Archiwa tagu: rodzina

Zabezpieczony: Czarna owca w rodzinie!

Treść jest chroniona. Proszę podać hasło:

Reklamy

Miłość na stare lata!

Queen is THE only one 👸🏼

A post shared by LovelyTornadoOfChaos&Rainbows (@dodaqueen) on

Kiedy wchodzimy w dorosłe życie – w pewnym momencie znajdujemy swoją, drugą połowę, z którą chcemy spędzić resztę życia.

Jak to leciało?

Zakochaliśmy się z Mężem w wieku 16 lat – tak wiem, że byliśmy obrzydliwymi smarkaczami.

Chodziliśmy ze sobą aż cztery lata i w zasadzie nie poznaliśmy się do końca, bo smarkacze nie myślały jeszcze o życiu poważnie.

Takie tam chodzenie po parkowych alejkach nad jeziorem, ławka w parku nasza i tylko nasza i pierwsze muśnięcia, pocałunki delikatne.

W pewnym momencie puściły hamulce i pstryk – zaszłam w ciążę w wieku 20 lat!

Oboje byliśmy poranieni, bo nasi rodzice nie do końca się ze sobą zgadzali i w domach były awantury.

Może dlatego chcieliśmy szybko z domu wyfrunąć i stworzyć zgodny i kochający się związek.

Podobno młode pary przez pierwszy rok nie wychodzą z łóżka nie mogąc się sobą nasycić i w tym czasie płodzą swoje pierwsze dziecko, a u nas było trochę inaczej.

Po ślubie Mąż poszedł odbyć obowiązkową służbę wojskową, a ja pracowałam i wychowywałam naszą pierworodną.

Dawałam radę, ale czekałam dwa lata na powrót Męża, a kiedy wrócił podjął automatycznie pracę i mijaliśmy się w drzwiach.

Mijały lata i pojawiła się druga Córka i tak jakoś z Mężem nie mieliśmy okazji się poznać – tak szczerze i do końca.

Tworzyliśmy rodzinę, ale pęd życia sprawił, że żyliśmy razem, a jednak trochę obok.

Przez moje małżeństwo przeszło nie jedno tsunami. Wiele razy zmiatało moją rodzinę z powierzchni i nie raz musiałam się podnosić i dokonywać wyboru, czy dalej tak chcę żyć, bo może lepiej to skończyć i odejść!

Nikt w tych okresach z rodziny nie wyciągnął do mnie pomocnej dłoni i wszyscy schowali głowy w piasek jak strusie!

Pomogła mi trzy miesięczna psychoterapia, na której zdałam sobie sprawę, że warto walczyć o rodzinę i wybaczyć.

Jesteśmy już 43 lata wciąż razem i dopiero teraz czuję, że zawsze byłam kochana, a on błądził.

Dopiero teraz, tak naprawdę siebie poznajemy i szanujemy się w końcu!

Jaka jestem, taka jestem!

Co przeżyłam, to przeżyłam, ale na stare lata jestem traktowana jak księżniczka.

Przeszłam przez piekło, ale wiem, że postąpiłam słusznie wybaczając i dziś szukałam artykułu w temacie miłości na starość i znalazłam perełkę na pewnym blogu.

Żródło podaję na końcu wpisu!

 

Miłość na starość

Nim doszło u nas do zaręczyn, bardzo długo rozmawialiśmy o związku. O tym jak wyobrażamy sobie małżeństwo teraz i na starość, o tym, że nie chcemy rozwodu, więc decyzja o małżeństwie musi być naprawdę przemyślana. Pewnego razu leżąc koło siebie, poczuliśmy, że tak – jesteśmy na ten smród gotowi… .

Stary człowiek i małżeństwo

Wiecie, byłam dzisiaj u sąsiadki mojej babci odebrać klucze. Sąsiadka jest tuż przed 90-tką i ma starszego od siebie męża. Powiem Wam – nie wiedziałam co czuć i jak się zachować.
Kobiecie było bardzo ciężko psychicznie. Jest przygłucha, więc nie rozmawia z ludźmi przez telefon. Odkąd babcia wyjechała, sąsiadka jest sama i nie ma z kim porozmawiać. Jak to określiła “nie mam do kogo otworzyć ust”, dlatego widząc mnie, postanowiła wylać wszystkie swoje ciężary. Powiedziała:

Nie mam siły. Mąż leży całe dnie w łóżku, nie rusza się, muszę go umyć bo zrobił kupę. Nie wiem jak się za to zabrać. Nie mam siły. Niedawno spadł z wersalki. Próbowałam go podnieść, ale nie dałam rady. Od tamtej pory tak mnie boli kręgosłup… . Ledwo się poruszam. Mąż umiera, wie Pani? – powiedziała szeptem. Tak jakby mąż w drugim pokoju miał tego nie słyszeć. Ja ledwo to usłyszałam. – Jest mi tak cieżko psychicznie. Wczoraj syn nas odwiedził. Ale on ma swoje życie, swoją rodzinę – przecież nie będzie u nas codziennie by pomagać. A ja nie wiem co robić. Nie mam już siły. Tak mi brakuje pani babci. Zawsze mogłam się jej wygadać. Chociaż na chwilę oderwać się od tego. W domu jest taki bałagan – nie mam siły sprzątać. I mąż… .

Któregoś razu leżeliśmy z Dawidem na łóżku i powiedziałam do niego:
– Wiesz co, gdybyś miał wypadek i od dziś miał byś jeździć na wózku – nie zostawiłabym Cię. 
– Ja Ciebie też nie – odpowiedział mi.

I wiecie co? Niedługo po tym zaręczyliśmy się. My wiemy, za dobrze wiemy, z czym wiąże się niepełnosprawność. Doskonale wiedzieliśmy co sobie mówimy.

 

Na naukach przedmałżeńskich słuchamy jak wychowywać dziecko, jak okazywać sobie miłość, czym się różni kobieta od mężczyzny, itd. To wszystko ma nas niby przygotować do małżeństwa. Ale nic tak Cię do niego nie przygotuje, nic tak nie wpłynie na Twoje myślenie o ślubie i małżeństwie i nie rozwieje Twoich wątpliwości co do ślubu jak to jedno pytanie – Czy byłabyś w stanie codziennie podcierać obsraną dupę swojego męża? Jak Ty byś się czuła, gdybyś codziennie musiała patrzeć, jak Twój mąż ściąga Ci pampersa, bierze miskę i myje Twój obsrany tyłek?

Tak właśnie wygląda miłość na starość – patrzenie jak codziennie tracisz tego swojego ukochanego męża, kawałek po kawałku i codzienne babranie się w jego odchodach. A później przed snem całujesz go. Bo Kochasz – najmocniej na świecie. I wciąż cieszysz się z każdego dnia, że jeszcze jest.

 

Powiem Wam, że małżeństwo jest fajne. Naprawdę jest fajne! Ale tylko wtedy, kiedy kochacie się tak mocno, na tyle mocno, by kochać się do ostatnich dni – wiedząc, jak te ostatnie dni będą wyglądać.

http://mynaswoim.pl/milosc-na-starosc/

Ja Seniorka wciąż się czegoś uczę – tak jak Adrian!

 

Nasza niedziela była inne niż wszystkie, gdyż dostaliśmy zaproszenie na grilla w ogrodzie naszych bliskich.

Pogoda wymarzona na takie rodzinne spotkanie i spędziliśmy naprawdę przyjemnie czas.

Zięć upiekł na grillu  kaszankę z cebulką – mniam, mniam, a Córa przygotowała gorące ziemniaki, sałatkę z rukoli, oliwek z pomidorem i serem w słodko kwaśnym sosie.

Przygotowała też pyszne, czosnkowe tzatzyki i do tego wypiliśmy kufelek zimnego piwa.

W ogrodzie jest kilka owocowych drzew, które cudownie zakwitły.

Jednak ze smutkiem zauważyliśmy, że nie ma w ogrodzie pszczół, które by te kwiaty zapyliły.

Zrobiło się smutno, bo jeśli ludzkość wybije te, jakże pożyteczne owady, to nastanie klęska światowa i nie będziemy mieli co jeść.

Pamiętacie może jak jednemu pszczelarzowi sąd kazał zlikwidować ule, bo pszczoły ponoć kąsały wczasowiczów w jakiejś wiosce?

To był barbarzyński wyrok, bo biedny pszczelarz musiał ule zlikwidować oraz został pozbawiony pięknego hobby i pieniędzy ze sprzedaży miodu.

Wracając do rodzinnego spotkania:

Tym razem też wzięłam ze sobą aparat fotograficzny, ale zdjęcia wyszły nie najlepsze, a wiecie dlaczego?

Mam dobry aparat z wieloma opcjami, ale chcę się nauczyć jak robić rozmyte tło, bo takie zdjęcia bardzo mi się podobają.

Siedziałam dziś na swoim balkonie i kombinowałam i rozparacowywałam, aby osiągnąć taki efekt z migawką.

Mam w swoim aparacie następujące opcje:

  • niska tonacja,
  • sepia,
  • dynamiczne – czarno – białe,
  • mocny obraz,
  • duża dynamika,
  • efekt krosowania,
  • efekt zabawki,
  • efekt miniatury,
  • miękka ostrość,
  • filtr gwiezdny,
  • obraz jednobarwny,
  • ekspresyjny,
  • retro,
  • wysoka tonacja,
  • niska tonacja,

I tak kombinuję, aby uzyskać pożądany efekt i może anzai – doświadczony fotograf mnie naprowadzi na zrobienie dobrego zdjęcia?

Pliss anzai, a może ktoś jeszcze mi pomoże – help!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Dom wypełnia nie żona, a kobieta. Autorka: Gabriela Zapolska

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Przed Świętami Wielkanocnymi,  jakoś krytycznie popatrzyłam się na moje fotele w pokoju telewizyjnym i śniadaniowo – obiadowym.

Niby jeszcze nie stare, ale jakieś brzydkie fotele mi się wydały, a może opatrzyły.

Powiedziałam do Męża, że czas je wymienić, albo odnowić tapicerkę.

Zrobiliśmy więc rozeznanie i okazało się, że zmiana tapicerki kosztuje tyle samo, co zakup nowych mebli.

Wskoczyłam więc do Internetu i zamówliśmy dwa fotele pod kolor mebli i ścian.

Zamówiliśmy je  telefonicznie i po dwóch tygodniach mamy nówki w moim pokoju.

Są to fotele typu Finka i naprawdę za dwa zapłaciliśmy tyle samo, jak gdybyśmy dali stare do renowacji.

Mężowi stare fotele nie przeszkadzały, ale jak to kobiecie – od czasu do czasu zachciewa się zmian w domu.

Piszę o tym dlatego, że dzisiaj robiąc coś w kuchni wyjrzałam przez okno.

Zauważyłam młodą kobietę, która zakupiła cudną paprotkę do swojego domu i tak sobie pomyślałam, że każda kobieta – młoda, czy też starsza chce mieszkać ładnie i schludnie.

To my kobiety dekorujemy Mężom i Rodzinie mieszkania i staramy się o to, aby stworzyć ciepłą i domową atmosferę.

Kobiety mają taki zmysł do urządzania domu za pomocą jakiś tam bibelotów, wazoników, koszyków, albumów, książek, aby tylko stworzyć ciepłe, domowe gniazdo.

To my kobiety swoim mężczyznom wskazujemy miejsce, gdzie ma zawisnąć dany obraz i to my dekorujemy okna i sadzimy kwiaty w ozdobne donice, a także ustawiamy lampki oświetleniowe i wybieramy żyrandole.

Jednak ja tu muszę pochwalić mojego Męża, bo bardzo często, to On pod moje dyktando coś zakupuje i w zasadzie jestem z tego zadowolona.

Może krzywdzę mężczyzn swoją opinią, bo wiem, że wielu z nich ma podobny do kobiet dar w dekoracji mieszkania i wcale nie odstają gustem od kobiet.

Mam więc takie pytanie?

Jakim jesteś mężczyzną, bo czy zdajesz się na wybory żony, partnerki, czy sam potrafisz trafić w jej gust?

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Przetrzepać swój życiorys!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Kiedy byłam młodą mamą, to kiedy ułożyłam Dzieci wieczorem do snu – miałam czas tylko dla siebie.

Wówczas siadałam w PRL – wskim fotelu i robiłam na drutach czapeczki, szaliczki dla Dzieci.

Dziegałam też swetry dla Dzieci i dla siebie także.

Brałam często szydełko i obrabiałam koronką płócienne chusteczki do nosa, albo ozdobne serwetki, dziergane z cieńkiego kordonka.

Naprawdę mi to nieźle wychodziło i lubiłam to robić, bo tym bardziej, kiedy w sklepach nie było żadnego wyboru.

Wzory na serwetki i robienie na drutach czerpałam z czasopism dostępnych wówczas, albo od koleżanek z pracy, które też dziergały i się tym bawiły.

Moim ulubionym zajęciem po godzinach po pracy, była uprawa działki, gdzie produkowałam z Mężem ekologiczną żywność.

Pamiętam jak pewnego, udanego lata wychodowaliśmy pomidory tak cudne i tak dużo, że nie nadążałam z ich przetwarzaniem.

Tak samo udały się pachnące truskawi, marchew i inne jarzyny.

W ten sposób ratowaliśmy swój budżet domowy, a Dzieci jadły świeże warzywa i owoce.

U nas w środku miasta jest jezioro i dostałam nagle olśnienia, że przecież mogę stać się wedkarzem i spędziłam wiele godzin na kładce i wędkowałam. Nauczyłam się obsługi wędek i moim największym trofeum był 4 kilogramowy – lin bodajże.

Kiedy straciłam pracę i w mojej mieścinie nie mogłam jej znaleźć – otworzyłam własną działalność i sprzedawałam używane ciuchy, po które z Mężem jeździliśmy do hurtowni.

Kiedy urosła konkurencja, to się przebranżowiłam i otworzyłam sklepik szkolno – chemiczny i prowadziłam go 3 lata.

Jeździłam też za granicę, a więc do Berlina i do Wiednia i tam się kupowało to, czego u nas na rynku nie było.

Sprzedawałam to jak wielu innych na ulicy i zawsze jakiś grosz się zarobiło.

Czasy się zmieniały i dostałam pracę na naszym Urzędzie Miejskim i tak zleciało mi kolejne 10 lat.

Na rynku można już było kupić prawie wszystko, a więc zaniechałam robienia na drutach i uprawy działki.

Zawsze w swoim życiu coś robiłam i starałam się o dodatkowe pieniądze, ale cieszyłam się kiedy dostałam pracę na pełen etat, Wówczas byłam spokojniejsza i była zabezpieczona finansowo moja Rodzina, bo Mąż też miał stałą pracę.

Przyszła emerytura i teraz na niej piszę bloga, bo nie umiem nic nie robić.

Poznaję tu na blogu interesujących ludzi i im dziękuję za zainteresowanie i komentarze.

Uwielbiam robić zdjęcia i dziś złapałam w obiektyw – zachód słońca.

Emerytura, to jest czas na spełnianie swoich marzeń i jeśli zdrowie jako tako dopisuje, to można być aktywnym w sieci.

Jeśli trafi się na ciekawych ludzi, to jest to czysta przyjemność.

Opiszcie jakie macie zainteresowania i co Was kręci. Napiszcie, co robicie poza pracą i co sprawia Wam radość?

 

 

Podsumowanie pierwszego Dnia Świąt :)

Oto pierwszy Dzień Świąt Wielkanocnych za nami.

Od rana było wielkie poruszenie u mnie w domu, bo dostaliśmy zaproszenie od Teściów Mojej Córki na wspólne śniadanie i było od rana nerwowo, ale potem było już tylko coraz lepiej i spokojniej.

Tu muszę napisać pean pochwalny dla Gospodyni i Gospodarza, którzy nas zaprosili.

Mieszkają w  cichym, wiejskim miejscu i mimo, że za oknem padał wredny deszcz ze śniegiem, to u Gospodarzy czuło się rodzinną, ciepłą atmosferę i tu Im pięknie dziękuję za gościnność.

Po śniadaniu dzieciaki oddaliły się w swoje rejony i się bawiły, a my dorośli zajęliśmy się rozmowami, wspomnieniami i w takiej atmosferze wszyscy odpoczywali  od tego szaleństwa, co sprawiło mi i mojemu Mężowi wielką przyjemność.

Wszystko się kleiło, bo tematów do rozmów było wiele, a Dzieci tylko dopełniały te święta, bo dzieci są tylko radością.

Potem moje Wnuki wylądowały u mnie i miałam na stanie moją trójkę Wnucząt.

Każde jest inne i każde już ma coś do powiedzenia, bo kiedy ich nie widzi się na co dzień, to potrafią mnie zaskoczyć oczywiście pozytywnie.

Siedziałam z Nimi na podłodze i oglądaliśmy wspólnie rodzinne zdjęcia.

Zadawały wiele ciekawych pytań i dziwiły się temu jak kiedyś wyglądały moje dzieci, a teraz ich Mamy.

Poznały zdjęcia  jednej i drugiej Prababci i myślę, że z tej nauki zostanie im wiele w pamięci.

Dostałam od najstarszej Wnusi pytanie – jaki jest mój ukochany film?

Odpowiedziałam, że chyba „Przemięło w wiaterm”, a Wnuisia podała swoje tytuły, o których ja nie mam zielonego pojęcia.

Potem spytała o najpiekniejszą piosenkę według mnie, a więc wymieniłam Bajora, Soykę, Turanła, a Ona swoje typy współczesne!

Zauważyłam, że już jestem starej daty i świat pędzi do przodu i w tym jakże innym świecie są już moje Wnuki.

Usłyszałam, że jak to Babciu – nie znasz takiego zespołu?

Wpadliśmy więc na YT i tam słuchaliśmy muzyki moich Wnuków, co mnie wprawiło w zdziwienie, że interesują się nią, choć to wciąż są małe szkraby w wieku 7 i 10 lat.

Moja najstarsza Wnusia pożera książki i ma już bardzo bogate słownictwo, że moje oczy robią się jak pięcio złotówki ze zdziwienia i jestem z nich wszystkich bardzo dumna!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Spotkanie po 20 latach!

Dzisiaj prędzej Diabła bym się spodziewała w moim domu – niż:

Ale od początku zacznę.

W swoim życiu miałam jedyną koleżankę, z którą rozumiałyśmy się bez słów.

Nie pamiętam jak się poznałyśmy, ale chyba przez naszych mężów i ta znajomość była dla mnie bardzo cenna.

Kiedy miałam życiowe kłopoty – bardzo mocne, to mogłam zawsze się Jej w rękaw wypłakać i jako jedyna na tym świecie mnie wspierała.

Sama nie miała lekko i może dlatego tak bardzo się rozumiałyśmy, bo wspólne doświadczenia życiowe sprawiły, że jedna drugą podtrzymywała na duchu.

Dość często spotykałyśmy się na kawie i to, o czym rozmawiałyśmy nigdy nie wypłynęło do osób trzecich, a to było dla mnie i dla niej bardzo ważne.

Pewnego, wiosennego dnia Jej Mąż miał wypadek samochodowy i zginął na miejscu.

Po przebytej żałobie Ona pojechała na zaproszenie rodziny – do Ameryki.

Z początku pobytu tam, pisała do mnie i o tym jakie  spotkało Ją szczęście.

Poznała przystojniaka – Polaka i się pobrali, a nasz kontakt osłabł, bo każda z nas miała zapędzone życie.

Oboje mieli wielkie marzenie, że na starsze lata wrócą do Polski i tak w Ojczyźnie się razem zestarzeją.

Niestety, ale po powrocie do Polski Jej Mąż ciężko zachorował i w wieku zaledwie 56 Ją zostawił.

Ona jest silna i wiem, że sobie z żałobą poradzi, ale jest Jej bardzo ciężko.

Kiedy dziś przyszłam od chorej Mamy – ktoś zadzwonił na domofon i spytał mnie, czy pamiętam „W”.

Dlatego piszę, że prędzej bym się spodziewała Diabła, aniżeli po 20 latach moją „W”.

Wpadłyśmy  sobie w ramiona, a ja taka zdziwiona, że o mnie – skromnej osobie – nie zapomniała.

Rozmawiałyśmy ponad dwie godziny tak – jakby nie minęło tych 20 lat, a mogłybyśmy wspominać i przez całą dobę.

Swoją wizytą odmieniła moją codzienność – dość rutynową i moje drzwi są zawsze dla Niej otwarte.

Mieć taką osobę w swoim życiorysie, to wielka wartość!

Opowiadała o swoim drugim Mężu z taką miłością, że to Jej dedykuję ten wiersz poniżej, bo kochała Go nad życie i dał Jej mnóstwo szczęścia!

Będąc w Polsce zauważyła ogrodzone osiedla i to, że ludzie przestali się ze sobą spotykać. Odgrodzili się od siebie, kiedy tam mieszkając miała szczęście, bo niezależnie od koloru skóry i wyznania sąsiedzi troszczyli się o innych.

Mam takie skromne pytanie czy mieliście kiedyś tak serdeczną osobę, która o Was pamiętała i miała Was w sercu po tak długiej rozłące?

Na zdjęciu to, Ona ze swoją miłością!

 

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Wszystkie dzieci nasze są: Basia, Michael, Małgosia, John, na serca dnie mają swój dom, uchyl im serce jak drzwi. Majka Jeżowska!

Zdjęcie użytkownika Lidia Saga-Kolasa.

Mamy dwoje Wnuków – urodzonych w miesiącu – lutym – tego samego roku, a więc miesiąc luty obdarował nas podwójnym szczęściem.

Teraz urodziny dzieci świętuje się nie tylko w rodzinnym gronie, ale i na salach zabaw specjalnie przystosowanych do takich imprez.

Pod okiem rodziców – dzieciaki mają frajdę w nieograniczonej konsumpcji pizzy, coca – coli i innych zabronionych dań na co dzień. 😀

Dzieciaki kilka godzin spędzają więc na zabawach, grach i zdrowej rywalizacji.

Jak to wszystko się zmieniło od czasów naszego wychodzenia z dzieciństwa do dorosłości.

Nie mogliśmy liczyć na tak liczne atrakcje w dniach naszych świąt, a rodzice najczęściej w domowym zaciszu zapalali nam świeczki na torcie i z tego się cieszyliśmy.

Teraz jest wszystko inaczej i dzieciaki mogą liczyć na atrakcje i rodzinne wyjście z domu, a tym samym zaproszenie swoich dziecinnych, małych przyjaciół do fajnej zabawy,

Oglądam dość często program pt. „Nasz nowy dom” prowadzony przez Katarzynę Dowbor i tam jak w soczewce widać wciąż biedę i dzieci, które nie mogą sobie nawet pomarzyć o takich atrakcjach.

Samotne matki i samotni ojcowie jakże często z ledwością wiążą koniec z końcem i nie mają pieniędzy nawet na remont domu.

Jakże często borykają się z jakimiś tam naprawami domu, aby tylko dzieciom zapewnić jako takie warunki.

Niby rządzący twierdzą, że dzięki 500+ rodzinom się poprawia, ale nie zawsze te pieniądze  trafiają tam gdzie trzeba i dzieciaki żyją w nędzy.

Tak to wciąż wygląda i nie ma, co zakłamywać rzeczywistości z trybuny sejmowej drodzy politycy z PiS, którzy zamknęliście się na przyjmowanie matek z dziećmi z wojennej Syrii. Macie w nosie los dzieci przede wszystkim, bo uważacie, że z tych dzieci wyrosną terroryści i zarazicie się pierwotniakami i inną zarazą! WSTYD!

W Polsce wciąż jest bieda, a na świecie miliony dzieci zagrożone są głodem, kiedy wielcy tego świata pławią się w luksusach!

Taki jest ten świat! Dziwny jest ten świat!

Urodziłam się za wcześnie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Coś mi w życiu umknęło i to dzisiaj wpadłam na taką myśl.

Urodziłam się za wcześnie, bo nie w dobie Internetu i my Seniorzy dopiero od kilku lat dowiadujemy się o tym, jaką on ma moc i ile możliwości.

Tupię nogą i jestem zła, że nie miałam takiej możliwości jak – zatrzymane w kadrze – opisane, czy też utrwalone na kamerze.

W sieci są tysiące blogów poświęconych dorastaniu pociech, a więc są tam zdjęcia, opowieści o dzieciach i cały ten cykl przez dzieciństwo, aż do wczesnej młodości swoich Dzieci.

Mnie nie dana była taka technologia!

A i owszem, bo mam dużo zdjęć, ale jakże często my rodzice z tamtych lat zapomnieliśmy ten moment, w którym były one zrobione i jakie emocje temu towarzyszyły.

Owszem – mamy kilka kaset VHS, gdzie utrwalone jest dzieciństwo, ale, jakże często nie mamy już sprzętu, aby je odtworzyć.

Potem były już profesjonalne kamery i tam znajdują się wesela moich córek, ale jak je oglądać, kiedy Dzieci wybyły z domu – tylko chyba w święta.

Utrwalone są ważne momenty, a jednak nadal żałuję, że nie było Internetu i nie mogłam założyć zahasłowanego bloga!

Brakuje mi wspomnień napisanych własnoręcznie o tym –  jak to pokazał się pierwszy ząbek u malucha i kiedy padło pierwsze słowa – mama, czy tata, a może babcia.

Ludzka pamięć jest zawodna i jakże często takie szczegóły wylatują nam z pamięci – niestety.

Mogłam pisać ręcznie w osobistym dzienniku, ale tego nie zrobiłam i bardzo tego żałuję.

Może dopiero na starość robimy się bardziej romantyczni i myślimy o tym jak nam życie przeleciało niczym kometa, a my nie zadbaliśmy o wspomnienia.

Gdybym wtedy miała taki rozum jak dziś – taki refleksyjny, to taki dziennik by powstał.

Dopiero teraz sobie wyobrażam, jak siedzę pod wiekowym drzewem na biwaku i opisuję mijający dzień nad jeziorem z Dziećmi w tle – na laptopie!

Napisałabym, że kąpały się w ciepłym jeziorze i jadły rybne kotlety, a w zasadzie wcinały.

Napisałabym, że się ślicznie opaliły i wieczorem padły jak muchy po intensywnym dniu.

Pewnie nie jedna Matka w moim wieku ma osobiste zapiski z dzieciństwa swoich pociech oraz ma w kopercie pierwszy loczek, ale to za mało.

Gdybym prowadziła systematycznie mojego bloga wspomnieniowego, to bym sobie go wydrukowała i każda z Córek na 18 by go dostała.

Szkoda, szkoda, że urodziłam się za wcześnie!

Widzę, że wiele młodych matek wrzuca bezrefleksyjnie zdjęcia swoich pociech na Facebooku i nic z tego nie wynika oprócz lajków!

Udostępnione zdjęcia swoich pociech na publicznym statusie mogą trafić wszędzie i o to mogą mieć żal kiedyś ich dzieci.

Osobisty blog, to jest doskonała forma spełnienia dla współczesnych matek, aby kiedyś te zapiski stały się skarbem rodzinnym.

To taka cicha podpowiedź dla współczesnych matek, które często piszą, że się nudzą na urlopie macierzyńskim i same sobie wmawiają, że macierzyństwo  je wpędziło w poczucie niskiej wartości, a to nie tak!

Trzeba mieć pomysł na siebie, a my Seniorki nie miałyśmy takich możliwości i dlatego wiele chwil poleciało w zapomnienie.