Archiwa tagu: wywiad

Uwielbiam m膮dre kobiety!

Niedziel臋 mia艂am telewizyjn膮 i stwierdzi艂am, 偶e ju偶 nienawidz臋 progrmu politycznego „Kawa na 艂aw臋”, bo tylko siedz膮 i si臋 k艂贸c膮 i nic dobrego z tego nie wynika.

Po zamordowaniu Prezdenta Gda艅ska mia艂a znikn膮膰 z medi贸w mowa nienawi艣ci, ale niestety to has艂o si臋 nie utrzyma艂o i politycy dowalaj膮 sobie, 偶e robi si臋 straszno!

Czemu mam si臋 wi臋c nara偶a膰 na takie dyskusje, w kt贸rych z ust polityk贸w PiS p艂ynie samo k艂amstwo i przeinaczenia zgodnie z wytycznymi z 呕oliborza, czyli przekazu dnia!

Trafi艂am pilotem na program Krzysztofa Ibisza pt. „Demakija偶”, do kt贸rego zostaj膮 zapraszane kobiety – zwane celebrytkami.

Niekt贸re s膮 m膮dre, a niekt贸re g艂upiutkie i klepi膮 trzy po trzy, ale dzi艣 by艂o inaczej.

Ibisz zaprosi艂 do swojego programu Agat臋 Buzek – aktork臋 przez wielkie „A”.

Ta rozmowa przyku艂a moj膮 uwag臋, gdy偶 by艂a bardzo interesuj膮ca i z przyjemno艣ci膮 dotrwa艂am do ko艅ca, a nawet czu艂am pewien niedostyt.

Agata Buzek jest c贸rk膮 znanego polityka – Jerzego Buzka, ale tylko powiedzia艂a, 偶e jej ojciec by艂 cz臋sto nieobecny w domu, ale kiedy by艂 oddawa艂 si臋 ca艂kowicie swojej rodzinie.

Rozmowa ta podoba艂a mi si臋, gdy偶 Agata Buzek powiedzia艂a w programie tylko tyle ile uwa偶a艂a za stosowne i Ibisz nic wi臋cej z niej nie wyci膮gn膮艂.

Pani Agata jest pi臋kna i brzydka, gdy偶 natura obdarzy艂a j膮 urod膮 androgyniczn膮 i dla jednych jest pi臋kno艣ci膮, a dla drugich brzydka po prostu.

W programie Ibisza mia艂a lekki makija偶 i by艂a ol艣niewaj膮ca, 偶e ja nie mog艂am oderwa膰 od niej oczu.

Jest aktork膮, kt贸ra ma sporo dokona艅 i osi膮gn臋艂a ju偶 naprawd臋 du偶o.

Jej bibliografia jest w sieci, a wi臋c nie b臋d臋 na blogu wkleja艂a.

Pr贸偶no szuka膰 jej na ok艂adkach brukowc贸w, natomiast jej talent aktorski mo偶na zobaczy膰 w wielu produkcjach teatralnych oraz filmowo-telewizyjnych 鈥 zar贸wno polskich, jak i zagranicznych!

Jest gwiazd膮 鈥 nie celebrytk膮. Skromna, obdarzona wielkim poczuciem humoru i niezwykle wra偶liwa. Zamiast pojecha膰 na premier臋 swojego filmu w Wenecji, wola艂a opiekowa膰 si臋 16-letnim chorym psem.

Aktorka aktywnie walczy zar贸wno o prawa cz艂owieka, jak i zwierz膮t, czy przyrody.

Ja prosz臋 wi臋cej takich kobiet w telewizji, kt贸re maj膮 co艣 ciekawego do powiedzenia i do takich kobiet zaliczam Agat臋 Buzek.

To by艂a dla mnie ogromna przyjemno艣c pozna膰 j膮 bli偶ej.

Znalezione obrazy dla zapytania agata buzek

Niekt贸rzy na blogach pokazuj膮 swoje miejsca zamieszkania.

Moje zdj臋cia s膮 dla tych, kt贸rzy zdradzaj膮 sw贸j 艣wiat, tak jak ostatnio „Widziane z Ekwadoru”.

To dla Ciebie Ekwadorku, bo ja bardzo ch臋tnie czytam o tym, jakie jest Twoje 偶ycie gdzie艣 tam daleko.

Polska zachodnia, blisko granicy z Niemcami!

Szarabajko prosz臋 o wybaczenie i innych, bo zdj臋cia s膮 dla wszystkich ha ha

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: ludzie siedz脛聟, drzewo, niebo, tabela, na zewn脛聟trz, woda i przyroda

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: niebo, na zewn脛聟trz i przyroda

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: drzewo, ro脜聸lina, niebo, na zewn脛聟trz, przyroda i woda

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: drzewo, niebo, ro脜聸lina, trawa, na zewn脛聟trz, przyroda i woda

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: niebo, drzewo, chmura, most, trawa, na zewn脛聟trz, przyroda i woda

 

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: niebo, drzewo, na zewn脛聟trz, woda i przyroda

Obraz mo脜录e zawiera脛聡: co najmniej jedna osoba, ludzie spaceruj脛聟 i na zewn脛聟trz

 

Ucieczka – jak najdalej od polskiej polityki!

Dzisiaj trafi艂am w telewizji „Polsat” na cudowny wywiad z Janem Englertem – naszym, polskim aktorem.

Pan Englert to mistrz w swoim fachu i cz艂owiek niezmiernie wywa偶ony i podchodz膮cy do swojej profesji bardzo powa偶nie.

Jan Aleksander Englert聽(ur.聽11 maja1943聽w聽Warszawie) 鈥 polski聽aktorteatralny聽i聽filmowy,聽re偶yserteatralny,聽profesorAkademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie.

Opowiada艂 o swojej pracy, kt贸r膮 darzy najwy偶szym szacunkiem i uwielbieniem. Praca dla Pana Jana, to wielkie wyzwanie, aby wci膮偶 si臋 doskonali膰 aktorsko i nie popa艣膰 w zawodow膮 dum臋 i pych臋.

Pan Jan jako m臋偶czyzna zawsze mi si臋 podoba艂 i mimo wieku nie straci艂 swojego, ch艂opi臋cego uroku i te oczy wci膮偶 niebieskie.

Jak mnie ucieszy艂 ten wywad, kt贸ry co艣 wni贸s艂 w moje 偶ycie w przeciwie艅stwie do tych ch艂ystk贸w – polityk贸w z PiS, kt贸rych nie mog臋 ju偶 zdzier偶y膰. Nie mog臋 s艂ucha膰 tych wiertunych k艂amstw, przeinacze艅 i gadki po linii partii.

Odcinam si臋 od rzeczywistej polityki i uciekam w inny, normalny 艣wiat. Skoro pisowcy ze艣wirowali, to nie znaczy, 偶e ja te偶 mam oszale膰, bo k艂amstwa nie znosz臋. Nikt mi kitu nie wm贸wi, 偶e 11 listopada na ulicach nie by艂o faszyzmu – ja nie jestem 艣lepa. Pisowcy udaj膮 po linii Kaczy艅skiego, 偶e ulice polskich miast 11 listopada by艂y wolne od nacjonalisytcznych transparent贸w i okrzyk贸w oraz rac. Paszli聽 wont zak艂amane osobiniki, co to dla kasy zrobi膮 i powiedz膮 wszystko, aby wodzowi si臋 nie narazi膰!

Czy to normalne聽 jest, 偶e chc膮 w Warszawie wyburzy膰 Pa艂ac Kultury i Nauki, w kt贸rym mieszcz膮 si臋 teatry, Sala Kongresowa i ogromny basen, a tak偶e uczelnie?

Czy to normalne jest, 偶e zajumali warszawiakom Plac Pi艂sudskiego?

Czy to normalne jest, 偶e p艂otami i barierkami odgradzaj膮 si臋 od swojego suwerena i zmieniaj膮 nazwy ulic na ulice, skwerki, ronda imieniem Lecha Kaczy艅skiego?

To jest istna paranoja zmierzaj膮ca do:

Rok 2017

– Panie, jak dojecha膰 do Bulwaru Lecha Kaczy艅skiego?
– Pojedzie pan ulic膮 Ofiar Katastrofy Smole艅skiej, skr臋ci w prawo w ulic臋 Braci Kaczy艅skich, potem przez M臋czennik贸w 10 Kwietnia, dalej prosto przez Prezydenta Tysi膮clecia i skr臋ci pan w lewo, w Bojownik贸w o Prawo i Sprawiedliwo艣膰. Potem ju偶 prosto do Placu Braci Bli藕niak贸w z pomnikiem Jaros艂awa Boga 呕ywego, a tu偶 za nim jest Bulwar Lecha Kaczy艅skiego.

Jestem ogl膮daczk膮 „Ucha prezesa” i coraz mniej mnie to bawi, a coraz cz臋艣ciej przera偶a, bo to, co tworzy kabaret G贸rskiego staje si臋 prawd膮 i strach 偶y膰 w tym kraju!

Jednym s艂owem – dok膮d zmierzasz Polsko?

Nie m贸wi臋 kto, nie m贸wi臋 gdzie
Bo spotka膰 typy takie wsz臋dzie w ko艅cu zdarza si臋
Z pozoru bez intencji z艂ych
Co wcale nie oznacza, 偶e nie musisz ba膰 si臋 ich
Bo maj膮 cel i maj膮 plan
Poczucie misji plus ambicje grubo ponad stan
I pragn膮 uszcz臋艣liwi膰 ci臋
I wierz膮, 偶e pewnego dnia si臋 uda – chcesz, czy nie

Im chodzi tylko o to jedynie
By 艣wiat wygl膮da艂, tak jak powinien
Przecie偶 to oni wiedz膮 jedynie
Jak 艣wiat wygl膮da, a jak powinien

Potem ich w贸dz w asy艣cie s艂u偶b
Wczoraj zabawny taki, dzisiaj ani troch臋 ju偶
O艣wiadczy, 偶e w pami臋ci ma
I nigdy nie zapomni kto by艂 przeciw, a kto za
Nie, 偶e ci wolno艣膰 odebra膰 chc膮
Na jaki艣 czas po prostu troch臋 ogranicz膮 j膮
Dla twego dobra, nie z ch臋ci zysku
Wi臋c si臋 nie obra藕, no i nie pyskuj!

Im chodzi tylko o to jedynie
By 艣wiat wygl膮da艂, tak jak powinien
Przecie偶 to oni wiedz膮 jedynie
Jak 艣wiat wygl膮da, a jak powinien

Jak powinien! Powinien!

艢miechu mi trzeba na te dziwne czasy!

聽Jest taka piosenka „Starego, Dobrego Ma艂偶e艅stwa” 聽o tym, 偶e:

„艢miechu mi trzeba
na te dziwne czasy
艣miechu zdrowego
jak 藕r贸dlana woda”

Ja napisz臋, 偶e mnie autorytet贸w trzeba na te dziwne czasy!

Kiedy widz臋 w TV tych dziwol膮g贸w z wiadomej opcji politycznej, to t臋skni臋 za normalnymi, zdroworozs膮dkowymi lud藕mi, kt贸rzy maj膮 mi co艣 warto艣ciowego do powiedzenia, daj膮cego do przemy艣lenia. Dlatego tu, na moim blogu wklejam wywiad z doskona艂ym, polskim aktorem, kt贸rego szalenie ceni臋.

Wywiad rzeka o wa偶nych, polskich sprawach udzielony z trosk膮 o nasz膮 przysz艂o艣膰.

Zach臋cam do przeczytania:

WYWIAD GAZETA.PL

Radziwi艂owicz: Mam poczucie, 偶e jest mi odbierana wolno艣膰. Kim jest Kaczy艅ski, 偶eby m贸wi膰, co mi wolno?

Angelika Swoboda
Agresja wobec ludzi innych ni偶 wi臋kszo艣膰 spo艂ecze艅stwa by艂a od dawna. Tylko teraz nagle okaza艂o si臋, 偶e wolno. A w艂adza nie ukr臋ca temu 艂ba u podstaw – m贸wi Jerzy Radziwi艂owicz. Film ”PolandJa”, w kt贸rym gra, pokazuje Polak贸w jako ksenofob贸w.

W filmie „PolandJa” sporo narzekamy, jeste艣my ksenofobiczni, czasem leniwi. Tacy w艂a艣nie my, Polacy, jeste艣my?

– R贸wnie偶 tacy, ale nie tylko. Pani uog贸lnia. To tak jakby oczekiwa膰, 偶e jeden fakt wyj臋ty z ksi膮偶ki opisze ca艂膮 rzeczywisto艣膰. Tak podchodz膮c, po ka偶dym filmie mo偶emy powiedzie膰, 偶e u nas jest tak, jak tam pokazano. Spraw臋 nale偶y stawia膰 inaczej. Zapyta膰: „co chce nam opowiedzie膰 re偶yser”, a nie „czy trafnie opisa艂 ca艂膮 polsk膮 rzeczywisto艣膰”. Re偶yser „PolandJa” opowiedzia艂 to, co pani stre艣ci艂a, bo akurat to go zajmuje i niepokoi. Zapytam pani膮 ja – czy nie ma w Polsce ksenofobii?

Moim zdaniem ostatnio owszem – jest.

– Ostatnio, czyli od kiedy?

Mam wra偶enie, 偶e si臋 nasili艂a przez ostatni rok.

– Ujawni艂a si臋. Przecie偶 tego typu zdarzenia mia艂y miejsce od dawna. Tylko teraz nagle si臋 okaza艂o, 偶e wolno. 呕e niestety wolno. Pami臋ta pani niedawne ataki agresji wobec ludzi wygl膮daj膮cych inaczej ni偶 wi臋kszo艣膰 spo艂ecze艅stwa? Wobec m贸wi膮cych w innym j臋zyku? Pami臋ta pani to pobicie w Warszawie profesora, kt贸ry w tramwaju m贸wi艂 po niemiecku? Zbrodnia straszliwa. Ludzie obecnej w艂adzy maj膮 na to odpowied藕 lekcewa偶膮c膮, umniejszaj膮c膮. 呕e to wybryk jaki艣. A przecie偶 to s膮 przest臋pstwa, bo zwykle jest to agresja nie tylko s艂owna, ale r贸wnie偶 fizyczna. I jest przyzwalaj膮cy na to klimat.

Jerzy Radziwi艂owicz (fot. mat. prasowe)Jerzy Radziwi艂owicz (fot. mat. prasowe)

Czyli konkretnie?

– Nie robi si臋 tego, co nale偶a艂oby zrobi膰, czyli ukr臋ca膰 temu 艂eb u podstaw. No i ksenofobia si臋 niestety rozwija – musimy wys艂uchiwa膰 r贸偶nych ludzi, kt贸rzy bez 偶adnej 偶enady si臋 w taki spos贸b wypowiadaj膮. A w艂adza nie zwraca im uwagi na to, 偶e ju偶 same te wypowiedzi mog膮 by膰 zakwalifikowane jako przest臋pstwo.

Ma pan ma my艣li ksi臋dza Mi臋dlara?

– Na przyk艂ad jego. Czy innych narodowc贸w. Je偶eli pr贸buje nam si臋 wmawia膰, 偶e swastyk臋 mamy traktowa膰 wy艂膮cznie jako hinduski symbol pokoju, to robi nam si臋 wod臋 z m贸zgu i pr贸buje przewr贸ci膰 warto艣ci, po prostu. Kto dzi艣 w Europie ma takie w艂a艣nie pierwsze skojarzenie ze swastyk膮? Nikt, poza prokuratorem w Bia艂ymstoku. To jest w艂a艣nie ten klimat. To jest przyzwolenie. Ono si臋 odbywa takimi gestami, takimi ruchami, takimi odzywkami. Tu nie chodzi ju偶 nawet tylko o ksenofobi臋. Je偶eli je偶eli minister spraw wewn臋trznych z g贸ry zapowiada, 偶e podczas obchod贸w 艢wi臋ta Niepodleg艂o艣ci 11 listopada b臋d膮 prowokacje tych ludzi, kt贸rzy nie lubi膮 w艂adzy, to ju偶 wskazuje, kogo nale偶y traktowa膰 jako prowokatora. To s膮 ruchy, kt贸re wywo艂uj膮 u mnie odczucie, 偶e my, obywatele, jeste艣my coraz mniej bezpieczni, poniewa偶 w艂adza nie chce zapewni膰 tego, co powinna. Czyli bezpiecze艅stwa niewinnym ludziom.

Takie przyzwolenie mo偶e doprowadzi膰…?

– Do nieszcz臋艣cia. Bo pewne 艣rodowiska uznaj膮, 偶e wolno im wi臋cej ni偶 innym. I b臋d膮 pr贸bowa膰 tych innych kara膰 w ten spos贸b, w jaki potrafi膮 to robi膰 – czyli bi膰. To jest najsmutniejsze i tego si臋 obawiam. Bo wygl膮da na to, 偶e ludzi b臋d膮cych dzi艣 u w艂adzy, kt贸rzy s膮 za to przyzwolenie odpowiedzialni, zupe艂nie to nie niepokoi. Wr臋cz oburza ich, 偶e mo偶na zwr贸ci膰 uwag臋 komu艣, kto kogo艣 bije, no co za bezczelno艣膰. Nie wiem, czy po艂api膮 si臋 wtedy, gdy nast膮pi prawdziwe nieszcz臋艣cie. Chyba, 偶e to nieszcz臋艣cie by艂oby im mo偶e po drodze? Nie wiem. Nie snujmy zbyt daleko id膮cych przypuszcze艅. Pozosta艅my przy stwierdzeniu, 偶e jest to niepokoj膮ce.

Mo偶e politycy licz膮 na to, 偶e grupy, kt贸re nie boj膮 si臋 stosowa膰 przemocy, stan膮 si臋 boj贸wkami partii?

– Wiele na to wskazuje. Oczywi艣cie po to, 偶eby ewentualnie mie膰 nacjonalist贸w po swojej stronie. Boj贸wki. Tak, boj贸wki, nie b贸jmy si臋 tego s艂owa. Kiedy艣 kto艣 musi waln膮膰 pi臋艣ci膮 w st贸艂. Oni ch臋tnie sami waln膮.

Albo popr膮 jakiego艣 polityka, gdy ten walnie?

– Na przyk艂ad. Zrozumiej膮, 偶e to sygna艂 do dzia艂a艅. I to jest w tym wszystkim niebezpieczne. To mnie niepokoi. Czuj臋, 偶e w jaki艣 spos贸b daje mi si臋 do zrozumienia: „Uwa偶aj, bo r贸偶ne rzeczy mog膮 si臋 zdarzy膰.” Poza tym czuj臋 si臋 przez obecn膮 w艂adz臋 obra偶any. Padaj膮 r贸偶ne obel偶ywe s艂owa, tak偶e wobec mnie.

Jak to?

– Poni偶ani s膮 ludzie, kt贸rym nie podobaj膮 si臋 dzia艂ania obecnej w艂adzy i kt贸rzy wychodz膮 z tego powodu na ulic臋. Niczego nie dewastuj膮 ani nikogo nie bij膮, a wyzywa si臋 ich od zdrajc贸w albo po prostu dehumanizuje. Je偶eli prezydent Duda m贸wi o ludziach z demonstracji KOD, 偶e to s膮 ci, kt贸rzy 艣piewaj膮 „ojczyzn臋 dojn膮 racz nam wr贸ci膰 panie”, to m贸wi do mnie i o mnie. Bo ja chodz臋 na te demonstracje. I mnie to, co prezydent o mnie m贸wi, obra偶a.

Z kolei po grudniowych protestach pod Sejmem pada艂y wobec protestuj膮cych okre艣lenia „dzieci ubek贸w”.

Spr贸bujmy nie straci膰 w tym wszystkim jasno艣ci poj臋膰. Ca艂e zamieszanie polega r贸wnie偶 na tym, 偶eby poj臋cia, kt贸rymi operujemy, celowo zmieni膰, zabe艂ta膰. Pomiesza膰, co jest czym i co si臋 czym nazywa. Nie poddawajmy si臋 temu. Znajmy w艂a艣ciwe znaczenie s艂贸w. A to, 偶e obra藕liwe s艂owa p艂yn膮 „z g贸ry”, od najwy偶szych urz臋dnik贸w w pa艅stwie i od ich szefa, to ju偶 inna sprawa.

„Szefa” czyli Jaros艂awa Kaczy艅skiego?

– Tak, bo przecie偶 on jest szefem. Taki maj膮 偶art i jak si臋 komu艣 ten 偶art nie podoba, to trudno.

Jerzy Radziwi艂owicz (fot. Iwona Burdzanowska/AG)Jerzy Radziwi艂owicz (fot. Iwona Burdzanowska/AG)

Wi臋kszo艣ci si臋 jednak podoba. W ostatnim rankingu zaufania prezydent Andrzej Duda i premier Beata Szyd艂o znajduj膮 si臋 na szczycie.

– Jestem bardzo ciekaw, na czym polega na przyk艂ad to zaufanie do prezydenta. Co on takiego zrobi艂? Mniej niepokoi mnie to, co ci z w艂adzy m贸wi膮 i robi膮, a bardziej to, 偶e ludziom si臋 to podoba i cz臋艣膰 – du偶a – Polak贸w za tym idzie. To jest dziwne i niepokoj膮ce. No, ale gdyby im si臋 nie podoba艂o, to wynik wybor贸w nie by艂by taki, jaki by艂.

Wkurza pana ta PolandJa, co?

– Z jednej strony budzi powy偶szy niepok贸j, z drugiej irytuje. No bo co mo偶na zrobi膰, jak prezydent czy premier palnie co艣 obra藕liwego? Irytuje mnie to poczucie bezradno艣ci i ich bezczelno艣膰, knajactwo. Kiedy艣 Kaczy艅ski zarzuca艂 wszystkim innym, 偶e s膮 knajakami, bo on jest inteligentem. Ot贸偶 knajactwo jest przede wszystkim w nim samym. C贸偶 mo偶na na to poradzi膰? Tylko roz艂o偶y膰 r臋ce.

Albo p贸j艣膰 zaprotestowa膰.

– Z pe艂n膮 艣wiadomo艣ci膮, 偶e potem prezes, premier, prezydent i minister spraw wewn臋trznych powiedz膮 kim jeste艣my. Czyli nas zel偶膮. Albo b臋d膮 艣ciga膰. Bierzmy to pod uwag臋.

Wedle logiki „szefa” ci 藕li, czyli przeciwnicy w艂adzy, s膮 knajakami, za to on i jego zwolennicy s膮 „ludzkimi panami”. Par臋 lat temu stwierdzi艂 pan, 偶e w Polsce zaczyna „艣mierdzie膰 faszyzmem”.

– 艁膮cz臋 to wszystko w przykr膮 ca艂o艣膰. I 偶eby nie m贸wi膰, 偶e to by艂o wyrwane z kontekstu – ta wypowied藕 Kaczy艅skiego trwa艂a dobrych par臋 minut. „Jeste艣my ludzkimi panami, bo jeste艣my panami” – odpowiedzia艂 na okrzyk z sali. To znaczy, 偶e wzi臋li co艣 na w艂asno艣膰.

Co wzi臋li?聽
Pa艅stwo. Nawet je艣li mu si臋 to nieopatrznie wymkn臋艂o, to 艣wiadczy to o sposobie my艣lenia. Ja nie oczekuj臋 od urz臋dnika pa艅stwowego, 偶e b臋dzie moim panem. Wr臋cz przeciwnie. Kaczy艅ski akurat urz臋dnikiem nie jest, ale jest – w praktyce – premierem. Oczekuj臋 od niego, 偶e b臋dzie spo艂ecze艅stwu s艂u偶y艂, a nie m贸wi艂, 偶e jest panem. Mo偶e dziennikarze napisz膮 list do Kaczy艅skiego z pytaniami, co taki pan mo偶e i czego si臋 po nim spodziewa膰? 呕eby艣my my, poddani wiedzieli, co mamy robi膰, 偶eby艣my si臋 na to przygotowali.

Jak si臋 to ma do wolno艣ci?

– Nijak. Nie rozmawiamy o wolno艣ci, tylko o niewolnictwie.

Ma pan poczucie, 偶e ta wolno艣膰 jest panu odbierana?

– Mam. Dlatego patrz臋 ze zdumieniem na rankingi zaufania i poparcia spo艂ecznego dla obecnej w艂adzy. Bo wydaje si臋, 偶e spora cz臋艣膰 spo艂ecze艅stwa nie bierze tego, 偶e nam odbiera si臋 wolno艣膰, pod uwag臋. Nie zajmuje si臋 w og贸le my艣leniem o tym. Nie wiem, czy wolno艣膰, kt贸ra jest kwesti膮 podstawow膮, wydaje im si臋 marginalna? Zb臋dna? A od tego si臋 wszystko zaczyna. Zastanawiam si臋, sk膮d si臋 bierze taki spos贸b my艣lenia czy 偶ycia.

Mo偶e st膮d, 偶e po prostu niekt贸rzy ludzie si臋 tej wolno艣ci boj膮? Pisarka聽Herta Muller twierdzi, 偶e tak w艂a艣nie jest.

– W latach 90. by艂a taka dyskusja o wolno艣ci, kt贸ra kr膮偶y艂a wok贸艂 „wolno艣ci od” i „wolno艣ci do”. Ot贸偶 ta pierwsza jest 艂atwa, ale druga ju偶 nie. Trzeba sobie powiedzie膰, do czego ona jest, co艣 okre艣li膰, co艣 przed sob膮 postawi膰, co艣 ze sob膮 zrobi膰.

By膰 mo偶e niekt贸rzy ludzie, kt贸rzy popieraj膮 rz膮d, w艂a艣nie tej wolno艣ci nie chc膮. By膰 mo偶e na tym polega t臋sknota za PRL-em, dzi艣 ju偶 ciszej wyra偶ane. Tam wszystko by艂o dok艂adnie uregulowane i w zasadzie wystarczy艂o tylko robi膰 co nale偶y i cz艂owiek mia艂 spokojne 偶ycie.

Nawet mu podpowiadano, ile mo偶e sobie kupi膰 par but贸w czy ile zje艣膰 mi臋sa, bo by艂o na kartki.

– Tyle dylemat贸w z g艂owy! Pami臋tam, 偶e za czas贸w mojej m艂odo艣ci m贸g艂bym spokojnie uprawia膰 zdrow膮 diet臋. Mi臋sa zawsze brakowa艂o, a dzisiaj prosz臋, jest go pe艂no. Gdzie ono si臋 podziewa艂o? W efekcie dodatkowo by艂 dzie艅 bez mi臋sa w poniedzia艂ek, czyli dochodzi艂 drugi dzie艅 oszcz臋dno艣ci opr贸cz proponowanego przez Ko艣ci贸艂 pi膮tku. Pi臋kne, logiczne my艣lenie.

Zatem czego my si臋 czepiamy?

– No w艂a艣nie, czego? Zrobimy sobie ryb臋 albo warzywa, i jest fajnie. A tak powa偶nie – kim jest Jaros艂aw Kaczy艅ski, 偶eby mi m贸wi膰, co mam robi膰? Co mam my艣le膰? Co mi wolno? Uwa偶am, 偶e wolno mi wszystko, co nie jest zabronione przez prawo. W ca艂ej reszcie ja wybieram, z czym si臋 zgadzam. Kieruj膮c si臋 sumieniem. Nie przekraczam te偶 progu, gdzie si臋 zaczyna wolno艣膰 drugiego cz艂owieka i tym ograniczam swoj膮. I nie b臋dzie mi jaki艣 facet urz膮dza艂 mi mojego my艣lenia, mojego sumienia i w dodatku nie b臋dzie mi m贸wi艂, kim jestem.

Jerzy Radziwi艂owicz w przedstawieniu 'Prolog', re偶. Micha艂 Zadara (fot. Bartosz Bobkowski/AG)Jerzy Radziwi艂owicz w przedstawieniu 鈥歅rolog鈥, re偶. Micha艂 Zadara (fot. Bartosz Bobkowski/AG)

Widz臋, 偶e te epitety w panu siedz膮.

– Bo ja ich 偶adnymi epitetami nie okre艣lam. M贸wi臋 o nich ludzie w艂adzy, m贸wi臋 minister, m贸wi臋 premier. A przecie偶 z ich strony obserwujemy jak膮艣 okropn膮 mow臋 nienawi艣ci od czasu katastrofy smole艅skiej, odk膮d co miesi膮c zacz臋li robi膰 te parteitagi na Krakowskim Przedmie艣ciu udaj膮c, 偶e to s膮 msze. Ile tam pad艂o i pada s艂贸w nienawistnych pod adresem r贸偶nych ludzi, ile bezpodstawnych oskar偶e艅.

Wie pani, staram si臋 ugry藕膰 w j臋zyk, bo uwa偶am, 偶e nie mo偶emy innych ludzi nazywa膰 w odwecie podobnymi epitetami. Niech sobie zarezerwuj膮 taki j臋zyk. To nie jest m贸j j臋zyk.

To nie tylko j臋zyk. Kaczy艅ski oznajmi艂, 偶e b臋dzie realizowa艂 swoj膮 wizj臋, nawet gdyby mia艂 na tym ucierpie膰 rozw贸j gospodarczy kraju.

– By艂 kiedy艣 w Polsce taki wicepremier, kt贸ry powiedzia艂, 偶e niewa偶ne czy Polska b臋dzie biedna czy bogata, byleby by艂a katolicka. Cz艂owiek g艂臋bokiej wiary powiedzia艂, co ma na my艣li. Pi臋kna idea, ale w praktyce takie podej艣cie jest niszcz膮ce, rujnuj膮ce, prowadz膮ce na manowce. Budujmy, ale b膮d藕my pow艣ci膮gliwymi katolikami. Opowiadanie, 偶e Polska odzyska艂a samodzielno艣膰, suwerenno艣膰, wsta艂a z kolan i nie wiem, co jeszcze, to nazywanie rzeczywisto艣ci s艂owami, kt贸re si臋 z ni膮 zupe艂nie nie zgadzaj膮. Bo jest dok艂adnie odwrotnie. Kiedy 艣ledzimy, jak dzi艣 wygl膮daj膮 nasze kontakty zagraniczne, czyli to, co powinno Polsk臋 umacnia膰, to jest to jakie艣 chodzenie po k膮tach. I oni to nazywaj膮 dumnym chodzeniem z podniesion膮 g艂ow膮. W ostatniej rozmowie z kanclerz Niemiec Kaczy艅ski mia艂 si臋 podobno zgodzi膰 z tym, 偶e cz臋艣膰 Europy p贸jdzie do przodu, a Polska zostanie na boku. Je偶eli to jest patriotyczne dzia艂anie dla dobra kraju, to ja chyba nie rozumiem tego j臋zyka.

Ja te偶 mam inn膮 definicj臋 patriotyzmu.

– I w艂a艣nie zbi贸r tego wszystkiego powoduje, 偶e jest si臋 czym martwi膰. W r贸偶nych tekstach w gazetach jedni snuj膮 analogie do PRL-u, inni twierdz膮, 偶e to przesada. Ja uwa偶am, 偶e analogie s膮 pomi臋dzy czym艣, co jest systemem autorytarnym, w艂adz膮 autorytarn膮, a tym, co buduje PiS, a co ja odczuwam jako zbli偶anie si臋 do takiej w艂adzy. Gospodarczo nie b臋dzie tak, jak by艂o w PRL, bo w sklepach b臋dzie wszystko, nie tylko ocet. Tylko ta sfera niematerialna wyra藕nie jest zaw艂aszczana i brana w gar艣膰.

Jest pan odwa偶ny w swoich os膮dach. Nie boi si臋 pan?

– Ataki na mnie by艂y i s膮. Wiem, bo cho膰 nie operuj臋 takimi narz臋dziami jak Facebook czy Twitter, to czasem mi kto艣 co艣 poka偶e. Czy si臋 boj臋? Tego, co napisz膮, nie ma si臋 co ba膰. 呕ycie staje si臋 nieprzyjemne, gdy w gr臋 wchodzi l臋k nie o to, 偶e zrobi艂o si臋 co艣 z艂ego, tylko o to, 偶e wypowiedzenie w艂asnego zdania mo偶e mie膰 nieprzyjemne konsekwencje.

Pewnie kojarzy pan histori臋 nauczycielek, kt贸re przysz艂y do szko艂y ubrane na czarno i maj膮 problemy.

– Uniewinniono je w ko艅cu, ale dano im do zrozumienia, 偶eby uwa偶a艂y. Wie pani, l臋k jest rzecz膮 ludzk膮, ka偶dy ma prawo si臋 o siebie ba膰. Ale l臋k z pewnych powod贸w jest rzecz膮, kt贸ra budzi niesmak do samego siebie. I dlatego trzeba go przeskoczy膰.

殴le by si臋 pan czu艂, gdyby si臋 pan ba艂?

– Tak. Po prostu. Emocje mo偶na zracjonalizowa膰 i odpowiedzie膰 sobie, z czym si臋 nie chce 偶y膰 i na co si臋 nie wyra偶a zgody. Pani mnie o co艣 zapyta, a ja si臋 mam wykr臋ca膰, bo boj臋 si臋, 偶e ponios臋 konsekwencje? Albo nic nie powiedzie膰? Czasami cz艂owiek przecie偶 patrzy na siebie w lustrze.

I chcia艂by m贸c na siebie spojrze膰…?

– Spokojnie. Bez niesmaku.

Jerzy Radziwi艂owicz (z lewej) i Andrzej Wajda na planie 'Cz艂owieka z 偶elaza', 1981 r. (fot. Wojciech Druszcz/AG)Jerzy Radziwi艂owicz (z lewej) i Andrzej Wajda na planie 鈥欳z艂owieka z 偶elaza鈥, 1981 r. (fot. Wojciech Druszcz/AG)

Jerzy Radziwi艂owicz.聽Aktor. Przez lata pracowa艂 w Starym Teatrze w Krakowie. Jest aktorem sto艂ecznego Teatru Narodowego. Zagra艂 ikoniczne role Mateusza Birkuta i jego syna Macieja Tomczyka w dw贸ch filmach Andrzeja Wajdy: „Cz艂owiek z marmuru” i „Cz艂owiek z 偶elaza”. Jego dorobek obejmuje kilkadziesi膮t r贸l filmowych i teatralnych u najlepszych re偶yser贸w, m.in. Krzysztofa Zanussiego, Agnieszki Holland, Antoniego Libery czy Waldemara Krzystka.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.gazeta.pl. Zaczyna艂a jako reporterka kryminalna w „Gazecie Wyborczej”, pracowa艂a te偶 w „Super Expressie” i „Fakcie”. Pasjonatka m膮drych ludzi, z kt贸rymi ch臋tnie rozmawia zawsze i wsz臋dzie, kawy i sportowych samochod贸w.

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21430988,radziwilowicz-mam-poczucie-ze-jest-mi-odbierana-wolnosc-kim.html

Kontrowersyjne 偶ycie Wis艂ockiej

Na ekrany kin wszed艂 film „Sztuka kochania” na postawie ksi膮偶ki Michaliny Wis艂ockiej.聽

Nie widzia艂am jeszcze tego filmu, ale przygotowuj臋 si臋 do jego obejrzenia.

Przeczyta艂am wywiad z C贸rk膮 Wis艂ockiej i troch臋 mnie zmrozi艂o.

Tak si臋 w moim 偶yciu potoczy艂o, 偶e w m艂odo艣ci tej ksi膮偶ki nie czyta艂am, a mo偶e i dobrze, bo z tego wywiadu wynika, 偶e ta kobieta 偶y艂a tylko dla siebie i jej post臋powanie mi si臋 na podstawie tego wywiadu nie podoba.

Jestem tradycjonalistk膮 i kiedy czytam, 偶e dwie kobiety 偶y艂y pod jednym dachem z jednym m臋偶czyzn膮, kt贸ry sypia艂 z nimi dwiema, a po domu biega艂y dzieci, to zdumiewa.

Zdumiewa, 偶e w tamtych, puryta艅skich czasach 偶y艂o si臋 rozwi膮藕le i dla mnie bardzo nieetycznie.

Nie wiem, mo偶e si臋 myl臋 i oceniam za ostro, ale z wywiadu wynika te偶, 偶e Wis艂ocka zaniedbywa艂a swoj膮 C贸rk臋 i ma szcz臋艣cie, 偶e m膮dra C贸rka nie wystawi艂a jej fatalnej 聽laurki i w ci膮gu swojego 偶ycia wiele jej wybaczy艂a.

Kto ma ochot臋, to niech przebrnie przez ten, do艣膰 d艂ugi wywiad.

Film obejrz臋, 聽by wyrobi膰 sobie, swoje, obiektywne zdanie.

Mama mia艂a jakby rozdwojenie ja藕ni. Jedna Michalina Wis艂ocka to by艂 cz艂owiek, kt贸ry d膮偶y艂 do celu po trupach. A druga by艂a s艂ab膮, kochaj膮c膮 kobietk膮, kt贸r膮 艂atwo zrani膰. T臋 pierwsz膮 zna艂am ja, rodzina, znajomi. A t臋 drug膮 znali tylko jej m臋偶czy藕ni. Rozmowa z Krystyn膮 Bielewicz

Jakie jest pani pierwsze wspomnienie z dzieci艅stwa?

W og贸le nie pami臋tam z dzieci艅stwa dobrych rzeczy, mam pojedyncze wspomnienia i najcz臋艣ciej bardzo przykre, pami臋tam sytuacje, kt贸re mnie w jaki艣 spos贸b r膮bn臋艂y. Mia艂am mo偶e pi臋膰 lat, mieszkali艣my w dw贸ch pokojach w mieszkaniu s艂u偶bowym na Wawelskiej. W wi臋kszym mieszka艂a moja mama z tat膮, ze mn膮 i moim bratem bli藕niakiem Krzysiem. Drugi pok贸j zajmowa艂a Wanda. Do jej pokoju nikt opr贸cz Krzysia nie m贸g艂 wchodzi膰. Wi臋c oni si臋 tam bawili, a ja si臋 nudzi艂am. Otwiera艂am szaf臋, ubiera艂am si臋 w buty i sukienki mamy, przegl膮da艂am w lustrze i wydawa艂o mi si臋, 偶e jestem ksi臋偶niczk膮. A Wanda wylatywa艂a z pokoju, krzycz膮c: „Znowu narobi艂a艣 ba艂aganu!”. I kaza艂a mi sprz膮ta膰.

Gdzie byli w tym czasie mama i tata?

Mama studiowa艂a medycyn臋, szuka艂a swojej drogi naukowej, mentora, kt贸ry si臋 ni膮 zajmie i przy kt贸rym dokona wielkiego naukowego odkrycia. Marzy艂a, 偶e b臋dzie drug膮 Mari膮 Sk艂odowsk膮-Curie. Rzadko bywa艂a w domu, ucieka艂a od domowych obowi膮zk贸w. Pami臋tam mam臋 punktami, najcz臋艣ciej by艂a w domu w weekendy i 艣wi臋ta, uczy艂a nas robi膰 zabawki na choink臋 z wydmuszek i papieru kolorowego.

Ojca te偶 nigdy nie by艂o, by艂 biologiem, ca艂ymi dniami pracowa艂 w Instytucie Pasteura. Mia艂 laboratorium ze zwierz膮tkami, robi艂 do艣wiadczenia. By艂y tam 艣winki morskie i kr贸liki, wi臋c czasem tam chodzi艂am. Pami臋tam, 偶e ojciec zawsze by艂 z jak膮艣 pani膮. Te panie si臋 do niego tuli艂y, a dla mnie by艂y s艂odkie i kochane. Przez serce dziecka chcia艂y dotrze膰 do serca taty. M贸j ojciec podrywa艂 wszystko, co si臋 rusza. Wszystkie kobiety musia艂y by膰 jego. By艂 bardzo przystojnym m臋偶czyzn膮, wysokim, mia艂 nordyck膮 urod臋, prosty nos, szare, du偶e oczy. Baby za nim szala艂y. By艂 te偶 bardzo dowcipny, m膮dry i oczytany. Wci膮偶 tworzy艂 jakie艣 wierszyki, wymy艣la艂 nam imiona – ja by艂am Ciartka Niedorajdka, m贸j brat Ciuciu艣, bo by艂 taki ciu-ciu-ciu s艂odki. 艁epek ca艂y w z艂otych loczkach, niebieskie oczki, prosty nosek. A ja by艂am brzydka, wszyscy tak m贸wili. Podobno ojciec, kiedy mnie pierwszy raz zobaczy艂, powiedzia艂: „Skrzy偶owanie starego 呕yda z ma艂p膮”.

Wanda w tym czasie sprz膮ta艂a, gotowa艂a i zajmowa艂a si臋 wami. Lubi艂a j膮 pani?

Kocha艂am j膮! Tylko tak膮 nieodwzajemnion膮 mi艂o艣ci膮. Ci膮gle zabiega艂am o jej wzgl臋dy, zupe艂nie bezskutecznie. Nawet kiedy ju偶 by艂am doros艂a, kiedy zdawa艂am na studia. Powiedzia艂a: „Jeste艣 debilk膮 i si臋 nigdzie nie dostaniesz”. Po pierwszym roku pojecha艂am do niej, 偶eby pokaza膰 jej dyplom dla najlepszej studentki na roku, a ona na to: „Id藕 ju偶, bo nie mam czasu”. Zawsze mi 藕le 偶yczy艂a, przez ca艂e 偶ycie.

Dlaczego?

Teraz, jak to roztrz膮sam, to wydaje mi si臋, 偶e by艂a zazdrosna o uczucia, kt贸re moja mama i ojciec po艣wi臋cali mnie. Wszystko mia艂o by膰 dla niej i dla Krzysia, kt贸ry by艂 taki 艣liczny i m膮dry. A ja mia艂am zesp贸艂 Aspergera, zreszt膮 tak samo jak moja c贸rka i wnuczka, a wcze艣niej tak偶e moja mama, chocia偶 wtedy jeszcze nie by艂 diagnozowany. W tym zespole typowe s膮 potworne problemy w szkole podstawowej. Zanim taki osobnik dojrzeje, to si臋 zachowuje jak przyg艂up. I dlatego Wanda ocenia艂a mnie jako kompletn膮 idiotk臋. Nie potrafi艂am si臋 nauczy膰 literek, a Krzysio ju偶 czyta艂 i liczy艂.

Dzieci z zespo艂em Aspergera nie s膮 akceptowane przez r贸wie艣nik贸w. Dlatego je偶eli takiemu dziecku si臋 trafi przyjaci贸艂ka, to jest cud i ono bardzo t臋 przyja藕艅 ceni. Moja matka mia艂a w podstaw贸wce jedn膮 jedyn膮 przyjaci贸艂k臋 – Wand臋. Kocha艂a j膮 jak siostr臋. Musia艂a zawsze by膰 ko艂o niej, jak jej nie by艂o, to si臋 藕le czu艂a. A ojciec by艂 bardzo zaborczy, chcia艂 mie膰 mam臋 tylko dla siebie i mie膰 na ni膮 ca艂kowity wp艂yw.

Zakocha艂a si臋 w nim, kiedy mia艂a 12 lat, szalenie jej imponowa艂. Od dzieci艅stwa marzy艂a, 偶e b臋dzie wielkim naukowcem, a on by艂 taki m膮dry! Wzi臋li 艣lub we wrze艣niu 1939 roku, pod bombami nieomal, mia艂a 18 lat. Tylko 偶e po 艣lubie by艂a strasznie samotna, bo Wis艂ocki wszystkich od niej odsuwa艂.

By艂 egocentrykiem.

Potwornym. To by艂 szalenie zimny cz艂owiek, kt贸ry d膮偶y艂 tylko do swojej przyjemno艣ci. Tak go wychowa艂a matka. By艂 jedynakiem, najwa偶niejszym, cudownym. Takie wychowanie jedynak贸w jest zgubne, ci ludzie potem nie s膮 w stanie zak艂ada膰 rodzin.

A moja mama – tak samo jak ja – jak kocha, to ca艂ym sercem, i ludzi, kt贸rych kocha, lubi mie膰 jak najbli偶ej ko艂o siebie. I dlatego moja rodzina zawsze trzyma si臋 razem. Jak z m臋偶em jedziemy na wakacje i wynajmujemy 艂贸d藕, to zaraz rodzina i znajomi te偶 wynajmuj膮 i wszyscy razem p艂yniemy. Wi臋c moja mama po 艣lubie strasznie t臋skni艂a za Wand膮.

Musia艂a si臋 藕le czu膰 w domu r贸wnie偶 dlatego, 偶e nie lubi艂a sprz膮ta膰 i gotowa膰.

Nigdy. A Wanda to by艂a taka typowa kobietka, troch臋 w stylu Marilyn Monroe – loczkowata, z艂ota, lekko pulchniutka i s艂odka. Panowie si臋 ni膮 zachwycali. Gotowa艂a, sprz膮ta艂a, pi臋knie si臋 ubiera艂a, bardzo dba艂a o siebie. Ca艂kowite przeciwie艅stwo mojej mamy, kt贸r膮 kiedy艣 okrzykni臋to najgorzej ubran膮 kobiet膮 w PRL-u. Nie przejmowa艂a si臋 mod膮, ubiera艂a si臋 w to, co jej si臋 podoba艂o. A 偶e podoba艂o jej si臋 spodnium w kolorowe kwiaty i chustka na g艂owie, to tak chodzi艂a i mia艂a w nosie, co inni powiedz膮.

Wi臋c wymy艣li艂a, 偶e 艣ci膮gnie Wand臋 do siebie i pomo偶e jej sko艅czy膰 szko艂臋 艣redni膮, bo ona zawsze mia艂a problemy z nauk膮. Ale jak przekona膰 Stasia, 偶eby jej nie wykopa艂? Podsun臋艂a mu j膮, delikatnie m贸wi膮c.

<podzial_strony>

Tak na ch艂odno podsun臋艂a ukochanemu m臋偶owi inn膮 kobiet臋?Na pocz膮tku chcia艂a, 偶eby to by艂 czysto kole偶e艅ski uk艂ad. Ale bardzo szybko zorientowa艂a si臋, 偶e je偶eli nie zgodzi si臋, 偶eby jej ukochany Stasio sypia艂 z Wand膮, to on j膮 po prostu wygoni. A mama nie chcia艂a, 偶eby j膮 wygania艂. Innego wyj艣cia nie by艂o.

Czyli to nie by艂o tak, 偶e Michalina Wis艂ocka by艂a wyj膮tkowo seksualnie wyzwolona?

Wtedy nie. Sz艂a na ust臋pstwa. R贸wnie偶 dlatego, 偶e by艂a ca艂kowicie fizycznie niedopasowana z Wis艂ockim. To si臋 bardzo rzadko zdarza. Szala艂y za nim wszystkie panie, w艂膮cznie z Wand膮, a moja mama najch臋tniej by z nim w og贸le nie sypia艂a. Seks z nim nie dawa艂 jej 偶adnych prze偶y膰, godzi艂a si臋 na to, bo tak trzeba. Dlatego nie by艂a zazdrosna o seks z Wand膮, tak samo jak nie by艂a zazdrosna o tabun bab, z kt贸rymi on sypia艂. A on t艂umaczy艂: „Przelec臋 je tylko, a ciebie kocham”. To by艂o dla niej wa偶ne – ta pi臋kna, wyidealizowana mi艂o艣膰. To, 偶e on nie kocha Wandy, tylko j膮.

A kocha艂?

Gdzie tam! On kocha艂 tylko siebie. Ale mama jeszcze tego nie wiedzia艂a. W tr贸jk膮cie na pocz膮tku czu艂a si臋 dobrze. By艂a szcz臋艣liwa, 偶e ma z kim gada膰, plotkowa膰 godzinami. Tylko 偶e Wanda szybko si臋 w Stachu zakocha艂a. Mama akurat chorowa艂a na tyfus, le偶a艂a w 艂贸偶ku, mia艂a ogolon膮 g艂ow臋, a oni za 艣cian膮 sobie 艣wiergotali. Poczu艂a si臋 odtr膮cona i przez m臋偶a, i przez przyjaci贸艂k臋. I nied艂ugo potem strasznie zapragn臋艂a dziecka. Chcia艂a wreszcie mie膰 kogo艣 do kochania, kto b臋dzie tylko jej. Przesta艂a uwa偶a膰, ale i tak nie zachodzi艂a w ci膮偶臋. Lekarze m贸wili, 偶e z ni膮 wszystko w porz膮dku, wi臋c zacz臋艂a ci膮ga膰 Stacha po lekarzach. I w ko艅cu kt贸ry艣 powiedzia艂 mu, 偶e ma sobie zbada膰 nasienie. On si臋 obruszy艂: „Ja? Taki wspania艂y m臋偶czyzna mam mie膰 problem z nasieniem?”.

M贸j tata stosowa艂 wobec wszystkich kobiet stosunek przerywany jako 艣rodek antykoncepcyjny. By艂 zimny i wyrachowany, wi臋c 艣wietnie mu si臋 to udawa艂o. No, mo偶e od czasu do czasu co艣 mu si臋 trafi艂o. Raz si臋 zdarzy艂o, 偶e zrobi艂 jednej pani bli藕niaki. Rzuci艂 j膮, ona chcia艂a pope艂ni膰 samob贸jstwo i wtedy straci艂a t臋 ci膮偶臋. M贸j tata bardzo 藕le traktowa艂 wszystkie swoje kobiety. Po mamie mia艂 jeszcze cztery 偶ony i wszystkie ma艂偶e艅stwa rozpad艂y si臋 z powodu jego licznych zdrad. Ale jak mu wtedy lekarz tak膮 straszn膮 rzecz powiedzia艂, to przesta艂 przerywa膰 stosunki. I raz-dwa-trzy Wanda by艂a w ci膮偶y.

Nie艣lubne dziecko to by艂 wtedy skandal.

W艂a艣nie. Wi臋c Wanda powiedzia艂a, 偶e nie b臋dzie chowa膰 tego dziecka. By艂a bardzo drobnomieszcza艅ska, a偶 dziwne, 偶e si臋 w og贸le zgodzi艂a na tr贸jk膮t. Mama z tat膮 nam贸wili j膮, 偶eby jednak urodzi艂a, tak 偶eby Michalina, nie mog膮c mie膰 swoich dzieci, mia艂a chocia偶 dziecko ukochanego Stasia. Ale po miesi膮cu okaza艂o si臋, 偶e mama te偶 jest w ci膮偶y. Bardzo si臋 ucieszy艂a. Ale pojawi艂o si臋 pytanie, jak t臋 sytuacj臋 rozwik艂a膰. Postanowili, 偶e urodz膮 obie.

Mama eksponowa艂a sw贸j brzuch, Wanda ukrywa艂a, nosi艂a lu藕niejsze sukienki. Ale jak jej ci膮偶a zacz臋艂a by膰 widoczna, obie wyjecha艂y na wie艣. Wanda urodzi艂a w domu, a mama ponad miesi膮c p贸藕niej w szpitalu, bo mia艂a jakie艣 problemy z ci膮偶膮. Akuszerka za odpowiedni膮 op艂at膮 wypisa艂a za艣wiadczenie, 偶e urodzi艂y si臋 bli藕ni臋ta. Mama posz艂a z tym za艣wiadczeniem do urz臋du stanu cywilnego, gdzie zarejestrowano mnie i Krzysia jako bli藕ni臋ta. I z tymi bli藕ni臋tami obie wr贸ci艂y do Warszawy.

Jak im si臋 udawa艂o ukry膰 t臋 relacj臋 przed rodzin膮 i s膮siadami? Przecie偶 mieszkali we tr贸jk臋.

Tata i Wanda nigdy si臋 publicznie nie tulili, nie ca艂owali, nie trzymali za r膮czki. Przy mamie zreszt膮 te偶 nie. S膮siedzi s艂yszeli, 偶e m贸wimy do Wandy „ciociu” i nie dopytywali si臋, kto to taki. Wobec rodziny Wanda wyst臋powa艂a jako przyjaci贸艂ka mamy, kt贸ra w Warszawie nie ma gdzie mieszka膰 i kt贸rej mama pomaga przy studiach. Ale jej mama chyba wiedzia艂a, co si臋 dzieje. Nigdy o tym nie rozmawia艂y, ale mama po jej oczach widzia艂a, 偶e babcia rozszyfrowa艂a tajemnic臋 bli藕niak贸w. By艂a bardzo m膮dr膮 kobiet膮.

Podobno po wojnie brakowa艂o m臋偶czyzn i cz臋sto si臋 zdarza艂o, 偶e m臋偶czyzna mia艂 na boku drug膮 rodzin臋. Mo偶liwe, 偶e r贸wnie偶 dlatego tata mia艂 takie udane polowania.

Michalina nie by艂a zazdrosna. A Wanda?

Bardziej. Ojciec nawet na wakacje je藕dzi艂 z kochankami. Wandzie szybko ta mi艂o艣膰 do niego przesz艂a. Po kilku latach tr贸jk膮t zacz膮艂 si臋 rozpada膰, zacz臋艂y si臋 animozje. Mama ucieka艂a w nauk臋, Wanda mia艂a dosy膰 bycia darmow膮 gosposi膮 i niani膮. Nie chcia艂a przez ca艂e 偶ycie by膰 t膮 trzeci膮. Pozna艂a Janka, sympatycznego i przystojnego faceta, kt贸ry si臋 jej o艣wiadczy艂. Wtedy m贸j tata si臋 zdenerwowa艂. Wanda bez jego zgody o艣miela si臋 odej艣膰? Je偶eli ju偶, to on mo偶e pogoni膰 bab臋, ale nie baba jego! Chcia艂 j膮 za wszelk膮 cen臋 zatrzyma膰. Powiedzia艂, 偶e rozwiedzie si臋 z Misi膮, o偶eni z ni膮 i dalej b臋d膮 razem, tylko w innym uk艂adzie. Wanda i tak odesz艂a, ale nie omieszka艂a mamy o ca艂ym zdarzeniu poinformowa膰. I mamie wtedy p臋k艂o serce. O seks nie by艂a zazdrosna, natomiast o uczucia i mi艂o艣膰 – jak najbardziej. Wtedy kaza艂a ojcu si臋 wynosi膰, a w艂a艣nie przeprowadzili si臋 do nowego, wi臋kszego mieszkania. Ojciec nie chcia艂. Przecie偶 wygodnie mu by艂o mie膰 偶on臋, kt贸ra nie jest zazdrosna. A mama w trakcie przeprowadzki znalaz艂a stosy pornograficznych zdj臋膰 ojca z r贸偶nymi babami. Zagrozi艂a, 偶e poka偶e zdj臋cia w pracy, a on przelatywa艂 wszystkie panie profesor, panie adiunkt, panie dyrektor. By艂by sko艅czony. Przerazi艂 si臋 i zgodzi艂 na wszystko. Mama bardzo prze偶y艂a to rozstanie, wyl膮dowa艂a w szpitalu.

A pani i Krzy艣?

Mieli艣my wtedy po siedem lat. Jak zabiera艂 reszt臋 rzeczy, to si臋 na nas nadzia艂. Spojrza艂 na nas i powiedzia艂: „Pami臋tajcie, wstr臋tne bachory, 偶eby nie przysz艂o wam do g艂owy, 偶e macie ojca. Nigdy nie wolno wam nawet do mnie zadzwoni膰. Od dzisiaj nie mam dzieci”. Odwr贸ci艂 si臋 i wyszed艂. M贸j brat za艂ama艂 si臋 kompletnie. P艂aka艂 przez rok, moczy艂 si臋 w nocy. On by艂 zawsze zapatrzony w ojca, kt贸ry mia艂 go gdzie艣 kompletnie, kt贸ry ucieka艂 z domu, poniewa偶 nie lubi艂 ma艂ych dzieci i nie chcia艂 si臋 nami zajmowa膰. Ja nie prze偶y艂am tego tak mocno, by艂am bardziej uczuciowo zwi膮zana z mam膮.

Jak mama sobie poradzi艂a nagle sama z dw贸jk膮 dzieci?

W og贸le sobie nie poradzi艂a. W艂a艣nie sko艅czy艂a studia i zacz臋艂a karier臋 naukow膮, je藕dzi艂a do pracy do Bia艂egostoku. Zatrudni艂a jak膮艣 gosposi臋, ale tak naprawd臋 nikt nas nie pilnowa艂. Ja mia艂am same dw贸je, Krzy艣 w og贸le nie chodzi艂 do szko艂y. Mama posz艂a na wywiad贸wk臋 i dowiedzia艂a si臋, 偶e ma 180 dni nieobecno艣ci. Wtedy zadzwoni艂a do Wandy si臋 po偶ali膰, a ta przyjecha艂a, spakowa艂a Krzysia i go zabra艂a. Krzy艣 nawet si臋 ucieszy艂, bo za ni膮 t臋skni艂, zawsze go rozpieszcza艂a. A z mam膮 si臋 pok艂贸ci艂y i nie odzywa艂y do siebie przez wiele lat.

Tylko 偶e Wanda nieuczciwie si臋 zachowa艂a wobec Janka, bo nie powiedzia艂a mu, 偶e to jej dziecko. Janek przez lata plu艂 jadem na moj膮 mam臋, bo uwa偶a艂, 偶e tak po prostu odda艂a dziecko kole偶ance.

<podzial_strony>

Ale pani膮 naprawd臋 odda艂a kole偶ance.Zawsze umia艂a si臋 tak ustawi膰, 偶eby unika膰 obowi膮zk贸w. Ju偶 p贸艂 roku po naszym urodzeniu stwierdzi艂a, 偶e musz膮 z Wand膮 studiowa膰, a nie nia艅czy膰 bachorki. W moim domu m贸wi艂o si臋 o nas „bachorki”, ale nie w sensie negatywnym. Dla mnie to jest pi臋kne s艂owo, te偶 czasem tak m贸wi臋 o swoich dzieciach. Wi臋c odda艂a nas do swojej matki do 艁odzi. Babcia przez p贸艂tora roku nas wychowywa艂a, po czym zadzwoni艂a, 偶e ju偶 nie mo偶e, bo jest chora, wi臋c mama musia艂a, niestety, zabra膰 nas z powrotem.

Po tym, jak Wanda zabra艂a Krzysia, mama odda艂a mnie na dwa lata matce chrzestnej. Odwiedza艂a mnie czasami, chocia偶 nie za cz臋sto, bo wreszcie mia艂a swobod臋 i mog艂a si臋 odda膰 naukowym pasjom. Matka chrzestna by艂a bardzo ciep艂膮 osob膮, mia艂a jedno swoje dziecko, a brat mamy te偶 podrzuci艂 jej swoje c贸rki, bo si臋 rozwi贸d艂. Tylko 偶e ja nie potrafi艂am si臋 z matk膮 chrzestn膮 dogada膰, by艂am z艂o艣liwa i wredna. W ten spos贸b odreagowywa艂am to, co si臋 wok贸艂 mnie dzia艂o. Krzy艣 zamyka艂 si臋 w sobie, a ja robi艂am si臋 coraz wredniejsza. W ko艅cu mama mnie stamt膮d zabra艂a. Ale nied艂ugo potem ci臋偶ko zachorowa艂a, musia艂a i艣膰 do szpitala. Ja mia艂am 12 lat. I wtedy mnie odda艂a swojej kole偶ance lekarce. Mieszka艂am tam chyba z rok.

Kiedy wr贸ci艂am do domu, ci膮gle chorowa艂am. Nikt nie wiedzia艂, co mi jest. W ko艅cu okaza艂o si臋, 偶e jestem ci臋偶ko chora na gru藕lic臋 w臋z艂贸w ch艂onnych. Jako 14-latka trafi艂am na dwa lata do sanatorium.

Mama pani膮 odwiedza艂a?

Raz by艂a. Przyjecha艂a na ca艂y dzie艅. List贸w te偶 prawie nie pisa艂a. Bardzo za ni膮 t臋skni艂am, ona by艂a ca艂ym moim 艣wiatem, ale innego 偶ycia nie zna艂am, nie wiedzia艂am, 偶e mo偶e by膰 inaczej. Wi臋c nigdy nie mia艂am do niej 偶alu. W sanatorium zacz臋艂am pisa膰 do Wandy. Tat臋 skre艣li艂am, a ona by艂a dla mnie po mamie najbli偶sz膮 osob膮. Napisa艂am te偶 do Krzysia. Od kilku lat nie widywa艂am go w og贸le.

W tym czasie Krzy艣 dowiedzia艂 si臋 wszystkiego. Pok艂贸ci艂 si臋 z Wand膮 i chcia艂 wr贸ci膰 do matki, zacz膮艂 si臋 nawet pakowa膰. I Wanda w czasie piekielnej awantury powiedzia艂a mu, 偶e jest jego matk膮. Us艂ysza艂 to Janek i o ma艂o go z n贸g nie 艣ci臋艂o. Do ko艅ca 偶ycia mia艂 偶al do Wandy, 偶e mu wcze艣niej nie powiedzia艂a. Nie mieli wi臋cej dzieci, Janek by艂 bezp艂odny.

Krzy艣 by艂 bardzo delikatnym ch艂opakiem, wra偶liwym, ciep艂ym i uczuciowym. Nigdy nie poradzi艂 sobie z t膮 sytuacj膮. Ju偶 w szkole podstawowej zacz膮艂 pali膰 i pi膰. W wieku 14 lat trafi艂 do domu poprawczego. Potem zacz膮艂 jeszcze wi臋cej pi膰, nie pracowa艂, w jego domu by艂a melina, stacza艂 si臋, mia艂 szemranych przyjaci贸艂. Wanda mu wozi艂a jedzenie, 偶eby nie umar艂 z g艂odu.

W ko艅cu bardzo ci臋偶ko zachorowa艂, dosta艂 udaru m贸zgu. By艂 cz臋艣ciowo sparali偶owany, je藕dzi艂 na w贸zku. Wzi臋艂am go do siebie do domu, przez 15 lat si臋 nim zajmowa艂am. Rok temu umar艂.

A co robi艂a mama po rozstaniu z m臋偶em, kiedy tak pani膮 oddawa艂a w r贸偶ne miejsca?

Pracowa艂a w szpitalach.

I romansowa艂a.

Tak, ale ja o tym za du偶o nie wiedzia艂am. Ci m臋偶czy藕ni raczej nie przychodzili do domu, kiedy tam by艂am, a je偶eli ju偶, to ze wzgl臋du na moje dziewicze oczy i uszka udawali przyjaci贸艂. No, mo偶e p贸藕niej ju偶 taka g艂upia nie by艂am. Jednych lubi艂am, innych nie. Na przyk艂ad tego jej pierwszego, Jurka, kt贸rego spotka艂a po rozwodzie i kt贸ry j膮 nauczy艂 mi艂o艣ci, otworzy艂 na seks, to od pierwszego spojrzenia polubi艂am. To by艂 facet, kt贸ry si臋 ka偶dej kobiecie podoba艂.

Du偶o by艂o tych m臋偶czyzn?

Nie wiem, ja ich nie liczy艂am. Z tych wa偶niejszych: Fernandzio – mecenas, W艂odzio – dyrektor Nowej Huty, Rysio – redaktor, kt贸ry pomaga艂 jej przy pisaniu „Sztuki kochania”, Wieloryb – komandor marynarki. Przyg贸d raczej nie mia艂a, by艂a bardzo kochliwa. Jak si臋 zakocha艂a, to ten m臋偶czyzna stawa艂 si臋 dla niej ca艂ym 艣wiatem. A potem bardzo szybko okazywa艂o si臋, 偶e w drug膮 stron臋 tak nie jest, 偶e tylko ona widzi w nim kr贸lewicza z bajki. I tak by艂o za ka偶dym razem. Je偶eli chodzi o mi艂o艣膰, by艂a niesko艅czenie naiwna. Kocha艂a tak bardzo po babsku, k艂ad艂a si臋 na pod艂odze jak dywanik, by on m贸g艂 po niej st膮pa膰.

Skoro tak kocha艂a, to dlaczego ju偶 nigdy nie wysz艂a za m膮偶?

Mia艂a propozycje od trzech z tych pan贸w. Rysiek bardzo chcia艂 si臋 z ni膮 o偶eni膰 i ona nawet by艂a sk艂onna si臋 za niego wyda膰, bo to by艂 opieku艅czy, ciep艂y facet, ale jak powiedzia艂, 偶e musi mie膰 dziecko, to si臋 wycofa艂a. Mia艂a bez przerwy k艂opot, co zrobi膰 z jednym dzieckiem, i wcale nie mia艂a zamiaru mie膰 drugiego. Powiedzia艂a: „Szukaj sobie 偶ony, kt贸ra ci urodzi dziecko”. No to sobie znalaz艂. Potem byli niby ju偶 tylko wsp贸艂pracownikami i ta 偶ona chyba w to wierzy艂a.

W艂odek rozwi贸d艂 si臋 ze swoj膮 偶on膮 i o艣wiadczy艂 si臋 mamie. Ale ona nie chcia艂a za niego wyj艣膰, bo potrzebowa艂 takiej kobiety jak Wanda – pior膮cej, gotuj膮cej i czyszcz膮cej. Tak膮 mia艂 偶on臋 wcze艣niej i takiej sobie 偶yczy艂. A ona si臋 do tego nie nadawa艂a. Jak sobie wyobrazi艂a siebie gotuj膮c膮 obiadki i prasuj膮c膮 mu sztywne koszule, to jej si臋 zrobi艂o s艂abo. Powiedzia艂a mu, 偶e nie jest szczotk膮 do zamiatania, kt贸ra w k膮cie stoi i mo偶na j膮 w ka偶dej chwili wzi膮膰. Jak tyle czasu zwleka艂, to ona teraz ju偶 nie chce.

Wieloryb te偶 co艣 m贸wi艂, 偶e si臋 rozwiedzie, to nawet sama s艂ysza艂am. Ale mama przypadkowo pozna艂a jego 偶on臋 i powiedzia艂a: „Tak cudownej kobiety w 偶yciu nie widzia艂am. Mi臋dzy nami wszystko sko艅czone!”. Potem ju偶 tylko pisali do siebie listy.

Mi艂o艣膰 mi艂o艣ci膮, ale mia艂a do艣膰 trze藕wy ogl膮d swojej sytuacji.

Praca by艂a zawsze na pierwszym miejscu. Nie chcia艂a, by cokolwiek j膮 ogranicza艂o.

<podzial_strony>

Co pani mama mia艂a w sobie takiego, 偶e ci m臋偶czy藕ni tak do niej lgn臋li? Podobno nie by艂a zbyt pi臋kna.By艂a przeci臋tnej urody. Ani 艂adna, ani brzydka, ale mia艂a w sobie bardzo du偶o uroku. By艂a bezpo艣rednia i by艂a bardzo ciekaw膮 kobiet膮. Oni si臋 z ni膮 nigdy nie nudzili. Poza tym od razu stawia艂a ich na piedestale. Facet, kt贸ry jej si臋 podoba艂, nie mia艂 szans. Jak spojrza艂a na niego tymi kosymi oczkami, to od razu by艂 jej. Zreszt膮 co powoduje, 偶e na pi臋kn膮 kobiet臋 nikt specjalnie nie zwraca uwagi, a za 艣rednio pi臋kn膮 m臋偶czy藕ni uganiaj膮 si臋 jak w艣ciekli? Nie wiem.Podobno Wieloryb usi艂owa艂 pani膮 poca艂owa膰.Mama raczej nie ko艅czy艂a zwi膮zk贸w definitywnie. Bardzo wielkie przyja藕nie z by艂ymi kochankami ci膮gn臋艂y si臋 do ko艅ca 偶ycia. Wieloryb te偶, zawsze jak przyje偶d偶a艂 do Warszawy, wpada艂 na godzink臋 pogada膰. Raz poszed艂 do mojego pokoju si臋 po偶egna膰 i zacz膮艂 mnie obca艂owywa膰. Mia艂am 14 lat i to by艂o dla mnie obrzydliwe. Opowiedzia艂am o tym mamie i tak si臋 w艣ciek艂a, 偶e pogoni艂a Wieloryba na amen.

Rozmawia艂a pani z mam膮 o seksie?

Od przedszkola! Dla mamy nie by艂o temat贸w tabu. Nie mog艂a zrozumie膰, dlaczego mo偶emy opowiada膰 ze szczeg贸艂ami o ataku 艣lepej kiszki, a nie mo偶emy opowiada膰, 偶e nam nie wychodzi w tych sprawach. Pami臋tam tak膮 scen臋. Narysowa艂am dziwny rysunek i przedszkolanka spyta艂a, co to. A ja m贸wi臋: „Macica!”. I ona kompletnie zg艂upia艂a. Wezwa艂a rodzic贸w, m贸wi艂a, 偶eby uwa偶ali, 偶e dziecku nie mo偶na pokazywa膰 takich rzeczy. Moja mama ci膮gle rysowa艂a pogl膮dowe plansze na studia, wi臋c ja wszystko wiedzia艂am.

Interesowa艂am si臋 rysunkiem, sko艅czy艂am szko艂臋 sztuk pi臋knych w 艁azienkach. Chcia艂am by膰 artystk膮, ale potem mi przesz艂o. Poci膮ga艂a mnie diagnostyka i leczenie. Mo偶e dlatego, 偶e ci膮gle by艂am w szpitalach? Atmosfera choroby zawsze mnie fascynowa艂a. By艂am szcz臋艣liwa w szpitalu, zdarza艂o mi si臋 udawa膰 chor膮, 偶eby tam trafi膰.

Kojarzy艂 si臋 pani z mam膮?

Nie wiem, po prostu to lubi艂am. Stwierdzi艂am, 偶e na akademi臋 medyczn膮 po szkole plastycznej si臋 nie dostan臋, wi臋c um贸wi艂am si臋 z mam膮, 偶e za艂atwi mi korki i za rok podejd臋 do egzamin贸w. W czerwcu, tu偶 po maturze, pozna艂am m臋偶a.

Mama wyje偶d偶a艂a na miesi膮c, wi臋c spyta艂am si臋, czy b臋dzie m贸g艂 zosta膰 na noc. „Jeste艣 doros艂a, r贸b, co chcesz”. Andrzej zostawa艂 na noc, uprawiali艣my petting na wszystkie mo偶liwe sposoby, ale ja si臋 strasznie ba艂am pierwszego razu. Jak mi mama opowiedzia艂a o swoim, to mi si臋 w艂osy zje偶y艂y i od tamtej pory my艣la艂am, 偶e to strasznie boli. Mama dziwi艂a si臋, 偶e dziewczyny m贸wi膮, 偶e to takie wspania艂e, bo ona nie wiedzia艂a, czy ucieka膰, czy p艂aka膰. Kiedy wr贸ci艂a, chcia艂a mnie zbada膰, a ja jej m贸wi臋, 偶e do niczego nie dosz艂o. Z艂apa艂a si臋 za g艂ow臋: „Bo偶e drogi, ten ch艂op si臋 nerwicy seksualnej nabawi przez ciebie! Jak si臋 tak strasznie boisz, to ci wziernikiem za艂atwi臋 t臋 b艂on臋 i b臋dzie po krzyku”. I w ten spos贸b pozby艂am si臋 dziewictwa. Do dzisiaj m贸j m膮偶 nie wierzy, 偶e by艂am dziewic膮.

Jak wzi臋li艣my 艣lub, mia艂am nieca艂e 20 lat.

Kiedy pani przeczyta艂a „Sztuk臋 kochania”?

Od razu jak wysz艂a. Mama zacz臋艂a pracowa膰 nad ksi膮偶k膮, jak ko艅czy艂am liceum. Po 艣lubie na par臋 lat w艂a艣ciwie straci艂am z ni膮 kontakt, od czasu do czasu dzwoni艂y艣my tylko do siebie. By艂am zakochana, szcz臋艣liwa, 偶e wreszcie mam sw贸j dom i to nie s膮 tylko cztery 艣ciany. W艂a艣ciwie nie by艂am ciekawa „Sztuki kochania”.

Ale ta ksi膮偶ka by艂a rewolucyjna, pani r贸wie艣niczki czyta艂y j膮 z wypiekami na twarzach. Zawiera艂a praktyczne porady – pozycje, techniki seksualne. Pani to nie interesowa艂o?

To tak, jakby teraz pani nagle kto艣 pokaza艂, jak wygl膮daj膮 literki. Zachwyci艂aby si臋 pani? To by艂o dla mnie jak alfabet, ja tym nasi膮ka艂am od ma艂ego. Tam nie by艂o nic, czego bym nie wiedzia艂a. I by艂am zdziwiona, jakie wra偶enie ksi膮偶ka robi na innych ludziach.

Podobna otwarto艣膰 zreszt膮 by艂a u mnie w domu. Kiedy艣 syn przyszed艂 z przedszkola, mia艂 mo偶e pi臋膰 lat i pyta: „Mamusiu, co to jest burdel?”. Z tym mia艂am troszeczk臋 problem. W ko艅cu powiedzia艂am, 偶e to jest takie miejsce, do kt贸rego panowie chodz膮, jak jest im smutno, i chc膮, 偶eby jaka艣 pani ich przytuli艂a, a potem musz膮 jej za to zap艂aci膰.

Moim dzieciom „Sztuk臋 kochania” da艂am do przeczytania, jak mia艂y 10-12 lat. Proste rzeczy wyja艣nia艂am, a jak chcia艂y szczeg贸艂贸w, to m贸wi艂am: „Tu jest ksi膮偶ka babci, umiecie czyta膰?”.

A nie czu艂a si臋 pani dziwnie, wiedz膮c, 偶e mama pewnie pisa艂a na podstawie w艂asnych do艣wiadcze艅?

Szczeg贸艂贸w o seksie mamy dowiedzia艂am si臋 dopiero po jej 艣mierci z jej pami臋tnik贸w. To by艂o troch臋 dziwne uczucie. Wcze艣niej czasem towarzyszy艂am jej na wyk艂adach i z sali pada艂y pytania: „Tyle pani pisze o tych pozycjach, sk膮d pani to wie?”. A mama na to: „艢lepy o kolorach nie napisze”. Wi臋c wiedzia艂am, 偶e mia艂a barwne 偶ycie.

Moja mama by艂a zupe艂nie inna w seksie ni偶 ja. Mnie si臋 podobali m臋偶czy藕ni energiczni w 偶yciu, a kobiecy, delikatni i wra偶liwi w seksie, bo ja by艂am w seksie przewodnikiem. Natomiast moja mama, kt贸ra w 偶yciu by艂a bardzo m臋ska i energiczna, w seksie by艂a ma艂膮, bezradn膮 dziewczynk膮. I lgn臋艂y do niej typowo m臋skie typy.

<podzial_strony>

Spotka艂o j膮 z powodu ksi膮偶ki troch臋 nieprzyjemno艣ci.

Jakie listy dostawa艂a! W b艂ocie j膮 k膮pano r贸wno. Nawet nie chcia艂a tego czyta膰. Jacy艣 ludzie na przyk艂ad grozili jej, 偶e jak tylko si臋 pojawi na Targach Ksi膮偶ki i b臋dzie podpisywa膰 „Sztuk臋 kochania”, to j膮 oblej膮 kwasem solnym. By艂a bardzo psychicznie twarda, 偶e si臋 nie za艂ama艂a po tym wszystkim.

Atakowano j膮 te偶, bo walczy艂a o upowszechnienie antykoncepcji.

Sama mia艂a trzy aborcje. Kiedy艣 podczas rozmowy o antykoncepcji powiedzia艂a mi, 偶e chcia艂a by膰 uczciwa wobec swoich pacjentek i wypr贸bowywa艂a na sobie wszystkie 艣rodki antykoncepcyjne, kt贸re polecali lekarze. Wynikiem tych pr贸b by艂y trzy niechciane ci膮偶e: dwie z przypadkowych spotka艅, jedna – noc po konferencji, dwoje ludzi, troch臋 chemii. Kiedy艣 po latach spotka艂a jednego z tych m臋偶czyzn i kusi艂o j膮 jak diabe艂, 偶eby mu powiedzie膰, 偶e ma 17-letni膮 c贸rk臋. Bardziej prze偶y艂a usuni臋cie ci膮偶y, w kt贸r膮 zasz艂a z m臋偶czyzn膮, kt贸rego kocha艂a. Dlatego tak walczy艂a o upowszechnienie antykoncepcji.

Ale prowadzi艂a te偶 wiele ci膮偶 u kobiet, kt贸re bardzo chcia艂y mie膰 dzieci, a im si臋 nie udawa艂o. Pami臋ta艂a r贸wnie偶, jak bardzo kiedy艣 chcia艂a zaj艣膰 w ci膮偶臋.

Zmieni艂a si臋, kiedy wyda艂a „Sztuk臋 kochania”?

Bardzo. Ca艂e 偶ycie marzy艂a o karierze, zawsze chcia艂a odkry膰 co艣 wa偶nego. Na polu cytologii nie bardzo jej wychodzi艂o, wi臋c ta ksi膮偶ka sta艂a si臋 zwie艅czeniem jej marze艅. Sta艂a si臋 s艂awna, a ka偶dy cz艂owiek si臋 zmienia, kiedy staje si臋 s艂awny. Je偶eli ludzie, z kt贸rymi si臋 stykasz, latami m贸wi膮 ci, jaka jeste艣 cudowna, w ko艅cu zaczynasz w to wierzy膰. I to psuje ludzi. Nikt chyba nie jest odporny na takie uwielbienie.

Nie mia艂a pomys艂u na wakacje, wi臋c je藕dzi艂a z nami na Mazury. Jak moje dzieci by艂y ma艂e, stawiali艣my na brzegu jeziora przyczep臋. Jak jej przynosi艂am dziecko, to by艂a obra偶ona, bo to przecie偶 jej przyczepa, ona tam pisze ksi膮偶ki. Nie chcia艂a si臋 zajmowa膰 wnukami. Ile razy j膮 o to prosi艂am, to zawsze si臋 藕le czu艂a i serce j膮 bola艂o. Wi臋c do tego si臋 przyzwyczai艂am. Ale jak wywiesi艂a na przyczepie kartk臋 z godzinami, kiedy mog臋 do niej przyj艣膰 pogada膰, to si臋 w艣ciek艂am! Czasem zachowywa艂a si臋 jak rozkapryszona primabalerina, ale to nie by艂a jej wina, to przysz艂o z dobrodziejstwem inwentarza.

Pani ma艂偶e艅stwo jest szcz臋艣liwe?

Przez 35 lat kochali艣my si臋 jak dwa anio艂ki. Chcia艂am mie膰 m臋偶a, kt贸ry b臋dzie mi pomaga艂, b臋dzie si臋 mn膮 opiekowa艂, dla kt贸rego b臋d臋 wa偶n膮 osob膮, nie takiego jak m贸j tatu艣 – i takiego mia艂am. Ale jak m膮偶 sko艅czy艂 60 lat, to mu serdeczny przyjaciel powiedzia艂: „Po kopie to po ch艂opie”. W sensie seksualnym. No to Andrzej postanowi艂 sobie udowodni膰, 偶e jeszcze nie jest po nim. Sko艅czy艂o si臋 to kr贸tkim romansem.

Wybaczy艂a mu pani?

Tak, ale nie zapomnia艂am. Trzeba troch臋 praktycznie my艣le膰. Przez tyle lat mia艂am cudownego m臋偶a, kt贸ry mnie kocha艂 i nosi艂 na r臋kach. Ch艂op mo偶e zg艂upie膰, ale dlaczego ja mia艂abym w zwi膮zku z tym po tylu latach zosta膰 sama i nieszcz臋艣liwa? By艂 najlepszym ojcem, kocha艂 tr贸jk臋 swoich dzieci.

Ja te偶 by艂am na ka偶de ich skinienie, zawsze mia艂am dla nich czas. Wychowana w uczuciowej lod贸wce marzy艂am, 偶eby stworzy膰 cudown膮 rodzin臋. To by艂 m贸j priorytet 偶yciowy, zupe艂nie inny ni偶 u mojej mamy. Praca by艂a na drugim miejscu, chocia偶 te偶 j膮 lubi艂am. Pracowa艂am w szpitalu jako szef laboratorium.

Pani mama kocha艂a, ale nie umia艂a prze艂o偶y膰 tego uczucia na codzienno艣膰. Pani umie.

Mama mia艂a jakby rozdwojenie ja藕ni. Jedna Michalina to by艂 cz艂owiek, kt贸ry d膮偶y艂 do celu po trupach. A druga Michalina to by艂a s艂aba, kochaj膮ca kobietka, kt贸r膮 bardzo 艂atwo zrani膰. T臋 pierwsz膮 zna艂am ja, jej rodzina, znajomi. A t臋 drug膮 znali tylko jej m臋偶czy藕ni. Poza tym moja mama bra艂a z mi艂o艣ci, czerpa艂a z niej obiema r臋kami. A ja przez mi艂o艣膰 rozumiem raczej dawanie. Ale na 艣wiecie musz膮 by膰 i tacy, i tacy. Tacy, kt贸rzy bior膮, i tacy, kt贸rzy daj膮.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16270351,Sztuka_kochania__czyli_trojkat_z_dwojka___rozmowa.html

Ludzie starzy – m艂odzi duchem – art. z sieci – bardzo wa偶ny!

D膮browska: Wykluczamy staro艣膰 z przestrzeni publicznej. A przecie偶 to nie tylko depresja i mrok

Nina Harbuz-Karczmarewicz
„Trzeba zarobi膰 sobie na dobr膮 staro艣膰. Najlepiej – m膮drym 偶yciem. Spieszmy si臋 m膮drze 偶y膰 – zdaj膮 si臋 m贸wi膰 bohaterowie ksi膮偶ki Justyny D膮browskiej. M膮drej, wa偶nej ksi膮偶ki” – pisze w recenzji Hanna Krall. A sama autorka dodaje: staro艣膰 to nie tylko depresja i mrok.

Kiedy zaczyna si臋 staro艣膰?

– W podr臋cznikach psychologii czytamy, 偶e seniorami nazywa si臋 ludzi po siedemdziesi膮tym pi膮tym roku 偶ycia. W rzeczywisto艣ci poczucie staro艣ci jest subiektywne. Kiedy pytam moich osiemdziesi臋cioletnich rozm贸wc贸w, czy czuj膮 si臋 starzy, na og贸艂 s艂ysz臋, 偶e nie. Wiedz膮, jak膮 maj膮 metryk臋, ale ta wiedza nie spotyka si臋 z tym, jacy czuj膮 si臋 wewn膮trz. Czasem, kiedy patrz膮 w lustro, widz膮 w nim kogo艣, kogo nie poznaj膮. Pojawia si臋 dysonans mi臋dzy cia艂em, kt贸re spowalnia, a wn臋trzem, kt贸re a偶 tak radykalnie si臋 nie zmienia.

Wewn臋trznie moi Mistrzowie czuj膮 si臋 bardzo m艂odzi. Wci膮偶 maj膮 du偶o pomys艂贸w na to, co chc膮 jeszcze zrobi膰, tylko cia艂o stawia op贸r. Halina Birenbaum, polsko-izraelska pisarka i poetka, opowiada, 偶e czasem zrywa si臋 gwa艂townie, 偶eby co艣 zrobi膰 i nagle okazuje si臋, 偶e jej cia艂o sobie tej gwa艂towno艣ci nie 偶yczy. Ono domaga si臋 spowolnienia. Cia艂o jest wa偶nym bohaterem w p贸藕nych latach 偶ycia. Profesor Jan Strelau, psycholog zajmuj膮cy si臋 badaniami temperamentu, chodzi po Zalesiu na d艂ugie w臋dr贸wki, 偶eby utrzyma膰 si臋 w dobrej formie. Profesor Wies艂aw 艁ukaszewski mknie na rolkach przez Sopot. Wszystko po to, 偶eby cia艂o wsp贸艂gra艂o, 偶eby nie opu艣ci艂o w potrzebie. I 偶eby nakarmi膰 ruchem m贸zg.

Profesor Jan Strelau (fot. Bartosz Bobkowski/AG)Profesor Jan Strelau (fot. Bartosz Bobkowski/AG)

Pani swoich rozm贸wc贸w pyta nie tylko o to, czy czuj膮 si臋 starzy, ale i wprost – o 艣mier膰. Profesorowi 艁ukaszewskiemu, psychologowi, zadaje pani pytanie, czy ma wizj臋 swojego grobu. Zastanawiam si臋, gdzie jest granica, po kt贸rej pewnych pyta艅 nie wypada zadawa膰?

– Przecie偶 to s膮 sprawy, o kt贸rych ka偶dy z nas czasem my艣li. A pewnie im d艂u偶ej trwa 偶ycie, tym my艣limy cz臋艣ciej. Czemu mamy o nich nie rozmawia膰? Pytanie o gr贸b pojawi艂o si臋 naturalnie w trakcie rozmowy z Profesorem. Nic nie wskazuje na to, bym go tym pytaniem urazi艂a. Pewnie czu艂, 偶e jestem ciekawa jego perspektywy i 偶e nie jest to ciekawo艣膰 w艣cibska.

Poniewa偶 rozmawiamy o sprawach wa偶nych i osobistych, bywa, 偶e rodzi si臋 mi臋dzy nami jaki艣 rodzaj intymno艣ci, czu艂o艣ci. Mo偶e dlatego pozwalam sobie na wi臋cej? Pewnie trudniej jest zada膰 takie pytania naszym najbli偶szym, bo to nas konfrontuje z l臋kiem przed tym, 偶e oni od nas odejd膮.

Co budzi pani ciekawo艣膰 w tym 艣wiecie starego cz艂owieka?

– Jestem ciekawa, jak to jest mie膰 osiemdziesi膮t par臋, dziewi臋膰dziesi膮t lat. Ile jest wtedy w cz艂owieku smutku, a ile pogody ducha? Je偶eli jest pogoda ducha, to z czego si臋 j膮 czerpie? Sk膮d p艂ynie nadzieja? Z czego czerpie si臋 energi臋 i witalno艣膰? Czy my艣li si臋 o 艣mierci i jak si臋 o niej my艣li? Czy mo偶na si臋 na ni膮 przygotowa膰? Czy nasza staro艣膰 zale偶y od tego, jak 偶yli艣my? A mo偶e spada na nas niespodziewanie i nie mamy na ni膮 偶adnego wp艂ywu? Co si臋 okazuje warte starania? Kiedy si臋 patrzy na swoje 偶ycie wstecz? Czy si臋 czego艣 偶a艂uje? Bilansuje?

Moi rozm贸wcy to ludzie, kt贸rzy maj膮 ju偶 pewien dystans do r贸偶nych spraw w 偶yciu, cho膰by m艂odzie艅czych nami臋tno艣ci. Nam si臋 zdaje, 偶e to s膮 sprawy 偶ycia i 艣mierci, a ich czasem cieszy, 偶e si臋 ju偶 tak nie szarpi膮, 偶e mog膮 si臋 – jak pi臋knie opowiada Anna Trzeciakowska – skupi膰 na czystej i bezinteresownej mi艂o艣ci. By艂am ciekawa, co nap臋dza cz艂owieka, je艣li nie nami臋tno艣ci.

Dowiedzia艂a si臋 pani tego?

– Te rozmowy przynosz膮 mi du偶o otuchy. S膮 krzepi膮ce. Porzuci艂am przekonanie, 偶e staro艣膰 to tylko depresja i mrok. A kiedy艣 tak my艣la艂am. Moi rozm贸wcy spogl膮daj膮 w przysz艂o艣膰, a nie rozpami臋tuj膮 przesz艂o艣ci. Maj膮 plany. Pani Anna Trzeciakowska, znakomita t艂umaczka, m贸wi, 偶e wprawdzie nie przyjmie do t艂umaczenia du偶ej ksi膮偶ki, ale opowiadania owszem. Przesz艂o艣膰 jest obecna, ale s艂u偶y przysz艂o艣ci, kolejnym pokoleniom, 偶eby pami臋ta艂y o tym, co si臋 wydarzy艂o, i 偶eby najstraszliwsze historie nigdy si臋 nie powt贸rzy艂y. Jak u Haliny Birenbaum, kt贸ra opowiada o tych, kt贸rzy zgin臋li w Zag艂adzie, a kt贸rych imion nikt ju偶 dzi艣 nie pami臋ta. Nauczy艂am si臋 od moich rozm贸wc贸w, 偶e warto docenia膰 ka偶d膮 pojedyncz膮 chwil臋. Dla osiemdziesi臋ciolatka ka偶dy dzie艅 ma wielk膮 warto艣膰. Ale czy musimy czeka膰 do p贸藕nej staro艣ci, 偶eby zacz膮膰 traktowa膰 dany nam czas jak prezent?

W czym jeszcze pomog艂y pani te rozmowy?

– Ucz臋 si臋 od Mistrz贸w dystansu. To ludzie urodzeni przed wojn膮 albo w czasie jej trwania. Du偶o widzieli. Prze偶yli rzeczy dla nas niewyobra偶alne – niewyobra偶aln膮 przemoc, g艂贸d, rozpacz, strat臋. Oni wiedz膮, 偶e wi臋kszo艣膰 tego, czym si臋 martwimy, w og贸le si臋 nie zdarza. Maj膮 艣wiadomo艣膰, 偶e wi臋kszo艣膰 problem贸w pr臋dzej czy p贸藕niej si臋 rozwi膮zuje. To jest koj膮ca perspektywa. Ksi膮dz Adam Boniecki m贸wi, 偶e jak si臋 tak d艂ugo 偶yje, to si臋 widzia艂o zar贸wno przyp艂ywy, jak i odp艂ywy, i wie si臋, 偶e nawet najwi臋ksza burza kiedy艣 si臋 ko艅czy.

Ksi膮dz Adam Boniecki (fot. Jakub Ociepa/AG)Ksi膮dz Adam Boniecki (fot. Jakub Ociepa/AG)

Czes艂aw Mi艂osz w wierszu „Po osiemdziesi膮tce” napisa艂: „Nied艂ugo sko艅czy si臋 ca艂a parada/ Co za r贸偶nica, wypada nie wypada./ Jak b臋d膮 mnie u- i roz-bierali/ Jakich dowiedz膮 si臋 bio-detali./ Nie偶ywemu nied藕wiedziowi co do tego/ Jak fotografowa膰 b臋d膮 wypchanego”. Na staro艣膰 cz艂owiekowi jest wszystko jedno?

– Nie s膮dz臋. To, o czym pisze Mi艂osz, rozumiem jako pogodzenie si臋 z faktem, 偶e jak b臋dzie 艣mier膰, to nas ju偶 nie b臋dzie. Ale p贸ki jeste艣my, nie jest nam wszystko jedno. A poniewa偶 nabieramy do wielu spraw dystansu, nareszcie mo偶emy by膰 sob膮. Nie trzeba ju偶 niczego rozgrywa膰, przejmowa膰 si臋 tym, jak b臋dziemy odebrani, ocenieni. Kiedy moja te艣ciowa mia艂a dziewi臋膰dziesi膮t lat, powiedzia艂a: jestem stara, mog臋 by膰 szczera. T臋 szczero艣膰 czuj臋 w rozmowach z Mistrzami, oni naprawd臋 si臋 nie kryguj膮.

Z niczym si臋 nie kryguj膮, mog膮 szczerze i otwarcie m贸wi膰, tylko jak podsumowa艂 pisarz i scenarzysta filmowy Andrzej Mularczyk: „Nikt nie s艂ucha”. Posz艂a pani rozmawia膰 ze starszymi lud藕mi, 偶eby odda膰 im g艂os i da膰 poczucie bycia wys艂uchanym?

– Troch臋 tak, bo jest we mnie bunt i niezgoda na to, 偶e staro艣膰 jest wykluczana z przestrzeni publicznej. Siedemdziesi臋cioletni cz艂owiek nie mo偶e by膰 prezenterem czy prezenterk膮 w polskiej telewizji. Je艣li jeste艣 stary, nie pokazuj si臋 na oczy, bo brzydko wygl膮dasz: jeste艣 pomarszczony, za wolno m贸wisz, za wolno chodzisz, 偶egnamy, do widzenia. Pomys艂, 偶eby rozmawia膰 z lud藕mi z pokolenia moich rodzic贸w, narodzi艂 si臋 z przyja藕ni z profesorem Jerzym Jedlickim, historykiem idei. Bardzo chcia艂am, 偶eby jego g艂os by艂 us艂yszany. Kropk膮 nad „i” by艂a historia, kt贸r膮 mi opowiedzia艂. Pojecha艂 kiedy艣 do banku, a tam wprost mu powiedziano, 偶e jest za stary, 偶eby mie膰 kart臋 kredytow膮.

Prof. Jerzy Jedlicki (fot. Wojciech Olku艣nik/AG)Prof. Jerzy Jedlicki (fot. Wojciech Olku艣nik/AG)

Profesor 艁ukaszewski m贸wi, 偶e czuje si臋 przezroczysty, niewidziany, ci膮gle kto艣 na niego wchodzi, tak fizycznie, dos艂ownie. Mam w sobie du偶o czu艂o艣ci dla moich rozm贸wc贸w. Kiedy z nimi rozmawiam, bardzo cz臋sto ju偶 po chwili zapominam, ile maj膮 lat. Znika r贸偶nica lat. Okazuje si臋, 偶e na pewnej p艂aszczy藕nie jeste艣my do siebie podobni, zw艂aszcza je艣li chodzi o prze偶ywanie uczu膰. Tak samo jest dla nas wa偶na mi艂o艣膰. Podobnie rozpaczamy po stracie. Podobnie mo偶emy cieszy膰 si臋 pi臋knym widokiem za oknem. I tak samo za ma艂o na co dzie艅 o tym m贸wimy g艂o艣no.

Karol Modzelewski, z kt贸rym rozmow臋 mo偶na przeczyta膰 w poprzedniej ksi膮偶ce „Spojrzenie wstecz”, opowiada艂 w wywiadzie swoj膮 histori臋. Ja ca艂y czas go dopytywa艂am, co tak naprawd臋 jest dla niego wa偶ne. Broni艂 si臋, ale w ko艅cu wyzna艂, 偶e tak naprawd臋 najwa偶niejsi s膮 jego bliscy. Na etapie autoryzacji chcia艂 to zdanie wyrzuci膰 jako nazbyt osobiste, ale uda艂o mi si臋 go nam贸wi膰, 偶eby je jednak zostawi艂. I co si臋 okaza艂o? Jego najbli偶si byli zdziwieni tym, co przeczytali, a ta deklaracja mia艂a dla nich ogromne znaczenie. Ci m臋drcy, kt贸rzy mog膮 si臋 wydawa膰 tacy pos膮gowi i niedost臋pni, kiedy chwil臋 z nimi porozmawiamy, okazuj膮 si臋 bardzo bliscy.

Poetka Julia Hartwig (fot. Agata Grzybowska/AG)Poetka Julia Hartwig (fot. Agata Grzybowska/AG)

Co zatem takiego si臋 sta艂o, 偶e dzi艣 starsi ludzie czuj膮 si臋 przezroczy艣ci, nie ma dla nich miejsca, a jeszcze kilkadziesi膮t lat temu umiera艂o si臋 w domu, po 艣mierci trumna sta艂a otwarta, tak 偶eby ka偶dy, nie tylko domownik, ale mieszkaniec wsi, m贸g艂 si臋 po偶egna膰 ze zmar艂ym, a cia艂o nieboszczyka by艂o obecne w czasie stypy?

– Odnosz臋 wra偶enie, 偶e to, co odstaje od tego ponowoczesnego, wymuskanego i g艂adkiego wzoru, jest rugowane. Wszyscy mamy by膰 wyg艂adzeni, bez zmarszczek, wydepilowani, wyprasowani, jednowymiarowi. Cia艂o ma nie wydziela膰 zapachu, fizjologia ma by膰 g艂臋boko schowana. 呕ycie z wszystkimi jego biologicznymi przemianami przesta艂o nam pasowa膰.

To mi si臋 kojarzy z wypychaniem z przestrzeni publicznej matek karmi膮cych piersi膮. S艂yszymy, 偶e kobiety maj膮 karmi膰 swoje niemowl臋ta w toaletach, czyli w miejscu, w kt贸rym si臋 wydala, a nie je. Piersi nabrzmia艂e mlekiem nie s膮 wymuskane, a mleko, kt贸re z nich wyp艂ywa, przypomina nam o tym, 偶e jeste艣my zwierz臋tami, ssakami. W staro艣ci te偶 jest du偶o fizjologii. Komu艣 trz臋s膮 si臋 r臋ce, kto艣 ma za膰m臋 i jego oko nie ma ju偶 tego m艂odzie艅czego b艂ysku, na sk贸rze pojawiaj膮 si臋 plamy. Na co艣 takiego nie chce si臋 patrze膰, to razi. Panuje iluzja, 偶e jak si臋 postaramy, to wszyscy do ko艅ca b臋dziemy m艂odzi. Pami臋tam, jak kiedy艣 robi艂am z moj膮 dziewi臋膰dziesi臋cioletni膮 te艣ciow膮 zakupy w centrum handlowym i wpad艂y艣my na pomys艂, 偶e p贸jdziemy przy okazji do fryzjera. Kiedy wesz艂y艣my do salonu, us艂ysza艂am od fryzjerki, 偶e „takich ludzi nie obs艂uguj膮”. Zapyta艂am: jakich ludzi? Pad艂a odpowied藕, 偶e „takich starych, bo do tego musz膮 by膰 specjalne warunki”. Kr贸tko m贸wi膮c: stary cz艂owieku, sied藕 w domu i si臋 nie pokazuj. My艣l臋 te偶, 偶e mamy tu do czynienia z jakim艣 samonap臋dzaj膮cym si臋 mechanizmem. Poniewa偶 艣mier膰 jest wyrzucona poza nawias codziennego 偶ycia, w 偶aden spos贸b nie mo偶emy si臋 z ni膮 oswaja膰, wi臋c do zwyk艂ego, wsp贸lnego nam wszystkim egzystencjalnego l臋ku przed 艣mierci膮 dok艂ada si臋 jeszcze ten l臋k przed czym艣 zupe艂nie nieznanym.

Co tracimy, zakrywaj膮c oczy, uszy i nie chc膮c rozmawia膰 ze starymi lud藕mi?

– Odcinamy si臋 od kawa艂ka rzeczywisto艣ci, wi臋c 偶yjemy w czym艣 nieprawdziwym. Poza tym pozbawiamy si臋 mo偶liwo艣ci rozmawiania o wa偶nym do艣wiadczeniu 偶yciowym, kt贸re nas wszystkich dotyczy. Starych ludzi mo偶na potraktowa膰 jak podr贸偶nik贸w, kt贸rzy pojechali do krainy, do kt贸rej my dopiero zmierzamy. Oni mog膮 nam wysy艂a膰 stamt膮d jakie艣 listy, relacje. Czytaj膮c je, mo偶emy si臋 dowiedzie膰, jak jest w tych dalekich, z perspektywy m艂odo艣ci, 艣wiatach.

A czy na ten „horyzont 偶ycia”, jak m贸wi Pani w ksi膮偶ce, mo偶na si臋 jako艣 przygotowa膰?

Ksi膮dz Adam Boniecki m贸wi, 偶e spr贸bowa艂 naprawi膰 to, co by艂o mo偶liwe. Profesor Krzysztof Pomian, filozof, historyk i eseista, m贸wi, 偶e zacz膮艂 robi膰 porz膮dek w papierach i spisa艂 testament, 偶eby zostawi膰 po sobie porz膮dek. Pani Anna Trzeciakowska pr贸buje nasyci膰 si臋 pi臋knem 艣wiata i pozwala sobie na szczero艣膰 w relacjach z najbli偶szymi. My艣l臋, 偶e to, czego nie mo偶na zrobi膰, to przygotowa膰 bliskich na nasz膮 艣mier膰. Ona zawsze zaskakuje, cho膰by nawet zd膮偶y艂o si臋 czule po偶egna膰 i powiedzie膰 sobie wa偶ne rzeczy. Z regu艂y zostajemy z poczuciem czego艣 przerwanego, niedoko艅czonego, i 偶e czego艣 zrobili艣my za ma艂o. Mo偶na jedynie pr贸bowa膰 powiedzie膰 zawczasu, 偶e si臋 kogo艣 kocha艂o, 偶e si臋 komu艣 za co艣 dzi臋kuje, 偶e co艣 mu si臋 zawdzi臋cza, 偶e si臋 za co艣 przeprasza, czy 偶e czego艣 zabrak艂o. Ale i tak po 艣mierci bliskiej osoby zostaje si臋 z uczuciem, 偶e jeszcze to trzeba by艂o zrobi膰 i tamto powiedzie膰. Chyba tak po prostu jest i nic z tym si臋 nie da zrobi膰. To by艂a kolejna rzecz, kt贸rej si臋 nauczy艂am podczas tych rozm贸w, 偶e do odej艣cia bliskich nie mo偶na si臋 przygotowa膰.

Freud powiedzia艂, 偶e nie jeste艣my w stanie wyobrazi膰 sobie naszej w艂asnej 艣mierci, ale po co w og贸le mieliby艣my j膮 sobie wyobra偶a膰?

– Moi rozm贸wcy nie pr贸buj膮 tego robi膰. Zajmuj膮 si臋 bie偶膮c膮 chwil膮, tym, co jest tu i teraz. Pani Krystyna Zachwatowicz, scenografka, profesor sztuk pi臋knych, m贸wi, 偶e jak teraz zamiata pod艂og臋, to my艣li tylko o tej pod艂odze. Ka偶da chwila jest cenna i to ni膮 trzeba si臋 zajmowa膰, a nie biega膰 mi臋dzy przesz艂o艣ci膮, rozpami臋tywaniem b艂臋d贸w, pora偶ek, tego, co si臋 nie spe艂ni艂o, a przysz艂o艣ci膮 i zagro偶eniami, kt贸re na nas czyhaj膮. Pan Daniel Passent, wieloletni felietonista tygodnika „Polityka”, by艂y ambasador, t艂umacz, m贸wi, 偶e tak naprawd臋 wa偶ne w 偶yciu s膮 relacje z bliskimi, a nie gonitwa za presti偶em i osi膮gni臋ciami.

Prof. Krystyna Zachwatowicz (fot. Renata D膮browska/AG)Prof. Krystyna Zachwatowicz (fot. Renata D膮browska/AG)

To samo us艂ysza艂am od pani Marii, wolontariuszki pracuj膮cej w warszawskim hospicjum. Kiedy pyta艂a ludzi, kt贸rzy wiedzieli, 偶e ich 偶ycie si臋 ko艅czy, czego 偶a艂uj膮 i co by zrobili, gdyby mieli jeszcze kilka lat 偶ycia przed sob膮, wi臋kszo艣膰 odpowiada艂a, 偶e bardziej staraliby si臋 kocha膰. Nikt na chwil臋 przed 艣mierci膮 nie 偶a艂owa艂, 偶e nie odni贸s艂 wi臋kszych sukces贸w zawodowych i nie zbi艂 fortuny. Nie 偶a艂owali nawet dalekich podr贸偶y, w kt贸re nie zd膮偶yli wyruszy膰.

– To si臋 potwierdza w rozmowach z Mistrzami. To, co jest uniwersalne i co nas wszystkich 艂膮czy, to fakt, 偶e jeste艣my zwierzakami spo艂ecznymi i najpe艂niej realizujemy si臋 i rozwijamy w relacjach z innymi.

A co jest celem 偶ycia?

– Wygl膮da na to, 偶e droga jest celem. Samo 偶ycie, w kt贸rym obecni s膮 inni ludzie. Mo偶e jeszcze to, 偶eby si臋 stara膰 zostawi膰 ten 艣wiat odrobin臋 lepszym ni偶 ten, kt贸ry si臋 zasta艂o. Mo偶na te偶 pomaga膰 dos艂ownie i bezpo艣rednio, jak pani Zofia Wielowieyska, kt贸ra od ponad trzydziestu lat wychowuje m艂odzie偶 w Sekcji Rodzin Klubu Inteligencji Katolickiej – my艣l臋, 偶e wiele 艂ez zosta艂o wylanych w jej r臋kaw. Mam wra偶enie, 偶e ka偶dy z Mistrz贸w stara艂 si臋, jak tylko potrafi艂, 偶eby cierpienia na 艣wiecie by艂o troszeczk臋, odrobin臋 mniej.

A 艂atwiej odchodzi si臋 tym, kt贸rzy wierz膮 w Boga?

– Nie wiadomo. My艣l臋, 偶e wiele zale偶y od tego, czy mamy poczucie, 偶e nasze 偶ycie jest spe艂nione. A to jest bardzo subiektywne. Je艣li mamy poczucie, 偶e nasz pobyt tu, na ziemi, mia艂 sens, czujemy satysfakcj臋, 偶e pewne rzeczy si臋 uda艂y, 偶e mieli艣my dobre relacje z lud藕mi, a jak narozrabiali艣my, to starali艣my si臋 naprawia膰 – to wtedy jest 艂atwiej. Ale je艣li ma si臋 poczucie pustki, niespe艂nienia, niewykorzystania mo偶liwo艣ci i szans, albo kto艣 wie, 偶e nie stara艂 si臋 naprawi膰 swoich b艂臋d贸w, to pewnie b臋dzie mu trudniej. Ka偶dy z nas pope艂nia bez przerwy jakie艣 b艂臋dy. Ale kluczowe jest to, czy staramy si臋 je jako艣 naprawia膰, cho膰by przepraszaj膮c, a przynajmniej pokazuj膮c, 偶e wiemy, 偶e narozrabiali艣my, 偶e nam g艂upio i 偶e gdyby艣my mogli to powt贸rzy膰, to zrobiliby艣my inaczej. To nie ma nic wsp贸lnego z wiar膮, tylko z pokazaniem, 偶e zale偶y nam na ludziach i na tym, jaka pami臋膰 po nas zostanie.

Justyna D膮browska (fot. Maciej Zienkiewicz) i ok艂adka jej ksi膮偶ki (mat. wydawnictwa)Justyna D膮browska (fot. Maciej Zienkiewicz) i ok艂adka jej ksi膮偶ki (mat. wydawnictwa)

W ksi膮偶ce聽„Nie ma si臋 czego ba膰”聽Justyna D膮browska rozmawia ze swoimi Mistrzami – m.in. ksi臋dzem Adamem Bonieckim, Halin膮 Birenbaum, Jackiem Boche艅skim,聽
Janem Strelauem, Juli膮 Hartwig, Danielem Passentem i innymi.聽Ksi膮偶k臋 mo偶esz kupi膰>>>>TUTAJ

Justyna D膮browska聽– psycholog, psychoterapeutka, za艂o偶ycielka i wieloletnia redaktor naczelna miesi臋cznika „Dziecko”. Publikuje w „Gazecie Wyborczej” i „Tygodniku Powszechnym”. Laureatka nagrody im. Barbary 艁opie艅skiej za najlepszy wywiad prasowy. W 2012 roku wyda艂a tom rozm贸w „Spojrzenia wstecz”, w kt贸rych pyta艂a polskich intelektualist贸w o to, co si臋 widzi, czuje i my艣li, gdy jest si臋 na ostatnim odcinku drogi 偶yciowej.

Nina Harbuz-Karczmarewicz. Dziennikarka Polskiego Radia. Reporterka, wydawca, prowadz膮ca audycj臋 psychologiczn膮聽„Problem z g艂owy” w radiowej Jedynce. Publikowa艂a w „National Geographic Traveler” i „Magazynie Coaching”. Absolwentka Gender Studies w IBL PAN. Po godzinach, w gara偶u na Saskiej K臋pie, przeprowadza renowacj臋 starych mebli. Efekty mo偶na ogl膮da膰聽tutaj.

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20909819,dabrowska-dzis-mamy-byc-wygladzeni-wydepilowani-wyprasowani.html#TRwknd

Chc臋 wiedzie膰 od autorytet贸w, a nie od paniu艣 z ondulacj膮 na g艂owie i pan贸w zaczadzonych hipokryzj膮!

D臋bski: Prowadzi艂em ci膮偶臋 po in vitro w rodzinie biskupa. Jak to ich dotyczy, nagle zmieniaj膮 pogl膮dy

Micha艂 Gostkiewicz
– Wed艂ug konserwatyst贸w matka ma by膰 worem na urodzenie zap艂odnionej kom贸rki jajowej. Chroni膮 kom贸rk臋, zapominaj膮 o prawach kobiety – tak ginekolog prof. Romuald D臋bski kwituje projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej.

Jad膮c do pana pomy艣la艂em sobie tak: dw贸ch facet贸w b臋dzie gada膰 o tym, 偶e inni faceci chc膮 ograniczy膰 prawa kobiet. Znowu.

– Zgadza si臋. A kobiety w wieku rozrodczym maj膮 najmniej do powiedzenia.聽To, co le偶y w Sejmie –聽projekt zaostrzenia przepis贸w aborcyjnych – to jest ograniczenie ich praw. Forsuj膮 je ludzie, kt贸rych to osobi艣cie nigdy nie dotyczy艂o albo ju偶 nie dotyczy.

To znaczy?

– W sk艂ad ruch贸w pro-life wchodz膮 – wed艂ug mojej oceny – w ogromnej mierze m臋偶czy藕ni i panie, kt贸re ju偶 nie b臋d膮 rodzi膰. W pewnym programie telewizyjnym jaka艣 pani skomentowa艂a, 偶e mia艂a pi臋膰 aborcji i teraz ju偶 wie, 偶e to dramatyczna sytuacja. Zapyta艂em, czy do tego wniosku dosz艂a po pierwszej, drugiej, trzeciej, czwartej czy pi膮tej przerwanej ci膮偶y. Czy te偶 mo偶e dopiero wtedy, gdy ju偶 by艂a w wieku menopauzalnym.

Punkt widzenia zmienia si臋, gdy kto艣 z ich rodziny l膮duje na fotelu ginekologicznym?

– A jak偶e! Ja mia艂em u siebie ludzi, kt贸rzy agituj膮 przeciwko aborcji czy in vitro. Ale gdy sprawa dotyczy艂a cz艂onk贸w ich rodzin, to nagle si臋 im pogl膮dy zmieni艂y.

I jeszcze pewnie mia艂 pan by膰 dyskretny.

– Oczywi艣cie. A przychodzili pos艂owie, lekarze. Znajomy profesor, guru od zap艂odnienia pozaustrojowego opowiada艂, jak zadzwoni艂 do niego biskup. Zapyta艂, czy mo偶e w jego rodzinie „by si臋 nie da艂o?”. I doda艂: „po znajomo艣ci taniej”, bo to w ko艅cu rodzina.

Pan 偶artuje?

– Nie. Prosz臋 pana, ja sam prowadzi艂em ci膮偶臋 po zap艂odnieniu pozaustrojowym w rodzinie jednego z naszych biskup贸w. Dziecko po in vitro. Urodzi艂em tego dzieciaka, a ksi膮dz biskup go chrzci艂. Ale oficjalnie nauka Ko艣cio艂a jest inna.

艁adnie to pan powiedzia艂: Rodzi艂em to dziecko.

– Mn贸stwo dzieci urodzi艂em.

Tak si臋 m贸wi w tej bran偶y?

– Jak najbardziej. Abstrahuj膮c od faktu, 偶e je艣li si臋 robi cesarskie ci臋cie – a dzi艣 w Polsce to po艂owa porod贸w – to rzeczywi艣cie ja rodz臋.

Dlaczego w Polsce nadal jest tak, 偶e gdy dziewczyna przyjdzie do ginekologa, to si臋 boi, bo nie wie, czy lekarz nie odm贸wi jej pomocy?

– Za mn膮 po Polsce je偶d偶膮 protesty. Cz臋sto pojawia si臋 osoba na w贸zku, kt贸ra聽obiera marchewk臋. W jakim艣 wywiadzie powiedzia艂em, 偶e nie ka偶dy musi by膰 lekarzem i nie ka偶dy lekarz – ginekologiem. A je偶eli kto艣 ma takie, a nie inne pogl膮dy, to mo偶e by膰 np. dermatologiem. Albo mo偶e sprzedawa膰 marchewki.

To gorzki humor. Jeszcze bardziej gorzkie jest, 偶e trzeba robi膰 wywiad 艣rodowiskowy, jak膮 opcj臋 reprezentuje lekarz, do kt贸rego si臋 chce i艣膰.

– W Wielkiej Brytanii rozwi膮zano to prosto: 偶eby otworzy膰 specjalizacj臋 ginekologiczno-po艂o偶nicz膮, trzeba z艂o偶y膰 deklaracj臋, 偶e si臋 b臋dzie post臋powa艂o zgodnie z wiedz膮 medyczn膮, a nie z innymi uwarunkowaniami.

Czyli mo偶na?

– Mo偶na.聽I dla mnie to jest kluczowa sprawa. Problem mojego pacjenta czy pacjentki rozpatruj臋 przez pryzmat wiedzy medycznej. Przez pryzmat moralny to mog臋 sobie rozpatrywa膰 m贸j w艂asny stosunek do samego siebie. Tu jest sytuacja lekarz –聽pacjent. I je偶eli pacjent deklaruje, 偶e chce wybra膰 takie czy inne rozwi膮zanie, to moim obowi膮zkiem jest post臋powa膰 zgodnie z polskim prawem i wiedz膮 medyczn膮, a nie zas艂ania膰 si臋 klauzul膮 sumienia.

Zadzia艂a艂 pan kiedy艣 zgodnie z wiedz膮 medyczn膮, a wbrew sobie?

– Trudne pytanie.

Dlaczego?

– Ka偶da sytuacja, w kt贸rej dochodzi do podj臋cia decyzji o akceptacji pro艣by pacjenta o zabieg przerywania ci膮偶y, jest dla lekarza trudna. Prosz臋 mi uwierzy膰 – to nie jest przyjemne, to nie jest ulga ani dla matek, ani dla lekarzy. To naprawd臋 jest wyb贸r mniejszego z艂a. Bo nie ma dobrego rozwi膮zania. Ka偶de rozwi膮zanie jest z艂e…

Wie pan, kiedy ja jestem najszcz臋艣liwszym cz艂owiekiem i lekarzem? W tej chwili. Przed chwil膮 zako艅czy艂em zabieg ci臋cia cesarskiego, urodzi艂em pi臋kn膮 zdrow膮 dziewczynk臋. Prawie 4 kg. U pacjentki, kt贸ra ma trombofili臋, czyli nadkrzepliwo艣膰. Dziecko z jej poprzedniej ci膮偶y 偶yje, ale by艂o ci臋偶kim wcze艣niakiem i do dzi艣 ma problemy. Dlatego urodzenie tego zupe艂nie zdrowego dziecka dzi艣 to najwi臋ksza frajda i rado艣膰.

A gdy przychodzi pacjentka z takimi wskazaniami, 偶e b臋dzie potrzebna decyzja o przerwaniu ci膮偶y, to prosz臋 mi wierzy膰, 偶e nikt z nas tego nie lubi robi膰. Naprawd臋. Nikt.

Wiem, 偶e nie potrafi艂bym takiej decyzji podj膮膰. Nie m贸g艂bym by膰 lekarzem ginekologiem.

– Nie m贸g艂by pan.聽Ale te偶 trzeba zna膰 drugi koniec.

Tego kija?

– Tak.

A jak ten drugi koniec wygl膮da?

– Jak por贸d z ci膮偶y akranialnej, gdy p艂贸d nie ma ko艣ci pokrywy czaszki. Jak por贸d z ci膮偶y z agenezj膮 (brakiem – przyp. red.) nerek. Jak konsekwencje zespo艂u Pataua (m.in. wady narz膮du wzroku, rozszczep wargi lub podniebienia, anomalie ko艅czyn, wady sercowo-naczyniowe i inne – przyp. red.). Jak konsekwencje zespo艂u Downa.

Powiedzmy jakie.

– W ogromnej wi臋kszo艣ci s膮 to dzieci na pewnym etapie bardzo kochane. Dzi臋ki post臋powi medycyny ca艂kiem d艂ugo 偶yj膮. A potem umiera babcia. A potem umiera mama. A potem umiera tata – je艣li jest.聽Rodziny si臋 rozpadaj膮, bardzo cz臋sto niestety nie wytrzymuj膮 tego m臋偶czy藕ni,聽cz臋sto mama zostaje sama z dzieckiem. Albo zostaje samo dziecko. Trafia wtedy do o艣rodk贸w, gdzie obcy si臋 niby nim zajmuj膮.

Bardzo kontrowersyjne jest to, co pan m贸wi.

– Jako dziecko mieszka艂em pi臋tro ni偶ej od naszych przyjaci贸艂, kt贸rzy mieli synka z zespo艂em Downa. Ja Wojtusia przez 12 lat uczy艂em zawi膮zywa膰 buty. Po godzinie wi膮zania Wojtu艣 zak艂ada艂 pierwsz膮 p臋telk臋. Nast臋pnego dnia zaczynali艣my od nowa. On by艂 szcz臋艣liwym dzieckiem, dop贸ki 偶y艂a jego babcia. Gdy zmar艂a, Wojtu艣 si臋 przesta艂 zupe艂nie si臋 rozwija膰. Przesta艂 mie膰 gdzie 偶y膰.

Tylko wie pan, 偶e dla zwolennik贸w ca艂kowitego zakazu aborcji nie jest to argument.

– Ale ja mam do nich jedn膮, prost膮 pro艣b臋. Niech kto艣 z nich przyjdzie i zadeklaruje: adoptuj臋 dziecko pana pacjentki z zespo艂em Downa. Natychmiast nam贸wi臋 t臋 pacjentk臋 do tego, 偶eby ona to dziecko urodzi艂a i odda艂a do adopcji. Do tej pory nikt z ruch贸w pro-life czego艣 takiego nie zrobi艂. Czekam na list臋 pos艂贸w pro-life, kt贸re adoptuj膮 dziecko z zespo艂em Downa. Natychmiast b臋dziemy walczyli, 偶eby te dzieci si臋 urodzi艂y. A teraz mog臋 tylko poinformowa膰 pacjent贸w, 偶e ich dziecko b臋dzie mia艂o to schorzenie.

Odsy艂a艂em kiedy艣 przysz艂ych rodzic贸w, kt贸rym mia艂o si臋 urodzi膰 dziecko z zespo艂em Downa, do przedszkoli integracyjnych – 偶eby poznali i zrozumieli, na czym to polega. Przesta艂em to robi膰. Wie pan, dlaczego? Bo mia艂em poczucie, 偶e po艣rednio namawiam tych rodzic贸w do aborcji. Ka偶da osoba, kt贸ra zobaczy艂a gromadk臋 takich dzieci, przychodzi艂a z decyzj膮 o przerwaniu ci膮偶y. Bo ogromna wi臋kszo艣膰 kobiet ci膮偶臋 z downem przerywa.

Dlaczego?

– Nie widz膮 mo偶liwo艣ci opieki nad takim dzieckiem. Bo to jest tak naprawd臋 totalne wywr贸cenie im 偶ycia.

Ale motywuj膮 swoj膮 decyzj臋 swoim 偶yciem? 呕e to ich, a nie dziecka, 偶ycie b臋dzie ci臋偶kie?

– Oczywi艣cie s膮 osoby, kt贸re takie zobowi膮zanie podejm膮. Ale jest ich ma艂o.聽Gdy ludzie maj膮 艣wiadomo艣膰, 偶e to decyzja na ca艂e 偶ycie, cz臋sto oznaczaj膮ca dla jednego z rodzic贸w rezygnacj臋 z pracy… Wie pan ile zasi艂ku dostaje miesi臋cznie kobieta, gdy decyduje si臋 rzuci膰 prac臋, by opiekowa膰 si臋 dzieckiem?

Chyba wol臋 nie wiedzie膰.

– Oko艂o 1700 z艂 miesi臋cznie na utrzymanie siebie i dziecka.聽Znacznie cz臋艣ciej spotykam si臋 z podejmowaniem decyzji o kontynuacji ci膮偶y z pot臋偶nym uszkodzeniem, gdy wiadomo jest, 偶e to dziecko do艣膰 szybko umrze. Dla ludzi decyzja w t臋 czy w tamt膮 stron臋 jest bardzo trudna. A tu – cho膰 to, przyznaj臋, brutalne –聽wiadomo, 偶e natura pr臋dzej czy p贸藕niej zadzia艂a sama.

Za艂贸偶my, 偶e Sejm klepnie ca艂kowity zakaz aborcji. Jak b臋dzie?

– Kochany, ja b臋d臋 najszcz臋艣liwszym cz艂owiekiem na 艣wiecie.

Jak to?!

– Niech b臋dzie ca艂kowity zakaz. My艣lisz pan, 偶e moi pracownicy s膮 szcz臋艣liwi, 偶e dokonuj膮 takich zabieg贸w? Ile ja pyta艅 us艂ysza艂em od moich po艂o偶nych: „panie profesorze, dlaczego my to musimy robi膰?„. Wi臋c ja b臋d臋 najszcz臋艣liwszym facetem.聽Wiesz, dlaczego? Dlatego, 偶e gdyby taka potrzeba zaistnia艂a w mojej rodzinie, to ja wiem, gdzie za granic膮 bezpiecznie wykona膰 zabieg przerwania ci膮偶y. Ja sobie poradz臋. Gorzej z reszt膮 spo艂ecze艅stwa. Nikt sobie nie poradzi. Prawie 偶adna kobieta. Ale tak spo艂ecze艅stwo zag艂osowa艂o. Da艂o mandat, kt贸ry mo偶e zosta膰 wykorzystany przeciwko polskim kobietom. Mam nadziej臋, 偶e nast臋pnym razem polskie kobiety troch臋 si臋 opami臋taj膮.

Ostro.

– Ale taka jest prawda.

Jakby by艂y same sobie winne.

– To spo艂ecze艅stwo, g艂osuj膮c, doprowadzi艂o do tego, 偶e mo偶e zosta膰 w Polsce zmienione prawo na takie, kt贸re ogranicza prawa kobiet. Tylko, 偶e dla wielu ludzi to, jak si臋 dokonuje w Polsce w tej chwili zabiegu przerywania ci膮偶y, jest wiedz膮 tajemn膮. Widz膮 rozklejane przez dzia艂aczy pro-life zdj臋cia porozrywanych p艂od贸w.

To jak to dzi艣 wygl膮da?

– Podaje si臋 lek, kt贸ry wywo艂uje por贸d. Szyjka macicy rozwiera si臋, rodzi si臋 p艂贸d niezdolny do samodzielnego 偶ycia. Najcz臋艣ciej w efekcie tego porodu p艂贸d obumiera. Nikt go nie rozrywa na kawa艂ki. To jest normalnie urodzone dziecko – tak, jakby samoistnie matka poroni艂a w tym okresie ci膮偶y.

Oczywi艣cie s膮 kobiety, kt贸re powiedz膮: „tak, ja b臋d臋 wychowywa艂a, ja b臋d臋 kocha艂a„. Ale inne tak nie powiedz膮. Czy my mamy prawo, jako spo艂ecze艅stwo, zmusza膰 je do podj臋cia innej decyzji, ni偶 kobieta chce i czuje? Co to jest, nasza decyzja czy jak? Ka偶dy odpowiada sam za siebie. A my pr贸bujemy w tej chwili odebra膰 kobietom prawa absolutnie podstawowe.

Instytut Ordo Iuris, kt贸ry przygotowa艂聽projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej,zarzuca panu, 偶e m贸wi pan nieprawd臋聽w聽filmie, w kt贸rym wieszczy艂 pan koniec bada艅 prenatalnych.

– A co m贸wi膮?

Odsy艂aj膮 do swojego projektu. Tam nie jest wprost napisane, 偶e akurat tych bada艅 si臋 zaka偶e.

– Ale jest napisane, 偶e je偶eli dojdzie do niezamierzonego zgonu p艂odu, czyli na przyk艂ad w wyniku dzia艂a艅 terapeutycznych dojdzie do zgonu wewn膮trzmacicznego, lekarz mo偶e dosta膰 do dw贸ch lat wi臋zienia.

Czyli pod „dzia艂ania terapeutyczne” 艂atwo da si臋 podci膮gn膮膰 diagnostyk臋 prenataln膮?

– Oczywi艣cie! A ka偶de dzia艂anie inwazyjne ma swoje ryzyko. Transfuzja dop艂odowa na przyk艂ad ma stopie艅 ryzyka taki, 偶e co 50. ko艅czy si臋 zgonem. To niech mi pan poka偶e kogo艣, kto b臋dzie te transfuzje robi艂, je艣li wie, 偶e ma dwa procent ryzyka tego, 偶e p贸jdzie na dwa lata do wi臋zienia?

Ci臋偶ko b臋dzie takiego znale藕膰.

– W艂a艣nie. Ja prowadz臋 jeden z najwi臋kszych w Polsce zespo艂贸w terapii prenatalnej. Zajmuj臋 si臋 tym prawie 40 lat. Zabieg贸w prenatalnych zrobi艂em聽w 偶yciu kilka tysi臋cy. My艣l臋, 偶e 艂adnych kilkaset dzieci dzi臋ki temu 偶yje.

Rachunek wychodzi na pana korzy艣膰?

– Mo偶e wyjdzie, 偶e nie jestem zbyt skromny, ale wiem, 偶e na pewno jestem na du偶ym plusie. W prowadzonej przeze mnie klinice robi si臋 w tej chwili najwi臋cej w Europie zabieg贸w na sercach p艂od贸w.

Jak du偶e jest serce p艂odu?

– Wielko艣ci 20-grosz贸wki.

Jakie zabiegi robi si臋 na takim sercu?

– Na przyk艂ad poszerza zastawk臋 dwudzieln膮, mitraln膮, tak aby by艂 odp艂yw z lewej komory. Bardzo szybko dogonili艣my pod tym wzgl臋dem Zach贸d, moje Panie, specjalistki, uczy艂y si臋 w Linzu. A dlaczego dogonili艣my? Ot贸偶 dlatego, 偶e w Polsce jest na szcz臋艣cie du偶a grupa kobiet, dzielnych kobiet, kt贸re chc膮 o dziecko walczy膰. Czyli, gdy dowiaduj膮 si臋, 偶e jest chore, to chc膮 pr贸bowa膰 je leczy膰. Ta wada serca w zachodniej Europie, w Czechach, na W臋grzech, w Skandynawii jest podstaw膮 do terminacji. Bo to prze偶ywa niewiele dzieci.聽A u nas dziewczyny walcz膮. Dlatego w ci膮gu czterech lat zrobili艣my tyle zabieg贸w.

Niedawno rozmawia艂em z dr Anit膮 Olejek z bytomskiego szpitala, zajmuj膮c膮 si臋 g艂贸wnie rozszczepami kr臋gos艂upa p艂odu. Jak mi opisa艂a, jak taki zabieg wygl膮da,聽to brzmia艂o jak cud.

– Bo to jest prawdziwy cud. Cud medycyny! A wie pan dzi臋ki czemu mo偶liwy? Dzi臋ki diagnostyce prenatalnej! Warunkiem, 偶eby zacz膮膰 leczy膰, czy jeszcze w trakcie ci膮偶y, czy po porodzie, jest dobre rozpoznanie. A je艣li w szpitalu nie zrobi膮 bada艅 i nie rozpoznaj膮 wady, to zanim zorientuj膮 si臋, w czym rzecz, biedny dzieciak umrze. A wcale tak nie musia艂o by膰.

Ale to s膮 sytuacje, gdzie jest co ratowa膰. Ja niestety wiem, 偶e s膮 sytuacje, gdzie nie ma co ratowa膰.

Na przyk艂ad?

– Na przyk艂ad jak dziecko nie ma nerek. W skali rocznej mam u siebie przynajmniej 10 takich ci膮偶. Dziecko ro艣nie sobie 艂adnie w macicy mamy, bo w okresie ci膮偶y za jego nerki pracuje 艂o偶ysko. A gdy si臋 rodzi, to natychmiast niemal umiera. Wcale nie na niewydolno艣膰 nerek, tylko dlatego, 偶e nie ma wykszta艂conych p艂uc. Skoro 艂o偶ysko pe艂ni funkcj臋 nerek, to ono nie wydala moczu. Nie produkuje moczu, to nie ma p艂ynu owodniowego. A jak nie ma p艂ynu owodniowego, to nie wykszta艂caj膮 si臋 p艂uca. I jak si臋 rodzi, to umiera w ci膮gu godziny.

Wi臋c ja musz臋 uczciwie kobiecie powiedzie膰, jak to b臋dzie wygl膮da艂o, je艣li zdecyduje si臋 takie dziecko urodzi膰. Musz臋 powiedzie膰, 偶e jak si臋 dziecko urodzi, to b臋dzie wa偶y艂o 3 kg. Normalna ci膮偶a, normalny por贸d – i dziecko zasypia. Bo ma niewydolno艣膰 oddechow膮. I co jaki艣 czas spotykam si臋 z m膮drym, cho膰 dramatycznym pytaniem: „Niech mi pan powie, kiedy ono si臋 b臋dzie mniej m臋czy艂o? Czy jak w tym 18. tygodniu przerwiemy ci膮偶臋, czy jak poczekamy do 40. tygodnia i ono si臋 udusi?”.

Jak zrobi膰, 偶eby w Polsce by艂o mniej aborcji?

– Kt贸rych?

Wszystkich.

– A to ju偶 na starcie mamy problem. Bo s膮 dwie zupe艂nie odmienne sytuacje: przerwanie ci膮偶y ze wzgl臋d贸w spo艂ecznych i ze wzgl臋d贸w medycznych. Pierwsza ma miejsce, gdy kobieta nie zadba艂a o antykoncepcj臋, jest w ci膮偶y, kt贸rej nie chce i przychodzi j膮 przerwa膰.聽To jest dzi艣 nielegalne.聽Na tych kobietach zarabia aborcyjne podziemie. Jaka艣 furtka powinna by膰, ale rzeczywisto艣膰 taka, 偶e „przychodz臋 sobie przerwa膰 ci膮偶臋, bo nie chc臋 w niej by膰” – tak by膰 nie powinno. Ja nigdy w 偶yciu nie zrobi臋 zabiegu przerwania ci膮偶y za pieni膮dze. I ludzie to wiedz膮, bo nikt nie przyszed艂 z tym do mojego prywatnego gabinetu przez ostatnie 20 lat.聽呕eby zminimalizowa膰 cz臋stotliwo艣膰 takich aborcji, potrzebne jest co艣, czego obecnie w Polsce nie ma.

Czyli?

– Pe艂ny, szeroki dost臋p do antykoncepcji i porz膮dna edukacja seksualna, oczywi艣cie.

Widzia艂em ostatnio na Facebooku wpis聽rodzica, dumnego, 偶e sprzeciwi艂 si臋 wprowadzeniu edukacji seksualnej w szkole dziecka.

– Dop贸ki c贸rka nie przyjdzie w niepo偶膮danej ci膮偶y. Wie pan, gdy Trybuna艂 Konstytucyjny zakaza艂 przerywania ci膮偶y ze wzgl臋d贸w spo艂ecznych, to kilka miesi臋cy p贸藕niej powinien by膰 chocia偶 ma艂y boom w liczbie urodze艅. A tu nic, zero. To, przepraszam, ludzie przestali wsp贸艂偶y膰? Nagle zacz臋li stosowa膰 antykoncepcj臋? Ani w jedno, ani w drugie nie uwierz臋. Wytworzy艂o si臋 podziemie i turystyka aborcyjna.聽Nasze pa艅stwo tak naprawd臋 nie walczy z aborcj膮. Gdyby chcia艂o, wzi臋艂oby jak膮kolwiek gazet臋 i przeczyta艂o og艂oszenia pt. „AAA bezbolesne wywo艂ywanie miesi膮czki”. Przecie偶 to s膮 ukryte reklamy prywatnych gabinet贸w, gdzie przerywa si臋 ci膮偶臋.

A jak jest poza Polsk膮?

– Dwa lata temu ukaza艂o si臋 badanie ze Szwecji. W niekt贸rych regionach na pr贸b臋 zapewniono pe艂ny, bezp艂atny dost臋p do antykoncepcji. W innych regionach pozostawiono ograniczenie w postaci dost臋pu po wizycie u lekarza. Efekt? Liczba aborcji w tych regionach, gdzie dano dost臋p, spad艂a trzykrotnie. W Szwecji natychmiast zmieniono przepisy.聽W Polsce, jak pan dobrze wie, dost臋p do antykoncepcji jest z艂y, a najwybitniejszymi jej znawcami s膮 cz艂onkowie Episkopatu Polski. Edukacji seksualnej te偶 nie ma, bo ci膮gle s艂ysz臋, 偶e zap艂odnienie in vitro nie leczy niep艂odno艣ci, bo nie przywraca p艂odno艣ci. A ja tu odpowiem: nie leczy si臋 niep艂odno艣ci, tylko si臋 j膮 eliminuje przez to, 偶e si臋 posiada potomstwo! Jak si臋 posiada potomstwo, to chyba si臋 ju偶 nie jest bezp艂odnym, prawda? Czy mi logika gdzie艣 szwankuje? Bo chyba nie.

Zupe艂nie czym innym jest przerwanie ci膮偶y ze wzgl臋d贸w medycznych. Czyli kiedy ci膮偶a wi膮偶e si臋 z ci臋偶kim uszkodzeniem p艂odu albo zagro偶eniem 偶ycia kobiety.聽Nie da si臋 zmniejszy膰 liczby takich aborcji.

Dlaczego?

–聽Nie da si臋 ograniczy膰 liczby wad rozwojowych. Post臋p medycyny sprawi艂, 偶e b臋dziemy mieli w ci膮偶y coraz mniej zdrowe kobiety – w ci膮偶臋 zachodz膮 nawet takie, kt贸re 20-30 lat temu nie mia艂yby na to szans. A przede wszystkim nie mia艂yby szans na jej donoszenie. Choroby nerek, ci臋偶ka cukrzyca, choroby uk艂adu oddechowego kiedy艣 oznacza艂y koniec ci膮偶y. Ju偶 nie. Jest post臋p, kt贸ry, mam nadziej臋, si臋 utrzyma.

Nie da si臋 te偶 ograniczy膰 liczby wad rozwojowych dzieci. Tylko, 偶e ja w tej chwili mam otwarte pole dzia艂ania. Mam ci膮偶臋, 27 tygodni. Mam dziecko 500 gram贸w. Umieraj膮ce. Bo powinno by膰 dwa razy wi臋cej. Ale mog臋 zrobi膰 pacjentce ci臋cie, urodzi膰 tego dzieciaka, da膰 neonatologom na OIOM noworodkowy i powiedzmy 60-70 proc. tych dzieci prze偶yje. Ale 40 proc. umrze. I zgodnie z tym projektem ustawy ja za kt贸re艣 z tych 40 proc. p贸jd臋 do wi臋zienia, bo wyj膮艂em je z macicy „za wcze艣nie”. Konserwaty艣ci chc膮 chroni膰 prawa zap艂odnionej kom贸rki od pierwszego dnia, zapominaj膮c zupe艂nie o prawach matki. Ona ma by膰 worem na urodzenie tej kom贸rki i koniec.聽Obecnie mog臋 ratowa膰 pacjentk臋, gdy bezpo艣rednio zagro偶one jest jej 偶ycie. Je艣li zmieni si臋 ustawa, nie b臋d臋 m贸g艂 zrobi膰 pacjentce z ci膮偶膮 pozamaciczn膮 laparoskopii, 偶eby do tego zagro偶enia 偶ycia nie dosz艂o – bo to ju偶 nie b臋dzie dzia艂anie w sytuacji zagro偶enia 偶ycia! To jest absurd!

Mo偶e to nie przejdzie?聽Nie wiadomo, czy wi臋kszo艣膰 rz膮dz膮ca poprze ustaw臋.

– Mo偶e zdaj膮 sobie spraw臋, 偶e je艣li si臋 do niej przychyl膮, to w nast臋pnych wyborach ludzie ich wytupi膮. Je艣li to dotknie tysi膮ca kobiet w Polsce, ka偶da ma 100 znajomych, a ka偶da z tych 100 kolejnych 100, to p贸jdzie fala. Tym bardziej, 偶e 偶yjemy w kraju paranoi po艂o偶niczej.

To znaczy?

– Z publikacji medialnych dowie si臋 pan, jaki jest dramatyczny stan polskiego po艂o偶nictwa. 呕e dzieci umieraj膮, bli藕niaki umieraj膮, 偶e warunki straszne. Tylko jako艣 nikt nie sprawdzi, nie por贸wna statystyk, liczb. M贸wi艂em to wielu dziennikarzom, a jeszcze nikt tego nie napisa艂.

To prosz臋 m贸wi膰, ja napisz臋.

– Napiszesz? 呕e Polska jest drugim krajem w Europie, gdzie jest najni偶szy wska藕nik przedwczesnych porod贸w? Ni偶szy jest tylko w Szwecji. Ryzyko porodu dla kobiet? Mamy wska藕nik umieralno艣ci dwukrotnie ni偶szy ni偶 w UE. A media swoje: „strach rodzi膰”. Wie pan, co jest w efekcie? Dramatycznie napisane rozporz膮dzenie dotycz膮ce porodu fizjologicznego. Kilka razy mia艂em tak膮 sytuacj臋, 偶e pisa艂em opini臋 lekarsk膮 dla s膮du i napisa艂em, 偶e post臋powanie lekarzy co prawda by艂o niezgodne z wiedz膮 medyczn膮, ale zgodne z tym cholernym rozporz膮dzeniem! Wi臋c winny jest ten kto takie rozporz膮dzenie wprowadzi艂.

Dlaczego tak jest?

– Bo minister sobie wymy艣li艂, 偶e „my wam tu k***a poka偶emy, jak leczymy, jak dbamy o polskie spo艂ecze艅stwo i napiszemy, jak nale偶y leczy膰 nadci艣nienie w ci膮偶y”! Tylko minister napisa艂 bardzo s艂usznie i bardzo m膮drze, ale w odniesieniu do 60 proc. kobiet. A 40 proc. trzeba prowadzi膰 inaczej. Nie ka偶da kobieta reaguje tak samo na konkretne leki. Wielu lekarzy p贸jdzie schematem rozporz膮dzenia. Kobieta, owszem, b臋dzie gorzej leczona, mo偶e umrze, ale lekarz b臋dzie bezpieczny. A to chyba naprawd臋 nie o to chodzi.聽Dlatego ja mam to rozporz膮dzenie, przepraszam, w dupie. I mo偶e pan to napisa膰. B臋d臋 mia艂 kolejn膮 kontrol臋, ale i tak b臋d臋 post臋powa艂 zgodnie z moj膮 wiedz膮 medyczn膮. B臋d臋 post臋powa艂 tak, jak post臋puje lekarz.

Prof. Romuald D臋bski.聽Lekarz ginekolog, nauczyciel akademicki, doktor habilitowany nauk medycznych. Kierownik Kliniki Po艂o偶nictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kszta艂cenia Podyplomowego w Szpitalu Biela艅skim w Warszawie. Autor lub wsp贸艂autor ponad 100 publikacji z zakresu po艂o偶nictwa i ginekologii, endokrynologii ginekologicznej i diagnostyki ultrasonograficznej.

Micha艂 Gostkiewicz.聽Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcze艣niej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz dzia艂u zagranicznego „Dziennika” i dzia艂u spo艂ecznego „Newsweeka”. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga聽Realpolitik, bywa聽na Twitterze聽i聽Instagramie.

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,20721842,zakaz-aborcji-prof-debski-to-co-lezy-w-sejmie-to-roba.html

Joanna Pachla

6 godzin temu

tak, popieram聽#czarnyprotest

a do wszystkich zwolennik贸w CA艁KOWITEGO zakazu aborcji, mam dzisiaj kilka pyta艅. sformu艂owanych w formie m臋skiej, ale panie zamieni膮 sobie na odpowiedni膮 dla siebie form臋:

– ile razy dowiedzia艂e艣 si臋, 偶e Twoja kobieta urodzi dziecko bez po艂owy czaszki, z m贸zgiem na wierzchu i wisz膮c膮 ga艂k膮 oczn膮 i powiedzia艂e艣 jej: spokojnie, to tylko kilka miesi臋cy, ponosisz je sobie w brzuchu, a p贸藕niej jako艣 je przecie偶 urodzisz?

– ile razy Twoja matka, siostra, 偶ona by艂a w ci膮偶y pozamacicznej albo jakiejkolwiek innej, zagra偶aj膮cej jej 偶yciu, a Ty zabroni艂e艣 lekarzom udziela膰 jej jakiekolwiek pomocy, bo przecie偶 „偶ycie”, kt贸re w sobie nosi, jest 艣wi臋te?

– ile razy Twoja matka, siostra, kole偶anka ze studi贸w zosta艂a zgwa艂cona i dowiedzia艂a si臋 o dziecku, a Ty powiedzia艂e艣, 偶e spoko, jako艣 to b臋dzie, pomog臋 Ci je wychowa膰, a zim膮 b臋d臋 zabiera艂 na sanki?

– ile razy trzyma艂e艣 na r臋kach doros艂ego cz艂owieka, kt贸ry od urodzenia przejawia czynno艣ci 偶yciowe na poziomie sukulenta? ile razy pomog艂e艣 jego matce go umy膰, przewin膮膰, nakarmi膰?

– ile razy zrobi艂e艣 przelew o warto艣ci cho膰by 10 z艂 na dzieci przera藕liwie okaleczone, nieuleczalnie chore, kt贸rych rehabilitacja poch艂ania miesi臋cznie kilkana艣cie, je艣li nie kilkadziesi膮t tysi臋cy z艂otych? ile razy matce takiego dziecka pomog艂e艣 zrobi膰 cho膰by zakupy?

– ilu spo艣r贸d Twoich znajomych to ludzie sparali偶owani, przykuci do 艂贸偶ek, zdeformowani, niezdolni do samodzielnej egzystencji? ilu z nich zd膮偶y艂e艣 ju偶 powiedzie膰, 偶e b臋dziesz si臋 nimi codziennie zajmowa艂, gdy ich rodzic贸w zabraknie?

bo je艣li ani razu, to mam jedn膮 pro艣b臋: milcz, bo m贸wi膮c o ca艂kowitym zakazie aborcji, tak naprawd臋 nie masz poj臋cia, o czym m贸wisz.

Przychodzimy, odchodzimy leciute艅ko na paluszkach!

聽Dzi艣 mojego komentarza nie b臋dzie.聽

Dzi艣 s膮 przepi臋kne, przepe艂nione mi艂o艣ci膮 do swojego dziecka wspomnienia.

Nigdy, 偶aden Rodzic nie jest gotowy na 艣mier膰 swojego dziecka!

I tylko w ciszy polecam przeczyta膰!

„Walka z mediami kosztowa艂a Ani臋 du偶o si艂y. Zgodzi艂am si臋 na ten wywiad, by dziennikarze przestali ju偶 wymy艣la膰 bzdury” – rozmowa z Krystyn膮 Przybylsk膮, mam膮 Anny Przybylskiej

Cz臋sto rozmawia pani z Oliwi膮, Szymonem i Jasiem o ich mamie?
Bardzo cz臋sto. Jako babcia staram si臋 te偶 raz na jaki艣 czas zabra膰 wnuki na cmentarz. Z regu艂y idziemy w takich godzinach, 偶eby nie by艂o ludzi. Bo jak ju偶 kto艣 zobaczy, 偶e stoj臋 z dzie膰mi, to zaraz jest zainteresowany, zaczyna si臋 ruch, ciekawskie spojrzenia. I nie ma szans na skupienie. Jak jeste艣my sami, to zostawiam dzieci przed grobem Ani, a sama odchodz臋 do szwagra, kt贸ry le偶y dwa groby dalej. Oliwka trzyma Jasia i Szymona za r臋ce. Postoj膮 troch臋, po swojemu przemy艣l膮. Jak widz臋, 偶e si臋 ju偶 prze偶egnaj膮, id臋 po nie i wracamy do codzienno艣ci. Nie pytam o nic, nie rozmawiamy. To trudne, ale musz膮 by膰 silne.
Ich ojciec Jarek, kt贸remu przysz艂o zmierzy膰 si臋 z rol膮 samotnego rodzica, spisuje si臋 znakomicie. No i ma wsparcie bliskich, zw艂aszcza swojej mamy. My z moj膮 c贸rk膮 Agnieszk膮 te偶 pomagamy, jak umiemy. Wszystkie wolne chwile sp臋dzamy razem tak, by os艂adza膰 dzieciom 偶ycie bez mamy.Ka偶demu dziecku brakuje matki. Nie zast膮pi jej babcia, ciocia ani 偶adna inna kobieta. Cz艂owiek kocha, jak umie, ale przecie偶 wi臋藕 z matk膮 to co艣 niepowtarzalnego. Sama wiem to najlepiej. Mam臋 straci艂am p贸藕no, a i tak s膮 momenty, 偶e jest mi bez niej bardzo ci臋偶ko. By艂a moim powiernikiem, pomaga艂a mi, potrafi艂a powiedzie膰, 偶e przecie偶 jutro te偶 wstanie s艂o艅ce. To samo stara艂am si臋 zaszczepi膰 moim dzieciom. 呕e nawet jak dzi艣 jest 藕le, to jutro na pewno b臋dzie lepiej. 呕e bez ludzi 偶y膰 nie mo偶na, trzeba by膰 pogodnym, nastawionym do 偶ycia pozytywnie. Jak s膮 problemy, to nie mo偶na chowa膰 g艂owy w piasek, tylko nale偶y stawia膰 im czo艂o. I 偶e w rodzinie trzeba trzyma膰 si臋 razem.
Moja mama zmar艂a w 2007 r. By艂a moj膮 wielk膮 przyjaci贸艂k膮. Te偶 taka chcia艂am by膰 dla c贸rek. Dla mojej Ani i mojej Agnieszki. Bo Agnieszka nigdy nie pozostawa艂a w cieniu Ani. Zawsze obie by艂y dla mnie tak samo wa偶ne. Jak znajomi dzwonili i pytali: „Jak tam twoja Marylka?” – bo ka偶dy tak nazywa艂 Ani臋, jak gra艂a w „Z艂otopolskich” – odpowiada艂am zawsze: „Pami臋tajcie, 偶e mam dwie c贸rki”. Agnieszka pracuje w s艂u偶bie zdrowia. Jest ciep艂膮, wspania艂膮 osob膮. Jako rodze艅stwo mia艂y ze sob膮 艣wietny kontakt, by艂y z Ani膮 bardzo z偶yte. Z obu by艂am jednakowo dumna. Superdziewczyny.Dzisiaj, kiedy Ani ju偶 nie ma, oczywi艣cie jest inaczej.
Jak by艂a ju偶 chora, snu艂a plany w gda艅skim szpitalu. „Mamu艣, jest tyle pi臋knych miejsc w Polsce, a my ich nie znamy” – m贸wi艂a. „Zakopane, Krak贸w. Jak tylko wyzdrowiej臋, na pewno z dzie膰mi tam pojedziemy”. Mia艂a przy sobie taki z艂oty kalendarzyk, w kt贸rym zapisywa艂a, kt贸re miejsca koniecznie musimy odwiedzi膰. Nawet niedawno uda艂o mi si臋 go znale藕膰 w domowych szparga艂ach. Nie by艂o jej dane, wi臋c teraz ja staram si臋, jak tylko mog臋, zabiera膰 wnuki we wszystkie te miejsca, gdzie mieli艣my jecha膰 razem. Pakujemy si臋 do samochodu i jedziemy – dop贸ki jeszcze mog臋. Krak贸w, Gi偶ycko, Toru艅 i Jurata ju偶 za nami. Zwiedzamy Polsk臋, gdy tylko mamy okazj臋.Ostatnio, pod koniec maja, byli艣my w Liniewie. To taka malownicza wioska na Kaszubach, wynajmujemy tam domek z kominkiem. Na obiady chodzili艣my do gospody, 偶eby czasu przy garach nie traci膰. By艂a pe艂na chata, bo tr贸jka od Ani i jeszcze Mi艂osz, syn Agnieszki. No i sama Agnieszka, bo bez niej nie da艂abym rady. Dobrze si臋 bawili艣my. Najwa偶niejsze, 偶eby dzieci odci膮gn膮膰 od komputer贸w, kom贸rek, telewizora, zabra膰 na 艣wie偶e powietrze
Jak tylko mog臋, staram si臋 uczestniczy膰 w wychowaniu wnuk贸w. Oczywi艣cie na tyle, na ile wolno babci. Mam wra偶enie, 偶e 艣wietnie czuj膮 si臋 w naszym – mojego drugiego m臋偶a i moim – domu w Gdyni. Na co dzie艅 mieszkaj膮 na zamkni臋tym osiedlu, gdzie wszystko jest ogrodzone i nie ma miejsca na dzieci臋ce igraszki. A u nas jest prawdziwe podw贸rko, wielu r贸wie艣nik贸w, wsp贸lne zabawy, tajne dzieci臋ce „bazy”. Zawsze jest g艂o艣no i weso艂o.
Wszystko, 偶eby odci膮gn膮膰 ich od smutnych my艣li?
My艣l臋, 偶e ka偶de z nich prze偶ywa odej艣cie mamy inaczej. Szymon ma dziesi臋膰 lat, by艂 strasznie zwi膮zany z Ani膮. Jemu jest chyba najtrudniej, a przynajmniej najbardziej po nim to wida膰. Jasiu, wiadomo, pami臋ta niewiele. Mam臋 zna g艂贸wnie ze zdj臋膰. Pr贸buje to sobie jako艣 w tej pi臋cioletniej g艂贸wce u艂o偶y膰. Niedawno w moim telefonie zobaczy艂 zdj臋cie Ani: „O, masz moj膮 mam臋. A wiesz co, ona jest w niebie, ale mnie nie widzi”. Albo nagle pyta: „Oj, to moja mama przyjdzie w ko艅cu od tej Bozi czy nie?”.
Czy t臋skni膮? Tego nawet nie mo偶na sobie wyobrazi膰. Oliwka, jak razem le偶ymy wieczorem w 艂贸偶ku, potrafi si臋 przytuli膰 i powiedzie膰: „Babciu, ja ciebie tak kocham, tak pachniesz moj膮 mam膮”. To ja jej m贸wi臋: „Wiem, dziecko. Ty pachniesz moj膮 c贸rk膮”. I tak sobie le偶ymy. I ja naprawd臋 czuj臋, jakbym Ani臋 obejmowa艂a.To cudowne, 偶e s膮 dzieci, 偶e co艣 po nas zostaje na tym 艣wiecie.
Widzi w nich pani Ani臋?
To niesamowite, jak bardzo s膮 podobne. Zw艂aszcza ch艂opcy – wypisz wymaluj Ania. A kiedy 艣pi膮, to Ani臋 przypomina wszystko. Nawet to, jak s膮 u艂o偶eni – tak na boku, jak maj膮 zagi臋te paluszki. Uwielbiam, kiedy mog臋 ich zabra膰 do siebie na noc. Potrafi臋 wtedy godzinami tak siedzie膰 i patrze膰, jak le偶膮 pogr膮偶eni we 艣nie. Po prostu przytulam wtedy moj膮 Ani臋.Albo ostatnio, kiedy byli艣my w Gi偶ycku, Jasiu rozsiad艂 si臋 na le偶aku jak panisko. „Babcia, po偶ycz okulary” – m贸wi. Siedzi zadowolony, a ja po prostu widz臋 Ani臋.Oliwka natomiast to na pierwszy rzut oka c贸reczka tatusia – oczy szare jak u Jarka. Ale jak si臋 o偶ywi, szczebiocze, to ju偶 zupe艂nie mama.
Odziedziczy艂y po mamie talent aktorski?
Ch艂opcy raczej „p贸jd膮 w pi艂k臋”. Szymon ju偶 trenuje w klubie, wyje偶d偶a na obozy. W ko艅cu ich tata by艂 pi艂karzem, to i dobrze ich poprowadzi. Oczywi艣cie nic na si艂臋. Najwa偶niejsze, 偶eby to lubili. Chocia偶 kto to mo偶e wiedzie膰, na co si臋 kiedy艣 zdecyduj膮? A talent chyba faktycznie maj膮. Poza tym Szymon wyst臋puje w k贸艂ku teatralnym, a do tego mia艂 ju偶 sw贸j debiut filmowy. Oliwka marzy o karierze modelki. Jak ka偶da przeci臋tna nastolatka zaczyna si臋 interesowa膰 mod膮 i fotografi膮. Ania przecie偶 te偶 zaczyna艂a od modelingu.A Jasiu. Tego to wsz臋dzie pe艂no. Taki ma艂y prowodyr, uwielbia si臋 bawi膰, by膰 w centrum uwagi. Nie da si臋 go nie lubi膰. Czysta Ania.
Jaka by艂a jako dziecko?
Kochana, u艣miechni臋ta, zawsze szybka, zdecydowana i wprost rozbrajaj膮ca. W przedszkolu i szkole zawsze bra艂a udzia艂 w przedstawieniach, teatrzykach, chcia艂a zab艂ysn膮膰. Nie wiedzia艂a jeszcze, czy chce 艣piewa膰, by膰 aktork膮 czy modelk膮, ale co艣 ju偶 jej tam w g艂owie siedzia艂o. Agnieszka by艂a bardziej uczuciowa, skupiona, ciep艂a i pe艂na spokoju. Ania te偶, ale jej musia艂o by膰 zawsze na wierzchu.Pami臋tam jeden prezent na Dzie艅 Dziecka, kt贸ry Ania dos艂ownie na nas wymusi艂a. Niesamowicie chcia艂a dosta膰 buty – ci偶emki z kr贸tkimi noskami, wtedy bardzo modne. Szala艂a na ich punkcie i nie dawa艂a nam 偶y膰. No to w ko艅cu pojecha艂y艣my do sklepu, ale akurat nie by艂o jej rozmiaru. M贸wi臋, 偶e nic z tego, 偶e ci偶emki dostanie Agnieszka, bo na ni膮 pasuj膮 idealnie. A ona na to: „A co to za problem, 偶e s膮 za du偶e? Wypcham je wat膮”. Kupili艣my jej te buty, a ona jak powiedzia艂a, tak zrobi艂a. Chodzi艂a w nich wsz臋dzie.

R贸wnie pami臋tnym prezentem by艂 rower. D艂ugo o nim marzy艂a. Mia艂a ju偶 16 lat – to by艂y inne czasy, nie to, co dzisiaj. No i kupili艣my jej ten rower.Jak go zobaczy艂a, dar艂a si臋 tak, 偶e chyba ca艂a dzielnica s艂ysza艂a. S艂u偶y艂 jej bardzo d艂ugo. Szczeg贸lnie upodoba艂a sobie jedn膮 tras臋: z Or艂owa w Gdyni a偶 do Brze藕na w Gda艅sku. Wraca艂a zm臋czona, spocona, wida膰 by艂o jej to potrzebne. Po kt贸rej艣 z tych wycieczek powiedzia艂a mi, 偶e wyje藕dzi艂a sobie pojednanie z Bogiem.

Ania trafi艂a do aktorstwa bardzo szybko.

Ba艂am si臋, 偶e za szybko, mia艂a przecie偶 dopiero 16 lat. Najpierw by艂a agencja modelek Gosi Rudowskiej, z kt贸r膮 potem zosta艂y przyjaci贸艂kami na 艣mier膰 i 偶ycie. Dzi艣 Gosia to taka moja trzecia c贸rka. Ju偶 wtedy Ania m贸wi艂a, 偶e chce zosta膰 aktork膮. Ale wiecie, jak to jest. Ka偶dy ma marzenia, ale do ich realizacji zwykle d艂uga droga.Nawet jak ju偶 pojecha艂y z Gosi膮 na pierwszy casting, do filmu „Ciemna strona Wenus”, my艣la艂am, 偶e pewnie nic z tego nie b臋dzie. Ania przecie偶 opowiada艂a, 偶e tam do roli by艂o ponad 300 kandydatek. Jak dosta艂a telegram, 偶e dosta艂a t臋 rol臋, akurat le偶a艂am w szpitalu, oczekuj膮c na operacj臋. Mama z siostr膮 u mnie by艂y. Wchodzi Ania z tymi jej wielkimi oczami, podaje telegram: „Mamu艣, zobacz!”. A mnie strach oblecia艂 – przecie偶 to jeszcze dziecko.By艂am ju偶 wdow膮, sama musia艂am dba膰 o rodzin臋, wszystkiego si臋 ba艂am. M贸wi臋: „No, nie wiem. Przecie偶 ja nawet pieni臋dzy nie mam, 偶eby ci na poci膮g da膰”. Wtedy moja siostra powiedzia艂a: „Pozwolisz, b臋dziesz 偶a艂owa膰. Nie pozwolisz, te偶 b臋dziesz 偶a艂owa膰. Ja jej dam na ten bilet. Pu艣膰 j膮, niech spr贸buje”.No i tak Ania zacz臋艂a karier臋, troch臋 dzi臋ki swojej cioci. Oczywi艣cie te偶 dzi臋ki Gosi, no i re偶yserowi – Rados艂awowi Piwowarskiemu. On solennie obieca艂, 偶e jej w Warszawie w艂os z g艂owy nie spadnie, b臋dzie przywo偶ona i odwo偶ona do poci膮gu, wszyscy tam o ni膮 zadbaj膮. I musz臋 powiedzie膰, 偶e z danej obietnicy wywi膮za艂 si臋 na medal, za co bardzo jestem mu wdzi臋czna. Potem list od niego dosta艂am, taki na kartce wyrwanej z zeszytu, a tam ca艂y elaborat o Ani. 呕e j膮 wszyscy na planie lubi膮, 偶e na pewno zrobi karier臋, 偶e j膮 kiedy艣 pewnie w jakim艣 hollywoodzkim filmie zobacz臋. Ten „bilet do aktorstwa” te偶 jeszcze istnieje. Moja siostra dosta艂a na nim pierwszy autograf od Ani.No i Ania spe艂ni艂a swoje marzenie – zosta艂a aktork膮. 呕a艂owa艂a tylko, 偶e szko艂y nie sko艅czy艂a. Chodzi艂o to za ni膮. Ale sama przyznawa艂a, 偶e brak jej na to czasu. Pracowa艂a bardzo du偶o, pojawi艂y si臋 dzieci. 艁膮czenie tego wszystkiego wymaga艂o dokonywania wielu trudnych wybor贸w. W tym wszystkim przynajmniej babcia by艂a ci膮gle potrzebna. Ania z Jarkiem przeprowadzali si臋 w r贸偶ne miejsca, a ja je藕dzi艂am za nimi. Los rzuca艂 ich do Poznania, Turcji, na Cypr i do 艁odzi, zanim ostatecznie wr贸cili do rodzinnej Gdyni. Kiedy mieszkali w Turcji, a Ania akurat w sprawach zawodowych musia艂a jecha膰 na tydzie艅 czy dwa do Polski, to ja jecha艂am tam i zajmowa艂am si臋 dzie膰mi. Wszystko by艂oby tam dobrze, gdyby nie bariery j臋zykowe – r臋ce mnie okropnie bola艂y, kiedy pr贸bowa艂am si臋 porozumiewa膰 z Turkami.Babcie s膮 dzisiaj naprawd臋 w cenie. Ania i Agnieszka tylko si臋 zdzwania艂y i ustala艂y, kiedy kt贸ra i na jak d艂ugo mo偶e sobie „zaklepa膰” mam臋. Co prawda po kilku operacjach nie jestem w pe艂ni sprawn膮 babci膮, ale staram si臋, na ile starcza mi si艂. Jestem osob膮 kontaktow膮, pogodn膮, to te偶 mi pomaga. Chorzy, sfrustrowani potrafi膮 do艂owa膰, a ja nie chcia艂abym, 偶eby dzieci zapami臋ta艂y mnie jako tak膮 smutn膮 babci臋. Ale to u nas rodzinne. Ma艂a Ania kiedy艣 zapyta艂a moj膮 mam臋: „Babciu, a dlaczego ty nie jeste艣 taka stara i zgarbiona jak inne babcie?”. Moja mama by艂a przepi臋kn膮 kobiet膮 i to po niej Ania odziedziczy艂a urod臋.

Wr贸膰my do pocz膮tk贸w kariery. Aktorstwo to te偶 tzw. odwa偶ne sceny. Jak podchodzi艂a do tego mama?

No c贸偶, mnie jako matce ogl膮da si臋 to troch臋 g艂upio. Ostatnio w telewizji emitowano powt贸rk臋 „S臋pa”. Wcze艣niej jako艣 nie widzia艂am tego filmu, a teraz mia艂am troch臋 czasu. Przyznam, 偶e momentami mnie zatyka艂o. Ale p贸藕niej sobie pomy艣la艂am, 偶e tak w艂a艣nie wygl膮da艂 jej zaw贸d. Matka musi przede wszystkim dziecko zrozumie膰. 呕e ta praca to jej pasja. A w filmie wszystko musi wygl膮da膰 tak prawdziwie, dos艂ownie. Nie ma rady.

Ostatnio Oliwka m贸wi do mnie: „Babciu, a wiesz, w jednym filmie to si臋 mama ca艂owa艂a”. T艂umaczy艂am jej, 偶e to przecie偶 tylko film, 偶e to nie by艂o naprawd臋.

Musz臋 powiedzie膰, 偶e jak mi tak bardzo brakuje Ani, to lubi臋 w艂膮czy膰 sobie film, w kt贸rym wyst臋puje. Zdj臋cia jak zdj臋cia, a z filmem jest tak, jakbym j膮 mia艂a na 偶ywo. Ze wszystkich jej produkcji najbardziej uwielbiam „Z艂otopolskich”. Ania gra艂a policjantk臋 Marylk臋. Pocz膮tkowo jej rola to mia艂 by膰 tylko epizod. Jej posta膰 bardzo si臋 spodoba艂a i tak zosta艂a ju偶 na sta艂e. Strasznie by艂a zwi膮zana z ca艂膮 ekip膮. Zawsze mi powtarza艂a: „Ja mia艂am szko艂臋 teatraln膮 na planie 禄 Z艂otopolskich 芦”. Oni j膮 uczyli tam aktorstwa.

A o niej opinie zawsze s艂ysza艂am, 偶e da艂a si臋 lubi膰, by艂a bardzo otwarta. Ca艂a ona. Pogodna, weso艂a. Nawet jak czasem sobie pop艂aka艂a, to zaraz wybucha艂a 艣miechem. Wszystkie tak mamy w rodzinie. Ma艂o kto nas widzia艂 ze 艂zami w oczach. Do ludzi nie warto ze 艂zami, z b贸lem, bo nikt tego nie zrozumie i rozumie膰 nie chce. Co innego matka. Ania zawsze mog艂a do mnie przyj艣膰 z najwi臋kszym problemem i jak przyjaci贸艂ce opowiedzie膰. A ja, jak nie mog艂am pom贸c, stara艂am si臋 przynajmniej – tak jak to robi艂a moja mama – przytuli膰, pog艂aska膰 i powiedzie膰, 偶e jutro b臋dzie lepszy dzie艅. Ania uwielbia艂a tak le偶e膰 ko艂o mnie. M贸wi艂a: „We藕 mnie poczesz”. Brakuje mi tego.

C贸rka radzi艂a si臋 pani w sprawie kariery?

Raczej nie. W swoich decyzjach by艂a samodzielna. Rodzinie bardziej opowiada艂a, co teraz planuje, gdzie wyje偶d偶a. I stara艂y艣my si臋 zrobi膰 tak, 偶ebym mog艂a pom贸c w opiece nad dzie膰mi, jak ona b臋dzie pracowa艂a.

Ania by艂a rodzinna, kocha艂a sw贸j dom, lubi艂a do niego zawsze wraca膰. A przy tym by艂a w niej jaka艣 niezwyk艂a si艂a, determinacja. Pami臋tam, z jakim niedowierzaniem ogl膮da艂am jej konferencje prasowe. Jaki ona mia艂a zas贸b s艂贸w. By艂a oczytana, po艂yka艂a ksi膮偶ki, czasopisma, o wszystkim potrafi艂a porozmawia膰.
Zaczyna艂a karier臋 jako 16-latka, wi臋c troch臋 dorasta艂a na oczach widz贸w, dojrzewa艂a. Sama sobie na wszystko zapracowa艂a.
T臋skni艂a pani za c贸rk膮 w czasie jej licznych wyjazd贸w?
Gdyby kto艣 pokusi艂 si臋 o sprawdzenie naszych billing贸w telefonicznych w tamtym czasie, to stwierdzi艂by, 偶e rozm贸w mia艂y艣my tak du偶o, 偶e obie czu艂y艣my si臋 tak, jakby Ania nigdzie nie jecha艂a. Potrafi艂y艣my rozmawia膰 godzinami. Bo Ania zawsze t臋skni艂a. Potrafi艂a zadzwoni膰 z Turcji i powiedzie膰: „Mamu艣, wiesz co, jakby艣 mog艂a teraz przyjecha膰, toby艣 zobaczy艂a, jak te ptaki pi臋knie 艣piewaj膮”. Albo zaczyna膰 takie rozmowy: „Mamu艣, a gdyby babcia jeszcze 偶y艂a…”. Ania zawsze by艂a blisko rodziny, blisko domu.Po powrocie z tych swoich wyjazd贸w od razu mi podpada艂a. Pierwsze, co robi艂a po wej艣ciu do domu, to chwyta艂a 艂y偶k臋 i rzuca艂a si臋 do wyjadania z garnk贸w. Oj, jak ja tego nie lubi艂am! „C贸rcia, prosz臋 ci臋, we藕 najpierw talerz”. „Ale mamu艣, to tak fajnie pachnie”. No i jak mo偶na by艂o jej tego zabroni膰.
Ania m贸wi艂a „mamu艣”. A pani do niej?
Ania. No, chyba 偶e podpad艂a – wtedy by艂o „Anka”. Ona ju偶 dobrze wiedzia艂a, 偶e jak s艂yszy „Anka”, to znaczy, 偶e co艣 zrobi艂a nie tak. Cho膰 musz臋 przyzna膰, 偶e i jej, i Agnieszce szybko min膮艂 okres m艂odzie艅czego buntu, w kt贸rym sprawdza艂y, na co mog膮 sobie pozwoli膰. A nie by艂am ust臋pliw膮 matk膮. Wszystko, co robi艂am, wynika艂o z tego, 偶e po prostu si臋 o nie ba艂am, by艂am jak taka przestraszona kura. Nakr臋ca艂am si臋 nawet wtedy, kiedy czyta艂am periodyki kryminalne. Pami臋tam, 偶e c贸rki zawsze wtedy na mnie krzycza艂y: „Mamu艣, a po co ty to czytasz, po co si臋 nakr臋casz? Dlaczego akurat nam mia艂oby si臋 co艣 takiego sta膰?”.
Ci臋偶ko by艂o mie膰 w domu gwiazd臋?

Nie wiem. Ania nie by艂a gwiazd膮. Przynajmniej dla nas. To by艂a po prostu Ania – nasza c贸rka, siostra, mama, przyjaci贸艂ka.Oczywi艣cie 艣wiat, do kt贸rego trafi艂a, nie zawsze by艂 przyjemny. Ani臋 bardzo bola艂o, gdy media co艣 przekr臋ca艂y i na si艂臋 szuka艂y sensacji. Ona si臋 nie pcha艂a na 艣wiecznik, nie chodzi艂a na „ustawki”.Nigdy nie powiedzia艂a „robi臋 karier臋”. Raczej – „spe艂niam marzenia”.Poza tym ka偶da praca wi膮za艂a si臋 ze stosem wyrzecze艅. Jak mia艂a nagrania w Warszawie, to zamiast zatrzymywa膰 si臋 w hotelu, wola艂a u cioci Haliny, bo to zawsze by艂a okazja, 偶eby si臋 zobaczy膰 i sp臋dzi膰 troch臋 czasu razem. Poranek wygl膮da艂 wtedy zawsze tak samo: godzina 4, Ania wstawa艂a na paluszkach, przygotowa艂a kubek z herbat膮 dla wujka, kubek dla cioci, wyszykowa艂a si臋 i po cichutku wymyka艂a z domu, bo o 6 musia艂a ju偶 by膰 na planie.A dzieci? Z powodu r贸偶nych zaj臋膰 i wyjazd贸w na plan Ania nie widzia艂a niekt贸rych pierwszych krok贸w, nie s艂ysza艂a pierwszych s艂贸w. Bardzo j膮 to bola艂o. To by艂a cena tego, czym si臋 zajmowa艂a. Niezale偶nie od tego, jak dok艂adnie stara艂a si臋 zaplanowa膰 ka偶dy wyjazd, aby jak najd艂u偶ej by膰 w domu i jak najszybciej wr贸ci膰, to nie zawsze to wychodzi艂o. Zdarza艂o si臋, 偶e rano wsiada艂a do samolotu, wieczorem wraca艂a, 偶eby cho膰 chwil臋 przytuli膰 dzieci, i nast臋pnego dnia lecia艂a znowu.Ani臋 uwielbiali wszyscy, kt贸rzy j膮 spotykali. Taks贸wkarze, ekspedientki, listonosze, po prostu wszyscy.Posz艂y艣my kiedy艣 do sklepu spo偶ywczego, przy stoisku z w臋dlinami zamawiam: „20 dkg salcesonu, 20 dkg pasztetowej…”. A tu podje偶d偶a Ania, wisz膮c na sklepowym w贸zku niczym ma艂a dziewczynka, i wo艂a na ca艂y sklep: „A co ty, mamu艣, tak skromnie?! Wstydzisz si臋, 偶e tak du偶o dzieci w domu trzymasz? Wi臋cej salcesonu, wi臋cej pasztetowej poprosz臋”.

To prawda, 偶e by艂a strasznie pedantyczna?

Je艣li chodzi o porz膮dki, to Ania prze艣cign臋艂a i mnie, i moj膮 mam臋, i siostr臋. Agnieszka te偶 lubi porz膮dek, ale trzyma si臋 bardziej powiedzenia: dom dla mnie, a nie ja dla domu. Natomiast Ania potrafi艂a zacz膮膰 generalne porz膮dki, zaraz jak od nich z domu wychodzi艂a profesjonalistka w tym fachu. Wola艂a to zrobi膰 po swojemu. A ju偶 jej ulubionym miejscem by艂a kuchnia i zw艂aszcza takie metalowe uchwyty, od kt贸rych nie potrafi艂a si臋 oderwa膰. Niby ju偶 porz膮dek, niby wszystko posprz膮tane, ale ona jeszcze stoi przy tych uchwytach, ci膮gnie ko艅c贸wk臋 bluzki lub swetra i wyciera, jakby chcia艂a dziur臋 zrobi膰. Nam te偶 to do dzi艣 zosta艂o. Jak jeste艣my z Agnieszk膮 u Ani w domu, akurat w kuchni, to albo jedna, albo druga te偶 bluzk膮 te metale poleruje.

Albo taka historia z okresu, kiedy Ania by艂a ju偶 chora, le偶a艂a w szpitalu. Przysz艂a do niej pani, 偶eby 艂azienk臋 posprz膮ta膰. Kobieta krz膮ta si臋 tam, jak potrafi, czy艣ci, szoruje, a Ania patrzy. W ko艅cu nie wytrzyma艂a: „Przepraszam, czy mog臋 szmatk臋?”. Wzi臋艂a od niej szmat臋, 艣rodki czysto艣ci i sama wysprz膮ta艂a ca艂膮 艂azienk臋. Wcze艣niej jednak drzwi zamkn臋艂a, 偶eby tej pani nie robi膰 przykro艣ci, 偶e j膮 pacjentka uczy sprz膮tania.

Ubrania z kolei to u nas w domu niszczy艂y si臋 tylko od prania. Bo ca艂y czas by艂y w艂a艣ciwie w pralce. Cho膰 akurat do ubioru to Ania nigdy wi臋kszej wagi nie przywi膮zywa艂a. Niewa偶ne jakie, jaka metka, grunt, by by艂y czyste. A jej ulubiony str贸j to po prostu zwyk艂e dresy.

I nie cierpia艂a zakup贸w. Jak ju偶 mia艂a jakie艣 nowe ubrania, to zazwyczaj z jakiej艣 sesji. Jak jej si臋 spodoba艂o, to po prostu bra艂a. Nieraz przyjaci贸艂ki m贸wi艂y do niej: „Anka, jeste艣 aktork膮, wypada, 偶eby艣 mia艂a dobry zegarek, fajn膮 torebk臋”. A ona zawsze odpowiada艂a kr贸tko: „Ale po co?”. Uwa偶a艂a to za zb臋dne, pr贸偶ne.
Jak si臋 pani dowiedzia艂a o chorobie Ani?
Cz臋sto narzeka艂a, 偶e boli j膮 kr臋gos艂up. A 偶e sama mam k艂opoty z kr臋gos艂upem, to powtarza艂am jej: „Ania, trzeba si臋 zbada膰, nie mo偶na tego lekcewa偶y膰, bo p贸藕niej b臋dziesz mia艂a takie problemy jak ja”.Pami臋tam, 偶e pojecha艂am z siostr膮 do Krakowa, do naszej cioci, kt贸ra mia艂a wtedy ju偶 blisko 90 lat. By艂a sobota. Zadzwoni艂a do mnie Agnieszka: „Mamo, s艂uchaj, musz臋 ci co艣 powiedzie膰, tylko usi膮d藕, prosz臋. Ania by艂a u lekarza.”. Przeczuwa艂am, 偶e nie powie mi nic dobrego.Zacz臋艂a si臋 walka, 偶y艂y艣my nadziej膮, 偶e guz nie b臋dzie z艂o艣liwy, 偶e jest do usuni臋cia, 偶e b臋dzie dobrze. Z czasem umyka艂y kolejne szanse, do艣wiadczenie podsuwa艂o czarne scenariusze, ale wszystkie i tak kurczowo trzyma艂y艣my si臋 nadziei. Ania walczy艂a m臋偶nie. A my we trzy przed sob膮 gra艂y艣my. Wyobra藕cie sobie, 偶e przez ca艂y ten czas w og贸le nie rozmawia艂y艣my o 艣mierci. Raz tylko mnie zapyta艂a, jak le偶a艂y艣my na 艂贸偶ku: „Mamu艣, a co b臋dzie z dzie膰mi?”. Odpowiedzia艂am: „S艂uchaj, dziecko. Na razie to ty musisz Ja艣ka wys艂a膰 do przedszkola, zorganizowa膰 mu tort, bo zaraz ma urodzinki, niebawem Szymon idzie do komunii, trzeba go przygotowa膰. My艣l o tym, dziecko, na razie nic z艂ego si臋 nie dzieje”. Odpowiedzia艂a tylko: „Masz racj臋”.
By艂a w dobrych r臋kach, je藕dzi艂a do USA, Szwajcarii, mia艂a 艣wietn膮 opiek臋 w Polsce. Wielkie oparcie dali jej najbli偶si, przede wszystkim Agnieszka. Czasem miewa艂am wra偶enie, 偶e Ania przez sk贸r臋 przeczuwa艂a nadchodz膮cy koniec, cho膰 jednocze艣nie otwiera艂a ten sw贸j z艂oty kalendarzyk i planowa艂a: „Zobacz, mamu艣, tu wpisa艂am nasz wjazd do Zakopanego. Ale poci膮giem czy samolotem, jak my艣lisz?”.Sam膮 chorob臋 naprawd臋 znosi艂a dzielnie – i chemi臋, i na艣wietlania, wszystko. Brakowa艂o jej w tym wszystkim spokoju, bo media dos艂ownie szala艂y. Prawda przeplata艂a si臋 z histerycznie wymy艣lanymi bzdurami. Nigdy si臋 chyba nie dowiem, sk膮d oni brali te wszystkie informacje. A ju偶 najgorsze przysz艂o w sierpniu – w mediach gruchn臋艂a wie艣膰, 偶e Ania zmar艂a. To by艂a bomba sezonu.
Jak to odebra艂a Ania?
Tego dnia przyjecha艂am do niej rano, a Ania wita mnie od wej艣cia: „Mamu艣, wiesz, 偶e ja ju偶 nie 偶yj臋?”. Troch臋 zblad艂am. „Jak to nie 偶yjesz?” Zacz臋艂a si臋 g艂o艣no 艣mia膰. Chwil臋 potem zadzwoni艂 telefon. Dzwoni艂 dziennikarz jednej z gazet, pewnie 偶eby potwierdzi膰 wiadomo艣膰 o 艣mierci. Ania sama odebra艂a i m贸wi: „Ania, s艂ucham”. A tam cisza. Po chwili moja c贸rka wypali艂a: „Tak, to ja, pozdrawiam z za艣wiat贸w”.Zdawa艂o si臋, 偶e potraktowa艂a t臋 wiadomo艣膰 z w艂a艣ciwym sobie humorem i du偶ym dystansem, ale tak naprawd臋 mocno to prze偶y艂a.Medialne 偶erowanie na chorobie Ani by艂o strasznie przykre. Wszyscy ci paparazzi czatuj膮cy pod oknami, te wyssane z palca wiadomo艣ci w gazetach, na portalach. Do dzi艣 nie mog臋 poj膮膰, jak nieludzki potrafi by膰 cz艂owiek, by sprzeda膰 kilka egzemplarzy brukowca wi臋cej. Bardzo si臋 wtedy zrazi艂am i d艂ugo nie chcia艂am z nikim rozmawia膰. Zgodzi艂am si臋 na ten wywiad, 偶eby ju偶 dziennikarze nie wymy艣lali tych bzdur. Nie chc臋, 偶eby moje wnuki czyta艂y te wszystkie tanie sensacje, kt贸re niewiele wsp贸lnego maj膮 z prawd膮. A wybra艂am ten tytu艂, bo Ania zawsze lubi艂a czyta膰 „Wysokie Obcasy”.
Walka z mediami kosztowa艂a j膮 du偶o si艂, zw艂aszcza w trakcie choroby. Cho膰 ca艂y czas by艂a dzielna.
A pani?
Nowotwory zabra艂y mi ju偶 tyle os贸b. Ojciec, m膮偶, mama i dalsza rodzina. 呕ycie pokaza艂o mi, jak zachowuj膮 si臋 chorzy na nowotwory. Ania pok艂ada艂a si臋, mia艂a b贸le brzucha, ci膮gle narzeka艂a na kr臋gos艂up. A ja j膮 wtedy ruga艂am: „To we藕 jeszcze dwie walizki”, „To we藕 jeszcze jedno dziecko na plecy”. A to by艂y po prostu objawy tej choroby – boli kr臋gos艂up, bol膮 ko艣ci, kolana.W czasie choroby Ania – jak wszyscy chorzy – miewa艂a zachcianki, cz臋sto w 艣rodku nocy. Na budy艅, na ry偶. „Zr贸b mi, mamu艣, taki z jab艂kami, taki jak mi zawsze robi艂a艣”. I tak sobie czasami gotowa艂y艣my do 4 nad ranem
By艂a pani przygotowana na po偶egnanie?
A mo偶na si臋 do tego przygotowa膰? Matka mo偶e si臋 przygotowa膰 na 艣mier膰 c贸rki?Wci膮偶 nie jestem na to gotowa. 呕aden rodzic nie powinien chowa膰 swojego dziecka.Nawet dzi艣, kiedy jestem w domu Ani, zawsze siadam ty艂em do miejsca, w kt贸rym sta艂o jej 艂贸偶ko wypo偶yczone z hospicjum. Kiedy艣 si臋 z tym uporam, ale jeszcze nie teraz. Kiedy nadesz艂y ostatnie dni, czu艂am, 偶e to ju偶. Tak zwyczajnie, jak matka.W czwartek Agnieszka zabra艂a Ani臋 na w贸zku i gdzie艣 pojecha艂y. Nie by艂o ich cztery godziny, a ja si臋 denerwowa艂am. Kom贸rek oczywi艣cie nie odbiera艂y. Okaza艂o si臋, 偶e pojecha艂y tylko na lody, a potem Ani臋 – jak nie j膮 – wzi臋艂o na zakupy. Po powrocie nakrzycza艂am na nie, jak za ich lat m艂odzie艅czych.
W sobot臋 by艂a przepi臋kna pogoda. Patrzyli艣my na morze. Odbywa艂y si臋 jakie艣 zawody 偶eglarskie. Nakryli艣my Ani臋 ko艂dr膮, kocem, na艂o偶yli艣my jej czapk臋. Ania kaza艂a nam patrze膰 na s艂o艅ce, wod臋, na te 偶agl贸wki.Wieczorem przysz艂a piel臋gniarka z hospicjum. Zacz臋艂a mnie namawia膰: „Krysiu, id藕 do domu, odpocznij troch臋”. Ale nie chcia艂am. Ania te偶 m贸wi艂a: „Mamu艣, prosz臋 ci臋, nie id藕”. Chyba te偶 ju偶 to czu艂a. Posz艂am nawet na chwil臋 do g贸ry, chcia艂am chwil臋 pole偶e膰, ale zaraz zesz艂am z powrotem. Musia艂am przy niej by膰.W niedziel臋 nad ranem piel臋gniarka wychodzi艂a na nast臋pny dy偶ur, zrobi艂am jej kaw臋 i kanapk臋, wr贸ci艂am do Ani i zobaczy艂am, 偶e odchodzi. Jak kto艣 to wcze艣niej ju偶 widzia艂, to wie. Nosek si臋 jej wyci膮gn膮艂, r臋ce si臋 zrobi艂y takie… inne. Oddech mia艂a cichutki, 艂apa艂a powietrze jak taki malutki ptaszek albo ryba, kt贸ra szuka wody. Wygl膮da艂a jak ma艂a, 艣pi膮ca laleczka – ju偶 taka malutka, drobniutka. Siedzieli艣my przy niej z Jarkiem i Agnieszk膮. Jeszcze wsta艂am, wzi臋艂am j膮 za r臋k臋 i szepn臋艂am: „Dziecko, nic si臋 nie martw, wszystko b臋dzie dobrze”. Ju偶 nie odpowiedzia艂a, tylko spod powiek pop艂yn臋艂y jej dwie 艂zy. Mo偶e mnie jeszcze us艂ysza艂a? Umar艂a o 15.18.

Mo偶e to ostatnie pokolenie kobiet z klas膮?

Wiecie jak to jest, 偶e je艣li pisze si臋 bloga, to te tematy sk膮d艣 czerpa膰 trzeba, a wi臋c mnie do napisania dzisiejszej notki zmusi艂a, ale mo偶e to z艂e okre艣lenie, bo mia艂am przyjemno艣膰 wys艂ucha膰 wywiadu z nies艂ychanie interesuj膮c膮 kobiet膮 聽– Ew膮 B艂aszczyk.

S膮 w telewizji takie wywiady z ciekawymi lud藕mi, kt贸re zapadaj膮 w nas na d艂ugo, a mo偶e i na zawsze. Tak sobie pomy艣la艂am, 偶e jest to ju偶 gin膮cy gatunek kobiet, kt贸re traktuj膮 wszystko, co robi膮 z pe艂n膮 odpowiedzialno艣ci膮 w dobie kiedy media zalane s膮 plastikowymi i nic nie wartymi kobietami.

Pani Ewa w swoim wywiadzie wytr膮ci艂a mi 艂ezk臋 w oku, a mo偶e i ja na starsze lata robi臋 si臋 bardziej wra偶liwsza i odbieram wszystko zbyt emocjonalnie, ale si臋 tego nie wstydz臋 ani troszeczk臋.

Je艣li kto艣 by mia艂 ochot臋 wys艂ucha膰 tego wywiadu, to jest w linku i zapewniam, 偶e warto bardzo cho膰by dlatego, 偶e mi艂o jest s艂ucha膰 kobiety, kt贸ra tak wiele w 偶yciu przesz艂a, a jednak si臋 nie podda艂a i wci膮偶 jest siln膮, pe艂n膮 determinacji kobiet膮, a powiedzia艂a, 偶e gdyby nie jej dzia艂alno艣膰 w fundacji Akogo i w klinice Budzik, a tak偶e jej artystyczna praca, to w zasadzie ju偶 by jej nie by艂o.

C贸rka Pani Ewy nie mo偶e si臋 obudzi膰 ju偶 15 lat. Ukochany jej m膮偶 te偶 ju偶 j膮 opu艣ci艂, ale ona si臋 nie poddaje i z determinacj膮 pomaga innym rodzicom i dzieciom w 艣pi膮czce. Jest to wspania艂a dzia艂alno艣膰 i przede wszystkim Pani Ewa jest ogromnie skromn膮 i ciep艂膮 osob膮.

Pomy艣la艂am sobie, 偶e nie mog臋 o niej nie napisa膰, skoro tak bardzo mnie wzruszy艂a i doda艂a jakby skrzyde艂, 偶e jako ludzie mamy z g贸rki i pod g贸rk臋, ale nie wolno si臋 nigdy poddawa膰, bo i dla nas kiedy艣 s艂o艅ce za艣wieci i kibicuj臋 Pani Ewie w walce o swoje dziecko.

To tyle i mo偶e zbyt ma艂o jeszcze 馃檪

http://pytanienasniadanie.tvp.pl/18534723/ewa-blaszczyk-doswiadczona-przez-los

Jak jeden numerek uratowa艂 starsz膮 pani膮 :)

Nie ma, 偶e Imieniny! Nie ma 偶adnego 艣wi臋towania, bo akurat dzisiaj przypad艂a mi wizyta kontrolna u lekarza mojego stanu zdrowia. By艂am na takiej kontroli dwa lata temu i niestety, ale pomy艣la艂am sobie, 偶e czas ju偶 zg艂osi膰 si臋 do lekarza i si臋 przebada膰.

Lekarz prywatnie mnie bada, bo pa艅stwowo, to si臋 troch臋 czeka, a wi臋c dzwoni臋 do mojego lekarza, Pana po siedemdziesi膮tce i ten ka偶e mi przyjecha膰 w 艣rod臋 na godzin臋 18.

Pasuje mi, bo akurat m膮偶 b臋dzie mia艂 ju偶 wolne i jedziemy. Ciemno na jezdni i ja si臋 boj臋, bo w ka偶dej chwili z lasu mo偶e wskoczy膰 jakie艣 zwierz臋 pod ko艂a, bo jedziemy drog膮 przez lasy. Potem jedziemy do celu przez zat艂oczone miasto. Trzeba tu stan膮膰, tam stan膮膰 i zn贸w si臋 denerwuj臋, czy na czas b臋dziemy.

Wybi艂a 18, a ja jestem pod gabinetem. Nie ma nikogo, a wi臋c pukam, naciskam klamk臋, a tu zoonk, bo nie ma lekarza. Siadam i w my艣lach do siebie gadam, 偶e pewnie zaraz b臋dzie i mnie zdenerwowan膮 zbada. Nie ma go 10 minut, nie ma go 15, a wi臋c dzwoni臋.

Jest pod telefonem i informuje mnie, 偶e jest na wizycie domowej i b臋dzie za 15 minut, a ja sobie my艣l臋, 偶e sk膮d czerpie si艂y ten starszy Pan. Dobre geny jak nic, a ja ju偶 spokojniejsza czekam.

Po 20 minutach zjawi艂 si臋 i si臋 do mnie u艣miecha, a ja odwzajemniam. Wchodz臋 do gabinetu, a lekarz mnie pyta jaki mia艂am ostatnio numerek. Numerek? Hm, no mia艂am, ale nie z lekarzem, ale powinien by膰 w portfelu, ale czy go wci膮偶 mam, a mo偶e go wywali艂am!?

Pan doktor informuje mnie, 偶e po dw贸ch latach mog臋 by膰 w archiwum, bo mo偶e w rejestracji zamkn臋li mnie w jakie艣 szufladzie w ciemnej piwnicy, a wi臋c szukam tego numerku, a mam tych przegr贸dek od sasa do lasa i nie ma, a wi臋c co mi grozi? B臋d臋 przyj臋ta, a偶 znajdzie si臋 moja karta w archiwum i b臋d臋 zmuszona przyje偶d偶a膰 drugi raz.

O nie, a wi臋c szperam po tych przegr贸dkach bardziej dok艂adnie, r臋ce mi si臋 trz臋s膮 i jest! O matulku jest ten zaczarowany numerek z liczb膮 523, uf – odetchn臋艂am i w try -miga znalaz艂a si臋 moja karta i wcale w archiwum nie by艂am

Badanie przesz艂am bardzo pomy艣lnie, czyli jeszcze po偶yj臋, cho膰 150 z艂 z kieszeni jest ju偶 nie moje. Tak mi numerek umili艂 dzisiaj imieniny. 馃檪

Z du偶ej chmury, ma艂y deszcz!

Siedz臋 sobie w poniedzia艂ek o poranku i ogl膮daj膮c poranne wiadomo艣ci tak troch臋 mi si臋 ziewn臋艂o z nud贸w. Nic si臋 nie dzieje w polityce i Jaros艂aw Ku藕niar podejmowa艂 tematy takie bez 偶adnego sza艂u. Co艣 tam m贸wi艂, troch臋 o pogodzie te偶, ale nic takiego, 偶e urywa de… 馃榾 Tak sobie siedzia艂am i pomy艣la艂am, 偶e za spokojnie jest co艣 w temacie polityka, bo chyba wszyscy ci politycy strasznie teraz uwa偶aj膮 na gesty i s艂owa, bo zbli偶aj膮 si臋 wybory samorz膮dowe i trzeba by膰 tak cholernie przyk艂adnym i zachowawczym, aby nie zaszkodzi膰 bro艅 boziu swojej partii. Wszystko takie akuratne i pod linijk臋. Takie wywa偶one i odmierzone i ani jeden krok dalej. Nudz臋 si臋 wi臋c, ale w g艂owie mi si臋 kot艂uje, 偶e tak to nie dzia艂a i wcze艣niej, czy p贸藕niej jaka艣 bomba wybuchn膮膰 musi!

No i wybuch艂a wczoraj z tak膮 si艂膮, 偶e dziennikarze porozlatywali si臋 po k膮tach i trochu tam zostali w celu ogarni臋cia si臋, bo nie dowierzali, 偶e to si臋 dzieje naprawd臋. Dziennikarze doznali szoka i kiedy oprzytomnieli, to Rados艂aw Sikorski, Marsza艂ek naszego Sejmu uciek艂 im z konferencji prasowej. Dziennikarze i media kiedy otrz膮sn臋li si臋 z szoka nagle poj臋li, 偶e oto sta艂a si臋 na ich oczach rzecz nies艂ychana, bo druga osoba w pa艅stwie po sze艣ciu latach pu艣ci艂a bardzo 艣mierdz膮cego b膮ka, co sprawi艂o, 偶e ja jako obywatelka naszego kraju mia艂am wra偶enie, 偶e zaraz w Polsce nast膮pi wprowadzenie stanu wojennego, zamkn膮 nam Internet i telefoni臋 kom贸rkow膮 i za chwil臋 spadnie 艣nieg, a wojsko wyjdzie na ulic臋. Rozszala艂e media podkr臋ci艂y atmosfer臋 tak, 偶e mia艂am wra偶enie, 偶e w niedziel臋 zn贸w nie b臋dzie Teleranka dla dzieci.

Ale nagle nast膮pi艂 niespodziewany zwrot wydarze艅 i z godziny na godzin臋 sytuacja zmienia艂a si臋 jak w kalejdoskopie. Os艂upia艂am nie tylko ja, bo os艂upia艂y te偶 media zagraniczne, kiedy to Marsza艂ek Sejmu zaczyna艂 konfabulowa膰 i wycofywa膰 si臋 z udzielonego wywiadu i nagle puk, puk o艣wiadczy艂, 偶e zawiod艂a go kompletnie pami臋膰 i w takim razie nie wiadomo w co tu wierzy膰, czy usi膮艣膰 i p艂aka膰, czy 艣mia膰 si臋 do rozpuku.

Na drugi raz kiedy b臋dzie mi w polityce za spokojnie, to ju偶 nigdy my艣lami nie b臋d臋 czarowa膰 wielkiego bum, bo lepiej ceni膰 sobie troch臋 nudy, ni偶 totaln膮 g艂upot臋 i bezmy艣lno艣膰 wcale nie oboj臋tn膮 na arenie polityki 艣wiatowej, a jest to tak, 偶e Sikorski kiedy艣 chcia艂 do偶yna膰 watahy, a wczoraj dor偶n膮艂 si臋 sam i rany b臋d臋 u niego bardzo d艂ugo krwawi膰! Tusk ich ju偶 nie opatrzy!