Archiwa tagu: żona

Wspomnienia!

Pierwsze zdjęcie poniżej, to ja przy wózku z moją pierworodną.

To były czasy, że takich zdjęć więcej nie mam i tu ubolewam.

Byłam zaledwie 18- latką, kiedy się szczeniaki w sobie zakochały na zabój i z tego zakochana się urodziła.

Zimny maj, tak  śpiewała nieodżałowana Kora, a ja mam w takie dni czas wspomnieniowy.

Moje albumy na zdjęcia pękają w szwach, a więc nie da się tego wszystkiego obejrzeć w jeden dzień.

Mam zdjęcia też nie posegregowane i leżą sobie w pudełkach po butach i chyba tak sobie będą leżeć, bo takie nie segrowane są za każdym zdjęciem – niespodzianką.

Na zachodzie Polski pada od czterch dni i dopiero dzisiaj zrobiła się dziura w chmurach i wyszło słońce, a ja po zrobieniu czegoś tam w domu, przysiadłam ze zdjęciami i zaczęłam wspominać.

Mam taką swoją ulubioną kanapę i to na niej otwieram kolejne albumy i przypominam sobie jak to kiedyś było i dziwię się, że ten czas tak szybko leci, że oglądam zdjęcia w samotności, bo dzieci mają już swoje dzieci i żyją własnym życiem.

Zawsze lubiłam fotografować i to właściwie dzięki mnie na kliszach zostało tyle chwil uwiecznionych, ale za to Mąż kamerował rodzinne chwile i mamy masę taśm na pamiątkę.

Zdarza się, że oglądamy je rodzinnie, podczas świąt i jest niezła zabawa.

Myślę, że nawet kiedy kobieta odnosi sukcesy w pracy, czy na innym polu, to i tak największym sukcesem kobiety jest rodzina, którą stworzyła – jeśli oczywiście chce mieć rodzinę.

Tak jest i ze mną, bo moja rodzina jest moim sukcesam, a tym bardziej, że moje dzieci nigdy mi nie wywinęły żadnego numeru i nigdy się za nie nie wstydziłam.

Mam więc pytanie do Was – co jest dla Was sukcesem i czym się szczycicie w swoim życiu?

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: 1 osoba

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 3 osoby

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie

Obraz może zawierać: 3 osoby, uśmiechnięci ludzie

 

Reklamy

Później może być za późno!

Znalezione obrazy dla zapytania kawa

Na wstępie chcę podziękować wszystkim, którzy pod wpisem o samotności, tak pięknie się w tym temacie wypowiedzieli w komentarzach.

A teraz inny temat:

My emeryci możemy w końcu po trudach życia wreszcie odpocząć.

Wszyscy pamiętamy, że zakładając rodziny musieliśmy o wszystko walczyć!

Musielismy walczyć o kąt, a także o lepszą pracę.

Musieliśmy walczyć o miejsce dla dziecka w żłobku, czy też przedszkolu.

Potem przyszły jeszcze trudniejsze czasy, bo w Stanie Wojennym musielismy walczyć już o wszystko, a więc o jedzenie, buty dla dzieci, meble, telewizor, pralkę i tak dalej.

W tygodniu mieliśmy tylko jedną, wolną niedzielę, bo pracowaliśmy 6 dni w tygodniu.

W niedzielę więc nadrabialiśmy wszelkie zaległości domowe, a na tym trochę cierpiały nasze dzieci.

Byliśmy zmęczni, zapędzeni, znużeni, ale się staraliśmy.

Mimo tego wszystkiego teraz wspominamy tamte czasy z sentymentem, bo byliśmy młodzi i silni, a także bardziej odporni na stres.

Ile pokonaliśmy przeciwności, to trudno nawet sobie teraz to przypomnieć, a na dodatek nie mieliśmy Internetu i musieliśmy szukać przepisu na życie po omacku!

Czas jakoś inaczej płynął, aniżeli kiedy jesteśmy na emeryturze.

To jest niesprawiedliwe, że na starość ten czas płynie tak bardzo, że budzimy się, gdy życie przeminęlo.

Co możemy zrobić na stare lata?

Musimy przede wszystkim pamiętać o bliskich, a Oni się nam odwdzięczą.

Jeśli tylko zdrowie pozwala – dbajmy o siebie i się rozpieszczajmy.

Nie obwinjamy się, że gdzieś tam sobie leży kurz!

Mamy prawo do odpoczynku od życia, a tak mi pisze moja przyjaciółka.

Miejmy dobre słowo dla bliskich, ale dajmy im znać, że swoje już zrobiliśmy i teraz jest kolej na nich!

Miejmy dla siebie litość i powiedzmy sobie jak, to powiedziała Stefania Grodzieńska – będąc straszą panią, że już nic nie musi – odpoczywajmy i poniższy tekst dajmy do przeczytania młodym!

Budzimy się, gdy życie przeminęło. Smutna prawda o przemijaniu i zimnej kawie podbija internet.

Pędzimy, nieraz sami nie wiemy, dokąd. Praca, obowiązki, rzeczy do wykonania. Wykreślamy z listy to, co już udało się zrobić i od razu dopisujemy kolejne punkty. Bo zawsze jest coś do zrobienia i zawsze jest coś do przełożenia na „później”. To smutne, ale wbrew pozorom na „później” najczęściej przekładamy to, co najważniejsze. Dziecku obiecujemy, że potem przyjdziemy i zobaczymy, co narysowało. Parterowi/partnerce odmawiamy wyjścia do kina, bo jednak raport do pracy jest ważniejszy. Rodzicom przysięgamy, że odwiedzimy ich w weekend. Ale „następny”. Znacie to?

Zmieniający się świat wymaga od nas coraz większego refleksu. Musimy reagować na zmiany, dostosowywać się, a raczej szukać złotego środku, by jednocześnie sprostać wymaganiom społecznym i czuć się komfortowo. Niestety często gubimy się w natłoku informacji i bodźców. Zapominamy o uczuciach, drobnych gestach, bliskich.

Boucar Diouf pochodzi z Senegalu, ale mieszka w Kanadzie. Jest biologiem i oceanografem, prezenterem telewizyjnym i komikiem. Mężczyzna napisał krótki tekst, który przypomina, jak ważne są drobne przyjemności, skupianie się na ważnych momentach, szukanie szczęścia wokół siebie. Wpis przekazały sobie w mediach społecznościowych już tysiące osób.

Ledwo zaczął się dzień… a już wybija osiemnasta.
Ledwo był poniedziałek, a już jest piątek.

… miesiąc już minął.
… rok prawie się kończy.
… i minęło już 40, 50 lub 60 lat naszego życia.
… i zdajemy sobie sprawę, że straciliśmy naszych rodziców, przyjaciół.
… i przychodzi świadomość, że jest za późno, by wszystko cofnąć, odwrócić bieg losu.

Zatem… Próbujmy mimo wszystko, skorzystać jak się tylko da z czasu, który nam został…
Nie przestawajmy szukać czynności, które dają nam radość…
Dodajmy kolorów naszej szarej codzienności…

Uśmiechajmy się do małych rzeczy, które wlewają balsam do naszych serc. I mimo wszystko, cieszmy się czasem, który nam został. Spróbujmy wyrzucić z naszego życia to wieczne „później”.

Powiem to później…
Pomyślę o tym później…
Przekładamy wszystko, jakby to „później” zależało od nas…
Tymczasem to, czego nie rozumiemy, to prosta prawda, że:

później – kawa będzie już zimna…
później – priorytety się zmienią …
później – urok zgaśnie …
później – zdrowie minie …
później – dzieci dorosną …
później – rodzice się zestarzeją …
później – obietnice zostaną zapomniane …
później – dzień stanie się nocą …
później – życie się skończy …

„Później” to często za późno…
Zatem… Nie zostawiajmy nic na później.
Ponieważ czekając na to „później”, możemy stracić na zawsze…

najlepsze chwile,
najpiękniejsze doświadczenia,
najwspanialszych przyjaciół,
najukochańszą rodzinę.

Dzień jest teraz. Chwila wydarza się w tym momencie.

Wpis trafnie skomentował jeden z internautów. – Pytają: „Co jest najważniejsze w życiu?”. Odpowiadamy: „Zdrowie i rodzina”. Dlatego nie dosypiając, pijemy kawę, siedzimy po 9 h w biurze czy na fabryce. Następne 3 h myślimy o pracy i aby było łatwiej, palimy fajki, może zioło nad szklaneczką jakiegoś zdrowego drinka. W dzień wolny odsypiamy nasze stresy i… aby nam w tym nikt nie przeszkodził!!! A w szczególności dzieci. Dzień szlafroka jest święty. I ponieważ tak ważna jest ta rodzina i zdrowie, to tak ku***my się za pieniądze.

Warto na chwilę zwolnić. Nie tylko, gdy są święta, gdy jest okazja. I zastanowić się, co jest dla nas tak naprawdę ważne i istotne.

Obraz może zawierać: 2 osoby

https://mamadu.pl/142087,wszystko-odkladamy-na-pozniej-ten-wpis-poruszyl-tysiace-osob

Dzień biało – czerwonej!

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, na zewnątrz i przyroda

Już przeżyliśmy z Polsce „Dzień Flagi”, a jutro będziemy obchodzić Święto Konstytucji – 3 Maja.

To są bardzo ważne święta dla naszej polskości i jako Polka je wszystkie świętuję.

Jednak od ponad trzech lat nie jestem dumna z tego, jak te święta są obchodzone, kiedy rządzi PiS.

Trzeba odebrać PiS-owi te trzy święta!
Oni je profanują! Idźmy na wybory!

Dzisiejsze ich przemówienia, przekłamane, fałszywe sprawiły, że było mi smutno i źle.

Wszyscy pamiętamy jak na początku rządzenia wyrzucili unijną flagę, nazywając ją szmatą, a teraz nagle wszyscy chcą do Parlamentu Europejskiego i gadają kocopoły, że Polska jest sercem Europy – faryzeusze, że trudno to znieść i brać na zdrowy rozum.

Uciekają jak szczury z tonącego okrętu i chcą tam w Europie gadać na migi, bo nie znają języków, ale im śpieszno jest do kasy!

Nie pozwólmy im na to i ja mam prosty wybór w zachodniopomorskim, bo ścierają się tytani – Arłukowicz kontra Brudziński – ten złodziejaszek od adidasów.

Już nawet swoi ich krytykują, bo przeczytajmy wspis Marcina Dubienieckiego – drugiego męża Kaczyńskiej, który ma za pazurami, ale nie boi się pisać, co o PiS myśli!

Chodzi o wypwiedź prezeskika w stosunku do niepełnosprawnych, że mają nie przeszkadzać!

„Słowa prezesa PiS nie spodobały się byłemu mężowi Marty Kaczyńskiej, Marcinowi Dubienieckiemu. – W dużym skrócie to można przełożyć tak. Motłoch musi siedzieć cicho a wtedy my będziemy mogli coś z tego stołu dla Was rzucić jak zagłosujecie. Po drodze musimy obsadzić spółki skarbu Państwa, nakarmić siebie do syta, zmienić prawo tak aby nam nikt nic nie zrobił a potem Wy! – napisał na Twitterze”.

Pierwszy dzień bez wycieczkowego Męża minął mi spokojnie, choć tęsknię.

Wyszedł na autokar, kiedy jeszcze spałam i nie chciał mnie budzić.

Włączyłam laptopa, a pod klapą znalazłam liścik z życzeniami dobrych dni bez Niego – wzruszyłam się.

Wycieczkowicze zwiedzali dziś Poznań i oczywiście dostałam kilka zdjęć z wycieczki.

Wiem, że byli w palmiarni stąd są kolorowe rybki, a także zwiedzali kościoły – nazw nie znam, bo nie znam Poznania.

Majówka w tym roku jest bardzo zimna, taka jak śpiewała Kora – zimny maj, ale myślę, że będąc ciepło ubranym można to przeżyć.

Miałam iść na zdjęcia, ale na zachodzie dziś było wietrznie i deszczowo i musiałam w domu ogrzewać się kominkiem.

Zdjęłam kolejny raz kwiaty z balkonu, bo od Szwecji idzie zimnica.

Przeżyłam więc dzień wg. recepty Stefanii Grodzieńskiej, że jestem w tym wieku, że już nic nie muszę – czasami oczywiście.

Jedno mnie ucieszyło, kiedy to Krycha Pawłowicz, która obraża ludzi na lewo – otrzymała ripostę od Radosława Sikorskiego – bujaj się wariatko!

W punkt!

 

Obraz może zawierać: roślina

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: w budynku

I po świętach!

Dzisiejszy dzień świąteczny spędziliśmy rodzinnie w domu naszej Starszej Córki.

Mieszka z Mężem w tym samy mieście, a więc bardzo blisko i stawiliśmy się na godzinę 14 by wspólnie spożyć obiad.

I znowu muszę napisać, że cieszę się z tego czasu spędzonego razem, bo nie często się to zdarza.

Z tyłu domku jest niewielki ogródek, gdzie Wnuki się mogły bawić i jest miejsce dla kotów, pieska i na kwitnące drzewa oraz tulipany.

Pogoda znowu dopisała i dzieci się sobą zajęły, kiedy my dorośli mogliśmy swobodnie porozmawiać.

Były wspomnienia, rozmowy o filmie, muzyce i trochę o polityce, ale tylko trochę!

Muszę pochwalić moje Dziecko, bo przygotowała typowo, polski obiad, a więc:

  • pyszny rosół z makaronem,
  • ziemniaki z koperkiem, a do tego zraz wołowy i surówki do wyboru,
  • hitem stała się fasolka szparagowa z masłem i bułką tartą, którą Córka robi w słoiki i jest o każdej porze roku,
  • ciasto i pyszna kawa z pianką i lampka wina.

Mam więc święta za sobą, tak jak my wszyscy i cieszę się, że udało nam się pobyć ze sobą.

Jutro wszystko wróci do normy i znowu zaczną się potyczki polityczne i wszyscy politycy zapomną, że było Zmartwychwstanie. Będą się bili na słowa i argumenty oraz przekręty!

W Sri Lance wybuchy bombowe – giną ludzie w kościołach i kiedy my wstajemy od stołu z pełnymi brzuchami, to tam gdzieś w świecie leje się krew.

Taki mamy teraz świat – niesprawiedliwy, pogubiony, a to wszystko w imię wiary, pieniędzy i zysku!

WIELKANOC

To nie rzeżucha, zając i baranek,
Nie żurek, bazie i drożdżowa babka…
I nie kurczaczki, i z bukszpanu wianek,
Lukrowany mazurek, jarzynowa sałatka…
Bo Wielkanoc,
To uśmiech Boga w Twoim życiu,
niezależnie, przy jakim siedzisz nakryciu…

 

Magdalena Apostołowicz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, kwiat, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, drzewo, dziecko, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: pies, roślina, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, chmura, na zewnątrz i przyroda

Kuchnia i wspomnienia!

Właściwie mogłabym nie gotować obiadów, ponieważ w mieście można sobie zamówić codzienny catering z dostawą do domu.

Wielu ludzi w mieście z tego korzysta, a zwłaszcza ludzie starsi i samotni, albo zagonione, młode rodziny.

Póki mam jeszcze siły, to gotuję w domu, bo lubię gotować i nie chcę spocząć na laurach oraz iść na łatwiznę.

Jesteśmy z Mężem już Seniorami, a więc już dużo nie jemy i gotuję tylko jedno dane, bo to nam zupełnie wystarcza.

Codziennie, rano planujemy zakupy i dziś padło na bigos z białej kapusty z wędzoną kiełbasą.

Co jest potrzebne więc:

  • duża, biała kapusta,
  • dwie duże cebule,
  • kilka grzybów boczniaka,
  • cztery marchewki,
  • kilka listków laurowych,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • 1,5 łyżki jarzynki,
  • pęczek zielonej piertuszki,
  • pęczek zielonego koperku,
  • słoiczek przecieru pomidorowego,
  • 4 pętka kiełbasy wędzonej,
  • odrobina papryki słodkiej, majeranku, lubczyku,
  • dwie duże łyżki mąki,
  • odrobina oleju.

I tak po kolei:

  • poszatkowałam kapustę i wstawiłam w dużej ilości wody, gdyż biała kapusta lubi być gorzkawa, a więc wodę ową wylałam i ponownie zalałam gorącą, aby kapusta się ugotowała,
  • w międzyczasie podsmażyłam cebulę pokrojoną w paski i boczniaki,
  • na drugiej patelni podsmażyłam kiełbasę i to wszystko dodałam do kapuchy,
  • następnie dodałam przyprawy, jarzynkę i gotowałam bigos do miękkości,
  • starłam merchewkii dodałam też do bigosu,
  • na koniec podsmażyłam na suchej patelni mąkę na złoty kolor, a po ostygnięciu zalałam zimną wodą i taką substancję dodałam do bigosu, aby go odrobinę zagęścić,
  • na koniec poszedł przecier pomidorowy podsmażony też na patelni i w końcu do garnka wsypałam pokrojoną zieleninę, czyli pietruszkę i koperek.

Bigos wyszedł bardzo smaczny, tylko chyba mamy go za dużo, a więc jutro podzielimy się z chorym sąsiadem i moją Teściową – starszą panią!

A traz coś innego chcę napisać:

Dzisiejszej nocy zmarł kolejny kolega z grona mojego Męża.

Oczywiście, to jest zawsze smutek i zastanowienie się nad naszym życiem, a to był jeszcze dość młody człowiek, ale rak nie wybiera!

Zaczęliśmy go więc wspominać i mi się przypomniało, że kiedy byłam dzieckim i on także w wieku 7 lat, to mieszkaliśmy na tej samej ulicy w blokach wojskowych, tuż przy jednostce.

Jesteśmy z Mężem już razem 43 lata, ale nigdy się nie zgadaliśmy, że kiedy z Ojcem przybyliśmy do naszego miasta, a Ojciec dostał wojskowe mieszkanie, to wcześniej tam mieszkał mój ha ha – nedoszły Mąż wraz z rodzicami – w tym samym mieszkaniu.

Oni się wyprowadzili w 1963 roku, a zaraz ja z rodzicami zamieszkałam tam na trzy lata.

Czy to nie dziwne, że kiedy wyprowadzilismy się ponownie na inne mieszkanie, to mój niedoszły Mąż też tam zamieszkał – w tym samym bloku i w tej samej klatce.

Kiedy to odkryliśmy buchneliśmy śmiechem, że los chciał, abyśmy byli razem na zawsze.

Już od dzieciństwa deptaliśmy sobie po piętach! 🙂

 

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Wesołe jest życie staruszka!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

U mnie robi się cudnie, zielono tak jak na tym zdjęciu – zrobionym własnym aparatem.

Wiosna, to chyba najpiękniejsza pora roku, kiedy wszystko odradza się po zimie i ludzie też patrzą na świeżą przyrodę, a więc  robi się od razu lepiej na sercu i w duszy. Nowa nadzieja!

Wraz z tą nadzieją Mąż ośwadczył mi, że dinozaury spotykają się w ulubionym miejscu na drinka.

Kiedy słyszę  – zrób nam jajka na twardo w majonezie, to wiem, że mają zamiar pobiesiadować sobie i się po prostu rozerwać, gdyż wielu z nich wciąż pracuje.

Zostaje ich coraz mniej, bo z każdym roku ktoś z grupy dinozaurów odchodzi niestety.

Niedawno odszedł Pan Darek, którego bardzo lubiłam, a zmarł tak szybko na zwał, że jeszcze do dziś nie możemy uwierzyć, że go już nie ma.

Cieszę się, że panowie się spotykają, a niektórzy są już po 70-tce, albo dopiero. 🙂

Nie spotykają się tylko na drinka, ale razem w ciągu roku jeżdżą na wycieczki po Polsce, organizowane przez ich związek zawodowy.

Jest to fajna grupa ludzi, którzy mimo upływu lat wciąż się lubią i czasami spotykają się w miejscowej restauracji, aby także spędzić miło czas.

A teraz chcę zmienić temat i napisać o pewnej starszej pani, która kupiła wraz z mężem mieszknie przez ścianę z moim.

Pani liczy sobie też, a może dopiero  chyba z 70 lat, ale lubi się udzielać i nie siedzi na kanapie przed telewizorem, a sadzi roślinki przed naszym blokiem.

Od razu dała sie polubić, bo zależy jej na tym, aby było ładnie i zielono, a więc zaskarbiła sobie naszą sympatię.

Mój Mąż jest w zarządzie Wspólnoty Mieszkaniowej i także lubi sadzić różne drzewa przed naszym blokiem i razem z panią od sadzenia działają i nawet przeszli na „Ty”. 😀

W naszym bloku jest fajna ekipa, której zależy na tym, aby się nam tu mieszkało przyjemnie i w zgodzie.

W mojej klatce mieszka mężczyzna chory na raka. Jest już po serii naświetlań, ale nie jest pozostawiony sam sobie.

Mężczyzna nie ma za wiele pieniędzy, a więc my – jako sąsiedzi go dokarmamy.

Która gospodyni ma za dużo np. zupy, to zanoisi  mu w słoiku, aby nam sąsiad zdrowiał.

W swojej klatce mam sąsiada, że gdybym potrzebowała pomocy pod nieobecnośc Męża, to zawsze mogę na Niego liczyć i to jest też budujące, bo otwarci jesteśmy tu na drugiego człowieka.

Czasami lepiej się żyje z sąsiadami niż z własną rodziną. Noszę się z zamiarem kasowania częściowego rodzinnych numerów w telefonie!

To takie miłe migawki z mojego codziennego życia –  z mojego małego podwórka.

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Coś osobistego!

Znalezione obrazy dla zapytania pisanie
Los nie dał mi talentu do pisania wierszy, ale czasami mam jakieś przebłyski i przelewam na klawiaturę coś tam, coś tam.
Mam dziś melancholijny dzień i napisałam list do Męża, którego pewnie nie przeczyta, ale może kiedyś zdradzę mu swoje myśli spod klawiatury, a w realu staram się dla Niego, a On dla mnie!

Za chwilę będzie razem 43!

Podobny obraz
O betonowy chodnik rozbiłam swój żal,
jak nie potrzebny bibelot wdeptałam,
a za chwilę wystawiłam swą twarz
w stronę słońca i wieczorem do gwiazd.
Ulga zagościła w pani w kapeluszu.
Podobny obraz
Pada deszcz
i obmywa mnie z dawności.
Niech pada,
jestem coraz czystsza.
Podobny obraz
Umyłam okna i lśniły jak gwiazdy,
a świat stał się bardzo wyrazisty.
Weszłam na stołek, a nie jest mi łatwo.
Dziś  krople deszczu  zmyły mój trud – trudno.
Podobny obraz
Poeci nie zawsze rymują, bo często białe wiersze piszą
i taki ja chcę napisać o nas, choć nie jestem poetą!
Jesteśmy w tym mieście tylko we dwoje, skazani na siebie!
Gdzieś w świecie mamy nasze dzieci, ale one w zakamarkach
mają schowane swoje marzenia i nie będziemy im przeszkadzać.
Teraz jest ich czas – niech się realizują.
Budzę się jeszcze obok Ciebie i niech tak zostanie na długo,
bo to daje mi siłę.
Pytam rano niepotrzebnie, czy idziesz do pracy, choć wiem, że nie możesz
bez pracy żyć.
Pytam, co dzisiaj na obiad, a Ty czasami masz specjalną zachciankę,
którą z całej mocy chcę  spełnić, bo to sprawia mi przyjemność.
Czasami się złoszczę, że tak dużo pracujesz i zostawiasz mnie samą,
ale za chwilę uświadamiam sobie, że muszę dać Ci przestrzeń.
Pokornie czekam, aż wrócisz i podzielimy się tym – jak minął dzień.
Mówisz mi, że musisz pracować, gdyż trzeba do domu kupić coś nowego.
Dziś kupiłeś mi nową kanapę, na której siadam z laptopem i piszę ten wiersz.
Jesteśmy tacy sami, ale cieszymy się, że mamy siebie wciąż.
Kiedy wieczór przychodzi z satysfakcją zasypiamy obok siebie wsłuchując się w nasze oddechy.
Czasami tylko jeszcze przed snem wtrącę, że taki spokój jest w mieście,
kiedy z otwartym oknem wsłuchujemy się w odgłosy miasta.
Wtedy jest cisza. Samochody na parkingach, a my kochamy tę ciszę
po całym dniu. Wtulamy się w swoje poduchy i jest bezpiecznie.
Jutro rano znowu Cię spytam, czy idziesz do pracy i co mam ugotować na obiad.
Lubię tę naszą konwersację bez sensu, a może z sensem i walkę o każdy wspólny dzień razem.
I jeszcze taka drobnostka!
My się wciąż kochamy, choć sami jesteśmy w tym mieście.
Podobny obraz
Patrzę na niebo
i ono zawsze wisi
nad moimi rzęsami.
Patrzę na drzewo
i ono odradza się
z wiosną zielonymi listeczkami.
Patrzę na trawę świeżą
oplecioną mleczami.
Patrzę na nas
i nie wiadomym jest czy ona
zabierze ciebie pierwszego,
czy pierwszą mnie – na zawsze, 
bez możliwości odrodzenia!
Podobny obraz

Na moim osiedlu

wydeptała sobie ścieżkę

i kosi bez skrupułów.

Nie patrzy na wiek,

ani na wyznanie

i kosi jak oszalała

– stara wariatka.

Skosiła Panią Bożenkę,

która sprzedawała mi bułki latami,

a potem skosiła panią Marię,

która dzieciom zastrzyki dawała.

 One już wiekowe były,

ale dlaczego skosiła

młodego człowieka?

Bezlitośnie puka do drzwi,

a często nie puka

i wchodzi bezszelestnie,

aby kolejną duszę skosić,

bo ma taką zachciankę.

Wciąż jest nienasycona

i wciąż jest głodna

i zdarza się jej skosić

Matkę Dziecku, albo Ojca.

Wredna jest i nie przekupna

i nie przyjmuje modlitwy.

Ona kosi i kosić będzie

i tylko jednym daje

więcej czasu

na pożegnania,

a drugich zabiera

nocą,

albo z samego rana.

I tu ludzkość zadaje sobie pytanie,

kiedy przyjdzie

i, o której godzinie

i ja też się pytam

– często, coraz częściej!

Podobny obraz

Mocno oświetlam lustro
i przed nim staję.
Przyglądam się i wcale się nie dziwię.
Na mej twarzy są zmarszczki do zniesienia i są ładne.

Palcami grzebię we włosach szukając siwizny.
Jest na skroniach jeszcze nie pomalowana,
ale farba czeka na użycie.
Patrzę na szyję i widzę, że nie jest już łabędzia,
ale nie spędza mi to z oczu snu.
Poleciały te lata szalone i czas zrobił swoje,
co nie znaczy, że tam głęboko w duszy
nie mam wciąż osiemnastu lat.
Nie dziwcie się, że moje serce i dusza
się nie zestarzały, choć dziwię się sama i ja.

Wybaczcie mi dzieci i wybacz mężu, że nie jestem

nobliwą matroną, ale może się taką stanę, gdy

umierać przyjdzie mi.

 

Podobny obraz

Wszystko się zmienia,
moje marzenia
i spojrzenia moje też.
Nagle zauważam, że
ostatni listek
z drzewa spadł.
Widzę to teraz
bo też się zmieniam
i na drobne się
nie rozmieniam,
bo przyszedł czas
na wzruszenia.
Nagle zauważam
i nagle widzę
jak drzewa
poszarpał wiatr
i ostatni listek
z drzewa spadł.

 

Podobny obraz

Krawcowa kiedy szyje sukienkę,
a nici na szpulce się kończą,
zakłada nową, by skończyć dzieło.
Nasze życie też jest taką szpulką,
ale jakże rzadko możemy skorzystać
z zapasu nici, gdyż ostatni ich centymetr
nie pozwala już skończyć życia dzieła!

Podobny obraz

Nie mów nic kochany,
w naszym wieku słowa są zbędne.
Zamy się lat tyle, że wystarczy spojrzenie,
a wiemy nagle, co wpół drogi chcemy sobie przekazać.
Oszczędzajmy na słowach,
a zyskujemy na czasie, z powodu
trafnych odgadnięć i bez zaskoczenia,
bo znamy się jak łyse konie
i to jest nasza wielka miłość i siła na dalsze lata.

Podobny obraz

Frywolitka, utkana ze starej nici,
ma nadzieję na dalszy swój żywot,
ale stara nić już się strzępi,
więc trafiła na dno szuflady,
jako pamiątkowy, lecz nie potrzebny
już śmieć.
Tak z kobietą jest podobnie
i nie mówcie, że to kłamstwo
bo tylko młoda nić jest podziwiana,
a kiedy się strzępi
staje się jak ten pamiątkowy
i nie potrzebny śmieć?

Podobny obraz
Jeannie Ebner
Wiersz o małżeństwie
Z tych wszystkich listów do ciebie —
żadnego nie otrzymałeś,
bo nie wysłałam ich nigdy,
nawet ich nie napisałam,
i tylko moje oczy przyrzekały,
zdradzały miłość,
tylko moja skóra dawała sygnały,
moje włosy wszeptywały tobie w ucho.
I wystarczało nam, co nasze ciała
miały sobie do powiedzenia.
Wypowiadały słowa-zaklęcia:
Ufność.
Połączenie.
Miłość.
A więc czy było trzeba,
Bym listy do ciebie pisała?
tłum. Krystyna Kamińska
A jednak napiszę list do Ciebie Mężu, bo to zdjęcie, do którego mi tak śmiesznie i zabawnie pozowałeś, dało mi wiele do przemyślenia, że wciąż mamy siebie.
Napiszę ten list, choć nie wiem, czy dam Ci go do przeczytania? Wiesz, że piszę bloga i popierasz to moje dziwne hobby, choć kompletnie nie wnikasz w treści tu zamieszczane. Wiesz tylko, że mnie to sprawia przyjemność i w związku z tym pogodziłeś się, że są takie chwile, że myślami jestem gdzie indziej i pochłania mnie klawiatura, przy pomocy, której przelewam swoje myśli. Istnieje jednak możliwość, że dam Ci do przeczytania ten list, którego nigdy nie wyślę, ale będzie on tu zamieszczony na wieki.
Wczoraj się na mnie wkurzyłeś, bo coś wspomniałam  o umieraniu i może to ja pierwsza opuszczę ten padół i zostawię Ciebie samego. Zganiłeś mnie, a wieczorem się przytuliłeś i powiedziałeś, że masz mnie teraz tylko jedną. Nasze córki już wiodą swoje życie gdzieś tam w świecie. Pracują i mają swoje obowiązki i rodziny. Ja Ci dziękuję, że dałeś mi tak wspaniałe dzieci, za które ani razu nie musieliśmy się wstydzić. Nasze dzieci, to nasz wielki kapitał i kiedy z domu odchodziły, każde z nas cierpiało na swój sposób.
Nagle w domu zrobiło się tak cholernie cicho. Cisza ta była bardzo nieprzyjemna, bo musieliśmy oboje się pogodzić, że oto nadeszła taka kolej w naszym życiu, że nagle zostajemy tylko we dwoje.
Nie udawało się to na początku. Ja się zamknęłam ze swoją tęsknotą, a Ty uciekłeś w pracę. Widywaliśmy się tylko o poranku i wieczorem, bo praca pomagała Ci uporać się z nieuchronnym i przemijaniem, a ja ze swoim bólem i syndromem pustego gniazda musiałam uporać się sama. Bywały dni, że nie chciało mi się wstawać z łóżka, bo ogarnął mnie bezsens tego wszystkiego, ale mnie motywowałeś i udało się. Obydwoje zrozumieliśmy, że inaczej już nie będzie i musimy wspierać nasze dzieci już na odległość i to przywróciło mi wiarę, że nie zostawiłeś mnie z tym wszystkim samą. 
Pamiętasz nasze młode lata, kiedy tuż po ślubie pojechałeś na dwa lata do wojska, a ja zajęłam się wychowaniem naszego pierwszego dziecka? Pisałeś do mnie listy, że tęsknisz, a list wówczas szedł z cztery dni. Ja przyjechałam do Ciebie na przysięgę wojskową i byłeś w tym mundurze taki piękny, bo bardzo Ci on pasował. Byłam dumna z Ciebie, ale liczyłam dni do Twojego powrotu.
A pamiętasz nasze randki, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni? Ja pamiętam, że chodziliśmy na nie – nad jezioro i tam mieliśmy swoją ławeczkę, której już teraz nie ma. Pamiętam nasz pierwszy, niewinny pocałunek i ja nie zapomnę go do końca życia? Miałam Ciebie i czułam podświadomie, że jesteś tym jedynym i inni chłopcy mnie absolutnie nie interesowali. Zakochałam się szaleńczo w Tobie i tak mnie do dzisiaj trzyma.
Jak każde małżeństwo, mieliśmy swoje wzloty i upadki. Dochodziło czasami do bardzo ostrych spięć. Jak w każdym małżeństwie padało do straszne słowo – rozwód! Jak każde małżeństwo, mieliśmy ciche dni, których ja nie znosiłam, a wiem, że i Ty także, a więc czym szybciej się godziliśmy i dalej pchaliśmy ten wózek pod nazwą – rodzina.
Oj, nasze dzieci z pewnością mają w pamięci te nasze spienione burze i huragany. Wiem, że pamiętają, bo zdarza się w bezpośredniej rozmowie, po latach, że wspominają, iż czasami jako rodzicie przedobrzyliśmy. Jednak w każdej takiej rozmowie wspominkowej, ogromnie je przepraszam, że coś nam w życiu nie wyszło.
Najważniejsze, że przeszliśmy przez to wszyscy razem i wciąż jesteśmy wszyscy razem. Nasze dzieci realizują się zawodowo i są szczęśliwe. Mam nadzieję, że nie popełniają błędów swoich szalonych i ekspresyjnych rodziców. Mam nadzieję, że potrafią nam przebaczyć nasze błędy popełnione i widzę, że Tobie też na tym zależy, bo jesteś na każde ich zawołanie, kiedy proszą o cokolwiek. Potrafisz wszystko rzucić i pędzisz do nich, co mnie wciąż ogromnie cieszy.
Jesteśmy wciąż razem kochany i póki zdrowie jeszcze jako tako nam dopisuje, potrafimy się sobą cieszyć na nowo. Zmądrzeliśmy na starość i oboje wiemy, że będziemy ze sobą do momentu nieuniknionego. Nikt z nas nie wie, jak to się skończy i oboje boimy się, że coś się nam złego wydarzyć może, ale nie rozmawiamy o tym zbyt często, choć wiem, że masz też swoje przemyślenia. Jesteś bardzo skryty ze swoimi myślami i mało wylewny, ale ja Ciebie znam i wiem, kiedy na chwilę się zatrzymujesz i rozmyślasz. Ja to wszystko widzę i po tylu latach rozumiemy się już bez słów.
Chciałabym Ci podziękować, że jesteś dla mnie tak bardzo dobry. Tyle dobrego dla mnie teraz robisz, że nawet wyprzedzasz moje niewypowiedziane prośby, a choćby, że wiesz, że w domu kończy się chleb i trzeba dokupić proszek do prania, czego ja nie zauważyłam. Ile razy mnie prosisz, abyśmy gdzieś dalej sobie pojechali, choćby na zakupy do większego miasta. Ile razy robisz mi drobne prezenty, ot tak bez powodu.
Ja też staram się dbać o Ciebie. Lubię Ci ugotować coś smacznego i lubię patrzeć, kiedy po dobrym obiedzie robisz sobie 15 minutową drzemkę. Cieszę się, kiedy dostrzegasz moje starania, aby w domu było czysto. Pomagasz mi nawet w drobnych pracach domowych, a do tego potrafisz sam wszystko naprawić, że nie musimy wzywać żadnych fachowców.
Cieszę się, że Twoja praca daje Ci satysfakcję i w niej nadal się realizujesz. Pragnę, abyś robił, to co lubisz jak najdłużej, bo praca daje Ci ogromnego kopa do życia. Wiem, że bez pracy szybko byś zwiądł i się załamał, a więc wspieram Cię w tym, najlepiej jak potrafię.
A na koniec kochany mężu muszę Ci napisać, że jestem bardzo z Tobą szczęśliwa, a wiem, że i dla Ciebie ja jestem ważna. Dopiero teraz oboje zdajemy sobie sprawę, że los nie na darmo nas sobie przedstawił 39 lat temu.
Może kiedyś napiszę jeszcze inny list. Może przypomni mi się wiele innych szczegółów i zapragnę o tym napisać, a tymczasem się powtórzę – kocham Cię bardzo, bardzo. 🙂 Wiem, że Ty mnie też, bo nawet dziś mi o tym powiedziałeś. 🙂

Carpe diem – korzystaj z każdego dnia i nie marnuj mijających chwil!

Po obejrzeniu dzisiaj filmu pt. „Krótki pobyt w Szwajcarii” doszłam do wniosku po raz kolejny, że będąc w moim wieku powinnam częściej przytulać się do Męża, a także mówić własnym dzieciom, że je bardzo kocham i wszyscy są dla mnie najważniejsi w moim życiu.

Trzeba się cieszyć swoimi Wnukami i każdym, danym nam dniem, a  budząc się dziękować, że się  obudziliśmy i powitać nowy dzień uśmiechem i nadzieją.

Powinniśmy cieszyć się każdą porą roku i dostrzegać piękno przyrody i natury, oraz kochać świat jaki on by nie był!

Powinniśmy cieszyć się nawet wówczas, kiedy nasze życie jest skromne, ale mimo to mamy,  co włożyć do garnka, oraz mamy z kim zjeść wspólny posiłek, a także celebrować rodzinnie, wszelkie święta i być ze sobą razem, kiedy to jest tylko możliwe.

Piszę o tym dlatego, że film opowiada prawdziwą historię kobiety, która miała dobre życie, bo kochanego męża i trójkę udanych, bardzo dzieci, oraz ukochaną pracę.

Nagle jej mąż zaczyna chorować na nieuleczlaną chorobę pod nazwą PSP, a więc na postępujące porażenie nadjądrowe i z dnia na dzień zaczyna gasnąć, choć kobieta planowała z mężem cudowną emeryturę i tyle mieli planów i marzeń, ale choroba zabrała jej męża i trudno radziła sobie z żałobą.

Widziała ogromne cierpienie swego męża każdego dnia i choć była sama lekarzem, to nic nie mogła dla niego zrobić.

Film oparty jest na faktach i bardzo wzrusza, bo za chwilę ona sama zaczyna chorować dokładnie na tę samą chorbę, której obiawy są jak poniżej:

Wiedząc, co ją czeka planuje samobójstwo na zlecenie na co absolutnie nie zgadzają się jej dzieci, które zobowiązały się być przy niej dzień i noc, aby nie czuła się w chorobie samotna i opuszczona i tu kończę swoją opowieść o filmie, bo ponownie świechna mnie zruga.

Film jest o tym, że nigdy nie znamy dnia, ani godziny kiedy zostaniemy zaatakowani chorbą, a medycyna jest często bezradna.

Powtarzam więc, bo jakże często zapominamy, że najważnjesze jest zdrowie, a nie majątek i pieniądze, a żyć powinniśmy pokornie wobec wszelkiej maści chorób, które tylko czyhają, abyśmy z chorobą przegrali.

PSP – objawy:

  • upośledzenie zdolności wykonywania ruchów (związane zarówno ze spowolnieniem ruchowym, jak i z niestabilnością chodu i ze znacznie zwiększoną skłonnością do upadków)
  • zaburzenia ruchomości gałek ocznych (początkowo niemożność poruszania nimi w pionie, później upośledzenie dotyczy poruszaniami gałkami ocznymi i patrzenia we wszystkich kierunkach)
  • dysfagia (upośledzenie połykania)
  • retrocolitis (dystoniczne pochylenie szyi ku tyłowi)
  • apraksja powiek (poproszeni o uniesienie powiek i otwarcie oczu pacjenci nie są w stanie tego zrobić)
  • dyzartria (zaburzenia mowy)
  • zaburzenia otępienne (spowolnienie myślenia, apatia, spowolnione podejmowanie decyzji)
  • labilność emocjonalna (u pacjentów może pojawiać się np. przymus płaczu, ale i napady śmiechu)
  • wzmożenie napięcia mięśniowego pod postacią sztywności
  • perseweracje słowne

 

Znalezione obrazy dla zapytania krótki pobyt w szwajcarii

Znalezione obrazy dla zapytania krótki pobyt w szwajcarii

To był naprawdę dobry dzień!

Już minął miesiąc od śmierci Mamy i nie ma dnia, abym o Niej nie myślała, tak jak w piosence – nieutulony w sercu żal.

Dziś Mąż znalazł trochę wolnego od pracy i pojechaliśmy sobie na wycieczkę samochodem, aby zobaczyć pierwsze oznaki wiosny, bo na zachodzie jest ciepło i słonecznie i widać to już na polach, które cudnie się zielenią.

Gdzieś tam widzieliśmy w polu maszyny rolnicze i pracowników, którzy przy drogach pielęgnują drzewa i przycinają krzaki, aby było ładnie i zadbanie.

Jest tylko jedno ale, bo jadąc drogą, to po obu stronach, na poboczach walają się tony śmieci wyrzucanych przez okna samochodów.

Nie będzie tego widać, kiedy urośnie trawa i zakryje ten ludzki bajzel, który w oczy kole i dużo mówi o człowieczej naturze.

Po drodze minęliśmy parę farm wiatrowych, które pięknie się prezentowały na ołowianym niebie.

Lubię gapić się na te stwory, choć oczywiście są piękniejsze w Holandii – takie prawdziwe wiatraki z duszą!

Na drodze masę samochodów i każdy gdzieś jedzie, pędzi i ludzie pokonują kilometry, bo widzielismy rejestracje z Warszawy i Poznania.

Mieliśmy w planach zjeść dobry obiad i Mąż proponował restaurację z chińszczyzną, ale ja sobie zażyczyłam kuchnię polską, którą uwielbiam niezmiennie.

Pojechaliśmy do „Pierogarni” w Stargardzie już nie Szczecińskim i mimo, że na stołach królowały obrusy ceratowe, to jedzenie było pyszne jak u mamy.

Ostatnio owa „Pierograrnia” zmieniła lokum i powierzchniowo się powiększyła, ale się nie dziwię, bo drzwi do tej restauracji się nie zamykają, a ludzie przychodzą po jedzenie na wynos.

Jest więc podstawowa zasada – dają dobre jedzenie, a klientów nie zabraknie, bo ludzie szybko wyczują dobrą, smaczną kuchnię.

Za zupę i drugie danie zapłaciliśmy tylko 37 złotych i jeszcze podali nam bardzo smaczny kompot z jabłek z cynamonem i goździkami.

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela i w budynku

PiS pozamykał w niedzielę w Polsce sklepy, a my mieliśmy w planie zakup w „Castoramie” .

Sobota i na parkingu masę samochodów, że nie ma gdzie się wcisnąć, bo ludzie pracujący robią zakupy właśnie w sobotę, bo niektórzy pracują cały tydzień i rok temu mogli zrobić zakupy w niedzielę, ale wszystko kumuluje się w sobotę – masakra.

Pomijając te niedogodności, to był dla nas dobry, super dobry dzień, bo spędzilismy ze sobą miłe chwile – razem.

W restauracji gadalismy ze sobą i nigdy nie jesteśmy sobą znudzeni, a do tego dziś dotarła do nas wiadomość, że Rodzice mojej Wnusi pojechali do Szamotuł, aby kupić Jej Maltańczyka – malutkiego pieska kanapowca, ale kto to tam wie, jaki to będzie nowy członek rodziny i jak się odnajdzie między dwoma kotami. Może być ciekawie. 🙂

 

Znalezione obrazy dla zapytania maltańczyk

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i ludzie siedzą

Taka miłość się nie zdarza!

Znalezione obrazy dla zapytania brigitte macron

40 letnia kobieta została zaproszona na rozmowę przez rodziców 16 letniego chłopca i poproszono ją, aby przestała spotykać się z ich synem.

Wysłuchała pokornie i powiedziała, że niczego nie obiecuje i wyszła.

Brigitte Macron miała wówczas 40 lat, a jej uczeń zaledwie 16.

Była nauczycieką i wpadła w oko młodemu, zdolnemu chłopcu, którego intelekt znacznie przewyższał jego rówieśników i nagle wybuchła w obojgu wielka namiętność, tak jakby znali się od zawsze i stali się bratnimi duszami.

Ten chłopiec to Emmanuel Macron, który zakochał się w swojej nauczycielce bez pamięci.

Brygitte w tym czasie  miała już trójkę dzieci i męża wysoko postawionego w finansierze, a więc większość czasu poświęcała wychowaniu dzieci, ale kiedy wybuchła miłość, to doszło do rozwodu, kiedy Emmanuel w wieku 18 lat wyznał jej dozgonną miłość.

Nikt nie był w stanie ich rozdzielić, bo po prostu byli dla siebie stworzeni i mogli ze sobą rozmawiać godzinami o literaturze, książkach, poezji, malarstwie i muzyce.

Emmanuel wyjechał z rodzinnego miasta, aby dalej pobierać nauki, ale ich miłość przetrwała odległość i przez trzynaście lat spotykali się tylko w weekendy w Paryżu.

On zawsze jej mówił, że pewnego dnia przyjedzie po nią i wezmą ślub i tak też się stało.

Kiedy ten romans się wydał dopadł ich ostracyzm społeczny, a ją okrzyknięto pedofilką, bo ludziom nie mieściła się w głowie taka miłość.

Okrzyknięto ją jako zboczoną, która uwiodła niewinnego dzieciaka!

Dostawali masę listów i telefonów z obelgami, ale jakoś sobie z tym radzili, bo się po prostu kochali.

Od niej odwróciły się dzieci i rodzina.

Przestano ją zapraszać na rodzinne spotkania, a dzieci nie były w stanie wybaczyć jej tego, że doprowadziła do rozpadu związku z ich ojcem i ten stan trwał bardzo długo.

Emmanuel piął się po szczeblach kariery, a ona była przy nim przez 24 godziny na dobę.

Kiedy otrzymał tekę ministra, to ona organizowała obiady i kolacje zapraszając  na nie wszystkich, ważnych ludzi, których jej mąż powinien znać i tak krok po kroku wspierała go w kampanii na prezydenta.

Ciągle pracowała jako nauczycielka, ale kiedy mąż wygrał wybory postanowiła go wspierać i do dziś stoi przy jego boku i jako Pierwsza Dama musiała się odnaleźć w tej jakże ciężkiej roli.

Ma jedną zasadę, że podczas jakichkolwiek uroczystości nie ma prawa nikt jej narzucić, by stała w tle – za mężem i nikt nie ma prawa pokazywać ją na zdjęciach jako osobę drugoplanową.

Podczas prezydentury pokazała jeszcze bardziej, że jest kobietą intelgentną, wykształconą i silną, która stanęła przy mężu, kiedy zarzucono mu homoseksualizm, a ją okrzyknięto jako przykrywkę.

To był bardzo ciężki czas dla tych dwojga, ale  z tym sobie poradzili korzystając z pijarowców, którzy podpowiedzieli, co mają zrobić, aby przestano o nich plotkować.

Były okładki i wywiady w najważniejszej prasie francuskiej i jakoś udało się ludziom zejść z języków, a  dzieci jej wybaczyły, bo zrozumiały, że to wielka miłość jest.

Brygitte Macron mimo wieku wciąż jest piękną, szczupłą i długonogą kobietą i choć nie dała mężowi dzieci, to ich szczęście wciąż bije, choć niektórzy spekulują, że różnica wieku między nimi, to 34 lata!

Jest obserwowana pod kątem ubioru, fryzury, makijażu i stara się ubierać młodzieżowo, a czasami aż nadto, bo wciąż lubi krótkie sukienki i obcisłe spodnie pokazujące jej zgrabne nogi.

Analizowana jest jej twarz, czy majstrował przy niej chirurg i trzeba przyznać, że jeśli, to robi dobrą robotę, bo staje się jak wino – im starsza, tym piękniejsza.

Odnalzała się w pałacu i się nie nudzi.

Zaangażowała się w wiele akcji społecznych i jest blisko ludzi niepełnosprawnych, ale wciąż najbliżej jest przy swoim mężu.

Taka to historia i ciekawa jestem, co by ludzie mówili, gdyby to 40 letni mężczyzna związał się z 16 – latką?

Czy taka para też by musiała przejść takie piekło medialne?

Znalezione obrazy dla zapytania emmanuel macron

Znalezione obrazy dla zapytania młody macron

Podobny obraz