Archiwa tagu: 艣mier膰

Ka偶dy dzie艅 jest niespodziank膮!

Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, ro艣lina, niebo, na zewn膮trz i przyroda

Z okna kuchennego mam widok na dwa drzewa i to bardziej jesienne nie potrafi臋 nazwa膰, cho膰 szuka艂am w sieci.

Ma ono na jesie艅 czerwone owoce, kt贸re uwielbiaj膮 podjada膰 ptaki!

Drugie drzewo, to pi臋kny, zdrowy platan i on najp贸藕niej ze wszystkich drzew li艣ciastych zrzuca li艣cie!

My艣l臋 sobie, 偶e wielu ludzi starszych, uwi臋zionych w domach przez pandemi臋 gapi si臋 na 艣wiat – na jesie艅聽 z okien w艂a艣nie!

Przypomnia艂o mi si臋, 偶e czas zadzwoni膰 do mojej lekarz rodzinnej, bo leki zacz臋艂y mi si臋 ko艅czy膰, a wi臋c trzeba do rozmowy si臋 odpowiednio przygotowa膰, bo d艂ugopis i kartk臋, aby zapisa膰 numer recepty.

Zawsze jest to dla mnie wielki stres nie wiedzie膰 czemu, ale prze偶ywam to bardzo!

Uda艂o si臋 za艂atwi膰 spraw臋 szybko i sprawnie, a telefonicznie us艂ysza艂am, 偶e mam wychodzi膰 na spacery z dala od ludzi! Acha! 馃檪

Zalecenie drugie, to mam si臋 k艂u膰 trzy razy dziennie – dwie godziny po posi艂kach, aby monitorowa膰 poziom cukru! Nie lubi臋 si臋 k艂u膰, ale musz臋!

Niby normalny poniedzia艂ek, a jednak smutny!

Odszed艂 od nas wielki aktor – Wojciech Pszoniak w stosunkowo m艂odym wieku!

Mia艂 tylko 78 lat, ale choroba nie wybiera!

Zmar艂 o 6 godzinie聽 z minutami nad ranem w szpitalu, w kt贸rym jego 偶ona by艂a z nim do ko艅ca!

Na stacji TVN-u 偶egna艂y go nasze gwiazdy sztuki, filmu, teatru jak Janusz Gajos, Andrzej Seweryn, Agnieszka Holland, Tomasz Raczek i wielu, wielu innych!

Poma艂u odchodz膮 od nas najlepsi i ko艅czy si臋 pewna epoka.

Ja jako m艂oda dziewczyna by艂am w kinie na filmie „Ziemia obiecana” i pami臋tam, 偶e film by艂 wybitny! Musz膮 sobie go powt贸rzy膰!

M贸wi臋 do siebie – sprawdzam i wesz艂am dzisiaj par臋 razy na telewizj臋 re偶imow膮, a tam jak makiem zasia艂 o wielkim aktorze!

Nic, zero, null, a tylko grzej膮 temat Romana Giertycha!

Te re偶im贸wki s膮 wybitnie dla kretyn贸w, kt贸rych si臋 og艂upia Zenkiem Martyniukiem – ojcem i m臋偶em patologicznej rodziny, kt贸ra co rusz go艣ci na „Pudelku”

Ogl膮daj膮c wolne media ludzie by wiedzieli, kto to by艂 Wojciech Pszoniak i byli by bogatsi w wiedz臋, a tak ich telewizja wypiera skutecznie ludzi, kt贸rzy dali tak wiele Polsce!

Ich telewizja promuje miernoty, kabotyn贸w, beztalencia, patologi臋!

Za ONET przytaczam, pokr贸tce osi膮gni臋cia najlepszego aktora od 50 lat!

„Drog臋 do mi臋dzynarodowej kariery otworzy艂a mu znakomita rola Moryca Welta w „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy. Wyst膮pi艂 w takich filmach jak „Wesele”, „Danton” i „Korczak” Andrzeja Wajdy, „Austeria” Jerzego Kawalerowicza.

Od 1978 gra艂 w teatrach francuskich m.in. w Nanterre, Montparnasse i Chaillot, a tak偶e na scenach londy艅skich. W latach 80. wyjecha艂 do Francji i zamieszka艂 w Pary偶u. W 2008 r. otrzyma艂 francuski Order Zas艂ugi za „wk艂ad w rozw贸j stosunk贸w polsko-francuskich w dziedzinie kultury”.

Obraz mo偶e zawiera膰: 1 osoba, stoi, niebo, chmura i na zewn膮trz

Wojciech Pszoniak i Jan Nowicki w 鈥欱iesach鈥, re偶yseria – Andrzej Wajda, Stary Teatr, 1971

Brak dost臋pnego opisu zdj臋cia.

Tym filmem Wajda zbulwersowa艂 Ameryk臋. Dlaczego "Ziemia obiecana" nie dosta艂a Oscara? - Super Express - wiadomo艣ci, polityka, sport

Raz uderzy艂, to uderzy drugi i trzeci!


Ogl膮da艂am dzisiaj program rozrywkowy na „POLSAT” pt. „Twoja twarz brzmi znajomo”

Wydaje si臋, bo nie ogl膮dam regularnie, 偶e to s膮 odcinki nowej, jesiennej edycji!

Bezapelacyjnie wygra艂a Kamila Boruta w piosence Lady Gaga i swoj膮 wygran膮 przeznaczy艂a na fundacj臋 broni膮c膮 kobiet przed przemoc膮 domow膮!

Taka jest szlachetna intencja, 偶e wygrywaj膮cy swoj膮 wygran膮 przeznaczaj膮 na cel charytatywny!

Pani Kamila powiedzia艂a, 偶e w Polsce co cztery minuty dochodzi do domowej przemocy wobec kobiet w czterech 艣cianach i nie tylko z powodu, 偶e zupa by艂a za s艂ona!

Kobiety s膮 bite w Polsce i praktycznie nie maj膮 偶adnej ochrony ze stronu rz膮du, kt贸ry chce wypowiedzie膰 Konwencj臋 Stambulsk膮, bo dopatrzyli si臋 w niej wiele szkodliwych zapis贸w!

Kobiety cierpi膮 wi臋c w samotno艣ci bite i poni偶ane, a jak偶e cz臋sto jest tak, 偶e po prostu nie maj膮 dok膮d odej艣膰, a jednocze艣nie wstydz膮 si臋 m贸wi膰 o przemocy!

Nikt im nie wierzy, bo nawet na Policji je艣li nie maj膮 ze sob膮 obdukcji!

Sprawy w s膮dach trwaj膮 miesi膮cami i bardzo trudno jest udowodni膰 kobiecie, 偶e jest bita.

Jak偶e cz臋sto bij膮cy to m臋偶czy藕ni na wysokich stanowiskach, kt贸rych si臋 broni w 艣rodowisku i nie wierzy kobiecie.

Jak偶e cz臋sto do przemocy dochodzi w rodzinach katolickich, gdzie m臋偶czyzna jest tak偶e chroniony!

Jest takie powiedzenie, 偶e je艣li facet uderzy艂 raz swoj膮 kobiet臋, 偶on臋, bo b臋dzie to robi艂 ju偶 zawsze.

Uderzy i nast臋pny raz i cho膰 po pobiciu idzie do kwiaciarni i kupuje kwiaty na przeprosiny, to nast膮pi nast臋pny raz i wtedy kobietom powinna zapali膰 si臋 „czerwona lamka”

To s膮 bardzo trudne sprawy, a kiedy s膮 dzieci, to kobiety nie maj膮c dok膮d uciec – trwaj膮 w takich zwi膮zkach latami i wierz膮, 偶e on si臋 poprawi i przestanie!

Znalaz艂am w sieci dwa 艣wiadectwa, 偶e nie wolno si臋 godzi膰 na przemoc, kt贸ra mo偶e grozi膰 utrat膮 偶ycia!

„Troch臋 a propos鈥 Ziobry i tak nielubianej przez niego „Konwencji Stambulskiej”

Znalezione w necie
Ku refleksji i przestrodze…

Az虈 s虂mierc虂 nas roz艂a台czy…

Mam na imie台 Anna. Mam 27 lat, a jutro wychodz臋 za m膮偶 . Jestem niesamowicie szcz臋艣liwa! Wstyd si臋 przyzna膰, ale nie widz臋 poza Nim 艣wiata. Nieustannie powtarza mi, 偶e jestem pi臋kna. Jest mi艂o艣ci膮 mojego 偶ycia…..

Mam na imie台 Anna . Mam 30 lat i jestem w cia台z虈y. Ci膮偶a to ci臋偶ki stan. Rano budz臋 si臋, a wieczorem zasypiam niebywa艂e g艂odna. Kacper robi wszystko, aby zadowoli膰 apetyt tego ma艂ego cz艂owieka mieszkaj膮cego w moim brzuszku. Powtarza, 偶e jestem pi臋kna, ale nie wierze台 mu – przyty艂am dziesie台c虂 kg…..

Mam na imie台 Anna. Mam 31 lat i od kilku miesie台cy mam Kubusia w ramionach. Mog艂abym ca艂owa膰 jego stopki ca艂ymi dniami. Ka偶dego dnia patrz臋 na niego ze zdumieniem, ale Kacper ma inne podej艣cie. Podnosi g艂os i w艣cieka si臋, gdy ma艂y p艂acze. Wczoraj z nerw贸w uderzy艂 mnie w twarz, bo wyla艂am butelk臋 z mlekiem. Wybaczy艂am mu, jest zm臋czony. Ojcostwo daje mu si臋 we znaki…..

Mam na imie台 Anna. Mam 32 lata, a dzis虂 patrza台c na siebie w lustrze zauwaz虈y艂am siniaka na prawym ramieniu. Mam te偶 do艣膰 du偶e rozci臋cie na wardze. Teraz sie台 trze台s臋 , zamkni臋ta w 艂azience. Wszystko przepad艂o….

Mam na imie台 Anna. Mam 33 lata, a dzis虂 wieczorem wyla台dowa艂am na izbie przyj臋膰 . Trzy z艂amane z虈ebra. Kacper mnie kopn膮艂 w nerwach. Ale to nie jego wina. Jest zme台czony, bo du偶o pracuje. Na policji stwierdzi艂am, 偶e m膮偶 pr贸bowa艂 mnie podnie艣膰, gdy upad艂am w kuchni i przewr贸ci艂 si臋 na mnie. B贸l zabiera mi dech w piersiach….

Nazywam sie台 Anna . Mam 35 lat, a dzis虂 rano Kacper wbi艂 mi no虂z虈 w gard艂o. Czu艂am, jak ostrze wchodzi w cia艂o. Przez kilka sekund wstrzyma艂am oddech i mys虂la艂am 鈥濩zy to naprawd臋 si臋 sta艂o?鈥 Umar艂am po kilku godzinach w ka艂uz虈y krwi. W ostatnich chwilach s艂ysza艂am przera藕liwy p艂acz Kuby….

Mam na imie台 Anna i teraz jestem chmura台 i deszczem. Jestem ziemi膮 i morzem. Jestem oddechem matek wszystkich sierot na tym 艣wiecie i przestrog膮 wszystkich ofiar przemocy domowej. Nie podziel mojego losu. Ratuj si臋, ratuj si臋 dop贸ki mo偶esz.

Przestan虂 mie膰 nadzieje. On si臋 nie zmieni…

Zostaw go i uciekaj tam, gdzie jeste艣 kochana i szanowana.

Nie wybaczaj kolejnego uderzenia.

Naucz swoje c贸rki, 偶e kwiaty nie wystarczaj膮 by wybaczy膰… Na groby te偶 nosimy kwiaty…”

***************************************************************************************

„Dzi艣 od ciebie odejd臋. Po cichu zamkn臋 za sob膮 drzwi i si臋 nie odwr贸c臋.

Siedz臋 i robi臋 rozrachunek z ostatnim rokiem, a mo偶e nawet i latami. Pami臋tam wszystkie ostatnie dni, kiedy obiecywa艂am sobie, 偶e to ju偶 koniec, 偶e odejd臋, 偶e nie pozwol臋 siebie tak d艂u偶ej traktowa膰.

M贸wi艂am sobie: 鈥渢ak teraz z nowym rokiem, niech przyjdzie nowe鈥. I wierzy艂am, 偶e to zrobi臋, 偶e dam rad臋, 偶e miarka ju偶 tak si臋 przebra艂a, 偶e nie wytrzymam ani jednego dnia d艂u偶ej. Tymczasem znowu jestem w tym samym punkcie zastanawiaj膮c si臋, co posz艂o nie tak.

Bo ty jakby艣 czu艂, 偶e chc臋 odej艣膰. 艢wi臋ta, Sylwester 鈥 cudowne dni, kiedy m贸wi艂e艣, jak bardzo mnie kochasz. Nie pi艂e艣, nie wypija艂e艣 grama alkoholu. Pr贸bowa艂am z tob膮 rozmawia膰 maj膮c nadziej臋, 偶e mo偶e teraz do ciebie dotrze, jak wielk膮 krzywd臋 mi robisz. Jak za ka偶dym razem podnosz膮c na mnie g艂os i r臋k臋 mnie niszczysz. 艁udzi艂am si臋, 偶e mo偶e teraz b臋dzie lepiej, 偶e mo偶e jeszcze jedna szansa, 偶e nie musz臋 si臋 pakowa膰 ju偶 i teraz, ale poczeka膰 kilka dni, tygodni, kt贸re zamienia艂y si臋 w miesi膮ce. A ty nabiera艂e艣 pewno艣ci, 偶e znowu jestem, 偶e zostaj臋, 偶e wszystkie twoje manipulacje ponownie na mnie podzia艂a艂y.

I przychodzi艂 ten dzie艅, kiedy troch臋 przestawa艂am si臋 ba膰 przekr臋canego klucza w zamku, kiedy s艂ab艂a moja ostro偶no艣膰. Wtedy zaczyna艂e艣 swoje show. Wystarczy艂o, 偶e spojrza艂am ci w oczy i mog艂am tylko 偶a艂owa膰, 偶e nadal tu z tob膮 jestem. Mog艂am pop艂aka膰 si臋 nad sob膮, w艣cieka膰 si臋, 偶e znowu by艂am tak naiwna鈥

Talerz spad艂 ze sto艂u z hukiem. Kaza艂e艣 mi je艣膰 z pod艂ogi. 鈥淶as艂ugujesz tylko na to, by traktowa膰 ci臋 jak psa鈥 鈥 sycza艂e艣 przez z臋by. A gdy pr贸bowa艂am si臋 podnie艣膰 stawia艂e艣 nog臋 na moich plecach. Ba艂am si臋, 偶e z艂amiesz mi kr臋gos艂up. Widzia艂am swoj膮 krew na pod艂odze. I swoje 艂zy. Tak bardzo chcia艂am wsta膰, spojrze膰 na ciebie z pe艂n膮 nienawi艣ci膮 i wyj艣膰, trzasn膮膰 drzwiami i ju偶 nigdy nie wr贸ci膰. Tym razem naprawd臋. Ale nie mog艂am si臋 podnie艣膰. Tkwi艂am na kolanach wymiotuj膮c ze stresu, z obrzydzenia nad sob膮, nad tob膮, po tym, jak mnie zgwa艂ci艂e艣. Ca艂a by艂am w rozlanej zupie鈥 A ty wyszed艂e艣 z kuchni聽 jak gdyby nigdy nic usiad艂e艣 na kanapie wo艂aj膮c, 偶ebym zrobi艂a ci kaw臋. Chcia艂am ci臋 zabi膰. Wzi膮膰 n贸偶 i wsadzi膰 ci go w szyj臋. Wiele razy widzia艂am, jak to robi臋, jak twoja krew rozlewa si臋 po kanapie鈥 Zawsze, gdy sobie to wyobra偶a艂am czu艂am ulg臋. Ale strach by艂 silniejszy. Bo co, jakby艣 zauwa偶y艂, co chc臋 zrobi膰, jakby艣 z艂apa艂 n贸偶 i tym razem mnie zabi艂. Tyle razy to obiecywa艂e艣. M贸wi艂e艣: 鈥渏u偶 nie 偶yjesz, szmato鈥, 鈥渢ylko komu艣 powiedz suko, to ci臋 zabij臋鈥. Wiedzia艂am, 偶e jeste艣 do tego zdolny. Ba艂am si臋. Strach towarzyszy艂 mi ka偶dego dnia z tob膮, nawet gdy wydawa艂o mi si臋, 偶e go nie czuj臋, 偶e znikn膮艂, bo ty si臋 stara艂e艣. Kupowa艂e艣 kwiaty, szli艣my do kina, czasami tylko mocniej 艣cisn膮艂e艣 mi r臋k臋 przypominaj膮c, kto tu rz膮dzi, kto ma w艂adz臋, kto decyduje o moim by膰 czy nie by膰. Szybko przywo艂ywa艂e艣 mnie do twojego porz膮dku. Zamyka艂e艣 w ramy. Spycha艂e艣 na margines twojego 偶ycia.

Dzisiaj si臋 spakowa艂am. Nie chc臋 czeka膰 do nowego roku. Chc臋 zamkn膮膰 stary tak, jak powinnam go zamkn膮膰 niemal rok temu. Mo偶e 1. stycznia to jaka艣 magiczna linia, za kt贸r膮 nie b臋d臋 znowu mie膰 odwrotu. Mo偶e nie powinnam postanawia膰 sobie niczego, tylko zrobi膰 to, co ju偶 dawno zrobi膰 powinnam. Pisz臋, 偶eby doda膰 sobie odwagi i si艂y, by upewni膰 si臋, 偶e moje my艣li s膮 prawdziwe i realne, 偶e nie jest to mrzonka, kt贸r膮 ty zaszczepi艂e艣 mi w g艂owie. Chce mie膰 pewno艣膰, 偶e to wszystko dzieje si臋 tu i teraz. 呕e niczego sobie nie wymy艣li艂am. 呕e jeste艣 potworem, kt贸ry nie zas艂uguje na moj膮 mi艂o艣膰. Bo偶e. Jak si臋 boj臋. Jak si臋 boj臋, 偶e us艂yszysz moje my艣li, 偶e uprzedzisz mnie, zatrzymasz, 偶e b臋dziesz b艂aga艂 i p艂aka艂. Chc臋 odej艣膰 po cichu. Zamkn膮膰 drzwi i nie odwraca膰 si臋 za siebie. Wszystko zaplanowa艂am. Chc臋 zostawi膰 to 偶ycie, kt贸re 偶yciem nigdy nie by艂o. Wszystko zaplanowa艂am. Wiem wszystko. Musz臋 tylko przekroczy膰 pr贸g domu z walizk膮 w r臋ce鈥 Zrobi膰 ten jeden krok. Chc臋 wierzy膰, 偶e dzi艣 mi si臋 to uda鈥”

Odesz艂a Ewa Demarczyk – poma艂u scena wielkich pustoszeje [*]

Dzisiaj dotar艂a do nas bardzo smutna wiadomo艣膰!

Oto w wieku 79 lat opu艣ci艂a nas wielka posta膰 sceny – Ewa Demarczyk.

Pami臋tam jej wyst臋py w telewizji, cho膰 by艂am m艂od膮 dziewczyn膮, ale Jej tw贸rczo艣ci artystycznej nie da艂o si臋 nie zauwa偶y膰.

Frapowa艂a mnie jej posta膰, bo taka zawsze by艂a tajemnicza, ubrana na czarno, a do tego ten jej g艂os!

Odesz艂a ze 艣wiata artystycznego w 1972 roku, kiedy ja rozpoczyna艂am szko艂臋 艣redni膮, ale nigdy Jej nie zapomn臋 mimo, 偶e wycofa艂a si臋 ze 艣wiata sceny i tak trudno by艂o potem do Niej dotrze膰!

Odsun臋艂a si臋 i nie udziela艂a 偶adnych wywiad贸w i tak jakby zosta艂a pustelnic膮, 偶yj膮c膮 tylko w swoim 艣wiecie.

Wielu pr贸bowa艂o do Niej dotrze膰 – nam贸wi膰 na powr贸t, ale tak naprawd臋 nikomu si臋 to nie uda艂o!

Pozosta艂a wi臋c wielk膮 zagadk膮 dla Jej wielbicieli, s艂uchaczy, odbiorc贸w, dziennikarzy i wszystkich medi贸w!

Istniej膮 r贸偶ne hipotezy dlaczego odesz艂a i jedni m贸wi膮, 偶e straci艂a sw贸j, charyzmatyczny g艂os – za艣 inni m贸wi膮, i偶 chcia艂a za艂o偶y膰 w艂asny teatr, ale ze wzgl臋d贸w finansowych, to si臋 Jej nie uda艂o!

Nie wiemy o Niej prawie nic, bo nic o Jej 偶yciu prywatnym, ale najwa偶niejsze, 偶e pozostawi艂a po sobie cudown膮 poezj臋 艣piewan膮 i jak dot膮d nikt jej nie dor贸wna艂.

Pozostanie w naszej pami臋ci t膮 jedyn膮, kt贸ra聽 zostawi艂a nam cudowne pie艣ni w mistrzowskim wykonaniu.

Dla mnie ten dzie艅 by艂 bardzo smutny, a kiedy w telewizji by艂o o Niej wspomnienie, to tak po ludzku si臋 zrycza艂am,聽 bo oto odchodzi moja m艂odo艣膰 i fascynacja!

Kt贸偶 mo偶e o Niej wi臋cej wiedzie膰 – jak nie Tomasz Raczek, kt贸ry tak J膮 dzisiaj wspomnia艂!

„Tomasz Raczek
2 godz.

Zmar艂a EWA DEMARCZYK, najwi臋ksza interpretatorka polskiej piosenki aktorskiej. By艂a tak skoncentrowan膮 doskona艂o艣ci膮, 偶e jej piosenki mo偶na by艂o smakowa膰 latami, bez obawy 偶e utrac膮 swoj膮 si艂臋 i intensywno艣膰. Je藕dzi艂em za ni膮 po Polsce, byle tylko dosta膰 si臋 na jej koncert. Bywa艂o, 偶e siedzia艂em na scenie, wpuszczony przez ni膮 za kulisy.
Pisa艂em o niej wielokrotnie. Raz nawet mia艂em zaszczyt podpisywa膰 razem z ni膮 swoj膮 ksi膮偶k臋 „Karuzela z madonnami”, w kt贸rej by艂 po艣wi臋cony jej rozdzia艂. Podpisywa艂a go, bo uzna艂a, 偶e uda艂o mi si臋 uchwyci膰 prawd臋 o niej. To by艂 wspania艂y moment – we Wroc艂awiu. Dosta艂em wtedy tak偶e od niej numer telefonu, jej p艂yty z autografem i obietnic膮, 偶e si臋 kiedy艣 jeszcze spotkamy, nagramy d艂ugi wywiad, mo偶e film dokumentalny. Ale tak si臋 nie sta艂o. Dzwoni艂em, pr贸bowa艂em. Moment min膮艂 a Ewa Demarczyk 艣wiadomie pogr膮偶a艂a si臋 w odm臋tach zapomnienia.
Dzi艣 zn贸w wszyscy o niej m贸wi膮. Tak bywa w chwili 艣mierci. Dop贸ki chcecie si臋 jeszcze czego艣 o niej dowiedzie膰, przypominam m贸j tekst o niej z ksi膮偶ki. Ten tekst, kt贸ry sama uzna艂a za sprawiedliwy wobec jej sztuki.
Ciemno艣膰. Po chwili punktowiec o艣wietla drobn膮, kobiec膮 sylwetk臋 przy mikrofonie. Demarczyk stoi skupiona, w czarnej prostej sukni bez 偶adnych ozd贸b. Za ni膮 o艣miu muzyk贸w ubranych w czarne garnitury, pod much膮, dyskretnie eleganckich. Pierwsze d藕wi臋ki. Stare piosenki mieszaj膮 si臋 z nowymi. S艂owa polskich wierszy – z obcymi, czasem odbieranymi tylko emocjonalnie, bez rozumienia tre艣ci.
Demarczyk 艣piewa poemat Goethego „N盲he des Geliebten”, a za chwil臋 pi臋kny wiersz niezwyk艂ego poety z Salzburga, Georga Trakla („Muzyka w Ogrodzie Mirabel”). Ciep艂e i pi臋kne rosyjskie „Do babuni” Mariny Cwietajewej granicz膮 o moment tylko z rytmem „Ognia nocy 艣w. Jana” chilijskiej laureatki Nagrody Nobla, Gabrieli Mistral. Wreszcie delikatne, nierzeczywiste s艂owa rodem jakby z jakiego艣 niespokojnego snu, poezji Roberta Desnosa. Wszystko to dociera do nas jednym strumieniem niezwyk艂o艣ci.
Na scenie: czarne kotary, na czarno ubrani muzycy i w czarnej, prostej sukni Ewa Demarczyk. Muzyka jest gdzie艣 mi臋dzy nimi, r贸wnie elegancka jak oni i tak偶e pogr膮偶ona w mroku. Kilka reflektor贸w czasem tylko rozjarzy si臋 rosn膮c膮 emocj膮. Ale twarz Ewy Demarczyk jest przez ca艂y czas wyra藕na: wykrzywione w grymasie usta i nieprzytomne oczy szalonej spirytystki. To za jej spraw膮 w naszych my艣lach pojawiaj膮 si臋 r贸偶noj臋zyczni bohaterowie nieszcz臋艣liwych mi艂o艣ci.
Rebeka. Twarz Demarczyk opowiada smutn膮 histori臋 偶ydowskiej dziewczyny. Zahipnotyzowani, wpatrujemy si臋 w jej oczy, a tam 鈥 stara studnia, zrozpaczona kochanka i.. odje偶d偶aj膮ca limuzyna. Tylko chwila ca艂kowitej ciemno艣ci oddziela ten obraz od nast臋pnego. Znowu punktowiec o艣wietla twarz Demarczyk i znowu odczytamy z niej inn膮 opowie艣膰: o dawnym balu, „Grand Valse Brillante”.
W jej 艣piewie nie s艂ycha膰 wysi艂ku. Obrazy malowane s膮 p贸艂g艂osem; tylko w kulminacjach piosenek Demarczyk pozwala sobie na wykorzystanie jego ca艂ej mocy. Wtedy (poemat Goethego, „Taki pejza偶”) s艂ycha膰 jak wspania艂y to g艂os i z jak膮 maestri膮 si臋 nim pos艂uguje. Rozumie si臋 ka偶de s艂owo, co ja m贸wi臋 鈥 ka偶d膮 sylab臋, w najtrudniejszych, nawet najbardziej karko艂omnych piosenkach („Karuzela z madonnami”). „Taki pejza偶” to wr臋cz 艣piewanie poszczeg贸lnych fonem贸w; koncert d藕wi臋k贸w, kt贸re nie maj膮 ju偶 prawie znaczenia s艂贸w. Taki pejza偶.
Zn贸w ciemno艣膰. Publiczno艣膰 bije brawo i brzmi to jak niedelikatno艣膰. By艂 sobie skrzypek鈥 Muzyka staje si臋 tak sentymentalna, 偶e a偶 nie mo偶na si臋 przed ni膮 obroni膰. Demarczyk patrzy przed siebie: jakby wspomina czy rozmawia z kim艣, potem oddala si臋 a ko艂o nas pojawia si臋 skrzypek Sercowicz. Metr dalej prawdziwy skrzypek wykonuj膮 swoj膮 parti臋. Kierownik zespo艂u muzycznego i zarazem kompozytor wi臋kszo艣ci piosenek, Andrzej Zarycki, podchodzi do piosenkarki. Razem z ni膮 za艣piewa o „Ogniu w noc 艣w. Jana” i za ka偶dym razem w refrenie powita go 艣piewny u艣miech Ewy.
„Tomasz贸w”, „Pie艣艅 nad pie艣niami”, „Sur le Pont d’Avignon”, „Wiersze Baczy艅skiego”, „Cyganka”. A potem Demarczyk gwa艂townie odwraca si臋 i zbiega ze sceny. U szczytu muzycznej emocji. Pozostaje nienasycone apogeum, kt贸re zamiera. Na sali elektryczno艣膰. Mi臋dzy scen膮 i widowni膮 jest takie napi臋cie, 偶e mo偶na by zapali膰 偶ar贸wk臋. Oklaski trwaj膮 d艂ugo, ale nie ma bisu. Tych mi艂osnych „Dziad贸w”; teatru, w kt贸rym muzyka spe艂nia rol臋 medium wywo艂uj膮cego duchy kochank贸w, nie da si臋 powt贸rzy膰. Demarczyk uk艂oni si臋 sztywno i zbiegnie ze sceny. Seans sko艅czony. Niech nienasycenie czyni legend臋. Niech wraca wspomnienie nie powt贸rzonego.
Kiedy艣 uda艂o mi si臋 podejrze膰 Ew臋 Demarczyk podczas pr贸by. Ze zdumieniem s艂ucha艂em znanych sobie piosenek, 艣piewanych zupe艂nie „na zimno”, bez emocji. Nie by艂o napi臋cia, nie by艂o oprawy, tylko misternie uk艂adane d藕wi臋ki. Spokojnie i dok艂adnie. Podczas koncertu wydawa艂o si臋 to takie naturalne, niesamowite samo przez si臋. Ale przecie偶 to inscenizacja, teatr.
Ten efekt Demarczyk starannie wypracowa艂a. Najpierw posiad艂a technik臋 aktorsk膮 i muzyczn膮 (szko艂a teatralna i muzyczna). Do niej doda艂a intuicj臋, dzi臋ki kt贸rej potrafi艂a zaprojektowa膰 nieomylnie trafn膮 inscenizacj臋 ka偶dego utworu. Wiedzia艂a kiedy wzmocni膰 艣wiat艂o reflektor贸w, kiedy si臋 odwr贸ci膰 i wreszcie kiedy 鈥 wykorzystuj膮c emocj臋 chwili 鈥 nag艂ym ruchem, nieoczekiwan膮 ucieczk膮 ze sceny podkre艣li膰 jej wymow臋. 艢piewane przez ni膮 wiersze czasem by艂y wyrafinowane a czasem banalne jak s艂owa jarmarcznej piosenki. Wy艂aniaj膮ce si臋 z nich chmurne postacie, rysowane g艂osem i nastrojem, z艂o偶y艂y si臋 na sp贸jn膮 wizj臋 pos臋pnego 艣wiata, pe艂nego daremnej tkliwo艣ci, samotno艣ci, buntu i nie艣mia艂ej nadziei. To nieprawda, 偶e Demarczyk by艂a Czarnym Anio艂em polskiej piosenki. Ona ca艂kiem 艣wiadomie gra艂a rol臋 Czarnego Anio艂”.

Niebo z艂ote ci otworz臋,
w kt贸rym ciszy bia艂a ni膰
jak ogromny d藕wi臋k贸w orzech,
kt贸ry p臋knie, aby 偶y膰
zielonymi listeczkami,
艣piewem jezior,
zmierzchu graniem,
a偶 uka偶e j膮dro mleczne ptasi 艣wit.
Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.Kto mi odda moje zapatrzenie
i m贸j cie艅, co za tob膮 odszed艂?
Ach, te dni jak zwierz臋ta mrucz膮c,
jak ro艣liny s膮 – coraz m艂odsze.I nied艂ugo ju偶 – tacy male艅cy,
na 艂upinie z orzecha stoj膮c,
pop艂yniemy porom na opak
jak na przek贸r wodnym s艂ojom.i tak w wod臋 si臋 chyl膮c na przemian
pop艂yniemy nieostro偶nie w zapomnienie,
tylko p艂aka膰 b臋d膮 na ziemi
zostawione przez nas nasze cienieZiemi臋 tward膮 ci przemieni臋
w mlecz贸w mi臋kkich p艂ynny lot,
Wyprowadz臋 z rzeczy cienie,
kt贸re pr臋偶膮 si臋 jak kot,
Futrem iskrz膮c zwin膮 wszystko
W barwy burz,
w serduszka listk贸w,
w deszczu siwy splot.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.
D艂uga wij膮c膮 si臋 wst臋g膮 g艂os ciep艂y w powietrzu stygnie,
a偶 jego dosi臋gnie w zmroku i szept przy ustach us艂yszy.
„Kochany” – szumi piosenka i g艂ow臋 owija mu, dzwoni
jak w艂os贸w mi臋kkich smug膮, lilie z niej pachn膮 tak mocno,
偶e on, pochylony nad 艣mierci膮, zaciska palce na broni,
i wstaje i jeszcze czarny od py艂u bitwy – czuj臋,
偶e skrzypce graj膮 w nim cicho, wi臋c idzie ostro偶nie powoli,
jakby po nici 艣wiat艂a, przez morze szumi膮ce zmroku
i coraz bli偶sza jest mi臋kko艣膰 podobna do bia艂ych ob艂ok贸w,
a偶 si臋 dope艂nia przestrze艅 i czuje jej g艂os mi臋kki
stoj膮cy w ciszy olbrzymiej na wyci膮gniecie r臋ki.
„Kochany” – szumi piosenka, wi臋c wtedy obejm膮 ramionaLas noc膮 ro艣nie.
Otch艂a艅 otwiera聽
usta ogromne, ch艂onie i ssie.Przeszli, przepadli; dym tylko dusi
i krzyk wysoki we mgle, we mgle.Jeno wyjmij mi z tych oczu
szk艂o bolesne – obraz dni,
kt贸re czaszki bia艂e toczy
przez p艂on膮ce 艂膮ki krwi.
Jeno odmie艅 czas kaleki,
zakryj groby p艂aszczem rzeki,
zetrzyj z w艂os贸w py艂 bitewny,
tych lat gniewnych
czarny py艂.
K.K Baczy艅ski
Obraz mo偶e zawiera膰: 1 osoba, noc i zbli偶enie

Imieniny mojej 艣p. Mamy!

Obraz mo偶e zawiera膰: ro艣lina, kwiat, drzewo i na zewn膮trz

By艂am na cmentarzu, bo dzi艣 Imieniny ma moja 艣p. mama.

Dzi艣 obchodzimy w Polsce imieniny Haliny – dla mnie mamy, a dla moich dzieci – babci Halinki!

U mnie w zachodniej Polsce kropi艂 deszcz, ale to mi nie przeszkodzi艂o, aby odwiedzi膰 mam臋!

Najpierw posz艂am do kwiaciarni i kupi艂am drobne begonie w doniczce, bo mama zawsze lubi艂a kwiaty!

Min臋艂o nie wiadomo kiedy, bo mamy nie ma ju偶 16 miesi臋cy i tak stoj膮c na grobem rozmy艣la艂am, tak jak si臋 rozmy艣la na cmentarzu!

Pami臋tam, 偶e kiedy mama zachorowa艂a, to zdawa艂am sobie spraw臋 z tego, i偶 niewiele jej tego ziemskiego 偶ycia zosta艂o, bo diagnoza by艂a bez szans!

Kiedy le偶a艂a w szpitalu ju偶 z diagnoz膮, usiad艂am do komputera i napisa艂am do niej list – taki od siebie.

Wr臋czy艂am go mamie w szpitalu, ale przeczyta艂a jedno zdanie i w艂o偶y艂a ten list do szpitalnej szafki i powiedzia艂a, 偶e jak wr贸ci do domu, to go na spokojnie przeczyta.

Mnie zawsze si臋 lepiej pisa艂o, ani偶eli rozmawia艂o i dlatego postanowi艂am przela膰 swoje wspomnienia na klawiatur臋!

My艣la艂am, 偶e ten list, to b臋dzie taki zacz膮tek do wspomnie艅 i sobie obie porozmawiamy, powspominamy, ale tak si臋 nigdy nie sta艂o.

Nawet nie wiem, czy przeczyta艂a ten list, bo poczu艂am si臋 do艣膰 g艂upio, 偶e nie by艂o odniesienia do 偶adnego zdania z mojego listu!

Tak po czasie sobie rozmy艣lam, 偶e mo偶e, to jej by艂o g艂upio, bo zostawi艂a mnie bez niczego, tak jakbym nie istnia艂a, a ja po prostu j膮 kocha艂am!

Opiekowa艂am si臋 ni膮 na ile mi zdrowie pozwala艂o i najbardziej cierpi臋 z tego powodu, kiedy odesz艂a – taka ju偶 uwolniona od b贸lu – nieruchoma, a ja ju偶 nie mia艂am szansy na zadanie jej cho膰 jednego pytania!

Ten obraz nieruchomej pozostanie we mnie do ko艅ca moich dni!

艢ni mi si臋 od czasu do czasu i 艣ni mi si臋 tak, jakby nigdy mnie nie kocha艂a, bo w moich snach jest dla mnie okrutna i z艂a!

W jednym 艣nie zatrzasn臋艂a przede聽 mn膮 drzwi, a w drugim zerwa艂a mi szafki w 艂azience, a偶 polecia艂 tynk!

Gdybym nie mia艂a M臋偶a, Dzieci i Wnucz膮t, to bym zosta艂a na tym 艣wiecie sama – samotna jak pies!

B臋d臋 j膮 jednak wspomina艂a, tak dok艂adnie jak jest w moim li艣cie!

„Mamo, ja wszystko pami臋tam jak bardzo stara艂a艣 si臋 wychowa膰 nas na porz膮dnych ludzi, ale mo偶e od pocz膮tku opowiem Ci, co pami臋tam:

Babie Do艂y, rok 1959 bodaj偶e, kiedy ja, jako szkrab ucieka艂am Ci z domu nad morze i z艂azi艂am po stromych wydmach, albo znajdywa艂a艣 mnie w lesie na jaki艣 drzewie, bo ju偶 w贸wczas lubi艂am chodzi膰 swoimi drogami ku Twojej udr臋ce.

Pami臋tam, 偶e uszyte przez Ciebie porci臋ta, rwa艂am na gwo藕dziach i potem ba艂am si臋 do tego przyzna膰, a tak偶e jak przychodzi艂am zakrwawiona, posiniaczona, a Ty jecha艂a艣 na pogotowie, aby mi te szramy zaszyli.

Pami臋tam, gdy opowiada艂a艣 o czasach wojny i jak by艂a艣 g艂odzona jako dziecko, przez swoj膮 macoch臋, a potem jak zacz臋艂a艣 pracowa膰 w wieku 14 lat, jako ma艂a dziewczynka w szwalni i 聽przekrada艂a艣 si臋 聽po ulicach wojennej 艁odzi.

Jak Niemcy przychodzili i robili w domu przeszukania, a Radogoszcz poszed艂 z dymem poch艂aniaj膮c pracuj膮cych tam ludzi.

Po przeprowadzce do Ustki, pami臋tam jak gotowa艂a艣 bielizn臋 w kotle i strasznie si臋 oparzy艂a艣, a Ojca w domu nie by艂o d艂ugie miesi膮ce i wszystko by艂o na Twojej g艂owie, a ja w艂a艣nie posz艂am do pierwszej klasy, a Ty w wolnych chwilach robi艂a艣 nam zabawki – takie mebelki dla lalek.

Pami臋tam, 偶e po po艂o偶eniu nas spa膰, pisa艂a艣 w kuchni wiersze w niebieskim zeszycie, albo d艂ugo rozmawia艂a艣 z Ojcem, kt贸ry przyjecha艂, a by艂 w domu go艣ciem z racji swojej pracy.

Pami臋tam, 偶e cz臋sto p艂aka艂a艣 w czasie tych rozm贸w, a do tego opiekowa艂a艣 si臋 bratem Ojca, kt贸ry nie mia艂 si臋 gdzie podzia膰, a potem zwali艂 Ci si臋 na g艂ow臋 brat nast臋pny, bo te偶 nie mia艂 si臋 gdzie podzia膰 i to wszystko na Twoj膮 biedn膮 g艂ow臋.

Potem nast臋pna przeprowadzka i Ojciec ju偶 w domu, ale czasami sobie my艣l臋, 偶e lepiej nam by艂o bez niego.

Wieczne awantury i alkohol i tak min臋艂o 17 lat, w kt贸rych walczy艂a艣 jak lwica o nasz dom, pracuj膮c jednocze艣nie.

Pami臋tam, jak pomaga艂a艣 mi robi膰 do szko艂y zadania z plastyki i wszystko potrafi艂a艣. Nie by艂 Ci obcy m艂otek, gw贸藕d藕, malowanie, remonty, poniewa偶 nie mog艂a艣 liczy膰 na nikogo, bo by艂a艣 jedynaczk膮.聽

Nasta艂 dzie艅, 偶e trzeba by艂o z domu ucieka膰, bo poziom awantur przybra艂 apogeum.

Wysz艂y艣my z domu z paroma ciuchami do zupe艂nie mi obcych ludzi. Chcia艂a艣 mnie z siostr膮 uchroni膰 przed psychicznym zn臋caniem si臋, aby艣my wszystkie nie zwariowa艂y.

Mieszkanie poza domem przez p贸艂 roku i znowu wszystko by艂o na Twojej g艂owie. Dorasta艂y艣my, uczy艂y艣my si臋 i trzeba by艂o nas ubra膰, zakupi膰 podr臋czniki, zeszyty i sama na to wszystko pracowa艂a艣 i d艂ugo by wymienia膰 i pisa膰 o Twojej dobroci, cierpliwo艣ci i pracowito艣ci, a do tego nigdy si臋 nie za艂ama艂a艣.

Zawsze Ci臋 podziwia艂am, zawsze by艂a艣 dla mnie wzorem i wybacz, 偶e kiedy odesz艂am z domu i za艂o偶y艂am swoj膮 rodzin臋, by艂o mnie mniej w Twoim 偶yciu, ale w贸wczas to ja musia艂am zadba膰 o swoj膮 rodzin臋 i wychowa膰 swoje dzieci na porz膮dnych ludzi.

Zadanie wykona艂am i teraz Mamo jestem my艣lami bli偶ej Ciebie, bo mam teraz na to czas. Dzi臋kuj臋 Ci Mamo za wszystko i k艂aniam Ci si臋 w wielkiej atencji”.

Matka

przypominam sobie
twoje oczy

twoje w艂osy
twoj膮 twarz

twoje r臋ce
twoj膮 posta膰

twoj膮 mow臋
twoje milczenie

twoje spojrzenie
w dal

tu偶 przed
twoj膮 艣mierci膮

Wiede艅, 31 XII 1985

t艂um. Joanna Nasiukiewicz

Z tomu 鈥濴ebenszeichen. Gedichte/Znaki 偶ycia. Wiersze鈥, 2003

 

Szko艂a Podstawowa im. Ojca 艢w. Jana Paw艂a II w Gorzycach - www ...

O samotno艣ci w rodzinie!

Obraz mo偶e zawiera膰: 3 osoby, dziecko

Oto moje zdj臋cie zrobione w 1957 roku bodaj偶e, a na nim mog艂am mie膰 jakie艣 osiem miesi臋cy.

Siedz臋 mi臋dzy swoimi rodzicami i wygl膮dam na szcz臋艣liw膮, bo oczy i buzia mi si臋 艣mieje i wida膰 z tego zdj臋cia, 偶e by艂am pogodnym dzieckiem.

Oczywi艣cie nikt z nas nie pami臋ta swojego dzieci艅stwa聽 w tym wieku i tylko je艣li mamy zdj臋cia z tego czasu, to mo偶emy si臋 domy艣la膰 jak to w贸wczas by艂o.

Na zdj臋ciu s膮 moi rodzice tak bardzo m艂odzi i pi臋kni i wydawa艂oby si臋 szcz臋艣liwi, a ja jeszcze nie wiedzia艂am, 偶e przyjdzie mi przej艣膰 przez piek艂o!

Wiele razy pisa艂am, 偶e ojciec mnie bi艂, a mama trzyma艂a wszystko w gar艣ci, ale przez ca艂e 偶ycie nie powiedzia艂a mi – kocham ciebie.

Wykonywa艂a zadania matki i 偶ony, ale nie pami臋tam by wzi臋艂a mnie na kolana i pog艂aska艂a po g艂owie, przytuli艂a!

Bardzo si臋 stara艂a, abym mia艂a wszystko w miar臋 mo偶liwo艣ci, ale w moim domu nie m贸wi艂o si臋 wcale o uczuciach i tego nie umia艂a mama, a tak偶e ojciec!

Bardzo mi pomog艂a, kiedy urodzi艂am pierwsze dziecko, bo biega艂am na noce do pracy, a w贸wczas opiekowa艂a si臋 moim dzieckiem i za to jej dzi臋kuj臋.

My艣la艂am, 偶e sobie wi臋cej powiemy kiedy zachorowa艂a na raka, ale tak si臋 nie sta艂o!

By艂am przy niej przez ostanie dwa lata i聽 us艂ysza艂am tylko, 偶e jestem dobr膮 dziewczyn膮 i to by by艂o na tyle.

Kiedy mama umar艂a od reszty rodziny nie us艂ysza艂am, 偶e dzi臋kujemy za to, i偶 w艂膮czy艂a艣 si臋 w opiek臋 i nam pomog艂a艣, a s膮 to ci, kt贸rzy wiedzieli ju偶, 偶e mama darowa艂a im mieszkanie!

Za to us艂ysza艂am, abym聽 wzi臋艂a mam臋 do siebie na p贸艂 roku i tak chcieli jej si臋 pozby膰 jak stary mebel nie m贸wi膮c nic o tym, 偶e zgarn膮 kas臋 za sprzedane mieszkanie!

Tak chcieli mnie wyrolowa膰!

Idzie o zachowek i wczoraj moja rodzona siostra napisa艂a mi na Facebooku tak:

„To byl Twoj zasrany obowi膮zek aby opiekowac sie matk膮”.

Potem pad艂y jeszcze ostrzejsze s艂owa i zosta艂am wy艣miana, 偶e ca艂e moje doros艂e 偶ycie lecz臋 si臋 na depresj臋 i dlatego mieszam fakty!

Dano mi w twarz i poczu艂am si臋 po tym jak mnie potraktowa艂a聽 w艂asna siostra, bo jak 艣miecia i jak Murzyna, kt贸ry zrobi艂 swoje i mo偶e odej艣膰!

Poczu艂am, 偶e mimo mojego strasznie burzliwego 偶ycia, naszpikowanego wieloma tragediami ona mnie traktuje jak bym nic nie znaczy艂a, a moim zasranym obowi膮zkiem by艂o opiekowanie si臋聽 matk膮, kt贸ra mi po sobie nie zostawi艂a z艂amanego grosza.

Naprawd臋 nie chodzi mi tu o kas臋, ale o to, 偶e dla niej nic nie znacz臋 i mo偶e mnie bezpardonowo obra偶a膰.

Jakie to jest smutne i dzi艣 ca艂y dzie艅 my艣la艂am jak mnie odtr膮ci艂a i wiecie jaka najgorsza jest samotno艣膰?

Najgorsza samotno艣膰 jest w rodzinie, czego nikomu nie 偶ycz臋!

Ja na szcz臋艣cie mam dwie kochaj膮ce C贸rki oraz M臋偶a i oni mnie szanuj膮 i nie wytykaj膮 mi mojej sk艂onno艣ci do depresji, a mnie chroni膮, bo jestem ta s艂absza w rodzinie.

My si臋 kochamy i wspieramy si臋, ale s膮 z艂e osoby, kt贸re mnie wyszydzaj膮 i krytykuj膮, a ja na to nie zas艂u偶y艂am.

Jest takie powiedzenie, 偶e karma wraca!

Wydaje mi si臋, 偶e jest to ostatni wpis na ten temat, chyba, 偶e spadn膮 na mnie kolejne obrazy!

Czy聽jest jaki艣 rodzaj samotno艣ci, kt贸ry聽mo偶e nas wyj膮tkowo mocno bole膰?

Najgorsza jest samotno艣膰 w聽rodzinie. Dlatego, 偶e聽dotyczy to聽os贸b z聽naszego najbli偶szego otoczenia. Bywa, 偶e聽w聽rodzinie dzieje si臋 co艣 takiego, 偶e聽powsta艂o du偶o niech臋ci, przykro艣ci, ch艂贸d i聽dystans mi臋dzy lud藕mi. Cz艂owiek mimo, i偶 ma w聽ko艂o siebie bliskich to聽jest niezwykle osamotniony i聽nie聽za聽bardzo wie, co z聽tym zrobi膰.

„Samotno艣膰 ma wiele twarzy

Jaka jest samotno艣膰? Przykra, potrzebna, a mo偶e鈥 cudowna? Jedno s艂owo, a tak du偶o odczu膰.

Psycholog El偶bieta Zubrzycka w rozmowie z Alicj膮 Samolewicz Jeglick膮 podkre艣la, 偶e samotno艣膰 to bardzo z艂o偶one zjawisko..

Czy聽w聽dzisiejszych czasach, kiedy mamy takie multimedialne mo偶liwo艣ci jak smsy, telefony, skype, facebook鈥 Czy聽w聽dobie tego wszystkiego 鈥 samotno艣膰 jest mo偶liwa?

El偶bieta Zubrzycka:聽Samotno艣膰 jest absolutnie mo偶liwa, bo ona wynika z聽wielu rzeczy. Jedne kontakty nam 艂atwiej nawi膮zywa膰, inne trudniej w艂a艣nie przez聽to, 偶e聽zamienili艣my je na聽elektroniczne. Bardziej szanujemy indywidualizm ni偶 偶ycie towarzyskie.

 

Jak w聽naszym 偶yciu mo偶e pojawi膰 si臋 samotno艣膰?

Jej rodzaj贸w jest bardzo wiele. Jeden z聽typ贸w samotno艣ci wi膮偶e si臋 z聽przykrymi wydarzeniami w聽偶yciu. Cz臋sto towarzyszy chorobom. Ludzie boj膮 si臋 i聽unikaj膮 chorych. Samotno艣膰 towarzyszy r贸wnie偶 w聽depresji. To聽bardzo ci臋偶kie kiedy cz艂owiek chory czuje si臋 samotny. Oczywi艣cie towarzyszy ona r贸wnie偶 偶a艂obie, kiedy stracimy kogo艣 naprawd臋 bliskiego. Ale聽nie聽tylko. Samotno艣膰 mo偶e wynika膰 te偶 z聽okoliczno艣ci zewn臋trznych 鈥 przyje偶d偶amy z聽ma艂ego miasta do聽du偶ego. Jeszcze nie聽stworzyli艣my 偶adnych relacji z聽lud藕mi, jeszcze nie聽poznali艣my ludzi podobnych do聽nas鈥 Cz臋sto r贸wnie偶 osoby, kt贸re pozosta艂y w聽ma艂ych miastach zosta艂y same 鈥 bo wszyscy ich znajomi wyjechali na聽przyk艂ad za聽prac膮. Tu mo偶na te偶 m贸wi膰 o聽imigrantach i聽emigrantach 鈥 im r贸wnie偶 na聽pocz膮tku bywa trudno.

 

To聽s膮 zewn臋trzne czynniki. A聽czy聽my sami te偶 potrafimy stworzy膰 艣cian臋 i聽coraz bardziej wchodzi膰 w聽samotno艣膰鈥?

Istniej膮 r贸wnie偶 powody nasze wewn臋trzne, osobowo艣ciowe. Mo偶e jeste艣my nieufni, nie艣miali, spotkali艣my si臋 z聽du偶膮 ilo艣ci膮 krytyki albo聽wyszydzania w聽偶yciu. To聽powoduje, 偶e聽mo偶emy ba膰 si臋 wej艣膰 mi臋dzy ludzi. Po聽prostu boimy si臋 ponownego zranienia. W聽jakim艣 sensie to聽my sami mamy trudno艣ci z聽wej艣ciem w聽now膮 grup臋 i聽stworzeniem nowego 艣rodowiska. Pow贸d? Nosimy w聽sobie l臋ki, nie艣mia艂o艣膰, strach i聽przez聽to聽nie聽umiemy z聽lud藕mi nawi膮za膰 relacji.

 

NV0eHnNkQDHA21GC3BAJ_Paris Louvr

Samotno艣膰 widzimy g艂贸wnie w聽negatywnym 艣wietle. Da si臋 na聽ni膮 jako艣 spojrze膰 pozytywnie?

S艂owo samotno艣膰 ma wiele znacze艅. Osoba samotna bywa tak偶e z聽wyboru, bo tak聽jej si臋 podoba. Czasem samotno艣膰 jest wr臋cz mi艂a i聽po偶膮dana. Ka偶dy z聽nas prze偶ywa samotno艣膰 w聽r贸偶nych sytuacjach 偶yciowych, cz臋sto nie聽maj膮c na聽nie聽wp艂ywu. S膮 jednak momenty, kiedy chcemy samotno艣ci. Poszukujemy jej w聽przyrodzie, chodzimy sami do聽lasu, spacerujemy w聽pojedynk臋 po聽pla偶y w聽zimie. Taka samotno艣膰 jest higien膮 umys艂ow膮. Odrywamy si臋 od聽t艂umu, od聽ludzi, od聽spraw. Samotno艣膰 mo偶e by膰 antidotum na聽przem臋czenie.

Mo偶na si臋 pokusi膰 na聽stwierdzenie, 偶e聽samotno艣膰 jest raz na聽jaki艣 czas potrzebna?

Tak聽鈥 jest wr臋cz konieczna. Pozwala na聽przemy艣lenia: czy聽praca, kt贸r膮 wykonujemy jest t膮, kt贸r膮 chcemy; czy聽nasze relacje s膮 takie, jakie chcemy. W聽tej聽samotno艣ci mo偶emy zapyta膰 samych siebie: kim jeste艣my, co robimy i聽czy聽to聽jest dla nas dobre czy聽co艣 musimy zmieni膰. W聽wielu religiach osoby wchodz膮ce na聽wy偶szy poziom religii s膮 samotne. Kontakt z聽Bogiem, rozw贸j duchowy wi膮偶e si臋 z聽samotno艣ci膮. Jak wida膰 samotno艣膰 ma pozytywne aspekty. Trzeba na聽ni膮 patrze膰 na聽bardzo z艂o偶one zjawisko 鈥 przykre, potrzebne, cudowne. Mamy jedno s艂owo na聽bardzo r贸偶ne odczucia.

Najbardziej samotni czujemy si臋 w trzech momentach 偶ycia - Focus.pl

M贸j Ojciec!

Jutro jest Dzie艅 Ojca i nasza C贸rka zaprosi艂a nas聽 jutro do restauracji, aby ten dzie艅 艣wi臋towa膰!

Obraz mo偶e zawiera膰: tabela i w budynku

Jutro wi臋c jest ten dzie艅, kiedy wracaj膮 do mnie wszystkie wspomnienia odno艣nie mojego 艣p. Ojca i budz膮 si臋 demony!

My艣la艂am, 偶e ju偶 dawno przerobi艂am ten temat, bo wiele pisa艂am te偶 o tym na blogu, ale NIE!

Wci膮偶 wracaj膮 do mnie wspomnienia, bo z艂ego nie da si臋 wyrzuci膰 ani z pami臋ci, ani z serca.

Oliwy do ognia dolewaj膮 trzy osoby z mojego otoczenia, kt贸re nie znaj膮 mojego 偶ycia – pisz膮 mi komentarze, 偶e przyjdzie czas, i偶 ujawni膮 gdzie trzeba fakt, 偶e kompletnie nie zajmowa艂am si臋 rodzicami i mimo to wnios艂am spraw臋 o zachowek po 艣mierci mamy!

Plotki te偶 si臋 szybko rozchodz膮 w ma艂ej mie艣cinie i wiem, gdy偶 m贸wi si臋 na m贸j temat, bo niby jak ja 艣miem upomina膰 si臋 o kas臋 skoro matk膮 si臋 nie opiekowa艂am, a to do was Kasiu i Marysiu, oraz Krysiu!

Tym trzem osobom zrobiono wod臋 z m贸zgu i klepi膮 w klawiatur臋 bzdury na m贸j temat.

Jest mi z tym cholernie 藕le, bo nie znaj膮 bolesnych fakt贸w z mojego 偶ycia!

Tymi osobami s膮 trzy kobiety, kt贸r膮 艣mi膮 mnie ocenia膰 i pisz膮 mi komentarze, 偶e by艂am wyrodn膮 c贸rk膮!

Pytam wi臋c, kt贸ra z was by艂a bita przez ojca swojego, kt贸rego na sw贸j spos贸b kocha艂am.

Kt贸ra w domu z was mia艂a tyrana w domu, kt贸ry wybija艂 szyby w drzwiach i meblach i was t艂uk po g艂owie wystruganym kijem, albo sta艂 za waszymi plecami, aby w plecy wbi膰 n贸偶?

Kt贸ra z was prosi艂a swoj膮 matk臋, by wnios艂a o rozw贸d, bo inaczej ja i moja matka oraz siostra znajdziemy si臋 na cmentarzu!

Kiedy matka i ojciec si臋 rozwiedli, ojciec wyjecha艂 po rozwodzie do 艁odzi, ale sobie tam kompletnie nie radzi艂.

Jako by艂y wojskowy ponownie dosta艂 szans臋 na lepsze 偶ycie i przeprowadzi艂 si臋 do Stargardu i tym sposobem mia艂am do niego blisko, bo poci膮giem tylko 45 minut.

Nast臋pnie musia艂am godzin臋 drepta膰 do jego mieszkania, aby go dogl膮da膰 i mu pomaga膰!

Znowu nie radzi艂 sobie, a wi臋c je藕dzi艂am i sprz膮ta艂am wynosz膮c z mieszkania wann臋 g贸wna, bo kibel zapcha艂 gazetami!

Wywala艂am dziesi膮tki butelek po piwie i zamiata艂am pety z pod艂ogi oraz szorowa艂am przypalone gary!

Mia艂y艣cie tak drogie panie?

Nie p艂aci艂 rachunk贸w, a wi臋c sz艂am do instytucji wojskowej, aby je uregulowa膰 z w艂asnych pieni臋dzy, aby chocia偶 mia艂 w domu 艣wiat艂o!

La艂 mnie, a mimo to zale偶a艂o mi na nim, bo to m贸j Ojciec, do kt贸rego jestem bardzo podobna!

Pewnego razu zostawi艂am swoje dzieci pod opiek膮 te艣ciowej i znowu do niego pojecha艂am.

Prosi艂am siostr臋, by ze mn膮 pojecha艂a go odwiedzi膰, ale odm贸wi艂a, bo mia艂a go gdzie艣!

By艂 w bardzo z艂ym stanie psychicznym, a wi臋c wezwa艂am karetk臋 i zabrali ojca do szpitala psychiatrycznego w Gorzowie Wlkp.

Musia艂am go ratowa膰, a w tym wszystkim by艂am sama i tylko m贸j M膮偶 mi w tej tragedii pomaga艂, bo nie siostra i nie matka!

Pojecha艂am do szpitala na rozmow臋 z ordynatorem i to on zaproponowa艂, i偶 ojca nale偶y umie艣ci膰 w domu opieki spo艂ecznej i si臋 uda艂o!

Ojciec trafi艂 do wspania艂ego domu w Jarominie, gdzie wozi艂 mnie m贸j M膮偶.

Niczego mu tam nie brakowa艂o, a ja wymienia艂am korespondencj臋 z pani膮 opiekuj膮c膮 si臋 ojcem i ona w listach informowa艂a mnie, 偶e ojcu nic nie potrzeba, ale mimo to zawioz艂am mu do pokoju telewizor,聽 aby nie nudzi艂 si臋 w swoim pokoju!

By艂am w pracy, bo pracowa艂am w wydziale nieruchomo艣ci i nagle otrzyma艂am telefon, 偶e Ojciec wyskoczy艂 z okna, gdy偶 chcia艂 si臋 zabi膰!

Szybka reakcja i jad臋 z M臋偶em do szpitala w Gryficach i zastaj臋 Ojca jak mi si臋 wydawa艂o w dobrym stanie!

Prosi艂 mnie, abym mu da艂a papierosa, bo by艂 palaczem, ale ja nie mia艂am papieros贸w i powiedzia艂am, 偶e w szpitalu nie wolno pali膰.

Odjechali艣my, a na drugi dzie艅 otrzymuj臋 kolej膮 wiadomo艣膰, 偶e Ojciec zmar艂, bo wda艂 si臋 jaki艣 zator p艂uc!

Jak ja do dzisiaj sobie nie mog臋 wybaczy膰, 偶e nie da艂am mu tego papierosa!

Mia艂y艣cie tak wy trzy plotkary?

Pojecha艂am do domu opieki spo艂ecznej i z ordynatorem ustali艂am, 偶e ojca zabieram na nasz cmentarz i pojecha艂 po niego karawan!

Niestety, ale cia艂o zatrzyma艂a Prokuratura, bo bada艂a, czy mo偶e nie by艂o w tej tragedii os贸b trzecich!

Nie by艂o, a wi臋c organizowa艂am pogrzeb, a na nagrobku kaza艂am napisa膰 s艂owa, 偶e jego b贸l by艂 naszym smutkiem.

Po聽 Ojcu w domu opieki zosta艂y 4 tysi膮ce, co z ledwo艣ci膮 starczy艂o na pomnik, a na m贸j dom by艂 najazd, abym te pieni膮dze podzieli艂a mi臋dzy mam膮, a siostr膮 i wybuch艂a wielka awantura!

Mia艂y艣cie tak, 偶e kto艣 was oskar偶a艂 o kradzie偶, a zw艂aszcza w艂asna rodzina?

Uwa偶am, 偶e zrobi艂am dla Ojca wszystko, co mo偶na zrobi膰, a w s膮dzie b臋d臋 si臋 dopomina艂a zachowku, bo by艂am przy mamie dwa lata i tak samo jak inni j膮 karmi艂am, przewija艂am, gotowa艂am i by艂am na ka偶dy telefon i wezwanie, a potraktowano mnie jak „Niewolnic臋 Izaur臋”.

Oto komentarz jaki dosta艂am na blogu, kt贸ry wpad艂 do spamu a wiem, kto go napisa艂 i to jest to, co mnie cholernie boli!

Wszystko, co napisa艂am przysi臋gam jak w ameryka艅skim s膮dzie – na Bibli臋!

„Je偶eli Pani bardzo chc臋, nag艂o艣ni臋 wszystko i ciekawe jak Pani si臋 obroni. W skr贸cie 鈥 m贸wi膮c o kim艣, prosz臋 pomy艣le膰 o sobie 鈥 dla mnie jest Pani osob膮, kt贸ra nie ma szacunku dla najbli偶szej rodziny a poucza Pani innych. Niekt贸rzy po prostu 鈥 tak jak Pani 鈥 siej膮 ferment i robi膮 zamieszanie, a sami s膮 osobami, kt贸rzy robi膮 wszystko na pokaz. Najlepiej zaj膮膰 si臋 sob膮. Je偶eli kolejne wpisy b臋d膮 tego typu 鈥 o tej lub innej rodzinie, r贸wnie偶 i Pani si臋 dostanie 鈥 opisz臋 ca艂膮 prawd臋 o tym co by艂o i ciekawe jak Pani si臋 poczuje”.

To ja podobna do Ojca, kt贸ra dosta艂a od niego tylko samo z艂o, a obcy oceniaj膮 mnie i robi膮 ze mnie potwora! Do艣膰!

Obraz mo偶e zawiera膰: 1 osoba

M贸wi艂 jej, 偶e jest t膮 jedyn膮!

Jak偶e cz臋sto s艂yszymy od swojego partnera 偶yciowego, 偶e jeste艣 dla mnie ten jedyny, czy te偶 jeste艣 dla mnie ta jedyna.

Jak偶e cz臋sto ludzie m贸wi膮 sobie, 偶e nawet kiedy po latach kt贸r膮艣 ze stron dopadnie ostateczno艣膰, to druga strona przysi臋ga, 偶e nie zwi膮偶e si臋 z nikim po raz drugi i pozostanie w 偶a艂obie do ko艅ca swoich dni.

Przysi臋gaj膮, 偶e nikt inny nie zamieszka w domu, w kt贸rym si臋 sp臋dzi艂o z partnerk膮, konkubin膮 i w ko艅cu z 偶on膮 czy m臋偶em, a wi臋c b臋dzie zachowana pami臋膰 o tej drugiej osobie.

Mam takie osobiste przeczucie, 偶e to ja pierwsza odejd臋 z tego 艣wiata i mam przeczucie, 偶e po mojej 艣mierci inna kobieta b臋dzie robi艂a sobie miejsce na swoje ciuchy, buty i pozb臋dzie si臋 po mnie wszelkich 艣lad贸w.

M膮偶 m贸wi, 偶e kocha, ale nigdy nie wiadomo jak b臋dzie chcia艂 偶y膰 po moim odej艣ciu z tego 艣wiata.

Wiecie dlaczego tak my艣l臋?

Ot贸偶 w 2018 roku umar艂a Olga Jackowska zwana „Kor膮”.

Zdradzi艂a swojego m臋偶a Marka Jackowskiego z Kamilem Sipowiczem, z kt贸rym potem 偶y艂a wiele podobno szcz臋艣liwych lat!

Pobrali si臋 dopiero, kiedy Kora mocno zachorowa艂a, a tak 偶yli w wolnym zwi膮zku i mieli jedno dziecko.

Podobno byli szcz臋艣liwym zwi膮zkiem i Sipowicz trwa艂 przy Korze w jej strasznej chorobie.

Zorganizowa艂 jej pi臋kny pogrzeb, a Polska ca艂a p艂aka艂a, bo odesz艂a legenda piosenki!

Ja te偶 p艂aka艂am, bo uwielbiam jej dzie艂a, kt贸re do mnie trafiaj膮 w punkt.

艢piewa艂a:

„Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne sk艂臋bione zas艂ony
Stan臋 wtedy na „RAZ!”
Ze s艂o艅cem twarz膮 w twarz”.

Autor: Olga Jackowska.

Mam w sobie chaos w zwi膮zku z tym zwi膮zkiem.

M贸g艂 Sipowicz nie m贸wi膰 w mediach, 偶e zaledwie nie ca艂e dwa lata po 艣mierci Kory – zwi膮za艂 si臋 z du偶o m艂odsz膮 Sylwi膮!

O Sylwii wiemy tylko tyle, 偶e jest mi艂o艣niczk膮 tw贸rczo艣ci Kory, ale c贸偶 si臋 dziwi膰, kiedy konar wci膮偶 p艂onie, a jak Sipowicz m贸wi, 偶e Kora by艂aby szcz臋艣liwa z powodu jego szcz臋艣cia.

Ja b臋d膮c Kor膮 bym go straszy艂a w nocnych koszmarach, ale zdaje si臋 nie mam racji!

Je艣li chodzi o mnie, to jestem pewna, 偶e gdyby M膮偶 odszed艂 pierwszy, to nigdy bym si臋 z nikim nie zwi膮za艂a w imi臋 mi艂o艣ci jak膮 od lat mam dla Niego!

Oj mo偶e g艂upia ja?

Znam taki przypadek, 偶e zdradzi艂 偶on臋 7 razy, co raz z innymi kobietami, ale nigdy od 偶ony nie odszed艂, bo 偶ona by艂a m膮dr膮 kobiet膮, a ta reszta nadawa艂a si臋 tylko do bzykania!

W ramach rekompensaty on nie 偶a艂uje 偶onie niczego i ona z tego korzysta, cho膰 o wszystkim wie!

Taki uk艂ad!

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania: sipowicz kora"

Eutanazja powinna by膰 przywilejem!

 

Znalezione obrazy dla zapytania osoba starsza

Mamy nast臋pny k艂opot w rodzinie z osob膮 starsz膮, cho膰 z M臋偶em ju偶 te偶 jeste艣my starszymi osobami.

Tak jest ten 艣wiat u艂o偶ony, 偶e w czasie naszej staro艣ci – starzej膮 si臋 nasi rodzice.

Jest noc i w ci膮gu niej po 3 razy dzwoni matka M臋偶a, bo skoczy艂o jej ci艣nienie, a w贸wczas zachowuje si臋 dziwnie i koniecznie musi kto艣 do niej przyj艣膰, by j膮 wyciszy膰 i ewentualnie poda膰 leki, bo sama zapomina!

Potrafi zadzwoni膰 do wszystkich, starszych cz艂onk贸w rodziny, bo nawet do wnuk贸w, kt贸rych numery ma w telefonie.

Jeste艣my cierpliwi i M膮偶 oraz jego brat matk膮 si臋 opiekuj膮, ale sytuacja jest coraz bardziej przygn臋biaj膮ca.

M膮偶 jest na ka偶de skinienie i brat tak偶e, ale widz臋 jak s膮 ju偶 zm臋czeni, gdy偶 oboje jeszcze pracuj膮 i to ci臋偶ko, a te zarwane noce wysysaj膮 z nich energi臋.

Z dnia na dzie艅 jest coraz gorzej, bo te艣ciowa zaczyna zapomina膰 i chowa rzeczy, a potem zapomina gdzie, albo zaczyna przypala膰 garnki.

Proponowa艂am M臋偶owi, aby zatrudni艂 opiekunk臋, aby przypilnowa艂a regularnych posi艂k贸w,聽 a tak偶e by bra艂a leki, kt贸re tak偶e chowa, albo wyrzuca.

Te艣ciowa jest wdow膮 dobrze po 80-tce i naprawd臋 chorowa艂a zawsze, bo by艂a ca艂e 偶ycie hipochondryczk膮, ale teraz zacz臋艂a si臋 masakra i nijak nie wiadomo jak rozwi膮za膰 problem, skoro nie 偶yczy sobie opiekunki.

Prawie ca艂a rodzina jest w艂膮czona w pomoc, by nie czu艂a si臋 samotna, g艂odna i odrzucona, ale to wszystko za ma艂o dla starszej pani.

Jak偶e cz臋sto budz臋 si臋 w nocy i zauwa偶am, 偶e nie ma M臋偶a, ale wiem, 偶e On 艣pi u swojej Mamy w opakowaniu, bo ta si臋 uspokaja i te偶 zasypia.

Gotowa膰 dla siebie ju偶 nie musi, bo moja C贸rka przywozi dla niej obiady ze szko艂y – zreszt膮 bardzo dobre, ale trzeba pilnowa膰 by zjad艂a, gdy偶 jest chuda jak szczypior!

Bardzo wsp贸艂czuj臋 M臋偶owi, gdy偶 widz臋 jak bardzo chce jej pom贸c i jest na ka偶de Jej zawo艂anie, ale p艂aci to swoim zdrowiem, kiedy i jemu ci艣nienie skacze i kiedy艣 mo偶e zap艂aci膰 za stres i nie przespane noce.

Jeste艣my ju偶 skrzypi膮cy i tak patrze膰 na starszego rodzica zastanawiamy si臋 kiedy nas dopadnie staro艣膰 po ca艂o艣ci i jak nami si臋 zaopiekuj膮 bliskie osoby!

My艣l臋, 偶e ludzie starsi ju偶 wiekiem do艣膰 cz臋sto zastanawiaj膮 si臋 jak to b臋dzie za par臋 lat, kiedy nagle staniemy si臋 bezradni i warzywem skazani na pomoc innych ludzi.

Wiele razy pisa艂am na blogu, 偶e jestem zwolenniczk膮 eutanazji, do kt贸rej powinien mie膰 ka偶dy prawo, kiedy nie ma si臋 zamiaru skazywa膰 bliskich na m臋ki!

Kiedy si臋 nie chce skazywa膰 na zmienianie brudnych pamper贸w, co jest wbrew cz艂owiecze艅stwu i ka偶dy powinien mie膰 wyb贸r jak zako艅czy膰 swoje 偶ycie.

Mam 63 lata, a ju偶 wybiegam w przysz艂o艣膰, 偶e mog臋 zachorowa膰 na raka, na demencj臋 starcz膮 i na wiele innych chor贸b i powinnam mie膰 mo偶liwo艣膰, aby uwolni膰 od siebie bliskich.

Nie wyobra偶am sobie, 偶e mog艂abym podci膮膰 sobie 偶y艂y, czy te偶 si臋 powiesi膰, ale dopuszczam 艣mier膰 po wzi臋ciu du偶ej dawki lek贸w!

Eutanazja nigdy w Polsce nie b臋dzie zatwierdzona, ale je艣li kto艣 ma pieni膮dze, to mo偶e si臋 jej podda膰 w Holandii chocia偶by!

P贸ki co musimy mie膰 cierpliwo艣膰 dla Mamy mojego M臋偶a, kt贸ra聽 偶yje w swoim 艣wiecie, bo chce 偶y膰!

Droselklap臋 tandetnie zablindowano!

Znalezione obrazy dla zapytania kobuszewski

M艂odzi ludzie z pewno艣ci膮 nie wiedz膮 kim by艂 Jan Kobuszewski, kt贸ry dzisiaj od nas odszed艂.

My ludzie starsi pami臋tamy jego aktorskie poczynania, bo w tym, jak偶e smutnym PRL-u nas bawi艂 do 艂ez!

My ludzie PRL-u nie mieli艣my za wiele rozrywek i dlatego gapili艣my si臋 w czarno – bia艂e telewizory i zdarzy艂o si臋, 偶e w艂adze 贸wczesne pozwala艂y na emisj臋 kabaretu, teatru, czy te偶 filmu, gdzie gra艂 Pan Jan z innymi, naszymi, wspania艂ymi aktorami, kt贸rzy zaczynaj膮 nas opuszcza膰.

Nagle ga艣nie jaka艣 epoka z艂o偶ona z wybitnych osobowo艣ci!

Pan Jan by艂 nie tylko 艣wietnym aktorem, ale tak偶e cudownie, ciep艂ym i przyzwoitym cz艂owiekiem.

Postawi艂 w swoim 偶yciu na sztuk臋, a nie na komercj臋, 偶yj膮c skromnie ze swoj膮 偶on膮 50 lat.

Nie pcha艂 si臋 na afisz, a robi艂 wszystko to, co umia艂 najlepiej i za to by艂 szanowany, a starsi ludzie pami臋taj膮 jego tw贸rczo艣膰 i cz臋sto ja wracam na YT, by sobie powt贸rzy膰 tamte role kabaretowe.

Nie b臋d臋 wkleja艂a dorobku Pana Jana, bo to mo偶na sobie samemu w Google sprawdzi膰, a wklei艂am jeno jego zaanga偶owanie w skeczu napisanym przez Juliana Tuwima pt. „艢lusarz” z bezb艂臋dn膮 interpretacj膮 Kobuszewskiego.

W tym poni偶szym tek艣cie Google nieustaj膮co podkre艣la na czerwono, bo nie zna tego, dawnego warszawskiego j臋zyka!

Ju偶 nie ma takich aktor贸w, bo tamta liga poma艂u od nas odchodzi i zostaje nam tylko ich pami臋ta膰!

Kocham Pana – Panie Janku – spoczywaj w spokoju!

Odszed艂 Jan Kobuszewski [*] i przypomnijmy sobie skecz J. Tuwima, w kt贸rym Jan Kobuszewski wyst膮pi艂!
„艢lusarz
Julian Tuwim
W 艂azience co si臋 zatka艂o, rura chrapa艂a przera藕liwie, a偶 do przeci膮g艂ego wycia, woda kapa艂a ciurkiem. Po wypr贸bowaniu kilku domowych 艣rodk贸w zaradczych (d艂ubanie w rurze szczoteczk膮 do z臋b贸w, dmuchanie w otw贸r, ustna perswazja etc.) – sprowadzi艂em 艣lusarza.
艢lusarz by艂 chudy, wysoki, z siw膮 szczecin膮 na twarzy, w okularach na ostrym nosie. Patrzy艂 spode 艂ba wielkiemi niebieskiemi oczyma, jakim艣 za艂zawionym wzrokiem. Wszed艂 do 艂azienki, pokr臋ci艂 krany na wszystkie strony, stukn膮艂 m艂otkiem w rur臋 i powiedzia艂:
Ferszlus trzeba roztrajbowa膰.
Szybka ta diagnoza zaimponowa艂a mi wprawdzie, nie mrugn膮艂em jednak i zapyta艂em:
– A dlaczego?
艢lusarz by艂 zaskoczony moj膮 ciekawo艣ci膮, ale po pierwszym odruchu zdziwienia, kt贸re wyrazi艂o si臋 w spojrzeniu sponad okular贸w, chrz膮kn膮艂 i rzek艂:
– Bo droselklapa tandetnie zblindowana i ryksztosuje.
– Aha, – powiedzia艂em – rozumiem! Wi臋c gdyby droselklapa by艂a w swoim czasie solidnie zablindowana, nie ryksztosowa艂a by teraz i roztrajbowanie ferszlusu by艂oby zbyteczne?
– Ano chyba. A teraz pufer trzeba lochowa膰, czyli da膰 mu szprajc, 偶eby tender udychtowa膰.
Trzy razy stukn膮艂em m艂otkiem w kran, pokiwa艂em g艂ow膮 i stwierdzi艂em:
– Nawet s艂ycha膰.
艢lusarz spojrza艂 do膰 zdumiony:
– Co s艂ycha膰?
– S艂ycha膰, 偶e tender nie udychtowany. Ale przekonany jestem, 偶e gdy pan mu da odpowiedni szprajc przez lochowanie pufra, to droselklapa zostanie zablindowana, nie b臋dzie ju偶 wi臋cej ryksztosowa膰 i, co za tym idzie ferszlus b臋dzie roztrajbowany.
I zmierzy艂em lusarza zimnem, bezczelnem spojrzeniem. Moja fachowa wymowa oraz nonszalancja, z jak膮 sypa艂em zas艂yszanemi poraz pierwszy w 偶yciu terminami, zbi艂a z tropu ascetycznego 艣lusarza. Poczu艂, 偶e musi mi czem zaimponowa膰.
– Ale teraz nie zrobi臋, bo holajzy nie zabra艂em. A kosztowa膰 b臋dzie reperacja – wyczeka艂 chwil臋, by zmia偶d偶y膰 mnie efektem ceny – kosztowa膰 b臋dzie… 7 z艂otych 85 groszy.
– To niedu偶o, – odrzek艂em spokojnie – my艣la艂em, 偶e co najmniej dwa razy tyle. Co si臋 za tyczy holajzy, to doprawdy nie widz臋 potrzeby, aby pan mia艂 fatygowa膰 si臋 po ni膮 do domu. Spr贸bujemy bez holajzy.
艢lusarz by艂 blady i nienawidzi艂 mnie. U艣miechn膮艂 si臋 drwi膮co i powiedzia艂:
– Bez holajzy? Jak ja mam bez holajzy lochbajtel kryptowa膰? 呕eby trychter by艂 na szoner robiony, to tak. Ale on jest krajcowany i we flanszy culajtungu nie ma, to na sam abszperwentyl nie zrobi臋.
– No wie pan, – zawo艂a艂em, rozk艂adaj膮c r臋ce – czego艣 podobnego nie spodziewa艂em si臋 po panu! Wi臋c ten trychter wed艂ug pana nie jest zrobiony na szoner? Ha, ha, ha! Pusty 艣miech mnie bierze! Gdzie偶 on na lito膰 Boga jest krajcowany?
– Jak to, gdzie? – warkn膮艂 艣lusarz – Przecie偶 ma kajl臋 na uberlaufie!
Zarumieni艂em si臋 po uszy i szepn膮艂em wstydliwie:
– Rzeczywi艣cie. Nie zauwa偶y艂em, 偶e na uberlaufie jest kajla. W takim razie zwracam honor: bez holajzy ani rusz.
I poszed艂 po holajz臋. Albowiem z powodu kajli na uberlaufie trychter rzeczywi艣cie robiony by艂 na szoner, nie za krajcowany, i bez holajzy w 偶aden spos贸b nie uda艂oby si臋 zakryptowa膰 lochbajtel w celu udychtowania pufra i dania mu szprajcy przez lochowanie tendra, aby roztrajbowa膰 ferszlus, kt贸ry 藕le dzia艂a, 偶e droselklap臋 tandetnie zablindowano.”

艢ladami Ojca!

 

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: g脙鲁ra, na zewn脛聟trz, przyroda i woda

Ukrad艂am zdj臋cie ze strony mojego Burmistrza i chc臋 Wam pokaza膰 moje miasto z lotu drona!

Uwa偶am, 偶e mieszkam w pi臋knym, przyrodniczo miejscu! Jezioro w 艣rodku miasta, kt贸re kana艂ami jest po艂膮czone jeszcze z dwoma innymi.

A teraz o czym innym!

W moim pokoju komputerowym na 艣cianie wisi zdj臋cie mojego Ojca, kiedy by艂 m艂odym m臋偶czyzn膮.

Spojrza艂am聽 dzi艣 na nie i dosta艂am ol艣nienia!

Kiedy si臋 urodzi艂am, to wszyscy stwierdzili, 偶e jestem czysty Ojciec – sk贸ra zdarta wr臋cz!

Nie zauwa偶a艂am tego b臋d膮c dzieckiem oczywi艣cie, ale kiedy si臋 zrobi艂am seniork膮, to wi臋cej dostrzegam.

Przystawi艂am swoje zdj臋cie do zdj臋cia Ojca i faktycznie – jestem kalk膮 swojego Ojca.

Te same rysy twarzy, te same oczy i brwi, a tak偶e kolor w艂os贸w i kszta艂t ust .

Pami臋tam jakie Ojciec mia艂 paznokcie i mam identyczne, a wi臋c nie ma to tamto – jestem czysty Ojciec.

Prze艣ledzi艂am Ojca 偶yciorys i m贸j jest prawie podobny, bo sz艂am zawodowo prawie w te same miejsca pracy, a wi臋c tak偶e realizowa艂am si臋 w wojskowo艣ci w tych samych budynkach, w kt贸rych pracowa艂 m贸j Ojciec.

To by艂 bardzo przykry budynek, bo pracowali w nim oficerowie 偶yj膮cy w strachu, gdy偶 to by艂y s艂u偶by specjalne, a ja pracowa艂am jako pracownik kancelarii.

Praca by艂a strasznie stresuj膮ca, a w gabinetach pachnia艂o alkoholem, bo tak si臋 bali oficerowie i parli do kariery wojskowej.

M贸j kolega z kancelarii zmar艂 na zawa艂 serca, a ja si臋 automatycznie zwolni艂am, a tak te偶 post膮pi艂 m贸j Ojciec!

Po Ojcu te偶 odziedziczy艂am do艣膰 s艂aby, psychicznie charakter, gdy偶 on te偶 chorowa艂 na depresj臋, cho膰 w tamtych czasach by艂 to nieznajomy termin jednostki chorobowej.

Le偶a艂 w psychiatryku, a ja musia艂am w 偶yciu skorzysta膰 z psychoterapii, a wi臋c i taki etap nas 艂膮czy.

R贸偶ni臋 si臋 jednak od Ojca tym i zda艂am sobie spraw臋 z tego zak艂adaj膮c rodzin臋, 偶e nie wolno rodziny krzywdzi膰 i on mnie la艂 jak mokre 偶yto, a ja tego nie robi艂am, bo wiedzia艂am jak to boli.

Nie potrafi艂 uratowa膰 rodziny, a ja o swoj膮 walczy艂am jak lwica i mi si臋 uda艂o!

Mimo fizycznego podobie艅stwa i prawie takiej samej drogi zawodowej, potrafi艂am wyci膮gn膮膰 wnioski, 偶e rodzina jest najwa偶niejsza, czego nie rozumia艂 m贸j Ojciec, bo gdyby rozumia艂, to bym go szanowa艂a, a tak mia艂am okresy, 偶e go nienawidzi艂am.

Z czasem mu przebaczy艂am i kiedy po rozwodzie rodzic贸w sobie nie radzi艂, to umie艣ci艂am go w Domu Opieki Spo艂ecznej, gdzie prze偶y艂 7 lat, ale z powodu samotno艣ci – odebra艂 sobie聽 偶ycie.

Wybiegam wi臋c my艣lami w przysz艂o艣膰 i tak si臋 zastanawiam, co si臋 ze mn膮 stanie, kiedy m贸j M膮偶 mnie opu艣ci pierwszy?

Czy dzieci umieszcz膮 mnie w jakim艣 domu, bo nie b臋d膮 mia艂y czasu si臋 mn膮 zajmowa膰?

M贸j Ojciec 偶y艂 bardzo kr贸tko, bo mia艂 zaledwie 67 lat, a wi臋c czy i ja powiel臋 to, kiedy stan臋 si臋 samotna, bezwolna, opuszczona?

Mo偶e M膮偶 mnie prze偶yje i jakie to s膮 trudne tematy, kiedy jest bli偶ej ni偶 dalej!

Jak sobie On poradzi, a mo偶e kogo艣 nowego spotka na stare lata – b臋d臋 zazdrosna w grobie!

Kilka lat temu w moim bloku sta艂 si臋 dramat.

Starsze ma艂偶e艅stwo, kt贸re si臋 nie opuszcza艂o i wsz臋dzie chodzili we dwoje za r臋k臋.

On nagle umiera, a za par臋 tygodni ona nalewa wod臋 do wanny i podrzyna sobie gard艂o, bo podobno w wodzie tak nie boli.

Inne ma艂偶e艅stwo przez 艣cian臋!

Ona umiera nagle, a za par臋 tygodni umiera on!

Dlaczego 偶ycie jeste艣 tak okrutne!

Na razie jest tak, 偶e:

Carpe diem czyli ciesz臋 si臋 chwil膮 i skoro na razie nic nie boli i budz臋 si臋 ka偶dego poranka w miar臋 zdrowa, to na choler臋 si臋 dobijam.

Jednak my艣l臋, 偶e ka偶dego Seniora od czasu do czasu takie refleksje dopadaj膮 i nijak od tego uciec!

Moje 偶ycie z rodzicami by艂o pokr臋cone, bo Ojciec bi艂,a Matka przed 艣mierci膮 mnie wydziedziczy艂a i skierowa艂a roszczenia do S膮du, a nic z艂ego w 偶yciu jej nie zrobi艂am!

Moje 偶ycie to ci膮g艂a walka!

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: 3 osoby, dziecko i niemowl脛聶