Archiwa tagu: siostry

Dobrnęłam do końca Internetu!

Niżej pisałam, że lubię słuchać wartościowych piosenek, bo bez nich Świat byłby nie taki sam.

Pisałam też, że współczesne piosenki niekoniecznie do mnie trafiają, gdyż są znikomej wartości artystycznej.

Jednak to, co dziś odsłuchałam, to już nie uda mi się „odzobaczyć” i zapomnieć!

Narażę Was więc na coś, co Wami wstrząśnie –  jako i mną wstrząsnęło!

Oto przedstawiam Wam siostry Godlewskie, które chcą zaistnieć na scenie muzycznej i na Święta Bożego Narodzenia wskoczyły do Internetu z kolędą.

Śpiewają tak jak wyglądają i tutaj ja doszłam do końca Internetu, bo niżej już nie można!

Wysłuchanie tego wykonania w aranżacji obu sióstr pozostawiam własnej, świadomej decyzji!

A najgorsze jest to, że obie siostry zapraszane są do telewizji i tak wystąpiły w „Pytaniu na śniadanie”.

Telewizja też się kończy! Jak żyć?

Małgorzata Godlewska skorzystała z okazji i zaśpiewała "Kolorowy wiatr" /TVP /materiał zewnętrzny

 

Prezenterzy "Pytania na śniadanie" podczas rozmowy z siostrami Godlewskimi /TVP /materiał zewnętrzny

Reklamy

Z jednego ojca i z jednej matki, a tak różne

Dwie siostry od samego urodzenia znacznie się różniły. Edytka podobna jak diabli do ojca, że zdarta skóra. Rodzina nad jej łóżeczkiem pochylona mówiła, że to czysty ojciec i faktycznie tak było. Druga Elwira wdała się w matkę i rodzina rozmawiała, że jak to po równo się podzieliło i jakże sprawiedliwie.

Rosły razem, ale ta pierwsza zawsze chadzała swoimi drogami, młodsza z racji trzech lat różnicy była pod skrzydłami mamy, kiedy ta pierwsza kopała piłkę z chłopakami, bo taka z niej chłopczyca była. Lubiła „skrabać” się na drzewa, gdzie darła porcięta uszyte przez mamę, albo grała w noża z chłopcami na podwórku. Zdarzało się, że znikała z oczu mamy i szła zdobywać świat, bo taka podróżniczka też z niej była. Mama nie raz jej szukała w lesie i sprowadzała na ziemię, tłumacząc, że się ma jej słuchać, ale jej słowa nie trafiały do dziewczynki i albo przyszła do domu z rozkwaszonym okiem, albo z krwawiącym kolanem. Bywało tak, że i oba kolana miała w bandażach, bo uczyła się jazdy na rowerze skradzionym na chwilę z pod bloku.

Siostra jej zupełnie była inna, bo wolała swoje lalki, dla których szyła w domu ubranka i ozdabiała pudełka po butach robiąc dla niech domki, a widząc to mama, zrobiła dla niej cudowne mebelki, aby miała swoje zabawki i tak tymi lalkami się opiekowała, przekładała, karmiła i ubierała.

Mijały lata i pierwsza poszła do szkoły, a ta młodsza była w przedszkolu i nie wiadomo kiedy, ale ich drogi zaczęły się rozchodzić i nie miały kompletnie czasu, aby pobyć ze sobą razem, bo pierwsza wciąż grała w piłkę, a młodsza taka spokojniejsza zajmowała się swoimi lalkami.

Można powiedzieć, że ich drogi zeszły się po raz pierwszy, tak naprawdę, kiedy jedna i druga wyszła za mąż i nagle na świecie pojawiły się dzieci. To był moment, kiedy naprawdę miały wreszcie wspólny punkt do spotkań i rozmów, bo przedtem kompletnie ich drogi się nie krzyżowały i nie miały dla siebie kompletnie czasu.

I znów minęło parę lat i o coś tam poszło, że chyba jedna i druga już nie pamiętają o co, że znów zaczęły żyć własnym życiem i coraz mniej ze sobą rozmawiały i się spotykały, choć ich stosunki są zupełnie poprawne, ale żadna się nie wcina w życie tej drugiej i tak to trwa do dzisiaj.

Nie wiadomo, co się może kiedyś wydarzyć, że znów zbliżą się do siebie – bardziej, a może już nigdy!

Ciekawa jestem Waszych odczuć związanych z rodzeństwem, bo czy jesteście wciąż blisko, czy jednak drogi życiowe rozluźniły Wasze relacje bratersko – siostrzane?