Archiwa tagu: sieć

Nie rozmawiamy ze sobą!

Pamiętam, że kiedy byłam młodą kobietą, że nikt nie myślał jeszcze o Internecie, to w wolnych chwilach zajmowałam się innymi sprawami, aniżeli teraz.

Dzieci były małe, a na rynku newiele  do kupienia, to siedziałam i dziergałam dla nich sweterki, czapki, szaliki, a także bawiłam się szydełkiem.

Pamiętam, że sama sobie wyprodukowałam bluzkę ze srebrnej nitki na Sylwestra, a i robiłam szydełkowe chusteczki i serwetki wg. wzorów zamieszczonych w prasie kobiecej.

Częściej kupowałam prasę i ją namiętnie czytałam, a także rozwiązywałam krzyżówki i to była taka naturalna moja potrzeba, a także czytałam książki.

Biegałam na swoją działkę i tam siałam, pieliłam oraz sadziłam, a potem zbierałam plony i je przerabiałam.

Dzieci biegały na podwórkach ze słynnym wołaniem – mamo rzuć piłkę, albo je zabieraliśmy na wypady do lasu, czy nad jezoro.

Pamiętam jak z utęsknieniem czekałam, na stacjonarny telefon, o który trzeba było się bić.

Tyle fajnych rzeczy się robiło i chyba wówczas byliśmy szczęśliwsi, bo życie toczyło się wokół zwykłych spraw, ale rodzina była bliżej siebie i byliśmy razem.

Robiliśmy zdjęcia rodzinne, które potem się wywoływało i wkładało do rodzinnych albumów, a te zdjęcia stanowiły tylko naszą wartość, bez chwalenia się z innymi.

To były zupełnie inne czasy, bez Internetu i byliśmy blisko siebie i dla siebie.

Kiedy poszłam na emeryturę, a dzieci z domu odeszły, szukałam alternatywy i odkryłam Internet i tak wpadłam jak śliwka w kompot.

Zaciekawił mnie świat w tym Internecie i tak małymi kroczkami się go uczyłam, sama – bez pomocy i tym sposobem założyłam swój, autorski blog.

Jestem uzależniona od sieci i nie ma dwóch zdań, że Internet na stare lata stał się dobodziejstwem, ale i przekleństwem.

Dobrodziejstwem jest to, że okrywam nowe horyzonty i uczę się wciąż czegoś, a przekleństwem, bo doznałam na sobie potwornego hejtu, co już takie miłe nie było.

Przetrwałam i teraz cieszę się z tego, że poprzez blogi poznałam wielu, superanckich ludzi, co jest warością, bo Internet stał się dla mnie oknem na świat.

W Polsce od trzech lat nie dzieje się dobrze i doszłam do wniosku, że ludziom nie chce się manifestować przeciwko władzy, bo mają Internet i swoje oburzenie w nim zostawiają, a więc władza robi, co chce.

Przyszły zupełnie inne czasy i ludzkość staje się cyborgiem, uzależnionym od sieci, a oplątany jest nią cały świat i to jest niezmiernie smutne, co pokazują poniższe zdjęcia.

Nie rozmawiamy ze sobą, a posługujemy się emotkami i krótkimi zdaniami, aby było szybciej, ale nie zawsze mądrzej, a także sprzedajemy swoje prywatne życie, a albumy są puste.

Jednak mam jedną zasadę, że kiedy jestem w gościach, albo mam gości, to lapotp idzie w kąt, a i nie zaglądam do telefonu, a więc może nie jestem jeszcze stracona!

Jednak sobie siebie wyobrażam, że kiedy starość zabierze mi wzrok i siłę, to umrę prędzej z tęsknoty za technologią, niż z powodu choroby, a więc jest to potężne uzależnienie.

Współczesna plaga, która niszczy nasze związki. Tych 10 zdjęć uświadamia jak groźny jest phubbing.

Próbowaliście, choć raz spędzić dzień bez telefonu? Próbowaliście, choć raz spędzić czas tylko z bliskimi, odłączeni od sieci? Próbowaliście sobie wyobrazić, co zmieniłoby się w waszym życiu, gdybyście nie mieli dostępu do telefonu choćby przez tydzień? Czy dostrzegliście zmianę? 10 zdjęć przedstawiających problem zwróciło uwagę tysiąca osób.

Za co polubiliśmy te zdjęcia?
10 zdjęć Ján Bottyán obiegło sieć. Trafnie pokazują, co tracimy, biorąc telefon za każdym razem. Krótko po udostępnieniu post miał 2,1 tys. reakcji , 68 829 udostępnień i 481 komentarzy. To pokazuje, jak wiele osób identyfikuje się z problemem.

Rodzice piszą wprost – tak robię dokładnie to, co pokazane jest na zdjęciach. To od nich silniejsze. – Wszyscy to wiedzą, ale i tak wszyscy to robimy… – komentuje pewien internauta pod postem.

Niektórzy próbują z tym walczyć. – Można inaczej – pisze jedna z osób i udostępnia zdjęcie dziecka ze spacery do zoo. – Wszyscy, którzy tu czytają, komentują, wiemy, że to nasz błąd. Ta świadomość oznacza, że możemy to naprawić – pisze kolejna z komentujących osób.

Wpływ telefonu na dzieci
Spotykasz się z dziewczyną, którą kochasz, ale na spotkaniu sprawdzasz telefon, jakbyś czekał na ważną wiadomość. Wracasz z pracy do domu, gdzie są twoi najbliżsi, ale już na wejściu w ręku trzymasz telefon. Niby drobny gest, ale wiele psuje, odwraca uwagę od najbliższych osób i cieszenia się tym, co tu i teraz.

„Odłóż telefon” – ile razy słyszałeś/aś to od partnera, brata, rodzica? Ignorowanie tych komunikatów z czasem stwarza psychologiczną barierę, poczucie odrzucenie i lekceważenia drugiej osoby. Phubbing jest słowem, które określa społeczne zatraceniem się w technologii. Pojawiło się kilka lat temu w Australii, gdzie zmieszano słowa „telefon” i „snubbing” (zadzieranie nosa). Najmocniej obserwuje się to w związkach i rodzinach, kiedy to korzystanie z telefonu w nieodpowiedniej chwili prowadzi do obniżenia satysfakcji związku, a nawet może być przyczyną rozstania.

Powszechne jest uzależnienie od smartfonów
Te zdjęcie wywołują refleksję również o tym, co i kto wpływa na rosnącą skalę uzależnień od telefonów wśród dzieci. Warto przyjrzeć się objawom phubbingu. Wśród nich jest 6 typowych to:

  1. W wolnym, spędzanym razem czasie, druga osoba nie rozstaje się z telefonem.
  2. Użytkownik telefonu nosi go cały czas przy sobie i zabiera go wszędzie, nawet do łazienki.
  3. Gdy dzwoni telefon, osoba zawsze odbiera i odpowiada na wiadomości, nawet jeśli są to tylko wiadomości lub powiadomienia z portali społecznościowych.
  4. Osoba korzysta z każdej małej przerwy, aby sprawdzić powiadomienia w telefonie.
  5. Podczas rozmowy współrozmówca wpatruje się w ekran swojego telefonu i nie wykazuje zainteresowania konwersacją.
  6. Podczas wspólnego posiłku druga strona cały czas sprawdza telefon leżący na stoliku w pobliżu jej dłoni.

https://mamadu.pl/141153,telefon-a-dziecko-jak-oduczyc-dziecko-telefonu

Wpływ telefonów na dzieci.

 

Reklamy

Seniorzy bądźcie grzeczni w sieci!

Znalezione obrazy dla zapytania senior pl

Jakieś siedem lat temu zostałam wykopana z największego forum dla seniora Cafe Senior i tak właściwie nie wiem do dzisiaj – dlaczego?

Istnieją na tym forum użytkowniczki, które mają setki usuniętych postów, ale admin ich nie wyrzuci, bo to byłby jej koniec i jej forum, z którego żyje dzięki reklamom.

Ten ban mocno mnie zabolał, bo nauczyłam się na tym forum wiele, przydatnych spraw w kwestii obsługi komputera i komputerowego nazewnictwa.

Ubolewałam, a jakże, ale nagle zmienił się rząd i panuje nam od trzech lat PiS..

Nagle zmieniła się optyka i administracja wielce przestraszona kasuje hejterskie posty w ilości zastraszającej i wygląda to tak:

Stary Dzisiaj, 19:40
pluto37
Wiadomość została usunięta przez: admin Powód: naruszenie regulaminu KSC, wycieczki osobiste lub odpowiedzi na naruszenia
Stary Dzisiaj, 19:36
Miran
Wiadomość została usunięta przez: admin Powód: naruszenie regulaminu KSC, wycieczki osobiste lub odpowiedzi na naruszenia

Jednym zdaniem podsumuję, że kończy się epoka forów dyskusyjnych, bo administratorzy boją się niebezpiecznych dyskusji i tego, że nagle organa ścigania będą ich prosić o ujawnienie IP użytkowników, którzy się wypowiadają niewygodnie dla władzy i dlatego na tych forach już dyskusji brak, bo wygląda to tak:

Stary Dzisiaj, 18:21
Mar-Basia
Wiadomość została usunięta przez: admin Powód: naruszenie regulaminu KSC, wycieczki osobiste lub odpowiedzi na naruszenia
Stary Dzisiaj, 17:36
Miran
Wiadomość została usunięta przez: admin Powód: naruszenie regulaminu KSC, wycieczki osobiste lub odpowiedzi na naruszenia

Po tylu latach banicji chciałam podziękować bardzo admince Senior Cafe – Joannie Gackiej za to, że zablokowała moje IP, a tym sposobem nie biorę udziału w nienawistnych wpisach w temacie polityka.

Dziękuję, że tym banem ochroniła mnie przed wieloma emerytami, posługującymi się mową nienawiści i nie grozi mi atak serca, czy choroba psychiczna. 😀

Na tym forum emeryci tworzą posty od rana do wieczora, bo mają po prostu za dużo czasu, a do tego nie przebierają w słowach.

Jestem wolna więc od hejtu i z tego powodu jeszcze raz dziękuję admince Senior Cafe, że oszczędziła moje i tak nadwątlone nerwy, a ja w zamian założyłam bloga!

Wyszło na to, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i nie biorę udziału w szambie.

Lubię gadać o polityce i pewnie gdybym nie była zablokowana, to bym się o politykę spierała, a tak mam spokój i śmieję się ze staruszków, którzy w Polsce są po .gimbazie największymi hejterami w sieci.

Babuszki na tym forum siedzą od rana do wieczora i opowiadają o tym jak minął ich dzień, bo są takie wątki dyskusyjne, gdzie są obrazki kwiatków, kawusi i ciasteczek, co mnie ogromnie śmieszy.

Jestem w stanie zrozumieć samotność, ale pisząc przez 12 lat istnienia tego forum o tym jaką zupę się gotuje, uważam za niedojrzałość i śmieszność, ale nich im tam będzie.

Jestem od 8 lat na Facebooku i nie należę do żadnej grupy dyskusyjnej i nie biorę udziału w hejcie, bo okazuje się, że staruszki nieźle sobie w sieci poczynają i czytamy poniżej!

Ja wystosuję apel – idzie wiosna i bądźmy dla siebie dobrzy – chociaż z wiosną, a ja mam na blogu bardzo interesujących rozmówców i ban na forum wyszedł mi tylko na dobre!

Nikt cię tak nie zhejtuje jak ludzie po 60-tce. To oni najbardziej wyzywają w internecie.

Na swoich profilach w mediach społecznościowych zamieszczają zdjęcia z wnukami, a w komentarzach pod artykułami zieją jadem. Sądząc po zdjęciach, które zamieszczają, mają około 60 lat. Jedna z takich osób właśnie została zatrzymana w Zabrzu. Ma 61 lat, w sieci chwaliła atak na prezydenta Adamowicza. Gdy ją zatrzymano, była zaskoczona. Nie wiedziała, że coś jej może grozić.

Nie wiemy dokładanie jakiej treści był wpis mieszkanki Zabrza. Wiadomo tylko, że w mediach społecznościowych zamieściła go niecałą godzinę po ataku na prezydenta Adamowicza. Pisała ze swojego komputera.

– Ta pani nie pochwalała przestępstwa zabójstwa, ona pochwalała samą napaść. Była zaskoczona. Nie spodziewała się, że za tego typu wpis może czekać ją odpowiedzialność karna. Myślę, że teraz już tę świadomość ma – mówi naTemat mł. asp. Rafał Kobyłecki z Komendy w Zabrzu.

Kobieta przyznała się do winy i chce dobrowolnie poddać się karze. Sprawa trafi do sądu, hejterce grozi do roku pozbawienia wolności. W internecie wywołała duże poruszenie. Bardzo dużo internautów bije brawo policji, niektórzy kpią: „Wnuczek zapomniał babci powiedzieć, żeby założyła fikcyjne konto”, „61 lat? Jaka z niej babcia, która pochwala takie rzeczy”.

Jednak śledząc opinie internetowe czasem można mieć odmienne wrażenie. Spróbujcie przejrzeć komentarze pod artykułami na Facebooku. Na zdjęciach profilowych znajdziecie sporo twarzy, które można określić na 55-60+. Niektóre konta wydają się anonimowe, nie mają żadnych wpisów.

Ale inni wprost określają się jako emeryci. Łatwo wchodzą w zajadłe dyskusje. Nie raz zieją jadem i nienawiścią, piszą co ślina na język przyniesie, a na prywatnych profilach zamieszczają słodkie zdjęcia z wnukami. Oczywiście, nie wszyscy. Ale…

„Trzeba zacząć od usuwania takich zdrajców jak on! Nikt nie powinien nawet wejść do kościoła w czasie gdy ta kreatura stoi przy ołtarzu! Zdrajca!!!!” – to jeden z takich wpisów. Dotyczył hierarchy polskiego kościoła, który mówił o bezpieczeństwie uchodźców.

Inny, spod tego samego artykułu na FB: „to nasłać na niego paru uchodźców niech mu tyłek przeczepią to zmieni zdanie. (…) ja osobiście to gardzę takimi osobnikami co przeciw ojczyźnie występują”.

O Tusku, gdy został wyróżniony przez „Foreign Policy”: „Przecież to sprzedawczyk. Z czego się tak cieszcie on ma was wiecie gdzie!”.

O o. Wiśniewskim: „W pale się przewraca szuja szczuć umie i nic więcej”.

Itd., itp.

Nie brakuje wulgaryzmów lub obelg
– Już dawno zauważyłem tę prawidłowość, bo naprawdę rzuca się w oczy. Osobami, które są najbardziej skłonne do hejterskich wpisów są właśnie „ciocie” i „wujkowie” 55+. Nie raz jestem w szoku, jakie rzeczy są w stanie wypisywać pod swoimi nazwiskami. Czasami wchodzę sobie na ich profile i widzę zdjęcia z wnukami czy dziećmi. I nie, to nie są fejkowe konta, te potrafię odróżnić. To także osoby najbardziej zacietrzewione w politycznych dyskusjach – mówi Michał, który zajmuje się m.in. moderacją komentarzy w Grupie naTemat.

Jego zdaniem, nie licząc fejkowych czy anonimowych kont, najwięcej nienawiści i braku kultury jest właśnie w tej grupie: – Nie brakuje wulgaryzmów lub obelg, czasami śmiesznych, często prostackich. Ale wspólny mianownik to właśnie wiek i styl bycia. Aż mnie skręca, jak sobie pomyślę, że mój dziadek, babcia czy wujostwo mieliby wypisywać takie rzeczy w internecie. Na szczęście nie mają Facebooka – dodaje.

„Sygnalista w sutannie. Jednak starość robi z ludzi durniów” – pisze np. starsza kobieta o jednym z duchownych. Choć, sądząc po zdjęciu, sama na młodą nie wygląda.

„Trochę wstyd wśród znajomych”
Gdy rzucam hasło „babcia lub dziadek” na Facebooku”, koleżanka od razu opowiada, jak jej babcia w czasie pobytu w szpitalu i na rehabilitacji dowiedziała się o istnieniu messengera i natychmiast chciała, by jej założyć, bo inne panie jej pokazały, że „od razu widać, że ktoś odczytał wiadomość i szybko można reagować”. Zupełnie inaczej jak w sms. – A ostatnio miała pomysł, by założyć jej Facebooka, ale jej nie założyliśmy – mówi.

Wspomina też, że trochę wstyd mieć dziadków wśród znajomych. – Kolega zamieścił zdjęcie, na którym był w spodniach z dziurami. Jego babcia od razu zareagowała, że kiedyś takich nie zakładano nawet do kopania kartofli – śmieje się. Niejedna babcia potrafi napisać wprost.

Ale hejterskie komentarze to co innego. – Moim zdaniem to wynika z dwóch powodów. Po pierwsze trochę z nieświadomości. Te osoby nie zdają sobie sprawy, że wszystko jest aż tak bardzo publiczne. Po drugie z dużej ilości wolnego czasu – mówi Michał.

„Ludzie nie mają świadomości”
Pamięta, jak kiedyś jeden z czytelników w mailu do redakcji oskarżał nas o „włamanie na jego konto na Facebooku i wypisywanie hejtów w komentarzach”: – Był bardzo oburzony. Po jakimś czasie napisał maila z przeprosinami. Okazało się, że wyszedł na chwilę z domu na zakupy, a w domu został jego tata, który z jego konta na Facebooku zaczął wchodzić w bardzo ostre, polityczne dyskusje z innymi internautami. Nie wiedział, że wszystko jest podpisywane danymi jego… syna – opowiada z rozbawieniem.

– Ludzie nie mają świadomości, że jest wolność słowa, ale to nie oznacza, że można pisać wszystko i wszędzie. 61-letnia kobieta z Zabrza nie jest pierwsza, nie jest jedyna i nie jest ostatnia, która takie rzeczy robi. Nieznajomość przepisów prawa nie zwalnia od ich przestrzegania. Należy się kierować rozwagą, rozsądkiem i własnym poczuciem wrażliwości, jak druga strona może to odebrać – słyszymy w zabrzańskiej komendzie.

W tym mieście jest to jednak pierwszy taki przypadek

Jesteśmy szpiegowani w sieci!

Znalezione obrazy dla zapytania internet

Właśnie dzisiaj oglądałam dokument na TVN Bis o tym, jak jesteśmy śledzeni w sieci i w telefonii komórkowej.

Ja to zauważyłam nie tak dawno.

Szukałam w sklepach internetowych do domu – nowych foteli i okazało się, że za chwilę na Facebooku i nie tylko, automatycznie wyskakiwały mi rekamy tego produktu.

Myślałam, że to przypadek, ale nie!

Drugim razem szukałam dla siebie cyckonosza i to samo się wydarzyło.

Zrozumiałam, że jesteśmy wszyscy inwigilowani i szpiegowani przez wszystkie internetowe instytucje i zbierane są o nas wszystkie dane.

Mamy w sieci swoje profile, konta do banku i przez internet teraz załatwiamy prawie wszystko!

Jesteśmy wszyscy jak na widelcu i każdy haker można zrobić nam przykrość i na przykład wyczyścić konto.

Miałam niedawno taki przypadek, że Policja mi zhakowała nowy komputer i całkowicie zablokowała mi przeglądanie Internetu, że niby wchodziłam na strony pedofilskie!

Oczywiście, to nie była Policja, a haker, który pod przykrywką zablokował mi komputer.

Na szczęście pomogło mi wyłaczenie i włączenie komputera, ale było mi po tym zdarzeniu bardzo dziwnie!

Technologia z roku na rok jest coraz bardziej rozwinięta i jak na dzień dzisiejszy nie wiadomo, jak długo Internet będzie taki jaki jest.

Być może za 25 lat, to wszystko będzie wyglądało zupełnie inaczej i nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy nasze blogi nie zostaną usunięte z sieci, bo platforma WP może z nas zrezygnować.

Najbezpieczniej więc byłoby nasze treści przegrać na inne nośniki, aby ich nie utracić, a najlepiej wydrukować dla potomnych!

Usłyszałam z tego dokumentu, że aby czuć się w miarę bezpiecznie w sieci, należy korzystać z „TOR”, z którego korzystają wojskowe służby specjalne.

Kiedy się z „TOR” korzysta, to nikt nie będzie w stanie zbierać danych o nas i naszych treści, oraz naszych danych osobowych!

https://www.torproject.org/

Cały świat jest oplątany siecią komputerową i gdyby nagle to ktoś wyłączył, to nie żyjemy!

Nagle wyłaczą się światła, zatrzymają się samochody, woda nie popłynie z kranu, sieci bankowe nie istnieją, bo Internet to gniazdo do budzącej się do życia sztucznej inteligencji!

Ja nie wiem dokąd to zmierza, ale czekają nas czasy, że ludzkość utraci swoją wolność i bezpieczeństwo na świecie, a właściwie już utraciła!

Nie jestem informatykiem, bo tylko wytrawny informatyk i służby wiedzą, że bez Internetu zawali się życie na Ziemi!

A teraz coś przyjemniejszego!

Mamy cudowny maj i wszystko dojrzewa, bo warzywa i owoce!

Uwielbiam tą porę roku, kiedy mogę jeść świeże jarzyny, które uwielbiam i nie gardzę żadnym.

Dziś padło w kuchni na świeżą kapustę i bigos z niej – z kiełbasą i pomidorami.

  • poszatkowałam kapustę i zalałam niewielką ilością wody,
  • dodałam łyżkę jarzynki, trzy liście laurowe, ziele angielskie i pieprz,
  • na osobnej patelni prażyłam z masłem pokrojone pomidory,
  • na drugiej patelni podsmażyłam kiełbasę pokrojoną w kostkę z dwiema cebulami,
  • dodałam na koniec pokrojony, świeży koper i natkę pietruszki

i wyszła pycha!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

 

Złość, łzy i wzruszenia!

 

Mój dzisiejszy dzień się rozpoczął o godzinie ósmej i w te pędy do łazienki wziąć prysznic i szybkie się ubieranie oraz pakowanie drobiazgów – modemu do laptopa, okularów, komórki i kluczy i sybko do chorej Mamy.

Nie będę opisywała Jej stanów, bo kto miał styczność z chorą osobą na raka w najwyższym stadium, to wie jak to wygląda.

Kiedy Mama troszkę podypia, to odpalam laptopa i buszuję  po sieci.

Zaczęłam przeglądać Facebooka i natrafiłam na clip z programu rozrywkowego na Polsacie pt. „Twoja twarz brzmi znajomo” i zdębiałam i się wzruszyłam – spłakałam.

Filip Lato tak wiernie odzorował Czesława Niemena, że wprost brakuje słów – odsłuchajcie sobie i też będziecie zaskoczeni niesamowitym podobieństwem.

Inny wpis na Facebooku znowu łzawy i cholernie trafił w moje wrażliwe serducho – przeczytajcie, a następnie wklejam list matki, która opiekuje się niepełnsoprawnym dzieckiem i niech to sobie przeczyta gnida Żalek!

Tak więc dziś się posiłkuję cudzymi tekstami, które radują, złoszczą, wzruszają i skłaniają do przemyśleń.

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

– Po ile te piękne bukiety? – zapytałem starszej pani, która sprzedawała kwiaty w Krakowie.
– 5 zł – odpowiedziała
– A który Pani zdaniem jest najładniejszy?
– Wszystkie sama zrywałam i układałam
– No, a który Pani się najbardziej podoba?
– Ten jest ładny – powiedziała wyciągając jeden z wody.
– A jak ma Pani ma imię? – zapytałem z uśmiechem płacąc za bukiet
– Ja? – odparła zdziwiona – Maria
– Pani Mario, to dla Pani.
Pisnęła ze zdziwienia i ekscytacji.
– Nie, nie. Proszę Pana, ja nie mogę.
– Ależ oczywiście, że Pani może. Chciałbym by Pani się uśmiechnęła i…

Jak widzicie na zdjęciu, uśmiechnęła się…

Pani Maria obiecała odmówić zdrowaśkę za zdrowie moje i Pani fotograf (Anetki), a ja odchodząc czułem, że w moim sercu płonie żar. Żar radości i ten jej uśmiech, który zapamiętam do końca życia.

Pamiętajcie o starszych. Nie wszyscy mają godną emeryturę i niestety niektórzy mimo podeszłego wieku muszą cały czas zarabiać by wrzucić coś do garnka.

Zdjęcie użytkownika Autostopem w świat sportu.

 

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

 

w związku z wypowiedzią posłanki PiS Bernadetty Krynickiej postanowiłam, że zmuszę Jędrzeja do pracy.
Już i tak jestem wyrodną matką (wyrodnymi rodzicami), że hodujemy Go 20 lat – zmuszamy do jedzenia, picia, ubieramy, wozimy do OREW (ośrodek edukacyjny, w którym Jędrek realizuje edukację). Więc the end!
W telewizji mówią, że może pracować – to niech robi!
Po kolei:
Mężczyzna lat 20, 165 cm wzrostu i 45 kilo w ubraniu – szuka pracy. 
Kocha książki i zwierzęta. Idealnie nadaje się do pracy w sklepie zoologicznym – może pilnować rybek w aquarium, godzinami!
aaaa jeszcze: nie gryzie, więc pracodawca powinien podać rozdrobnione drugie śniadanie. (i dobrze wyczyścić zęby, sam nie da rady, a ma aparat ortodontyczny w związku z wrodzoną wadą twarzoczaszki).
Obiad o godzinie 13 – dużo sosu i kefir – problemy z gryzieniem część dalsza (nie zapominamy o czyszczeniu zębów!!).
Nie jest pampersowany – więc trzeba pomóc w WC (łącznie z wytarciem doopki 🙂 )
aaaa i jeszcze: wózek – jest wart w chuj pieniędzy, co prawda przy pomocy dobrych ludzi i datków 1% mamy już prawie na drugi (cena ok 10 tysięcy! tak, tak!), ale jednakowoż ten jeszcze musi nam posłużyć, więc ostrożnie z nim! z wózkiem, nie Jędrzejem!
chyba tyle – gdyby ktoś słyszał o pracy w sklepie zoologicznym za średnią krajową – przypominam o warunkach szczególnych pracownika – to proszę o kontakt. 🙂

no i jeszcze wypada dodać: nie, nie potrzebujemy skierowań. nie, nie potrzebujemy do lekarza bez kolejki – i tak się zawsze wpychamy 🙂 – poza tym, żeby „bez kolejki” ze specjalistami miało sens to NFZ musiałby płacić extra za wizyty osób niepełnosprawnych, a przecież limitów nikt nie zniósł!! więc heloł!
nie, nie potrzebujemy w aptece bez kolejki – w aptece nie ma kolejek 🙂

To pamiętajcie – jakby jakaś praca to odzywajcie się!
Dorosły niech robi, a ja w końcu dychnę chwilę 🙂
Pozdrawiamy Was Mama i Ukwiał, nie ma inaczej 😦

Zdjęcie użytkownika Kasia Błoszko Piela.

Kiedy myślisz, że ludzie z reguły są dobrzy – w sieci też!

Na moim blogu często pisałam o Seniorach, którzy przechodząc na zasłużoną emeryturę nagle mają za dużo czasu i są zagubieni w tej wolności!

Pisałam, aby nie dali się samotności i wskoczyli do sieci, a więc znaleźli swoje miejsce blisko sympatycznych i życzliwych ludzi.

Jeśli Senior nie miał styczności z komputerem w pracy zawodowej, to porusza się często w sieci jak we mgle – boi się, że coś zepsuje!

Jakże często, aby wejść w arkana Internetu pomagają wnuki, lub po prostu rodzina i nagle się okazuje, że nie taki diabeł straszny jak go malują!

Jakże często rodzina zakłada Seniorowi konto na Facebooku, albo na forum dyskusyjnym dla jego grupy wiekowej.

Jeśli chodzi o forum dyskusyjne dla Seniora, to proszę nie zakładać konta na forum Cafe Senior! Kiedyś to było wspaniałe forum do pisania i poznania wspaniałych ludzi. Teraz jest to forum bandycie, partyjne za przyzwoleniem Admina. Omijacie to miejsce!

Senior się uczy, a sieć wciąga, bo jest to alternatywa jakże często na samotność, lub na urozmaicenie sobie życia.

Jakże często Senior nie świadomy zagrożeń pisze w sieci o swoim życiu i zdradza pewne epizody z niego.

Jakże często wstawia osobiste zdjęcia i obnaża tym samym siebie, rodzinę i inne wspomnienia oraz przeżyte życie, które nie zawsze było usłane różami.

Na początku Senior nie ma pojęcia o tym, że w sieci może trafić na złych ludzi, bo Senior jest ufny i myśli sobie, że jest w świecie dobrych i empatycznych ludzi, którzy mu tylko dobrze życzą.

Jest tak teraz, że od kiedy PiS wygrał wybory, to okazało się jak bardzo jesteśmy podzielonym Narodem.

Nie było to tak widoczne przez ostatnie 27 lat, a teraz robactwo wypełzło w przestrzeń publiczną i pojawili się psychopaci, którzy w sieci mają się dobrze i płatni trolle.

Seniorze apeluję! Bądź ostrożny, bądź uważny komu się zwierzasz i piszesz o sobie, bo sieć naszpikowana jest różnymi ludźmi, którzy tylko czyhają na Ciebie i mają z tego pożywkę.

Tak też wpadają młodzi ludzie, którzy zawiązują w sieci sztuczne relacje, a potem są obiektem znęcania się nad nimi, co często prowadzi do psychoz, a nawet do samobójstwa.

Ja jako Seniorka proszę ludzi w słusznym wieku, aby byli ostrożni i nigdy nie zostali wzięci na widelec przez psychopatę – proszę – bądźcie uważni i tu podaję rysopis psychopatycznego zachowania ludzi, którzy tylko żyją po to, aby komuś latami dokopać. To jest psychopaty paliwo!

Psychopata w sieci

 

Mało kto zaglądając na portale społecznościowe ma świadomość, że spotka tam szczególnie wielu psychopatów. Bo – zdaniem uczonych – właśnie Internet stał się dla psychopatów tym, czym dla małych dzieci plac zabaw.

Psychopata za sprawą powieści i filmów kojarzy się najczęściej z mordercą. To jednak skrajne przypadki, bo większość takich osób stara się panować nad złymi skłonnościami. Jest jednak miejsce, gdzie szczególnie łatwo spotkać psychopatę dającego upust swym instynktom. To portale społecznościowe. Każdy, kto korzysta z takiej wirtualnej formy kontaktu, miał do czynienia z hejterami i trollami, a widząc ich zachowania, zachodził w głowę, skąd tacy ludzie się biorą. Naukowcy już to ustalili. Z hejterem różnie bywa, ale troll to psychopata, do tego sadysta.Hejter wpisuje negatywne, obraźliwe komentarze pod postami, zdjęciami lub filmami innych internautów. Im bardziej znana osoba, tym więcej hejterów na niej się wyżywa. Wiele badań wykazało, że hejterami często są osobnicy sfrustrowani i znaczący procent stanowią hejterzy jednodniowi, którzy po wyładowaniu frustracji znów są osobami przyjaznymi dla otoczenia. Reasumując, hejter zwykle napaskudzi i znika. Inaczej jest z trollem internetowym, który działa podstępnie i potrafi naprawdę dokuczyć.Troll internetowy z zasady jest aspołeczny. Przenika na fora, włącza się w prowadzone tam dyskusje i umieszcza komentarze, mające zakłócić wymianę zdań. Troll będzie kłamał, obrażał i ośmieszał dopóki nie zostanie dostrzeżony, dopóki nie uzyska odpowiedzi od zaczepianych użytkowników serwisu społecznościowego. Im bardziej merytoryczna rozmowa prowadzona jest na forum i im więcej osób bierze w niej udział, tym większą satysfakcję przynosi trollowi „rozwalenie” tego wirtualnego spotkania.Takie doświadczenia miała też grupa uczonych z Kanady, więc postanowili oni przeanalizować problem od strony naukowej. Wyniki ich pracy opublikował w połowie września tego roku serwis naukowy „Psychology Today”.

Dr Erin E. Buckels, dr Paul D. Trapnell i dr Delroy L. Paulhus z Uniwersytetu Toronto poddali analizom zachowania i osobowość ponad 1200 osób, które codziennie korzystają z internetowych portali społecznościowych. Kanadyjczycy sprawdzali, czy istnieje związek pomiędzy internetowymi hejterami i trollami, a ciemną stroną ludzkiej psychiki: narcyzmem, skłonnością do sadyzmu i psychopatią.

– Nasze badania wykazały, że występuje zaskakująco silny związek między sadyzmem a trollingiem internetowym – stwierdza dr Paul D. Trapnell. – Troll internetowy to po prostu psychopata o sadystycznych skłonnościach. Taki osobnik cieszy się, jeśli kogoś urazi i sprowokuje do reakcji. Im bardziej zaatakowana osoba denerwuje się i angażuje odpisując trollowi na internetowym forum, tym lepiej bawi się troll. Internet daje większe poczucie bezkarności, niż świat realny, dlatego właśnie stał się placem zabaw dla psychopatów o sadystycznych skłonnościach. Kolokwialnie sprawę ujmując, internetowi trolle to naprawdę okropni ludzie i lepiej ich unikać.

Kanadyjscy uczeni radzą wszystkim korzystającym z serwisów społecznościowych, by pamiętali, że trollowi sprawia przyjemność cierpienie innych ludzi, więc najlepszym rozwiązaniem jest ignorowanie zaczepek takiego osobnika.

Jak działa mroczny umysł trolla psychopaty? Dotychczas zakładano, że psychopata nie wie, co to empatia. Jednak – jak wynika z opublikowanych w sierpniu tego roku wyników badań zespołu kierowanego przez dr. Christiana Keysersa z Uniwersytetu w Groningen – psychopata nie tyle jest pozbawiony zdolności do empatii, co może ją dowolnie włączać i wyłączać.

Dr Keysers z współpracownikami przebadał zachowania 18 skazanych psychopatycznych przestępców oraz dużej grupy mężczyzn, określonych jako jednostki przeciętne. Część materiału badawczego uzyskano badając mózgi uczestników programu za pomocą skanera do funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI).

– U psychopatów występuje zmniejszona spontaniczna aktywność neuronów lustrzanych, które wyładowują się zarówno podczas samodzielnego wykonywania jakiejś czynności, jak i podczas obserwowania czyichś działań – wyjaśnia dr Keysers. – W pewnych jednak sytuacjach psychopaci potrafią zapanować nad taką reakcją i naśladując zachowania otoczenia okazują empatię.

Okazuje się więc, że internetowy troll zachowuje się paskudnie, nie dlatego, że jest genetycznie i psychologicznie upośledzony, ponieważ nie potrafi okazać i odczuć empatii. Troll jest wredny, bo po prostu lubi, gdy inni cierpią.

Fakty

Stwory internetowe

– Hejter – „hater” – wywodzi się z angielskiego słowa „hate”, czyli nienawiść. Określenie troll internetowy powstało z połączenia takich pojęć jak angielski termin „trolling for fish”, czyli „łowienie ryby na haczyk” oraz troll – nieprzyjemny stwór z germańskich mitów.

– Netykieta to zbiór dobrych manier obowiązujący w sieci, ignorowany przez trolli internetowych.

Jak się zakończyła wirtualna znajomość?

Kto mnie czyta, to wie, że żyję sobie w małym miasteczku i nie mam szczególnej styczności ze światem, gdyż Senior żyjący na emeryturze jest jakby na aucie.

Nie lubię przesiadywać na ławeczkach w parku z innymi Seniorami, bo mi to kompletnie nie leży i nie odpowiada.

Kocham Internet i to z niego wiem, co na świecie się dzieje i to mi zupełnie wystarcza.

Nie pamiętam kiedy zostałam przyjęta przez Pana Andrzeja Rodana do grona znajomych, ale nigdy nie byłam zawiedziona  tą znajomością. Chyba jesteśmy znajomymi jakieś 7 lat – nie pamiętam.

Bardzo mi pasuje poczucie humoru Jegomościa Rodana, który jest znanym pisarzem, a Wiki podaje, że urodził się w 1945 roku, a więc jest ode mnie starzy o 11 lat.

http://www.andrzejrodan.pl/

Nie będę tu wymieniała dorobku mojego Znajomego, bo to wszystko jest w sieci. Najważniejsze jest to, że nasze dyskusje w grupie Rodana są na poziomie i bardzo wartościowe, a mnie dają wiele satysfakcji.

Nie pamiętam kiedy Pan Andrzej Rodan spotkał się w realu z dwoma kobietami poznanymi w sieci! Maszerowali wesoło przez miasto Łódź żartując sobie i filmując eskapadę. Naprawdę było to zabawne i ze smakiem.

Jedną z tych wirtualnych kobiet była Pani Bogusia – śpiewaczka o krystalicznym głosie, której klipy można znaleźć na YT. Dwa z nich wkleiłam na końcu wpisu. Jestem zauroczona Jej talentem. Pani Bogusia jest piękną kobietą do tego, a i Pan Andrzej jest „piękna menszczyzna” 😀

Mistrz Rodan często pisał, że jest zmęczony, bo ta kobieta – demon seksu tak go wykończyła. 😀 Myślałam sobie, że tak sobie straszy Pan fantazjuje, aż do dzisiaj!

Oto dzisiaj Pan Andrzej Rodan zawarł związek małżeński z Panią Bogusią – śpiewaczą!

 

Miłość zrodzona w sieci dziś została zalegalizowana prawnie i niech im się wiedzie. Niech im zdrowia starczy na długie lata w wielkim szczęściu.

Niech mi nikt nie mówi, że nie można zakochać się  i do tego w tak zacnym wieku. 🙂

  

https://www.youtube.com/watch?v=hceC4p8USPU

https://www.youtube.com/watch?v=sCuLs2ZF_QY

 

Czytam coś ekstra w sieci i chcę mieć to na blogu!

http://natemat.pl/205567,juz-nie-te-czasy-zeby-ptaki-dokarmiac-i-listy-zbierac-7-pieknych-zwyczajow-naszych-dziadkow-ktore-odejda-wraz-z-nimi

 

Już nie te czasy, żeby ptaki dokarmiać i listy zbierać. 7 pięknych zwyczajów naszych dziadków, które odejdą wraz z nimi.

 

Pamiętacie wieczory spędzone z babcią nad albumami pełnymi starych zdjęć? Czarno-białych, często z pofalowanymi brzegami? Albo niezwykłe opowieści dziadka z wakacji, których bohaterami byli wasi rodzice w wieku przedszkolnym? Magiczne to były czasy… Kiedy pieniądze na Gwiazdkę dostawało się zawsze wsunięte w czekoladę, a starsi sąsiedzi wchodzili do nas bez pukania, by podzielić się skarbami „prosto z działeczki”.

Kiedy wspominamy naszych dziadków zawsze w pierwszej kolejności na myśl nasuwają nam się te ich zwyczaje, które nie przystają do współczesności. Które jako nastolatkowie uznawaliśmy za dziwne, a dziś wspominamy je z sentymentem, bo to właśnie te przeurocze „dziwactwa” tworzyły świat naszego dzieciństwa. Zebraliśmy 7 zwyczajów naszych dziadków i znajomych seniorów, które pełne są magii, a niekontynuowane, niestety odejdą razem z nimi.

Dokarmianie ptaków dziadka Janka
Już od pierwszych chwil wizyty w mieszkaniu dziadka Janka wiadomo, że lubi przyrodę. Na oknie całe mnóstwo paprotek i fikusów, na półkach równo poukładane książki – od atlasu ptaków polskich po „ABC działkowca”. Jest nawet zegar z kukułką, a na ścianie wiszą oprawione trzy stare ryciny przedstawiające (chyba) sikorki. Jednak kiedy spoglądam przez firankę i szybę zauważam coś więcej. Za oknem jest duży karmnik! – Dziadek cały czas dokarmia ptaki? – A jak można nie dokarmiać? – odpowiada ze zdziwieniem. – Przecież ptaki zimą mają tak samo mało pożywienia jak miały wiele dekad temu, w ich świecie niewiele się zmieniło – dodaje.
Okazuje się, że dziadek oprócz swojego karmnika ma kilka miejsc w mieście, które regularnie odwiedza i uzupełnia zapasy. – Wieszam słoninę, zostawiam ziarna tam gdzie wiem, że to ma sens. Gdzie większych ptaków jest mniej i te mniejsze mają szansę się najeść. Dokarmianie ptaków jest dla dziadka elementem jego rutyny, która dziś wydaje nam się albo zdziecinniała (instrukcje dokarmiania ptaków pamiętam tylko z elementarzy z pierwszych klas szkoły podstawowej), albo zbędna (z jakiegoś powodu zakładamy, że ponieważ nam się powodzi lepiej, to i dzikim zwierzętom żyje się łatwiej tylko ze względu na fakt, że mogą przylecieć do miasta…).

– To, że wiele ptaków żyje w mieście nie oznacza, że korzystają z jego wygód – dodaje z uśmiechem dziadek, zupełnie jakby czytał w moich myślach. – Właściwie jednym z najważniejszych miejskich przywilejów ptaków jest właśnie to, że ktoś im na zimę zbuduje karmnik i nasypie ziarna. Więc to robię, żeby się mogły sikorki i wróble cieszyć wielkomiejskim życiem – śmieje się. Dopijamy kawę-plujkę z bardzo cienkich szklanek w koszyczkach, zegar wybija, a raczej „kuka”, południe. W mojej głowie rodzi się pytanie, które wypowiadam na głos – Ile jeszcze istnieje takich „dziadkowych” zwyczajów, które dziś wydają się nam-młodym przedziwne, a tak naprawdę są przecież bardzo mądre? – O-ho ho, całe mnóstwo – słyszę w odpowiedzi. Jedź do babci Zdziśki, ona na przykład to wszystkie listy, pocztówki i stare zdjęcia zbiera. Całe szuflady tego ma! Czuję się wystarczająco zachęcona. Jadę!

 

Pocztówki, listy i stare zdjęcia babci Zdziśki
– Był tu u nas przez chwilę nawet taki antykwariat na osiedlu, w którym oprócz książek i starych płyt można było kupić zwykłe zdjęcia nieznanych ludzi, nawet sprzed stu lat – mówi babcia, wyciągając z szafki dwa ciężkie, przekładane bibułą albumy fotograficzne. – Zdjęcia obcych ludzi? – pytam nie dowierzając. – Tak, zwykłe zdjęcia z wakacji czy ze spotkań przy stole, albo ze ślubu jakichś różnych, nieznanych osób. Przekopywałam te zdjęcia pasjami, nie mogłam się oderwać – opowiada babcia. Choć nie znalazłam na nich nikogo znajomego, to udało mi się trafić na kilka zdjęć z czasów wczesnego PRL-u, czyli zanim się tu przyprowadziłam, ulicy, na której mieszkam – dodaje podając mi dwa niemal identyczne zdjęcia zrujnowanych kamienic, które według mnie mogłyby obrazować każdą ulicę w którymkolwiek mieście w powojennej Polsce. – Skąd wiesz, że to Kączkowskiego? – dopytuję. – A zobacz – mówi babcia pokazując mi w tle dwa kominy. – To jest stara mleczarnia, tak wyglądała, ty jej nie możesz pamiętać, ale te kominy z tej perspektywy tylko z Kączkowskiego można było zobaczyć, bo inaczej to je las zasłaniał.

Nie mogę w to uwierzyć. Prawie 90-letnia babcia niczym Sherlock Holmes potrafi wnioskować ze starych niewyraźnych fotografii odtwarzając w ten sposób obrazy, których prawie nikt już nie pamięta… Zaczynamy przeglądać listy. Ponieważ babcia jest polonistką wiele z nich, jak stare księgi, zaczyna się pięknie wykaligrafowaną wielką literą. W niektórych kopertach są zasuszone kwiaty. – A tego nie mogę ci pokazać, bo to są listy, które sobie z dziadkiem pisaliśmy, jak wyjeżdżał – mówi wyraźnie zawstydzona. – Ale te sobie przejrzyj. Dostaję całe pudełko wyblakłych i czarno-białych pocztówek wysyłanych ze wszystkich możliwych okazji – Wielkiejnocy, Bożego Narodzenia, wakacji, wizyty w sanatorium, wycieczki szkolnej…

Przy okazji zdjęć i listów babcia zaczyna opowiadać. – Ooo na tych wakacjach na Węgrzech twój tata wpadł do fontanny, a tu jak byliśmy u cioci Wiesi krowy na łące pożarły mi suknię, a kąpałyśmy się z Wieśką w stawie i musiałam przez wieś do domu w samych majtkach wracać – opowiada zaśmiewając się do łez. Historie mnożą się, wraz z kolejnymi wspomnieniami wyciąganymi z pudełek w formie przepięknych archiwalnych obrazków i kartek. Te szuflady wypełnione babci życiem, epizodami i historiami, które są dla niej ważne mniej lub bardziej to jakby metafora jej pamięci, którą w symboliczny sposób przechowuje w materialnej formie. I właśnie dzięki temu wszystkie te obrazy, słowa i emocje wciąż z nią są, żywe i silne jakby zdarzyły się wczoraj.

Niedzielne butów pastowanie pana Gienia
– Wszystkie wspomnienia o moim ojcu stają się żywe, gdy tylko czuję zapach pasty do butów. Ale takiej prawdziwej, mocnej, czarnej – mówi pani Gosia, moja 56-letnia sąsiadka. – Przejdź się po klatce (mieszkamy w bloku – przyp. red.) i popytaj sąsiadów, każdy ci powie, że jak niedziela do południa to tylko kawa na schodach z moim ojcem. I wszyscy te buty pastowali razem z nim! Młodzi i starzy, siadali w domowych lumpach, brali buty i przed wyjściem do kościoła pucowali. A śmierdziało tą pastą! Aż mdliło – opowiada.

 
Kawa i napiwek dla listonosza
– Najbardziej lubię jak schodzą emerytury – opowiada pan Tomasz, listonosz na moim osiedlu. – Pani kochana, ja to w te dni wcześniej wychodzę i później wracam, bo u każdego, co emeryturę niosę, to kawę muszę wypić! – A napiwki pan dostaję? – pytam. – Ano jasna sprawa.
Goszczenie listonosza w dzień emerytury przypomina nieco przyjmowanie wspomnianego księdza po kolędzie. Emerytki w mojej okolicy pieką na ten dzień ciasto, czekają, mają posprzątane… – Bardzo to jest miłe i nie mówię tak, bo kasa dodatkowa, tylko to są jedyne osoby, które ze mną w pracy rozmawiają – opowiada pan Tomasz. Taki listonosz jak ja, co do kilkudziesięciu mieszkań puka, to wydawać by się mogło, na samotność nie narzeka. Co chwilę się z kimś spotyka, bo do kogoś do domu zagląda. A to mit, pani kochana. Ludzie to tylko gdzie parafkę złożyć pytają, czasem to nawet słowa z nikim nie zamienię, bo ci młodzi to traktują listonosza nie jak człowieka, tylko jakiegoś gołębia pocztowego – żali się.
Rzeczywiście, dopóki pan Tomasz nie zapytał mnie po co mi te wszystkie książki, kiedy któryś raz z rzędu musiał wnieść dla mnie paczkę z wydawnictwa na czwarte piętro po prostu zaczęliśmy rozmawiać i poznaliśmy się, nie mogłabym sobie przypomnieć jego twarzy. – Nic gorszego pani kochana, jak tylko ciągle widzieć ludzi i taki chłód od nich czuć. A jak coś niosę do którejś „swojej” emerytki to aż się cieszę, bo w końcu mogę się poczuć normalnie.
Pieniądze w czekoladzie i przepisy z „Naj” od babci Emilii
Zastanawialiście się dlaczego kiedyś prezenty pod choinką były jakby ładniejsze, bardziej kolorowe i intrygujące? Przecież nie chodzi tylko o to, że byliśmy dziećmi więc wspominamy to z rozrzewnieniem. Zawsze dostawało się i zabawki, i słodycze, i pieniądze, czyli właściwie tak jak dziś (tylko rodzaj zabawek się zmienił), a jednak odpakowywanie prezentów miało w sobie coś niezwykłego. Otóż jedną z magicznych sztuczek naszych babć i dziadków było wkładanie banknotów nie do oficjalnych kopert, lecz czekolad! – Taki prosty patent, a tyle radochy – mówi moja znajoma, 30-letnia Emilia. – Gdy byłam nastolatką cieszył mnie sam banknot, a dziś Święta osładza nie sam prezent, lecz właśnie ten gest, to „opakowanie”. Automatycznie przywołuje dziecięce czasy! – dodaje.
A propos przywoływania przeszłości – Emilia odziedziczyła po babci gruby, 60-kartkowy zeszyt, który służy za książkę kucharską. Nie, nie ma w nim odręcznych notatek. To książka kucharska, której forma mogła zostać wymyślona wyłącznie w latach 90. w Polsce – kiedy internet nie był jeszcze powszechny, a polskie gospodynie zaczytywały się w „Naj” i „Pani domu”. – Moja babcia wycinała co ciekawsze przepisy z prasy kolorowej i przyklejała je do kolejnych stron zeszytu tworząc w ten sposób unikalny zestaw receptur na każdą kieszeń. I przyznam szczerze, że sięgam do niego znacznie częściej niż po współczesne książki kucharskie czy blogi kulinarne. Nie ma tu żadnych trudno dostępnych i drogich składników! – mówi dziewczyna.
Skarby „prosto z działeczki”
– Dla Witusia jajeczka świeże przyniosłam i marchewki, prosto z działki – słyszę, zanim orientuję się, że ktoś bez pukania wszedł do mieszkania moich rodziców. Pani Kozłowska robi tak od lat. Witek to mój syn, ale tak samo postępowała, kiedy ja i mój brat byliśmy mali, a gdy chwilowo w domu moich rodziców zabrakło dzieci do karmienia, pani Kozłowska karmiła moich rodziców, przekazując na ręce mojej mamy świeży żurek i cudem zdobyty wiejski chleb.
Z dzieciństwa pamiętam też kalendarze adwentowe, które dostawaliśmy co roku od innej sąsiadki, pani Kalinowskiej. Niedostępne w latach 90. słodycze pani Kalinowska dostawała od swojej córki z Niemiec i w jej zamówieniu zawsze widniały dwa kalendarze specjalnie dla nas. Choć dostawaliśmy je do czasu wyprowadzki na studia, to w dzieciństwie czekaliśmy na nie zawsze z wielkim zniecierpliwieniem. Działało na nas odliczanie do Świąt w formie otwierania codziennie jednego okienka i zjadanie tylko jednej czekoladki. Jakoś lepiej smakowały niż dziś nawet cała tabliczka najdroższej czekolady…

Dzisiejsze smaczki polityczne!

Przyszły takie czasy, że na blogach nie mogą ludzie pisać o polityce, gdyż można dostać wezwanie na Policję, albo do Prokuratury! 

Naprawdę trzeba uważać na słowa i na to, gdzie się je wypowiada i do kogo!

Dlatego przyjmuję zasadę,  że będę się posiłkować materiałami z sieci jeno, zebranymi tylko w danym dniu, a jest tego codziennie bardzo dużo.

Afera goni aferę, a pewien procent Narodu nie wytrzymuje nerwowo i daje sobie upust w sieci właśnie.

Posiłkuję się więc wypowiedziami zebranymi dzisiaj i tak:

Przed chwilą w programie ”Tak Jest” (TVN24) rozmowa o dniu modlitwy za ofiary pedofilii w kościele katolickim

ks. Andrzej Kobyliński stwierdził:

”Relacje seks między dorosłymi, a dziećmi były w różnych epokach różnie oceniane. Dzisiaj nie ma jasności, co jest niedozwolone!!!!!!?????

 

 

 

 

 

 

 W Polsce jest już tak ciemno, że nawet
kiedy świeci słońce, to jest ciemno!

Nie wszystko jest na sprzedaż w sieci!

Dobry wieczór. 🙂

Miałam w sieci takie jedno zdarzenie, które, co jakiś czas sobie przypominam.

Jedna taka pseudo celebrytka, która uwierzyła, że nią jest, na swojej osi, na Facebooku notorycznie zdradzała swoje prywatne życie.

Z uwielbieniem wklejała sesje ze swojego osobistego życia, a więc gdzie była z mężem, gdzie z nim spała, co jadła, komu udzieliła wywiadu i bardzo często promowała swoich, dorosłych synów, którzy jak małpki pozowali do jej zdjęć na potrzeby Facebooka.

Nie rozumiem ludzi, którzy w sieci zdradzają wszystko, co dzieje się w ich życiu i każda okazja do zdjęcia , by się promować się, jest na wagę złota.

Nie rozumiem ludzi, którzy wklejają masowo zdjęcia swoich malutkich dzieci, które nie potrafią jeszcze się sprzeciwić, że ich zdjęcia na nocniku i golasy na plaży ogląda tysiące ludzi.

Nie rozumiem ludzi, którzy jadą na drogie wakacje i zdjęciami z egzotycznych miejsc budzą w innych zazdrość, że ich stać, a innych nie.

Prześledziłam życiorys mojej pseudo celebrytki i okazuje się, że pierwszy mąż ją opuścił, a dwoje dzieci z tego związku wybrało dorastanie u boku ojca, a matka przez parę lat była samotną osobą, bolejącą, że dzieci wybrały ojca.

Można się wczuć w duszę tak bardzo opuszczonej kobiety i wiem, że musiała cierpieć, ale w końcu znalazła nową miłość poznaną w Internecie.

Co się więc dzieje. Te wszystkie sesje i pokazywanie jak bardzo jest teraz szczęśliwą kobietą pokazuje na Facebooku i nie są to sprawozdania dla wielbicieli jej osi, a robi to na złość swojemu byłemu i krzyczy – zobacz jaką jestem szczęściarą i zobacz, że bez ciebie istnieje życie.

Pewnie wiele kobiet tak robi, ale pseudo celebrytka zdradzała ze swojego pożycia prawie wszystko, a więc, że mąż ją masuje, a więc, że kupuje jej ciuchy, bo ona tego nie lubi i oczywiście jej gotuje, bo ona jest złą kucharką.

Razu pewnego się wkurzyłam czytając te jej intymne wynurzenia i napisałam jej na mejla, że po co zdradza tak bardzo w sieci swoje życie? Po co pisze to wszystko i po co epatuje tym swoim szczęściem, skoro jest szczęśliwa i co tym wszystkim chce udowodnić?

Pisałam do osoby wykształconej i wydawało mi się taktownej, ale kiedy przeczytałam jej odpowiedź, to włos mi się zjeżył ze zdumienia. Przeczytałam, że z pewnością jestem osobą samotną, bez dzieci i dlatego jej zazdroszczę i wkleiła mi w melju taki oto obrazek i oczywiście mnie zablokowała, bo się czepiam.

Pomyślałam sobie więc, że ja cię pierniczę, co za poziom w dyskusji i oddaliłam się na drugi krąg. Wyrobiłam sobie zdanie o pseudo celeberytce, że jest nie odporna na krytykę.

Nie jestem samotna, bo mam męża wciąż tego samego i mam dwie córki, z których jestem dumna i były z nami bardzo długo. Teraz mają swoje udane rodziny i wspaniałe dzieci, a więc jestem szczęśliwą matką, babcią i żoną, ale o tym pseudo celebytka może tylko pomarzyć, bo po kilku miesiącach sieć obiegła wiadomość, że jej wspaniały syn dopuścił się pobicia swojej koleżanki i zapragnął ją zgwałcić, za co grozi mu do 12 lat więzienia.

Wszyscy wiedzą jak w więzieniu traktuje się gwałcicieli i może będę okrutna, ale ta maść może mu się przydać!

Karma wraca i tu się kłania sztuka konwersacji i zrozumienia w sieci też.

Polska jak Rumunia za rządów Nicolae Ceaușescu!

Sprawdza się najczarniejszy scenariusz, a więc koniec wolności w sieci, ale to jest dopiero początek prześladowania Obywateli w Polsce.

Jeśli Ziobro dostanie wszystkie funkcje w Polsce i możliwość kierowania Prokuraturą i Sądami, to wszystko w Polsce zdarzyć się może. Będzie miał w łapach najpotężniejszą władzę w Polsce, że Prezydent i Premier to będzie małe Mikki.

Ziobro już oblizuje się na samą myśl, że będzie mógł zamknąć kogo tylko chce i zamknąć usta komu tylko sobie zamarzy.

Oglądałam pewien dokument o czasach podsłuchów w Rumunii i tam do dzisiaj w archiwach o długości 24 kilometrów złożone są teczki z podsłuchów obywateli, a był podsłuchiwany każdy obywatel i teraz szykują nam, tu w Polsce ten sam mechanizm.

Mam nadzieję, że ludzie wyjdą na ulicę, by obronić Internet przed inwigilacją przez władzę, wybraną przez pomyłkę!

Obawiam się o losy mojego bloga! 😀

Niczym szympans w loży guziki naciska
…garnitur w prążki mina uroczysta
Poseł zasiada, lecz nie powiem nazwiska
Mógłby i zabić!… gdy na odcisk ciśnie
w wizytowych pantoflach szew świeży
o czym on marzy, co jeszcze śni mu się
jak silnie władza do łba mu uderzy?

„Chamstwo w Państwie”

Dajcie dane, a znajdziemy paragraf

Jakub Wątor

 Hulaj, służbo, nadzoru nie ma! A ty, internauto, drżyj. Nowe przywileje dla władzy już od lutego w komputerach w całej Polsce.

W lutym wejdzie w życie znowelizowana ustawa o policji i innych służbach. Dla internautów kluczowe w niej są dwie sprawy: co i kiedy mogą sprawdzić służby w internecie.PiS chce instalować u dostawców internetowych „interfejsy” (nazywane też stałymi bądź bezpiecznymi łączami). Pozwolą one na dostęp do tzw. danych internetowych każdego użytkownika sieci. Czym są dane internetowe, podaje ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W uproszczeniu dzielą się na dane stałe i eksploatacyjne. Stałe to inaczej dane osobowe – imię, nazwisko, adres, numer PESEL, numer IP etc. Eksploatacyjne to te, które internauta tworzy, surfując po sieci. To one mają kluczowe znaczenie, bo tworzą nasz życiorys w sieci, są opisem całej naszej aktywności internetowej.Zobaczą z kim randkujesz Służby sprawdzą, o której godzinie na jakiej stronie internetowej byłeś i co na niej przeglądałeś. Zobaczą, kiedy zalogowałeś się na skrzynkę mailową, wszedłeś na Facebooka albo portal randkowy. I że na tym portalu przeglądałeś ogłoszenie takiej to a takiej osoby. To nie koniec: zobaczą też, że włączyłeś Skype’a, program do wysyłki plików lub jakikolwiek inny program łączący się z internetem. Poznają historię wszystkich odwiedzanych przez ciebie stron i aplikacji internetowych. Będą miały dostęp do tzw. metadanych – gdzie, o której godzinie i jak długo byłeś. Nic nie da wyczyszczenie ciasteczek (cookies) w przeglądarce czy skorzystanie w niej z trybu incognito. Twój dostawca internetu i tak rejestruje odwiedzane przez ciebie strony, a więc zobaczą to też służby. Do tej pory służby mogły o to prosić, a firma mogła odmówić.Prawdopodobnie jednak służby nie przeczytają naszych maili. Rada Ministrów w uwagach do projektu zaznaczyła, że w ustawie trzeba „jednoznacznie przesądzić, że wszystkie uprawnione służby mogą pozyskiwać tylko dane telekomunikacyjne, pocztowe lub internetowe, niestanowiące odpowiednio treści przekazu telekomunikacyjnego, przesyłki pocztowej albo przekazu w ramach usługi świadczonej drogą elektroniczną”. Czyli służby zobaczą, że odwiedziłeś stronę internetową o zakażeniach HIV, a potem korzystałeś z formularza kontaktu z lekarzem, ale nie będą wiedziały, co do niego napisałeś. Zobaczą, że przez godzinę pisałeś prywatnie z innymi użytkownikami na forum o narkotykach, ale nie będą wiedziały, o czym pisałeś. Nie ma się czym martwić?Prewencyjne śledzenieDruga sprawa z projektu ustawy o policji – kiedy będą cię mogli podglądać. Tu czai się pułapka. Uprawnienia do monitorowania danej osoby w sieci mają być oderwane od podejrzenia popełnienia przestępstwa. Służby chcą śledzić internautów m.in. po to, by „zapobiegać lub wykrywać przestępstwa”. A więc funkcjonariusz może pomyśleć: „Poinwigiluję sobie sąsiada, to może zapobiegnę jakiemuś przestępstwu, które chciałby popełnić”. A nuż obrazi kogoś w sieci albo – choćby przypadkiem – wyskoczy mu strona z dziecięcą pornografią. Innymi słowy: najpierw zbieramy dane internetowe na temat człowieka, a potem poszukamy na to paragrafu.

To totalne odwrócenie dotychczasowej praktyki, kiedy to policja mogła sięgać po dane internetowe dopiero przy ściganiu za konkretne przestępstwo. A więc musiała mieć powód.

Teraz będzie odwrotnie – służby najpierw będą inwigilowały, a dopiero potem wytłumaczą sądowi okręgowemu, dlaczego to robiły. A ten będzie mógł, ale nie będzie musiał, poprosić o szersze uzasadnienie inwigilacji danej osoby. Zwykły sąd okręgowy będzie więc co pół roku zawalony sprawozdaniami z setek, jeśli nie tysięcy przypadków inwigilacji (w zeszłym roku, jeszcze w myśl starych, bardziej restrykcyjnych przepisów, policja sięgnęła po dane internetowe 60 tys. razy). I raczej nie będzie miał czasu na dogłębną ich analizę.

A więc hulaj, służbo, nadzoru nie ma. A ty internauto nawet nie będziesz wiedział o tym, że jesteś podglądany. Tak, autorzy projektu nie zapomnieli w odpowiednich miejscach wstawić frazy: „bez wiedzy i zgody osoby, której [dane] dotyczą”. 

Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,19478961,dajcie-dane-a-znajdziemy-paragraf.html#ixzz3xJH64lJe

https://www.youtube.com/watch?v=qoYw_dTPPVM