Archiwa tagu: zdrada

Czy warto wybaczyć zdradę?

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Pamiętam czasy kiedy to biegłam do Kiosku, aby kupić sobie kobiece czasopismo i nie tylko, by w chwili wolnej oddać się lekturze.

Kupowałam więc „Przyjaciółkę”, „Kobietę”, „Ekran” i „Film” oraz „Przekrój”.

Kiedy miałam dostęp do komputera, to zaprzestałam czytania na papierze, bo uważałam, że sieć mi wystarczy i właściwie tak było wiele lat – do dzisiaj!

Zatęskniłam za zapachem farby drukarskiej i papieru i zafundowałam sobie miesięcznik „Twój Styl”.

Mam balkon, a na nim wygodny leżak i kwiaty i tak sobie dzisiaj posiedziałam, a moje oczy na kilka chwil odpoczęły od ekranu komputera.

Zdenerwowało mnie jednak coś, bo we współczesnych gazetach jest cała masa reklam, kiedy kiedyś tego nie było, a były wartościowe jeno artykuły do poczytania!

Przeczytałam na początek cudny wywiad z Anitą Werner – dziennikarką z telewizji TVN, którą uważam za najlepszą!

Opowiedziała o swojej toksycznej mamie, która bardzo dużo od niej wymagała, kiedy ojciec Anity był jej ostoją i miała w nim ogromne wsparcie.

Opowiedziała o tym jak to było, kiedy była modelką i grała w filmach, ale własną pracą znalazła się tu i teraz i nie żałuje!

Przerzucałam strony czasopisma nieśpiesznie i natrafiłam na jedną opinię Pani Małgorzaty, która odniosła się do jakiegoś artykułu w poprzednim wydaniu i tu możemy sobie podyskutować!

Jak wiadomo zdrady małżeńskie były od zawsze, bo nawet jaskiniowcy się zdradzali!

Zdradzali i zdradzają aktorzy, politycy, dziennikarze, sędziowie, lekarze itd. – i w końcu zwykli śmiertelnicy.

Jakże wiele małżeństw przez zdradę się rozstaje i nie wiadomo jaki procent ludzi zdradę wybacza, choć żyją w upokorzeniu i strachu – czy to się powtórzy!

I kochani czytamy opinię Pani Małgorzaty, która nie ma taryfy ulgowej dla zdradzacza.

Co o tym myślicie?

„Własnie przeczytałam Wasz materiał w „Twój Styl” pt. ” Walczę bo kocham”.

Felieton napisany przez Agnieszkę Litorowicz – Siegiert i nie zgadzam się z postępowaniem bohaterek.

Bo właściwie po co miały walczyć?

Dalczego jest tak, że większość facetów bez przerwy interesuje się innymi kobietami?

Dlaczego jesteśmy liberalne wobec skoku w bok na wyjeździe integracyjnym?

Jest coraz więcej zdrad i coraz więcej rozwodów.

Wiecie dlaczego tak się dzieje?

Bo jest na to przyzwolenie, Zdradziłeś żonę? To nic. Koledzy polubią twoją nową partnerkę i powiedzą „To nie moja sprawa”.

Co to w ogóle ma być?

Ja się temu przeciwstawiam.

Jeśli mąż zaczyna pisać z inną, spotykać się z nią, to niech idzie w cholerę! Widocznie mnie nie kocha!

Ludzie! Zacznijmy w końcu potępiać zdrady i dziwne twory typu patchwork.

Może wtedy zaczniemy się szanować w związkach!”

Małgorzata

 

Reklamy

Miłość na stare lata!

Queen is THE only one 👸🏼

A post shared by LovelyTornadoOfChaos&Rainbows (@dodaqueen) on

Kiedy wchodzimy w dorosłe życie – w pewnym momencie znajdujemy swoją, drugą połowę, z którą chcemy spędzić resztę życia.

Jak to leciało?

Zakochaliśmy się z Mężem w wieku 16 lat – tak wiem, że byliśmy obrzydliwymi smarkaczami.

Chodziliśmy ze sobą aż cztery lata i w zasadzie nie poznaliśmy się do końca, bo smarkacze nie myślały jeszcze o życiu poważnie.

Takie tam chodzenie po parkowych alejkach nad jeziorem, ławka w parku nasza i tylko nasza i pierwsze muśnięcia, pocałunki delikatne.

W pewnym momencie puściły hamulce i pstryk – zaszłam w ciążę w wieku 20 lat!

Oboje byliśmy poranieni, bo nasi rodzice nie do końca się ze sobą zgadzali i w domach były awantury.

Może dlatego chcieliśmy szybko z domu wyfrunąć i stworzyć zgodny i kochający się związek.

Podobno młode pary przez pierwszy rok nie wychodzą z łóżka nie mogąc się sobą nasycić i w tym czasie płodzą swoje pierwsze dziecko, a u nas było trochę inaczej.

Po ślubie Mąż poszedł odbyć obowiązkową służbę wojskową, a ja pracowałam i wychowywałam naszą pierworodną.

Dawałam radę, ale czekałam dwa lata na powrót Męża, a kiedy wrócił podjął automatycznie pracę i mijaliśmy się w drzwiach.

Mijały lata i pojawiła się druga Córka i tak jakoś z Mężem nie mieliśmy okazji się poznać – tak szczerze i do końca.

Tworzyliśmy rodzinę, ale pęd życia sprawił, że żyliśmy razem, a jednak trochę obok.

Przez moje małżeństwo przeszło nie jedno tsunami. Wiele razy zmiatało moją rodzinę z powierzchni i nie raz musiałam się podnosić i dokonywać wyboru, czy dalej tak chcę żyć, bo może lepiej to skończyć i odejść!

Nikt w tych okresach z rodziny nie wyciągnął do mnie pomocnej dłoni i wszyscy schowali głowy w piasek jak strusie!

Pomogła mi trzy miesięczna psychoterapia, na której zdałam sobie sprawę, że warto walczyć o rodzinę i wybaczyć.

Jesteśmy już 43 lata wciąż razem i dopiero teraz czuję, że zawsze byłam kochana, a on błądził.

Dopiero teraz, tak naprawdę siebie poznajemy i szanujemy się w końcu!

Jaka jestem, taka jestem!

Co przeżyłam, to przeżyłam, ale na stare lata jestem traktowana jak księżniczka.

Przeszłam przez piekło, ale wiem, że postąpiłam słusznie wybaczając i dziś szukałam artykułu w temacie miłości na starość i znalazłam perełkę na pewnym blogu.

Żródło podaję na końcu wpisu!

 

Miłość na starość

Nim doszło u nas do zaręczyn, bardzo długo rozmawialiśmy o związku. O tym jak wyobrażamy sobie małżeństwo teraz i na starość, o tym, że nie chcemy rozwodu, więc decyzja o małżeństwie musi być naprawdę przemyślana. Pewnego razu leżąc koło siebie, poczuliśmy, że tak – jesteśmy na ten smród gotowi… .

Stary człowiek i małżeństwo

Wiecie, byłam dzisiaj u sąsiadki mojej babci odebrać klucze. Sąsiadka jest tuż przed 90-tką i ma starszego od siebie męża. Powiem Wam – nie wiedziałam co czuć i jak się zachować.
Kobiecie było bardzo ciężko psychicznie. Jest przygłucha, więc nie rozmawia z ludźmi przez telefon. Odkąd babcia wyjechała, sąsiadka jest sama i nie ma z kim porozmawiać. Jak to określiła “nie mam do kogo otworzyć ust”, dlatego widząc mnie, postanowiła wylać wszystkie swoje ciężary. Powiedziała:

Nie mam siły. Mąż leży całe dnie w łóżku, nie rusza się, muszę go umyć bo zrobił kupę. Nie wiem jak się za to zabrać. Nie mam siły. Niedawno spadł z wersalki. Próbowałam go podnieść, ale nie dałam rady. Od tamtej pory tak mnie boli kręgosłup… . Ledwo się poruszam. Mąż umiera, wie Pani? – powiedziała szeptem. Tak jakby mąż w drugim pokoju miał tego nie słyszeć. Ja ledwo to usłyszałam. – Jest mi tak cieżko psychicznie. Wczoraj syn nas odwiedził. Ale on ma swoje życie, swoją rodzinę – przecież nie będzie u nas codziennie by pomagać. A ja nie wiem co robić. Nie mam już siły. Tak mi brakuje pani babci. Zawsze mogłam się jej wygadać. Chociaż na chwilę oderwać się od tego. W domu jest taki bałagan – nie mam siły sprzątać. I mąż… .

Któregoś razu leżeliśmy z Dawidem na łóżku i powiedziałam do niego:
– Wiesz co, gdybyś miał wypadek i od dziś miał byś jeździć na wózku – nie zostawiłabym Cię. 
– Ja Ciebie też nie – odpowiedział mi.

I wiecie co? Niedługo po tym zaręczyliśmy się. My wiemy, za dobrze wiemy, z czym wiąże się niepełnosprawność. Doskonale wiedzieliśmy co sobie mówimy.

 

Na naukach przedmałżeńskich słuchamy jak wychowywać dziecko, jak okazywać sobie miłość, czym się różni kobieta od mężczyzny, itd. To wszystko ma nas niby przygotować do małżeństwa. Ale nic tak Cię do niego nie przygotuje, nic tak nie wpłynie na Twoje myślenie o ślubie i małżeństwie i nie rozwieje Twoich wątpliwości co do ślubu jak to jedno pytanie – Czy byłabyś w stanie codziennie podcierać obsraną dupę swojego męża? Jak Ty byś się czuła, gdybyś codziennie musiała patrzeć, jak Twój mąż ściąga Ci pampersa, bierze miskę i myje Twój obsrany tyłek?

Tak właśnie wygląda miłość na starość – patrzenie jak codziennie tracisz tego swojego ukochanego męża, kawałek po kawałku i codzienne babranie się w jego odchodach. A później przed snem całujesz go. Bo Kochasz – najmocniej na świecie. I wciąż cieszysz się z każdego dnia, że jeszcze jest.

 

Powiem Wam, że małżeństwo jest fajne. Naprawdę jest fajne! Ale tylko wtedy, kiedy kochacie się tak mocno, na tyle mocno, by kochać się do ostatnich dni – wiedząc, jak te ostatnie dni będą wyglądać.

http://mynaswoim.pl/milosc-na-starosc/

Czy technologia psuje tak młodzież?

Kiedy byłam młodą dziewczyną, to wydaje mi się, że nigdy nie wpadłoby mi do głowy takie zachowanie!

Było to tak:

Małżeństwo z 25 letnim stażem miało syna w wieku 20 lat.

Było to udane małżeństwo, choć raz miało mocne tąpnięcie i o mało by się nie rozleciało.

On ją zdradził z koleżanką z pracy i ta zdrada szybko wyszła na jaw.

Żona jego wówczas wpadła w potężną depresję i musiała korzystać z psychoterapii i brała antydepresanty.

On przysięgał, że nigdy więcej się to nie powtórzy i w końcu mu wybaczyła.

Minęło 5 lat, a ich syn szykował się do ślubu, gdyż zakochał się w dziewczynie ze swojej szkoły i zamieszkali razem jeszcze przed ślubem.

Pewnego dnia cała rodzina wybrała się do galerii, aby rozejrzeć się za ślubnym garniturem dla syna, gdyż ślub zbliżał się wielkimi krokami.

Szli zadowoleni,dowcipkowali i robili plany odnośnie ślubu swojego jedynaka. Atmosfera była luźna, a oni zadowoleni.

Nagle do jej męża podbiegła młoda dziewczyna i uwiesiła się mu na szyi, robiąc wyrzuty, że do niej nie dzwoni od jakiegoś czasu i stwierdziła, że zmarnował jej pół roku, kiedy ona tak bardzo się w nim zakochała.

On stwierdził, że to jakaś tragiczna pomyłka, że ma żonę i syna i nic ich nie łączy.

Niestety, ale zraniona kiedyś żona mu nie uwierzyła, a tym bardziej syn, gdyż dziewczę było wiarygodne i wyglądała na bardzo zakochaną.

Wszyscy byli w szoku, a najbardziej jego żona, która po powrocie do domu spakowała mu walizki i wyrzuciła go z domu.

Nie miał wyjścia i się wyprowadził do hotelu!

Syn przeczuwał, że matka się rozchoruje znowu, a więc spakował parę rzeczy i wrócił do domu, aby przypilnować matkę.

Leżała całe dni na kanapie i nie chciała z nikim rozmawiać. Zapłakana, załamana, nie mogła się pogodzić z rozpadem swojego małżeństwa. Nie pomógł syn i nie pomogła koleżanka, która stawiała ją do pionu proponując wakacje, czy wyjście do kina.

Wszystkich się pozbywała i w samotności bardzo cierpiała, gdyż swojego męża kochała nad życie.

Pewnego dnia syn musiał wyjść z domu, a kiedy wrócił, to znalazł matkę nieprzytomną, a obok leżała fiolka po silnych lekach uspokajających.

Pogotowie szybko przyjechało. Zaczęto ratowanie jej życia, ale niestety – kobieta zmarła. Lekarze nie dali rady, gdyż dawka była zabójcza.

Po pogrzebie syn swojemu ojcu nie przebaczył i rozstali się jak wieczni wrogowie. Miał ogromny żal do ojca, który całe życie uczył go, by był porządnym i honorowym facetem!

Minęło kilka tygodni i chłopak idąc ulicą rozpoznał dziewczynę, która zniszczyła jego rodzinę i przez nią matka nie żyje!

Zatrzymała się, a on ją spytał jak zaczął się jej romans z jej ojcem.

Spojrzała na chłopaka i nie wiedziała o co mu chodzi.

Przypomniał jej sytuację, kiedy rzuciła się w ramiona jego ojca, wyznając mu miłość.

Znieruchomiała i przypomniała sobie, że tak właśnie było.

Okazało się, że razem z koleżankami często robią podobne akcje i zakładają się, że taki numer wywiną. Czasami jakaś ma zemdleć na ulicy, a czasami zagadać do starszego faceta idącego z żoną. Nagrywają więc filmiki i wrzucają na swoje blogi, aby było fajnie i wesoło, bo czytelników na blogu przybywa i toczy się zażarta dyskusja małolatów.

Jest to taki zgryw, fejk jak to określa teraz młodzież i się kręci i jest wesoło.

Syn przeprosił ojca, który został oczyszczony, ale tylko jego żona już nigdy nie usłyszy od męża, że nigdy więcej jej nie zdradził.

Ta historia jest na podstawie paradokumentu, który jako jedyny oglądam w tv pt. „Ukryta prawda”.

Ten odcinek zapadnie we mnie na długo, gdyż potępiam bezmyślność ludzką, kiedy to dla marnej popularności niszczy się innym życie.

Napisałam na początku, że też byłam młodą dziewczyną i miałam koleżanki, ale nigdy nam do głowy taki pomysł podłego zachowania nie wpadł.

Można by na koniec zadać pytanie? – Co dzieje się z tym światem, z młodzieżą, która myśli, że jest pępkiem świata i dokąd to wszystko zmierza?

Kochajcie starszych panów. Mądre dziewczyny. Będzie wam zapisany dobry uczynek

 

Zabawię się w taką trochę plotkarę, ale może dlatego, że znowu zrobiło się głośno o byłym Premierze Kaziu Marcinkiewiczu i jego nieudanej miłości z Izabel Marcinkiewicz.

Kilka lat temu poznali się i zakochali, bo miłość to normalna sprawa i  się przydarza.

Kaziu dla Izabel zostawił swoją żonę, która walczyła z rakiem i spłodzone z nią dzieci w ilości sztuk cztery.

No trudno – zdarza się, choć hejt jaki spadł na tą parę był niewyobrażalny  i aż mi się zrobiło ich żal.

Miłość to jest taka choroba, która zakochanych wpędza na długie miesiące do łóżka i każe zapomnieć tych, którym zrobiło się krzywdę.

Zakochani pojawiali się na okładkach, bankietach i wszystkim pokazywali jak się kochają i wara od nich wszelkim plotkarzom, tabloidom i szmatławcom.

No w sumie to zaczęłam im kibicować, bo ona młoda i głupia, ale zakochana, a on chciał się w swoim środowisku pochwalić młodą dupką. Imponowało mu to, że mimo różnicy wieku ma przy sobie taki towar.

Jak to w życiu bywa, to wszystko, co piękne kiedyś się kończy i karma wraca.

Zaczęli się kłócić i w konsekwencji doszło do rozwodu, a zraniona Isabel napisała książkę o związku z Kaziem.

Kaziu się zdenerwował i wydał oświadczenie, które brzmi:

W obronie własnej

W związku z kolejnym, kłamliwym atakiem mojej żony Izabeli Olchowicz na mnie, jestem zmuszony przedstawiać fakty.

Z Izą żyłem od 2009 roku. Od 2010 roku Iza nie pracuje i jest na moim wyłącznym utrzymaniu. Odszedłem od Izy cztery lata temu, w marcu 2013 roku, po wielu miesiącach kłótni. Iza nie mogła zaakceptować moich dobrych relacji z dorosłymi już dziećmi. W grudniu 2015 roku Iza spowodowała wypadek. Zaopiekowałem się nią. Okazało się jednak, że tę sytuację skomercjalizowała współpracując z najgorszym szmatławcem, zwanym tabloidem.

Wszystkich, których powinienem, za swoje błędy przeprosiłem. Od siedmiu lat nie wypowiadam się na temat moich spraw osobistych. Przepraszam jednak także Państwo za ciągłą, bezsensowną i kłamliwą obecność mojego życia osobistego w przestrzeni publicznej.

Kazimierz Marcinkiewicz

W książce podobno Isabel ujawniła wiele ciekawych szczegółów i może dlatego Kaz się tak wkurzył.

Jednak reasumując, to szkoda, że im się nie udało, bo to mogła być piękna miłość młodej kobiety z podstarzałym mężczyzną. Mogli żyć długo i szczęśliwie, a tak wyszła z tego brzydka i niesmaczna historia i tylko pierwszej żony Kaza mi żal i jego dzieci.

Czy ktoś zna taką parę, z taką różnicą wieku, której się udało razem zestarzeć?

Zostawiłem ją dla innej kobiety. Ale to moja żona do tego doprowadziła

Ten tekst jest z sieci, ale uważam, że warto się nad nim zastanowić. Jeśli jest w nim szczerość, to takie życie może faktycznie doprowadzić do rozwodu. Gdzieś po drodze się ludzie potrafią pogubić, bo rutyna puka do drzwi.

Warto pielęgnować, podlewać jak cenny kwiat, niezależnie od stopnia zmęczenia i wypalenia. 

Drogie kobiety, Zanim mnie czy innego faceta radykalnie ocenicie, pomyślcie, że to nie jest tak, że facet zawsze jest draniem. Związki rozpadają się z różnych powodów. Nawet jeśli to jedna strona mówi „koniec” i pakuje walizki. Mnie nie było łatwo powiedzieć „koniec”, bo mam z żoną dwoje wspaniałych dzieci. Kilka lat wierzyłem, że coś się między nami zmieni, proponowałem terapię, starałem się. Ale o tym nikt nie wie, prawda? Według wersji mojej żony jestem draniem, który odszedł do innej. Nie, nie odszedłem do innej. Odszedłem od niej. Bo po 10 latach walki się poddałem.

 

Dlaczego to my, faceci zawsze jesteśmy winni?! 

Odszedłem, bo….
Zdarzyło się milion rzeczy, które do tego doprowadziły.

Ona, po urodzeniu dzieci, przestała mnie zauważać
Przestałem dla niej istnieć. Byłem tylko maszynką do zarabiania pieniędzy, pomocą domową, której zadaniem jest coś posprzątać, podać. Wiem, że tak się dzieje. To nie jest, że nie wiedziałem, że związek się nie zmienia. Byłem pewny, że się zmienia. Ale naprawdę aż tak, że dla drugiej osoby przez kilka lat nie ma innego życia. Że staje się tylko matką? „Może wyjdziemy do kina? Na kolację” proponowałem. Mieliśmy nianię, dwie życzliwe babcie. „Nie chcę wychodzić” mówiła wprost. Ileś razy. Przestałem proponować.

Nie dawała mi żadnego wsparcia
Wydaje mi się, że ją wspierałem. Zapewniałem jej byt, starałem się być dobrym ojcem. W drugą stronę to nie działało. Byłem tę bardziej emocjonalną stroną w związku, brakowało mi zrozumienia. Kryzys w pracy, przychodzę do domu, chcę porozmawiać. „Ale chyba nie rzucisz pracy?! Kto będzie zarabiał” kończyła. I przerzucała się na temat swojej pracy, dzieci, obowiązków. Przysięgam, nigdy mnie do końca nie wysłuchała. Kiedyś byłem w nią tak zapatrzony, że mi to nie przeszkadzało. Ale w końcu zaczęło.

Seks? A po co mi seks – mówiła
Ile razy można słyszeć: „nie”. Najpierw dlatego, że ona jest w ciąży (zrozumiałem), potem, bo dziecko jest małe (zrozumiałem), bo druga ciąża ( zrozumiałem), bo drugie dziecko jest mało (już mniej), bo ona jest zmęczona obowiązkami (nie rozumiałem).
Zanim zaśmiejesz się, że jestem podłym egoistą i niedorosłym gościem zastanów się, czy fajnie by Ci było gdyby ktoś Ci ciągle odmawiał seksu. Nie wpadłabyś we frustrację, nie zaczęła myśleć o zdradzie? Nigdy nie ukrywałem– seks jest ważny. Białe małżeństwo to nie jest coś, czego pragnąłem. Szczególnie, że kochałem żonę. 

Najważniejsi byli rodzice
Kobiety żądają od nas, żeby nasza matka nie była najważniejsza. Jak mamy z nią dobre relacje jesteśmy dziecinni, nie odcięliśmy pępowiny. Ale, gdy ona ma fajną relację z mamą– to super. Również wtedy, kiedy ta mama wtrąca się we wszystko. Nawet koleżanki mojej żony nieraz mówiły: „Postaw się, ona przesadza”. Jej ingerencja w nasze życie dotyczyła wszystkiego: wychowania dzieci, dbania o nie, naszego remontu (dlaczego takie ściany? Po co wam taki duży stół?), spędzania wakacji itd itp. Ona narzekała na matkę, po czym nie potrafiła się jej przeciwstawić. „Jesteś ze mną czy z nią?” złościłem się. A ona się złościła, że jej nie rozumiem. Nie, nie rozumiałem. 

Wciąż się złościła albo obrażała. Również przy innych
Od zakochania przeszliśmy do momentu, w którym ona przestała mnie szanować. Być może sam do tego doprowadziłem, bo nie postawiłem jej wyraźnych granic. „Gdzie ty to kładziesz?!”, „A, bo Paweł o niczym nie pamięta”. W awanturach potrafiła być wulgarna i potwornie raniąca. Na porządku dziennym były słowa: „wypiera….aj”, „możesz się wyprowadzić”, „chcesz się rozwieść, proszę bardzo”. 

Przez lata byłem jednak wierny. Na wszystkie próby ratowania związku reagowała słowami: „Nie przesadzaj!”, „W życiu nie pójdę do psychologa”. W końcu się poddałem. Rok temu poznałem w pracy kobietę, też matkę, samotną. Zakochałem się. 
Kiedy powiedziałem o tym Marcie, mojej żonie najpierw dostała furii, potem zaczęła błagać mnie, żebym został. Że ona się zmieni. Ale ja już nie chciałem, żeby ona się zmieniła. Chciałem kiedyś. Poza tym nie wierzyłem w jej przemianę. 

Gdy wiedziała, że i tak odejdę– zaczęła podburzać wszystkich przeciwko mnie. Też dzieci. Nie jest w stanie nic zrobić, bo dzieci mnie kochają. Ale dlaczego robi to teraz, dlaczego zachowuje się jak kochająca żona, chociaż wcześniej mówiła: „wyprowadź się”, „chcesz się rozwieść, proszę bardzo”. Naszym wspólnym przyjaciołom płacze w słuchawkę. Opowiada jak mnie kocha. Po co ten cyrk? 

Chciałbym się rozwieść. Zostawiam jej dom, samochód, będę płacił alimenty, zaproponowałem opiekę pół na pół. Godzę się na wszystko, bo chcę końca tego rozdziału.

Tak, facet potrafi przestać kochać kobietę. Ale często dlatego, że ona pracuje na to latami. 
Dlaczego kobietę, która odchodzi od męża, bo ją niszczy wszyscy rozumieją?
Dlaczego nikt nie rozumie mężczyzny, który odchodzi od kobiety, bo ona go niszczy?

Paweł

http://mamadu.pl/120427,odszedlem-od-zony-dlaczego-swiat-mnie-nienawidzi

A Ty inna kobieto co byś zrobiła?

Mam 44 lata i trójkę dzieci. Pół roku temu poznałam prawdę, która wywróciła mój świat do góry nogami.

 

Na początku niczego nie podejrzewałam. Mój mąż później wracał z pracy, zaczął się umawiać z kolegami na piwo, chociaż wcześniej robił to bardzo rzadko.

Pewnego dnia mąż zostawił telefon na stole w kuchni, a sam poszedł na spacer z psem. Nie, nie zaczęłam przeglądać jego wiadomości. Po prostu odebrałam telefon.

Dzwoniła ONA. Powiedziała do słuchawki coś w rodzaju ” Część kotku, widzimy się dzisiaj wieczorem?” Kiedy to usłyszałam, wszystkie elementy układanki złożyły się w całość. Nie rozłączyłam się, nie zaczęłam histerycznie krzyczeć. Zwyczajnie się przedstawiłam. Kobieta po drugiej stronie telefonu była zdziwiona, ale również zachowała spokój.

Okazało się, że to jego koleżanka z pracy, młodsza od niego o 10 lat. Wiedziała, że ma żonę i dzieci. Powiedziała, że czuła się samotna po własnym rozwodzie i zagłuszyła wyrzuty sumienia. Spotykali się od miesiąca. W jej głosie było słychać poczucie winy.

Rozłączyła się, a ja zdałam sobie sprawę, że nie wiem co dalej. Nie powiedziała, że zakończy ten związek. Ja też o tym nie wspomniałam. Co teraz? Nie mogłam wyobrazić sobie rozwodu, ale nie byłam w stanie myśleć, że będę spała z tym człowiekiem w jednym łóżku.

Dlaczego mnie zdradził? Wiem, że nie wyglądam już tak jak kiedyś. Przez lata przybyło mi parę zmarszczek i kilogramów. Często chodziłam zmęczona, łącząc obowiązki domowe z pracą i z wychowaniem dzieci. Przestaliśmy rozmawiać, oddaliliśmy się od siebie.

Uświadomiłam sobie, że mimo wszystko go kocham i chcę walczyć o ten związek. Poza tym były jeszcze nasze dzieci. Wprawdzie nasz najstarszy syn właśnie zdawał maturę, niedługo wyfrunie z gniazda, ale młodsze córki potrzebują obojga rodziców.

Mąż po powrocie ze spaceru zastał mnie we łzach. Długo tego dnia rozmawialiśmy. Przepraszał mnie co chwila. Kolejne miesiące były bardzo ciężkie. On szukał nowej pracy, żeby odciąć się od byłej kochanki. Zapisaliśmy się na terapię małżeńską. Dużo się kłóciliśmy, parę razy miałam ochotę wystawić jego walizki za drzwi. Nie zrobiłam tego. W końcu rozmowy i wspólnie spędzany czas zaczęły przynosić rezultaty.

Poszliśmy na randkę. Taką prawdziwą, do restauracji, na kolację przy świecach. Na przeciwko siebie znowu dostrzegłam osobę, w której się zakochałam. Wtedy on klęknął na jedno kolano, wyjął z kieszeni pierścionek i zapytał, czy chcę odnowić przysięgę małżeńską. Popłakałam się ze szczęścia.

Jutro w obecności rodziny i przyjaciół, znowu wyznamy sobie miłość. A potem będziemy tańczyć do białego rana!

Wiem, że dla wielu z Was to może być głupie i naiwne, ale pamiętajcie, że życie nie jest czarno białe. Nigdy nie zapomnę tego, co czułam, kiedy poznałam prawdę, ale wiem, że o to uczucie i naszą rodzinę warto jest walczyć do końca!


Ta historia naszej Czytelniczki daje do myślenia. Trzymamy kciuki za jej małżeństwo!

http://niezwykle.pl/niezwykle/1,144981,20067808,mam-44-lata-i-trojke-dzieci-pol-roku-temu-poznalam-prawde.html

List znaleziony w sieci

„Jestem zmęczony takim życiem, Tobą. Mam dość, odchodzę” powiedział. Dziś chce wrócić. Wybaczyć?

 

agnieszka moczyróg
 
 
Fot. Pixabay / [url=https://pixabay.com/pl/kobieta-sta%C5%82y-kamie%C5%84-wody-1082056/]Unsplash[/url]/[url=https://pixabay.com/pl/service/terms/#usage]CC0 Public Domain[/url]
Fot. Pixabay / Unsplash/CC0 Public Domain

Po dwudziestu wspólnych latach powiedział: „Mam dość!”. Zostawił nas, wyprowadził się, poznał inną. Tak chyba śmiało mogę podsumować moje obecne życie. Życie, które jeszcze do niedawna było życiem normalnym – opowiada Ula.

 

Piękny dom w jednej z warszawskich dzielnic. Pochylona nad kubkiem gorącej kawy siedzi Ona. Ma 43 lata, trochę już siwiejące długie włosy i delikatny uśmiech. Z jej twarzy ciężko wyczytać jakiekolwiek emocje. Tylko te szkliste oczy zdradzają, że w jej życiu nie dzieje się dziś dobrze.

Cel: Rodzina
– Od samego początku zadanie było jasne: dobrze wychować dzieci, zadbać o męża, o dom. Gdy masz jasno wytyczony cel, jest łatwiej. Realizujesz go punkt po punkcie – przekonywała mnie Ula. 

Kim jest Ula? Do niedawna spełnioną kobietą. Bo gdy całe życie chciałaś mieć dom, męża, wspaniałe dzieci, zadbany ogródek i nagle zdajesz sobie sprawę, że wszystko to masz, czego możesz chcieć więcej? Niczego więcej nie potrzebujesz. Robisz tylko wszystko, aby tego nie stracić. 

-Niczego więcej nie pragnęłam. Patrzyłam jak dorastają dzieci, przytulałam, gdy leczyły złamane serce, opatrywałam, gdy po raz kolejny wracały do domu z krwawiącym kolanem. Byłam. Byłam zawsze wtedy, gdy mnie potrzebowały i wtedy, gdy moja obecność je po prostu drażniła – opowiada Ula.

Luty 2015 roku
-K. stanął w drzwiach. Od razu zauważyłam, że coś „nie gra”. Pomyślałam, że może ma kłopoty w pracy. Ostatnio wracał później, był bardziej przygaszony. Jak co dzień nakryłam do stołu, podałam obiad i usiedliśmy. Czekałam aż zacznie jeść. On jednak tylko siedział i patrzył na mnie. To chyba wtedy pierwszy raz w życiu zobaczyłam w jego oczach obojętność. Gdy powiedział: „Mam dość, odchodzę” mój świat zachwiał się niebezpiecznie.

-Jak to odchodzisz? – pytałam zdziwiona
-Jestem zmęczony. Tym życiem, Tobą. Nie chcę tak dłużej. Mam 47 lat i każdego dnia robię to samo. Chcę coś poczuć – stwierdził.

-Bez zastanowienia złapałam za róg obrusu i ściągnęłam go ze stołu. Nasz, jeszcze do niedawna obiad, wylądował na moim, jeszcze do niedawna, mężu. Nigdy wcześniej nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę się tak zachować.

K. szybko spakował walizki i już go nie było. Nie pożegnał się z dziećmi, bo po co? Są przecież już prawie dorosłe, poradzą sobie – tak myślał. 

-Przez kolejne 3 dni leżałam na kanapie przykryta kocem. Michał i Kasia, nasze dzieci, przynosiły tace z jedzeniem, którego nie byłam w stanie przełknąć. Przez chwilę myślałam, że nie potrafię już nawet oddychać. One jednak były. Milcząc siedziały i trzymały mnie za rękę – opowiada Ula. 

To co działo się przez kolejne miesiące Ula pamięta jak przez mgłę. Starała się żyć, bo tak trzeba. Walczyła o każdy dzień, o każdy oddech. Starała się być silna. Nie myślała już o sobie, myślała o dzieciach. Relacje z K. były „zimne”.

-Wciąż nie wiedziałam co zrobiłam źle. Byłam dla niego zawsze. Byłam taka, jaką chciał, abym była. Tak myślałam.

Czerwiec 2015

-Spotkaliśmy się przed salą rozpraw. Był z kobietą. Nie, nie myślcie, że wymienił mnie na „młodszy model”. Na oko – kobieta w moim wieku. Zadbana, uśmiechnięta. Ja też kiedyś taka byłam. 

Sierpień 2015
-Jesteśmy po rozwodzie. Ja zostaje w jeszcze do niedawna naszym wspólnym domu. Dostaje też alimenty, których…cóż, potrzebuje. Zgadzam się na nie, choć w pierwszej chwili jest mi wstyd. Koleżanki pukają się w głowę mówiąc: „zwariowałaś?! Dostaniesz tylko tyle? Przez całe wasze wspólne życie prałaś, gotowałaś, sprzątałaś…To Ty wychowałaś te dzieci. Gdzie był on?”. Nie mogę się z nimi zgodzić. K. był. Kochał nas, wiem to.


 


Wrzesień 2015
-Wracam do świata „żywych”. Znów dbam o dom, o ogród. Robię to co kiedyś. Z jedną tylko różnicą. Dziś myślę o sobie.

Październik 2015

-Otwieram drzwi. K. stoi z bukietem kwiatów. Banalne? Tak, banalne. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej zatrzasnęłabym mu drzwi przed nosem. Wpuściłam go. Tęskniłam.

-Popełniłem błąd. Przepraszam. Nie wiem, dlaczego Was zostawiłem. Wstyd mi, ale proszę Cię o wybaczenie. Spróbujmy jeszcze raz – powiedział.

-Zwariował – pomyślałam i wróciłam do przygotowywania obiadu. Zapomniałabym…zaproponowałam jeszcze wspólny obiad.

Listopad…Styczeń

-Widzę, że się stara. Widzę, że zrozumiał. Nie cofnie jednak wielu gorzkich słów, które usłyszałam i które na zawsze we mnie zostaną. Choć każdego dnia błaga, abym pozwoliła mu wrócić, jeszcze tego nie potrafię. Na naszych wspólnych jeszcze do niedawna półkach, nie ma już miejsca na jego swetry. 

Ula wie, że takich historii jak jej jest wiele. Niewierny mąż, rozwód, chęć powrotu… Kiedyś myślała, że każdy zasługuje na drugą szansę. Dziś nie jest już tego taka pewna. 

-Ale czy można ot tak przekreślić 20 lat wspólnego życia? Nie potrafię. Każdego dnia staram się zacząć nowe życie. Tęsknota za starym życiem jest jednak silniejsza.

http://mamadu.pl/124423,jestem-zmeczony-tym-zyciem-toba-mam-dosc-odchodze-powiedzial-dzis-chce-wrocic-wybaczyc

Nie o takim życiu marzyła!

Minęło już tyle lat i kiedy to opowiadała, to łzy ciekły jej ciurkiem. Wciąż ma w sobie taką traumę i wciąż kiedy wspomina zapada się w sobie i wie, że nigdy z tego się nie wyleczy.

Pamiętam kiedy się poznali, a byli można rzec jeszcze nieopierzonymi nastolatkami, ale to uczucie wybuchło jak wulkan i po czterech latach chodzenia, wzięli ślub.

Być może chodziliby dalej ze sobą, ale ona wpadła i ciąża to wszystko przyspieszyła.

Kiedy szli ulicą, to ci, którzy nie wiedzieli, brali ich za rodzeństwo, bo fizycznie byli do siebie bardzo podobni. On brunet i ona brunetka, a oboje o brzoskwiniowej cerze, a więc cudnie się komponowali wizualnie.

Ona poważna bardzo, a on taki, którego nie dało się nie lubić. Czarował szczerym uśmiechem i nienagannym, białym uzębieniem, który na opalonej twarzy wyraźnie się odbijał.

Szybko dostali mieszkanie i on poszedł do wojska, a ona pracowała i wychowywała swojego pierworodnego synka, który był bardzo podobny do ojca. Kochała ich obu i liczyła na to, że kiedy mąż wróci z wojska, to odciąży ją w obowiązkach i stworzą wreszcie mocną rodzinę. Tak sobie marzyła i pisała do niego listy pełne tęsknoty.

Po powrocie dostał pracę w milicji, a więc pracował na zmiany, a więc wciąż się mijali i znowu było tak, że to na nią spadły wszystkie obowiązki i utrzymaniem domu, z pracą i wychowywaniem synka, ale była silna i przede wszystkim wciąż cholernie zakochana.

Po trzech latach zaszła w drugą ciążę, z której bardzo się cieszyła i miała nadzieję, że to będzie córeczka i tak też się stało. Przez całą ciążę nie wzięła ani jednego dnia zwolnienia i pracowała do samego rozwiązania. Było jej nie lekko, ale miała swoje szczęścia w komplecie.

Jednak podczas drugiej ciąży otrzymała anonim, że jej mąż ją zdradza i było w tym anonimie napisane z kim!

Pobiegła z brzuchem do tej kobiety, ale oczywiście wszystkiego się wyparła, tak samo jak wyparł się jej mąż, a przecież nie miała na to żadnych dowodów.

Cierpiała, ale nie miała czasu na śledztwo i w końcu wyparła z siebie ten anonim i wróciła do normalnego życia, bo musiała przecież – dla dobra dzieci i dla dobra rodziny. Była bardzo ambitna, bo zawsze sobie po nieudanym dzieciństwie przysięgała, że jej dzieci będą miały szczęśliwy dom.

Biegły lata, dzieci rosły, a ona wciąż zapracowana, chwalona w pracy za dokładność i brak absencji czuła, że stworzyła dobry dom dla dzieci. Jej mąż ją kochał i tak sądzili wszyscy w koło, ale czuła, że coś jest wciąż nie tak. Znikał z domu czasami i nie wracał na czas z pracy, ale zawsze miał na to sensowne wytłumaczenie, a kiedy był w domu, to dbał o dzieci i o nią, a więc czuła się bezpieczna i kochana.

Wciąż nie dochodziły do niej jakieś wiadomości, że mąż ponownie ją zdradza. Wciąż mu ślepo ufała i wypierała z siebie jakiekolwiek podejrzenia, bo po prostu nie miała na to czasu, a i miłość ją zaślepiała.

Kiedy dzieci rok, po roku brały śluby, to była taka szczęśliwa, że udało jej się wychować je na porządnych i odpowiedzialnych ludzi. Pokończyły studia i wszystkie pieniądze inwestowała w wykształcenie swoich kochanych dzieci.

W końcu mąż przeszedł na wcześniejszą emeryturę, jak to w już w policji można było i zatrudnił się jako ochroniarz w sklepie spożywczym i tam ona nosiła mu obiady, aby nie głodował.

Pewnego dnia przybiegł do niej syn, który oznajmił matce, że ojciec posuwa jedną z układaczek towaru na półkach i zastał ojca z nią w magazynku. Bił się w piersi, że chciał ukryć to przed matką, ale nie mógł patrzeć na to, co ojciec wyprawia i jak skalał prymitywnie ich rodzinę. Płakał i prosił matkę, by się trzymała.

Nie miała w domu żadnych tabletek na uspokojenie, a więc poszła do sklepu i kupiła trzy flaszki alkoholu, by zniwelować swój ból i rozdzierające serce z rozpaczy.

Piła i awanturowała się, kiedy tylko mąż wracał do domu. Rzucała talerzami i wszystkim, co wpadło jej w ręce. Cierpiała i piła, a jak za dużo wypiła kładła się spać, a potem znowu piła.

To on nasłał na nią psychiatrę, która przyszła do domu na wywiad i zagroziła, że jeśli nie przestanie pić, to skieruje ją do szpitala psychiatrycznego, bo nie może tak być, że się awanturuje i robi burdy w domu, że słyszą to sąsiedzi.

Po tych słowach tak się wnerwiła, że kazała lekarce wypierdalać z jej domu i krzyczała, że to jej męża powinna zamknąć u czubków, bo całe życie jej zmarnował i zdradzał jak pies. Posuwał inne kobiety jak suki i niech jego skieruje na leczenie, bo ona tu jest najbardziej poszkodowana.

Lekarka wyszła z jej domu, ale skierowała sprawę do sądu o natychmiastowe leczenie w zamkniętej placówce.

Minęły dwa, a może trzy miesiące i dostała wezwanie do sądu.

Poszedł z nią, a ona odwiedziła wcześniej fryzjera, kosmetyczkę i wystroiła się na rozprawę.

Padały nieprzyjemne pytania i on wciąż twierdził, że jego żona potrzebuje pomocy i szpitala, ale ona się cudnie obroniła i sąd oddalił wobec niej wszelkie zarzuty. 

Jak teraz wygląda jej życie? Nie podała go o rozwód, bo nie miała dokąd odejść. Nie miała żadnych oszczędności, a dzieci mieszkają za granicą. Wie, że jej mąż wciąż sypia z tamtą kobietą, ale ona się z tym pogodziła, że skoro nie chce jej zostawić, to będzie na nią dobrowolnie łożył, bo emeryturę ma bardzo niewielką.

Mieszka w jednym pokoju, a on w drugim, ale nie przymiera głodem i ma ciepło, bo on opłaca czynsz, a ona od czasu do czasu myje po nim kibel i w zasadzie tyle zostało z ich małżeństwa, choć za chwilę będą obchodzili 45 rocznicę pożycia, ale jakiego tam pożycia?

Kupiła sobie na raty komputer i z powodzeniem surfuje po sieci, aby nie czuć się tak bardzo samotną. Raz w tygodniu idzie na basen i sama sobie opłaca karnet i przede wszystkim nie użala się nad sobą, a próbuje na nowo żyć.

Kawa z nią smakuje wybornie, rozmowa jest samą przyjemnością, bo to mądra kobieta jest.  🙂

Ten tekst powinny przeczytać wszystkie kochanki, bo czasami karma wraca!

Oto mamy za sobą czas pojednań i wybaczania i chcemy wejść w Nowy Rok z czystym kontem, ale nie zawsze się da – niestety! 

Przeczytałam w sieci taki oto tekst, który wklejam poniżej i od razu napiszę, że tak się składa, iż moja koleżanka miała bardzo podobną sytuację, kiedy to kochanka jej męża  po latach ją przeprosiła za to, co jej wywinęła.

Napisała do niej list z wielkimi przeprosinami, że wdarła się z butami w jej życie, bo zakochała się w jej mężu i nie patrzyła na to, że on miał z żoną dwoje maleńkich dzieci.

On oszukiwał żonę, a ona szła w ten romans jak to się mówi, jak w dym i bez skrupułów, bo tak się zakochała, ale kiedy romans został zdemaskowany zawinęła kuper i wyjechała daleko, bo on do żony jednak wrócił i zostało mu wybaczone.

Jednak kochanka po latach napisała list do jego żony z ogromnymi przeprosinami i napisała, że założyła swoją rodzinę, ale jest po ciężkiej operacji i nie wiadomo jak dalej z jej zdrowiem będzie. Napisała, że przeprasza, że ma wyrzuty sumienia i poprosiła o przebaczenie, bo nigdy by nie chciała, aby to samo ją spotkało!

Bardzo podobną historię przeczytałam w sieci i pytam, co o tym myślicie?

„Droga Była Żono, przepraszam, że zniszczyłam Twoją rodzinę. Teraz on zostawił mnie i zrozumiałam co czułaś”

Mam 34 lata i jestem samotną matką. Nie z wyboru, ale ewidentnie na własne życzenie. Teraz wiem, że związek z Nim miał mnie nauczyć pokory. I nauczył. Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe? Już wiem co to oznacza.

Droga Była Żono Mojego (jeszcze) Męża, przepraszam Cię. Z całego serca przepraszam Cię za to, co Ci zrobiłam. Tobie i Twoim dzieciom. Co zrobiłam z Twoją rodziną, domem i marzeniami. Dostałam nauczkę, której zapewne życzyłaś mi każdego wieczoru, gdy samotnie utulałaś do snu swoje płaczące za ojcem dzieci.

Nie chciałam zrobić Ci nic złego. Byłam młoda i głupia, zakochałam się w Twoim mężu bez pamięci. Nie miałam wpływu na to, co się między nami zrodziło, ale przyznam, że nie dbałam o Twój los, a jedynie o własne szczęście. Bo przecież tak się dzieje. Czasem małżeństwo jest pomyłką, ludzie się rozchodzą, opłakują rozstanie i żyją dalej. Pamiętam jak dziś, gdy mówił do mnie „Jesteś miłością mojego życia. Olga jest pomyłką.”

Zawsze byłam dobra dla Twoich dzieci, gdy Nas odwiedzały. Lubiłam je, a nawet na swój sposób pokochałam, bo były częścią jego. Gdy sama urodziłam dziecko zrozumiałam jak wielka jest miłość matczyna i jak bardzo chce się dla swoich dzieci szczęścia. Zburzyłam Twój dom, choć jak widać musiał być zbudowany na piasku.

Tak jak i mój.

Sądziłam, że czekaliśmy na siebie całe życie i łudziłam się, że na tym Twoim nieszczęściu uda nam się zbudować dom. Teraz wiem, że to, co zrobimy innym wróci do nas z podwójną siłą.

Proszę, nie chowaj do mnie urazy. Jeśli nie ja, to odbiłaby Ci go inna. Najwyraźniej ten typ tak ma. Dla mnie zostawił Was, zapewniał o swojej miłości i założył ze mną nową rodzinę. Jak mogłam być tak głupia i naiwna, by zaufać człowiekowi, który oszukał inną kobietę, zniszczył gniazdo, które sam budował i odszedł do innej. Do mnie.

Płakałam tak jak Ty, gdy pakował walizki i mówił, że odchodzi. Nasze dziecko stało w progu i patrzyło na to, tak jak niegdyś Twoje dzieci. Byłam tak samo żenująca, gdy prosiłam go o jeszcze jedną szansę, terapię, wyjazd we dwoje. Wpadłam w taką samą furię, gdy zatrzasnął za sobą drzwi. Teraz to ja patrzę na dziecięce łzy i tęsknotę za ojcem. I podobnie jak Ty nie wiem, jak dalej żyć.

Dziś szanuję Cię i podziwiam. Jesteś i byłaś silną kobietą. Czy przesadą będzie, gdy powiem, że jesteś dla mnie przykładem i wzorem? Czy wolno mi? Wypada? Czy sama poradzę sobie z wychowaniem dziecka tak dobrze jak Ty, choć on zostawił Cię z dwójką? Wiele bym dała za krótką i szczerą rozmowę z Tobą.

Zdobyłam cenną lekcję. Jeśli facet raz złamał dane słowo (Tobie), to zrobi to ponownie (Mi). Mężczyzna, który porzuca jedną kobietę dla innej nigdy nie będzie wierny. Nie powinien być też godzien zaufania. Zawsze będzie niezaspokojonym i chętnym do romansów dupkiem.

Za nami już dwie sprawy rozwodowe. Zawsze czeka na niego ona. Jest młodsza ode mnie i od Ciebie, ładna i taka… zakochana. Widzę w niej siebie sprzed czterech lat. Pięknie los ze mnie zadrwił, nie uważasz?

Przepraszam Cię jak kobieta kobietę.
Nauczył mnie pokory ten Nasz Były Mąż.

http://mamadu.pl/123953,droga-byla-zono-przepraszam-ze-zniszczylam-twoja-rodzine-gdy-zostawil-i-mnie-zrozumialam-co-czulas