Archiwa tagu: spacer

Zakupy sprawiające przyjemność!

W moim życiu był taki przykry czas, że wydawało mi się, że długo nie pożyję, a do 2018 roku, to już wcale.

Każdy ma w swoim życiorysie różne chwile, bo nie zawsze jest pięknie i kolorowo i czasami coś nas przygniata i zaczyna szwankować zdrowie.

Pięć lat byłam szykanowana w mojej ukochanej sieci, kiedy myślałam, że osoba mnie hejtująca przyprawi mnie o zawał serca.

Kiedy poukładały mi się osobiste sprawy, to dostałam obuchem od całkiem nieznanej mi osoby, która pięć lat umilała mi korzystanie z Internetu.

Ta osoba wciąż jest w sieci i się na jednym z forum wybiela i na mnie zwala wszystko, a w zasadzie nadal nie wiem jak się ona patrzy na siebie w lustrze!

Wyjątkowa kanalia, ale udało mi się to przetrzymać i kiedy doniosła na mnie na Policję, to się po prostu odsłoniła i zdemaskowała.

Od kilku miesięcy mam idealny spokój w sieci, bo hejterka chyba zrozumiała, że się nie poddam i dalej będe pisała swojego bloga.

Nie będę tu przytaczała jej możliwości hejterskich, a podam jej dane osobowe i niech wie, że tylko mnie ponownie tknie – idę na nowo do Prokruratury.

Nazywa się Maria Pałac i mieszka w Krakowie i powtarzam, że jeszcze raz mnie obrazi – nie daruję.

Przetrwałam tylko dlatego, że miałam styczność z osobą psychicznie chorą i tłumaczyłam sobie, że osoba psychiczna nie wie co czyni.

Długo nie mogłam odzyskać swojej tożsamości, ale udało się i mimo, że Mama jest ciężko chora, to bronię się przed depresją.

Pisałam niżej, że jestem domatorką, ale z wiosną postanowiłam odrobinę otworzyć się na świat.

Nie wierzyłam więc, że dożyję do wiosny 2018 roku i kiedy wciąż żyję postanowiłam żyć.

Nie kupowałam do swojego domu od 5 lat niczego, bo nie miałam do tego głowy, aż tej wiosny wyszłam z domu i dokonuję drobnych zakupów.

Chcę znowu ładnie mieszkać i dokupuję punktowo drobiazgi i stroję swój dom z czego bardzo się cieszy mój Mąż!

Nie potrafię iśc w miasto, tylko dla samego spaceru i albo idę z aparatem i robię zdjęcia, albo zabieram ze sobą aparat i też robię zdjecia nawet w sklepie.

Za każdym wyjściem zakupuję coś dla domu, bo wciąż czuję się kobietą, której żależy i tak kupiłam:

  • nowe akcesoria do łazienki,
  • kupiłam koszyk na mężowskie drobiazgi,
  • trzy, śliczne poszewki na mini poduszki,
  • podkładkę pod kolor dla dużego wazonu,
  • świeczkę pachnącą w szkalnym kielichu,
  • zegar na kominek, postarzały fabrycznie,
  • pojemnik kolorowy na płyn do mycia naczyń,
  • i mam zamiar jeszcze wiele zmienić i się z tego cieszyć.

Kocham wiosnę tego roku, bo dodała mi skrzydeł i czuję się kobietą szczęśliwą.

Lubicie zmiany – lubicie drobne zakupy za niewielkie pienądze, aby zrobić sobie przyjemność?

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Reklamy

Odskocznia od codzienności!

Ludzie są różni, bo jedni gonią za przygodą i zwiedzają różne kraje i nie mogą zagrzać miejsca, a ja – ja jestem okropną domatorką i zawsze taka byłam.

Najlepiej czuję się w swoim domu i wcale nie żałuję, że nie zwiedziłam pięknych miejsc gdzieś tam na Karaibach, Grecji, Włoch itp., bo oglądam dużo programów przyrodniczych i potrafię sobie to wszystko wyobrazić.

Zresztą moje życie płynęło w czasach socjalizmu i takie wyjazdy były niedozwolone, a ja w tym czasie trochę naszej Polski zwiedziłam.

Moje pokolenie, to pokolenie stracone, bo pracowaliśmy dla dobra Polski, a na starość dostaliśmy od Państwa ochłapy w postacji haniebnie, niskich emerytur.

Tak nam rządzący zapłacili, że odbudowywaliśmy ten kraj z nędzy i rozpaczy.

Gdybym urodziła sie wczasach transformacji, to z pewnością zwiedziłabym inne, piękne miejsca nawet na kredyt.

Teraz kiedy sił coraz mniej, zadowalam się przebywaniem w moim, spokojnym mieście tonącym na wiosnę w zieleni i to mi całkowicie wystarcza.

Ktoś by mógł mi powiedzieć, że w de… byłam i gówno widziałam, ale to nie jest prawda.

Byłam we wczesnej – po wojnie Warszawie. Byłam w Malborku, Zakopanem, Kościelisku, Bydgoszczy, Poznaniu, w Paryżu i Austrii, a także w Dziwnowie, Niechorzu, Darłówku, Międzyzdrojach i w zachodnim Berlinie.

Trochę zwiedziłam i posmakowałam, ale teraz nigdzie mnie już nie ciągnie.

Teraz, kiedy moja Mama jest bardzo chora, to nawet nie myślę o jakimkolwiek wyjeździe, bo bym się z tym czuła fatalnie, a więc od czasu do czasu biorę apart i idę w moje miasto i robię zdjęcia.

To jest taka moja mała odskocznia od codzienności i przykrych myśli.

Wyszłam dzisiaj o godzinie 18, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi i w tym czasie jest cudne światło.

Miasto o tej porze jest spokojne i tylko nieliczni wychodzą na spacer, czy na rower, co mi odpowiada!

Zrobiłam kilka zdjęć i czuję się spełniona i to mi wystarczy do szczęścia.

Napiszcie o swoich wojażach po świecie – po Polsce!

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Miasto zatrzymane w kadrze!

Mam na Facebooku swojego fan -page, którego zwiastun jest po prawej stronie i byłoby miło, gdyby ktoś jeszcze kliknął – lubię to! 😀

Ponad 800 osób zagląda na niego, a wstawiam tam zdjęcia z mojego miasta i okolic.

Fan – page działa za moją przyczyną chyba ponad 3 lata i tam wstawiłam ponad 5 tysięcy zdjęć.

Po co to robię? – Bo lubię i chcę dla potomnych zostawić obraz naszego, skromnego miasta o różnych porach roku!

Staram się z pomocą Męża relacjonować również wydarzenia jakie się u nas dzieją, aby zatrzymać je w kadrze.

Przed II Wojną Światową nasze miasto wyglądało zupełnie inaczej i mało zdjęć pozostało z tamtego okresu.

Dlatego utrwalam dzisiejsze miasto i to jak z roku na rok powstaje w nim coś innego, nowego i to chcę utrwalić – dla potomnych przede wszystkim.

Wielu ludzi stąd wyjechało, a zwłaszcza ludzie młodzi, którzy zaglądają na moją stronę i zostawiają komentarze.

Największą nagrodą dla mnie jest to, że dziękują za spacer po mieście, bo  zdjęcia wzbudzają u nich wspomnienia.

Jest to ten moment, że warto to robić dla własnej satysfakcji i dla innych, którzy wciąż to miasto mają w sercu.

Może są gdzieś w Anglii, Irlandii, Szwecji, albo w innym, polskim mieście i po prostu tęsknią!

Mam wiele takich sytuacji, że inni użytkownicy Facebooka przesyłają swoje zdjęcia i jest bardzo przyjemnie!

Dziś moje miasto i jezioro w zimowej aurze!

Gdzieś tam na południu Polski jeszcze leży śnieg, a u nas na zachodzie prawie go nie było, a tylko trochę jezioro zmroziło!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

 

To był dobry, nieśpieszny dzień!

Dzisiaj spędziliśmy z Mężem bardzo miły dzień.

Pogoda marzenie, a więc szkoda było tego nie wykorzystać.

Wraz ze znajomymi umówiliśmy się na zakończenie sezonu letniego nad naszym, pięknym jeziorem.

Najpierw nad jezioro pojechał Mąż z Wnusią, a ja po godzinie do nich doszłam, a po drodze robiłam zdjęcia naszego miasta.

Miasto w słońcu cudnie się prezentowało i w jesiennych kolorach.

Panowie rozpalili grilla i tak wspólnie ze znajomymi posiedziałam sobie trzy godziny w słońcu i miłej atmosferze.

Wnusia z Dziadkiem ślizgała się po jeziorze, a Babcia robiła zdjęcia w uroczej scenerii. 

Podobno od poniedziałku ma padać deszcz, a więc dobrze dziś wykorzystaliśmy ostatnie, może promienie słońca.

To był dobry, spokojny, nieśpieszny dzień.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesienne refleksy i analiza starości!

Gdzieś przeczytałam, że jeśli mama nie wie, gdzie co leży w domu – to znaczy, że przepadło!

Przeczytałam poniższy wiersz i stwierdzam, że z moją głową jak na razie jest wszystko okej!

Zazwyczaj nie szukam po domu swoich rzeczy i przedmiotów, gdyż staram się je mieć pod kontrolą.

Wciąż znajduję swój telefon, klucze oraz inne osobiste przedmioty i nie mam kłopotu z bieganiem i szukaniem.

Pamiętam, że przed wyjściem należy zakręcić wodę, gaz i wyłączyć media.

Nie zaprząta mnie to, że może nie zamknęłam drzwi na klucz, albo zostawiłam włączone żelazko, a więc i dziś tak miałam.

Wzięłam aparat, by upolować w obiektyw pierwsze jesienne kadry i przewietrzyłam głowę.

Popołudnie słoneczne z refleksami jesiennych kolorów dobrze mi zrobiło.

Klucze w kieszeni, aparat na pasku i cykałam sobie!

Jesień jest piękna, kiedy jest słoneczna, bo deszczowa jest depresyjna – skłaniająca do rozmyślań, analiz i dołująca.

Chwytajmy ten czas, kiedy możemy nacieszyć oczy kolorami.

 


Idę ulicą – ktoś mi się kłania. 
Oddaję ukłon – znam przecież drania:
ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku …
To miły facet, znam go od roku.
Jakże u diabła on się nazywa?
… Dziura, w pamięci. Czasem tak bywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.
 
Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
no i spaceru gna mnie potrzeba
zwłaszcza, że słońce i błękit nieba…
Gdy już po parku idę alei
nagle pot zimny koszulę klei,
bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
W śpiesznym powrocie znów myśl się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.
 
Siedzę i czytam. Nagle myśl żywa
jakimś pragnieniem z fotela zrywa.
Robię trzy kroki, staję przy szafie
i jak to cielę na nią się gapię …
Pojęcia nie mam, po co ja wstałem?
Czego tak bardzo i nagle chciałem?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,
że ta nieszczęsna starość nadchodzi.
 
Jadę na urlop – prasuję spodnie.
żeby wśród ludzi wyglądać godnie.
Biorę walizkę, pędzę nad morze …
Lecz tam zamiast śledzić dziewczyny hoże,
zamiast podziwiać plażowe akty …
…Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
Może dom spłonął? Strach we mnie godzi  …
Tak to jest kiedy starość nadchodzi.  
 
Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
zaoszczędziłem trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem,
dobrze ukryłem je przed złodziejem.
I teraz … już od paru miesięcy
nie mogę znaleźć moich tysięcy.
Ech, nie pojmiecie tego wy młodzi
jak miło żyć gdy starość nadchodzi.
 
Pomimo moich najlepszych chęci
nie zawsze mogę ufać pamięci.
Więc by jej pomóc, a przez nią sobie,
czasem na chustce węzełki robię.
A potem jeden Bóg wiedzieć raczy
co który węzeł ma dla mnie znaczyć?
Choć mi się nawet nieźle powodzi,
wciąż mam kłopoty. Starość nadchodzi.
 
Dwa razy dziennie – raz przy śniadaniu,
a potem w obiad, po drugim daniu
zażywam leki, tabletki białe:
cztery połówki i cztery całe.
Często się pieklę /bom nie aniołem/,
gdy w obiad nie wiem czy rano wziąłem?
Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi
wiedza, że oto starość nadchodzi.
 
 Żuję kolację – w niej polędwica
me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości …
Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna. Masz sporo czasu …
 
Chcesz iść nad wodę, albo do lasu,
to sobie idziesz – nikt ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie też nikt nie goni,
bowiem nie musisz pędzić do pracy
jak wszyscy twoi młodsi rodacy.
 Co prawda wigor z wolna przekwita,
lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
należną gażę poczta przynosi …
 
Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
gdyż wiek ci daje m ą d r o ś ć  spojrzenia …
Więc wiwat starość! Niechaj nam służy,
nawet gdy trochę chwilami nuży.
Bowiem – jak sądzę – w tym jest rzecz cała,
by jak najdłużej ta starość trwała …
 
Wiersz Reinera Kerna  „Das Alter kommt auf seine Weise” spolszczył /i uzupełnił/ Tadeusz Rejniak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wycieczka w dzikie miejsce z Mężem!

W ramach odstresowania od chorej Mamy – pojechaliśmy w teren.

Pojechaliśmy tam, gdzie 20 lat temu  Drawieński Park Narodowy należał do nas!

To tam jeździliśmy zbierać grzyby w takich ilościach, że je musiałam sprzedawać i dobrze nawet zarobiłam.

Jechaliśmy kilometrami przez zieloną Puszczę Drawieńską i zaglądaliśmy w nam znajome miejsca.

Odwiedziliśmy starego znajomego, który kiedyś użyczył nam kawałek swojego podwórka, byśmy mogli przekoczować dwa tygodnie w przyczepie  zbierając grzyby. Pozwolił nam je suszyć u siebie w domu.

Staruszek jest po udarze, a miejsce jego zamieszkania praktycznie się nie zmieniło. To miłe uczucie oglądać coś, co budzi wspomnienia.

Odwiedziliśmy naszą ukochaną, niewielką elektrownię wodną – wciąż sprawną w środku lasu, a blisko rzeki Drawa.

Widzieliśmy sporo samochodów z zagranicy, czyli turyści pokochali to ciche i zadbane miejsce z turystyczną infrastrukturą.

Jest co zwiedzać, bo Puszcza rośnie na 115 kilometrów kwadratowych. Znajdziemy tam cudowne, rynnowe jeziora i to przyciąga na spływy kajakowe. Jest to niesamowita przygoda w zgodzie z przyrodą.

Każdy chwali swoje miejsce zamieszkania i jego walory i toteż ja to czynię.

Szyszko niech się nie waży tutaj rżnąć naszych drzew!

Epilog wycieczki był taki, że zajechaliśmy do restauracji potwornie głodni.

Zjedliśmy smaczny obiad, a podana zupa szczawiowa była prawie tak jak moja!

Do tego drugie danie: Zraz wołowy, ziemniaki i zasmażane buraczki!

Pełnia szczęścia, bo ten dzień od miesięcy opieki nad Mamą był mi bardzo potrzebny.

https://www.youtube.com/watch?v=thP3N1lHPso&feature=youtu.be

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wróćmy nad jeziora!

Niedziela w zachodniej Polsce była cudna.

Mąż mnie namówił na wycieczkę naszą łodzią po jeziorze. Nie za bardzo mi się chciało, ale teraz nie żałuję, bo słońce i zapach wody spowodowały, że włączyły nam się wspomnienia z czasów, kiedy byliśmy piękni i młodzi, a jezioro należało do nas.

Wspominaliśmy nasze wakacje nad jeziorem, kiedy siedzieliśmy od rana do wieczora z dziećmi i ze znajomymi.

To się już drugi raz nie powtórzy, ale wspomnień nikt nam nie odbierze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Brzydka pogoda i ładna pogoda nie trwają wiecznie!

Poszłam dzisiaj w miasto – trochę przymusowo

i tak idąc wolnym krokiem – obserwowałam.

Rozczuliła mnie pani sprzedające polskie truskawki.

Jakie były pyszne, bo pełne słońca.

I pani starsza w parku na ławce też mnie rozczuliła.

Mijałam wielu staruszków chodzących o kulach

i to mnie nie rozczuliło.

Sznur samochodów pędzących gdzieś tam

w taki prawie letni dzień.

Zdjęć kilka zrobiłam na pamiątkę

z prawie ostatniego dnia maja.

W telewizji powiedzieli, że idą potężne burze – na zachodzie.

Pomyślałam sobie, że tak tylko straszą,

bo moją mieścinę żywioły omijają.

Aż tu biegiem z Mężem na balkon

ratować skrzynki z kwiatami,

bo się zakołowało, zapadało, rozszalało.

Już jest cisza! I wieczór!

 

Zofia Borkowska-Uzdowska

Idzie burza

Idzie burza…
Zaciągnięta kurtyna pęka.
Posypała paciorkami deszczu
zapachem lata.

z tomu „Spełnia się miłość”

 

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=eILgsNMn40Y&feature=youtu.be

Majówkowa wycieczka

Skoro mamy „Majówkę”, to wybraliśmy się z Małżonkiem na wycieczkę samochodową nad inne jezioro, którego nie znamy.

Zawsze jest tak, że po drodze zwiedzamy bardzo ładne miejscowości, które są bardzo zadbane.

Jezioro o nazwie Pełcz  jest cudne – wąskie, ale bardzo długie we wsi Krzynki.

Od razu zauważyliśmy w oddali zameczek i chcieliśmy go zwiedzić, ale niestety – znajduje się na terenie prywatnym.

Jednak dostępna była do zwiedzenia stara gorzelnia, gdzie w XVIII wieku toczyło się życie.

Niestety, ale w naszych czasach popadła w ruinę i tylko należy ubolewać, że w Polsce wciąż jest za mało pieniędzy na ratowanie zabytków.

Przykro się na to patrzyło, ale kilka zdjęć zrobiłam, aby pokazać jak historia zarasta chwastami i popada w jeszcze większą ruinę.

Wycieczka nam się udała, gdyż pogoda dopisała, a wiosna wreszcie strzeliła majem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozmyślania na spacerze!

Kto lubi miejsce swojego zamieszkania?

Wiem! Już kiedyś o to na blogu pytałam, a jednak wciąż to pytanie do mnie powraca.

Ileż można żyć polityką i tą polityczną papką, serwowaną nam nachalnie od samego rana?

Wściekłam się i poszłam na wiosenny spacer, choć co prawda wiosna na zachodzie nie wybuchła jeszcze majem i listki skulone nie wychylają się do słońca, gdyż jest go u nas wciąż za mało. Bardzo ślimaczy się ukochana pora roku, choć dziś były jej przebłyski.

Uwielbiam wiersz o wiośnie – Poniedzielskiego, bo dokładnie taka u mnie dziś była:

Wiosna przyszła z tą swoją zielenią
blade toto , niemrawe , brudzi
zanim jakie kwiatki wystrzelą
to nastęka się , namarudzi…
No i co ,że ptacy wrócili?
No i co , że fruwają w parkach?
-tyle że w jakich drzewach czy hebziach
z przeproszeniem złożą swe jajka
Te zającki, królicki, kacuski
wszędzie- w lasach, po łąkach, po domach
Mam się cieszyć, że „budzi się życie”
– mam się cieszyć, że budzi się komar?

Przyszła wiosna z tą swoją nadzieją
blade toto, niemrawo się dłubie
Pytam – czemu NA SZCZĘŚCIE?
Pytam – czemu NAJBARDZIEJ?
Pytam – …czemu ja tak to lubię?

Wyszłam więc na spacer z aparatem foto oczywiście i szukałam w mieście dawnych klimatów z przed II Wojny Światowej.

Moje miasto wówczas było piękne i pełne klimatu, ale niestety – niewiele z tego zostało.

Poszłam w inne rejony niż zwykle, tak jakby prawie na peryferie miasta i kilka fotek zrobiłam.

Lubię moje miasto za to, że jest w nim niesamowita ilość zieleni, a nie lubię za to, że miasto po wojnie straciło swój klimat i architektura jest od sasa do lasa – niespójna, przypadkowa, a do tego chodniki są koślawe, a jezdnie dziurawe. Brzydko to wygląda, ale świadczy to o złej kondycji finansowej takich, małych miasteczek.

Myślę, że nie jestem odosobniona w swoich obserwacjach, ale trzeba się cieszyć z tego, że wkrótce zieleń zakryje wiele.

Kiedy swego czasu pojechałam do Torunia, to pokochałam to miasto od pierwszego wejrzenia, a moje miasto próbuję pokochać już ponad 50 lat i wiąż walczę ze swoimi emocjami! 😀