Archiwa tagu: śmierć

Ludzie o brzydkich twarzach i wstrętnych duszach!

Dzisiaj pożegnaliśmy na zawsze Korę, która przegrała z rakiem.
Przepłakałam cały poranek, bo pożegnaliśmy kobietę przez duże „K”.

Kora odeszła za szybko, gdyż miała zaledwie 67 lat i choć walczyła do końca, to się nie udało!

Wyjątkowo pasowała mi Jej twórczośc arystyczna i uważam, że była to kobieta piękna zewnętrznie, ale i wewnętrznie.

Jednak dopiero teraz dowiedziałam się, że nie tylko koncerty sprawiły, że stała się rozpoznawalna, ale była bardzo oczytana, dużo malowała i pisała poezję, a także teksty do swoich piosenek!

Kora miała swoje życie, którym nie epatowała, ale ogromnie lubiła rozmawiać z ludźmi i te rozmowy były o wszystkim.

Kora czytała i dużo wiedziała, a więc kilkugodzinne rozmowy z zaprzyjaźnionymi były dziś na Jej pogrzebie wspominane.

Pogrzeb był świecki, gdyż Kora molestowana przez księdza nigdy w kierunku kościoła się nie skłoniła, bo taka trauma jest w człowieku do końca.

Tak pięknie Ją pożegnał Wojciech Mann, Jerzy Buzek, Magdalena Środa i wielu, wielu innych, a najpiękniej mąż Kory – Kamil Sipowicz!

Najgorsze w tym Narodzie jest to, że jeszcze urna z prochami Kory dobrze się nie osadziła w zimnej ziemi, a ludzie o brzydkich twarzach i zatrutych duszach wylali szambo na Jej pogrzeb i na ludzi, którzy Ją ze szczerego serca żegnali.

Wojciech Mann, to tłusta świnia. Jerzy Buzek, to ten polityk, który będzie siedział, a Magdalena Środa, to durna feministka!

I jak tu wierzyć w człowieka?

Ta nasza dulszczyzna i ta zaściankowość chyba nigdy  się nie skończy!

Zawsze ludzie nieświatli będą jątrzyć, pluć, dywagować brzydko i dorabiać swoją historię podłą i złą,

Kora kochała wolność, jako i ja ją kocham, ale ja jestem nieznana, lecz Jej poglądy polityczne  i moje są takie same.

Nie godziła się na to, co pod koniec Jej życia z Polską zrobił PiS, gdyż ceniła sobie wolność naszą zdobywaną już w czasach PRL-u, Stanu Wojennego i o tym krzyczała ze sceny.

Odeszła piękna postać, kolorowa postać otoczona najlepszymi w naszym kraju, którzy są wierzący i niewierzący, ale przyszli tłumnie, aby uczestniczyć w świeckim pogrzebie bez krzyża!


PROBOSZCZ KRYTYKUJE POGRZEB KORY: SMUTNY KONIEC. ZAMIAST SALVE REGINA PIOSENECZKA O NICZYM;

 

Wojciech Michał Lemański udostępnił post.

7 godz. · 

Zamilknij klecho. Po tym, jak została przed laty skrzywdzona przez faceta podobnego do ciebie, powinniśmy Bogu dziękować, że zmarła nie zażyczyła sobie, by na jej pogrzeb nie wpuszczano żadnego księdza. Nie martw się, była i msza w intencji zmarłej i Salve Regina. Gdybyś miał w sobie odrobinę miłosierdzia – sam byś taką mszę odprawił. A gdybyś miał w głowie choć kilka kropel oleju – milczałby w takiej chwili.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

 

Reklamy

Umieramy samotni!

 

Znalezione obrazy dla zapytania umieranie

Umieramy w samotności niestety!

Dyżurowałam dzisiaj i kolejne dni będę u mojej chorej Mamy.

Jest leżąca od wielu miesięcy i tak patrzę za każdym razem, czy jeszcze oddycha i tak patrzę jak samotnie odchodzi, chociaż ma rodzinę, bo gdyby nie ona – to nie wiem!

Już o tym raz pisałam, że chorym śmiertelnie człowiekiem nikt się nie interesuje i gówno, to kogo obchodzi w tym kraju!

Stary, schorowany człowiek nikogo nie obchodzi i nawet sąsiadki, z którymi Mama mieszkała w jedym bloku 40 lat, omijają temat – boją się umierania, choć same stoją już nad grobem z racji zaawansowanego wieku.

Sąsiadki owe mają jeszcze to szczęście, że mogą wciąż samodzielnie spacerować, choć powolutku, a moja Mama już została tego przywileju pozbawiona.

Dziś spotkałam jedną z sąsiadek i tylko mi się odkłoniła, a jeszcze niedawno obiecała, że Mamę odwiedzi i to się nie stało i nie dokonało.

Dziś nawet nie spytała mnie jak jest z Mamą, bo wiedziała, że nie dotrzymała obietnicy.

Lekarz rodzinny, do którego przynależała Mama wiele lat bez potrzeby wypisania recepty, też nie zadzwoni nawet, czy w czymś może pomóc! Cisza i kompletny brak zainteresowania dawną pacjentką.

Mama uczeszczała od kościoła, ale i nawet sam ksiądz nie wie ilu ludziom jest potrzebny i osoby chore chętnie by z księdzem porozmawiały, co dałoby trochę ulgi w cierpieniu.

Głupia jestem chyba, że oczekuję od innych ludzi odrobinę empatii i wsparcia, a ksiądz owszem pojawi się, ale tylko na pogrzebie, za co łaska – akurat!

Od miesięcy nie wpadła do Mamy pielęgniarka środowiskowa, chociaż zobaczyć jak jest zaopiekowany chory, czy zmierzyć choremu ciśnienie i też dodać mu otuchy!

Zwykli ludzie się boją odchodzenia, bo nie wiedzą jak się zachować, a ci coś znaczący nie zrobią nic, jeśli nie ma z tego kasy!

Może ja za dużo wymagam i tłumaczę sobie, że tak wygląda odchodzenie, bo w samotności i za dużo wymagam od systemu, ale boli mnie to jak diabli.

Moja Mama, kiedy była zdrowa interesowała się polityką i często o tym rozmawiałyśmy.

Teraz mało do Niej dociera i może i dobrze, bo by ze mną płakała nad Polską!

Ludzie nie wytrzymują tego, jak niszczony jest nasz kraj i z braku innego wyrażenia swoich emocji – piszą!

Mieszkańcy Wrocławia protestują przeciwko Międlarowi, który na pl. Solnym promuje swoje „dzieło”.. Coś na wzór „Mein Kampf” Hitlera. Oglądam transmisję i łzy mi lecą. Leci „Rota”, słyszę „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”, „Polska dla Polaków” i te hasełka, pełnie nienawiści, z elementami wręcz neonazistowskimi. Nie wierzę… wciąż nie wierzę, do czego PiS doprowadziło Polskę przez niecałe trzy lata.

Kiedy słyszę, że taki Ziobro, Duda i inni „eksperci” od prawa, ustawić chcą po kątach profesorów, największe autorytety w tej dziedzinie, ręce mi opadają.
Kiedy widzę te hordy mięśniaków, całych w symbolach polskości, plujących nienawiścią, oddających cześć katom narodu polskiego, zbiera mi się na wymioty.
Kiedy żona prezydenta Poznania, pani Jaśkowiak, zostaje ukarana za słowa „jestem wk…na”. Kiedy dwie dziewczyny zostają uznane winnymi, za straszne przestępstwo czyli trzymanie transparentu z napisem jak wyżej, by zamanifestować swoją solidarność z panią Jaśkowiak. Kiedy skazuje się ludzi za napis „Konstytucja”, wołanie „Lech Wałęsa”, udział w proteście przeciwko chorym poczynaniom władzy, to zastanawiam się, gdzie ja żyję.

Gdzie nie spojrzę tam tylko zgliszcza. Edukacja, kultura, polityka zagraniczna, gospodarka, wojsko, policja… coraz mroczniej, brunatniej, ciemno…

I tylko te pełne zadowolenia i buty twarze polityków PiS. I ten prezydent, który przynosi hańbę stanowisku głowy państwa. To wmawianie Polakom, że jest cudownie, a będzie jeszcze lepiej. Budowanie swojej władzy na kłamstwie, matactwach i manipulacji.

To już nie jest kraj, w którym chce się żyć. Brak stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa, narastająca anarchia i chaos. To jest właśnie ten największy „sukces” PiS-u. To jedyne, co udało im się osiągnąć.

Zapłacicie za to wszystko…

Tajemnica śmierci Marilyn Monroe!

 

Znalezione obrazy dla zapytania marilyn monroe

Marilyn Monroe, słynna blond piękność – aktorka, modelka, piosenkarka urodziła się w 1926 roku i gdyby żyła, to by miała teraz 92 lata.

Obejrzałam dzisiaj dokument o jej karierze i tajemniczej śmierci tej jakże wrażliwej i delikatnej kobiecie.

Od urodzenia prześladował ją pech, gdyż babcia i matka były leczone psychiatrycznie i były pacjentkami szpitali psychiatrycznych, a Merlyn wychowywała się w sierocińcu, co ją bardzo przygnębiało. Ojciec był nieznany, a matka chorowała.

Ja, jako kobieta nadal uważam, że Merlyn była najpięknieszą istotą na tym świecie i po niej długo, długo nie było piękniejszej.

Jedni uważali, że ma ogromy talent aktorski, a inni mieli ją za głupiutką blondynkę, tylko, że każdy facet o niej śnił i jej pargnął.

Została odkryta przpadkowo przez fotografa, który robił zdjęcia pacownicom fabryki, w której po 10 godzin pracowała Merlyn i jej kariera potoczyła się potem tak szybko, że sama była zdziwiona.

Nie miała jednak szczęścia do mężczyzn i jej trzy małżeństwa skończyły się rozstaniem, a jej trzy poronione ciąże wywarły na niej piętno i w końcu popadła w depresję, co skutowało braniem nadmiernie leków, które mieszała z alkoholem.

Całą biografię można przeczytać tu:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Marilyn_Monroe

W jej życiu wg. obejrzanego dokumentu byli obecni bracia Kennedy i to był jej kardynalny błąd, bo gdyby nie te romanse, to mogłaby żyć do dzisiaj!

Została wykorzystana przez  Hollywood i została wykorzystana przez braci Kennedy, którym dojście do władzy pomogła mafia.

Obaj z nią sypiając, zdradzili bardzo wiele tajemnic państwowych i ona miała ich w garści, kiedy panowie zorientowali się, że staje się dla nich zagrożeniem.

Marlyn zostaje znaleziona martwa 3 sierpnia 1962 roku w swoim mieszkaniu.

Śledczy napisali, że prawdopodobnie popełniła samobójstwo, ale do dzisiaj nikt nie jest pewny czy tak było rzeczywiście.

W dokumencie poddano prawdopodobną tezę, że została zamordowana przez mafię na zlecienie FBI – centralne biuro śledcze w Ameryce.

Marlyn po porzuceniu jej przez braci Kennedy, którzy się wystraszli – planowała konferencję prasową, która by wywróciła ład i porządek światowy.

Dochodzi się do wniosku, że bracia Kennedy ujawnili, że w 1947 roku w Roswell rozbił się statek UFO, co Ameryka ukrywa to do dziś!

Różne są teorie o tym dlaczego MM zginęła, a ja się podpieram tylko dokumentem, który dziś obejrzałam, ale te rozważania uważam za całkiem prawdopodobne i zaczynam wierzyć, że nie jesteśmy sami na tym świecie, gdyż to byłby jakiś dziwny projekt Pana Boga – bo dlaczego tylko my!

W wywiadach w amerykańskiej telewizji pytano byłych Prezydentów Ameryki, czy po złożeniu ślubowania na Konstytucję, zapoznawali się z archiwum z tego wydarzenia – dziwnie kluczyli i może faktyczne coś jest na rzeczy!

Znalezione obrazy dla zapytania roswell ufo

Autor: Andy Warhol!

Znalezione obrazy dla zapytania warhol Marilyn monroe

 

„Odeszła demokracja w Polsce i odeszła  Kora” – Kamil Sipowicz – mąż Kory!

Znalezione obrazy dla zapytania amfiteatr choszczno

Nie pamiętam ile to już lat minęło, ale może ponad 30, a może 35!
Do mojego miasta przyjechała Kora ze swoim koncertem.
Wpadłam do sieci i nie ma z tego wydarzenia ani jednego zdjęcia i żadnej wzmianki!
Byliśmy tacy, że przeżywaliśmy muzę, ale nie mieliśmy komórek i smartfonów i dlatego mam ten koncert tylko w pamięci!
Dziękuję Korze za moc emocji i wzruszeń – spoczywaj w pokoju kolorowy ptaku – za szybko do diaska! [*]

Za czasów socjalizmu, czy jak kto woli – komunizmu mieliśmy w mieście cudowny amfiteatr, usytułowany w maleńkim parku do dziś zwanym „Małpi Gaj”.

To właśnie w tym miejscu na scenę wyskoczyła jak kozica Kora – cudna, zgrabna, ubrana na czarno z ustami pomalowanymi na czerwono i zabrzmiała tak, że my widzowie i słuchacze poczuliśmy moc przekazu.

Byliśmy spragnieni takiej prawdziwej muzyki bez ściemy, szczerej, mocnej i czuliśmy, że coś się zmienia i dzieje się coś innego, prawdziwego i zadziwiającego.

Oczywiście nie pamiętam jak zdobyłam bilet na ten koncert i nie pamiętam tytułów piosenek, ale pamiętam, co  czułam na tym koncercie, a czułam siłę i była to dla mnie jakaś magiczną siła przekazu!

Kora sama pisała teksty do swoich piosenek, a może songów i swoimi tekstami komunikowała się ze światem. Niepokorna, silna, szczera i piękna, oraz utalentowana i bardzo mi zawsze imponowała.

Mam w sercu wciąż Marka Grechutę i Ewę Demarczyk i bardzo mi odpowada poezja śpiewana i taka twórczość trafia do mnie najbardziej.

Na pierwszym zdjęciu przestawiam amfiteatr, który popadł w wielką ruinę i jest to miejsce wyglądające jak po wybuchu bomby.

Władze miasta chyba nie czują, że my tu mieszkający wciąż mamy chęć i apetyt na wielką kulturę, a można by było w tym miejscu zrobić także kino na świeżym powietrzu, ale po co?

Wszystkie imprezy teraz odbywają się blisko kościoła, a przecież można by było odbudować dawne miejsce, które by integrowało mieszkańców.

Wielka bieda jest w moim mieście, bo nawet w takie upały nieczynna jest fontanna w środku miasta i nie ustawiono natrysków dla mieszkańców, kiedy temperatury sięgają 30 stopni, a wczasach komunizmu mieliśmy miejsce rozrywki!

Sumując, to niech się nikt nie dziwi, że młodzi uciekają z małych miasteczek, bo pracy jak na lekarstwo i druga sprawa – nic się nie dzieje takiego, aby tych młodych zatrzymać.

Uwielbiam Korę za to, że moje poglądy polityczne są takie same jak były jej, a to mądra kobieta była.

Dla mnie Koro nie odeszłaś, bo zostawiłaś taki dorobek, że do końca swojego życia mam od kogo czerpać mądrość i skromność.

Wczoraj podczas tych upałów śpiewałam sobie piosenkę Kory – zimny maj, a dziś rano Ona odeszła.

„Odeszła demkoracja w Polsce i odeszła  Kora” – Kamil Sipowicz – mąż Kory!

 

Zdjęcie użytkownika Magda Umer.

 

Poznałam Korę na Famie, w lipcu 1969 roku.Była dziewczyną gitarzysty z zespołu „Anawa”Marka Jackowskiego i zdawali się być nierozłączni.Nikomu wtedy(może nawet samej Oldze) nie przychodziło wtedy do głowy, że będzie kiedyś śpiewała na scenie. Była anonimową pięknością i niezwykłą osobą.Wszyscy zachwycali się nią.Wszyscy. I chyba miała tego świadomość.
Przez kilka kolejnych lat żyliśmy tam jak hippisi…opalaliśmy się na nadmorskich wydmach, goli, młodzi, wyzwoleni- tacy jakich nas pan Bóg stworzył.W tym czasie na Famę zjeżdżali studenccy artyści z całej Polski i tworzyliśmy przez prawie miesiąc coś w rodzaju hippisowskiej komuny-kabarety, teatry, chóry,zespoły muzyczne, dyrygenci,jazzmeni, poeci, fotograficy, filmowcy.Byliśmy razem.Wtedy kultura studencka znaczyła bardzo wiele.Pozwalano nam na wiele, bo bano się nas po marcu 1968 roku.Kora mieszkała z Markiem w Krakowie, wielbiła Ewę Demarczyk, kochala Piotra Skrzyneckiego zachwycała się Markiem Grechutą, poezją.
To mnie z nią bardzo łączyło.
Chyba po 1975 roku Kora z Markiem przenieśli się do Warszawy i zamieszkali przy ulicy Ogrodowej, na terenie dawnego Getta…byłam tam u nich kilka razy z Maćkiem Zembatym. Zapamiętałam dwoje małych dzieci, piękną kobietę w jakichś hinduskich giezłach parzącą cudowną herbatę…śpiewaliśmy Cohena, rozmawialiśmy o sztuce jako ratunku przed rzeczywistością, filozofowaliśmy do nocy.Wtedy już Marek nie grał w Anawie, tylko razem z Tomaszem Hołujem, Milosem Kurtisem i Jackiem Ostaszewskim stworzyli cudowny zespół „Osjan”.Chodziłam na ich koncerty i tam po raz pierwszy zobaczyłam Korę na scenie.Ją i Małgosię Ostaszewską,żonę Jacka(i mamę naszej słynnejMai!).Obie niezwykłe, w jasnych szatach, na bosaka, były najpiękniejszą scenografią i czasem nuciły coś cichutko.Piękne!
Byłyśmy blisko jeszcze jakiś czas i kiedy przygotowywaliśmy z Mackiem Zembatym program telewizyjny, w ktorym po raz pierwszy pozwolono nam zaśpiewać Leonarda Cohena „Słynny niebieski prochowiec”( chyba w 1977 roku), próba generalna odbyła się u Kory w domu. Marek Jackowski, Janusz Strobel i Henio Alber grali na gitarach, Maciek i ja śpiewaliśmy, Korze jeszcze to nie przychodziło do głowy…dała mi wtedy swoje hippisowskie giezło i jakąś chustę.Była serdeczna, kochana, dobra,piękna i …cicha… wtedy jeszcze cicha.
I jakby nie z tego świata.Potem przez kilka lat nie miałyśmy kontaktu.Ja urodziłam pierwszego syna i długo nie śledziłam tego co dzieje się na scenach. Któregoś dnia spotkałam Korę
w gmachu Telewizji.Cała w skórach, w ostrym makijażu, pełna jakiejś nieziemskiej energii…dalej piękna, zjawiskowo zgrabna, ale jakby ktoś inny.
Mówiła,że zakładają z Markiem zespół rockowy i że za chwilę będą najważniejsi i najlepsi w tym kraju. I tak się stało.
Takich pokochaly ich miliony.
A ja zostałam wtedy w swoim cichym świecie muzyki poważnej i jazzu, Bacha i Komedy, piosenek przedwojennych, Kabaretu Starszych Panów, Agnieszki, Wojtka i Jonasza, Piwnicy pod Baranami.
Ale zawsze fascynowała mnie jako ZJAWISKO.Zawsze.I była jedną z najpiękniejszych kobiet na świecie.Przytulam do serca Jej najbliższych. Planety szaleją.

Przychodzimy, odchodzimy, leciuteńko, na paluszkach!

Nie na darmo się mówi, że starość się Panu Bogu nie udała!

Moja Mama 19 miesiąc leży w łóżku nie mająca na nic siły.

Mocne serce nie daje Jej odejść na wieczny odpoczynek, a wszyscy są zmęczeni do granic możliwości.

Tak trudno patrzeć, że  choroba uwięziła Mamę we własnym ciele, a odchodzenia nie widać.

Zmęczona jest Ona i zmęczona jest rodzina i chyba każdy z nas, gdzieś tam w głowie ma, aby w końcu ten dramat się skończył!

19 miesięcy, to dużo i dla Niej i dla nas, bo wszyscy padają na pysk – dosłownie.

Starość i do tego nieuleczalna choroba, to jest najgorsza mieszanka tego nieszczęsnego bycia na tej ziemi.

Jest taka dzielna w tej swojej chorobie, że takiej dzielności życzę wszystkim, którzy muszą się opiekować schorowanym rodzicem, mężem, żoną, czy też swoim dzieckiem.

Taka opieka wysysa z opiekuna także siły i obniża odporność psychiczną, bo trzeba być z chorym przy łóżku i zerkać, czy aby nie nadchodzi ta ostatnia godzina, ostatni oddech, a to niszczy najbardziej.

Patrzę w telewizji i w realu na ludzi, których choroba nie złożyła do łóżka i  gdzieś tam w miarę funkcjonują z laseczką,  czy z balkonikiem, a mojej Mamie to zostało zabrane przez wstrętnego raka.

Taka była radosna, dzielna jeszcze 19 miesięcy temu i tak bardzo lubiła o własnych siłach spacerować, porozmawiać z ludźmi na ławeczce, a tu ni z tego, ni z owego stała się warzywem, ale ma wciąż sprawną psychikę i to jest ewenement na skalę światową!

Taka notoryczna opieka ograbia z własnego życia. Trzeba obyć się od przyzwyczajeń, spędzania czasu, a także od czasu na odpoczynek. Wycieńcza i dołuje!

Wiem, że nie grzeszę tym, iż chciałabym, aby Mama już odeszła i nie dla odpoczynku dla nas wszystkich, a dla Jej skrócenia męki żywota!

Bo gdyby starość wyglądała tak jak w poniższym wierszu, to byłoby cudnie i nawet wesoło, ale  starość nie dla wszystkich jest łaskawa.

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania staruszek w parku

SMUTKI I RADOŚCI OBJAWÓW STAROŚCI !

Idę ulicą – ktoś mi się kłania.
Oddaję ukłon – znam przecież drania:
ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku …
To miły facet, znam go od roku.
Jakże u diabła on się nazywa?
… Dziura, w pamięci. Czasem tak bywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.

Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
no i spaceru gna mnie potrzeba
zwłaszcza, że słońce i błękit nieba…
Gdy już po parku idę alei
nagle pot zimny koszulę klei,
bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
W śpiesznym powrocie znów myśl się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.

Siedzę i czytam. Nagle myśl żywa
jakimś pragnieniem z fotela zrywa.
Robię trzy kroki, staję przy szafie
i jak to cielę na nią się gapię …
Pojęcia nie mam, po co ja wstałem?
Czego tak bardzo i nagle chciałem?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,
że ta nieszczęsna starość nadchodzi.

Jadę na urlop – prasuję spodnie.
żeby wśród ludzi wyglądać godnie.
Biorę walizkę, pędzę nad morze …
Lecz tam zamiast śledzić dziewczyny hoże,
zamiast podziwiać plażowe akty …
…Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
Może dom spłonął? Strach we mnie godzi …
Tak to jest kiedy starość nadchodzi.

Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
zaoszczędziłem trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem,
dobrze ukryłem je przed złodziejem.
I teraz … już od paru miesięcy
nie mogę znaleźć moich tysięcy.
Ech, nie pojmiecie tego wy młodzi
jak miło żyć gdy starość nadchodzi.

Pomimo moich najlepszych chęci
nie zawsze mogę ufać pamięci.
Więc by jej pomóc, a przez nią sobie,
czasem na chustce węzełki robię.
A potem jeden Bóg wiedzieć raczy
co który węzeł ma dla mnie znaczyć?
Choć mi się nawet nieźle powodzi,
wciąż mam kłopoty. Starość nadchodzi.

Dwa razy dziennie – raz przy śniadaniu,
a potem w obiad, po drugim daniu
zażywam leki, tabletki białe:
cztery połówki i cztery całe.
Często się pieklę /bom nie aniołem/,
gdy w obiad nie wiem czy rano wziąłem?
Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi
wiedza, że oto starość nadchodzi.

Żuję kolację – w niej polędwica
me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości …
Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna. Masz sporo czasu …

Chcesz iść nad wodę, albo do lasu,
to sobie idziesz – nikt ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie też nikt nie goni,
bowiem nie musisz pędzić do pracy
jak wszyscy twoi młodsi rodacy.
Co prawda wigor z wolna przekwita,
lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
należną gażę poczta przynosi …

Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
gdyż wiek ci daje m ą d r o ś ć spojrzenia …
Więc wiwat starość! Niechaj nam służy,
nawet gdy trochę chwilami nuży.
Bowiem – jak sądzę – w tym jest rzecz cała,
by jak najdłużej ta starość trwała …

Wiersz Reinera Kerna „Das Alter kommt auf seine Weise” spolszczył /i uzupełnił/ Tadeusz Rejniak

Nigdy nie jest dobra pora na odchodzenie, a w maju, to już wcale!

Zdj ?? cie użytkownika Artur Szuba.

Przychodzimy na ten świat, niewinni i czyści jak biała kartka papieru.

Wchodzimy w dorosłość i zaczynamy walczyć!

Wychodzi to czasami lepiej, a czasami gorzej.

Bywa  tak, że trzeba walczyć z plotkami, szantażem, oszustwem, nieszczerością i się martwimy  i mamy żal do losu – dlaczego?

Życie, to jest wieczna walka z kimś, albo z czymś i mało komu udaje się przebrnąć jak po różanych płatkach.

Każdy z nas miał przykre sytuacje, które go niszczyły i doprowadzały nawet do depresji i samobójstwa!

Optyka patrzenia na wszystko się zmienia, kiedy zapadamy na najgorszą chorobę, czyli raka.

Wówczas zaczynamy walkę o siebie i wszystko inne idzie precz.

W małych miasteczkach nic się nie ukryje.

Cztery godziny temu dowiedziałam się, że  mój osiedlowy znajomy odszedł, który zachorował w tym samym terminie jak moja Mama.

Mama nie zgodziła się na leczenie chemią, bo czuła, że ​​ta chemia Ją zabije i jest ciągle z nami.

Mój sąsiad – zaledwie 50 letni, przyjął bardzo szybko chemię i potrzebował dużo pieniędzy i sama brałam udział w akcji charytatywnej na jego  leczenie.

Mój sąsiad,  to nie byle kto, bo artysta, muzyk i poeta.

Zachorował i jeździł ze szpitala do szpitala w całej Polsce.

Przyjął hektolitry tego świństwa.

I tu powstaje pytanie, czy?

Czy koncerny znają sposób na leczenia raka, ale to ukrywają?

Ludzkość lata w kosmos, a nie opracowała tej pory skutecznego leku na raka i jaka jest prawda?

Czy ktoś nas oszukuje i ciągnie z ludzkości ogromną kasiorę!

Mój sąsiad odszedł, ale pozostawił po sobie teledyski i swoją poezję, bo człowiek musi coś po sobie zostawić, bo to świadczy o tym, że życie przeżyliśmy z sensem.

Warto zostawić swoje myśli, spisane na blogu chociażby,  dla bliskich, dla rodziny i dlatego ja piszę bloga!

 

Jego muzyka!

Mój sąsiad miał dane wsparcie w Rodzinie i jej składam swoje kondolencje i życzę siły w żałobie!

Jego wiersz!

moje palce
jak najdelikatniej
wspinają się
po udach twoich
powoli
powolutku coraz wyżej
po brzuchu
po piersiach
do ust drżących
nie śpieszą się
by nie spaść
by zdobyć
szczyt niezdobyty
Rytuał

 

Spotkanie po 20 latach!

Dzisiaj prędzej Diabła bym się spodziewała w moim domu – niż:

Ale od początku zacznę.

W swoim życiu miałam jedyną koleżankę, z którą rozumiałyśmy się bez słów.

Nie pamiętam jak się poznałyśmy, ale chyba przez naszych mężów i ta znajomość była dla mnie bardzo cenna.

Kiedy miałam życiowe kłopoty – bardzo mocne, to mogłam zawsze się Jej w rękaw wypłakać i jako jedyna na tym świecie mnie wspierała.

Sama nie miała lekko i może dlatego tak bardzo się rozumiałyśmy, bo wspólne doświadczenia życiowe sprawiły, że jedna drugą podtrzymywała na duchu.

Dość często spotykałyśmy się na kawie i to, o czym rozmawiałyśmy nigdy nie wypłynęło do osób trzecich, a to było dla mnie i dla niej bardzo ważne.

Pewnego, wiosennego dnia Jej Mąż miał wypadek samochodowy i zginął na miejscu.

Po przebytej żałobie Ona pojechała na zaproszenie rodziny – do Ameryki.

Z początku pobytu tam, pisała do mnie i o tym jakie  spotkało Ją szczęście.

Poznała przystojniaka – Polaka i się pobrali, a nasz kontakt osłabł, bo każda z nas miała zapędzone życie.

Oboje mieli wielkie marzenie, że na starsze lata wrócą do Polski i tak w Ojczyźnie się razem zestarzeją.

Niestety, ale po powrocie do Polski Jej Mąż ciężko zachorował i w wieku zaledwie 56 Ją zostawił.

Ona jest silna i wiem, że sobie z żałobą poradzi, ale jest Jej bardzo ciężko.

Kiedy dziś przyszłam od chorej Mamy – ktoś zadzwonił na domofon i spytał mnie, czy pamiętam „W”.

Dlatego piszę, że prędzej bym się spodziewała Diabła, aniżeli po 20 latach moją „W”.

Wpadłyśmy  sobie w ramiona, a ja taka zdziwiona, że o mnie – skromnej osobie – nie zapomniała.

Rozmawiałyśmy ponad dwie godziny tak – jakby nie minęło tych 20 lat, a mogłybyśmy wspominać i przez całą dobę.

Swoją wizytą odmieniła moją codzienność – dość rutynową i moje drzwi są zawsze dla Niej otwarte.

Mieć taką osobę w swoim życiorysie, to wielka wartość!

Opowiadała o swoim drugim Mężu z taką miłością, że to Jej dedykuję ten wiersz poniżej, bo kochała Go nad życie i dał Jej mnóstwo szczęścia!

Będąc w Polsce zauważyła ogrodzone osiedla i to, że ludzie przestali się ze sobą spotykać. Odgrodzili się od siebie, kiedy tam mieszkając miała szczęście, bo niezależnie od koloru skóry i wyznania sąsiedzi troszczyli się o innych.

Mam takie skromne pytanie czy mieliście kiedyś tak serdeczną osobę, która o Was pamiętała i miała Was w sercu po tak długiej rozłące?

Na zdjęciu to, Ona ze swoją miłością!

 

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Odchodzenie!

Córka podesłała mi na Facebooku link do rewelacyjnej muzy, w której od pierwszego odsłuchania się zakochałam.

Współczesne piosenki mało, kiedy mnie porywają, a w tej słyszę z lat 60-tych Mirę Kubasińską i tamte rytmy zespołu Breakout .

Posłuchajcie i na chwilę się zatrzymajcie, bo piosenka w wykonaniu Barbary Wrońskiej ma świetne komentarze i oceny.

Znalezione obrazy dla zapytania matka chora i córka

A teraz napiszę o smutku:

Mija właśnie 15 miesięcy od diagnozy – rak wątroby u mojej Mamy.

Napiszę tak jak to czuję:

Miałam w życiu to szczęście, że nigdy nie towarzyszyłam nikomu w odchodzeniu i nigdy tego nie doświadczyłam i może dlatego nie do końca rozumiem jak się odchodzi z tego świata.

Moje babcie i dziadkowie odeszli zanim ja się urodziłam i nie było mi dane widzieć  jak opuszcza życie i świat osoba śmiertelnie chora.

Kiedy umarł mój Ojciec, to widziałam go tylko w trumnie i się z nim pożegnałam całują go w czoło i dotknęłam Jego ręki.

Jednak to nie to samo przeżycie, kiedy widzę leżącą Mamę, która może nas opuścić w każdej, niemal chwili.

Umierała chyba już ze cztery razy w ciągu tych miesięcy, ale wciąż z nami jest.

Mama ma straszną wolę życia i choć od kilku miesięcy leży, to się nie poddaje!

Potrafi się śmiać ze swojej choroby – dosłownie!

Nie ma żadnych łez i lamentów, że Jej życie dobiega końca, bo się z tym pięknie pogodziła.

W czasie choroby schudła bardzo dużo i jest słabiutka jak witka na wietrze, a mimo to nienawidzi pampersów i prosi, by Ją prowadzić do WC. Tak bardzo się pilnuje, aby opiekujący nie musieli – no wiecie co!

Nie pozwala się karmić, a więc podkładamy Jej poduchy i na tacy stawiamy jedzenie, a Ona się upiera, by wciąż w tej kwestii być wciąż samodzielną.

Parę dni temu wzięło Ją na wspomnienia jak to było w czasie II Wojny Światowej i nawet zaśpiewała mi łódzką, starą piosenkę o tym jak mordowano w Łodzi Żydów.

Opowiedziała o smalczownice, która wydawała ludzi Niemcom, a kiedy weszła Armia Czerwona, to ją zastrzelili gdzieś w polu.

Mama mimo znacznego ubytku słuchu czyta paski w wiadomościach i doskonale się orientuje, co dzieje się w Polsce i nad tym ubolewa.

Powiem szczerze, że tak godnego odchodzenia, to nie widziałam w najlepszych filmach. Jej postawa przed ostatecznością nadaje się na jakiś traktat o odchodzeniu, bo tak dumna w tym jest.

Gdybym miała przybliżyć Wam charakter mojej Mamy, która zawsze była radosna, to gdyby miała więcej sił, to by tak zatańczyła  jak ta starsza pani w tym clipie.

Uczę się od własnej Mamy jak się dumnie odchodzi z tego świata, choć wątpię by było mnie stać na to. Mam słabe serce i umrę szybciej od mojej Mamy, która serce ma jak dzwon!

 

W Polsce powinna być kara śmierci!

Zdjęcie użytkownika Fundacja Zwierzęca Polana.

Widzicie tego pieska w wieku 4 miesięcy, który został tak poturbowany przez homosapiens?

Nazywa się Bartosz Donarski i skatował pieska tak, że wybił mu zęby, połamał żebra i kręgosłup i skazał go na inwalidztwo do końca pieska życia.

Uciekł, bo się wystraszył, że pójdzie siedzieć!

Wysłano za nim list gończy!

Mam wybujałą wyobraźnię i widzę jak katował tego ślicznego szczeniaka.

Piesek po tej masakrze ma wciąż bardzo mądre oczy i śliczny, mokry  nos, ale ty psychopato zgotowałeś mu kaleki los.

Mam nadzieję, że cię dopadną i skończysz w więzieniu za swoje bestialstwo i tam w więzieniu dostaniesz za swoje, bo w więzieniach nie lubią takich jak ty!

Zabić ciebie, to by było zbyt proste, ale skatować cię tak, byś do końca życia został kaleką na wózku – jestem za tym.

Życie za życie – ból za ból – ząb za ząb!

Powinni ciebie odizolować  na zawsze, bo nie nadajesz się psycholu do życia w społeczeństwie.

Dziś skatowałeś zwierzę, a jutro zabijesz człowieka. Powinno się ciebie psycholu izolować i nie dopuścić do powrotu do zwykłych, normalnych ludzi! Jesteś bestią!

Kiedy czytam jak katowane są małe dzieci – duszone, przypalane papierosami i wrzucane do wrzątku i kiedy ludzie masakrują naszych braci mniejszych – to ogarnia mnie czarna rozpacz!

Dwa lata temu odeszła od nas suczka o imieniu Diana.

Kiedy miała 4 lata pojechaliśmy z nią na spacer do lasu.

Młoda, zrywna pogoniła za drugim psem i uderzyła z impetem w konar drzewa.

Zerwała sobie staw w tylnej nodze i groziło jej kalectwo.

Nie odpuściliśmy i zawieźliśmy ją do najlepszej, psiej kliniki!

Zapłaciliśmy nie małe pieniądze, ale do końca swojego życia mogła chodzić na własnych nogach.

To nas różni od ciebie psychopato bez uczuć i empatii.

Jeszcze raz napiszę, że powinni izolować ciebie do końca twoich gnoju chwil!

Nie wstydzę się tak mocnych słów, bo kiedy przeczytałam, że zrobiłeś piekło na ziemi temu stworzeniu zasługujesz na wieczne potępienie.

 

Znalezione obrazy dla zapytania linie gif

 

Jednak aby odejść od tak przykrego tematu obejrzałam film pt. „Woda dla słoni”

Przepiękne kino opowiadające o tym jak to w latach 30 – tych w Stanach Zjednoczonych ludzie zarabiali na chleb, kiedy to istniał kryzys i prohibicja.

W filmie jest wątek polski, który opowiada o tym jak to Polacy wyjeżdżali do Stanów Zjednoczonych po lepsze życie.

„MłodyJacob Jankowski (Robert Pattinson), student weterynarii na ostatnim roku, po tragicznej śmierci rodziców przyłącza się do cyrku. Pracując jako weterynarz zakochuje się w Marlenie (Reese Witherspoon), która jest żoną właściciela i tresera Augusta (Christoph Waltz). Gdy cyrk jest na skraju bankructwa August kupuje słonia o imieniu Rosie. Jedyną jego metodą tresury jest dźganie słonia metalowym szpikulcem do krwi. Nie podoba się to jednak Jakobowi i Marlenie, więc postanawiają coś zrobić. Zostają ciężko pobici przez Augusta, postanawiają więc uciec, lecz on ich łapie i bije do nieprzytomności. Film kończy się zemstą reszty załogi na Auguście poprzez wypuszczenie wszystkich zwierząt podczas spektaklu. Gdy właściciel dowiaduje się o romansie dwóch głównych postaci postanawia udusić Marlenę. Lecz zdolna słonica Rosie zabija go i razem z Marleną, Jakobem i resztą zwierząt wyrusza szukać nowego domu:.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Woda_dla_s%C5%82oni_(film)

Polecam to kino na długie, zimowe wieczory!

 

Znalezione obrazy dla zapytania woda dla słonia

 

Znalezione obrazy dla zapytania woda dla słonia

 

Znalezione obrazy dla zapytania woda dla słonia

Dawnych wspomnień czar

Chyba każdy z nas ma swój ulubiony gatunek muzyczny i często wraca do swoich pozycji z lat młodości.

Ja dość często mam takie chwile, kiedy przypominam sobie dawno nie słyszane piosenki – te z moich młodych lat.

Jeśli piosenka jest melodyjna i można ją sobie pod nosem zanucić i wpada szybko w ucho – to jest już moja!

Wracam do starych przebojów, gdyż współczesne piosenki rzadko mi się podobają ze względu na infantylne teksty – bez większej głębi.

Już prawie nikt nie śpiewa w Polsce jak Irena Santor, Zdzisława Sośnicka, czy też Michał Bajor i można tak wymieniać tych wspaniałych, utalentowanych wykonawców z duszą!

Niestety, ale powoli Oni od nas odchodzą i na szczęście zostawiają swój dorobek artystyczny.

7 stycznia 2018 roku odeszła od nas francuska piosenkarka – France Gall, której piosenki uwielbiam.

Niech spoczywa w spokoju i szkoda, wielka szkoda! [*]

 

Nie żyje France Gall, zwyciężczyni Eurowizji w 1965 r. Miała 70 lat. Na zdjęciu – clip z roku 1964.

Nie żyje France Gall, zwyciężczyni Eurowizji w 1965 r. Miała 70 lat. Na zdjęciu – clip z roku 1964. Fot. screen ze strony YouTube.com/ Narek Tiraturyan.

1965 roku wygrała Konkurs Piosenki Eurowizji – zwycięski utwór napisał dla niej Serge Gainsbourg. Po długiej walce z chorobą, w wieku 70 lat, zmarła France Gall, jedna z najważniejszych piosenkarek we Francji. Jej piosenki są doskonale znane na całym świecie, także w Polsce.

Ten przebój zaśpiewała w roku 1987, gdy miała 40 lat. Piosenkę „Ella, elle l’a” znają chyba wszyscy – nie tylko we Francji, w Polsce też.

Tę piosenkę, która podbiła listy przebojów w całej Europie, dla France Gall napisał jej mąż, również piosenkarz, Michel Berger. Z kolei utwór „Poupée de cire, poupée de son”, z którym w 1965 r. wygrała w Neapolu Konkurs Piosenki Eurowizji, napisał dla niej sam Serge Gainsbourg. France Gall miała wówczas zaledwie 18 lat! Reprezentowała wtedy jednak nie Francję, lecz Luksemburg.

France Gall zmarła w niedzielę, 7 stycznia 2018 w Paryżu. Przyczyną śmierci wokalistki były komplikacje po zakażeniu spowodowanym chorobą nowotworową. Kondolencje po śmierci piosenkarki złożył prezydent Francji Emmanuel Macron, dziękując za jej wszystkie piosenki.

France Gall a traversé le temps grâce à sa sincérité et sa générosité. Elle laisse des chansons connues de tous les Français et l’exemple d’une vie tournée vers les autres, ceux qu’elle aimait et ceux qu’elle aidait.