Archiwa tagu: Smoleńsk

Smoleńsk – tekst z sieci!

PiS-owsy znowu się zachłystują swym odkryciem bo podobno ekshumacja ciała złożonego w grobie Piotra Nurowskiego wykazała, że pochowano tam szczątki innej ofiary katastrofy smoleńskiej. W grobie Nurowskiego  prawdopodobnie znajduje się Handzlik, ale jest pytanie ile procent jest w tym grobie z Handzlika, a ile z Nurowskiego?

Nikt z nich nie wie jak wyglądają szczątki ludzkie po takiej katastrofie, ale już piszą o „zamianie zwłok” choć Ewa Kopacz ich o tym uprzedziła już 11 kwietnia 2010 r.
Minister zdrowia Ewa Kopacz poinformowała w Moskwie, że tylko 14 ciał ofiar jest na tyle dobrze zachowanych, iż identyfikacja może odbyć się bez problemu; w przypadku kolejnych 10 identyfikacja prawdopodobnie będzie mogła się odbyć dzięki znakom szczególnym. – powiedziała w czasie trwania identyfikacji Kopacz dodając, że niektóre rodziny odmawiają oglądania ciał bliskich. – Nie dziwię się, widok jest traumatyczny – powiedziała minister.
Zapis tej rozmowy TUTAJ
Na Świecie takie problemy rozwiązuje się w sposób prosty tak jak to na przykład zrobiono ze szczątkami pasażerów ubiegłorocznej katastrofy samolotu Germanwings w Alpach – które po prostu pochowano w ZBIOROWEJ MOGILE Z NALEŻYTYM SZACUNKIEM:
Obrazek
TU SZCZEGÓŁY
Internet już huczy od wypowiedzi domorosłych „ekspertów” więc dla odpornych na argumenty i pozbawionych wyobraźni – mam tylko takie porównanie:
Czy to tak trudno wziąć pół kilo wołowiny, pół kilo wieprzowiny, pół kilo kurczaka i jeszcze po parę takich porcji – zmielić to wszystko w maszynce do mięsa i potem ładnie porozkładać do pudełeczek z napisami „wołowinka”, „wieprzowinka”, „kurczaczek” itd.. itd. To nie była epidemia świńskiej grypy i pozostali po niej „zmarli” ze złożonymi rączkami – tylko KATASTROFA LOTNICZA i tam nie ma ZWŁOK LUDZKICH tylko SZCZĄTKI LUDZKIE. Tak trudno pojąć?? Jeszcze sporo ich w błocie smoleńskim zostało – bo inaczej się nie da!! W jednej trumnie mogą być szczątki nawet kilku ofiar!!
Co to zmienia ?

Na trumnie do bogactwa!

Wczoraj, wieczorem przeczytałam poniższą wiadomość i zdębiałam. Już dawno tak nie zdębiałam i już dawno mnie nic tak bardzo nie wkurzyło, zdziwiło, zasmuciło!

Zaczęłam przypominać sobie natychmiast, jaki mamy miesiąc w kalendarzu i doszłam do wniosku, że z pewnością nie jest to 1 kwiecień, a więc ten dzień w roku, kiedy można oszukiwać, podpuszczać, robić psikusy  – tak dla zgrywy.

Przespałam się z tym, bo może ta wiadomość, to jakiś bezczelny fejk , tak dla podpuszczenia na zasadzie „ASZdziennika”, gdzie wpuszczają ludzi w maliny i podają w zabawny sposób wiadomości przekręcone od podszewki. Można nieźle się z nimi ubawić i nabrać.

Niestety, ale poniższa wiadomość, to najprawdziwsza prawda i to się mnie w pale nie mieści!

Paniusia Beata Gosiewska nie cierpi głodu, bo ma fuchę w Europarlamencie.

Paniusia owa ma z czego żyć i nawet ma z czego kupić  sobie chatę, a  gnieździ się na 48 metrach kwadratowych.

Paniusia chyba nie wie, że w Polsce nie ma pieniędzy na Domy Dziecka, zwane „bidulami”.

Paniusia chyba nie wie, że polscy renciści i emeryci nie mają z czego zapłacić za czynsz, media, czy leki.

Paniusia jest pazerna do granic przyzwoitości i wiecie co? – Ona dostanie tą kasę – jako zadośćuczynienie po raz kolejny za śmierć męża, którego być może wcale nie kochała.

Paniusia jest bezczelna w stosunku do swoich, często biednych wyborców i robi ich autentycznie w konia.

Paniusia jedzie na katastrofie i robi sobie dzięki niej bogate życie na trumnach, a za nią pójdą inni!

Najgorsze jest to, że sympatycy partii PiS dobrze się z tym czują i nie potępiają, choć do emerytury dostali 15 złotych podwyżki, albo ochłap 500+

BEATA GOSIEWSKA CHCE 5 MILIONÓW ZŁOTYCH ZA ŚMIERĆ MĘŻA

JAKUB STACHOWIAK26 PAŹDZIERNIKA 2016

  • Europosłanka PiS Beata Gosiewska żąda od państwa 5 mln zł rekompensaty za śmierć męża – Przemysława Gosiewskiego w katastrofie smoleńskiej. Domaga się także dodatkowych rent na dzieci. Uzasadnia, że mieszka w małym mieszkaniu i potrzebuje pieniędzy na zajęcia terapeutyczne dla córki

 

Portal OKO.press dotarł do akt kolejnych 10 spraw o zadośćuczynienia i odszkodowania dla bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej. Trzy z nich skierowała do sądu wdowa po Przemysławie Gosiewskim – Beata Gosiewska (oddzielnie w imieniu swoim i dwójki niepełnoletnich dzieci). Wzywa Ministerstwo Obrony Narodowej do podpisania ugód i wypłaty:

  • po 1,25 mln zł zadośćuczynienia dla niej i każdego z dzieci
  • oraz po 400 tys. zł odszkodowania.

W sumie domaga się dla swojej rodziny prawie 5 mln zł rekompensaty. Dodatkowo wnioskuje o przyznanie każdemu z dzieci:

  • 72 tys. zł wyrównania renty
  • i dodatkowej renty w wysokości 2 tys. zł miesięcznie.

Dodatkowej- bo i syn i córka dostają już od kilku lat świadczenia od państwa. Cała rodzina otrzymała również zadośćuczynienia.

FOT. WOJCIECH OLKUŚNIK / AGENCJA GAZETA
Przeczytaj też:

RACHUNKI KRZYWD SMOLEŃSKICH. MON PŁACI ODSZKODOWANIA RODZINOM OFIAR KATASTROFY

BIANKA MIKOŁAJEWSKA  7 WRZEŚNIA 2016

Śmierć zniweczyła wyrzeczenia

W wezwaniach do ugody, Gosiewska pisze, że przed katastrofą „całe (jej) życie podporządkowane było działaności męża”, a jego śmierć „zniweczyła wysiłki wielu lat wspólnej pracy i wyrzeczeń całej rodziny związanych z (jego) działalnością polityczną”.

Według niej, gdyby nie katastrofa smoleńska, Gosiewski mógłby być jeszcze politykiem przez długie lata. „W momencie katastrofy znajdował się u szczytu kariery politycznej, w każdych kolejnych wyborach uzyskiwał coraz wyższe poparcie”, a w najbliższych planach miał kandydowanie do Parlamentu Europejskiego „co wiązałoby się z olbrzymim awansem finansowym – jego uposażenie wzrosłoby dwukrotnie”- napisała w swoim piśmie.

Gosiewska oblicza, że gdyby nie katastrofa TU-154, jej mąż miałby przed sobą 21 lat aktywności zawodowej. W chwili śmierci zarabiał 14 tys. zł brutto.

„Nawet gdyby pominąć dynamiczny rozwój jego kariery politycznej i za punkt odniesienia przyjąć osiągane przez niego dochody sprzed katastrofy, budżet rodzinny zmarłego zostałby przez niego zasilony kwotą ponad 3,5 mln zł” – argumentuje.

Na 48 cudzych metrach z dwójką dzieci

Przed katastrofą smoleńską Gosiewska była pracownikiem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i radną warszawskiej dzielnicy Wola. Po katastrofie – w 2011 r. – została senatorem. Kandydowała z okręgu, w którym kiedyś odnosił sukcesy jej mąż. W 2014 r., mieszkańcy tego samego okręgu wybrali ją do Parlamentu Europejskiego.

08.11.2011 Senator Beata Gosiewska podczas pierwszego posiedzenia Senatu VIII kadencji FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETA
08.11.2011 Senator Beata Gosiewska podczas pierwszego posiedzenia Senatu VIII kadencji FOT. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta

najnowszym oświadczeniu majątkowym, złożonym w europarlamencie w kwietniu br., Gosiewska podała, że w 2015 r. zarobiła ponad 97 tys. euro (czyli około 400 tys. zł). Zadeklarowała, że na koncie ma prawie 1,4 mln zł i 107 tys. euro (w przeliczeniu około 440 tys. zł) oszczędności oraz papiery wartościowe o wartości blisko 290 tys. zł. Jest także właścicielką samochodu Toyota. Nie ma jednak mieszkania ani domu.

We wnioskach o rekompensaty za śmierć męża Gosiewska, pisze, że wraz z dwójką dzieci zamieszkuje „w mieszkaniu o pow. 48 m kw, stanowiącym własność matki Przemysława Gosiewskiego”. I że wraz z mężem planowali wzięcie kredytu i kupno domu pod Warszawą. Ale plany przekreśliła katastrofa.

Według naszych ustaleń, po katastrofie smoleńskiej bliscy Przemysława Gosiewskiego, podobnie jak bliscy innych ofiar, otrzymali po 250 tys. zł zadośćuczynienia od Skarbu Państwa. Gosiewska z synem i córką dostali więc łącznie750 tys. zł. Tak jak wszystkim rodzinom, wypłacono im wówczas również 40 tys. złjednorazowej pomocy od rządu. Dodatkowo, ponieważ w dniu wypadku Gosiewski był posłem, Kancelaria Sejmu wypłaciła jego żonie 100 tys. zł odszkodowania. Dzieciom Gosiewskich, jak wszystkim osieroconym w wyniku katastrofy, premier Donald Tusk przyznał po 2 tys. zł renty, którą będą otrzymywać do ukończenia 18 roku życia lub do ukończenia nauki. W 2010 r. związana ze SKOKami Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych, przyznała też każdemu z dzieci Gosiewskich stypendium w wysokości 2,5 tys. zł miesięcznie. Zgodnie z uchwałą podjętą wówczas przez władze fundacji, wsparcie miało być wypłacane do 2013 r.

Zarówno syn, jak i córka Gosiewskich, otrzymali także wówczas ZUSowską rentę po ojcu – początkowo w wysokości ponad 2,5 tys. zł miesięcznie na osobę.

W wezwaniu do ugody Gosiewska pisze jednak, że renta została zmniejszona i nie pokrywa potrzeb dzieci, a w szczególności córki- która jest dyslektyczką i musi chodzić na dodatkowe zajęcia terapeutyczne. „Dotychczasowa renta 1846 zł brutto nie pozwala na kontynuowanie zajęć terapii sensorycznej” – przekonuje europosłanka.

23.04.2010 r. Przylot trumien z ciałami ofiar katastrofy smoleńskiej la lotnisko Okęcie Fot. Wojciech Olkuśnik/ Agencja Gazeta
Przeczytaj też:

40 MILIONÓW ZŁOTYCH DLA RODZIN SMOLEŃSKICH?

BIANKA MIKOŁAJEWSKA  14 PAŹDZIERNIKA 2016

56 mln roszczeń smoleńskich

O fali roszczeń związanych z katastrofą smoleńską pisaliśmy już na portalu OKO.press kilkakrotnie. Kilka dni temu informowaliśmy, że dotarliśmy do akt 47 spraw sądowych. Bliscy ofiar katastrofy domagali się w tych postępowaniach od MON prawie 40 mln zł. W tym tygodniu poznaliśmy wnioski dziesięciu kolejnych osób- z rodzin trzech ofiar katastrofy: Przemysława Gosiewskiego, gen. Tadeusza Buka i gen. Andrzeja Błasika. Domagają się one łącznie ponad 16 mln zł rekompensat. W sumie krewni ofiar, których akta czytaliśmy, złożyli już więc wnioski o wypłatę ponad 56 mln zł. Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało ugody z 26 osobami. Wypłaciło im ponad 5,2 mln zł. Rekompensata dla jednej osoby nie przekroczyła dotąd kwoty 250 tys. zł.

https://oko.press/beata-gosiewska-chce-5-mln-zl-smierc-meza/

Ludzie! Nie wierzcie, że to był zamach. Bełkot kontra wiedza i nauka!

Z łopatami idą po Was
– o biedni smoleńscy.
Będą walić w trumny wieka
– o biedni smoleńscy.
Będą Was niepokoić
– o biedni smoleńscy.
Będą kości Wasze badać
– o biedni smoleńscy.
Wszystko po to, by na Was
 robić perfidną politykę
– o biedni smoleńscy!

Wczoraj w programie „Czarno na białym” była pokazana porządna, prawdopodobna symulacja nieszczęsnej katastrofy!
Czekam na taką, porządnie zrobioną przez podkomisję Macierewicza, ale czekaj tatka latka!

Prawda O Katastrofie Smoleńskiej Pilota Jerzego Grzędzielskiego.

Mija sześć lat od katastrofy smoleńskiej, a zarazem sześć lat oszczerstw wynikających z braku wiedzy i cynizmu. Doczekałem się pięknej, wolnej Polski. Nie chcę jej stracić a o katastrofie mam prawo mówić. Poświęciłem lotnictwu niemal 50 lat, z czego jako kapitan w liniach lotniczych ponad 30. Przewiozłem bezpiecznie miliony pasażerów od Alaski po Australię i od Tokio i wyspę Guam na środku Pacyfiku po Amerykę Północną i Południową.

W cywilizowanym świecie do kokpitu kapitana wiozącego VIPów nikt nie ma wstępu.Dam przykład: w 2013 roku pani kanclerz Merkel leciała ze swą świtą do Indii. Samolotu nie wpuszczono w przestrzeń powietrzną Iranu. Kapitan dwie godziny krążył po stronie tureckiej. Po załatwieniu zgody poleciał dalej. Pani kanclerz dowiedziała się o tym siedem godzin po lądowaniu. Proszę sobie wyobrazić naszą polityczną gawiedź. Pewnie kapitana wyrzucono by za burtę, a sami wiedzieliby najlepiej co robić.

Od momentu katastrofy stawia się podejrzenia o spisek na życie prezydenta i zdradę stanu z obcym państwem. O bredniach głoszonych na temat katastrofy można napisać książkę. Wspomnę wybrane.

Pan minister Macierewicz zaraz po katastrofie twierdził, że Rosjanie na lądowanie premiera Tuska przywieźli w teczce ILS (I nstrument Landing System), a na lądowanie prezydenta już nie przywieźli. Dalej Rosjanie nie odpędzili, powtarzam kuriozalne określenie „nie odpędzili” naszego kapitana i nie zamknęli lotniska

Odpowiem panu ministrowi. ILS waży kilkaset kilogramów. Na lotnisku Okęcie był montowany 4 lata. Specjalnie wyposażony samolot stabilizował ścieżkę schodzenia i centralną oś pasa. Na lotnisku Modlin podnoszono klasę ILS przez 3 lata. Koszt wynosił 62 mln złotych.

Panie Ministrze kapitana nie odpędza się. To komary z czoła się odpędza. Lotniska nigdy nie zamyka się kapitanom, jedynie jeśli na pasie jest inny uszkodzony samolot. 

O lądowaniu decyduje tylko kapitan. Pani poseł Kempa biegała po stacjach TV z rewelacją, że winą było niezabranie rosyjskiego nawigatora.Kosmiczna bzdura i kompromitacja pani poseł. Ma się to tak, jakby chirurgowi tuż przed operacją przyprowadzono panią salową i powiedziano, że jeśli pan doktor nie podoła, to operację skończy pani salowa. Katastrofę smoleńską mozolnie, przez głupotę, brak wiedzy, chciwość i cynizm, przygotowywała polityczna czołówka PIS. Zaczęło się w 2006 roku za rządów premiera Jarosława Kaczyńskiego. W czasie publicznego wystąpienia minister obrony rządu PIS zapytany został przez oficerów pilotów samolotu TU 154 za Specpułku dlaczego nie ćwiczą na symulatorach. Odpowiedź była następująca i niebywale skandaliczna: „Nie, bo to ruskie”.

Dla mnie powiało grozą i jęknąłem:„będziemy mieli katastrofy”. Nomen omen pan minister zginął w katastrofie. Ćwiczenia na symulatorach są niebywale ważne, uratowały wiele istnień i nie do pomyślenia jest, aby z nich rezygnować. Cały świat lotniczy z nich korzysta. Prezesi nawet najbiedniejszych linii lotniczych klną, ale płacą za swoje załogi. Ogrom głupoty i braku odpowiedzialności powala na ziemię. Mogę dać dziesiątki przykładów z literatury, ale pozostanę przy swoim przykładzie.

W mozolnych ćwiczeniach w symulatorze wielokrotnie wraz z załogą zabiłem się.Ale przyszła jeden raz okrutna rzeczywistość. Po 10-cio godzinnym locie, niewiele minut przed lądowaniem na moim lotnisku i jedynym zapasowym, odległym o 800 km zrobiło się tragicznie. Mgła do samej ziemi, chmury, widzialność 50 m. Panie Ministrze Macierewicz, nikt mnie nie odpędza, nikt mi nie zamyka lotniska, widzę śmierć w oczach, ponad moje uprawnienia i siły. Myślę o straży pożarnej i karetkach. Pierwszy kontakt wzrokowy z ziemią miałem na dziesięciu metrach wysokości, błysnęła zielona lampa progu pasa i centralnej linii.                        

Do portu samodzielnie bez pomocy „Follow me” nie mogłem pokołować. Nie było cudu, tylko wyszkolona załoga.Wracający z urlopu w Singapurze, kolega kapitan i mój instruktor, wszedł przed lądowaniem do mojego kokpitu. Natychmiast został brutalnie wyproszony. Nikt w takiej sytuacji nie może być w kabinie, w odróżnieniu od tego, co nasi politycy urządzili temu biednemu pilotowi pełniącemu funkcję kapitana TU154. Żałość i rozpacz. Kiedy  uderzycie się w piersi?

Polityka PIS w imię idiotycznych i partykularnych fobii pozbawiła pilotów Specpułku ćwiczeń w symulatorze, obniżając bezpieczeństwo Prezydenta. To był początek przygotowań do katastrofy. Po tej decyzji wielu kapitanów ze Secpułku odeszło do linii cywilnych.

Rok 2008. Pan Prezydent Lech Kaczyński wraz z zaproszonymi gośćmi, prezydentami i premierami lecieli do Gruzji przez Azerbejdżan. Gruzja była w stanie konfliktu wojennego z Rosją. Dlatego Pan Prezydent akceptuje taką trasę. W czasie lotu Pan Prezydent poleca kapitanowi zmianę trasy lotu wprost do Tibilisi.                Kapitan odmawia, bo nie zezwalają na to przepisy, ponadto gdyby niezidentyfikowany obiekt pojawił się w strefie działań wojennych byłby niechybnie zestrzelony przez Gruzinów lub Rosjan. Mielibyśmy przez głupotę niebywały skandal międzynarodowy i na sumieniu prezydentów i premierów.

Kapitan został obrażony przez Pana Prezydenta, nazwany tchórzem. Po przylocie do Warszawy straszony konsekwencjami. A wystarczyło polecić jednemu z doradców prawników zajrzeć do prawa lotniczego i naszego AIP. Wtedy kapitan zostałby przeproszony.

Nie posądzam o samodzielny, nierozsądny pomysł zacnego Prezydenta. Był odcięty w samolocie od światowych informacji, a newsy podały, że prezydenci Francji i Rosji lecą z Moskwy do Tibilisi aktualnie w asyście myśliwców. Pewnie usłużny poddał więc panu Prezydentowi przez telefon przednią myśl zmiany trasy lotu. Po tym zdarzeniu pozostało już w Specpułku niewielu kapitanów, którzy postanowili nie latać z prezydentem. Kapitan nie może odmówić lotu, ale może zachorować.To była kolejna cegła żmudnie przyłożona do katastrofy. Na lot do Smoleńska na fotelu kapitańskim zasiadł więc pilot nieposiadający w pełni uprawnień kapitańskich jak stwierdziła komisja.

Powiem jak to jest w liniach. Na przykład jeśli ważność ćwiczeń w symulatorze przeciągnie się o jeden dzień kapitan odmawia lotu. Kapitan odmówił lotu rano w słoneczny dzień do Wrocławia i z powrotem, bo zapomniano wyposażyć kokpit w ręczną, wymaganą instrukcją, latarkę. Ten młody kapitan miał rację. W tym jednym locie mogło nastąpić zadymienie kabiny i ta latarka ratowała wszystko – odczyty przyrządów. Składam Jego Magnificencji Rektorowi Politechniki Rzeszowskiej gratulacje. Ten młody pilot od Pana wyszedł i wielu innych. Dziś latają jako kapitanowie w najlepszych liniach świata.Uważam, że gdyby tego młodego pilota potraktowano jak w cywilizowanych społeczeństwach, to znaczy uszanowano jego kwalifikacje i decyzje i pozostawiono kokpit zamknięty, to po otrzymaniu standardowej informacji o pogodzie z wieży kontrolnej lotniska i jeszcze bardziej nadzwyczajnej i dodatkowej informacji o godz. 08.24 „Warunków do przyjęcia nie ma”, to kapitan po stwierdzeniu, że na wysokości 100 m nie widzi ziemi i pasa, odleciałby ma lotnisko zapasowe. Zgodnie z instrukcją wykonywania lotów. I to jest cała wiedza. Jednak chciwość i cynizm możnych polityków zwyciężyły.

Przed wejściem pasażerów na pokład, honorem i przywilejem kapitana jest witanie najważniejszej osoby wraz z małżonką, czyli pana Prezydenta. Odebrał ten przywilej kapitanowi jego Dowódca Wojsk Lotniczych – generał. Po prostu pokazał mu jego miejsce i to, że jest tu nikim – poniżające i podłe.Odmówiłbym lotu. Niby niewyobrażalne, ale nie dla tych co wiedzą o co idzie. Jest to kolejna cegła budująca to nieszczęście. Na 11 minut przed katastrofą kapitan otrzymuje wiadomość od pana Prezydenta, że „jeszcze nie podjął decyzji co robimy dalej”. To oburzające i paraliżujące oświadczenie. 

To kapitan wie, co ma robić. To on odpowiada za życie wszystkich na pokładzie, a nie pasażer, nawet ważny. Kokpit winien być absolutnie sterylny i tylko kapitan może wydawać polecenia. Tam był po prostu bałagan. Nie wiadomo było kto dowodził, kapitan nie był w stanie pozbyć się gości, samolot pędził do ziemi, nic nie widać poniżej nieprzekraczalnych 100 m. Generał, Dowódca Wojsk Lotniczych zamiast wrzasnąć „Do góry” nawet nie wyrzucił intruzów  – horror.

Pan minister Macierewicz z uporem twierdzi, że załoga zamierzała odejść na drugi krąg. Panie Ministrze, już byli nisko jak zadziałała instalacja TAWS „Pull up, terrain ahead”. To paraliżuje, każdy pilot ucieka do góry, jeśli zdąży. Co robi załoga? Kapitan wycisza sygnalizację zmieniając nastawy wysokościomierza barycznego, tym samym pozbawiając się wskazań wysokości progu pasa – samobójstwo. Robi to po to, aby sygnalizacja przy dalszym zniżaniu nie przeszkadzała. Chciał zobaczyć ziemię jak najszybciej przed minięciem radiolatarni. Po prostu chciał lądować.Naciski, niekoniecznie słowne były niewyobrażalnie mocne, tak aż uderzyli w ziemię 900 m od progu pasa. Dokładnie jak przez kalkę w Mirosławcu, samolot CASA uderzył 900 m przed progiem, taka sama pogoda. Informacja od Prezydenta nie była ostatnim ciosem  dla kapitana. Najboleśniej ugodził go kolega kapitan samolotu JAK40, który kilkanaście minut wcześniej „spadł” na pas w odległości 700 m od progu.                                                                                

Dlaczego spadł? Bo pogoda była już fatalna zniżając się poniżej dopuszczalnej wysokości 100 m ujrzał ziemię będąc już nad pasem. Nie zgłosił obowiązującej formuły, że widzi pas i prosi o zgodę na lądowanie. Zrobił to bez zgody wieży.                                                                 

Czym to się kończy, dam inny przykład: podczas identycznej pogody na Teneryfie kapitan B747 otrzymał zgodę z wieży na start i gdy się rozpędzał drugi kapitan B747 bez zgody wieży wkołował w środek pasa. Wynik – 862 osoby spłonęły. Pasażerowie rejsu JAK40 winni wygrać ogromne odszkodowania za narażenie ich życia.  Otóż kapitan TU154 zapytał przez radio kolegę kapitana JAK40 o pogodę. Ten odpowiedział, cytuję: „Pizdowata, widać 200-400 m, podstawa chmur 50 m, mnie się udało, możesz próbować”. To jest haniebne, życie Prezydenta i jego gości to nie rosyjska ruletka, albo, albo. Winien krzyknąć „Uciekaj jak najszybciej”. Ten kapitan bryluje teraz na salonach pana ministra Macierewicza i jest jego pupilem.                                                                                                 

Panie Ministrze, różnimy się, ja też mam guru. Jest nim dr nauk technicznych, emerytowany Pułkownik, pilot doświadczalny Antoni Milkiewicz. Jako młody oficer, inżynier brał udział w komisji katastrofy naszego IŁ62. Mimo nacisków potęgi ZSRR udowodnił winę producenta silników, narażając przyszłość swoją i swojej rodziny. Gratuluję Panie Ministrze pupila. Tak rodziła się katastrofa smoleńska, w której udział mieli politycy karmiący nas kłamstwami. Pomaga im kler, a szczególnie episkopat. Sześć lat słyszę z ambon: „Żądamy prawdy”. A ta prawda jest tuż, znakomicie wykształcona (pozazdrościć może nam wiele państw) nasza komisja ogłosiła wyniki.Zapewniam wszystkich, gdyby rozpatrywałaby to najlepsza amerykańska komisja NTSB, to wynik byłby identyczny. Jedynie zdjęto by jakąkolwiek odpowiedzialność z pracowników wieży , tak jak zrobił to nasz sąd po katastrofie w Mirosławcu. Ponadto dowiedzielibyśmy się o treści rozmów braci tak przed katastrofą jak i w locie do Azerbejdżanu. Z rozgłośni toruńskiej leje się rzeka bzdur o katastrofie, a „Najważniejszy” orzekł, że jej uczestnicy byli „prowadzeni na specjalne zamordowanie”. To jest chore wręcz.

Biskup zamyka z błahych powodów nie wiadomo na jak długo nam wiernym świątynię. A nie potrafi zareagować, gdy na drugi dzień po tragedii, w środku metropolii, najbardziej katoliccy dziennikarze ogłaszają światu, że Rosjanie dobijali pasażerów. Do dziś nie ma nagany kościoła, sprostowania, przeprosin. Ja to teraz robię – przepraszam Rosjan. Każdego 10-tego dnia miesiąca, na czele z duchownym, czasami czarodziejem, z wizerunkiem Chrystusa i Matki Bożej, z flagami narodowymi o napisach niewybrednych i ubliżających Prezydentowi państwa i Premierowi, odbywają się partyjne wiece i modły o wolną Polskę. Żadnego biskupa to nie boli.

Dzisiaj upominają nas i nazywają Targowiczanami.Już zrozumiałem nauki Kościoła. Służymy temu, który obieca więcej. Gdzie jest biskup, który mówił „Największą mądrością jest umieć jednoczyć – nie rozbijać”. Tego dzisiejsi pasterze nawet nie wspominają. Był to prymas Wyszyński.

Największym naszym parlamentarnym wstydem był zespół pana Macierewicza wraz z profesorami. Otóż wszystkie komisje świata badające katastrofy lotnicze zaczynają od wyszkolenia załogi, ostatniego wypoczynku, posiłku, sytuacji w pracy, w domu i lotu od startu. Panowie w zespole zaczynali od kolejnego wybuchu wskazanego przez guru, tak jakby samolot sam leciał.

Pan prof. Nowaczyk oświadczył, że samolot był wprowadzony na zły pas.                               Panie Profesorze to nie Frankfurt, tam jest jeden pas. Dziwi się Pan, że Pana zwolniono z Uniwersytetu Maryland, a ja dziwię się, że Pana przyjęto. Nie wspomnę już o parówkach i puszkach. Proponuję profesorom przed następnymi dociekaniami kupić godzinę lotu na symulatorze z instruktorem. Zapytać instruktora jak zachowują się piloci po sygnale „Pull up”. Podpowiem natychmiast: pełen gaz i do góry. A co robiła nasza załoga? Gnała do ziemi nadal, wyłączając sygnalizację.

Żal mi bardzo rodzin po dwakroć. Za stratę bliskich i za drwiny ze strony polityków. Radziłbym, a szczególnie Pani mecenas, zapytać Pana Prezydenta, pana Sasina, pana Łozińskiego. Byli najbliższymi doradcami Prezydenta, jaki dureń z ich otoczenia wymyślił lotnisko Smoleńsk, stare, zdewastowane, nieczynne, wojskowe mając w pobliżu dwa międzynarodowe cywilne, czynne i sprawne. Jaki skończony dureń – prawnik wsadził do jednego samolotu tyle ważnych osobistości, zamiast rozlokować w trzech środkach transportu. I nie ubezpieczył ich.                                                                                                  Czy to też wina pana Tuska?

Głosowałem z wielką nadzieją na mojego idola pana Lecha Kaczyńskiego – spokojnego, średniej klasy urzędnika. Zimny prysznic otrzymałem wieczorem jak prezydent elekt zameldował swojemu pierwszemu sekretarzowi. Wiedziałem, że będziemy mieli dwóch prezydentów:de jure i de facto. I tak pozostało.

Było wiele zamachów na carów, bojarów, książąt, króli, papieży, prezydentów mocarstw. Pojedynczo, nie zbiorowo. Nasz Prezydent nie zagrażał nikomu, nie miał armii z bronią nuklearną. Nie był mężem stanu, tylko mężem wspaniałej Pierwszej Damy. Nie bywał proszony na salony polityczne świata, ani sam nie zapraszał. Zginał przez cynizm najbliższych mu i ich chciwość. Stąd dzisiaj ta żądza wynagrodzenia mu przez stawianie pomników, nazwy placów i ulic, a może wkrótce i miast. Piszę to w wielkim żalu i smutku, bo miałem sentyment do tego człowieka.

                                       Inż. Jerzy Grzędzielski

                                       Emerytowany kapitan linii lotniczych

                                       Pilot doświadczalny samolotowy i szybowcowy

                                       Instruktor samolotowy i szybowcowy

                                       Inspektor Wyszkolenia Lotniczego

                                       Oficer rezerwy Wojsk Lotniczych

                                       Nalot w powietrzu ponad 25.000 godzin

http://jeznach.neon24.pl/post/131434,jeszcze-o-smolensku

W lesie smoleńskim płaczą tylko kamienie!

10 kwietnia 2010 roku. Samolot z polską inteligencją i najważniejszą elitą, wraz z Prezydentem, rozbija się na ziemi smoleńskiej.

Wielka, narodowa żałoba i wszyscy płaczą. Palą tysiące zniczy i płaczą, bo łzy zastępują słowa.

Potem, kiedy emocje opadają zaczyna się spektakl oskarżeń i o tamtych ludziach pamięć zanika, a zaczyna się polityka.

Wzajemne oskarżenia, że wrak samolotu powinien być w Polsce. Odrzucanie ustaleń śledztwa o powodach tej katastrofy. W końcu miesięcznice smoleńskie na Krakowskim Przedmieściu, gdzie każdego, dziesiątego miesiąca padają z ust Prezesa wielkie słowa.

Padają z ust Prezesa wzniesionego na drabinkę, że będziemy, możemy, nie ustaniemy itp.

Tymczasem ten najważniejszy obelisk postawiony w lesie smoleńskim jest obrzucony błotem – dosłownie, bo Rosja ma w tyle oddanie nam wraku samolotu i ma w tyle dbanie o ten skromny obelisk, upamiętniający śmierć 96 ważnych osób.

Panie Prezesie – niech Pan sobie daruje te frazesy, bo ludzie pamiętający tragedię tej katastrofy wiedzą, do czego ona Panu służy i czy Pan wie, że Rosja za Pana rządów też  ma ją gdzieś!

Facebook obnaża wszystko i jest często bezwzględny. Niechaj sobie Pan przypomni jak to się kradnie księżyc, bo z tej wysokości więcej widać! Pana partia zaślepiona nienawiścią nie widzi takich drobiazgów! :

Piotr K.
Wczoraj o 18:26

wczoraj wróciłem z Rosji , moim kierunkiem była północ tego olbrzymiego kraju. Postanowiłem jednak zjechać na południe by zobaczyć i złożyć swój skromny szacunek tragedii Katastrofy Smoleńskiej. Jestem zwykłym człowiekiem, także i mój stosunek do tej tragedii jest zwykły, ludzki, bez wielkich uniesień całej tej medialnej szopki , która bardziej uwłacza tej tragedii niż wyraża szacunek dla ludzkiej śmierci. To co tam zastałem wręcz powaliło mnie z nóg … teren katastrofy zarośnięty chaszczami płot okalający mający zabezpieczać miejsce poprzerywany powyginany sprawia wrażenie fatalne . Kamień upamiętniający śmierć Polaków zafajdany farbą i zwykłym gównem po całym terenie walają się śmieci wygląda to ohydnie bluźnierczo wręcz okropnie. Porównując to z miesięcznicami pisowskimi całym tym ubolewaniem uświęceniem odpustową fetą przemówieniami i populistycznym zakłamanym zachowaniem aż boli i to bardzo … Dlaczego żaden z rządzących dygnitarzy przedstawicieli tego rządu nie wyda złotówki na posprzątanie papierów umycie tablicy obkoszenie chwastów … wystarczyłoby wręczyć kilkaset rubli panu pilnującego porządku na pobliskiej stacji benzynowej , cieciowi pilnującemu okolicznych salonów samochodowym , a ten teren lśnił by czystością…
niestety nie pierwszy raz wstydziłem się za polski rząd ale pierwszy raz ten wstyd połączony był z ogromną złością wręcz furią na obłudę i ogromne zakłamanie partii PIS … to są źli ludzie pozbawieni ludzkiej empatii a to co robią to tylko i wyłącznie dla partyjnych partykularnych korzyści.

Mały, wielki jak sklep Żabka!

  Szokujące słowa o Lechu Kaczyńskim!

 

Jak stwierdza Robert Krasowski, brat Jarosława Kaczyńskiego był przemądrzały, wiecznie wszystkich pouczał, poprawiał i musztrował. Foto: Damian Burzykowski newspix.pl

 

Robert Krasowski znany jest z oryginalnego spojrzenia na polską politykę, z odnajdywania nowych wątków i interpretacji. W swojej najnowszej książce „Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt”, trzecim tomie „Historii III RP”, obejmującej lata 2005-2010, przedstawia zaskakującą opinię o Lechu Kaczyńskim! Te słowa szokują!

 

Wprawdzie autor „Czasu Kaczyńskiego” naturę zmarłego w Smoleńsku Lecha Kaczyńskiego określa jako „sympatyczną”, to wymienia jej poważne wady. Jak stwierdza Robert Krasowski, brat Jarosława Kaczyńskiego był przemądrzały, wiecznie wszystkich pouczał, poprawiał i musztrował. „Gdy Ziobro wchodził do jego gabinetu, Kaczyński sprawdzał, czy ten się przywitał z sekretarką. Jeśli zapomniał, prowadził go do sekretarki i kazał całować w rękę. Ministra finansów potrafił zrugać za to, że przeszedł drzwiami przed urzędniczką” – opisuje. Ale prezydent miał innych uczyć nie tylko manier. Jak twierdzi Krasowski, ciągle chełpił się swoją wiedzą, a przywódców państw potrafił przepytywać ze znajomości historii!

Robert Krasowski znany jest z oryginalnego spojrzenia na polską politykę, z odnajdywania nowych wątków i interpretacji. W swojej najnowszej książce „Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt”, trzecim tomie „Historii III RP”, obejmującej lata 2005-2010, przedstawia zaskakującą opinię o Lechu Kaczyńskim! Te słowa szokują!

Wprawdzie autor „Czasu Kaczyńskiego” naturę zmarłego w Smoleńsku Lecha Kaczyńskiego określa jako „sympatyczną”, to wymienia jej poważne wady. Jak stwierdza Robert Krasowski, brat Jarosława Kaczyńskiego był przemądrzały, wiecznie wszystkich pouczał, poprawiał i musztrował. „Gdy Ziobro wchodził do jego gabinetu, Kaczyński sprawdzał, czy ten się przywitał z sekretarką. Jeśli zapomniał, prowadził go do sekretarki i kazał całować w rękę. Ministra finansów potrafił zrugać za to, że przeszedł drzwiami przed urzędniczką” – opisuje. Ale prezydent miał innych uczyć nie tylko manier. Jak twierdzi Krasowski, ciągle chełpił się swoją wiedzą, a przywódców państw potrafił przepytywać ze znajomości historii!

„Wiecznie wszystkich poprawiał: polityków, dziennikarzy, nawet tłumaczy, choć nie znał żadnego języka. Jego uwagi były na poziomie, że ‚very, very’ nie można tłumaczyć jako ‚bardzo’, lecz ‚bardzo, bardzo'” – pisze dziennikarz. Ale to nie jedyna słabość, którą punktuje! Zarzuca prezydentowi, że łaknął hołdów, uznania i splendorów. Jak stwierdza Krasowski, obsesja szacunku prezydenta wręcz „zżerała”. „Zachowywał się jak faraon, któremu skradziono pastorał, nieustannie przypominał, że jest prezydentem, swoim urzędnikom, dziennikarzom, politykom. ‚To ja tu jestem prezydentem’, ‚Ja sobie wypraszam!’, ‚Proszę czekać, aż udzielę głosu’, ‚Ja mówię’ – dziesiątki świadectw opowiadają o jego wybuchach” – czytamy.

Wedle Krasowskiego, Lech Kaczyński wciąż się dąsał. I daje przykłady takiego zachowania: „Gdy w pierwszych miesiącach kadencji mieli go odwiedzić Tusk i Rokita, odwołał spotkanie, bo Komorowski skrytykował go w mediach. Gdy potem ich zaprosił, był śmiertelnie obrażony, wyciągnął teczkę z wycinkami z gazet, w których Tusk i Rokita jego zdaniem go obrazili. Innym razem, znowu w tym samym gronie, wpadł w irytację, że Tusk i Rokita zamiast go słuchać, ośmielają się spierać”.

Ale to nie wszystkie „fochy” prezydenta. Jak przypomina dziennikarz, Kaczyński potrafił odwołać szczyt z udziałem kanclerza Niemiec i prezydenta Francji z powodu obraźliwego tekstu w niemieckiej gazecie. Uważał, że naruszono autorytet polskiego państwa i domagał się przeprosin od niemieckich władz. Z kolei, jak twierdzi autor „Czasu Kaczyńskiego”, gdy przyszedł do kancelarii premiera na spotkanie z sekretarzem stanu USA i okazało się, że winda nie działa, Lech dostrzegł w tym świadomą zniewagę! I na nic się zdały tłumaczenia, że kwadrans wcześniej amerykański minister również wchodził po schodach.

Jak pisze Krasowski, w ostatnich latach życia Kaczyński stał się też bardzo podejrzliwy: „Wierzył wyłącznie w mroczne informacje. Nie było tak niemądrej plotki o Platformie, której by nie potraktował poważnie”. Jak stwierdza dziennikarz, choć brat Jarosława Kaczyńskiego przez całe życie poglądy miał trzeźwe, wizję ludzkiej natury pogodną, a usposobienie tolerancyjne, stres prezydentury mocno go odmienił. Popadł wręcz w stan psychicznej rozsypki!

„Fatalnie się czuł na swoim urzędzie, destabilizowały go krytyka mediów, własne błędy, mieszkanie w Pałacu” – wymienia dziennikarz. Ale to nie wszystko! Fatalnie wpływała na niego też emocjonalność kobiet, którymi się otoczył. „Zimne, męskie intrygi zastąpiły też intrygi, ale pełne szlochów i chichotów, scen wybuchów i pogodzeń. Prezydent zawsze był emocjonalny – gdy dowiedział się, że koleżanka z podziemia choruje na raka, publicznie się rozpłakał – ale atmosfera Pałacu nerwowość wprowadziła w centrum jego charakteru” – czytamy w „Czasie Kaczyńskiego.

Lech Kaczyński, jak pisze Robert Krasowski, był labilny, rozdygotany, pełen osobowościowych atutów, które jednak w ciągłych atakach gniewu, depresji lub paniki przechodziły w wady. „Rację mieli zarówno jego obrońcy, jak też krytycy, każdy jego opis był prawdziwy, bo ze skromności płynnie przechodził w pychę, z powagi w nadęcie, z patosu w groteskę. Zmiany były tak częste i szybkie, że każdy mógł w nim zobaczyć tego, kogo chciał. Ta niestabilność stanowiła jego najgłębszą tożsamość i przełożyła się na charakter prezydentury. Nie był prezydentem ani wielkim, ani małym, ani złym, ani dobrym, ani partyjnym, ani ponadpartyjnym, ani poważnym, ani groteskowym. Bywał każdym z nich, w zależności od dnia, od nastroju, od okoliczności. Dla tak kapryśnej natury dźwiganie ciężaru prezydentury było osobistym dramatem. Lech emocjonalnie nie sprostał stresującej funkcji, czym zresztą mocno się gryzł” – podsumowuje Krasowski (na podstawie „Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt”. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne).

http://www.fakt.pl/politycy/robert-krasowski-ostro-o-lechu-kaczynskim,artykuly,631807.html?utm_source=Interakcja

Polsko, to się wszystko kupy nie trzyma!

 

 

Przyjrzyjmy się zdjęciu powyżej. Marta Kaczyńska, która sześć lat temu straciła w katastrofie smoleńskiej oboje rodziców jakoś nie wygląda już na zbolałą kobietę. Obściskuje się z Prezydentem na oczach całej Polski w świetle kamer i fleszy, a na to patrzą jej dwie dziewczynki i politycy z partii, której przewodzi jej stryj. Widać na zdjęciu, że wiele osób jest zniesmaczona i co najmniej zdziwiona zachowaniem bratanicy Jarosława Kaczyńskiego.

Prezydent Andrzej Duda, któremu żona nie towarzyszyła w uroczystościach – Agata Duda, bo ponoć była chora, po obejrzeniu tych zdjęć pewnie minę miała nietęgą, bo są one na pierwszy rzut oka niestosowne i dziś zamieniły się w memy i bawią gawiedź.

Nie wiem dlaczego ludzie na świeczniku wciąż nie pojmują, że należy swoje zachowania kontrolować, bo wszystko teraz idzie do sieci i w świat, a więc Marta Kaczyńska zachowała się nieprofesjonalnie cokolwiek te gesty miały by znaczyć.

Dlaczego ludzie to sobie robią, tym bardziej pod obstrzałem kamer i fleszy. Gdzie są ich pijarowcy i ludzie, którzy powinni ich chronić przed takimi zachowaniami? Fatalnie to wyszło i mniemam, że w domu Prezydenta odbyła się poważna rozmowa, bo zdjęcia mówią o dziwnej zażyłości Prezydenta i bratanicy Jarosława Kaczyńskiego. Myślę, że Marta dostała niezłą burę od wymienionego.

A swoją drogą, to fajna lasencja z tej Marty Kaczyńskiej jest i widać, że ma parcie na męskie uściski, ale jej Mama nigdy by się nie zachowała w ten sposób, niczym „ruchadełko leśne”, które Prezydent obserwuje na Twitterze.

 Dwa przemówienia na uroczystościach jakby inne, ale czy uzupełniające się, czy też przeciwstawne na znak, że osiołek Duda stawia się Prezesowi? To pewnie już analizują mądrzejsi ode mnie, kiedy to Prezydent nawoływał do pojednania i zakopania toporów wojennych, a Prezes grzmiał, że i owszem, ale wybaczenie będzie, ale najpierw będzie kara.

I komu tu wierzyć, bo mnie się już pomerdało kto jest Prezydentem, a kto tylko giermkiem.

Niemniej tak jak wczoraj grzmiał Prezes jest bardzo podobne do wystąpień wiele dziesiątków lat temu, czyli Hitlera.

Dokąd zmierzasz Polsko!

I jeszcze jedno!

Było dziś w sieci pytanie, czy jestem za pomnikiem Lecha Kaczyńskiego, którego zabito, bo pozostałe ofiary zginęły tylko i odpowiedziałam, że jestem za pomnikiem większym niż Statua Wolności – do samego nieba, aby tylko Prezes przestał mnie dręczyć każdego miesiąca.

Dostałam za tę wypowiedź około 300 lajków!

 

„Jeśli z tragedii smoleńskiej możemy wyprowadzić coś dobrego, a powinniśmy, to powinna to być jedność, cały czas solidarność, to powinna być życzliwość wzajemna i szacunek, że było potem także tutaj [na Krakowskim Przedmieściu] wiele dramatycznych zdarzeń. Często gorszących zdarzeń, do jakich nigdy nie powinno dojść. To te wydarzenia wlały w serca dodatkową gorycz, dodatkowe rozżalenie, czasem i wiele gniewu. Dlatego zwracam się dziś do wszystkich z apelem – wybaczmy. Wybaczmy to wszystko sobie wzajemnie. Wszystkie niepotrzebne, przede wszystkim niesprawiedliwe słowa, wszystkie gorszące zachowania, wszystkie – także i momenty poniżenia. Apeluję o wybaczenie, bo ono jest dzisiaj i nam, i Polsce, której przyszłość musimy budować, wspólnie, ogromnie potrzebne. Ono jest niezbędne”

 

– Tutaj, na Krakowskim Przedmieściu, musi stanąć pomnik smoleński, musi stanąć pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego; powołamy w najbliższych tygodniach komitet budowy tych pomników – powiedział Jarosław Kaczyński na zakończenie obchodów 6. rocznicy katastrofy smoleńskiej.

Przebaczenie jest potrzebne, ale przebaczenie po przyznaniu się do winy i po wymierzeniu odpowiedniej kary – dodał prezes PiS. Kaczyński mówił, że sprawiedliwość może mieć miejsce tylko wtedy, gdy są odpowiednie przesłanki prawne, jeżeli śledztwa dot. katastrofy smoleńskiej „przyniosą odpowiednie wyniki”. – Nie mogę rozstrzygać o tym, jakie te wyniki będą. Wiem, że zaczęły się prawdziwe śledztwa i wiem, że Polacy wielokrotnie mylili się, kiedy przebaczali zbyt łatwo” – powiedział.  – Tak, przebaczenie jest potrzebne, ale przebaczenie po przyznaniu się do winy i po wymierzeniu odpowiedniej kary. To jest nam potrzebne – dodał

.

 

 

Gdyby nie zginęli, to Polska byłaby w innym miejscu!

Słowa: Andrzej Mogielnicki
Muzyka: Romuald Lipko i Krzysztof Cugowski
Album: Cisza (1992/1993)

Sza, cicho sza, czas na ciszę
Już oddech jej coraz bliżej
Tego naprawdę Ci brak
Ona jedna prawdziwy ma smak
Cisza jak ta

Sza, cicho sza, zbliż się do niej
Drga, ledwie drga blady płomień
Podejdź i zanurz się w nią
Kryształową i czystą jej toń
Zanurz do dna

Bliżej i bliżej, i bliżej, i bliżej
Masz do niej
Ciszej i ciszej, i ciszej, i ciszej
Co dnia

Kończ, po co ten ciągły hałas
Sam zdwoić go wciąż się starasz
Tak Cię uczyli od lat
Tylko krzykiem zdobywa się świat
A to nie tak, nie tak!

Sza, cicho sza, czas na ciszę
Tę, którą w swym sercu słyszysz
Kiedyś śpiewało, jak z nut
Teraz gładkie i zimne jak lód
Smutny to cud, o smutny cud!

Bliżej i bliżej, i bliżej, i bliżej
Masz do niej
Ciszej i ciszej, i ciszej, i ciszej
Co dnia

Bliżej i bliżej, i bliżej, i bliżej
Masz do niej
Ciszej i ciszej, i ciszej, i ciszej
Co dnia

Bliżej i bliżej, i bliżej, i bliżej
Masz do niej
Ciszej i ciszej, i ciszej, i ciszej
Co dnia

Podejdź i zanurz się w nią
Kryształową i czystą jej toń
Cisza jak ta, jak ta…

Oto pełna lista ofiar katastrofy smoleńskiej

1. Lech Kaczyński, prezydent RP (ur. 1949)

2. Maria Kaczyńska, małżonka prezydenta RP (ur. 1942)

3. Ryszard Kaczorowski, b. prezydent RP na uchodźstwie (ur. 1919)

4. Joanna Agacka-Indecka, przewodnicząca Naczelnej Rady Adwokackiej (ur. 1964)

5. Ewa Bąkowska, przedstawicielka Rodzin Katyńskich, wnuczka gen. bryg. Mieczysława Smorawińskiego (ur. 1962)

6. gen. broni Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych RP (ur. 1962)

7. Krystyna Bochenek, wicemarszałek Senatu RP (ur. 1953)

8. Anna Maria Borowska, przedstawicielka Rodzin Katyńskich i innych organizacji (ur. 1928)

9. Bartosz Borowski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich, wnuk Anny (ur. 1978)

10. gen. dyw. Tadeusz Buk, dowódca Wojsk Lądowych RP (ur. 1960)

11. gen. bryg. abp Miron Chodakowski, prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego (ur. 1957)

12. Czesław Cywiński, przewodniczący Światowego Związku Żołnierzy AK (ur. 1926)

13. Leszek Deptuła, przedstawiciel Parlamentu RP,poseł (ur. 1953)

14. ppłk Zbigniew Dębski, osoba towarzysząca (ur. 1922)

15. Grzegorz Dolniak, przedstawiciel Parlamentu RP (poseł) (ur. 1960)

16. Katarzyna Doraczyńska, osoba towarzysząca (ur. 1978)

17. Edward Duchnowski, sekretarz generalny Związku Sybiraków (ur. 1930)

18. Aleksander Fedorowicz, tłumacz języka rosyjskiego (ur. 1971)

19. Janina Fetlińska, przedstawiciel Parlamentu RP (senator) (ur. 1952)

20. ppłk Jarosław Florczak, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1969)

21. st. chor. Artur Francuz, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1971)

22. gen. Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (ur. 1951)

23. Grażyna Gęsicka, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1951)

24. gen. bryg. Kazimierz Gilarski, dowódca Garnizonu Warszawa (ur. 1955)

25. Przemysław Gosiewski, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1964)

26. ks. prałat Bronisław Gostomski, (ur. 1948)

27. Mariusz Handzlik, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP (ur. 1965)

28. ks. prał. Roman Indrzejczyk, kapelan Prezydenta RP (ur. 1931)

29. por. Paweł Janeczek, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1973)

30. Dariusz Jankowski, biuro obsługi Kancelarii Prezydenta RP (ur. 1955)

31. Izabela Jaruga-Nowacka, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1950)

32. o. Józef Joniec, prezes stowarzyszenia „Parafiada” (ur. 1959)

33. Sebastian Karpiniuk, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1972)

34. wiceadm. Andrzej Karweta, dowódca Marynarki Wojennej RP (ur. 1958)

35. Mariusz Kazana, dyrektor protokołu dyplomatycznego Ministerstwa Spraw Zagranicznych (ur. 1960)

36. Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich (ur. 1940)

37. gen. bryg. Stanisław Komornicki, przedstawiciel Kapituły Orderu Virtuti Militari (ur. 1924)

38. Stanisław Jerzy Komorowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej (ur. 1953)

39. chor. Paweł Krajewski, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1975)

40. Andrzej Kremer, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (ur. 1961)

41. ks. Zdzisław Król, kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej 1987-2007 (ur. 1935)

42. Janusz Krupski, kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych (ur. 1951)

43. Janusz Kurtyka, prezes Instytutu Pamięci Narodowej (ur. 1960)

44. ks. Andrzej Kwaśnik, kapelan Federacji Rodzin Katyńskich (ur. 1956)

45. gen. broni Bronisław Kwiatkowski, dowódca operacyjny Sił Zbrojnych RP (ur. 1950)

46. płk dr hab. Wojciech Lubiński, lekarz prezydenta RP (ur. 1969)

47. Tadeusz Lutoborski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji (ur. 1926)

48. Barbara Mamińska, dyrektor w Kancelarii Prezydenta RP (ur. 1957)

49. Zenona Mamontowicz-Łojek, przedstawicielka Rodzin Katyńskich i innych organizacji (ur. 1937)

50. Stefan Melak, prezes Komitetu Katyńskiego (ur. 1946)

51. Tomasz Merta, podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (ur. 1965)

52. Stanisław Mikke, wiceprzewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ur. 1947)

53. Aleksandra Natalli-Świat, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1959)

54. Janina Natusiewicz-Mirer, osoba towarzysząca (ur. 1940)

55. ppor. Piotr Nosek, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1975)

56. Piotr Nurowski, Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego (ur. 1945)

57. Bronisława Orawiec-Löffler, przedstawicielka Rodzin Katyńskich i innych organizacji (ur. 1929)

58. ks. ppłk Jan Osiński, wicekanclerz Kurii Polowej Wojska Polskiego (ur. 1975)

59. ks. płk Adam Pilch, Ewangelickie Duszpasterstwo Polowe (ur. 1965)

60. Katarzyna Piskorska, polska artystka rzeźbiarka i medalierka, przedstawicielka Rodzin Katyńskich (ur. 1937)

61. Maciej Płażyński, prezes stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1958)

62. gen. dyw. bp Tadeusz Płoski, ordynariusz polowy Wojska Polskiego (ur. 1956)

63. gen. dyw. Włodzimierz Potasiński, dowódca Wojsk Specjalnych RP (ur. 1956)

64. Andrzej Przewoźnik, Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ur. 1963)

65. Krzysztof Putra, wicemarszałek Sejmu RP (ur. 1957)

66. ks. prof. Ryszard Rumianek, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego (ur. 1947)

67. Arkadiusz Rybicki, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1953)

68. Andrzej Sariusz-Skąpski, prezes Federacji Rodzin Katyńskich (ur. 1937)

69. Wojciech Seweryn, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji (ur. 1939)

70. Sławomir Skrzypek, prezes Narodowego Banku Polskiego (ur. 1963)

71. Leszek Solski, przedstawiciel Rodzin Katyńskich i innych organizacji (ur. 1935)

72. Władysław Stasiak, szef Kancelarii Prezydenta RP (ur. 1966)

73. chor. Jacek Surówka, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1974)

74. Aleksander Szczygło, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (ur. 1963)

75. Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek Sejmu RP (ur. 1952)

76. Jolanta Szymanek-Deresz, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1954)

77. Izabela Tomaszewska, dyrektor Zespołu Protokolarnego Prezydenta (ur. 1955)

78. chor. Marek Uleryk, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1975)

79. Anna Walentynowicz, działaczka Wolnych Związków Zawodowych (ur. 1929)

80. Teresa Walewska-Przyjałkowska, przedstawicielka Rodzin Katyńskich, przewodnicząca Fundacji „Golgota Wschodu” (ur. 1939)

81. Zbigniew Wassermann, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1949)

82. Wiesław Woda, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1946)

83. Edward Wojtas, przedstawiciel Parlamentu RP, poseł (ur. 1955)

84. Paweł Wypych, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP (ur. 1968)

85. Stanisław Zając, przedstawiciel Parlamentu RP, senator (ur. 1949)

86. Janusz Zakrzeński, polski aktor (ur. 1936)

87. Gabriela Zych, przedstawicielka Rodzin Katyńskich i innych organizacji (ur. 1941)

88. kpt. Dariusz Michałowski, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1975)

89. mł. chor. Agnieszka Pogródka-Węcławek, funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu (ur. 1975)

90. kpt pilot Arkadiusz Protasiuk, członek załogi (ur. 1974)

91. mjr pilot Robert Grzywna, członek załogi (ur. 1974)

92. por. pilot Artur Ziętek, członek załogi (ur. 1978)

93. chor. Andrzej Michalak, członek załogi (ur. 1973)

94. Barbara Maciejczyk, stewardesa (ur. 1981)

95. Natalia Januszko, stewardesa (ur. 1987)

96. Justyna Moniuszko, stewardesa (ur. 1985)

żródło – wikipedia

I tylko dlaczego jesteśmy tak strasznie podzieleni?

5 Rocznica Katastrofy Smoleńskiej

 

Żal

Żal że się za mało kochało
że się myślało o sobie
że się już nie zdążyło
że było za późno

choćby się teraz pobiegło
w przedpokoju szurało
niosło serce osobne
w telefonie szukało
słuchem szerszym od słowa

choćby się spokorniało
głupią minę stroiło
jak lew na muszce

choćby się chciało ostrzec
że pogoda niestała
bo tęcza zbyt czerwona
a sól zwilgotniała

choćby się chciało pomóc
własną gębą podmuchać
w rosół za słony

wszystko już potem za mało
choćby się łzy wypłakało
nagie niepewne

ks. Jan Twardowski

Jak umierać, to tylko w Smoleńsku!

Dziś przypada czwarta rocznica katastrofy smoleńskiej. Katastrofy nie zamachu, bo ja należę do tej grupy badanej, do tych powyżej 60%, którzy kategorycznie odrzucają słowo zamach! Jestem już na etapie takim, że uważam, iż należy w ten dzień pamiętać, a nie manifestować i ciszej nad trumnami być powinno.

Media nakręcają i dziś cały dzień zajmują się katastrofą, jakby nic innego nie było ważne, aby o tym opowiedzieć. Spraszani goście do studia i ponownie słyszymy wiele opinii, wiele rozmów o tym jak powinniśmy, my szarzy ludzie celebrować ten dzień. Oczywiście można całkowicie się wyłączyć i przeżywać tamten, straszny dzień w samotności. Można wyłączyć telewizor i oddać się innym zajęciom i  decyzja należy do każdego z nas, tych, którzy są już zmęczeni rozdrapywaniem ran. Tak ran, ponieważ 4 lata temu, 10 kwietnia jak grom z jasnego nieba spadła na nas wiadomość o tej katastrofie i wszyscy zamarliśmy w bezruchu. Ja byłam w kuchni o 8.41, kiedy mąż mnie zawołał do pokoju, bo stała się rzecz straszna. Pamiętam jak usiadłam ciężko na kanapie i zastygłam jak porażona prądem. Łzy ciurkiem płynęły i miałam nadzieję, że to jest jakaś wielka pomyłka, że z pewnością jest to tylko nie potwierdzona wiadomość i z pewnością nic się IM złego  nie stało. Pamiętam łamiący się głos komentatorów i łzy na wizji i zaczęło do mnie docierać, że to wydarzyło się naprawdę. A potem ludzie wyszli na ulice, aby zapalić znicze i położyć wiązanki kwiatów i byli tak bardzo milczący, tak bardzo zjednoczeni, podobnie jak po śmierci Papieża polskiego. 

Zadziwiające jak szybko stan zadumy i pamięci szybko zgasł i rozsypał się ja domek z kart i pękł jak bańka mydlana, a w przestrzeń publiczną niektórzy zaczęli wysyłać słowa MORD i ZAMACH! Ten stan trwa do dzisiaj i nie prędko się skończy, bo politycy skutecznie grają Smoleńskiem i robią na katastrofie politykę. Jakie to smutne i boli tym bardziej dziś, kiedy powinniśmy skupić się na przeżywaniu i pamięci to tym, że gdzieś tam na ziemi katyńskiej ponownie zdarzyła się niecodzienna tragedia.

Jak umierać to tylko w Smoleńsku, ponieważ rodziny smoleńskie wciąż mają pretensje do państwa polskiego i skarżą się, że są nie zaopiekowane i pozostawione same sobie, bez kompletnego wsparcia. Wczoraj w programie „Czarno na białym”, jedni oddawali się pamięci po swoim bliskim, a drudzy wciąż są niezadowoleni z państwa polskiego, tylko ja się pytam, co jeszcze rząd polski może dla nich zrobić jeśli:

~prawda o wypłatach !!! : : Rodziny ofiar TU 154 otrzymały:
40 tys. zł wysokość jednorazowego wparcia, które otrzymała każda
rodzina ofiar katastrofy na mocy decyzji rządu (łącznie 3,8 mln zł).
Kwota ta nie była opodatkowana.

250 tys. zadośćuczynienia d l a k a ż d e g o c z ł o n k a r o d z i n
y ofiary katastrofy (dla wszystkich: matki, ojca, żony i dzieci).

2 tys. zł miesięcznie przyznał premier jako renty specjalne 73
osieroconym dzieciom (trojgu niepełnosprawnym dożywotnio, pozostałym do
ukończenia 25 r.ż ).

4 tys. zł renty dla 4 żon, które pozostały same lub z trójką lub
większą liczbą dzieci.

2 do 3 tys. zł dożywotniej renty dla 11 niepracujących
współmałżonków ofiar.

800 do 2 tys. zł miesięcznie kosztują 3 renty dla rodziców ofiar.

Każda rodzina otrzymała świadczenia z ZUS przysługujące rodzinom,
uzależnione od stażu pracy i wynagrodzenia osoby, która zginęła.

6,4 tys. zł; Każda rodzina otrzymała zasiłek pogrzebowy w najwyższej
możliwej kwocie (mimo że pogrzeby odbyły się na koszt państwa).

Skarb Państwa wykupił miejsca pochówku i ich 25-letnią dzierżawę.

100 tys. zł dla wszystkich rodzin posłów, którzy zginęli w katastrofie
z polisy, którą wykupiła kancelaria.

Anulowano na prośbę rządu koszty połączeń telefonicznych wykonywanych
przez bliskich ofiar w związku z katastrofą.

5 tys. zapomogi wypłacono z kasy Sejmu rodzinie każdego zmarłego
posła.

Para prezydencka ubezpieczona była na łączną kwotę 3 mln zł.

Ponadto:
702 tys. zł kosztowała ceremonia powitalna ofiar katastrofy na lotnisku
Okęcie, przygotowanie Sali Torwar i domu pogrzebowego na cmentarzu
Północnym do uroczystości żałobnych oraz przewiezienie tam trumien z
Okęcia

647 tys. zł kosztowała msza za ofiary katastrofy na Placu Piłsudskiego w
Warszawie

6,16 mln zł kosztowały uroczystości pogrzebowe pary prezydenckiej

3,4 mln zł kosztowały pogrzeby pozostałych ofiar

5,5 mln zł wydały władze Krakowa na przygotowanie miasta do
uroczystości

3 mln zł wydały władze Warszawy na przygotowanie miasta do
uroczystości

272 tys. zł kosztowało wykupienie miejsc na cmentarzach dla ofiar
katastrofy

1,6 mln zł kosztował pomnik ofiar katastrofy na Powązkach

169 tys. zł kosztował sarkofag pary prezydenckiej na Wawelu

3 mln zł kosztowała budowa pomników nagrobnych pozostałych ofiar

65 tys. zł 105 urn onyksowych, które po napełnieniu ziemią z miejsca
katastrofy zostały przekazane m.in. rodzinom ofiar.

(Źródło: Polityka nr 48 (2784) 27 listopada 2010)

 

Ps. Państwo polskie nie ma możliwości przeżyć żałoby za każdego straconego członka rodziny, który zginął w tej tragicznej katastrofie, ponieważ z żałobą już tak jest, że każdy z nas tracąc bliską osobę, musi się uporać z nią sam.

Chcą mi wmówić dziecko w brzuchu!

Mnie, starszej Pani chcą wmówić dziecko w brzuchu. Starsza Pani już tam swoje wie i nie da się nabrać na takie gierki, bo zbyt wiele już przeżyła i doświadczyła, a więc jest już dużą i mądrą dziewczynką! Do czego zmierzam, ano do tego, że starsza Pani wie, a nawet jest pewna, że wypadki i katastrofy zawsze zdarzały się na świecie, a zwłaszcza od kiedy ludzkość zeszła z drzewa i opuściła jaskinie. Ludzkość wciąż dąży do ulepszania swojego życia na tej pięknej Ziemi i wciąż chce szybciej i prędzej, a więc myśl techniczna skonstruowała samolot! Taka maszyna, co to wznosi się wysoko i nabiera w powietrzu niesamowitej prędkości. Boję się samolotów jak diabli i nigdy nie wsiądę do tej piekielnej maszyny, gdyż za sterami tego stworu, niestety, ale wciąż siedzi człowiek i trzeba się modlić, aby potrafił w każdym momencie lotu – zapanować nad tymi wszystkimi wskaźnikami, licznikami, guzikami, bo jeśli zrobi jeden błąd, maszyna zleci na pysk, roztrzaskując się na kawałki, rozstrzelone na wszystkie strony. Czy muszę pisać, co dzieje się z załogą i bezbronnymi pasażerami? Tak stało się w Smoleńsku, kiedy przez kardynalny błąd pilota, maszyna piekielna spadła na rosyjską Ziemię, po drodze zahaczając o nieszczęśliwą brzozę, tracąc skrzydło i w konsekwencji stabilność. Takie katastrofy się zdarzają i zdarzyła się i nam, Polakom. Straciliśmy w niej 96 osób i kim by nie byli – pozostawili swoje rodziny w wielkiej rozpaczy.  Od rana święty Antoni po raz, nie wiem który, zrobił sobie konferencję prasową, wmawiając całemu Narodowi, że to był zamach z trotylem w tle! Od rana zamienił tak bolesną katastrofę w kabaret, tylko dlaczego ja się nie śmieję?!