Archiwa tagu: zabawa

My dzieci – z kluczem na szyi!

W jakimś, swoim wpisie na blogu pytałam o to, gdzie podziały się dzieci?

Umartwiałam się, że nie widać ich na podwórkach, mimo, że mamy wiosnę i trawa się zazieleniła.

I oto wczoraj moje serce się uradowało, bo zobaczyłam z balkonu fajnie bawiące się dzieciaki w wieku tak do 8 lat.

Grały w piłkę tam, gdzie jakieś 50 lat temu i ja z gromadą grałam.

Natychmiast w głowie pojawiły się wspomnienia z moich dziecięcych lat i zabawach odbywających się na tym samym podwórku.

Tworzyłam zgraną paczkę z Jolą, Markiem, Bogdanem i z wielu innymi dziećmi, które zostały tylko już w mojej pamięci, bo się rozjechaliśmy po skończeniu szkoły podstawowej.

https://www.youtube.com/watch?v=yHtw46oKNFA&feature=youtu.be

Dzieci, które uwieczniłam na krótkim filmiku nie mają może jeszcze tabletów i komórek i dlatego bawią się na podwórku i niech zostanie im w pamięci takie dzieciństwo, bo:

 

DAJCIE DZIECIOM SŁOŃCE

Kiedy dziecko śpiewa –
śpiewa cały świat.
Cały świat piosenką jest,
śpiewa kot i śpiewa pies,
ptak na niebie, wiatr na drzewie,
świerszcz na łące…
Nawet kiedy pada deszcz,
to ten deszczyk śpiewa też,
że po deszczu, że po deszczu
będzie słońce.

Kiedy dziecko tańczy – tańczy cały świat.
Z rudym kundlem czarny kot,
drzewa z niebem, z ziemią płot,
ptak z obłokiem, wiatr z motylem,
świerszcz na łące…
Cały świat ma tyle lat,
ile dzieci mają lat,
te dzieciaki, co do tańca 
wzięły słońce.

Kiedy dziecko płacze –
płacze cały świat. 
Kot ma oczy pełne łez,
na podwórku płacze pies,
wiatr w kominie, mysz pod miotłą,
świerszcz na łące.
O, jak słono od tych łez,
nawet cukier słony jest,
o, jak ciemno, o jak zimno –
gdzie jest słońce?

Dajcie dzieciom słońce, żeby łez nie było,
Dajcie dzieciom słońce, dajcie dzieciom miłość.
Dajcie dzieciom słońce, całe słońce z nieba,
Żeby mogły tańczyć, mogły śpiewać.

Wanda Chotomska

 

My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.

Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią lata 60-70- 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.

Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce skutkował bezwzględnie karami.

 

 

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.

Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.

Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami — bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.

Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.

Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.

Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb z masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.

Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.

Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.

W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego — codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.

 

 

Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.

A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!

Jaszczurka

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9813

 

Pierwsza ilustracja pochodzi z serialu dla młodych Urwisy z Doliny Młynów

Reklamy

Bardzo poważne bycie z Wnusią!

Dziś to ja miałam Wnusię na stanie i też tak będzie jutro.

Rozmawiamy sobie i spytałam, kim chce być, kiedy będzie duża. Wnusia ma zaledwie 6 lat, a już ma jasno sprecyzowane plany na przyszłość. 😀 Powiedziała mi, że będzie kwiaciarką, albo lekarzem od kotków i piesków.

Spytałam, czy może będzie chciała  pisać bajki dla dzieci – takie wymyślone i sama dla niej wymyśliłam bajkę, taką bez talentu babcinego, a brzmiało to tak: 😀

Dawno, dawno za górami za lasami, w pięknym zamku mieszkała mała księżniczka.

Księżniczka była bardzo samotna, gdyż nie miała ani braciszka, ani siostrzyczki i nie miała się z kim bawić.

Często siedziała w kącie komnaty i płakała.

Mama i tata nie pozwolili jej mieć ani kotka, ani pieska i księżniczka coraz częściej była smutna.

Aż pewnego dnia z dziury w podłodze wyszła sobie myszka i przyniosła w łapkach tajemnicze ziarenko.

Widząc smutną księżniczkę powiedziała, że ma posadzić ziarenko do ziemi i codziennie podlewać, a za dwa tygodnie spełni się coś niesamowitego.

Tak więc księżniczka  pilnie podlewała tajemnicze ziarenko.

Pewnego poranka przetarła oczy ze zdumienia, bo z ziarenka wyrosła śliczna dziewczynka o rudych włosach i przedstawiła się jako Pipi Lansztrung.

O tej pory księżniczka miała towarzyszkę do zabaw i nigdy się już nie nudziła i nie smuciła.

Koniec ha ha.

Twoje imię w piosence!

Dziś będzie na luzie i lajtowo. Dziś będzie bez brudnej polityki!

Trzeba odpocząć od kłamstwa, kombinowania, oszukiwania, przeinaczania, bo są radośniejsze rzeczy w życiu.

Każdy z nas ma swoje imię, nadane nam przez rodziców, które zawsze coś znaczy i pasuje do naszego charakteru.

Każde imię ma podobno swoje znaczenie i jesteśmy tacy, jak nam imię przypisuje. Dlatego miło jest, gdy nasze imię znajduje się w muzyce, czy poezji.

Odnajdujcie swoje imiona w piosenkach polskich i zagranicznych.

Tutaj, we wpisie daję tylko namiastkę wyszperanych, ale jest ich dużo więcej.

Ja najbardziej lubię piosenkę „Czerwonych Gitar” pt. „Tak bardzo się starałem”.

Gramy więc i się bawimy!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzień inny od wszystkich – szalony!

Kiedy nasze dorosłe Dzieci uczą się i pracują nawet w weekendy, bo czasy są burzliwe i niepewne, to My Babcie i Dziadkowie od czasu, do czasu musimy im pomóc w przypilnowaniu ich dzieci, a naszych Wnuków.

I tak u nas dzisiaj było, że Wnusia na parę godzin była z nami.

Godzina 9 rano i telefon, który wybudził nas ze snu.

– Dziadek! Już jestem gotowa, a więc przyjedź po mnie!

Dziadek w tempie młodzieniaszka wsiadł w samochód i za chwilę mieliśmy na stanie Wnusię.

To był intensywny czas spędzony razem, a co robiliśmy?

Najpierw śniadanie, a potem  zabawa, dużo zabaw.

A więc:

– Malowanie kolorowanek wydrukowanych z Internetu.

– Ubieranie laleczek w komputerze.

–  Słuchanie piosenek z komputera.

– Budowanie domków z klocków.

– Zabawa w grę planszową.

– Wyjazd z Dziadkiem na spacer do lasu.

– Budowanie domku z koca i suszarki na ubrania.

– Zabawa w domku i rysowanie na kartkach z bloku nowymi kredkami.

– W międzyczasie obiad.

– Gra w scrabble

– Trochę bajek z TV.

– Rozmowy i wygłupy.

 

I tak przyjemnie minął mój dzień – bardzo inny dzień!

 

W komentarzach proszę napisać, czy się zgadza! Taka zabawa!

Co Miesiąc Twoich Urodzin Zdradza O Twoim Charakterze. Trafne informacje!

Powód nie jest znany, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że ludzie urodzeni w tym samym miesiącu mają także podobne cechy osobowości. Co może sprawić, że różne kobiety urodzone w tym samym miesiącu zachowują się podobnie? Tutaj znajdziesz szokujące wyniki!

Styczeń

Kobiety urodzone w styczniu mają wysokie ambicje, pozostając przy tym osobami konserwatywnymi i poważnymi. Mimo że czasem styczniowe kobiety są krytyczne w stosunku do innych, najczęściej nie lubią rozmawiać o swoich własnych uczuciach. Kobiety urodzone w styczniu wolą rozmawiać z ludźmi, którzy są intelektualnie do nich podobni. Komunikują się jedynie z ludźmi o takim samym poziomie intelektu i identycznych poglądach na życie.

Luty

Urodzone w lutym kobiety są całkiem romantyczne i muszą być traktowane z cierpliwością ze względu na nieustanne zmiany nastroju. Nie każdy człowiek potrafi je zrozumieć z tego powodu. Potrafią myśleć abstrakcyjnie i są wolnymi duszami. Gdy zostaną zdradzone, nie należy oczekiwać, że wrócą.

Marzec

Kobiety urodzone w marcu często są charyzmatyczne i czarujące. Te oddane i lojalne kobiety z trudnością oddają swoje serca i zakochują się. Gdy coś je zasmuci, potrafią być bardzo nieprzyjemne, jednak przez większość czasu są wybornymi towarzyszkami.

Kwiecień

Kobiety urodzone w kwietniu to efektywni mówcy, którzy są zdolni zwięźle wyrazić swoją opinię. Zgubą urodzonych w kwietniu jest ich tendencja do zazdroszczenia i delikatna pewność siebie, która może sprawić, że będą bardzo wrażliwe. Jednak kobiety z kwietnia są zdolne do uszczęśliwiania innych otwierając się przed ludźmi, którym ufają i dzieląc się z nimi ich skrywanymi uczuciami.

Maj

Kobiety urodzone w maju są bardzo wytrwałe i nigdy nie porzucają swoich ideałów. Często są atrakcyjne fizycznie, lecz mogą być całkiem trudne, a to czyni je nie lada wyzwaniem dla mężczyzn, którzy się w nich zakochają. Majowe kobiety ciężko zapomnieć, ponieważ maja silną wolę i są piękne.

Czerwiec

Panie urodzone w czerwcu są ciekawe, kreatywne i jasno komunikują swoje zdanie. Ich zgubą jest to, że mogą mówić zanim pomyślą. Czerwcowe kobiety częściej są dosadne niż skrywają swoje uczucia. To czyni je kobietami o silnej woli i z tendencją do posiadania wielkiej mocy nad swoimi mężczyznami.

Lipiec

Panie urodzone w lipcu są piękne, szczere, mądre i tajemnicze. Aby zapobiec konfliktom, lipcowe kobiety wolą od początku być szczere, by uniknąć późniejszych nieporozumień. W związku z tym oczekują szczerości także od innych.

Sierpień

Podczas gdy kobiety urodzone w sierpniu mają tendencję do podporządkowania życia sobie, mają również wielkie serce dla innych ludzi. Te panie często wygrywają spory, jednocześnie nie akceptując ich istnienia. Sierpniowe panie stronią od negatywności i ludzi nie zgadzających się z nimi oraz są gotowe zareagować bądź kontratakować, jeśli ktoś zachowa się w taki sposób. Posiadają jednak świetne poczucie humoru. Sierpniowe panie uwielbiają znajdować się w centrum uwagi i często otrzymują mnóstwo uwagi od mężczyzn. Ze względu na ich siłę, mężczyźni padają im do stóp.

Wrzesień

Kobiety urodzone we wrześniu są bardzo zdyscyplinowane, przyjazne i piękne, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Są wierne sobie w przekonaniu, że nigdy nie przebaczą ludziom, którzy je oszukali i często szukają zemsty, gdy czują, że została im wyrządzona krzywda. Często odnoszą sukcesy w poszukiwaniu zemsty. Wrześniowe panie wybierają trwałe związki częściej niż krótkie romanse. Ze względu na długość ich związków, mają wysokie wymagania wobec ludzi, których kochają.

Październik

Październikowe panie, rzadko okazujące uczucia, lecz często błyszczące swoją inteligencją, mają silny charakter. Często boją się zdrady, więc zachowują wiele rzeczy dla siebie. Kobiety nie urodzone w październiku często zazdroszczą październikowym paniom.

Listopad

To mądre kobiety, które wyczują kłamstwo na kilometr. Zadzieranie z panią z listopada to błąd, ponieważ szybko się zorientuje. Te kobiety mają także swoje własne zdanie i nie boją się go wyrazić.

Grudzień

Grudniowe panie są niecierpliwe, lecz wiedzą zawsze jak nakłonić rzeczy do działania po ich myśli. Cieszą się z pozytywnych nastrojów innych i otwierają swoje serca dając innym szansę na zranienie.

Już dawno się tak nie zachwyciłam!

Dobry wieczór. 🙂

Tak, już dawno nic mnie tak nie zachwyciło i nie porwało. Pomyśleć, że kiedy byłam małą dziewczynką, lalki nie były w moim zainteresowaniu, ani tam żadne babskie zabawy z domkiem dla lalek.

Wolałam piłkę, włażenie na drzewa, aniżeli szycie i strojenie lalek. Moja Siostra to tak. Lubiła zabawy z lalkami i mogła z nimi spędzać długie godziny. Szyła dla lalek ubranka i robiła dla nich z pudełek po butach różne dziwactwa. Tu należy zadać sobie pytanie o koga nasza Mama bardziej się bała? O sowizdrzała, którego trzeba było szukać, czy o spokojne dziecko bawiące się lalami? 🙂

Aneta Popiel – Machnicka ma piękną pasję i dziś ją poznałam w TV DDTVN. Ona i jej dwie córeczki zajmują się rekonstrukcją upadłych domków, zebranych w różnym stanie na całym świecie. 

Dziś, na stare lata pokochałam lalki dzięki Pani Anecie. Zauroczyłam się jej pasją i przede wszystkim dbałością ogromną o detale jakie w tych domkach na nowo odradzają się. Jest to świetna nauka historii i poznanie tamtego świata, idąc wraz domkami po epokach.

Może kiedyś moje Wnuki pojadą do Warszawy i się zachwycą perfekcyjną pracą Pani Anety. 

Oglądajcie i zachwycajcie się razem ze mną. 🙂

Muzeum domków dla lalek w Pałacu Kultury i Nauki

W Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie otwarto Muzeum Domków dla Lalek. Wystawa stała prezentuje dawne domy dla lalek, lalczyne powozy, kliniki, zakłady fryzjerskie oraz kilkanaście unikatowych zabawek sakralnych. Ekspozycja, która od kilku lat nieustannie gościła w różnych muzeach całej Polski i otrzymała wiele nagród, znalazła się we wnętrzach PKiN niedostępnych dotąd dla zwiedzających – tajnym zapleczu Vip przy Sali Kongresowej. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolejny dzień z Babcią Elą :)

Dobry wieczór. 🙂

Poranny telefon, że znów przywożą nam wnuki, a więc zryw na równe nogi, bo przecież trzeba coś im ugotować. Szybkie Dziadka zakupy i o 9 godzinie już zaczęłam  gotować zupę ze świeżych pomidorów i koniecznie z ryżem, bo makaronu nie lubią. Kiedy ugotowałam, to już byłam spokojna, bo wiedziałam, że zawsze coś ciepłego dla dzieciaków mam.

Dziadek pognał jeszcze po owoce i jogurty, bo dzieciaki te jogurty bardzo lubią i sama nie wiem dlaczego, bo mnie one nie smakują, ale skoro lubią, to muszą być.

Po obiedzie obowiązkowo musi być bajka w telewizji, jako relaks poobiedni, a ja z nimi te bajki oglądam, bo komentują, a więc muszą mieć do kogo komentować. 

Miałam do zakiszenia ogórki, a więc zatrudniłam dzieciaki do wkładania ogórków do słoja i tak mi pomogły, oczywiście musiałam pokazać jak układać te ogóry.

Babciu, a mogę  w komputerze trochę pobawić się w ubieranki lalek? No jak zobaczyłam ten błagalny wzrok, to pozwoliłam, choć nie za bardzo lubię, kiedy dzieciaki siedzą przed komputerem, ale cóż miałam zrobić? Uległam niestety.

Dzień minął jak z bicza trzasł. Dzieci pojechały dopiero do drugiej Babci, a ja sobie już odpoczywam. 

Miłego wieczoru. 🙂

 

Dzień z wnukami, nigdy nie jest stracony :)

Uf, pojechały moje wnuki do drugiej Babci. Nie piszę uf, że jestem zmęczona, a tylko dlatego, że zająć czas takim dzieciom to jest ekwilibrystyką, a zwłaszcza w taki gorący dzień. U nas dziś niemiłosierny upał, a więc wykluczone by z nimi wyjść na przykład na plac zabaw, tym bardziej, że nie miały żadnych czapeczek. 

Wiedząc, że będą, siadłam do komputera i wydrukowałam im kilka kolorowanek, aby chwilę dzieciaki zająć i na szczęście się przydały. Komputer to super sprawa, bo spytałam jakiej bajki nie ma w telewizji, to może poszukamy jej w komputerze. Jednogłośnie, dwugłosem usłyszałam, że nie ma bajki pt. „Rio”, a więc poszukałam w sieci i bingo – jest i tak spędziliśmy półtorej godziny na oglądaniu bajki z przesłaniem. Nawet mnie się ona spodobała, a oglądałam z nimi, by stwierdzić, że nie jest to ogłupiający obraz.

Obiad zjedzony bardzo ładnie, mimo upału, co mnie bardzo zawsze cieszy, a potem lody z Dziadkiem i jakoś udało się uniknąć nudy. Wszystkie Babcie chyba wiedzą o tym, że wnuki absorbują, a my stajemy na rzęsach, aby tylko im dogodzić, choć oczywiście bez przesady. 

Zauważyłam, że mam dużo więcej cierpliwości  wobec małych istotek, a rozmowa z nimi, to sama przyjemność, tym bardziej, że zaczynają być wszystkiego ciekawe i zadają już bardzo dorosłe pytania, bo na przykład zapytały mnie – kto najbardziej chciał mieć w domu psa i czy Babcia i Dziadek są w jednym wieku – ha ha.

Dzień cudowny i jestem spełniona,

Chapeau bas dla wszystkich wychowujących moje wnuki :)

Wczoraj z okazji Urodzin mojego dziecka zostaliśmy zaproszeni na małą kolację, aby uczcić ostatnią trójkę w wieku mojego dziecka. Tak, tak ostatnią trójkę, jakby nie liczyć. 🙂

Wchodzę do ogrodu, a tam moja wnusia ciężko pracuje. Postanowiła pomóc Mamie i zabrała się za mycie szkieletu pod nowe meble na taras. Znaczy meble stare, ale tapicerka będzie nowiutka, a szkielet drewniany także będzie odświeżony.

Praca paliła się jej w rączkach, gdyż bardzo dokładnie myła ściereczką każdy kawałek szkieletu. Nie pominęła żadnego zakamarka, a podczas pracy to sobie pogadałyśmy o wszystkim, bo jak widać na zdjęciu ma kolorowe włosy, które pokolorowały wszystkim dzieciom panie przedszkolanki z okazji akcji – ubieramy się optymistycznie na pomarańczowo.

Cieszę się, że w  przedszkolu organizuje się takie akcje i dzieci  biorą w nich czynny udział  i na przykład w przedszkolu, do którego chodzą moje wnuki od drugiej córki była akcja, bardzo drastyczna wręcz, gdyż zorganizowano tydzień bez zabawek, ale to nie znaczy, że dzieci się nudziły.

W ruch poszedł papier, kartony, nożyczki i klej. Dzieci znosiły plastikowe butelki i tak powstała orkiestra. Z kartonów powstawały domki, a z gazet różne cudeńka. Oj działo się i takim sposobem rozwijana jest w dzieciach kreatywność, a mnie Babci podobają się takie akcje i cieszę się, że moje wnuki mają  swój świat w gronie innych dzieci. 

Jestem na bieżąco z tym, co maluchy robią w swoich grupach, gdyż podglądam te przedszkola na Facebooku i daje mi to radość, że wiem jak mija im dzień. 

Trzeba oddać wielkie podziękowania tym wszystkim paniom, które na co dzień poświęcają się dzieciakom w przedszkolach i organizują im masę kreatywnych zadać i uczą tak wiele. Jest to wielka praca i poświęcenie, że każdego dnia moje wnuki uczą się czegoś nowego.

Wkleję parę zdjęć związanych z wielkim poświęceniem nauczycielek i opiekunek w przedszkolach moich wnuków. Chylę czoła 🙂

 

5-6-latki „Pieguski” 
same ASY!
Niedługo idą do pierwszej klasy;
Piegus nie skarży i nie krzyczy,
umie już czytać, wspaniale liczy;
Grzeczni , mili, ładni tacy;
Tacy właśnie przedszkolacy,
z naszej Wesołej 18.