Archiwa tagu: rozstanie

Zdrada!

Byli ma艂偶e艅stwem z 20 letnim sta偶em. Maria i Ryszard uchodzili za wzorow膮 par臋, tylko wszyscy im wsp贸艂czuli, 偶e nie mogli mie膰 dzieci.

Maria leczy艂a si臋 d艂ugie lata, ale bez efektu, a na adopcj臋 nie mia艂a odwagi. Ba艂a si臋, 偶e nie zdo艂a pokocha膰 adoptowanego dziecka. Ryszard bardzo by艂 za dzie膰mi, lecz los tak mu si臋 u艂o偶y艂, 偶e dzieci mie膰 nie b臋d膮. Mieli psa i to on zast臋powa艂 im to upragnione dziecko.

Zajmowali si臋 po pracy ogrodem dzia艂kowym, kt贸ry by艂 dla nich alternatyw膮 na zape艂nienie tej istotnej dla nich luki. Oboje kochali kwiaty i wiele pracy wk艂adali w upraw臋 w艂asnych warzyw i owoc贸w. Tak lecia艂y im wsp贸lne lata.

Pewnego wieczoru Ryszard przyszed艂 do domu dobrze wstawiony. By艂 z kolegami na piwie i Maria tolerowa艂a te jego kole偶e艅skie wypady. Sama w tym czasie lubi艂a obejrze膰 dobre kino w samotnym prze偶ywaniu.

Ryszard wr贸ci艂 bardzo zmarnowany i szybko po艂o偶y艂 si臋 spa膰 ku uciesze Marii, kt贸ra nie lubi艂a jego wywod贸w filozoficznych pod wp艂ywem.

Krz膮taj膮c si臋 jeszcze w kuchni us艂ysza艂a d藕wi臋k smsa w kieszeni kurtki Ryszarda. Zdziwi艂o j膮, 偶e kto艣 o tak p贸藕nej nocy wysy艂a wiadomo艣ci. Podesz艂a do wieszaka i wyj臋艂a kom贸rk臋 z kieszeni kurtki m臋偶a.

Nigdy tego nie robi艂a, bo nie czu艂a takiej potrzeby, aby sprawdza膰 telefon swojego m臋偶czyzny. Ufa艂a mu bezgranicznie i brzydzi艂a si臋 inwigilacj膮 jak膮 stosowa艂y inne kobiety. Wiedzia艂a, 偶e jej kole偶anki z pracy sprawdzaj膮 kom贸rki swoich 偶yciowych partner贸w, a tak偶e ich komputery kiedy tylko nadarzy si臋 taka okazja. Nie czu艂a takiej potrzeby, ale tym razem d藕wi臋k kom贸rki j膮 zafrapowa艂.

Troch臋 trwa艂o, kiedy zorientowa艂a si臋, jak odczyta膰 wiadomo艣膰 i kiedy m膮偶 pochrapywa艂 na kanapie, Maria przeczyta艂a:

– Kochanie, musimy to powt贸rzy膰. W mojej lod贸wce ju偶 ch艂odzi si臋 wino na nast臋pny raz 鈥 twoja kochaj膮ca ci臋 Paula.

Maria my艣la艂a, 偶e to jest jaki艣 absurd i kobieta o imieniu Paula si臋 pomyli艂a, 艣l膮c wiadomo艣膰 do jej m臋偶a. Wzi臋艂a kom贸rk臋, zapali艂a wi臋cej 艣wiat艂a w kuchni i usiad艂a na kuchennym taborecie. Postanowi艂a bli偶ej przyjrze膰 si臋 telefonowi i odczyta艂a wszystkie wiadomo艣ci.

By艂o ich w telefonie bardzo wiele. Mi艂osne wyznania, a tak偶e terminy i miejsca spotka艅. S艂owa t臋sknoty i zapewnienia, 偶e wkr贸tce powiadomi j膮 o tym, 偶e odchodzi do 偶ony.

Maria od艂o偶y艂a kom贸rk臋 i podesz艂a do lod贸wki, aby nala膰 sobie spor膮 ilo艣膰 sch艂odzonej w贸dki. Wpi艂a trzy kieliszki jeden za drugim, a偶 poczu艂a w 偶o艂膮dku przyjemne ciep艂o. Nie dociera艂o do niej, 偶e jej ukochany i dobry m膮偶 ma w pobliskiej miejscowo艣ci inn膮 kobiet臋, z kt贸r膮 ju偶 sobie zaplanowa艂 dalsze 偶ycie.

O艣mielona wypitym alkoholem postanowi艂a wycisn膮膰 numer do tej jego Pauli. Czeka艂a chwil臋, a偶 tamta odbierze. W ko艅cu by艂a ju偶 noc i najzwyczajniej j膮 obudzi艂a.

– Prosz臋 jutro przygotowa膰 miejsce w szafie na ciuchy mojego m臋偶a – cichym i spokojnym g艂osem oznajmi艂a jednym tchem.

– Ale… Nie ma 偶adnego ale, dobrej nocy i wy艂膮czy艂a rozmow臋.

Gdzie ja mam te walizki, chwil臋 si臋 zastanawia艂a i posz艂a do garderoby, aby spakowa膰 jego rzeczy. Robi艂a to na ch艂odno i z rozmys艂em. Jednak kiedy pakowa艂a jego przybory toaletowe, kt贸re sta艂y w toalecie obok jej, nagle si臋 za艂ama艂a. Spojrza艂a na pust膮 p贸艂k臋, spojrza艂a w lustro na swoje odbicie i 艂zy zala艂y jej twarz.聽

Nie spa艂a tej nocy. Nie mog艂a, bo w艂a艣nie rozsypa艂 si臋 jej pouk艂adany 艣wiat. Nie mog艂a skojarzy膰 fakt贸w, kiedy spotyka艂 si臋 z tamt膮 kobiet膮. A wi臋c te wszystkie jego wyjazdy na ryby by艂y doskona艂膮 przykrywk膮 do tajemnych randek i uniesie艅. A wi臋c sk膮d by艂y te wszystkie trofea, czy偶by kupione w sklepie? Oszukiwa艂 j膮 ca艂y czas i ciekawa by艂a kim jest tamta kobieta? Lepsza, 艂adniejsza i pewnie mog膮ca urodzi膰 mu dzieci? My艣li jej si臋 k艂臋bi艂y jak szalone, a 艣wiat zawali艂 w jednej chwili.

Kiedy o poranku Ryszard jak zwykle chcia艂 sobie zrobi膰 kaw臋, potkn膮艂 si臋 o wystawione w korytarzu walizki. Jego zdziwienie by艂o wielkie, kiedy zauwa偶y艂, 偶e ju偶 tutaj za chwil臋 nie b臋dzie mieszka艂. Rozstanie odby艂o si臋 prawie bez s艂贸w. Obmy艂 tylko twarz i w艂o偶y艂 ubranie, aby znie艣膰 swoje rzeczy do samochodu.

Maria stan臋艂a przy oknie i ostatni raz widzia艂a swojego m臋偶a, kt贸ry w艂a艣nie rozpocz膮艂 swoj膮 now膮 drog臋 偶ycia. Nie mog艂a sobie poradzi膰 z rozstaniem. Zamkn臋艂a si臋 w domu i wzi臋艂a d艂ugie zwolnienie z pracy. Nie chcia艂a z nikim rozmawia膰 i nikomu niczego t艂umaczy膰. Zwin臋艂a si臋 jak kot i le偶a艂a dniami i nocami bez ruchu, bez emocji, jakby 偶ycie z niej ulecia艂o. Nie odbiera艂a telefon贸w od nikogo i w ko艅cu wy艂膮czy艂a ca艂kowicie aparat, a tylko ukradkiem przed znajomymi wymyka艂a si臋 na spacer z psem, kt贸ry tylko jej zosta艂. Nie malowa艂a si臋 i nie dba艂a o posi艂ki. Niczego ju偶 nie chcia艂a od 偶ycia.

Pewnego dnia, zaniepokojone kole偶anki z pracy tak mocno puka艂y do drzwi, 偶e musia艂a je otworzy膰. Zobaczy艂y rozgrzebane 艂贸偶ku, a obok stos zap艂akanych chusteczek.

– Nie mo偶esz tak 偶y膰, papla艂y jedna przez drug膮. – Ogarnij si臋 i wracaj do 偶ycia, do nas – nie dawa艂y za wygran膮.聽

Wyprosi艂a je, dzi臋kuj膮c za trosk臋, ale oznajmi艂a, 偶e musi sama prze偶y膰 to, co si臋 wydarzy艂o i chce zosta膰 sama. Nie przyjmowa艂a 偶adnych rad i pociesze艅. Nie chcia艂a wraca膰 do 偶ycia, co bardzo zmartwi艂o jej znajome z pracy. Odpu艣ci艂y i da艂y jej dwa tygodnie na pozbieranie si臋 i powr贸t do pracy. Przysi臋g艂a, 偶e si臋 pozbiera, ale niech ju偶 sobie id膮.

Min臋艂y 3 lata od rozstania. Przez ten czas nie widzia艂a ani razu Ryszarda. Ostatni raz, tylko na rozprawie rozwodowej, kt贸ra przebieg艂a bez komplikacji z orzeczeniem o 聽winie jej m臋偶a. Przez ten czas wiod艂a spokojne i monotonne 偶ycie. Praca, dom, spacer, dzia艂ka. Chwile samotne zape艂nia艂a sobie udzia艂em na forum, gdzie takich porzuconych kobiet by艂o wi臋cej. Szuka艂a tam pocieszenia i wsparcia, a i sama udziela艂a rad innym, 艣wie偶o porzuconym. By艂a na tyle silna ju偶, 偶e sta膰 by艂o j膮 ju偶 na pisanie, i偶 b贸l jest wci膮偶 silny, ale da si臋 z nim 偶y膰, bo bardzo j膮 wzbogaci艂 wewn臋trznie i nauczy艂 pokory. Pisa艂a, 偶e bardziej siebie pozna艂a i聽 wierzy, i偶 da艂a sobie rad臋 ze zdrad膮.

Tak mija艂y jej dni, ale by艂a zadowolona, 偶e ten wewn臋trzny spok贸j zacz膮艂 si臋 jej podoba膰. Radzi艂a sobie z obowi膮zkami i czu艂a si臋 coraz bardziej silniejsza. Postanowi艂a, 偶e kupi nowy komputer i zajmie si臋 pisaniem ksi膮偶ki. W g艂owie mia艂a jej zarys i chcia艂a spr贸bowa膰, co z tego by jej wysz艂o. Tak tylko dla siebie i nie koniecznie o sobie. Pragn臋艂a umie艣ci膰 swoich bohater贸w na ciep艂ej wyspie i otoczy膰 ich wspania艂ymi s膮siadami, co wi膮za艂o si臋 z przer贸偶nymi zabawnymi i mniej zabawnymi historiami. Jak zaplanowa艂a, tak zrobi艂a i pisa艂a wieczorami przy fili偶ance aromatycznej herbaty. Czasami schodzi艂o jej do p贸艂nocy, kiedy zatraci艂a si臋 w swojej wyobra藕ni i budowaniu fabu艂y.

By艂a wreszcie szcz臋艣liwa, bo mia艂a co艣 tylko swojego, a by艂a to jej powstaj膮ca ksi膮偶ka. Budzi艂a si臋 i k艂ad艂a z g艂ow膮 zaprz膮tni臋t膮 pomys艂ami i by艂a z siebie bardzo zadowolona.

To by艂a d艂uga maj贸wka i chcia艂a j膮 sp臋dzi膰 ze swoj膮 ksi膮偶k膮, ale jej plany popsu艂 niespodziewany dzwonek do drzwi, a wi臋c w szlafroku posz艂a zobaczy膰 kto te偶 zak艂贸ca jej spok贸j. Kiedy je uchyli艂a, zd臋bia艂a. Ryszard sta艂 w drzwiach niczym zbity pies. Nie ogolony i nie 艣wie偶y. Widzia艂a, 偶e si臋 bardzo postarza艂 i zaniedba艂. Nigdy nie widzia艂a go w takim stanie.聽

– Witaj Mario, mo偶emy porozmawia膰 chwil臋. – Prosz臋 po艣wi臋膰 mi sw贸j czas, bo… ja ju偶 tak nie mog臋 偶y膰 – wymamrota艂.

– Wejd藕, skoro ju偶 jeste艣 – serce jej mocno zabi艂o i nie wiedzia艂a, czy dobrze robi wpuszczaj膮c go do mieszkania.

Usiad艂 w pokoju na du偶ej sofie, a Maria oddali艂a si臋 w kierunku okna, z dala od niego. Czeka艂a na dalszy rozw贸j tej jak偶e dziwnej sytuacji.

– Mario, chc臋 do ciebie wr贸ci膰, bo ja ju偶 nie chc臋 z ni膮. Mam do艣膰 trzech etat贸w, bo wiecznie jej ma艂o i ma艂o. Tych wiecznych awantur o pieni膮dze, o jej dzieci,kt贸re wszystko musz膮 mie膰. Tylko praca, praca, by zaspokoi膰 jej potrzeby sta艂o si臋 ponad moje si艂y. Ja wiem, 偶e ciebie skrzywdzi艂em i wiem, 偶e mo偶esz mnie za chwil臋 wyprosi膰 ze swojego domu i b臋dziesz mia艂a s艂uszn膮 racj臋 i powiem ci tylko, 偶e zda艂em sobie spraw臋, jak bardzo ciebie kocha艂em i wci膮偶 kocham. Nie chc臋 偶ebra膰 o uczucie, ale musisz wiedzie膰, 偶e to, i偶 odszed艂em to by艂 m贸j wielki b艂膮d. Daj mi drug膮 szans臋 Mario.

W pokoju zapanowa艂a cisza, i偶 s艂ysza艂a jak mocno bije jej serce. Nie wiedzia艂a jak ma si臋 zachowa膰 i by艂a na niego z艂a, 偶e burzy jej ponownie pouk艂adany 艣wiat, na kt贸ry pracowa艂a trzy lata.

– Jak sobie to wyobra偶asz – spyta艂a. Mam ci臋 przyj膮膰 i udawa膰, 偶e nic si臋 nie sta艂o? Jeste艣 doros艂ym cz艂owiekiem i mniemam, 偶e odpowiedzialnym, a wi臋c wracaj sk膮d przyszed艂e艣. Ja cho膰 wci膮偶 ci臋 tak偶e kocham, nie zbuduj臋 ju偶 z tob膮 swojego 偶ycia. Nie po to upada艂am i si臋 podnosi艂am, aby znowu upa艣膰. Nie, nie, nie – oznajmi艂a jak na bezdechu.

– Mario, ale jednego ci nie powiedzia艂em – jestem chory na raka!

Ma艂偶e艅stwo z przerw膮 na romans!

To by艂 wiosenny, ciep艂y poranek. To by艂 dzie艅 budz膮cej si臋 przyrody do 偶ycia, a i oczywi艣cie budz膮cej si臋 nadziei w ka偶dym cz艂owieku, zm臋czonym d艂ug膮 i mro藕n膮 zim膮, kt贸rej ma si臋 szczerze do艣膰 i ka偶dy zielony listek i ka偶dy wschodz膮cy kwiat cieszy cieszy.

Wiosn膮 ludzie budz膮 si臋 do 偶ycia z nowymi wyzwaniami, 偶e schudn膮, 偶e b臋d膮 si臋 lepiej od偶ywia膰, 偶e wi臋cej b臋d膮 si臋 rusza膰, je藕dzi膰 na rowerze, biega膰, pla偶owa膰 i odpoczywa膰, a wi臋c budzi si臋 w cz艂owieku tyle marze艅 i zamiar贸w do spe艂nienia.

Jadwiga obudzi艂a si臋 w tym wiosennym dniu z nadziej膮, 偶e ugotuje m臋偶owi pyszny obiad, posprz膮ta, a potem p贸jd膮 na spacer i ma艂e zakupy.

Obudzi艂a si臋, ale m臋偶a ju偶 w 艂贸偶ku nie by艂o, cho膰 lubi艂 sobie pospa膰 do dziewi膮tej, jak to na emeryturze.

Nie by艂o go, a wi臋c za艂o偶y艂a podomk臋 i uda艂a si臋 do drugiego pokoju, oddzielonego d艂ugim korytarzem. Jeszcze troch臋 zaspana szura艂a kapciami i lekko ziewa艂a, ale po kawie z m臋偶em zawsze si臋 dobudza艂a. Mieli taki poranny rytua艂, p贸ki nie przeszli do normalnego cyklu dnia.

Roman si臋 pakowa艂!

– A c贸偶 ty wyprawiasz, po co te walizki? – Wyje偶d偶asz gdzie艣, o czym mi nie wiadomo nic?

– Odchodz臋 Jadwigo. – Zakocha艂em si臋 i chc臋 jeszcze prze偶y膰 co艣 nowego. – Chc臋 po偶y膰 jeszcze i wybacz, ale nie utrudniaj mi tego.

Zamilk艂a i stan臋艂a jak wryta i od razu si臋 przebudzi艂a!

– Kto to jest, powiedz mi!

– B臋d臋 szczery i nie mam zamiaru ci臋 ok艂amywa膰. – Pami臋tasz t膮 kelnerk臋, kt贸ra nas obs艂uguje w tej kawiarni, gdzie pijemy czasem kaw臋? – To ona i spotkam si臋 z ni膮 ju偶 p贸艂 roku. K艂ama艂em, 偶e jestem na rybach. – By艂em zawsze u niej i zakocha艂em si臋 jak sztubak. – Owin臋艂a sobie mnie wok贸艂 palca i nie utrudniaj mi, bo nasze ma艂偶e艅stwo, to ju偶 tylko rutyna, a ja potrzebuj臋 czego艣 艣wie偶ego.

– Przecie偶 ona jest od ciebie nieprzyzwoicie m艂odsza – krzykn臋艂a. – Jak si臋 nie wstydzisz naszych dzieci i chyba rozum ci odj臋艂o!

– Dzieci s膮 ju偶 doros艂e, a tobie b臋d臋 pomaga艂 finansowo. – Zostawiam ci mieszkanie i z czasem z艂o偶臋 pozew o rozw贸d. – Wybacz mi Jadwigo i 偶ycz臋 ci wszystkiego dobrego i mam nadziej臋, 偶e si臋 pozbierasz.

Zostawi艂 klucze na toaletce i zamkn膮艂 za sob膮 drzwi.

Nie wstawa艂a z 艂贸偶ka przez trzy miesi膮ce. Wy艂a z rozpaczy i bra艂a 艣rodki na uspokojenie w nadmiernej ilo艣ci, aby tylko spa膰, spa膰 i nie my艣le膰 o swoim losie. Nie powiadomi艂a dzieci i on ich nie powiadomi艂, a wi臋c 偶y艂y w b艂ogiej nie艣wiadomo艣ci, 偶e ich rodzice nie s膮 ju偶 razem.

Pewnego letniego poranka postanowi艂a to wszystko zmieni膰. Mia艂a do艣膰 rozpaczy po niewiernym m臋偶u. Wysz艂a do ludzi i zapisa艂a si臋 na kurs malarstwa i uczy艂a si臋 robi膰 zdj臋cia w klubie dla seniora. Poch艂ania艂a ksi膮偶ki i zacz臋艂o by膰 jej dobrze na tym 艣wiecie i w swoim 艣wiecie. Zacz臋艂a by膰 szcz臋艣liwa, cho膰 wci膮偶 t臋skni艂a za tymi porankami ze wsp贸ln膮 kaw膮 przed telewizorem.

Jadwiga biega艂a po wernisa偶ach i po prostu zadba艂a o swoj膮 sfer臋 duchow膮. Zacz臋艂a bardziej o siebie dba膰 i na znak protestu zmieni艂a kolor w艂os贸w i fryzur臋 i kiedy patrzy艂a na siebie w lustro, to zaklina艂a, 偶e jest dobrze, 偶e jest okej i daje sobie rad臋. Cierpienie rozstania blak艂o.

Zbli偶a艂y si臋 艣wi臋ta Bo偶ego Narodzenia i mia艂y przyjecha膰 dzieci z zagranicy, gdzie pracowa艂y na powa偶nych stanowiskach, ale nagle zadzwoni艂y, 偶e nie mog膮, bo w艂a艣nie na 艣wi臋ta jad膮 na kontrakty i nie dadz膮 rady jej odwiedzi膰.

Za艂ama艂a si臋 艣wiadomo艣ci膮, 偶e to jej pierwsze, samotne 艣wi臋ta, ale mia艂a na p贸艂ce filmy i postanowi艂a sp臋dzi膰 艣wi臋ta spokojnie i na luzie, bo i poczyta ksi膮偶ki, p贸jdzie na spacer i obejrzy zaleg艂膮 porcj臋 film贸w. Nie przestraszy艂a si臋 tej samotno艣ci i by艂o jej ca艂kiem 聽fajnie sam膮 ze sob膮, ale nagle kto艣 zadzwoni艂 do drzwi i kiedy otworzy艂a, to zd臋bia艂a z wra偶enia.

– Mog臋 wej艣膰 – spyta艂 jakby skruszony Roman. – Wejd藕, cho膰 nie wiem, co ci臋 tu do mnie sprowadza. – Chcesz mi z艂o偶y膰 偶yczenia 艣wi膮teczne? – Mog艂e艣 telefonicznie, a wi臋c po, co ta fatyga?

Zmieszany wszed艂 i kl臋kn膮艂 i jednym tchem wyrzuci艂 z siebie.

– Wci膮偶 ci臋 kocham, wci膮偶 t臋skni臋 za tob膮, bo to ty dawa艂a艣 mi paliwo do 偶ycia, a tamta to ka偶e mi ta艅czy膰 w rytm hip hopu i disco polo. Jest pusta ja wiadro. W domu s膮 wieczne imprezy, alkohol, ba艂agan, a ja w tym wszystkim jestem dodatkiem do wynoszenia 艣mieci, sprz膮tania, gotowania. Ona mn膮 poniewiera i wyzywa od staruch贸w. Zdradza mnie z kolesiami, a mnie wytyka b艂臋dy i wyzywa od nieudacznik贸w, kt贸rzy nie czuj膮 bluesa.

– Jadziu, to z tob膮 mia艂em wsp贸lny j臋zyk, bo ty zawsze by艂a艣 m膮dr膮 kobiet膮, oczytan膮, maj膮c膮 w艂asne zdanie. To ty interesujesz si臋 polityk膮. To ty masz zawsze swoje, jak偶e trafne zdanie. To ty kochanie wiedzia艂a艣, co mi trzeba. – Wybacz, ja pragn臋 do ciebie wr贸ci膰.

艁zy lecia艂y z jego oczu i b艂agalnym wzrokiem prosi艂 o przebaczenie, a Jadwiga ukl臋k艂a obok niego zap艂akana i pog艂adzi艂a go po twarzy.

Us艂ysza艂, 偶e ma zosta膰. Wci膮偶 go kocha艂a i w jednej minucie wybaczy艂a!

Dzieci si臋 nigdy nie dowiedzia艂y o ich rozstaniu i nast臋pne 艣wi臋ta Bo偶ego Narodzenia sp臋dzili ju偶 wszyscy razem.

Zdradzi艂a i on jej nigdy tego nie wybaczy艂

Majka mia艂a 30 lat, a jej 聽m膮偶 Zbigniew by艂 聽o 6 lat starszy. Byli ma艂偶e艅stwem od 5 lat. Zbigniew by艂 dla niej najlepszym cz艂owiekiem na 艣wiecie jakiego spotka艂a. By艂 mi艂y, szarmancki, kochany i zaradny 聽i na dodatek pieru艅sko przystojny. W 艂贸偶ku by艂 pe艂en czu艂o艣ci i oddania. Nigdy nie wierzy艂a, 偶e kogo艣 takiego spotka, bo jej 聽poczucie w艂asnej warto艣ci by艂o niemal zerowe.

Wiedzia艂a, 偶e m膮偶 j膮 kocha, poniewa偶 okazywa艂 jej to na ka偶dym kroku. Sam czasami stwierdza艂, 偶e za chwilk臋 oszaleje ze szcz臋艣cia. Nawet jak si臋 pok艂贸cili, to zawsze znalaz艂 ciekawy spos贸b, aby j膮 przeprosi膰. Przyk艂ad? Wracaj膮c kiedy艣 z pracy kupi艂 dla niej anio艂a, zapuka艂 do drzwi i powiedzia艂: „To jest Anio艂 Str贸偶, aby chroni艂 Ci臋 przede mn膮.”聽 Wymi臋k艂a od razu!

W wakacje zaplanowali wsp贸lny urlop w Hiszpanii, ale 2 dni przed wyjazdem okaza艂o si臋, 偶e Zbyszek nie mo偶e jecha膰 ze wzgl臋du na prac臋. Szkoda by艂o rezygnowa膰 z wypadu, wi臋c pojecha艂a razem z siostr膮.聽 Jeszcze dzie艅 przed wyjazdem, sam od siebie, kupi艂 jej str贸j pla偶owy i da艂 du偶e kieszonkowe.

Na miejscu pozna艂y 2 facet贸w, kt贸rzy od razu nimi si臋 zainteresowali. Wsp贸lne zwiedzanie, opalanie, dyskoteka i Pan J. 聽bardzo zwr贸ci艂 jej uwag臋, a ona jego r贸wnie偶. Podoba艂 jej si臋 fizycznie, tylko tyle. Ostatniego wieczoru pu艣ci艂a si臋 jak najgorsze 艣cierwo. Jedno by艂o pewne, 偶e by艂a wtedy 艣wiadoma i absolutnie si臋 przed sob膮 聽nie t艂umaczy艂a. Na do widzenia powiedzia艂a J., 偶e ju偶 nigdy wi臋cej si臋 nie spotkaj膮 i tak te偶 si臋 sta艂o.

Po powrocie do domu zacz膮艂 si臋 jej wewn臋trzny koszmar. Kilka miesi臋cy t艂umi艂a w sobie to, co zrobi艂a. Nie mog艂a spokojnie spa膰. W nocy wstawa艂a i sp臋dza艂a kilka godzin w kuchni. Patrzy艂a na zakochane oczy m臋偶a i po chwili odchodzi艂a i p艂aka艂a. Nie mog艂a, zwyczajnie nie mog艂a st艂umi膰 wyrzut贸w sumienia. Schud艂a 7 kg, a m膮偶 zachodzi艂 w g艂ow臋, co si臋 dzieje.

Pewnej nocy, jak zwykle posz艂a do kuchni, 偶eby si臋 wyp艂aka膰. Jej m膮偶 przyszed艂 do kuchni i po chwili i zada艂 jej pytanie (bardzo spokojnie) , kt贸re dobi艂o j膮 ostatecznie: „Czy masz mi co艣 do powiedzenia?”. Nie wiedzia艂a, jak膮 mia艂a wtedy min臋, ale nic mu na to nie odpowiedzia艂a, tylko na niego patrzy艂a. Po chwili mia艂 szkliste oczy, usiad艂 i si臋 rozp艂aka艂. 聽Zebra艂a si臋 na odwag臋 i o wszystkim mu opowiedzia艂a. A on nic, nawet nie na ni膮 nie krzykn膮艂. Ten 偶al w jego oczach m贸wi艂 sam za siebie.聽 B艂aga艂a, 偶eby jej wybaczy艂, a on jej na to ze 艂zami w oczach powiedzia艂: „Mia艂em wspania艂膮 偶on臋, kt贸ra przez jedn膮 sytuacj臋 zbeszta艂a wszystkie warto艣ci, kt贸re w niej ceni艂em.”

M膮偶 jej od roku mieszka u kumpla. Ona czuja , 偶e nie wybaczy jej tego nigdy! Zupe艂nie nie wiedzia艂a, co ma zrobi膰. Jego kumpel聽 nawet do niej zadzwoni艂 i powiedzia艂, 偶e ma da膰 mu czas!

Spotkali si臋 na sali rozpraw i po kilku miesi膮cach ju偶 nie byli ma艂偶e艅stwem. On kupi艂 anio艂a, ale ju偶 dla innej kobiety.

Nie zaszala艂am w tym 偶yciu :)

Dzie艅 dobry 馃檪

Tak sobie od rana my艣l臋, 偶e nie zaszala艂am w swoim 偶yciu, nic, a nic. Taka ze mnie spokojna kobieta by艂a i jest. Tylko tu i teraz i ani krok w bok. Zawsze taka zachowawcza, pouk艂adana, w miejscu stworzonym na swoje 偶yciowe potrzeby. Z tym samym partnerem 偶yciowym od prawie 40 lat – to chyba chore, co nie? Ha ha.

Kto porusza si臋 w sieci, ten wie jak zajrze膰 na strony portali plotkarskich i zna ich nazwy, jak cho膰by s艂awny „Pudelek”. Prosz臋 si臋 nie wymigiwa膰, bo ka偶dy tam zagl膮da, cho膰 nie wszyscy si臋 przyznaj膮, bo to niby wstyd podgl膮da膰 cudze 偶ycie i czyta膰, co tam u elit z wielkiego i rodzimego 艣wiata, s艂ycha膰. Lubimy wiedzie膰 i podgl膮damy, cho膰 nie we wszystko wierzymy.

Wchodzimy i czytamy, 偶e oto kto艣 si臋 rozsta艂 z d艂ugoletnim partnerem, czy partnerk膮 i niezale偶nie ile dzieci jest z tego zwi膮zku. Nagle dowiadujemy si臋, 偶e po dw贸ch tygodniach jakiej艣 znajomo艣ci z nowym partnerem, wybucha nami臋tna mi艂o艣膰 i poprzedni partner idzie w odstawk臋, a dzieci s膮 mi臋dzy m艂otem, a kowad艂em.

Zastanawia mnie z jak膮 艂atwo艣ci膮 ludzie si臋 rozstaj膮 i z jak膮 艂atwo艣ci膮 sprzedaj膮 swoje nowe mi艂o艣ci w tabloidach. Zastanawia mnie fakt, 偶e po drodze krzywdz膮 swoje dzieci, wpl膮tuj膮c je w nowe, zupe艂nie inne po艂o偶enie. Podam przyk艂ad, bardzo jeszcze g艂o艣ny, kiedy to Zbigniew Zamachowski zostawi艂 by艂膮 偶on臋 z dzie膰mi i poszed艂 do Moniki Richardson, kt贸ra te偶 swoje dzieci ma.聽

Takich przyk艂ad贸w jest wi臋cej oczywi艣cie, bo ludzie wci膮偶 si臋 rozstaj膮 i zakochuj膮, oraz bior膮 艣luby i korzystaj膮 z 偶ycia ile si臋 da.聽

Mamy jedno 偶ycie – wszyscy i my艣l臋 sobie, 偶e ja jaka艣 g艂upia jestem, b臋d膮c tyle lat z jednym partnerem, w kt贸rym jestem wci膮偶 zakochana, jak nastolatka. Nigdy mi do g艂owy nie przysz艂o, aby go zostawi膰 i poszuka膰 kogo艣 innego i 艣wie偶ego. Nie potrafi艂abym i艣膰 gdzie艣 indziej i zostawi膰 to wszystko, co uda艂o mi si臋 w 偶yciu zbudowa膰.

Moje 偶ycie chyba dla innych, to totalna nuda, bo znam panie, kt贸re za m膮偶 wychodzi艂y nie dwa razy, ale czasami i pi臋膰. Porzuca艂y starego m臋偶a i sz艂y w ramiona innych pan贸w i najlepiej, aby mieli zasobny portfel i co najwa偶niejsze sprawny „korze艅”.聽

R贸偶nie si臋 takie migracje ko艅czy艂y, bo cz臋sto kiedy przysz艂a staro艣膰, owe panie zostawa艂y z niczym, ale co si臋 na偶y艂y, nakocha艂y – to ich. 馃檪

A ja, spokojna prowincjuszka, 偶yj臋 sobie ze swoim staruszkiem i nie 偶a艂uj臋 niczego i niech dalej to moje spokojne 偶ycie si臋 toczy wiele lat, gdy偶 nie oczekuj臋 nic wi臋cej.

A inni, a co mnie oni obchodz膮! Czasami tylko pokiwam g艂ow膮 z ubolewaniem, 偶e tak potrafi膮 sobie to 偶ycie zagmatwa膰 i czasami po prostu – spieprzy膰.

Oblicze mi艂o艣ci – moje kino

Dzie艅 dobry. 馃檪

Dawno nie ogl膮da艂am tak dobrego filmu. Filmu o tak nie banalnej fabule, kt贸ra z ka偶dym kadrem wci膮ga coraz bardziej i chce si臋 wi臋cej i wi臋cej. Chce si臋 dowiedzie膰 jak najszybciej jak ta historia si臋 zako艅czy.聽

Wczoraj na VOD zap艂aci艂am za ten film 9,90 i szybko otrzyma艂am dost臋p do 聽filmu i ani odrobin臋 si臋 nie nudzi艂am, gdy偶 film jest 艣wietnie zrobiony, a ka偶dy kadr ma swoj膮 wymow臋. Re偶yser pokusi艂 si臋 o temat bardzo ju偶 mi bliski, bo odchodzenia w ma艂偶e艅stwie i poczucia wielkiej straty po utracie ukochanej osoby.

A wi臋c pokr贸tce zach臋cam do ogl膮dania: Kobieta po utracie kochanego m臋偶a, kt贸ry by艂 jej wielk膮 mi艂o艣ci膮 偶ycia, nie potrafi si臋 odnale藕膰 w nowej rzeczywisto艣ci. Cierpi straszne m臋ki, nie mog膮c znale藕膰 nowego celu w 偶yciu, a偶 nagle na swojej drodze spotyka sobowt贸ra swojego m臋偶a, kt贸rego w sobie rozkochuje.

I na tym sko艅cz臋, gdy偶 ca艂y psychologiczny odbi贸r tego filmu jest bardzo indywidualny, a ja od siebie napisz臋, 偶e film na d艂ugo ze mn膮 zostanie, a mo偶e i na zawsze. 馃檪

Tak bardzo chcia艂a by膰 szcz臋艣liwa

Byli m艂odymi lud藕mi i zaraz i za nied艂ugo si臋 pobrali. On by艂 troch臋 starszy od niej, ale wcale jej to nie przeszkadza艂o. Podoba艂o si臋 jej, 偶e ma dobr膮 prac臋 i jest zaradnym cz艂owiekiem, kt贸ry potrafi zaoszcz臋dzi膰 i wydaje pieni膮dze rozs膮dnie i bez szale艅stw. Zakocha艂a si臋 bez umiaru i wszystko jej si臋 w nim podoba艂o, a najbardziej jego poczucie humoru.

Szybko dostali mieszkanie, a ona pomaga艂a w urz膮dzaniu tego wsp贸lnego gniazdka, bo w ko艅cu te偶 pracowa艂a i pragn臋艂a pokaza膰 mu, 偶e zale偶y jej, aby ich miejsce do mi艂o艣ci by艂o bardzo przytulne i takie, do kt贸rego chce si臋 wraca膰, a wi臋c ich mi艂o艣膰 kwit艂a i cieszyli si臋 z ka偶dej zakupionej rzeczy.

Po roku urodzi艂a si臋 im 艣liczna c贸reczka, kt贸ra ros艂a zdrowo, a ona b臋d膮c na macierzy艅skim odda艂a si臋 ma艂ej bez reszty. By艂a szcz臋艣liwa, tym bardziej, 偶e zarobki m臋偶a by艂y coraz wy偶sze, ale pracowa艂 naprawd臋 wiele godzin – ponad norm臋.

Czeka艂a na niego z gor膮c膮 kolacj膮 – zawsze i stara艂a si臋 ile si艂, aby by艂 z niej dumny. Pewnego razu przyszed艂 z pracy skonany i zarzuci艂 jej, 偶e ta kolacja jest na odpieprz i odsun膮艂 talerz od siebie ostentacyjnie. Wyszed艂 i zostawi艂 j膮 w konsternacji, a przecie偶 si臋 tak bardzo stara艂a. Nie da艂o jej to nic do my艣lenia i zastanawia艂a si臋 chwil臋, 偶e by膰 mo偶e s艂abo si臋 postara艂a, a rano, po nocy us艂ysza艂a z kuchni dlaczego nie zrobi艂a mu 艣niadania do pracy, kiedy on tak ci臋偶ko pracuje. Pomy艣la艂a sobie, 偶e faktycznie, bo niepotrzebnie zaspa艂a, ale c贸rka w nocy marudzi艂a, bo zachorowa艂a na zapalenie ucha i ca艂膮 noc j膮 tuli艂a i uspokaja艂a. Wsta艂a i zrobi艂a m臋偶owi 艣niadanie, zawijaj膮c, aby mia艂 co je艣膰.

Przysz艂o na 艣wiat drugie dziecko i wszystkie zaj臋cia by艂y razy dwa. C贸reczka by艂a zazdrosna o braciszka i wybucha艂a co rusz p艂aczem z zazdro艣ci i ona musia艂a to wszystko pogodzi膰. Sama do lekarzy i sama ogarnia艂a dom, aby m膮偶 po pracy nie mia艂 偶adnych pretensji, ale nie raz jej wypomnia艂, 偶e nie wie, co ona robi, ale wszystko w domu jest nie tak. Chodzi艂 po domu i sprawdza艂, czy czyste s膮 pod艂ogi, a kurze starte z mebli. Zawsze znalaz艂 co艣, co jej wypomnia艂. Zdarza艂o si臋, 偶e krzycza艂 i pokazywa艂 palec pe艂en kurzu i macha艂 nie艣wie偶ym r臋cznikiem, wed艂ug niego.

Kiedy dzieci podros艂y wr贸ci艂a do pracy i by艂a bardzo szcz臋艣liwa, 偶e oderwie si臋 od domowej rutyny. Zacz臋艂a si臋 ba膰 swojego m臋偶a, ale w pracy by艂a zawsze u艣miechni臋ta i nikt niczego si臋 nie domy艣la艂, ale ona bieg艂a z pracy do domu, aby szybko przygotowa膰 mu posi艂ek i ogarn膮膰 dzieci, kt贸re musia艂y by膰 bardzo cicho, kiedy ich ojciec wraca艂 zm臋czony z pracy. Jej 偶ycie zamieni艂o si臋 w koszmar, bo m膮偶 nigdy nie by艂 zadowolony i potrafi艂 ostro to wykrzycze膰.

Przesta艂a dobrze sypia膰 i obwinia艂a si臋 za taki stan rzeczy. My艣la艂a, 偶e jest do niczego, skoro m膮偶 jest wiecznie niezadowolony. Wpad艂a w paranoj臋 sprz膮tania, wycierania i uk艂adania. Gotowa艂a z wyprzedzeniem, ale on nigdy sobie nie zagrza艂 gotowego obiadu, bo – czeka艂, a偶 poda mu si臋 pod nos. Nie nad膮偶a艂a i wci膮偶 my艣la艂a co dalej i ile jeszcze wytrzyma.

Wytrzyma艂a do czasu, kiedy dzieci posz艂y na swoje i w pewnym momencie spakowa艂a si臋 i bez s艂owa odesz艂a. Wynaj臋艂a sobie pok贸j u starszej pani i pe艂na obaw my艣la艂a, 偶e mimo skromnych 艣rodk贸w da rad臋. Napisa艂a pozew o rozw贸d, bo nie chcia艂a wr贸ci膰 nigdy wi臋cej do tego piek艂a. Nie by艂o 艂atwo w s膮dzie, ale rozw贸d otrzyma艂a i odetchn臋艂a z ulg膮, 偶e teraz zajmie si臋 tylko prac膮 i swoimi dzie膰mi, kt贸re te偶 odczu艂y terror domowy. Kiedy na 艣wiat przysz艂y wnuki, zaj臋艂a si臋 nimi w miar臋 wolnego czasu.

Zat臋skni艂a za mi艂o艣ci膮, ale tak膮 prawdziw膮. Mi艂o艣ci膮 szczer膮 i pragn臋艂a pozna膰 cz艂owieka, kt贸ry j膮 doceni i zaakceptuje tak膮 jak膮 jest. Jej by艂y m膮偶 zupe艂nie sobie nie radzi艂 z 偶yciem, ale jej ju偶 to nic nie obchodzi艂o. Nie mia艂a dla niego odrobiny lito艣ci i zamkn臋艂a za sob膮 ten rozdzia艂.

Pewnego dnia na spotkaniu klasowym, po 30 latach, jedna z kole偶anek zapozna艂a j膮 z Jurkiem. Jurek by艂 na emeryturze i dobrze mu z oczu patrzy艂o. Pierwszy taniec i tak do rana du偶o ze sob膮 rozmawiali, oboje poranieni.

Wysz艂a za m膮偶 za Jurka, zakochana po uszy. 60 latka czu艂a, 偶e to jest ten m臋偶czyzna, kt贸ry bierze j膮 jaka jest. Nie krytykowa艂, a kocha艂, obsypuj膮c kwiatami, zabiera艂 na wczasy i wypady. 聽By艂a tak bardzo wreszcie szcz臋艣liwa. By艂a wreszcie sob膮.

Pewnego dnia, miesi膮c po 艣lubie kto艣 do niej zadzwoni艂 ze szpitala i poinformowa艂, 偶e Jurek upad艂 na ulicy i zmar艂 na zawa艂!

Zrobi艂a mu wspania艂y pogrzeb, na kt贸ry przyby艂o p贸艂 miasta, a potem d艂ugo chorowa艂a, ale postanowi艂a 偶y膰 – wci膮偶 dla dzieci.

A gdy si臋 czasem w 偶yciu uda kobiecie z przesz艂o艣ci膮, m臋偶czy藕nie po przej艣ciach, k膮t wynajmuj膮 gdzie艣 u ludzi i 艂api膮, i 艂api膮 troch臋 szcz臋艣cia!

艢migam sobie po tym Facebooku, bo lubi臋 by膰 na bie偶膮co z tym, co piszczy w trawie i mam wszystko jak na d艂oni, bo ludziska lajkuj膮 i udost臋pniaj膮,co i ich ciekawi. Nie musz臋 zagl膮da膰 na inne portale w poszukiwaniu wiadomo艣ci, bo mam wszystko w jednym miejscu i chyba si臋 ze mn膮 zgodzicie, bywalcy tego portalu.

Nagle przykuwa moj膮 uwag臋 zapytanie od Faktu pl. – kt贸ra fajniejsza i widz臋 wstawione twarze dw贸ch kobiet. Jedna, to m艂odziutka jeszcze Isabel Marcinkiewicz, a druga, to oczywi艣cie Pani Maria Marcinkiewicz. Od razu si臋 we mnie zagotowa艂o, bo jak mo偶na por贸wnywa膰 te dwie kobiety i pyta膰 si臋, kt贸ra fajniejsza? Fakt si臋gn膮艂 bruku, albo nigdy si臋 z niego nie podni贸s艂!

Jak mo偶na por贸wnywa膰 kobiet臋, kt贸ra urodzi艂a Kaziowi czw贸rk臋 dzieci, wci膮偶 pracuj膮c膮 w szkole z siks膮, kt贸ra zabra艂a jej m臋偶a 5 lat temu? Oczywi艣cie, od razu nadmieniam, 偶e gdyby Kaziu nie zechcia艂 opu艣ci膰 swojej rodziny, to by nie opu艣ci艂, ale opu艣ci艂, wi臋c wina spada i na niego. Zakocha艂 si臋, a wi臋c skoro kochaczka gorsza ni偶 sraczka, to se poszed艂 w d艂ug膮 i upubliczni艂 sw贸j zwi膮zek w telewizji ze s艂ynnym zapytaniem Izabel na wizji – Kaziu kochasz mnie?!

Chodz膮 s艂uchy, 偶e wielka mi艂o艣膰 mi臋dzy nami, tak delikatna jak aksamit, w艂a艣nie si臋 sko艅czy艂a i brukowce bezczelnie pisz膮, 偶e Kaziu wykopa艂 Izabel z cha艂upy i chce wraca膰 do 偶ony! By艂y, szanowany Premier od okrzyku yes, yes, yes u偶y艂 s艂owa „wykopa艂” w rozmowie telefonicznej z koleg膮 i poinformowa艂, 偶e to ju偶 koniec i nie ma ju偶 nic! Chce wraca膰 do 偶ony jak szalony i poraniony, bo nagle si臋 odkocha艂 i zamierza zacz膮膰 偶y膰 na nowo.

Oczywi艣cie w ka偶dej plotce jest ziarenko prawdy i na salonach dawno si臋 m贸wi艂o, 偶e Kaz si臋 zawi贸d艂 na Isabel, a mo偶e pieni膮dze si臋 sko艅czy艂y i przesta艂o si臋 klei膰? Nie wiem, ale pewnie si臋 dowiem, bo oboje po rozstaniu prawdopodobnie b臋d膮 brylowa膰 w wywiadach, tylko mam nadziej臋, 偶e Kaza raz na zawsze wykopi膮 te偶 z polityki, bo ja sobie nie 偶ycz臋 w polityce takiego drania, kt贸ry za ka偶dym razem nie potrafi si臋 rozsta膰 przyzwoicie z 偶adn膮 kobiet膮.聽

T臋czowa opowie艣膰

To by艂 pi臋kny wiosenny dzie艅, a w ogrodach zacz臋艂y zakwita膰 wiosenne, pierwsze kwiaty. W sadzie zakwita艂y owocowe drzewa, a w 艣rodku sta艂 sobie pi臋kny, du偶y dom. Wszystko budzi艂o si臋 do 偶ycia, a mieszka艅cy domu, przygotowywali si臋 na przyjazd go艣ci w zwi膮zku z zar臋czynami.聽 Jerzy, pan po pi臋膰dziesi膮tce spotka艂 na swojej drodze Krystyn臋, kobiet臋 urodziw膮, w kwiecie wieku. Po d艂u偶szej znajomo艣ci pragn臋li oznajmi膰 swoim doros艂ym dzieciom, 偶e chc膮 sp臋dzi膰 reszt臋 偶ycia we dwoje i planuj膮 wsp贸ln膮 przysz艂o艣膰. W domu trwa艂y ostatnie przygotowania w zwi膮zku z uroczysto艣ci膮. Szampan si臋 ch艂odzi艂, a przysz艂a para wygl膮da艂a bardzo podnio艣le i uroczy艣cie. Wyczekiwali z niecierpliwo艣ci膮 na zjazd rodziny.

Pierwsza przyjecha艂a Ola. Mieszka na sta艂e z Pary偶u, gdzie prowadzi prywatn膮 szko艂臋 dla dzieci. Jest pi臋kn膮, wysok膮 blondynk膮 o niebieskich oczach. Wygl膮da wspaniale po艣r贸d tych wszystkich wiosennych kwiat贸w. Cudo kobieta, zgrabna i delikatna w wieku 27 lat.

Nast臋pnie w domku na skraju lasu, zjawi艂a si臋 Alicja. Przyjecha艂a z Warszawy ze swoim narzeczonym Piotrem, bardzo przystojnym m艂odym brunetem z lekkim zarostem na twarzy. Alicja za艣 by艂a rasow膮 brunetk膮 o g臋stych, kruczoczarnych w艂osach. Oboje z narzeczonym prowadzili biuro, w kt贸rym zajmowali聽 si臋 architektur膮 i urz膮dzaniem dom贸w. Interes nie藕le si臋 im rozwija艂 i nale偶eli naprawd臋 do grona szcz臋艣liwych par, kt贸rym si臋 uda艂o. Sw贸j 艣lub zaplanowali za trzy miesi膮ce, o czym pragn臋li poinformowa膰 Jerzego i Krystyn臋.

Ola i Alicja nie zna艂y si臋, gdy偶 Ola by艂a c贸rk膮 Krystyny, a Alicja c贸rk膮 Jerzego i to by艂o ich pierwsze spotkanie w cztery oczy. Jerzemu i Krystynie bardzo zale偶a艂o, aby ich c贸rki si臋 polubi艂y i zaprzyja藕ni艂y.

Kiedy nadszed艂 ciep艂y i pachn膮cy wiosn膮 wiecz贸r, w domu na skraju rozbrzmiewa艂y toasty i 偶yczenia skierowane do narzeczonych, aby ich zwi膮zek rozkwita艂 i byli szcz臋艣liwi. S艂ycha膰 by艂o muzyk臋 i rozpocz臋艂y si臋 ta艅ce, a atmosfera zrobi艂a si臋 bardzo przyjazna. Obie m艂ode kobiety przypad艂y sobie do gustu i okaza艂o si臋, 偶e impreza zapoznawcza okaza艂a si臋 bardzo udana. Jerzy i Krystyna okazywali sobie wiele czu艂o艣ci, co cieszy艂o ich c贸rki.

Jerzy i Krystyna nie mieszkali jeszcze razem, a wi臋c nast臋pnego dnia Krystyna zaprosi艂a Alicj臋 do swojego domu, aby om贸wi膰 ewentualn膮 przebudow臋 swojego domu. Pragn臋艂a, aby to w jej domu, oddalonym kilka kilometr贸w od domu Jerzego, mogli oboje zamieszka膰. Krystyny dom mia艂 pi臋kne po艂o偶enie, tu偶 nad malowniczym jeziorem. Jerzy zgodzi艂 si臋 na taki uk艂ad, a sw贸j dom pod lasem planowa艂 zapisa膰 Alicji. Takie by艂y to rodzinne plany. Alicja widzia艂a du偶y potencja艂 w domu Krystyny i zapewni艂a, 偶e razem z Piotrem sporz膮dz膮 plan przebudowy.

O poranku Krystyna usiad艂a na ganku i zaraz dosiad艂a si臋 do niej, jeszcze w porannym stroju, zaspana Ola.

– Olu, zapro艣 Alicj臋 na spacer i poka偶 jej nasz膮 urocz膮 okolic臋 鈥 zaproponowa艂a.

– Mamo, oczywi艣cie, 偶e zajm臋 si臋 Alicj膮 i zapewniam, 偶e nie b臋dzie si臋 nudzi艂a 鈥 odpar艂a.

– P贸jdziemy na spacer i pop艂ywa膰 , a potem si臋 poopalamy. Piotr zosta艂 z Jerzym, aby mu pom贸c w uk艂adaniu drzewa, to zaopiekuj臋 si臋 Alicj膮 b膮d藕 pewna i nie martw si臋. Znasz mnie, 偶e jestem bardzo kontaktowa i otwarta.

Kiedy Alicja zesz艂a z pi臋tra, Ola zaproponowa艂a jej spacer, podaj膮c fili偶ank臋, 艣wie偶o zaparzonej kawy.

Oczywi艣cie, dzi臋kuj臋 Olu. Wybierzemy si臋, bo dzie艅 jest przecudowny i szkoda go na le偶enie na tarasie 鈥 z u艣miechem oznajmi艂a.

Obie, m艂ode damy posz艂y w膮sk膮 dr贸偶k膮 przez las nad jeziorem, zabieraj膮c ze sob膮 koszyk z jedzeniem i koc. Dzie艅 zapowiada艂 si臋 cudownie, a na niebie nie by艂o 偶adnej chmurki. Tylko lekki wiaterek od jeziora potrz膮sa艂 m艂odymi listkami drzew.

– Tu sobie usi膮dziemy, zaproponowa艂a Ola. To jest pla偶a moja i mojej mamy. Tu najlepiej nam si臋 odpoczywa. Tu czytamy ksi膮偶ki i relaksujemy si臋. Ola wyj臋艂a z koszyka butelk臋, czerwonego wina i nala艂a do plastikowych kubeczk贸w.

– Zapalisz, posun臋艂a Alicji paczk臋 z papierosami. 鈥 Ch臋tnie, cho膰 rzadko to robi臋, odpar艂a Alicja, bior膮c papierosa z paczki.

Ola, poda艂a zapalniczk臋 Alicji, ale wiatr robi艂 swoje i co chwila ogie艅 gas艂. 鈥 Poczekaj, Ola wzi臋艂a zapaliczk臋 i uda艂o jej si臋 zapali膰 tego nieszcz臋snego papierosa, nie spuszczaj膮c z oczu Alicji. Ich oczy co troch臋 si臋 spotyka艂y, tak jakby chcia艂y sobie co艣 wa偶nego powiedzie膰. Czu艂o si臋 miedzy nimi napi臋cie, a mo偶e to by艂a chemia.

Nagle Alicja niespodziewanie po艂o偶y艂a poca艂unek na ustach Oli, kt贸ry trwa艂 d艂ug膮 chwil臋. Nie by艂 to poca艂unek przelotny, a by艂 to nami臋tny poca艂unek dw贸ch m艂odych kobiet, kt贸re nagle poczu艂y w sobie dziwny poci膮g.

– Nie, nie, nie, Alicja z艂apa艂a si臋 za g艂ow臋 i zakry艂a r臋koma twarz.

– Co ja robi臋, wybacz, nie chcia艂am. Przecie偶 mam Piotra. Za trzy miesi膮ce 艣lub. Obr膮czki kupione, zaproszenia wybrane, co ja robi臋! Wsta艂a szybko z koca i pr臋dko zostawi艂a Ol臋 na pla偶y.

Ola pobieg艂a szybko za ni膮 i kiedy dogoni艂a, wpad艂y sobie w ramiona. Nie mog艂y si臋 sob膮 nasyci膰, a ich poca艂unki by艂y 聽odwzajemnione bardziej i bardziej. Nie wiedzie膰 kiedy znalaz艂y si臋 w domu, na pi臋terku i tam odda艂y si臋 sobie w ca艂o艣ci. Ich mi艂o艣膰 i kochanie by艂y bardzo delikatne, sprawiaj膮ce obu i ka偶dej z osobna ogromn膮 rado艣膰 i satysfakcj臋 seksualn膮. Sta艂o si臋, 偶e te dwie, m艂ode kobiety nie wiedzie膰 kiedy poczu艂y do siebie ogromn膮 mi艂o艣膰 i po偶膮danie. Odnalaz艂y si臋 i nie mia艂y ochoty nigdy sko艅czy膰. Nie mog艂y si臋 sob膮 nasyci膰 i nic wi臋cej, gdzie艣 tam ich nie obchodzi艂o.

Spotyka艂y si臋 jeszcze wiele razy. Alicja wykrada艂a chwile ze wsp贸lnego 偶ycia z Piotrem i lecia艂a jak na skrzyd艂ach na spotkania z Ol膮. Oszukiwa艂a Piotra, pudrowa艂a malinki, k艂ama艂a, aby tylko by膰 blisko ukochanej. Nie mog艂y si臋 nigdy rozsta膰, aby nie obsypywa膰 si臋 setk膮 poca艂unk贸w i u艣cisk贸w i rozstanie ka偶d膮 z nich rani艂o.

Pewnego dnia, obejmowa艂y si臋 na ulicy, kiedy rozstawa艂y si臋 po spotkaniu w hotelu. Pech chcia艂, 偶e w tym samym czasie Piotr by艂 te偶 w tym mie艣cie i zauwa偶y艂 Alicj臋 i Ol臋, gdy obejmowa艂y si臋 czule, 偶egnaj膮c.

Kiedy Alicja przysz艂a do domu, zauwa偶y艂a na pod艂odze samolociki zrobione z ich 艣lubnych zaprosze艅. Ju偶 wiedzia艂a, 偶e tajemnica jej wysz艂a na jaw i nagle us艂ysza艂a, 偶e ma si臋 wynosi膰. Piotr siedzia艂 w ciemnym pokoju na fotelu. To koniec, pomy艣la艂a Alicja.

– Zmarnowa艂a艣 mi siedem lat 偶ycia, ty lesbo 鈥 us艂ysza艂a zdr臋twia艂a i przera偶ona. 鈥 Wyno艣 si臋 natychmiast, nie chc臋 ci臋 zna膰 ty, ty, ty.!

Przera偶ona, szlochaj膮c, przykl臋k艂a przed Piotrem i wy艂ka艂a.

– Wybacz mi, wybacz. Zawsze by艂o ze mn膮 co艣 nie tak. My艣la艂am, 偶e jak poznam m臋偶czyzn臋 i si臋 zakocham, to b臋dzie dobrze i b臋d臋 mog艂a by膰 szcz臋艣liwa z tob膮. Wybacz, ale nie mog臋 si臋 ju偶 wi臋cej oszukiwa膰. To wbrew mojej naturze. Nie chcia艂am ciebie skrzywdzi膰, ale Olk臋 kocham ponad wszystko i nie wyobra偶am sobie bez niej 偶ycia. To jest silniejsze ode mnie i p贸jd臋 za ni膮 na koniec 艣wiata i nie obchodzi mnie, co na to ludzie powiedz膮. Nie obchodzi mnie, jak to przyjmie Krystyna i Jerzy. Wybacz 鈥 艂ka艂a.

– Pakuj si臋 i nie chc臋 ci臋 zna膰. Piotr energicznie j膮 odepchn膮 od siebie.

Zacz臋艂a si臋 pakowa膰 , zabieraj膮c wszystkie swoje rzeczy. Niedbale wrzuca艂a swoje ubrania do walizek, aby szybko opu艣ci膰 Piotra i ten ich dom. Chcia艂a jak najszybciej znowu m贸c obj膮膰 Ol臋 i by膰 blisko niej.

– Olu, opuszczam Piotra, zd膮偶y艂a jeszcze zadzwoni膰, kiedy Piotr przesta艂 krzycze膰.

– B臋d臋, b膮d藕, wyje偶d偶amy, tak jak ustali艂y艣my.

W torebce mia艂a bilet do Pary偶a i czym pr臋dzej uda艂a si臋 na lotnisko, na kt贸rym ju偶 czeka艂a na ni膮 Ola.