Archiwa tagu: synowa

Synowa – persona non grata!

Zakochali się od pierwszego wejrzenia, na imprezie integracyjnej, która odbyła się w malowniczych górach. Podszedł do niej na dansingu i zaprosił do tańca. Nie odmówiła, bo jej się ten mężczyzna już dawno podobał. Ona, szczupła, niezbyt wysoka blondynka w czerwonej sukience i karminowych ustach mogła się podobać każdemu mężczyźnie. On, wysoki brunet w idealnie skrojonym garniturze, mógł się podobać każdej kobiecie.

Nie trzeba było długo czekać, kiedy rodzina i znajomi otrzymali zaproszenia na ich ślub. Tworzyli przepiękną parę, po której widać było ten błysk w oku i wielką dawkę szczęścia i miłości. Nie byli tacy młodzi, bo oboje podchodzili pod trzydziestkę, a więc się spieszyli, by zalegalizować swój związek. Z kościoła udali się wszyscy do domu weselnego i bawili do rana. Tańcom i toastom nie było końca, a kiedy podeszła do niej jej nowa teściowa z życzeniami, pani młoda była bardzo szczęśliwa. Usłyszała, że ma dbać o jej jedynego syna i oferuje swoją pomoc w wychowaniu przyszłych wnucząt. Pani młoda przyjęła to z uśmiechem i oznajmiła, że otoczy jej syna miłością do końca ich dni.

Minęły dwa lata i na świat przyszły bliźnięta. Ucieszyła się, że za jednym zamachem mają od razu dwoje dzieci, a tyle planowali. Ich życie diametralnie się zmieniło i oboje oddali się wychowywaniu potomstwa, a więc on chodził do pracy, kiedy ona do południa zajmowała się domem i dziećmi. On po pracy pędził jak na skrzydłach, aby być z rodziną i wkładał dużo z siebie, aby ją odciążyć, by mogła nabrać nowych sił. Układało się jak w bajce i okazało się, że są dobranymi i dobrymi rodzicami, którzy się potrafią wspierać.

Dzieci chowały się zdrowo, ale zaczął dzwonić dość często telefon do jej męża. To dzwoniła jej teściowa, że życzy sobie, aby jej syn po pracy ją odwiedzał codziennie, bo ona ma coraz mniej siły i czuje się samotna i opuszczona.

Syn bardzo kochał swoją matkę, gdyż był jej wdzięczny, że samotnie go wychowywała, kiedy jego ojciec poszedł w świat i się nim kompletnie nie interesował. Był jej wdzięczny, że go wykształciła i nie żałowała dla niego poświęcenia i pieniędzy, a więc biegał do niej po drodze robiąc zakupy i pilnował, by regularnie brała lekarstwa. Często siadał z nią i grali w szachy, ulubioną ich grę, a bywało, że zostawał u matki na noc, gdyż ta nalegała.

Ona jakoś się z tym godziła, choć teściowa ani razu nie zaproponowała jej, że zajmie się dziećmi, aby oni mogli wyjść do kina, czy kawiarni, by pobyć ze sobą sam na sam. Ani razu nie zadzwoniła, by spytać się jak maluchy się chowają i co u nich słychać.

Pewnego razu idąc ulicą z wózkiem, spotkała teściową bardzo skwaszoną na jej widok i usłyszała, że jakoś brzydko wygląda i chyba się zaniedbała, bo przybyło jej kilogramów. Usłyszała, że włosy ma w byle jakim kolorze i ogólnie zbrzydła.

Przełknęła tę uwagę, ale było jej cholernie przykro. Nie dość, że jej mąż prawie mieszka już u matki, to ta nie szczędzi jej słów krytyki.

Kiedy mąż zjawił się w domu, poprosiła o radykalną rozmowę, bo tak dalej być nie mogło i kiedy wyłożyła swoje pretensje, usłyszała, że mąż bardzo kocha matkę i kocha ją i się nie rozdwoi przecież, choć jest mu bardzo ciężko na duszy. Przysięgał, że porozmawia z matką, aby odpuściła, by mógł wrócić do rodziny, ale najgorsze miało dopiero nadejść.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia i teściowa oznajmiła, że zaprasza na Wigilię jej męża z dziećmi, ale nie wspomniała nic o synowej. 

Młoda kobieta pomyślała sobie, że to jakiś kiepski żart i oczywiście wybrała się z mężem i dziećmi na tę Wigilię nie podejrzewając, że będzie z niej wyproszona od progu. Wybiegła z mieszkania teściowej, cała we łzach i rozpatrywała w głowie, co ona jej takiego zrobiła, że tak jej nienawidzi i doszła do wniosku, że po prostu zabrała jej syna i została tak ukarana.

Jej mąż płakał z bezsilności, bo później i na urodziny, czy też imieniny, ona wstępu nie miała, a jej mąż miotał się i wił jak piskorz, aby im obu dogodzić. Nie potrafił wybrnąć z tej sytuacji, ale wybrnęła ona –  składając pozew o rozwód!

Reklamy

Jest tyle kawałów o teściowych

Na początek wpisu, taki sobie oto kawał, a jest tego w sieci, oj jest! Może nawet więcej, niż kawałów o policjantach, czy też o głupim Jasiu, he he :
Do komisariatu wchodzi mężczyzna i zgłasza zaginięcie teściowej.
– Kiedy zaginęła?
– Trzy tygodnie temu.
– I dopiero teraz zgłasza pan zaginięcie?
– Tak, bo nie mogłem uwierzyć w to szczęście.
Ten wpis został inspirowany postem, jaki zamieściła na jednym z forum młoda mężatka i czytamy, że:
młoda_meżatka_89

„Teściowa krytykuje nasze plany co do potomstwa

Planujemy z mężem mieć co najmniej dwoje dzieci. Jesteśmy młodym małżeństwem, 25 i 26 lat. Pracujemy, jesteśmy po studiach. Teściowa często krytykuje nasze plany co do potomstwa, roztacza czarne wizje, sugeruje, że nasze dzieci będą nikim, bo będzie ich za dużo i nie będziemy mogli (wg niej) zapewnić im odpowiedniej uwagi. Gdy mówiłam, że chcemy mieć troje lub czworo, skrzywiona spojrzała na nas jak na kretynów i oburzonym tonem stwierdziła, że to stanowczo za dużo. Po rodzinie rozpowiada, że będziemy szerzyli patologię. Oficjalnie nam nie mówi tak ostro, ale swoje usłyszałam przypadkowo.

Takie sytuacje powtarzają się bardzo często, podobnie jak wbijanie szpilki bo jestem osobą wierzącą i mąż przy mnie zaczął również być bardziej wierzący (u niego w domu nie było ani wiary, ani żadnych tradycji), wyśmiewanie tego, że chodzimy w niedzielę do kościoła. Nie zrozumcie mnie źle, nie jesteśmy zadnymi fanatykami ani fałszywymi „katolami”…staramy się być rozważni i nie jesteśmy jakimiś dewotami… mimo to, teściowa się z nas wyśmiewa.

Jeśli chodzi o dyskusję dotyczącą dzieci to ostatnio znowu takowa była, mąż nie zajął stanowiska, w domu zapytałam, dlaczego tego nie zrobił, na co odpowiedział, że i tak zrobimy po swojemu a ona ma prawo do swojej opinii. No ale zapomniał zwrócić uwagę na sposób, w jaki ona tę opinię wyraża. Na pewno nie jest to metoda „na kulturalnie”. Mąż w ogóle jest między młotem a kowadłem. Boi się matce zwracać za często uwagę, nie wiem, może chce świętego spokoju. Widzę natomiast że się trochę od niej oddala przez te jej zachowania, i wcale się z tego nie cieszę bo to smutne, a ja od początku chciałam byśmy mieli ciepłe stosunki. Niestety, z nią się nie da. Ciągle dopowiada, krytykuje…uczy nas, co mamy robić, my dorośli ludzie. A kiedy syn zaczyna się rzadziej odzywać, kobieta dostaje białej gorączki. Zasypuje go waidomościami, dzwoni, prosi o przysługi, o odwiedziny. A potem na odwiedzinach ta sama historia: dopieka nam i się z nas ukradkiem śmieje.”

Tak sobie ten wpis przeczytałam i postanowiłam temat poruszyć, bo dziwię się teściowym, które bardzo często wtrącają swoje trzy grosze w nową rodzinę, która właśnie powstała, albo już trwa. Są takie teściowe, którym się nic nie podoba, uważając się za wszystkowiedzące i mają tak bardzo wysokie mniemanie o sobie, że nikt im nie podskoczy. Uważają, że z racji przeżytych lat, mają prawo do głośnej krytyki i nie szczypią się w jej głoszeniu i im głośniej i dotkliwiej, tym lepiej – tak uważają.

Bywają takie, którym nic się nie podoba, bo one wiedzą najlepiej, jak ta rodzina powinna funkcjonować, Najczęściej czepiają się, że ich wnuki są źle wychowywane, źle ubierane, źle karmione i wszystko jest źle. Synowa jest za gruba, albo za chuda, nie umie gotować i jest niegospodarna, albo zięć jest do niczego i nie nadaje się na męża. No wiecie jak to jest, bo chyba każdy otarł się bezpośrednio, lub z opowiadań o takie teściowych, które mają patent na wszystko.

A u mnie:

Jest godzina pierwsza w nocy. Smacznie już sobie śpimy i mamy o tej godzinie najlepszy sen, a tu telefon.

– Synku, przyjdź natychmiast, bo źle się czuję. Synek pyta, a co się stało?

– Z ciśnieniem jest coś nie tak, pospiesz się, a tabletki nie pomagają. Synek zwleka się z łóżka i siedzi u swojej mamy pół godziny, a czasami do rana, a mama sobie smacznie chrapie. Aby tylko był i aby prawie 60 letniemu synkowi zakłócić sen i pokazać mnie, kto jest w jego życiu ważniejszy, a ja zaciskam usta już od 39 lat. Przyzwyczaiłam się do faneberii mojej teściowej. Nauczyłam się żyć z faktem, że kiedy dzwoni do mojego męża kłóci się z nim doprowadzając go do wzrostu ciśnienia i palpitacji serca. Przyzwyczaiłam się, że wiecznie była chora i każdy lekarz, do którego trafiła, za jakiś czas był do kitu i wyszukiwała sobie lekarzy w innych, odległych miastach, co skutkowało i skutkuje wyjazdami z mężem na cały dzień. Przyzwyczaiłam się, że choć mąż ma brata, to tamten nigdy czasu na matki raczej nie ma, a więc wszystko spada na mojego męża. Nie piszę tego dlatego, że jej nie lubię, a przysięgam, że się starałam bardzo zapałać do niej uczuciem, ale się nie dało. Nie mogłam znieść włamywania się do mojego domu i plądrowania po kątach pod moją nieobecność. Nie mogłam znieść jej kłamstw, krętactw i wtrącania się do mojego życia. Nie mogłam znieść, że rozsiewała za plecami bezczelne plotki i wynosiła z rodziny, na zasadzie, co się dzieje w domu, nie mów nikomu!

Nie mogłam w końcu znieść jej chęci zawładnięcia moim dzieckiem i próby oddalania mojej córki ode mnie i na szczęście dopiero 4 lata temu, moja córka odcięła tę szkodliwą dla niej pępowinę i stała się wolnym człowiekiem.

A ja staram się wciąż ją tolerować i śmieszy mnie, kiedy dzwoni i pyta mego męża, jakie ciśnienie jest na naszym ciśnieniomierzu, a mieszka od nas jeden blok dalej. Śmieszy mnie ta jej ze  mną rywalizacja i jak napisałam, zaciskam usta od 39 lat. Zdrówka jej życzę, aby nie było.

Chcę być dobrą teściową i nie chcę powielać błędów popełnionych w stosunku do mojej osoby. Nie krytykuję młodych i nie wtrącam się, bo nie chcę być teściową wrogiem. Chcę być teściową, przyjacielem. Tak, staram się być przyjacielem!