Archiwa tagu: szczęście

Jestem cała w skowronkach!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie śpią, niemowlę i zbliżenie

Od wczoraj wieczorem byłam podminowana i mój Mąż także!

Wiedzieliśmy, że na świat dzisiaj przybędzie nasza Wnusia,  a więc od rana oboje byliśmy nerwowi, aby wszystko poszło dobrze i szczęśliwie.

Czekaliśmy w wielkim napięciu i tak zawsze było, kiedy na świat miały przyjść nasze Wnuki!

Czemu tak panikujemy, ano dlatego, że dwoje naszych Wnuków po porodzie, żyło tylko godzinę na skutek licznych wad!

Nigdy nie dane nam było zobaczyć Szymonka i Miłosza, a do dziś mam w oczach białe, malutkie trumienki!

Chromosomy się pokłóciły!

Mamy więc, jako dziadkowie wielką traumę i dlatego tak bardzo przeżywamy każde następne narodziny!

Cesarskie cięcie miało być wczesnym rankiem, a więc od rana znowu nerwy i oczekiwanie na telefon, że wszystko się udało!

Czekaliśmy więc ze ściśniętym gardłem i nagle o godzinie 11.43 przyszło pierwsze zdjęcie malutkiej  Natalii, zaraz po narodzinach, zrobione przez pielęgniarkę!

Popłakałam się tak zwykle po ludzku, kiedy zobaczyłam na zdjęciu szczęśliwą Córkę z maleństwem na piersiach!

Elektronika, to cudna sprawa, bo oto nadeszło pierwsze zdjęcie nowego życia, a rodzina szaleje z radości!

Oddech i wielka nie do opisania radość!

Oto do grona Anielki, Wojtusia, Luizy dołączyła w Dzień Zaduszek – Natalia!

Mam w domu ślicznego fiołka, którym witam nowego członka rodziny!

Witaj więc Natalko i rośnij nam zdrowo – kruszynko!

Z babci i dziadka zszedł ogromny stres i zrobiliśmy się nagle śpiący, bo tak nas wymęczył!

Bardzo jest pocieszające, że personel w szpitalu tak profesjonalnie zajął się tymi narodzinami i Córka czuła się bezpiecznie!

Dziękuję personelowi w szczecińskim szpitalu!

Kiedy trochę ochłonęłam, to zadzwoniłam do mojej 12 letniej Wnusi i spytałam jak się czuję, że oto urodziła się Jej Siostrzyczka!

Usłyszałam – babciu – jeszcze tego nie ogarniam! 🙂

Ja babcia i mój Mąż – jesteśmy cali w skowronkach!

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, przyroda i na zewnątrz

Odpoczywamy!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

 

Wstrząsająca wiadomość od aktora Keanu Reeves’a dla wszystkich ludzi na świecie

„Wstrząsająca wiadomość od aktora Keanu Reeves’a dla wszystkich ludzi na świecie”.

„Matka mojego kolegi zawsze zdrowo się odżywiała. Nigdy nie piła alkohol ani nie jadła śmieciowego jedzenia, codziennie trenowała i była bardzo sprawną i aktywną kobietą. Zawsze przyjmowała leki przepisane przez lekarza, a kiedy wychodziła na słońce, to na skórze miała ochronny filtr przeciwsłoneczny. Po prostu, zawsze w najwyższym stopniu dbała o zdrowie… Obecnie ma 76 lat, raka skóry, raka kości i zaawansowaną osteoporozę.Ojciec mojego przyjaciela zajada się szynką, masłem i tłustym jedzeniem. Nigdy nie trenuje. Kiedy wychodzi na zewnątrz, pozwala słońcu palić skórę do granic wytrzymałości. W efekcie, przeżywa on swoje życie według swoich własnych standardów, a nie tak, jak nakazują mu inni. 

Obecnie ma 81 lat i zdrowie młodej osoby.

Ludzie nie mogą ukryć się przed losem i tym, co im jest pisane. Te słowa pochodzą od matki mojego przyjaciela: „Gdybym wiedziała, że moje życie skończy się w ten sposób, pozwoliłabym sobie na szczęście i smakowanie wszystkiego w pełni.”

Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc, proszę, przestań się obciążać zbyt wieloma myślami i zakazami. Jedz pyszne jedzenie. Biegaj w słońcu. Skacz do morza. Mów prawdę, która kryje się w twoim sercu. Pozwól sobie być głupi. Bądź przyjacielski. Bądź zabawny. Nie ma czasu na nic innego! „

http://www.glosgminny.pl/wstrzasajaca-wiadomosc-od-keanu-reevesa/

Carpe diem – chwytaj dzień :)

Wielka sobota, cisza i spokój zapanowały. W Internecie jakby nagle wszyscy się pokochali. Moc życzeń spływa falami kolorowych obrazków, ciepłych i chyba z serca. 

To samo dzieje się na Facebooku, bo tylko czytam piękne i radosne wieści. O jaka błoga cisza, że tylko w niej tonąć i brać garściami te wszystkie życzenia oprawione w wesołe, zajączkowo – jajeczne karteczki i tak powinno zostać drogi Narodzie świętujący. Powinniśmy uczyć się powściągliwości i zawiązywania języka w rzucaniu kalumnii w drugiego człowieka. Nauczymy się dyskutować, a nie obrzucać z mety błotem. Powinniśmy nauczyć się szacunku do drugiego człowieka, by go nie ranić niepotrzebnym słowem i uczynkiem, bo przecież człowiek to brzmi dumnie, ale ja chyba za dużo wymagam od tych świąt. Tak sobie przeczytałam, jakże trafny komentarz na pewnym forum i się w pełni z nim zgadzam, że we wtorek wszystko do normy wróci, a więc chcę jak najwięcej czerpać z tej ludzkiej dobroci, życzliwości i z tej jakże wspaniałej ciszy w sieci. Chwilo trwaj! 🙂

XXXX napisał:

„Na wątku zapanowała cisza,spokój i miłość bliźniego rodem z dekalogu.
To wszystko z okazji największego chrześcijańskiego święta.
Oooo jak pięknie !
Wierzący zamilkli,bo tak trzeba,a niewierzący,bo tak wypada.
Od wtorku wszystko wróci do normy i okaże,że piszące tu babcie i dziadki,to samo zło w czystej postaci. Bez wstydu i hamulców zostaną obrzuceni zarzutami wspierania draństwa i podłości względem narodu,państwa,ba ,ludzkości. To samo spotka ludzi życia publicznego innej opcji niż właściwa.
A dziś?
Dziś katolicka Polska mówi – Kochaj bliźniego swego i niechaj pierwszy rzuci kamieniem, kto jest bez winy ! Koszyczki, jajeczka,dzwony i ornaty…..
We wtorek koniec zabawy, wracamy do Hammurabiego – Oko za oko,za jeden ząb dwa zęby,a za czyny dziadka dla wnuka odsiadka.
Wszystkim hipokrytom w ten świąteczny czas………….
niestrawności życzę.”

Nasze trzy szczęścia :)

Kochani, bo o czym niby tu dziś wypada napisać? Oczywiście, że o Dniu Babci i jutro Dziadka, bo mamy swoje święto. Oj nie wyszło dziś słonko ani dla Babć, ani dla Wnucząt, a pewnie i nie wyjdzie jutro dla Dziadków. Trudno i świętuje się dalej, bo najważniejsze jest gorące serce dla tych naszych szkrabów, które umilają czas i myśli zaprzątają z miłością w naszych sercach.

Babcią to ja zostałam dość późno, bo z poślizgiem po pięćdziesiątce i kiedy się pierwszy raz dowiedziałam, że Babcią będę, to mnie się tak dziwnie w środku zrobiło, bo to słowo Babcia jeszcze nie za bardzo mi pasowało, no bo jak to – już Babcia?

Szybko zaakceptowałam się w nowej roli, a może niezbyt szybko, ale teraz wiem, że mam  prawo nosić wysoko babciną głowę, bo dumna jestem jak paw. Znacie to uczucie zresztą, kiedy w nasze dość szare dni wkraczają takie małe istotki, każde inne, każde indywidualne i do każdego trzeba inaczej podejść, gdyż te nasze szkraby to są już człowieki i mają swój charakterek i dlatego trzeba je traktować jako człowieki właśnie, tylko troszkę mniejsze. 

Jeśli miałabym określić jakie są te moje człowieki to:

Anielka lubi czytać i uczyć się, ale kiedy potrzebuje odrobiny prywatności, to trzeba jej ją koniecznie dać, a więc zamyka się w swoim pokoju i tam robi to, na co ma w danej chwili i ochotę. Nie wolno jej tego zabierać, bo jest nieszczęśliwa. 🙂

Mój jedyny wnuk Wojtuś bardzo lubi chodzić do przedszkola i kiedy zachoruje i musi w domu zostać, to też jest nieszczęśliwy. Jest to człowiek, który lubi mieć koło siebie porządek – taki pedancik i sam swoje zabawki odnosi na miejsce. Kocham w nim tę pedantyczność i oby mu to zostało. 🙂

Luiza to moje trzecie szczęście. Domatorka okropna, że ciężko ją wyciągnąć z domu i też jest pedantką, że jak ułoży swoje rysunki i kredki równiutko, to tak mają leżeć i już. Chętnie chodzi do przedszkola, ale czym prędzej wraca do domu, bo tam najchętniej lubi spędzać czas.

Nie widzę ich codziennie niestety i nie widzę jak się szybko zmieniają, ale wiem, że są szczęśliwe i mają szczęśliwe dzieciństwo, bo są oczkiem w głowie swoich rodziców, a więc i ja z Dziadkiem jesteśmy spokojni o te nasze człowieki.

Fajnie jest, cudnie jest, a ja czekam na wizytę jednej z wnuś, bo dwa człowieki są daleko. 🙂

Przyniósł mi dziś jemiołę na szczęście :)

Oj pogoda nie wnosi w nasze serca niczego dobrego chyba. Tam za oknem duje i mruczy wiatr na przemian z uderzającymi kroplami w szyby, a więc niby z czego tu się cieszyć?  Nie widać na niebie ani jednego promyczka, który na chwilę by rozpromienił ten szary dzień.
Jeśli jest tak beznadziejnie i tak depresyjnie, to trzeba poszukać malutkich chwil szczęścia i mnie takowe dziś spotkało.
Mąż poszedł na spacer i przyniósł mi trzy gałązki jemioły, które spadły pod wpływem wiatru i mi ją wręczył ze słowami, że to na znak naszej miłości i niech dalej tak nam się dobrze wiedzie.
Wiecie jak się uradowałam i jemiołą i tymi słowami w ten pochmurny dzień? Dało mi to chwilę do zastanowienia, że jak dobrze, iż wciąż jesteśmy razem i się kochamy bardziej niż kiedykolwiek.
Cieszę się, że pokonaliśmy oboje syndrom pustego gniazda, a nie było łatwo, a teraz sobie wzajemnie pomagamy na te starsze już lata.
Często tu już pisałam, że mąż jest pracoholikiem i ma wiele spraw do załatwienia w ciągu dnia i musi wciąż gnać, aby się wyrobić na zakrętach. Ma taką absorbującą pracę i wciąż trzyma telefon przy uchu.
Jest to trochę męczące i dla niego i dla mnie, ale oboje wiemy, że mojego męża praca trzyma przy życiu, bo gdyby mu to odebrać, to jak by odciąć dopływ tlenu, a więc jest tak jak jest i dlatego wspieram go i jestem na bieżąco z jego problemami zawodowymi.
Nie lubię słowa przemijanie, no może tylko w przyrodzie, bo przyroda się odnawia co jakiś czas, a my niestety nie! Oboje się boimy, że któreś z nas odejdzie pierwsze i pozostawi po sobie pustkę nieodwracalną, a o tym mówi mój, wybrany wiersz poniżej.
Jednak póki co, trwamy i wybieramy się 13 stycznia do Szczecina do przedszkola wnucząt z okazji Dnia Babci i Dziadka i tak nas to trzyma przy życiu, bo to są takie małe nasze radości i tyle kochani i aż tyle.
Miłego dnia 🙂

MAŁŻEŃSTWO

Że tak im było dane
zestarzeć się jak świątkom przy drodze
tak samo spróchniali
tak samo
poorani mrozem i zawieją

Że tak im dozwolono
iść serce w serce
biodro w biodro
zmarszczka w zmarszczkę

Że tak im darowano
istnieć w sobie podwójnie
i milczeć wzajemnie

Że tak im dopuszczono
by nawet w sen wchodzili razem
on ją obejmował na poduszce
by o kamień snu nie zraniła stopy

Że tak ich wysłuchano
aby to on
czerwone jabłko niósł jej do szpitala
i ukląkł w jej ostatniej łzie

Anna Kamieńska

 

Mamut – moje kino

Mamut

(2009 Niemcy, Dania, Szwecja)

Odkrywam kino skandynawskie i wciąż jestem zdziwiona, że tylko w Internecie i jestem zła, że nie w telewizji, bo uważam, że kino to uderza i porusza. Dotyka najczulszych strun człowieka i każe się na chwilę zatrzymać i pomyśleć o swoim życiu i co z tym życiem powinno się zrobić, aby być w zgodzie z samym sobą.

Namawiam na obejrzenie filmu o dziwacznym tytule „Mamut’, ale nie będę tłumaczyła dlaczego taki jest tytuł tego filmu, bo to można zrozumieć w trakcie jego oglądania.

Film opowiada wielowątkowo o aspektach naszej egzystencji i otwiera oczy widzowi, że nie tylko pieniądze, kariera, sława i pogoń za tym wszystkim, potrafią uszczęśliwić człowieka, bo uzmysławia nam, że wciąż niestety, ale największym szczęściem jest rodzina.

Ludzie biegnąc w pogoni za dobrami nagle zdają sobie sprawę, że się zagalopowali i gdzieś po drodze zaczynają się rozmijać i gubią najcenniejsze wartości, takie jak przyjaźń i miłość i zjednoczenie rodzinne. Biegną i nie zauważają swoich tęsknot i tego, że krzywdzą nieświadomie swoich bliskich, a najbardziej dzieci.

Film ten jest wspaniałą lekcją dla młodych, zagonionych ludzi biorących udział w wyścigu szczurów i to oni najbardziej powinni zatrzymać się na tym filmie, aby uzmysłowić sobie, że ta pogoń za wszystkim niszczy ich od środka.

Mocne kino, dobre kino i uważam, że dla każdego, a więc polecam szczerze. 🙂

Bo jej się coś od życia należało

Miała 55 lat i wyglądała bardzo młodo na swój wiek. Szczupła i zadbana wciąż zajęta pracą i domem, z którego wyfrunęły już dzieci. Myślała, że oboje z mężem zaczną wówczas nowy rozdział życia i choć mąż jej też pracował, liczyła na wspólne weekendy i urlopy pełne atrakcji i wyjazdów, bo było ich na to stać. Miała nadzieję, że nadrobią ten czas spędzony na wychowywaniu dzieci, którym oddała się bez reszty. Zależało jej, aby dzieci wyrosły w zgodnej rodzinie i kształciły się w najlepszych szkołach i to na to wydawali z mężem dużo pieniędzy. Dzieci, to był ich priorytet i kiedy poszły w świat, pragnęła bardzo, aby uczucia na nowo wybuchły i chciała poczuć ten dawny dreszczyk uniesień.

Córka jej rok po roku rodziła dzieci, a więc jako babcia chciała jej pomóc, nauczyć jak opiekować się takimi maleństwami, a więc prosto po pracy biegła do córki, aby odciążyć ją na trochę od macierzyńskiej rutyny. W tym czasie jej córka z zięciem wychodzili, a to do kina, a to na romantyczną kolację, a ona kładła wnuki do snu.

Wracała do domu skonana, licząc na to, że mąż poda jej gorącą kolację, czy też wymasuje obolałe części ciała, bo taka zalatana była. Jednak bywało często tak, że w domu zastawała pełen zlew nie umytych naczyń i pralkę zapchaną brudnymi ciuchami. Mąż nie pomagała jej w niczym, bo nie zauważyła, że przez 30 lat ich małżeństwa, to ona robiła wszystko i niczego od męża nie wymagała. Robiło się jej coraz smutniej, a kiedy wychodziła z inicjatywą, że chętnie by wyszła z mężem do kina, czy kawiarni, napotykała na mur niechęci i wymówek, że jemu odpowiada wieczór spędzony przed telewizorem. 

Nie podobało się jej to i chodziła coraz bardziej zamyślona i nie wiedziała, co ma zrobić, aby w końcu poczuć się szczęśliwą. Nie chciała być wieczną służącą dla swojego męża i chciała to zmienić, bo męczył ją ten brak zainteresowania ze strony ukochanego mężczyzny. Dalej biegała pilnować wnuki, bo nie potrafiła odmówić córce i dalej po skończonej służbie przychodziła do domu i wpadała w rytm domowych obowiązków i tak minęło jej 5 lat. 

W 35 rocznicę ślubu, nie doczekała się żadnej niespodzianki ze strony męża gapiącego się w telewizor. Nie doczekała się gratulacji od dzieci za jej cierpliwość i podsycanie swojego małżeństwa. Nikt nie zadzwonił i wszyscy zapomnieli, tylko nie ona.

I znów zrobiło się jej przykro i zauważyła beznadziejność swojej sytuacji. Nie była dla nikogo ważna. Nikogo nie obchodziło, co ona czuje i czego oczekuje w tych ostatnich latach życia.

Mówiła sobie w myślach, że coś jej od tego życia jeszcze należy, ale nie umiała niczego zmienić. Nie miała odwagi na rozwód i ucieczkę z bezsensownego małżeństwa i wykorzystującej jej córki. Milczała i nie skarżyła się. Wnuki rosły jak na drożdżach i często od córki słyszała, że jest zmęczona i to siedzenie z dziećmi już ją wykańcza i potrzebuje odmiany, bo coś się jej od życia należy, a więc załatwiła wczasy dla siebie i męża i bez gadania, babcia musi je przypilnować, bo akurat ma urlop.

Pojechali, a ona zajęła się dziećmi w domu córki i ani razu nie zadzwonił telefon od męża, czy może potrzebuje pomocy i co u niej tam słychać? Od czasu do czasu zadzwoniła zrelaksowana córka i to wszystko. Nikogo znowu nie obchodziła i ta sytuacja uświadomiła jej, że jej życie jest nic nie warte, bo wnuki, to nie wszystko. Pragnęła czegoś więcej i kiedy wróciła córka z wakacji i z ledwością podziękowała, coś w niej pękło.

Przyszła do domu, spojrzała na nieobecnego męża, na zaniedbany dom i miała już pewność, że dalej tak być nie może.

Poszła do pokoju spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i bez słowa wyjaśnień wyszła z domu i nigdy więcej do niego nie wróciła.

Ludzie mówią, że widzą ją w nadmorskiej miejscowości, spacerującą brzegiem morza z dobrze utrzymanym panem. Często idą, trzymając się za ręce, a w jej oczach widać blask szczęścia, bo jej się też coś od życia należało!

Na szczęście trzeba czasami poczekać

Wstałam rano i miałam wrażenie, że to kolejny, zwykły dzień będzie. Chcę podkreślić, że potrafię cieszyć się z każdego danego mi dnia, bo w moim wieku tak już trzeba patrzeć na sprawy życia i śmierci. Taka jest kolej rzeczy i nic i nikt tego nie jest w stanie zmienić bo przychodzi taki dzień, że następuje nieuchronny kres wszystkiego.

Ej, ale póki co jestem, żyję i cieszę się, że jeszcze spotyka mnie trochę przyjemności. Jednak dzień po kawce porannej wołał, że trzeba coś tam ugotować na obiad i choć temperatura nie zachęca do przebywania w kuchni, to i tak trzeba coś sklecić, tylko oczywiście odwieczny dylemat – co dziś będzie na obiad? Nie mamy z mężem w te upały zbytniego apetytu i chyba większość ludzi tak ma, ale coś ciepłego na ruszt trzeba wrzucić.

Kiedy zupa była gotowa, zajrzałam na mojego bloga, a tu licznik lata jak szalony. Onet polecił moją notkę, kolejny raz na stronę główną. Oczy mi się zrobiły wielkie jak pięć złotych, zabłysły gwiazdami i buziak się uśmiechnął, że warto coś tam pisać i nie tylko dla siebie.

Nagle ktoś puka do drzwi i przyszła zamówiona internetowo, książka ( z marnej renciny, jak to trollusie wiedzą  he he ),mojego znajomego z Facebooka i znów się uśmiechnęłam i ucieszyłam, że ten dzień, to taki szczodry jest dla mnie.

Aby coś w naszym życiu się działo, chyba sami musimy o to zadbać i zawalczyć, bo nic samo się nie stanie i nie przyjdzie, a więc i Wy dbajcie o to, aby Wasze życie miało od czasu, do czasu takie niespodzianki, które rozświetlą wydawałoby się nudne dni i nudne życie. Wcale nie musi tak być kochani i miłego dnia Wam życzę,

Jestem szczęściarą – jak nie wiem co :)

P1050515-001

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

P1050517

 

Wczoraj mój mąż miał Imieniny, a więc wybraliśmy się na rodzinny obiad, świętując jednocześnie Dzień Wolności, a więc dwa w jednym. Jestem szczęściarą, że ich mam i to nie byle jakich, bo strasznie kochanych. Jestem szczęściarą, że dzięki moim bliskim mogę od czasu do czasu oderwać się od codzienności. Mogę na równi z nimi porozmawiać na wszystkie tematy, a także cieszyć się ich sukcesami. Mogę być blisko ich, choć są zaganiani i zapędzeni, ale zawsze pamiętają o staruszkach – Rodzicach. Aż chce się śpiewać z radości i wiersze deklamować. 🙂

Nie licz lat i dni

nie licz lat i dni – dawna dziewczyno 
ich nurtu nie zatrzymasz 
niech płyną… 
bądź jak stare dobre wino 
zatrzymaj słodki jego bukiet 
i w zachwycie łap chwile 
jak piękne motyle 
nie pozwól im 
uciec 

bo w zachwycie ci bardzo do twarzy 
i w szalu nadziei na ciepłe dni i lata 
jeszcze wszystko może się zdarzyć 
niech unosi cię na fali myśl skrzydlata ! 

śpiewaj piękna dziewczyno mimo deszczu 
i przetaczających się burz 
w duszy posiej kwiaty 
niech pokryją pamięci kurz 
i śpiewaj… 
a jutro uśmiech przyjdzie w swaty 
jak kochanek 
z bukietem pąsowych 
róż 

bo z uśmiechem wyglądasz ładniej 
bo uśmiech – to ust twoich kwiat 
z uśmiechem wyglądasz powabniej 
taka właśnie możesz zdobyć świat ! 

tańcz dziewczyno do póki dusza 
wiosnę pamięta… 
póki usta pamiętają pocałunków smak 
szal nadziei zarzuć na ramiona 
i tańcz harmonijnie – w takt 
niech zwiędłe spojrzenie 
w lustrze skona 
uwierz w jutro 
w wyznaczony sercem 
trakt 

bo z nadzieją ci bardziej do twarzy 
z nią możesz marzyć, śpiewać, żyć 
bez niej nie wiesz, co się wydarzy 
zgubisz drogę do szczęśliwych wysp ! 

nie licz lat – dziewczyno ! 
nie licz dni !

Zofia Szydzik

P1050519-002

Uśmiechnij się kobieto

Szymon Mucha

Taxi! 

Proszę mnie zawieźć… Albo nie!
Niech pan gdzieś jedzie, gdzie pan chce,
To taki kaprys nocny jest,
Tak, mam pieniądze… I mam gest!

Niech pan mnie wiezie dalej, dalej,
Niech pan mnie wiezie nie wiem gdzie,
Czy w tej taksówce wolno palić?
Tak tylko pytam, nie to nie!

A czy pozwala pan szampana,
Pięknym kobietom tutaj pić?
A czy ja mogę tu u pana,
Przymknąć powieki, no i śnić…

Jestem kobietą przebudzoną
I tak mi dziwnie trzeźwo z tym
Bo chociaż sny na dłużej szkodzą
To wynalazkiem nie są złym
Pan nawet nie wie o czym mówię
Pan nie potrafi żyć we śnie
A ja potrafię, więcej! Lubię
Na jawie śnić, co tylko chcę…

Na przykład miasto o północy,
Tętniący neonami świat,
W którym podpici już „prorocy”,
Kobietom odejmują lat.

Pan sobie pewnie wyobraża,
Pan pewnie myśli nie wiem co…
A ja dziś jestem na wirażu,
Ja wpadłam w poślizg, że ho! Ho!

I całą noc dziś będę szaleć,
Tańczyć na stołach i tłuc szkło,
Ale na razie jedźmy dalej,
Bo widzi pan – ja jestem po

Jestem kobietą po przygodzie,
I tak mi lekko, dobrze z tym,
Mężczyźni mi na dłużej szkodzą,
Choć wynalazkiem nie są złym!
Ja nawet bardzo chłopców lubię!
Mogę ich mieć, gdy tylko chcę,
Prędzej czy później wszystkich gubię,
Więc femme fatale nazwali mnie.

My też jedziemy nazbyt długo
Pan o mnie wie za dużo już
Niech pan tu stanie, pod tancbudą,
Jak to się czyta – Moulin Rouge?

Dziś jest ten dzień. Dzień 8 Marca, a więc Międzynarodowe Święto wszystkich Kobiet. Jest to święto bardzo kontrowersyjne, bo niby komunistyczne, a wcale przecież tak nie jest, bo jak dziś napisał mój znajomy z Facebooka, Andrzej Rodan, pisarz, co cytuję: „Dzisiaj, 8 marca jest Międzynarodowy Dzień Kobiet. Spora część ogłupiałych telewizorów oraz polytyków-niedouków twierdzi, że jest to święto komunistyczne i oni go nie uznają. Posłuchajcie telewizory i polytyczne sejmowe idioty. To święto zrodziło się w USA w lutym 1909 roku. Jasne?!”

Jak ja traktuję to święto? Zupełnie normalnie, jako dzień trochę wyjątkowy i trochę zwyczajny i zawsze tak do tego dnia podchodziłam, nawet kiedy był ten przysłowiowy goździk i rajstopy. A niby dlaczego mam się nadymać, odwracać, nie chcieć. Nie mam powodu, gdyż jestem przecież kobietą, taką z krwi i kości i swoje w życiu przeżyłam, a łatwo nie było wielokrotnie, a więc cieszę się, że osoba mi bliska, pofatygowała się do kwiaciarni. Pamiętam ten dzień zeszłego roku i w zasadzie przez ten cały rok jestem zaopiekowana bardzo serdecznie i troskliwie, bo choćby dlatego, że nie dźwigam sama zakupów i nie stoję w kolejkach, a to dla mnie bardzo wiele znaczy. Nie mam powodu do psioczenia i biadolenia. Jest fajnie. Jest i niech długo będzie.

Ja wiem, ja wiem, że losy kobiet są tak różne, bo są między nami kobiety będące na zakręcie i stąd ten mój wiersz dzisiejszy. Są kobiety samotne, po przejściach, humorzaste, wesołe, z planami na przyszłość, albo już bez planów, bo zostały zrealizowane. Kobiety pracoholiczki i kobiety wolące zacisze domowe. Kobiety lojalne i mniej, a także kobiety zamknięte w sobie i gaduły itd. Z tej okazji, skoro mnie się udało wyjść z tego zakrętu, życzę wszystkim dobrych rozwiązań i wyborów, bo życie kobiety powinno być kolorowe, a jeśli nie, to przynajmniej stabilne. Bądźcie wszystkie kochane i szczęśliwe.

I jeszcze spodobały mi się te życzenia:

Drogie Panie, gdy rodzicie dzieci i „poświęcacie się” rodzinie, to bywa, że nazywane jesteście kurami domowymi. Gdy rodzicie dzieci, ale dbacie o siebie, macie życie zawodowe i własne zdanie, to bywa, że nazywane jesteście wyrodnymi matkami. Gdy nie macie dzieci i żyjecie same, bo tak lubicie, to bywa, że mówią o Was, że nie jesteście prawdziwymi kobietami, a gdy jeszcze do tego walczycie o prawa kobiet, to w kontekście pejoratywnym mówią o Was wojownicze feministki. Życzę Wam, żebyście nigdy nie były oceniane przez pryzmat Waszych wyborów, do których macie prawo, tylko pod kątem prawa człowieka do wolności i równości, bo to Wasze życie i nikt za Was go nie przeżyje …