Archiwa tagu: wiek

Staro艣ci si臋 nie lubi! Staro艣ci膮 si臋 brzydzi!

Zdj臋cie mojego autorstwa z dnia 12.06.17

Mam takie pytanie do ludzi w s艂usznym wieku, czyli pi臋knie nazywanych Seniorami.

Czy spotkali艣cie si臋 w swoim 偶yciu z dyskryminacj膮 Waszego wieku ze strony os贸b m艂odszych, obcych, czy w rodzinie?

Ja si臋 spotka艂am z czym艣 takim – takim atakiem na mnie i na m贸j wiek w艂a艣nie!

Pisz臋 na FB i zamie艣ci艂am jaki艣 komentarz na temat polityki. Zaraz osoba z mojego miasta napisa艂a mi w komentarzu, 偶e co ja taka starucha mog臋 wiedzie膰 o polityce. Ta osoba jest kobiet膮 i ma na szcz臋艣cie zaledwie 44 lata. Patrz臋 na ni膮 od tego komentarza z wielk膮 pogard膮 i uwa偶am j膮 za osob臋 zepsut膮! Da si臋 prze偶y膰! Odpisa艂am, 偶e te偶 b臋dzie za chwil臋 stara, bo ani si臋 obejrzy!

Chodz臋 teraz codziennie do Mamy, bo Mama jest wiekowa i chora. Chc臋 Jej dotrzyma膰 towarzystwa, a wi臋c robi臋 sobie kaw臋, a Mamie herbat臋 z cytryn膮 i tak sobie siedzimy i rozmawiamy.

Wydaje mi si臋, 偶e moja Mama nigdy nie czu艂a si臋 stara. Nawet teraz w bole艣ciach potrafi si臋 u艣miechn膮膰, co ogromnie podziwiam.

Jeszcze rok temu mog艂a wychodzi膰 do miasta i kiedy by艂o ciep艂o, lubi艂a przysi膮艣膰 na 艂aweczce z innymi paniami, aby wygrza膰 ko艣ci.

Pewnego razu podesz艂o do tych pa艅 kilku wyrostk贸w w wieku 15 聽lat i jeden z nich wydali艂 – i co staruchy tak siedzicie, a w krok nic!

Moja Mama o przytomnym umy艣le zgasi艂a go w te s艂owa – my jeste艣my staruchy, a ty jak nie chcesz by膰 stary, to za m艂odu si臋 powie艣!

Zmyli si臋 z mety i tyle ich widziano!

Kiedy艣 matk臋 i ojca ca艂owa艂o si臋 w r臋k臋, a teraz kiedy przychodz膮 艣wi臋ta, to m艂odzi wzywaj膮 karetk臋 i umieszczaj膮 balast w szpitalu, a potem nie ma kto go odebra膰.

Takie mamy czasy, 偶e staro艣膰 razi w oczy i jest 艣mierdz膮ca, a tak偶e jest brzydka i odra偶aj膮ca!

Nie jest to tendencja tylko w Polsce, bo na ca艂ym 艣wiecie staro艣膰 jest odtr膮cana, a Seniorzy umieraj膮 w samotno艣ci i z g艂odu.

Ludzie my艣l膮, 偶e m艂odo艣膰 trwa wiecznie, ale to taki brak wyobra藕ni, bo lata lec膮 jak b艂yskawica i nagle m艂ody jest stary!

Niby katolicki kraj, ale w nim tyle pod艂o艣ci!

Nie zabij jej, tej dziewczynki co w tobie jest, tej, co wierzy, 偶e w ludziach s膮 jeszcze dobro i sens.

Dzie艅 dobry. 馃檪 Lato, lato wsz臋dzie – oszala艂o, zwariowa艂o moje serce. Dbajcie o siebie i pijcie du偶o wody, to tak na pocz膮tek tego wpisu.

Dzisiaj zrobi艂am ju偶 do艣膰 du偶o, bo umy艂am jedno okno i zmieni艂am firank臋. S艂o艅ce zajrza艂o w moje okna i dosta艂am drgawek, 偶e jest strasznie brudne, a przecie偶 promienie musz膮 zagl膮da膰, bo na sercu robi si臋 weselej.

Odkurzy艂am ca艂e mieszkanie i ugotowa艂am leczo, bo przecie偶 wszystkie warzywa s膮 艣wie偶e i tylko je 艂y偶kami je艣膰.

Ale to ze mn膮 jest tak, 偶e kiedy robi臋 cokolwiek, to my艣li pchaj膮 si臋 jak szalone i jeden impuls w postaci piosenki sk艂oni艂 mnie do tego wpisu. Zawsze by艂am wra偶liwcem i potrafi艂am p艂aka膰 nad wierszem, piosenk膮, albo filmem i nie wstydz臋 si臋 tego, 偶e 艂ezka i na starsze lata w oku si臋 kr臋ci.

Pos艂uchajcie piosenki w wykonaniu Magdy Welc, tej malutkiej dziewczynki, kt贸ra wygra艂a „Mam talent. Wygra艂a, gdy偶 za艣piewa艂a po mistrzowsku piosenk臋 Niemena „Dziwny jest ten 艣wiat”.

Magda podros艂a i urzek艂a mnie piosenk膮, kt贸r膮 przyj臋艂am do siebie, a w refrenie mamy:

Ref:

Nie zabij jej,
tej dziewczynki co w tobie jest,
tej, co wierzy, 偶e w ludziach s膮 jeszcze dobro i sens.

Za ka偶dym razem s艂ucham i p艂acz臋.

Wzi臋艂am album i wyszuka艂am zdj臋cie moje z kole偶ankami ze szko艂y 艣redniej. By艂 rok 1972. Ja, Tereska i Lusia je藕dzi艂y艣my ze sob膮 cztery lata do jednej szko艂y. Pami臋tam tamte poci膮gi z drewnianymi 艂awkami i my trzy dziewczyny, kt贸re si臋 zaprzyja藕ni艂y艣my i tak by艂o do ko艅ca, bo do matury.

Z nami je藕dzili tak偶e ch艂opcy, oraz inne dziewczyny, ale my trzyma艂y艣my si臋 razem. Pierwsze pr贸bowanie papieros贸w, kupowanych ze zrzutki, popalanych w ukryciu, a tak偶e wsp贸lne praktyki i czasami jakie艣 ucieczki na wagary. Lubi艂y艣my si臋 i 艣miechu by艂o czasem, co nie miara, bo jazd臋 poci膮giem trzeba by艂o sobie jako艣 urozmaici膰 i wpada艂y艣my w g艂upawki. Ale jak偶e cz臋sto milcza艂y艣my w poci膮gu, bo nosy mia艂y艣my w zeszytach i ksi膮偶kach, bo czeka艂a nas klas贸wka.

Wielk膮 艣mieszk膮 by艂a Tereska, kt贸ra szybko si臋 zakochiwa艂a, a Lusia by艂a kujonem i o ile w pierwszej klasie jej nie sz艂o, to potem jak si臋 wzi臋艂a za nauk臋, to trudno by艂o jej dor贸wna膰, bo taka ambitna bestia si臋 z niej sta艂a.

Ja zakochana na um贸r, cz臋sto zamy艣lona z powodu swojej mi艂o艣ci, pomieszanej z problemami w domu, zawsze mia艂am w nich wsparcie. Wyci膮ga艂y mnie z do艂k贸w i wspominam tamten czas z rozrzewnieniem, bo by艂y艣my zgrane do ko艅ca, ale jak to zwykle bywa, potem nasze drogi si臋 rozesz艂y i zosta艂o tylko zdj臋cie.

Mia艂y艣my swoje plany na przysz艂o艣膰, ale w tamtych czasach trzeba by艂o szybko dorosn膮膰, bo rodzicom si臋 nie przelewa艂o, a wi臋c po pierwsze praca, a potem posz艂o, bo 艣lub i dzieci i ka偶da z nas spe艂ni艂a si臋 jako 偶ona i matka.

Lusia wyjecha艂a do innego miasta. Tereska jest gdzie艣 tam i los nas ju偶 wi臋cej ze sob膮 nie spotka艂, a tylko w przelocie kilka zda艅 i ka偶da z nas bieg艂a do swoich spraw.

Dlaczego piosenka na pocz膮tku si臋 pojawi艂a? Dlatego, 偶e mimo, i偶 mam na karku ju偶 sporo lat, to wci膮偶, gdzie艣 tam w 艣rodku jest ta dziewczynka, kt贸ra kiedy艣 mia艂a kole偶anki ze szko艂y, a tak偶e marzenia na przysz艂o艣膰. Cz臋艣膰 si臋 z nich zi艣ci艂a, a cz臋艣膰 jednak nie – z r贸偶nych losowych przyczyn.

Tak sobie my艣l臋, 偶e mimo tych prze偶ytych lat, gdyby mi wypada艂o i zdrowie pozwoli艂o, to bym sobie z ch臋ci膮 pogra艂a w klasy, poskaka艂a w gum臋, alby rowerem zygzakiem jecha艂a przez ulic臋. Wesz艂abym na drzewo, przep艂yn臋艂a jezioro, wlaz艂a na g贸r臋 i jak dawniej by艂abym szalon膮 dziewczyn膮 z bliznami na nogach, bo taka przecie偶 by艂am!

Ko艅cz膮c ten wpis, te偶 do艣膰 chaotyczny nigdy bym nie chcia艂a, aby ta 聽dawna dziewczyna 聽ze mnie nie usz艂a i oby jaka艣 demencja starcza nie zmieni艂a mnie w potwora i zrz臋d臋, kt贸ra uprzykrza 偶ycie swoim bliskim.

Tego Wam 偶ycz臋 tak偶e – wszystkim dziewczynom i ch艂opcom, ze szronem na g艂owie, a w sercu ci膮gle z majem.:)

Kobieta 50+ i taniec na parkiecie

Pierwszy raz si臋 skuli艂am ze wstydu ogl膮daj膮c „Taniec z gwiazdami” kiedy to wyst膮pi艂a w nim kobieta po pi臋膰dziesi膮tce tzw. 聽Super Niania, a dzi艣 ogl膮daj膮c nast臋pn膮 edycj臋, ale ju偶 w Polsacie. Zgodzi艂a si臋 do zaprezentowania swoich wygibas贸w na parkiecie Ewa Kasprzyk, rasowa, polska aktorka, kt贸ra nie powinna przyj膮膰 propozycji udzia艂u w ta艅cach na parkiecie z m艂odym ch艂opakiem, a dlaczego, to ju偶 uzasadniam.

Kobiety po 50+ wci膮偶 s膮 pi臋kne, ale powinny ta艅czy膰 ju偶 tylko w sanatoriach, albo w domu przed lustrem, gdzie nie ma kamer, kt贸re chwytaj膮 w lot kobiece, nadmiernie, faluj膮ce biusty, zbyt ju偶 niekszta艂tne uda i oponki trz臋s膮ce si臋 w rytm muzyki.

Nie wygl膮da to apetyczne i niech mi nikt nie m贸wi, 偶e mamu艣ka u boku m艂odego i gi臋tkiego tancerza wypada korzystnie i apetycznie. G艂臋boko wsp贸艂czuj臋 tym m艂odym tancerzom, kt贸rym przysz艂o ci膮ganie tych nadmiernych kilogram贸w po parkiecie, bo wygl膮da to 偶a艂o艣nie – niestety, ale 偶adne 膰wiczenia nie odejmuj膮 lat zbyt ju偶 leciwej pani. Twarz mo偶na zrobi膰 u chirurga, ale chirurg ju偶 nie doda gi臋tko艣ci i m艂odzie艅czego wigoru – nie da si臋 po prostu.

Jestem brutalna, ale c贸偶 mo偶na na to poradzi膰, 偶e z przemijaniem wygra膰 si臋 nie da, bo panie w tym ju偶 nieco zaawansowanym wieku poruszaj膮 si臋 jak s艂o艅 w sk艂adzie porcelany, a to nie jest dobry widok.

Niech mi panie nie m贸wi膮, 偶e pragn膮 prze艂ama膰 stereotypy, 偶e kobieta 50+ to nie koniecznie ju偶 tylko wnuki i gotowe obiadki dla rodziny i z tym si臋 zgadzam, ale zetkni臋cie mamu艣ki i synka na parkiecie jest mile widziane, ale na weselach, a nie przed kamerami. Czuj臋 niesmak ogl膮daj膮c nadmiar t艂uszczu i wylewaj膮ce si臋 piersi z zaprojektowanych kiecek, u boku zgrabnego, wysportowanego faceta, kt贸ry z klas膮 pr贸buje ci膮gn膮膰 przy – ci臋偶k膮 partnerk臋 i apeluj臋 – miejcie panie celebrytki lito艣膰 nad m艂odym samcem, kt贸ry chce zarobi膰 na chleb i tak ci膮gnie za sob膮 kobiet臋 z nadwag膮 po parkiecie, chowaj膮c swoje za偶enowanie za przywdzian膮 mask膮!

 

Mi艂o艣膰 nie ma wieku!

Pani膮 Stasi臋 uroczy艣cie po偶egnano w zak艂adzie pracy, w kt贸rym przepracowa艂a 40 lat z przerw膮 na dwie ci膮偶e tylko. Sama si臋 zdziwi艂a jak ten czas szybko przelecia艂 i nagle przysz艂a chwila przej艣cia na zas艂u偶on膮 emerytur臋. Cieszy艂a si臋, 偶e wreszcie b臋dzie mia艂a czas tylko dla siebie, ale martwi艂a si臋, 偶e po 艣mierci m臋偶a b臋dzie musia艂a przebywa膰 sama ze sob膮 w du偶ym mieszkaniu.

Postanowi艂a nie martwi膰 si臋 na zapas, gdy偶 przecie偶 jej dzieci i jedyna wnuczka z pewno艣ci膮 b臋d膮 j膮 odwiedza膰, a ona mo偶e si臋 zobowi膮za膰, aby od czasu do czasu przypilnowa膰 siedmioletni膮 wnuczk臋, a w niedziel臋 b臋dzie zaprasza艂a syna z 偶on膮 i c贸rk臋 z m臋偶em na wykwintniejsze obiady. Wiedzia艂a oni s膮 tacy zabiegani i pewnie jedz膮 szybko i byle co.

C贸rka pani Stasi mia艂a sw贸j gabinet psychologiczny, w kt贸rym przesiadywa艂a wiele godzin, gdy偶 z dzisiejsz膮 m艂odzie偶膮 rodzice nie radz膮 sobie, a wi臋c pacjent贸w by艂o coraz wi臋cej i wi臋cej. Wymaga艂o to du偶ego po艣wi臋cenia ze strony pani psycholog.

Syn pani Stasi wykszta艂ci艂 si臋 na in偶yniera dr贸g i most贸w i te偶 praca ca艂kowicie go poch艂on臋艂a i nie wiele czasu mia艂 dla niej i swojej zapracowanej 偶ony. Nikt nie powiedzia艂, 偶e b臋dzie lekko, a wi臋c pani Stasia wymy艣li艂a sobie, 偶e chocia偶 podczas niedzielnego obiadu b臋d膮 wszyscy razem i tak te偶 si臋 sta艂o. Oko艂o godziny czternastej w jej domu zaczyna艂o si臋 gwarnie i weso艂o, a pani Stasia nie kry艂a swojego zadowolenia.

Kocha艂a swoje dzieci i zawsze o nich my艣la艂a najczulej jak to matka, ale podczas d艂ugiego tygodnia czu艂a si臋 bardzo samotna. Nie bardzo odnajdywa艂a si臋 na tej wymarzonej emeryturze. Musia艂a co艣 wymy艣li膰, aby nie popa艣膰 w niechcian膮 depresj臋 i nie zamkn膮膰 si臋 tylko w swoim 艣wiecie.

Czyta艂a wi臋c du偶o ksi膮偶ek, wychodzi艂a na spacery i rozmawia艂a z 聽przypadkowo poznanymi lud藕mi na 艂aweczce, ale jako艣 to wszystko by艂o dla niej za ma艂o.

Mia艂a dopiero 65 lat i wci膮偶 艣wietnie wygl膮da艂a. By艂a zdrowa, co j膮 bardzo cieszy艂o i zdrowie w niczym jej nie ogranicza艂o. Zapragn臋艂a jeszcze raz w swoim 偶yciu prze偶y膰 uczucie do m臋偶czyzny. Pragn臋艂a z kim艣 wypi膰 porann膮 kaw臋, przytuli膰 si臋, porozmawia膰 i mie膰 z kim艣 i艣膰 na spacer.

Kocha艂a swojego m臋偶a, kt贸ry stanowczo za wcze艣nie j膮 opu艣ci艂 i zostawi艂 sam膮, ale t艂umaczy艂a sobie, 偶e nie偶yj膮cy m膮偶 by艂by szcz臋艣liwy, gdyby ona po raz drugi odnalaz艂a swoje szcz臋艣cie.

Nawet sobie wyobra偶a艂a tego pana, kt贸rego pokocha. Mia艂 to by膰 dystyngowany m臋偶czyzna w jej wieku, a mo偶e ciut starszy. Pan dobrze wychowany z manierami, lekko szpakowaty. Pan, kt贸ry od pierwszego wejrzenia by jej zawr贸ci艂 w g艂owie tak, aby poczu艂a co艣 od pierwszej chwili.

Obmy艣la艂a plan, 偶e mo偶e w parku na 艂aweczce kto艣 taki si臋 do niej przysi膮dzie i rozpocznie rozmow臋, albo mo偶e w teatrze kto艣 pomo偶e jej w艂o偶y膰 p艂aszcz, ale nic takiego si臋 nie sta艂o. Pomy艣la艂a nawet, 偶e mo偶e ju偶 nigdy nie spotka kogo艣 na tyle interesuj膮cego i przyjdzie jej do ko艅ca swoich dni pozosta膰 samotn膮 kobiet膮.

My艣l o takim kim艣 jednak nie dawa艂a jej spokoju. Pragn臋艂a tego, aby o poranku obudzi膰 si臋 przy kim艣 takim, kt贸ry poda艂by jej 艣niadanie do 艂贸偶ka i obdarzy艂 聽porannym u艣miechem i poca艂unkiem.

Dzieci zostawi艂y jej laptopa. Nie by艂 on najnowszy, ale wci膮偶 sprawny. Pani Stasia mia艂a mgliste poj臋cie do czego s艂u偶y owa maszyna i pewnego razu, kiedy samotno艣膰 mocno doskwiera艂a, wesz艂a na portal randkowy. Za艂o偶y艂a sobie konto z bardzo aktualnym zdj臋ciem. Opisa艂a siebie tak jak czu艂a, czyli najszczerzej, i偶 pragnie pozna膰 m臋偶czyzn臋 niebanalnego. Opisa艂a, 偶e jest gotowa i otwarta na now膮 znajomo艣膰, tak膮 do grobowej deski i konto swoje zatwierdzi艂a.

Oczywi艣cie, 偶e jej dzieci nie mia艂y poj臋cia o jej zabiegach w internecie i ch臋ci poznania kogo艣 interesuj膮cego. Nie zwierzy艂a si臋 nikomu ze swoich pragnie艅 i obserwowa艂a swoje konto na portalu.

Zg艂osi艂o si臋 wielu pan贸w w jej mniej wi臋cej wieku. Zacz臋艂a z nimi pisa膰 i mo偶na by stwierdzi膰, 偶e testowa艂a owych pan贸w, zadaj膮c im wiele dociekliwych pyta艅. Z ca艂ej tej plejady wybra艂a pana J贸zefa, kt贸ry wyda艂 jej si臋 najbardziej wiarygodnym i dobrze pouk艂adanym, starszym panem.

Pan mieszka艂 w tym samym mie艣cie, a wi臋c um贸wili si臋 na pierwsz膮 randk臋 w kawiarni, a pani Stasia mia艂a mie膰 przy sobie tomik wierszy Wis艂awy Szymborskiej, aby Pan J贸zef mia艂 u艂atwione zadanie – tak si臋 um贸wili.

Pani Stasia z dr偶eniem serca czeka艂a pierwsza, a kiedy wszed艂 wysoki i postawny m臋偶czyzna, nie mia艂a w膮tpliwo艣ci, 偶e to on. Podszed艂 do stolika i szarmancko poca艂owa艂 j膮 w r臋k臋, a ona poczu艂a natychmiast co艣 takiego, jakby znali si臋 od wielu lat, bo tak mu z oczu dobrze patrza艂o.

Rozmawiali najpierw nie艣mia艂o opowiadaj膮c o swoim 偶yciu na zmian臋. Pan J贸zef te偶 by艂 wdowcem z 35 letnim sta偶em w zwi膮zku i nie zauwa偶yli, kiedy min臋艂y trzy godziny ich pierwszej randki, a tyle mieli sobie jeszcze do powiedzenia i wci膮偶 by艂o im ma艂o.

Zacz臋li si臋 spotyka膰 codziennie i dzwoni膰. Pan J贸zef zabiera艂 pani膮 Stasi臋 na spacery, do kina i robili wypady za miasto nad pobliskie jezioro. On rozpala艂 ognisko i piek艂 dla niej kie艂baski, a przy tym 艣wietnie si臋 bawili i wci膮偶 nie zamyka艂y im si臋 buzie. Mieli wci膮偶 sobie tyle do powiedzenia i jednym s艂owem zakochali si臋 w sobie i zosta艂o wypowiedziane magiczne s艂owo – kocham.

Nie wierzy艂a, 偶e spotka艂a na swojej drodze tak prawego i z klas膮 m臋偶czyzn臋, kt贸ry g贸ry by dla niej przenosi艂, a ona dogadza艂a mu kulinarnie w swoim domu, bo bywa艂 u niej coraz cz臋艣ciej.

Na niedzielny obiad zn贸w przysz艂y jej dzieci z rodzin膮 i postanowi艂a zrobi膰 im niespodziank臋 – zaprosi艂a te偶 J贸zefa. Chcia艂a si臋 nim pochwali膰 i przede wszystkim przedstawi膰 go 聽swoim 聽dzieciom.

Jednak jej plan nie wyszed艂 najlepiej, gdy偶 spotka艂a si臋 ze strony swoich bliskich z dziwn膮 konsternacj膮 i zdziwieniem. Us艂ysza艂a od swoich dzieci, 偶e w tym wieku to chyba nie wypada sypia膰 z m臋偶czyzn膮, bo co by na to powiedzia艂 ich ojciec, kt贸ry chyba si臋 przewraca w grobie. Pad艂o du偶o nieprzyjemnych uwag, 偶e chyba zwariowa艂a na stare lata, 偶e to jest niesmaczna sytuacja, a matka robi膮c za nastolatk臋 si臋 o艣miesza w oczach swoje wnuczki.

Pani Stasia nie spodziewa艂a si臋 takiej reakcji i nie zna艂a z tej strony swoich dzieci. Nagle objawi艂y si臋 jej jako 藕li ludzie i nie tak ich wychowa艂a. Poczu艂a si臋 bardzo skrzywdzona tymi os膮dami, a w g艂owie powtarza艂a sobie, 偶e chcia艂a by膰 tylko jeszcze raz szcz臋艣liwa i mia艂a nadziej臋, 偶e jej rodzina to zrozumie. Sta艂o si臋 zupe艂nie nie po jej my艣li, bo rozp臋ta艂o si臋 piek艂o i nikt nie tkn膮艂 niedzielnego obiadu, a zacz臋to trzaska膰 drzwiami na odchodne.

Po tym wszystkim pani Stasia si臋 za艂ama艂a, bo J贸zef zaatakowany przez rodzin臋 Stasi skuli艂 si臋 i ukry艂 z dala od niej, ale to by艂 tylko taki chytry plan.

Pani Stasia przesta艂a wychodzi膰 z domu. Ca艂ymi dniami chodzi艂a nie uczesana i nie umalowana, a nie by艂o to do niej podobne. Przesta艂a o siebie dba膰 i o dom tak偶e, a wi臋c w zlewie ros艂a g贸ra brudnych naczy艅 i kompletnie przesta艂a sprz膮ta膰.

Siedzia艂a taka zaniedbana, a J贸zef przesta艂 j膮 zupe艂nie odwiedza膰, a wi臋c kiedy dzieci przysz艂y, to zasta艂y j膮 i dom w kompletnym nie艂adzie. Pani Stasia siedzia艂a i nie reagowa艂a na 偶adne argumenty, 偶e powinna wzi膮膰 si臋 w gar艣膰 i przesta膰 p艂aka膰 po swoim lowelasie, bo to przykro patrze膰 jak stara kobieta rozpacza za urojon膮 mi艂o艣ci膮.

Tak 偶y艂a pani Stasia przez miesi膮c, a偶 jej bliscy si臋 zaniepokoili i pos膮dzili j膮 o depresj臋 po utracie ukochanego, kt贸ry j膮 na zawsze opu艣ci艂. Obiecali, 偶e je艣li we藕mie si臋 w gar艣膰, to niech sobie kocha kogo chce, bo ju偶 nie mog膮 patrze膰 jak si臋 ich matka zatraci艂a w tej rozpaczy. Nie mogli patrze膰 na ten wszechobecny ba艂agan, brudne naczynia, warstwy kurzu wsz臋dzie i nie zrobione pranie, a matk臋 w brudnym szlafroku, rozczochran膮 i zaniedban膮.

Wpadli razu pewnego wszyscy razem i zacz臋li sprz膮ta膰 dom matki, bo tego by艂o ju偶 za wiele. Wyszorowali i wypucowali wszystko, tylko dlatego, aby pani膮 Stasi臋 pobudzi膰 do 偶ycia. Zapragn臋li aby wszystko by艂o tak, jak przed poznaniem J贸zefa. Niech wr贸c膮 te niedzielne obiady i dawne ich rozmowy i nawet niech uczestniczy w nich J贸zef, aby tylko matka si臋 otrz膮sn臋艂a ze swojej rozpaczy. Jednak Stasia wci膮偶 nie by艂a sob膮 i na dok艂adk臋 przesta艂a si臋 聽do nich odzywa膰 i wci膮偶 patrzy艂a w jeden punkt jakby 聽oszala艂a.

R臋ce rodzinie opad艂y i zacz臋li ze sob膮 po cichu rozmawia膰, 偶e trzeba pani膮 Stasi臋 odda膰 o szpitala psychiatrycznego, bo dalej tak 偶y膰 z taka matk膮 si臋 nie da.

Zadzwoni艂 w pewn膮 niedziel臋 do wszystkich telefon i pani Stasia ponownie zaprosi艂a ich na niedzielny obiad. M贸wi艂a spokojnie i sk艂adnie prosz膮c, by si臋 zjawili punktualnie. To by艂 dziwny telefon, bo przecie偶 ich matka zachorowa艂a na depresj臋, a tu taka nag艂a odmiana. Odetchn臋li, cho膰 nie uwierzyli do ko艅ca, 偶e ten obiad faktycznie si臋 odb臋dzie.

Punktualnie o czternastej wszyscy stali przed drzwiami pani Stasi, kt贸re im otworzy艂a razem z panem J贸zefem. Oboje byli szykownie ubrani, a 艣ci艣lej – pi臋knie wystrojeni. Pan J贸zef z garniturze pod krawatem, a pani Stasia w czerwonej, twarzowej bluzce, a na szyi korale. Pi臋knie uczesana i wymalowana, a偶 trudno by艂o wszystkim w ten widok uwierzy膰, 偶e to chyba wszyscy 艣ni膮, bo przecie偶….

Kiedy weszli 聽do 艣rodka, to pani Stasia zada艂a im tylko jedno pytanie. Czy wol膮 matk臋 szcz臋艣liw膮, czy te偶 zaniedban膮 i wy艂膮czon膮 kompletnie ze 艣wiata i rodziny i niech teraz wybieraj膮, bo ona i jej ukochany wbrew wszystkiemu si臋 kochaj膮 i kocha膰 b臋d膮, gdy偶 im si臋 od 偶ycia jeszcze co艣 nale偶y.

Obiad przebiega艂 w takiej atmosferze, jakiej 聽Pani Stasia si臋 nie spodziewa艂a, a jej i pana J贸zefa chytry plan wypali艂, bo wszyscy odetchn臋li z ulg膮, 偶e ju偶 nie trzeba my艣le膰 o szpitalu dla pani Stasi. M艂odzi si臋 pokajali i bili w piersi, co chyba czego艣 ich na zawsze nauczy艂o, 偶e mi艂o艣膰 nie jest reglamentowana i nie ma wieku, bo nie wolno nikomu zabrania膰 mi艂o艣ci.

83 lata, a c贸偶 to za wiek :)

14 stycznia 1932 r. urodzi艂a si臋 moja Mama, a wi臋c nie mo偶e by膰 tak, abym nie odnotowa艂a Jej Urodzin na moim blogu.聽

Posz艂am z prezentem oczywi艣cie, mo偶e nie wyszukanym, bo praktycznym i u艣ciska艂am mocno, z ca艂ego serca i powiedzia艂am, 偶e Mamo, to Ty m艂oda dupa jeszcze jeste艣 i obie parskn臋艂y艣my 艣miechem. Moja Mama ma w sobie du偶膮 dawk臋 humoru, a wi臋c niczym nie ryzykowa艂am, 偶e mo偶e dostan臋 艣cierk膮 przez 艂eb! 馃榾

Usiad艂y艣my i oczywi艣cie kawa i rogaliki i zacz臋艂y艣my rozmawia膰, a moja Mama powiedzia艂a, 偶e nigdy nie przypuszcza艂a, 偶e tak d艂ugo po偶yje, bo zawsze marzy艂a tylko o tym, aby艣my z siostr膮 si臋 usamodzielni艂y i to jej by wystarczy艂o. Nie my艣la艂a, 偶e doczeka si臋 czas贸w, 偶e zostanie Prababci膮 dla swoich trojga wnucz膮t. Nie my艣la艂a, 偶e mimo m艂odzie艅czych do艣wiadcze艅 w zawierusze wojennej, kiedy to tak wiele z艂ego si臋 sta艂o, b臋dzie mia艂a w sobie tyle samozaparcia.聽

Moja Mama prze偶y艂a w swoim 偶yciu bardzo wiele przykrych moment贸w, ale mimo to, nigdy si臋 nie podda艂a i zawsze wyci膮ga艂a odpowiednie wnioski ze swojego 偶ycia, a 偶y艂a zawsze tak i 偶yje, aby nie szkodzi膰 nikomu i aby nie by膰 ci臋偶arem dla nikogo.

Moja Mama zawsze by艂a i jest silna i ile razy upada艂a, tyle razy si臋 d藕wiga艂a, otrzepa艂a i dalej sz艂a do przodu. Zawsze j膮 podziwia艂am za hart i si艂臋 i zawsze jej tego zazdro艣ci艂am i zazdroszcz臋, bo mimo r贸偶nych dolegliwo艣ci zdrowotnych rzadko si臋 skar偶y, aby nikogo nie martwi膰, bo taka jest Moja Mama.

Mamu艣 kochana i tu, na blogu 偶ycz臋 Ci przede wszystkim zdrowia, bo wiem, 偶e ostatnio troszk臋 szwankuje ju偶, a tak偶e tego, aby nigdy nie zgin膮艂 z Twojej twarzy u艣miech, kt贸ry masz dla ka偶dego z rodziny.

1oo lat Mamu艣 馃檪

PESEL do poprawki

Z prostok膮tnego kartonika szczerzysz do mnie k艂y.

Zapisa艂e艣 si臋 w dziwnych cyferkach i jeste艣 bardzo z艂y.

Patrzysz na mnie w ka偶dym urz臋dzie i w twarz mi si臋 艣miejesz,

I 偶arty sobie robisz w najlepsze i 聽jak kogut piejesz.

Dobrze ci jest z tym, 偶e masz ubaw po pachy

I robisz sobie ze mnie strachy na lachy.

U艣miechasz si臋 do mnie fa艂szywie

Wyci膮gasz sw贸j j臋zor zgry藕liwie.

Ranisz mnie ilekro膰 chc臋 o tobie nie pami臋ta膰,

To mnie znak dajesz i boli mnie zaraz pi臋ta.

Wsadzasz mi w moje cia艂o bole艣ci

I 艣widrujesz me tkanki niewie艣cie.

Raz wejdziesz mi pod 艂opatk臋,

A za chwil臋 na me serce masz chrapk臋.

Wyka艅czasz mnie ty cholerny draniu,

I marszczysz m膮 twarz bez pytania.

Co roku dok艂adasz mnie wi臋cej zmarszczek,

I obci膮艂e艣 mi m贸j gruby, pi臋kny warkocz.

Id藕 w choler臋 ty wredna niecnoto,

Ty diable, ko藕le uparty!

Daj mi spokojnie po偶y膰 jeszcze troch臋,

Bo ci przy艂o偶臋 t臋pym m艂otem.

Znikaj w mej torebce najg艂臋biej

I nie pokazuj mi si臋 na oczy wi臋cej!

.(autor: 聽kalinaxa).
.Polubi膰 pesel…

Pesel kulturalnie da艂 do zrozumienia co jeszcze robi膰 wypada,a co zupe艂nie nie.Jakie atrakcje zarezerwowane dla m艂odszego pokolenia,a jakie dla mnie dojrza艂ej,kt贸ra niejedno o 偶yciu wie.

Peselu nie oszukam,cho膰 lift na聽twarzy lat odejmuje i wci膮偶 w te same d偶insy swobodnie mieszcz臋 si臋.To jednak on bezlito艣nie zaraz strofuje,by gdzie艣 w niepotrzebne szale艅stwa zbyt nie zap臋dzi膰 si臋.

Przesta艂am wierzy膰 ju偶 w bajk臋 o ksi臋ciu na bia艂ym koniu,ca艂owa膰 paskudne 偶aby,sw贸j sen na jawie 艣ni膰.Przesta艂am karmi膰 si臋 k艂amem telewizyjnych seriali,o idealnej mi艂o艣ci,kt贸ra gdzie艣 dla mnie w 艣wiecie tkwi.

I z wiekiem te偶 mi si臋 odechcia艂o grzeba膰
w 艣mietniku wspomnie艅,s贸l sypa膰 na stare rany,po nocach do ksi臋偶yca wy膰.Bo jak mi 偶ycie pokaza艂o nie warto kocha膰 nadto nieprzytomnie
trzeba nauczy膰 si臋 w 偶yciu ze wszystkim na dystans by膰.

Tak to pesel wyleczy艂 mnie z wszystkiego
w teatrze 偶ycia zagra艂am wiele r贸l.
Lecz mam nadziej臋,偶e jeszcze wiele przede mn膮,nie tylko kr臋tych,popl膮tanych 艣cie偶ek,
lecz tak偶e r贸偶ami us艂anych dr贸g…

KobietaZwyczajna