Archiwa tagu: zdrowie

„Szlachetne zdrowie nikt się nie dowie jako smakujesz aż się zepsujesz…”- Jan Kochanowski

Pamiętam, że na prezent ślubny dostaliśmy sokowirówkę, a było to 39 lat temu prawie. Kiedy po latach jej eksploatacji wylądowała staruszka w piwnicy, bo dzieci odeszły z domu, to zapomnieliśmy na długie lata o tym, że warto samemu robić w domu sok nie doprawiany niczym jak mają to soki ze sklepu. 

W telewizji mówili, że najlepiej pić soki z domowej produkcji i w gruncie rzeczy przypominało się nam, jak to bywało kiedyś, że często robiliśmy soki, bo nasza staruszka miała wszelkie ślady eksploatacji.

Siedzę w domu, a mąż wnosi wielkie pudło, w którym była nowiutka sokowirówka i tak od kilku dni robimy razem nasz napój bogów 😀

Wpadłam do internetu i poszukałam inspiracji i w zasadzie ze wszystkiego można wycisnąć sok, bo nawet ze szczawiu, czy też lebiody, a nawet z pokrzywy.

Postanowiliśmy w ten sposób się wzmacniać i dostarczać sporej dawki witamin. Mam nadzieję, że nie znudzi się nam to wyciskanie i tu muszę napisać, że najlepiej wypić sok zaraz po wyciśnięciu i nie polecane jest przechowywanie w lodówce, a jeśli to tylko najwyżej przez 10 godzin i to w ciemnym pojemniku, aby sok się nie utleniał.

Niżej wkleiłam inspiracje sokowe i informację, co na co działa każdy z soków. Może kogoś zachęcę też do porzucenia kupowania soków w sklepie, w których jest kilka łyżek cukru i konserwantów. Może ktoś odkurzy swoją zapomnianą maszynę?

sokowirówka 11Sok z melona, selera naciowego i imbiru

 

1 szt. melon,

3 szt. seler naciowy,

1 cm. imbiru.

Obrać melon, wyciąć pestki. Obrać imbir i przygotować jego 1 cm. Umyć seler. Wszystko wrzucić do sokowirówki. Wymieszać sok w pojemniku. Wypić zaraz po przygotowaniu.

 

 

 

sokowirówka12Sok z selera naciowego, marchewek i jabłek.

3 szt. selera naciowego,

4 szt. marchewki,

3 szt. jabłek.

Umyć warzywa i owoce. Obciąć nać marchewki. Wszystko wrzucić do sokowirówki. Pyszny sok jest gotowy!

 

ananas

 Sok ananasowy ze świeżym imbirem i kolendrą

ananas,

cienki plaster imbiru,

dwie łyżki kolendry,

szczypta soli

Ananasa obrać z grubsza ze skóry, resztę wrzucić razem z nim i już!

SOKI OWOCOWO-WARZYWNE I ICH WŁAŚCIWOŚCI

Sok z buraków – właściwości krwiotwórcze, likwiduje choroby układu krążenia, układu pokarmowego, jelita grubego, rozpuszcza kamienie w wątrobie, nerkach i pęcherzu moczowym.

Sok z marchwi – wpływa korzystnie na zęby, włosy, paznokcie, wzrok i gardło. Leczy wrzody żołądka i dwunastnicy. Przynosi ulgę przy alergiach skórnych, uczuleniach, egzemach, chorobach układu limfatycznego. Bardzo korzystnie wpływa na układ odpornościowy. Uwaga: podczas picia soku z marchwi najprawdopodobniej twoja skóra zyska kolor pomarańczowawy. Według Michała Tombaka jest to efekt oczyszczania organizmu. W związku z tym, że w “przeciętnym” organizmie jest bardzo dużo toksyn, a wątroba nie ma takich “mocy przerobowych”, przechodzą one do układu limfatycznego, by ostatecznie zostać wydalone przez pory skóry. Toksyny te są koloru żółtego lub pomarańczowego. Efekt “żółtej skóry” może trwać nawet do roku czasu.

Sok ze świeżej kapusty – korzystny przy cukrzycy, hemoroidach, nieżytach żołądka, miażdżycy, otyłości, wrzodach dwunastnicy, problemach z tarczycą.

Sok z zielonej papryki – jest niezwykle bogaty w krzem, tak więc polecany przy problemowych włosach i paznokciach. W przypadku problemów z gazami, kolkami i skurczami jelit należy pić 1 szklankę na czczo.

Sok z ogórka – posiada dużo krzemu, siarki, potasu, fosforu. Profilaktycznie na włosy i paznokcie po pół szklanki soku dziennie. Polecany również przy wysokim ciśnieniu krwi.

Sok ze szczawiu – regeneruje błonę śluzową jelit. Sok najlepiej dodawać do sałatek (surówek). Sok zawiera żelazo, magnez, fosfor, siarkę, krzem. Nie należy spożywać zbyt często gotowanego szczawiu – zawarty w nim szczawian potasu zmienia się w formę nieorganiczną, co może doprowadzić do zapalenia stawów i mięśni.

Sok z koniczyny – reguluje cykl miesiączkowy, zapobiega przedwczesnemu procesowi niszczenia organizmu kobiety.

Sok ze szpinaku – oczyszcza i regeneruje jelita i cały układ trawienny. Wraz z sokiem ze szpinaku pomaga przy złośliwej anemii, rozstroju nerwowym, zapaleniach nerek, zapaleniach stawów, czyraczności, obrzękach kończyn, częstych krwotokach, reumatyzmie, niskim i wysokim ciśnieniu krwi, zaburzeniach wzroku, bólach głowy.

Sok z dyni – wzmacnia wątrobę, uspokaja układ nerwowy, działa przeciwgorączkowo. Zalecany przy menopauzie – stosowany regularnie przez minimum 2 miesiące pozwala zlikwidować uderzenia gorąca.

Sok z arbuza – oczyszcza, wzmacnia wątrobę i nerki, wypłukuje sole z organizmu, ma działanie moczopędne (przy obrzękach), przeciwmiażdżycowe, ogólnie wzmacniające.

Sok z pomidorów – poprawia pracę serca, zwiększa przemianę materii, zawiera dużo witaminy C oraz fitocydy hamujące procesy fermentacyjne i gnilne w jelitach.

Sok z winogron – ma działanie wzmacniające, przeczyszczające, napotne, bakteriobójcze i moczopędne. Obniża cholesterol i ciśnienie krwi. Nie jest wskazany w dużych ilościach przy cukrzycy, otyłości, wrzodach żołądka i dwunastnicy. Przy regularnym piciu należy odstawić mleko i surowe owoce – w połączeniu z sokiem z winogron powodują one fermentacje w jelitach.

Sok z cytryny – oczyszcza z nierozpuszczalnych soli i śluzu, posiada dużo witaminy C i mikroelementów.

http://http://oczekujac.pl/2014/09/sokowirowka-philips-avance-collection.html

Mój szybki obiad :)

Zachciało nam się brokuł na obiad, czy przed obiad, a może po obiedzie i tak:

– 2 brokuły, duży jogurt, 3 ząbki czosnku, sól, pieprz i odrobina cukru i tak:

– Brokuły ugotowane al dente takie lekko jeszcze twardawe.

– Wciskamy czosnek do jogurtu, lekko soląc, pieprząc i potraktować odrobiną cukru i tak powstaje sos.

– Polewamy sosem ugotowane brokuły i mamy obiad, albo jak kto tam woli, bo może to być też lekka kolacja.

Jeśli macie swoje przepisy na smaczne brokuły, które są bardzo zdrowe, to bym poprosiła o inne spojrzenie na to warzywo. 🙂 ( z bułką tartą i masłem to wiem) 🙂

Właściwości zdrowotne brokuł tutaj klik. Okazuje się, że brokuły chronią nas przed rakiem!

http://http://www.milionkobiet.pl/zdrowie/zdrowotne-wlasciwosci-brokulow,10879,1,a.html

 

Jak rozmawiać z osobą chorą na raka?

Wczoraj, w Dzień Ojca odeszła od nas polska aktorka, Małgosia Braunek. Najbardziej podobała mi się w serialu „Nad rozlewiskiem” i choć nie śledziłam dokładnie tego serialu, to tam była najbardziej prawdziwa, ale to jest moje zdanie.

Przegrała walkę z rakiem, choć miała przed sobą jeszcze szansę leczenia za granicą. Na to leczenie zostały zebrane duże pieniądze, czym zajęła się rodzina, a najbardziej jej syn. Widziałam wywiad z nim w telewizji i biła z niego wielka nadzieja na uratowanie życia swojej mamy. 

Taka wiadomość, że ktoś z chorobą przegrywa każdorazowo przybija i wczorajsze, niespodziewane odejście aktorki, pełnej determinacji i walki oczywiście i mnie przybiła. To takie smutne, że lekarze w pewnym momencie w Polsce opuszczają ręce i twierdzą, że nic więcej zrobić nie mogą. To dlaczego w innych krajach mają dodatkowe metody rozprawienia się z gadziną, a u nas pakują w człowieka chemię i każą iść sobie do domu, do następnej chemii. Nie generalizuję, ale wydaje mi się, że nasza, polska medycyna w tym zakresie wciąż raczkuje, a leczenie jest okropnie drogie. 

Wbiłam sobie hasło w wyszukiwarkę, aby się podszkolić, jak powinnam się zachować, kiedy na mojej drodze stanie osoba cierpiąca na tę straszną chorobę i w pierwszym linku, jaki otworzyłam, prawie wskoczył mi paskudny wirus, z którym zapora na szczęście sobie poradziła. No kurza twarz, co jest grane, że hakerzy atakują tak ważne informacje, znając dokładnie nasze przemyślenia i chęć dowiedzenia się czegoś więcej, niż tylko intuicja i zachowanie się z klasą, ale nieprofesjonalnie.

Na pewnym forum użytkowniczką jest osoba cierpiąca na to choróbsko i wiem, że bardzo brakuje jej pieniążków na dalsze leczenie. Przecież nie jest sławną aktorką i przebicie się o pomoc jest prawie zerowe, ale jako długoletnia uczestniczka forum, pewnie liczyła na pomoc, umieszczając taki oto wpis 4 czerwca tego roku:

„A co u mnie? szkoda gadać,z każdym dniem coraz słabsza.Znów byłam w szpitalu,znów dali kilka worków krwi,ale nie na wiele się to zdało.Tak utrymują mnie przy życiu,bo sami nie mają pomysłu na leczenie.

Ja staram się ratować co mogę,piję ten osławiony czystek,krwawnik.Ale jakiś rewelacji nie ma.No może tylko to,że mam nieco lepszy smak i nie mam problemu z zatwardzeniami.Ale najcięższe są dla mnie nocne gorączki,które czasami do 40 stopni dochodzą.Pralka ma tylko stały stałe zajęcie ,bo po nocy i 8 koszul potrafi być doszczętnie przemoczone.Od tego potu i prania już się chyba niedługo rozsypią.Te gorączki nie słychanie osłabiają.
Zapomniał o mnie świat,zapomnieli „przyjaciele”,chyba każdy się boi ,że się zarazi.
Całe szczęście ,że mam teraz męża w domu i córa zamieszkała nade mną.Ma mi kto pomóc.
I to tyle o mnie.”

Otrzymała kilka odpowiedzi, zbulwersowanych seniorek, że jak to zapomnieli. Są obok i myślą o niej nieustająco, a nawet się modlą o jej zdrowie. Odpowiedzi były zaraz po wpisie chorej kobiety i nastała cisza i tak jest do dzisiaj. Myślą – akurat! Wspomagają finansowo – może są to jakieś groszowe sumy i nikomu do głowy nie przyszło, aby uruchomić pomocowy wątek dla chorej koleżanki, który byłby na wierzchu przez cały czas, przez 24 h na dobę. Wątek spadł prawie do archiwum i nikt już tam nie zagląda i chora kobieta musi pocieszyć się kilkoma wpisami, bo czytamy:

„XXX, dlaczego piszesz, że nie masz przyjaciół? Zapomniałaś o forum? Nie czujesz wsparcia? Nie mogę mówić za innych, ale – ciągle pamiętam i myślę o Tobie. Żałuję, że mogę wspierać Cię tylko życzliwością i dobrym słowem. Dzielę się tym, co mam. Nie mam więcej… nie mam czasu, możliwości przyjazdu do Ciebie, nie mogę Cię realnie potrzymać za rękę. Nie umiem także powiedzieć/napisać nic mądrego. Może tylko to, że czuję wsparcie i dobre myśli kierowane w moją stronę. Czuję wiarę, że stanę na łapach. I ze wszystkich sił staram się nie zawieść zaufania. To nie znaczy, że nie wpadam w doły, że się nie boję, nie nerwię… Każdy, kto ma odrobinę wyobraźni wie, że nie może być inaczej.”

„Bardzo dużo od nas samych zależy. Jeśli Los postawił nas przed podobnym wyzwaniem, dał taką lekcję do przeżycia… to znaczy, że ta nauka jest nam do czegoś potrzebna. Ucieczka byłaby tchórzostwem, więc stań i walcz! Decyzja i jej realizacja do nas należy. Nie mów, że do tego trzeba nadludzkich sił… nie wiesz jakie są w Tobie ukryte. WALCZ, nie uciekaj, choć ucieczka w depresję jest najprostsza.”

 „Nie znamy się, nie miałyśmy kontaktu 🙂

Jednak czytam, ilu lubianych i szanowanych przeze mnie forowiczów darzy Ciebie wielką sympatią. Spojrzałam w Twój profil, trochę poczytałam i dowiedziałam się, jak utalentowaną i cudowną jesteś kobietą.
Jeśli więc pozwolisz, to i ja, nieznana, serdecznie pożyczę Tobie siły, wielkiej siły do pokonania tego potwora. Często myślę o Tobie, wierzę, że te dobre myśli, chociaż jestem obca, też Tobie pomogą !
Przytulam mocno !”
XXX co Ty opowiadasz…..walcz….myslimy o Tobie,choć nie mamy innej możliwosci pomocy tylko szczere życzenia zdrowia.
TO nie jest tak że zapomielismy i zostałas sama….człowiek nie bardzo wie jak może pomóc i wydaje sie że trzymanie kciuków pomoże.
Musimy częsciej sie odzywać żebyś czuła naszą życzliwośc.Obiecuję.Pa…..trzymaj sie ciepło.”
Ostatnie zdanie jest znamienne, bo dziś mamy 24 czerwca i minęło 20 dni, a nikt do chorej kobiety się nie odezwał. Nikt nic więcej nie napisał – nawet pocieszenia i troski. Oni tam, na tym forum doskonale sobie radzą z wklejaniem zniczy, kiedy ktoś nagle odejdzie i wysilą się na klepnięcie w klawiaturę – spoczywaj w pokoju, a jeśli chodzi o realne działanie, następuje zasłona milczenia i niech mi nikt nie mówi, że fora to wspaniała forma komunikacji między ludźmi. Niech mi nikt nie mówi, że oni tam, będąc po 7 lat się wspierają, a figę. Weszłam na profil chorej, a tam pustki i wieje wiatr. Nic tam nie ma i w zasadzie jakoś mnie to nie dziwi, po tym jak Adminka tego forum mnie wywaliła, bo domagałam się tylko szacunku. 
Wniosek z tego taki, że te wszystkie fora to jedna wielka ściema i klepią na nich ludzie nie mający co zrobić z wolnym czasem i tylko szkoda, że nie mogę osobiście wspierać tej kobiety, gdyż nie znam ani danych, ani nie wiem czego na tę chwilę jej potrzeba najbardziej. Zostałam wyalienowana z tego środowiska z czego się właściwie cieszę, bo już nie muszę być codzienną obserwatorką potwornej obłudy i fałszu.
Wiem, że dostanie mi się za ten wpis, ale ja już tak mam, że co w sercu, to i na klawiaturze. Weźcie się za realną pomoc kobiecie, która Was potrzebuje, zamiast kopiować moje komentarze i przenosić  je na śmietnik. Macie lustra w domu?
A ja dalej nie wiem, jak rozmawiać z chorym na tego potwora. Może tutaj mi ktoś podpowie, abym potrafiła wesprzeć w razie – cholernie  trudny temat!

Panie Owsiak – Bóg się na Pana obraził!

A dlaczego Panie Owsiak Bóg się na Pana obraził? Dlatego Panie Owsiak, bo jesteś największym grzesznikiem i bluźniercą w naszym, pięknym kraju. Zebrałeś Pan miliony na sprzęt do ratowania życia ludzkiego i sprzeciwił się Pan woli boskiej. Mało tego Panie Owsiak, gdyż zaciągnął Pan miliony ludzi do puszek i nakazał, aby wrzucali do nich nie tylko pieniądze, czasami ostatnie, ale także złoto i inne kosztowności. Niektórzy zdejmują jedyną obrączkę z palca i przeznaczają ją na zakup respiratorów, pomp, czy inkubatorów. 

Panie Owsiak, czy Pan oszalał już do końca, że Orkiestra Świątecznej Pomocy będzie grała do końca świata i o jeden dzień dłużej, w kraju, w którym lekarze podpisują Deklarację Sumienia, a w związku z tym już rozpalili stos, aby Pana spopielić, bo tak się Pan stawia i grzeszy, że zasłużył Pan sobie tylko na stos, na stos!

Panie Owsiak, niechaj się Pan opamięta i idzie za przykładem posłanki Pawłowicz, która jako prawdziwa katoliczka, a może nawet  pierwsza, nie dała na Pańską Orkiestrę ani grosza. To jest prawdziwy przykład poszanowania, że co Bóg stworzył, to Człowiek nie powinien poprawiać, a Panu w głowie się poprzewracało i bezczelnie przeciwstawia się Pan – woli boskiej.

Pan jest szaleńcem, że zaopatruje Pan szpitale w  jakieś inkubatory, w których umieszcza się noworodki z zagrożeniem życia. Te malutkie stworzonka są pod opieką boską i albo przeżyją, albo Bóg powoła je do siebie. Czy to tak trudno zrozumieć Panie Owsiak!

Idźcie ludzie w pokoju Chrystusa i się rozmnażajcie, bo w wielu przypadkach nie otrzymacie recepty na środki antykoncepcyjne. Nie wolno ingerować żadną chemią, nawet w przypadku, kiedy w domu jest już 10 dzieci i końca nie widać – tak chce Bóg, drodzy ludkowie. Nie wolno usunąć wadliwego płodu z łona Matki, bo Deklaracja Sumienia kategorycznie nakazuje, że, co Bóg stworzył, narodzić się musi.

Pani posłanka Gosiewska widziała w swoim życiu dzieci szczęśliwe, poczęte w gwałtu, a więc Bóg tak chciał i taka jest jego wola, a więc drodzy ludkowie zapomnijcie o przysiędze Hipokratesa, bo Hipokrates Bogiem nie był.

Teraz wszystko jest w rękach Boga i drodzy ludkowie, czas w niego uwierzyć i swoje życie i zdrowie oddać z modlitwą po opiekę Boga.

Świat oszalał drodzy ludkowie i wracamy do średniowiecza, a ateistów będą wysyłać na stos, na stos, albo do trupiarni!

Przychodzi pacjentka do lekarza!

Doktor Ewa

Jeden z najbardziej popularnych 
seriali telewizyjnych
w poprzedniej epoce.

Piękna i atrakcyjna
aktorka polskiego filmu.

Tajemnicza krucha istota 
która
ratowała mi życie.

Sympatyczna uśmiechnięta 
i życzliwa lekarka
na moim oddziale.

Śliczna
zielonooka pachnąca
słońcem i najpiękniejszym
marzeniem
czerwcowej nocy
po prostu Ewa.

R. Mierzejewski

Pacjent zabił drugiego pacjenta – to jest możliwe w Polsce

Pewnego jesiennego dnia Maria poczuła się bardzo źle. Nagle w pracy zakręciło się jej w głowie i omal nie zemdlała. – To pewnie ten stres, pomyślała sobie. Jej szef wciąż miał do niej jakieś uwagi, choć tak bardzo się starała, aby swoje obowiązki wykonywać jak najlepiej potrafiła. Co chwilę wzywał ją do siebie do gabinetu i rugał za każdą literkę nie tak postawioną. Często zdarzało się, że zwracał jej uwagę przy innych pracownikach, a oni nie mogli się nadziwić, dlaczego stosuje na niej tak bezpośredni mobing. Była wykończona i każdego poranka zastanawiała się ile jeszcze zniesie. Nie radziła sobie ze snem i szła do pracy wykończona i zdenerwowana.

Musiała pracować, bo przecież miała na utrzymaniu dwoje małych dzieci, a mąż jej myślał tylko jak by tu urwać się z domu i zabaniaczyć z kumplami, aby wieczorem zjawić się  i  robić jej tysiące wymówek, że wszystko jest nie tak.

Trwała w tym związku już ładne parę lat i wciąż miała nadzieję, że on się zmieni i poprawi, bo tak jej obiecywał, kiedy był trzeźwy. Padał wówczas na kolana i błagał ją o wybaczenie, kiedy coraz częściej wspominała o rozwodzie.

Mijały więc lata, a problemów jej przybywało, zamiast ubywać. Nagle zachorowało jej młodsze dziecko, a lekarze nie wiedzieli co mu dolega. Szukali przyczyny, a ona potrzebowała coraz więcej pieniędzy na rehabilitację swojego dziecka. Czasami zakrywała twarz, aby się wypłakać sama ze sobą, bo liczyć mogła tylko na siebie.

Nerwy Marii były napięte jak postronki i każdego dnia borykała się z szefem w pracy i z swoimi osobistymi problemami. Nie chciała się poddać i codziennie wstawała z myślą, że da radę przeżyć dany jej kolejny dzień, bo przecież do jasnej cholery kiedyś musi się to zmienić.

Poszła do lekarza, który zapisał jej tabletki na uspokojenie i zaczynała każdy dzień od tabletki i łyka wody. Czuła się po nich znacznie lepiej i dodawały jej one sił, tak, że góry mogła przenosić. Po zażyciu tabletki odczuwała wielki, wewnętrzny spokój i przypływ sił witalnych.

I znowu minęło parę lat między wizytami u lekarza, który wypisywał jej te tabletki, a potem pędziła szybko do apteki, aby je natychmiast wykupić, bo dbała o to, aby je mieć zawsze przy sobie. Nie wyobrażała sobie już bez nich życia. One dodawały jej skrzydeł i dzięki nim mogła przeprowadzić sprawę rozwodową i uwolnić się od męża pijaka.

Ale wszystko, co piękne kiedyś się kończy, bo przecież zasłabła w pracy i wysłano ją na zdrowotny urlop, aby odpoczęła i nabrała sił. Kiedy zjawiła się u swojego lekarza, okazało się, że już nie pracuje i na jego miejsce jest inny. Usłyszała, że więcej tych magicznych tabletek jej nikt nie przepisze i musi koniecznie stawić się w szpitalu na detoks, aby odtruć organizm od chemii, jaką przyjmowała przez wiele lat.

– Sama nie da sobie pani rady, usłyszała i wręczono jej skierowanie do szpitala psychiatrycznego.

Nie miała wyjścia i kiedy wróciła do domu była tak roztrzęsiona, że z ledwością wykonała telefon do siostry, aby ta przyjechała pomóc jej się spakować i przypilnowała dzieci podczas jej pobytu w szpitalu. Nie było łatwo, gdyż nie miała zbyt dobrych stosunków ze swoją siostrą, ale nie miała innego wyjścia.

Do szpitala zawiózł ją szwagier, który postawił jej bagaże przed dyżurką szpitala i zaraz odjechał. Musiała radzić sobie sama. Ktoś ją zarejestrował, a ktoś inny przegrzebał jej bagaże, zabierając jej wszelkie metalowe przedmioty, lusterko, suszarkę do włosów i powyjmował wszelkie paski – tak dla bezpieczeństwa. Podano jej byle jaką pidżamę i zaprowadzono do pokoju z kratami.

Była przerażona, bo pokój był bardzo smutnym miejscem z odrapanymi poręczami łóżka. Kazali jej się rozpakować i położyć do  i tyle ich widziała wszystkich.

Spała przez trzy dni, z przerwami na byle jakie posiłki, na które wcale nie miała ochoty. Od czasu do czasu słyszała z innych pokoi okropne wycie i stękanie  chorych pacjentów. Czuła się jak w klatce, niepotrzebna nikomu.

Na czwarty dzień lekarz przeprowadził z nią wywiad i zapisał jakieś lekarstwa, którymi ją karmiono trzy razy dziennie. Leżała na tym swoim łóżku i nie była w stanie logicznie myśleć. Nie mogła ani leżeć, ani chodzić i czuła, że brakuje jej tych dawnych tabletek. Zupełnie się rozsypała i taka trzęsąca nie miała znikąd pomocy.

Kiedy zgłosiła do pielęgniarki swoje okropne samopoczucie usłyszała, odpowiedź, że sama sobie jest winna i musi to wszystko teraz przetrzymać i odpokutować. Za kilka godzin od zgłoszenia, inna pielęgniarka podała jej tajemniczy zastrzyk w taki sposób, że zdrętwiała jej cała noga.

Świat walił się Marii na głowę, a w głowie miała tysiące niespójnych myśli. Chciała spać, ale nie mogła. Chciała jeść, ale wymiotowała. Nie miała siły nawet umyć swojego rozdygotanego ciała – nikt jej w niczym nie pomógł. Nikt nie zapytał jak się czuje. Była jak ten niepotrzebny balast , podobny do innych, beznadziejnych przypadków. Nie chciało jej się żyć!

Kiedy był obchód, któremu przewodniczył szanowany profesor psychiatrii w towarzystwie dziesiątki studentów, czuła się jak królik doświadczalny. Żadnej reakcji, żadnej pomocy i nawet nie próbowała  się skarżyć, że wciąż źle się czuje. Raz tylko usłyszała od profesora, że musi wziąć się w garść i jak najszybciej wracać do pracy, bo obudzi się z ręką w nocniku. Po tych słowach zamilkła i zwinęła w bezradności jak ślimak w skorupce. Była bezradna i załamana i nie tak to sobie wszystko wyobrażała.

Za dobre sprawowanie dostała awans na wyższe piętro i wówczas oddano jej telefon komórkowy. Dano jej pozwolenie na spacery i wyjścia do sklepiku. Na sali były cztery inne kobiety. Chorowały na różne zespoły depresyjne i jedyną ich rozrywką były wyjścia do palarni i spacery po długim korytarzu. Nie działo się nic więcej, oprócz wydawania leków przez leniwe pielęgniarki, które wolały siedzieć w kantorku i mieć święty spokój. Czuło się na oddziale, że pacjenci to zło konieczne, które trzeba karmić i utrzymywać za państwowe pieniądze. Czuła się intruzem, który dzięki własnej, silnej woli dochodziła do jako takiej równowagi.

Lekarz oznajmił jej, że szykuje ją do wypisu, a ona miała żal, że przez wiele tygodni nie podano jej ani jednej kroplówki, aby wypukać z organizmu chemię zażywaną przez wiele lat. Nikt z nią poważnie nie rozmawiał, a rzucono ją pośród najcięższych, niewyleczalnych przypadków. Pośród ludzi zagrażających innym pacjentom, wyjących z bólu i rozpaczy. Nie jeden raz bała się przebywać na tm oddziale, bo widziała ludzi zdolnych do wszystkiego.

Kiedy pewnego dnia z programu telewizyjnego dowiedziała się, że na oddziale psychiatrycznym pacjent zamordował drugiego pacjenta, to wiedziała, że jest to możliwe, gdyż szpitale tego typu w kraju, to najbardziej zaniedbana strefa w polskiej służbie zdrowia. Pacjenci chorzy i mniej chorzy wrzucani są do jednego worka, wymieszani jak ziemniaki i nie posortowani. Pokutuje wciąż przekonanie, że należy bać się takich chorych i wpycha się ich do najgorszych nor, szczędząc dla nich państwowych pieniędzy, nie mówiąc już o psychologicznym wsparciu, którego praktycznie nie ma!

Babcie jechały do Częstochowy, a wyjechały z Woodstocku – czyli o aktywności Seniora w Polsce

Dzień dobry.

Dzień zaczął się kulinarnie. A czemu tak szybko? Córka przywiozła mi wczoraj z nad morza filet z dorsza i szybciutko, od rana zrobiłam go jak naszego, polskiego schabowego. Posoliłam, popieprzyłam i na każdy kawałek pokropiłam sokiem z cytryny. Na pół godziny do lodówki, a potem mąka, roztrzepane jajko z czosnkiem i na koniec bułka tarta. Polecam, bo jest to pyszna i zdrowa rybka, a Senior musi się dobrze odżywiać 🙂 W międzyczasie oglądałam poranny program, który wprawił mnie w dobry humor. Okazuje się, że coraz częściej Senior polski jest dostrzegany i przestaje być niewidzialny i przezroczysty. Sama jestem Seniorką, choć nie lubię tego słowa, ale cieszy mnie, z łezką w oku, że ludzie starsi coraz częściej są widoczni i wychodzą z czterech ścian. Musi jednak ktoś się pojawić z pomysłem, aby aktywować ludzi starszych do działania.  Istnieje taka grupa starszych Pań, które obrały sobie nazwę „Latających Babć”. Jest to spore grono skupiające kobiety w wieku 55+, które nie siedzą w domu, a aktywnie działają. Są wśród nich kobiety, które nagle mają czas na rozwijanie swoich pasji i teraz jest świetny dla nich moment. Niektóre pisały opowiadania i bajki, oraz wiersze dla dzieci i wyżywały się literacko, ale tylko do szuflady. Dziś mogą swoje utwory zaprezentować publicznie na przeróżnych spotkaniach z dziećmi, w domach dziecka, czy szpitalach. Piękna to inicjatywa, godna poparcia. Dowiedziałam się, że polski satyryk, Krzysztof Materna zrealizował spektakl pod nazwą „Czas nas uczy pogody”, podczas, którego ludzie starsi wykonywali polskie piosenki, a publiczność szalała ze szczęścia, bo spektakl odniósł wielki sukces. Krzysztof Materna taki pomysł, aby aktywować ludzi starszych przywiózł ze Stanów Zjednoczonych, gdzie zobaczył jak tam pracuje się z ludźmi w tym przedziale wiekowym i postanowił zrobić coś bardzo podobnego. „Latające babcie”, to grupa uśmiechniętych Seniorek, przebranych za wróżki i księżniczki, robiące wszystko, aby na twarzach dzieci, często chorych i skrzywdzonych, pojawił się uśmiech, choć na chwilę. Piękna to inicjatywa i oby wszystkie „Latające Babcie”, długo zdrowe były i aby nie zabrakło im chęci i animuszu do działania. A co ze mną? W moim mieście cisza jak makiem zasiał i Senior jest widoczny tylko na ulicy. Nikt nie aktywuje i nie zachęca ludzi starszych do działania. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem. Owszem, są grupy, stowarzyszenia, zajmujące się dziećmi niepełnosprawnymi i dobrze, że o nich u mnie pomyślano. Jest grupa ludzi malujących, ale jest to grupka zamknięta, a u mnie talentu do tworzenia na płótnie jest brak. Wobec tego, piszę sobie bloga, bo jest to dla mnie forma samodyscypliny i sposób na urozmaicenie sobie dnia. Codziennie rano, przy porannej kawie, zastanawiam się, o czym tu dzisiaj napisać i dziś padło na aktywnego Seniora w realu i w sieci, O! Miłego dnia! 🙂