Archiwa tagu: rodzina

500+ to nie zawsze znaczy patologię!

To jest mój balkon, który sfotografowałam, kiedy wyszłam z domu po wielkich bojach z samą sobą!

W tym roku wyjątkowo mi się kwiaty udały, ale oczywiście o nie bardzo dbam.

Kiedy zbliżały się „wiruchy”, albo duże deszcze, to chroniłam kwiaty i je po prostu chowałam, aby je deszcz nie potargał.

Podlewam je także nawozem, aby pięknie sobie kwitły.

To jest mój mały balkon, z którego obserwuję także swój, mały świat!

Dzisiaj będąc na balkonie, po południu zauważyłam taką scenkę rodzajową.

Rodzice małych dzieci – jedno w wózku, a drugie czteroletnie na oko, usiedli na ławce i zapalili oboje papierosa.

W pewnym momencie ten czterolatek powiedział matce, że chce mu się siusiu.

Matka wskazała małą choinkę i kazała się malcowi pod nią wysiusiać, a sama z ławki się nie podniosła.

Malec ściągnął spodenki i majtki i wysiusiał się pod choinką, a potem walczył, aby założyć garderobę, co mu kiepsko wychodziło.

Matka nawet do niego nie podeszła, by pomóc, a kiedy dziecko podeszło do matki, to ta jedną ręką, bo w drugiej miała papierosa niechlujnie mu pomagała.

W końcu z ławki podniósł się ojciec i też z papierosem ogarniał temat.

Przykro się na to patrzyło i nie jestem czepialska, ale ile jest takich młodych małżeństw, którzy zostali zaskoczeni ciążą i w końcu urodzeniem się dzieci?

Oczywiście nie wiem, czy ci ludzie pracują, ale widziałam, że dzieci sprawiają im kłopot tylko, a opieka sprawowana widoczna była na wymuszoną.

Inna rodzina, co znam z opowieści pewnej osoby – mieszkająca na wsi otrzymuje z różnych źródeł ponad 5 tysięcy różnych świadczeń, a mimo to ich dziecko do szkoły chodziło w podartych trampkach.

Zauważyli to nauczyciele i zgłosili to do rodziców, a ten dzieciak zamiast nowego obuwia otrzymał od rodziców lanie, że niby na nich doniósł, ale w końcu kupili mu nowe buty!

Obserwuję też pewne młode małżeństwo, które otrzymało mieszkanie po rodzicach, którzy się wybudowali.

Obserwuję ich, bo mają już dwoje malutkich dzieci, ale nie można się do nich przyczepić.

Matka wychowuje dzieci, stara się okropnie, kiedy jej mąż pracuje jako budowlaniec i naprawdę jest w tym dobry.

Otrzymują 500+, ale nie spoczywają na laurach i ona opiekuje się potomstwem, a on przynosi niezłe pieniądze do domu. Widać, że są odpowiedzialni i jakże miło się na nich patrzy!

Zrobili remont całkowity swojego mieszkania i mieszają nowocześnie.

Nie można więc mieszać wszystkiego w worku, że 500+ zdeprawowało ludzi, bo przypadki są różne, ale to zależy od ludzi, którzy tworzą rodziny i stawiają na jakość, a nie na ilość, która czeka na roszczenia od państwa.

Nie pamiętam, czy już wklejałam ten tekst, ale wg. ekonomistów możemy stwierdzić, że rozdawnictwo więcej szkodzi niż nam się wydaje!

„Milton miał rację. Z ubóstwa wychodzi się dzięki pracy, a nie zasiłkom.

Wydatki socjalne może wyciągają ze skrajnego ubóstwa, ale nie ratują od biedy. Konserwują ją. Traktujmy więc ostrożnie polityków obiecujących jeszcze większe pieniądze. Mogą spełnić swoje obietnice – pisze Sebastian Stodolak.

Szwajcarzy uchodzą za rozsądny naród. Około dwóch milionów obywateli – czyli jedna czwarta populacji – ma broń, a mimo to nie notuje się tam masowych strzelanin. Umieją się z bronią obchodzić profesjonalnie i ostrożnie, a swoje prawo zaprojektowali tak, by nie chwytali za nią psychopaci i by trudno było ją wykorzystywać do rozstrzygania międzysąsiedzkich sporów.

Równie rozsądni są w projektowaniu polityki społecznej. Gdy trzy lata temu padł pomysł wprowadzenia w całym kraju dochodu gwarantowanego (2,5 tys. franków, czyli ok. 10 tys. zł dla każdego), odrzucili go w referendum. Z prostej przyczyny: Szwajcarzy nie widzą wartości w pieniądzach otrzymywanych za nic. Uważają, że psują one ludzi. To przeświadczenie jest tak silne, że znajduje swoje odzwierciedlenie nawet w prawie regulującym przyznawanie obywatelstwa kraju. Szwajcarzy od dawna odmawiają naturalizacji osobom pobierającym zasiłki, a od zeszłego roku także tym, które pobierały zasiłki w ciągu trzech lat przed złożeniem wniosku o naturalizację. Nie mają nic przeciw imigrantom ekonomicznym, ale w przyznawaniu im praw politycznych wynikających z obywatelstwa są oporni. Pilnują, by osoby mające dostęp do urn wyborczych były samodzielne, a przez to kompetentne. Dzięki temu udaje się im ograniczać wydatki socjalne. Wynoszą one ok. 16 proc. PKB. W Polsce socjał to ok. 21 proc. PKB.

My, w przeciwieństwie do Szwajcarów, uwierzyliśmy, że hojna polityka społeczna wyciąga ludzi z biedy, a nawet że przywraca im godność. Niestety krzywdzimy tą wiarą nasze dzieci. Socjał z tej skrajnej biedy, owszem, niektórych wyciąga, ale w tej zwykłej, kojarzącej się z marazmem i życiem od pierwszego do pierwszego, konserwuje całe pokolenia. Zamienić beznadziejną czerń ekonomicznego dna na depresyjną szarość przeciętności?

Nie takie chyba powinny być aspiracje narodu.

Zasiłki szkodzą pokoleniom

Jeszcze dekadę temu dyskusja o polityce społecznej koncentrowała się wokół zasiłków dla bezrobotnych. W oczach ekonomicznej lewicy były one koniecznym remedium na słabości kapitalizmu, dającym przetrwać najczarniejsze kryzysy – w oczach wolnorynkowców zaostrzały problemy, demotywując ludzi do pracy. To w związku z zasiłkami dla bezrobotnych Milton Friedman wypowiedział jedną ze swoich najczęściej cytowanych myśli: „Jeśli płacicie ludziom za to, że nie pracują, a każecie im płacić podatki gdy pracują, nie dziwcie się, że macie bezrobocie”

https://forsal.pl/artykuly/1406817,zasilki-szkodza-pokoleniom-milton-friedman-z-ubostwa-wychodzi-sie-praca.html?fbclid=IwAR0c1y2okwaUn2EcCjxk3VbUcIwp_Pj9mbaYufeePSrM00Z0NiU9DWbCjSQ

Reklamy

Kobieta w Polsce!

Dwa lata temu Pani Karolina Piasecka upubliczniła  w sieci straszne nagranie.

Nagrała taśmę jak to jej mąż – Radny PiS w Bydgoszczy znęcał się nad nią okrutnie latami.

W wielu domach jest przemoc, ale chyba społeczeństwo oczekuje tego, że w szeregach tej partii są ludzie krystalicznie czyści skoro służą społeczeństwu i prawdziwi katolicy!

Jakże często to  katolicy biją swoje żony i je zdradzają tak po katolicku?

Wychodzą z kościoła i biją swoje kobiety za to, że rosół jest za słony!

Oni mówią wciąż, że są dla nas, dla ludzi, a mimo to nawet Ziobro nic nie zrobił, by faceta odpowiednio ukarać – tak ku przestrodze, że w ich partii są sami znakomici dyplomaci.

PiS w zasadzie nie lubi kobiet i zabiera kobietom podstawowe ich prawa, co pokazały marsze „czarnych parasolek”.

PiS obiecywał, że sprawy sądowe będą rozpatrywane szybko, skutecznie, kiedy ja od złożenia pozwu w bardzo prostej sprawie czekam już 8 miesiąc i być może nie dożyję do wyroku.

Pani Karolina czekała na wyrok dwa, długie lata i wiecie co?

Ten damski bokser, ten cham, życiowa ciapa zamiast się rozwieść, to katował żonę i ją poniżał i za to dostał – UWAGA-jakieś prace społeczne.

Wyrok o tych pracach społecznych zapadł parę dni temu i  wyobrażam sobie jak czuje się ta kobieta, która była bita i dręczona.

On sobie może pozamiata ulice, a ona do końca życia będzie żyła z traumą po przemocowcu i ich dzieci także.

Nie jesteśmy jakimś krajem trzeciego świata, gdzie kobiety nie mają żadnych praw.

My żyjemy w kraju dotąd praworządnym, a tylko od 4 lat kobiety są traktowane instrumentalnie i za chwilę zabiorą nam wszystkie, nasze dotąd wywalczone prawa.

To się robi straszny kraj, w którym kobiety już mało znaczą, choćby dlatego, że każe się zgwałconej kobiecie rodzic dziecko z gwałtu.

Jeśli PiS przegra wybory, to trzeba będzie to wszystko okręcić, naprawić tak, aby kobiety czuły się w Polsce na równi z mężczyznami i mogły decydować o sobie i o swoim życiu!

Poniżej jest stenogram o tym, co działo się w tym domu!

Ta szuja powinna trafić do więzienia i w tym więzieniu poczuć takie samo traktowanie!

„UWAGA DRASTYCZNE: Sąd zaprezentował wstrząsające nagrania z byłym radnym PiS. Zabije cię. „Jeszcze raz, k***a, piśniesz, to ci tak wy***ię, że ci nos złamię.

Rafał P. to były radny PiS z Bydgoszczy i wielki kłopot tego ugrupowania. Deklarujący się jako gorliwy katolik, stosował w domu przemoc wobec żony. Trwa właśnie jego proces, a ujawnione na ostatniej rozprawie nagrania przerażają.

Nie piszcz, bo cię zaię, rozumiesz? Zabije cię. (…) Jeszcze raz, ku*wa, piśniesz, to ci tak wyjię, że ci nos złamię – krzyczał do żony były radny PiS. Zapier***j po kwiata! To był kwiat, który kupiłem dla ciebie szmato.

Szmato pier****a, rozumiesz? Masz to wszystko w de. Nawet nie powiedziałaś „dziękuję”, ch jeb***” – słychać na nagraniu wrzaski polityka. Jego żona prosi, by jej nie bił.

Nie zasługujesz na nic. Rzygam tobą. Pierdolę cię. Jeta jesteś. Spij, ka. Rozk***ię cię w chj. Po prostu cię pobiję – krzyczy.

Ale nie tylko to szokuje. Prokuratura zażądała dla Rafała P. … prac społecznych. Skąd taka kara i pobłażliwe traktowanie? Czyżby dlatego, że Rafał P. współpracował blisko z wysoko postawionymi działaczami PiS?”

źródło: Fakt

 

Macierzyństwo wczoraj i dziś!

Obraz może zawierać: w budynku

Mam taki kolaż, który zrobiłam w gotowej ramce jakieś 30 lat temu.

Często na niego patrzę i tak sobie myślę, jakie było to moje macierzyństwo?

Zawsze chciałam mieć rodzinę, taką dobrą, lepszą od rodziny jaką stworzyli moi rodzice.

Zawsze sobie mówiłam, że będę dobrą matką, a mój Mąż lepszym ojcem dla swoich dzieci.

Oboje byliśmy poharatani przez rodziców, a zwłaszcza ojców i dlatego marzyła  mi się rodzina bez blizn, co różnie, niestety było.

Nie ma chyba małżeństwa na świecie, którym się układa jak po różach, bo niestety, ale zdarzają się kataklizmy i musimy wszyscy przez to przejść i chwała tym, którym się udaje.

Matką starałam się być na 100%, choć wiem, że popełniłam po drodze masę błędów jak każda matka zresztą.

Kiedyś może od swoich Dzieci my rodzice usłyszymy jakieś żale  i uwagi i weźmiemy to  na klatę, to tylko to już można zrobić.

Moje dzieci mają już swoje rodziny, dzieci i one też popełniają błędy, choć starają się swoje dzieci wychowywać książkowo, kiedy ja takich porad wychowawczych nie miałam i wychowywałam je intuicyjnie.

Znalazłam na Facebooku poniższy wpis o zmęczonej mamie, która płacze w ukryciu, bo jest  wyczerpana –  pełna obaw i się obwinia, czy jest dobrą matką.

Zaczęłam grzebać w pamięci, aby sobie przypomnieć kiedy płakałam z powodu dzieci.

Płakałam kiedy był Stan Wojenny, a ja nie miałam dla swoich dzieci nawet budyniu, kisielu, herbatników, jajka.

Nie miałam czym nakarmić  swoich dzieci, bo w sklepach stał tylko ocet.

Drugi raz płakałam, kiedy moja druga Córka zachorowała i znalazła się w szpitalu, bo lekarze zapisywali zbyt dużo antybiotyków i dziecko zachorowało na anemię.

Kochałam i kocham swoje dzieci, choć pamiętam, że byłam dość szorstką matką, bo musiałam trzymać się grafiku.

Budziłam je o 5 rano, by je nakarmić i odstawić do przedszkola oddalonego sporo od domu, a sama musiałam się stawić punktualnie w pracy na godz. 7.oo

My matki PRL- u nie miałyśmy łatwo, bo w każdej ciąży pracowałam do ostatnich dni, a mimo to, podołałam i nigdy nie żałowałam, że jestem matką!

Nie wyłam do księżyca, że mam dość!

Teraz trochę czytam w Internecie, że młode mamy są przemęczone, sfrustrowane macierzyństwem, choć mogą iść na zwolnienie od pierwszych dni ciąży.

Mają w sklepach wszystko, co potrzebują i nie muszą prać,  gotować pieluch, przecierać zupek, polować w sklepach niemal na wszystko.

Mimo to są zmęczone rolą matki i to jest chyba znak czasów, że wszystko powinno być łatwe i przyjemne, a jeszcze do tego psychologowie mieszają matkom w głowach!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku
DO ZMĘCZONEJ MAMY…

„Do zmęczonej mamy, która chowa się na kilka minut pod prysznicem, żeby trochę popłakać… Do mamy, która ukrywa się w łazience, bo potrzebuje kilku minut spokoju, kiedy z jej oczu płyną łzy. Do mamy, która jest tak zmęczona, że nie może już nic więcej zrobić i oddałaby wszystko za chwilę spokoju. Do mamy, która płacze cicho w pokoju, bo nakrzyczała na dzieci bez powodu i teraz ma poczucie winy.

Do mamy, która desperacko usiłuje wcisnąć się w dżinsowe spodnie, bo chce wyglądać ładnie i poczuć się lepiej. Do mamy, która zamawia pizzę na kolację, bo znowu nie miała czasu, żeby zrobić kolacji, tak jak się tego spodziewała.

Do mamy, która czuje się samotna, nawet kiedy nie jest sama.

Jesteś wartościowa. Jesteś ważna. Jesteś wystarczająco dobra.

To tylko etap, wymagający czas dla wszystkim mam. To wszystko okaże się jednak tego warte. Teraz jest ciężko. To trudne na wiele różnych sposobów dla każdej mamy. Nie zawsze o tym rozmawiamy, ale wszystkie walczymy. Nie jesteś sama. Dajesz z siebie wszystko.

Te małe oczy, które Cię obserwują, uważają Cię za idealną, myślą, że więcej niż doskonała. Te małe ręce, które proszą byś wzięła je w ramiona, myślą, że jesteś najsilniejszą osobą na świecie i możesz podbić świat.

Te małe usta, które jedzą to, co gotujesz, uważają, że jesteś najlepsza. Te małe serca, potrzebują Twojego, nie chcą nikogo oprócz Ciebie. Jesteś dla nich wystarczająca, jesteś więcej niż wystarczająca, mamo. Jesteś cudowna!

Źródło: The Mum Source”

Powrót do przeszłości!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Mąż nad wodą odpoczywa, a ja jako, że unikam upałów grzebię w starociach, czyli różnych pudłach i szukam przeszłości.

Mam dużo czasu na emeryturze, a więc oddaję się wspomnieniom i  dziś odnalazłam swój stary pamiętnik, który ma już 45 lat.

Będąc młodą dziewczyną pisałam pamiętnik przez dwa lata w dwóch zeszytach i kiedy czytam to dziś – na stare lata, to nie wierzę, że to ja pisałam!

Moje pamiętniki, to była moja, wielka tajemnica, ale wiem, że czytała je moja mama, gdyż chciała wiedzieć, co piszę o swoim chłopaku, jak to kiedyś się określało.

Dowiedziała się więc, że uciekłam w ramiona chłopaka, który mnie przytulał, a nie bił jak ojciec!

Mogła spytać wprost, czy już współżyjemy, ale tego nie zrobiła!

Chowałam zeszyty w sekretnym miejscu, ale przed matką nic się nie ukryje.

Miałam dziadowskie dzieciństwo, bo ojciec pił i bił i to w tych pamiętnikach opisywałam swój stan odnośnie wielkiego bólu, bo mi ojciec ten ból zadawał.

Opisywałam więc traumę, kiedy to załamywałam się i chciałam odejść z tego świata, bo tak mi dopiekał – nie do wytrzymania.

Na kartach pamiętnika wylewałam więc swój żal, że ojciec mnie nie kocha, ale i opisywałam, że to ja kocham kogoś.

Pamiętam, że wielu chłopców do mnie „zarywało”, ale ja pokochałam chłopaka z tej samej klatki, który mieszkał piętro niżej i tak jest do dzisiaj.

W pamiętnikach pisałam o szkole, koleżankach ze szkoły, o troskach, szczęściu, łzach, wyjazdach, ale najwięcej miejsca poświęcałam mojemu „chodzeniu” z wybranym chłopakiem.

Nie zawsze była to sielanka, bo się docieraliśmy, kłóciliśmy, rozstawaliśmy, a mimo to jesteśmy ze sobą już 43 lata.

Jak dobrze się stało, że nie zniszczyłam tych pamiętników, bo sama jestem zdziwiona ile uczuć, złości, emocji i zawodu wówczas przeżywałam.

Działo się tak dużo i to wszystko zapisane jest na kartach mojego „Raptularza”, bo tak nazywałam swoje pamiętniki.

Co to znaczy „Raptularz”?

  • zbiór notatek w formie dziennika lub pamiętnika

Każdy wpis był opatrzony wierszem wziętym z tygodnika dla młodzieży „Radar” – może ktoś pamięta?

Nie zniszczę pamiętników,  tym bardziej, bo może moje Wnuki kiedyś przeczytają o tym jak ich babcia mocno kochała i uratowała swoje małżeństwo – bo uratowała je sposobem, mądrością, sztuką wybaczania i tym, że kochała zawsze za bardzo!

Opłacało się walczyć!

Dn. 21.05.1974 r.

Tak już dawno nie zaglądałam do mojego pamiętnika, bo po prostu w jakimś czasie się zniechęciłam.

Jednak znów mam ochotę na pisanie chociaż miałam zniszczyć ten pamiętnik, ale chyba szkoda i na to może przyjdzie czas.

Można go jednak zachować na stare lata.

Już dwa tygodnie chodzę z koleżankami na praktykę i tak naprawdę,  to jest bardzo przyjemnie i i na luzie.

Jeśli chodzi o mojego „L”, to kocham go bardziej niż zwykle, bo bardzo się stara zabiegać o mnie.

Zmieniłam trochę swoje życie i chodzę na działkę pomagać mamie.

Jestem zadowolona, że mam takiego chłopaka, bo inny może by ze mną nie wytrzymał.

Kocham go ponad życie, bo kocham tego śniadego chłopaka i kocham jego imię też.

Ja po prostu nie wiem jak wyrazić słowami swoją miłość do niego!

Dn. 23.07.1974 r.

Dwa miesiące minęły, aż ponownie postanowiłam sięgnąć po ten zeszyt.

Już myślałam, że skończę z tym pamiętnikiem, ale szkoda by było.

Zawsze jednak się przyda, bo myślę o ciężkich chwilach, kiedy potrzeba wyżalenia się jest bardzo potrzebna i to tutaj się wyżalam.

To są moje ostatnie wakacje, bo na następne już idę do pracy, czego bardzo się boję.

Z „L” wszystko w porządku. Ostatnio bardzo mało się kłócimy i jestem szczęśliwa.

Kocham go jeszcze bardziej.

Mamy rok 2019 i u mnie lato w pełni, a Mąż odpoczywa, bo lato mamy cudowne!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, na zewnątrz i woda

Ja Seniorka cieszę się drugim kwitnieniem moich pelargonii!

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Radości i smutki!

W naszym mieście mocno działa Związek Emerytów i Rencistów z byłej pracy mojego Męża.

Spotykają się od czasu do czasu, a także wspólnie wyjeżdżają na różne wycieczki po Polsce.

Naprawdę są w tym związku ludzie, którym wciąż zależy na relacjach między sobą i dbają o te spotkania.

Mój Mąż działa na zasadzie logistyka, a więc robi zakupy, organizuje grilla, orkiestrę i tak się staruszki bawią.

Co jakiś czas spotykają się na cmentarzu, bo ktoś odszedł z nich!

Takie jest niestety życie!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie siedzą

Tak niedawno urodziły się moje Wnuki, a tu rach ciach już jeżdżą na obozy harcerskie, a do babci zdjęcia spływają.

Na tych obozach są odcięte od telefonów i mają autentyczny detoks od technologii, co mnie cieszy i ich rodziców także.

Młodsza Córka pojechała z rodzinką do Wrocławia, aby zwiedzić to piękne miasto.

Jechali ze Szczecina pociągiem razem z dziećmi, a potem chcą dotrzeć do Szklarskiej Poręby.

Zorganizowali piękny wypad, aby pokazać dzieciom, a moim Wnukom cudną Polskę!

Raduje się moje serce.

Poniższe zdjęcie przysłała mi starsza Córka, która z Mężem wybrała się do Zakopanego i mam zdjęcie z Tatr, a raczej widok z ich okna.

Cieszę się, kiedy bliscy  są szczęśliwi i korzystają z uroków wakacji!

To tyle o sobocie, która upłynęła spokojnie, choć nie do końca.

Policja znalazła ciało 5 letniego Dawida, którego własny ojciec zamordował, a cała Polska szukała dziecka.

Stała się niesłychana zbrodnia, bo dziecko zostało unicestwione w tle rozgrywek między rodzicami.

Tak trudno się z tym pogodzić!

Do końca miałam nadzieję, że dziecko żyje, ale się pomyliłam, bo ojciec psychopata pokazał żonie, że nigdy już nie będzie szczęśliwa.

Smutek okropny!

 

Z troską o dzieciach!

Będąc na balkonie obserwowałam małe dzieci w piaskownicy i tak mi przyszedł pomysł na kolejny wpis.

Dzieci ze sobą współpracowały kopiąc dziury w piasku i żywo ze sobą dyskutowały.

Pomyślałam sobie na kogo te dzieci wyrosną i jak im się potoczy życie.

Tak samo oczywiście myślę o swoich Wnukach rzecz jasna.

Potocznie się mówi, że małe dzieci, to mały kłopot, a duże, to duży kłopot i choćby rodzice dbali i wychowywali swoje dzieci jak najlepiej, to może w przyszłości pójść coś nie tak!

Rozmawiałam nie tak dawno z moją  Córką, która opowiedziała mi historię 12 letniej córki jej koleżanką.

Dziewczynka bardzo inteligentna, zaopiekowana przez rodziców i niczego jej nie brakuje, a jednak coś z nią dzieje się niedobrego.

Jestem bardzo wrażliwa na dzieci i każda zła wiadomość sprawia, że w moich oczach pojawiają się łzy. Musiałam się powstrzymać przy Córce, by się nie rozkleić.

Przecież to nie moje dziecko, nie moje Wnuki, a jednak mnie wrażliwca dotyka i zajmuje myśli.

Otóż 12 lata wmówiła sobie, że może być taka sama jak jej idolka, którą wypatrzyła w sieci i chce się do niej upodobnić, a więc pojawiła się anoreksja i z tego powodu dziewczynka odmawia pożywienia!

Rodzice są załamani, bo postępowanie ich dziecka spędza im sen z powiek.

Pamiętam, że kiedy byłam dziewczynką, to nigdy nie chciałam się do nikogo upodobnić, ale to były spokojne czasy bez internetowego szału, gdzie dzieci odnajdują swoich idoli i koniecznie chcą ich naśladować, a najbardziej pod względem wyglądu!

Pamiętam, że w latach 60-tych biegłam do kiosku i kupowałam tygodnik (chyba) pt. „Film” i „Ekran”, a w nich były zdjęcia aktorów i aktorek.

Czytam tą prasę i namiętnie wycinałam zdjęcia i wklejałam do osobistego zeszytu z aktorami.

Tak się dowiedziałam o istnieniu Sophii Loren, Claudii Cardinale, Brygitte Bardot, Alana Delona itp.

To była zdrowa fascynacja, która także uczyła tego wielkiego świata w zasklepionej Polsce, do której tak mało docierało z zachodu!

Teraz dzieci są bombardowane pięknem poprawianym przez programy graficzne i ślepo wierzą, że ci ludzie tak naprawdę wyglądają i dążą do tego, by się upodobnić do nie istniejącego.

Dzieci nie wiedzą, że za tym pięknem stoi chirurgia plastyczna, a więc sztuczne „cycki”, usta, botoks, kawasy, wycinanie żeber, by mieć piękną talię i inne sztuczki chirurgiczne.

Te dzieci są oszukiwane i wpadają w kompleksy i przeróżne choroby natury psychicznej.

A tymczasem w Polsce brakuje dziecięcych psychiatrów i zamykane są oddziały w szpitalach w całej Polsce.

Z zawodu odchodzą psycholodzy i psychiatrzy i czytam:

Psychiatria dziecięca tonie. Zamyka się kolejny oddział, istnienie kilku innych jest zagrożone.

„Brak miejsc w szpitalach, brak zaplecza ambulatoryjnego, zagrożonych zamknięciem jest kilka ośrodków w kraju. Mamy problem z kadrą, a warunki pracy są nie do zniesienia. Musimy odmawiać pacjentom z myślami samobójczymi przyjęcia, bo brak miejsc, a oni nam grożą, że się zabiją”.

„Stajemy przed dramatycznym pytaniem: czy powiesi się nastolatek z myślami samobójczymi odesłany ze szpitalnej izby przyjęć do domu, czy ten przyjęty na oddział, któremu nie będziemy w stanie zapewnić opieki?”

https://oko.press/psychiatria-dziecieca-tonie-zamyka-sie-kolejny-oddzial-istnienie-kilku-innych-jest-zagrozone/

 

Życiowe wybory!

Obraz może zawierać: 1 osoba, ocean, na zewnątrz i woda

Jest taka piosenka, którą śpiewa Andrzej Rybiński ze słowami – „Ne liczę godzin ni lat. To życie mija nie ja”

I tak sobie mogliśmy śpiewać mając 20, 30, 40 lat, bo mieliśmy wrażenie, że mamy masę czasu przed sobą.

Kiedy przyszła 50 – tka, to już czuliśmy, że tego czasu mamy coraz mniej – niestety.

Biegliśmy przez życie jak szaleni, bo rodzina, bo dzieci, praca, nauka i nie zauważyliśmy kiedy na kark skoczyła 60 – tka.

Ups – kiedy to zleciało?

Emerytura i co z nią zrobić, bo nagle zrobiło się tak dużo wolnego czasu.

Nagle domyślamy się, że do końca żywota mamy tego czasu coraz mniej i gdzieś wewnątrz pojawia się strach, że po naszej śmierci świat dalej będzie istniał, a my już tego nie zobaczymy.

Pojawiają się wspomnienia i zadajemy sobie coraz więcej pytań, czy mogliśmy to życie przeżyć lepiej, pełniej, piękniej i czy żałujemy czegoś, co nam nie wyszło!

Zastanawiamy się, czy może po drodze kogoś skrzywdziliśmy i włączają się wyrzuty sumienia jeśli tak!

Zaglądamy do albumów i na zdjęciach nasze życie jest zapisane.

Pochylamy się nad nimi i wspominamy, analizujemy i zadajemy sobie pytanie, czy żyliśmy szczęśliwie i może coś odkładaliśmy całe życie na potem, a potem było już za późno.

Całe życie starałam się być dobrym człowiekiem, obowiązkowym, punktualnym by nikogo nie ranić, ale pewnie zdarzało mi się coś zaniedbać i zostawić na potem!

Moje Dzieci wiedzą, że je kocham i tych słów nie zostawiłam na potem i tak samo jest z Mężem, którego doceniam i kocham i tych słów nie zostawiam na potem.

Kiedy byłam młodsza, to jeździłam po Polsce i trochę po świecie, a teraz będąc wiekową już mi się nie chce i mam swój intymny, mały świat i nie żałuję, że nie byłam wszędzie i jakieś podróży nie zostawiłam na potem.

Żyję wg.  swojego, wypracowanego rytmu i uspokoiłam się po burzliwym życiu i dopiero teraz żyję tak jak chcę i jak mi się podoba.

Będąc na emeryturze mam ten komfort, że mogę zostawić na potem mycie okien i takie tam domowe obowiązki, bo jak mawia moja koleżanka,  że oto przyszedł czas na odpoczynek od życia i świat się nie zawali jeśli są nie starte kurze.

Ludzie zostawiają na potem ważne rozmowy z bliskimi, tak jak moja Mama, która umarła w lutym tego roku.

Zostawiła ważną rozmowę na potem, albo na święte „nigdy” wpędzając mnie w poczucie winy, a ja codziennie biję się z myślami i zadaję sobie pytanie – za co?

Już nie mam kogo spytać!

Przeczytajcie poniższy tekst wzięty z FB i napiszcie coś o swoim ” na potem”.

Reiki Master London

Świetny tekst, który napisał Boucar Diouf . Bardzo prawdziwy…

Ledwo zaczął się dzień i… jest już szósta wieczorem. Tydzień ledwo przybył w poniedziałek i już jest piątek.
… a miesiąc już minął.
… a rok prawie się kończy.
… i minęło już 40, 50 lub 60 lat naszego życia.
… i zdajemy sobie sprawę, że straciliśmy naszych rodziców, przyjaciół.
I zdajemy sobie sprawę, że jest już za późno, aby wrócić. Więc… Spróbujmy jednak jak najlepiej wykorzystać czas, jaki nam pozostał. Nie zwlekajmy z szukaniem zajęć, które lubimy. Dodajmy kolorów naszej szarości. Uśmiechnijmy się do małych rzeczy w życiu, które są balsamem dla naszych serc.
I mimo wszystko, nadal cieszmy się spokojem tego czasu, który nam pozostał. Spróbujmy wyeliminować „potem”…

Zrobię to potem…
Powiem potem…
Pomyślę o tym potem…
Zostawiamy wszystko na później, jakby „potem” było nasze.
Ponieważ nie rozumiemy, że:
potem – kawa jest zimna…
potem – priorytety się zmieniają…
potem – rok się skończy…
potem – zdrowie się kończy…
potem – dzieci dorastają…
potem – rodzice się starzeją…
potem – obietnice są zapomniane…
potem – dzień staje się nocą…
potem – życie się kończy…
A potem często jest za późno…
Więc… nie zostawiaj niczego na później, ponieważ czekając na później , możemy stracić
najlepsze chwile,

najlepsze doświadczenia,
najlepszych przyjaciół,
najlepszą rodzinę…
Dziś jest odpowiedni dzień… Ta chwila jest teraz …
Nie jesteśmy już w wieku, w którym możemy sobie pozwolić na odłożenie na jutro tego, co należy zrobić od razu. Zobaczmy więc, czy będziesz mieć czas, aby przeczytać tę wiadomość, a następnie udostępnić ją. A może odłożysz to na… później ?

I nie podzielisz się tym nigdy !?

Współcześni zagubieni rodzice!

Wzrost postaw roszczeniowych idzie w parze z wyuczoną bezradnością

Pamiętacie swoje dzieciństwo, kiedy to z kluczem na szyi musieliśmy sobie radzić, bo rodzice byli w pracy?

Kiedyś wracając do domu ze szkoły zgubiłam ten klucz i było mi głupio, ale chyba rozwiązał się sznurek i klucz ten mi zginął. Miałam zaledwie 8 lat i pamiętam to do dzisiaj.

Miałam daleko do szkoły, bo aż dwa kilometry musiałam pokonać w deszczu i śniegu, ale dawałam radę.

Nikt mnie do szkoły nie woził, a więc musiałam pokonać taką trasę i pamiętam, kiedy deszcz skropił mnie do ostatniej, suchej nitki.

Mama nie miała czasu, aby mnie odprowadzać, a więc musiałam sama sobie radzić.

Wolny czas spędzaliśmy na podwórkach, bo wówczas rodzice nie jeździli na wypasione wczasy, a nas posyłali do dziadków, na kolonie, czy też na obozy harcerskie.

Pamiętam taki obóz, na którym trzeba było zbierać drzewo na ognisko, szykować posiłki dla wszystkich i spać w namiocie na łóżku polowym i nikt się nami nie martwił.

Uczyliśmy się szkoły przetrwania.

Pamiętam, kiedy pojechałam z rodzicami do Warszawy i tam poznałam swojego kuzyna w moim wieku.

Siedzieliśmy przy stole i narysowałam go z siusiakiem i za to dostałam takie cięgi od mamy nylonową siatką, że pamiętam to do dziś.

Nikt wówczas rodzicom nie wmawiał, że klaps, to też bicie!

To były zupełnie inne czasy dla nas dzieci i dla naszych rodziców.

Szalałam na podwórku i dorobiłam się na nim 7 blizn na nogach, które powstały z chęci poznawania świata.

Sama nauczyłam się jazdy na łyżwach, jazdy rowerem i pływania, bo ojcu ani w głowie to było, gdyż robił karierę zawodową.

Rodzice się kłócili, to zwiewałam z domu na podwórko, do parku, czy na boisko sportowe i tam grałam z rówieśnikami w różne gry.

Nikt wówczas nie mówił o bezstresowym wychowaniu i w wielu rodzinach stosowano pasa, w celu wychowania dziecka i nikt się temu nie dziwił.

Nie było Internetu i rodzice nie wiedzieli, że nikt obcy nie ma prawa dotykać ich dziecka.

Czytam Facebooka Doroty Zawadzkiej, tej Super Niani i tam się dowiaduję, że rodzice skaczą koło swoich dzieci i nie dają im swobody!

Biegają po stołówce wczasowej, aby tylko dziecko coś zjadło i dochodzi do dziwnych sytuacji, bo dzieci plują jedzeniem, wrzeszczą i krzyczą!

Oczywiście nie wolno dać klapsa!

Młode matki czerpią wiedzę o wychowaniu z Internetu i dochodzi do tego, że każda matka może być skrytykowana, opluta, bo boso posłała swoje dziecko do ogródka, a dziecko ma brudne stopy.

Doszło do tego, że wielu rodziców boi się swojemu dziecku zwrócić uwagę, bo dziecko zaraz odpowie, że ma swoje prawa w domu i w szkole!

Siedzą zombi przed komputerem, a kiedy rodzic każe zamknąć klapę, to boją się, że zostaną uduszeni przez własne dziecko.

Podwórka są puste i ja to obserwuję, a kiedy nastolatki wyjdą z domu, to siedzą na ławce wgapieni w smartfona.

Prasa krzyczy, że coraz więcej dzieci ma myśli samobójcze, bo się pogubiły i nie wiedzą jaką drogą iść w kierunku dorosłego życia!

Tak po cichu napiszę, że podczas tych wakacji moja Wnusia była na obozie harcerskim i wróciła do domu zadowolona i nic złego ją nie spotkało – uf pisze babcia!

Jednak nie wszędzie jest tak cudnie i kolorowo i czytamy!:

„Nasze dzieci to największe pierdoły na świecie? Hodujemy zombi, które nie wiedzą kim są.

Hodujemy zombi, które nie wiedzą, kim są i dokąd zmierzają. Żyją w tyranii optymizmu, przekonane, że mogą wszystko, że mają równe szanse, że wystarczy chcieć, by mieć. A nie potrafią poradzić sobie nawet z komarem, a co dopiero z krytyką czy wzięciem odpowiedzialności za innych.

Witam, czy wasze dzieci były na obozie harcerskim? Wszystko OK, tylko przerażają mnie te namioty w środku lasu. A co w sytuacji, jak jest burza?” – pyta Beata na internetowym forum pod hasłem „Obóz harcerski”. „Namioty namiotami. Moje dziecko zraziło się w zeszłym roku brakiem higieny. Syf, brud, kąpiele sporadyczne, wróciła totalnie brudna” – odpowiada jej Zofia. Tę bezradność rodziców i dzieci potęgują obecne przepisy. Rok temu sanepid chciał zamknąć obóz harcerski koło Ustki, bo nie było tam elektryczności. Dwa lata temu w Bieszczadach kazano organizatorom obozu survivalowego pociągnąć rurami wodę z ujęcia oddalonego o trzy kilometry. W sumie trudno się więc dziwić, że w styczniu tego roku wychowawca zimowiska koło Karpacza zorganizował zamiast ogniska „świecznisko” w świetlicy, bo na zewnątrz było minus 10 stopni i dzieciaki poskarżyły się rodzicom, że nie chcą marznąć, a ci zagrozili opiekunowi interwencją w kuratorium, jeśli nie odwoła „niebezpiecznej zabawy”.

– Jak zaczynałem przygodę z harcerstwem, wiele lat temu, obozy przygotowywaliśmy od zera. W las pierwsi jechali najbardziej sprawni i silni harcerze, cięli siekierkami drzewa, kopali latryny, myli się w górskim lodowatym strumieniu. Cały obóz budowaliśmy własnymi rękoma. Nikt się nie zastanawiał, czy jajka na jajecznicę zostały wyparzone w „wydzielonym, oznakowanym stanowisku wyparzania jaj”. Dzisiaj nie wolno dać młodemu siekiery, bo jest narzędziem niebezpiecznym, witki nie można uciąć, bo drewno się kupuje w nadleśnictwie. Zamiast dziury w ziemi są wypożyczane toi toie, a każdy garnek czy półka w magazynie muszą być sprawdzone przez armie kontrolerów z sanepidu, gmin i przeróżnych straży. Obozy stawiają profesjonalne firmy, a dzieciaki przyjeżdżają na gotowe, zamiast plecaków mają walizki na kółkach, repelenty i kremy do opalania – opowiada były już harcmistrz z podwarszawskiej miejscowości. Woli pozostać anonimowy, bo dorabia, choć tylko okazjonalnie i nieharcersko, na letnich obozach dla młodzieży.

– Przyjeżdżają takie potworki przekonane o swojej wyjątkowości, mądrości i zaradności, a wrzeszczą w panice, jak zobaczą osę czy komara. Na byle uwagę wychowawcy od razu dzwonią do mam i tatusiów ze skargą, a ci z pretensjami do nas. Cholera mnie bierze, ale cóż poradzić, klient nasz pan. No to robię im ognisko w pokoju na ekranach ich tabletów, bo dym z płonących szczap gryzłby ich w oczy – tłumaczy.

Z łezką w oku czyta dziś w necie wspomnienia ludzi z jego pokolenia, jak w latach 80. wcinali jagody bez strachu, że chory lis je obsikał. Teraz jest psychoza, więc na wszelki wypadek dzieci do lasu nie wysyła się w ogóle, dlatego przerażają je pająki, komary czy osy, a z grzybów znają tylko pieczarki. Z rozrzewnieniem przypomina sobie, jak ganiał w krótkim rękawku w deszcz, przeziębił się i babcia dała mu miód ze spirytusem, cytryną i czosnkiem, i nikt nie oskarżył babci o rozpijanie młodzieży, a on wstał następnego dnia zdrów jak ryba. Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki, a po złamaniu palca zwolnienie na cały rok z WF. Nikt mu nie pomagał odrabiać lekcji, bo musiał się uczyć sam, a za błędy ortograficzne ojciec go po kilku ostrzeżeniach w końcu sprał, bo tłumaczenie nieuctwa dysgrafią nie było wtedy tak postępowe jak dziś. Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło. Gdy rozbił nos na rowerze, ciężkim, stalowym składaku bez przerzutek i profilowanych opon, w szkole sińce pod oczyma nie zaalarmowały wychowawców i do rodziców nie przyjechała z interwencją opieka społeczna w obstawie policji. Teraz miałby rozmowę z psychologiem, która uświadomiłaby mu, że jest wrażliwym człowiekiem, z pełnymi prawami i nie wolno nikomu przekraczać jego prywatnej strefy, więc jeśli rodzice go biją, powinien to zgłosić.

– Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks – opowiada.

„Kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak nas należy »dobrze« wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu” – takie wspomnienia w internecie młodzi czytają dziś jak bajkę o żelaznym wilku.

Ale dwie lewe ręce mają nie tylko najmłodsi. W domach gniją całe pokolenia niedorajdów, włącznie z trzydziestolatkami, przekonanymi, że guzika w koszuli nie da się przyszyć bez certyfikatu krojczego. I nie jest to pusta konstatacja autora tego tekstu w myśl przekonania każdego dorosłego, że „za moich czasów młodzież była bardziej zaradna”, tylko wyniki naukowych analiz. Gdziekolwiek spojrzeć, jest gorzej, niż było.

Tylko do pierwszego potu

Naukowcy Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie od wielu lat badają kondycję fizyczną polskiej młodzieży. Ich wnioski są zatrważające: 30 lat temu dzieciaki były znacznie bardziej sprawne niż ich rówieśnicy obecnie. Uczniowie szkół podstawowych z miejsca skakali w dal 129 cm, dzisiaj skoczą najwyżej metr. 600 m przebiegali dawniej średnio w 3 minuty i 5 sekund, teraz wloką się 40 sekund wolniej. Ale prawdziwy dramat widać w sile – kiedy nie było jeszcze internetu, uczeń potrafił w zwisie wytrzymać 17 sekund, teraz zaledwie 7. O załamaniu sportowych wyników mówią też trenerzy – mimo specjalistycznych planów wysiłkowych, nowoczesnego sprzętu i odzieży, ogólnodostępnych siłowni czy placów do ćwiczeń osiągnięcia sportowe są – delikatnie mówiąc – mizerne. I to mimo że sport uprawia dziś dwa razy więcej osób niż 20–30 lat temu. Tyle że to ćwiczenia tylko do pierwszego potu. Psycholodzy mówią o syndromie nadmiaru możliwości i wynikającego z tego braku wytrwałości. Młodzi rezygnują z doskonalenia się w danej dziedzinie, jeśli tylko napotkają pierwszą trudność. Od razu próbują nowych rzeczy. W konsekwencji mamy mnóstwo nowych dyscyplin, hobby czy możliwości spędzania wolnego czasu. Wszystko to jednak robią po łebkach, żeby tylko zaliczyć, żeby się pokazać na słitfoci w portalu społecznościowym. To powierzchowne próbowanie wszystkiego oznacza, że tak naprawdę nie potrafią niczego.

– Dziś żyjemy w świecie panoptykonu, o którym mówił Michel Foucault, więzienia, w którym wszyscy wszystkich obserwują. Dążymy więc do tego, by się pokazać z jak najlepszej strony. Cokolwiek zaczynamy robić, robimy już nie tyle dla siebie, co dla poklasku, dla pokazania innym. Nie biegamy już dla zdrowia, dla kondycji, tylko żeby pokonywać kolejne dystanse, bić kolejne rekordy, które od razu wrzucamy do internetu. Podobnie jak jazda na rowerze czy ćwiczenia w siłowni. Jednak ten imperatyw ciągłego zdobywania sukcesu powoduje, że zawsze jesteśmy przegrani. Bo jeśli tylko na tym budujemy system własnej wartości, wystarczy drobne potknięcie, żeby ta cała psychologiczna konstrukcja się zawaliła. I wtedy stajemy się bezradni – tłumaczy psycholog Małgorzata Osowiecka z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego w Sopocie.

Podczas zeszłorocznych wykładów w The Royal Institution w Londynie prof. Danielle George z Uniwersytetu w Manchesterze przedstawiła badania, z których wynika, że młodzi, ale już dorośli ludzie stali się uzależnieni od gotowych rozwiązań technologicznych oferowanych przez rynek. W przypadku domowej awarii nawet nie próbują sami naprawić zepsutego kontaktu czy przerwanego kabla odkurzacza. Ba, większość z nich uważa, że urządzenia „po prostu działają”, i nie ma pojęcia, co robić, jak się coś z nimi stanie. Najczęstszymi rozwiązaniami są wezwanie na pomoc specjalistycznej firmy albo wymiana niedziałającego urządzenia na nowe. Kto bogatemu zabroni, ale problem polega na tym, że pytani przez badaczy, czy pomyśleli o naprawie, przylutowaniu zerwanego kabelka, nie zdawali sobie nawet sprawy, że tak można. Pochłonął ich świat jednorazówek.

Albo supermen, albo nikt

Dla tego jednak, kto sądzi, że taka życiowa postawa pierdoły to domena osób niezbyt lotnych, kubłem zimnej wody niech będą słowa prof. Jonathana Droriego, który podczas konferencji naukowej TED (Technology, Entertainment and Design) w Kalifornii, organizowanej przez amerykańską organizację non profit Sapling Foundation, opowiedział o eksperymencie przeprowadzonym kilka lat temu w Instytucie Technologicznym w Massachusetts (MIT), uważanym za jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie. Naukowcy odwiedzili świeżo upieczonych inżynierów z MIT i zapytali, czy można zapalić żarówkę za pomocą baterii i drutu. – Zapytaliśmy: umiecie to zrobić? Powiedzieli, że to niemożliwe. I nie wyśmiewam tu Amerykanów. Tak samo jest w Imperial College w Londynie – opowiadał rozbawionym słuchaczom prof. Drori.

Lecz to śmiech przez łzy, bo to przecież ci młodzi ludzie niebawem przejmą, a nawet już przejmują stery rządów, gospodarek, bo to oni zaczynają decydować o kierunkach rozwoju świata. Tymczasem dochowaliśmy się, i nadal tak wychowujemy, rzeszy wydmuszek nasączonych wiedzą, z której nie potrafią skorzystać, o skorupkach tak słabych, że pękają od pierwszego niepowodzenia, ba – od niepochlebnej opinii czy krytyki. Inżynierowie z MIT z pewnością doskonale poradzą sobie z odczytaniem schematów silników rakietowych, ale mają problemy z wyzwaniami codziennego życia.

Już ponad 10 lat temu historyk literatury, eseista, profesor Uniwersytetu Gdańskiego Stefan Chwin alarmował, że błędem współczesnego modelu wychowawczego jest tyrania optymizmu, tyrania udawania, że wszystko będzie OK – tylko się starajcie i uczcie pilnie. Że wystarczy wiara, iż wszyscy mogą wszystko, że wystarczy chcieć, by móc. Jednak takie głosy rozsądku przegrały z przekonaniem, iż wszyscy są równi i mają takie same szanse, a szczęśliwy człowiek to człowiek sukcesu. – Zastąpiliśmy zasady i wartości hiperliberalizmem, który zaprowadził nas na manowce – wskazuje prof. Joanna Moczydłowska z Politechniki Białostockiej.

Przede wszystkim równość to fikcja. Są ludzie bardziej i mniej zdolni, inteligentni i gamonie. – Ludzie są po prostu różni. Jedni mają temperament flegmatyczny, inni choleryczny. To są cechy wrodzone, niezależne od oddziaływania rodziny, szkoły czy pracodawcy. To właśnie geny decydują, dlaczego tak rozbieżne potrafią być ścieżki kariery rodzeństwa, które wychowywane było w jednym domu, w tych samych warunkach, które miało taki sam start i potencjalne możliwości środowiskowe – tłumaczy prof. Moczydłowska.

Zdolnej, inteligentnej młodzieży nie przybędzie dlatego, że udało się wmówić młodym ludziom, że mogą sięgnąć po nieosiągalne. 20 lat temu do szkół z maturą szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce. Dziś wskaźnik ten sięgnął prawie 90 proc. Na rynku pojawiła się więc armia z dyplomami, niestety zbyt często bez zdolności, umiejętności i pasji. – Wielu ludziom robimy tym krzywdę. Tej nadprodukcji magistrów rynek nie przyjmuje, rodzi się za to frustracja z niespełnienia oczekiwań, którymi ładuje się ich od najmłodszych lat. Jeśli kibol, który się spełnia, ćwicząc z ciężarkami, pozostanie w dorosłym życiu na swoim poziomie i w swoim otoczeniu, będzie żył w zgodzie z samym sobą, to z punktu widzenia psychologii jest dla wszystkich korzystne. Jeśli ulegnie ułudzie i pójdzie na studia, którym intelektualnie nie jest w stanie sprostać, będzie to groźne dla jego psychiki i otoczenia, na którym może wyładować swoją późniejszą frustrację – zauważa ekspertka.

Społeczeństwo zachłysnęło się – jak to nazywają specjaliści – amerykanizacją oczekiwań, że każdy może wszystko, i napakowaniem energią do nieustannego odkrywania w sobie supermena. Sęk w tym, że imperatyw wzlatywania ponad poziomy nie ma poduszki bezpieczeństwa. W dzisiejszym świecie jest tylko jeden cel: osiągnięcie sukcesu, ale nie ma porażki. Jest tylko pochwała, ale nie ma krytyki. Jest tylko rozwiązywanie problemów, ale nie ma problemów.

Dzieciom zakłada się kaski, gdy jadą rowerem czy na nartach. Dodatkowo nakolanniki, nałokietniki i ochraniacze na dłonie – gdy zakładają rolki. Przy jeździe konnej modne stały się żółwiki, czyli ochraniacze na kręgosłup. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. Zapomina się jednak przy tym o najważniejszym – o zrozumieniu przez dziecko konsekwencji swojego zachowania. Jeśli postąpi nierozważnie, powinno zaboleć, bo ból ostrzega i uczy. Jeśli postąpi głupio, powinno zaboleć mocno i boleć długo, bo ból to najlepszy nauczyciel. Ale nie zaboli w ogóle, bo są środki ochronne. A jeśli Jaś się nie nauczy, że prędkość na rowerze plus nieuwaga są groźne i mogą wywołać ból, Jan nie zrozumie, że szybkość auta plus nieuwaga oznacza już śmierć.

– Mnożenie zakazów i nakazów sprawia, że młodzi ludzie nie potrafią sami sobie wyznaczać granic. Nie rozumieją konsekwencji swoich czynów, nie mają kontroli nad swoim zachowaniem i postępują bezrefleksyjnie. Dlatego nawet najbardziej agresywne reklamy społeczne przedstawiające skutki zażywania dopalaczy nie będą skuteczne, bo zadziała tu mechanizm obronny – nie damy sobie rady z taką hardkorową informacją, więc musimy ją odrzucić. I młodzi niemający własnych fatalnych doświadczeń taki przekaz odrzucają – zaznacza psycholog Małgorzata Osowiecka.

– I do tego ta nieustająca nadopiekuńczość. Ostatnie badania wskazują, że już 43 proc. Polaków mieszka razem z rodzicami, a w wielu przypadkach powodem nie są wcale problemy finansowe. Tak czują się bezpieczniej, wolą pozostać pod rodzicielskim parasolem. Gdy byli mali, rodzice mówili: nie biegaj, bo się wywrócisz i stłuczesz kolano, do szkoły nosili za nich ciężkie tornistry, a teraz mówią: nie pracuj, masz jeszcze czas, my ci pomożemy. Takie ograniczanie samodzielności u dorosłego człowieka to dramat, bo on nie potrafi wziąć odpowiedzialności za siebie i innych. Rezygnuje z podejmowania wyzwań w imię trwania w sferze komfortu – przestrzega prof. Joanna Moczydłowska.

Być to być widzianym

Szklany klosz, pod którym chowamy nasze dzieci, nie wystawiając ich na trudy życia i ryzyko porażki, powoduje, że zatracają umiejętności krytycznego postrzegania rzeczywistości. W USA według sondażu przeprowadzonego przez Columbia University aż 85 proc. rodziców wierzy, że trzeba wmawiać dzieciom, iż są inteligentne, i chwalić je na każdym kroku. Tymczasem – jak przekonuje psycholog Carol Dweck – to błąd wychowawczy. Przez 10 lat badała osiągnięcia uczniów kilkunastu szkół w Nowym Jorku. Z jej eksperymentów i analiz wynika, że dzieci, które po udanym rozwiązaniu testu były chwalone za mądrość i zdolności, szybciej osiadały na laurach i unikały kolejnych wyzwań, niż te, u których doceniano wysiłek i ciężką pracę w osiągnięcia sukcesu. Te „mądre z natury” bały się porażki przy trudniejszych zadaniach, bo podważałaby one ich wysoką samoocenę. Nie chciały się przekonać, że jednak nie są tak inteligentne, jak uważa otoczenie. A jak już podejmowały ryzyko i skończyło się to niepowodzeniem, rezygnowały z dalszych prób, by nie pogłębiać poczucia przegranej. Te zaś, których sukces był skomentowany jako efekt ciężkiej pracy, dużo chętniej sięgały po bardziej skomplikowane zadania, a niepowodzenie tylko motywowało je do dalszej pracy.

Amerykański psycholog społeczny, prof. Roy F. Baumeister z Uniwersytetu Stanowego Florydy, mówi wprost, że bezstresowe wychowanie prowadzi do spadku motywacji. Porównując zachowanie uczniów USA z rówieśnikami z Japonii i Chin, gdzie rodzice i nauczyciele stosują kary cielesne za złą naukę, doszedł do wniosku, że to właśnie stres i strach zwiększają szansę na osiągnięcie celów. Zaś sztuczne wzmacnianie u dzieci poczucia własnej wartości i puste pochwały powodują, że gdy dorastają, nie radzą sobie nawet z niewielkimi porażkami. Utożsamiają je z własnymi słabościami – przecież wszyscy są ponoć równi i każdego stać na wszystko – czują się oszukani i odreagowują niepowodzenia agresją.”

https://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/892103,nasze-dzieci-to-najwieksze-pierdoly-na-swiecie-hodujemy-zombi-ktore-nie-wiedza-kim-sa.html?fbclid=IwAR3sqszudpMGS7SmUO2LQh9UwwerNUA0Wkqk9Xzco25Rx5s1RTplzCodXRs

Najważniejsze jest dobro dziecka!

Od 24 godzin cała Polska szuka 5 letniego Dawida.

Ojciec zabrał syna od dziadków i obiecał, że zawiezie go do jego mamy, z którą od miesiąca nie mieszkał.

Była godzina 17, a 3 godziny potem rzucił się pod pociąg, ale cała Polska zadaje sobie pytanie, co stało się z dzieckiem?

Jest  to  straszna historia i można zadawać sobie różne pytania i samemu sobie odpowiadać.

Może ojciec w akcie zemsty zabił syna i ukrył zwłoki?

Może oddał dziecko komuś zaufanemu, a może dziecko jest już za granicą.

Mam nadzieję, że ta sprawa zakończy się tak, że dziecko całe i zdrowe wróci do matki.

Jestem babcią i bardzo jestem uwrażliwiona na punkcie dzieci, bo mam trójkę Wnucząt.

Boję się o nie i moja wyobraźnia szaleje, kiedy dowiaduję się, że moje szkolne Wnuki są wysyłane na kolonie, obozy, a ja wszędzie szukam zagrożeń, bo tyle się teraz o tym czyta.

Czyta się o pedofilach w każdym zawodzie, bo nie tylko księży i dlatego włączyła mi się jakaś, chyba chora czujność.

O swoje Córki tak nie drżałam jak teraz o Wnuczęta i ciężko się żyje z taką wyobraźnią.

Godzina 11 i ktoś mocno puka do moich drzwi.

Pomyślałam sobie, że może znowu Policja mnie zaszczyca, bo może ktoś mnie znowu podkopał za wypowiedź w Internecie, co już przeżyłam.

Podeszłam do drzwi i gapię się przez Judasza i widzę dwa małe smerfy po drugiej stronie.

Otwieram, a smerfy do mnie, że przyszły mnie odwiedzić.

Luiza i Wojtek są kuzynami 8 letnimi i świetnie się dogadują.

Jak to babcia chciałam ich czymś poczęstować, a że wizyta była niezapowiedziana, to miałam tylko morele w kształcie UFO!

Gotował się bób, a więc zjedli też po parę ziarenek i sobie pogadaliśmy o tym, jak spędzają wakacje!

Luiza pokazała babci jak nauczyła się tańczyć walca wiedeńskiego w szkole dla tancerzy!

Biłam brawo i spytałam Wojtusia jak mu idzie kopanie piłki, bo rośne drugi Lewandowski.

Potem dziadek zabrał moje szczęśliwe Wnuki nad jezioro, co było odmianą dla trochę nudnych wakacji, bo dzieciom trzeba czas urozmaicać.

Cieszę się, że moje Wnuki mają rozsądnych rodziców, kochających się i nie grozi im los 5 letniego Dawida.

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, chmura, niebo, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz, woda i przyroda

w drodze

gazeta domowa.

Piotrek

Zdrada - tak to można określić, chciałbym się wygadać o swoich zdradach, uzależnieniu od kobiet, etc.

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Roma Carlos

I'm not sure what I did last time

Wiedźmowisko

Dzień po dniu

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Program PIT 2019

Programy do rozliczenia PIT

michael ogazie's blog

blogging , Love, Google, Seo, Relationship, Faith, Life, 2019 blogger Award

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

blogcaffe.wordpress.com/

z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia *

Sport News

Blood Sport

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Myśli (nie)banalne Joanny

czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby o zmianie na lepsze. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.

HANIAKO

blog jak ciepły koc