Archiwa tagu: zięć

Jeden telefon, a tak wiele może :)

Zadzwonił telefon i sobie myślę jaki czort, ale słyszę w słuchawce – mamo szykuj się z tatą, jedziemy na obiad tam gdzie zawsze, bo jest na to okazja. Zaczęłam zgadywać szukając w pamięci dzisiejszej daty, ale wyszło mi tylko Trzech Króli hi hi.

Dowiesz się na miejscu, a więc jedziemy i na miejscu się okazało, że faktycznie jest okazja, ale o tym napiszę innym razem – jaka? Albo i nie? (tropi mnie troll i grzebie w mojej rodzinie do piątego pokolenia wstecz i sprawdzi, czy moje dzisiejsze zdjęcia, to są  dzisiejsze ha ha)  😀

Obiad rodzinny to zawsze miłe spotkanie, ot tak przy dobrym jedzeniu i lampce wina może na spokojnie wiele sobie powiedzieć i tak też się stało, a ja ze swojej strony czytającym coś zaproponuję.

Jeśli kiedyś będziecie w woj. zachodniopomorskim i chcielibyście coś fajnego zjeść, może we dwoje, a może z rodziną i wnukami, to zapraszam do malutkiej miejscowości o nazwie Pełczyce. W moim mieście, mimo,że większym nie ma tak miłej knajpki z tak dobrym jedzeniem i wielka szkoda. 

Zawsze się podniecam na słowo Pełczyce, że ktoś miał tak świetny pomysł na rozkręcenie biznesu i uwierzcie, ale zjeżdżają tam ludzie z okolic, a nawet ze Szczecina. Knajpka ma doskonałą renomę, choć jest niewielka, ale bardzo urocza. Podczas jedzenia i spotkań, z głośników płynie klimatyczna muzyka, palą się świece, a właściciele zbierają stare bibeloty. Mnie się podoba i polecam – szczęśliwa Ela z dzisiejszego dnia zadowolona. 🙂

Jest tyle kawałów o teściowych

Na początek wpisu, taki sobie oto kawał, a jest tego w sieci, oj jest! Może nawet więcej, niż kawałów o policjantach, czy też o głupim Jasiu, he he :
Do komisariatu wchodzi mężczyzna i zgłasza zaginięcie teściowej.
– Kiedy zaginęła?
– Trzy tygodnie temu.
– I dopiero teraz zgłasza pan zaginięcie?
– Tak, bo nie mogłem uwierzyć w to szczęście.
Ten wpis został inspirowany postem, jaki zamieściła na jednym z forum młoda mężatka i czytamy, że:
młoda_meżatka_89

„Teściowa krytykuje nasze plany co do potomstwa

Planujemy z mężem mieć co najmniej dwoje dzieci. Jesteśmy młodym małżeństwem, 25 i 26 lat. Pracujemy, jesteśmy po studiach. Teściowa często krytykuje nasze plany co do potomstwa, roztacza czarne wizje, sugeruje, że nasze dzieci będą nikim, bo będzie ich za dużo i nie będziemy mogli (wg niej) zapewnić im odpowiedniej uwagi. Gdy mówiłam, że chcemy mieć troje lub czworo, skrzywiona spojrzała na nas jak na kretynów i oburzonym tonem stwierdziła, że to stanowczo za dużo. Po rodzinie rozpowiada, że będziemy szerzyli patologię. Oficjalnie nam nie mówi tak ostro, ale swoje usłyszałam przypadkowo.

Takie sytuacje powtarzają się bardzo często, podobnie jak wbijanie szpilki bo jestem osobą wierzącą i mąż przy mnie zaczął również być bardziej wierzący (u niego w domu nie było ani wiary, ani żadnych tradycji), wyśmiewanie tego, że chodzimy w niedzielę do kościoła. Nie zrozumcie mnie źle, nie jesteśmy zadnymi fanatykami ani fałszywymi „katolami”…staramy się być rozważni i nie jesteśmy jakimiś dewotami… mimo to, teściowa się z nas wyśmiewa.

Jeśli chodzi o dyskusję dotyczącą dzieci to ostatnio znowu takowa była, mąż nie zajął stanowiska, w domu zapytałam, dlaczego tego nie zrobił, na co odpowiedział, że i tak zrobimy po swojemu a ona ma prawo do swojej opinii. No ale zapomniał zwrócić uwagę na sposób, w jaki ona tę opinię wyraża. Na pewno nie jest to metoda „na kulturalnie”. Mąż w ogóle jest między młotem a kowadłem. Boi się matce zwracać za często uwagę, nie wiem, może chce świętego spokoju. Widzę natomiast że się trochę od niej oddala przez te jej zachowania, i wcale się z tego nie cieszę bo to smutne, a ja od początku chciałam byśmy mieli ciepłe stosunki. Niestety, z nią się nie da. Ciągle dopowiada, krytykuje…uczy nas, co mamy robić, my dorośli ludzie. A kiedy syn zaczyna się rzadziej odzywać, kobieta dostaje białej gorączki. Zasypuje go waidomościami, dzwoni, prosi o przysługi, o odwiedziny. A potem na odwiedzinach ta sama historia: dopieka nam i się z nas ukradkiem śmieje.”

Tak sobie ten wpis przeczytałam i postanowiłam temat poruszyć, bo dziwię się teściowym, które bardzo często wtrącają swoje trzy grosze w nową rodzinę, która właśnie powstała, albo już trwa. Są takie teściowe, którym się nic nie podoba, uważając się za wszystkowiedzące i mają tak bardzo wysokie mniemanie o sobie, że nikt im nie podskoczy. Uważają, że z racji przeżytych lat, mają prawo do głośnej krytyki i nie szczypią się w jej głoszeniu i im głośniej i dotkliwiej, tym lepiej – tak uważają.

Bywają takie, którym nic się nie podoba, bo one wiedzą najlepiej, jak ta rodzina powinna funkcjonować, Najczęściej czepiają się, że ich wnuki są źle wychowywane, źle ubierane, źle karmione i wszystko jest źle. Synowa jest za gruba, albo za chuda, nie umie gotować i jest niegospodarna, albo zięć jest do niczego i nie nadaje się na męża. No wiecie jak to jest, bo chyba każdy otarł się bezpośrednio, lub z opowiadań o takie teściowych, które mają patent na wszystko.

A u mnie:

Jest godzina pierwsza w nocy. Smacznie już sobie śpimy i mamy o tej godzinie najlepszy sen, a tu telefon.

– Synku, przyjdź natychmiast, bo źle się czuję. Synek pyta, a co się stało?

– Z ciśnieniem jest coś nie tak, pospiesz się, a tabletki nie pomagają. Synek zwleka się z łóżka i siedzi u swojej mamy pół godziny, a czasami do rana, a mama sobie smacznie chrapie. Aby tylko był i aby prawie 60 letniemu synkowi zakłócić sen i pokazać mnie, kto jest w jego życiu ważniejszy, a ja zaciskam usta już od 39 lat. Przyzwyczaiłam się do faneberii mojej teściowej. Nauczyłam się żyć z faktem, że kiedy dzwoni do mojego męża kłóci się z nim doprowadzając go do wzrostu ciśnienia i palpitacji serca. Przyzwyczaiłam się, że wiecznie była chora i każdy lekarz, do którego trafiła, za jakiś czas był do kitu i wyszukiwała sobie lekarzy w innych, odległych miastach, co skutkowało i skutkuje wyjazdami z mężem na cały dzień. Przyzwyczaiłam się, że choć mąż ma brata, to tamten nigdy czasu na matki raczej nie ma, a więc wszystko spada na mojego męża. Nie piszę tego dlatego, że jej nie lubię, a przysięgam, że się starałam bardzo zapałać do niej uczuciem, ale się nie dało. Nie mogłam znieść włamywania się do mojego domu i plądrowania po kątach pod moją nieobecność. Nie mogłam znieść jej kłamstw, krętactw i wtrącania się do mojego życia. Nie mogłam znieść, że rozsiewała za plecami bezczelne plotki i wynosiła z rodziny, na zasadzie, co się dzieje w domu, nie mów nikomu!

Nie mogłam w końcu znieść jej chęci zawładnięcia moim dzieckiem i próby oddalania mojej córki ode mnie i na szczęście dopiero 4 lata temu, moja córka odcięła tę szkodliwą dla niej pępowinę i stała się wolnym człowiekiem.

A ja staram się wciąż ją tolerować i śmieszy mnie, kiedy dzwoni i pyta mego męża, jakie ciśnienie jest na naszym ciśnieniomierzu, a mieszka od nas jeden blok dalej. Śmieszy mnie ta jej ze  mną rywalizacja i jak napisałam, zaciskam usta od 39 lat. Zdrówka jej życzę, aby nie było.

Chcę być dobrą teściową i nie chcę powielać błędów popełnionych w stosunku do mojej osoby. Nie krytykuję młodych i nie wtrącam się, bo nie chcę być teściową wrogiem. Chcę być teściową, przyjacielem. Tak, staram się być przyjacielem!