Archiwa tagu: smutek

Mój tragiczny Ojciec!

 

Znalezione obrazy dla zapytania jaromin

Zajęło mi to bardzo wiele lat, aby w końcu dowiedzieć (domyślić) się dlaczego?

Dlaczego mój ojciec w 1997 roku targnął się na swoje życie, rzucając się z okna w Domu Pomocy Społecznej w Jarominie  – blisko Trzebiatowa.

Nie zostawił żadnego listu wyjaśniającego, co go popchnęło do tak drastycznej decyzji.

Do dziś było, to dla mnie wielką zagadką i w końcu zrozumiałam!

Nie umarł od razu, a dopiero w szpitalu, kiedy go odwiedziłam, to poprosił mnie o papierosa, bo był palaczem, ale uważałam, że nie może zapalić na szpitalnej sali i żałuję tego do dziś!

Opuściłam szpital mając nadzieję, że przeżyje, ale on umarł tak po prostu!

Chciałam, aby go pochowano w moim mieście i wysłałam karawan, ale za parę godzin dzwoniła do mnie prokuratura, że muszą zbadać, czy ktoś mu nie pomógł i karawan wrócił bez ojca.

Sprawa się przeciągnęła i prokuratura wydała ciało, a ja ponownie musiałam wysłać karawan po ojca i organizować pogrzeb.

Ojciec nigdy nie opowiadał o swojej młodości i nie wiem prawie nic o tym, jakim był człowiekiem, a wiem jeno tylko to, że był dobrym synem i pomagał matce w wychowaniu jeszcze dwóch braci młodszych.

Zbierał węgiel na torach dla matki i organizował jedzenie, aby matce ulżyć, gdyż nie miał już ojca.

Potem wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego i tam dość szybko piął się po szczeblach kariery.

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi

Poślubił moją mamę i pojawiłam się na świecie ja i moja siostra, ale w jego karierze zawodowej nie działo się dobrze, bo system był okrutny i tylko twardziele przeżyli.

Ojciec się rozpił i w końcu moi rodzice rozwiedli się po 17 wspólnych latach.

Kompletnie sobie nie radził jako mężczyzna samotny i w końcu trafił do szpitala w Gorzowie Wlkp., a tam ja rozmawiałam z ordynatorem, aby pomógł mi przeniesć ojca do Domu Opieki Społecznej i się udało.

Był w tym domu 7 lat i go odwiedziałam z Mężem, ale niestety stał się człowiekiem wycofanym i trudno było z nim rozmawiać.

Dom Pomocy w Jarominie to piękny dom, wyremontowany, tak jak na zdjęciu powyżej.

Żyją tam ludzie, którymi nie ma się kto zająć,  a także Senorzy, ale ojciec się tam nigdy nie odnalazł i nie nawiązał żadnej przyjaźni, jako dumny oficer wojska.

Na stronie tego domu przeczytałam taką opinię ,napisaną przez jednego z mieszkańców:

„Tutaj jest jak u Pana Boga za piecem , jak w sanatorium , jak w ośrodku wczasowym ; wczasy dozgonne , rehabilitacja , opieka , blisko misto , sklepy , banki , 2 wiele szpitale w Gryficach i Kołobrzegu , fachowa opieka , wysoki standard wew. budynków , internet – tylko żyć i nie umierać i o takich warunkach socjalno – bytowych każdy marzy w chorobie i na starość . Piszę to jako tutejszy mieszkaniec od 7 lat .

Wiesław Jóźwik”

Mój ojciec nigdy tego nie poczuł i dziś mnie oświeciło, że samobójstwo popełnił w wyniku samotości, bo nagle zdał sobie sprawę z tego, że jest kompletne sam na tym świecie, bo bracia byli daleko i w nosie go mieli, a ja nie mogłam być u niego zbyt często.

Mój ojciec nie był chory psychicznie, ale się w życiu pogubił, a ja mogę być z siebie dumna, że przedłużyłam mu życie o siedem lat.

Na jego nagrobku kazałam wyryć, że – „naszym smutkiem było twoje cierpienie”.

Po tylu latach zdałam sobie sprawę z tego, że on na swój sposób cierpiał i zdał sobie sprawę z tego, że nie ma nikogo bliskiego – blisko – zresztą na własne życzenie.

Ja na swój sposób kochałam swoich rodziców, ale widzocznie było to niezauważone.

Okazało się , że matka mnie wydziedziczyła, a siostra okradła w białych rękawiczkach.

Poczułam w sercu ten smutek i gdyby nie mój Mąż, to może bym podzieliła z żalu los mojego ojca!

 

Reklamy

Mimozami jesień się zaczyna!

Lato tego roku mieliśmy w Polsce naprawdę piękne, bo temperatury sięgnęły zenitu i wielu ludzi źle znosiło te upały, a wielu to pasowało!

Młodzi ludzie  byli zadowoleni, bo urlopy im się udały, czy to nad morzem, czy w innych miejscach, ale ludzie starsi raczej chowali się w swoich domach, opuszczając żaluzje, aby od upału odpocząć.

Dla mnie to był ciężki okres, bo w te upały serce mi się rozszalało i często czułam się bardzo źle, ale jakoś udało się przetrwać i oto mamy jesień.

Po prostu z dnia na dzień pogoda zrobiła cięcie i z lata przeszliśmy w jesień, ale pewnie nie we wszystkich województwach tak się porobiło, a u mnie tak się stało.

Temperatura nagle spadła, a promienie słońca zaczęły padać automatycznie pod innym kątem i zauważyłam jak się zmieniły kolorystycznie drzewa i krzewy.

Żyjemy w takiej szerokości geograficznej, że przychodzi nam długo czekać na lato, bo zima długa, bo wiosna, a potem dopiero lato, które mija na pstyk i znowu jesień i znowu zima!

Było kilka lat temu tak, że kiedy wchodziłam w jesień, to byłam chora, bo moja dusza robiła się chora i cierpiałam na obniżenie nastroju!

Dni stawały się coraz krótsze, bo zmrok zapadał zbyt szybko i stawałam się apatyczna, jakby bez sił.

Trzeba było jednak żyć, ale każda aktywność była wymuszona i cierpiałam katusze.

Na szczęście  poradziłam sobie z tym stanem i teraz jesień mnie tak nie dobija, bo nauczyłam się na nią patrzeć z tej kolorowej strony.

Zaczęłam jesień fotografować i to mi dało siłę i ogromną przyjemność gapienia się na te wszystkie kolorowe drzewa, łąki, roślinność i tym sposobem pokonałam złe, jesienne nastroje.

Kiedy jesień jest słoneczna, to bije po oczach cudnymi kolorami i w takie dni proszę Męża, abyśmy wyjechali w teren i łapię to wszystko w obiektyw.

Co robić więc, kiedy dni robią się krótkie i pada deszcz?

Trzeba zająć się czymś, aby nie popadać w melancholię, a więc czytajmy dużo, róbmy jakieś przyjemne prace – szydełkujmy, róbmy na drutach, rozwiązujmy krzyżówki,oglądajmy dobre kino pod kocykiem z gorącą herbatą,  albo pracujmy w Internecie w programach graficznych, a przede wszystkim dogadzajmy sobie kulinarnie i piszmy nasze blogi! 🙂

Nie dajmy się pogorszeniu naszej psychiki, bo życie jest zbyt krótkie, aby cierpieć!

Zdjęcia są mojego autorstwa!

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

„Wraz z nastaniem pierwszych jesiennych chłodów, kiedy na dworze coraz częściej pada deszcz, ciemne chmury gęsto przykrywają niebo, a dni stają się coraz krótsze, większość z nas ogarnia „jesienny smutek”. Częściej robimy się senni i zmęczeni, nie chce nam się wstawać z łóżka w ciemne, zimne poranki, mniej mamy energii i zapału do pracy.

Pogoda za oknem wpływa też niekorzystnie na nasz nastrój. Niektórzy stają się smutni, rozdrażnieni, przygnębieni i zniechęceni oraz znacznie mniej rzeczy sprawia im radość.

Czasem jednak ten jesienno-zimowy smutek zaczyna coraz bardziej utrudniać nam codzienne życie. Warto wtedy sprawdzić czy nie jest to depresja sezonowa.

Depresja sezonowa czyli sezonowe zaburzenie afektywne (Seasonal Affective Disorder – SAD) to zaburzenie depresyjne pojawiające się w okresie jesienno-zimowym, a ustępujące wiosną lub latem. Objawy zakłócają emocjonalne, poznawcze i fizjologiczne funkcjonowanie człowieka i są bardzo uciążliwe. Występują codziennie lub prawie codziennie oraz trwają przez okres co najmniej dwóch tygodni. Ponadto, powtarzają się cyklicznie przez minimum dwa lata.

Skąd depresja sezonowa?

W ciągu wielu wieków życie człowieka było bardzo mocno związane z naturą. Wiosenne i letnie miesiące sprzyjały zdobywaniu pożywienia, wzmożonej pracy, częstszym kontaktom towarzyskim czy podróżom. Natomiast jesienią i zimą, kiedy przyroda zamiera a dzień staje się krótszy, mniej było pracy, a tempo życia także naturalnie ulegało ograniczeniu. Człowiek wpadał w lekki stan „uśpienia”, spowolnionego metabolizmu oraz zmniejszonej energii i przygotowywał się do przetrwania zimy. Rytmy przyrody i pory roku wyznaczały zatem jego codzienną aktywność.

Obecnie, kiedy brak światła słonecznego próbujemy zastępować żarówką, a codzienne funkcjonowanie znacznie mniej związane jest z rytmami natury oczekuje się, że poziom aktywności człowieka przez prawie cały rok będzie utrzymywał się na mniej więcej równym, wysokim poziomie. Być może właśnie dlatego to, co w przeszłości pozwalało nam poradzić sobie w niesprzyjających warunkach związanych ze zmianami w przyrodzie, teraz utrudnia nam życie.

Przyczyny zaburzeń sezonowych

Chociaż dokładne przyczyny powstawania depresji sezonowej nie są znane, uważa się, że głównym czynnikiem jest niedobór światła słonecznego docierającego do naszych oczu. Wpływa ono na sposób funkcjonowania różnych struktur mózgowych, a mianowicie na procesy powstawania i regulacji neuroprzekaźników i hormonów niezbędnych do wielu życiowych czynności. Zauważono, że najbardziej niekorzystny jest niedomiar światła w rannych godzinach dnia, ponieważ rozregulowuje bardzo istotny okołodobowy rytm człowieka – snu i czuwania. Brak światła słonecznego powoduje zwiększone wydzielanie melatoniny – tzw. hormonu snu, przez co nasz mózg „czuje się” oszukany co do godziny i pory dnia, a my stajemy się bardziej senni i zmęczeni. Ponadto, zaburza również inne rytmy wydzielania hormonów, np.: zmniejsza poziom serotoniny, która odpowiedzialna jest m.in. za utrzymywanie dobrego nastroju.

Powstawanie sezonowych zaburzeń depresyjnych związane jest także z indywidualną podatnością człowieka. Wśród możliwych przyczyn podaje się zmniejszoną wrażliwość siatkówki oka na docierające do niej światło. Przez to, osoby z dużo mniejszą wrażliwością mogą skarżyć się na pogorszenie samopoczucia także podczas pochmurnych letnich dni.

Uważa się również, że podatność na sezonowe zaburzenia afektywne jest przekazywana genetycznie.

Ponadto, łagodne wcześniej objawy jesiennego smutku i senności mogą się znacznie nasilić, gdy spotkają nas bardzo stresujące wydarzenia, np.: rozwód, śmierć bliskiej osoby, problemy w pracy lub życiu osobistym.

Kto najczęściej choruje?

Depresja sezonowa dotyka głównie osoby mieszkające w środkowych i północnych szerokościach geograficznych. W Europie Północnej na poważne dolegliwości cierpi ok. 2% populacji, a w innych, mniej nasłonecznionych regionach świata, np. na Alasce, problem ten dotyczy co dziesiątego mieszkańca. Łagodniejsze objawy jesiennego smutku odczuwa w Europie prawdopodobnie ponad 10 – 15% ludzi.

Ten rodzaj zaburzeń depresyjnych dotyka głównie osoby młodsze – pierwszy epizod pojawia się zwykle pomiędzy 20 a 40 rokiem życia – przy czym z powodu znacznych dolegliwości zdecydowanie częściej cierpią kobiety niż mężczyźni (około 4 razy częściej). Obserwuje się je także u dzieci.

Co ciekawe, zdarzają się przypadki tzw. depresji letniej czyli objawów depresyjnych w okresach dużego nasłonecznienia w strefie okołorównikowej. Niestety jej przyczyny nie są znane.

Objawy

Pierwsze objawy depresji sezonowej mogą pojawić się już w październiku lub listopadzie, a w miesiącach wiosennych (marzec, kwiecień), kiedy zwiększa się ilość światła słonecznego, zazwyczaj całkowicie ustępują. Czasami mogą też przejść w fazę manii (m.in. nadmiernie podwyższonego nastroju, znacznie zwiększonej aktywności i pobudzenia, trudności z koncentracją uwagi, zmniejszonej potrzeby snu) lub hipomanię (łagodniejszą odmianę manii).

Najczęstszymi objawami są:

– uczucie smutku, pustki, lęku, niepokoju

– uczucie przewlekłego przemęczenia

– obniżona aktywność, brak motywacji i inicjatywy do działania

– wzmożona senność z jednoczesnym pogarszaniem się jakości snu, ospałość, trudności z porannym wstawaniem

– zwiększony apetyt, szczególnie związany z większym spożywaniem węglowodanów; często zwiększanie się masy ciała

– osłabienie popędu seksualnego

Zwykle występują także inne charakterystyczne dla depresji objawy, takie jak:

– nadmierna drażliwość

– anhedonia – utrata zdolności przeżywania radości z drobnych, codziennych zdarzeń; a nawet unikanie przyjemności

– poczucie beznadziejności

– problemy z pamięcią, jasnością myślenia, koncentracją uwagi

– problemy z wykonywaniem codziennych czynności

– utrata energii, sił witalnych

– utrata zainteresowań, zobojętnienie

– niechęć do pracy i funkcjonowania w społeczeństwie

– myśli samobójcze

Ponadto, u kobiet możliwe jest wystąpienie objawów napięcia przedmiesiączkowego lub ich nasilenie, z kolei u dzieci można zaobserwować większą skłonność do zachowań agresywnych i łatwiejsze wpadanie w złość.

Konsekwencjami sezonowego zaburzenia afektywnego może być m.in.: nadużywanie alkoholu lub narkotyków, okresowe nadmierne objadanie się, przybieranie na wadze, obniżenie odporności organizmu i związane z tym częste infekcje, problemy z nauką, w pracy lub w relacjach interpersonalnych, a nawet samobójstwa.

Warto jednak pamiętać, by obserwując powyższe objawy, nie diagnozować się samodzielnie, lecz skorzystać z pomocy specjalisty, gdyż mogą one świadczyć także o innych dolegliwościach i zaburzeniach, takich jak: depresja kliniczna (gdy rozpoczęła się w okresie jesienno-zimowym), choroby somatyczne (np.: niedoczynność tarczycy), zespoły przewlekłego zmęczenia, reakcja organizmu na przyjmowane leki i wiele innych.

Jak leczy się depresję sezonową?

W związku z tym, że najbardziej prawdopodobną przyczyną powstawania depresji sezonowej jest niedomiar światła słonecznego docierającego do nas w okresie jesienno-zimowym, głównym sposobem leczenia tego zaburzenia jest fototerapia z wykorzystaniem specjalnych do tego celu lamp fluorescencyjnych. Polega ona na naświetlaniu oczu pacjenta sztucznym jasnym światłem o mocy zbliżonej do naturalnego (ok. 2500 – 10 000 luksów), a kilka lub kilkanaście razy silniejszym od zwykłego domowego oświetlenia (maksymalnie 500 luksów). Zauważono, że już taka dawka sztucznego światła korzystnie wpływa na wydzielanie hormonów i przekaźników mózgowych (podwyższa poziom serotoniny, a obniża melatoniny) oraz ich dobową regulację, a przez to poprawia działanie naszego wewnętrznego zegara.

Fototerapię przeprowadza się w godzinach porannych, a często także i wieczorem (na 2-3 godziny przed spaniem) dla zwiększenia jej skuteczności. Sesje, które trwają od 30 do 120 minut, powtarza się codziennie przez okres od jednego do kilku tygodni. Lekarze często zalecają profilaktyczne rozpoczynanie sesji jeszcze przed wystąpieniem pierwszych w danym sezonie objawów.

Bardzo ważne jest, aby odpowiednio dostosować kąt padania światła i odległość od oczu, a przede wszystkim natężenie i długość naświetlania do poziomu indywidualnej wrażliwości człowieka i obecnego nasilenia dolegliwości.

Metoda ta jest dość skuteczna (w 60-80%), a pierwsze rezultaty, takie jak zmniejszenie senności, apetytu i zmęczenia oraz poprawa nastroju, można zauważyć już po kilku dniach jej stosowania. Ponadto, fototerapia jest bezbolesna, objawy niepożądane (np.: zaczerwienienie oczu lub bóle głowy) zdarzają się bardzo rzadko i może być stosowana także w domu pod kontrolą lekarską.

Z fototerapią łączy się czasem także psychoterapię, np.: gdy depresja sezonowa współwystępuje z nierozwiązanymi konfliktami czy trudnościami natury psychicznej. Ponadto, spotkania z terapeutą mogą pomóc zaakceptować chorobę i nauczyć się jak sobie z nią radzić, szczególnie osobom przyzwyczajonym do dużej aktywności w ciągu całego roku.

Dla zmniejszenia natężenia objawów i poprawy nastroju wykorzystuje się także leki przeciwdepresyjne, np.: fluoksetyny, a w łagodniejszych stanach – niektóre ziołowe preparaty dostępne bez recepty.

Korzystne dla samopoczucia pacjentów okazują się też zimowe wyjazdy do krajów o dużym stopniu nasłonecznienia.

W radzeniu sobie z sezonową depresją pomocne może być unikanie stresujących sytuacji oraz nienakładanie na siebie zbyt wielu obowiązków w tym trudnym okresie. Warto pamiętać też o zdrowiej diecie, bogatej w niezbędne witaminy i minerały, szczególnie w magnez i witaminy z grupy B, które pomagają w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego. Ważne jest również dbanie o swoje samopoczucie oraz o dobrą kondycję, np.: poprzez medytację, aromaterapię, unikanie ciemnych pomieszczeń, spacery w słoneczne dni czy regularne ćwiczenia fizyczne, podczas których uwalniają się poprawiające nam nastrój neuroprzekaźniki. Warto także częściej włączać się w kontakty społeczne i dbać o relacje z innymi ludźmi.

Warto przeczytać:

Norman E. Rosenthal Zimowe smutki

Bibliografia:

Bilikiewicz, A. (red.). (2007). Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL

Seligman, M. E. P., Walker, E. F., Rosenhan, D. L. (2003). Psychopatologia. Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka

http://www.resmedica.pl/pl/archiwum/zdart2019.html

Roztrzepane, jesienne myśli

Czego starsza pani oczekuje od życia – oto jest pytanie za sto punktów. Czego oczekuje w kraju, gdzie te nędzne emerytury za lata pracy dla kraju, są tak małe. Nie raz trzeba wybierać, czy kupić sobie coś na grzbiet, czy wykupić partię leków, które nie są akurat refundowane i trzeba zostawić w aptece więcej niż 200 zł.

Czego oczekuje starsza pani, jeśli w kraju dzieje się źle i młodzi nagminnie wyjeżdżają z Polski, a w tym jej dzieci i wnuki. Jadą za chlebem i lepszym życiem z dala od nędznych zarobków, za które z ledwością opłaca się czynsz, a jeśli się go opłaci, to nie starcza na jedzenie i zakup podstawowych podręczników i ubrań dla swoich dzieci.

Czego oczekuje starsza pani, jeśli na zabieg kolana, czy innej części ciała czeka się w kolejce rok, albo więcej. W końcu, czego oczekuje starsza pani, jeśli pochówek jej nagle zmarłego męża pochłania jej wszystkie oszczędności.

Ja nie  wiem! Może zakochana jest w kraju, gdzie minęła jej młodość i wychowała w tym kraju swoje potomstwo, najlepiej jak umiała. Biegła z fabryki, czy urzędu do domu, aby potomstwu zgotować ciepłą strawę, choć często do gara nie było co włożyć. Może dlatego, że stała w długich kolejkach, aby nabyć swoim dzieciom buty zimowe i jakąś kurtkę, aby potomstwo nie zmarzło w drodze do szkoły. Może dlatego, że wieczorami, choć śmiertelnie zmęczona, siedziała w fotelu przy byle jakim oświetleniu i cerowała skarpetki i rajstopy, a w między czasie prasowała im fartuszki i zmieniała kołnierzyki na czyste?

I tak minęło życie starszej pani na wiecznej szarpaninie i boksowaniem się z  niełatwym życiem. Walczyła jak lwica, aby zapewnić rodzinie wszystko, co najlepsze. W ciągłym biegu nie myślała często o sobie i zapominała, że sama jest też ważna, bo doba była za krótka, aby myśleć o sobie. Rodzina była najważniejsza i to o nią dbała i walczyła jak prawdziwa Matka Polka.

Przyszedł jednak taki czas, kiedy już nie musiała biegać, bo wzorowo wykonała swoje zadanie i może teraz spokojnie sobie usiąść i podsumować to wszystko, co jest nadal dla niej ważne i oddać się wspomnieniom.Wreszcie może odpocząć od życiowego pędu, bo sobie na odpoczynek już zasłużyła, ale jej głowę coraz częściej zaprzątać zaczynają ponure myśli, że zostało jej tak mało tego czasu na odpoczynek, ponieważ zdrowie nagle zaczyna wysiadać, a do głowy wkradają się ponure myśli o przemijaniu.

Starsza pani budzi się każdego poranka i dziękuje losowi, że jeszcze jeden poranek do niej należy i jeszcze jedna poranna kawa, ale jesienią, kiedy drzewa się czerwienią i  zrzucają liście – dopadają ją często myśli mgliste i na to nie ma rady i z tym trzeba się zmierzyć, że nadejdzie taki czas pożegnania się z tym wszystkim.

 Przepraszam za ten wpis, trochę melancholijny i dołujący i aby odgonić te smutne myśli, czas zabrać się za jakąś pracę, bo praca leczy wszystkie smutki.

Dobrego dnia więc 🙂

Dorota Chróścielewska

* * *

Nie bój się nie bój nie bój
bo tylko sobie zaśniesz
I otuli cię niebo
czarne sypkie i ciasne

Drewnianą dadzą suknię
Tu moda się nie zmienia
I jeszcze kwiaty będą
Takie na do widzenia

Przy kawie można rozmawiać nawet trzy godziny

Dziś miałam dzień taki trochę zaskakujący, ale i pełen przemyśleń. Nie mogę się pozbierać po wieści, że Anna Przybylska zostawiła trójkę dzieci. Nie mogę się pogodzić, że to wszystko jest takie diabelnie niesprawiedliwe, bo przecież ja mam córki w jej wieku, które żyją pełnią życia. Wychowują swoje dzieci najlepiej jak tylko potrafią i cieszą się, że mogą je wychowywać i dawać im siebie, a w zamian dostają uśmiechy swoich dzieci.

Anna Przybylska była taka zwyczajna i nie robiła z siebie gwiazdy. Nie pchała się na afisz i na ścianki. Ceniła swoją prywatność i za to ją wszyscy kochali. Tak sobie myślę, że są na tym naszym świecie ludzie, osoby publiczne, które też umierają i przyjmujemy to do wiadomości, bo żal każdego życia, ale nie przeżywamy tego tak strasznie głęboko. Odchodzą ludzie, którzy w swoim życiu zrobili trochę bałaganu i pozostawili po sobie pewien niesmak, bo albo byli głupi, albo się nakradli, albo nie szanowali swoich rodzin i takie inne ale! Umarli, no to jest ból dla ich bliskich, ale nie koniecznie musi to być mój ból i idę swoją drogą nie zagłębiając się, bo życie toczy się dalej.

Kiedy Anna odeszła, to zapłakała cała Polska. Odeszła jak wielka księżniczka, która niby była zwykłą matką, a jednak rozkruszyła serca wielu Polakom. Nie potrafimy – ot tak sobie przyjąć do wiadomości takiego odchodzenia.

Wyszłam dziś z domu, bo nie mogłam sobie z tym poradzić. Trzyma mnie od niedzieli i nie daje wciąż odpowiedzi – dlaczego? Postanowiłam, że pójdę odwiedzić swojego osobistego lekarza, aby mi przepisał leki i utwierdziłam się w przekonaniu, że mam bardzo dobrego lekarza, a jest nim kobieta. Ma dla mnie dużo czasu i mogę z nią omówić wszystkie swoje problemy zdrowotne i porozmawiać prywatnie. Nie, nie nadużywam, bo wiem, że ktoś za drzwiami się niecierpliwi.

Następnie postanowiłam zrobić sobie spacer. Pogoda była piękna i kiedy zbliżałam się do Netto, bo tam fajne koszyki na drobiazgi miały być, nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła. Obróciłam się, a za mną szła moja koleżanka dawno nie widziana. Ucieszyłyśmy się na swój widok i po zakupach w Netto (koszyki kupiłam), zaprosiła mnie na kawę do siebie do pracy. 

Nie mogłyśmy się nagadać i ona też opłakała Annę Przybylską. Trzy godziny przy jednej kawie i tematów moc poruszyłyśmy, aż na zegarze wybiła 15. 

To był bardzo udany dzień, pełen refleksji i bardzo pozytywnego spotkania, bo wiecie, że jeśli dwie osoby nadają na tych samych falach, to trudno się rozstać.

Umówiłyśmy się na następny raz i z pewnością się spotkamy, a więc tak minął mi dzień a i zrobiłam na spacerze kilka zdjęć.

Tą piosenką żegnam Panią Annę 😦

 

Czy wszyscy już zwariowali?

Dzień dobry.

Nie miałam dzisiaj czasu na pierdoły, ponieważ jak na zdjęciu widać przyjechały moje wnuki na weekend, a więc dzień mój był zupełnie inny, niż zazwyczaj. Rano do kuchni coś im przygotować do jedzenia, bo lubię gdy moja ferajna jest najedzona, bo jak jest najedzona, to i wesoła. 

Dziś na zachodzie pełne zachmurzenie i deszcz pojawiał się jeden za drugim, a więc siedzenie w domu, a dzieci trzeba czymś zająć przecież, bo w czasie deszczu dzieci się nudzą, ale na szczęście jest worek kloców i karton z farbami i blokami do malowania. 

Nie było czasu na żadne doniesienia z tego, co tam dzieje się w państwie duńskim i kto kogo podsłuchał, wydał, ośmieszył, zdradził i wiecie jak ja odpoczęłam psychicznie? Spróbujcie wyłączyć się chociaż na kilka godzin od telewizora. Zajmijcie się przyjemniejszymi sprawami. Zabawcie się z wnukami, idźcie do ogrodu, albo parku z książką, albo na spacer z kimś miłym. Rozpalcie grilla, jeśli jest pogoda. poplażujcie, albo jedźcie rowerem byle dalej od tej farsy, a zobaczycie jak fajnie się Wam zrobi he he.

Ale wszystko, co piękne kiedyś się kończy i nie ma siły, aby w  telewizji, czy też w Internecie nie natknąć się na doniesienia, które na nowo zatrują nasz wypracowany spokój. Ja też włączyłam komputer, kiedy moi goście poszli i od razu natknęłam się na tekst mojego znajomego z Facebooka – pisarza, Andrzeja Rodana i na nowo serce mi zadrżało i pojawił się niepokój połączony z troską, co dalej? Czytajcie kochani, bo Andrzej zapowiada odejście z Facebooka i zaprzestanie publikacji swoich felietonów, bo ma szczerze dość, jak my chyba wszyscy, bo chyba wszyscy już w naszym kraju zwariowali i nie szykuje się nam na wakacje sezon ogórkowy, bo jest sieczka, która atakuje nas zewsząd! P1050537-001

 

„A teraz kilka zdań o Polsce. Jaki to jest kraj?!

Kraj, w którym najbliższy ci człowiek zdradzi cię bez wahania i bez skrupułów, jeśli będzie w tym widział swój osobisty interes.

Kraj, w którym jeśli jesteś uczciwy i dobry dla innego, to ten w rewanżu nasra ci na łeb!

Kraj, w którym możliwości bezinteresownego skurwysyństwa są nieograniczone.

Kraj, w którym wysocy urzędnicy państwowi dają się potajemnie nagrać.

Kraj, w którym spraw wagi państwowej nie załatwia się w zaciszu gabinetów, ale przy wódce w restauracji.

Kraj, w którym religijność to jedna wielka obłuda, wierni zapomnieli o miłości bliźniego, a duchowieństwo o naśladowaniu Chrystusa.

► Kraj, w którym oszołomy mają najwięcej do powiedzenia.

► Kraj, w którym wyborcy wybierają do parlamentu ludzi umysłowo sprawnych inaczej.

► Kraj, w którym prezydent nie ma dostatecznej siły, aby skutecznie rozgonić grupę otępiałych staruchów oblegających wjazd do Pałacu Prezydenckiego.

► Kraj, w którym postawiono ponad 600 pomników papieża Jana Pawła II i ciągle stawia się nowe,

► Kraj, w którym powstał 32-metrowy betonowy Chrystus i bazylika niewiele mniejsza od watykańskiej.

► Kraj, w którym 1/6 narodu żyje poza granicami kraju.

► Kraj, w którym emeryci i renciści mają dylemat: opłacić rachunki, czy wykupić leki.

► Kraj, w którym lekarze, prawnicy etc. podpisują „Deklarację wiary”, zamiast zmienić zawód.

► Kraj, w którym 90 procent wiernych nie zna nazwiska swego Prymasa.

► Kraj, w którym najwięcej do powiedzenia w sprawie aborcji, antykoncepcji, seksu, wychowania dzieci, polityki etc. – mają księża.

► Kraj, w którym zamyka się szkoły, a w zamian buduje kościoły.

► Kraj, w którym księdzu za pedofilię grozi w zasadzie tylko zmiana parafii.

► Kraj, w którym prawie każde miasto ma swego świętego patrona jedynie słusznej religii.

► Kraj, w którym rządzą, okupują go i wyciągają szmal chłopaki w sukienkach – księża.

Mógłbym długo prowadzić tę wyliczankę, ale w zasadzie wystarczy jedno zdanie podsumowania: POLSKA TO DZIKI KRAJ!

Powiem Wam jedno, ale szczerze: STRACIŁEM OCHOTĘ DO PISANIA FELIETONÓW NA FACEBOOKU! BO JEST TO WALENIE GŁOWĄ O MUR! CZASEM WYDAJE MI SIĘ, ŻE PISZĄC ZACHOWUJĘ SIĘ JAK PIJANE DZIECKO WE MGLE!

TO JEST WIĘC MÓJ OSTATNI, POŻEGNALNY FELIETON!” 😦 

Mam nadzieję, że Andrzej wróci jednak, ale póki co, niech odpoczywa, a może i mnie się uda.

Miłego wieczoru 🙂

Nic nie dane jest na zawsze!

Niestety, po wyborach do PE, niektórym minki zrzedły i stanęli oko w oko z codziennością – tą zwykłą i szarą, bez oka kamer i blichtru na europejskich korytarzach. Ja tam nawet nie wiem, co dla mnie w tej Brukseli zrobiła Joanna Senyszyn i nie wiem, za co Ona mnie przeprasza, bo przeprasza, pisząc na FB:

„Drodzy Przyjaciele!

Przykro mi, że zawiodłam i w przyszłej kadencji nie będę Was reprezentować w Parlamencie Europejskim. Do mojego mandatu zabrakło zaledwie 600 głosów, czyli mniej niż 1 proc. glosów oddanych na listę SLD-UP w okręgu małopolsko-świętokrzyskim, gdzie startowałam. Natomiast, gdyby poparcie dla naszej partii było tylko o 1 proc. wyższe i przekroczyło 10 proc., przypadłby mi szósty mandat. Nie tak miało być. Przepraszam.

Moim Wyborcom serdecznie dziękuję za poparcie. Współpracownikom i wolontariuszom za wspaniałą pracę, oddanie, życzliwość. Jestem przekonana, że z efektów naszych wspólnych działań będziemy korzystać podczas wyborów najbliższych samorządowych i sejmowych.

Przede mną wiele życiowych decyzji, ale za wcześnie na wiążące postanowienia. Jak mówi mądre, chińskie przysłowie, kiedy jedne drzwi się zamykają, inne drzwi się otwierają. Jeszcze nie wiem, jakie otworzą się przede mną, ale niczego nie wykluczam. Dlatego nie żegnam, ale do zobaczenia, usłyszenia, poczytania.
Waszaa

Joanna Senyszyn”

W podobnym tonie pisze przystojny Wojtek Olejniczak, tylko z tą różnicą, że jest to stosunkowo młody człowiek, a więc radę sobie da, choć pisze, że musi odpocząć po harówce w Europarlamencie, bo jak wiadomo tam, w tym wielkim budynku praca jest szczególnie ciężka, bo może cięższa niż górnika pod ziemią. Wiadomym jest, że takie latanie w te i we te jest bardzo męczące, a więc niech sobie chłopina odpocznie:

„[WO] Jestem ciekawy życia poza polityką. Ale też lekko przestraszony, bo to nowe wyzwanie. Przynajmniej do 2015 nie będę startował w żadnych wyborach. To postanowione. Nie jestem gotowy organizacyjnie, wewnętrznie, psychicznie. Trzeba dać sobie spokój. Aby wrócić do polityki, muszę się teraz sprawdzić poza polityką.”

Będę trochę bezczelna i zadedykuję tym wszystkim, którym wyborcy pokazali czerwoną kartkę, przepiękną piosenkę, iż  „Nic nie dane jest na zawsze.” Ja wiem, że porażka boli, bo nawet boli porażka Joannę Moro, która nie wygrała Tańca z Gwiazdami i aby się uspokoić i odreagować, wyjechała bidulka nad morze, aby pośród wzburzonego morza pozbierać myśli. Jest więc to jakiś sposób – prawda? 😀

https://www.youtube.com/watch?v=ranaFUXG_Jc

 

Ale nie bójcie się! Oni wrócą, bo nie mogą żyć bez polityki i tych wszystkich apanaży i kamer. Wywalimy ich drzwiami, to wchodzą oknem, bo mają wprawę, no i znajomości – a jakże!

 

 

Miłość, a nie pieniądze w rodzinie – moje kino

Kiedy przychodzimy na ten świat od razu wpadamy w ręce swojej Matki. Jesteśmy od niej całkowicie zależni. Jednak dorastając pragniemy mieć obojga rodziców i chcemy szczęśliwej i kochającej się rodziny, z Mamą i Tatą. To jest ten fundament, który daje nam oparcie i bezpieczeństwo. Najbardziej na świecie ufamy swoim rodzicom i ufamy, aby nic nie zburzyło w nas tego, jakże potrzebnego poczucia bezpieczeństwa i miłości. Rodzice są dla nas całym światem i chętnie wracamy do domu, w którym ta miłość istnieje. W takiej udanej rodzinie każdy znajdzie coś dla siebie i wzajemne uszczęśliwianie się, oraz dawanie dowodów miłości jest marzeniem wszystkich dzieci.

Jednak czasami zdarza się tak, że to nasze poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa wali się jak domek z kart, ponieważ jeden z rodziców nagle odchodzi, czy to przez niespodziewaną śmierć, chorobę, czy też znajduje sobie inny obiekt miłości. Pozostawia za sobą nieszczęśliwe potomstwo, zranione odebraniem im tego bezpieczeństwa właśnie. Tak się stało w moim dzisiejszym filmie pt. „Kwiaty na poddaszu”. W tym filmie czworo dzieci traci swojego doskonałego, ukochanego Ojca. Cierpią strasznie, a tym bardziej, że ich Matka nie ma innego wyjścia, jak sprzedać wszystko i wrócić do swojej okrutnej Matki i chorego Ojca do starego i ponurego zamczyska. Nie są tam chętnie widziane zwłaszcza dzieci, które przez złą babkę i złe traktowanie przechodzą koszmarny czas swojego dzieciństwa na poddaszu. Matka ich zapatrzona w dobra materialne, jakie ma otrzymać po śmierci swojego Ojca, w pewnym momencie zatraca się w nich, zapominając o swoich dzieciach. Cały film oparty jest na przesłaniu, że nie pieniądze są ważne, a miłość właśnie. Polecam ten film, ale może nie w tak ponury dzień jak dzisiaj, bo można wpaść w jeszcze większy dołek, a tego bym nie chciała.

Ból utopiony w alkoholu – historia prawdziwa

Dlaczego ludzie sięgają po alkohol? To jest pytanie odwiecznie zadawane. Nie chcę tu poruszyć tematu picia okazjonalnego, na imieninach u cioci. Chcę wziąć temat od innej strony, od strony bólu jaki zadaje nam życie. Ludzie wpadają w ciąg alkoholowy i jakże często upadają na samo dno i jest tak, że jedni wydobywają się, nagle otrząsają i zaczynają żyć na nowo. Zaczynają uczyć się samych siebie, naprawiać popełnione błędy, godzić się i przepraszać najbliższych. Inni się nigdy nie podniosą i zamieniają się w zombie. Ilu mamy znajomych, bądź w swoim otoczeniu, albo w rodzinie, którzy pochłonięci przez alkohol zakończyli swoje życie w niesławie. Mam znajomego, z którym niegdyś pracowałam, młody mężczyzna, który tylko patrzeć, jak lada moment zakończy w niesławie właśnie swoje życie. Popijał już, gdy razem pracowaliśmy, ale sobie myślałam, że tak korzysta z życia. Myślałam, że takie od czasu do czasu nie jest dla niego groźne – pomyliłam się, bo zaraz go nie będzie. Dziś słuchałam wywiadu z naszą polską aktorką – Stanisławą Celińską, byłą alkoholiczką. Pani Stanisławie się udało i na powrót jest kobietą szczęśliwą. Każdy powód do picia jest dobry. Alkoholem coś chcemy, my ludzie zagłuszyć, coś co siedzi w człowieku i wierci i dręczy. Powody picia są różne, bo może nieudane dzieciństwo, małżeństwo, kłopoty w pracy itd. Ja chcę opowiedzieć o kimś mi bliskim, a więc: Dowiedziała się, że zdradza ją mąż. Ta wiadomość spadła na nią nie po raz pierwszy zresztą, co było kolejnym ciosem nie do zniesienia. Rozmowy z mężem nie dały pożądanego skutku. Nie przyznawał się, mimo, że smsy od jego kochanki wbijały jej nóż w serce. Katowana i psychicznie niszczona myślała, że tego nie wytrzyma. Ból rozsadzał ją od środka i miotała się po mieszkaniu, nie chciała żyć. Może gdyby się do niej wyniósł byłoby jej lżej.  Kazała wybierać, a więc wybrał żonę, ale każde jego wyjście z domu, było dla niej katorgą. Wyobrażała sobie jak znowu z tamtą się spotkał. Wyobrażała sobie ich seks i co do tamtej mówi o żonie. Pewnego dnia w swojej rozpaczy wyszła z domu po alkohol. Chciała uciec od swojego nieudanego życia. Chciała zapomnieć i niech go szlag trafi. Kupiła trzy butelki wódki i zaczęła swój ból i rozpacz topić w kieliszku. Piła i rozpaczała, bo nie wiedziała jak będzie mogła obok niego dalej żyć. Rozwód, czy wybaczenie, to były te pytania, które sobie w pijackim amoku zadawała. Ten cholerny alkohol wcale nic nie zagłuszył, a raczej wzmógł w niej agresję. Wyrzuciła jego ubrania i buty na klatkę i dawała mu sygnał, że już go nie chce. Nie chce z nim żyć i da sobie radę sama. On z powrotem wszystko wnosił, a Ona na powrót jego szmaty wyrzucała. Nie przeprosił i w dalszym ciągu się zapierał, że sobie coś uroiła. Myślał, że żona mu zwariowała, bo nie mógł sobie poradzić z jej agresją, złością i wrzaskami. Nie wiedział jak ją uspokoić, jak ukoić jej ból, a wystarczyło się przyznać i po ludzku przeprosić. Tchórz, myślała i piła dalej. Nie wytrzymał i poszedł do rejonowego psychiatry, aby mu pomógł napisać  pozew, aby ją zamknąć w szpitalu psychiatrycznym i poprosił o wizytę domową. Za kilka dni, ktoś zapukał w jej drzwi. Otworzyła zmizerowana i przepita. Wizyta lekarska doszła do skutku. Zaprosiła do domu, ale nie miała ochoty na tę rozmowę. Usłyszała, że mąż złożył już w sądzie pozew o przymusowe umieszczenie jej w szpitalu zamkniętym. Usłyszała, że powinna przestać pić i wziąć się za siebie i takie tam morały i pouczenia. Wpadła w złość i wykrzyczała tej pani doktor, że powinna zamknąć jej męża, który notorycznie ją zdradza, a wyprowadzić się nie chce. Raptownym ruchem pokazała lekarce, gdzie są drzwi, bo nie miała zamiaru słuchać tych bzdur. Z tej rozmowy wynikło, że nie ma prawa rozpaczać i nie ma prawa cierpieć, bo niby nic się nie stało. Nikt jej nie skrzywdził, nikt nie odebrał jej godności przecież. Nie szkodzi, że całe miasto gadało po kątach i nie szkodzi, że dostaje obraźliwe smsy i nie szkodzi, że serce jej pracuje na ostatnich obrotach. Nic się nie stało według uczonej pani doktor i to ją trzeba odizolować od społeczeństwa i zamknąć w pokoju bez klamek. Po tej wizycie postanowiła wziąć się za siebie i chciała pokazać, że zmierzy się ze swoją rozpaczą, ale już na trzeźwo i postanowiła, że więcej nie kupi alkoholu i nie będzie go traktowała jak lekarstwo na smutek i rozpacz. I tak też się stało i nadal ze sobą żyją, a ich życie stało się jakby lepsze i głębsze, choć wszystkiego wymazać i zapomnieć się nie da. Z tej historii wynika, że alkohol nie jest panaceum – na nic!