Archiwa tagu: rozmowa

Mój motywator na każdy dzień brzmi! – „Jeśli padłaś, to się podnieś. Popraw koronę i zasuwaj”

Mniej więcej tak to było i jest!

Czysta matematyka:

12 x 30=360

W listopadzie minął rok od diagnozy, z której się dowiedziałam, że Mama jest chora na raka!

360 razy w tym czasie wspięłam się po schodach – na trzecie piętro, aby dotrzeć do chorej Mamy.

Codziennie pokonuję 90 schodów dla mnie za wysokich i nie boję się opieki nad Mamą, bo sobie z tym jakoś radzę, ale boję się tych, cholernych schodów.

Nie mam pojęcia kiedy minęło te 360 ich pokonywania, bo kiedy się już wskrabię, to zapominam, że je pokonałam i cieszę się, że serce nie odmówiło mi kolejny raz!

Kiedy Mama zachorowała, to cała Rodzina była wystraszona i nie wiedziała jak się w tym wszystkim zachować.

To naturalna reakcja, która dotyka każdego – kto znajdzie się w tak przykrej sytuacji.

Jednak z czasem osfajamy się z diagnozą i wypracowujemy w sobie bodźce obronne i stajemy się mocniejsi oraz uodparniamy się, gdyż musimy być silni!

Towarzyszymy choremu w codziennej walce o jeszcze jeden dzień i cieszymy się, że jesteśmy pomocni i potrzebni.

Opieka nad takim chorym wyssysa z nas energię, bo przeżywamy z chorym jego boleści i walkę o to, aby tak nie bolało.

Jeśli nie wiecie jak się zachować w stosunku do chorego, to na blogu wklejam mały poradnik. Może się komuś przyda, bo ja wiem o tym, że w tej chorobie trzeba zachować się przyzwoicie.

Mam swój ulubiony motywator na każdy dzień, a brzmi on tak: „Jeśli padłaś, to się podnieś. Popraw koronę i zasuwaj”.

 

Choroby nowotworowe coraz częściej dotykają naszych bliskich oraz osoby z naszego otoczenia. Mimo to, wciąż rozmawia się o nich mało – najczęściej szeptem lub ze wstydem. Tematyka raka wprowadza rozmówcę w zakłopotanie, stanowi tabu, jest czymś, co łatwiej przemilczeć. Warto to zmienić! Czy ktoś z Twoich bliskich choruje na nowotwór? Chciałbyś wiedzieć, jak mądrze towarzyszyć mu w chorobie i jak spróbować pomóc? Oto kilka praktycznych wskazówek jak rozmawiać z chorym na raka.

 

Jak rozmawiać z chorym na raka?

– bądź. Diagnoza choroby nowotworowej to bardzo trudny czas dla bliskiej Ci osoby. Ważne zatem, by nie zostawiać jej z tym samej. Bądź przy niej, choćby tylko milcząc

. – pytaj. Zastanawiasz się, jak możesz pomóc osobie chorej? Zapytaj ją o to. Ona przecież najlepiej wie, czego potrzebuje. Jak zapytać? Najlepiej wprost: „Jak mogę Ci pomóc?“, „Co mogę dla Ciebie zrobić?“.

– oferuj pomoc. Być może osoba chora nie chce nikogo obciążać sobą, mimo że potrzebuje pomocy. Jeśli masz ochotę być z nią, nie czekaj, aż sama Cię o to poprosi (proszenie dla osób chorujących często jest trudne). Przejmij inicjatywę, dzwoń, oferuj swoją pomoc, gotowość i wsparcie na różnych płaszczyznach.

– bądź szczery/a. Nie udawaj, że Ci łatwo, jeśli tak nie jest. Nie mów choremu, że „wiesz co czuje“ i że „będzie dobrze“, bo nie wiesz, jak będzie. Zawsze mów prawdę i słuchaj z uwagą. Spokojna i empatyczna rozmowa działa uspokajająco. Istotne jest pozwolenie chorującemu na wyrzucenie z siebie tego, co czuje i myśli.

– mów, co czujesz. Nie udawaj, że z łatwością przychodzi Ci rozmawianie na dany temat, jeśli tak nie jest. Mów o swoich lękach, obawach, odczuciach. Może się okaże, że osoba chora oczekuje właśnie takiej szczerości, a nie kolejnego „bohatera“ u swojego boku. – pozwól sobie i choremu na wyrażanie emocji. To ważne dla osób chorujących, by móc wyrzucić z siebie męczące i złe emocje. Już sama sytuacja choroby potrafi być bardzo trudna, nie obciążajmy się dodatkowo kumulowaniem negatywnych emocji.

– daj sobie czas na odnalezienie się w nowej sytuacji i przyzwolenie na to, że nie wiesz, co dokładnie robić. Najważniejsza w tej sytuacji jest Twoja gotowość. Spróbuj otworzyć się na swojego przyjaciela, bardzo możliwe, że sam będzie chciał Cię poprowadzić przez najlepszą drogę towarzyszenia mu.

Czego nie należy robić podczas opieki/rozmowy z osobą chorą na raka?

– nie wyręczaj chorego, nie zabieraj mu jego autonomii. Mimo, że choroba może ograniczać sprawność, pozwól Twojemu bliskiemu na niezależność. Chory oczekuje normalności. W jego życiu i tak wystarczająco dużo już się zmieniło.

– nie dawaj rad i nie pouczaj. Nie wiesz, co jest dobre dla Twojego przyjaciela i nie jesteś na jego miejscu. – nie mów, że „wszystko będzie dobrze“. To oczywiście naturalne, że chcesz, aby tak było. Nie możesz jednak mieć pewności, że tak będzie, a nie należy kłamać.

– nie lekceważ choroby. Chorzy nie lubią komentarzy „nie wyglądasz na chorego“, mogą to odebrać, jako kwestionowanie ich choroby.

– nigdy nie lituj się nad chorym. Większość pacjentów jest na to bardzo wyczulona.

– nie udawaj, że wszystko jest w porządku. Bo nie jest. Mów o swoich uczuciach i o tym, co jest dla Ciebie ciężkie. Nie traktuj złości chorego osobiście. Ma prawo do wykrzyczenia swojego bólu i smutku. Pozwól mu na to. Choroba jest bardzo trudnym momentem, często zatem towarzyszy jej agresja, bezsilność i złe emocje. Pamiętaj, że najważniejsza w byciu z osobą chorą na raka jest szczerość. Jej brak bardzo łatwo wyczuć. Udając, grając i nie mówiąc prawdy oraz tego, co faktycznie czujesz – tworzysz barierę między Tobą a chorym. To powoduje narastanie poczucia osamotnienia, frustracji, zagrożenia i smutku.

zobacz więcej na: https://www.zwrotnikraka.pl/jak-rozmawiac-z-chorym-na-raka/ |

Reklamy

Święta i Wnuki :)

Dziś przyjechały moje Wnuki i stwierdziłam, że przez trzy miesiące, od ostatniego spotkania bardzo dorosły.

Miesiąc u dzieci, to bardzo dużo, a co dopiero jeśli nie widzi się Ich trzy miesiące.

Po wypakowaniu z plecaków wszystkich skarbów wielkanocnych, robionych w szkole i przedszkolu – przyszedł czas na rozmowę.

Rodzice poszli do sklepu, a ja jako babcia byłam ciekawa, co tam u nich działo się przez ten czas.

Dowiedziałam się, że w szkole i przedszkolu wszystko dobrze i wiele innych cennych dla mnie wiadomości.

Potem Wnusia z plecaka wydobyła dość grubą książkę. Usiadła na dywanie i zaczęła ją czytać.

Ucieszyłam się bardzo, że lubi czytać i spostrzegłam, że do końca książki zostało jej kilka stron.

Usłyszałam, że ta książka Wnusię tak pochłonęła, że wieczorem nie mogła się od niej oderwać!

Bardzo dobra wiadomość dla mnie, że woli czytać książki od jakiegoś tam siedzenia przy komputerze, czy z telefonem.

W telewizji była włączona muzyka z dawnymi przebojami i na jednym z teledysków pokazana była całująca się para.

Mój 6 letni Wnusi zakrzyknął, że to jest para zakochana.

Poszłam za ciosem i pytam jak się czuje zakochany człowiek i usłyszałam, że mocno bije mu serce, nie może spać, jest nerwowy, nikogo nie słucha i w ogóle to chory człowiek!

Mój Wnusiu zakomunikował mi, że jednemu człowiekowi na świecie nie wolno się zakochać.

Spytałam o kim mówi!

Ksiądz nie może się nigdy zakochać – usłyszałam.

No i gadaj z nimi!

Zaczyna się czas trudnych pytań

Weekend i święto, a więc spotkanie z Córką i jej Rodziną i nagle mnie olśniło w sprawie małych „człowieków”, czyli moich wnucząt.

Nie da się już ich oszukać i nie da się im wcisnąć żadnego kitu, bo dzieci są wspaniałymi obserwatorami i nawet kiedy myślimy, że nie słuchają rozmów dorosłych, to słuchają, choćby dorośli kamuflowali się nie wiem jak.

Nawet kiedy siedzą w innym pokoju, a dorośli w innym, to słyszą o czym dorośli rozprawiają, a więc uważajcie dorośli, bo małe „licho” nie śpi ha ha.

Przekonałam się o tym nie jeden raz podczas odwiedzin, a dziś nagle mój wnuk zadał mi pytanie za 100 punktów, że dlaczego Babciu nie byłaś dzisiaj w kościele?

Zdębiałam, bo nagle zaczął się czas zadawania trudnych pytań.

Nie chodzę do kościoła to fakt, gdyż ksiądz nie jest dla mnie autorytetem, ale za to cenię piękne, polskie kościoły. Do Boga mi daleko, ponieważ jest taka piosenka i tu zacytuję:

Powiedz, powiedz – jak to jest,
Że na świecie tym.
Jest tak dużo łez
Co dzień wielki deszcz.
Pada wokół nas.
Powiedz – jak to jest?
Że świat płacze cały czas?
Że świat płacze cały czas …

Ref:

Świat nie wierzy łzom.
Szkoda naszych łez.
Świat nie wierzy łzom.
Bo za dużo jest …
Na tym świecie łez.

 Moje wnuki chodzą, co niedziela ze swoimi rodzicami do „kościółka” i nie mnie się wtrącać w wychowanie moich wnuków, bo uznaję pełną dowolność w życiu i szanuję okropnie cudze wybory. Niechaj każdy żyje według własnych zasad i tak też wychowuje swoje potomstwo, ale wiecie co?

Spytałam, czy obchodzą to dziwne  dla mnie święto –  halloween, a moje wnuki, że absolutnie, że nie i tu mi ulżyło, bo jako Babcia nie cierpię przenoszenia na polski grunt jakiś ‚zagramanicznych” zwyczajów i tu byłam dumna ze swoich, rozumnych wnuków.

Zbliża się czas zadawania trudnych pytań i zdaję sobie z tego sprawę, a więc trzeba się przygotować na mądre odpowiedzi, aby Babci w jakieś kwestii  nie zażyły. Oczywiście muszę być wiarygodna w dyskusji z tymi mądrymi obserwatorami, bo przed dziećmi he he nic się nie ukryje.

My dorośli powinniśmy dzieci traktować jak pełnoprawnych obywateli i dawać im przykład w rozmowie i postępowaniu. Nie możemy ich zbywać i okłamywać, gdyż dzieci są nadzwyczaj szczere, a każde nasze kłamstewko zostanie zdemaskowane.

Z dorastającymi wnukami musimy rozmawiać szczerze i jeśli Babcia nie wierzy w Boga, a One wierzą, to trzeba im przedstawić swój punkt widzenia, aby wyjść z tego z twarzą.

Opracowuję strategię w swojej głowie, aby im kiedyś wytłumaczyć, dlaczego myślę inaczej niż moje małe „ludziki.” Chcę być wiarygodna, bo pragnę być z nimi szczera.

Wpadłam w konsternację, bo ten mały człowiek zadał mi pytanie i oczekiwał odpowiedzi na miarę swojego dziecięcego rozumu.

Odpowiedziałam, że nie byłam w kościele, ponieważ gotowałam dla niego i siostry obiadek, a więc nie miałam czasu, ale wiem, że skłamałam, a za rok ten mały człowiek zada mi o wiele trudniejsze pytanie ha ha.

Już się boję. 😀

 

 

Dobrze się rozmawia przez telefon w samochodzie, aż tu nagle grube drzewo!

Wczoraj o 17 godzinie dzwoni telefon. Na wyraźnym wyświetlaczu czytam, że to moje dziecię dzwoni do matki.

– Mamo, co tam u ciebie, bo wiesz, że nie mam czasu, ponieważ to koniec roku i trzeba wszystko w szkole zapiąć na ostatni guzik, ale kocham cię.

– Dziękuję, że pamiętasz o starej matce, ale zdaje się, że jedziesz samochodem.

– Tak mamo, jadę na wywiad do takiej biednej rodziny i muszę z tego zrobić notatki, bo tam źle się dzieje, ale chciałam ci powiedzieć, że mijam takie cudne pola, gdzie są same czerwone maki i niech tata cię tu podwiezie, a zrobisz cudne zdjęcia.

– Chcesz mi powiedzieć, że jedziesz samochodem i do mnie dzwonisz prowadząc samochód – wrzasnęłam do słuchawki, bo nagle zobaczyłam w wyobraźni, że jej samochód wpada w poślizg, bo go prowadzi jedną ręką.

– Tak mamo gadam prowadząc i nagle nastała w telefonie cisza!

Zrozumiała więc!

Jestem uczulona na ludzką nieodpowiedzialność i niezależnie, czy to mój mąż, czy moje dziecko, które dzwoni do mnie w dobrej wierze. Nie toleruję takiego zachowania i zawsze będę się stawiała i opieprzała, bo tak nie wolno, by narażać siebie na wypadek, a także innych użytkowników ruchu. Koniec i basta i ze mną żadne tam maki na polu widziane z za szyby samochodu,choć propozycja kusząca i może jutro męża namówię na sesję. 🙂

Byłam za ostra do swojego dziecka, które zaraz skończy 39 lat, ale dla mnie to jest zawsze dziecko i mam prawo je wciąż wychowywać jeśli się zapomina, ale z drugiej strony, by być uczciwą wobec siebie i ja często dzwonię do męża, który dużo podróżuje samochodem i nie wiem, czy jest w trakcie jazdy, bo czasami naprawdę nie wiem i też mogę być potencjalnym powodem do wypadku. 

Mąż ma te wszystkie bajery, aby je podłączyć w samochodzie i bezpiecznie rozmawiać, ale taki z niego pędziwiatr, że te wszystkie bajery leżą w domu i jak to zmienić, aby nie zapominał mimo, że wciąż się spieszy.

Ludzi dopiero uczy fakt, że można było zapobiec nieszczęściu, ale często jest już za późno i apeluję, aby przyjrzeć się swoim bliskim jak korzystają w samochodach z tego dobrodziejstwa, jakim jest telefon komórkowy, bo na obcych wpływu nie mamy. 

„Przepis zabraniający rozmawiania w aucie przez telefon „wymagający trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku” znalazł się w kodeksie drogowym już w 1997 roku, a zaczął obowiązywać od 1 stycznia 1998 r.

 

Od początku wzbudzał wiele kontrowersji. Jednak badania przeprowadzane na całym świecie nie pozostawiają wątpliwości: zachowania kierowcy rozmawiającego przez telefon komórkowy są zbliżone do reakcji osoby znajdującej się pod wpływem alkoholu. Jak wykazały testy wykonane na Uniwersytecie Utah w USA, w obydwu tych sytuacjach występuje efekt widzenia tunelowego. Kierowca skupia się jedynie na tym, co widzi na drodze przed sobą. Badania przeprowadzone już w 1996 roku w Wielkiej Brytanii oraz USA jednoznacznie dowiodły, Fot. M.Pobocha: Używanie telefonu komórkowego podczas prowadzenia samochodu jest zabronione. Mandat wynosi 200 zł i 2 punkty karne.że kierując samochodem i jednocześnie rozmawiając przez trzymany w ręku telefon, zwiększamy ryzyko wypadku aż o 40 proc.

 

Mandat

 

Nic zatem dziwnego, że właściwie w całej Europie, Ameryce Północnej i wielu innych miejscach na świecie rozmawianie przez telefon bez zestawów „hands free” jest zabronione.

 

W Polsce kierowca przyłapany z telefonem przy uchu musi zapłacić mandat w wysokości 200 zł i dodatkowo otrzymuje 2 punkty karne. Łamanie tego przepisu jest więc nie tylko niebezpieczne, ale i nieopłacalne – za 200 zł bez trudu kupimy dobrej klasy zestaw słuchawkowy bądź jeden z tanich zestawów głośnomówiących.”

Rozmowa w samochodzie przez komórkę

Byłam u fryzjerki i zadałam niewygodne pytanie

Poszłam ja sobie do fryzjera, a mam go pod nosem, gdzie przeważnie nie ma kolejek i nie trzeba się zapisywać na termin i chciałam tylko podciąć sobie włosięta i wchodzę.

– Dzień dobry pani Joasiu, skrócić można? 

– A proszę, proszę, mam chwilę wolnego, a więc tniemy tak jak zawsze.

Pani Joasia zmoczyła mi włosy, bo były świeżo umyte i siadam na fotel przed wielkim lustrem i zaczyna swoją robotę. O czymś rozmawiać trzeba i z uśmiechem zaczynam konwersację bardzo życzliwie.

– Pani Joasiu, a na kogo to pani zagłosuje w niedzielę.

– Ale, że co? Pani Joasia zdziwiona mnie pyta. – A jakie wybory i na kogo?

– Pani Joasiu wybieramy w niedzielę Prezydenta Polski i emocje są jak Niagara i tu na podłogę spadają moje kosmyki włosów.

– Oj pani Elu, ja to się na polityce nie znam kompletnie i nie wiem o co mnie pani pyta. Mam w nosie to wszystko i wolę oglądać w telewizji „Małych gigantów” i takie tam, a polityka mi zwisa i powiewa, bo ja muszę obliczyć, czy stać mnie na kupno farb do włosów i pianek, a reszta to dla mnie kosmos.

Nie ciągnęłam dalej tej rozmowy, bo stwierdziłam, że można i tak żyć, kiedy ja skrupulatnie kalkuluję komu przeznaczyć ten mój głos, osoby starszej, ale zatroskanej o losy mojego kraju. Inni inaczej do tego podchodzą i nie mnie to oceniać.

Duda i Komorowski w II turze i znowu mam zagwozdkę ha ha.

Już nigdy nie zadam pani Joasi pytania na kogo będzie głosowała, bo żyją ludzie wśród nas, że kompletnie ich to nie interesuje.

 

Telefon do Matki – jestem lekko rozedrgana :)

Dzwoni telefon. Widzę kto dzwoni, bo na smatfonie mam duże czcionki. Dzwoni moje dziecię, te najstarsze. Słyszę w słuchawce głos zdyszany. Kurcze, co Ona znów taka zdyszana.

– Mamo, jak się czujesz? – W miarę moja Córko się czuję, a co Ty taka zdyszana jesteś?

– Mamo, mam chwilę wolnego, a więc biegnę na około jeziora, bo muszę nabrać dystansu do tego wszystkiego i odświeżyć umysł, bo w pracy jest tyle roboty i nie mam zupełnie czasu dla siebie, a właśnie wróciłam ze Szczecina z dwóch szkoleń i jestem padnięta, a mój mąż też siedzi w pracy i wykorzystałam moment, że moja córka bawi się z kuzynem, a więc poszłam na trasę, aby nabrać do tego wszystkiego dystansu. – Wiesz, na tym szkoleniu pewna psycholożka mnie pochwaliła, że mam dużą wiedzę i powinnam zająć się szkoleniami innych, ale ja nie mogę jeszcze, bo Luizka jest jeszcze taka mała i mnie potrzebuje. – Może zajmę się zmianą zawodu po 40- tce, kiedy ona podrośnie, choć już mnie kusi, bo jestem zmęczona pracą w gimnazjum.

– Tak, podzielam tę myśl, ale pamiętaj, że świata nie uzdrowisz, a więc podejdź do tego z dystansem, bo się wypalisz, ale znam Ciebie, że inaczej nie potrafisz i bierzesz wszystko tak bardzo poważnie, a dzieciaki w gimnazjum mają coraz więcej problemów i jeszcze do tego ta cholerna biurokracja.

– Wiem mamo, że radziłaś mi bardziej luzackie podejście do pracy, ale ja inaczej nie umiem i z tego powodu często nie sypiam, a do tego Luiza ma jakiś skok rozwojowy i zasypia dopiero po północy.

– Mamo, dzwoniłam do Babci Halinki i ona kompletnie już nie słyszy, co ja do niej mówię, a więc jest z nią coraz gorzej.

– Wiem, ale jak ze mną rozmawia, to się strasznie pilnuje i nie powtarza się, a więc nie chce mnie martwić i jest bardzo zdyscyplinowana, a więc uważam, że nie jest z nią tak bardzo źle. Wiem, że udaje, ale to jest jakaś forma ćwiczenia mózgu!

– Mamo, wpadnę do Ciebie, ale teraz jestem tak cholernie zajęta, a więc mam za chwilę szkolenie, a potem muszę zrobić sprawozdanie, a potem jakoś ogarnąć dom, bo go zaniedbałam i jeszcze teście, coraz gorzej się czują. Wybacz, że tak rzadko jestem u Ciebie.

– Córko, a czy Ty myślisz, że ja tego nie czuję i dlatego z byle pierdołą do Ciebie nie dzwonię, bo wiem, że nie wiesz gdzie palcem i tak dalej…

Wiem, że współczesny świat pędzi i moje dzieci też. Wiem, że nas kochają, ale to nie moja wina, że ja już ten pęd mam za sobą, a wyścig szczurów wciąż trwa i co ja na to mogę?

Mogę się rozedrgać i kochać i wspierać ich – tyle mogę z mężem, a w naszym domu ja klikam bloga, a mąż ogląda swoje programy, a tam gdzieś świat pędzi jak oszalały i wchłonął nasze dzieci. Koniec, ale może jeszcze nie!

– Mamo strasznie Cię kocham i tylko jeśli znajdę chwilę czasu, to wpadnę do Ciebie na pogaduchy i dobrą kawę. Kocham i pamiętaj, że zawsze o Tobie myślę.

A ja po takim telefonie płonę z radości, a jednak drżę, bo coś mi się przypomina, że sama tak pędziłam przez życie i wiele po drodze pogubiłam, ale na starość chcę to wszystko naprawić i powiedzieć im, że bardzo ich wszystkim kocham, aż po śmierć.

Niech te słowa zostaną na moim blogu, bo może ktoś, kiedy mnie już nie będzie, zrozumie, że odczuwałam i czułam historię naszych relacji, ale hello, jeszcze żyję.

Ps. Ja już przepłynęłam Ocen Życia i została mi do przepłynięcia malutka zatoczka i gdzieś tam jest przystań z motto, że oto już jest koniec, a moje dzieci wciąż płyną po morzach i oceanach, zahaczając o drobne wysepki i tak mnie to cieszy, że wciąż walczą. 🙂

Niektóre kobiety nigdy nie zmądrzeją!

Zauważyliście, że  Internet opanował jakiś dziwny trend pod kryptonimem „taka sytuacja”? Z początku kiedy czytałam notki na FB, czy TT z tym stwierdzeniem, pod którym pojawia się  zdjęcie z wakacji, czy też obojętnie czego sytuacja dotyczyła, myślałam, że to jest jednostkowe i autor wpisu nie chcąc się rozpisywać, opatrzył swój wpis „taką sytuacją”

Niestety, ale jest to chyba nowa moda i wiele osób podaje coś od siebie i zawiera w wiadomości  te dwa słowa, co nie za bardzo mi się to podoba, ale i postanowiłam pierwszy i ostatni raz opisać taką sytuację 😀

Jest głęboka noc i śpimy z mężem sobie w najlepsze, a sen po północy podobno jest najlepszy i najwartościowszy, a tu ni z tego, ni z owego ktoś dzwoni na telefon mojego męża.

Po drugiej stronie telefonu  odzywa się bełkoczący, kobiecy głos, zachęcający mojego męża do nocnych pogawędek. Oczywiście mąż szybko pozbył się tej rozmowy i jasno i wyraźnie oświadczył, że to nie jest najlepsza chyba pora na nocnych Polaków rozmowy.

Dzwoniła z Irlandii dawna nasza znajoma, która wyjechała z Polski, a z którą zerwaliśmy kontakty ładne parę lat temu z powodu jej alkoholizmu, z którego jak widać nie wyszła i pije nadal. Ja wiem, że może czuć się nieszczęśliwa, bo mąż jej zginął jakieś 15 lat temu w wypadku, a syn powiesił się w więzieniu. Ja czuję, że ona jest nieszczęśliwa i topi swoje smutki w alkoholu i nie wyciągnęła dotąd żadnych wniosków, że jako, zawsze pijana matka i żona nie zdołała uratować swojego życia i pogrążała się w nałogu i pogrąża. Ja czuję, że tęskni za krajem i jestem w stanie ją zrozumieć, ale nie zrozumiem tego, że skoro wyjechała z kraju po lepsze życie i pieniądze – pije nadal.

Po tym telefonie na nowo przyłożyliśmy się do snu i zasnęliśmy, zapominając o tej sytuacji, tłumacząc sobie, że po pijaku człowiek jest zdolny do różnych zachowań.

Ale dzisiaj rano, parę minut po 8, kiedy jeszcze smacznie spaliśmy, odezwał się telefon z tego samego numeru, a więc akcja nawiązania pogawędki nie została odpuszczona mojemu mężowi, bo skoro nie chciał rozmawiać w nocy, to może skusi się rozmawiać o świeżym poranku?

Mąż odebrał, a tam o tak wczesnej porze znów odzywa się bełkoczący i w amoku głos – no kurza twarz – sobie pomyślałam. Co to znaczy, że po prawie dziesięciu latach nieutrzymywania kontaktu, ta kobieta sobie coś ubzdurała, a więc trzeba wkroczyć i ją wyprostować, bo mąż sobie tego nie życzy, a nie wie jak postąpić, by się delikatnie mówiąc – odchrzaniła, gdyż nie widzi sensu, aby ona traciła pieniądze dzwoniąc z zagranicy pod wpływem alkoholowego impulsu.

Dzwonię ja, aby uzmysłowić pijanej kobiecie, że sobie nie życzę, aby nagabywała mojego męża telefonami, a rozmowa wyglądała tak: 😀

– Czy to pani xxxx? – Tak – słyszę bełkot i przedstawiam się.

– Dlaczego wydzwaniasz po nocach do mojego męża – pytam stanowczo.

– Ja! – pada odpowiedź. – Chyba się coś ci pomyliło – zaprzecza stanowczo.

– No to jak myślisz, skąd mam twój numer? – zapytałam.

– No nie wiem! – konsternacja i jest zdziwiona.

– Słuchaj, ja jeszcze żyję i nie wysilaj się, ponieważ powtarzam, że sobie nie życzę, abyś budziła nas w nocy!

– Ale XXXXX jest moim przyjacielem – mięknie i przyznaje się, że jednak dzwoniła.

Słyszę, że ma dobrze w czubie o ósmej rano!

– I ty też jesteś moją przyjaciółką – zaczyna mi po latach wyznawać.

– Nie jestem twoją przyjaciółką i zaprzestań, bo powtarzam, że nie życzymy sobie twoich nocnych telefonów – cześć i zakończyłam rozmowę, ale za chwilę pijana kobieta ponownie dzwoni, ale już do mnie.

Nie odebrałam, uważając rozmowę z pijaną kobietą za zakończoną, choć głowy nie dam sobie obciąć, że telefonów już nie będzie i tylko szkoda mi, że po traumatycznych przejściach w swoim życiu, ta kobieta niczego w nim nie zrozumiała, a wciąż brnie po równi pochyłej, ku upadkowi, bo tak to się skończy!

Taka sytuacja!

Jak Zawadzka rozmawia ze swoimi fankami

Dzień dobry 🙂
Zajrzałam sobie dzisiaj na profil facebookowy słynnej Doroty Zawadzkiej i wzorowej Super Niani, która na wstępie określiła swoją bytność na facebooku, że nie jest tutaj w pracy, ale żeby być wiarygodną wklejam jak to sama określiła:
„To nie jest PORADNIA psychologiczna. Zapraszam do dzielenia się radościami i smutkami, również na YThttps://www.youtube.com/user/DorotaZawadzkaPorady
Skoro nie jest w pracy, to prywatnie może zachowywać się jak czasami chamski użytkownik Facebooka, co wiąże się z frywolnym traktowaniem, że to tak ładnie określę – swoich rozmówczyń, które zachęca do dyskusji na wybrane przez siebie tematy, oscylujące wokół dzieci – ma się rozumieć. Porad tam moc, wskazówek dotyczących wychowania dzieci, też moc. Wszelkiego rodzaju rozmówek na tematy wszelakie dot. naszego, przyszłego pokolenia od wyboru do koloru.
Dorota Zawadzka czuje misję, ale skoro nie jest na swojej Osi czasu w pracy, to może swobodnie też komuś, kto brnie za daleko i nie zgadza się z czymś, poradzić, aby sobie kupił maść na ból dupy!
Bardzo dobra porada pada z pod klawiatury psychologa rozwojowego, a ja muszę się z aptece spytać, czy mają na stanie taką maść, bo o maści wybielającej to miejsce to słyszałam.
Moje zdziwienie, po jakże sympatycznej poradzie! 😀
Dorota Zawadzka
Spełnianie marzeń – „level 1” 
Zapraszam 

  • Beata De S-kropka „level”? to my nie mamy już swojego własnego języka? a tak ostatnio głośno w sieci o tych „amerykanizmach”. myślałam, że psycholog będzie dawał dobry przykład.
  • Adam Piekar Ale „sztormowa” fryzura?
  • Dorota Zawadzka Beata De S-kropka no wybacz, że cie rozczarowałam, czasem też przydeptuję kapcie i nie zawsze zjadam wszystko z talerzyka.
    I mam nadzieję, że cudzysłów zauważyłaś?
    I może maść sobie kup…na ból… dupy (dokończyłam ja).
  • Moni Ka jezusmaria!!! Dorota!!! Ty maśc polecasz???    
    NIEBYWAŁE
  • Marta Lewi-ska Level = poziom . Zalecam szklankę Jasia Wędrowniczka na rozluźnienie  bo od złośliwości robią się zmarszczki pani Beata De S-kropka
    Super Nianiu – nie idź tą drogą! 😀

Trzeba rozmawiać ze sobą

– Mamo przyjechałam na te wakacje i nie mam czasu z Tobą porozmawiać. Dzieci ponad wszystko, a więc wiele robię, aby zapełnić im czas. Plaża i tego najbardziej im brakowało, bo u nas trzeba daleko jechać, aby uświadczyć kawałek zieleni, skrawka piasku i czystej wody. Zostawiłam dzieci u prababci, na chwileczkę i chcę z Tobą pogadać, tak o wszystkim, bo się trochę nazbierało. Sama wiesz, że przy dzieciach nie da się tak porozmawiać, bo wciąż coś!

– Siadaj córko – kawa, czy herbata? – Nic mamo, bo taki upał, a kupiłam sobie zimną colę, żeby się odrobinę schłodzić. – Masz ochotę?

– Nalej odrobinkę, bo upał daje się w znaki,  ale mów, co Ci na sercu leży.

– Mamo, mam taki dylemat, że czasami bardzo się boję, bo nie wiadomo, w jakim momencie, coś złego może się wydarzyć, bo niby wszystko jest jak w bajce, a za chwilę może się coś niespodziewanego zadziać, bo na przykład jakaś choroba w rodzinie, no wiesz!

– Kochanie, życie nie składa się tylko z samych przyjemności i jesteśmy powołani na ten świat, aby umieć zmierzyć się ze wszystkim, tak z radością, jak i ze smutkiem. Nigdy nie wiemy, co się zdarzy, bo życie to jedna wielka niewiadoma i podam Ci przykład jaki mi teraz przychodzi do głowy. Nasza, polska aktorka, Grażyna Kolska właśnie jechała z córką samochodem i stała się rzecz straszna, bo miały wypadek. Aktorka jest ranna i przeżyła, a jej córka zginęła w tym wypadku i zobacz, jak w jednej chwili zawala się komuś świat. W każdym aspekcie naszego życia musimy był bardzo ostrożni i uważni, choć niczego nie da się przewidzieć na zapas, bo gdybyśmy wiedzieli, że upadniemy, to byśmy najpierw usiedli, aby zapobiec upadkowi.

– Mamo, mamy kryzysy z mężem, bo kiedy nadchodzi weekend, nie potrafimy po tej gonitwie się odnaleźć. Jesteśmy nerwowi, bo tyle jest do zrobienia, a chcemy z dziećmi gdzieś wyjść. Spieszymy się i wkurzamy, że to wszystko tak wolno idzie i nie nadążamy, a czas ucieka.

– Kochanie, taka jest rola rodziców i musicie być cierpliwi, bo małe dzieci i roboty w bród, ale pomyśl sobie, że za chwilę urosną i będą na tyle mądre, że zostaną w domu same, a wy wyjdziecie na romantyczny spacer, ale póki co, jesteście im potrzebni i musicie swoje pragnienia zachować na potem. Dzieci to jest największa wartość w rodzinie i one są priorytetem, a więc cierpliwości.

– Mamo jestem tak zmęczona czasami, że te chwile sama na sam są drugim planie. Po całym dniu, zaganianym i zapędzonym, usypiam jak tylko przyłożę się do poduszki i mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Jak to wszystko pogodzić

– Kochanie, wiem wiem, bo sama tak miałam, ale pamiętaj aby zrobić taki dzień, tylko dla was. Taki dzień, kiedy już nabierzesz sił, a dzieci będą spały, bądź wyjątkowa dla swojego męża. To od ciebie  najbardziej zależy, bo jesteś kobietą, aby podsycać ten ogień i nie dać mu nigdy zgasnąć. Pamiętaj, że Twój mąż jest tego wart. To wyjątkowy człowiek, który nie pije, nie szlaja się, a kocha wasze dzieci i Ciebie bez reszty, a więc wiem, że masz dla kogo się starać, bo masz wyjątkowe szczęście, że trafiłaś na takiego faceta, który jest opiekuńczy, kochający, zaradny, oszczędny i do tego przystojny.

– Mamo, smutno wspominam swoje dzieciństwo, bo tak ciągle się coś działo w naszym domu. Wiecznie byłaś zdenerwowana, bo ojca nie było w domu, a wszystko spoczywało na twojej głowie. Wiecznie o niego walczyłaś i byłaś rozdwojona między nami,  naszym wychowaniem. Wiem, że było ci ciężko.

– Kochana, zawsze mi zależało, aby rodzina była w kupie. Zależało mi, aby wasz ojciec kochał Was, jak ja, a nie jakąś tam córkę z przypadku, spłodzoną w alkoholowym amoku. To wy byłyście jego dziećmi, spłodzonymi w miłosnym uścisku, a nie z tą kobietą rozwiązłą, nic nie wartą, walczącą o niego z powodów finansowych, bo akurat ledwo dyszała, a do tego wydawało się jej, że jest zakochana – ha ha w trzecim facecie swojego życia, który ją odtrącił, bo nie była nic warta i ja to wiedziałam i wiesz co?

To ja kochałam Twojego ojca bezinteresownie i to ja miałam z nim Was z pełną odpowiedzialnością i to ja chciałam uratować naszą rodzinę, a jeśli z tego powodu cierpiałaś, to ja cholernie Cię przepraszam i wiesz co? Teraz, po latach jest normalnie i teraz naprawdę się kochamy, a więc walczyłam o słuszną sprawę i tyko żałuję, że czasami Waszym kosztem.

– Wiem Mamo i coraz więcej rozumiem z tego wszystkiego i wiem, że muszę być silna i cierpliwa. 

– Mamo, która godzina – oj, już późno. Lecę po dzieci, a tę rozmowę dokończymy. – Pa całuski, do jutra.

– Leć do dzieci córko – jutro też jest dzień.

Jak rozmawiać z osobą chorą na raka?

Wczoraj, w Dzień Ojca odeszła od nas polska aktorka, Małgosia Braunek. Najbardziej podobała mi się w serialu „Nad rozlewiskiem” i choć nie śledziłam dokładnie tego serialu, to tam była najbardziej prawdziwa, ale to jest moje zdanie.

Przegrała walkę z rakiem, choć miała przed sobą jeszcze szansę leczenia za granicą. Na to leczenie zostały zebrane duże pieniądze, czym zajęła się rodzina, a najbardziej jej syn. Widziałam wywiad z nim w telewizji i biła z niego wielka nadzieja na uratowanie życia swojej mamy. 

Taka wiadomość, że ktoś z chorobą przegrywa każdorazowo przybija i wczorajsze, niespodziewane odejście aktorki, pełnej determinacji i walki oczywiście i mnie przybiła. To takie smutne, że lekarze w pewnym momencie w Polsce opuszczają ręce i twierdzą, że nic więcej zrobić nie mogą. To dlaczego w innych krajach mają dodatkowe metody rozprawienia się z gadziną, a u nas pakują w człowieka chemię i każą iść sobie do domu, do następnej chemii. Nie generalizuję, ale wydaje mi się, że nasza, polska medycyna w tym zakresie wciąż raczkuje, a leczenie jest okropnie drogie. 

Wbiłam sobie hasło w wyszukiwarkę, aby się podszkolić, jak powinnam się zachować, kiedy na mojej drodze stanie osoba cierpiąca na tę straszną chorobę i w pierwszym linku, jaki otworzyłam, prawie wskoczył mi paskudny wirus, z którym zapora na szczęście sobie poradziła. No kurza twarz, co jest grane, że hakerzy atakują tak ważne informacje, znając dokładnie nasze przemyślenia i chęć dowiedzenia się czegoś więcej, niż tylko intuicja i zachowanie się z klasą, ale nieprofesjonalnie.

Na pewnym forum użytkowniczką jest osoba cierpiąca na to choróbsko i wiem, że bardzo brakuje jej pieniążków na dalsze leczenie. Przecież nie jest sławną aktorką i przebicie się o pomoc jest prawie zerowe, ale jako długoletnia uczestniczka forum, pewnie liczyła na pomoc, umieszczając taki oto wpis 4 czerwca tego roku:

„A co u mnie? szkoda gadać,z każdym dniem coraz słabsza.Znów byłam w szpitalu,znów dali kilka worków krwi,ale nie na wiele się to zdało.Tak utrymują mnie przy życiu,bo sami nie mają pomysłu na leczenie.

Ja staram się ratować co mogę,piję ten osławiony czystek,krwawnik.Ale jakiś rewelacji nie ma.No może tylko to,że mam nieco lepszy smak i nie mam problemu z zatwardzeniami.Ale najcięższe są dla mnie nocne gorączki,które czasami do 40 stopni dochodzą.Pralka ma tylko stały stałe zajęcie ,bo po nocy i 8 koszul potrafi być doszczętnie przemoczone.Od tego potu i prania już się chyba niedługo rozsypią.Te gorączki nie słychanie osłabiają.
Zapomniał o mnie świat,zapomnieli „przyjaciele”,chyba każdy się boi ,że się zarazi.
Całe szczęście ,że mam teraz męża w domu i córa zamieszkała nade mną.Ma mi kto pomóc.
I to tyle o mnie.”

Otrzymała kilka odpowiedzi, zbulwersowanych seniorek, że jak to zapomnieli. Są obok i myślą o niej nieustająco, a nawet się modlą o jej zdrowie. Odpowiedzi były zaraz po wpisie chorej kobiety i nastała cisza i tak jest do dzisiaj. Myślą – akurat! Wspomagają finansowo – może są to jakieś groszowe sumy i nikomu do głowy nie przyszło, aby uruchomić pomocowy wątek dla chorej koleżanki, który byłby na wierzchu przez cały czas, przez 24 h na dobę. Wątek spadł prawie do archiwum i nikt już tam nie zagląda i chora kobieta musi pocieszyć się kilkoma wpisami, bo czytamy:

„XXX, dlaczego piszesz, że nie masz przyjaciół? Zapomniałaś o forum? Nie czujesz wsparcia? Nie mogę mówić za innych, ale – ciągle pamiętam i myślę o Tobie. Żałuję, że mogę wspierać Cię tylko życzliwością i dobrym słowem. Dzielę się tym, co mam. Nie mam więcej… nie mam czasu, możliwości przyjazdu do Ciebie, nie mogę Cię realnie potrzymać za rękę. Nie umiem także powiedzieć/napisać nic mądrego. Może tylko to, że czuję wsparcie i dobre myśli kierowane w moją stronę. Czuję wiarę, że stanę na łapach. I ze wszystkich sił staram się nie zawieść zaufania. To nie znaczy, że nie wpadam w doły, że się nie boję, nie nerwię… Każdy, kto ma odrobinę wyobraźni wie, że nie może być inaczej.”

„Bardzo dużo od nas samych zależy. Jeśli Los postawił nas przed podobnym wyzwaniem, dał taką lekcję do przeżycia… to znaczy, że ta nauka jest nam do czegoś potrzebna. Ucieczka byłaby tchórzostwem, więc stań i walcz! Decyzja i jej realizacja do nas należy. Nie mów, że do tego trzeba nadludzkich sił… nie wiesz jakie są w Tobie ukryte. WALCZ, nie uciekaj, choć ucieczka w depresję jest najprostsza.”

 „Nie znamy się, nie miałyśmy kontaktu 🙂

Jednak czytam, ilu lubianych i szanowanych przeze mnie forowiczów darzy Ciebie wielką sympatią. Spojrzałam w Twój profil, trochę poczytałam i dowiedziałam się, jak utalentowaną i cudowną jesteś kobietą.
Jeśli więc pozwolisz, to i ja, nieznana, serdecznie pożyczę Tobie siły, wielkiej siły do pokonania tego potwora. Często myślę o Tobie, wierzę, że te dobre myśli, chociaż jestem obca, też Tobie pomogą !
Przytulam mocno !”
XXX co Ty opowiadasz…..walcz….myslimy o Tobie,choć nie mamy innej możliwosci pomocy tylko szczere życzenia zdrowia.
TO nie jest tak że zapomielismy i zostałas sama….człowiek nie bardzo wie jak może pomóc i wydaje sie że trzymanie kciuków pomoże.
Musimy częsciej sie odzywać żebyś czuła naszą życzliwośc.Obiecuję.Pa…..trzymaj sie ciepło.”
Ostatnie zdanie jest znamienne, bo dziś mamy 24 czerwca i minęło 20 dni, a nikt do chorej kobiety się nie odezwał. Nikt nic więcej nie napisał – nawet pocieszenia i troski. Oni tam, na tym forum doskonale sobie radzą z wklejaniem zniczy, kiedy ktoś nagle odejdzie i wysilą się na klepnięcie w klawiaturę – spoczywaj w pokoju, a jeśli chodzi o realne działanie, następuje zasłona milczenia i niech mi nikt nie mówi, że fora to wspaniała forma komunikacji między ludźmi. Niech mi nikt nie mówi, że oni tam, będąc po 7 lat się wspierają, a figę. Weszłam na profil chorej, a tam pustki i wieje wiatr. Nic tam nie ma i w zasadzie jakoś mnie to nie dziwi, po tym jak Adminka tego forum mnie wywaliła, bo domagałam się tylko szacunku. 
Wniosek z tego taki, że te wszystkie fora to jedna wielka ściema i klepią na nich ludzie nie mający co zrobić z wolnym czasem i tylko szkoda, że nie mogę osobiście wspierać tej kobiety, gdyż nie znam ani danych, ani nie wiem czego na tę chwilę jej potrzeba najbardziej. Zostałam wyalienowana z tego środowiska z czego się właściwie cieszę, bo już nie muszę być codzienną obserwatorką potwornej obłudy i fałszu.
Wiem, że dostanie mi się za ten wpis, ale ja już tak mam, że co w sercu, to i na klawiaturze. Weźcie się za realną pomoc kobiecie, która Was potrzebuje, zamiast kopiować moje komentarze i przenosić  je na śmietnik. Macie lustra w domu?
A ja dalej nie wiem, jak rozmawiać z chorym na tego potwora. Może tutaj mi ktoś podpowie, abym potrafiła wesprzeć w razie – cholernie  trudny temat!