Archiwa tagu: złość

Czająca się depresja!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ocean, tekst, woda i na zewnątrz

Od kiedy mama umarła analizuję i nagle zdałam sobie sprawę z tego, że oto zostałam sama na tym świecie.

Mam przy sobie Męża, który o mnie dba i opiekuje się mną, ale często z racji pracy nie ma go w domu i ja jestem wtedy sama.

  • nigdy nie poznałam swoich babć i dziadków, bo umarli jeszcze przed moim narodzeniem,
  • wszystkie ciotki i wujkowie od dawna nie żyją,
  • moi rodzice nie żyją także,
  • nie mam już siostry, która pefidnie mnie oszukała,
  • moje dzieci toczą swoje życie i uczestniczą w wyścigu szczurów, a więc nie mają dla mnie zbyt dużo czasu.

Zostałam sama na tym świecie i po zgonie mamy zdałam sobie z tego sprawę.

Nie mam z kim przerobić tematu, że matka mnie wydziedziczyła i nie mam już szansy, by zpytać ją – dlaczego?

Poczułam się strasznie samotnym bytem, odsuniętym od rodziny i czuję się z tym wprost fatalnie.

Z każdym dniem czuję, że mogę popaść z powrotem w stan depresyjny, bo zostałam skrzywdzona najbardziej w rodzinie przez własną matkę i siostrę.

Nie zasłużyłam sobie na takie traktowanie, a tylko żałuję, że nie spytałam matki dlaczego tak postanowiła i czym jej zawiniłam.

Czuję się bardzo samotna, kiedy Mąż jest w pracy i nawet nie będę miała do kogo zwrócić się o pomoc, gdyby mój Mąż odszedł wcześniej z tego świata.

Zostanę sama jak palec, choć z nikim nie byłam w konflikcie i żyłam tak, aby nikogo nie obrażać, obgadywać i być w zatargach.

Nie opłaca się takie życie, bo czasami trzeba było walnąć w stół i domagać się swoich praw, a ja tego nie potrafię i dlatego jest tak, jak jest – wyobcowana zostałam i odsunięta przez cwaniaków!

Jest mi strasznie żle – tak źle, że czasami brakuje mi oddechu i czuję, że ponownie czai się za plecami moja przyjaciółka – depresja.

W latach 90-tych jeździłam do mojego ojca, który po rozwodzie z mamą mieszkał w innym mieście.

Sprzątałam u niego zbierając pety z podłogi i wynosiłam gówna, bo mu się zapchał kibel.

Myłam naczynia  w zimnej wodzie, zasyfione, bo nie opłacał gazu i płaciłam jego rachunki!

Załatwiłam mu Dom Spokojnej Starości i tak mu przedłużyłam życie o siedem, dobrych lat.

Robiłam to, bo w jakimś sensie mi na nim zależało, choć o milości trudno mówić.

Odwiedzając go, dostałam od niego dwa razy po tysiąc złotych i potem w księgowości zostało cztery tysiące, które przeznaczyłam na pominik, kiedy odszedł.

Z powodu tych pieniędzy, jakże skromnych, miałam nalot na mój dom i krzyczały – oddaj kasę i oddałam płacąc kamieniarzowi.

Do dziś pamiętam tą pazerność i oskarżenie mnie o kłamstwo finasnowe, ale muszę z tym jakoś żyć, kiedy siostra zgarnęła za mamy mieszkanie 79 tysięcy!

Mnie nie chodzi o te pieniądze, ale nie mogę pojąć tego, że moja, własna matka tak mnie zlekceważyła i to będzie mnie boleć do końca moich dni!

Przepraszam czytających za to, że jestem monotematyczna, ale jak się z tym draństwem uporam, to na blogu znajdą się inne tematy, a siostrze życzę spokojnego życia w zgodzie z własnym sumieniem!

Ta notka leżała długo w szkicach, a teraz nadaje się na okres świąteczny

Przychodzimy na ten świat i nikt nie zagwarantuje nam, że wędrówka przez życie będzie tylko po płatkach róż, i że będzie lekko.

Rodzice przeważnie chcą tylko szczęścia dla swojego dziecka, ale kiedy ich dziecko idzie w świat, to zawsze w jego życiu może wydarzyć się nieszczęście, bo na przykład może trafić na złych ludzi, złego partnera, złego szefa i tak dalej.

Nie ma chyba na tym świecie ludzi do końca szczęśliwych, a jeśli są, to po prostu są szczęściarzami, gdyż dobrze w życiu wybrali, bo potrafili się ustawić, bo mieli intuicję, aby omijać szerokim łukiem ludzi złych i toksycznych, albo się po prostu sprytnie kamuflują.

Niestety, ale większość przeżyło swoje wielkie traumy, albo przeżywa, ale sobie myślę czasami, że wszystko jest po coś, aby uczynić nas lepszymi ludźmi, choć bywało ciężko, nie do zniesienia.  Jednak kiedy to  się  przetrwa, to powinno czynić nas lepszymi ludźmi. Ludźmi wyrozumiałymi na ludzkie dramaty, a więc powinniśmy wyciągać wnioski, że to, co się wydarzyło powinno nas tylko wzmocnić życiowo i dodać nam mądrości tzw. życiowej.

Ze swoich doświadczeń życiowych powinniśmy starać się wynosić naukę i empatię, bo nie wszyscy ludzie na świecie są źli i nie wszyscy chcą nam zrobić krzywdę. Trzeba stosować zasadę, że nie wszyscy chcieli nas oszukać, zdradzić i nie można nieść w sobie pokładów zgnuśnienia i nienawiści.

Jeśli zdamy sobie z tego sprawę, że to, co się wydarzyło złego w naszym życiu było być może po coś – będzie nam się żyło o wiele lżej i nie wpadniemy w poczucie osoby totalnie przegranej, że coś nam tam w życiu nie wyszło.

Nie warto zabijać w sobie człowieczeństwa i nie warto obwiniać wszystkich za naszą porażkę. Nie możemy tego robić i pokazywać światu skrzywdzoną twarz, bo wszyscy się od nas odsuną, gdyż ludzie nie lubią ludzi o twarzach bez uśmiechu i wiecznie zmartwionych i roszczeniowych. Ludzie odsuwają się od ludzi markotnych, zgorzkniałych i tych, którzy nie potrafią rozmówcy patrzeć prosto w oczy.

Zmierzam do tego, że należy z siebie wykrzesać empatię i spojrzeć na życie bardziej słonecznie bez względu na to, ile życie dało nam w kość, a wtedy życie stanie się bardziej łaskawe i przez taką postawę znajdziemy osoby  -perełki na swojej drodze.

Ja znalazłam perełkę w sieci i z tego powodu ogromnie się cieszę. Ale i w życiu realnym mam swoje perełki, z którymi dogaduję się świetnie, choć te perełki przeszły w życiu też przez swoje traumy i piekło.

Ale znam też osoby, które przeszły przez piekło, bo nawet przez obóz koncentracyjny, a mimo tego wciąż tkwią w tym obozie i nie liczą się z drugim człowiekiem, bo żyją wciąż traumą przez jaką przeszły. Nie lubią ludzi i robią wszystko, by tych ludzi wyśmiewać, dokopać im, wyszydzić, co świadczy tylko o niskim instynkcie, że przeżytą traumą należy obdzielić wszystkich dookoła. Uważam, że taka osoba nie jest osobą szczęśliwą, gdyż zamknęła się w swojej nienawiści i takim ludziom tylko trzeba współczuć.

PS. Wiem, kiedy ja się stanę wściekła! Kiedy będzie mnie bolało całe ciało i lekarze nie przyniosą mi ulgi. Wówczas będę pomstować na cały świat, rozgoryczona, przestraszona i zła,  że mnie boli, a oni nie chcą mi tego skrócić. To jest jedyna moja forma agresji, bo tak bardzo się boję bólu. 

Jeśli jeszcze mnie nie boli, to potrafię kochać świat i ludzi i wciąż dostrzegam, że wielu z nich, to dobrzy ludzie.

Chyba przynudziłam 😀 – Wybaczcie starszej kobiecie 🙂

Bądźmy dla siebie dobrzy choćby na Wiosnę 😀

Carpe diem – chwytaj dzień :)

Wielka sobota, cisza i spokój zapanowały. W Internecie jakby nagle wszyscy się pokochali. Moc życzeń spływa falami kolorowych obrazków, ciepłych i chyba z serca. 

To samo dzieje się na Facebooku, bo tylko czytam piękne i radosne wieści. O jaka błoga cisza, że tylko w niej tonąć i brać garściami te wszystkie życzenia oprawione w wesołe, zajączkowo – jajeczne karteczki i tak powinno zostać drogi Narodzie świętujący. Powinniśmy uczyć się powściągliwości i zawiązywania języka w rzucaniu kalumnii w drugiego człowieka. Nauczymy się dyskutować, a nie obrzucać z mety błotem. Powinniśmy nauczyć się szacunku do drugiego człowieka, by go nie ranić niepotrzebnym słowem i uczynkiem, bo przecież człowiek to brzmi dumnie, ale ja chyba za dużo wymagam od tych świąt. Tak sobie przeczytałam, jakże trafny komentarz na pewnym forum i się w pełni z nim zgadzam, że we wtorek wszystko do normy wróci, a więc chcę jak najwięcej czerpać z tej ludzkiej dobroci, życzliwości i z tej jakże wspaniałej ciszy w sieci. Chwilo trwaj! 🙂

XXXX napisał:

„Na wątku zapanowała cisza,spokój i miłość bliźniego rodem z dekalogu.
To wszystko z okazji największego chrześcijańskiego święta.
Oooo jak pięknie !
Wierzący zamilkli,bo tak trzeba,a niewierzący,bo tak wypada.
Od wtorku wszystko wróci do normy i okaże,że piszące tu babcie i dziadki,to samo zło w czystej postaci. Bez wstydu i hamulców zostaną obrzuceni zarzutami wspierania draństwa i podłości względem narodu,państwa,ba ,ludzkości. To samo spotka ludzi życia publicznego innej opcji niż właściwa.
A dziś?
Dziś katolicka Polska mówi – Kochaj bliźniego swego i niechaj pierwszy rzuci kamieniem, kto jest bez winy ! Koszyczki, jajeczka,dzwony i ornaty…..
We wtorek koniec zabawy, wracamy do Hammurabiego – Oko za oko,za jeden ząb dwa zęby,a za czyny dziadka dla wnuka odsiadka.
Wszystkim hipokrytom w ten świąteczny czas………….
niestrawności życzę.”

Mama, mateńka, mamuśka

Pamięta, że kiedy poszła do przedszkola już słyszała od swojej mamy, że jest beznadziejnym dzieckiem, bo długo podobno uczyła się zawiązywać buciki i nie mogła podobno – zapamiętać jak odczytywać godzinę na zegarku.

Kiedy poszła do szkoły, to jej matka, która wychowywała ją samotnie, po każdej wywiadówce przychodziła do domu ze skwaszoną miną i wciąż powtarzała jej, że jest imbecylem i strasznym leniem, bo te oceny są w dzienniku do niczego. Przykładała się do nauki, kosztem zabaw na podwórku, bo wciąż siedziała z nosem w książkach, aby tylko zadowolić matkę. Nie chodziła na żadne dyskoteki, bo matka kazała jej się tylko uczyć, a po nauce miała zadane domowe obowiązki, z którymi matka sobie nie radziła,  gdyż dużo pracowała, a więc sprzątanie i zakupy należały do niej. Kiedy wieczorem się kładła, to zawsze z książką, aby matka nie zarzuciła jej, że trwoni czas na jakiś bzdurny film, czy też serial. 

Czuła się w tym domu jak żołnierz podporządkowany przełożonemu i musiała wszystko wykonywać na rozkaz, bo kochała tę swoją matkę, choć gdzieś w głębi duszy miała jej serdecznie dość. Nie potrafiła się przeciwstawić, bo przecież wychowywała ją samotnie i  to jest jej matka, a matka ma zawsze rację.

Nie raz chciała jej się przeciwstawić i wygarnąć, żeby przestała ją nazywać dzieckiem niższej jakości i obdzierać ją z godności, ale stać było ją tylko na płacz w ukryciu w zamkniętej łazience, a i tak z drugiej strony matka jej powtarzała, że ma się wziąć w garść.

Kiedy poszła na studnia, myślała, że zamieszka w akademiku i uwolni się wreszcie od matki tyrana, ale matka zarządziła, że będzie codziennie dojeżdżała autobusem – koniec i kropka i tak dwa razy dziennie traciła dwie godziny na dojazdy do szkoły przez pięć długich lat. Matka jej nie ufała i sama sprawdzała jej indeks, aby nic jej nie umknęło. Wciąż twierdziła, że jest mało zdolna, bo córki jej koleżanek uczą się lepiej i są zdolniejsze oraz ładniejsze. 

Nie miała siły stanąć i wykrzyczeć matce, że ją strasznie krzywdzi i obdziera z ludzkiej godności, bo to przecież jej matka, a matka ma zawsze rację.

Poznała w szkole pierwszą sympatię, ale matce się oczywiście chłopak nie spodobał, bo pochodził według niej z nizin społecznych i nie pozwoliła, aby się spotykali. Twierdziła, że jako pedagog ma prawo do własnego zdania i jej córka nie będzie się zadawała z byle kim.

Kiedy stuknęło jej 30 lat, nagle zorientowała się, że przez swoją matkę nie ma nic, bo tylko praca i dom, a w nim wiecznie nie zadowolona matka, którą ludzie postrzegali za bardzo miłą i wykształconą, mającą dla każdego dobre słowo, a w domu zamieniała się w potwora.

Trzydziestolatka nadal mieszka z matką, która nie godzi się, aby jej córka wynajęła sobie mieszkanie i stała się samodzielna. Grozi jej, że jeśli się wyprowadzi, ona podetnie sobie żyły, a więc póki co, nadal mieszkają razem, bo matce się nie odmawia, gdyż matka ma zawsze rację!

Nie wysyłajcie ludzi w kosmos!

Dziś wyjątkowo nie słucham telewizora. Zawzięłam się i powiedziałam mediom – dość! O niczym nie mówi się, tylko o Ukrainie i choć szczerze współczuję temu Narodowi, to mam wielkie pretensje do dziennikarzy, że nie informują mnie, co dzieje się do cholery w moim kraju. Nagle nie było u nas żadnego wypadku. Nagle nikt nikogo w Polsce nie skrzywdził. Żadne dziecko nie zostało pobite przez brutalnych rodziców, a Trynkiewicz też poszedł w odstawkę i nie wiadomo, czy będzie odosobniony, czy też będzie sobie spokojnie żył gdzieś tam. Jak do tej pory, to wszystko było ważne, aby w mediach wałkować całe dni o jednym, a od kilku dni mamy tylko Ukrainę i strzelaninę na Majdanie. Wszyscy teraz tam jadą, aby na ich domowej wojnie wywindować się politycznie i dziennikarsko. Nawet Beata Tadla założyła wojskowy hełm i robi za dzielną dziennikarkę. Jeden dziennikarz nie dbając o swoje życie, wszedł w tłum strzelających ludzi, bez tarczy i nadawał bezpośrednio z pola walki – bohater się znalazł za dychę. Gdyby mu się coś stało, to oczywiście byłby pochowany jako wielki orędownik, który zginął za wolność, tylko nie swojego narodu! 

Mam dość i tak sobie myślę, że ta akcja z wylotem na Marsa pod kryptonimem – Mars One- bilet w jedną stronę, to strasznie głupi pomysł jest. A dlaczego? Dlatego, że ludzie jeśli za 30 lat będą mogli na weekend jechać w kosmos, a potem zasiedlą jakąś planetę, spełniającą warunki do życia, to zrobią za kilka tysiącleci taki sam bajzel, jaki zrobili tu – na Ziemi. Zaczną masowo się wybijać za wszystko. Za kawałek ziemi, za złoża naturalne, a w końcu w imię wrednej polityki i wiary. Lepiej będzie, aby już zostali na tej naszej biednej, choć wciąż pięknej planecie i niech do końca ją zniszczą i wybiją się nawzajem. Niech tutaj do siebie strzelają, bo nie potrafią się jak ludzie, no jak ludzie – dogadać. Ukraina mi to uzmysłowiła, że w człowieku mieszka tak wiele zła i zawiści, a to wszystko dlatego, że tylko kasa się liczy. Kasa, kasa i wysokie stołki i kogo z tych rządzących obchodzą płaczące matki, żony, córki i dzieci? Zawsze tak było, że gdy wybuchały wojny, najsłabsi najbardziej cierpieli i byli najbardziej pominięci w tej całej walce o wielkie pieniądze.

Teraz na Ukrainie strzelają do siebie, a jak ludzkość poleci na Marsa, aby skolonizować planetę, to może będzie inaczej, niż na Ziemi? A guzik prawda, bo na Marsie także będzie chodziło o wielkie pieniądze i znowu Ukrainiec nie zgodzi się z Rosjaninem, a Amerykanin pogoni kota Anglikowi. Dlatego, jeśli się już zabijają i zwalczają, to niech robią to dalej, ale na Ziemi, a Kosmos niechaj zostawią nieskalany ludzką głupotą i zawziętością.

Fanatycy życia w przestworzach, udowadniają, że to obcy postawili nam piramidy w Egipcie i pokazali na początek, jak możemy korzystać z tego co kryje nasza kochana Ziemia. Podobno byli u nas przed milionami lat i wskrzesili na Ziemi życie. Czort wie, ile jest w tym prawdy, ale jeśli byli, a teraz się nie pokazują, to znaczy, że są od nas inteligentniejsi i może tylko dziwią się, jakie burdello bum, bum, człowiek zrobił na Ziemi i kręcą tylko ze zdziwienia głowami ufoludkowymi.

Jestem zła na ludzkość, że nie potrafi się zjednoczyć i nie potrafi rozwiązywać konfliktów drogą negocjacji, choć w przeciwności do zwierząt potrafimy posługiwać się zrozumiałymi językami. Potrafimy ustanawiać konstytucję i różnorakie dekrety i ustawy, a mimo to pieniądze ludziom pomieszały w mózgach.

Na koniec chcę polecić dwa filmy. Jeden bardzo mocny, bardzo obrazowy pt.  „Bez litości”, opowiadający o zgwałconej dziewczynie i jej zemście. Drugi, to „Przygoda w pociągu”, film francuski, w którym pokazano, że istnieje miłość od pierwszego wejrzenia.

I to by było na tyle i chciałoby się zakrzyknąć do mediów – hello, czy istnieje jeszcze Polska na mapie?

Czy jest na w pobliżu lekarz?

Dzień dobry.

Dziś jest mój 350 wpis na moim blogu, a więc wypadało by to jakoś uczcić i powinno być na wesoło, ale… ale…

Jak już tu pisałam, byłam swego czasu użytkowniczką, największego forum dla seniora. Byłam tam ok. 5 lat, aż coś się wydarzyło w moim życiu i zwierzyłam się z tego, bo na tamtą chwilę nie miałam obok siebie nikogo. Oj, ja naiwna, naiwna, zwierzyłam się w sieci i w sieci szukałam wsparcia i dobrego słowa. Oczywiście, że płynęły wspaniałe, podnoszące mnie na duchu słowa od innych, poranionych przez życie seniorek. Jednak kiedy temat się opatrzył i oczytał, nastąpił zmasowany atak na mnie, jako kobietę upadłą i strasznie nieszczęśliwą. Kobietę, która chyba jest chora psychicznie od tych wszystkich nieszczęść w swoim życiu. Zaczęto dopisywać moją historię i ciąg dalszy, oraz słowa w moje pisanie, jakich nigdy publicznie nie napisałam. Zaczęto mnie postrzegać jako wroga forum i szły donosy wszędzie, przypisując mi różne niecne czyny. A to, że kopiuję cudze wypowiedzi, a to, że obrażam na privach i takie tam dyrdymały. Jak pisałam, broniłam się, ale Administracja forum postanowiła na zawsze zamknąć mi usta i mnie zabanowała, czy jak to się tam to określa. Przysięgam, tu wobec moich czytelników, że nikogo nie obraziłam, ani na forum, ani na privach. Jeśli wdałam się w dyskujsję, to tylko w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji. Ileż ja się mejli napisałam do Admina tegoż forum i zawsze obraźliwe wobec mnie posty leciały w kosmosa, bo miałam rację bo nie mogłam pozwalać sobie na bezkarne i bezczelne mnie obrażanie i dopisywanie mi swoich chorych historii na temat mojego życia prywatnego.

No wiec nie ma mnie tam od roku. Nie ma mnie i nie będzie, bo nie mam zamiaru kontaktować się z tymi osobami, które przyssane od rana do wieczora do komputera, stukają sobie w klawiaturkę, bo nic innego na emeryturze nie robią. Nie mają na siebie pomysłu i tak potrafią trzaskać po 50 postów dziennie, jedno, albo dwu wyrazowych na temat jaka pogoda i czy inne mają ochotę na wirtualną kawkę i tu cyk, jest obrazek kawusi z netu.

Nadmieniam, że mnie to ani ziębi, ani gnębi, że kobitki w ten sposób spędzają wolny czas. Przecież już nic nie muszą, jak mawiała Stefania Grodzieńska. Mogą leżeć na kanapach z laptopem na brzuchu i niech se tam klikają, że bolą kości, że służba zdrowia jest do de, a dzieci i wnuczęta je wykorzystują.

Mnie nic do tego, ale od czasu do czasu dowiaduję się, że te paniusie nie mogą ode mnie się uwolnić i kiedy pojawia się na forum jakaś nowa osoba i do tego  z krytycznym postem wpada na forum i ocenia subiektywnie pisanie tych paniuś, to od razu pada w następnym poście riposta, że to JA!

Wczoraj zarejestrowała się na forum użytkowniczka o nicku szczęśliwa. Napisała na damskim wątku, gdzie od rana do wieczora klikają sobie te co już nic nie muszą, no że kobitki nic innego nie robią, tylko narzekają na swoje dzieci, wnuki i obgadują rodzinkę, a to według niej jest bardzo brzydkie. No więc napisała ta szczęśliwa, a tu zaraz padają z pod klawiatury słowa oburzenia, że i czytamy:

„Nie wszystkim życie słodko się układa. Eli dało dobrze w kość

 

Dzień dobry.

 

Nawiedziła nas osoba „szczęśliwa” , dawno cię tu nie było!!!

Trzeba przyznać, że jesteś wytrwała w nienawiści!! Oj Elu, Elu!! Po co ci to!!!”

Tak więc jak widzimy, jestem chyba jakąś czarownicą, że pokonuję jako zabanowana, wszystkie przeszkody, tworzę nowego mejla, rejestruję się, aby tylko paniusiom dokopać.

Ja wiem, że owe paniusie do mnie tu zaglądają. Ja wiem, że moje wpisy są oceniane na privach, ale na litość boską i wszyscy świeci, na jaką cholerę mi by to było. Czy ja nie mam swojego życia, albo swojego bloga, któremu poświęcam swój wolny czas? Czy ja muszę czytać o tym, że u was, czy lato, czy zima to zawsze wam źle? Czy ja nie mam innych, swoich zmartwień, niż pisać do Admina, że mimo, iż nie ma mnie na forum, to  wciąż jestem tam żywa, a wasze oszczercze komentarze lecą w kosmos, bo Admin nie widzi podstaw, a także nie widzi mojego IP, a wasze komentarze są bezczelnym pomówieniem? Nie bądźcie śmieszne, że każdy nowy użytkownik na waszym staruszkowym forum, to jestem JA! Obsesyjne postrzeganie świata powinno być leczone, że pośród 20 tys. użytkowników widzicie wszędzie mnie. To się powinno leczyć!

Wiem, że jestem czytana i stąd ten apel, oprócz następnych mejli do Admina, że motyla noga, szczęśliwa, to nie ja, choć ja jestem i tu was zmartwię – szczęśliwa. Takie zbiegi okoliczności sobie bywają. Do psychiatry marsz, bo mnie śmiech dławi, kiedy donoszą mi, że znowu na forum staruszków piszecie ELA, ELA. Czas do lekarza, powtarzam.

Sorry, musiałam! Miłego dnia.

Wklejam, jako dowód niewinności, że plotkary paniusie nie mają co robić i posądzają niewinne osoby. Ja byłam pierwsza z brzegu, a więc dostałam niewinne po łbie.
Boże spraw, żeby nigdy mi tak nie odbiło!

Dzisiaj, 19:32
admin’s Avatar
admin 
Administrator
Przypominam, że publiczne spekulacje na temat tożsamości nicków na forum stanowią naruszenie regulaminu i zasad funkcjonowania w KSC. Podobnie jak publikowanie prywatnych wiadomości. Równocześnie informuję, że nie zachodzi zbieżność między osobą wypowiadającą się wczoraj na wątku a osobą z którą ją panie utożsamiają. Następnym razem należy:
– zgłosić nadużycie – jeśli post jest niezgodny z regulaminem
– zgłosić podejrzenia co do tożsamości do administracji

posty niezgodne z regulaminem zostały usunięte. nie przewiduję dalszej dyskusji na ten temat.

Obraża się tylko służba domowa – tak mawia Maria Czubaszek

Dzień dobry moim miłym czytelnikom piszę. Zastanawiam się o czym będzie mój kolejny wpis i czy kiedyś zabraknie mi tematów do publikacji na moim blogu? Pewnie powstanie kiedyś jakaś pustka, ale póki co nie jest źle. O obrażaniu chcę napisać dzisiaj, a więc na Facebooku powstała strona, aby odwołać jedną z prezenterek Dzień Dobry TVN – Jolantę Pieńkowską. Wielu ludzi na tej stronie daje upust swojej niechęci i jest obrażona na Panią Jolantę za całokształt. Uważają, że jest irytującą prowadzącą i zadziera nosa. Owszem, na niedostatek Pani Jola narzekać nie może, gdyż jest żoną jednego z najbogatszych facetów w Polsce. Mnie osobiście Pani  Jola w niczym nie przeszkadza i lubię ją i jej podejście do widza. Nie jestem w żadnym razie obrażona na nią, że jest obrzydliwie bogatą kobietą i mogłaby nie pracować, a pracuje. Nie wiem skąd się biorą tacy ludzie, którzy zakładają na FB takie strony, jakby nie mieli innych problemów i trosk. Nie jestem także obrażona na swojego osobistego trolla, który łazi za mną jak wierny pies. Kocham psy – naprawdę je kocham. Nie jestem obrażona na Adama Hofmana, który sprytnie chciał się wymigać od podatków. Mogę jedynie pogrozić mu paluszkiem – nu, nu – nie ładnie Panie Pośle tak oszukiwać Urząd Skarbowy. Jeśli ja biedna emerytka muszę je płacić, to Pan tym bardziej, choć mówimy o tak różnych kwotach. Mam nadzieję, że wbił sobie Pan gwóźdź do trumny politycznej i nie będę musiała znosić Pana na ekranie. Nie jestem na Pana obrażona, ale raczej zniesmaczona, bo przykład powinien iść z góry. Pan chciał być na górze, ale spadł Pan na samo dno, bo podobno pieniądze szczęścia nie dają. Reasumując, nie jestem obrażona na nikogo, a jeśli kogoś nie lubię, co mi wolno, to się odsuwam jak najdalej i sobie dalej spokojnie żyję. Jest parę osób, których nie lubię w telewizji, to wówczas korzystam z pilota i już mnie nie ma oko w oko z osobnikiem. Aby dopełnić swoją analizę, nie jestem obrażona na moją teściową, która w niczym mi nie pomogła, a wręcz zaszkodziła. Co ja wobec tego robię? Nie myślę, nie chodzę i nie odwiedzam, bo mam do tego prawo. Mam prawo wyboru i mam prawo żyć jak chcę. Nie jestem już małą dziewczynką i swoje przeżyłam i chcę więc dać prawo innym do swoich wyborów i swojego postrzegania świata. Mnie może się nie podobać, ale nie narzucam nikomu własnego zdania. Chcę być szczęśliwą osobą i tak żyję, aby było we mnie dużo radości i po prostu już wiem, że nie będę się na nikogo obrażała i ten model i ta metoda sprawdzają się doskonale. Miłego dnia.

Opowiadanie o beznadziejności

To był  mokry poranek, bardzo wczesny. Mgła wisiała w powietrzu, a spadłe, mokre liście nie zapraszały nikogo do spaceru. Było mokro i niemiło. Wstawali tylko ci, którzy wybierali się do pracy w małym, sennym miasteczku. Nie wiele miejsc do pracy, a jeśli to ludzie w tym mieście pracowali najczęściej w urzędach, wpadając rano do swoich pokoi biurowych i od razu  zaparzali poranną kawę, aby się dobudzić.

Małe miasteczka ubogie, ciche, prawie niewidoczne, w których ludzie pracę dostają najczęściej po znajomości. Jeśli  ją dostaną, to trzymają się rękoma i nogami, bo co cztery lata, od wyborów do wyborów następuje rotacja, bo nowa miotła, nowe zasady. Ona czuła, że poleci, bo przyszedł nowy Burmistrz, a Ona nie była z tej opcji. Któż by tam patrzył na jej zawodowe osiągnięcia i doceniał, że dla każdego petenta była miła i profesjonalna. Któż tam doceniał, że nigdy się nie spóźniła do pracy, mimo ogromnych kłopotów osobistych. Nikogo to nie obchodziło, a w kuluarach wymieniano jej nazwisko. Wszystko się zbiegło, jakby ktoś zaczarował jej życie. Mąż zrobił sobie dziecko z inną kobietą, o czym szemrano, a Ona tego nie wiedziała. Ktoś wiedział z kim się spotykał, kiedy Ona swoje dzieci kładła do snu, aby rano były gotowe do szkoły. Gdzieś tam szemrano, gdzieś tam gadano, a Ona zapędzona od obowiązków do obowiązków padała wieczorem na twarz – aby tylko móc usnąć, bo rano trzeba przygotować dzieci, się umalować, uczesać do pracy. W jej głowie kłębiło się setki pytań między makijażem jednego oka, a drugiego – rozwód! Nie zniesie myśli, że tam, na tamtej ulicy, inna kobieta chowa jego dziecko. Nie pracująca, a więc zażąda wysokie alimenty. Nie ma żadnego zawodu, a więc kasy będzie chciała mieć tyle, aby zapewnić swojemu dziecku wszystko, co najlepsze. Ludzie mówili, że ona kocha kosmetyki i złoto, a więc  puści ich z torbami. A Ona jeszcze biegała do tej swojej pracy, ogarniała dzieci, zdobywając w kolejach dla nich, co rzucili. Wypruwała sobie żyły, bojąc się spytać swojego męża, co z nami dalej? Jak będziemy żyli w tym kotle pełnym niedopowiedzeń. Nie, to nie moje dziecko – usłyszała, ale ludzie w mieście widzieli, że jego trzecia córka, to skóra zdjęta z diabła. Ona tego nie widziała, bo już nic nie widziała i nie chciała porównywać, badać, śledzić – miała dość.

W ten mokry poranek jesienny, wysłała dziewczynki do szkoły ze śniadaniem. Spojrzała w okno, rozsypała na blacie kuchennym wszystkie prochy, jakie miała w apteczce. Były różnego koloru, a przeważały czerwone, na uspokojenie. Powoli, z rozmysłem garściami je połykała – chciała umrzeć. Nie miała już sił. Wszystko, co w życiu zrobiła było nic nie warte, a dzieci, ktoś jej wychowa przecież. Może jego kochanka? Wyszła z domu, w kierunku jeziora i umyśliła sobie, że usiądzie na kładce i kiedy straci przytomność, wpadnie do wody i się jeszcze na dokładkę  utopi. Będą jej szukać długo! Tak też zrobiła i siedząc w mglisty poranek na jednej z kładek, zaczęła tracić przytomność. Tak dobrze jej się zrobiło, tak błogo. Czuła, że odpływa i nagle, zdała sobie sprawę, że musi żyć, dla dzieci. Nie miała sumienia zostawić ich na pastwę losu. Chwiejącym się krokiem, próbowała zleźć z tej cholernej kładki, ale nie widziała już nic. Wpadła do bagnistej wody i umazana w błocie, wydostała się trzymając się trzciny ,na brzeg. Nie wiadomo jak, znalazła się na twardym podłożu i tam padła nieświadoma. Nie słyszała karetki nie wiedziała kto ją wezwał. Obudziła się w szpitalu, pół przytomna i miała wrażenie, że oplątują ją węże. Wstrętne robaki i inne nieznane gady dusiły ją, oplatały. Pamięta tylko, że jej mąż siedział przy jej łóżku, trzymając ją mocna za rękę i płakał.

Obudzili ją w tym szpitalu, ale jej ruchy i zachowanie wskazywały, aby ją przewieźć do szpitala psychiatrycznego w pobliżu. Jechała tą karetką na noszach, przywiązana, niby żywa, a jednak przysypiająca. Czasami czuła każdy podskok na drodze, ale nie nie robiło na niej wrażenia, bo wciąż była jakby w narkozie. Prochy działały nadal, choć próbowano usunąć z niej wszystkie złe toksyny. Dalej była jakby nieobecna, a droga pokonywana działała na nią jak eliksir spokoju. Znowu obudziła się w białym pokoju, pod białą sztywną pościelą, Sama w pokoju, choć łóżek było cztery. Spojrzała po ścianach i widziała czarną, ogromną, zapasioną muchę. Obserwowała ją i sama nie  wiedziała, czy ona łazi, czy to są omamy. Zaproszono ją na śniadanie i nie było mowy, aby samodzielnie wypiła herbatę. Ręce  drżały, zatrute ciało reagowało na NIE. Nie dało się wypić i zjeść, gdyż ręce drżały jako osika. Myśli kłębiły się, że nic już po mnie, aż jedna z pielęgniarek zaciągnęła ją do gabinetu i wpierniczyła jej dużą dawkę glukozy w żyłę – ręce przestały drżeć i mogła wrócić do ludzi i do rodziny!

Nabroiłam w życiu, oj nabroiłam

„Trudno jest przebaczyć komuś…do momentu, gdy sami potrzebujemy przebaczenia”

Ewa Glińska

Coraz częściej, powoli się rozliczam, ze swoim życiem, bo przyszła już taka pora, że człowiek w moim wieku, sięga do wspomnień i zaczyna przeglądać albumy ze zdjęciami, a każde zdjęcie, to jest jakieś opowiadanie. Można przy ich pomocy cofnąć się i zobaczyć swoje życie jak w kalejdoskopie. Pamięć ludzka jest zawodna, a zdjęcia jednak nie kłamią i każdy uchwycony kadr, to cząstka nas samych, naszych dzieci, wypadów za miasto, grzybobrań, uprawiania działki itp. Robiliśmy bardzo dużo zdjęć na szczęście i teraz przepastne albumy stanowią o tym kim byliśmy i jak żyliśmy. Ale ja nie o tym…

Jest w moim życiu osoba, bliska osoba, z którą 20 lat temu inne spojrzenie na życie i świat – rozdzieliło. W pędzie, w biegu nie zauważyłam, że tyle lat już minęło. Nie zauważyłam, że podświadomie cierpiałam, a ta druga osoba z pewnością też. Zabrakło dobrej woli? Zabrakło odwagi? Chyba jedno i drugie cholera jasna. Ja nabroiłam i ta druga strona też, a, że obie jesteśmy tak różne to widocznie zapodziała się w nas empatia i sympatia i tak sobie żyłyśmy obok siebie, a w tym czasie nasze dzieci sobie rosły. Nie jedna wiosna i inne pory roku minęły, a świat się też zmienił, a  my nadal tkwimy w niechęci i zacietrzewieniu. Spędza mi ostatnio ten temat sen z oczu, coraz częściej dziurawi mi duszę i wierci i wierci, aż do bólu. Nie chcę tak, nie chcę by mnie Ona tak zapamiętała i chodziła po świecie z urazem, a ja też nie chcę się już męczyć i wiem, że muszę coś zrobić, wyciągnąć rękę pierwsza i nie zależnie od efektu końcowego – wybaczyć jej i sobie także.