Archiwa tagu: święto

40 lat minęło jak jeden dzień!

Był rok 1979 i będąc mamą 3 letniej Córki postanowiłam, że czas na Dziecko drugie, bo zawsze chciałam mieć tylko dwoje dzieci.

8 marca 1979 roku wróciłam wcześniej z pracy i uznałam, że to jest ten moment!

Udało się i 12 grudnia urodziłam drugą, naszą Córkę!

Poród był szybki i sprawny i moja ogromna radość, ale zgasiła ją fatalna opieka nade mną na porodówce.

To była zima stulecia i trzymano mnie na tej sali przy zimnym oknie 7 godzin po porodzie, bo paniusie obchodziły jakieś imieniny!

Zmarzłam jak diabli i o dziwo, że się nie pochorowałam!

Gdybym miała ten rozum, co teraz, to bym walczyła o odszkodowanie!

Zawsze kiedy to wspominam, to mam okrutny żal, ale muszę z tym żyć, choć  to wryło się w pamięć.

Na szczęście Dziecko było zdrowe i nagle okazuje się, że nie wiadomo kiedy minęło 40 lat!

Kiedy ten czas minął, to sama nie wiem, bo w tym czasie Córka urodziła dwoje, naszych Wnuków, które są naszą radością.

15 grudnia mamy zaproszenie do restauracji, aby świętować rodzinnie te urodziny i ja wpadłam do sieci w celu zakupu czegoś na tę chwilę.

Kompletnie nie umiem kupować w sieci, bo boję się, że nie będzie pasowało, ale dziś odważyłam się na zakup klasycznej, białej koszuli, a do tego będzie czarny kombinezon i krótkie kozaczki!

Niestety ale w moim wieku szpilki są już nie na moją nogę, kiedy stopy są lekko spuchnięte!

Mąż też kompletuje sobie ubranie, bo chcemy wyglądać akuratnie do tej uroczystości.

Prezent zaplanowany i już kupony, także przed wyjazdem zamówimy kwiecie i jedziemy na imprę do Szczecina.

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją

 

Kombinezon

I znowu wielkie rozczarowanie Polską!

 

Za nami Obchody 101 Rocznicy Święta Niepodległości!

Włączyłam telewizor, kiedy zaczynały się obchody na Placu Piłsudskiego!

Tak zawsze byłam dumna, kiedy stali na placu pięknie ubrani żołnierze z każdej formacji i zawsze czułam takie ciepło na sercu, bo te uroczystości były dla mnie zawsze bardzo wzruszające.

I w tym roku też było wzniośle i podniośle i miło się patrzyło na ten ceremoniał mówiący o tym, że Polska ma piękne tradycje w świętowaniu!

Żołnierze na cudownych koniach, wypolerowane szable i bagnety i nienaganne mundury – to zawsze mnie wzrusza, bo jestem przecież Polką i te patriotyczne pieśni!

Kiedy zostaje odśpiewany Hymn Polski, to mam łzy w oczach!

Od czterech lat jest inaczej i podoba mi się wszystko do momentu wystąpienia „Prezydenta” Polski!

Chciałam naprawdę chciałam posłuchać jego przemówienia, ale się od 4 lat to nie udaje.

Mąż wyszedł z domu, aby się nie denerwować, bo tak darł się, że to się staje nie do zniesienia.

Ja chciałam się przekonać, czy zmienił retorykę, ale NIE!

Nie wytrzymałam, ponieważ do tego robi miny jak Mussolini, a także jakby chciał pokazać jaki z niego wielki jest człowiek, stojący na straży wszystkiego, a za wszystkim stoi prezes – zwykły poseł!

Wstydzę się za niego,  bardziej jak za Wałęsę, który też mówił głupoty, ale nie darł tak się!

Stwierdzam, że z „Prezydentem” jest coraz gorzej, tak jakby coś brał i to mu nie pomaga, a szkodzi!

Pierwsza Dama stoi obok i wygląda jak mimoza o jednej twarzy z oczami skierowanymi nie wiadomo gdzie, tak jakby wstydziła się za męża!

Jest duże prawdopodobieństwo, że w maju 2020 roku Polacy znów go wybiorą, a to będzie klęska dla Polski istnienia.

Jaka jest różnica między orędziem Kidawy – Błońskiej, a Adriana!

Inne spojrzenie na Polskę i inny jakże różny przekaz!

Po skończonej uroczystości oficjele wsiedli do limuzyn i tyle ich widziano, bo nie weszli w tłum biało – czerwonych i z nimi nie maszerowali, bo się po prostu boją, gdyż wiedzą, że broją i łamią Konstytucję.

Za chwilę na ulicach Warszawy wyszli kibole i nazole i za przyzwoleniem tego rządu palili flagę Unii Europejskiej, a na ustach mieli antypolskie hasła!

Tak, tak! Pis na to zezwala.

Na szczęście wyszli na przemarsze normalni, kochający Polskę z flagą biało – czerwoną!

Jutro 12 listopada odbędzie się nowe rozdanie w Sejmie.

Macierewicz jako Marszałek Senior dokona otwarcia i już jestem ciekawa, co tam się będzie działo!

Ja nie mogę się doczekać jutra, a w moim bloku mają w nosie święta narodowe i politykę.

Na 36 rodzin flagę wywiesiły tylko trzy! Oni będą głosowali na Dudę!

Tylko usiąść i zapłakać!

Obraz może zawierać: 7 osób, tekst

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Obraz może zawierać: niebo, dom, roślina i na zewnątrz

Seniorka w sieci!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku

Cieszę się, że w pewnym momencie mojego życia uczyłam się obsługi komputera, a potem laptopa, gdyż tym sposobem będąc seniorką mam okazję śledzić to, co dzieje się w moim mieście.

Pamiętam, że z dużą nieśmiałością zakładałam mojego Facebooka i także się go uczyłam!

Na Facebooku jest wiele fan-page, które pokazują i relacjonują wszystkie, ważne wydarzenia  dziejące się u mnie.

Poszłam po rozum do głowy i sama założyłam swojego fan-page, na którym są moje autorskie zdjęcia miasta i okolic, a także zbieram ważne informacje i je pokazuję publice.

Sprawia mi to przyjemność, bo naprawdę mam masę odsłon i stałych obserwatorów!

Dzisiaj zauważyłam cudowną wiadomość, że w mojej, byłej szkole podstawowej na hali sportowej zebrali się uczniowie, nauczyciele, rodzice, oraz goście i został o godzinie 11.11 odśpiewany Hymn Polski dla naszej „Niepodległej”.

Moją szkołę podstawową nr 1 ukończyłam ponad 50 lat temu i praktycznie nie wiele się zmieniło.

Dziś uczniowie ubrani byli w świąteczne białe koszule, tak jak kiedyś ja na przeróżnych apelach.

Zmieniło się tylko to, że szkoła wybudowała w końcu salę gimnastyczną, której my nie mieliśmy i lekcje sportowe odbywały się na boisku!

W naszych klasach nie wisiał krzyż, a teraz wisi i na uroczystości nie przybywał ksiądz,bo Państwo było świeckie, a kto chciał, to szedł do salek katechetycznych.

Nie chodziłam i nigdy nie miałam z tego powodu nieprzyjemności.

Szkoła dzisiaj  otrzymała sztandar i zawleczono  dzieciaki i żołnierzy do kościoła, aby ksiądz odprawił mszę na cześć sztandaru i szkoły.

Ciekawa jestem czy zbierali na tacę?

Nie będę krytykowała, bo sorry, ale od czterech lat taki mamy klimat!

Mamy taki klimat ponieważ świetlice na komisariatach policji zamieniane są w sale katechetyczne, kiedy Błaszczak daje policjantom pełniącym służbę 2.75 złotych na dzienne wyżywienie!

Hurra – kościół rządzi i zawsze się nakarmi!

W szkole nauczono mnie patriotyzmu i żaden ustrój tego ze mnie nie wyplenił.

Płaczę kiedy słyszę Hymn Polski, bo jestem z niej dumna mimo PiS!

Dziękuję za to, że to jest kultywowane mimo skrętu ku kościołowi – kiedyś się to wyprostuje i będzie znowu normalnie!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Dzień biało – czerwonej!

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, na zewnątrz i przyroda

Już przeżyliśmy z Polsce „Dzień Flagi”, a jutro będziemy obchodzić Święto Konstytucji – 3 Maja.

To są bardzo ważne święta dla naszej polskości i jako Polka je wszystkie świętuję.

Jednak od ponad trzech lat nie jestem dumna z tego, jak te święta są obchodzone, kiedy rządzi PiS.

Trzeba odebrać PiS-owi te trzy święta!
Oni je profanują! Idźmy na wybory!

Dzisiejsze ich przemówienia, przekłamane, fałszywe sprawiły, że było mi smutno i źle.

Wszyscy pamiętamy jak na początku rządzenia wyrzucili unijną flagę, nazywając ją szmatą, a teraz nagle wszyscy chcą do Parlamentu Europejskiego i gadają kocopoły, że Polska jest sercem Europy – faryzeusze, że trudno to znieść i brać na zdrowy rozum.

Uciekają jak szczury z tonącego okrętu i chcą tam w Europie gadać na migi, bo nie znają języków, ale im śpieszno jest do kasy!

Nie pozwólmy im na to i ja mam prosty wybór w zachodniopomorskim, bo ścierają się tytani – Arłukowicz kontra Brudziński – ten złodziejaszek od adidasów.

Już nawet swoi ich krytykują, bo przeczytajmy wspis Marcina Dubienieckiego – drugiego męża Kaczyńskiej, który ma za pazurami, ale nie boi się pisać, co o PiS myśli!

Chodzi o wypwiedź prezeskika w stosunku do niepełnosprawnych, że mają nie przeszkadzać!

„Słowa prezesa PiS nie spodobały się byłemu mężowi Marty Kaczyńskiej, Marcinowi Dubienieckiemu. – W dużym skrócie to można przełożyć tak. Motłoch musi siedzieć cicho a wtedy my będziemy mogli coś z tego stołu dla Was rzucić jak zagłosujecie. Po drodze musimy obsadzić spółki skarbu Państwa, nakarmić siebie do syta, zmienić prawo tak aby nam nikt nic nie zrobił a potem Wy! – napisał na Twitterze”.

Pierwszy dzień bez wycieczkowego Męża minął mi spokojnie, choć tęsknię.

Wyszedł na autokar, kiedy jeszcze spałam i nie chciał mnie budzić.

Włączyłam laptopa, a pod klapą znalazłam liścik z życzeniami dobrych dni bez Niego – wzruszyłam się.

Wycieczkowicze zwiedzali dziś Poznań i oczywiście dostałam kilka zdjęć z wycieczki.

Wiem, że byli w palmiarni stąd są kolorowe rybki, a także zwiedzali kościoły – nazw nie znam, bo nie znam Poznania.

Majówka w tym roku jest bardzo zimna, taka jak śpiewała Kora – zimny maj, ale myślę, że będąc ciepło ubranym można to przeżyć.

Miałam iść na zdjęcia, ale na zachodzie dziś było wietrznie i deszczowo i musiałam w domu ogrzewać się kominkiem.

Zdjęłam kolejny raz kwiaty z balkonu, bo od Szwecji idzie zimnica.

Przeżyłam więc dzień wg. recepty Stefanii Grodzieńskiej, że jestem w tym wieku, że już nic nie muszę – czasami oczywiście.

Jedno mnie ucieszyło, kiedy to Krycha Pawłowicz, która obraża ludzi na lewo – otrzymała ripostę od Radosława Sikorskiego – bujaj się wariatko!

W punkt!

 

Obraz może zawierać: roślina

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: w budynku

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał – Julian Tuwim

Jak ten czas okropnie szybko upływa i oto stałam się seniorką.

Do pierwszej pracy poszłam w 1975 roku i oto zaczęło się obchodzenie Dnia Kobiet.

Miałam to szczęście, że pracowałam z mężczyznami i pamiętam jak w ten dzień czaili się z goździkiem, rajtopami i o dziwo paczką kawy w ziarenkach.

Nigdy nie zostawałam na kobiece spędy i dlatego nic o nich nie opowiem, bo kiedy zwalniali kobiety z pracy o 12, to biegłam do domu uradowana, że mam więcej czasu dla domu.

My kobiety w tamtych czasach miałyśmy bardzo mało czasu dla domu i dzieci, gdyż pracowałyśmy też w soboty na pełen etat.

Każda niedziela poświęcona była na ogarnięcie domu i tylko tą jedną niedzielę miałyśmy dla rodziny.

Pracowałam w księgowości z Elą – starszą ode mnie o 10 lat i z panną Krysią, której nie spieszyło się do małżeństwa.

Ja miałam już dwoje dzieci i to ja byłam zawsze w pracy pierwsza mimo, że musiałam każdego poranka ogarnąć dzieci i odstawić je na państwową służbę.

Nie wiem jak to ogarniałam, ale zawsze zdążyłam nałożyć makijaż i ładnie się uczesać, a do przedszkola miałam bardzo daleko i naprawdę nie wiem jak ja to robiłam.

Byłam młoda i silna, a więc dawałam radę i teraz wspominam, to z rozrzewnieniem.

Teraz będąc na emeryturze mam o czym myśleć i o czym wspominać, a pamięta teraz o mnie – w ten Dzień Kobiet mój Mąż i takim drobnym gestem mnie dziś obdarzył i nie wymagam więcej róż, bo dba o mnie cały rok, choćby w taki sposób, że taszczy do domu wszystkie zakupy!

Dziękuję Ci Mężu za to!

Obraz może zawierać: w budynku

Moja ukochana piosenka Mirosława Breguły mówiąca o miłości mężczyny do kobiety i mój ukochany wiersz zawsze mi towarzyszą podczas Dnia Kobiet.

Powspominajmy!

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza…
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec…

(J. Tuwim)

Przy goździku i napitku – tak obchodzono Dzień Kobiet w czasach PRL-u!

Dzień Kobiet w Polsce popularność zyskał w czasach PRL-u. Wtedy to, z okazji swojego święta, kobiety obdarowywane były kwiatami – najpopularniejsze były pojedyncze goździki, tulipany lub róże przyozdobione gałązką asparagusa. W zakładach pracy organizowano też spotkania przy stole suto zastawionym ciastami, pączkami i napitkiem. Zobaczcie archiwalne zdjęcia z lat 60. i 70!

Obchody Dnia Kobiet

W małych miasteczkach też toczy się życie!

Dzisiaj w moim mieście odbył się bardzo pożyteczny „Happening z okazji Dnia Solidarności z Osobami Chorymi na Schizofrenię”.

Byłam i zdjęć parę zrobiłam.

Choroba taka jak schizofrenia, kiedy się ją leczy – nie wyklucza z życia społecznego.

Były koncerty dużych i małych, a do tego mieliśmy piękną pogodę i było naprawdę sporo ludzi.

Najfajniejsze były przedszkolaki na scenie i moja Wnusia też tańczyła ze swoją grupą.

Przyjemnie spędziłam czas, chociaż nie wiedziałam o tej akcji, ale telefon od Córki wyrwał mnie z domu.

W małych miasteczkach też toczy się życie!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Najważniejszy mebel w domu, to rodzinny stół!

 Dziś miałam w domu gości – najdroższą mi Rodzinę.

Szykowałam stół byśmy zasiedli przy nim wspólnie i abyśmy zjedli razem obiad.

Miesiąc sierpień w mojej Rodzinie jest obfity w jubileusze i inne święta, a więc postanowiłam wraz z Mężem przygotować uroczysty obiad, aby pobyć ze sobą nie tylko w święta.

W sierpniu obchodzimy dwie rocznice ślubu moich Córek, imieniny Wnusi i moje urodziny, a więc bardzo się cieszę, że udało nam się zgrać czasowo, a to nie jest łatwe.

Myślę, że wszyscy spędzili dobre, przyjemne chwile przy smacznym obiedzie i na koniec z kawałkiem bardzo dobrego tortu i kawą.

Jestem ogromnie zadowolona, że mi się to udało zorganizować i pobyłam także z Wnukami, które coraz częściej mnie zaskakują w swoim dorastaniu. To już nie są maluchy, a raczej powoli wkraczają w nastoletnie dzieci.

Ale ten dzień ma też swoją ciemną stronę.

Kiedy goście wyszli – włączyłam tv i mnie zmroziło.

Podczas naszego obiadu odszedł mój ukochany Dziennikarz – Grzegorz Miecugow.

Uwielbiam oglądać jego program – „Szkło Kontaktowe”, które śledzę od początku jego powstania i zrobiło mi się bardzo źle!

Grzegorz Miecugow miał zaledwie 61 lat, a jego odejście tak niespodziewane, to nie jest ładne zagranie.

Panie Grzegorzu, takich numerów się nie robi!

Są tacy ludzie, po których odejściu łzy leją się strumieniem i ja zapłakałam nad marnością naszego tu na Ziemi życia.

Długo, długo nikt nie będzie w stanie zapełnić tego pustego miejsca w świecie mediów.

Niech spoczywa w spokoju! [*]

Moi Indianie! 🙂

 

Kiedy dzieje się coś ważnego i pięknego! Żagle w Szczecinie!

Kruzenshtern – największy żaglowiec świata – oczywiście z Rosji!

Moje miasteczko z lekka opustoszało!

Wiara wsiadła w pociągi i samochody i udała do Szczecina!

Szczecin oddalony jest od mojego miasteczka o 70 km.

Do Szczecina przypłynęły żaglowce – cudowne żaglowce, a ja je  wprost uwielbiam.

Po raz trzeci przypłynęły w ilości 70 jednostek z 20 krajów z całego świata.

Naprawdę jest co oglądać i podziwiać, a ja najbardziej kocham maszty żaglowców, które są tak wysokie, że gilgoczą chmury i oczywiście rozłożone żagle, które łapią wiatr!

Byłam na zlocie 10 lat temu i do dziś pamiętam tamtą atmosferę.

Teraz nie mogłam pojechać, bo więcej czasu spędzam w szpitalu u Mamy, ale może kiedyś uda się jeszcze poczuć Szczecin, podczas tak cudownego święta.

Atmosfera jest niesamowita, bo ludzie robią zdjęcia, zwiedzają poszczególne jednostki, a do tego jest masa dodatkowych atrakcji dla turystów.

Szczecin podczas tej imprezy już odwiedziło 2 miliony ludzi i na taką ilość trustów miasto się przygotowało solidnie.

Podobno najpiękniej jest, kiedy żaglowce ze Świnoujścia wypływają w morze i rozwijają swoje żagle pokazując niesamowite piękno i grację. Żegnają się ze Szczecinem do następnego razu!

Na koniec zlotu marynarze schodzą ze swoich jednostek i jest cudowna parada przez miasto!

Może jeszcze – kiedyś!

 

https://www.youtube.com/watch?v=_-KqvuSQt1U

Brudziński przywiózł Prezesa na moje ziemie, a my go tu nie chcemy! Nie chcemy, bo tu mieszkają mądrzy ludzie! A sio do żoliborskiej suteryny!

 

 

Małe miasteczka czasami tętnią życiem!

 Staramy się z Mężem dokumentować to, co dzieje się w naszym miasteczku i albo razem robimy zdjęcia, albo jedno z nas.

Dzisiaj z racji brzydkiej pogody poprosiłam Męża, aby zrobił mi zdjęcia na moją stronę na FB i na bloga.

Działo się u nas dzisiaj dużo, bo swoje święto miała 12 Dywizja Artylerii, a potem odbyła się choszczeńska Sobótka.

Miasto zatętniło życiem 🙂

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzień Ojca!

Dziś jak zwykle włączyłam telewizor i spotkała mnie miła niespodzianka.

Zaproszeni goście do TVN24 przynieśli ze sobą fotografie swoich Ojców.

Jakże się ucieszyłam, że to święto nabiera mocy prawie tak samo jak Dzień Matki.

Od razu włączyła mi się myśl, czy moje Córki w tym swoim zabieganym życiu będą pamiętały o swoim Ojcu.

Tak siedziałam i gadałam do siebie, czy zapomną, czy nie zapomną?

Nie zapomniały i była wizyta z kwiatkiem dla Taty i coś słodkiego.

Miłe to, że mimo tysięcy zajęć mieliśmy przemiłą wizytę Jednej, a Druga zadzwoniła z życzeniami, bo dzieli nas trochę kilometrów.

To był bardzo przyjemny dzień.

Ale nie wszystkie Dzieci mogły złożyć swoim Ojcom życzenia, bo po prostu już ich nie mają:

 

„A kiedy już zabraknie czasu…” Po raz kolejny zadzwonię do mojego Taty i nic nie powiem.

 

Fot. Flickr / Rolands Lakis / CC BY

Dzień Ojca, a ja nie przybiegnę ze świadectwem w ręce pokazując Tobie czerwony pasek podczas, gdy Ty zrywasz czereśnie z drzewa. Nie dlatego, że już od dawna nie chodzę do szkoły, a Dzień Taty w tym roku nie wypada na zakończenie roku szkolnego, tylko dlatego, że Ciebie już nie ma.

Nie upiekę Ci tortu z okazji tego święta.

Nie zadzwonię, z życzeniami.
 Osiem lat temu życzyłam Ci, byś był tak samo fantastycznym dziadkiem podwójnym, jakim byłeś dotychczas dla jednego wnuka.

Nie poproszę: Przyjedź, potrzebuję pomocy. Jak wtedy, kiedy nie miałam co zrobić ze Starszym Dzikiem, a Ty przez sześć dni opiekowałeś się nim cudownie.

Nie pojadę z Tobą w Bieszczady,
 które tak bardzo chciałam, żebyś je zobaczył. Moje miejsce na Ziemi. A było tak blisko, miesiąc przed tym, nim odszedłeś, taki wyjazd dostałeś w prezencie. Miałeś jechać latem.

Nie zrobię dla Ciebie już tatara z łososia, który tak lubiłeś.

Nie poczuję szorstkiego policzka na swoim
, bo nie przytulisz mnie, kiedy złożę Ci życzenia. I nie zobaczę mokrych od łez oczu i uśmiechu, który próbował ukryć wzruszenie.

Oczywiście, że nie byłeś Tatą idealnym. Ale byłeś tym, który dawał mi największe wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Dzięki Tobie miałam odwagę spróbować miliona rzeczy, bo zawsze wiedziałam, że mogę wrócić, że jesteś, by mnie przytulić bez zadawania pytań. Nie oceniałeś, nie moralizowałeś. Kiedy rzucał mnie chłopak, mówiłeś jedynie: „Pamiętaj, że to oni mają biegać z a Tobą, a nie Ty za nimi. Szanuj się„. Kiedy wybierałam studia, rzucałam pracę: „To twój wybór. Pamiętaj, że jestem. Zawsze możesz wrócić.”

 

Oczywiście, że nie byłeś Tatą idealnym. Ale byłeś tym, który dawał mi największe wsparcie i poczucie bezpieczeństwa. Dzięki Tobie miałam odwagę spróbować miliona rzeczy, bo zawsze wiedziałam, że mogę wrócić, że jesteś, by mnie przytulić bez zadawania pytań. Nie oceniałeś, nie moralizowałeś. Kiedy rzucał mnie chłopak, mówiłeś jedynie: „Pamiętaj, że to oni mają biegać z a Tobą, a nie Ty za nimi. Szanuj się„. Kiedy wybierałam studia, rzucałam pracę: „To twój wybór. Pamiętaj, że jestem. Zawsze możesz wrócić.”

Fot. Flickr/[url=http://bit.ly/1RpFZL5]edward musiak[/url] / [url= https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY[/url]
Fot. Flickr/edward musiak / CC BY

Pamiętam, kiedy zapaliłam przy Tobie pierwszego papierosa. Dzień przed pisemną maturą. Nic nie powiedziałeś, ale kiedy kręciłam się po domu po północy, a Ty akurat nie spałeś, poczęstowałeś mnie bez słowa. Wiedziałeś doskonale, że palę od kilku lat. Drugiego i ostatniego przy Tobie zapaliłam przed egzaminami na studia.

Pamiętam, jak spóźniłam się do szkoły, bo (nie wiem jakim cudem) oglądaliśmy rano „Nagą broń” i zaśmiewaliśmy się nie patrząc na zegarek.

Pamiętam, jak uczyłeś się pleść warkocze
 na frędzlach od jakiejś narzuty. I gdy zrobiłeś mi do przedszkola dwie kitki – jedna pod drugą, wszystkie koleżanki zazdrościł mi „awangardowej” fryzury, każda chciała taką mieć. A ja kilka lat później ogoliłam się na łyso.

Pamiętam, jak na szkolnym biwaku, jako opiekun, odsmażałeś nam pierogi o drugiej w nocy i godziłeś żeńską i męską część klasy.

Pamiętam kurczaka,
 którego piekłeś w nocy, kiedy nie było wiadomo, czy mama na drugi dzień wróci z modnych wtedy wycieczek na Wschód.I twój głos w telefonie, gdy powiedziałam, że jestem na porodówce i że nie mogę rozmawiać, bo mam skurcz. I wzruszenie, które odebrało głos Najstarszemu Dzikowi, właśnie wtedy, gdy Tobie mówił, że został tatą. Nie zdążyłam Ci powiedzieć ,że byłeś fantastycznym dziadkiem, który słuchał moich wskazówek i kochał, i był dumny spacerując z wózkiem.
Starszy Dzik dziś mówi: „Pamiętam, jak Dziadek zmarł, tak bardzo wtedy płakałaś.”
I dziś też płaczę. I sprawdzam w głowie, czy nadal pamiętam do Ciebie numer telefonu i pewnie go wykręcę słysząc, że takiego już nie ma. Robię to zawsze. Od pięciu lat. Ten jeden raz w roku. W Dniu Ojca. I choć to irracjonalne, to zawsze mam nadzieję, że się odezwiesz, że jeszcze zdążę Ci podziękować za to, że ZAWSZE byłeś.

Za to, że nauczyłeś mnie ufać ludziom
, choć powtarzałeś, że nie mogę być taka naiwna jak Ty.Za to, że nigdy nie ryzykując, pokazałeś mi, że jednak zmiany są dobre i że trzeba walczyć o swoje marzenia.
Za to, że dbałeś o ludzi, choć oni tak rzadko dbali o Ciebie, dzisiaj nie umiem inaczej.

Za słowa
, kiedy byłam stukniętą nastolatką: – Dopóki w szkole będzie dobrze, możesz robić, co chcesz. Teraz masz moje zaufanie, ale pamiętaj, że bardzo łatwo je stracić.


I za miłość bezwarunkową
. Bo ona taka właśnie była. Bez stawiania warunków. Kochanie za wszystko i za nic. Czy ktoś umie tak teraz kochać?Tak nagle Ciebie zabrakło, nie zdążyłam się na to przygotować. Nie zdążyłam sobie wyobrazić świata bez Ciebie. I przeprosić za to, że kiedyś nie wróciłam na noc do domu, a Ty pewnie odchodziłeś od zmysłów. A kiedy mnie zobaczyłeś, przytuliłeś i powiedziałeś, żebym już nigdy tego nie robiła.
Przepraszam Tato, że nie oddzwaniałam, choć obiecywałam, że oddzwonię.Zadzwonię w Dniu Taty pod numer, pod którym nikt się nie odezwie…

PS.