Archiwa tagu: śmierć

Przychodzimy, odchodzimy, leciuteńko, na paluszkach!

Nie na darmo się mówi, że starość się Panu Bogu nie udała!

Moja Mama 19 miesiąc leży w łóżku nie mająca na nic siły.

Mocne serce nie daje Jej odejść na wieczny odpoczynek, a wszyscy są zmęczeni do granic możliwości.

Tak trudno patrzeć, że  choroba uwięziła Mamę we własnym ciele, a odchodzenia nie widać.

Zmęczona jest Ona i zmęczona jest rodzina i chyba każdy z nas, gdzieś tam w głowie ma, aby w końcu ten dramat się skończył!

19 miesięcy, to dużo i dla Niej i dla nas, bo wszyscy padają na pysk – dosłownie.

Starość i do tego nieuleczalna choroba, to jest najgorsza mieszanka tego nieszczęsnego bycia na tej ziemi.

Jest taka dzielna w tej swojej chorobie, że takiej dzielności życzę wszystkim, którzy muszą się opiekować schorowanym rodzicem, mężem, żoną, czy też swoim dzieckiem.

Taka opieka wysysa z opiekuna także siły i obniża odporność psychiczną, bo trzeba być z chorym przy łóżku i zerkać, czy aby nie nadchodzi ta ostatnia godzina, ostatni oddech, a to niszczy najbardziej.

Patrzę w telewizji i w realu na ludzi, których choroba nie złożyła do łóżka i  gdzieś tam w miarę funkcjonują z laseczką,  czy z balkonikiem, a mojej Mamie to zostało zabrane przez wstrętnego raka.

Taka była radosna, dzielna jeszcze 19 miesięcy temu i tak bardzo lubiła o własnych siłach spacerować, porozmawiać z ludźmi na ławeczce, a tu ni z tego, ni z owego stała się warzywem, ale ma wciąż sprawną psychikę i to jest ewenement na skalę światową!

Taka notoryczna opieka ograbia z własnego życia. Trzeba obyć się od przyzwyczajeń, spędzania czasu, a także od czasu na odpoczynek. Wycieńcza i dołuje!

Wiem, że nie grzeszę tym, iż chciałabym, aby Mama już odeszła i nie dla odpoczynku dla nas wszystkich, a dla Jej skrócenia męki żywota!

Bo gdyby starość wyglądała tak jak w poniższym wierszu, to byłoby cudnie i nawet wesoło, ale  starość nie dla wszystkich jest łaskawa.

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania staruszek w parku

SMUTKI I RADOŚCI OBJAWÓW STAROŚCI !

Idę ulicą – ktoś mi się kłania.
Oddaję ukłon – znam przecież drania:
ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku …
To miły facet, znam go od roku.
Jakże u diabła on się nazywa?
… Dziura, w pamięci. Czasem tak bywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.

Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
no i spaceru gna mnie potrzeba
zwłaszcza, że słońce i błękit nieba…
Gdy już po parku idę alei
nagle pot zimny koszulę klei,
bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
W śpiesznym powrocie znów myśl się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.

Siedzę i czytam. Nagle myśl żywa
jakimś pragnieniem z fotela zrywa.
Robię trzy kroki, staję przy szafie
i jak to cielę na nią się gapię …
Pojęcia nie mam, po co ja wstałem?
Czego tak bardzo i nagle chciałem?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,
że ta nieszczęsna starość nadchodzi.

Jadę na urlop – prasuję spodnie.
żeby wśród ludzi wyglądać godnie.
Biorę walizkę, pędzę nad morze …
Lecz tam zamiast śledzić dziewczyny hoże,
zamiast podziwiać plażowe akty …
…Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
Może dom spłonął? Strach we mnie godzi …
Tak to jest kiedy starość nadchodzi.

Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
zaoszczędziłem trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem,
dobrze ukryłem je przed złodziejem.
I teraz … już od paru miesięcy
nie mogę znaleźć moich tysięcy.
Ech, nie pojmiecie tego wy młodzi
jak miło żyć gdy starość nadchodzi.

Pomimo moich najlepszych chęci
nie zawsze mogę ufać pamięci.
Więc by jej pomóc, a przez nią sobie,
czasem na chustce węzełki robię.
A potem jeden Bóg wiedzieć raczy
co który węzeł ma dla mnie znaczyć?
Choć mi się nawet nieźle powodzi,
wciąż mam kłopoty. Starość nadchodzi.

Dwa razy dziennie – raz przy śniadaniu,
a potem w obiad, po drugim daniu
zażywam leki, tabletki białe:
cztery połówki i cztery całe.
Często się pieklę /bom nie aniołem/,
gdy w obiad nie wiem czy rano wziąłem?
Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi
wiedza, że oto starość nadchodzi.

Żuję kolację – w niej polędwica
me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości …
Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna. Masz sporo czasu …

Chcesz iść nad wodę, albo do lasu,
to sobie idziesz – nikt ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie też nikt nie goni,
bowiem nie musisz pędzić do pracy
jak wszyscy twoi młodsi rodacy.
Co prawda wigor z wolna przekwita,
lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
należną gażę poczta przynosi …

Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
gdyż wiek ci daje m ą d r o ś ć spojrzenia …
Więc wiwat starość! Niechaj nam służy,
nawet gdy trochę chwilami nuży.
Bowiem – jak sądzę – w tym jest rzecz cała,
by jak najdłużej ta starość trwała …

Wiersz Reinera Kerna „Das Alter kommt auf seine Weise” spolszczył /i uzupełnił/ Tadeusz Rejniak

Reklamy

Nigdy nie jest dobra pora na odchodzenie, a w maju, to już wcale!

Zdj ?? cie użytkownika Artur Szuba.

Przychodzimy na ten świat, niewinni i czyści jak biała kartka papieru.

Wchodzimy w dorosłość i zaczynamy walczyć!

Wychodzi to czasami lepiej, a czasami gorzej.

Bywa  tak, że trzeba walczyć z plotkami, szantażem, oszustwem, nieszczerością i się martwimy  i mamy żal do losu – dlaczego?

Życie, to jest wieczna walka z kimś, albo z czymś i mało komu udaje się przebrnąć jak po różanych płatkach.

Każdy z nas miał przykre sytuacje, które go niszczyły i doprowadzały nawet do depresji i samobójstwa!

Optyka patrzenia na wszystko się zmienia, kiedy zapadamy na najgorszą chorobę, czyli raka.

Wówczas zaczynamy walkę o siebie i wszystko inne idzie precz.

W małych miasteczkach nic się nie ukryje.

Cztery godziny temu dowiedziałam się, że  mój osiedlowy znajomy odszedł, który zachorował w tym samym terminie jak moja Mama.

Mama nie zgodziła się na leczenie chemią, bo czuła, że ​​ta chemia Ją zabije i jest ciągle z nami.

Mój sąsiad – zaledwie 50 letni, przyjął bardzo szybko chemię i potrzebował dużo pieniędzy i sama brałam udział w akcji charytatywnej na jego  leczenie.

Mój sąsiad,  to nie byle kto, bo artysta, muzyk i poeta.

Zachorował i jeździł ze szpitala do szpitala w całej Polsce.

Przyjął hektolitry tego świństwa.

I tu powstaje pytanie, czy?

Czy koncerny znają sposób na leczenia raka, ale to ukrywają?

Ludzkość lata w kosmos, a nie opracowała tej pory skutecznego leku na raka i jaka jest prawda?

Czy ktoś nas oszukuje i ciągnie z ludzkości ogromną kasiorę!

Mój sąsiad odszedł, ale pozostawił po sobie teledyski i swoją poezję, bo człowiek musi coś po sobie zostawić, bo to świadczy o tym, że życie przeżyliśmy z sensem.

Warto zostawić swoje myśli, spisane na blogu chociażby,  dla bliskich, dla rodziny i dlatego ja piszę bloga!

 

Jego muzyka!

Mój sąsiad miał dane wsparcie w Rodzinie i jej składam swoje kondolencje i życzę siły w żałobie!

Jego wiersz!

moje palce
jak najdelikatniej
wspinają się
po udach twoich
powoli
powolutku coraz wyżej
po brzuchu
po piersiach
do ust drżących
nie śpieszą się
by nie spaść
by zdobyć
szczyt niezdobyty
Rytuał

 

Spotkanie po 20 latach!

Dzisiaj prędzej Diabła bym się spodziewała w moim domu – niż:

Ale od początku zacznę.

W swoim życiu miałam jedyną koleżankę, z którą rozumiałyśmy się bez słów.

Nie pamiętam jak się poznałyśmy, ale chyba przez naszych mężów i ta znajomość była dla mnie bardzo cenna.

Kiedy miałam życiowe kłopoty – bardzo mocne, to mogłam zawsze się Jej w rękaw wypłakać i jako jedyna na tym świecie mnie wspierała.

Sama nie miała lekko i może dlatego tak bardzo się rozumiałyśmy, bo wspólne doświadczenia życiowe sprawiły, że jedna drugą podtrzymywała na duchu.

Dość często spotykałyśmy się na kawie i to, o czym rozmawiałyśmy nigdy nie wypłynęło do osób trzecich, a to było dla mnie i dla niej bardzo ważne.

Pewnego, wiosennego dnia Jej Mąż miał wypadek samochodowy i zginął na miejscu.

Po przebytej żałobie Ona pojechała na zaproszenie rodziny – do Ameryki.

Z początku pobytu tam, pisała do mnie i o tym jakie  spotkało Ją szczęście.

Poznała przystojniaka – Polaka i się pobrali, a nasz kontakt osłabł, bo każda z nas miała zapędzone życie.

Oboje mieli wielkie marzenie, że na starsze lata wrócą do Polski i tak w Ojczyźnie się razem zestarzeją.

Niestety, ale po powrocie do Polski Jej Mąż ciężko zachorował i w wieku zaledwie 56 Ją zostawił.

Ona jest silna i wiem, że sobie z żałobą poradzi, ale jest Jej bardzo ciężko.

Kiedy dziś przyszłam od chorej Mamy – ktoś zadzwonił na domofon i spytał mnie, czy pamiętam „W”.

Dlatego piszę, że prędzej bym się spodziewała Diabła, aniżeli po 20 latach moją „W”.

Wpadłyśmy  sobie w ramiona, a ja taka zdziwiona, że o mnie – skromnej osobie – nie zapomniała.

Rozmawiałyśmy ponad dwie godziny tak – jakby nie minęło tych 20 lat, a mogłybyśmy wspominać i przez całą dobę.

Swoją wizytą odmieniła moją codzienność – dość rutynową i moje drzwi są zawsze dla Niej otwarte.

Mieć taką osobę w swoim życiorysie, to wielka wartość!

Opowiadała o swoim drugim Mężu z taką miłością, że to Jej dedykuję ten wiersz poniżej, bo kochała Go nad życie i dał Jej mnóstwo szczęścia!

Będąc w Polsce zauważyła ogrodzone osiedla i to, że ludzie przestali się ze sobą spotykać. Odgrodzili się od siebie, kiedy tam mieszkając miała szczęście, bo niezależnie od koloru skóry i wyznania sąsiedzi troszczyli się o innych.

Mam takie skromne pytanie czy mieliście kiedyś tak serdeczną osobę, która o Was pamiętała i miała Was w sercu po tak długiej rozłące?

Na zdjęciu to, Ona ze swoją miłością!

 

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Odchodzenie!

Córka podesłała mi na Facebooku link do rewelacyjnej muzy, w której od pierwszego odsłuchania się zakochałam.

Współczesne piosenki mało, kiedy mnie porywają, a w tej słyszę z lat 60-tych Mirę Kubasińską i tamte rytmy zespołu Breakout .

Posłuchajcie i na chwilę się zatrzymajcie, bo piosenka w wykonaniu Barbary Wrońskiej ma świetne komentarze i oceny.

Znalezione obrazy dla zapytania matka chora i córka

A teraz napiszę o smutku:

Mija właśnie 15 miesięcy od diagnozy – rak wątroby u mojej Mamy.

Napiszę tak jak to czuję:

Miałam w życiu to szczęście, że nigdy nie towarzyszyłam nikomu w odchodzeniu i nigdy tego nie doświadczyłam i może dlatego nie do końca rozumiem jak się odchodzi z tego świata.

Moje babcie i dziadkowie odeszli zanim ja się urodziłam i nie było mi dane widzieć  jak opuszcza życie i świat osoba śmiertelnie chora.

Kiedy umarł mój Ojciec, to widziałam go tylko w trumnie i się z nim pożegnałam całują go w czoło i dotknęłam Jego ręki.

Jednak to nie to samo przeżycie, kiedy widzę leżącą Mamę, która może nas opuścić w każdej, niemal chwili.

Umierała chyba już ze cztery razy w ciągu tych miesięcy, ale wciąż z nami jest.

Mama ma straszną wolę życia i choć od kilku miesięcy leży, to się nie poddaje!

Potrafi się śmiać ze swojej choroby – dosłownie!

Nie ma żadnych łez i lamentów, że Jej życie dobiega końca, bo się z tym pięknie pogodziła.

W czasie choroby schudła bardzo dużo i jest słabiutka jak witka na wietrze, a mimo to nienawidzi pampersów i prosi, by Ją prowadzić do WC. Tak bardzo się pilnuje, aby opiekujący nie musieli – no wiecie co!

Nie pozwala się karmić, a więc podkładamy Jej poduchy i na tacy stawiamy jedzenie, a Ona się upiera, by wciąż w tej kwestii być wciąż samodzielną.

Parę dni temu wzięło Ją na wspomnienia jak to było w czasie II Wojny Światowej i nawet zaśpiewała mi łódzką, starą piosenkę o tym jak mordowano w Łodzi Żydów.

Opowiedziała o smalczownice, która wydawała ludzi Niemcom, a kiedy weszła Armia Czerwona, to ją zastrzelili gdzieś w polu.

Mama mimo znacznego ubytku słuchu czyta paski w wiadomościach i doskonale się orientuje, co dzieje się w Polsce i nad tym ubolewa.

Powiem szczerze, że tak godnego odchodzenia, to nie widziałam w najlepszych filmach. Jej postawa przed ostatecznością nadaje się na jakiś traktat o odchodzeniu, bo tak dumna w tym jest.

Gdybym miała przybliżyć Wam charakter mojej Mamy, która zawsze była radosna, to gdyby miała więcej sił, to by tak zatańczyła  jak ta starsza pani w tym clipie.

Uczę się od własnej Mamy jak się dumnie odchodzi z tego świata, choć wątpię by było mnie stać na to. Mam słabe serce i umrę szybciej od mojej Mamy, która serce ma jak dzwon!

 

W Polsce powinna być kara śmierci!

Zdjęcie użytkownika Fundacja Zwierzęca Polana.

Widzicie tego pieska w wieku 4 miesięcy, który został tak poturbowany przez homosapiens?

Nazywa się Bartosz Donarski i skatował pieska tak, że wybił mu zęby, połamał żebra i kręgosłup i skazał go na inwalidztwo do końca pieska życia.

Uciekł, bo się wystraszył, że pójdzie siedzieć!

Wysłano za nim list gończy!

Mam wybujałą wyobraźnię i widzę jak katował tego ślicznego szczeniaka.

Piesek po tej masakrze ma wciąż bardzo mądre oczy i śliczny, mokry  nos, ale ty psychopato zgotowałeś mu kaleki los.

Mam nadzieję, że cię dopadną i skończysz w więzieniu za swoje bestialstwo i tam w więzieniu dostaniesz za swoje, bo w więzieniach nie lubią takich jak ty!

Zabić ciebie, to by było zbyt proste, ale skatować cię tak, byś do końca życia został kaleką na wózku – jestem za tym.

Życie za życie – ból za ból – ząb za ząb!

Powinni ciebie odizolować  na zawsze, bo nie nadajesz się psycholu do życia w społeczeństwie.

Dziś skatowałeś zwierzę, a jutro zabijesz człowieka. Powinno się ciebie psycholu izolować i nie dopuścić do powrotu do zwykłych, normalnych ludzi! Jesteś bestią!

Kiedy czytam jak katowane są małe dzieci – duszone, przypalane papierosami i wrzucane do wrzątku i kiedy ludzie masakrują naszych braci mniejszych – to ogarnia mnie czarna rozpacz!

Dwa lata temu odeszła od nas suczka o imieniu Diana.

Kiedy miała 4 lata pojechaliśmy z nią na spacer do lasu.

Młoda, zrywna pogoniła za drugim psem i uderzyła z impetem w konar drzewa.

Zerwała sobie staw w tylnej nodze i groziło jej kalectwo.

Nie odpuściliśmy i zawieźliśmy ją do najlepszej, psiej kliniki!

Zapłaciliśmy nie małe pieniądze, ale do końca swojego życia mogła chodzić na własnych nogach.

To nas różni od ciebie psychopato bez uczuć i empatii.

Jeszcze raz napiszę, że powinni izolować ciebie do końca twoich gnoju chwil!

Nie wstydzę się tak mocnych słów, bo kiedy przeczytałam, że zrobiłeś piekło na ziemi temu stworzeniu zasługujesz na wieczne potępienie.

 

Znalezione obrazy dla zapytania linie gif

 

Jednak aby odejść od tak przykrego tematu obejrzałam film pt. „Woda dla słoni”

Przepiękne kino opowiadające o tym jak to w latach 30 – tych w Stanach Zjednoczonych ludzie zarabiali na chleb, kiedy to istniał kryzys i prohibicja.

W filmie jest wątek polski, który opowiada o tym jak to Polacy wyjeżdżali do Stanów Zjednoczonych po lepsze życie.

„MłodyJacob Jankowski (Robert Pattinson), student weterynarii na ostatnim roku, po tragicznej śmierci rodziców przyłącza się do cyrku. Pracując jako weterynarz zakochuje się w Marlenie (Reese Witherspoon), która jest żoną właściciela i tresera Augusta (Christoph Waltz). Gdy cyrk jest na skraju bankructwa August kupuje słonia o imieniu Rosie. Jedyną jego metodą tresury jest dźganie słonia metalowym szpikulcem do krwi. Nie podoba się to jednak Jakobowi i Marlenie, więc postanawiają coś zrobić. Zostają ciężko pobici przez Augusta, postanawiają więc uciec, lecz on ich łapie i bije do nieprzytomności. Film kończy się zemstą reszty załogi na Auguście poprzez wypuszczenie wszystkich zwierząt podczas spektaklu. Gdy właściciel dowiaduje się o romansie dwóch głównych postaci postanawia udusić Marlenę. Lecz zdolna słonica Rosie zabija go i razem z Marleną, Jakobem i resztą zwierząt wyrusza szukać nowego domu:.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Woda_dla_s%C5%82oni_(film)

Polecam to kino na długie, zimowe wieczory!

 

Znalezione obrazy dla zapytania woda dla słonia

 

Znalezione obrazy dla zapytania woda dla słonia

 

Znalezione obrazy dla zapytania woda dla słonia

Dawnych wspomnień czar

Chyba każdy z nas ma swój ulubiony gatunek muzyczny i często wraca do swoich pozycji z lat młodości.

Ja dość często mam takie chwile, kiedy przypominam sobie dawno nie słyszane piosenki – te z moich młodych lat.

Jeśli piosenka jest melodyjna i można ją sobie pod nosem zanucić i wpada szybko w ucho – to jest już moja!

Wracam do starych przebojów, gdyż współczesne piosenki rzadko mi się podobają ze względu na infantylne teksty – bez większej głębi.

Już prawie nikt nie śpiewa w Polsce jak Irena Santor, Zdzisława Sośnicka, czy też Michał Bajor i można tak wymieniać tych wspaniałych, utalentowanych wykonawców z duszą!

Niestety, ale powoli Oni od nas odchodzą i na szczęście zostawiają swój dorobek artystyczny.

7 stycznia 2018 roku odeszła od nas francuska piosenkarka – France Gall, której piosenki uwielbiam.

Niech spoczywa w spokoju i szkoda, wielka szkoda! [*]

 

Nie żyje France Gall, zwyciężczyni Eurowizji w 1965 r. Miała 70 lat. Na zdjęciu – clip z roku 1964.

Nie żyje France Gall, zwyciężczyni Eurowizji w 1965 r. Miała 70 lat. Na zdjęciu – clip z roku 1964. Fot. screen ze strony YouTube.com/ Narek Tiraturyan.

1965 roku wygrała Konkurs Piosenki Eurowizji – zwycięski utwór napisał dla niej Serge Gainsbourg. Po długiej walce z chorobą, w wieku 70 lat, zmarła France Gall, jedna z najważniejszych piosenkarek we Francji. Jej piosenki są doskonale znane na całym świecie, także w Polsce.

Ten przebój zaśpiewała w roku 1987, gdy miała 40 lat. Piosenkę „Ella, elle l’a” znają chyba wszyscy – nie tylko we Francji, w Polsce też.

Tę piosenkę, która podbiła listy przebojów w całej Europie, dla France Gall napisał jej mąż, również piosenkarz, Michel Berger. Z kolei utwór „Poupée de cire, poupée de son”, z którym w 1965 r. wygrała w Neapolu Konkurs Piosenki Eurowizji, napisał dla niej sam Serge Gainsbourg. France Gall miała wówczas zaledwie 18 lat! Reprezentowała wtedy jednak nie Francję, lecz Luksemburg.

France Gall zmarła w niedzielę, 7 stycznia 2018 w Paryżu. Przyczyną śmierci wokalistki były komplikacje po zakażeniu spowodowanym chorobą nowotworową. Kondolencje po śmierci piosenkarki złożył prezydent Francji Emmanuel Macron, dziękując za jej wszystkie piosenki.

France Gall a traversé le temps grâce à sa sincérité et sa générosité. Elle laisse des chansons connues de tous les Français et l’exemple d’une vie tournée vers les autres, ceux qu’elle aimait et ceux qu’elle aidait.

Rak – to wstrętny gad!

Pisałam niżej, że mam chorą Mamę na raka!

Diagnoza padła w listopadzie 2016 roku! Rak wątroby z przerzutami na nadnercza i zdaje się na kości.
Ogromne boleści, ale nie wątroby i nie nadnerczy, a kości właśnie.

Mama dość dobrze funkcjonowała przez ten rok i mimo bólu  była w tym bardzo dzielna.

Miała w sobie niesamowitą wolę życia i potrafiła się ze swojej choroby śmiać.

Przecieraliśmy oczy ze zdumienia, bo nikt dotąd nie widział tak mocnego człowieka.

Oczywiście wszyscy wiedzieliśmy, że będzie coraz gorzej, gdyż powolutku widać było, że choroba Mamę męczy, ale mimo to wciąż była dziarską i mocną kobietą.

Wczoraj, kiedy byłam u Mamy pierwszy raz dała niepokojący znak – widziała jakieś muchy na szybie i ćmę, które nakazała mi zabić łapką na muchy i okej – zabiłam i Mama się uspokoiła.

Minęło 12 godzin i nagle Mama zaczęła widzieć dziwne rzeczy i sytuacje.

Zaatakowany mózg przez raka sprawił, że Mamie odjęło zmysły i kompletnie się pogubiła.

Zaczęła opowiadać takie rzeczy, że odwiedził Ją Prezydent i aktorzy ze stacji TVN-u.

Opowiada, że nie może skorzystać z łazienki, bo tam robotnicy robią remont i wyburzają ściany.

Nagle komunikowała, że ktoś jej przestawia telewizor, a woda leje się z sufitu.

Kochani! Przeżyłam dzisiaj koszmar, bo nagle z rozumnej kobiety – nawet w chorobie, stała się taka bezbronna i tak jakby szalona.

Stała się malutkim dzieckiem, które kręci w głowie swoje bajki i opowieści!

Dziś był lekarz i orzekł, że to koniec życia Mamy, bo mózg automatycznie wyłącza wszystkie funkcje życiowe.

Jak się z tym pogodzić?

Dlaczego w epoce kosmosu nie ma leku na raka?

Siedzę w swoim gnieździe i myślę!

Już minął rok od diagnozy u Mamy – rak wątroby i przerzuty, które się rozsiały z prędkością komety.

Boli tam i tu i jeszcze tam i choć medycyna zapewnia ponoć życie w raku bez bólu, to sobie z tym nie zawsze radzi!

Boli i Mama to pokornie znosi już ponad rok, a my jako rodzina nie jesteśmy w stanie nic więcej zrobić – kompletna bezradość, skoro lekarze sobie z tym bólem nie radzą!

Boże drogi – jaka Ona jest dzielna w tym bólu i jak się potrafi nie skarżyć, choć boli jak diabli.

Tak naprawdę pierwszy raz towarzyszę w odchodzeniu, bo życie mi tego oszczędziło, ale jakie to jest dumne odchodzenie.

Codziennie jestem u Mamy i widzę jak cierpi, ale chyba nigdy więcej nie zobaczę jak dzielne to jest odchodzenie.

Mama ma wciąż bardzo bystrą psychikę i potrafi w tych boleściach rozmawiać ze mną nawet o polityce.

Wciąż potrafi logicznie myśleć i orientować się w otaczającej Ją rzeczywistości, co mnie zadziwia wprost.

Jej ciało się powoli poddaje, ale rozum nie śpi i wciąż jest taki ludzki, taki normalny, taki rzeczowy.

Nie mogę się temu nadziwić  i ubolewam, że powoli odchodzić będzie moja Matka, która psychicznie nie potrafi pożegnać się z życiem, kiedy ciało kompletnie się poddało.

Mama nie zgodziła się na chemię ze względu na wiek i jakby przeczuwała, że ta chemia Ją szybko zabije i zdaje się, że miała rację.

Dany Jej był rok czasu życia w bólu, ale nie bez świadomości. Doskonale się orientuje w tym, co rak wyrabia w Jej organizmie, a mimo to wciąż się nie poddaje i jest tak dzielna w tej swojej chorobie.

Miliony ludzi na świecie choruje na tą straszną chorobę, a medycyna wciąż jest bezradna.

Podają ludziom chemię, która jednym pomoże, a drugich zabija i nie chce mi się wierzyć, że na to dziadostwo nie ma wciąż lekarstwa.

Ludzkość poleciała w kosmos. W kosmos są wysyłane rakiety, sputniki, łaziki, a także wynaleziono Internet, dzięki któremu ludzie w sekundę mogą się połączyć z innymi ludźmi w każdym zakątku świata, a leku na raka nie ma!

Może to jest taka zmowa milczenia, bo za tym idą wielkie pieniądze, czyli lobby – tego zwykły człowiek nie wie.

Owiane to jest wielką, medyczną tajemnicą i być może nigdy nie dowiemy się, czy wynaleziono lekarstwo, aby uzdrawiać beznadziejnie dotąd chorych?

Takie towarzyszenie w odchodzeniu jest bardzo wyczerpujące i sama wiem po sobie, że w tym czasie jestem wiecznie zdenerwowana, zatroskana i pełna strachu oraz niepokoju.

Wiem jedno, że bycie przy chorym obniża automatycznie imunologię i taki potencjalny opiekun też może zachorować, gdyż organizm jest obciążony i w pewnym momencie będzie w stanie odmówić posłuszeństwa.

W kampanii krzyczeli o darmowych lekach dla Seniora! Moja Mama nie ma nic darmo i żadnej opieki od Państwa też nie ma!

Za wszystko trzeba zapłacić, bo za leki i za materac p/odleżynowy oraz za pożyczone, specjalistyczne łóżko.

Nawet na pampersy nie ma zniżki!

Chory może liczyć tylko na rodzinę, bo jeśli przyjdzie pielęgniarka, to tylko aby dać zastrzyk, lub podłączyć kroplówkę!

Takie są realia w Polsce, że nawet za odchodzeniem idą wielkie, emeryckie pieniądze i kogo to obchodzi, że Mama płaciła podatki od 14 roku życia, bo tak poszła do pracy w fabrycznej Łodzi!

W tym roku nie mam sił szykować świąt i nic mnie nie cieszy – jestem na ciągłym czuwaniu!

https://www.youtube.com/watch?v=KNWyYmwiJ70

Pij, bracie, pij, na starość torba i kij!

15 lat temu pracowałam z pewnym, młodym człowiekiem. Miał tylko 27 lat, kiedy się poznaliśmy w pracy.

Młody, bardzo przystojny mężczyzna, o którego biły się młode dziewczyny.

Polubiliśmy się i od czasu do czasu przychodził na pogaduchy – jak to w urzędzie.

Zwierzał mi się, bo w  życiu osobistym nie za bardzo mu się układało, gdyż żona odchodziła i wracała.  Powodem tego było nadużywanie alkoholu przez tego młodego, ale jakże słabego mężczyznę!

Rozmawialiśmy i radziłam, aby poszedł na odwyk i ratował rodzinę, bo tylko droga trzeźwości spowoduje, że żona mu zaufa i wróci.

Dużo tłumaczyłam i podawałam przykłady, że temu się udało, a następnemu nie, gdyż alkohol nie jest dobrym doradcą w żadnej sprawie.

Z czasem nasze drogi się rozeszły i na parę lat straciłam z nim kontakt, ale wiedziałam, że  nadal pije.

Dwa razy spotkaliśmy się w mieście i zauważyłam degradację jego organizmu. Szedł o sztywnych nogach, poszarzał i posiwiał, choć liczył sobie zaledwie 40 lat. Zawsze przy spotkaniu mnie pozdrawiał i chwilkę porozmawiał, gdyż  mimo róznicy wieku się lubiliśmy. Może zastępowałam mu na chwilę Matkę, z którą też miał problemy.

Nie układało mu się całe życie i zawsze miał pod górkę, a problemy zapijał i to był taki jego sposób na życie.

Wiedziałam, że przyjdzie czas, iż marnie skończy, bo nie potrafił żyć bez alkoholu i na drugi dzień bez klina.

Wiem, że wiele lat nie pracował i zawsze mnie dziwi skąd tacy ludzie biorą pieniądze na codzienną dawkę alkoholu?

Przedwczoraj poszła fama, że mężczyzna chciał rozpalić w piecu i ten piec podlany beznyną spowodował gwałtowny pożar i mój dawny znajomy zginął w płomieniach!

Zawsze wiedziałam, że „R” marnie skończy. Miał zaledwie 44 lata.

Kurtyna i jest mi niezmiernie smutno, ale nie mogłam dla niego nic zrobić, bo kto chce pić, ten pić bedzie!

[*]

Kiedy rak odbiera nam przyjaciół!

Niestety, ale jestem już Seniorką, a w związku z tym automatycznie w mojej głowie pojawiają się wspomnienia.

Dotyczą one mojego całego życia, a więc Rodziny, znajomych, przyjaciół, wydarzeń z różnego okresu mojego życia.

Nie da się od nich opędzić, bo one właśnie w moim wieku pchają się i są przyjemne, albo niezbyt przyjemne, bo życie nie zawsze usłane jest różami. Pojawiły się i kolce jak w życiu każdego człowieka.

Wspomnienia siedzą w głowie, zaplątane, zamotane w naszym mózgu i kiedy się starzejemy, to one wyskakują jak królik z kapelusza.

Kto mnie czyta, to wie, że mam chorą Mamę, a w związku z tym codziennie ocieram się o temat choroby, raka, śmierci.

Na szczęście Mama czuje się w miarę stabilnie, ale mimo to pojawia się codziennie starch i to, co dany dzień mi przyniesie.

Podążając przez życie napotykamy na swojej drodze różne osoby! Osoby mądre, inteligentne, wesołe, albo nijakie i nie zapadające w pamięć, bo nic nie wniosły do naszego życia. Głupie osoby wymazujemy z pamięci, bo nie są jej warte.

Zapamiętujemy osoby, które w którymś momencie nas zafascynowały i zaciekawiły oraz odcisnęły swój ślad w samym środku naszego serca i tam zostaną do końca naszych dni.

Mam takie dwie osoby, a bliżej kobiety, które będą ze mną na zawsze, bo okropnie je polubiłam, aby nie napisać – pokochałam.

Te dwie kobiety umarły, bo pokonał je rak!

Pracowałam 10 lat z młodszą ode mnie kobietą o imieniu Beata!

Wariatka, chłopczyca, która ubierała się w ciuchy wymyślone przez siebie. Były to koszule w kratkę, a do tego dżinsy i długie, czarne buty. Włosy obcięte nienagannie na krótko i delikatny makijaż.

Becie można było się zwierzyć i zawsze pomogła. Obie lubiłyśmy uprawiać działki i pamiętam, a było to 20 lat temu, jak obie sadziłyśmy kwiaty w Jej ogródku, a przy tym nie mogłyśmy się nagadać.

Miałyśmy w tym czasie już komputery i godzinami nadawałyśmy na GG – kto jeszcze pamięta ten komunikator?

Beatę pokonał rak kręgosłupa i dla mnie to było jak wyrwa w sercu, bo Beata stawała mi się coraz bardziej bliska – prawie przyjaciółka.

Odejście Beaty, to był dla mnie wielki cios i minęło wiele lat i nikt więcej mnie tak nie fascynował, aż:

Moja Córka młodsza wyszła za mąż, a więc pojawiły się spotkania świąteczne z Jej Teściami.

To wówczas poznałam Jadzię – 10 lat starszą ode mnie.

Kobieta niezwykle pogodna, optymistyczna i dobrze się nam rozmawiało.

Oczarowała mnie od pierwszych chwil i ogromnie Ją polubiłam i umawiałyśmy się na następne święta, aby napić się wina i pogadać o wszystkim.

Niestety, ale już się z Nią wina nie napiję, bo rak mi Ją zabrał w kilka miesięcy.

Jadzia, bo tak Jej na imię było na zawsze będzie w moim sercu, a ja jestem bardzo wybredna w akceptacji ludzi i mam ten dar, że od razu zgaduję kto jest szczery, a kto gra.

Ciekawa jestem, czy jeśli znowu kogoś polubię i zaakceptuję, to los mi go odbierze, a może jest tak, że ktoś lubi mnie, a ja odejdę.

Nie zbadane są ludzkie losy!