Archiwa tagu: zakupy

Dopieszczam się

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Mój dzień był bardzo emocjonalny, bo już o 8 godzinie pobiegłam do szpitalnego labolatorium, aby zrobić kolejne badania krwi.

Myślałam, że jestem jedna z pierwszych, a tam tłum ludzi już się zebrał, a więc blisko dwie godziny przyszło mi czekać na swoją kolejkę.

Potem bieganie do chorej Mamy i w końcu trzeba było coś ugotować na ząb, a także zająć się domem między opieką, a obowiązkami.

Ostatnio jestem zaganiana i w związku z tym zmęczona, a do tego jeszcze ten upał.

Biegam też po lekarzach i będę robiła następne badania, gdyż kiedyś trzeba pomyśleć o sobie też.

Kiedy tak obserwuję teraz ludzi w poczekalniach do lekarzy, to zauważam jak nasze społeczeństwo się starzeje.

Dziś rano widziałam chyba z 15 starszych ludzi, przeważnie o kulach i balkonikach, co nie wprawia w dobry humor, a wręcz odwrotnie – przygnębia, bo sama zbliżam się do starości i różnie może być przecież.

Moje cukry szaleją, ale jest już trochę lepiej odkąd zaczęłam systematycznie brać leki.

Mam takie pudełeczko, w którym układam swoją chemię na tydzień i staram się być systematyczna dla swojego dobra.

Szukam w tym wszystkim pozytywnych akcentów, takich, które poprawiają na chwilę humor i powodują, że na duszy robi się lżej!

Ogromną przyjemność sobie zrobiłam oglądając w niedzielę festiwal w Zielonej Górze imieniem Anny German.

Wróciły dawne klimaty, kiedy cała Polska oglądała festiwal w Opolu, czy w Sopocie, a tym bardziej było przejemnie, bo był też konkurs z piosenek komponowanych przez Seweryna Krajewskiego i Agnieszkę Osiecką.

Spłakałam się, ale tak mile i tak szczerze, bo wróciły dawne wspomienia i moja młodość rzecz jasna.

A dzisiaj!

A dzisiaj wybrałam się pobuszować po sklepach i sprawiło mi to przyjemność. Stwierdzam, że wciąż jestem kobietą, której się chce upiekszyć swój dom, a także coś w nim zmienić i odnowić.

Kupiłam więc:

  • pojemnik na cebulę i czosnk,
  • obrus na rodzinny stół,
  • zegar do kuchni, bo stary zbrzydł,
  • malutki kwiatek do łazienki na półeczkę
  • pojemnik na sól, bo czas było to zmienić.

I tak kochani dopieszczam się i robię sobie chwile odskoczni od chorej Mamy i Wam też polecam taką terapię w złych i ciężkich chwilach!

Zrobiłam biegnąc do labolatorium parę, fotek mojego, zielonego miasta, bo to też sprawia mi przyjemność!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Reklamy

Moja niesamowita sobota!

Moja dzisiejsza sobota, to dzień tylko dla mnie i mojego Męża.

Spaliśmy sobie do 10 (już nie pamiętam, kiedy spaliśmy tak długo).

Ja zmęczona opieką nad chorą Mamą – dziś się wyspałam do woli, choć obudziłam się i tak zmęczona, bo to za mało czasu, by dojść do siebie po ciężkim tygodniu.

Wzięłam prysznic i zrobiłam sobie ulubioną kawę z mlekiem, a potem dopiero zjadłam śniadanie – wiem, że powinno być odwrotnie!

O godzinie 11 zaczęła się transmija ze ślubu Harrego i Meghan i wtopiłam się i lekko spłakałam.

Nie lubiłam nigdy bajek, bo wolałam kopać piłkę z chłopcami, ale trochę mnie zaciekawia rodzina królewska w Anglii i to, co się w niej dzieje.

Lubię księcia Harrgo, bo to jest taki typ mężczyny, który, jako łobuziak może podobać się kobietom. Sama mam takiego za Męża, który 42 lata temu mnie zauroczył.

Ludzie piszą w sieci, że Meghan go unieszczęśliwi, bo jest pazerna na kasę i popularność, a ja sądzę, że to może być najszczęśliwsze małżeństwo i oni razem się zestarzeją.

Oboje są po przejściach i żadne z nich w młodości nie było świętoszkiem, ale kiedyś trzeba się ustatkować i pomyśleć o swoim życiu na poważnie.

Niech im się szczęści i niech rodzą im się dzieci – tego im życzę z całego serducha!

Zrobiłam sobie własną sesję i strzelałam zdjęcia z telewizora ha ha – bawiło mnie to!

W międzyczasie zrobiłam kilka zdjęć moich kwiatów na balkonie, które odwdzięczyły się za cierpliwość za pelęgnację.

Moje kwiaty są takie, o których marzyłam – czyli pelargonie kaskadowe. Będą sobie do jesieni zwisać i kwitnąć!

Nie wiem skąd zaczerpnęłam siłę, bo wybrałam się do Netto i Pepko, aby zrobić ciekawe zakupy dla domu i zagrody!

Chodziłam powolutku, spokojnie między półkami – z okularami na w pół nosa i oglądałam asortyment Made in China i oglądałam i myślałam, co mi się do domu przyda!

W konsekwencji kupiłam dwie, śliczne skrzyneczki, które spowodowały, że wiele w kuchni swojej pozmieniałam, a starocie bez żalu wywaliłam do kosza.

Jestem z siebie zadowolona, że tak mi się dziś chciało, bo sami po sobie wiecie, że nie zawsze się chce!

Chyba Wiosna na mnie tak zadziałała, a Mąż się cieszy, że coś znowu robię dla domu i mnie chwali.

Ale to nie wszystko!

Ugotowałam pyszną zupę jarzynową, którą skomponowałam tak:

  • ugotować rosól na skrydełkach – dwa litry
  • dodać pokrojone cztery ziemniaki,
  • dodać dwa woreczki zupy mrożonej – prezydenckiej,
  • dodać ziele angielskie, liść laurowy, dwie łyżki jarzynki,
  • dodać pokrojony, zielony koper i gałązki kalafiora,
  • gotować do miękości
  • rozmieszać ze śmietanę 18 procentową z gorącym wywarem i co wychodzi?

Wychodzi przepyszna zupa, którą chce się jeść codziennie! – Polecam!

Macie takie dni, że chcielibyście śpiewać i tańczyć, bo nowa energia w Was wstąpiła i kochacie się takimi!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zakupy sprawiające przyjemność!

W moim życiu był taki przykry czas, że wydawało mi się, że długo nie pożyję, a do 2018 roku, to już wcale.

Każdy ma w swoim życiorysie różne chwile, bo nie zawsze jest pięknie i kolorowo i czasami coś nas przygniata i zaczyna szwankować zdrowie.

Pięć lat byłam szykanowana w mojej ukochanej sieci, kiedy myślałam, że osoba mnie hejtująca przyprawi mnie o zawał serca.

Kiedy poukładały mi się osobiste sprawy, to dostałam obuchem od całkiem nieznanej mi osoby, która pięć lat umilała mi korzystanie z Internetu.

Ta osoba wciąż jest w sieci i się na jednym z forum wybiela i na mnie zwala wszystko, a w zasadzie nadal nie wiem jak się ona patrzy na siebie w lustrze!

Wyjątkowa kanalia, ale udało mi się to przetrzymać i kiedy doniosła na mnie na Policję, to się po prostu odsłoniła i zdemaskowała.

Od kilku miesięcy mam idealny spokój w sieci, bo hejterka chyba zrozumiała, że się nie poddam i dalej będe pisała swojego bloga.

Nie będę tu przytaczała jej możliwości hejterskich, a podam jej dane osobowe i niech wie, że tylko mnie ponownie tknie – idę na nowo do Prokruratury.

Nazywa się Maria Pałac i mieszka w Krakowie i powtarzam, że jeszcze raz mnie obrazi – nie daruję.

Przetrwałam tylko dlatego, że miałam styczność z osobą psychicznie chorą i tłumaczyłam sobie, że osoba psychiczna nie wie co czyni.

Długo nie mogłam odzyskać swojej tożsamości, ale udało się i mimo, że Mama jest ciężko chora, to bronię się przed depresją.

Pisałam niżej, że jestem domatorką, ale z wiosną postanowiłam odrobinę otworzyć się na świat.

Nie wierzyłam więc, że dożyję do wiosny 2018 roku i kiedy wciąż żyję postanowiłam żyć.

Nie kupowałam do swojego domu od 5 lat niczego, bo nie miałam do tego głowy, aż tej wiosny wyszłam z domu i dokonuję drobnych zakupów.

Chcę znowu ładnie mieszkać i dokupuję punktowo drobiazgi i stroję swój dom z czego bardzo się cieszy mój Mąż!

Nie potrafię iśc w miasto, tylko dla samego spaceru i albo idę z aparatem i robię zdjęcia, albo zabieram ze sobą aparat i też robię zdjecia nawet w sklepie.

Za każdym wyjściem zakupuję coś dla domu, bo wciąż czuję się kobietą, której żależy i tak kupiłam:

  • nowe akcesoria do łazienki,
  • kupiłam koszyk na mężowskie drobiazgi,
  • trzy, śliczne poszewki na mini poduszki,
  • podkładkę pod kolor dla dużego wazonu,
  • świeczkę pachnącą w szkalnym kielichu,
  • zegar na kominek, postarzały fabrycznie,
  • pojemnik kolorowy na płyn do mycia naczyń,
  • i mam zamiar jeszcze wiele zmienić i się z tego cieszyć.

Kocham wiosnę tego roku, bo dodała mi skrzydeł i czuję się kobietą szczęśliwą.

Lubicie zmiany – lubicie drobne zakupy za niewielkie pienądze, aby zrobić sobie przyjemność?

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Wypad z Mężem na zakupy!

Chcieli zamykać kobiety.
Chcą zamykać sklepy.
A ja radzę, żeby zamknęli jeszcze więzienia, które są zamknięte! 😀
Wszystkich i wszystko pozamykać!

Pojechałam dzisiaj z Mężusiem na zakupy jesienne i trochę zimowe do Gorzowa Wielkopolskiego.

Mamy tam ulubioną Galerię „Askana”, gdzie zawsze robiliśmy większe zakupy, a także ulubioną chińską restaurację, gdzie po zakupach lubiliśmy przysiąść i coś dobrego zjeść.

Idziemy więc po galerii i okazuje się, że nasz sklep został przeniesiony na drugi koniec Gorzowa do bardzo brzydkiej dla nas galerii.

Ale pomijając to utrudnienie, to i tak mam kilka wniosków z tej wyprawy.

Chcą zamykać sklepy wielkopowierzchniowe w niedzielę i może mają rację, ale sądzę, że odbiorą wielu ludziom przyjemność przebywania w eleganckich galeriach, gdzie można zrobić zakupy, ale także wypocząć.

Można zjeść coś dobrego, porozmawiać ze znajomymi, czy też zjeść pyszny deser.

Można poczytać czasopismo i wyłączyć się z pędzącego świata, ale można i poobserwować zachowanie innych ludzi.

Ludzie się przyzwyczaili do takiej formy spędzania czasu, bo przychodzą do galerii z małymi dziećmi także, dla których nie brakuje atrakcji.

Co jednak ja zauważyłam? Wielu ludzi przychodzi do takich miejsc z komputerami, smartfonami i siedzą nieruchomo gapiąc się w ekrany.

Kiedy usiadłam trochę zmęczona dreptaniem, to od razu pomyślałam, że sobie przyszli do galerii poczytać Facebooka i to jest smutny widok. Siedzą w telefonach młodzi, a także dorośli ludzie.

Zauważyłam też wielu Seniorów, którzy po zjedzeniu posiłku nie opuszczają stolika, a siedzą, bo nie chcą być samotni.

Nie podobało mi się, że młode matki karmią swoje małe dzieci śmieciowym jedzeniem, a takich zauważyłam sporo. Szkoda mi się tych dzieci zrobiło, bo uważam, że dziecko powinno zjeść solidny, domowy obiad. Taki trend i nie ma na to rady.

Słyszałam strzępki rozmów, czy te buty będą pasować do zakupionych spodni, a ta sukienka będzie właściwa na wesele.

Ot, takie zwyczajne życie Polaka, które toczy się w polskich galeriach, do których Polak się udaje, by zrobić zakupy, odetchnąć, zjeść, odpocząć, kogoś ciekawego poznać. 

Wiem, że galerie mają swoje też ciemne strony, bo galerianki i żądni przygody panowie, ale mnie to już nie obchodzi, bo gdzie są rodzice?

Jednym słowem jesteśmy zadowoleni z zakupów, ale ja wróciłam zmęczona tłokiem i szukaniem parkingu dla samochodu, bo życie toczy się prędko, a to już mnie męczy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z łezką w oku!

Mamy zupełnie inne czasy i wszystko się zmieniło od czasów PRL, kiedy to wszyscy mieliśmy – wszystko jednakowe, bo nie było w zasadzie żadnego wyboru.

Mieliśmy takie same radia, telewizory, meble, odkurzacze i nawet szklanki do kawy były niemal, że jednakowe.

Minęło trochę tych lat i rynek został zalany produktami od różnych firm, że tylko wybierać i przebierać jeśli tylko ma się pieniądze.

Wystarczy wejść do firmowego sklepu, a oczy robią się nam jak pięciozłotówki, bo wybór wszystkiego jest niesamowity.

Jeśli tylko zapragnie się zmiany i ma się pieniądze, to dostaniemy wszystko i w różnym asortymencie.

Młodzi nie pamiętają jak tym starszym się kiedyś żyło, a więc w tym wpisie będzie kilka sentymentalnych wspomnień i skłonna jestem napisać, że byliśmy biedniejsi, ale szczęśliwsi.

Czy się mylę?

 Cieślik Lucyna

PRL w pigułce-z cyklu klapka wspomnień

Psioczył każdy młody stary
że na kartki są towary
świnię bił na mięso świeże
bimber pędził i darł pierze

nocą stał i tworzył listy
najróżniejsze miał pomysły
ufarbował białą tetrę
dziergał kapcie swetr za swetrem

ku czci wodzów akademie
zjazdy partii i podziemie
propagandy drwiące hasła
brakło chleba oraz masła

sprzęt spod lady dla wybranych
malowane wałkiem ściany
z kukułką zegar do pary
a w radiu Czerwone Gitary

miłe rzeczy i te mniej
dziś komuno wrócić chciej
słychać teraz często wszędzie
lecz jak było już nie będzie.

L.Mróz-Cieślik

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

,

 

 

 

 

Co wnukom pod choinkę, czyli wystraszona Babcia :)

Od 1 grudnia do 3 grudnia, każdego roku jestem całkowicie spokojna i żyję swoim codziennym, powolnym rytmem. Przychodzi raptem 4 grudnia i jest Święto Górników, a mnie momentalnie podrywa i wyrywa z mojego świata i zaczynam zdawać sobie sprawę, że zaraz będą święta i chyba czas podnieść dupsko i zacząć coś planować, sprzątać, odświeżać, no wiecie sami zresztą jak to jest. 🙂

Patrzę w kalendarz, a tam nie tylko święta, ale i weekend zbijają się w wielkie świętowanie. Moje dzieci przyjadą, a więc trzeba powoli robić listę zakupów i wiecie co?

Nie przeraziło mnie to sprzątanie i gotowanie, bo jakoś z mężem damy radę, ale najbardziej przeraziły mnie prezenty dla wnucząt. Ok, spokojnie Elka. Weszłam więc na strony z prezentami dla dzieci, bo sobie pomyślałam, że zamówię i przyjdzie do domu, ale się przeraziłam mnogością. Doszłam do wniosku, że figa z makiem. Nic z tego nie będzie, bo dostałam oczopląsu i praktycznie się pogubiłam,

Zabawek w bród i jedna ładniejsza od drugiej. Kolorowo mi się w oczach zrobiło, kiedy weszłam na stronę Fisher coś tam, coś tam, a z drugiej strony to kompletnie nie wiem, co moje wnuki już mają, a i nie wiem o czym marzą. Przerażenie w oczach, bo przecież maluchom nie wręczymy koperty z pieniążkami. Dzieci tak bardzo się cieszą, że prezenty są pod choinką i czekają na to cały rok, a więc trzeba pokombinować.

Dzwonię do córek, a one same jeszcze nie wiedzą, a ja mam wiedzieć – TAK!!! 😀

No dobrze i doszliśmy do konsensusu, że córki się zastanowią, zamówią, a kurier przywiezie na nasz adres, a my zapłacimy i tym sposobem się uspokoiłam tak bardzo, że skleciłam notkę, gdyż kiedy jestem zdenerwowana, to nijak nie mogę pisać.:D

Kiedyś z tymi prezentami było o wiele łatwiej, bo nie było takiego wyboru, ale świat poszedł do przodu i ja za nim już w tej materii nie nadążam.

I to by było na tyle i cieszę, się, że jeden problem mam z głowy.

Ten kolorowy strach, to ja. Niby zadowolona, a jednak z powodu problemu z prezentami lekko zaniepokojona.

Sztuczne nagonki – nie, dziękuję!

Ja starsza pani, mieszkająca w małej miejscowości zawsze chodziłam kupić książkę do księgarni – tak zwyczajnie do księgarni, ale kiedy świat poszedł do przodu, usłyszałam, że książki można kupować w Empiku, ale oczywiście w większych miastach. Wklejam, co oznacza ten Empik, bo młodzi to wiedzą, ale starsi mogą mieć problemy z tym pójściem świata do przodu 😀

Za Wikipedią więc:

„Empik – działająca w Polsce sieć sprzedaży książek, wydawnictw muzycznych, filmówgierprogramów i akcesoriów komputerowych oraz prasy, a także biletów na wydarzenia kulturalne i rozrywkowe, artykułów wyposażenia wnętrz i kulinarnych, gadżetów podróżniczych, zabawek kreatywnych i łamigłówek, przyborów fitness i spa.”

Ta sieć wybrała sobie na tegoroczne twarze bożonarodzeniowe Nergala i Panią Marię Czubaszek, aby zachęcić wszystkich do robienia zakupów świątecznych. W związku z tym w Internecie wywiązała się potężna burza, bo jak to?

Nergal, który swego czasu darł Biblię i obraził uczucia wielu ludzi, a Pani Maria chwaliła się też swego czasu, że nie żałowała nigdy, że dokonała dwóch aborcji.

Ludzie nie lubią, kiedy osoby publiczne ich obrażają i są niezmiernie pamiętliwi. Zbuntowali się na forach i pod artykułami, że ich noga w związku z tym nie stanie w Empiku, bo właśnie nie wyobrażają sobie, aby takie skalane osoby zachęcały ich do zakupów i będą Empik bojkotować.

Absolutnie nie pokuszę się oceny moralnej tych osób, bo ja mam tak, że mnie nikt nie musi zachęcać, czy mam wejść do danego sklepu i kupić sobie coś wymarzonego. Ja nie zwracam uwagi na takie pierdoły i dla mnie Nergal może podrzeć jeszcze raz Biblię, a nawet Koran. Dla mnie Pani Maria może nadal  zdradzać szczegóły pikantne ze swojego życia i na mnie to też nie będzie działało. Nie rozglądam się po sklepie w poszukiwaniu, kto mnie zachęca, a idę do ekspedientki i tam szukam ewentualnie porady i pomocy. Nie interesują mnie wcale te wszystkie reklamy w telewizji, co to mnie niby mają skołować, że ten lek, a nie inny pomoże zwalczyć mi katar, albo strzykanie w kolanach. Od tego to jest lekarz, albo farmaceuta w aptece, a jeśli ktoś jest tak cholernie podatny na wszelkie sugestie, to jego sprawa. Ja nagonki żadnej nie mam zamiaru robić i żadne nagonki na mnie nie działają.

Chyba mam zdrowe podejście do tego tematu?

Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy :)

Pojechałam dzisiaj z mężem na dość daleką wycieczkę w ramach naszego wspólnego święta. Nie,nie to nie jest nasza rocznica ślubu, a mojego męża Urodziny, a jutrzejsze moje Imieniny. Cieszę się, że jestem jesienną Elżbietą, bo jesień tego roku mamy przepiękną, że oczy bolą i zachwycają się kolorami tak cudnymi, że serce z ledwością wytrzymuje ten zachwyt. 🙂

Pojechaliśmy uczcić nasze wspólne święto w nietypowy sposób. Mąż zaprosił mnie na zakupy, abym sobie wybrała coś, co sprawi mi przyjemność. Odkryliśmy w Gorzowie Wielkopolskim sklep w galerii handlowej, gdzie od dłuższego czasu kupujemy sobie ciuchy i zawsze jesteśmy zadowoleni, bo asortyment jest od wyboru do koloru, a ubrania są trwałe, nie drogie, a wysokiej jakości. Jeździmy tam od trzech lat i zakupy są ekstra udane i po praniu nie zmieniają koloru i struktury, a więc jesteśmy zawsze zadowoleni z naszych zakupów. 

Po zakupach zafundowaliśmy sobie obiad w restauracji „Pekin”, co oczywiście od razu wskazuje, że zjedliśmy chińszczyznę i ja w sobie odkryłam, że od czasu do czasu lubię ich kuchnię, bo to jest taka odmiana od naszgo polskiego jedzonka. Spróbujcie zrobić w domu taką surówkę, a zaręczam, że nigdy nie będzie taka sama, jak podana w chińskiej restauracji, albo sos. Nigdy nie traficie w ich smak, he he.

Co jeszcze zauważyłam w galerii? Ano to, że przychodzą tam ludzie z komputerami i przy kawce, albo deserze surfują po sieci. Nie mam pojęcia, dlaczego to robią, bo ja wolę surfować w swoim własnym domu. Albo przychodzą panie w starszym wieku i czytają przy kawie kolorową prasę. Może chcą być bliżej ludzi, bo w domu czują się samotne – nie wiem, ale jest to inny sposób spędzania wolnego czasu, niż ja preferuję w swoich czterech ścianach. Nie potrzebny mi jest szum fontanny w galerii, abym czuła się bliżej ludzi, ale oczywiście nie potępiam, bo każdy ma swój sposób na życie. Widziałam też małolatów, którzy siedzą ze smatfonem, albo tabletem i się w to gapią. Nie wiemy czy wagarują, czy są już po lekcjach. To taki nowy styl przebywania w galeriach, ale wietrzę w tym drugie dno. Obym się myliła.

Zobaczcie jak piękną mamy jesień w listopadzie, kiedy widzę na skraju lasu samochody i grzybiarzy, którzy w listopadzie grzyby jeszcze zbierają, a wiecie co jest bardzo ciekawe?

Otóż wjeżdżając do miasta nagle pojawiły się grupy remontowe, które naprawią jezdnię, albo powstają w pośpiechu nowe parkingi, a wiecie dlaczego teraz miasta są rozkopane i grupy remontowe pracują  do późnej nocy? Nie wiecie, no jak możecie nie wiedzieć, że zbliżają się wybory samorządowe i aby wjechać do większego miasta, trzeba poczekąc parę razu w korku haha.

No więc opisałam mój dzień, szalony dzień i zapraszam do obejrzenia tego, co zatrzymałam w kadrze, bo ja zawsze mam ze sobą aparat.

A tak poza tematem, to forum o2, tam gdzie obrabia mi  pupę pewna trollica, nawaliło i od godziny 12 w południe i minut 38, troll gryzie pazury, bo nie ma gdzie mi dokopać. Ja ryję ze śmiechu na zakończenie tak miłego dnia.

Dobrej nocy kochani.

 

 

Jestem kokietką 50 +

No nie, nie tak, jak wyżej, bo w moim wieku to już nie wypada tak kusić męża. Nie chodzi mi w tym wpisie o te bardzo miłe spędzanie czasu we dwoje, bo niestety trzeba mierzyć siły na zamiary, choć wiem, że niektóre panie w moim wieku zrobią wszystko, aby umilić sobie czas, najchętniej z młodszym, a są to tzw. kuguarzyce, czy jakoś tak.

Ja tu chcę napisać, co robię z mężem, aby przekabacić go na swoją stronę, bo na przykład wpadł mi do głowy szalony pomysł, że trzeba w domu zrobić mały remoncik, bo przestały mi się podobać w pokoju stołowym tapety. Nagle na nie patrzę z niechęcią i widzę, że tu się lekko odkleja, a od rurki c.o. pojawiły się brzydkie smugi, a więc zwracam się o pomoc i zaakceptowanie mojego szalonego pomysłu. Co słyszą kobiety w takich momentach od swoich mężczyzn. Oczywiście, że sobie coś ubzdurała, że chyba się nudzi, albo, że nie ma sensu, bo z tymi tapetami nic się nie dzieje i wszystko jest jeszcze całkiem okej.

Co robi kobieta w związku z takim zapatrywaniem się swojego mężczyzny? Robi wszystko, aby miśka przekonać do swoich racji i specjalnie poderwie tę znienawidzoną tapetę tuż na wysokości jego wzroku, kiedy się budzi i tak zwisająca tapeta musi go ruszyć.

Ale co się dzieje, że misiek nie zauważa, że mu na wysokości wzroku zwisa? Gotuje mu pyszny obiad, taki, jakiego dawno nie było i podaje mu razem z ulubionym deserem dawno nie podawanym i kiedy już tak nasyci miśka, to zaprasza go do salonu, że niby będzie bara, bara i od niechcenia macha mu tą oberwaną tapetą.

No kurcze, ale jeśli u mnie i to nie działa, to robię swoją najśmieszniejszą z min, wystudiowaną przez lata, która zawsze mego męża rozwala na łopatki i tak dochodzimy do konsensusu, że jutro pojedziemy do sklepu, by wybrać najpiękniejszą tapetę do naszego salonu. Prawda, że  proste? 😀

Ciekawa jestem jak inne kobiety sobie radzą ze swoimi opornymi miśkami, którzy najpierw widzą, że trzeba dokonać zakupu nowego gadżetu do samochodu, aby zaszpanować, zamiast tych głupich tapet do salonu. Macie kobietki swoje sposoby, bo ja mam niezawodną minkę, wystudiowaną przez lata i kolana miśkowi miękną 😀

Moje z mężem małe, jesienne przyjemności

Pamiętam czasy, kiedy dziewczynki były małe, nasze wakacje spędzaliśmy bardzo często na plaży w  mieście, albo wyjeżdżaliśmy na biwaki do lasu, koniecznie nad jeziorem. To były najwspanialsze czasy, kiedy mogliśmy wszyscy razem pobyć na łonie przyrody. Opalaliśmy się, niekoniecznie leżąc plackiem, bo słońce samo smagało nasze ciała podczas pływania łódką po jeziorze, czy też łowieniu ryb, a także podczas przyrządzania posiłków w polowych warunkach. Mieliśmy zawsze na stanie szybkowar, do którego wkładaliśmy, co tylko mieliśmy w polowej kuchni. Potem stawialiśmy garnek na butli gazowej i za 20 minut mieliśmy pyszną i pożywną potrawę, bogatą w witaminy. 

Trzeba wiedzieć, że szybkowar, to bardzo przydatne naczynie, gdyż gotuje się pod ciśnieniem i produkty w 20 minut są gotowe do spożycia, zachowując przy tym bukiet smakowy i  potrawy nie tracą witamin, a to dlatego, że do szybkowara nie dochodzi powietrze. Ciśnienie w szybkowarze powoduje szybsze gotowanie. Goloneczka z szybkowara jest za 20 minut gotowa do spożycia, a więc same plusy, bo i gazu mniej się zużywa.

Na tych biwakach dobiliśmy nasze szybkowary i zrobiły się brzydkie, a więc jakieś 4 lata je ze swojej kuchni wyrzuciłam. Nie mogłam ich doszorować po tych eskapadach, a także zbyt rzadko je używałam po odejściu dzieci z domu, ale dziś – mąż mi kupił ten garnek, wyglądający już zupełnie inaczej. Garnek jest dostojny i błyszczący, a zapach dania jednogarnkowego unosi się chyba po całej klatce, a co wsadziliśmy do naszego nowego nabytku, to wyliczam:

Pokrojone wszystko w kostkę, czyli ziemniaki, pomidory, mięso, kapusta cukrowa, marchew, a do tego puszka fasoli, dwie papryki, 2 cebule i posiekany koperek zielony. Posolić, popieprzyć, dolać odrobinę wody i niech tak z 15 minut się to gotuje pod ciśnieniem. 

Przypomniały mi się dawne, dobre czasy w związku z nowym garem w mojej kuchni, ale to nie wszystko, bo kupiłam sobie wrzos na okno, aby mówił mi, że jesień też bywa piękna, a ja wrzosy kocham. Na moim oknie wisi aniołek witrażowy w kolorze jesieni i niech nas strzeże ode złego, a na koniec uwielbiam brokuły i tak mija mi ten dzień, na samych przyjemnych sprawach.

A jak tam u Was z tą jesienią i co robicie, aby nie wpaść w jesienne chandry?

Ja jeszcze sobie śpiewam z Poniedzielskim, że nie wolno paździeniczeć 🙂