Archiwa tagu: zdradza

Kiedy kobiecie seks odbiera rozum!

Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia – kolejne od dwudziestu lat w jej małżeństwie. Wiedziała, że musi się do nich przygotować, bo przecież jest żoną i matką, a więc jak każdego roku zrobiła sobie plan i przystąpiła do działania – krok po kroku realizując, to co zaplanowała.

Beata nigdy nie pracowała, a więc mąż zarabiał na wszelkie wydatki w ich gospodarstwie i na szczęście przynosił do domu bardzo dobre pieniądze z etatu inżyniera. Nie brakowało im nigdy na nic i Beata starała się gospodarować oszczędnie, a więc mąż nigdy nie miał do niej pretensji, że szasta kasą.

Jednak tego roku jakoś opornie jej szyły zakupy i sprzątanie domu. Nagle opuściły ją siły i werwa, a zbliżające święta kompletnie ją nie cieszyły.

Owszem zrobiła prezenty pod choinkę dla swoich trzech mężczyzn, ale w głowie kołatała się jej myśl – co dalej?

Nie kochała już swojego męża, bo w łóżku żar już dawno wygasł, a i maż lekko przytył i widziała w nim leniwego misia, który po pracy wchodził w kapcie i nie miał jej nic ciekawego do zaoferowania. Nudziła się ze swoim mężem, choć darzyła szacunkiem, że nie pije, nie pali i ciężko pracuje na rodzinę.

Przy mężu zaoszczędziła pieniądze w dość sporej kwocie i to dawało jej siłę.

Miała postanowienie, że w Sylwestra wszystko mężowi opowie i wyjaśni, ale miała tak wiele wątpliwości, że oblewał ją zimny pot na chwilę, kiedy będzie musiała odkryć karty.

Zakochała się jak młódka w bardzo przystojnym facecie, z którym spotykała się w hotelach od roku. To były jej chwile i to był ten mężczyzna, który na nowo obudził w niej kobietę. Pędziła na te spotkania jak łania i syciła się seksem ze swoim kochankiem. Pasowali do siebie jakby połączyła ich wielka nić porozumienia i zgodności. Była przy nim wreszcie pożądaną kobietą i to z tym drugim pragnęła się zestarzeć.

Jeszcze przed Sylwestrem kochanek pokazał jej swoje mieszkanie, które dla nich kupił, aby miała pewność, że odchodząc od męża będzie miała gdzie mieszkać. Pokazał jej firmę, gdzie naprawiano samochody, a on jest jej właścicielem, a więc ona będzie miała stabilność i bezpieczeństwo przy swoim mężczyźnie.

Przyszedł Sylwester. Dzieci poszły ze swoimi znajomymi bawić się, a ona oznajmiła mężowi, że odchodzi.

Spojrzał na nią,  podszedł do szafy i podał jej walizki. Kazał ze stoickim spokojem się jej spakować.

Odeszła, choć miała ogromne wyrzuty sumienia w stosunku do dzieci, bo mąż kazał jej zabrać, co tylko chce, ale dzieci nie pozwolił sobie zabrać.

Płakała, ale i była szczęśliwa, że oto tak łatwo już na zawsze będzie ze swoim ukochanym. Liczyła na to, że dzieci z czasem jej wybaczą.

Jej życie toczyło się z kochankiem między domem, a eleganckimi kolacjami w restauracjach i uniesionym seksem. Była tak szczęśliwa, że w końcu zmieniła swoje życie.

Minęło parę miesięcy, kiedy kochanek poprosił ją, aby zainwestowała swoje pieniądze w jego firmę, która nagle przechodzi kłopoty. Kochanek zapewnił ją, że kiedy kupi potrzebną maszynę, szybko stanie na nogi i wszystko z czasem jej odda.

Uwierzyła rzecz jasna i wypłaciła z konta 5o tysięcy i przelała je na konto kochanka.

Pewnego dnia, po zakupach chciała wejść do domu, ale zamki były zmienione, a kochanek się ulotnił.

Wpadła w panikę, bo oto znalazła się na burku. Kiedy zgłosiła sprawę na policję, to okazało się, że nie ona pierwsza została oszukana przez tego pana, bo oto na policję zgłosiły się jeszcze dwie kobiety, które mu zaufały.

Beata znalazła się w potrzasku, bo bez dachu nad głową, bez pieniędzy i nie wiedziała, co ma ze sobą robić.

Poprosiła męża o to, by ją przyjął do domu, ale ten spokojnie jej oznajmił, że już jest mężczyzną zajętym, a jego nowa kobieta właśnie po niej pozbywa się wszystkiego.

Wynajął jej kawalerkę w wątpliwej dzielnicy i załatwił pracę w piekarni, by miała chleb i coś na chleb.

Lwa Starowicza zdziwko wzięło, ale On już jest chyba starej daty

Przypadek, którego nie zapomnę. Żona polubiła kochankę.

Na jedną z wizyt przyszła do mnie para, której źródłem wszystkich problemów była niewierność męża. Żona odkryła romans przez przypadek, odczytując e-maile swojego partnera. Bardzo często tak żony dowiadują się o zdradzie. Moja pacjentka zaczęła wypytywać męża, od kiedy ją zdradza i kim jest kochanka.
Związek małżeński pacjentów trwał już dwa i pół roku. Mężczyzna bardzo nie chciał go zakończyć. Żona jednak była zła, rozżalona, miała wiele pretensji do męża i nie potrafiła mu już zaufać. Postawiła mu ultimatum: rozstanie nie będzie konieczne, jeśli poddadzą się terapii małżeńskiej.Para zaczęła sesje, na których analizowaliśmy ich relację od momentu poznania aż do chwili, gdy żona odkryła zdradę. Jednak wciąż czułem, że nie przebiegają one tak, jak powinny. Dwie strony deklarowały przecież potrzebę utrzymania związku, wydawało się, że terapia powinna pomóc parze. Postanowiłem porozmawiać z każdą ze stron osobno, zwłaszcza z żoną. Nieoczekiwanie okazało się, że pacjentka porozmawiała z kochanką męża. Dodatkowo kobiety się zaprzyjaźniły. Rozmawiały wiele razy o mężczyźnie, którego obie kochały, wymieniając się wieloma szczegółami. Zaczęły wręcz współpracować, omawiając wspólnie tematy, jakie miały się pojawić na sesji.Najważniejsze jest to, że zarówno kochanka, jak i żona nie chciały wcale „zniszczyć” swojego ukochanego, tylko wręcz przeciwnie, planowały, jak doprowadzić do tego, by obie mogły z nim mieszkać. Stwierdziły, że nie warto toczyć wyniszczającej walki, której skutkiem może być depresja.

Do dziś mam kontakt z parą i wiem, że plan się ziścił: żona, kochanka i mąż mieszkają razem z trójką dzieci. Dwójkę mężczyzna ma z żoną, trzecie zaś z kochanką. Oczywiście zdarzają się kłótnie między kobietami, ale wiedzą, że muszą szukać kompromisów, ponieważ żadna nie jest w stanie zrezygnować z bliskiej relacji z tym mężczyzną.

Bardzo rzadko spotykam się z takim przebiegiem i wynikiem terapii małżeńskiej. Myślę, że nie warto naśladować tej pary, ale trzeba pamiętać, że ludzie czasami niestandardowo rozwiązują swoje problemy.

*prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego 

http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,137474,18932611,przypadek-ktorego-nie-zapomne-zona-polubila-kochanke.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza

Myślę, że w dzisiejszych, wyzwolonych czasach o wiele więcej mogłoby zdziwić naszego naczelnego seksuologa, bo dzieje się, oj dzieje się o wiele gorszych i zdumiewająch rzeczy i może kiedyś postaram się o tym napisać. ! 😀

O kobiecie, której zdrada wyszła na dobre!

Kiedy Karol wrócił z tygodniowej delegacji nie za bardzo ucieszył się z widoku żony i trójki dzieci. Po obiedzie położył się spać, gdyż twierdził, że jest kompletnie wykończony i musi odpocząć. Krysia, bo tak na imię miała jego żona trochę się zdziwiła, że tak się zachował, jakby do tego domu  wcale nie zatęsknił, ale zabrała się za swoje babskie czynności i czekała, aż mąż się obudzi i z nią porozmawia czulej.

Obudził się, wziął prysznic i po tym wyjął walizki z pawlacza i zaczął się pakować. Wrzucił do walizek kilka czystych koszul, spodnie i zebrał z łazienki swoje przybory toaletowe i kiedy Krystyna zorientowała się co się dzieje, usłyszała tylko jego jedno słowo – odchodzę!

Jak to odchodzisz, dokąd odchodzisz – spytała zdziwiona uważając postępek męża za kiepskiej jakości żart. Kiedy się zorientowała, że on nie żartuje już nie było go w domu.

Zbiegła za nim po schodach i chwyciła za kurtkę żądając wyjaśnień. Szarpnął ją z impetem i wycedził, że już nie kocha jej, a na dzieci będzie płacił alimenty. Ma mu pozwolić odejść, ale się zakochał w innej kobiecie i chce się z nią zestarzeć. Ma dosyć kręcącej się po domu żony wiecznie zapracowanej  w wyciągniętych dresach i krzyknął, że to koniec ich związku i od czasu do czasu będzie przychodził, by odwiedzić dzieci, bo dzieci kocha, a jej już nie!

Nie wierzyła w to usłyszała i nie mogła się pogodzić z tym, że tak raptem przekreślił ich dziesięcioletni związek. Nie zamierzała mu tak odpuścić i musiała dowiedzieć się, co to za baba była tak lepsza od niej. Milion myśli przewaliło się jej przez głowę, kiedy zrozpaczona wróciła do domu. Dzieci pytały o ojca, a ona nie potrafiła nic sensownego im powiedzieć. Płakała, a raczej wpadła w dziką rozpacz i nie wyobrażała sobie dalszego życia bez niego.

Mijały dni, a ona nie potrafiła podnieść się z łóżka. Nie obchodziły ją dzieci i czy są czyste, czy nie są głodne. Nie potrafiła zebrać myśli, a w głowie kołatały się jej setki pytań, na które nie znajdowała odpowiedzi. Telefon od matki ją nieco postawił na nogi, ale poprosiła, by zajęła się dziećmi, bo ona nie jest w stanie i tylko szlochała do słuchawki i matka przyjechała by zająć się zdezorientowanymi dziećmi, które czuły, że stało się coś strasznego.

Krystyna zawsze wiedziała, że jest słaba psychicznie i zawsze przeżywała wszystko bardziej niż inne kobiety. Nie wstawała z łóżka i nic nie jadała, aż matka jej kazała się zebrać do kupy i wysłała ją do psychiatry, bo już nie miała sił tak patrzeć jak cierpi jej córka.

Resztkami sił zwlokła się z łóżka i kiedy pokonywała drogę do lekarza z jednej bramy wychodził jej mąż i się wszystko wyjaśniło w jej skołowanej głowie. W tym domu mieszkała jej koleżanka, która była od niej osiem lat starsza. Starsza, ale ładniejsza, a do tego bez męża, taka typowa singielka. Zawsze zadbana i mocno stąpająca po ziemi, czyli taki mocny charakter, który nie raz stawiał Krystynę na nogi, kiedy się spotkały. Krystyna opowiadała, że trójka dzieci to nie lada wyzwanie, a ta zawsze utwierdzała ją w przekonaniu, że da radę i niechaj się nie żali, bo dzieci to wielki skarb.

Lekarza przepisał jej leki na uspokojenie i skierował do psychologa, ale Krystyna nie brała leków, bo bała się otumanienia i całkowitego oderwania od świata. Chodziła do lekarza i każdą receptę wykupowała, ale leki zbierała by mieć je na zapas, bo po głowie chodziło jej samobójstwo. Tak, chciała umrzeć, bo wciąż kochała Karola tak bardzo, że nie wyobrażała sobie bez niego życia. Umierała z miłości i jednocześnie z upodlenia jakie jej zafundował.

Na to wszystko nie mogła już patrzeć matka Krystyny. Widziała jak cierpi i to, że schudła dwadzieścia kilo i leciała psychicznie w przepaść. Poszła osobiście do psychiatry i powiedziała, że już nie ma siły, bo mimo leków córka wciąż się nie może pozbierać i tu psychiatra wypisała skierowanie na psychoterapię i namawiała do szybkiego zgłoszenia się do szpitala, gdzie co najmniej przez pół roku Krystyna musi poddać się leczeniu.

Nie chciała jechać za żadne skarby. Płakała, bo co z dziećmi, a matka jej wykrzyczała, że i tak jej nie ma dla dzieci, a ona się nimi zajmie, ale do cholery niech coś zacznie ze sobą robić, bo ona wiecznie nie będzie przecież żyła.

Krystyna wsiadła w autobus i pojechała do szpitala oddalonego o sto  kilometrów. Po drodze była kompletnie nieprzytomna, ale poradziła sobie na izbie przyjęć i zakwaterowano ją w pokoju z czterema innymi kobietami, które już tam od jakiegoś czasu były i wprowadziły ją we wszystko, a najważniejsze otoczyły opieką i troską.

Nie wiedziała, co się stanie jutro, ale pierwszą noc przespała spokojnie, a rano zaprosił ją na rozmowę psycholog i rozpisał grafik jej codziennych zajęć. Poczuła się bardziej spokojna, że komuś zależy by wyszła na prostą.

Mijały dni, a ona czuła się w tym gronie ludzi z problemami coraz lepiej. Nagle zauważyła, że nie jest jedyna na tym świecie, którą mąż porzucił i zdradził. Nagle poczuła, że ktoś chce jej coś wytłumaczyć, że na tym byle jakim związku nie kończy się świat i warto żyć mimo wszystko.

Minął miesiąc psychoterapii i zauważyła, że kręci się wokół niej mężczyzna o imieniu Adam, którego zdradziła żona. On  też nie mógł się z tym pogodzić, bo zdradzała go od trzech lat, a on o niczym nie wiedział. Kiedy się dowiedział, to także nie mógł się pozbierać, bo kochał ją nad życie. Próba samobójcza i znalazł się w szpitalu by się na nowo odnaleźć. Krystyna i Adam zaczęli bywać ze sobą coraz częściej. Zapraszał ją na wspólne spacery i opowiadali sobie o swoim bólu, aż pewnego razu objął ją i pocałował.

Nie od razu do niego coś poczuła, ale on był uparty i zabiegał o jej względy. Dobrze im się rozmawiało, a on opowiadał, że jego żona nie mogła mieć dzieci, a on tak bardzo jest za dziećmi i  zawsze chciał mieć ich dużo.

Kiedy Krystyna wróciła do domu, mocno postawiona na nogi, to Adam ją od czasu do czasu odwiedzał. Widziała, że ma świetny kontakt z jej dziećmi, co jej bardzo zaimponowało, a z czasem lubiła go coraz bardziej. Dbał o nią i kiedy tylko się zjawiał zawsze miał dla niej kwiaty, a dla dzieci prezenty, co bardzo podobało się Krystynie, która chyba na nowo zaczęła kochać mężczyznę.

Minął rok ich znajomości i zamieszkali razem, choć Krystyna nie miała jeszcze rozwodu, ale postanowiła zaufać Adamowi. Coraz bardziej jej na nim zależało. Dzieciaki zakochały się też w Adamie, który miał wyjątkowy stosunek do dzieci i je autentycznie pokochał.

Była niedziela i Adam zabrał dzieci na spacer, a Krystyna została w domu, by ugotować niedzielny obiad i raptem usłyszała, że  ktoś zapukał do drzwi.

Zdjęła kuchenny fartuszek i poszła otworzyć zdziwiona, że któż to może być. Otworzyła drzwi a w nich stał Karol zarośnięty i zaniedbany, woniejący alkoholem i wydukał, że przeprasza i chce do niej i do dzieci wrócić. Nie zastanawiała się długo i go przeprosiła, że nie wpuści go do domu, bo już ułożyła sobie życie na nowo i trzasnęła mu drzwiami przed nosem.

Jak zdrada zrujnowała jej życie!

Dominika i Jan, ależ to była piękna para. Kiedy się poznali, to od pierwszego wejrzenia się w sobie zakochali na śmierć i życie. Poznali się na studiach i na ostatnim roku wzięli ślub jak z bajki. Dominikę zaakceptowali rodzice Jana i odwrotnie, a więc wszyscy życzyli im wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.

Na weselu młoda para nie odklejała się od siebie, a goście zaproszeni widzieli jak ta para jest w sobie zakochana, a więc nie milkło wołanie gorzko, gorzko!. Piękni byli, bo ona wysoka, szczupła brunetka z kształtnym biustem i zgrabną sylwetką, a on wysoki brunet o czarnych oczach i błyszczących włosach świetnie przyciętych i ułożonych. Wspaniale prezentował się w ślubnym garniturze. Pasowali do siebie i gdyby ktoś nie wiedział, że są małżeństwem, to wziął by ich za rodzeństwo, bo tak byli do siebie podobni.

Po ślubie zamieszkali od razu na swoim. Rodzice ich zrobili zrzutkę i kupili im w prezencie ślubnym mieszkanie w nowo wybudowanym apartamentowcu. Mieszkanie było piękne, trzy pokojowe z dużym salonem i widokiem na rozległe pola z lasem w tle. Cieszyli się strasznie, że mogą to mieszkanie urządzić po swojemu, a więc siedzieli w komputerze i projektowali to swoje gniazdko, a co trochę firmy podjeżdżały pod dom i tak mieszkanie zapełniało się nowymi meblami i sprzętem AGD. Dominika ze swoim zmysłem artystycznym zamawiała dodatki dekoracyjne i tak powstała ich enklawa.

Kochali się i oczywiście, że chcieli mieć dzieci, a Jan przebąkiwał nawet o trójce, gdyż dzieci zawsze do niego lgnęły i miał z nimi świetny kontakt, a Dominika przekomarzała się, że jeśli to tylko dwójka, bo straci figurę. On się śmiał, że zawsze będzie ją kochał, bez względu na czy piersi jej trochę opadną, czy też nie.

Pierwszą rocznicę ślubu spędzili w malowniczych, jesiennych górach, gdzie oddali się miłości i wędrówkom po górach. Jan lubił fotografować, a więc robił zdjęcia malowniczych pejzaży zawsze z Dominiką w tle. Spędzili wspaniałe wakacje oddaleni od pracy, tylko sam na sam.

Po powrocie Dominika zrobiła test ciążowy i okazało się, że jest w ciąży. Postanowiła powiedzieć to Janowi w restauracji na kolacji we dwoje i tak też się stało. Świece, dobre jedzenie i wspaniała atmosfera i ta oto wiadomość jaką miała mężowi do przekazania.

Ucieszył się jak mało, który mężczyzna, że z wrażenia się popłakał, a potem przetańczyli ze sobą cały wieczór, wtuleni w siebie jak kochająca się na zawsze para.

Pierwsze badanie u lekarza potwierdziło ciążę, a kilka tygodni potem, lekarz oznajmił, że zostaną rodzicami bliźniaków i najprawdopodobniej to będzie chłopiec i dziewczynka, a więc radość była jeszcze większa. Jan tak dbał o żonę, że właściwie wszystko miała podstawione pod nos i miała tylko odpoczywać i dbać o siebie, że nawet nie pozwalał jej chodzić do pracy, a więc Dominice nie brakowało ptasiego mleka.

Dzień narodzin bliźniąt to było dla nich święto. Jan jak szalony biegł do szpitala z bukietem czerwonych róż i obsypał żonę i dzieci swoje pocałunkami, płacząc ze wzruszenia, że życie dało mu tak wiele szczęść.

Kiedy wychodzili z dziećmi na spacer, to znajomi zaglądali do wózka i gratulowali tak pięknych dzieci, a inni podziwiali, że tworzą  wspaniałą rodzinę, taką zawsze razem i widzieli wielkie zaangażowanie Jana i jego troskę o swoje maleństwa. Niektóre kobiety zazdrościły Dominice tak wspaniałego męża, a ona nie ukrywała, że ma się kim szczycić i to, że Jan jest jej bardzo pomocny i oddany.

Mijały lata, a oni wciąż byli szczęśliwym małżeństwem. Dzieci rosły i chowały się im zdrowo. Codziennie ich zaskakiwały czymś nowym, bo albo szybko nauczyły się czytać i liczyć, albo były bardzo otwarte na rówieśników, czy też nie sprawiały żadnych problemów w przedszkolu, a potem w szkole. Były bystre i dobrze wychowane. Pracowali nad tym oboje, bo Dominika w dzień, a Jan wieczorami po pracy siedział z nimi i czytał im masę dziecięcej literatury i dużo z nimi rozmawiał.

Doszli do wniosku, że Dominika może już iść do pracy po kilkuletnim siedzeniu w domu z dziećmi. Szybko znalazła pracę w dużej korporacji, gdyż wygrała konkurs na prestiżowe stanowisko w projektowaniu mieszkań. Zawsze miała wspaniały zmysł artystyczny i to zostało w niej docenione.

Dzieci rosły, oni dobrze zarabiali, ale chcieli kupić dom i nawet wybrali sobie miejsce, a to spowodowało, że musieli oboje więcej pracować, a więc zatrudnili opiekunkę do dzieci. Wracali do domu skonani. Jedli późny posiłek, czasem się pokochali i od rana znowu biegli do pracy, aby zarobić na ten wymarzony dom.

Oboje dobiegali już do czterdziestki, na koncie urosła już spora sumka, a więc przymierzali się do budowy domu i to pochłonęło całkowicie Jana. Załatwiał materiały budowlane, wynajął firmę i musiał to wszystko koordynować, ale był w niebo wzięty, że kolejne jego marzenie może się wkrótce spełnić.

Pewnego razu popsuł mu się komputer, a miał pilne zamówienie, które nie cierpiało zwłoki. Postanowił skorzystać z laptopa żony, aby wejść na stronę firmy i zamówić terakotę i kafelki do łazienki, a wszystko miał wyliczone i wymierzone.

Jakby od niechcenia wszedł w historię na laptopie Dominiki i pokazał mu się link do jakiegoś bloga. Nick tego bloga, to był zlepek imienia jego żony i pierwsze litery ich nazwiska. Zaintrygował Jana ten blog i otworzył link, a tam przeczytał   wpis, który zostawiła jego żona, a był to jej pierwszy wpis i jedyny, świadczący o tym, że Dominika zamierzała prowadzić swojego bloga i na początek napisała tak:

„Wszystko zaczęło się kilka lat temu kiedy poznałam jego. Miałam już męża, dzieci, niby byłam szczęśliwa chociaż tak naprawdę zawsze mi czegoś  brakowało. Pojawił się on inteligentny, wesoły, przystojny i niesamowicie męski.  Zapatrzony we mnie choć mógł mieć  każdą. Przez wiele lat nie dopuszczałam do siebie myśli ze mogłoby być coś miedzy nami, on wielokrotnie sugerował, ja udawałam ze to żarty. Wielu mężczyzn próbowało ze mną flirtować a ja zawsze umiałam zachować dystans. Niestety on był wyjątkowy, może schlebiało mi to, ze on chciał tylko mnie. Gadaliśmy godzinami, lubiliśmy te same rzeczy, śmialiśmy się z tych samych żartów. W końcu na fali kryzysu przekroczyliśmy granicę. On ma żonę,  dziecko wiem że nie jest z nią szczęśliwy. A ja – ja jestem wrakiem człowieka nie potrafię poradzić sobie ze swoim życiem,  które zniszczyłam na własne życzenie. Ludzie myślą, ze mam takie idealne życie, dobra praca, fajne dzieci, męża. A ja umieram codziennie. Jak to skończyć? Jak dalej żyć bez niego? Nie wiem czy dam radę?”

Janowi znów zaczęły z oczu płynąć łzy, ale nie ze szczęścia, a z wielkiej rozpaczy, bo nagle runął jego cały misternie budowany świat. Kiedy Dominika przyznała się w końcu do romansu, ten się spakował i wyjechał za granicę na długoletni kontrakt jaki oferowała mu jego firma, a który miał zamiar odrzucić.

Wszystko runęło, bo dzieci zostały z matką, gdyż uznał, że mimo wszystko niech z nią zostaną. Budowa niedokończona i też taką zostawił Dominice i już go nie obchodziło, czy ona to skończy, czy też sprzeda. Zawiadomił żonę kochanka Dominiki, że mąż przyprawia jej rogi i wyjechał. Raz w roku zabiera swoje dzieci na wspaniałe wakacje i spędzają miesiąc na rozległych i czystych plażach nad oceanem, a Dominika nie związała się ze swoim kochankiem, bo ten jednak wybrał żonę i swoje dzieci!

Myślałam, że on pani nie kocha!

Myślała, że zwariuje, kiedy odczytała sms – a o treści:

– Myślałam, że jemu na pani nie zależy i ciągnęłam ten romans 4 lata. On obiecywał, że się z panią rozwiedzie, a teraz zostawił mnie. Chcę się z panią spotkać, aby obnażyć jego w pani oczach. Mam nadzieję, że nie wybaczy mu pani tego i ja się zemszczę. Proszę o kontakt.

Przeczytała i ugięły się pod nią nogi. A więc to tak! Te wszystkie delegacje, wyjazdy, kiedy ona siedziała na wychowawczym z ich dwiema córeczkami. Była taka cierpliwa i podsuwała po nos wszystko, co najlepsze, bo przecież jest przemęczony i pracuje ciężko na ich rodzinę.

Odpisała, że zgadza się na spotkanie i chce wiedzieć wszystko! Do kawiarni weszła wysoka i zgrabna brunetka, całkiem ładna, gdy ona była rasową blondynką, jego ukochaną blondynką. Dowiedziała się, że obiecał się rozwieźć i pozostawić rodzinę, bo żyć bez brunetki nie może, a do tego ten seks nieziemski, jakiego żona mu nigdy nie dała. Obiecywał kupić mieszkanie i zamieszkać z brunetką, a na dzieci będzie płacił alimenty. Brunetka naciskała na rozwód, ale on zwlekał i w końcu powiedziała – dość, bo wciąż zwlekał, a ona nie chciała kolejny raz spędzać samotnie świąt.  Okazało się, że on wciąż kocha żonę i jakoś trudno mu rozstać się z dziećmi.

Dość! I niech pani pogoni mu kota, bo zdradzał panią w każdą nadarzającą się okazję. Umawiali się w hotelach, a także jeździła z nim w delegacje namiętnie spędzane. Obsypywał ją prezentami i na nic jej nie żałował. Brunetce nie zamykała się buzia, bo w ciągu krótkiej chwili chciała opowiedzieć swój czteroletni romans z mężem blondynki.

Już wszystko wiem – rzekła blondynka i dopiwszy resztkę kawy odeszła od stolika. Nie wiedziała, co ma powiedzieć brunetce. Nie wiedziała, czy powinna plunąć jej w twarz, czy też odejść bez słowa. Zakręciło jej się w głowie i na chwilę straciła świadomość i trzeźwe myślenie. Nie wiedziała jak znalazła się na ruchliwej ulicy i nagle klakson jadącego samochodu ją otrzeźwił.

Nie wiedziała jak doszła do swojego domu i co z dziećmi, bo przecież nie mogą jej zobaczyć w takim stanie. Poprosiła, aby córki spakowały kilka rzeczy i mogą iść do ukochanej babci, mieszkającej na tej samej ulicy. Musiała w samotności dojść do siebie.

Kiedy została sama, wyjęła z barku butelkę wódki i piła jeden kieliszek za drugim. Musiała znieczulić się i chciała zapomnieć. Chciała, aby było tak, jak przed kilku godzinami. Nie wyobrażała sobie dalszego życia przy boku męża. 

Co robić, myślała już podchmielona, a kiedy w butelce pokazało się dno, sięgnęła po następną butelkę. 

Nagle drzwi się otworzyły i usłyszała – cześć kochanie, jak minął ci dzień? Wrócił zadowolony jak zawsze, ale kiedy zauważył ją pijaną mina mu zrzedła.

Kochanie, napiłam się, bo mam dziś zły dzień – bełkotała. Położył ją do łóżka nie pytając o nic i niczego się nie domyślając.

Kiedy obudziła się rano z wielkim bólem głowy, męża już w domu nie było. Wszystko wróciło do niej, ten cały koszmar, ale postanowiła, że da mu odpowiednią nauczkę.

Kupiła sobie bardziej seksowną bieliznę na gorący wieczór z mężem. Chciała mu pokazać, że też potrafi być pociągająca i zrobi wszystko, aby miał na nią ochotę. Włożyła więcej pracy w perfekcyjny makijaż i fryzurę i obejrzała się w lustrze. Była o wiele ładniejsza i zgrabniejsza od brunetki i choć łzy lały jej się po twarzy i zanosiła się z rozpaczy, postanowiła, że się opanuje i zrobi swój chytry plan.

Wieczorem zachęciła go do łóżka i swoimi sztuczkami go rozpaliła. Kiedy był gotowy i miało dojść do miłosnej igraszki, wcisnęła guzik w telefonie. Usłyszał to, czego by nigdy usłyszeć nie chciał. Kochanka go zdradziła i wyśpiewała wszystko w tej przeklętej kawiarni.

Zbladł i spytał tylko, co teraz? 

Blondynka długo podnosiła się z traumy i musiała skorzystać z porady psychologa, ale się opłaciło, a dzieci trzymały ją przy życiu. 

Od czasu, do czasu przechodząc przez miasto, mija załamanego i pijanego mężczyznę, który stracił w jednej chwili wszystko.  To jest jej mąż!

łzaPs. Brunetka ma już nowego faceta, ale czy żonaty, blondynki to już nie interesuje.

Słodka zemsta!

Byli stosunkowo młodym małżeństwem z 10 letnim stażem. Mieszkali w wygodnej dzielnicy domków jednorodzinnych na obrzeżach miasta. Barbara otrzymała w spadku dobrze utrzymany domek po swojej babci  z niewielkim ogrodem. Naprawdę żyło im się spokojnie, a kiedy Basia urodziła córeczkę, postanowiła wychować ją samodzielnie rezygnując tymczasowo z pracy zawodowej, gdyż uważała, że tak będzie lepiej dla ich dziecka długo wyczekiwanego. Mąż, Robert miał dobrą posadę w biurze księgowym i z roku na rok piął się coraz wyżej. Pewnego dnia otrzymał awans na głównego księgowego, co oczywiście wiązało się z większymi pieniędzmi, ale i dodatkową pracą po godzinach. Lubił swoją pracę i był w niej dobry, a szefowie byli zadowoleni z jego dokładności i rzetelności.

Ona wyrozumiale czekała na niego, najczęściej z ciepłą kolacją, bo zjawiał się z pracy kiedy wieczór już zapadał. W tym czasie Basia zajmowała się dzieckiem i swoim ukochanym ogrodem. Lubiła wyszukiwać nowe rośliny i wszelkie nowinki sadziła w grodzie, tworząc bardzo ciekawą enklawę zieleni i harmonii. Cieszyła się, że sąsiadki ją chwaliły za estetykę i utrzymanie ogrodu innego od wszystkich. Była dumna ze swojej pracy, a w międzyczasie pisała bloga, aby podzielić się z resztą świata swoimi dokonaniami  ogrodniczymi. Robiła bardzo udane zdjęcia nowo zdobytych roślin i je opisywała na blogu, tak jak pielęgnacja, warunki i nawożenie. To był jej konik, dla którego się poświęciła, kiedy rosła jej córeczka pielęgnowana i dopieszczane jak te jej roślinki.

Trzy lata szybko minęły i Barbara postanowiła wrócić do pracy. Jej stanowisko w biurze projektowym wciąż na nią czekało, a więc z powodzeniem załatwiła miejsce w żłobku dla córeczki i pewnego zimowego miesiąca pomaszerowała do swojego biura. Mąż jej ochoczo  przyklasnął i był zadowolony, że ponownie będzie między ludźmi. Cieszył się, że tak wszystko im się gładko układa.

Pewnego dnia, Basia szybciej wyszła z pracy, z powodu lekkiego przeziębienia. Jej szef widział, że kiepsko się czuje i kazał jej wracać do domu, aby się pod kurowała. Wykorzystała ten moment i postanowiła zrobić mężowi niespodziankę. Dwa przystanki autobusem i była pod jego biurem.

Wsiadła do windy, która zawiozła ją pod niemal same drzwi gabinetu męża. Jak kocica, skradła się i cichutko nacisnęła klamkę, aby był zaskoczony jej wizytą.

Drzwi były otwarte i nie zaskrzypiały nawet. Kiedy je uchyliła, natychmiast zauważyła swojego męża w objęciach swojej sekretarki, siedzącej na jego biurku z rozchylonymi nogami. Oddawali się namiętnością i nie zauważyli jej pojawienia się w gabinecie. Scena była tak dwuznaczna, że nie miała wątpliwości, że mąż ją zdradza od dłuższego czasu i stąd te jego późne powroty do domu.

Wycofała się cicho, jak cicho się pojawiła, a nogi miała jak z waty. Nagle zakręciło się jej w głowie i z impetem wpadła do windy, aby czym prędzej zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie wiedziała jak znalazła się w swoim domu. Nie wiedziała kiedy sięgnęła po alkohol w barku, by choć częściowo się uspokoić. Nie wiedziała nic, tylko ciężko usiadła na kanapie i nagle poczuła, że wszystko się dla niej skończyło. Mężczyzna, którego kochała nad życie ją zdradza i tu zadała sobie pytanie – dlaczego?

Dlaczego zdradza ją, kobietę zadbaną, pracowitą, oddaną żonę i matkę i nie znalazła na to odpowiedzi, ale po czasie opracowała plan działania, aby zabolał jej męża, tak jak zabolała ją jego zdrada.

Przed laty była w związku z bardzo przystojnym Aleksandrem. To był burzliwy związek jeszcze przed poznaniem  Roberta, jej męża. Mieli się ku sobie, ale w porę zauważyła, że Aleksander jest typem kobieciarza i żadnej nie przepuścił. Nie chciała tak żyć, w poczuciu wiecznego zagrożenia i postanowiła od niego odejść.

Wzięła telefon komórkowy i wybrała numer do Aleksandra.

– Musisz mi w czymś pomóc, ale to nie jest rozmowa na telefon. Spotkajmy się dziś w naszej, dawnej kawiarni i wszystko Ci wytłumaczę.

– Okej, dla Ciebie wszystko, a więc o 17 będę na Ciebie czekał.

Ubrała się najszykowniej jak tylko umiała, a więc mała czarna, szpilki i stosowny makijaż i biżuteria. Córeczkę oddała pod opiekę zaufanej sąsiadki i wybiegła z domu. Była bardzo zdenerwowana i pełna obaw.

Aleksander już na nią czekał, a na stole stało już zamówione jej ulubione wino. Pamiętał jakie lubiła przed laty.

– Musisz, ale to musisz mi pomóc odparła po wstępnym, pełnym nostalgii przywitaniu i uznaniu, że oboje niewiele się zmienili.

– Powoli, chwycił ją za rękę, próbując wyciszyć. – Napijmy się wina, a potem mi wszystko wyjaśnisz, zaproponował.

Rozmawiali długo, a wino tylko jej pomogło, choć łzy raz po raz płynęły jej po policzkach.

– No więc jak? Pomożesz spytała , aby się upewnić, że pomoże jej rozwiązać jej małżeństwo.

– Dam Ci Aleksandrze znać, kiedy Robert będzie wcześniej wracał do domu, a więc czekaj na mój telefon.

Spokojnie dotarła do domu i wiedziała, że może liczyć na Aleksandra, który wciąż miał do niej słabość i zauważyła, że wydoroślał i bardzo się zmienił na korzyść. Jej serce ponownie do niego zabiło, aż się wystraszyła tego nagłego uczucia.

To był ten dzień, kiedy Robert zakomunikował jej, że wróci wcześniej niż zwykle, bo będzie się musiał spakować, aby następnie wyjechać na trzy dni w delegację.

– Delegację, pomyślała i czym prędzej zadzwoniła do Aleksandra.

– To jest ta chwila i musi się udać, a więc zapaliła świece na odświętnym obrusie, a w piekarniku dopiekała się jej ulubiona zapiekanka. Wino chłodziło się w lodówce. Sama ubrała szykowną bieliznę i poprawiła perfekcyjny makijaż. Umierała ze strachu i kiedy Aleksander zapukał do jej drzwi, drżała jak osika.

– Musi się udać szepnęła i podała Aleksandrowi kieliszek wina. Tak, to ten moment słodkiej zemsty i zaciągnęła Aleksandra do sypialni.

Położyli się obok siebie i czekali. Ona drżała, a Aleksander ją przytulił jakby w miłosnym uścisku.

Nagle drzwi skrzypnęły i wiedzieli, że Robert wrócił do domu. Ta cisza go zaciekawiła i swoim zwyczajem ją zawołał. Nikt mu nie odpowiedział, a więc zaczął ciekawie się rozglądać po mieszkaniu.

Wszedł do ich sypialni i zaniemówił widząc jego żonę w objęciach nieznanego mu mężczyzny, a na stoliku nocnym leżały jego zdjęcia z kochanką, jakie zrobił detektyw, którego Barbara zatrudniła. Wiedziała wszystko o swoim mężu, ale nie chciała zamienić się w pogrążoną w smutku żonę, pełną pretensji i wyrzutów. Chciała zamienić się w kobietę, z którą żal będzie się rozstać i dlatego uknuła ten chytry plan.

– W drugim pokoju stoją spakowane walizki, a więc bądź tak dobry i wyprowadź się bez słowa – mimochodem mu oznajmiła i z bijącym sercem, pełnym rozpaczy,  wtuliła się w ramiona Aleksandra.