Archiwa tagu: wybory

Wybory w Rosji!

Znalezione obrazy dla zapytania rosyjskie krajobrazy

Uwielbiam Rosję i nie raz o tym na blogu pisałam.

Urzeka mnie jej różnorodność pod każdym względem i jej wielkość.

Urzeka mnie to, że w tym kraju jest wszystko w pigułce, bo mają rozległe lasy, góry, jeziora, rzeki i dojście do morza.

W Rosji wciąż można znaleźć lasy pierwotne, gdzie żyją unikatowe zwierzęta i urzekają mnie sami Rosjanie, choć jest tam, tak wiele nacji żyjących na różnorodnych terenach.

Oczywiście nie wiem za wiele o tym kraju, bo tylko tyle, co z telewizora i filmików na YT.

Nie jestem więc specjalistką, aby się szerzej wypowiedzieć, ale mimo to ten kraj mnie krajobrazowo zachwyca.

Jacy tam żyją ludzie, to też mi ciężko jest stwierdzić, ale wiem z pewnością, że są uciemiężeni od zawsze i dalej wciąż się boją krytykować władze.

Stalin zrobił dla tego Narodu wiele złego, a Rosjanie mówią, że Putin kontynuje jego politykę.

Jesteś innej orientacji – możesz  oczekiwać, że zamkną cię do więzienia i właściwie wszystko, co zrobisz, co nie podoba się obecnej władzy – pójdziesz siedzieć.

W Rosji w podziemiu krytykują władzę i starają się  nagłaśniać, że władza zastrasza ludzi.

Właśnie dziś odbyły się sfałszowane wybory i Putin ma następną kadencję w kieszeni.

Dlaczego nazywa się Putina drugim Stalinem, a dlatego, że stworzył na nowo rosyjskie gułagi, w których przetrzymywani są tysiącami Rosjanie.

Te więzienia są rozlokowane w całej Rosji, gdzie przetrzymywani są ludzie za najdrobniejsze przewinienia i są na dodatek torturowani.

Dzisiaj właśnie obejrzałam poniższy filmik, który utwierdził mnie w przekonaniu, że Putin ma krew na rękach, bo w tych więzieniach zabijani są więźniowie.

Mam nadzieję, że przyjdzie czas na to, aby Rosja stała się  nowoczesna, sprawiedliwa i mądra, ale póki co nie ma na to szans.

O samym Putinie niewiele wiemy – prócz tego, że jest Prezydentem, że rozwiódł się z żoną i ma jakąś tam kochankę, z którą ma dzieci, ale to wszystko jest wielką tajemnicą. Sami Rosjanie nie wiedzą jak żyje ich władca. Wiedzą, że prawdopodobnie jest najbogatszym człowiekiem na ziemi.

On bogaty, a tam gdzieś w Tajdze żyją ludzie w drewnianych chatach i żywi ich las.

Już jest za późno bym pojechała koleją transsyberyjską, co wzbudza we mnie wielką ciekawość tego kraju.

Dobrze, że mogę podróżować z YT.

Jak piękny jest to kraj! Jak skorumpowany, to ma najpiękniejszy  hymn  na świecie:

 

 

Reklamy

Pomożemy niepełnosprawnym – szalony PiS-e!

 

Znalezione obrazy dla zapytania niepełnosprawny głosuje

Bartosz Arłukowicz

  • Piękna akcja!

Mamy już w akcji 150 miast! 
Zróbmy to w całym kraju. KAŻDY chory, słabszy, samotny na prawo dotrzeć na wybory. Zgłaszajcie się i zabierajcie w akcję znajomych. Potrzebne prawo jazdy, auto i dobre chęci:)
#DowieziemyNaWybory
#PowstanieDemokratyczne

Kiedy na Twitterze przeczytałam o tak pięknej akcji wychodzącej na przeciw osób niepełnosprawnych, chorych, samotnych, opuszczonych, to się popłakałam.

Ten nierząd robi wszystko, aby upokorzyć człowieka schorowanego, opuszczonego, biednego, bez rodziny i taki człowiek nie będzie miał szans na oddanie swojego głosu podczas wyborów.

Do tej pory mógł oddać swój głos korespondencyjnie, ale oto nowy nierząd mu to zabiera i taki ktoś zostanie pominięty i poczuje się jak samotnik na bezludnej wyspie.

Automatycznie wyobraziłam sobie siebie – leżącą i schorowaną, jak moja Mama, ale ze zdrową głową, która nagle zostaje pozbawiona podstawowych praw obywatelskich.

Moja Mama, która ma 86 lat ma niezdrowe już ciało, ale psychicznie ogarnia obecną politykę i co?

Ten nierząd nie liczy się ze słabymi, bo są im kulą u nogi. Nie szanują ludzi na wózkach i tych, którzy nie mają siły dotrzeć do urn.

To jest proszę państwa banda, że pozbawia się niepełnosprawnych tej przyjemności, że są na coś przydatni, bo ta świadomość jest im potrzebna, bo dowartościowuje i są przez to szczęśliwsi, bo potrzebni.

Nie można izolować tych ludzi, bo to potęguje w nich frustrację i izolację, a to tylko jest pierwszy krok do beznadziejności i depresji.

Powiedziałam Mężowi, że jest taka ogólnopolska akcja i powiedział, że nie ma sprawy, bo jeśli będzie zapotrzebowanie dowozów niepełnosprawnych do urn, to on będzie pierwszy w naszym mieście.

Wiem, że w naszym rejonie jest wielu społeczników, którzy też pomogą, bo nie są bezduszni i zaślepieni!

Warto pomagać, bo dobro wróci do pomagającego!

 

Jaki jest sens pójścia do wyborów!

Dzisiaj w jakimś miejscu w Internecie przeczytałam, że młodzi ludzie zagłosują w każdych wyborach i owszem, ale pod warunkiem, że będą mieli możliwość oddania głosu przez Internet właśnie.

Młodzi ludzie nie ruszą więc tyłka, by zagłosować w wyborach samorządowych, bo wolą siedzieć na kanapach. Wniosek z tego taki, że dalej nie rozumieją, co się w Polsce wyprawia.

Do wyborów więc pójdzie stare pokolenie – nawet o laskach i balkonikach, gdyż to pokolenie pamięta czasy ucisku i gnębienia Narodu.

Młodzi dostali 500+ i lepiej im się żyje, a starzy wciąż nie są dofinasowiani, ale mają więcj honoru i zdrowego rozsądku, że na wybory się doczołgają.

Jest jednak obawa, że PiS zmieni ordynację wyborczą i istnieje podejrzenie, że wybory będą fałszowane. Sama zadaję sobie pytanie – jaki jest sens pójścia na wybory, skoro mój głos na opozycję zostanie sfałszowany.

Zadałam takie pytanie na moim ulubionym forum i mój forumowy, mądry znajomy mi odpowiedział:

Coraz bardziej tracę zaufanie do praworządnej Polski, bo widzę jak na chama biorą Polskę w kazamaty i Naród też.

W Polsce jest tylko jeden organ, który stwierdza ważność wyborów parlamentarnych, prezydenckich oraz zatwierdza wynik ogólnokrajowego referendum – to Sąd Najwyższy.

Tymczasem PiS chce przeprowadzić w SN bezprecedensową czystkę – projekt w tej sprawie zakłada odesłanie w stan spoczynku wszystkich obecnych sędziów tej instytucji. Pozostaną w niej tylko ci, których wedle uznania wybierze sobie Zbigniew Ziobro.

Nie wygląda to ciekawie, ale też sfałszowanie wyborów łatwą sprawą nie jest, zwłaszcza jeśli opozycja zorganizowała by sprawny system kontroli i nadzoru, oraz zaprosiła obserwatorów z UE.

Jednak PiS-owska władza ustawodawcza i wykonawcza dąży do ZASTRASZENIA TYCH KTÓRYCH NIE UDAŁO SIĘ OGŁUPIĆ!
Kościół hojnie przekupiony budżetowymi pieniędzmi i gruntami ukradzionymi rolnikom oraz „patriotyczni” kibole i Narodowcy pełniący w macierewiczowskich Wojskach Obrony Terytorialnej podobną rolę co SA za Hitlera – to ich sojusznicy.
Władza absolutna kłamiąc w sposób perfekcyjnie bezczelny i działając w sposób przestępczy degeneruje się absolutnie i walczy z wszelką opozycją przy pomocy całej potęgi aparatu państwowego, bo wie że w przypadku utraty władzy STANIE PRZED SĄDEM i za swoje przestępstwa odpowie!!.
A po eliminacji opozycji, pod dowolnym pretekstem ( korupcja, lustracja, fałszywe zeznania „świadków koronnych, prowokacja, podłożenie „dowodów”, zamach w Smoleńsku), przy pomocy „usłużnych” politycznych neostalinowskich prokuratorów i sędziów, może już być całkowicie bezkarna, a wybory (jeśli w ogóle potem będą) mogą być tylko na PiS-owski Front Jedności Narodu.
Zmierzamy krótką drogą do standardów Korei Północnej, a w najlepszym przypadku PRL-u. Również gospodarka rządzona centralnie przez kompletnie niekompetentnych ignorantów, mających bolszewickie pomysły, padnie na pewno, jak to było zawsze w wypadku takich rządów.
Na razie trzyma gospodarkę wyjątkowo korzystna koniunktura gospodarcza, ale ona powoli się kończy!

Jeżeli to społeczeństwo, które popełniło w 2015 r. koszmarny błąd olewając wybory – nie zmobilizuje się i tym razem – POLSKA BĘDZIE UGOTOWANA JAK W 1945 – NA DZIESIĘCIOLECIA I WRÓCI W OBJĘCIA ROSJI..

Kiedy będą wybory – Polaku nie bądź durny – idź do urny!

PiS albo się kocha, albo nienawidzi!

Miała być praca i pokora, a mamy następną ekipę, która robi SKOK na kasę!

Należę do obserwatorów sceny politycznej i nie nienawidzę PIS-u, gdyż moi Rodacy sami go sobie zafundowali.

Nie pojawiło się na scenie politycznej nic nowego i ciekawego, a więc stoję z boku i dziś napisałam tak:

I co Polacy?
Dostajecie po dupie!
A wiecie dlaczego?
Bo jesteście kurna głupie!
Wybory olane, to pijcie to piwo!
Wściekła!
Tak, bywam czasami wściekła, a nawet dość często, bo trudno znieść, że ogromy procent Polaków nie poszła dwa lata temu do urny, a żarli popcorn na kanapach, w ciepłych pantoflach, a teraz leją strumieniami żale i płacze, oraz wręcz lamenty z powodu takiego – co PiS robi z tą krainą!
Rżną Puszczę Białowieską na potęgę. Zaraz dostaniemy rachunki z podwyżkami wody, energii, za wywózkę śmieci i czort wie za co jeszcze. Już łapiemy się za głowę jak rosną ceny w sklepach, a kierowcy będą bulić za paliwo, a to wszystko dlatego, aby mogli utrzymać sztandarową reformę 500+
Praca i pokora i zapewniali, że w budżecie pieniądze są i starczy na wszystko – nie starcza!
Mamy rząd, który zapuszcza się do naszych kieszeń, ale Polacy nie wiedzą wszystkiego, bo:
O tym Polacy powinni wiedzieć, bo PiS dałby wiele aby nikt się o tym nie dowiedział!!
Polacy na ratowanie SKOK-ów musieli wydać już ponad 3 miliardy złotych z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, a będący głową całej sieci SKOK senator PiS spokojnie mnoży swój majątek.
W tym samym czasie politycy PiS blokują rozwiązania poddające SKOK-i kontroli państwa i forsują podatek bankowy, który miałby nie obejmować SKOK-ów.
A NAIWNI WYBORCY PiS wciąż są zadowoleni.
Autor: „D”

Vive La France!

 

Po kampanii prezydenckiej – ostatniej w Polsce, powiedziałam sobie, że nie będę się ekscytowała już żadną, bo ani w Polsce, ani na świecie.

Tyle napompowanych obietnic, rzuconych w polską przestrzeń przez kandydata Dudę, a potem ich realizowanie  jako „Prezydenta”, mocno mnie zablokowało na zawsze.

„Prezydent” Duda mnie oszukał i oszukał miliony Polaków, a wiec ostudziło we mnie wiarę w słowa rzucane w kampanii, debacie, bo potem to można o kant de… rozbić.

Takie rozczarowanie jakie sprawił Duda Polakom, to chyba żaden poprzednik nam nie zafundował.

Zresztą, po co się okłamywać, bo wystarczy prześledzić prezydenturę Dudy, by zalać się rumieńcem za jego kłamstwa, obrażanie i manipulowanie. Sam przyznał, że nie jest „Prezydentem” wszystkich Polaków, a więc ja go skreślam i dziękuję za uwagę!

Stwierdzam, że Polska Prezydenta nie ma! No może jakiś tam procencik uznaje jego manipulacje i wynosi pod niebiosa.

Dlatego też nie śledziłam z uwagą wyborów we Francji! Nie wierzę w populistyczne gadki i już!

Ciekawa jestem jednak jak Francja wyjdzie na tym, że wybrała sobie Macrona, a nie  La Pen!

Mam nadzieję, że nie będą się nigdy wstydzić za swojego, młodego Prezydenta, jako my Polacy wstydzimy się za swojego!

Świat zasługuje na mądrych przywódców i mam nadzieję, że Francja wybrała dobrze!.

Mam nadzieję, że Francja wciąż będzie w Europie i nie wyalienuje się z tej społeczności.

Niech się wiedzie Francuzom i niech nigdy nie wstydzą się za swojego Prezydenta.

Macron, będzie persona non grata w Polsce, ale myślę, że sobie poradzi, bo to zdolny i wykształcony człowiek, który uczył się na najlepszych uczelniach i ponoć jest piekielnie inteligentny!

Francja płacze i się cieszy, ale to czas pokaże kogo sobie wybrali!

My wybraliśmy sobie safandułę, który przez świat idzie na klęczkach! Totalna porażka!

Wybory w Ameryce i co z tego?

Ktoś musi głosować, aby spać mógł ktoś!

Nie śledziłam w nocy wyborów w USA, ponieważ szanuję siebie i sen o tej porze doby jest dla mnie ważniejszy.

Kiedy rano włączyłam media, to wpadłam na światową histerię, bo Prezydentem został Donald Trump, a nie Hilary Clinton.

Jakoś, takoś pierwsza myśl mnie naszła, że Świat się pomylił i oszalał, że do władzy dochodzą coraz częściej ludzie nieprzewidywalni. Lekko serce mi zadrżało, bo przecież nie wiemy, czego się spodziewać po tym dziwnym człowieku, który nie ma najlepszej opinii. Teraz trzeba czekać jakim Prezydentem się okaże!

Trudno! Stało się i mleko się rozlało i postanowiłam nie denerwować się, gdyż nie warto, bo:

Polaku!
Trump nie zabierze Tobie tyle.
ile zabierze Ci Kaczyński.
Nie trzeba więc drzeć szat
z powodu wyboru Prezydenta USA!

I tyle!

Nie zamierzam się martwić, co dalej ze światem będzie, bo jakoś tam będzie i ta cała histeria w mediach wydaje mi się na wyrost, bo wszystko będzie jasne za jakieś kilka miesięcy.

Tak! Mam Wnuki, ale co mogę dla nich zrobić, by w przyszłości żyło im się bezpiecznie? Nic nie mogę zrobić, a moje ubolewanie nad światem nic dobrego nie da mojemu zdrowiu. I tylko dziwię się Amerykanom, ale to jest ich problem. Nie czytają o polskiej polityce, nie śledzą, a więc na Trumpa głosowała ta mniej wykształcona część społeczeństwa, ale wiem, że będą tego żałowali, a może NIE!

Ja jestem chora z innego powodu, niż wybory w Ameryce.

Byłam dzisiaj w szpitalu u mojej Mamy, która leży już drugi tydzień na oddziale wewnętrznym.

Zrezygnowana jest moja Mama i widzę jak powoli traci radość życia, choć wciąż walczy.

Obok leży stara kobieta – już po dziewięćdziesiątce.

Nie może sama wychodzić do toalety, a więc zakładają jej pampersa.

Weszła salowa na salę i ktoś, kto odwiedził starszą panią pyta – dlaczego nikt nie zawiezie starszej pani do toalety, skoro ona wstydzi się załatwiać do pampersa.

Salowa odpowiada, że nie będzie darła kotów z pielęgniarkami i tak starsza pani może polegać tylko na rodzinie, która wpada jak bomba do szpitala. Sadzają babcię na wózek i tak codziennie wożą ją do toalety, by zachować jej godność.

Wniosek jest taki, że starość dopadnie nasz wszystkich i dlatego trzeba z życia czerpać radość, a nie jakąś politykę, gdzie słowa, słowa, słowa są puszczane na wiatr.

Prawdopodobnie wszyscy wylądujemy w pampersie – niezależnie od majątku i wielkiej władzy!

Hilary Clinton, jesteś wielka!

W Polsce kiedy jest batalia na najwyższy urząd, czyli walka o stanowisko Prezydenta, nie wyciąga się w debatach skandali obyczajowych. Nie ma mowy, że to, że sio, że z tamtym, czy tamtą to się robiło, spało, zdradzało. I dobrze!

Możemy się pochwalić jakąś formą kultury, że nie włazimy do łóżek kandydatów, bo bój jest o Polskę i jej rozwój.

Każdy z kandydatów oczywiście obiecuje, co później okazuje się kłamstwem, bo np. kandydat na Prezydenta Duda wykrzyczał w kampanii obiecanki bez pokrycia i teraz ludzie są zawiedzeni i wychodzą na ulice. Teraz Prezydent Duda przecina wstęgi i się przede wszystkim modli, a jego żona – Pierwsza Dama milczy jak zaczarowana księżniczka. Oboje nie zabierają głosu w bardzo ważnych aspektach, jak chociażby aborcja, in vitro, sprawy kobiet w Polsce.

Nabrali wody w usta i schowali się w Pałacu Prezydenckim, bo tak  każe poseł Kaczyński. I mamy, to co mamy, a więc Maliniaka o niekontrolowanej mimice. Trochę mu się przytyło, bo może wyrzuty sumienia zajada. Pierwsza Dama ładnie wygląda i cudnie pachnie, ale na nic więcej nie jest przydatna.

To takie podsumowanie tego, co dzieje się w Polsce, a dzieje się paskudnie, źle, głupio, kłamliwie!

A w Ameryce?

Obserwuję pęd dwóch osób na najwyższy urząd w Ameryce. Oczywiście nie śledzę debat w godzinach nocnych, bo słodko wolę spać.

Na drugi dzień jednak obserwuję strzępki debaty między Hilary Clinton, a Donaldem  Trumpem, który okazał się w kampanii wielkim cwaniakiem nie płacącym podatków.

Uważam, że Ameryka zeszła na psy, że nie ma innych ludzi na tak wysoki i odpowiedzialny urząd jakim jest stanowisko Prezydenta.

Trump, to chamidło jakich wielu, ale jakim sposobem ludzie na niego stawiają? Istnieje w świecie tendencja, że ludzie kochają psychopatów i oszustów. Dziwne jest to wszystko i tu stawiam pytanie? Czy chcą powielić los Polski, gdzie w polityce obecnej są pszenni i buraczani? Istnieje niebezpieczeństwo, że jeśli ten nieprzewidywalny człowiek zostanie Prezydentem, to może pod wpływem emocji nacisnąć czerwony guzik w teczce Prezydenta.

A jeśli zwraca się w debacie do Hilary Clinton, że była kobietą zdradzoną, to ja na jej miejscu walnęłabym go kijem bejsbolowym, bo jak można w debacie ranić kobietę, która przeżyła tak wiele w pożyciu małżeńskim? Dziwię się Hilary, że nie utnie jęzora przeciwnikowi. Dziwię się jej wyborcom, że pozwalają na to, by niszczono kobietę na oczach milionów ludzi.

Uważam, że Hilary za wszelką cenę chce pokazać swemu mężowi – łobuzowi, że będzie lepszym Prezydentem od niego, choć ten mąż pociągnął ją zdrowotne strasznie w dół. Jest silną kobietą, a lekarze robią co mogą, by odzyskała zdrowie po wielkich przejściach.

To jest taka kobieta, która kochała za bardzo i dlatego życzę jej zwycięstwa.

Niezależnie od mojej sympatii, twierdzę, że Hilary jest kobietą chorą, a Donald jeszcze bardziej, choć to są bardzo różne choroby.

A teraz przeczytajcie o tym, co Hilary w swoim życiu przeszła. Ja ją doskonale rozumiem i mimo wszystko życzę zwycięstwa. Pokaż Hilary swojemu mężowi, że nie na darmo cierpiałaś!

 

Sekrety najbardziej strzeżonego domu świata. Kamerdynerzy i pokojówki opowiadają o życiu w Białym Domu

Kate Andersen Brower
Za urzędowania Billa Clintona praca w Białym Domu przypominała jazdę kolejką górską. Para prezydencka kłóciła się czasem tak zażarcie, że personel był zaszokowany poziomem rzucanych przez Clintonów obelg. Kilku pracowników rezydencji powiedziało mi, że podczas skandalu z Monicą Lewinsky Hillary Clinton wyglądała na zmęczoną i przybitą. Żałowali jej, bo wiedzieli, że nade wszystko potrzebowała tego, czego mieć nie mogła, czyli prywatności.
 

Całe łóżko prezydenta i pierwszej damy było poplamione krwią. Pracownik personelu odebrał telefon od przerażonej pokojówki, która to zobaczyła jako pierwsza. Trzeba było, aby ktoś szybko poszedł sprawdzić, co się stało. To była krew Billa Clintona. Prezydentowi założono kilka szwów. Jak sam stwierdził, uderzył się, wpadając po ciemku w nocy na drzwi od łazienki. Jednak jego wyjaśnienia nie przekonały wszystkich. – Byliśmy niemal pewni, że uderzyła go książką – powiedział jeden z pracowników.

Czy ktoś mógł być lepiej poinformowany niż personel rezydencji? Zdarzenie miało miejsce wkrótce po ujawnieniu romansu prezydenta ze stażystką, który na pewno przyczynił się do małżeńskiego kryzysu Clintonów. Na stoliku nocnym stało przynajmniej dwadzieścia książek, w tym Pismo Święte, toteż zdradzona żona miała w czym wybierać.

W listopadzie 1995 roku Clinton wdał się w romans z Monicą Lewinsky, dwudziestodwuletnią stażystką w Białym Domu. W ciągu roku doszło między nimi do około dwunastu zbliżeń o charakterze seksualnym, z czego połowa miała miejsce w Gabinecie Owalnym. Kiedy ich romans, dwa lata po jego rozpoczęciu, ujrzał światło dzienne, wywołał medialną burzę, która nie ucichła aż do końca prezydentury Clintona. Szczegóły sprawy wyszły na jaw podczas czteroletniego dochodzenia prowadzonego przez niezależnego prokuratora Kennetha Starra, który badał także inne zarzuty, w tym dotyczące tak zwanych afer Whitewater oraz Travelgate, podczas której pracę straciło kilku długoletnich pracowników Białego Domu z biura ds. wyjazdów. Choć nie wchodzili oni w skład personelu, to wielu członków obsługi, według odźwiernego Skipa Allena, zaniepokoiło się tymi zwolnieniami. Bo przecież większość personelu poświęciła życie pracy w Białym Domu i niektórzy poczuli się zagrożeni.

Zaprzysiężenie Billa Clintona na prezydenta USA. Towarzyszą mu żona i córka (fot. Official White House photograph / wikimedia.org / domena publiczna)Zaprzysiężenie Billa Clintona na prezydenta USA. Towarzyszą mu żona i córka (fot. Official White House photograph / wikimedia.org / domena publiczna)

– Atmosfera panująca w rezydencji była bardzo napięta, bo choć każdy był na etacie, to nigdy nie wiadomo, jaki będzie finał podobnej sprawy i kogo jeszcze wyrzucą. Allen przypomina, że pracownicy rządowi, podobnie jak wykładowcy uniwersyteccy, są zatrudniani na etat i  bardzo trudno jest ich zwolnić, dlatego tak szokujące było, kiedy tamci ludzie odeszli w trybie przyspieszonym. Krytykowano także Clintonów za wykorzystywanie Balkonu Lincolna do zalecania się zamożnym sponsorom.

Siedemnastego sierpnia 1998 roku Clinton jako pierwszy prezydent zeznawał przed Wielką Ławą Przysięgłych. Główny elektryk Bill Cliber, który pomagał podpiąć zasilanie potrzebne do transmisji długiego, czteroipółgodzinnego zeznania Clintona wygłoszonego przed kamerami, pamięta, że prezydent był tamtego dnia „w bardzo kiepskim nastroju”. Tego samego dnia Clinton przyznał się w studiu telewizji ogólnokrajowej do „niewłaściwego zachowania” wobec Lewinsky. Cztery miesiące później zdominowana przez Partię Republikańską Izba Reprezentantów doprowadziła do głosowania za jego impeachmentem, jednak po upływie pięciu tygodni Clinton został uniewinniony przez głosowanie Senatu.

Bill Cliber (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak)Bill Cliber (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak)

Opinia publiczna o sprawie Lewinsky usłyszała po raz pierwszy w styczniu 1998 roku. Jednak niektórzy pracownicy rezydencji wiedzieli wcześniej o romansie, który trwał między listopadem 1995 a marcem 1997 roku. Kamerdynerzy widzieli prezydenta z Lewinsky w domowym kinie, a ponieważ pokazywali się razem bardzo często, członkowie personelu często opowiadali sobie, gdzie i  kiedy zobaczyli stażystkę. Kamerdynerzy, którzy są najbliżej rodziny, zapamiętale strzegą podobnych sekretów, ale od czasu do czasu dzielą się z kolegami okruchami informacji, które mogą się okazać potrzebne, albo zwyczajnie chełpią się posiadaną wiedzą. Jedna z pracownic personelu, pragnąca zachować anonimowość, pamięta, jak stała w głównym korytarzu za kuchnią, którego używali urzędnicy zatrudnieni we Wschodnim i Zachodnim Skrzydle. – To ona, to ta dziewczyna – szepnął kamerdyner, trącając ją łokciem, kiedy zauważył przechodzącą Lewinsky. – Nie mogę się mylić. To właśnie ona była wtedy w kinie.

Prawie dwadzieścia lat później wielu pracowników rezydencji niechętnie dzieli się wspomnieniami dotyczącymi małżeńskich scen Clintonów, których byli świadkami. Każdy jednak był świadom przygnębienia, które zapanowało na drugim i trzecim piętrze, kiedy sprawa ciągnęła się przez cały 1998 rok.

Personel był świadkiem przykrych następstw romansu i ofiary, jaką przyszło zapłacić Hillary Clinton, ale urzędnicy Zachodniego Skrzydła od dawna podejrzewali, że na drugim piętrze Rezydencji Wykonawczej rozgrywa się prawdziwy dramat. – Zdzieliłaby go patelnią, gdyby miała ją pod ręką – powiedziała podczas wywiadu udzielonego w Centrum Millera na Uniwersytecie Wirginii w ramach projektu nagrywania ustnych świadectw na temat prezydentury Clintona bliska przyjaciółka i doradca polityczny pierwszej damy Susan Thomases. – Ona nigdy, nawet w myślach, nie zakładała, że mogłaby od niego odejść czy się z nim rozwieść.

Monica Lewinsky w 1997 r. (po lewej - fot.: Helene C. Stikkel / wikimedia.org / domena publiczna) i w 2015 r. (fot. Steve Jurvetson / flickr.com / CC BY 2.0)Monica Lewinsky w 1997 r. (po lewej – fot.: Helene C. Stikkel / wikimedia.org / domena publiczna) i w 2015 r. (fot. Steve Jurvetson / flickr.com / CC BY 2.0)

Obecnie siedemdziesięcioośmioletnia Betty Finney zaczęła pracę w Białym Domu w 1993 roku na stanowisku pokojówki. Większość czasu spędzała w prywatnych pokojach rodziny prezydenckiej i dobrze pamięta, jak bardzo się tam zmieniło w ostatnich latach urzędowania Clintona. – Napięcie było zdecydowanie większe. Żal było ich wszystkich, że przechodzili przez to jako rodzina – powiedziała. – Przede wszystkim dominował smutek. Prawie nikt się nie uśmiechał.

Florysta Bob Scanlan nie przebiera w słowach, charakteryzując panującą atmosferę. – Po wejściu na drugie piętro miało się wrażenie, jakby człowiek znalazł się w kostnicy. Pani Clinton się ukrywała.

Chwile nienaturalnej ciszy przerywały gorączkowe kłótnie i sceny. Jedna awantura wybuchła około świąt Bożego Narodzenia w 1996 roku, kiedy romans prezydenta z Lewinsky już kwitł.

W zakładzie gospodarstwa domowego zajmowano się, jak zazwyczaj o tej porze roku, pakowaniem prezentów od pierwszej rodziny. (…)

Jedna z pracownic pamięta, że tamtego roku jej uwagę przykuł dość nietypowy prezent, który miała zapakować. Był to tomik poezji Walta Whitmana „Źdźbła trawy”. Po zawinięciu książki w ozdobny papier odłożyła ją na stół i zapomniała o niej. Kilka miesięcy później, w lutym 1997 roku, prezydent dał Lewinsky egzemplarz „Źdźbeł trawy”. Dopiero później pracownica dowiedziała się, że upominek, który zapakowała, był najprawdopodobniej tym samym, który Clinton podarował swojej kochance.

Po świętach, jak opowiedziała mi ta pracownica, prezydent rozpaczliwie pragnął zabrać książkę z sypialni Clintonów, ale pierwsza dama nie była jeszcze ubrana i nikt nie chciał jej przeszkadzać. – Betty Currie, sekretarka prezydenta, zadzwoniła do lokaja, który zwrócił się do mnie z prośbą, żebym weszła do środka, ale powiedziałam mu, że nie ma mowy –relacjonuje pracownica. Zamknięte drzwi do małżeńskiej sypialni prezydenckiej pary są równoznaczne z hotelową wywieszką „Nie przeszkadzać”. – W końcu Betty Currie chyba zadzwoniła wprost do pani Clinton.

Chwilę później książka wyleciała przez drzwi sypialni. Hillary wyrzuciła ją na korytarz. Lokaj prezydenta podniósł ją i zaniósł do Currie. Nie ma pewności, czy książka, którą pierwsza dama wyrzuciła z sypialni, była tą samą, którą prezydent podarował Lewinsky, ale wspomnienia pracownicy dają nam wyobrażenie o panującej wtedy napiętej atmosferze.

Biały Dom (fot. PHC C.M. Fitzpatrick / wikimedia.org / domena publiczna)Biały Dom (fot. PHC C.M. Fitzpatrick / wikimedia.org / domena publiczna)

Florysta Ronn Payne pamięta, jak pewnego dnia, gdy służbową windą przyjechał z wózkiem zabrać stare bukiety, zobaczył, że dwóch kamerdynerów stoi przed drzwiami do Zachodniej Bawialni, przysłuchując się zażartej kłótni Clintonów. Kiwnęli na niego i z palcem przytkniętym do ust kazali mu być cicho. Nagle usłyszał, jak pierwsza dama wyzywa prezydenta od „cholernych łajdaków!”, a potem ktoś rzucił ciężkim przedmiotem. Wśród personelu chodziła plotka, że Hillary cisnęła w męża lampką. Payne wspomina, że kazano kamerdynerom posprzątać bałagan. W wywiadzie udzielonym Barbarze Walters pani Clinton zbagatelizowała historię, która trafiła do plotkarskich kolumn. – Jestem silna, nie przeczę – oświadczyła. – Ale gdybym rzuciła w kogoś lampką, na pewno bym o tym pamiętała. Wybuch nie zaskoczył Payne’a. – W Białym Domu za urzędowania Clintona słyszało się wiele przekleństw – powiedział. – Personel zawsze wie, co się dzieje.

Podczas pracy w Białym Domu Payne zrobił test na wirusa HIV i jego wynik okazał się pozytywny. Bardzo się rozchorował, w pewnym momencie stracił prawie dwadzieścia kilogramów. Chciał wziąć dłuższy urlop, ale powiedziano mu, że ma tylko dwie opcje: albo się zwolni, albo przejdzie na wcześniejszą emeryturę. Zdecydował się na drugą opcję. Miał nadzieję, że jeszcze wróci, gdy dojdzie do siebie, bo wiedział, że niektórzy z emerytowanych pracowników wracali czasem do pracy. – Można sobie wyobrazić, jak wyglądałem. Wiedziałem, że na górze nie chcieli mnie oglądać – przyznał. – Chciałem wrócić do sił, nabrać ciała.

Kiedy poczuł się na tyle dobrze, żeby znów pracować, powiedziano mu, że to niemożliwe, bo odchodząc na emeryturę, dostał orzeczenie o niezdolności do pracy. Nigdy nikt nie powiedział mu wprost, że stracił posadę, bo był nosicielem wirusa HIV. Nie wiedział, kto tak naprawdę stał za tą decyzją – Clintonowie raczej nie byli na bieżąco – dlatego nie rozgrzebywał sprawy. Ale przez kilka lat kierowano się twardą zasadą, także podczas poprzednich administracji, że osoba z wirusem HIV nie może stykać się bezpośrednio z członkami pierwszej rodziny. – Innym nosicielom wirusa HIV bardzo utrudniano życie – opowiada Payne. – Niektórych przeniesiono do pracy w znajdującej się w piwnicy pralni. Inni mieli zajmować się ogrodem. Floryści jednak wchodzą do każdego pokoju Rezydencji Wykonawczej, w tym do rodzinnych sypialni, dlatego powrót na dawne stanowisko był dla niego niemożliwy. Serce mu pękło, kiedy jego praca w Białym Domu dobiegła do tak bolesnego końca. Wielu kolegów serdecznie go wspomina.

*

W apogeum skandalu Hillary odwoływała umówione na popołudnia spotkania. Szczegóły zarządzania rezydencją, bez dwóch zdań, zeszły na dalszy plan w obliczu konieczności ratowania małżeństwa i reputacji męża. Przez trzy, cztery miesiące w 1998 roku prezydent spał na sofie w swojej pracowni przylegającej do małżeńskiej sypialni na drugim piętrze. Większość kobiecego personelu uznała, że dostał to, na co zasłużył. Nawet kamerdyner James Ramsey, który sam siebie uważał za kobieciarza, był wyraźnie zmieszany, kiedy poruszano ten temat. Twierdził, że Clinton to: – Równy gość, ale… doprawdy… Zresztą podczas skandalu z Lewinsky Ramsey, jak zawsze, trzymał „język za zębami”.

James Ramsey (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak)James Ramsey (fot. materiały prasowe wydawnictwa Znak)

Niektórzy pracownicy uważali, że Hillary wiedziała o Lewinsky dużo wcześniej, nim sprawa ujrzała światło dzienne, i pierwszą damę rozzłościł nie tyle romans prezydenta, ile jego ujawnienie oraz wynikła w konsekwencji tego nagonka medialna.

W tych trudnych miesiącach wybuchowy temperament pani Clinton dał się wszystkim we znaki. Kamerdyner James Hall wspomina, jak serwował kawę i herbatę podczas przyjęcia na cześć zagranicznej głowy państwa. Nagle, kiedy stał za kontuarem, podeszła do niego pierwsza dama. – Gdzie ty masz oczy?! – zbeształa go. – Sama musiałam zabrać pustą filiżankę od żony premiera, bo nie wiedziała, gdzie powinna ją odłożyć. Hall oniemiał, jego rolą było podawanie napojów, a pozostali kamerdynerzy z tacami zbierali od gości naczynia. Wiedział jednak, że nie ma najmniejszego sensu się tłumaczyć. Pani Clinton poskarżyła się w biurze mistrza ceremonii i przez cały kolejny miesiąc nie angażowano go do pomocy.

– W czasie impeachmentu nie było wcale tak źle – powiedział były główny magazynier Bill Hamilton, jednocześnie przyznając, że praca z panią Clinton w tych trudnych miesiącach stanowiła duże wyzwanie. – Zwyczajnie ją to przytłoczyło i kiedy człowiek się do niej odzywał, to odpowiadała krzykiem. Przy tych słowach Hamilton pokręcił głową. Przyznał, że mimo to uwielbiał pracować dla Clintonów. Choć odszedł na emeryturę w 2013 roku, to czasem żałował, że nie mógł już dłużej zostać w Białym Domu, bo przecież Hillary Clinton prawdopodobnie może powrócić jako pierwsza w historii kobieta na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych. Dodał, że z przyjemnością znów by dla niej pracował, niepomny na rejwach, który panował podczas ośmioletniego pobytu Clintonów w rezydencji. Dziś szczerze współczuje pierwszej damie niespokojnych dni, które były jej udziałem. – Stało się, ona o tym wiedziała, a wszyscy na nią patrzyli – dorzucił Hamilton. (…)

*

W pewien słoneczny sierpniowy weekend w 1998 roku, tuż przed wyznaniem prezydenta skierowanym do całego narodu, pierwsza dama zwróciła się do odźwiernego Worthingtona White’a z niecodzienną prośbą. – Worthingtonie, potrzebuję posiedzieć przy basenie, ale nie chciałabym widzieć nikogo oprócz ciebie – oznajmiła. – Oczywiście, proszę pani, rozumiem –odpowiedział z pełną wyrozumiałością. White doskonale wiedział, co miała na myśli. Nie chciała widzieć swoich ochroniarzy z Secret Service ani ludzi kręcących się po ogrodach Białego Domu i zdecydowanie nie miała ochoty na spotkanie z turystami zwiedzającymi Zachodnie Skrzydło. – W takim właśnie była nastroju – wspomina. Hillary Clinton pragnęła kilku godzin spokoju.

Hillary Clinton poprawia makijaż w Niebieskim Pokoju przed kolacją dla krajowej rady gubernatorów, z tyłu stoi długoletni kamerdyner James Jeffries. Clintonowie, podobnie jak Kennedy i Johnsonowie, uwielbiali przyjęcia, co odbiło się na personelu. Jeffries pamięta, jak poradził zmęczonemu Billowi Clintonowi: Hillary Clinton poprawia makijaż w Niebieskim Pokoju przed kolacją dla krajowej rady gubernatorów, z tyłu stoi długoletni kamerdyner James Jeffries. Clintonowie, podobnie jak Kennedy i Johnsonowie, uwielbiali przyjęcia, co odbiło się na personelu. Jeffries pamięta, jak poradził zmęczonemu Billowi Clintonowi: „Musi pan odpocząć” (fot. materiały prasowe / „Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu”)

White poinformował ją, że potrzebuje pięciu minut na przygotowania. Popędził do szefa ochrony pierwszej damy i powiedział, że muszą razem dołożyć starań, żeby spełnić jej prośbę. Czas naglił. – Nasza rozmowa trwała może dwadzieścia sekund, ale wiedziałem, o co jej chodziło. Jeśli ktokolwiek ją zobaczy albo ona zobaczy kogokolwiek, zostanę zwolniony –powiedział White agentowi, dodając jeszcze: – Ty prawdopodobnie też. Agenci z Secret Service wyznaczeni do ochrony pierwszej damy zgodzili się ją tylko obserwować, mimo że protokół nakazywał, aby zawsze u jej boku było dwóch ochroniarzy, jeden z przodu, drugi z tyłu. (…)

 

[White] Spotkał się z panią Clinton przy windzie, odprowadził ją do basenu, za nimi szli ochroniarze, ale wokół nie było żywej duszy. Hillary założyła okulary do czytania w czerwonych oprawkach, miała ze sobą kilka książek. Była nieumalowana i nieuczesana. Według White’a wyglądała na załamaną. W drodze na basen nie zamienili ani słowa. – Czy mam zawołać kamerdynera? – zapytał White, kiedy dotarli na miejsce. – Nie. – Czy będzie pani czegoś potrzebować? – Nie, jest dziś pięknie, dlatego posiedzę tu, żeby nacieszyć się słońcem. Zawołam cię, kiedy będę chciała wrócić. – W porządku, proszę pani  – odpowiedział White. – Jest dwunasta, a dziś kończę pracę o pierwszej, mój zmiennik będzie w pobliżu.Clinton posłała mu długie spojrzenie. – Zawołam cię, gdy skończę. – Oczywiście, proszę pani –powiedział White, uświadamiając sobie, że musi zostać tak długo, jak będzie sobie życzyła.

Zawołała go do siebie dopiero o wpół do czwartej po południu. (…)

 

Niektórzy z pracowników personelu zostali nawet wciągnięci w skandal. Konserwator Linsey Little pamięta, że w pewnym momencie został wezwany na drugie piętro, aby odpowiedzieć na pytania dotyczące romansu. Kiedy stawił się na miejscu, czekał tam na niego groźny agent federalny, który zapytał, czy już wcześniej widział Lewinsky. Little nerwowo zaprzeczył.– Chcą sprawić, żeby człowiek poczuł, że oni sądzą, iż coś się wie – skomentował. Powtórzył, że nie zauważył niczego niewłaściwego, ale nawet jakby tak było, to przyznaje, nie byłby skory do ryzykowania utraty pracy i wylądowania na pierwszych stronach gazet. – Moje nazwisko znalazłoby się wtedy w świetle reflektorów – dodał.

Według Mesniera rok 1998 należał do „wyjątkowo smutnych”, bo w szponach skandalu znalazło się dwoje wspaniałych ludzi. Ponadto, podobnie jak wielu innych, bardzo współczuł córce Clintonów Chelsea. Na słynnym zdjęciu zrobionym osiemnastego sierpnia 1998 roku, dzień po zawstydzającym wyznaniu jej ojca, Chelsea trzyma oboje rodziców za ręce w czasie drogi przez południowy trawnik do śmigłowca. Mesnier pokręcił głową na samą myśl, przez co musiała przejść ta dziewczyna. – Chelsea bezdyskusyjnie należała do najbardziej uroczych osób, jakie się spotyka w życiu, a jak tu znieść to, że spadła na nich ta durna afera? Durna. Wszystkim było niesamowicie trudno.

Rodzina Clintonów (fot. Office of the President of the United States / wikimedia.org / domena publiczna)Rodzina Clintonów (fot. Office of the President of the United States / wikimedia.org / domena publiczna)

Odźwierny Skip Allen przyznaje, że łatwiej mu się obsługiwało rodziny, które darzył szczerą, nieudawaną sympatią. – Jesteśmy jednak mistrzami pozorów – zapewnia. Allen nie potrafi ukryć rezerwy, którą żywi wobec Clintonów. Podczas lunchu nad brzegiem basenu w jego ogromnym domu w sielskiej Pensylwanii z dumą wspominał, jak pani Clinton zawsze zwracała się do niego z prośbą o zawiązanie kokard przy jej strojach, bo sama sobie z tym nie radziła. Ale dodał, że Clintonowie nigdy w pełni nie zaufali personelowi, a szczególnie podejrzliwie podchodzili do biura mistrza ceremonii. – Należeli do największych paranoików, jakich w życiu spotkałem – stwierdza.

Allen nie jest wyjątkiem, inni mają równie gorzkie wspomnienia z pobytu Clintonów w Białym Domu. Odźwierny Chris Emery, blisko związany z rodziną Bushów, miał wrażenie, że Clintonowie zbyt często poddawali go różnym testom. Pracował dla nich przez czternaście miesięcy i w tym czasie wysłano go na trzy kontrole antynarkotykowe, poza tym przyspieszono termin badania środowiskowego, które planowo miało go czekać dopiero za kilka lat. Uważa, że niektóre pytania, które mu postawiono – na przykład o to, do jakiego Kościoła należy – były bardzo osobiste, odmówił więc udzielenia odpowiedzi. – Wydaje mi się, że chcieli znaleźć na mnie haka, żeby mogli łatwiej mnie zwolnić. Westchnął. I  faktycznie, kiedy Emery dostał wypowiedzenie w 1994 roku, jego powodem była częściowo przysługa, którą oddał byłej pierwszej damie Barbarze Bush. Podczas pierwszej kadencji Busha Emery okazał się bardzo pomocny dla jego żony. – Byliśmy bardzo blisko związani. Chris nauczył mnie obsługiwać komputer – przyznała pani Bush.

Po opuszczeniu Białego Domu Barbara Bush zaczęła spisywać wspomnienia i kiedy zgubiła jeden z rozdziałów, zwróciła się ze swoim problemem do Emery’ego. Ten z przyjemnością pospieszył jej z pomocą, jednak przysługa była niczym woda na młyn podejrzeń Clintonów, że personel zbytnio spoufalił się z  rodziną Bushów. Kiedy Clintonowie zobaczyli rejestr rozmów odźwiernych, według Emery’ego: – Doszli do wniosku, że zadzwoniłem do Houston i zdradziłem Bushom jakieś ciemne i brudne sekrety. Nie było to prawdą. Niedługo później mistrz ceremonii Gary Walters wezwał Emery’ego do swojego biura. – Pani Clinton nie jest z ciebie zadowolona – usłyszał od Waltersa. – Jak mam to rozumieć? – zapytał zaskoczony Emery. – Tak, że jutro przychodzisz do pracy ostatni raz.

Clintonowie z córką. Rok 1997 (fot. White House / wikimedia.org / domena publiczna)Clintonowie z córką. Rok 1997 (fot. White House / wikimedia.org / domena publiczna)

Barbara Bush przyznaje, że jej telefony do Chrisa „wpędziły go w tarapaty”. Emery został publicznie zrugany za, cytując słowa rzecznika prasowego Hillary Neela Lattimore’a, „zdumiewający brak dyskrecji”. – Wierzymy, że praca, którą wykonywał jako członek personelu rezydencji, wymaga szczególnego poszanowania prywatności pierwszej rodziny.Emery wyznaje, że był zdruzgotany, gdy stracił pracę i pensję w wysokości pięćdziesięciu tysięcy dolarów rocznie. – Przez rok nie pracowałem – mówi. – Nagle zostałem na lodzie bez środków do życia. Ciekawe, co by zrobili komuś, kto naprawdę ma coś do powiedzenia. (…)

Teraz, po latach, Emery ze smutkiem przyznaje, że rozumie, dlaczego stracił pracę. – Naciskali na nią ze wszystkich stron – mówi o pani Clinton – i niestety, zostałem kozłem ofiarnym.

Ale przynajmniej jeden z byłych kolegów kwestionuje pretensje Emery’ego. Osoba, która pragnęła zachować anonimowość, powiedziała mi, że paranoja Clintonów w stosunku do personelu była uzasadniona, bo przecież wielu pracowników przez dwanaście lat służyło prezydentom z Partii Republikańskiej. Usłyszałam także, że „każdy w biurze mistrza ceremonii był rozczarowany, kiedy nie wybrano prezydenta George’a H.W. Busha na drugą kadencję… i nikt się z tym nie krył przed Clintonami”. Szczególnie Emery był, cytując moje anonimowe źródło, „republikaninem z krwi i kości”, sam zresztą mi powiedział, że gdyby Reaganowie, składając urząd, poprosili go, toby z nimi pojechał do Kalifornii. (…)

Clintonowie mieli też dobry powód, aby obawiać się o kwestie bezpieczeństwa. Wciąż byli wstrząśnięci po pomówieniach policjantów stanu Arkansas, wyznaczonych do ochrony gubernatora Clintona, którzy później powiedzieli dziennikarzom, że pomagali politykowi w nawiązywaniu romansów, co zyskało medialną nazwę afery Troopergate. Szczególnie jedno wydarzenie wzbudziło niepokój prezydenckiej pary. W 1994 roku, kiedy Clintonowie podczas Wielkanocy przebywali w Camp David, była niania Chelsea i asystentka ds. personelu Białego Domu Helen Dickey była w swoim pokoju na trzecim piętrze rezydencji. W późnych godzinach nocnych dobiegły ją hałasy z położonych piętro niżej prywatnych pomieszczeń rodziny prezydenckiej. Zeszła, aby sprawdzić, co się dzieje, i zobaczyła grupę ubranych na czarno uzbrojonych mężczyzn przeglądających rzeczy Clintonów. – Co tu robicie? Nie macie prawa tu być! – wrzasnęła. – Jesteśmy z Secret Service i robimy to, co do nas należy. Proszę wyjść – odpowiedzieli jej. Po powrocie Hillary zwróciła się o wyjaśnienia do mistrza ceremonii Gary’ego Waltersa. Przeprosił ją, tłumacząc, że zapomniał uprzedzić, iż agenci przeczesywali drugie piętro w poszukiwaniu urządzeń podsłuchowych. Pierwsza dama aż posiniała z gniewu. (…)

Wiele osób przyznało, że Chelsea Clinton odnosiła się z szacunkiem do pracowników personelu. Ale Ronn Payne uważa, że podobnie jak rodzice była wrogo nastawiona do agentów Secret Service. (…) Według Payne’a, kiedy pewnego dnia przechodził przez prywatną kuchnię na drugim piętrze, za nim wszedł agent, aby odprowadzić Chelsea do Sidwell Friends, prywatnej szkoły w północno-zachodnim Waszyngtonie, do której uczęszczała. Dziewczyna rozmawiała przez telefon. – Och, muszę kończyć – powiedziała do słuchawki. – Przyszedł pies. Payne pamięta, że agent „spalił raka” i zwrócił się do dziewczyny:– Panno Clinton, chciałbym coś wyjaśnić. Moja praca polega na tym, że mam stanąć między kulą zamachowca a panienką i jej rodzicami. Czy to jest jasne? Odpowiedziała mu: – Jednak tak was nazywają moi rodzice.

 

Fragment pochodzi z książki Kate Anderson Brower „Rezydencja. Sekretne życie Białego Domu” w tłumaczeniu Adrianny Celińskiej, która ukazała się nakładem wyd. Znak

Kate Anderson Brower. Dziennikarka Bloomberg News, CBS News, Fox News. Spędziła cztery lata w Białym Domu jako akredytowany korespondent. Mieszka w Waszyngtonie z mężem i dwójką dzieci. Jej książka „Rezydencja. Sekretne życie Białego domu”, która została światowy bestsellerem, powstała dzięki godzinom rozmów z byłymi członkami personelu, pierwszymi damami i rodzinami prezydentów. Na podstawie książki powstaje nowy serial producentów „House of Cards”.

To będzie straszny rok 2016!

Dobry wieczór. 🙂

Jutro cały świat będzie witał Nowy Rok – 2016.

Na całym świecie ludzie będą się cieszyli, że oto idzie nowe i lepsze w blasku fajerwerków, a ja?

Ja drżę! Boję się tych nowych czasów, które funduje nam nowy rząd bez Prezydenta i bez Premiera, ale za to z Prezesem i kotem, który nie chce się przeinaczyć w kasztankę Piłsudskiego. 😀

Demolują nam nasz kraj pod osłoną nocy. Niszczą wszystko to, co udało się osiągnąć przez 26 lat naszej wolności i cofają nas do średniowiecza i co mi pozostaje?

Pozostaje mi czekać na rozwój wypadków, a może być bardzo różnie i nieprzewidywalne, a więc idziemy w ramiona nocy, a o poranku budzimy się w coraz to innej Polsce, ale do cholery – nie lepszej, bo spieprzonej. 

Kochani! Boję się budzić w  moim kraju, bo wywrotowcy w nocy zmieniają moją stabilną w miarę rzeczywistość i nie wiadomo do czego Prezes jest jeszcze w stanie się posunąć, aby wreszcie poczuć, co to jest męski orgazm.

Zasłona milczenia i obiecywanie sobie, że nie będę się przejmować nie działa, ponieważ zawsze byłam obecna w swoim życiu w politycznej naparzance, ale takiego cyrku dawno nie widziałam.

Idzie nowe i aż strach się bać i chyba tylko trzeba liczyć na cud, że ktoś mądry powstrzyma tego chorego na władzę jednoosobową – malucha!

Idzie wielkie bezrobocie i idzie Polakom kościół na przeciw i tylko nam modły pozostaną, a nie jeden Polak zapłacze za Donaldem Tuskiem, bo tak przykręcą Polakom śrubę, że przestaną pamiętać jak się nazywają! Idzie nowe! Idzie dyktatura i tego Polacy zapragnęli sobie przy urnach. Nie zapamiętali rządów Prezesa w latach 2005-2007. Dziwię się, że Polacy cierpią na demencję, albo nie podnieśli tyłka, aby iść na wybory i mamy, to co mamy, a ludzie zdroworozsądkowi cierpią w ukryciu, albo walczą na portalach, ale co się stało, to się szybko nie odstanie. Oni już Was Polacy mają w de, co potwierdza niniejsze zdjęcie!

 

Polacy oddali Polskę w ręce frustratów, wampirów energetycznych i nie dokończonych stopni naukowych, którzy nie potrafią się posługiwać polskim językiem. Polacy oddali Polskę w ręce nierobów, którym kariery się nie udały, a więc niech się teraz Polacy nie dziwią, że taka persona do nich tak pisze:

Za niedługo napisze, że nieuków z Torunia będą wieszać na latarniach i będziemy mieć faszyzm w czystej postaci. 

Taki wstrząs w XXI wieku!

Obudziłam się w innej Polsce, ale nie lepszej!

Obudziłam się w innej Polsce. Obudziłam się i dotarła do mnie wiadomość, że PiS wygrał wybory. Obudziłam się i wielce zasmuciłam nieodpowiedzialnością Rodaków, którzy wybrali coś, co już w Polsce było, a było mroczno i straszno!

Nie mogę się nadziwić, że oto Polacy zagłosowali na przewidywalny scenariusz podsłuchów, inwigilacji, masowych zwolnień z pracy, bo przecież będą chcieli mieć wszędzie swoje macki i władzę.

Ci starsi, którzy zawierzyli po raz drugi Prezesowi, bo to on będzie pociągał za sznurki – zagłosowali  bardzo nieodpowiedzialnie. Nie przewidzieli tego, że oto ich dzieci, żony, mężowie i dalsza rodzina będą masowo tracili pracę.

Już doszły mnie słuchy, że w małym miasteczku pracownicy sądu drżą o swoją dalszą przyszłość. Już boją się prokuratorzy i urzędnicy w administracji publicznej, bo przecież wzorem lat 2005-2007 będą wymieniać nawet sprzątaczki, gdyż wszędzie będą chcieli mieć kontrolę i nad wszystkim.

Nie dziwię się niedoświadczonej młodzieży, która zawierzyła Beacie Szydło. Nie zrozumieli, że Beata Szydło cały czas ma twarz Prezesa i nigdy nie zdoła pokazać swojej. Młodzież, która przecież nie pamięta tego szaleńczego sprawowania władzy przez opętanego nienawiścią człowieka z Żoliborza.

O Narodzie, mój Narodzie – co żeś Ty zrobił wczoraj i gwarantuję, że zapłaczesz bardzo szybko za normalnością i wolnością, którą oddałeś w ręce Prezesa, o którym nawet jego własny Ojciec nie miał dobrego zdania.

Nic to. Nich porządzą sobie. Niech rozpierniczą to wszystko, co ciężko było budowane przez te 8 lat normalnych rządów. Niech w końcu spełnią swoje obiecanki wypowiedziane z krystalicznych usteczek Beaty Szydło, a są to obiecanki z kosmosu, których spełnienie jest wręcz niemożliwe:

Czuję się jak zbity i niczyj pies, bo ani Prezydent nie jest z mojej bajki, ani nie mam już swojego rządu. Czuję się fatalnie i drżę o pracę moich bliskich, a teraz zapoznajcie się obiecankami, bo po ich spełnianiu staniemy się Państwem bankrutów!

Módlmy się, bo oto przyszła władza, że bez modlitwy będzie ani rusz!

PiS – da każdemu dziecku da po 500zł /mc
– nie dopuści do zamknięcia ani jednej kopalni i nie zwolni żadnego górnika
– reaktywuje Stocznie w Szczecinie
– anuluje wiek emerytalny 67 i przywróci 65
– zlikwiduje VAT8% na ubranka dla dzieci
– obniży VAT do 22%
– da prace młodym i mieszkania socjalne na start
– pensje pielęgniarkom i całej slużbie zdrowia PODWOI
– przewalutuje frankowiczów
– zwiększy 3 krotnie kwotę wolną od podatku
– podniesie renty i zwiększy emerytury
– podniesie najniższa krajowa do poziomu UE
– podwoi nakłady na polska naukę
– zrepolonizuje banki
– opodatkuje hypemarkety i banki
– lekarz i dentysta będzie w każdej szkole
– przedszkola będa za friko
– obniży CIT z 19 do 15% dla przedsiębiorstw zatrudniających min. 3 osoby
– wycofa PL z pakietu klimatycznego
– stworzy system obrony terytorialnej kraju
– zlikwiduje NFZ pieniądze przekaże wojewodom
– zapewni wzrost liczby lekarzy i pielęgniarek
– ochroni lasy państwowe zapisem w Konstytucji
– będzie bronić złotówki przed Euro
– będzie bronić polskiej ziemi przed wykupem
– będzie aktywnie działać na rzecz odbudowy nowoczesnego polskiego przemysłu
– wyrówna dopłaty bezpośrednie dla rolników
da im tez rekompensaty związane z embargiem rosyjskim
– dokona zmian dotyczących ustaw śmieciowych.
– da prawo rodzicom do decydowania o edukacji swoich dzieci
– zlikwiduje gimnazja, przywróci 8- klasowa szkole podstawowa i 4-letnie licea
– bankowy tytuł egzekucyjny zlikwiduje
– zwiększy i wesprze eksport- program uruchomienia biliona 400 mld zl. na inwestycje, łącznie z funduszami      europejskimi
– rozwinie budownictwa mieszkaniowe
– odbuduje polski przemysł
– powoła Narodowa Rade Rozwoju
– powoła Rade Przedsiębiorczości
– usprawni i uskuteczni dyplomacje
– stworzy bezpieczeństwo energetyczne

Wklejam jeszcze klip ku pamięci jak to drzewiej z Prezesem bywało, a nie mam żadnego powodu myśleć, że Prezes się zmienił.

Smoleńsk, dużo Smoleńska będzie w Polsce, a więc pomniki, skwerki, nazwy ulic Lecha Kaczyńskiego będą wszechobecne.

Takiej chcesz Rodaku Polski, to ją będziesz miał!

https://www.youtube.com/watch?v=uKeeH7LTJc8