Archiwa tagu: spotkanie

Wszędzie bylejakość!

W poprzednim wpisie pokazałam jak zostało potraktowane drzewo, które pozbawiono całkowicie korony!

Rano rozpętało się istne piekło na osiedlu.

Jedni, że bardzo dobrze się stało, a inni byli oburzeni, a także urzędnicy wystraszeni, którzy wydali na to zezwolenie i zrobili błąd w sztuce.

Dobrze wiedzieli, że dokonali zbrodni na drzewie, bo takie zabiegi robi się zimą, kiedy drzewo jest w stanie hibernacji.

Nie robi się tego w czasie wiosny, kiedy drzewo zaczyna puszczać soki, a na gałęziach pojawiają się liście.

Drugiej wierzby już dziś nie ogołocili i kolejnego drzewa także, a dokonali tylko zabiegów pielęgnacyjnych – uf.

Mam nadzieję, że ktoś wyciągnie z tego naukę, że ludzie widzą i oceniają ich pracę.

Obserwowałam dzisiaj wizytę Prezydenta USA w Polsce i miałam nadzieję, że nie będzie w związku z tym żadnych wpadek jak to u nas bywa.

Pomyliłam się, bo oto Andżej lecąc do Rzeszowa został zawrócony z powrotem do Warszawy, bo samolot doznał jakieś usterki.

Jakiś idiota ponownie przygotowywał ten lot na szybko, tak jak to się stało z lotem do Smoleńska..

Jak to możliwe, aby wylot Andżeja przygotowywać na „Styk” z lądowaniem samolotu z Joe Bidenem.

Jak to możliwe, że samolot polski nie został sprawdzony, a wysłano go w trasę, aby Prezydent USA czekał na Andżeja, aby ten go nie zdążył przywitać.

I znowu widzimy to polskie niechlujstwo i bylejakość, aby tylko zrobić sobie fotę z Prezydentem USA, bo ta wizyta jest historyczna.

Zamiast przygotować lot na dwie godziny wcześniej i mieć zapas w razie co, to geniusze nie wyciągnęli żadnych wniosków ze Smoleńska i polecieli na hurra!

Na szczęście samolot wylądował na lotnisku Chopina w Warszawie i Andżej się przesiadł, ale osobiście nie przywitał Bidena, bo się spóźnił.

Straszna wtopa i jest mi wstyd, bo cały świat będzie o tym pisał, że gość czekał na gospodarza.

Teraz wyobraźmy sobie, że awaria byłaby tak poważna, że nie daj losie ten samolot by spadł!

Rozpętałoby się istne piekło, że blisko granicy jest wojna i to Putin kazał strącić ten samolot.

Mielibyśmy w Polsce powtórkę ze Smoleńska, nowe komisje za miliony i Antka Macierewicza codziennie w mediach.

Przecież w głowie Kaczyńskiego Smoleńsk jest po 12 latach wciąż otwarty i w wywiadach mówi rzeczy straszne.

„„Przez te lata, mając osobiste przekonanie, że doszło do zbrodni, zamachu, nie mogłem jednak tego wszystkiego złożyć w pewną całość, mówię od strony technicznej” – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński na antenie Polskiego Radia 24, odnosząc się do sprawy katastrofy smoleńskiej”

Szaleństwo starego żoliborskiego gnoma. Bredzi nawet w obliczu trwającej wojny za polską granicą.

Nie wiadomo póki co, jaka to była awaria i mam nadzieję, że odpowiednia komisja powiadomi opinię publiczną, co się tam wydarzyło, bo już krążą po sieci spekulacje, że awarii nie było żadnej, a powrót do Warszawy zainicjował bestia Kaczyński i czytamy:

Kuba Leśniewski:

Czy leci z nami pilot? Cóż za przypadek… samolot prezydencki na odcinku ok 350 km nagle zgłasza usterkę i zawraca do Warszawy…

Duda spóźnia się na powitanie Joe Bidena, którego Air Force One jakoś się nie psuje.

Tylko kto powiedział , że to był przypadek?

Trzeba być bardzo naiwnym, myśląc że była jakakolwiek awaria.

Duda podpadł PiSowi do tego stopnia, że postanowiono zawrócić prezydencki samolot na Okęcie, a na miejscu w Rzeszowie Bidena przywitał nie kto inny jak namiestnik prezesa Mariusz B. pseudonim Płaszczak.


Każdy kto ma minimalne pojęcie o procedurach startu i lądowania samolotów o statusie HEAD doskonale wie, że nie miało żadnego znaczenia przy tak krótkim locie, czy zostanie on zawrócony na Okęcie (do zgłoszenia awarii przez pilota doszło po minięciu okolic Warki) czy odbędzie lądowanie na lotnisku właściwym w Jasionce.

Całkowity czas lotu to było max. 40 minut.

Cała procedura awaryjnego zawrócenia i lądowania trwała więcej, niż trwałoby „dociągnięcie” na lotnisko właściwe i tam dokonano by manewru lądowania awaryjnego.

Z punktu bezpieczeństwa nie było żadnej różnicy.

Z punktu widzenia Pis, różnica była ogromna.

Duda dostał po nosie, a Prezydenta USA witał ulubieniec prezesa.

Przykre, że w tak newralgicznym i ważnym dla Świata momencie ta skurwiona władza myśli o takich rzeczach… jak małym trzeba być człowiekiem, żeby próbować zbić polityczny kapitał nawet na czymś takim, TKM w pełnej krasie.

Jeśli wolisz wierzyć, że to był nieszczęśliwy wypadek-przypadek, dalej oglądaj TV i wierz w to, co Ci mówią….

Przeżyłam bardzo miły dzień!

Może być zdjęciem przedstawiającym kwiat i w budynku

Dzień pełen wrażeń, gdyż dziś szykowaliśmy się do wyjazdu!

Dziś odbyła się ostatnia Komunia Święta moich wnuków!

Od rana więc były przygotowania do wyjazdu, gdyż Córka wynajęła salę na przyjęcie w oddalonej od nas miejscowości o ponad 20 kilometrów!

Od rana nie było pogody, a więc ubraliśmy się ciepło, ale potem rozstąpiły się chmury i wyjrzało upragnione słońce.

Teren wokół był bardzo rozległy i zielony, a więc dzieci, a było ich dużo miały używanie i praktycznie więcej były na podwórku, aniżeli na sali!

W końcu mogliśmy zdjąć maseczki i spotkaliśmy się po roku czasu od wybuchu pandemii!

Jaka radość, a do tego w końcu poznałam moją półroczną Wnusię – Natalię i o dziwo nie płakała na mój widok, a ślicznie się uśmiechała.

Mam jej masę zdjęć, ale dopiero dziś – tak na żywo zakochałam się w Niej i tak mi zostanie do końca mego żywota.

Przez ten czas starsze Wnuki wystrzeliły w górę, aż miło było zauważyć jak urosły!

Było nas dużo i jak policzyłam, to cztery rodziny i wszystkie z dziećmi, a nas seniorów była trójka, a więc dwie babcie i jeden dziadek.

Zrobiłam masę zdjęć na pamiątkę, które wyszły mi i będzie to pamiątka z tego jakże przemiłego dnia, bo atmosfera była świetna, a i pogoda się zlitowała.

Napiszę, co zauważyłam!

Po tych miesiącach w pandemii wszyscy byliśmy siebie spragnieni i każdy się cieszył, że w końcu mogliśmy się spotkać i sobą nacieszyć.

Naprawdę było głośno i wesoło, a rozmowom w grupach nie było końca i to też tak pozytywnie na mnie i na Męża wpłynęło!

Wracaliśmy w pięknych okolicznościach przyrody i jakże się zachwycałam widokami z za szyby samochodu!

Kwitnące rzepaki oraz ta soczysta zieleń i naprawdę świat jest piękny!

Bardzo bym chciała, aby nie było już kolejnej fali pandemii – abyśmy mogli spotykać się rodzinnie już bez tego, ogromnego strachu!

Dziś nawet nie wiem, co tam panie w polityce!

Może być zdjęciem przedstawiającym trawa i drzewo
Może być zdjęciem przedstawiającym trawa, drzewo i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym drzewo, przyroda, niebo i trawa
Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda i chmura
Może być zdjęciem przedstawiającym zwierzę, trawa i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym zwierzę, trawa i przyroda
Może być zdjęciem przedstawiającym zwierzę i na świeżym powietrzu
Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda i chmura
Może być zdjęciem przedstawiającym przyroda, chmura, trawa i drzewo

Dzień dobry i za chwilę dobranoc!

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, paski, tabela i w budynku

Wczoraj wieczorem nie pojawił się na blogu mój wpis, choć staram się coś zostawić codziennie – wieczorem!

Zostaliśmy zaproszeni na wieś przez Teściów mojej młodszej Córki, z którymi jesteśmy zaprzyjaźnieni!

Nie widzieliśmy się ponad rok czasu, bo wiadomo, że szaleje pandemia, a my jako ozdrowieńcy wirusa już nie przekazujemy i chyba nie powinniśmy się ponownie zarazić!

Koronawirus skutecznie rozdzielił rodziny, ale  my postanowiliśmy wspólnie przywitać na świecie naszą nową Wnuczkę, której także jak my i Oni nie widzieli do dnia dzisiejszego na żywo!

Siedzenie przy stole przez wiele godzin skutecznie mnie zmęczyło i po powrocie do domu nie miałam już sił, aby coś tu napisać!

O czym rozmawiają ze sobą seniorzy 60+?

Rozmawialiśmy i wspominaliśmy przede wszystkim naszą młodość i różne etapy z naszego życia, które minęło jak z bicza strzelił.

O naszych dzieciach, ich dorastaniu, a także o wakacjach z dziećmi, kiedy były jeszcze małe!

Ot, tak po prosty rozmawialiśmy o życiu – wspominając i prawie nie było ani jednego zdania o polityce!

Na wsi inaczej płynie życie, bo tak cicho tam jest i o dziwo widziałam dwa kuligi ciągnione nie przez konie oczywiście, ale przez pojazdy mechaniczne, a w mieście takich obrazów raczej nie ma!

Był to bardzo mile spędzony czas i kto wie, kiedy się spotkamy już całą rodziną, bo pandemia wciąż nie odpuszcza!

Dziś z Mężem sobie pospaliśmy dość długo i nie wiedzieliśmy, że w 8 rocznicę śmierci matki Kaczyńskiego, ten typ w kościele zrobił polityczny happening.

Z tego wszystkiego można wnioskować, że już nie ma przyzwoitej Polski i nie ma przyzwoitego kościoła, a także wiary w Boga, który został zakładnikiem zaprzańców!

Pisząc to słucham jak Putin ponownie zaaresztował Nawalnego!

Ten świat zwariował i tylko spiski, mafia i kasa!

A, i jeszcze jedna podłość w wykonaniu tego nierządu!

Samorządy, które nie popierają PiS-u nie otrzymały żadnych pieniędzy!

U mnie w zachodniej Polsce jest prawdziwa zima, co widać na zdjęciach!

Śnieg nie topi się, bo dziś było 7 stopni na minusie!

Dobranoc!

Obraz może zawierać: w budynku

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, śnieg, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, śnieg i na zewnątrz

 

Życie zdarza się tylko raz!

Czekam na dzień, kiedy w mediach ogłoszą, że koronawirus się cofa i jest coraz mniej zachorowań na całym świecie.

Jestem bardzo zmęczona tym tematem, a najbardziej jest mi szkoda dzieci, które 1 września wróciły do przedszkoli i szkół!

Dzieci zazwyczaj są ruchliwe i pełne energii, a tu nagle muszą przestrzegać wszystkich zaleceń  i uważam, że koronawirus odbiera im dzieciństwo!

Niektórzy specjaliści już mówią o straconym pokoleniu, które musi żyć w oddaleniu od siebie, bo nawet w szkolnych ławkach!

Zapowiadają, że oto jesienią nadejdzie druga fala tego dziadostwa i naprawdę nie wiem jak to wszystko z czasem się potoczy.

Może znowu będę zamykali szkoły, kina, teatry, a my jak te zombie będziemy siedzieli w domach, a gdzie się nie pojawimy, to będziemy musieli nadal nosić te durne maseczki, w której ja się duszę!

Także mi żal bardzo samotnych seniorów, których z racji pandemii nie odwiedzają bliscy i oni są zdani sami na siebie!

Moja Córka pod koniec wakacji chciała mnie odwiedzić z wnukami, ale to nie doszło do skutku, gdyż wzrosła w Polsce fala zachorowań, a więc trzeba dmuchać na zimne i być ostrożnym, co nas wszystkich zaczyna wkurzać!

Czasami się zastanawiam, czy ten wirus naprawdę istnieje – naprawdę buntuję się, kiedy widzę polityków bez maseczek!

Mój Mąż dzisiaj mimo wszystko spotkał się z kolegami na męskie gadanie, gdyż nie można dać się zwariować, aby od miesięcy nie spotykać się ze znajomymi i przyjaciółmi!

Spotkanie odbyło się na świeżym powietrzu, a bliżej na naszej  działce, którą mamy na spółkę z naszym sąsiadem i jest to miejsce typowo rekreacyjne!

Nie mogę zabronić Mężowi tych spotkań, gdyż co miesiąc odchodzi na wieczność jakiś nasz znajomy, a Mąż ich żegna na cmentarzu!

Niedawno widziałam naszego sąsiada na balkonie – w bloku na przeciwko, który podlewał kwiaty.

Teraz widzę, że kwiaty zwiędły i już wieczorem światło się tam nie pali!

Dlatego trzeba za życia kultywować znajomości i ze sobą rozmawiać, spotykać się, gdyż nasze życie jest tak ulotne!

Trzeba żyć naprawdę ,
żeby oszukać czas.
Trzeba żyć najpiękniej,
żyje się tylko raz.
Trzeba żyć w zachwycie:
Marzyć , kochać i śnić.
Trzeba czas oszukać,
Żeby naprawdę żyć.

Anna Maria Jopek!

Wklejam zdjęcia za zgodą!

Obraz może zawierać: 2 osoby, w tym Karol Modrzejewski, ludzie stoją, niebo, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, roślina, drzewo i na zewnątrz

Polski Związek Działkowców - Strona główna

Obraz / mem do cytatu: Trzeba żyć naprawdę, żeby oszukać pędzący czas. Pięknie żyć, w zachwycie. Życie zdarza się raz.

Savoir-vivre!

 

Znalezione obrazy dla zapytania relaks

Nie wiem jak Wy, ale mam tak parę razy w roku, że chcę mieć święty spokój!

Oznacza to, że chce mi się „piżamować”cały dzień w łóżku, mimo po dobrze przespanej nocy!

Mimo, że w domu jest zawsze coś do zrobienia, to funduję sobie taki relaks!

Relaks od polityki czasami robię sobie, a więc wyłączam na część dnia telewizor, czy radio.

Zjadam śniadanie i biorę książkę, albo czasopismo i relaksuję się przy dobrej lekturze.

Robię sobie mocną kawę, którą uwielbiam z mlekiem i leżę pod miękkim kocem.

Nie chcę wówczas, by ktoś mnie absorbował, gdyż pragnę świętego spokoju, tylko dla siebie.

Mam ochotę na dobry film, a więc ustawiam laptopa obok siebie i oglądam w spokoju, bo lubię tak sobie czasami organizować czas, a wieczorem pisać bloga, na którym relacjonuję fabułę.

To są chyba potrzebne chwile dla każdego człowieka, który po prostu chce odzyskać równowagę psychiczną i dlatego powinniśmy sobie robić taki reset!

Zagłębiłam dziś się więc w swój reset, aż tu nagle dzwoni telefon i słyszę:

  • Hej, jestem w twoim mieście i za pięć minut zjawię się u ciebie na kawę!

Zdębiałam, bo byłam w rozsypce totalnej, w piżamie, bez makijażu i w domu gdzie nie gdzie leżał mały kurz, a w zlewie coś do pozmywania.

Została mi brutalnie zerwana sielanka i wpadłam w popłoch, bo dzwoniąca, to nie rodzina, która mogłaby mnie taką zastać, a koleżanka nie widziana kilka lat, która przyjechała do Polski z Ameryki.

Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to, że nie ma mnie w domu i z tym kłamstwem  było mi cholernie źle!

Kiedy się ogarnęłam, to napisałam do Niej na Facebooku, że czekam na Nią o 15 u mnie w domu – jutro!

Zaproszenie przyjęła i jutro się spotkamy na pogaduchy!

Gryzę się z tym kłamstwem i  mam takie pytanie z zakresu dobrego wychowania, bo czy należy wcześniej anonsować wizytę, czy wolno działaś z zaskoczenia?

Ja uważam, że należy się umówić wcześniej, by ktoś nie doznał szoku!

Jutro się więc spotkamy, a ja przygotuję się na godne przyjęcie, tak, abym niczego nie musiała się wstydzić!

Co o tym sądzicie?

Znalezione obrazy dla zapytania herbata w łóżku

Rodzina jest najważniejsza!

 

Obraz może zawierać: roślina i w budynku

Dnia 28 sierpnia obudziłam się jak ostatnio zwykle, czyli  o godzinie 10 z minutami.

Wyciszyłam się po śmierci Mamy i czuję się na emeryturze spokojniejsza, a więc sen mi służy, czego nie doświadczyłam wiele, wiele długich lat cierpiąc na bezsenność!

Obudziłam się  i przeszłam do mojego biura komputerowego jakim jest drugi pokój.

To w nim piszę bloga i mam pod nosem wszystkie media jak laptop, telefon, aparat foto, to wszystko, co sprawia mi przyjemność i z czego korzystam każdego dnia.

Wchodzę więc do pokoju, a w nim pojawił się śliczny kwiat, który dostałam od Męża.

Uradowałam się, bo kwiat dostałam na urodziny i buziakiem podziękowałam.

Nie mam wyrzutów sumienia z powodu, iż teraz udaje mi się pospać dłużej.

Budzę się później i patrzę w okno, a tam za szybą wciąż pięknie i słoneczne lato.

Oczywiście dzień staje się krótszy i może coś tracę, ale za to jestem szczęśliwa, że nie cierpię już na znienawidzoną bezsenność, a to oznacza, że depresja jakby odpuściła.

Moje Córki zjechały z wakacji z rodzinami, a były w różnych miejscach i to mnie cieszy, że moje Wnuczki poznały Wrocław, ale także i Paryż, oraz rodzinę we Francji!

Były na różnych obozach harcerskich, oraz Wnuk na obozie piłkarskim, bo jest w tym świetny;

Zdjęcia, migawki poniżej!

Zjechały Córki  z wakacji i odbyłam z nimi spotkania i dużo rozmawiałyśmy.

Nie ma nic piękniejszego jak móc od czasu do czasu pobyć ze swoim dziećmi, choć zbliżają się do 40 – tki, a nawet ją przekroczyły.

Miałam więc okazję w tym zabieganym ich życiu pobyć z nimi kilka chwil i szczerze, bardzo szczerze sobie porozmawiać nawet na trudne tematy, które gdzieś umknęły, ale były w tyle głowy!

Jestem szczęśliwą matką, że mam mądre dzieci, które  za żadne skarby nie chcą, by mnie ktoś skrzywdził – stoją za mną murem!

Jakie to są miłe chwile, kiedy usiądzie się przy stole razem i wypije dobrą kawę i zje się coś słodkiego, oraz  się wyjaśni to, co nie można było wyjaśnić długie miesiące z braku czasu!

Mnie to dziś spotkało i to mnie dziś oczyściło dając wiarę w to, że rodzina jest największym, moim życiowym sukcesem, a pracowałam na to całe swoje życie.

Dziś rano wstałam optymistyczna i powiedziałam sobie, że to będzie dobry dzień i taki właśnie był!

Idę spać spokojna, wyluzowana, lżejsza, kochana, zrozumiana i szczęśliwa dziękując za dobrą starość!

 

Bo kochał ją całe życie, a ona jego!

 Pamiętacie swoją, pierwszą, wielką miłość z czasów szkolnych, studenckich, albo po prostu miłość, jaka zdarzyła się Wam pierwszy raz? Pierwsze zauroczenie i to, że nie wyobrażaliście sobie życia bez tej osoby, a mimo, to życie napisało swój scenariusz, że musieliście się rozstać?

Pierwsza strzała Amora mnie dopadła w ósmej klasie i chyba za szybko, bo oboje byliśmy niedojrzali jak to jeszcze dzieci. Na imię miał Adam i był świetny w języku polskim i historii. Jego Mama nas uczyła właśnie tych przedmiotów i wcale się nie dziwiłam, że jest tak obstukany w tych przedmiotach. Imponował wiedzą całej kasie, bo nie tylko mnie. Niesamowicie inteligentny, ale taki trochę lekkoduch i pamiętam, że rzucaliśmy sobie przez ławki wyznania miłosne na wydartych karkach z notesu – ha ha – dziecinada. 😀

Czułam do niego miętę przez rumianek, a on do mnie, ale nagle wyjechał z miasta ze swoją Mamą – nauczycielką i tak to się skończyło i tyle go widziałam – do mojego następnego zauroczenia.

Nigdy nie myślałam, że chciałabym go jeszcze w swoim życiu spotkać, ponieważ znalazłam inną miłość, z którą się starzeję, a teraz przeczytajcie prawdziwą historię, która jest mi bliska, bo zdarzyła się na mojej, udeptanej ziemi.

I tu mam pytanie – czego życzycie tej parze? Ja im życzę, aby w swojej już starości – pięknie odmłodnieli, bo taka miłość nie często się zdarza. 🙂

Ta dziewczyna z warkoczami… (film)

Data publikacji: 2015-09-22 17:49
Minęło ponad pół wieku, a on wciąż nie mógł o niej zapomnieć… Wiesław Rzeczycki ze Szczecina po 60 latach odnalazł swoją pierwszą miłość – Juttę. Wczoraj z bukietem czerwonych róż, z oczami pełnymi łez powitał ukochaną z młodości na Dworcu Głównym w Szczecinie.Mieszkali w okolicy Pabianic, chodzili do tej samej szkoły podstawowej – ona do 6, on do 7 klasy. Ich serca zabiły do siebie mocniej. Ona czekała na niego po lekcjach, a on na nią. Czas mijał, zaczęło rodzić się uczucie – randki, kino, trzymanie się za ręce. W latach 50. Jutta wyjechała na stałe z rodziną do Niemiec, choć jechać nie chciała. Wiesław pamięta, jak żegnał ją wtedy na dworcu. Przez jakiś czas pisali do siebie pełne miłości listy. Ale rodzice – przekonani, że ta miłość nie ma przyszłości – chowali przed nimi korespondencję. Z czasem kontakt się urwał. Każde z nich założyło rodzinę, urodziły się dzieci. On w 1967 roku osiedlił się na stałe w Szczecinie.– Lata mijały, a ona wciąż była w moich myślach – opowiada pan Wiesław. – W tym roku w lipcu wróciłem w rodzinne strony, wypytywałem o Juttę wszystkich znajomych, ale nikt niczego o niej nie wiedział. Wreszcie dotarłem do jej dalszej rodziny. Od nich dostałem numer telefonu. Zadzwoniłem…Była ogromnie zaskoczona i wzruszona. Nie mogła w to uwierzyć. Myślała, że Wiesław nie żyje – w młodości miał poważny wypadek motocyklowy, dotarły do niej wieści, że zginął. Teraz dzwonią do siebie niemal codziennie, piszą, przesyłają zdjęcia. Ona jest wdową, on po rozwodzie. Historią pierwszej miłości, odnalezionej po tylu latach, żyją ich bliscy.Jutta mieszka dziś koło Dortmundu. Wczoraj na zaproszenie Wiesława przyjechała do Szczecina. Elegancki 77-latek czekał na nią z bukietem kwiatów. Syn mu poradził, by kupił czerwone róże.– Nie myślę o tym, że dziś wyglądamy już inaczej – mówił oczekując na pociąg na peronie drugim. – Bo dla mnie to zawsze będzie tamta dziewczyna z warkoczami.

Jutta powitała go pięknym uśmiechem i czułością.

– To była niełatwa noc – przyznała. – Bardzo się denerwowałam.

Jakiś czas temu przyjechała do Szczecina z wycieczką. Przez myśl jej wtedy nie przeszło, że Wiesław znów jest tak blisko. Teraz mają siebie i piękne wspomnienia. Najpierw poszli na obiad do restauracji. W planach Świnoujście, Międzyzdroje, Kołobrzeg, oczywiście Szczecin. A potem…

– Jesteśmy oboje wolnymi ludźmi – mówi Wiesław. – Co będzie, pokaże czas.

Nasz rodzinny obiad i moja chmurzasta galeria

Wczoraj telefon. Mamo, Tato zapraszamy Was na obiad do naszego, stałego miejsca. My wracamy z Gorzowa z kina i spotkajmy się o 16.30, to pobędziemy trochę razem.

Jedziemy oczywiście, a ja jak zwykle zabrałam ze sobą aparat fotograficzny, bo nigdy nie wiadomo, co będzie warte uwiecznienia i faktycznie było!

Jadąc samochodem nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że niebo jest wyjątkowo piękne, a chmury na nim wprost bajkowe. Tym sposobem powstała moja dzisiejsza galeria nieba fotografowanego z samochodu i tu mam po raz nie wiem, który apel – miejcie ze sobą zawsze aparat, bo świat nas w każdej chwili może czymś niespodziewanie zaskoczyć.

I tak powstało moje miłe z pożytecznym.

Dobrego dnia moim czytelnikom życzę. 🙂

4 latka mojej wnusi

Co dla Babć i Dziadków może być piękniejszego niż fakt, że doczekali się wnucząt, które rosną jak na drożdżach – zdrowe i mądre. Często pada takie stwierdzenie, że wnuki kocha się bardziej niż swoje własne dzieci, ale czy ja wiem? Ja twierdzę, że kocha się je inaczej po prostu. Kocha się je, bo nagle na starsze lata odnajdujemy w sobie większe pokłady cierpliwości, a dzieci tej cierpliwości ogromnie potrzebują, bo i one lgną do Babć i Dziadków i potrafią odwzajemnić się uśmiechem i przytuleniem.

Nie widzę ich codziennie, ale One nas pamiętają i kiedy spotkamy się razem, to są takie słodkie i przychodzą, by choć na chwilkę pobyć razem i się przytulić, a więc cóż może być piękniejszego dla Babć i Dziadków?  Przecież nasza krew płynąca w tych małych istotkach sprawia, że miękniemy, a wszystko inne traci jakby blask i niech tam w świecie źle się dzieje, to my z takich spotkań czerpiemy wielkie pokłady energii.

Wróciliśmy z Urodzin Naszej Wnusi tak właśnie pozytywnie naładowani. To był cudny dzień. 🙂

Jeden telefon, a tak wiele może :)

Zadzwonił telefon i sobie myślę jaki czort, ale słyszę w słuchawce – mamo szykuj się z tatą, jedziemy na obiad tam gdzie zawsze, bo jest na to okazja. Zaczęłam zgadywać szukając w pamięci dzisiejszej daty, ale wyszło mi tylko Trzech Króli hi hi.

Dowiesz się na miejscu, a więc jedziemy i na miejscu się okazało, że faktycznie jest okazja, ale o tym napiszę innym razem – jaka? Albo i nie? (tropi mnie troll i grzebie w mojej rodzinie do piątego pokolenia wstecz i sprawdzi, czy moje dzisiejsze zdjęcia, to są  dzisiejsze ha ha)  😀

Obiad rodzinny to zawsze miłe spotkanie, ot tak przy dobrym jedzeniu i lampce wina może na spokojnie wiele sobie powiedzieć i tak też się stało, a ja ze swojej strony czytającym coś zaproponuję.

Jeśli kiedyś będziecie w woj. zachodniopomorskim i chcielibyście coś fajnego zjeść, może we dwoje, a może z rodziną i wnukami, to zapraszam do malutkiej miejscowości o nazwie Pełczyce. W moim mieście, mimo,że większym nie ma tak miłej knajpki z tak dobrym jedzeniem i wielka szkoda. 

Zawsze się podniecam na słowo Pełczyce, że ktoś miał tak świetny pomysł na rozkręcenie biznesu i uwierzcie, ale zjeżdżają tam ludzie z okolic, a nawet ze Szczecina. Knajpka ma doskonałą renomę, choć jest niewielka, ale bardzo urocza. Podczas jedzenia i spotkań, z głośników płynie klimatyczna muzyka, palą się świece, a właściciele zbierają stare bibeloty. Mnie się podoba i polecam – szczęśliwa Ela z dzisiejszego dnia zadowolona. 🙂