Archiwa tagu: wiosna

Wesołe jest życie staruszka!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

U mnie robi się cudnie, zielono tak jak na tym zdjęciu – zrobionym własnym aparatem.

Wiosna, to chyba najpiękniejsza pora roku, kiedy wszystko odradza się po zimie i ludzie też patrzą na świeżą przyrodę, a więc  robi się od razu lepiej na sercu i w duszy. Nowa nadzieja!

Wraz z tą nadzieją Mąż ośwadczył mi, że dinozaury spotykają się w ulubionym miejscu na drinka.

Kiedy słyszę  – zrób nam jajka na twardo w majonezie, to wiem, że mają zamiar pobiesiadować sobie i się po prostu rozerwać, gdyż wielu z nich wciąż pracuje.

Zostaje ich coraz mniej, bo z każdym roku ktoś z grupy dinozaurów odchodzi niestety.

Niedawno odszedł Pan Darek, którego bardzo lubiłam, a zmarł tak szybko na zwał, że jeszcze do dziś nie możemy uwierzyć, że go już nie ma.

Cieszę się, że panowie się spotykają, a niektórzy są już po 70-tce, albo dopiero. 🙂

Nie spotykają się tylko na drinka, ale razem w ciągu roku jeżdżą na wycieczki po Polsce, organizowane przez ich związek zawodowy.

Jest to fajna grupa ludzi, którzy mimo upływu lat wciąż się lubią i czasami spotykają się w miejscowej restauracji, aby także spędzić miło czas.

A teraz chcę zmienić temat i napisać o pewnej starszej pani, która kupiła wraz z mężem mieszknie przez ścianę z moim.

Pani liczy sobie też, a może dopiero  chyba z 70 lat, ale lubi się udzielać i nie siedzi na kanapie przed telewizorem, a sadzi roślinki przed naszym blokiem.

Od razu dała sie polubić, bo zależy jej na tym, aby było ładnie i zielono, a więc zaskarbiła sobie naszą sympatię.

Mój Mąż jest w zarządzie Wspólnoty Mieszkaniowej i także lubi sadzić różne drzewa przed naszym blokiem i razem z panią od sadzenia działają i nawet przeszli na „Ty”. 😀

W naszym bloku jest fajna ekipa, której zależy na tym, aby się nam tu mieszkało przyjemnie i w zgodzie.

W mojej klatce mieszka mężczyzna chory na raka. Jest już po serii naświetlań, ale nie jest pozostawiony sam sobie.

Mężczyzna nie ma za wiele pieniędzy, a więc my – jako sąsiedzi go dokarmamy.

Która gospodyni ma za dużo np. zupy, to zanoisi  mu w słoiku, aby nam sąsiad zdrowiał.

W swojej klatce mam sąsiada, że gdybym potrzebowała pomocy pod nieobecnośc Męża, to zawsze mogę na Niego liczyć i to jest też budujące, bo otwarci jesteśmy tu na drugiego człowieka.

Czasami lepiej się żyje z sąsiadami niż z własną rodziną. Noszę się z zamiarem kasowania częściowego rodzinnych numerów w telefonie!

To takie miłe migawki z mojego codziennego życia –  z mojego małego podwórka.

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Reklamy

Od wschodu do zachodu słońca

Udało się przeżyć kolejną zimę i doczekałam się kolejnej wiosny – dziś u mnie cudnej!

Wstałam o poranku i zauważyłam z balkonu, że drzewa posadzone w szpalerze ślicznie się ukwieciły na różowo.

Nawet nie wiem jak się te drzewa nazywają, a ja po swojemu je nazwałam czerwone klony, bo kiedy kwiaty przekwiatają, to zamieniają się w czerwone liście, aż do jesieni.

Oczywiście szukałam w Google, ale trudno mi nazwę dopasować do drzewa.

Skoro nastał tak piękny dzień i zauważyłam pojawiające się na balkonach kwiaty, to też mi się zamarzyło.

Co roku mówię sobie, że dam sobie spokój z kwiatami na balkonie, bo to jest trochę zachodu, gdyż trzeba systematycznie podlewać, nawozić, a i chronić przed szkodnikami, to się przełamuję i tej wiosny już je mam na balkonie.

Poprosiłam Męża, aby mi przytargał jakieś kwiecie prócz bratków i mam w jednej skrzynce stojące pelargonie, a w drugiej kolorowe begonie.

Ta sobota okazała się dniem takim trochę gospodarczym, bo  chodniki , oraz mały dywan zostały przez Męża wytrzepane, a ja odkurzyłam w mieszkaniu podłogi i starłam kurze po to, by poczuć się odświeżona i wiosenna.

Niby nic, a jednak ten dzień, to było takie przywitanie wiosny i tak bardzo się cieszę, bo świat nabiera barw i zapachów, a to zawsze jest ważne, by na nowo czuć pogodę w duszy.

Wieczorem, tuż przed zachodem słońca – Maż pojechał nad nasze jezioro i cyknął mi zachód słońca, co jest klamrą na zamknięcie bardzo dobrego dnia.

A teraz takie spostrzeżenie.

Otóż włączyłam w tv program „Jaka to melodia” i zatrzymałam się na dłużej, gdyż w pogramie zobaczyłam dawno niewidzianych „Trubadurów” i zespół „Vox”.

Jaka byłam zdziwona, bo panowie mocno się przez lata zmienili i wyglądają jak dinozaury,  a w pamięci miałam ich jako młodych, przystojnych mężczyzn – powalających urodą!

Popatrzyłam więc na siebie w lustrze i stwierdziłam, że jeszcze się tak nie posunęłam – żartuję!

 

 (Wiosna przyszła…)

Andrzej Poniedzielski

Wiosna przyszła z tą swoją zielenią
blade toto , niemrawe , brudzi
zanim jakie kwiatki wystrzelą
to nastęka się , namarudzi…
No i co ,że ptacy wrócili?
No i co , że fruwają w parkach?
-tyle że w jakich drzewach czy hebziach
z przeproszeniem złożą swe jajka
Te zającki, królicki, kacuski
wszędzie- w lasach, po łąkach, po domach
Mam się cieszyć, że „budzi się życie”
– mam się cieszyć, że budzi się komar?

Przyszła wiosna z tą swoją nadzieją
blade toto, niemrawo się dłubie
Pytam – czemu NA SZCZĘŚCIE?
Pytam – czemu NAJBARDZIEJ?
Pytam – …czemu ja tak to lubię?

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, drzewo, przyroda i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, na zewnątrz, woda i przyroda

 

Wspomnień czar!

Gdybym była młodsza, gdybym była, to też bym się wybrała z Mężem na pierwszego grilla – w tym roku!

U mnie dziś w zachodniej Polsce był piękny, słoneczny, optymistyczny dzień.

Mąż z kolegami postanowili więc rozpocząć sezon grillowy i pojechali na działkę, którą mamy na spółkę z naszym bardzo zaprzyjaźnionym sąsiadem.

Ja wolałam zostać w domu, gdyż wciąż jestem smutna,  w kontemplacji po śmierci Mamy i nie miałam ochoty opuszczać domu, choć może robię sobie tym krzywdę, gdyż życie toczy się dalej.

Codziennie widzę moją Mamę w trumnie i przypominam sobie, to Jej wielkie cierpienie, ale wiem, że kiedyś to minie, zatrze się trochę.

Mąż pielęgnuje swoje przyjaźnie z kolegami, bo z roku na rok jest ich coraz mniej, a pod koniec zeszłego roku pożegnał dwóch, swoich znajomych, co bardzo przeżył.

Pamiętam czasy, że jeździliśmy bardzo dużo za miasto, nawet kiedy były ostatnie śniegi.

Rozpalaliśmy ognisko i piekliśmy kiełbaski , a ja robiłam danie jednogarnkowe, kiedy tylko zaświeciło wiosenne słońce.

Bardzo lubiłam te wypady z dziećmi i znajomymi, bo usmażona kiełbasa i ciepłe danie z szybkowara smakowały wybornie na świeżym powietrzu z pierwszymi promieniami słońca.

Dwa lata temu całą rodziną bliższą i dalszą się umówiliśmy nad jeziorem w Drawnie i tam rozpaliliśmy pokażne ognisko, a ja się bardzo cieszyłam, że my dorośli pokazaliśmy naszym Wnukom jak można pięknie spędzić czas na świeżym powietrzu.

Mam wiele wspomnień z wyjazdami na biwaki, ale jeden mi utkwił na zawsze w pamięci.

Zebraliśmy sprzęt, a więc namioty, łóżka polowe, materace, koce, kuchenki gazowe i gary i pojechalśmy na naszą wyspę nad jeziorem i tam byliśmy przez dwa tygodnie.

Wędkowaliśmy, a ze złowionych ryb robiliśmy rybne, pyszne kotlety, a małe okonki marnowaliśmy w occie i z cebulą i to była pycha nie mówiąc o wędzonych węgorzach.

Dzieci nie wychodziły z wody i kąpaliśmy je w ciepłej, jeziornej wodzie przy cudownych zachodach słońca.

Jak dobrze mieć takie wspomnienia i ja wiem, że każdy człowiek chwali swoje miejsce do życia i ja chwalę się moją ziemią, gdzie jest masę jezior, do morza bardzo blisko.

Chwalę się, że mamy gdzie zbierać grzyby, bo lasy dookoła i gdzie można popływać kajakiem i też wędkować.

Zawsze sobie ceniłam takie wypady, gdzie wieczorem, przy rozpalonym ognisku można było pośpiewać i wpatrzyć się w płomienie i po prostu się wyciszyć.

Za tydzień jadę z Mężem na taki rekonesans po znajomych miejscach, aby sobie przypomnieć stare, dobre czasy.

A były to czasy, że Maż wyremontował Gaza – 69, który nas wszędzie dowoził i był bardzo pakowny – to były piękne w swoje prostocie czasy bez Internetu i telefonów komórkowych.

 

Obraz może zawierać: ogień, noc i jedzenie

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, stoi i na zewnątrz

A teraz aby nie było tak ckliwie i pięknie przeczytajcie manifest ku Polsce jaką teraz jest!

Wkurwiłem się widząc tę bordową plamę w środku Europy (mapę skasował mi facebook!). To wyspa ciemnoty, zacofania, głupoty. Jesteśmy narodem ciemniaków, który nie ma pojęcia o problemach współczesnego świata, takich jak demografia, migracja, medycyna.

Polacy dają pieniądze na msze o deszcz, o zdrowie, o życie wieczne. Święcą samochody, maszyny, budynki, jedzenie. Pielgrzymują do cudownych obrazów. Jeżdżą, chodzą pieszo, a nawet na kolanach. Wymachują krzyżami i feretronami. Opasują granice państwa różańcem. Wnoszą do kościołów faszystowskie sztandary. Wypisują i wykrzykują obelgi pod adresem tych, co myślą inaczej niż oni. Modlą się do Boga, żeby ich pozostawił takimi, jakimi ich stworzył: bez rozumu, bez wiedzy, bez świadomości, jaką daje współczesna nauka. Modlą się o to, by ich kraj pozostał skansenem przeszłości, aby był taki, jak w dziewiętnastym wieku, a może i w średniowieczu. Zupełnie jak niszczący własne państwa islamscy fundamentaliści.

Wkurwiłem się czytając europejski raport o dostępie do antykoncepcji. Najniższy poziom w Europie! W państwach rozwiniętych dostęp do antykoncepcji oceniany jest na poziomie 90 i 80 procent, w Polsce na poziomie trzydziestu kilku. Jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym ten wskaźnik nie osiąga poziomu 40 procent, a 30 przekracza ledwo ledwo.

Ale o co chodzi? – pytają niektórzy. Przecież prezerwatywy leżą przy kasie w każdym supermarkecie i na każdej stacji benzynowej. To prawda, ale antykoncepcja to nie tylko prezerwatywy, to przede wszystkim wiedza, uświadomienie dzieci i młodzieży, świadome planowanie przez dorosłych życia własnego i życia własnej rodziny. To klimat, w jakim rozmawia się na ten temat. Nie tylko prywatnie, w rodzinie. Chodzi o klimat, w jakim przebiega debata publiczna, a ta w kwestii etyki seksualnej i kształtowania rodziny zdominowana jest u nas przez Kościół.

Polacy pozwalają, żeby ksiądz czy biskup pouczał ich, jak mają żyć i myśleć. Nie naukowiec, nie światły polityk jest ich przywódcą, nie odważny artysta, tylko konserwatywny, niewykształcony klecha. Zupełnie jak w islamskich republikach.

Wkurwiłem się patrząc na tę mapę Europy i uświadamiając sobie po raz kolejny, że Polska jest wyspą ciemnoty, zacofania, głupoty.

Popatrzcie tylko na mapę. Na bordowo: Polska, na samym końcu. Następnie przez jedenaście i pół procenta nic i dopiero potem Rosja, Białoruś, Węgry, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria i Słowacja. Rzeczywiście, przewodnictwo w Europie Wschodniej od morza do morza, a właściwie w Trójmorzu, jak chciał Kaczyński.

Polacy na każdym kroku dowodzą, że są narodem ciemniaków.

Wybrali faszystów do władzy. Wierzą, że są kimś lepszym niż reszta świata. Paw narodów i papuga. Gdyby nie Unia, nadal by wylewali ścieki wprost do rzek, śmieci wywoziliby do lasu, a srać chodzili za chałupę.

Gardzą swoimi najlepszymi bohaterami, twórcami, politykami, jeśli ci nie popierają ich faszystowskiej władzy lub kiedykolwiek ośmielili się krytykować jej idee, nawet przed dziesiątkami, przed setkami lat. Usuwają ich z historii. W mediach i w szkole. Poeci, na których wierszach ich dzieci uczą się języka, ponoć zażydzają ich wspaniałą mowę. Mowę, którą się słyszy na ulicy. Same przekleństwa na H, na K, na P. Te słowa zna już cały świat.

Mówią o sobie, że bronią Europy przed islamizacją, a tymczasem doprowadzili swój własny kraj do niespotykanej na naszym kontynencie klerykalizacji: w państwie, w szkołach, w szpitalach, w urzędach, w telewizji, w sztuce. Gdzie nie spojrzysz, tam ksiądz. W Polsce ksiądz jest głównym bohaterem co najmniej dwóch telewizyjnych oper mydlanych! Tylko Iran i Afganistan posunęły się dalej.

Pozwalają, by nauczyciele i pielęgniarki byli pariasami pracującymi za grosze. Żądają tego także i od lekarzy i od sędziów. Za karę, bo ich środowiska ośmieliły się przeciwstawić faszystowskiej władzy. Wierzą, że dobrobyt nie jest efektem pracy, przedsiębiorczości, pilności w szkole, wiedzy i wykształcenia, lecz że zależy od przyznawanych przez możnowładców hojną ręką zasiłków.

Doją Unię, dostają miliardy na autostrady, drogi, oczyszczalnie ścieków, uczelnie, szkoły i urzędy, na szkolenia, na rozwój zacofanych regionów, na dopłaty do rolnictwa, a mówią, że okradają ich brukselskie elity. Przed transformacją, którą nazywają zdradą elit i przed wejściem do Unii Europejskiej, które postrzegają jako utratę suwerenności, jeździli furmankami po dziurawych drogach, stali w kolejkach po ochłap mięsa, po cukier, papier toaletowy, meble. Po wszystko. Po trzydzieści lat czekali na przydział mieszkania w blokowisku z wielkiej płyty, a jak zdecydowali się sami zbudować dom, kradli z zakładów pracy cement, w teczkach wynosili cegły i gwoździe, na lewo kupowali piach, dachówki, pustaki, armaturę, a po znajomości – pralki i lodówki.

Kraj ich kwitnie co najmniej od piętnastu, dwudziestu lat, co widać na każdym kroku: w każdej wsi, miasteczku i metropolii, a oni powtarzają za demagogami, że Polska pogrąża się w ruinie.

Cały świat nas sobie wytyka palcami. Kiedyś byłem dumny z tego, że jestem Polakiem, dziś coraz częściej się tego wstydzę, musząc tłumaczyć swoim przyjaciołom z zagranicy, że nie wszyscy upadliśmy na głowę, a tylko połowa tego narodu.

Ale Polska to wciąż mój kraj. Jedyny! Nie dam więc sobie wmówić, że wierząc w naukę, w rozum, w pracę i wykształcenie, w nowoczesność i Europę, a protestując przeciwko rządom faszystów i cwaniaków, przeciwko kłamstwom i manipulacjom propagandy, przeciwko panoszeniu się religii i Kościoła, które w cywilizowanym świecie są już tylko reliktem przeszłości, jestem zdrajcą, jak oni by chcieli.

Zresztą, jeśli ktoś mi wmawia, że zdradzam swój naród, ponieważ wyznaję wartości racjonalistyczne, liberalne, prodemokratyczne i proeuropejskie, to w oczywisty sposób demaskuje sam siebie jako wroga tych wartości, czyli demonstruje, że jest ciemniakiem, który pragnie by jego kraj stał się zupełnym ciemnogrodem.

Nie dam sobie wmówić, że ja czy ktokolwiek z moich przyjaciół, nie jest prawdziwym Polakiem, z tego powodu, że jego dziadkowie czy pradziadkowie nosili żydowskie, niemieckie czy litewskie nazwisko.

Wierzę, że wkrótce bielmo ciemnoty i propagandy spadnie z oczu moim rodakom i że znów będziemy liderem rozsądku, pracowitości, wolności i demokracji. Że znów będziemy oddychać pełna piersią i mówić jak dawniej, że tutaj aż chce się żyć.

JERZY KRUK

Odskocznia od codzienności!

Ludzie są różni, bo jedni gonią za przygodą i zwiedzają różne kraje i nie mogą zagrzać miejsca, a ja – ja jestem okropną domatorką i zawsze taka byłam.

Najlepiej czuję się w swoim domu i wcale nie żałuję, że nie zwiedziłam pięknych miejsc gdzieś tam na Karaibach, Grecji, Włoch itp., bo oglądam dużo programów przyrodniczych i potrafię sobie to wszystko wyobrazić.

Zresztą moje życie płynęło w czasach socjalizmu i takie wyjazdy były niedozwolone, a ja w tym czasie trochę naszej Polski zwiedziłam.

Moje pokolenie, to pokolenie stracone, bo pracowaliśmy dla dobra Polski, a na starość dostaliśmy od Państwa ochłapy w postacji haniebnie, niskich emerytur.

Tak nam rządzący zapłacili, że odbudowywaliśmy ten kraj z nędzy i rozpaczy.

Gdybym urodziła sie wczasach transformacji, to z pewnością zwiedziłabym inne, piękne miejsca nawet na kredyt.

Teraz kiedy sił coraz mniej, zadowalam się przebywaniem w moim, spokojnym mieście tonącym na wiosnę w zieleni i to mi całkowicie wystarcza.

Ktoś by mógł mi powiedzieć, że w de… byłam i gówno widziałam, ale to nie jest prawda.

Byłam we wczesnej – po wojnie Warszawie. Byłam w Malborku, Zakopanem, Kościelisku, Bydgoszczy, Poznaniu, w Paryżu i Austrii, a także w Dziwnowie, Niechorzu, Darłówku, Międzyzdrojach i w zachodnim Berlinie.

Trochę zwiedziłam i posmakowałam, ale teraz nigdzie mnie już nie ciągnie.

Teraz, kiedy moja Mama jest bardzo chora, to nawet nie myślę o jakimkolwiek wyjeździe, bo bym się z tym czuła fatalnie, a więc od czasu do czasu biorę apart i idę w moje miasto i robię zdjęcia.

To jest taka moja mała odskocznia od codzienności i przykrych myśli.

Wyszłam dzisiaj o godzinie 18, kiedy słońce chyliło się ku zachodowi i w tym czasie jest cudne światło.

Miasto o tej porze jest spokojne i tylko nieliczni wychodzą na spacer, czy na rower, co mi odpowiada!

Zrobiłam kilka zdjęć i czuję się spełniona i to mi wystarczy do szczęścia.

Napiszcie o swoich wojażach po świecie – po Polsce!

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Nikt nie powinien umierać na wiosnę!

29 kwietnia 2018 roku, w godzinach porannych dotarła do mnie wiadomość z dobrego żródła, że odszedł od nas – nasz Starosta!

Od razu na swoim fan – page poinformowałam naszych mieszkańców i z okolic, że oto bardzo niespodziewanie w mieście będziemy mieli żałobę.

Informacja ta dotarła do mieszkańców bardzo szybko i na dzień dzisiejszy mam ponad 9 tysięcy odsłon mojej informacji.

Nasz Starosta, to był człowiek bardzo prawy i pojawiło się sporo komentarzy pisanych z wielkim smutkiem i z kondolencjami dla rodziny.

Nie powinno się tak wcześnie umierać, gdyż nasz Starosta był stosunkowo młodym człowiekiem, ale jak to się mówi – choroba nie wybiera i zbiera swoje żniwo!

Pogrzeb odbył się wczoraj z uroczystym wyprowadzeniem trumny z kościoła i z przejściem kondutu ulicą główną, a ludzi była cała masa i wszyscy smutni i w żałobie.

Nie byłam na pogrzebie, gdyż miałam dyżur u mojej chorej Mamy.

Na pogrzeb wybrał się mój Mąż i oboje ubolewamy, że coraz częściej zakłada garnitur na pogrzeby, aniżeli na wesela. 😦

Kiedy pracowałam w Urzędzie Miasta, to Pan Adam, jako zastępca Burmistrza podpisywał dość często moje dostarczone dokumenty i odbierałam go jako bardzo miłego i uśmiechniętego człowieka.

Potem  został Starostą i był lubiany przez naszą społeczność, bo to czytałam w komentarzach, gdzie ludzie wyrażali swój żal.

W związku z tak przykrym zdarzeniem w mieście odwołano wszelkie imprezy rozrywkowe i w ciągu tych majówkowych dni byliśmy wycieszeni.

Właśnie kończy się majówka i moje dzieci się rozjechały, a ja z Mężem wybraliśmy się w teren, aby nasycić się kolorami pięknej wiosny.

Dopiero dziś zobaczyłam jak cudnie jest na świecie i nie mogłam się nadziwić, że w końcu wiosna na zachodzie wystrzeliła wprost i wszystko na nowo odżywa.

Drzewa owocowe kwitną na różne kolory, a także w końcu zakwitły bzy i kasztany, a na polach na żółto kusi rzepak – jest cudnie i w takim czasie nie powinno się umierać.

Troszę pobawiłam się opcjami mojego aparatu, bo wciąż się uczę.

Mąż zerwał mi do wazonu kiście bzu jako w „Nocach i dniach”   Józef Toliboski rwał nenufary. 😀

„Wiosna w połowie więc plany na maj:

  1. Kupić wazon.
  2. Zerwać bez.
  3. Wstawić bez w wazon.
  4. Patrzeć.

Niczego więcej od siebie nie wymagać.” 

Opiszcie ja spędziliście te ważna dla Polski dni!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

 

Balkonowy – wiosenny lifting!

W zachodniej Polsce rozkwit wiosny jest opóźniony przynajmniej o dwa tygodnie.

Zawsze na Święta Wielkanocne miałam posadzone kwiaty w skrzynakch na balkonie.

Mamy połowę kwietnia i dopiero teraz jest pora na to, abym swój balkon ukwieciła.

Mam posadzony żarnowiec pod oknem, który zakwitał na święta, a dopiero teraz szykuje się do kwitnienia.

Znalezione obrazy dla zapytania żarnowiec

Nawet w ogródkach nie ma jeszcze kolorowych tulipanów, które w centralnej Polsce już prawie przekwitają.

Jednak warto było czekać na pierwsze promienie słońca i temperaturę na zewnątrz – satysfakcjonującą.

Już można otworzyć okno balkonowe na przestrzał, aby wpuścić do domu świeże powietrze i promyki słońca.

Z Mężem spojrzeliśmy jednak krytycznie na nasz balkon i postanowiliśmy zrobić na nim mały lifting.

W czasach komuny położyliśmy na podłodze balkonowej płytki, które są chropowate i każdej wiosny szorowałam je druciakiem, a i tak nie odzyskiwały dawnej świetności.

Trzy lata temu na barierce Mąż mi umocował matę z sitowia, która zaczęła się kruszyć i wygląda paskudnie.

Nasz dom, to taka mała nasza Ojczyzna i musi być schludnie, a więc dziś były zakupy, aby to zmienić z wiosną.

Mąż zamówił u pani na bazarku pelargonie kaskadowe, takie jakie lubię.

Podobno będą kwitły w trzech kolorach – białym, czerwonym i różowym, które już posadziłam do skrzynek.

Na podłogę balkonową zakupiliśmy matę tzw. sztuczną trawę, a na barierkę kolorową osołonę.

Mąż mi wyszlifuje barierkę, a ja ją pomaluję i odświeżę, bo zawsze byłam domowym malarzem!

Będzie ładnie i będzie przyjemnie, a kiedy zakwitną pelargonie, to będzie cudnie.

Rozłożę sobie leżak w kolorze skrzynek i tak od czasu do czasu usiądę sobie z laptopem i napiszę na blogu nową notkę 😀

Napiszcie w komentarzach jak sobie z wiosną umilacie życie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Witaj Wiosno – witajcie święta!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Oj niemłoda ja już – niemłoda i dziś kolejny raz sobie przypomniałam, że już jestem niemłoda!

Wstałam o poranku i zrobiłam sobie kawencję, bo przy niej przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, bo kofeina robi swoje.

Rozejrzałam się po moim domu – spojrzałam w kalendarz i automatycznie mnie naszło, że czas robić porządki świąteczno – wiosenne, bo jeśli nie dziś, to kiedy?

Coraz bliżej święta, a ja byłam z ręką w nocniku, że mam tyle do zrobienia.

Nie szkodzi, że sprząta się na bieżąco, ale zimą, kiedy dni są krótkie, robimy to mniej dokładnie, gdyż tego kurzu tak nie widać ha ha.

Pod siedzeniem przy tej kawie coś mnie drapało i gadało – zrób to dzisiaj, zrób to dzisiaj!

Ubrałam się więc cieplej i wlazłam na drabinkę i zaczęłam ściągać firany. Wydawały się czyste na pozór, ale były brudne. Wpakowałam je do pralki na opcję – firany.

Kiedy się prały obleciałam okna, meble, przydasie, bibeloty, wazony, obrazy, książki i albumy.

Miałam to szczęście, że Mąż miał dzisiaj wolne i jak mi obiecał – odsunął graty i tam porządnie mi odkurzył i zmył na mokro podłogi.

Skończyliśmy sprzątać w okolicach godziny 17 i ja padłam na kanapę – bo już jestem niemłoda!

Kiedy trochę złapałam odpoczynku – wzięłam po robocie prysznic i tak sobie znowu usiadłam z kawą, ale piłam ją z wielką przyjemnością – nie nerwowo, a to dlatego, że kolejny raz daliśmy radę.

Teraz pozostała mi tylko lista zakupów i spokojne pitraszenie na święta.

Lubię ten swój, spokojny byt i to, że mam dla kogo wciąż żyć.

Na całe szczęście mam do umycia tylko trzy okna i na szczęście nigdy nas z Mężem nie podkusiło, aby się wybudować!

Kiedyś rozmawialiśmy ze starszym od nas małżeństwem, które już odeszło i oni stwierdzili, że po co się budować i mieć do mycia 10-12 okien.

Jest tak dobrze, bo nie trzeba palić w piecu, a woda w kranie jest ciepła i zimna, a więc po co się skazywać na większe wydatki w celu ogrzania mieszkania i inne niedogodności, kiedy miasto zapewnia ciepłe kaloryfery.

W naszym niewielkim mieszkaniu wychowaliśmy dwoje Dzieci, a teraz jesteśmy tylko we dwójkę i w naszym wieku utrzymanie mieszkania w czystości, to już jest dość duży wysiłek.

Tak, tak jestem już niemłoda, ale cieszę się, że kolejny raz dałam radę!

Witaj Wiosno!

 

Podobny obraz

 

Majówkowa wycieczka

Skoro mamy „Majówkę”, to wybraliśmy się z Małżonkiem na wycieczkę samochodową nad inne jezioro, którego nie znamy.

Zawsze jest tak, że po drodze zwiedzamy bardzo ładne miejscowości, które są bardzo zadbane.

Jezioro o nazwie Pełcz  jest cudne – wąskie, ale bardzo długie we wsi Krzynki.

Od razu zauważyliśmy w oddali zameczek i chcieliśmy go zwiedzić, ale niestety – znajduje się na terenie prywatnym.

Jednak dostępna była do zwiedzenia stara gorzelnia, gdzie w XVIII wieku toczyło się życie.

Niestety, ale w naszych czasach popadła w ruinę i tylko należy ubolewać, że w Polsce wciąż jest za mało pieniędzy na ratowanie zabytków.

Przykro się na to patrzyło, ale kilka zdjęć zrobiłam, aby pokazać jak historia zarasta chwastami i popada w jeszcze większą ruinę.

Wycieczka nam się udała, gdyż pogoda dopisała, a wiosna wreszcie strzeliła majem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozmyślania na spacerze!

Kto lubi miejsce swojego zamieszkania?

Wiem! Już kiedyś o to na blogu pytałam, a jednak wciąż to pytanie do mnie powraca.

Ileż można żyć polityką i tą polityczną papką, serwowaną nam nachalnie od samego rana?

Wściekłam się i poszłam na wiosenny spacer, choć co prawda wiosna na zachodzie nie wybuchła jeszcze majem i listki skulone nie wychylają się do słońca, gdyż jest go u nas wciąż za mało. Bardzo ślimaczy się ukochana pora roku, choć dziś były jej przebłyski.

Uwielbiam wiersz o wiośnie – Poniedzielskiego, bo dokładnie taka u mnie dziś była:

Wiosna przyszła z tą swoją zielenią
blade toto , niemrawe , brudzi
zanim jakie kwiatki wystrzelą
to nastęka się , namarudzi…
No i co ,że ptacy wrócili?
No i co , że fruwają w parkach?
-tyle że w jakich drzewach czy hebziach
z przeproszeniem złożą swe jajka
Te zającki, królicki, kacuski
wszędzie- w lasach, po łąkach, po domach
Mam się cieszyć, że „budzi się życie”
– mam się cieszyć, że budzi się komar?

Przyszła wiosna z tą swoją nadzieją
blade toto, niemrawo się dłubie
Pytam – czemu NA SZCZĘŚCIE?
Pytam – czemu NAJBARDZIEJ?
Pytam – …czemu ja tak to lubię?

Wyszłam więc na spacer z aparatem foto oczywiście i szukałam w mieście dawnych klimatów z przed II Wojny Światowej.

Moje miasto wówczas było piękne i pełne klimatu, ale niestety – niewiele z tego zostało.

Poszłam w inne rejony niż zwykle, tak jakby prawie na peryferie miasta i kilka fotek zrobiłam.

Lubię moje miasto za to, że jest w nim niesamowita ilość zieleni, a nie lubię za to, że miasto po wojnie straciło swój klimat i architektura jest od sasa do lasa – niespójna, przypadkowa, a do tego chodniki są koślawe, a jezdnie dziurawe. Brzydko to wygląda, ale świadczy to o złej kondycji finansowej takich, małych miasteczek.

Myślę, że nie jestem odosobniona w swoich obserwacjach, ale trzeba się cieszyć z tego, że wkrótce zieleń zakryje wiele.

Kiedy swego czasu pojechałam do Torunia, to pokochałam to miasto od pierwszego wejrzenia, a moje miasto próbuję pokochać już ponad 50 lat i wiąż walczę ze swoimi emocjami! 😀

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiosenna radość!

Liliowy kapelusz…
Kobiety

Kiedy ma 5 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę.

Kiedy ma 10 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka

Kiedy ma 15 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwą siostrę 
przyrodnią Kopciuszka:
„Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!”

Kiedy ma 20 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 30 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć 
i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 40 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 50 lat:
Ogląda się w lustrze i mówi: „Jestem sobą” i idzie wszędzie.

Kiedy ma 60 lat:
Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, 
którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. 
Wychodzi z domu i zdobywa świat.

Kiedy ma 70 lat:
Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. 
Wychodzi z domu i cieszy się życiem.

Kiedy ma 80 lat:
Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada 
liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość 
i przyjemność ze świata.

Może wszystkie powinnyśmy dużo wcześniej 
założyć taki liliowy kapelusz…

Z całego serca życzę nam pięknych dni 
i nie zapomnijcie liliowego Kapelusza!