Archiwa tagu: rodzina

Nie znasz historii życia kogoś, to milcz!

Znalezione obrazy dla zapytania: dzień depresji 23 luty

Weź się w garść. Zrób coś ze swoim życiem.

Jesteś silny/a tylko ci się nie chce.

Wszyscy ludzie cierpią, nie jesteś jedyny/a. Takie słowa są najczęściej kierowane do tego kogoś, kto nagle traci chęć do życia.

Nie wiedzieć kiedy, zapada się w siebie i nic go już nie cieszy.

Nagle pochyla się i garbi, a przedmioty lecą mu z bezradności i braku siły na podłogę.

Wyraz twarzy się zmienia i widać na nim ogromny smutek, bez cienia jakichkolwiek oznak chęci do życia.

Myśli się plączą i nagle chory na depresję zatraca się w swoim smutku i beznadziejności.

Nie umie wytłumaczyć otoczeniu, co mu dolega, a tylko sygnalizuje, że nie ma chęci dalej żyć i wszystko straciło dla niego sens.

Najczęściej ucieka w sen, albo też cierpi na wielkie pokłady bezsenności.

Często pojawia się nadmierne obżarstwo, albo kategoryczne odmawianie posiłków.

Jest wiele odmian depresji i zdiagnozować tę właściwą, to dla lekarza jest wielką sztuką, jeśli w ogóle pacjent zdecyduje się na takie leczenie.

Wciąż w naszym społeczeństwie pokutuje przekonanie, że pojawienie się przed gabinetem psychiatrycznym, to jak wydanie na siebie wyroku – jestem chory psychicznie i za chwilę wszyscy będą o tym gadać.

Będę skreślony/a i nie nigdzie nie dostanę pracy, albo wszyscy się ode mnie odsuną.

Zostanę sam/a.

Jak pomóc osobie chorej na chorobę duszy? Jak poprowadzić i wyciągnąć rękę ku drodze uzdrowienia , bo sam/a sobie nie pomoże.

Jakie uruchomić mechanizmy, gdzie skierować, aby zajęli się nim, nią specjaliści i wyciągnąć z tego czarnego dołka.

Najczęściej namawiamy do wizyty u dobrego psychiatry.

W dobie Internetu, wpadamy więc do sieci i szukamy najlepszych lekarzy w naszym rejonie – chcemy pomóc, bo zależy nam na nim, niej.

Na naszym dziecku, mężu, żonie, czyli na  naszym bliskim.

Jesteśmy zdrowi, silni i robimy wszystko, aby pokierować tak chorym, aby do nas wrócił.

Jeśli uda nam się namówić chorego do wizyty u lekarza, najczęściej po wstępnym wywiadzie, otrzymuje chory receptę na leki, czyli tzw. antydepresanty. 

Jest nadzieja, że leki te od razu sprawią, że chory poczuje się lepiej i złapie pierwszy oddech od wielu miesięcy i zacznie patrzeć optymistycznie na świat.

Jednak często tak bywa, że lekarz z lekiem nie trafi i chory zamiast czuć się lepiej, wpada jeszcze w większy dół.

Druga i kolejna wizyta, a efektów brak i wówczas lekarz rozkłada ręce i wypisuje skierowanie do szpitala.

Jeśli u chorego pojawiają się myśli samobójcze, tym szybciej należy umieścić chorego w placówce zamkniętej, na obserwacji.

I tu zaczyna się dramat.

Widziałam różne szpitale w swoim życiu.

Wielkie sale, zastawione kilkoma łóżkami i przy nich malutka szafeczka.

Nikt nie oddziela  ludzi bardzo chorych, niewyleczalne, ciężkie przypadki, od ludzi z nadzieją na wyleczenie.

Pierwszy wywiad, zrobiony na szybko i wpisanie leków do karty i tyle.

Nagle słyszy się na korytarzu szpitalnym, wycie, przeklinanie i wiązanie w pasy.

Nagle chory narażony jest na niewyobrażalny stres sytuacyjny.

Nie może się odnaleźć, bo nie ma w tym miejscu cichego zakątka, gdzie mógłby się odizolować.

Nie obchodzi to żadną pielęgniarkę i nikt nie uchroni go od tego dodatkowego przeżywania.

Takie leczenie nie ma sensu i chory prosi rodzinę, aby go jak najszybciej zabrano do domu, bo dłużej tego nie wytrzyma.

Widziałam też szpital, gdzie jedyną rozrywką dla chorego jest palarnia i mocna kawa.

Gdzie spotykają się ludzie, aby opowiedzieć sobie jak spędzili noc.

Czy leki działają, czy też powodują większe rozdrażnienie.

Spotykają się w tej palarni, aby pogadać, pomilczeć, popłakać.

Nikt z personelu tam nie zagląda i nikt nie wspomina o tym, że w szpitalu palić nie wolno.

Nikt nie jest w stanie zlikwidować palarni w szpitalach psychiatrycznych, gdyż palarnia działa jak pokój psychoterapeutyczny.

Widziałam jeszcze jeden szpital, chyba zbliżony najbardziej do cywilizowanych warunków.

Pokoje ładnie udekorowane. Każdy ma swój kawałek podłogi.

Nie ma w nim przypadków skrajnych.

Nikt nie wrzeszczy i nikogo nie zakuwa się w pasy.

Chorzy są pod ciągłą opieką lekarza i psychologa.

Ułożony grafik zajęć, sprzyja samodyscyplinie. Powstają grupy wsparcia.

Chorzy uczęszczają na zajęcia z muzyką, tańcem, a także muszą ćwiczyć na sali sportowej.

Psychoterapia w kółku, powoduje większe otwarcie się na problemy innych ludzi, co wywołuje różne emocje, zmuszając chorego do współodczuwania, dyskusji i uwierzenia w siebie.

Długie spacery po parku, rozmowy z zaprzyjaźnioną grupą i taki szpital z takim programem kieruje chorego na drogę ku uzdrowieniu.

Widziałam ludzi po takiej kuracji, że na twarzach chorych pojawiała się chęć do życia.

Dlaczego o tym piszę, ano dlatego, że są w Polsce jeszcze i dobrze się mają, szpitale skostniałe, niczym z filmu CK Dezerterzy, gdzie chorego na depresję podciąga się pod chorobę psychiczną, najcięższego gatunku.

Powinno się to zmieniać i powinno się o tym mówić bardzo głośno!

W Polsce na depresję choruje już ponad milion ludzi, kiedy chorzy wpadają w taki stan, że nie chce się im myć, czesać, malować.

Jest to tendencja wzrostowa i bije się już na alarm.

Nie chce się  ładnie wyglądać i sprzątać, bo nic się nie chce, a najbardziej chce się umrzeć i skończyć tę wegetację.

Moja pani doktor wysłała mnie do tego dobrego szpitala, całodobowego z psychoterapią i dopiero tam małymi kroczkami otrzeźwiałam i zrozumiałam, że jestem czegoś tam warta i nie odstaję niczym od ludzi zdrowych.

To było moje koło ratunkowe, z którego na siłę skorzystałam, ale wyzdrowienie nie jest dane na zawsze, bo to dziadostwo czai się znienacka i lubi ponownie za atakować!

Jednak nie wszyscy chcą się leczyć i i tkwią latami w bólu i cierpieniu i tu zapłaczę nad losem, kiedyś pięknej Elżbiety Dmoch, która śpiewała „Windą do nieba”, aż nagle odcięła się od świata po przeżyciach i odtrąca wszelką pomoc.

Depresja, zaraz po raku jest najbardziej, okropną chorobą, ale rządzący nie chcą przeznaczyć 2 miliardów na onkologię, albo na poprawę leczenia psychiatrycznego dla dzieci i dorosłych, bo potrzebują tych pieniędzy na kampanię prezydencką pod przykrywką  dotacji na swoją kłamliwą telewizję!

Tymczasem szpitale psychiatryczne są wciąż z czasów PRL-u, bo są nie dofinansowane i brakuje personelu!

Chorzy „leczeni” są w starych budynkach i leżą na odrapanych łóżkach i nikt nie pilnuje, że młodzi ludzie mają przy sobie ostre narzędzia i się tną!

A teraz mam apel do rodziców, aby zwracali uwagę na zachowanie swoich dzieci, gdyż dzieje się tak, że na depresję zapadają najmłodsi i to nie zawsze jest złe zachowanie nastolatka,a bunt, który może się zmienić w chorobę depresyjną!

Cd. niżej!

Bolesne rozstanie

Po dawnej sławie nie zostało nic. Elżbieta Dmoch na nowych zdjęciach nie przypomina zjawiskowej gwiazdy sprzed lat.

Wybrała życie w samotności

„Już mi niosą suknię z welonem, już Cyganie czekają z muzyką” – śpiewa Elżbieta Dmoch w słynnym utworze „Windą do nieba”. Piosenka o wielkim smutku i nieszczęśliwej miłości stała się paradoksalnie hitem każdego wesela. Dmoch nie mogła wiedzieć, że słowa tego utworu staną się dla niej prorocze.

Do sieci trafiły zdjęcia paparazzi, na których widać Elżbietę Dmoch. To pierwsze zdjęcia, odkąd pojawiła się wiadomość o tym, że zdecydowała się na życie w samotności. Nic dziwnego, że wywołują sensację. Elżbietę Dmoch wielu z nas pamięta jako piękną kobietę, która pięła się po szczeblach kariery. Już dawno wybrała dla siebie inną drogę. Z daleka od luksusów, sławy, mediów i zainteresowania dawnych fanów.

Dmoch sfotografowano podczas zakupów w osiedlowym sklepie spożywczym. Gumowe klapki, przetarte rajstopy, wyciągnięte spodnie i krótki T-shirt, który odsłaniał brzuch. Na pierwszy rzut oka wygląda na zaniedbaną kobietę, która dawno przestała przejmować się swoim wyglądem. Potargane, niechlujnie ułożone włosy dopełniają obrazek nieszczęścia. Ale osoby, które ją widziały, zwracają uwagę na zupełnie co innego. – Poszła do sklepiku mieszczącego się przy jej bloku. Wyglądała bardzo dobrze. Była w czystych ciuchach, a na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Pani Elżbieta zrobiła zakupy i widać było, że polepszyło się jej materialnie – mówi w rozmowie z „Super Expressem” jeden z klientów sklepu.

Kilkanaście lat temu Elżbieta Dmoch przeszła załamanie nerwowe, wpadła w głęboką depresję. Przestała pracować, występować na scenie, żyła jedynie z oszczędności. Maria Szabłowska, znana dziennikarka telewizyjna i radiowa, mówiła w wywiadach, że Dmoch przestała płacić składki na ZUS. Nie przyjmowała też pieniędzy, które zbierali dla niej przyjaciele. Mieszkała sama w niewielkim mieszkaniu, które w końcu musiała opuścić ze względu na to, że nie płaciła czynszu. W 2005 roku jej losem zainteresowali się dziennikarze Uwagi TVN.

Dmoch nie zgodziła się porozmawiać wtedy z dziennikarzami Uwagi. Od lat konsekwentnie unika mediów. Dziennikarze poinformowali, że mieszka w fatalnych warunkach w maleńkim domu na wsi. Odizolowała się od świata, nie chce nikogo widywać, odmawia pomocy lekarzy i pracowników opieki społecznej. – Dziwi się, czemu zakłócamy jej spokój. Pyta, czy zrobiła coś złego, skoro do niej przychodzimy. Czy mamy jej pomagać na siłę, czy zostawić samej sobie, jeśli wybrała taki sposób życia? – mówiła Elżbieta Klimkowska z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Tarczynie. Dmoch wielokrotnie oferowano pomoc finansową. Ze wszystkich pieniędzy rezygnowała. Utrzymuje się tylko i wyłącznie z tantiem wypłacanych przez Stowarzyszenie Artystów i Wykonawców Utworów Muzycznych. – Bardzo skrupulatnie sprawdza, czy są to tantiemy, które jej się należą, a nie pomoc, której się jej udziela. Doszła do wniosku, że niczego więcej nie chce od świata i nie chce, by świat czegoś od niej chciał – mówił z kolei Jacek Skubikowski, prezes Stowarzyszenia.

Był koniec lat 60., gdy Elżbieta Dmoch zaczęła współpracować z Januszem Krukiem. W 1971 roku na rynku muzycznych pojawiło się ich wspólnego dziecko – zespół 2 plus 1. Królowali na polskich estradach i to dosłownie. Elżbieta miała wtedy 17 lat, Janusz 22. Oboje byli po przejściach. Ich duet podbił serce Polaków w zawrotnym tempie. Przeboje, koncerty, wielka sława. – Sami ledwo to wytrzymywaliśmy, a ona robiła dwa razy więcej – wspomina Cezary Szlęzak, były współpracownik Dmoch, przyjaciel artystki w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim”. – W Niemczech mieliśmy własne półki w sklepach muzycznych. W Japonii byliśmy na listach przebojów. Zagraniczni menadżerowie dobijali się bez przerwy. Jak jej zrobili sesję zdjęciową, to na sześćset fotografii – dodaje. Wspomina, że 2 plus 1 mieli już zamówiony koncert w Iraku, ale wojna przekreśliła występ artystów.

To ona zaśpiewała „Windą do nieba”, „Choć pomaluj mój świat” czy „Czerwone słoneczko”. W 1974 roku Elżbieta otrzymała tytuł Miss Obiektywu. Drugi raz ten tytuł przyznano jej w 1976 roku na Festiwalu w Opolu. Była zjawiskowa, hipnotyzująca, naturalnie piękna i ludzie to doceniali. W 1979 roku Dmoch otrzymała jedno z najbardziej wyjątkowych odznaczeń – Srebrny Krzyż Zasług. Była na szczycie. Stała się legendą PRL-u. Mówiło się, że ona i Janusz Kruk tworzą najpiękniejszą parę wśród polskich artystów. Pobrali się jeszcze w 1973 roku. On miał już wcześniej żonę i dziecko. Dla Elżbiety postanowił zostawić rodzinę. Ale ich szczęście nie trwało długo.

 

Jak wspomina Szabłowska w jednym z wywiadów: „Janusz był rozrywkowym facetem. Drzwi się nie zamykały, przyjaciele do nich lgnęli”. Kruk w końcu postanowił opuścić piosenkarkę dla innej kobiety. To była druga połowa lat 80. Rozwiedli się dokładnie w 1989 roku. Podobno pozostali w przyjacielskich stosunkach, ale w mediach krążyły liczne plotki o kolejnych romansach Kruka. Elżbieta wierzyła jednak, że kiedyś do siebie wrócą. Janusz był jej największą miłością. W 1992 roku mężczyzna zmarł na zawał serca. Wtedy wokalistka przeżyła załamanie nerwowe i wycofała się z życia publicznego. Zaszyła się na wsi i rzadko dopuszczała do siebie ludzi. Wróciła na scenę tylko raz – w 1998 roku. Publiczność przyjęła ją owacjami na stojąco. – Ela była tak zachwycona, że byliśmy pewni, iż ją odzyskaliśmy. Niestety, choroba znów dała o sobie znać – mówiła Szabłowska w rozmowie z „Na żywo”.

https://gwiazdy.wp.pl/po-dawnej-slawie-nie-zostalo-nic-elzbieta-dmoch-na-nowych-zdjeciach-nie-przypomina-zjawiskowej-gwiazdy-sprzed-lat-6299155448477313g/3

 

Nie przypomina dawnej siebie

Moja modlitwa!

Kiedy żegnamy Stary Rok, a witamy Nowy, to mamy nadzieję, że to, co złego zdarzyło się w Starym Roku żegnamy na zawsze i wchodzimy w Nowy z optymizmem, że teraz już będzie tylko dobrze!

Ludzie wchodzą w Nowy Rok z szampanem i fajerwerkami, bo oto od teraz ma być tylko lepiej!

Ja też miałam taką nadzieję, że ten Nowy Rok, który tak pięknie się pisze, bo 2020, iż nic złego mnie nie spotka i będę żyła sobie w swoim, spokojnym rytmie, którego mi nikt nie zakłóci!

Ale tak się nie stało i od początku Nowego Roku dostałam już trzy razy pałką w głowę i nie wiem jak mam się z tego pozbierać!

Zrozumiałam, że kiedy mnie potrzebowano, to wielu miało mój numer w telefonie!

Kiedy już nie, to nastąpiło rozliczanie mojego życia, a to co zrobiłam zostało wyśmiane, pomniejszone, zdruzgotane, zdewastowane i po prostu zostałam opluta!

Kiedy byłam potrzebna, to nikt się nie spytał czy dasz radę, czy jesteś zdrowa, czy nadal cierpisz na depresję, na którą jestem chora od wielu lat!

Nikt nie spytał, czy mimo wieku podołam zadaniu, bo po co się nad tym zastanawiać?

Stałam się mięsem armatnim i krzywym drzewem, na które każda koza może skoczyć.

Umniejszono, zresetowano, wymazano, wygumkowano wszystko, co zrobiłam!

Zostałam oskarżona, że to, co robiłam, to robiłam dla kasy, co jest wierutnym kłamstwem!

 

Czasami się zastanawiam, że to mnie spotyka dlatego, że nie wierzę w Boga i tak On mnie kara i dokłada życiowych, strasznie nie do przeżycia oskarżeń!

Nie ma żadnego szacunku, a jest stek kłamstw i przeinaczeń, bo podobno nie było mnie w danej sprawie!

Otrzymałam zawiadomienie, że dopadnie mnie karma, albo już dopadła i to jak ja sobie patrzę na siebie w lustrze!

Te, które mnie zaatakowały są młodsze o 30 lat, a mimo to, nie mają odrobiny szacunku do osoby starszej waląc mi na ty!

Obie jeszcze nie wiedzą jak potoczy się ich życie, bo życie bywa czasami okrutne!

Te kobiety młode mieszkają z dala od mojego miasta, a jednak oceniają mnie i rozliczają, bo teraz młodzi nie mają szacunku do osób starszych i zalatuje tu chamówą.

Nigdy taki osobnik nie pozbędzie się słomy z butów, a moją codzienną modlitwą będą słowa z piosenki Ani Wyszkoni!

Nie pójdę do kościoła by się modlić, bo nie wierzę w księży i całą tą instytucję, ale jeśli wczytam się w słowa piosenki, to ktoś tam u góry mnie wysłucha i da rozgrzeszenie skoro jestem  podobno tak podłym człowiekiem:

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że mam czyste sumienie!

„Wiem, że jesteś sam
Wiem, że masz na głowie tyle ważnych spraw
Nie pamiętasz już co znaczy dobry sen
Nie masz czasu na niepewność ani lęk

Wiem, że jesteś sam
Nic nie musisz mówić, wiem, że jesteś sam
Pewnie teraz nie najlepszy na to czas
Ale dzisiaj potrzebuję Twoich rad

Dzisiaj proszę Cię

Ten jeden raz zatrzymaj się
Ten jeden raz stań tuż obok mnie
Dziś czuję, że brak mi sił
Ten jeden raz bądź blisko mnie
Poczuć mi daj, że to wszystko ma sens
Dziś wiem, że brak mi sił

Wiem, że jesteś tam
Nie widuję Cię, lecz wiem, że jesteś tam
Cały dzień i noc ktoś puka do Twych drzwi
Każdy chciałby wiedzieć, jak ma dalej żyć

Wiem, że jesteś tam
Dla każdego zawsze musisz znaleźć czas
I choć nigdy o nic nie prosiłam Cię
Dzisiaj proszę, bez kolejki przyjmij mnie

Dzisiaj proszę Cię

Ten jeden raz zatrzymaj się
Ten jeden raz stań tuż obok mnie
Dziś czuję, że brak mi sił
Ten jeden raz bądź blisko mnie
Poczuć mi daj, że to wszystko ma sens
Dziś wiem, że brak mi sił”

Autorzy utworu: Anna Dąbrowska / Karolina Kozak

Znalezione obrazy dla zapytania: bóg

Beznadziejne życie Kaczyńskiego!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, jedzenie i w budynku

Minęło 9 lat nie wiem kiedy!

Nasza Wnusia urodziła się  1 lutego 2011 roku i z tej okazji zostaliśmy zaproszeni na urodzinowy tort.

Nie będę wychwalała naszej Wnusi, ale napiszę tylko, że jest uzdolniona, bystra i dobra, a także bardzo sprawiedliwa.

Bardzo, ale to bardzo Ją kocham i życzę, by przyszło Jej żyć w normalnej, naprawionej Polsce, aby nie musiała z Polski wyjeżdżać!

Opiszę za to smak tortu, bo to nietypowe dzieło, gdyż w bezie zostały ukryte ciekawe smaki i te porzeczki, oraz jagody na wierzchu, to bomba ciekawego, nie za słodkiego smaku.

Takiego tortu jeszcze nigdy nie jadłam i brawo dla twórczyni!

Kiedy wstałam o poranku i włączyłam Internet prawie zaraz wpadła mi w oczy analiza  Jarosława Kaczyńskiego, tego, który sprowadził Polskę w krainę nieszczęścia.

Przeczytałam z uwagą, to co napisał ceniony przeze mnie Marek Migalski.

Marek Migalski jest dobrym analitykiem i jest spostrzegawczy, a więc czytamy:

Marek Migalski

„O tym, jak jeden nieszczęśliwy człowiek zaraził swoim nieszczęściem cały kraj

To nie będzie tekst politologiczny, ale ktoś go wreszcie musiał napisać. Nie da się bowiem zrozumieć tego, co się w Polsce dzieje, bez właściwego opisu osobowości najważniejszej postaci naszej polityki. Tylko chyba bowiem w Stanach Zjednoczonych psychologiczne przymioty lidera tak mocno, jak u nas, determinują procesy polityczne w demokratycznym państwie. Na szczęście dla Amerykanów, u nich instytucje są silne i jakoś dają sobie radę z fobiami, szaleństwami i ułomnościami najważniejszej politycznej postaci. My, niestety, jesteśmy całkowicie uzależnieni od tego, co dzieje się w głowie i duszy Jarosława Kaczyńskiego.

A jest to człowiek głęboko nieszczęśliwy, wymagający pomocy terapeutycznej. Nie twierdzę, że jest chory psychicznie, bo nie mam narzędzi i kompetencji do postawienia takiej diagnozy, ale każdy widzi, że to człowiek głęboko nieszczęśliwy, zraniony i zgorzkniały. Stworzył system polityczny, który jest emanacją jego fobii i demonów, bo oparto go na jego osobistej pozycji i autorytecie w obozie władzy. Dlatego tak bardzo jego nieszczęście zaraża nas wszystkich.

Zacznijmy od jego dziwnych relacji z rodzicami – o ile matce chce stawiać pomniki i nazywać jej imieniem ulice, o tyle o ojcu nie wspomina wcale, jakby go w ogóle nie było. Dziennikarze opisali przyczyny tego stanu rzeczy. Kto chce, niech sięgnie do ich książek i artykułów. Dla mnie pozostaje oczywistym faktem rażąca dysproporcja w jego uczuciach względem matki i ojca. Widać w nim prawie chorobliwy dystans wobec tego drugiego i równie dziwną miłość wobec tej pierwszej.

W swoim życiu prezes PiS kochał tylko dwie osoby – matkę i brata. Relacje z nimi, co sam wielokrotnie opisywał, były ponadstandardowe: dzwonił do nich kilkanaście razy dziennie! Każdy z nas kocha swoich rodziców i rodzeństwo, ale bądźcie szczerzy: telefonujecie do nich kilkanaście razy dziennie?! Przecież to świadczy nie o miłości, ale o jakimś uzależnieniu na granicy normalności. I ważne – ta dwójka najważniejszych ludzi w jego życiu nie żyje od kilku lat. Brat zginął w katastrofie lotniczej, którą Jarosław od czasu do czasu nazywa zamachem i wskazuje sprawców, a matka trzy lata później, nigdy już nie wyzdrowiawszy po wiadomości o śmierci Lecha. Prezes PiS żyje w ciągłej żałobie po nich, co zresztą jest zarówno nienormalne, jak i niechrześcijańskie, bowiem Kościół określa okres żałoby na jeden rok. Oczywiście, że jest to kwestia indywidualna, ale nawet księża nawołują do otrząśnięcia się ze śmierci bliskich. Kaczyński tego nie robi, tkwi w jej cieniu, żyje niejako delektując się tym stanem. Być może to objaw depresji, być może czegoś głębszego – nie wiem, nie jestem psychologiem. Ale jeśli spotykacie kogoś stale uwikłanego w żałobę i z tej żałoby nie chcącego wyjść, to chyba mielibyście obawy, czy wszystko z nim jest w porządku, prawda? A ktoś taki rządzi de facto naszym krajem i zaraża go swoim nieszczęściem.

Jarosław Kaczyński nigdy nie uprawiał seksu. W swoim długim, siedemdziesięciojednoletnim życiu nigdy nie spał z żadną kobietą czy mężczyzną. Nie czuł tej bliskości, którą daje kontakt cielesny z inną osobą. Nie przełamał tej granicy intymności, która z tego wynika. Nikt go czule nie dotykał, nie przytulał w czasie snu, nie budził pocałunkiem nad ranem. Znacie kogoś takiego wokół siebie? Rozejrzyjcie się. Prawda, że to jednak unikalne wśród świeckich (i nie tylko – co niestety także wiemy)? No więc ktoś tak dziwny włada naszym państwem. Czy to dobrze, że taki typ człowieka decyduje o modelu rodziny, „seksualizacji” naszych dzieci, życiu milionów wyborców? I najważniejsze – czy z tego także nie wypływa jego głębokie nieszczęście, którym epatuje i zaraża nas wszystkich? Z tej nienormalności nie może wynikać nic dobrego. Savonarola rzadko bywa wzorem dobrego władcy.

A czy wiecie, że prezes PiS nigdy jako dorosły człowiek nie wyjechał poza granice Polski na wakacje? Ostatni raz był z mamą i bratem w Odessie na wakacjach… w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Potem już nigdy nigdzie poza Polskę nie wyjeżdżał prywatnie. Owszem, jako premier rządu wylatywał poza Odrę, ale tylko w oficjalnych delegacjach, nigdy prywatnie. Może nie dziwić, że dziś, jako starszy już człowiek, woli w czasie urlopu łowić ryby z Joachimem Brudzińskim, niż włóczyć się po świecie z plecakiem, ale kiedy już po 1989 roku otwarły się granice, jego nie kusiło, by wyjechać do Florencji, poleniuchować na greckiej plaży, zjeść dobre sery w Paryżu. Uważacie to za normalne? Co ktoś taki wie o świecie? To, co mu jego podwładni zechcą powiedzieć. A co mu opowiadają? To, co chce usłyszeć, bo się go boją i dostarczają mu jedynie tych wieści o Niemcach, Francuzach czy EU, które potwierdzają jego fobie i uprzedzenia.

Czy widzieliście jak podwładni Kaczyńskiego reagują, gdy wchodzi do sali sejmowej? Jak szukają jego wzroku? Jak płaszczą się przed nim? Lub stają w postawie na baczność? Jakie pocieszne i żałosne pozy przybierają, byleby tylko przypodobać się swemu właścicielowi? Przecież oni zachowują się jak ofiary Fritzla! Oni zostali przez swego lidera wielokrotnie politycznie i moralnie zgwałceni. I tę przemoc przekazują dalej – do swych podwładnych, przeciwników politycznych, rodzin (nie jest kwestią przypadku, że najczęściej o biciu żony czy przemocy w rodzinie słyszymy w odniesieniu do polityków PiS i pisolubnych dziennikarzy). Bo jest pewną prawidłowością, że dzieci alkoholików zostają alkoholikami, a molestowani w dzieciństwie sami molestują już jako dorośli. To sztafeta przemocy i patologii – niestety. Dokładnie to samo obserwujemy wśród polityków PiS – sami politycznie i moralnie zgwałceni przez swego lidera, stosują tę symboliczną i werbalną przemoc wobec swego otoczenia, w dół, do ludzi. I zarażają nią nas wszystkich.

Nieszczęście Kaczyńskiego czyni nieszczęśliwymi jego przeciwników – to jasne. Zamienił ich życie w pasmo upokorzeń. Tępa propaganda mediów rządowych, skierowanie do TK Pawłowicz czy Piotrowicza, występy młodych pisowskich hunwejbinów atakujących prof. Strzembosza czy wszelkie reguły przyzwoitości i logiki – to wszystko czyni życie oponentów Kaczyńskiego prawie nieznośnym. Ale przecież on swoim nieszczęściem zaraził także swoich zwolenników. Wszak oni się nie cieszą – oni co najwyżej rechoczą. Wyborcy PiS niby mają prawo do satysfakcji, ale odczuwają ją tylko w wypadku upokorzenia przeciwników. Ten sado-populizm (termin wymyślony przez T. Snydera), radość z cierpienia oponenta, przejawia się w znanym okrzyku wyborców PiS, którzy wszelkie przejawy oburzenia na działania tej partii, kwitują radosnym: „Słychać wycie? Znakomicie!”. Ale zaraz po tym pogrążają się w smutku – bo przecież wciąż Targowica na wolności, a nie w kazamatach, „komuniści i złodzieje” chodzą po ulicach, „gorszy sort” nadal ma prawo głosu, a ci, co zabili Lecha Kaczyńskiego nadal siedzą w sejmie, zaś prezes PiS może tylko na nich krzyczeć. Jak tu się cieszyć? Z czego radować?

Jarosław Kaczyński jest starym, nieszczęśliwym, zgorzkniałym człowiekiem, na granicy normalności. Jego dziwne relacje z rodzicami, nieudana rodzina ( mąż kuzynki nagrywał go potajemnie, a potem oskarżał o najgorsze rzeczy; jeden z byłych mężów bratanicy jest oskarżony o udział w zorganizowanej grupie przestępczej; sama bratanica też chyba nie spełnia wygórowanych wymagań, które prezes stawia Polkom), skłonność do stosowania przemocy symbolicznej wobec podwładnych, brak zdolności do cieszenia się światem – wszystko to czyni go raczej człowiekiem wymagającym pomocy terapeutycznej, a nie predysponuje do bycia przywódcą dużego państwa w centrum Europy. Swoim nieszczęściem zaraził nas wszystkich, cały kraj. Ma to zarówno skutki polityczne, o których mógłbym długo, i mam nadzieję z sensem, pisać, ale ma także swoje konsekwencje psychologiczne.

Możliwe, że powinniśmy się obawiać koronawirusa, ale my wszyscy jesteśmy już zarażeni o wiele groźniejszym wirusem. Nie przynieśli go uchodźcy, nie rozpylili w powietrzu islamscy terroryści. Zaraził nas nim ten stary i zgorzkniały człowiek. To wirus nienawiści, zawiści, pogardy. Nieszczęśliwy starzec uczynił nas wszystkich nieszczęśliwymi”.

Obraz może zawierać: 2 osoby, tekst „Dr hab. Marek Migalski, pisarz, naukowiec, publicysta, reduktarianin”

Idzie Armagedon cenowy w Polsce!

Obraz może zawierać: jedzenie

Mąż w sklepie kupił dwa gatunki kiełbasy i 10 plasterków szynki i w sklepie zostawił 45 złotych!
Sam zauważył, że ceny poszybowały i już Polacy widzą jak im z nowym rokiem ucieka kasa z portfeli.
Ludzie już dostają rachunki za prąd i łapią się za głowę, bo jeśli drożeje prąd i paliwo, to automatycznie wszystko drożeje, bo taka jest reguła ekonomii.
Gdzieś czytałam wpis młodej kobiety, która pobiera 500+ i straszy, że nie zagłosuje na PiS jeśli nie dostanie 600 +, bo jej inflacja pożera już 500+
Dziś ukazał się nowy sondaż i PiS spadło o 6 punktów, a PO i KO wzrosło o 3 punkty, a mnie najbardziej zastanawia fakt, że 16% jest niezdecydowana!
Kim są ci ludzie, których nic nie obchodzi i mają wywalone na Polskę, którą ograbia PiS?
Podobno papierosy będą po 60 złotych, a małpeczka po 10 i nie wierzcie w to, że to jest zabieg, by ludzie mniej palili i pili!
To jest taka wysoka akcyza, aby wzmocnić pisowski budżet, aby mieć na kolejne 500+
„PiS potrzebuje miliardów złotych ekstra wpływów do budżetu państwa, bo za coś te głosy
musi kupować!!
Ministerstwo Zdrowia razem z resortem finansów zamierzają nałożyć gigantyczne podatki na palaczy oraz amatorów mocnych trunków.
Obrazek
Trudno w to uwierzyć, ale jeśli pomysły rządu wejdą w życie, za paczkę papierosów będziemy płacić cztery razy tyle co obecnie, a za małpki dwa razy tyle!
Jeśli plany te się ziszczą, tylko zamożnych Polaków stać będzie na papierosy!
Obrazek
A małpki w których tak się lubował LK, że sprowadzał ich do pałacu 3000 sztuk rocznie – teraz będą.. luksusem… :bezradny:
Obrazek
Obrazek
PIS KASĘ MIEĆ MUSI !!! :wnerwiony:
Obrazek\
A jak już z Unii wyjdziemy – to przyzwyczajajcie się do tego widoku:
Znalezione obrazy dla zapytania: kartki na zywność"
Autor: „D”

Rodzinny stół, to serce każdego domu!

Kiedy Dzieci odeszły z domu, to myślałam, że nie muszę kupować dużego, rozsuwanego stołu.

Kiedy były święta i różne takie okazje załatwiała sprawę rozsuwana ława na niskich nogach.

Jedliśmy i wszyscy byliśmy trochę zgarbieni.

Długo się wzbraniałam przed zakupem rodzinnego stołu, bo miałam wrażenie, że nasze mieszkanie po prostu jest za małe, by ten stół ustawić.

Znalazło się rozwiązanie po remoncie, kiedy kupiliśmy inne meble i ten stół w końcu się zmieścił i funkcjonuje.

Na co dzień stoi sobie skromnie w kącie pokoju i kompletnie nie przeszkadza z sześcioma krzesłami.

W razie spotkania rodzinnego przysuwamy stół do kanapy, na której są trzy miejsca siedzące i dodatkowe miejsce zajmuje 6 krzeseł, a moja rodzina, czyli Córki z mężami i wnukami  liczę do 9 osób.

Właśnie dziś wydawałam obiad i stwierdziłam, że duży, rodzinny stół w domu, to jest właśnie serce domu.

Najpierw miałam stół na 6 osób, bo Wnuki były malutkie, ale teraz, to się zmieniło, gdyż zasiadają do stołu z dorosłymi, bo to są już prawie nastolatki.

Jednak tak jest, że trzeba na takie okazje wyjąć z miejsc to, co się w kuchni nie mieści, bo jest mała!

Mam pochowany serwis obiadowy i sztućce w innych miejscach, a więc trzeba to wyjąć, przetrzeć i naprawdę z tym jest dużo roboty!

Menu też trzeba ogarnąć logistycznie, że kiedy goście przyjdą wszystko było podgrzane i gotowe do podania.

Nie lubię, kiedy moi goście czekają, bo rosół jest za zimny, a więc pilnuję wszystkiego na czas.

Komfortowe jest to, że kiedy Dzieci zjedzą, to  idą do drugiego pokoju bawić się, a my dorośli możemy swobodnie sobie pogadać bez skrępowania.

Nadreptałam się przy  wydaniu obiadu, bo lat mi nie ubywa wszak, ale rekompensatą jest spotkanie z bliskimi i to, że wszystko smakowało.

To nie był łatwy dla mnie dzień, ale zapisze się w mojej pamięci jako wyjątkowy, a zrobił to rodzinny, rozsuwany stół i moja rodzina.

Idę spać z satysfakcją!

 

Obraz może zawierać: tabela i w budynku

Podsumowanie roku 2019!

Za chwilę powitamy Nowy Rok 2020!

Czas podsumować rok odchodzący i po przemyśleniu doszłam do wniosku, że był to rok różnorodny, wielopoziomowy na różnych płaszczyznach mojego życia.

Polityka koszmarnie załamująca mój  kraj, bo codziennie za rządów PiS wybuchała nowa afera i kolejna afera i wszystkie zostały zamiecione pod dywan!

Codziennie Polska była i będzie osłabiana na arenie międzynarodowej i nawet teraz, kiedy Putin fałszuje naszą historię, to nikt z zachodu Polski nie broni nas, a to oznacza jak jesteśmy słabi i opuszczeni.

W tym roku odeszła moja Mama, bo 1 lutego, którą opiekowałam się także przez dwa lata.

Usłyszałam od rodziny, abym Mamę wzięła do siebie na pół roku, aby było po równo!

Nie powiedziano mi jednak, że za opiekę nie dostanę złamanego grosza, bo Mama na mnie nie przepisała ani szeląga!

W tym właśnie roku zastanawiałam się z udręką, kim dla mojej Mamy byłam skoro przez dwa lata w chorobie, ani razu nie zarzuciła mi zaniechania i zaniedbania, a mimo to nie zrobiła nic, abym poczuła się jak jej córka.

Inną kwestią jest fakt, że w 2019 roku zostałam przebadana i okazało się, że mam słabe serce i dość poważną cukrzycę.

Podczas choroby mamy schudłam 20 kilogramów, bo zjadał mnie stres!

Mam więc takie pudełeczko na leki, które zapełniam tabletkami i jakoś udaje mi  się przeżyć kolejny dzień.

Po śmierci Mamy część rodziny kompletnie odsunęła się ode mnie, choć gdy byłam potrzebna, to przemawiali ludzkim głosem, a teraz jestem wykluczona!

Moja mama leży w grobie na cmentarzu zaraz za Sądem Rejonowym i już za życie musiała wiedzieć, że tam się zgłoszę po swoje, a mimo wszystko jest mi okropnie przykro.

Wychodzi na to, że nic dla Mamy nie znaczyłam, ale przyjmowała moją pomoc i troskę o nią w czasie choroby!

Nie pożegnała się z e mną, a tylko powiedziała, że jestem dobrą dziewczyną!

Karmiłam, przewijałam, prowadziłam do WC, zmieniałam pampersy i byłam dumna z tego, że podołałam!

Od 25 lat wiedziałam, że Mama  woli towarzystwo mojej Siostry, a będąc u mnie na święta uciekała tam, gdzie czuła się lepiej i ja wiem jaki to był powód, ale nie chcę o tym pisać.

22 stycznia 2020 roku odbędzie się sprawa w Sądzie i jestem na prawie z urzędu i dostanę to, co mi się należy, bo nie wypadłam Mamie spod ogona i sprawiedliwość musi być po mojej stronie.

Dlatego piszę, że ten mijający rok ma różne zwroty akcji i następny może być jeszcze bardziej ciekawszy, bo Polska tonie w mafijnych układach.

Ja nigdy już nie osiągnę poprawnych układów z rodziną, bo kasa jest ważniejsza, a ja tylko chcę rodzinie zakomunikować, że głupia nie jestem, tak jak myśleliście!

W tym wszystkim nie chodzi mi o kasę, bo żyje mi się z Mężem całkiem dobrze, a chodzi o zasadę, że w życiu trzeba być uczciwym!

Jeśli Sędzina zaleciła ugodę, a ktoś to lekceważy i się upiera, to ja będę się podpierała literą prawa!

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Obiad rodzinny – koniec świętowania!

Sobota i zwieńczeniem świąt był dzisiaj obiad u starszej Córki.

Przyjechała też młodsza ze swoją rodziną i na godzinę 14 odbył się obiad, który przygotowało moje Dziecko.

Usiedliśmy do stołu i pal licho mięso, surówki, bo hitem u Niej jest fasolka szparagowa w grudniu.

Potrafi tak ją wekować, że absolutnie nie traci na jędrności i smaku – pycha o tej porze roku z masłem i bułką tartą!

Nie mówiłam dużo przy stole, ale obserwowałam tę moją rodzinę, złożoną z młodych ludzi, a także w obecności wnucząt.

Najstarsza wnusia ma już 11 lat i zadaję sobie pytanie, kiedy uleciał ten czas?

Siedziałam i słuchałam, a czasem coś wtrąciłam, ale doszłam kolejny raz do wniosku, że ja to mam szczęście, że w tym momencie, mam tak wspaniałe Córki, które stworzyły swoje rodziny i są bardzo zaradne.

Pomagają im fajni mężowie, także zaradni, którzy są włączeni w prowadzenie domu, wychowanie dzieci, i którzy mają stabilną pracę.

Razem pchają ten wózek i wychodzi im to bardzo zgrabnie i oby było im szczęśliwie długo, długo, a same nie czekają, że to mężczyzna zarobi na dom, gdyż same gnają codziennie do pracy!

Starsza pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi, a młodsza w referacie ksiąg wieczystych w sądzie.

Każda matka i każdy ojciec cieszy się, gdy młodym się układa, choć wiem, że w dzisiejszych,  dość niestabilnych czasach nie jest zawsze lekko, ale dają radę.

Dają radę bo swoje dzieci prowadzą na lekcję muzyki, basem, harcerstwo i piłkę nożną, a więc dzień zapełniony jest zadaniami!

Za chwilę pożegnamy stary rok i wszystko zacznie się od nowa, a Wam życzę by nie było nic gorzej – jak w starym roku!

POŻEGNANIE STAREGO ROKU !!!

Zostawmy Staruszka w spokoju,
Odrzućmy pretensje i żale …
On w trudzie odchodzi i znoju,
A my urządzajmy sylwestrowe bale.

Zostawmy Staruszka, zostawmy.
i dajmy mu czas na refleksje.
Niedawno był młody, postawny,
lecz gorzkie odebrał lekcje.

Zbyt wiele miał tu do zrobienia,
Zbyt dużo na świecie się dzieje,
Zbyt wielkie w nas były pragnienia,
Zbyt duże w nas były nadzieje …

Więc jednak pożegnać Go warto …
niech nikt się już nad nim nie znęca,
… a bramę zostawmy otwartą …
niech wejdzie – Radosny Zastępca!!
Kajka z netu

Obraz może zawierać: w budynku

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: choinka i w budynku

Coś się z narodem stało niedobrego!

 

Kiedyś było inaczej ze świętowaniem.

Pamiętam, że mieszkaliśmy w Ustce, a ja mając 7 lat, dostałam od Mikołaja taką książkę pt.”To „Mister Twister” Samuela Marszaka, a był to  dziecięcy poemat o amerykańskim milionerze, który wybrał się z wycieczką do Związku Radzieckiego. W przekładzie Janusza Minkiewicza ten fragment zaczyna się od słów „Mister Twister, były minister, fabrykant guzików, właściciel dzienników i hut w USA”.

Była to książka propagandowa, ale ja jako dziecko oczywiście tego nie wiedziałam.

Pamiętam, że piec kaflowy był ciepły, a ja usiadłam przy nim i pochłaniałam lekturę wyobrażając sobie wszystko.

W domu było cicho, spokojnie i czułam się bezpieczna tak bardzo, że zatraciłam się w lekturze i nie pamiętam nic więcej.

Potem pamiętam, że telewizja puszczała dzieciom polskim bajki Disneya w barwach czarno  – białych wówczas i sytuacja się powtórzyła, że kiedy Mama szykowała święta i z kuchni leciały zapachy, to dzieciaki oczarowane były tymi bajkami!

Kiedyś było inaczej, bo nie było w telewizji tych cholernych reklam, które tylko psują nastrój świąteczny i zalewu tych wszystkich do kupienia przedmiotów, a z telewizora padają okrzyki – kup to, kup to!

We wszystkich reklamach pokazywane są takie super, zgodne rodziny i miłość leje się strumieniami, kiedy wcale tak nie jest!

Nie pamiętam oczywiście jak Mama zdobywała te wszystkie produkty na święta, ale jeśli udało jej się kupić pomarańcze, czy orzechy to to było, a jeśli nie, to tego po prostu nie było.

Prezenty dla dzieci były raczej praktyczne, które przydawały się po świętach i pamiętam jak bardzo cieszyłam się z nowego dresu na lekcje w-f.

Kiedyś było inaczej, szczerzej, normalniej, bezpieczniej bez tego tłumu w galeriach i bezmyślnego kupowania.

Święta miały inny wymiar, bo bardziej radosny, rodziny, z miłością do bliźniego, bo rodziny nie były tak bardzo podzielone jak dzisiaj.

Kiedyś babcia i dziadek byli na piedestale, a teraz staruszków oddaje się do szpitali, aby można sobie pochlać!

Zastanawiam się, co się teraz z Narodem stało, że nie potrafimy często usiąść do stołu z własną rodziną?

Co tak bardzo nas podzieliło, bo czy to jest polityka, czy też kościół, a może pieniądze!

Ludzie jadą na święta przez pół świata i Polski często nie mając chęci zjawić się na święta, bo się po prostu nienawidzą i nie cierpią, ale tradycja przeważa, że w te święta trzeba być razem.

Czasy tak bardzo się zmieniły, że jesteśmy zagubieni z Mężem, co Wnukom kupić pod choinkę, bo po prostu nie znamy się na nowych markach zabawek i zwyczajnie dajemy im pieniądze.

Jeśli by udało się poznać nastroje świąteczne każdej rodziny, to by wyszedł z tego niezły pasztet, bo co rodzina, to inne nastroje i problemy.

Zanikają już rodziny wielopokoleniowe, a te rodziny nowoczesne pałają do siebie często złością i niezrozumieniem, kiedy jedni łamią się opłatkiem, a inni dostają drgawek i o tym napisała Dorota Wellman i ja się z nią zgadzam!

„Dorota Wellman o świętach Bożego Narodzenia: Współczuję tym, którzy muszą spotkać się z rodziną.

Niemałe poruszenie wywołała w sieci Dorota Wellman, opowiadając o nadchodzących świętach Bożego Narodzenia. W swoim najnowszym felietonie dla „Wysokich Obcasów” wytknęła Polakom fałsz i skrytykowała wszystkich, którzy spędzają święta na nartach lub w egzotycznych krajach.

„Współczuję tym, którzy w święta MUSZĄ spotkać się z rodziną. Nie mają ochoty, nie lubią tych ludzi. To musi być męka. W imię świętego spokoju. (…) I może czasem trzeba dać sobie spokój. Zostać w domu i w czwórkę przełamać się opłatkiem. Nie słysząc docinków teściowej, złośliwości wuja, który po alkoholu robi za mądralę, uwag kuzynek, które pieką lepsze makowce, ale zjedzą twój, obrabiając ci d..ę.” – napisała dziennikarka, wytykając Polakom fałsz wokół świąt Bożego Narodzenia.

Gwiazda „Dzień Dobry TVN” powiedziała też, że nie wyobraża sobie spędzania świąt poza krajem i wyznała, że w tych dniach będzie z najbliższymi.

„Lubimy się, to może nam jest łatwiej. Łatwiej być razem… Narty, egzotyczne wyjazdy, pobyt w spa muszą poczekać – dodała Wellman”.

Co sądzicie o jej słowach? Czy ma rację?

Znalezione obrazy dla zapytania wigilia

 

Nie rozdrapujmy w święta ran!

Znalezione obrazy dla zapytania bóg stworzył człowieka z oczami z przodu

Powyższy cytat należy do Olgi Tokarczuk, a przytaczam go po to, abym sama zrozumiała, że w moim wieku należy patrzeć do przodu, a przeszłość zostawić za sobą.

Minie za chwilę pierwszy dzień świąt i mimo, że w przeszłości moje stosunki z Teściową nie należały do udanych i nie chce mi się rozpisywać dlaczego, ponieważ rozdrapując przeszłość sama bym się krzywdziła, a także mojego Męża.

Moja teściowa jest dobrą kobietą z bardzo dobrym podejściem do małych dzieci, ale jest także osobą specyficzną i trzeba wiedzieć jak do Niej dotrzeć.

Ma 83 lata i jest wdową po swoim mężu, który ją kochał do szaleństwa, a Ona owinęła go sobie dookoła palca.

Jest specyficzna, ponieważ zawsze wydawało się Jej, że jest ciężko chora na przeróżne choroby, a w konsekwencji po prostu bardzo często szwankuje Jej ciśnienie i doskwiera arytmia serca.

Kiedy została wdową, to jeszcze bardziej zaczęła wsłuchiwać się w swój organizm i po prostu zaczęła wysyłać w przestrzeń komunikaty, które martwią Jej dwóch Synów.

Zaprosić Ją na święto, to jest nie lada zadanie, bo w ostatniej chwili oznajmia, że nie przyjdzie i niech wszyscy dadzą Jej spokój.

Kiedy byłam młodą żoną i matką, to bardzo dużo mi pomogła.

Musiałam pracować, a kiedy dzieci miały wakacyjną przerwę, to się nimi zajmowała, a także jako dobra krawcowa coś mi pomagała uszyć, czy też przeszyć i zawsze mogłam na Nią liczyć w krawieckich pracach.

Dziś udało się nam zaprosić na małe co nieco i przyszła!

Je jak ptaszek, a więc stół nastawiłam wg. jej potrzeb i cieszyłam się, że zjadła cokolwiek, bo ostatnio grymasi z jedzeniem.

Myślałam, że będzie chciała szybko iść do domu – do kota, ale o dziwo pobyła z nami prawie cztery godziny.

Po posiłku zaczęliśmy wspominać jak nasze miasto wyglądało przez II Wojną Światową!

Mąż włączył Internet i pokazywał swojej Mamie stare zdjęcia naszego miasta i okazało się, że Mama ma świetną pamięć do szczegółów i widzi obrazy bez potrzeby okularów.

Potem wciągnęliśmy ją w program rozrywkowy „The Voice Senior” –  program pełen wzruszeń ze wspomnieniami świątecznymi ludzi starszych, którzy śpiewali przecudnie i to się Teściowej bardzo podobało, a i my uroniliśmy niejedną łzę.

Następnie oglądaliśmy finałową „Szansę na sukces” i także dyskutowała o tym, kto śpiewa najładniej i kto powinien wygrać ten program.

Zauważyliśmy, że starsza pani zaczyna się powtarzać i zapomina się, a więc Mąż codziennie chodzi do Niej by brała systematycznie lekarstwa.

To był udany dzień z przesłaniem, aby nie rozdrapywać starych spraw, a iść w kierunku tego, co może nas spotkać w przyszłości – dobrego!

Teściowa zrobiła też coś bardzo rozsądnego, że w razie jej śmierci synowie mają wszystko po połowie i nie będą musieli włóczyć się po sądach i za ten rozsądek jej dziękuję.

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie siedzą, tabela, salon i w budynku

Wigilia i święta inaczej!

Obraz może zawierać: jedzenie i w budynku

U mnie z Mężem już po uroczystej kolacji!

Słuchamy teraz kolęd, które śpiewają w różnych telewizjach artyści najlepsi w naszym kraju.

Jest dobrze, a nawet świetnie.

Wybraliśmy na te święta wolność, bo nasz wiek już jest taki, że każdy pośpiech nam szkodzi zdrowotnie.

Nie musieliśmy się spieszyć, aby dojechać na czas naładowani przygotowanymi daniami.

Nasze dzieci muszą zrozumieć, że my rodzice musimy spowolnić, gdyż z roku na rok nie będzie lepiej!

Zrobiłam sporo jedzenia mimo, że tylko dla dwojga, a jednak  sporo po kuchni się nadreptałam.

Najgorsza jest pogoda, bo za oknem temperatura plusowa, a wszystko nie zmieści się w lodówce i nie chciałabym, aby jedzenie się zmarnowało.

Z niektórymi daniami podzielimy z sąsiadem chorym na raka, także pilnuję, by jedzenia nie wyrzucać do śmieci.

W domu palą się świeczki i jest nastrój, a ja nie padam na pysk i czuję wewnętrzny spokój, bo to jest ten czas w naszym życiu, że trzeba od tego zabieganego życia odpocząć.

Miała z nami być mama Męża, ale się staruszka pochorowała, ale zaprosiłam ją jutro na obiad!

Ktoś może nam zarzucić egoizm,  ale to nie jest egoizm, a czas pokoleniowy na zmianę warty.

W zeszłym tygodniu zadzwoniłam do mojej lekarz rodzinnej i prosiłam o wypisanie mi moich leków, a ona do mnie, że mam do niej zadzwonić za dwie godziny, aby podać poziom cukru i ciśnienia.

Przyznam się, że zarzuciłam domową kontrolę i kiedy zapomniałam, że mam do niej zadzwonić, to ta cofnęła mi e-receptę i zostałam z ręką w nocniku.

Tak mnie przymusiła, abym zaczęła brać regularnie leki i w końcu się u niej zjawiła po świętach.

Martwię się, bo mam wysoki poziom cukru, co sprawia, że są momenty, iż czuję się źle.

Powiedziała mi, że jeśli nie zabiorę się za siebie, to mogę nie pożyć za długo – to taka od niej mobilizacja, bym nie lekceważyła stanu swojego zdrowia.

O bogowie jak ja nie lubię lekarzy, ale dała mi dużo do myślenia!

Poniżej moja ulubiona kolęda!

Obraz może zawierać: 1 osoba, choinka, drzewo i w budynku