiło do opieki zastępczej. Wywołało to protesty na całym świecie. Obecnie przywrócono już dzieci ich rodzicom, jednak zdecydowali się opuścić Norwegię. Obecnie mieszkają w Rumunii, skąd pochodzi Marius.

BBC przypomina, że w 2015 roku ponad 140 prawników, pracowników społecznych i psychologów napisało list otwarty do rządu. Podkreślili w nim, że sądy zbyt łatwo dają raportom pisanym przez pracowników socjalnych. Autorzy protestu twierdzą, że norweskie służby łamią prawa dzieci.

BBC zwraca uwagę, że kilka norweskich rodzin zdecydowało się szukać azylu w Polsce. Tu bowiem – jak wierzą – wciąż szanuje się wspólnotę rodzinną.

Źródło: bbc.co.uk

Read more: https://www.pch24.pl/tak-barnevernet-odbiera-dzieci–wstrzasajacy-raport-bbc,62037,i.html#ixzz6U5TB5OFa

Surowsze kary za przemoc wobec dzieci. Nowelizacja ustawy - Zdrowie

Oni szykują kobietom średniowiecze w Polsce!

Puszczalskie, zołzy, księżniczki. Tak postrzegane są kobiety ...

Dzisiaj Ziobro dokonał tego, co obiecywał, a więc wypowiedział konwencję stambulską i kobiety za chwilę nie będą miały żadnej ochrony ze strony państwa!
Kobiety w Polsce – w bardzo wielu rejonach żyją tak jak w średniowieczu!
Nie mają pojęcia, co zrobić, kiedy się  przydarzy niechciana ciąża i nie wiedzą jak trzeba jej zapobiegać.
Nie mają pojęcia gdzie się zwrócić, aby otrzymać alimenty od ojca biologicznego, kiedy ich własna rodzina – ojciec, matka wyrzucają je z domu, bo uważają taką kobietę za puszczalską, w jej dziecko za bękarta!
Nie wiedzą, gdzie mają szukać pomocy, aby mieć na czas przejściowy dach nad głową w domu samotnej matki!
W Polsce nie ma debaty dla kobiet, by je uświadamiać, a więc w wielu rejonach kobiety żyją jak w średniowieczu pod osłoną księdza!
Kiedy przydarzy się niechciana ciąża, to mogą być nawet ukamienowane i wyzywane od najgorszych.
W Polsce rząd każe kobietom rodzić dzieci nawet z gwałtu, a więc by się pozbyć niechcianego – kobiety muszą jechać za granicę, ale często nie mają na to funduszy!
Idą więc do babek, które problem załatwiają szydełkiem!
Zabroniono w Polsce jest  sprzedaży pigułki dzień „po”, a więc kupują niesprawdzone leki w Internecie i jakże często umierają!
Polskie kobiety nie wiedzą nic na temat macierzyństwa i tego jak się chronić przed przemocą, a więc są latami katowane w czterech ścianach, bo nie mają dokąd odejść!
To już jest średniowiecze w tej naszej,  jeszcze niedawno dumnej Polsce, a rządzący żyjący jak pączki w maśle zgotował polskim kobietom piekło na ziemi!
Na pewnym forum rozmawiałam z pewną użytkowniczką właśnie o konwencji stambulskiej i ona przysłała mi poniższe opowiadanie na faktach!
Przeczytałam i za pozwoleniem wklejam na bloga!
Sądzę, że takich historii jest wciąż w Polsce bardzo wiele, bo istnieją wciąż w kraju  bardzo biedne rejony i żyjący tam ludzie księdza słuchają, bo nie mają rzetelnych informacji, co wolno i jak trzeba się bronić w sposób cywilizowany!
„Czekając na Franusia – historia prawdziwa..

Opowiem Wam historię, która wydarzyła się naprawdę, wiele lat temu.

Teraz byłoby to niemożliwe, mam taką nadzieję..

– Była zdrową, wesołą wiejską dziewuchą.
Rodzice mieli jedną z największych gospodarek w okolicy.

Ziemia IV klasy,rodząca tylko żyto i kartofle, ale piękne łąki, dochodzące do samej rzeki -pozwalały na hodowlę bydła..
– Pracowała na tej gospodarce od świtu do nocy.

Skończyła szkołę podstawową, ale choć chciała się uczyć, bo i zdolna była, ojciec zakazał.

Jedyną rozrywką dla niej były sobotnie zabawy w remizie.

Tam poznała JEGO. Na tle wiejskich chłopaków , wyróżniał się urodą i miejskim obyciem.

Grał w zespole wynajętym przez strażaków do wesel i zabaw..

Ach, jak on tańczył – siedziała przy stoliku nad swoją oranżadą z ciastkiem, czekając na niego, aby tylko być gotową, gdy on będzie mógł zatańczyć z nią jeden czy dwa kawałki.

Nawet, krztusząc się, piła z nim wódkę – byle tylko nie myślał, że jest naiwną, wsiową gęsią.

A później spacer nad rzekę. Świat wirował, razem z nim księżyc i gwiazdy, gdy on całował..

Za którymś tam razem -uległa.

On mówił, że nie wierzy w jej miłość; czeka cały czas na jakiś dowód tej miłości..
Czy w końcu uwierzył?

Nie wiadomo, bo przyszła jesień i zabawy się skończyły, a ona poczuła, że coś z nią nie jest w porządku.

Ale nie bała się, choć on milczał.

Przecież kochał i ona kochała, a to naturalna kolej rzeczy w przyrodzie, że gdzie jest dwoje  – tam i przybywa trzecie..

Wsiadła w pociąg i pojechała do miasta, gdzie mieszkał.

Odrapana klatka schodowa, drzwi malowane szarą farbą.

Zadzwoniła.Otworzyła młoda kobieta, wycierając ręce o fartuch.

Powiedziała, że chce widzieć jego, ale już czuła, że martwieje.

Kobieta milcząc, wpuściła ją do przedpokoju i zawołała go po imieniu.

Wyszedł z rocznym na oko dzieckiem na ręku….

Nigdy, przenigdy nie zapomniała jego wykrzywionej wściekłością twarzy i słów ,które wykrzyczał.

Schodziła po schodach, a wszystko w niej wyło…Szmata…szmata…oto czym jest…

Długo nie dało się ukrywać.

Ojciec,dobry katolik –  nawet nosił baldachim w Boże Ciało -nie mógł znieść czegoś takiego pod swoim dachem, więc wygonił z domu.

Matka chlipała,ale się nie sprzeciwiła.

To wtedy pierwszy raz usłyszała to straszne słowo – bękart..

Nie poszła daleko, bo i niby gdzie miała iść, wszak świata nie znała i bała się go.

W pobliskim miasteczku wynajęła sobie pokoik za pieniądze wsunięte jej w rękę przez matkę i za pomoc przy ogrodzie u starszej, samotnej kobiety, przebiedowała …aż nastąpił jej czas..

Wróciła z izby porodowej z zawiniątkiem, w którym mieściła się jej miłość…

-Nastąpiły szare, wypełnione pracą dni.

Zostawiała Małego pod opieką owej kobiety, a sama szła na cały dzień do sklepu warzywniczego, gdzie dano jej pracę…

Ale to było zwykłe, nieduże miasteczko.

Widziała, że kobiety patrzą na nią ze szczególnym wyrazem, a mężczyźni zaglądają bezczelnie w oczy.

Ale ona miała Małego.

Jednego razu, a upłynęło już kilka lat, w czasie których nie miała wiadomości ani od niego,ani od rodziców- Mały wrócił z podwórka z płaczem i guzem na głowie.

To był starszy chłopiec.Oczywiście poszła do matki na skargę. Tęga kobieta, z pogardą powiedziała..
– że też taka ma śmiałość się upominać i to o kogo?

O bękarta ?

Od tego czasu się zaczęło.

Bękart. To słowo najczęściej słyszał Mały.

Nawet jak poszedł dumny do szkoły, z nowym tornistrem, książkami i kredkami, które mu kupiła..

Jednego razu do sklepu przybiegła nauczycielka..
– niech Pani zabierze chłopca, wdał się w bójkę …higienistka już opatrzyła, ale boli go głowa.

Zabrała dziecko do domu i położyła do łóżka.

Nad ranem Mały zaczął majaczyć.

Wezwała pogotowie.
– co pani najlepszego zrobiła ! Głowa rozbita,wstrząs mózgu, dziecko powinno od razu być w szpitalu..

Wieczorem Mały umarł.

Zrobiła pogrzeb.

Ksiądz pokropił białą trumienkę, a ona stała jak martwa i patrzyła jak zakopują jej miłość.

Wróciła do domu,rozpaliła ogień pod kuchnią i wrzuciła wszystkie książki, kredki i zabawki Małego.

Sznur był w szufladzie….jeszcze tylko trzeba było sprawdzić ,czy hak wbity w sufit wytrzyma.

Wytrzymał.wszak była lekka od tej harówki…

Tę historię opowiedziano mi, gdy paliłam świeczkę na grobie przytulonym do cmentarnego muru, całkowicie zaniedbanym i zapomnianym”.

Szeptuchy - fenomen Podlasia - fakty.interia.pl

Rodzinny stół!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, w budynku

Chyba wszystkie babcie lubią gotować dla swoich wnuków i ja taka jestem.

Spodziewałam się dzisiaj moich szkrabów i od rana tańcowałam w kuchni gotując dla nich ciepły obiad!

Wczoraj nastawiłam po południu rosół, który pyrkotał do 22 wieczorem.

Dziś od rana tłukłam wołowe bitki i zrobiłam je w sosie własnym, dodając startej skórki z cytryny dla posmaku oraz ugotowałam ziemniaki, a nie ziemniaczki, bo bardzo nie lubię zdrobnień kuchennych potraw.

Zrobiłam mizerię z czosnkiem, lekko posoloną ze śmietaną!

Sprawia mi przyjemność, kiedy widzę, że im smakuje i zjadają wszystko z talerzy!

Potem szkraby wzięła do siebie moja starsza Córka, która mieszka w domu jednorodzinnym, a na tyłach ma piękny ogród pełen roślin i kwiatów.

Szkraby więc spotkały się z moją następną Wnuczką, a tam atrakcji co nie miara.

Można tam pogapić się na króliki różnej maści i je nakarmić, a także pobawić się z pieskiem, oraz dwoma kotami!

Poskakali sobie na trampolinie, a potem wszyscy pojechali nad jezioro, gdzie można w ogródku plażowym zjeść dobrą pizzę i tak dzieci spędziły cudny dzień na świeżym powietrzu, bo na zachodzie przestało padać!

Jeśli jutro dopisze pogoda, to Dziadek zabierze całą trójkę nad jezioro i będą pływać łódką po jeziorze, co wszystkie moje wnuki uwielbiają.

W listopadzie urodzi mi się kolejna Wnusia i cała rodzina wybiera dla Niej imię!

W grę wchodzą imiona – Natalia, Hanna, Katarzyna, Aleksandra, ale o tym zadecydują rodzice maleńkiej jeszcze w brzuchu Mamy.

Kiedy nasze dwie Córki z nami mieszkały, to nie mieliśmy szans na wstawienie stołu rodzinnego i wszelkie uroczystości i święta odbywały się przy ławie rozkładanej i podnoszonej.

Kiedy Córki poszły na swoje zakupiliśmy stół rodzinny – rozkładany, przy którym śmiało może zasiąść 10 osób i jak na naszą rodzinę jest wystarczający.

Stwierdzam, że w każdym domu taki stół powinien być, bo właśnie ten stół nas zbliża do siebie!

Obraz może zawierać: pies

 

 

Kobiety paprotki!

 

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo i na zewnątrz

Moje kwiatki na balkonie mają się dobrze, że tak je pokażę!

Była sobie  piękna, zgrabna, wysoka dziewczyna, która miała zadatki na światową karierę modelki, a nazywa się Ilona Felicjańska.

Ilona prowadziła także fundację związaną z pomocą dla dzieci i jej kariera się szybko rozwijała.

Wyszła za mąż i urodziła dwoje dzieci i zdawałoby się, że jest kobietą spełnioną i szczęśliwą.

Nikt jednak nie wiedział, że Ilona po kryjomu sobie popijała, co poskutkowało wypadkiem, w którym rozbiła dwa samochody, gdyż Ilona prowadziła po spożyciu.

Koniec jej w tym właśnie momencie nastał, gdyż rozwiodła się z mężem, a kariera się posypała jak domek z kart.

Straciła wszystko, a na odwyku napisała książkę o alkoholizmie kobiet i wydawałoby się, że kobieta wychodzi z nałogu i jej życie mogłoby się jeszcze dobrze potoczyć!

Ilona nie mała jednak szczęścia do mężczyzn i na swojej drodze spotkała niejakiego Paula Montanę – marnego  biznesmena, gołodupca i za niego wyszła za mąż.

On nie miał nic i ona nie miała nic, ale to im nie przeszkodziło razem pójść w tango i on jej na to pozwolił, choć wiedział, że nie wolno jej pić!

Poszli na całość, a podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych zostali oboje aresztowani, bo doszło między nimi do przemocy!

Dziś czytam, że ich związek najprawdopodobniej skończy się rozwodem!

Montana udzielił wywiadu jakiejś szmatławej gazecie i powiedział, że zostawia ją dla jej dobra.

Stwierdził, że w Ilonie są dwie kobiety, bo ta trzeźwa i ta pijana, a więc zamiast jej pomóc, to facet daje nogę!

Czytając doniesienia z tego związku przypomniał mi się film  Woody Allena, który nakręcił go pt. „Blue Jasmine”.

Film opowiada także o pięknej kobiecie, którą zagrała Cate Blanchett!

Ona także bez wykształcenia żadnego uwiesiła się na bogatym facecie i nie brakowało jej ptasiego mleka.

Lubiła jak Felicjańska dobre alkohole i nie umiała przeżyć dnia bez Martini!

Szczęśliwa, że nigdy nie musiała pracować, a i tak wszystko wokół niej przypominało bajkę, ale pewnego dnia obudziła  się z pięknego snu w taksówce, bez grosza przy duszy, bez męża, który ją oszukał, bez syna, który od niej uciekł.

I nagle znalazła się bez pieniędzy na dnie, wmawiając sobie, że jeszcze do czegoś dojdzie w swoim życiu, ale to jej się nie udało i skończyła bardzo smutno i tak samo wróżę Felicjańskiej – no chyba, że zacznie się leczyć!

Pisze o tym dlatego, że kobieta nigdy nie powinna opierać się tylko na mężczyźnie, bo losy mogą się różnie potoczyć i nagle takie kobiety, zostawione na pastwę losu przegrywają swoje życie!

Jeśli dochodzi do tego uzależnienie i samotność,  to koniec jest bliski!

Uważam, że każda kobieta powinna pokierować swoim życiem tak, aby mieć po prostu swoje pieniądze, a nie opierać się tylko na facecie, bo życie lubi płatać figle i psikusy!

 

Wylewny Paul Montana rozprawia o przyczynach rozstania z Iloną w tabloidzie: "Pokłóciliśmy się O ZUPĘ"

Blue Jasmine” – granica Woody'ego Allena :: Filmowo - ciekawsza ...

Prime Video: Blue Jasmine

 

Gadu, gadu nocą – baju, baju w dzień!

Pisałam chyba dwa razy na blogu, że mamy chorego sąsiada, któremu nie tylko ja z Mężem pomagamy, ale takich ludzi jest więcej!

Sąsiad jest po ósmej chemii i czuje się bardzo źle!

Póki co, nie może nic jeść, a Mąż na jutro u lekarza rodzinnego załatwił mu w szpitalu kroplówki, aby go trochę wzmocnić!

Kupił w aptece elektrolity, bo tak na razie poradził farmaceuta!

Za dobre serce otrzymałam od jego siostry na fan-page,  która namiętnie mnie czyta -poniższy komentarz:

„Lustro codzienności -mój blog właśnie Ty najwiecej obrazasz ludzi na, tym swoim pożal się blogu ,Kopiuj, wytnij, wklej ,a jak komentarz się nie spodoba usuń. Sama zastanów się nad swoim życiem i nad tym co piszesz.Przeczytaj swoje własne wpisy i zaznacz na czerwono wszystkie obraźliwe słowa napisane o ludziach, których tak naprawdę nie znasz”.

Może czas zamknąć bloga i o niczym już nie pisać, czy może nie dać się i pisać dalej o ludzkich sprawach?

Na blogu jest ponad dwa tysiące moich autorskich wpisów, gdzie jest normalne, że wklejamy cytaty z wypowiedziami i opiniami innych ludzi, z którymi się zgadzamy, albo nie!

Ta krytykująca mego bloga nie ma o tym zielonego pojęcia i jeszcze czytający mnie niech wskażą, kiedy kogoś obraziłam!

Zresztą po co ja się tłumaczę!

Odpisałam jej na fan-page, że to takie polskie skurwysyństwo, że za pomoc sąsiadowi i mamie zostałam zwyzywana!

Z tego wynika, że chyba nie warto pomagać, bo nikt nie potrafi tego docenić, ale ja potrafię docenić moją siostrę, kiedy mama była chora, która po wszystkim obraziła mnie!

Mnie jest obojętne, że sąsiad w młodości popełnił jakieś błędy, których być może  na ostatniej prostej,  rodzina nie jest w stanie tego wybaczyć!

Jestem zmęczona okrutnie, że mam do czynienia z takimi ludźmi, a do tego jestem zmęczona wczorajszymi wyborami!

Dziś zdarzyło mi się, że po prostu się popłakałam!

Wielu moich znajomych na dwa tygodnie odchodzi od polityki, bo są zawiedzeni jak i ja i idą na odpoczynek!

Usycha we mnie wiara tak po ludzku, bo myślałam, że po 5 latach karygodnej polityki w Polsce ludzie przejrzeli na oczy!

Jak się okrutnie pomyliłam wierząc w mądrość Polaków i Polek.

Mam taki apel do tych, którzy tu zaglądają!

„12 LIPCA WALCZMY,BO SKOŃCZYMY JAK KONIE Z JANOWA PODLASKIEGO,GŁODNI,ZANIEDBANI I PO KOSTKI W GÓWNIE”.

Manuela Gretkowska napisała na swoim Facebooku dokładnie to, co ja po tych wyborach czuję – tekst niżej!

Czuję, usycha we mnie wiara
Instynkt ludzkości nieomylny
Tyle słów niepotrzebnych naraz
Złości i trwogi zgiełk bezsilny
Chcę uciec, wiem to brzmi naiwnie
Chcę uciec choćby na pustynię
– Jesteś zmęczony?
Tak
To minie

Czy ktoś zatrzyma młyny słowa
Nim w proch ostatnią prawdę zmielą
Bełkot i zbrodnia, król, królowa
Władzą nad nami się podzielą
Pogodzi nas niepogodzonych
Słońce gdy pierwszy raz nie wzejdzie
– Jesteś zmęczony?
Tak
To przejdzie

Czasu już nie ma, nie ma na nic
Myśl ginie ogłuszona gwarem
Głupota tuczy się słowami
Wystarczy: mane, tekel, fares
Czy świat jest łodzią dla szalonych
Rozbitków, co ratunkiem gardzą
– Jesteś zmęczony?
Tak
Bardzo
Jonasz Kofta!

Czuję się jakbym czekała na wyniki biopsji, a nie drugiej tury prezydenckich wyborów. Czy złośliwy, czy nie… Raz nadzieja, raz mdli w przeczuciu, że jednak będzie źle. 43 % przewidywań fatalnego końca i 30 % plus – szansy przeżycia.
Druga tura, to walka na śmierć i życie demokracji.
Hołownia nie dogadując się z Trzaskowskim, może nie dowiosłować do następnych wyborów parlamentarnych. Wbrew temu co sądzą jego wyborcy, chodzić po wodzie jeszcze nie umie. Kariera przed nim długa i szeroka, wybrukowana nadziejami nowoczesnych katolików. Tych w Polsce nie zabraknie, na pokolenia. Nikt ich nie sieje, sami się hodują.
Nie było mi żal Biedronia. Pouśmiecha się przepraszająco i wróci do Brukseli. A wy – my, brnijmy przez to bagno nad Wisłą. Lud nadwiślański nie zmienił się od 200 lat. Zastygł w gównie jak w bursztynie. Zryw powstańczy o wolność dobije swoimi głosami. Może butów nie ściągnie zabitym, ale ograbi z nadziei.
Bosaka popierają młodzi i nic dziwnego. Nie znają ani normalnego, ani opiekuńczego państwa socjaldemokracji. Przykrą prawdą jest , że nikt takiego państwa u nas nie posmakował, oprócz Zandberga w Danii. My ssiemy socjal demokratyczne lizaczki obietnic. Socjalizm z lekcji historii i katechezy kojarzy się im z marksizmem, złem wcielonym. Dzieciaki od Bosaka, muszą liczyć na siebie. Byle biedni, rozczarowani rodzice („Na to państwo, kurwa, nie można liczyć”) i nachapana władza im nie przeszkadzały – podatkami, nakazami. Noszą garnitury nie od Bossa, tylko w stylu Bosaka, takie bardziej komunijne, ino lilijki im brak. Za to czystość poglądów na rasę i płeć mają jak ksiądz nakazał.
Znam ich z mojego rodzinnego miasta. Ziomki co chcą żyć dobrze i ustawić się w tym przerażającym świecie bez reguł. Straszne i cyniczne, ale jest w tym okrutny realizm.
Zostały 2 tygodnie. Nie wiadomo z czym wyskoczy Kurski, do tej pory, na tego ch…można było liczyć w decydujących momentach. Dziadek z Wermachtu juz był, kasa dla Żydów też i pedały niszczące polskie rodziny. Teraz czas na pedofilię, łapówki? Albo, że Trzaskowski odbierze 500 i chrzty, drugiego dziecka, bo sam swojego nie ochrzcił czy coś tam. Ma długopis i może. Mało czasu, żeby zdrapać z siebie info gówno, gdyby ochlapało.
Moja nadzieja w Kaczyńskim – Frankensteinie, pozszywanym z trupów smoleńskich, żołnierzy wyklętych i nienawistnej agresji. Na razie pokazuje się rzadko, żeby nie straszyć wyborców PiS-u. Ale może długo nie wytrzyma.
Czekam na wyniki, powtórnej politycznej biopsji za dwa tygodnie. Ta pierwsza, na żywym cielsku Polski daje jeszcze nadzieję.

Obraz może zawierać: 2 osoby
Obraz może zawierać: 2 osoby, koń, tekst „Ostry cień mgły @prawolewak”

Mój ból jest większy niż twój!

Kiedy siostra mi napisała, że moim zasranym obowiązkiem było opiekowanie się mamą, którą się opiekowałam, to wróciły do mnie demony z przeszłości – automatycznie!

W tym stwierdzeniu poczułam się jak zdeptany, nic nie znaczący karaluch, robal, który w zasadzie nikomu nie jest potrzebny w normalnym życiu ludzkim bo może tylko w lesie!

Zaczęłam analizować swoje życie i doszłam do wniosku, że od bliskich nie otrzymałam w dorosłym życiu żadnego szacunku i zostałam oceniona jak samo zło – jakiś dziwoląg!

Wygląda na to, że byłam w tej rodzinie przezroczysta i nikomu nie potrzebna!

A ja piszę, że dość znęcania się nade mną, która była siedem razy hospitalizowana!

Dość znęcania się nade mną, która cztery razy targała się na życie, a ani ty siostro, ani matko nie reagowałyście, a tylko słyszałam – weź rozwód, ale żadnych konkretów i musiałabym z dziećmi zamieszką po mostem!

Matka za swojego życia nie zrobiła nic, aby mnie i siostrę zjednać ku sobie i abyśmy zakopały topór wojenny!

Nie zareagowała kiedy sprzedałam siostrze  swój pamiątkowy pierścionek, bo potrzebowałam pieniędzy na rozwód, a kiedy chciałam go odkupić – odmówiono mi!

Jestem w małżeństwie ponad 40 lat i matka nigdy nie ugotowała obiadu, aby zaprosić nas – dwie córki z rodzinami, abyśmy w końcu na nowo się porozumiały!

Przecież musiała widzieć, że nie rozmawiałam z siostrą ponad 20 lat i nie zrobiła z tym nic!

Zapraszałam ją na święta, ale wytrzymywała godzinę i meldowała się przy świątecznym stole u siostry, bo tam było było bardziej wesoło z wiadomych przyczyn.

Było mi z tego powodu bardzo przykro, a moje dzieci też to bolało, że ich babcia woli inne klimaty!

Tak, widząc to –  odsunęłam się od rodziny, bo mnie nie chcieli i ja nie chciałam pchać się tam, gdzie nie byłam mile widziana.

Zostałam nawet wyproszona z domu siostry przez szwagra!

Kochałam mamę i bolało mnie to, że byłam dla niej mniej ważna i sama podzieliła swoje dzieci!

Dostałam w pracy pożyczkę i poszłam do sklepu wybrać dla niej elegancki płaszcz, bo wiedziałam, że nigdy sobie nie kupi czegoś eleganckiego z marnej emerytury.

Zawsze miałam dla niej prezent na imieniny, czy też urodziny, bo zawsze pamiętałam, że mnie urodziła i byłam jej wdzięczna za pomoc na początku mojego małżeństwa.

Moje prezenty stoją teraz w witrynie mojej siostry, a jest to porcelanowy gołąb i mądra sowa i to jest oznaką, że starałam się robić mamie prezenty estetyczne!

Czy mam prawo czuć ból, że mnie wymazała z aktu notarialnego, tak jakby miała jedno dziecko – tak czuję ból i naprawdę nie chodzi tu o pieniądze!

To boli,  bo przypominam sobie ojca, który mając dwie córki lał tylko mnie jak mokre żyto, a młodszą oszczędzał, bo to był dla niego „czerwony karmazynek”.

Ja dużo sobie w głowie przez lata poukładałam, ale brzmią mi w głowie napisane słowa, że moim zasranym obowiązkiem i to odbieram jako policzek, który piecze mnie od paru dni.

Muszę sobie to poukładać, by nie wpaść w rozpacz i oto z cudownego dziecka mojej matki i ojca wyszła słoma z butów!

Muszę z tym jakoś żyć i to jest mój blog, a więc  mam prawo na nim pisać, co mną targa!

A teraz zmieniam temat, bo mnie pytają dlaczego tak jestem za Polską?

Jestem, bo to mój kraj i pragnę dla niego jak najlepiej, bo przez ostatnie 5 lat działo się tylko samo zło.

A ja pragnę i pytasz mnie:

Pytasz mnie, co właściwie Cię tu trzyma
Mówisz mi, że nad Polską szare mgły
Pytasz mnie, czy rodzina, czy dziewczyna
I cóż ja, i cóż ja odpowiem Ci

Może to ten szczególny kolor nieba
Może to tu przeżytych tyle lat
Może to ten pszeniczny zapach chleba
Może to pochylone strzechy chat

Może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach
Może przed domem ten wiosenny zapach bzu
Może bociany, co wracają tu do gniazda
Coś, co każe im powracać tu

Mówisz mi, że inaczej żyją ludzie
Mówisz mi, że gdzieś ludzie żyją lżej
Mówisz mi, krótki sierpień, długi grudzień
Mówisz mi, długie noce, krótkie dnie

Mówisz mi, słuchaj stary jedno życie
Mówisz mi, spakuj rzeczy, wyjedź stąd
Mówisz mi, wstań i spakuj się o świcie
Czy to warto, tak pod góre, tak pod prąd

Może to przeznaczenie zapisane w gwiazdach
Może przed domem ten wiosenny zapach bzu
Może bociany, co wracają tu do gniazda
Coś, co każe im powracać tu

Może to zapomniana dawno gdzieś muzyka
Może melodia, która w sercu cicho brzmi
Może mazurki, może walce Fryderyka
Może nadzieja doczekania lepszych dni

Może to zapomniana dawno gdzieś muzyka
Może melodia, która w sercu cicho brzmi

Andrzej Rosiewicz

Zdjęcia są mojego autorstwa!

 

Obraz może zawierać: niebo, roślina, drzewo, chmura, trawa, na zewnątrz i przyroda

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

 

O samotności w rodzinie!

Obraz może zawierać: 3 osoby, dziecko

Oto moje zdjęcie zrobione w 1957 roku bodajże, a na nim mogłam mieć jakieś osiem miesięcy.

Siedzę między swoimi rodzicami i wyglądam na szczęśliwą, bo oczy i buzia mi się śmieje i widać z tego zdjęcia, że byłam pogodnym dzieckiem.

Oczywiście nikt z nas nie pamięta swojego dzieciństwa  w tym wieku i tylko jeśli mamy zdjęcia z tego czasu, to możemy się domyślać jak to wówczas było.

Na zdjęciu są moi rodzice tak bardzo młodzi i piękni i wydawałoby się szczęśliwi, a ja jeszcze nie wiedziałam, że przyjdzie mi przejść przez piekło!

Wiele razy pisałam, że ojciec mnie bił, a mama trzymała wszystko w garści, ale przez całe życie nie powiedziała mi – kocham ciebie.

Wykonywała zadania matki i żony, ale nie pamiętam by wzięła mnie na kolana i pogłaskała po głowie, przytuliła!

Bardzo się starała, abym miała wszystko w miarę możliwości, ale w moim domu nie mówiło się wcale o uczuciach i tego nie umiała mama, a także ojciec!

Bardzo mi pomogła, kiedy urodziłam pierwsze dziecko, bo biegałam na noce do pracy, a wówczas opiekowała się moim dzieckiem i za to jej dziękuję.

Myślałam, że sobie więcej powiemy kiedy zachorowała na raka, ale tak się nie stało!

Byłam przy niej przez ostanie dwa lata i  usłyszałam tylko, że jestem dobrą dziewczyną i to by było na tyle.

Kiedy mama umarła od reszty rodziny nie usłyszałam, że dziękujemy za to, iż włączyłaś się w opiekę i nam pomogłaś, a są to ci, którzy wiedzieli już, że mama darowała im mieszkanie!

Za to usłyszałam, abym  wzięła mamę do siebie na pół roku i tak chcieli jej się pozbyć jak stary mebel nie mówiąc nic o tym, że zgarną kasę za sprzedane mieszkanie!

Tak chcieli mnie wyrolować!

Idzie o zachowek i wczoraj moja rodzona siostra napisała mi na Facebooku tak:

„To byl Twoj zasrany obowiązek aby opiekowac sie matką”.

Potem padły jeszcze ostrzejsze słowa i zostałam wyśmiana, że całe moje dorosłe życie leczę się na depresję i dlatego mieszam fakty!

Dano mi w twarz i poczułam się po tym jak mnie potraktowała  własna siostra, bo jak śmiecia i jak Murzyna, który zrobił swoje i może odejść!

Poczułam, że mimo mojego strasznie burzliwego życia, naszpikowanego wieloma tragediami ona mnie traktuje jak bym nic nie znaczyła, a moim zasranym obowiązkiem było opiekowanie się  matką, która mi po sobie nie zostawiła złamanego grosza.

Naprawdę nie chodzi mi tu o kasę, ale o to, że dla niej nic nie znaczę i może mnie bezpardonowo obrażać.

Jakie to jest smutne i dziś cały dzień myślałam jak mnie odtrąciła i wiecie jaka najgorsza jest samotność?

Najgorsza samotność jest w rodzinie, czego nikomu nie życzę!

Ja na szczęście mam dwie kochające Córki oraz Męża i oni mnie szanują i nie wytykają mi mojej skłonności do depresji, a mnie chronią, bo jestem ta słabsza w rodzinie.

My się kochamy i wspieramy się, ale są złe osoby, które mnie wyszydzają i krytykują, a ja na to nie zasłużyłam.

Jest takie powiedzenie, że karma wraca!

Wydaje mi się, że jest to ostatni wpis na ten temat, chyba, że spadną na mnie kolejne obrazy!

Czy jest jakiś rodzaj samotności, który może nas wyjątkowo mocno boleć?

Najgorsza jest samotność w rodzinie. Dlatego, że dotyczy to osób z naszego najbliższego otoczenia. Bywa, że w rodzinie dzieje się coś takiego, że powstało dużo niechęci, przykrości, chłód i dystans między ludźmi. Człowiek mimo, iż ma w koło siebie bliskich to jest niezwykle osamotniony i nie za bardzo wie, co z tym zrobić.

„Samotność ma wiele twarzy

Jaka jest samotność? Przykra, potrzebna, a może… cudowna? Jedno słowo, a tak dużo odczuć.

Psycholog Elżbieta Zubrzycka w rozmowie z Alicją Samolewicz Jeglicką podkreśla, że samotność to bardzo złożone zjawisko..

Czy w dzisiejszych czasach, kiedy mamy takie multimedialne możliwości jak smsy, telefony, skype, facebook… Czy w dobie tego wszystkiego – samotność jest możliwa?

Elżbieta Zubrzycka: Samotność jest absolutnie możliwa, bo ona wynika z wielu rzeczy. Jedne kontakty nam łatwiej nawiązywać, inne trudniej właśnie przez to, że zamieniliśmy je na elektroniczne. Bardziej szanujemy indywidualizm niż życie towarzyskie.

 

Jak w naszym życiu może pojawić się samotność?

Jej rodzajów jest bardzo wiele. Jeden z typów samotności wiąże się z przykrymi wydarzeniami w życiu. Często towarzyszy chorobom. Ludzie boją się i unikają chorych. Samotność towarzyszy również w depresji. To bardzo ciężkie kiedy człowiek chory czuje się samotny. Oczywiście towarzyszy ona również żałobie, kiedy stracimy kogoś naprawdę bliskiego. Ale nie tylko. Samotność może wynikać też z okoliczności zewnętrznych – przyjeżdżamy z małego miasta do dużego. Jeszcze nie stworzyliśmy żadnych relacji z ludźmi, jeszcze nie poznaliśmy ludzi podobnych do nas… Często również osoby, które pozostały w małych miastach zostały same – bo wszyscy ich znajomi wyjechali na przykład za pracą. Tu można też mówić o imigrantach i emigrantach – im również na początku bywa trudno.

 

To są zewnętrzne czynniki. A czy my sami też potrafimy stworzyć ścianę i coraz bardziej wchodzić w samotność…?

Istnieją również powody nasze wewnętrzne, osobowościowe. Może jesteśmy nieufni, nieśmiali, spotkaliśmy się z dużą ilością krytyki albo wyszydzania w życiu. To powoduje, że możemy bać się wejść między ludzi. Po prostu boimy się ponownego zranienia. W jakimś sensie to my sami mamy trudności z wejściem w nową grupę i stworzeniem nowego środowiska. Powód? Nosimy w sobie lęki, nieśmiałość, strach i przez to nie umiemy z ludźmi nawiązać relacji.

 

NV0eHnNkQDHA21GC3BAJ_Paris Louvr

Samotność widzimy głównie w negatywnym świetle. Da się na nią jakoś spojrzeć pozytywnie?

Słowo samotność ma wiele znaczeń. Osoba samotna bywa także z wyboru, bo tak jej się podoba. Czasem samotność jest wręcz miła i pożądana. Każdy z nas przeżywa samotność w różnych sytuacjach życiowych, często nie mając na nie wpływu. Są jednak momenty, kiedy chcemy samotności. Poszukujemy jej w przyrodzie, chodzimy sami do lasu, spacerujemy w pojedynkę po plaży w zimie. Taka samotność jest higieną umysłową. Odrywamy się od tłumu, od ludzi, od spraw. Samotność może być antidotum na przemęczenie.

Można się pokusić na stwierdzenie, że samotność jest raz na jakiś czas potrzebna?

Tak – jest wręcz konieczna. Pozwala na przemyślenia: czy praca, którą wykonujemy jest tą, którą chcemy; czy nasze relacje są takie, jakie chcemy. W tej samotności możemy zapytać samych siebie: kim jesteśmy, co robimy i czy to jest dla nas dobre czy coś musimy zmienić. W wielu religiach osoby wchodzące na wyższy poziom religii są samotne. Kontakt z Bogiem, rozwój duchowy wiąże się z samotnością. Jak widać samotność ma pozytywne aspekty. Trzeba na nią patrzeć na bardzo złożone zjawisko – przykre, potrzebne, cudowne. Mamy jedno słowo na bardzo różne odczucia.

Najbardziej samotni czujemy się w trzech momentach życia - Focus.pl

Mój Ojciec!

Jutro jest Dzień Ojca i nasza Córka zaprosiła nas  jutro do restauracji, aby ten dzień świętować!

Obraz może zawierać: tabela i w budynku

Jutro więc jest ten dzień, kiedy wracają do mnie wszystkie wspomnienia odnośnie mojego śp. Ojca i budzą się demony!

Myślałam, że już dawno przerobiłam ten temat, bo wiele pisałam też o tym na blogu, ale NIE!

Wciąż wracają do mnie wspomnienia, bo złego nie da się wyrzucić ani z pamięci, ani z serca.

Oliwy do ognia dolewają trzy osoby z mojego otoczenia, które nie znają mojego życia – piszą mi komentarze, że przyjdzie czas, iż ujawnią gdzie trzeba fakt, że kompletnie nie zajmowałam się rodzicami i mimo to wniosłam sprawę o zachowek po śmierci mamy!

Plotki też się szybko rozchodzą w małej mieścinie i wiem, gdyż mówi się na mój temat, bo niby jak ja śmiem upominać się o kasę skoro matką się nie opiekowałam, a to do was Kasiu i Marysiu, oraz Krysiu!

Tym trzem osobom zrobiono wodę z mózgu i klepią w klawiaturę bzdury na mój temat.

Jest mi z tym cholernie źle, bo nie znają bolesnych faktów z mojego życia!

Tymi osobami są trzy kobiety, którą śmią mnie oceniać i piszą mi komentarze, że byłam wyrodną córką!

Pytam więc, która z was była bita przez ojca swojego, którego na swój sposób kochałam.

Która w domu z was miała tyrana w domu, który wybijał szyby w drzwiach i meblach i was tłuk po głowie wystruganym kijem, albo stał za waszymi plecami, aby w plecy wbić nóż?

Która z was prosiła swoją matkę, by wniosła o rozwód, bo inaczej ja i moja matka oraz siostra znajdziemy się na cmentarzu!

Kiedy matka i ojciec się rozwiedli, ojciec wyjechał po rozwodzie do Łodzi, ale sobie tam kompletnie nie radził.

Jako były wojskowy ponownie dostał szansę na lepsze życie i przeprowadził się do Stargardu i tym sposobem miałam do niego blisko, bo pociągiem tylko 45 minut.

Następnie musiałam godzinę dreptać do jego mieszkania, aby go doglądać i mu pomagać!

Znowu nie radził sobie, a więc jeździłam i sprzątałam wynosząc z mieszkania wannę gówna, bo kibel zapchał gazetami!

Wywalałam dziesiątki butelek po piwie i zamiatałam pety z podłogi oraz szorowałam przypalone gary!

Miałyście tak drogie panie?

Nie płacił rachunków, a więc szłam do instytucji wojskowej, aby je uregulować z własnych pieniędzy, aby chociaż miał w domu światło!

Lał mnie, a mimo to zależało mi na nim, bo to mój Ojciec, do którego jestem bardzo podobna!

Pewnego razu zostawiłam swoje dzieci pod opieką teściowej i znowu do niego pojechałam.

Prosiłam siostrę, by ze mną pojechała go odwiedzić, ale odmówiła, bo miała go gdzieś!

Był w bardzo złym stanie psychicznym, a więc wezwałam karetkę i zabrali ojca do szpitala psychiatrycznego w Gorzowie Wlkp.

Musiałam go ratować, a w tym wszystkim byłam sama i tylko mój Mąż mi w tej tragedii pomagał, bo nie siostra i nie matka!

Pojechałam do szpitala na rozmowę z ordynatorem i to on zaproponował, iż ojca należy umieścić w domu opieki społecznej i się udało!

Ojciec trafił do wspaniałego domu w Jarominie, gdzie woził mnie mój Mąż.

Niczego mu tam nie brakowało, a ja wymieniałam korespondencję z panią opiekującą się ojcem i ona w listach informowała mnie, że ojcu nic nie potrzeba, ale mimo to zawiozłam mu do pokoju telewizor,  aby nie nudził się w swoim pokoju!

Byłam w pracy, bo pracowałam w wydziale nieruchomości i nagle otrzymałam telefon, że Ojciec wyskoczył z okna, gdyż chciał się zabić!

Szybka reakcja i jadę z Mężem do szpitala w Gryficach i zastaję Ojca jak mi się wydawało w dobrym stanie!

Prosił mnie, abym mu dała papierosa, bo był palaczem, ale ja nie miałam papierosów i powiedziałam, że w szpitalu nie wolno palić.

Odjechaliśmy, a na drugi dzień otrzymuję koleją wiadomość, że Ojciec zmarł, bo wdał się jakiś zator płuc!

Jak ja do dzisiaj sobie nie mogę wybaczyć, że nie dałam mu tego papierosa!

Miałyście tak wy trzy plotkary?

Pojechałam do domu opieki społecznej i z ordynatorem ustaliłam, że ojca zabieram na nasz cmentarz i pojechał po niego karawan!

Niestety, ale ciało zatrzymała Prokuratura, bo badała, czy może nie było w tej tragedii osób trzecich!

Nie było, a więc organizowałam pogrzeb, a na nagrobku kazałam napisać słowa, że jego ból był naszym smutkiem.

Po  Ojcu w domu opieki zostały 4 tysiące, co z ledwością starczyło na pomnik, a na mój dom był najazd, abym te pieniądze podzieliła między mamą, a siostrą i wybuchła wielka awantura!

Miałyście tak, że ktoś was oskarżał o kradzież, a zwłaszcza własna rodzina?

Uważam, że zrobiłam dla Ojca wszystko, co można zrobić, a w sądzie będę się dopominała zachowku, bo byłam przy mamie dwa lata i tak samo jak inni ją karmiłam, przewijałam, gotowałam i byłam na każdy telefon i wezwanie, a potraktowano mnie jak „Niewolnicę Izaurę”.

Oto komentarz jaki dostałam na blogu, który wpadł do spamu a wiem, kto go napisał i to jest to, co mnie cholernie boli!

Wszystko, co napisałam przysięgam jak w amerykańskim sądzie – na Biblię!

„Jeżeli Pani bardzo chcę, nagłośnię wszystko i ciekawe jak Pani się obroni. W skrócie – mówiąc o kimś, proszę pomyśleć o sobie – dla mnie jest Pani osobą, która nie ma szacunku dla najbliższej rodziny a poucza Pani innych. Niektórzy po prostu – tak jak Pani – sieją ferment i robią zamieszanie, a sami są osobami, którzy robią wszystko na pokaz. Najlepiej zająć się sobą. Jeżeli kolejne wpisy będą tego typu – o tej lub innej rodzinie, również i Pani się dostanie – opiszę całą prawdę o tym co było i ciekawe jak Pani się poczuje”.

To ja podobna do Ojca, która dostała od niego tylko samo zło, a obcy oceniają mnie i robią ze mnie potwora! Dość!

Obraz może zawierać: 1 osoba

Siedem lat blogowania – taka mała rocznica!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

6 czerwca 2013 roku zaczęłam pisać bloga, a więc dziś mam swoją, małą rocznicę, bo mimo wielu przykrości – przetrwałam.

Napiszę tylko, że od 7 lat zamieszczam codziennie notkę na blogu i to widać w moich statystykach, którymi się nie podzielę, aby się nie chwalić, choć dla mnie są zadowalające!

Zaczęłam pisać na ONET, który z czasem zrezygnował z platformy blogowej, a więc zaczęłam szukać sposobu, aby blog przenieść na WP i nie było to łatwe, ale poradziłam sobie samodzielnie!

Najgorsza przykrość jaka mnie spotkała w związku z pisaniem bloga, to wparowanie Policji do mojego domu i zabraniu mi komputerów, ale donosicielka nie zwróciła uwagi, że mój wpis, to był cytat, a nie moje rozważania!

Sprawa była nerwowa, ale nie pociągnięto mnie do odpowiedzialności i postanowiłam pisać dalej!

Nie mam pojęcia kiedy minęło te 7 lat, ale dzięki pisaniu poznałam blogowych, fajnych ludzi i dlatego warto pisać i poznawać nowe osoby i czytać ich blogi!

W ten sposób poszerza się horyzonty!

Dziękuję więc wszystkim, którzy do mnie zaglądają i zostawiają komentarze, bo tak nawiązuje się kontakt z innymi i miło jest czytać ich postrzeganie świata!

Tak się więc złożyło, że dostaliśmy zaproszenie na obiad u mojej Córki i Zięcia.

Przyjechała druga Córka z rodziną ze Szczecina i po raz pierwszy – od trzech miesięcy spotkaliśmy się razem w końcu!

Napiszę prawdę, że trochę się bałam tego spotkania, bo niestety, ale koronawirus szaleje w Polsce, choć władze zapewniają Polaków, że pandemia jest w odwrocie!

Kłamią nas i dziś Marek Migalski zamieścił na FB taki wpis:

„Marek Migalski

Polska dziś na PIERWSZYM miejscu w UE jeśli chodzi o liczbę zakażeń covid! Jest ich w Polsce mniej więcej tyle, ile we Włoszech i Hiszpanii RAZEM wziętych! 10 razy więcej, niż Niemcy! Panowie Duda i Morawiecki, tak żeście zwalczyli epidemię?!!

Mimo ostrzeżeń Polacy się spotykają, bo są stęsknieni lata, słońca, lasów, wycieczek i skoro politycy prowadzą kampanię prezydencką, to sobie pomyślałam, że czas w końcu spotkać się z rodziną i Wnukami, ale zaznaczam, że w tym temacie jestem tchórzem, kiedy młodzi inaczej postrzegają ten czas!

Jak zwykle wzięłam aparat i cyknęłam cudne rododendrony w ogrodzie Córki, a Wnusia pokazała mi hodowlę królików różnej maści i rasy, a każdy ma swoje imię nadane przez Wnusię!

Ona je dogląda i karmi i jest w tym bardzo dzielna.

Na obiad Córka przygotowała same pyszności, bo były smaczne ziemniaki z koperkiem, skrzydełka, sałata w sosie vinegret, fasolka szparagowa, kompot z wiśni.

Na deser moje ciasto z rabarbarem, kawa, lampka wina różowego!

Gadaliśmy, dużo gadaliśmy i to był cudowny dzień spędzony z najbliższą mi rodziną!

Dziadek zrobił Wnukom szkolenie w obchodzeniu się z wiatrówką i były zawody. kto zdobędzie więcej punktów w strzelaniu śrutem do tarczy – oczywiście z największą ostrożnością!

Pokonałam strach przed wirusem i ten dzień zapisuję jako największe, moje szczęście, bo jesteśmy rodzicami niesamowitych Córek po 40 -tce, które dały nam mądre Wnuki!

Zakochałam się jeszcze w małym zwierzątku jakim jest sunia – Maltańczyk – bielutka, mądra, rodzinna, obserwatorka, ciepła, kochana, a na imię jej Tessi!

Gdybym była młodsza, gdybym była, to bym sobie takiego pieska kupiła!

Obraz może zawierać: pies

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, roślina, kwiat, drzewo, tabela, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: Agnieszka Kamela, siedzi, roślina, kwiat, drzewo, tabela, buty i na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela i w budynku

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi i w budynku

Obraz może zawierać: roślina

Obraz może zawierać: roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, ludzie siedzą, dziecko i na zewnątrz

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

 

Znieczulica w rodzinie!

Chyba ze trzy razy pisałam na blogu, że mamy w klatce chorego sąsiada na raka!

Bodajże jest już po czwartej chemii i po każdej nie może nic jeść, bo po prostu chemia robi swoje.

Kiedy mija kryzys, to mija mu też brak apetytu, ale męczy się straszliwie.

Gdyby nie sąsiedzi, to umarł by z głodu, bo środki na przeżycie są bardzo niskie, a rachunki trzeba płacić, a do tego brakuje mu sił!

Sąsiad ma trzy siostry, które mają go gdzieś, gdyż dla nich ważniejsze jest mieszkanie, które on zajmuje i z pewnością czekają na jego śmierć!

My jako sąsiedzi się sprawdziliśmy i nie tylko, bo osoby postronne, które mają dobre serce pomagają w ramach sąsiedzkiej pomocy i przyjacielskiej!

Zupełnie obca osoba kupuje mu odżywcze drinki na ten czas, kiedy on nie może nic jeść.

Ktoś postronny załatwił mu obiady za darmo z dostawą do domu i tak wszyscy się staramy, bo tak po prostu trzeba.

Dawni koledzy składają się na doładowanie energii, Internetu, czy też telefonu i nie liczą na to, że kiedyś sąsiad im to odda, bo w takiej sytuacji należy zachować człowieczeństwo.

Jest w tej rodzinie spór o mieszkanie, ale w takich chwilach powinno się zakopać topór wojenny i wspierać chorego brata!

Siostry kochane dlaczego zapomniałyście, że wasz brat miał niedawno urodziny, które wyprawili mu właśnie sąsiedzi – jak wam nie wstyd!

Brat był dobry, kiedy zarabiał spore pieniądze i wam pomagał.

Teraz odwróciłyście się, bo tych pieniędzy nie ma i na szczęście wasz brat ma w klatce wsparcie, gdyż nikt nie jest w stanie bycia obojętnym, bo nie wiadomo na kogo kolejnego trafi choroba!

Pomagam ja z Mężem i pomagają młodzi ludzie, którzy niedawno się wprowadzili.

Biegamy z pojemnikami pełnymi zupy na ten czas, kiedy sąsiad przyjmuje posiłki, a wy panie w kwiecie wieku nawet nie pokusicie się o to, by spytać, co u brata słychać – wstydźcie się swojej znieczulicy!

Wasz brat nie raz mówił, że gdyby nie obcy ludzie, to by dawno umarł z głodu!

Będziemy go wspierać, bo tego wymaga etyka i człowieczeństwo, a wy kiedyś będziecie miały wyrzuty sumienie – jeśli je w ogóle macie!

Jedna z was mnie czyta i z pewnością mi się dostanie jak już tak było, ale ja na to gwiżdżę, bo ja wiem, że mam rację w ocenie tej sytuacji i tylko kiwam głową w niedowierzaniu, że można być tak bezdusznym!

Sąsiad ma kapitalną suczkę, która go kocha nad życie i nawet jej nie przyniosłyście kostki do zjedzenia, bo ją też karmią sąsiedzi!

Na poniższym zdjęciu są koledzy sąsiada, którzy go wspomagają i są przy nim!

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, na zewnątrz

Nutridrink - Dla kogo jest? - komplet składników odżywczych