Archiwa tagu: USA

Zawieszenie w czasie!

Po pogrzebie Mamy czuję się bardzo dziwnie i sama ze sobą gadam w głowie.

Nagle od dwóch lat zrobiło się tak dużo czasu, tylko dla siebie i muszę na nowo nauczyć się z niego czerpać, tak jak to było przed Mamy chorobą.

Na razie żyję w zawieszeniu ze swoją żałobą i nie biorę się za większe, domowe sprawy, a jedynie gotuję na bieżąco i ogarniam dom bardzo pobieżnie, gdyż chcę pozostać w zgodzie ze sobą i uporać się z wieloma pytaniami, szukając odpowiedzi.

Po pogrzebie wszyscy się rozpiechrzli i wrócili  do swojego życia, do pracy, do codziennych zajęć i tak powinno być.

Ja będąc na emeryturze muszę na nowo budować swój świat i wiem jedno, że w rodzinie powstała ogromna pustka i niczym jej już nie można załatać, a jest to odejście Mamy.

Śpię teraz dużo, bo prawie do 10-tej, bo tak mój organizm potrzebuje i już nie budzę się z lękiem, że muszę być gotowa do opieki nad Mamą.

Mogę sobie pozwolić na lenistwo – np. cały dzień w pidżamie dumając i medytując układając swoje myśli i dzień.

Widzę Mamę w trumnie, ale myślę, że ten stan kiedyś minie i nie będzie mnie ten widok prześladować.

Widzę Ją kiedy patrzę przez okno, a Ona lubiła się przechadzać – taka malutka z berecikiem na głowie, a czasami z laseczką.

Widzę Ją kiedy była jeszcze młodą kobietą i kąpała moją pierworodną, aby mnie tego nauczyć.

Takie obrazy będą się pojawiały we wspomnieniach, bo one nigdy nie odejdą z zamknięciem wieka od trumny.

Obejrzałam więc dzisiaj film polski – sławny film pt. „Kler” i zadałam sobie pytanie, co ten film ma niby zmienić w postrzeganiu draństwa w kościele, bo nie zmieni nic!

Ten film obejrzały miliony Polaków, a mimo to kościół ze swoją pedofilią będzie miał się świetnie!

Oglądałam lepsze filmy o tej tematyce, bo np. film „Wątpliwość” z rewelacyjną aktorką – Meryl Streep. Polecam, bo jest bardzo ambitne kino o trudnym temacie z bardzo dobrymi dialogami.

Przeczytałam też fragment z książki, którą napisała Michelle Obama o tym czasie, kiedy ona i jej mąż wchodzili w politykę i jak wcale im nie było łatwo.

Ogromnie lubię mądre kobiety i jestem pełna dla nich podziwu, a taką mądrą jest Michelle, która niewykluczone będzie się ubiegała o urząd Prezydenta USA, ale to pokaże czas.

Michelle Obama: Barack był pracoholikiem i nie mierzył sił na zamiary.
Tuż po ślubie Michelle chciała robić karierę, a jednocześnie marzyła o roli typowej żony i matki. W tym czasie Barack miał już opinię „wysokiego, sympatycznego pracoholika”, który musiał słono zapłacić za niedotrzymanie jednej umowy.
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Agora publikujemy fragment książki Michelle Obamy „Becoming. Moja historia”, która ukaże się w Polsce 13 lutego.

Rozdział 12.

(…)

Po powrocie ze spędzonego w Kalifornii miesiąca miodowego Baracka i mnie czekała zarówno dobra, jak i zła wiadomość. Tą pierwszą był wynik listopadowych wyborów, który zapowiadał falę dobrych zmian. Bill Clinton wygrał ze znaczną przewagą, po zaledwie jednej kadencji odsuwając od władzy prezydenta Busha. Carol Moseley Braun także odniosła zdecydowane zwycięstwo i została pierwszą afroamerykańską senatorką. Baracka szczególnie ucieszyła wieść, że frekwencja okazała się rewelacyjna: sam Project VOTE! zarejestrował ponad sto dziesięć tysięcy nowych wyborców, a szeroko prowadzona kampania na rzecz udziału w wyborach także przyczyniła się do zwiększenia liczby głosujących.

Po raz pierwszy od dekady ponad pół miliona czarnoskórych wyborców z Chicago poszło na wybory i dowiodło, że ma moc zbiorowego wpływania na politykę. Był to jasny komunikat dla prawodawców i przyszłych polityków, w który po śmierci Harolda Washingtona część ludzi, jak się zdawało, przestała wierzyć: głosy Afroamerykanów się liczą. Ignorowanie ich czy lekceważenie ich potrzeb i problemów będzie kosztownym politycznym błędem. Również sama afroamerykańska społeczność otrzymała sygnał, że się liczy, a postęp jest możliwy. Te wydarzenia napawały Baracka otuchą. Choć praca, którą wykonał, była wyczerpująca, nauczył się dzięki niej wiele o złożonym systemie politycznym miasta. Upewnił się też, że posiada zdolności organizacyjne pozwalające mu na podjęcie większych wyzwań. Współpracował z liderami inicjatyw oddolnych, zwykłymi obywatelami i wybranymi urzędnikami, jakimś cudownym sposobem dopinając swego. Kilka gazet odnotowało niezwykły wpływ działań Project VOTE! Dziennikarz z czasopisma „Chicago” opisał Baracka jako „wysokiego, sympatycznego pracoholika”, twierdząc, że pewnego dnia sam powinien wystartować w wyborach, co Barack po prostu zbył wzruszeniem ramion.

Michelle i Barack Obamowie

Źródło: Obama-Robinson Family Archive

Była też jednak zła wiadomość: ten wysoki, sympatyczny pracoholik, którego właśnie poślubiłam, przeoczył termin oddania książki. Tak bardzo pochłonęło go rejestrowanie wyborców, że zdołał złożyć tylko część maszynopisu. Po powrocie do domu agent Baracka poinformował nas, że wydawca unieważnił umowę i Barack musi zwrócić zaliczkę w wysokości czterdziestu tysięcy dolarów.

Jeśli go to przeraziło, nie okazał przede mną paniki. Ja sama wdrażałam się właśnie do nowych obowiązków w ratuszu, które obejmowały znacznie więcej zebrań z zarządem planowania przestrzennego, a mniej pikników z seniorami niż na poprzednim stanowisku. Choć nie pracowałam tak długo jak w kancelarii, codzienny zgiełk sprawiał, że wieczorami byłam wymęczona i niezbyt chętna mierzyć się z problemami w domu. Wolałam raczej nalać sobie lampkę wina, odłączyć zwoje mózgowe i oglądać telewizję na sofie. Jeśli obsesyjne zaangażowanie Baracka w Project VOTE! czegoś mnie nauczyło, to tego, że nie powinnam się martwić kłopotami mojego męża, bo przejmowałam się nimi bardziej niż on sam. O ile mnie chaos pobudzał, o tyle Baracka wręcz rozsadzał. Był niczym żonglujący talerzami cyrkowiec – jeśli robiło się zbyt spokojnie, odbierał to jako sygnał, by zwiększyć tempo. Zorientowałam się, że notorycznie bierze na siebie za dużo zobowiązań i angażuje się w kolejne projekty, nie mierząc sił na zamiary. Zgodził się na przykład zasiąść w zarządzie kilku organizacji non profit i wykładać na część etatu na University of Chicago w nadchodzącym semestrze wiosennym, a jednocześnie planował zatrudnić się w kancelarii w pełnym wymiarze godzin.

Pozostawała jeszcze sprawa książki. Agent zapewniał, że zdoła sprzedać tytuł innemu wydawcy, o ile Barack szybko skończy pierwszą wersję tekstu. Ponieważ jeszcze nie zaczął pracy na uczelni, a kancelaria, która i tak czekała już od roku, by go zatrudnić na pełny etat, zaaprobowała takie rozwiązanie, wymyślił idealny sposób wybrnięcia z kłopotów: będzie pisał w odosobnieniu i z dala od codziennego zgiełku w jakiejś odległej chatce, gdzie zdoła skupić się wyłącznie na jednej sprawie. Był to ekwiwalent całonocnego pisania eseju zaliczeniowego na ostatnią chwilę w koledżu, tyle że ta praca miała mu zająć kilka miesięcy. Zaczął rozwijać tę wizję pewnego wieczora jakieś sześć tygodni po naszym ślubie, po czym spuentował ją wiadomością, że jego matka wyszukała mu idealny domek. Tak naprawdę to już go dla niego wynajęła. Był tani, cichy i stał przy plaży. W Sanurze. Czyli miasteczku na indonezyjskiej wyspie Bali piętnaście tysięcy kilometrów ode mnie.

Źródło: Obama-Robinson Family Archives

To brzmi trochę jak kiepski dowcip, prawda? Co się stanie, gdy samotnik indywidualista ożeni się z towarzyską, kochającą życie rodzinne kobietą, która nie znosi samotności? Odpowiedź brzmi chyba tak samo jak rozwiązanie prawie każdego małżeńskiego problemu, nieważne, kim się jest i jak wyglądają szczegóły, trzeba się jakoś dostosować do sytuacji. Skoro małżeństwo jest na zawsze, to właściwie nic innego nie pozostaje.

I tak na początku 1993 roku Barack poleciał na Bali, by spędzić prawie pięć tygodni sam na sam z własnymi myślami i pracować nad manuskryptem książki Odziedziczone marzenia. Spadek po moim ojcu. Zapełniał starannym pismem żółte kartki notesów i klarował swoje idee podczas codziennych powolnych spacerów wśród palm i szumu fal. Ja tymczasem zostałam w domu i po dawnemu żyłam nad mieszkaniem matki przy Euclid Avenue, a kolejna ołowiana chicagowska zima lakierowała drzewa i chodniki warstwą lodu. Szukałam sobie zajęć, widywałam się z przyjaciółmi, wieczorami chodziłam na treningi. Podczas regularnych spotkań z ludźmi w pracy i w mieście używałam czasem dziwnego nowego określenia: „mój mąż”. Mój mąż i ja chcielibyśmy kupić dom. Mój mąż jest pisarzem i kończy książkę. Było to dziwne i cudowne. Przywoływało wspomnienie nieobecnego przy mnie człowieka. Bardzo tęskniłam za Barackiem, ale starałam się racjonalnie wyjaśnić sobie tę sytuację. Rozumiałam, że choć dopiero co się pobraliśmy, taka przerwa była chyba najlepszym rozwiązaniem.

Barack zabrał chaos związany z pracą nad książką daleko od domu, aby tam go opanować. Być może zrobił to przez wzgląd na mnie, żeby mi ten bałagan nie przeszkadzał. Musiałam pamiętać, że wyszłam za niesztampowego myśliciela. Radził sobie ze swoimi problemami w najrozsądniejszy i najskuteczniejszy sposób, jaki przyszedł mu do głowy, nawet jeśli z pozoru wyglądało to na tropikalne wakacje czy miesiąc miodowy z samym sobą (jak go nazywałam w momentach szczególnie doskwierającej samotności), na który wybrał się zaraz po miesiącu miodowym ze mną.

Michelle i Barack Obamowie

Źródło: Callie Shell, Aurora Photos

Ty i ja, ty i ja, ty i ja. Uczyliśmy się dostosowywać, na zawsze splatać w jedno trwałe „my”. Nawet jeśli byliśmy tymi samymi ludźmi co dawniej, tą samą parą od lat, obecnie mieliśmy nowe etykietki i musieliśmy sobie poradzić z nową tożsamością. On był moim mężem. Ja – jego żoną. Oznajmiliśmy to sobie nawzajem i całemu światu w kościele. Wydawało się, że zakres naszych zobowiązań wobec siebie wzrósł.

Dla wielu osób, w tym dla mnie, słowo „żona” nie jest czymś błahym. Ma historyczne konotacje. W oczach ludzi dorastających jak ja w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych żony jawiły się jako pewien gatunek białych kobiet z telewizyjnych sitcomów – radosnych, ufryzowanych i spiętych gorsetem. Siedziały w domu, rozpieszczały dzieci i zawsze miały na kuchence naszykowany obiad. Czasem nalewały sobie sherry albo flirtowały ze sprzedawcą odkurzaczy, ale na tym wszelkie podniety się kończyły. Na ironię zakrawał fakt, że oglądałam te programy w naszym salonie przy Euclid Avenue, gdy moja pracująca w domu matka bez słowa skargi przygotowywała kolację, a gładko ogolony ojciec odpoczywał po dniu pracy. Związek moich rodziców był równie tradycyjny jak te w telewizji. Barack żartuje sobie nawet czasem, że moja rodzina przypominała czarną wersję Leave It to Beaver, serialu o idealnej amerykańskiej rodzinie, z udziałem Robinsonów z South Side, równie statecznych i nieskazitelnych co telewizyjni Cleaverowie z Mayfield, choć, rzecz jasna, biedniejszych – niebieski kombinezon miejskiego pracownika, mojego ojca, zastępował tu garnitur pana Cleavera. Barack robił to porównanie z nutką zazdrości w głosie, ponieważ jego dzieciństwo przebiegało zupełnie inaczej, aczkolwiek także stało w kontrze do głęboko zakorzenionych stereotypów na temat Afroamerykanów, którzy ponoć mieszkają głównie w rozbitych rodzinach i nie są zdolni do realizacji typowych dla klasy średniej marzeń o stabilnym życiu spełnianych przez naszych białych sąsiadów.

Ja sama w dzieciństwie wolałam The Mary Tyler Moore Show i z fascynacją pochłaniałam wszystkie odcinki. Mary miała pracę, modne ciuchy i świetne włosy. Była niezależna, zabawna i w przeciwieństwie do innych pań z telewizji mierzyła się z ciekawymi problemami. Prowadziła rozmowy, które nie dotyczyły dzieci czy domu. Nie pozwalała Lou Grantowi sobie rozkazywać i nie miała obsesji na punkcie znalezienia męża. Emanowała z niej młodzieńcza werwa, choć zarazem była dojrzała. W czasach na długo przed internetem, kiedy świat prezentowano nam prawie wyłącznie za pośrednictwem telewizji, takie sprawy miały znaczenie. Dla inteligentnej dziewczyny o kiełkującym przekonaniu, że nie chce ograniczyć się do roli pani domu, Mary Tyler Moore była boginią.

Michelle i Barack Obamowie

Źródło: Official White House Photo by Chuck Kennedy

A teraz, w wieku dwudziestu dziewięciu lat, żyłam w tym samym mieszkaniu, w którym wtedy oglądałam telewizję i jadłam posiłki przygotowane przez cierpliwą, bezinteresowną Marian Robinson. Dostałam bardzo wiele – wykształcenie, poczucie własnej wartości, arsenał ambicji – i zdawałam sobie sprawę, że to głównie zasługa matki. Nauczyła mnie czytać, nim poszłam do zerówki, pomagała mi literować słowa ze stron książeczek Dick and Jane, kiedy siedziałam skulona niczym kocię na jej kolanach w bibliotece. Gotowała nam pełnowartościowe posiłki, domagając się, byśmy zjedli brukselkę i brokuły. Uszyła mi nawet suknię na bal maturalny, na litość boską! Obdarowywała nas nieustannie i wszystko nam oddała. Własną tożsamość zbudowała wokół rodziny. Dziś już rozumiałam, że godziny spędzone na opiece nade mną i Craigiem były godzinami, których nie poświęciła sobie.

Jednak za wspaniałe dary, które otrzymałam w życiu, płaciłam teraz cenę, jaką był komfort psychiczny. Wychowano mnie tak, bym była pewna siebie, nie uznawała żadnych granic i wierzyła, że mogę osiągnąć dosłownie wszystko, czego zapragnę. A pragnęłam wszystkiego. Bo, mówiąc słowami Suzanne, czemu nie? Chciałam żyć wystrzałowo i robić karierę jak Mary Tyler Moore, a jednocześnie skłaniałam się ku ustabilizowanej, pełnej poświęceń i na pozór bezbarwnej roli typowej żony i matki. Chciałam mieć zarówno życie rodzinne, jak i zawodowe, lecz zarazem jakoś sprawić, by jedno nie stłamsiło drugiego. Miałam nadzieję, że pójdę w ślady matki, a zarazem, że będę od niej zupełnie różna. Samo rozważanie tych spraw było dziwne i mieszało
mi w głowie. Czy mogę mieć wszystko? Czy faktycznie tego chcę? Nie miałam pojęcia.

(…)

Powyższy fragment pochodzi z książki Michelle Obamy „Becoming” (wyd. Agora), która ukaże się w Polsce 13 lutego.

Źródło: Materiały prasowe

Reklamy

Jestem zniesmaczona Adrianem!

Jeszcze się udaje wstać o poranku i nie zemrzeć we śnie, choć była by to komfortowa śmierć bez bólu i leżenia miesiącami w łóżku, obarczając sobą rodzinę.

Mam tak, że kiedy się obudzę, to mam jeden cel, bo jestem uzależniona od wiadomości z kraju i ze świata!

Włączam komputer, aby się zalogował, a w kuchni robię sobie pobudzającą kawę i tak jest od lat.

Ja wiem, że nie powinno się pić kawy na pusty żołądek, ale mam taki na nią apetyt, bo mnie skutecznie budzi.

Z kawą robię więc przegląd prasy i dopiero potem biorę się za inne czynności, czyli jest prysznic, śniadanie i małe sprzątanie, a potem lecę do chorej Mamy!

Czasami sobie myślę, że kiedy zaniemogę na tyle, że stracę władzę nad Internetem, to będę bardzo nieszczęśliwa, odcięta od wiadomości i ich komentowania.

Może się tak stać, bo nikt nie wie w starszym wieku, co odbierze mu choroba!

Jednak udaje się jeszcze logicznie mysleć i mieć swoje, własne zdanie na dany temat i mózg pozwala na samodzielne myślenie i wyciąganie wniosków!

To taki wstęp do starości, ale póki co – chyba jest ze mną jeszcze dość dobrze!

Kiedy Adrian jechał do USA na zaproszenie Donalda Trumpa, to rzekłam do Męża, że z tej wizyty wyjdą niezłe jaja i wyszły!

Pojechał zupełnie nie przygotowany i robił gafę za gafą i to wyszło kompletnie śmiesznie, czy raczej żałośnie!

Tak więc wracając do poranka z kawą, obejrzałam sobie zdjęcie, które zamieścił na Twitterze sam Prezydent Trump, na którym widzimy stojącego Adriana w Gabinecie Owalnym podpisującego pewne uzgodnienia!

Widok jest taki, że Adrian na stojąco ten dokument podpisuje, kiedy  Trump w najlepsze się rozsiadł w fotelu przy biurku!

Przejrzałam zdjęcia z Gabinetu Owalnego na Google Grafika i żaden z dygnitarzy nie podpisywał żadnych dokumentów w Gabinecie Owalnym, a tylko naszego Adriana upokorzono i Polskę też nie oddając żadnego szacunku.

Nawet wódz Korei Północnej dostał miejsce siedzące, a nasz Adrian dostał kopa w de… i Polska też, bo to był czas stracony dla Trumpa!

Ja nie mam Prezydenta, bo mam figlarnego, mimcznego faceta, który co rusz pogrąża ten urząd!

Ja miałam Prezydenta, a był to Aleksander Kwaśniewski, któremu wybaczam chorbę filipińską, bo każdy chłop napić się musi, ale takich cyrków nie wyprawiał jak ten człowiek z nadania PiS-u!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie siedzą i w budynku

 

Ojciec Anders przekręca się w grobie!

Znalezione obrazy dla zapytania anders anna

Hej polskie emerytki i emeryci mieszkający i pobierający  emerytury –  tutaj w Polsce!

Ile dostaliście od państwa polskiego emerytury?

Za lata pracy i gonitwę między domem, a pracą – często w nadgodzinach otrzymalyśmy marne grosze, bo w najlepszym przypadku tak do 2 tysięcy złotych.

Ile jest przypadków, że emerytura wpływa w dolnej granicy, bo jakieś tysiąc złotych.

Hej polskie emerytki i emeryci i jak sobie radzicie z taką kwotą, kiedy trzeba opłacić mieszanie, kiedy już małżonek nie żyje!

Musimy opłacić energię, media, gaz i zapłacić za leki, którch w tym wieku nie da się nie brać, bo w tym wieku mało jest ludzi, którzy nie cierpią na żadne choroby.

Musisz sobie emerytko i emerycie od czas do czasu pozwolić na fryzjera, albo muszisz zakupić sobie jakiś ciuch, co czynisz w tzw. – lumpeksach!

Musisz sobie kupić zimowe odzienie i letnie też, a więc kombinujemy jak koń pod górę, aby wyglądać i aby istnieć i jeszcze dać parę groszy dla wnucząt.

Oczywiście lżej się żyje jeśli na stare lata w domowym budżecie są dwie emerytury i wtedy łatwiej jest gospodarzyć.

Niestety, ale życie pisze okrutne sceniariusze i nagle zostajemy same/sami i wtedy w państwie polskim żyje się na granicy nędzy i rozpaczy.

Pracowałam wiele lat sumiennie, ale na moje konto wpływa tyle, że samodzielnie bym nie przeżyła, bo życie w Posce dla starych ludzi jest dość kosztowne i wiem, że wielu ludzi żyje na granicy!

Kogo w Polsce obchodzi los emerytów i Seniorów?

Kiedy PiS walczył o władzę, to obiecywał poprawę finansową emerytów i rencistów.

Obiecywali rewalozyzację i darmowe leki i przez dwa i pół roku nie zobiono dla nas nic!

Nie wszyscy mogą być w polityce, gdzie tam kasa leci jak manna z nieba.

Taka córka Andersa – Anna Anders – piękna i powabna Seniorka z naszych podatków przepuściła na przeloty samolotem do USA  ponad pół milona, tylko dlatego, że jest piękna i zadbana i mimo 67 lat – wygląda wciąż świeżo i ponętnie.

Przeczytajcie dlaczego i po co ograbiła nas emerytów na 65 tysięcy złotych!

Co pani Anders zrobiła dla mnie i dla Ciebie drogi emerycie, bo ja sobie nie przypominam, a tylko wiem, że kroi mnie na kasę!

Mam nadzieję, że dożyję, że ci złodzieje naszych podatków znajdą się za kratami!

W trakcie wywiadu z reporterką TVN24 dodawała: – Niech pani mi wytłumaczy, jak można być pełnomocnikiem premiera do spraw dialogu międzynarodowego, siedząc przy biurku? Czy pani mi może wytłumaczyć, czy ja mam pociągiem lecieć do Stanów Zjednoczonych? Prawdziwe poruszenie w mediach społecznościowych wywołała jednak zapowiedź Anders, która stwierdziła: – Wszyscy zawsze podkreślają lata. Ja mam 67 lat. Ja uważam, że wyglądam bardzo dobrze na swój wiek, ale mam swój wiek. Tak że ja nie będę leciała klasą turystyczną, economy class, tam i z powrotem, jak ja mam wracać do Senatu.

A tym czasem w Sejmie ograbiono z immunitetów ludzi prawych, którzy będąc w opozycji walczą o nas – emerytów i Seniorów.

Nie mają lekko, bo ta banda panoszy się coraz szerzej i sprawia, że na ich widok ma się odruch wymiotny!

Mam nadzieję, że dożyję tego czasu, że ci psychiczni zostaną osądzeni i dopadnie ich prawo i sprawiedliwość.

Posłowie Kamila Gasiuk-Pichowicz i Ryszard Petru bez immunitetu, bo tzw. „większość parlamentarna” za tym głosowała. Czyli PiS i Kukiz’15.

Zabrakło mi słów, więc skomentuję to fragmentem poematu Edwarda Stachury:

„ty świński ryju, ty świński ogonie, ty świńska nóżko,
ty golonko, ty fałdo, ty grubasie, ty pyzo, ty klucho,
ty kicho, ty pulpecie, ty żłobie, ty gnomie, ty glisto,
ty cetyńcu, ty zarazo pełzakowa, ty gadzie, ty jadzie,
ty ospo, dyfteroidzie, ty pasożycie, ty trutniu,
ty trądzie, ty swądzie, ty hieno, ty szakalu, ty kanalio,
ty katakumbo, ty hekatombo, ty przykry typie, ty koszmarku,
ty bufonie, ty farmazonie, ty kameleonie, ty chorągiewko
na dachu, ty taki nie taki, ty ni w pięć ni w dziewięć ni
w dziewiętnaście, ty smutasie, ty jaglico, ty zaćmo, ty kaprawe
oczko, ty zezowate oczko, ty kapusiu, ty wiraszko, ty ślipku,
ty szpiclu, ty hyclu, ty przykry typie, ty kicie, ty kleju,
ty gumozo, ty gutaperko, ty kalafonio, ty wazelino, ty gliceryno,
ty lokaju, ty lizusie, ty smoczku, ty klakierze, ty pozerze,
ty picerze, ty picusiu, ty lalusiu, ty kabotynie,
ty luju pasiaty, ty kowboju na garbatym koniu, ty klocu,
ty młocie, ty piło, ty szprycho, ty graco, ty ruro nieprzeczyszczona, ty zadro, ty drapaku, ty drucie, ty draniu, ty przykry typie, ty karierowiczu, ty groszorobie, ty mikrobie, ty gronkowcu, ty kieszonkowcu, ty gonokoku, ty luesie, ty purchawko, ty nogawko, ty mitomanie, ty narkomanie, ty kinomanie, ty grabarzu, ty bakcylu, ty nekrofilu, ty sromotniku bezwstydny, ty seksolacie, ty bajzeltato, ty szmato, ty scholastyku, ty kiwnięty dzięciole, ty strzaskana rzepo, ty współczesna ruino, ty rufo nieprzeciętna,
ty klapo, ty gilotyno, ty szubienico, ty przykry typie, ty szlafmyco, ty pomponie, ty kutafonie, ty pomyjo, ty knocie, ty gniocie, ty gnoju, ty kurza melodio, ty zdarta płyto, ty trelewizjo, ty lelemencie, ty dupku żołędny, ty bycie zbędny, ty podwiązko, ty klawiszu, ty kołtunie, ty larwo, ty kleszczu, ty mszyco, ty szkodliwa naliścico, ty korniku
zrosłozębny, ty korniku bruzdkowany, ty koński bąku,
ty końska pijawko, ty szulerze, ty gangsterze, ty rabusiu, ty przykry typie, ty nygusie, ty bumelancie,
ty akselbancie, ty kurdebalansie, ty kurdemolu, ty zębolu,
ty szczerbolu, ty rybo dwudyszna, ty wypukła flądro, ty śnięty
halibucie, ty śmierdzący skunksie, ty moreno denna, ty mule epoki, ty zbuku, ty kwadratowe jajco, ty tabako w rogu, ty neptku, ty nadrachu, ty meneliku, ty sedesie z bakelitu, ty koterio, ty komitywo, ty kombinacjo, ty machinacjo, ty przykry typie, ty makieto, ty tapeto, ty tandeto, ty torbo, ty torbielu, ty drągu w dziejowym przeciągu, ty kiju, ty kij ci w oko, ty hak ci w smak, ty nogo, ty fujaro, ty klarnecie, ty bidecie, ty kiblu, ty biegunko, ty kałmasznawardze, ty flujo, ty szujo, ty fafulo, ty muchoplujko ze złotym zębem, ty mrowkolwie plamistoskrzydły, ty kawale chama w odcieniu yellow bahama, ty palcu w nosie, ty baboku, ty obiboku, ty bago, ty zgago, ty dzwonie bez serca, ty emalio z nocnika, ty czarnodupcu, ty kolcogłówku, ty capie, ty bucu, ty wawrzonie, ty luluchu, ty patafianie, ty palancie, ty palantówo, ty szajbusie, ty aparycjonisto, ty kulturysto, ty żigolaku, ty łajdaku, ty chechłaku, ty lebiego, ty alfonsie i omego, ty przykry typie, ty konweniujący kołnierzyku, ty wyskrobku, ty cycku, ty sikawo, ty siuśmajtku, ty zgniłku, ty padalcu, ty zaropialcu, ty przykry typie, ty lilio w kibici łamana, ty wyciśnięta cytryno, ty kotlecie sponiewierany, ty zapluty kabanosie, ty zapity kurduplu, ty zmęczona jagodo, ty wczasowa przygodo, ty pipo grochowa, ty zapchany gwizdku, ty pięć minut za krzakiem rozmarynu,
ty niedokończona iluzjo, ty zaciągnięta żaluzjo, ty zazdrostko,
ty zawistniku, ty arszeniku, ty ciemna maszynerio, ty sztuczny
kwiatku, ty krosto, ty pryszczu, ty wągrze, ty zachciewajko,
ty kurzajko, ty pluskwo, ty mendo, ty mendoweszko, ty przykry typie, ty wskocz mi na kant, ty narób mi wkoło pióra, ty mów mi wuju, ty nie śpiewaj nie mam drobnych, ty kandydacie do nogi, ty kto ci ręce rozbujał, ty zniknij systemem bezszmerowym, ty ciągnij smuge,

ty spadaj, ty zjeżdżaj, ty spieprzaj, ty stleń się, ty spłyń z lodami, ty giń, dzyń, dzyń, dzyń…”

Nowa kosmiczna epoka!

To był rok 1969 – lipiec i pamiętam jak dziś kiedy, to Amerykanie wylądowali po raz pierwszy na Księżycu i zatknęli tam swoją flagę.

Pamiętam, że oglądaliśmy, to w telewizorze czarno – białym – rzecz jasna i ja jako 13 letnia dziewczynka walnęłam mocno pięścią w stół i powiedziałam tak:

  • cholera jasna – wylądowali i byłam tak przejęta tym wyczynem, że chciałam dać wyraz swojej dziecięcej euforii. Kątem oka zauważyłam, że mój Ojciec uśmiechnął się pod wąsem, ku aprobacie mojej dziecięcej postawie.

Tak było wtedy, a potem przyglądałam się innym operacjom w celu zdobycia kosmosu, bo lubiłam być na bieżąco, choć kompletnie nie znam się na kosmosie jak miliony ludzi na świecie, którzy śledzą wszystkie działania w celu jego zdobycia.

Na Marsie jest już łazki, który skrupulatnie zbiera dane o tej rudej planecie i tak ogólnie, to wiem, że kosmos jest niesamowicie zaśmiecony za przyczyną człowieka.

Jednak wczoraj byliśmy świadkami, że oto nastąpiła nowa epoka w zdobywaniu kosmosu.

Proszę Państwa! Oto czerwony samochód został wyniesiony na orbitę z manekinem kierowcy, a radio tam gra jak w naszych, samochodowych pojazdach.

Oto miliarder bawi się w kosmos i dał prztyczka NASA i światowym koncernom kosmicznym.

Kochani! Jest to już nowa epoka w zdobywaniu kosmosu i teraz biznesmeni się w to bawią i nie liczą na państwową kasę.

Może w najbliższych latach stać się tak, że podróż z jednego państwa do drugiego będzie trwała zaledwie parę minut.

Technologia wciąż zmienia nasze życie i być może w 2025 roku pierwsi, odważni zamieszkaną na Marsie, a rakiety będą sprowadzały z kosmosu złoża naturalne, kiedy na Ziemi się one kończą.

Może ten czerwony samochód z manekinem zostanie zauważony przez obcych i tą drogą zawrzemy sojusz, albo sprowadzimy na siebie nieszczęście – któż to wie?

Żyjemy w ciekawych czasach i kiedy mnie tu już nie będzie – może się zdarzyć wiele historii i nikt nie wie, czy dobrych, czy też niebezpiecznych dla naszego Globu!

 

 

Życie to jest teatr!

Jeszcze jestem chora, ale trochę dociera do mnie to, co dzieje się na świecie.

Wczoraj z poziomu łóżka obserwowałam zaprzysiężenie 45 Prezydenta – Donalda Trumpa.

Tak sobie patrzyłam na tą całą oprawę tego święta i zaleciało mi to wielkim, przepłaconym kiczem, ale Ameryka kicz kocha.

Długo myślałam nad nowym Prezydentem i doszłam do wniosku, po wielu godzinach, że Trump jest chyba najbardziej samotnym człowiekiem w Ameryce.

Dziennikarze w różnych studiach łamią sobie głowę o to, jakim on będzie Prezydentem i co jego wybór będzie oznaczał dla świata.

Dywagują o tym, jak jego decyzje będą niebezpieczne, bo ja sądzę, że będą niebezpieczne, gdyż Trump jest nieprzewidywalny i zdaje się, że nie do końca poczytalny. 

Trump zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby nie jego pieniądze, to rodzina nie byłaby taka lojalna i nie robiłaby dobrej miny do fatalnej gry.

Pierwszy taniec Prezydenta ze swoją żoną Melanią – jasno i wyraźnie pokazał, że Melania jest na usługach męża  – staruszka.

W tym małżeństwie nie ma żadnej chemii, ale jest nieźle skrojona bajeczka o szczęściu małżeńskim.

Wszystko to gra, a życie, to jest teatr i to wczoraj było pokazane namacalnie.

Hilary Clinton wczoraj się też przekonała o tym, że nie ma wsparcia w swoim mężu. Nawet na takiej uroczystości wgapiał się w pupę córki Trumpa i można sądzić, że to Hilary jest najbardziej samotną kobietą na świeczniku, bo nie dość, że nie wygrała wyborów, to jej mężuś nic się nie zmienił! Biedna Hilary!

Popłakałam się!

Nie jest to łzawa historia. Nie jest naciągana, bo Oni naprawdę się kochają, choć nie raz nie było im lekko.

Prezydent Obama podziękował swojej żonie za to, że trwała przy nim tyle lat w jego nielekkiej misji, jaką jest prezydentura w tak ogromnym kraju. 

Michelle musiała mieć stalowe nerwy i przede wszystkim to miłość do Męża Ją uskrzydlała. Kiedy się kocha, to można przejść przez wichry i burze.

Ja jestem bardzo wzruszona, a Prezydent okazał się Prezydentem i Mężem wielkiego formatu. 

Niech im się darzy na nowej ścieżce życia. 

Wzruszające słowa prezydenta Obamy o żonie Michelle

W ostatnim orędziu prezydent Obama w pięknych słowach podziękował swojej żonie Michelle Obama. Musicie zobaczyć to wzruszające wystąpienie!

 

fot. East News

Michelle LaVaughn Robinson, dziewczyno z South Side, przez 25 lat byłaś nie tylko moją żoną i matką moich dzieci, ale także najlepszą przyjaciółką. Przyjęłaś rolę, o którą nie prosiłaś i pełniłaś swoje obowiązki z ogromną gracją, stylem i dobrym humorem„, mówił prezydent.

Sprawiłaś, że Biały Dom stał się miejscem przyjaznym dla każdego, a nowe pokolenie postawiło sobie wyżej poprzeczkę, bo mieli Ciebie za swój wzór do naśladowania (…)” „Napawasz dumą nie tylko mnie, swojego męża, ale również cały kraj.„, zakończył Barack Obama ze łzami w oczach.

 

http://www.kobieta.pl/gwiazdy/emocje/zobacz/artykul/wzruszajaca-slowa-prezydenta-obamy-o-zonie-michelle/

Wybory w Ameryce i co z tego?

Ktoś musi głosować, aby spać mógł ktoś!

Nie śledziłam w nocy wyborów w USA, ponieważ szanuję siebie i sen o tej porze doby jest dla mnie ważniejszy.

Kiedy rano włączyłam media, to wpadłam na światową histerię, bo Prezydentem został Donald Trump, a nie Hilary Clinton.

Jakoś, takoś pierwsza myśl mnie naszła, że Świat się pomylił i oszalał, że do władzy dochodzą coraz częściej ludzie nieprzewidywalni. Lekko serce mi zadrżało, bo przecież nie wiemy, czego się spodziewać po tym dziwnym człowieku, który nie ma najlepszej opinii. Teraz trzeba czekać jakim Prezydentem się okaże!

Trudno! Stało się i mleko się rozlało i postanowiłam nie denerwować się, gdyż nie warto, bo:

Polaku!
Trump nie zabierze Tobie tyle.
ile zabierze Ci Kaczyński.
Nie trzeba więc drzeć szat
z powodu wyboru Prezydenta USA!

I tyle!

Nie zamierzam się martwić, co dalej ze światem będzie, bo jakoś tam będzie i ta cała histeria w mediach wydaje mi się na wyrost, bo wszystko będzie jasne za jakieś kilka miesięcy.

Tak! Mam Wnuki, ale co mogę dla nich zrobić, by w przyszłości żyło im się bezpiecznie? Nic nie mogę zrobić, a moje ubolewanie nad światem nic dobrego nie da mojemu zdrowiu. I tylko dziwię się Amerykanom, ale to jest ich problem. Nie czytają o polskiej polityce, nie śledzą, a więc na Trumpa głosowała ta mniej wykształcona część społeczeństwa, ale wiem, że będą tego żałowali, a może NIE!

Ja jestem chora z innego powodu, niż wybory w Ameryce.

Byłam dzisiaj w szpitalu u mojej Mamy, która leży już drugi tydzień na oddziale wewnętrznym.

Zrezygnowana jest moja Mama i widzę jak powoli traci radość życia, choć wciąż walczy.

Obok leży stara kobieta – już po dziewięćdziesiątce.

Nie może sama wychodzić do toalety, a więc zakładają jej pampersa.

Weszła salowa na salę i ktoś, kto odwiedził starszą panią pyta – dlaczego nikt nie zawiezie starszej pani do toalety, skoro ona wstydzi się załatwiać do pampersa.

Salowa odpowiada, że nie będzie darła kotów z pielęgniarkami i tak starsza pani może polegać tylko na rodzinie, która wpada jak bomba do szpitala. Sadzają babcię na wózek i tak codziennie wożą ją do toalety, by zachować jej godność.

Wniosek jest taki, że starość dopadnie nasz wszystkich i dlatego trzeba z życia czerpać radość, a nie jakąś politykę, gdzie słowa, słowa, słowa są puszczane na wiatr.

Prawdopodobnie wszyscy wylądujemy w pampersie – niezależnie od majątku i wielkiej władzy!