Archiwa tagu: rodzina

Dzień Ojca!

Obraz może zawierać: 3 osoby, dziecko i niemowlę

Wykopałam to zdjęcie z pudła i nawet nie wiedziałam, że je mam.

Moi już nieżyjący Rodzice i tak patrzę na to zdjęcie i chce mi się wyć!

Byli  tacy ładni i na zdjęciu, tacy szczęśliwi,  pasujący do siebie, a ja w środku zadowolona i też uśmiechnięta.

Na zdjęciu mam chyba z 8 miesięcy, a więc to był 1957 rok.

Rodzice chyba się na tym etapie kochali i kochali mnie, skoro wybrali się razem do fotografa zrobić zdjęcie na wieczną pamiątkę.

Rodzice mieszkali chyba w Pruszczu Gdańskim i w tym mieście, to zdjęcie zostało zrobione.

Patrzę więc na to zdjęcie i zadaję sobie pytanie – co poszło nie tak z moimi Rodzicami?

Będąc niemowlakiem nie mogłam sobie zdawać sprawy z tego, że się rozwiodą po 17 latach pożycia i to ja prosiłam Mamę, by złożyła pozew rozwodowy, bo Ojciec by nas wszystkie pozabijał.

Ojciec był kapitanem w Wojsku Ludowym i nagle system go zniszczył, a to przerodziło się w alkoholizm i znęcanie się nad rodziną.

To było istne piekło i naprawdę nie pamiętam dobrych chwil z Ojcem w tle, ale pamiętam agresję, bicie, awantury, znęcanie się!

O ile Mama sobie dobrze radziła jako rozwódka, to Ojciec kompletnie sobie nie radził, a więc wkraczałam, by mu pomóc wychodzić na prostą.

Walczyłam o to, aby umieścić go w dobrym Domu Spokojnej Starości i się udało.

Pewien Ordynator pomógł mi to załatwić i tak Ojcu przedłużyłam życie o 7 lat.

Miał świetną opiekę i przestał pić, ale coś się działo z jego psychiką i popełnił samobójstwo w 1998 roku.

Dziś obchodziliśmy Dzień Ojca i automatycznie włączyły mi się wspomiienia.

Kochałam go na swój sposób, chociaż w chwili amoku chciał mnie zadźgać nożem, co pamiętam bardzo dokładnie.

Minęło tyle lat, a ja biłam się z myślami, czy mu wybaczyć to, że mnie bił i wylewał na mnie swoją frustrację.

Zaczęłam z czasem rozumieć, że system w wojsku kompletnie go zniszczył i tak reagował na przegraną karierę wojskową.

Po kilkunastu latach wybaczyłam, bo zdałam sobie sprawę z tego, że był ambitnym facetem, ale przegrał z Kiszczakiem.

Ojciec miał jeszcze dwóch braci, którzy już także nie żyją.

Mama odeszła 1 lutego 2019 roku i z jej strony także wszyscy umarli i ja gdyby nie moje Córki i Mąż zostałabym na tym świecie samotna jak pies!

Moja Mama ze zdjęcia – kobieta o wielkich, pięknych,  oczach zadecydowała, że przepisze wszystko, co ma mojej Siostrze, a więc tym bardziej ostałam się sama z wieloma pytaniami, na które już nie otrzymam żadnej odpowiedzi.

A na zdjęciu było tak bosko!

Reklamy

Starość w Polsce!

Domestic violence

Wielu z nas, a może nawet wszyscy z mojego pokolenia nie mieliśmy łatwo.

Po skończeniu szkół najczęściej zaczynaliśmy pracę zawodową, a między wierszami zakładaliśmy rodziny i rodziły się nasze dzieci.

Biegliśmy więc przez życie z wywieszonym ozorem, ledwo żywi, zmęczeni, ale bardzo ambitni, bo przecież tak trzeba było – pracować dla Polski i aby utrzymać swoje rodziny.

Walczyliśmy o mieszkania, miejsca pracy, miejsca w żłobkach i przedszkolach dla dzieci.

W końcu przpracowaliśmy po 40 lat w jednym miejscu, a czasami w kilku, ale praca, to była taką naszą ambicją, że jeśli pracujemy, to jesteśmy coś warci i zostanie nam to wynagrodzone!

Wynagrodzone przez ustrój w państwie, przez zakład pracy i ubezpieczenia, a stało się tak, że w każdym systemie Senior  był i jest niczym i na stare lata dostaje od państwa torbę i kij.

Przeliczenie emerytury i od razu wielki zawód, bo dlaczego tak mało i na co ma to nam starczyć?

Jakże często polski emeryt musi wybierać między kupnem chleba, a zrealizowaniem recepty w aptece.

Jakże często starość w Polsce, to izolacja przez wychowane przez siebie dzieci, które na starość swoich rodziców wywalają ze swojego życia jak zdarte bambosze.

Jakże często rodzice są w chorobie i w  starości  poniżani, szturchani, wyśmiewani przez bliskich, a tylko dlatego, że są kłopotem i zawadą.

Z dnia na dzień zbliżam się do takiej starości i bardzo bym nie chciała, abym jako warzywo była obsługiwana przez własne dzieci!

Wolałabym umrzeć na własne życzenie, ale w tym kraju jest to niemożliwe, ale za to jest możlwie otwieranie kolejnych domów dla seniora, których państwo nie kontroluje i nie ma  opracowanych żadnych procedur i przepisów.

Te domy robią ze straością co chcą i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności i dlatego starość w Polsce jest śmierdząca i bezdusznie traktowana.

Starość w Polsce jest kłopotem i opieka nad starym człowiekiem jest go poniżająca, uwłaczająca godności schorowanego człowieka, a oni z trybun w Sejmie ryczą, że te nagrody im się należą!

Bardzo często już myślę o swojej starości i o tym jak skrócić swoją mękę, by nie być kłopotem!

„Poniżani, izolowani, leżący w kale. Dlaczego dziadkowie i babcie tak często są ofiarami przemocy?

Starzy, słabi, bezradni – idealne ofiary przemocy. Nikomu się nie poskarżą. Nawet, jeśli będą mieć kupę w majtkach, świerzb i odleżyny.

– Wegetują. Wyciągani z łóżek na siłę, sadzani na krzesłach, jak za karę. Posiedzą, zjedzą i znów do łóżka – mówi Bartosz Kitowski, redaktor naczelny portalu Kartuzy.info. Od ubiegłego roku dopomina się o prawa osób leżących w podkartuskim domu seniora.
Ten dom – jak opowiadały dziennikarzom opiekunki – bardziej przypomina ciężki obóz, niż miejsce spokojnej starości. Nie chce staruszek pić? Musi. Nie chce jeść? Musi (jak komuś podawały papkę przez sondę, to tak, że aż sonda się zapychała). Kąpanie? Rzadko, raz na dwa tygodnie. Każdy szorowany tą samą gąbką. Pampersów mało – dwa na dzień. Jak zabrakło, to trudno, muszą leżeć w kale i moczu.
Wśród leżących: pani pisarka, pani prawniczka, były nauczyciel wuefu, były wojskowy… Patent na to, żeby nie śmierdzieli: spryskać ich K2 – odświeżaczem do samochodu o zapachu cytrynowym. W sumie, na 25, a czasami 28 pensjonariuszy, były dwie opiekunki (w dzień) i jedna (w nocy). Nie wyrabiały. Powiedziały dziennikarzom szczerze, jak jest w takim domu i przy takim obłożeniu: karmi się jedną łyżką trzy osoby. W jednych rękawiczkach (bo trzeba oszczędzać) podaje jedzenie, sprząta fekalia, przeciera pęknięte wrzody. Opatrunki na odleżyny (też z oszczędności) robi się z podpasek. Żeby nie było widać, że paznokcie od nóg są aż pozawijane od nieobcinania, i że tam się już rozwinęła grzybica, to się nakłada wszystkim skarpety. Najgorsze, że u niektórych były już trudne do wygojenia wrzody i chyba już u wszystkich świerzb. W każdym razie wszyscy się drapali, wielu aż do krwi. Jednak był zakaz mówienia, że to świerzb. Trzeba było mówić, że alergia.

15 czerwca, to Światowy Dzień Świadomości Znęcania się nad Osobami Starszymi.

Przypadek spod Kartuz pokazuje, jak kiepsko jest u nas z tą świadomością.

– Nie ma wielkiego zainteresowania tym, co się dzieje w tym domu. Co prawda urzędnicy wojewódzcy przeprowadzili kontrole, w sumie trzy. Potwierdziły, że jest źle. Jednak trzeba było aż roku, żeby jakoś ukarać właścicielkę. Musiała zapłacić 5,5 tys. zł. To wszystko. Dom wciąż działa, tyle że zmienił nazwę – mówi Bartosz Kitowski.

Liczył na to, że będzie postępowanie prokuratorskie. Tymczasem prokuratura sprawę umorzyła. – Gdyby chodziło o dzieci, to zapewne reakcje byłyby inne. Wszyscy by się oburzali, bo nie ma społecznego przyzwolenia na to, by dzieci były krzywdzone i zaniedbywane. Ale jeśli rzecz dotyczy osób starych, które są przecież tak samo bezbronne, to już mało kogo obchodzi. Miałem nadzieję, że państwo stanie po ich stronie, będzie te osoby chroniło. Niestety, widać, że w takich sytuacjach państwo zawodzi – mówi Kitowski. Denerwuje go, że nie ma systemowych rozwiązań: dobrego nadzoru, właściwych procedur, jasnych wymagań dotyczących organizacji opieki.

Justyna Smolińska (publikuje na portalu strajk.eu) dostała kiedyś karę za niezapłaconą grzywnę: popracować trochę w warszawskim zakładzie opiekuńczo–leczniczym, sprzątała na oddziale zamkniętym. Było tam 65 kobiet, na ogół z demencją, miażdżycą, niektóre z Alzheimerem. Pierwsze, co ją uderzyło, to zapach: taniej stołówki, brudnych ubrań, niemytych ciał i fekaliów. Drugie: przerażający smutek, bezradność i samotność. A trzecia rzecz, której nie sposób było nie zauważyć, zbyt mała liczba pielęgniarek i salowych. Pieluchy zmieniano hurtowo, wszystkim po kolei, a nie wtedy, gdy była potrzeba. Jak któraś z pacjentek nie mogła się doczekać zmiany, wytrząsała zawartość pieluchy na podłogę. Ktoś kupę schował pod paprotką. Nawet te, które czuły się na siłach, żeby skorzystać z toalety, to już po wszystkim nie mogły skorzystać z papieru toaletowego (bo brak). Nie mogły umyć rąk mydłem (bo brak). Ani nawet opłukać wodą pod kranem (bo brak kranu).

Reżyser Andrzej Saramonowicz zamieścił wiosną na swoim profilu na Facebooku wstrząsający list przyjaciela, prof. Witolda Jacórzyńskiego, którego mama trafiła do jednego z podwarszawskich zakładów opiekuńczych. Prof. Jacórzyński, badacz kultur indiańskich, mieszka w Meksyku. Gdy przyjechał odwiedzić mamę, załamał się. Choć z zewnątrz dom ładny, w stylu szlacheckiego dworku, to jednak już w drzwiach uderzył go odór uryny. Rażący był też język personelu. Polecenia, nakazy, nigdy prośby. Pielęgniarka mówiąca o matce, że „chuda chociaż je”. I że podejrzewa u niej „jakiś nowotwór”, ale „my tu nie mamy diagnostyki.” Stan szybko się pogarszał. Gdy mama była już umierająca i syn chciał być przy niej, usłyszał, że regulamin zabrania wizyt po godzinie szóstej. Kazano mu wyjść, straszono, że wezwą policję i zostanie wyniesiony w kajdankach.

Sam, już wcześniej, podjechał na policję, złożyć skargę, powiedzieli: Mamy już na nich kilka skarg. Był więc ktoś jeszcze, kogo raziło to, co się dzieje w tym ładnym domku w stylu szlacheckiego dworku. Większość jednak nadal chciała trzymać tam swoją mamę. Albo ojca. Albo ciocię.

Gdy Bartosz Kitowski opisał na portalu warunki w podkartuskim domu, zaczął odbierać telefony od oburzonych rodzin: po co było to wszystko pisać? Nie chcieli albo wygodniej im było nie wierzyć w to, że ich bliscy mają złą opiekę, jedzenie nędznej jakości, leki podawane bez umiaru, byleby byli spokojni. – Tylko kilka rodzin zabrało stamtąd swoich bliskich. Reszta zostawiła. Jedni być może dlatego, że im wszystko jedno i pomyśleli, że jakby mieli zabrać, to dokąd? Drudzy wolą myśleć, że to dobre miejsce. Nie trzeba mieć wtedy wyrzutów sumienia – mówi Kitowski.

Gdy naukowcy z Instytutu Psychologii PAN kilka lat temu badali zachowania Polaków wobec osób starszych okazało się, że najbardziej popularna jest izolacja, zamykanie.

I to nie musi być zamknięcie w domu opieki. W rodzinnym domu też się udaje.

Ratownik medyczny (pracuje w Małopolsce, jeździ w karetce od 10 lat) mówi, że jeśli jest wezwanie do starszej, leżącej osoby, to raczej pewne, że leżeć będzie w najdalszym kącie domu. Jeśli dom piętrowy, to na górze, a nie na dole, gdzie toczy się życie rodziny. – Wolą tego leżącego nie widzieć, nie słyszeć. Przed świętami wypychają do szpitala. Bardzo często też wypychają, gdy chcą wyjechać na wakacje. Nie dają mu pić, wzywają nas, mówią: zobaczcie, odwodnił się.

Stefania Chabowska z Legnicy (w pogotowiu pracuje 14 lat) najbardziej ze wszystkich przykrych przypadków pamięta wezwanie do 90–letniej kobiety, która była przyklejona do wersalki tym wszystkim, co z siebie wydaliła. Syn jej nie przewijał, nie zmieniał pościeli.

Z badań dotyczących traktowania starszych wynika, że są nie tylko zaniedbywani. Często też poszturchiwani, szarpani, popychani (40 proc. Polaków twierdzi, że dostrzega ten problem w innych rodzinach, ale w swojej rodzinie, oczywiście dużo rzadziej). To samo jest z przemocą psychiczną czy ekonomiczną. Wielu przyznaje, że starsi są wyzywani, ośmieszani, często im się grozi, zabiera pieniądze (ale oczywiście te skandaliczne zachowania częściej widzi się w obcych rodzinach, niż w swojej).

Wybielamy się. Nie przyznajemy do stosowania przemocy.

– Mówi się, że to podziemie. Wiadomo, że jest, ale nikt nie wie, jak duże. Trudno szacować skalę choćby dlatego, że osoby starsze mają ograniczone możliwości szukania pomocy. To często ludzie uwięzieni w domu. Nawet jeśli się poruszają, to nie na tyle, żeby zejść z czwartego piętra. Niektórzy nie korzystają z telefonu, a jeśli potrafią, to nie wiedzą, gdzie zadzwonić, żeby zgłosić, że jest im źle. Poza tym sprawcami przemocy najczęściej są ich opiekunowie. Trudno skarżyć się na kogoś, od kogo tak bardzo się zależy – mówi Tomasz Majewski, psycholog, członek Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia.

Przez rok pracował w specjalistycznym zespole, który zajmował się właśnie sytuacją tej grupy.

– Chodziliśmy do domów, w których – jak wynikało z docierających do nas sygnałów – krzywdzone były osoby starsze i niepełnosprawne. To, co rzucało się w oczy zaraz po wejściu, to wielka ich zależność od opiekunów – mówi Tomasz Majewski.

To uzależnienie, ta ogromna nierównowaga sił, potwornie blokuje ofiary. Raczej nie żalą się, nie skarżą. Dobrze wiedzą, że gdyby powiedziały coś złego o swoich opiekunach, to by się później obróciło przeciw nim.

Na ich bezradność patrzymy inaczej, niż na bezradność dzieci zależnych od rodziców. Nawet jeśli są wyraźne sygnały, że dzieje im się krzywda, jakoś mniej się tym przejmujemy.

– Wynika to z wielu czynników, także ze stereotypów związanych ze starością. O starszych mówi się, że są nieznośni, marudzą, stwarzają problemy. I że ze starości już im się miesza w   głowie, więc nawet jeśli się skarżą, to nie bierze się tego serio, przymyka się oko – tłumaczy Majewski.”

https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/osoby-starsze-dlaczego-dziadkowie-i-babcie-tak-czesto-sa-ofiarami-przemocy/84jgt1p?fbclid=IwAR0ZLji-BQsj4OrY5G4Zwl6xoKwDerolmxVyW_j7cgBrgaUpYXfs0_AGEsU

Babciu, dziadku nie wtrącajcie się!

Znalezione obrazy dla zapytania babcia w parku

Surfując po sieci czasami zaglądam na profil Doroty Zawadzkiej, tej słynnej w Polsce Super Niani.

Zamieszcza ona czasami zajawki, które piszą do niej ludzie i ona to poddaje pod dyskusję, a więc dziś było ostro pod wpisem nazwanym „Z serii ludzie listy Piszą” i przeczytałam to:

„Z serii ludzie listy PISZĄ:
„Jestem babcią. Działam w lokalnym klubie seniora. Wiele z nas nie jest babciami, bo nasze dzieci nie chcą mieć dzieci. Chciałabym zapytać u ciebie Dorotko, co zrobić, żeby ułatwić młodym ludziom decyzję o dziecku? Jak z nimi rozmawiać? Jak im pomóc? Co im potrzeba?”

Przeczytałam i wpadłam w konsternację, że w dzisiejszych, zwariowanych czasach wciąż pokujuje twierdzenie, że rodzina, to koniecznie muszą być w niej dzieci.

Moje Córki odeszły z domu, kiedy miały po 30 lat, gdyż  tak wyszło, ale nigdy nie usłyszały od nas – rodziców, że czas odejść z domu i założyć rodzinę.

Wszystko potoczyło się swoim torem i przyszedł czas na małżeństwa i na urodzenie się moich Wnuków – bez nacisku i bez spinki.

Kiedy odeszły, to byłam trzy lata w dołku, bo musiałam się przyzwyczaić do „pustego gniazda” i było mi ciężko.

Do dzisiaj gotuję więcej zupy, bo nie umiem gotować tylko dla dwojga, a minęło już ponad 10 lat.

To w naszych czasach trzeba było szybko się pobierać i szybko mieć dzieci, a teraz wszystko się zmieniło.

Młodzi chcą robić karierę zawodową i nie mają czasu na śluby, małżeństwa, bo często mają potężne kredyty w bankach i zwyczajnie nie stać jest ich na dzieci, ale nie generalzuję oczywiście.

Bardzo często żyją w konkubinacie i mają na życie zupełnie inne priorytety i nie konecznie jest to prokreacja.

Wyszłam za mąż mając 20 lat i dugo czekałam na wnuki, a babcią zostałam w wieku mając ponad 50 lat i już w moim przypadku okazało się, że ukończenie szkół było ważniejsze niż założenie rodziny przez moje Córki.

Seniorzy nie powinni naciskać na swoje dzieci względem modelu życia, bo on się zmienia, a ich naciski są frustrujące dla młodych ludzi.

Dzisiaj z Tatulem sobie pisaliśmy, że jakie to szczęście, że opanowaliśmy obsługę komputera i siedzimy w sieci i się wciąż czegoś nowego uczymy, miast siedzieć na parkowych ławeczkach. Piszemy blogi!

Polecam blog Tatula:

https://tatulowe.wordpress.com/2019/06/16/laweczka-bajeczka/

A teraz przyznaję się bez bicia, bo oglądam Opole Kurskiego w tej znienawidzonej przeze mnie stacji, ale wykonawcy są moi – z dawnych lat i ich piosenki też!

Znalezione obrazy dla zapytania logo opole festiwal

Pozostały wspomnienia!

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie

Już jestem stara niestety, bo w taki upał wolę siedzieć w domu, by nie narażać się na tak ostre słońce.

Serce odrobinę szwankuje, a więc lato tak gorące już nie jest dla mnie i wolę watrakiem na siebie dmuchać!

Nie ma co już szarżować, kiedy w cieniu jest 30 stopni, a było kiedyś tak inaczej, tak fajnie, ale się skończyło.

Kiedy Dzieci z nami mieszkały, to podczas wakcji i naszych urlopów nie musieliśmy jechać do ciepłych krajów, bo Majorkę mieliśmy u siebie.

Od samego rana szykowaliśmy się na plażowanie, a więc prowiant, picie i ciepły obiad w szybkowarze składający się z warzyw i odrobiny mięsa tzw. danie jednogarnkowe, ręczniki, parasole i kremy i tak spędzaliśmy całe dnie – do zachodu słońca.

Mieliśmy dostęp do hangaru i to w nim gotowalismy i szykowaliśmy jedzenie dla Dzieci i siebie.

Dzieci do woli pluskały się w wodzie, a także jeżdziliśmy motorówkami po jeziorach, bo nasze jezioro połączone jest kanałami z dwoma innymi – jaka to była radość.

Mieliśmy kawałak swojego pomostu i z zaprzyjaźnonymi małżeństwami siedzieliśmy na leżakach, pływaliśmy, usmażeni na brąz – wówczas nie wiedzieliśmy, że to jest groźne.

Słowami piosenki Haliny Kunickiej zamknę w klamrę, że:

„To były piękne dni,
Po prostu piękne dni,
Nie zna już dziś kalendarz takich dat.”

Na szczęście Mąż kultywuje wojaże i dzisiaj się plażował, ale mamy następne pokolenie w osobie mojej Wnusi, która będąc na plaży ze swoją drużyną harcerską podbiegła z koleżankami z drużyny i z daleka wołała – dziadek pływasz?

  • Powozisz nas?

Dziadek z chęcią, bo jak by śmiał odmówić swojej Wnusi.

A co robi babcia, czyli ja – dokumentuję to wszystko na blogu!

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, niebo, łódź, na zewnątrz, woda i przyrodaObraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, na zewnątrz, woda i przyroda

Gratuluję PiS-owi wygranej!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

To był bardzo ważny dzień, bo ja jako wyborca i moja rodzina poszliśmy do wyborów.

Mamy właśnie wieczór wyborczy i słupki wskazują, że PiS ponownie wygrał i wiecie co?

Nie jestem zła na PiS, ale jestem wściekła na Polaków, którzy zrobili bardzo niską frekwencję i wybrali ponownie Piwo i Szaszłyk, zamiast ruszyć dupsko i walczyć o demokrację i praworządność w Polsce.

Puścili do PE taką Szydło, która wstydziła się falgi Unii i taką Zalewską, która rozłożyła polską edukację i takiego Brudzińskiego, który z Policji zrobił pajaców.

Oni idą do Unii bez znajomości języków i zwieją przed odpowiedzialnością, ale na to im Polacy pozwolili.

Nie ma mądrości Narodu, który przestał kumać, że PiS dalej będzie rujnował ten kraj.

Nie mam zamiaru się tym przejmować, bo mnie już bliżej jak dalej, a potem choćby potop!

Zawsze wierzyłam w mądrosć Narodu, ale to już było i nie wróci więcej, a ja się cieszę tym, że spędziłam dzisiaj miły czas u Córki w ogrodzie, w którym kwitną rododenrony z okazji Dnia Matki.

Sumując gratuluję PiS, a współczuję głupoty Polaków – cebulaków.

Przed wyborami jesiennymi mam życzenie, aby Kaczyński mi dał 500+ jako dodatek do emeryturki i przyjmę i nie będzie mnie obchodziło, że to z podatków! Taka wredna się zrobiłam, a i tak nigdy na PiS nie zagłosuję.

Taki wpis znalazłam na Twitterze:

(((hellvis)))
Wyniki dzisiejszych wyborów są logiczne.

Polacy się boją Żydów.

Boją się odmówić wysłania siedmiolatka samego z księdzem na tygodniowe „wakacje”.

Boja się edukacji seksualnej.

Boja się, że będą musieli wrócić do pracy bo im „ktoś odbierze 500+” mimo, że nikt tego nie zrobi

21:14 – 26 maj 2019

I to by było  na tyle!

Obraz może zawierać: roślina, kwiat i przyroda

Obraz może zawierać: roślina i napój

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

 

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, tabela i na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela, w budynku i jedzenie

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, salon, tabela, roślina i w budynku

Obraz może zawierać: tabela, salon, na zewnątrz i w budynku

 

Do mamy chowającej się w łazience, potrzebującej spokoju przez choćby minutę, gdy łzy spływają jej po policzkach.

Do mamy, która jest tak zmęczona, że nie może już dłużej funkcjonować i zrobiłaby wszystko, by położyć się i choć przez chwilę odpocząć.

Do mamy siedzącej samotnie w samochodzie, zajadającej smutki śmieciowym jedzeniem i ukrywającej to przed całym światem.

Do mamy płaczącej na kanapie po tym, jak krzyknęła na swoje dzieci z powodu jakiejś błahostki i teraz czuje się winna i bezwartościowa.

Do mamy, która desperacko próbuje założyć te stare dżinsy, bo chce tylko spojrzeć w lustro i poczuć, że wygląda dobrze.

Do mamy, która nie chce wyjść z domu, bo czuje, że życie ją przerasta.

Do mamy, która znowu zamawia na obiad pizzę, bo nie udało jej się ugotować tego, co zaplanowała.

Do mamy, która czuje się sama, niezależnie od tego, czy siedzi samotnie w pokoju, czy przebywa wśród tłumu.

JESTEŚ WYSTARCZAJĄCA.
JESTEŚ WAŻNA.
JESTEŚ WARTOŚCIOWA.

Tak właśnie wygląda ten etap życia, w którym teraz JESTEŚ. Macierzyństwo bywa naprawdę trudne, wymagające i pełne wyzwań. Gdy nadejdzie właściwy czas, okaże się, że było warto. Ale teraz bywa trudno. I jest trudno dla wielu z Was i w przeróżny sposób. Nie zawsze o tym mówicie, ale tak jest i nie jesteś z tym sama.

Jesteś wystarczająco dobra. Robisz co w Twojej mocy.

Te małe oczy, które na Ciebie patrzą – dla nich jesteś idealna. Dla nich jesteś więcej niż tylko wystarczająca..

Te małe rączki, które sięgają do Ciebie, aby Cię objąć – dla nich jesteś najsilniejsza. Według nich możesz zdobyć cały świat.

Te małe usta, zjadające jedzenie, które im podajesz – dla nich jesteś najlepsza, bo dzięki Tobie brzuszek jest zawsze pełen.

To małe serduszko, pragnące spotkać się z Twoim sercem – nie chce niczego więcej. Tylko Ciebie.

Bo jesteś wystarczająco dobra. Jesteś bardziej niż wystarczająca, Mamo.”

Bethany Jacobs

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KOCHANE MAMY

26 maja 2019 – to bardzo ważna data dla Polski!

Podobny obraz

Za chwilę nastanie cisza wyborcza, a ja mam plan na wyborczą niedzielę.

Będzie to inny dzień dla mnie, bo trochę się zadzieje.

Wstanę gdzieś około 10 rano, bo teraz tak długo śpię i zacznę się szykować do wyjścia, aby zagłosować na zaufane nazwisko do Parlementu Europejskiego.

Kiedy spełnię z Mężem swój obywatelski obowiązek, to wybiorę się na cmentarz i z okazji Dnia Matki zapalę Matce i Ojcu światełko.

Mamy nie ma wśród nas już trzy miesiące, ale ja Jej przez ten czas nie odwiedziłam na cmentarzu, bo zostawiła we mnie wielki żal i do dziś się z tym nie pogodziłam.

Chce się wyć!

Okazało się, że nie byłam dla Niej ważna, bo posłała mnie po śmierci do Sądu, tak jakby miała tylko jedno dziecko.

Kiedy była na początku choroby, napisałam do Niej list od siebie i napisałam jak bardzo Ją podziwiałam przez całe, moje życie, ale list ten przepadł i stało się tak, że jakbym go nigdy nie napisała i zostało masę niedomówień.

Myślałam, że ten list w nas wzbudzi powód do wspomnień, czegoś sobie do wyjaśnienia, ale przepadł w maminej szufladzie.

Jest mi do dzisiaj strasznie przykro, ale muszę nauczyć się żyć z odrzuceniem.

Postanowiłam jednak, że pójdę na cmentarz i pokonam swój żal i to cholerne wydziedziczenie.

Tu nie chodzi o kasę, a o prawdę i odpowiedź na pytanie – dlaczego?

Opiekowałam się Nią i wiem, że chorowało Jej ciało, a głowę miała niesłychanie przytomną, a mimo to nie wyjaśniła mi niczego i zostawiła ze znakami zapytania.

Kiedy wieko trumny zakryło nieboszczkę, urwały się telefony i nastała rodzinna cisza!

Ale…

Potem będzie już tylko milej, bo moje Dziecko zaprasza nas na uroczysty obiad  z okazji Dnia Matki i to jest dobra nowina dla mnie i mojego Męża.

Posiedzimy sobie pewnie na tarasie, który jest piękny – w otoczeniu zieleni i kwiatów, bo na zachodzie Polski pogoda się klaruje i jest słonecznie, czego życzę Polsce południowej, w której powodzie i wichury unieszczęśliwły tyle rodzin i domostw.

Po powrocie do domu będę czekała na godzinę 21.oo, kiedy to zacznął spływać wyniki z wyborów.

I mam taki apel:

Ojczyzno

1. Nie oddajmy naszej Polski XXX
Nie oddajmy XXX naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno …..

Między Moskwą a Brukselą jest Warszawa
W której żyją ludu sorty wrogie dwa
Jedni nie chcą dyktatury Jarosława
Drugim dyktatura jego „pasie, Gra”

2. Rządy PiS-u wiodą naród do upadku
Wiodą suwerena nad przepaści skraj
Dobry Boże nie zasypiaj, daj im mądrość
A nam siłę i odwagę ojcze daj.

Byśmy mogli swą Ojczyznę uratować
Od faszyzmu, dyktatury, krwawych dni
Byśmy mogli suwerenność swą zachować
Byśmy nadal w wolnym kraju mogli żyć.

3. Mały poseł wraz ze świtą mu poddaną
Niszczy wszystko co się demokracją zwie
Najpierw TK, teraz sądów niezawisłość
Czego ten szaleniec od rodaków chce.

Nie pozwólmy na kolejne zniewolenie
Rozsiewanie nienawiści pośród nas
Nie pozwólmy aby przyszłe pokolenie
Otrzymało w spadku utracony czas.

4. Nie oddajmy naszej Polski XXX

Nie oddajmy XXX naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno sznur lub staw”

BROM – Berlin 20.07.2017

Andrzej Klukowski

 

Wspomnienia!

Pierwsze zdjęcie poniżej, to ja przy wózku z moją pierworodną.

To były czasy, że takich zdjęć więcej nie mam i tu ubolewam.

Byłam zaledwie 18- latką, kiedy się szczeniaki w sobie zakochały na zabój i z tego zakochana się urodziła.

Zimny maj, tak  śpiewała nieodżałowana Kora, a ja mam w takie dni czas wspomnieniowy.

Moje albumy na zdjęcia pękają w szwach, a więc nie da się tego wszystkiego obejrzeć w jeden dzień.

Mam zdjęcia też nie posegregowane i leżą sobie w pudełkach po butach i chyba tak sobie będą leżeć, bo takie nie segrowane są za każdym zdjęciem – niespodzianką.

Na zachodzie Polski pada od czterch dni i dopiero dzisiaj zrobiła się dziura w chmurach i wyszło słońce, a ja po zrobieniu czegoś tam w domu, przysiadłam ze zdjęciami i zaczęłam wspominać.

Mam taką swoją ulubioną kanapę i to na niej otwieram kolejne albumy i przypominam sobie jak to kiedyś było i dziwię się, że ten czas tak szybko leci, że oglądam zdjęcia w samotności, bo dzieci mają już swoje dzieci i żyją własnym życiem.

Zawsze lubiłam fotografować i to właściwie dzięki mnie na kliszach zostało tyle chwil uwiecznionych, ale za to Mąż kamerował rodzinne chwile i mamy masę taśm na pamiątkę.

Zdarza się, że oglądamy je rodzinnie, podczas świąt i jest niezła zabawa.

Myślę, że nawet kiedy kobieta odnosi sukcesy w pracy, czy na innym polu, to i tak największym sukcesem kobiety jest rodzina, którą stworzyła – jeśli oczywiście chce mieć rodzinę.

Tak jest i ze mną, bo moja rodzina jest moim sukcesam, a tym bardziej, że moje dzieci nigdy mi nie wywinęły żadnego numeru i nigdy się za nie nie wstydziłam.

Mam więc pytanie do Was – co jest dla Was sukcesem i czym się szczycicie w swoim życiu?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: 1 osoba

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie

Obraz może zawierać: 3 osoby, uśmiechnięci ludzie

 

Miejsce do życia!

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz, przyroda i tekst

Jakieś 20 lat temu poznałam pewne małżeństwo, które będąc na emeryturze przeniosło się ze Świnoujścia na wieś – blisko mojej miejscowości.

Powoli, małymi kroczkami zbudowali sobie drewniany domek ze wszystkimi udogodnieniami i co rusz dostawiali coś nowego, bo to albo bardziej profesjonalną łazienkę z prysznicem, małą saunę, kurnik i gołębnik.

Przy tym swoim domku mieli kawałek ziemi, którą uprawali i w ten sposób mieli swoje warzywa, krzewy i drzewa owocowe, a działki pilnowały dawa, cudne wilczury, a było i kilka kotów.

Kiedy tej kobiecie umarł mąż, to myślałam, że ona wróci bliżej dzieci i roztanie się ze swoim drewnianym domkiem i tym wszystkim, co razem stworzyli.

Tak się nie stało, bo ta mocna kobieta zabrała się za budowę domu murowanego i to się jej udało.

Mieszka w tym samym miejscu, na którym nadal uprawia warzywa, a potem zebrane plony przetwarza i mimo, że mieszka na skraju lasu, całkiem samotna, to nie ma zamiaru opuszczać swojego, ukochanego miejsca do życia.

I my z Mężem mieliśmy taki wiejski epizod, gdyż blisko domostwa tej kobiety, mieliślmy mały drewniany domek i spory kawałek ziemi.

Sporo pracy w to włożylismy, a ja kochałam to miejsce.

Kiedy miałam wszystkiego dosć, to się tam zaszywałam i lubiłam być sama ze sobą.

Wieczorem czytałam książki, a o poranku w sezonie grzybowym szłam do lasu i  zbierałam grzyby, a potem je suszyłam.

Sama piłowłam drzewo, by napalić w piecu, bo zimą też tam odpoczywałam.

To był mój czas spędzony na łonie natury i tak ładowałam sobie akumulatory.

Piszę o tym dlatego, że nigdy nie miałam zapędów, aby mieszkać w dużym mieście.

Przez całe życie mieszkałam w mniejszych miejscowościach, bez tego miastowego zgiełku i tłumów ludzi.

Teraz też tak jest, że w moim mieście  szum samochodów jest tylko w godzinach szczytu, kiedy ludzie wracają z pracy, a potem miasto zamienia się w senne i to mi całkowice odpowiada.

Odpowiada mi moje miejsce do życia, bo mam wszędzie blisko i nie muszę wsiadać do autobusu, czy tramwaju, aby się dostać.

Mam blisko do wszystkich sklepów, przychodni i do lokalu wyborczego i dlatego jest mi  wygodnie.

Każdy w swoim życiu ma takie etapy, że musi wybrać swoje miejsce do życia, a na starość wybieramy wygodę.

Kiedy byłam młodsza, to kochałam swój, biały domek na wsi, gdzie jest taki mały kościółek, ale z czasem priorytet się zmienia niestety.

Jak  Wy na to patrzycie – wieś, czy miasto, a może senne miasteczko jak moje?

Wznieś serce nad zło!

Od wczoraj wszystkie media mówią i piszą o pedofilii w kościele po emisji dokumentu Tomasza Sekielskiego.

W TV wrze i w sieci wrze, a ja chcę Wam przedstawić jednego, prawego księdza, który prowadzi Ośrodek Rekolekcyjny w Trzęsaczu – nad naszym polskim morzem.

Ksiądz Stanisław prowadzi ten ośrodek od 20, a może więcej lat, do którego przyjeżdżają dzieci i młodzież i ani razu nie padło na niego żadne podejrzenie o  zły dotyk, a więc można!

Dwa, może trzy razy byliśmy odwiedzić księdza Stanisława i raz z Mężem spędziłam w tym ośrodku pięć dni w bardzo przyjemnym pokoju z łazienką, bo ksiądz nas ugościł.

Było lato i ksiądz odprawił mszę pod gołym niebem i ja wówczas pierwszy raz popłakałam się na  kazaniu. Pięknie i szczerze mówił i to trafiło do ludzi.

Odpoczeliśmy tam, bo od ośrodka jest 150 metrów do morza, a więc dużo spacerowaliśmy i za ten czas dziekuję księdzu, a to wszystko zapamiętam do końca życia.

Piszę o tym, aby nie zgasła w nas nadzieja, że w kościele drzemie samo zło!

Dziś moja Starsza Córka obchodzi swoje kolejne urodziny!

12 maja 1976 roku Ją urodziłam, a rodziłam wiele godzin i bolało, ale ten ból się zapomina, kiedy na świecie się pojawia upragnione dziecko.

Mieszkała z nami 30 lat – w domu rodzinnym, a potem się zakochała i zostawiła nam puste gniazdo.

Oboje z Mężem musieliśmy się nauczyć żyć tylko we dwoje, bo odeszła i Młodza Córka, a więc  została pustka jak w każdej rodzinie, kiedy dzieci odlatują jak ptaki!

Dostała branzoletkę na Urodziny i czerwone róże, a Jej święto jest naszym świętem.

Niech się Jej wiedzie w życiu, bo każdy rodzic tego pragnie dla swoich Dzieci.

 

Znalezione obrazy dla zapytania ksiądz stanisław krzyżanowski

Znalezione obrazy dla zapytania trzęsacz ośrodek rekolekcyjny

Obraz może zawierać: roślina, kwiat i przyroda

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: roślina, kwiat i przyroda

Później może być za późno!

Znalezione obrazy dla zapytania kawa

Na wstępie chcę podziękować wszystkim, którzy pod wpisem o samotności, tak pięknie się w tym temacie wypowiedzieli w komentarzach.

A teraz inny temat:

My emeryci możemy w końcu po trudach życia wreszcie odpocząć.

Wszyscy pamiętamy, że zakładając rodziny musieliśmy o wszystko walczyć!

Musielismy walczyć o kąt, a także o lepszą pracę.

Musieliśmy walczyć o miejsce dla dziecka w żłobku, czy też przedszkolu.

Potem przyszły jeszcze trudniejsze czasy, bo w Stanie Wojennym musielismy walczyć już o wszystko, a więc o jedzenie, buty dla dzieci, meble, telewizor, pralkę i tak dalej.

W tygodniu mieliśmy tylko jedną, wolną niedzielę, bo pracowaliśmy 6 dni w tygodniu.

W niedzielę więc nadrabialiśmy wszelkie zaległości domowe, a na tym trochę cierpiały nasze dzieci.

Byliśmy zmęczni, zapędzeni, znużeni, ale się staraliśmy.

Mimo tego wszystkiego teraz wspominamy tamte czasy z sentymentem, bo byliśmy młodzi i silni, a także bardziej odporni na stres.

Ile pokonaliśmy przeciwności, to trudno nawet sobie teraz to przypomnieć, a na dodatek nie mieliśmy Internetu i musieliśmy szukać przepisu na życie po omacku!

Czas jakoś inaczej płynął, aniżeli kiedy jesteśmy na emeryturze.

To jest niesprawiedliwe, że na starość ten czas płynie tak bardzo, że budzimy się, gdy życie przeminęlo.

Co możemy zrobić na stare lata?

Musimy przede wszystkim pamiętać o bliskich, a Oni się nam odwdzięczą.

Jeśli tylko zdrowie pozwala – dbajmy o siebie i się rozpieszczajmy.

Nie obwinjamy się, że gdzieś tam sobie leży kurz!

Mamy prawo do odpoczynku od życia, a tak mi pisze moja przyjaciółka.

Miejmy dobre słowo dla bliskich, ale dajmy im znać, że swoje już zrobiliśmy i teraz jest kolej na nich!

Miejmy dla siebie litość i powiedzmy sobie jak, to powiedziała Stefania Grodzieńska – będąc straszą panią, że już nic nie musi – odpoczywajmy i poniższy tekst dajmy do przeczytania młodym!

Budzimy się, gdy życie przeminęło. Smutna prawda o przemijaniu i zimnej kawie podbija internet.

Pędzimy, nieraz sami nie wiemy, dokąd. Praca, obowiązki, rzeczy do wykonania. Wykreślamy z listy to, co już udało się zrobić i od razu dopisujemy kolejne punkty. Bo zawsze jest coś do zrobienia i zawsze jest coś do przełożenia na „później”. To smutne, ale wbrew pozorom na „później” najczęściej przekładamy to, co najważniejsze. Dziecku obiecujemy, że potem przyjdziemy i zobaczymy, co narysowało. Parterowi/partnerce odmawiamy wyjścia do kina, bo jednak raport do pracy jest ważniejszy. Rodzicom przysięgamy, że odwiedzimy ich w weekend. Ale „następny”. Znacie to?

Zmieniający się świat wymaga od nas coraz większego refleksu. Musimy reagować na zmiany, dostosowywać się, a raczej szukać złotego środku, by jednocześnie sprostać wymaganiom społecznym i czuć się komfortowo. Niestety często gubimy się w natłoku informacji i bodźców. Zapominamy o uczuciach, drobnych gestach, bliskich.

Boucar Diouf pochodzi z Senegalu, ale mieszka w Kanadzie. Jest biologiem i oceanografem, prezenterem telewizyjnym i komikiem. Mężczyzna napisał krótki tekst, który przypomina, jak ważne są drobne przyjemności, skupianie się na ważnych momentach, szukanie szczęścia wokół siebie. Wpis przekazały sobie w mediach społecznościowych już tysiące osób.

Ledwo zaczął się dzień… a już wybija osiemnasta.
Ledwo był poniedziałek, a już jest piątek.

… miesiąc już minął.
… rok prawie się kończy.
… i minęło już 40, 50 lub 60 lat naszego życia.
… i zdajemy sobie sprawę, że straciliśmy naszych rodziców, przyjaciół.
… i przychodzi świadomość, że jest za późno, by wszystko cofnąć, odwrócić bieg losu.

Zatem… Próbujmy mimo wszystko, skorzystać jak się tylko da z czasu, który nam został…
Nie przestawajmy szukać czynności, które dają nam radość…
Dodajmy kolorów naszej szarej codzienności…

Uśmiechajmy się do małych rzeczy, które wlewają balsam do naszych serc. I mimo wszystko, cieszmy się czasem, który nam został. Spróbujmy wyrzucić z naszego życia to wieczne „później”.

Powiem to później…
Pomyślę o tym później…
Przekładamy wszystko, jakby to „później” zależało od nas…
Tymczasem to, czego nie rozumiemy, to prosta prawda, że:

później – kawa będzie już zimna…
później – priorytety się zmienią …
później – urok zgaśnie …
później – zdrowie minie …
później – dzieci dorosną …
później – rodzice się zestarzeją …
później – obietnice zostaną zapomniane …
później – dzień stanie się nocą …
później – życie się skończy …

„Później” to często za późno…
Zatem… Nie zostawiajmy nic na później.
Ponieważ czekając na to „później”, możemy stracić na zawsze…

najlepsze chwile,
najpiękniejsze doświadczenia,
najwspanialszych przyjaciół,
najukochańszą rodzinę.

Dzień jest teraz. Chwila wydarza się w tym momencie.

Wpis trafnie skomentował jeden z internautów. – Pytają: „Co jest najważniejsze w życiu?”. Odpowiadamy: „Zdrowie i rodzina”. Dlatego nie dosypiając, pijemy kawę, siedzimy po 9 h w biurze czy na fabryce. Następne 3 h myślimy o pracy i aby było łatwiej, palimy fajki, może zioło nad szklaneczką jakiegoś zdrowego drinka. W dzień wolny odsypiamy nasze stresy i… aby nam w tym nikt nie przeszkodził!!! A w szczególności dzieci. Dzień szlafroka jest święty. I ponieważ tak ważna jest ta rodzina i zdrowie, to tak ku***my się za pieniądze.

Warto na chwilę zwolnić. Nie tylko, gdy są święta, gdy jest okazja. I zastanowić się, co jest dla nas tak naprawdę ważne i istotne.

Obraz może zawierać: 2 osoby

https://mamadu.pl/142087,wszystko-odkladamy-na-pozniej-ten-wpis-poruszyl-tysiace-osob