Archiwa tagu: żona

I po świętach!

Dzisiejszy dzień świąteczny spędziliśmy rodzinnie w domu naszej Starszej Córki.

Mieszka z Mężem w tym samy mieście, a więc bardzo blisko i stawiliśmy się na godzinę 14 by wspólnie spożyć obiad.

I znowu muszę napisać, że cieszę się z tego czasu spędzonego razem, bo nie często się to zdarza.

Z tyłu domku jest niewielki ogródek, gdzie Wnuki się mogły bawić i jest miejsce dla kotów, pieska i na kwitnące drzewa oraz tulipany.

Pogoda znowu dopisała i dzieci się sobą zajęły, kiedy my dorośli mogliśmy swobodnie porozmawiać.

Były wspomnienia, rozmowy o filmie, muzyce i trochę o polityce, ale tylko trochę!

Muszę pochwalić moje Dziecko, bo przygotowała typowo, polski obiad, a więc:

  • pyszny rosół z makaronem,
  • ziemniaki z koperkiem, a do tego zraz wołowy i surówki do wyboru,
  • hitem stała się fasolka szparagowa z masłem i bułką tartą, którą Córka robi w słoiki i jest o każdej porze roku,
  • ciasto i pyszna kawa z pianką i lampka wina.

Mam więc święta za sobą, tak jak my wszyscy i cieszę się, że udało nam się pobyć ze sobą.

Jutro wszystko wróci do normy i znowu zaczną się potyczki polityczne i wszyscy politycy zapomną, że było Zmartwychwstanie. Będą się bili na słowa i argumenty oraz przekręty!

W Sri Lance wybuchy bombowe – giną ludzie w kościołach i kiedy my wstajemy od stołu z pełnymi brzuchami, to tam gdzieś w świecie leje się krew.

Taki mamy teraz świat – niesprawiedliwy, pogubiony, a to wszystko w imię wiary, pieniędzy i zysku!

WIELKANOC

To nie rzeżucha, zając i baranek,
Nie żurek, bazie i drożdżowa babka…
I nie kurczaczki, i z bukszpanu wianek,
Lukrowany mazurek, jarzynowa sałatka…
Bo Wielkanoc,
To uśmiech Boga w Twoim życiu,
niezależnie, przy jakim siedzisz nakryciu…

 

Magdalena Apostołowicz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, kwiat, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, drzewo, dziecko, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: pies, roślina, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, chmura, na zewnątrz i przyroda

Reklamy

Kuchnia i wspomnienia!

Właściwie mogłabym nie gotować obiadów, ponieważ w mieście można sobie zamówić codzienny catering z dostawą do domu.

Wielu ludzi w mieście z tego korzysta, a zwłaszcza ludzie starsi i samotni, albo zagonione, młode rodziny.

Póki mam jeszcze siły, to gotuję w domu, bo lubię gotować i nie chcę spocząć na laurach oraz iść na łatwiznę.

Jesteśmy z Mężem już Seniorami, a więc już dużo nie jemy i gotuję tylko jedno dane, bo to nam zupełnie wystarcza.

Codziennie, rano planujemy zakupy i dziś padło na bigos z białej kapusty z wędzoną kiełbasą.

Co jest potrzebne więc:

  • duża, biała kapusta,
  • dwie duże cebule,
  • kilka grzybów boczniaka,
  • cztery marchewki,
  • kilka listków laurowych,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • 1,5 łyżki jarzynki,
  • pęczek zielonej piertuszki,
  • pęczek zielonego koperku,
  • słoiczek przecieru pomidorowego,
  • 4 pętka kiełbasy wędzonej,
  • odrobina papryki słodkiej, majeranku, lubczyku,
  • dwie duże łyżki mąki,
  • odrobina oleju.

I tak po kolei:

  • poszatkowałam kapustę i wstawiłam w dużej ilości wody, gdyż biała kapusta lubi być gorzkawa, a więc wodę ową wylałam i ponownie zalałam gorącą, aby kapusta się ugotowała,
  • w międzyczasie podsmażyłam cebulę pokrojoną w paski i boczniaki,
  • na drugiej patelni podsmażyłam kiełbasę i to wszystko dodałam do kapuchy,
  • następnie dodałam przyprawy, jarzynkę i gotowałam bigos do miękkości,
  • starłam merchewkii dodałam też do bigosu,
  • na koniec podsmażyłam na suchej patelni mąkę na złoty kolor, a po ostygnięciu zalałam zimną wodą i taką substancję dodałam do bigosu, aby go odrobinę zagęścić,
  • na koniec poszedł przecier pomidorowy podsmażony też na patelni i w końcu do garnka wsypałam pokrojoną zieleninę, czyli pietruszkę i koperek.

Bigos wyszedł bardzo smaczny, tylko chyba mamy go za dużo, a więc jutro podzielimy się z chorym sąsiadem i moją Teściową – starszą panią!

A traz coś innego chcę napisać:

Dzisiejszej nocy zmarł kolejny kolega z grona mojego Męża.

Oczywiście, to jest zawsze smutek i zastanowienie się nad naszym życiem, a to był jeszcze dość młody człowiek, ale rak nie wybiera!

Zaczęliśmy go więc wspominać i mi się przypomniało, że kiedy byłam dzieckim i on także w wieku 7 lat, to mieszkaliśmy na tej samej ulicy w blokach wojskowych, tuż przy jednostce.

Jesteśmy z Mężem już razem 43 lata, ale nigdy się nie zgadaliśmy, że kiedy z Ojcem przybyliśmy do naszego miasta, a Ojciec dostał wojskowe mieszkanie, to wcześniej tam mieszkał mój ha ha – nedoszły Mąż wraz z rodzicami – w tym samym mieszkaniu.

Oni się wyprowadzili w 1963 roku, a zaraz ja z rodzicami zamieszkałam tam na trzy lata.

Czy to nie dziwne, że kiedy wyprowadzilismy się ponownie na inne mieszkanie, to mój niedoszły Mąż też tam zamieszkał – w tym samym bloku i w tej samej klatce.

Kiedy to odkryliśmy buchneliśmy śmiechem, że los chciał, abyśmy byli razem na zawsze.

Już od dzieciństwa deptaliśmy sobie po piętach! 🙂

 

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Wesołe jest życie staruszka!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

U mnie robi się cudnie, zielono tak jak na tym zdjęciu – zrobionym własnym aparatem.

Wiosna, to chyba najpiękniejsza pora roku, kiedy wszystko odradza się po zimie i ludzie też patrzą na świeżą przyrodę, a więc  robi się od razu lepiej na sercu i w duszy. Nowa nadzieja!

Wraz z tą nadzieją Mąż ośwadczył mi, że dinozaury spotykają się w ulubionym miejscu na drinka.

Kiedy słyszę  – zrób nam jajka na twardo w majonezie, to wiem, że mają zamiar pobiesiadować sobie i się po prostu rozerwać, gdyż wielu z nich wciąż pracuje.

Zostaje ich coraz mniej, bo z każdym roku ktoś z grupy dinozaurów odchodzi niestety.

Niedawno odszedł Pan Darek, którego bardzo lubiłam, a zmarł tak szybko na zwał, że jeszcze do dziś nie możemy uwierzyć, że go już nie ma.

Cieszę się, że panowie się spotykają, a niektórzy są już po 70-tce, albo dopiero. 🙂

Nie spotykają się tylko na drinka, ale razem w ciągu roku jeżdżą na wycieczki po Polsce, organizowane przez ich związek zawodowy.

Jest to fajna grupa ludzi, którzy mimo upływu lat wciąż się lubią i czasami spotykają się w miejscowej restauracji, aby także spędzić miło czas.

A teraz chcę zmienić temat i napisać o pewnej starszej pani, która kupiła wraz z mężem mieszknie przez ścianę z moim.

Pani liczy sobie też, a może dopiero  chyba z 70 lat, ale lubi się udzielać i nie siedzi na kanapie przed telewizorem, a sadzi roślinki przed naszym blokiem.

Od razu dała sie polubić, bo zależy jej na tym, aby było ładnie i zielono, a więc zaskarbiła sobie naszą sympatię.

Mój Mąż jest w zarządzie Wspólnoty Mieszkaniowej i także lubi sadzić różne drzewa przed naszym blokiem i razem z panią od sadzenia działają i nawet przeszli na „Ty”. 😀

W naszym bloku jest fajna ekipa, której zależy na tym, aby się nam tu mieszkało przyjemnie i w zgodzie.

W mojej klatce mieszka mężczyzna chory na raka. Jest już po serii naświetlań, ale nie jest pozostawiony sam sobie.

Mężczyzna nie ma za wiele pieniędzy, a więc my – jako sąsiedzi go dokarmamy.

Która gospodyni ma za dużo np. zupy, to zanoisi  mu w słoiku, aby nam sąsiad zdrowiał.

W swojej klatce mam sąsiada, że gdybym potrzebowała pomocy pod nieobecnośc Męża, to zawsze mogę na Niego liczyć i to jest też budujące, bo otwarci jesteśmy tu na drugiego człowieka.

Czasami lepiej się żyje z sąsiadami niż z własną rodziną. Noszę się z zamiarem kasowania częściowego rodzinnych numerów w telefonie!

To takie miłe migawki z mojego codziennego życia –  z mojego małego podwórka.

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Coś osobistego!

Znalezione obrazy dla zapytania pisanie
Los nie dał mi talentu do pisania wierszy, ale czasami mam jakieś przebłyski i przelewam na klawiaturę coś tam, coś tam.
Mam dziś melancholijny dzień i napisałam list do Męża, którego pewnie nie przeczyta, ale może kiedyś zdradzę mu swoje myśli spod klawiatury, a w realu staram się dla Niego, a On dla mnie!

Za chwilę będzie razem 43!

Podobny obraz
O betonowy chodnik rozbiłam swój żal,
jak nie potrzebny bibelot wdeptałam,
a za chwilę wystawiłam swą twarz
w stronę słońca i wieczorem do gwiazd.
Ulga zagościła w pani w kapeluszu.
Podobny obraz
Pada deszcz
i obmywa mnie z dawności.
Niech pada,
jestem coraz czystsza.
Podobny obraz
Umyłam okna i lśniły jak gwiazdy,
a świat stał się bardzo wyrazisty.
Weszłam na stołek, a nie jest mi łatwo.
Dziś  krople deszczu  zmyły mój trud – trudno.
Podobny obraz
Poeci nie zawsze rymują, bo często białe wiersze piszą
i taki ja chcę napisać o nas, choć nie jestem poetą!
Jesteśmy w tym mieście tylko we dwoje, skazani na siebie!
Gdzieś w świecie mamy nasze dzieci, ale one w zakamarkach
mają schowane swoje marzenia i nie będziemy im przeszkadzać.
Teraz jest ich czas – niech się realizują.
Budzę się jeszcze obok Ciebie i niech tak zostanie na długo,
bo to daje mi siłę.
Pytam rano niepotrzebnie, czy idziesz do pracy, choć wiem, że nie możesz
bez pracy żyć.
Pytam, co dzisiaj na obiad, a Ty czasami masz specjalną zachciankę,
którą z całej mocy chcę  spełnić, bo to sprawia mi przyjemność.
Czasami się złoszczę, że tak dużo pracujesz i zostawiasz mnie samą,
ale za chwilę uświadamiam sobie, że muszę dać Ci przestrzeń.
Pokornie czekam, aż wrócisz i podzielimy się tym – jak minął dzień.
Mówisz mi, że musisz pracować, gdyż trzeba do domu kupić coś nowego.
Dziś kupiłeś mi nową kanapę, na której siadam z laptopem i piszę ten wiersz.
Jesteśmy tacy sami, ale cieszymy się, że mamy siebie wciąż.
Kiedy wieczór przychodzi z satysfakcją zasypiamy obok siebie wsłuchując się w nasze oddechy.
Czasami tylko jeszcze przed snem wtrącę, że taki spokój jest w mieście,
kiedy z otwartym oknem wsłuchujemy się w odgłosy miasta.
Wtedy jest cisza. Samochody na parkingach, a my kochamy tę ciszę
po całym dniu. Wtulamy się w swoje poduchy i jest bezpiecznie.
Jutro rano znowu Cię spytam, czy idziesz do pracy i co mam ugotować na obiad.
Lubię tę naszą konwersację bez sensu, a może z sensem i walkę o każdy wspólny dzień razem.
I jeszcze taka drobnostka!
My się wciąż kochamy, choć sami jesteśmy w tym mieście.
Podobny obraz
Patrzę na niebo
i ono zawsze wisi
nad moimi rzęsami.
Patrzę na drzewo
i ono odradza się
z wiosną zielonymi listeczkami.
Patrzę na trawę świeżą
oplecioną mleczami.
Patrzę na nas
i nie wiadomym jest czy ona
zabierze ciebie pierwszego,
czy pierwszą mnie – na zawsze, 
bez możliwości odrodzenia!
Podobny obraz

Na moim osiedlu

wydeptała sobie ścieżkę

i kosi bez skrupułów.

Nie patrzy na wiek,

ani na wyznanie

i kosi jak oszalała

– stara wariatka.

Skosiła Panią Bożenkę,

która sprzedawała mi bułki latami,

a potem skosiła panią Marię,

która dzieciom zastrzyki dawała.

 One już wiekowe były,

ale dlaczego skosiła

młodego człowieka?

Bezlitośnie puka do drzwi,

a często nie puka

i wchodzi bezszelestnie,

aby kolejną duszę skosić,

bo ma taką zachciankę.

Wciąż jest nienasycona

i wciąż jest głodna

i zdarza się jej skosić

Matkę Dziecku, albo Ojca.

Wredna jest i nie przekupna

i nie przyjmuje modlitwy.

Ona kosi i kosić będzie

i tylko jednym daje

więcej czasu

na pożegnania,

a drugich zabiera

nocą,

albo z samego rana.

I tu ludzkość zadaje sobie pytanie,

kiedy przyjdzie

i, o której godzinie

i ja też się pytam

– często, coraz częściej!

Podobny obraz

Mocno oświetlam lustro
i przed nim staję.
Przyglądam się i wcale się nie dziwię.
Na mej twarzy są zmarszczki do zniesienia i są ładne.

Palcami grzebię we włosach szukając siwizny.
Jest na skroniach jeszcze nie pomalowana,
ale farba czeka na użycie.
Patrzę na szyję i widzę, że nie jest już łabędzia,
ale nie spędza mi to z oczu snu.
Poleciały te lata szalone i czas zrobił swoje,
co nie znaczy, że tam głęboko w duszy
nie mam wciąż osiemnastu lat.
Nie dziwcie się, że moje serce i dusza
się nie zestarzały, choć dziwię się sama i ja.

Wybaczcie mi dzieci i wybacz mężu, że nie jestem

nobliwą matroną, ale może się taką stanę, gdy

umierać przyjdzie mi.

 

Podobny obraz

Wszystko się zmienia,
moje marzenia
i spojrzenia moje też.
Nagle zauważam, że
ostatni listek
z drzewa spadł.
Widzę to teraz
bo też się zmieniam
i na drobne się
nie rozmieniam,
bo przyszedł czas
na wzruszenia.
Nagle zauważam
i nagle widzę
jak drzewa
poszarpał wiatr
i ostatni listek
z drzewa spadł.

 

Podobny obraz

Krawcowa kiedy szyje sukienkę,
a nici na szpulce się kończą,
zakłada nową, by skończyć dzieło.
Nasze życie też jest taką szpulką,
ale jakże rzadko możemy skorzystać
z zapasu nici, gdyż ostatni ich centymetr
nie pozwala już skończyć życia dzieła!

Podobny obraz

Nie mów nic kochany,
w naszym wieku słowa są zbędne.
Zamy się lat tyle, że wystarczy spojrzenie,
a wiemy nagle, co wpół drogi chcemy sobie przekazać.
Oszczędzajmy na słowach,
a zyskujemy na czasie, z powodu
trafnych odgadnięć i bez zaskoczenia,
bo znamy się jak łyse konie
i to jest nasza wielka miłość i siła na dalsze lata.

Podobny obraz

Frywolitka, utkana ze starej nici,
ma nadzieję na dalszy swój żywot,
ale stara nić już się strzępi,
więc trafiła na dno szuflady,
jako pamiątkowy, lecz nie potrzebny
już śmieć.
Tak z kobietą jest podobnie
i nie mówcie, że to kłamstwo
bo tylko młoda nić jest podziwiana,
a kiedy się strzępi
staje się jak ten pamiątkowy
i nie potrzebny śmieć?

Podobny obraz
Jeannie Ebner
Wiersz o małżeństwie
Z tych wszystkich listów do ciebie —
żadnego nie otrzymałeś,
bo nie wysłałam ich nigdy,
nawet ich nie napisałam,
i tylko moje oczy przyrzekały,
zdradzały miłość,
tylko moja skóra dawała sygnały,
moje włosy wszeptywały tobie w ucho.
I wystarczało nam, co nasze ciała
miały sobie do powiedzenia.
Wypowiadały słowa-zaklęcia:
Ufność.
Połączenie.
Miłość.
A więc czy było trzeba,
Bym listy do ciebie pisała?
tłum. Krystyna Kamińska
A jednak napiszę list do Ciebie Mężu, bo to zdjęcie, do którego mi tak śmiesznie i zabawnie pozowałeś, dało mi wiele do przemyślenia, że wciąż mamy siebie.
Napiszę ten list, choć nie wiem, czy dam Ci go do przeczytania? Wiesz, że piszę bloga i popierasz to moje dziwne hobby, choć kompletnie nie wnikasz w treści tu zamieszczane. Wiesz tylko, że mnie to sprawia przyjemność i w związku z tym pogodziłeś się, że są takie chwile, że myślami jestem gdzie indziej i pochłania mnie klawiatura, przy pomocy, której przelewam swoje myśli. Istnieje jednak możliwość, że dam Ci do przeczytania ten list, którego nigdy nie wyślę, ale będzie on tu zamieszczony na wieki.
Wczoraj się na mnie wkurzyłeś, bo coś wspomniałam  o umieraniu i może to ja pierwsza opuszczę ten padół i zostawię Ciebie samego. Zganiłeś mnie, a wieczorem się przytuliłeś i powiedziałeś, że masz mnie teraz tylko jedną. Nasze córki już wiodą swoje życie gdzieś tam w świecie. Pracują i mają swoje obowiązki i rodziny. Ja Ci dziękuję, że dałeś mi tak wspaniałe dzieci, za które ani razu nie musieliśmy się wstydzić. Nasze dzieci, to nasz wielki kapitał i kiedy z domu odchodziły, każde z nas cierpiało na swój sposób.
Nagle w domu zrobiło się tak cholernie cicho. Cisza ta była bardzo nieprzyjemna, bo musieliśmy oboje się pogodzić, że oto nadeszła taka kolej w naszym życiu, że nagle zostajemy tylko we dwoje.
Nie udawało się to na początku. Ja się zamknęłam ze swoją tęsknotą, a Ty uciekłeś w pracę. Widywaliśmy się tylko o poranku i wieczorem, bo praca pomagała Ci uporać się z nieuchronnym i przemijaniem, a ja ze swoim bólem i syndromem pustego gniazda musiałam uporać się sama. Bywały dni, że nie chciało mi się wstawać z łóżka, bo ogarnął mnie bezsens tego wszystkiego, ale mnie motywowałeś i udało się. Obydwoje zrozumieliśmy, że inaczej już nie będzie i musimy wspierać nasze dzieci już na odległość i to przywróciło mi wiarę, że nie zostawiłeś mnie z tym wszystkim samą. 
Pamiętasz nasze młode lata, kiedy tuż po ślubie pojechałeś na dwa lata do wojska, a ja zajęłam się wychowaniem naszego pierwszego dziecka? Pisałeś do mnie listy, że tęsknisz, a list wówczas szedł z cztery dni. Ja przyjechałam do Ciebie na przysięgę wojskową i byłeś w tym mundurze taki piękny, bo bardzo Ci on pasował. Byłam dumna z Ciebie, ale liczyłam dni do Twojego powrotu.
A pamiętasz nasze randki, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni? Ja pamiętam, że chodziliśmy na nie – nad jezioro i tam mieliśmy swoją ławeczkę, której już teraz nie ma. Pamiętam nasz pierwszy, niewinny pocałunek i ja nie zapomnę go do końca życia? Miałam Ciebie i czułam podświadomie, że jesteś tym jedynym i inni chłopcy mnie absolutnie nie interesowali. Zakochałam się szaleńczo w Tobie i tak mnie do dzisiaj trzyma.
Jak każde małżeństwo, mieliśmy swoje wzloty i upadki. Dochodziło czasami do bardzo ostrych spięć. Jak w każdym małżeństwie padało do straszne słowo – rozwód! Jak każde małżeństwo, mieliśmy ciche dni, których ja nie znosiłam, a wiem, że i Ty także, a więc czym szybciej się godziliśmy i dalej pchaliśmy ten wózek pod nazwą – rodzina.
Oj, nasze dzieci z pewnością mają w pamięci te nasze spienione burze i huragany. Wiem, że pamiętają, bo zdarza się w bezpośredniej rozmowie, po latach, że wspominają, iż czasami jako rodzicie przedobrzyliśmy. Jednak w każdej takiej rozmowie wspominkowej, ogromnie je przepraszam, że coś nam w życiu nie wyszło.
Najważniejsze, że przeszliśmy przez to wszyscy razem i wciąż jesteśmy wszyscy razem. Nasze dzieci realizują się zawodowo i są szczęśliwe. Mam nadzieję, że nie popełniają błędów swoich szalonych i ekspresyjnych rodziców. Mam nadzieję, że potrafią nam przebaczyć nasze błędy popełnione i widzę, że Tobie też na tym zależy, bo jesteś na każde ich zawołanie, kiedy proszą o cokolwiek. Potrafisz wszystko rzucić i pędzisz do nich, co mnie wciąż ogromnie cieszy.
Jesteśmy wciąż razem kochany i póki zdrowie jeszcze jako tako nam dopisuje, potrafimy się sobą cieszyć na nowo. Zmądrzeliśmy na starość i oboje wiemy, że będziemy ze sobą do momentu nieuniknionego. Nikt z nas nie wie, jak to się skończy i oboje boimy się, że coś się nam złego wydarzyć może, ale nie rozmawiamy o tym zbyt często, choć wiem, że masz też swoje przemyślenia. Jesteś bardzo skryty ze swoimi myślami i mało wylewny, ale ja Ciebie znam i wiem, kiedy na chwilę się zatrzymujesz i rozmyślasz. Ja to wszystko widzę i po tylu latach rozumiemy się już bez słów.
Chciałabym Ci podziękować, że jesteś dla mnie tak bardzo dobry. Tyle dobrego dla mnie teraz robisz, że nawet wyprzedzasz moje niewypowiedziane prośby, a choćby, że wiesz, że w domu kończy się chleb i trzeba dokupić proszek do prania, czego ja nie zauważyłam. Ile razy mnie prosisz, abyśmy gdzieś dalej sobie pojechali, choćby na zakupy do większego miasta. Ile razy robisz mi drobne prezenty, ot tak bez powodu.
Ja też staram się dbać o Ciebie. Lubię Ci ugotować coś smacznego i lubię patrzeć, kiedy po dobrym obiedzie robisz sobie 15 minutową drzemkę. Cieszę się, kiedy dostrzegasz moje starania, aby w domu było czysto. Pomagasz mi nawet w drobnych pracach domowych, a do tego potrafisz sam wszystko naprawić, że nie musimy wzywać żadnych fachowców.
Cieszę się, że Twoja praca daje Ci satysfakcję i w niej nadal się realizujesz. Pragnę, abyś robił, to co lubisz jak najdłużej, bo praca daje Ci ogromnego kopa do życia. Wiem, że bez pracy szybko byś zwiądł i się załamał, a więc wspieram Cię w tym, najlepiej jak potrafię.
A na koniec kochany mężu muszę Ci napisać, że jestem bardzo z Tobą szczęśliwa, a wiem, że i dla Ciebie ja jestem ważna. Dopiero teraz oboje zdajemy sobie sprawę, że los nie na darmo nas sobie przedstawił 39 lat temu.
Może kiedyś napiszę jeszcze inny list. Może przypomni mi się wiele innych szczegółów i zapragnę o tym napisać, a tymczasem się powtórzę – kocham Cię bardzo, bardzo. 🙂 Wiem, że Ty mnie też, bo nawet dziś mi o tym powiedziałeś. 🙂

Carpe diem – korzystaj z każdego dnia i nie marnuj mijających chwil!

Po obejrzeniu dzisiaj filmu pt. „Krótki pobyt w Szwajcarii” doszłam do wniosku po raz kolejny, że będąc w moim wieku powinnam częściej przytulać się do Męża, a także mówić własnym dzieciom, że je bardzo kocham i wszyscy są dla mnie najważniejsi w moim życiu.

Trzeba się cieszyć swoimi Wnukami i każdym, danym nam dniem, a  budząc się dziękować, że się  obudziliśmy i powitać nowy dzień uśmiechem i nadzieją.

Powinniśmy cieszyć się każdą porą roku i dostrzegać piękno przyrody i natury, oraz kochać świat jaki on by nie był!

Powinniśmy cieszyć się nawet wówczas, kiedy nasze życie jest skromne, ale mimo to mamy,  co włożyć do garnka, oraz mamy z kim zjeść wspólny posiłek, a także celebrować rodzinnie, wszelkie święta i być ze sobą razem, kiedy to jest tylko możliwe.

Piszę o tym dlatego, że film opowiada prawdziwą historię kobiety, która miała dobre życie, bo kochanego męża i trójkę udanych, bardzo dzieci, oraz ukochaną pracę.

Nagle jej mąż zaczyna chorować na nieuleczlaną chorobę pod nazwą PSP, a więc na postępujące porażenie nadjądrowe i z dnia na dzień zaczyna gasnąć, choć kobieta planowała z mężem cudowną emeryturę i tyle mieli planów i marzeń, ale choroba zabrała jej męża i trudno radziła sobie z żałobą.

Widziała ogromne cierpienie swego męża każdego dnia i choć była sama lekarzem, to nic nie mogła dla niego zrobić.

Film oparty jest na faktach i bardzo wzrusza, bo za chwilę ona sama zaczyna chorować dokładnie na tę samą chorbę, której obiawy są jak poniżej:

Wiedząc, co ją czeka planuje samobójstwo na zlecenie na co absolutnie nie zgadzają się jej dzieci, które zobowiązały się być przy niej dzień i noc, aby nie czuła się w chorobie samotna i opuszczona i tu kończę swoją opowieść o filmie, bo ponownie świechna mnie zruga.

Film jest o tym, że nigdy nie znamy dnia, ani godziny kiedy zostaniemy zaatakowani chorbą, a medycyna jest często bezradna.

Powtarzam więc, bo jakże często zapominamy, że najważnjesze jest zdrowie, a nie majątek i pieniądze, a żyć powinniśmy pokornie wobec wszelkiej maści chorób, które tylko czyhają, abyśmy z chorobą przegrali.

PSP – objawy:

  • upośledzenie zdolności wykonywania ruchów (związane zarówno ze spowolnieniem ruchowym, jak i z niestabilnością chodu i ze znacznie zwiększoną skłonnością do upadków)
  • zaburzenia ruchomości gałek ocznych (początkowo niemożność poruszania nimi w pionie, później upośledzenie dotyczy poruszaniami gałkami ocznymi i patrzenia we wszystkich kierunkach)
  • dysfagia (upośledzenie połykania)
  • retrocolitis (dystoniczne pochylenie szyi ku tyłowi)
  • apraksja powiek (poproszeni o uniesienie powiek i otwarcie oczu pacjenci nie są w stanie tego zrobić)
  • dyzartria (zaburzenia mowy)
  • zaburzenia otępienne (spowolnienie myślenia, apatia, spowolnione podejmowanie decyzji)
  • labilność emocjonalna (u pacjentów może pojawiać się np. przymus płaczu, ale i napady śmiechu)
  • wzmożenie napięcia mięśniowego pod postacią sztywności
  • perseweracje słowne

 

Znalezione obrazy dla zapytania krótki pobyt w szwajcarii

Znalezione obrazy dla zapytania krótki pobyt w szwajcarii

To był naprawdę dobry dzień!

Już minął miesiąc od śmierci Mamy i nie ma dnia, abym o Niej nie myślała, tak jak w piosence – nieutulony w sercu żal.

Dziś Mąż znalazł trochę wolnego od pracy i pojechaliśmy sobie na wycieczkę samochodem, aby zobaczyć pierwsze oznaki wiosny, bo na zachodzie jest ciepło i słonecznie i widać to już na polach, które cudnie się zielenią.

Gdzieś tam widzieliśmy w polu maszyny rolnicze i pracowników, którzy przy drogach pielęgnują drzewa i przycinają krzaki, aby było ładnie i zadbanie.

Jest tylko jedno ale, bo jadąc drogą, to po obu stronach, na poboczach walają się tony śmieci wyrzucanych przez okna samochodów.

Nie będzie tego widać, kiedy urośnie trawa i zakryje ten ludzki bajzel, który w oczy kole i dużo mówi o człowieczej naturze.

Po drodze minęliśmy parę farm wiatrowych, które pięknie się prezentowały na ołowianym niebie.

Lubię gapić się na te stwory, choć oczywiście są piękniejsze w Holandii – takie prawdziwe wiatraki z duszą!

Na drodze masę samochodów i każdy gdzieś jedzie, pędzi i ludzie pokonują kilometry, bo widzielismy rejestracje z Warszawy i Poznania.

Mieliśmy w planach zjeść dobry obiad i Mąż proponował restaurację z chińszczyzną, ale ja sobie zażyczyłam kuchnię polską, którą uwielbiam niezmiennie.

Pojechaliśmy do „Pierogarni” w Stargardzie już nie Szczecińskim i mimo, że na stołach królowały obrusy ceratowe, to jedzenie było pyszne jak u mamy.

Ostatnio owa „Pierograrnia” zmieniła lokum i powierzchniowo się powiększyła, ale się nie dziwię, bo drzwi do tej restauracji się nie zamykają, a ludzie przychodzą po jedzenie na wynos.

Jest więc podstawowa zasada – dają dobre jedzenie, a klientów nie zabraknie, bo ludzie szybko wyczują dobrą, smaczną kuchnię.

Za zupę i drugie danie zapłaciliśmy tylko 37 złotych i jeszcze podali nam bardzo smaczny kompot z jabłek z cynamonem i goździkami.

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela i w budynku

PiS pozamykał w niedzielę w Polsce sklepy, a my mieliśmy w planie zakup w „Castoramie” .

Sobota i na parkingu masę samochodów, że nie ma gdzie się wcisnąć, bo ludzie pracujący robią zakupy właśnie w sobotę, bo niektórzy pracują cały tydzień i rok temu mogli zrobić zakupy w niedzielę, ale wszystko kumuluje się w sobotę – masakra.

Pomijając te niedogodności, to był dla nas dobry, super dobry dzień, bo spędzilismy ze sobą miłe chwile – razem.

W restauracji gadalismy ze sobą i nigdy nie jesteśmy sobą znudzeni, a do tego dziś dotarła do nas wiadomość, że Rodzice mojej Wnusi pojechali do Szamotuł, aby kupić Jej Maltańczyka – malutkiego pieska kanapowca, ale kto to tam wie, jaki to będzie nowy członek rodziny i jak się odnajdzie między dwoma kotami. Może być ciekawie. 🙂

 

Znalezione obrazy dla zapytania maltańczyk

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i ludzie siedzą

Taka miłość się nie zdarza!

Znalezione obrazy dla zapytania brigitte macron

40 letnia kobieta została zaproszona na rozmowę przez rodziców 16 letniego chłopca i poproszono ją, aby przestała spotykać się z ich synem.

Wysłuchała pokornie i powiedziała, że niczego nie obiecuje i wyszła.

Brigitte Macron miała wówczas 40 lat, a jej uczeń zaledwie 16.

Była nauczycieką i wpadła w oko młodemu, zdolnemu chłopcu, którego intelekt znacznie przewyższał jego rówieśników i nagle wybuchła w obojgu wielka namiętność, tak jakby znali się od zawsze i stali się bratnimi duszami.

Ten chłopiec to Emmanuel Macron, który zakochał się w swojej nauczycielce bez pamięci.

Brygitte w tym czasie  miała już trójkę dzieci i męża wysoko postawionego w finansierze, a więc większość czasu poświęcała wychowaniu dzieci, ale kiedy wybuchła miłość, to doszło do rozwodu, kiedy Emmanuel w wieku 18 lat wyznał jej dozgonną miłość.

Nikt nie był w stanie ich rozdzielić, bo po prostu byli dla siebie stworzeni i mogli ze sobą rozmawiać godzinami o literaturze, książkach, poezji, malarstwie i muzyce.

Emmanuel wyjechał z rodzinnego miasta, aby dalej pobierać nauki, ale ich miłość przetrwała odległość i przez trzynaście lat spotykali się tylko w weekendy w Paryżu.

On zawsze jej mówił, że pewnego dnia przyjedzie po nią i wezmą ślub i tak też się stało.

Kiedy ten romans się wydał dopadł ich ostracyzm społeczny, a ją okrzyknięto pedofilką, bo ludziom nie mieściła się w głowie taka miłość.

Okrzyknięto ją jako zboczoną, która uwiodła niewinnego dzieciaka!

Dostawali masę listów i telefonów z obelgami, ale jakoś sobie z tym radzili, bo się po prostu kochali.

Od niej odwróciły się dzieci i rodzina.

Przestano ją zapraszać na rodzinne spotkania, a dzieci nie były w stanie wybaczyć jej tego, że doprowadziła do rozpadu związku z ich ojcem i ten stan trwał bardzo długo.

Emmanuel piął się po szczeblach kariery, a ona była przy nim przez 24 godziny na dobę.

Kiedy otrzymał tekę ministra, to ona organizowała obiady i kolacje zapraszając  na nie wszystkich, ważnych ludzi, których jej mąż powinien znać i tak krok po kroku wspierała go w kampanii na prezydenta.

Ciągle pracowała jako nauczycielka, ale kiedy mąż wygrał wybory postanowiła go wspierać i do dziś stoi przy jego boku i jako Pierwsza Dama musiała się odnaleźć w tej jakże ciężkiej roli.

Ma jedną zasadę, że podczas jakichkolwiek uroczystości nie ma prawa nikt jej narzucić, by stała w tle – za mężem i nikt nie ma prawa pokazywać ją na zdjęciach jako osobę drugoplanową.

Podczas prezydentury pokazała jeszcze bardziej, że jest kobietą intelgentną, wykształconą i silną, która stanęła przy mężu, kiedy zarzucono mu homoseksualizm, a ją okrzyknięto jako przykrywkę.

To był bardzo ciężki czas dla tych dwojga, ale  z tym sobie poradzili korzystając z pijarowców, którzy podpowiedzieli, co mają zrobić, aby przestano o nich plotkować.

Były okładki i wywiady w najważniejszej prasie francuskiej i jakoś udało się ludziom zejść z języków, a  dzieci jej wybaczyły, bo zrozumiały, że to wielka miłość jest.

Brygitte Macron mimo wieku wciąż jest piękną, szczupłą i długonogą kobietą i choć nie dała mężowi dzieci, to ich szczęście wciąż bije, choć niektórzy spekulują, że różnica wieku między nimi, to 34 lata!

Jest obserwowana pod kątem ubioru, fryzury, makijażu i stara się ubierać młodzieżowo, a czasami aż nadto, bo wciąż lubi krótkie sukienki i obcisłe spodnie pokazujące jej zgrabne nogi.

Analizowana jest jej twarz, czy majstrował przy niej chirurg i trzeba przyznać, że jeśli, to robi dobrą robotę, bo staje się jak wino – im starsza, tym piękniejsza.

Odnalzała się w pałacu i się nie nudzi.

Zaangażowała się w wiele akcji społecznych i jest blisko ludzi niepełnosprawnych, ale wciąż najbliżej jest przy swoim mężu.

Taka to historia i ciekawa jestem, co by ludzie mówili, gdyby to 40 letni mężczyzna związał się z 16 – latką?

Czy taka para też by musiała przejść takie piekło medialne?

Znalezione obrazy dla zapytania emmanuel macron

Znalezione obrazy dla zapytania młody macron

Podobny obraz

 

Wspomnień czar!

Gdybym była młodsza, gdybym była, to też bym się wybrała z Mężem na pierwszego grilla – w tym roku!

U mnie dziś w zachodniej Polsce był piękny, słoneczny, optymistyczny dzień.

Mąż z kolegami postanowili więc rozpocząć sezon grillowy i pojechali na działkę, którą mamy na spółkę z naszym bardzo zaprzyjaźnionym sąsiadem.

Ja wolałam zostać w domu, gdyż wciąż jestem smutna,  w kontemplacji po śmierci Mamy i nie miałam ochoty opuszczać domu, choć może robię sobie tym krzywdę, gdyż życie toczy się dalej.

Codziennie widzę moją Mamę w trumnie i przypominam sobie, to Jej wielkie cierpienie, ale wiem, że kiedyś to minie, zatrze się trochę.

Mąż pielęgnuje swoje przyjaźnie z kolegami, bo z roku na rok jest ich coraz mniej, a pod koniec zeszłego roku pożegnał dwóch, swoich znajomych, co bardzo przeżył.

Pamiętam czasy, że jeździliśmy bardzo dużo za miasto, nawet kiedy były ostatnie śniegi.

Rozpalaliśmy ognisko i piekliśmy kiełbaski , a ja robiłam danie jednogarnkowe, kiedy tylko zaświeciło wiosenne słońce.

Bardzo lubiłam te wypady z dziećmi i znajomymi, bo usmażona kiełbasa i ciepłe danie z szybkowara smakowały wybornie na świeżym powietrzu z pierwszymi promieniami słońca.

Dwa lata temu całą rodziną bliższą i dalszą się umówiliśmy nad jeziorem w Drawnie i tam rozpaliliśmy pokażne ognisko, a ja się bardzo cieszyłam, że my dorośli pokazaliśmy naszym Wnukom jak można pięknie spędzić czas na świeżym powietrzu.

Mam wiele wspomnień z wyjazdami na biwaki, ale jeden mi utkwił na zawsze w pamięci.

Zebraliśmy sprzęt, a więc namioty, łóżka polowe, materace, koce, kuchenki gazowe i gary i pojechalśmy na naszą wyspę nad jeziorem i tam byliśmy przez dwa tygodnie.

Wędkowaliśmy, a ze złowionych ryb robiliśmy rybne, pyszne kotlety, a małe okonki marnowaliśmy w occie i z cebulą i to była pycha nie mówiąc o wędzonych węgorzach.

Dzieci nie wychodziły z wody i kąpaliśmy je w ciepłej, jeziornej wodzie przy cudownych zachodach słońca.

Jak dobrze mieć takie wspomnienia i ja wiem, że każdy człowiek chwali swoje miejsce do życia i ja chwalę się moją ziemią, gdzie jest masę jezior, do morza bardzo blisko.

Chwalę się, że mamy gdzie zbierać grzyby, bo lasy dookoła i gdzie można popływać kajakiem i też wędkować.

Zawsze sobie ceniłam takie wypady, gdzie wieczorem, przy rozpalonym ognisku można było pośpiewać i wpatrzyć się w płomienie i po prostu się wyciszyć.

Za tydzień jadę z Mężem na taki rekonesans po znajomych miejscach, aby sobie przypomnieć stare, dobre czasy.

A były to czasy, że Maż wyremontował Gaza – 69, który nas wszędzie dowoził i był bardzo pakowny – to były piękne w swoje prostocie czasy bez Internetu i telefonów komórkowych.

 

Obraz może zawierać: ogień, noc i jedzenie

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, stoi i na zewnątrz

A teraz aby nie było tak ckliwie i pięknie przeczytajcie manifest ku Polsce jaką teraz jest!

Wkurwiłem się widząc tę bordową plamę w środku Europy (mapę skasował mi facebook!). To wyspa ciemnoty, zacofania, głupoty. Jesteśmy narodem ciemniaków, który nie ma pojęcia o problemach współczesnego świata, takich jak demografia, migracja, medycyna.

Polacy dają pieniądze na msze o deszcz, o zdrowie, o życie wieczne. Święcą samochody, maszyny, budynki, jedzenie. Pielgrzymują do cudownych obrazów. Jeżdżą, chodzą pieszo, a nawet na kolanach. Wymachują krzyżami i feretronami. Opasują granice państwa różańcem. Wnoszą do kościołów faszystowskie sztandary. Wypisują i wykrzykują obelgi pod adresem tych, co myślą inaczej niż oni. Modlą się do Boga, żeby ich pozostawił takimi, jakimi ich stworzył: bez rozumu, bez wiedzy, bez świadomości, jaką daje współczesna nauka. Modlą się o to, by ich kraj pozostał skansenem przeszłości, aby był taki, jak w dziewiętnastym wieku, a może i w średniowieczu. Zupełnie jak niszczący własne państwa islamscy fundamentaliści.

Wkurwiłem się czytając europejski raport o dostępie do antykoncepcji. Najniższy poziom w Europie! W państwach rozwiniętych dostęp do antykoncepcji oceniany jest na poziomie 90 i 80 procent, w Polsce na poziomie trzydziestu kilku. Jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym ten wskaźnik nie osiąga poziomu 40 procent, a 30 przekracza ledwo ledwo.

Ale o co chodzi? – pytają niektórzy. Przecież prezerwatywy leżą przy kasie w każdym supermarkecie i na każdej stacji benzynowej. To prawda, ale antykoncepcja to nie tylko prezerwatywy, to przede wszystkim wiedza, uświadomienie dzieci i młodzieży, świadome planowanie przez dorosłych życia własnego i życia własnej rodziny. To klimat, w jakim rozmawia się na ten temat. Nie tylko prywatnie, w rodzinie. Chodzi o klimat, w jakim przebiega debata publiczna, a ta w kwestii etyki seksualnej i kształtowania rodziny zdominowana jest u nas przez Kościół.

Polacy pozwalają, żeby ksiądz czy biskup pouczał ich, jak mają żyć i myśleć. Nie naukowiec, nie światły polityk jest ich przywódcą, nie odważny artysta, tylko konserwatywny, niewykształcony klecha. Zupełnie jak w islamskich republikach.

Wkurwiłem się patrząc na tę mapę Europy i uświadamiając sobie po raz kolejny, że Polska jest wyspą ciemnoty, zacofania, głupoty.

Popatrzcie tylko na mapę. Na bordowo: Polska, na samym końcu. Następnie przez jedenaście i pół procenta nic i dopiero potem Rosja, Białoruś, Węgry, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria i Słowacja. Rzeczywiście, przewodnictwo w Europie Wschodniej od morza do morza, a właściwie w Trójmorzu, jak chciał Kaczyński.

Polacy na każdym kroku dowodzą, że są narodem ciemniaków.

Wybrali faszystów do władzy. Wierzą, że są kimś lepszym niż reszta świata. Paw narodów i papuga. Gdyby nie Unia, nadal by wylewali ścieki wprost do rzek, śmieci wywoziliby do lasu, a srać chodzili za chałupę.

Gardzą swoimi najlepszymi bohaterami, twórcami, politykami, jeśli ci nie popierają ich faszystowskiej władzy lub kiedykolwiek ośmielili się krytykować jej idee, nawet przed dziesiątkami, przed setkami lat. Usuwają ich z historii. W mediach i w szkole. Poeci, na których wierszach ich dzieci uczą się języka, ponoć zażydzają ich wspaniałą mowę. Mowę, którą się słyszy na ulicy. Same przekleństwa na H, na K, na P. Te słowa zna już cały świat.

Mówią o sobie, że bronią Europy przed islamizacją, a tymczasem doprowadzili swój własny kraj do niespotykanej na naszym kontynencie klerykalizacji: w państwie, w szkołach, w szpitalach, w urzędach, w telewizji, w sztuce. Gdzie nie spojrzysz, tam ksiądz. W Polsce ksiądz jest głównym bohaterem co najmniej dwóch telewizyjnych oper mydlanych! Tylko Iran i Afganistan posunęły się dalej.

Pozwalają, by nauczyciele i pielęgniarki byli pariasami pracującymi za grosze. Żądają tego także i od lekarzy i od sędziów. Za karę, bo ich środowiska ośmieliły się przeciwstawić faszystowskiej władzy. Wierzą, że dobrobyt nie jest efektem pracy, przedsiębiorczości, pilności w szkole, wiedzy i wykształcenia, lecz że zależy od przyznawanych przez możnowładców hojną ręką zasiłków.

Doją Unię, dostają miliardy na autostrady, drogi, oczyszczalnie ścieków, uczelnie, szkoły i urzędy, na szkolenia, na rozwój zacofanych regionów, na dopłaty do rolnictwa, a mówią, że okradają ich brukselskie elity. Przed transformacją, którą nazywają zdradą elit i przed wejściem do Unii Europejskiej, które postrzegają jako utratę suwerenności, jeździli furmankami po dziurawych drogach, stali w kolejkach po ochłap mięsa, po cukier, papier toaletowy, meble. Po wszystko. Po trzydzieści lat czekali na przydział mieszkania w blokowisku z wielkiej płyty, a jak zdecydowali się sami zbudować dom, kradli z zakładów pracy cement, w teczkach wynosili cegły i gwoździe, na lewo kupowali piach, dachówki, pustaki, armaturę, a po znajomości – pralki i lodówki.

Kraj ich kwitnie co najmniej od piętnastu, dwudziestu lat, co widać na każdym kroku: w każdej wsi, miasteczku i metropolii, a oni powtarzają za demagogami, że Polska pogrąża się w ruinie.

Cały świat nas sobie wytyka palcami. Kiedyś byłem dumny z tego, że jestem Polakiem, dziś coraz częściej się tego wstydzę, musząc tłumaczyć swoim przyjaciołom z zagranicy, że nie wszyscy upadliśmy na głowę, a tylko połowa tego narodu.

Ale Polska to wciąż mój kraj. Jedyny! Nie dam więc sobie wmówić, że wierząc w naukę, w rozum, w pracę i wykształcenie, w nowoczesność i Europę, a protestując przeciwko rządom faszystów i cwaniaków, przeciwko kłamstwom i manipulacjom propagandy, przeciwko panoszeniu się religii i Kościoła, które w cywilizowanym świecie są już tylko reliktem przeszłości, jestem zdrajcą, jak oni by chcieli.

Zresztą, jeśli ktoś mi wmawia, że zdradzam swój naród, ponieważ wyznaję wartości racjonalistyczne, liberalne, prodemokratyczne i proeuropejskie, to w oczywisty sposób demaskuje sam siebie jako wroga tych wartości, czyli demonstruje, że jest ciemniakiem, który pragnie by jego kraj stał się zupełnym ciemnogrodem.

Nie dam sobie wmówić, że ja czy ktokolwiek z moich przyjaciół, nie jest prawdziwym Polakiem, z tego powodu, że jego dziadkowie czy pradziadkowie nosili żydowskie, niemieckie czy litewskie nazwisko.

Wierzę, że wkrótce bielmo ciemnoty i propagandy spadnie z oczu moim rodakom i że znów będziemy liderem rozsądku, pracowitości, wolności i demokracji. Że znów będziemy oddychać pełna piersią i mówić jak dawniej, że tutaj aż chce się żyć.

JERZY KRUK

Stop przemocy domowej!

Dzisiaj obchodziliśmy Walentynki – Święto Zakochanych i kto wie, co dzieje się w miliona domach, bo może zakochani jedzą uroczystą kolację, albo wpadli sobie w objęcia i się zwyczajnie kochają

Nie krytykuję tego święta, bo mimo, że jest amerykańskie, to czekam na zwykłego, czy niezwykłego buziaka i po prostu powiemy sobie z Mężem, że się wciąż kochamy  i to mi w zupełności wystarczy, choć dostałam prezent.

Obraz może zawierać: w budynku

Świat w tym dniu nie jest wyłącznie kolorowy, i serduszkowy, bo w jakże wielu domach panuje wszechobecna przemoc w rodzinie, bo mąż bije żonę notorycznie, albo przy okazji, a i w wielu domach, to kobiety naparzają swoich mężów, a jeśli są dzieci, to i one często obrywają.

PiS nawołuje, że niedziele powinny być dla rodziny i dlatego pozamykał wszelkie małe i duże sklepy, ale nikt nie mówi głośno w tej partii, że po wyściu z koścoła, jakże często dokonuje się okrutna przemoc i dzieją się straszne rzeczy.

W jakże wielu domach dokonuje się przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna i ekonomiczna i jeśli zajrzymy do statystyk, to dane są porażające.

Jakże wiele kobiet nie może opuścić przemocowca, bo kochają za bardzo, albo po prostu nie mają dokąd odejść  z powodów finansowych i tak tkwią latami w toksycznych związkach.

Jak to wyglądało w 2018 roku wg. statystyk Policji!:

Dane za rok 2018

Liczba wypełnionych formularzy „Niebieska Karta” 73 153
(w tym 59 829 wszczynających procedurę i 13 324 dotyczących kolejnych przypadków w trakcie procedury)
Ogólna liczba ofiar przemocy 88 133
Liczba ofiar – kobiet 65 057
Liczba ofiar – mężczyzn 10 672
Liczna ofiar – małoletnich 12 404
Ogólna liczba osób podejrzewanych o przemoc 73 654
Liczba podejrzewanych sprawców – kobiet 6 045
Liczba podejrzewanych sprawców – mężczyzn 67 306
Liczba podejrzewanych sprawców – nieletnich 303
Ogólna liczba podejrzewanych sprawców będących pod wpływem alkoholu 43 182
Podejrzewani sprawcy pod wpływem alkoholu – kobiety 1 903
Podejrzewani sprawcy pod wpływem alkoholu – mężczyźni 41 257
Podejrzewani sprawcy pod wpływem alkoholu – nieletni 22
Liczba dzieci umieszczonych w nie zagrażającym im miejscu (np. rodzina zastępcza, dalsza rodzina, placówka opiekuńcza) 427

 

Te dane są porażające i u mnie dzisiaj odbył się  happening przeciwko przemocy wobec kobiet.

Ja jaskiniowiec staram się być tam w moim mieście, gdzie dzieje się coś ciekawego.

Poszłam z aparatem i zrobiłam uwiecznienie tego ważnego wydarzenia i wiecie co?

Jestem dumna z mojego miasta, bo przybyło bardzo dużo osób – maleńkich i dorosłych.

Wszyscy przećwiczyli na salach gimnastycznych układ taneczny i wyszło po prostu pięknie.

Na imprezie były osobistości z Powiatu i Urzędu Miasta i to jest nasz – mieszkańców sukces, że nam się chce, tak jak mieszkańcom Gdańska!

Jestem dumna z naszych meszkańców!

Proszę posłuchajcie porywającej piosenki przeciwko przemocy, bo ja kiedy słucham – to ryczę.

 

Obraz może zawierać: na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 13 osób, uśmiechnięci ludzie, kapelusz i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją, kwiat i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 5 osób, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie na scenie, buty i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 5 osób, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, ludzie tańczą, ludzie stoją, tłum i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 9 osób, tłum, drzewo i na zewnątrz

Przemoc w domu: jaka jest skala tego zjawiska w Polsce?
Temat wzajemnego krzywdzenia się członków rodzin wzbudza szczególne emocje. Dotyczy bowiem cierpienia, które wywołuje osoba najczęściej znajdująca się w bliskiej relacji z ofiarą. Jaka jest skala tego zjawiska w Polsce? I jakie są jego przyczyny?

Niedawno premierę miała niezwykła książka – „Kwiaty Boga”. Opowiada ona o losach kilkunastu podopiecznych Domu Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej, prowadzonego w Łodzi przez siostry antoninki. Śledząc kolejne historie najczęściej bardzo młodych kobiet, widać coraz bardziej przerażające obrazy.

Są to świadectwa dziewczyn, które odebrano rodzicom, bo ci byli uzależnieni od alkoholu; młodych mam, które uciekły od męża, choć on zarzekał się, że „to już ostatni raz”. Ale są to także – a może przede wszystkim – historie kobiet odważnych i dzielnych, które, wielokrotnie poniżane i krytykowane, postanowiły ratować siebie i swoje dzieci. Podobne lektury nie należą do najłatwiejszych. Dostrzegamy w nich, jak niepojęty mechanizm zła jest w stanie zniszczyć w bliskiej relacji wszelkie pokłady dobra.

 

Czym jest przemoc w rodzinie?

Koncepcji tego, coraz bardziej obnażanego, zjawiska spotykamy mnóstwo. Niejednokrotnie zależą one od przyjętego podejścia terapeutycznego. By uniknąć licznych rozważań naukowych, warto przywołać przyjętą w polskim ustawodawstwie definicję zjawiska „przemocy w rodzinie”. Zwrócono w niej uwagę, że działania przemocowe:

– to jednorazowy, bądź też powtarzający się umyślnie i regularnie czyn,

– to działania lub zaniechania naruszające prawa lub dobra członków rodziny,

– działania te prowadzą do pojawienia się u ofiar niebezpieczeństwa „utraty życia, zdrowia, naruszają (…) godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodują szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołują cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą”.

Przykładem takiej przemocowej sytuacji może być zdarzenie opisane we wspomnianej wyżej książce. Jedna z podopiecznych DSM opowiada, jak jej upojony alkoholem mąż udał się nagle do pokoju małej córki. Obudził ją, szarpał, następnie zaczął obrażać jej mamę, po czym zaczął ją bić. Ta krótka relacja dokładnie pokazuje stan, w którym czyjeś intencjonalne działanie prowadzi do cierpienia drugiego człowieka. Celowe krzywdzenie innej osoby to jest, najkrócej rzecz ujmując, właśnie przemoc.

 

Rodzaje przemocy domowej

Temat wzajemnego krzywdzenia się członków rodzin wzbudza szczególne emocje. Dotyczy on bowiem cierpienia, które wywołuje osoba najczęściej znajdująca się w bliskiej relacji z ofiarą. Zbadanie tego problemu nie jest łatwe. Mówimy bowiem o przemocy mającej postać nie tylko fizyczną (czasem widoczną), ale także emocjonalną, seksualną lub ekonomiczną.

Jej wszystkie elementy zostały ukazane bardzo dokładnie w filmie „Nigdy więcej”: młoda kobieta, po latach upokorzeń związanych m.in. z regularnym biciem, ucieka od męża dzięki pomocy bliskich osób. Okazuje się jednak, że ci najbliżsi ofiary nie wiedzieli o jej cierpieniu. U kobiety widać również, że doświadcza nie tylko bólu fizycznego – temu nieuchronnie towarzyszy cierpienie psychiczne. Przybrać może postać np. syndromu wyuczonej bezradności. Osoba doświadczająca przemocy wręcz nie jest w stanie odejść od sprawcy, który ją fizycznie, ekonomicznie i psychicznie uzależnił od siebie. Ofiara, wielokrotnie poniżana, traci wiarę we własne siły, co z kolei potęgować może objawy stresu pourazowego, wystąpienie zaburzeń lękowych i nerwicowych, a także depresji.

 

Fakty na temat przemocy w rodzinie

Mówiąc o tak trudnych sprawach, warto zwrócić uwagę na kilka faktów. Dostarczają nam je coroczne sprawozdania wskazujące na realizację programów przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Odnoszą się one do procedury „Niebieskiej karty” (NK). Jak przypomina mec. Aleksandra Kutyma, jest „to nazwa procedury podejmowanej i prowadzonej w związku z uzasadnionym podejrzeniem istnienia przemocy w rodzinie”.

Autorka dodaje, że NK to de facto „ogół czynności podejmowanych i prowadzonych przez zespół osób będących przedstawicielami jednostek organizacyjnych pomocy społecznej (MOPS), gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, Policji, oświaty i ochrony zdrowia, w związku z uzasadnionym podejrzeniem istnienia przemocy w rodzinie”.

Jak czytamy w raporcie Komendy Głównej Policji, np. w 2014 r. wypełniono 77808 formularzy NK. W 17% przypadków sprawy te dotyczyły kolejnego już razu (procedura była wcześniej wszczynana). W pozostałych sytuacjach podjęto działania pierwszy raz. Według tego raportu, zlokalizowano 105 332 ofiar przemocy. W grupie tej było 72 786 kobiet, 11 491 mężczyzn oraz 21 055 dzieci. Jak wskazuje Policja, w tym czasie podejrzanych o stosowanie przemocy było blisko 80 tys. osób.

Mężczyźni są 14 razy częściej podejrzani są o podobne działania. Trzeba jednak podkreślić, że mężczyźni także padają ofiarami przemocy domowej. Tutaj pojawia się, niestety, często pomijany problem. Panowie obawiają/wstydzą się zgłosić fakt bycia ofiarą np. swojej żony.

Poza tym odbiór społeczny podobnych działań jest nieco zaskakujący. Pokazuje to doskonale jeden z filmów antyprzemocowych znalezionych w sieci. W pierwszej ze scen na deptaku idzie kobieta, którą mężczyzna obraża i potrąca dynamicznie ręką. W ciągu kilku chwil podbiega do tej dwójki kilku innych mężczyzn broniących ową kobietę. Gdy jednak na następnym filmie zostają odwrócone role „kata” i „ofiary”, okazuje się, że reakcja jest inna. Mężczyzna nie tylko pomocy nie uzyskuje, ale jest wyśmiewany przez kolejne osoby.

Przyczyny przemocy domowej

Dane statystyczne kierują nas w stronę nadal mocno dyskutowanego w literaturze problemu przyczyn występowania zjawisk przemocowych. Obowiązująca w Polsce od trzech lat tzw. konwencja antyprzemocowa Rady Europy bardzo mocno wskazuje na rzekome kulturowe źródło występowania zjawiska przemocy domowej.

Podkreśla się, że to patriarchalny model rodziny, w którym kobieta znajduje się na niższej względem mężczyzny pozycji, stanowi przyczynę podobnych działań. Zaznacza się, że utrwalane są one w sposób szczególny przez obecne w kulturze stereotypy, według których mężczyźni znajdują się na dominującej pozycji, co z kolei ma być akceptowane i promowane m.in. przez religię.

Wniosek ten wydają się obalać przede wszystkim wyniki danych, jakie aktualnie posiadamy. Między innymi statystyki Komendy Głównej Policji wskazują, że w 2014 r. aż 66% sprawców przemocy (mężczyzn) znajdowało się pod wpływem alkoholu. Nowsze wyniki badań, bo z 2016 r., mających miejsce na terenie Warszawy wskazują, że 71 z 91 sprawców przemocy domowej było pod wpływem alkoholu.

Naukowcy z Pracowni Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia” zaznaczają, że „bazując na dostępnych danych (w szczególności dotyczących form przeciwdziałania przemocy), można zauważyć, że dzielą się one na dwie podstawowe kategorie: te związane z uzależnieniem lub współu­zależnieniem od alkoholu/substancji psychoaktywnych oraz (nieliczne) inne (np. związane z konfliktami małżeńskimi lub wokół wychowywania/łożenia na dzieci)”.

Tezę o kulturowym źródle przemocy obalają również inne dane. Dotyczą one bowiem formy relacji, w jakiej znajduje się „przemocowiec” z „ofiarami”. W głośnych sprawach medialnych bez trudu dostrzec można informacje wskazujące, że osoba oskarżona o np. pobicie dziecka nie była jego biologicznym ojcem, ale partnerem matki.

 

Przemoc boli

Przemoc w rodzinie jest szczególnie bolesnym zjawiskiem. Nie tylko w sensie dosłownym. Dotyczy ona bowiem niepojętych wręcz działań mających na celu skrzywdzenie kogoś, kto w sposób naturalny powinien być danej osobie bliski.

Kobiety opisujące swoje historie w książce „Kwiaty Boga” zwracają uwagę, że „na początku było jak z bajki”, wymarzona rodzina, cudowna relacja i pierwsze dziecko. W ich opowiadaniach familijne szczęście najczęściej zniszczył alkohol. To on zapoczątkował następujące po sobie zdarzenia, które powodowały, iż ucieczka była konieczna.

Ale z całą pewnością nie tylko alkohol jest tutaj źródłem. Zaburzenia osobowości, silne konflikty rodzinne, w tym zbyt duża aktywność np. jednych z teściów także są w stanie doprowadzić do pojawienia się przemocy psychicznej. Jest jednak niepojętym, że ktoś, kto ślubował miłość, nagle zaczyna łamać rękę, na którą zakładał kiedyś obrączkę.

Jakie jest lekarstwo na przemoc? Jednego nie ma. Wspomniana przeze mnie książka wyraźnie pokazuje, że to po stronie mężczyzn w znacznej większości przypadków tkwi problem. Nie chodzi tutaj o kulturowe wzorce, ale o umiejętność powiedzenia sobie „nie”, umiejętność wzięcia odpowiedzialności za bliskich. Jak opowiada jedna z podopiecznych Domu Samotnej Matki, to kolejny kieliszek powodował, że zamiast taty zjawiała się bestia. Bez wątpienia przemoc jest bestią, którą trzeba z naszych domów usunąć.

Przemoc w domu: jaka jest skala tego zjawiska w Polsce?

W poszukiwaniu przyjaciół!

Znalezione obrazy dla zapytania plotkara

Człowiek jest zwierzęciem stadnym i mimo, że na świecie jest wciąż tyle pustych miejsc, sprzyjających do życia, to ludzie tłoczą się w miliony w miastach takich jak Tokio, Pekin, Moskwa, Nowy Jork, Warszawa i tak dalej.

Ludzie mieszkają w wielkich metropoliach, gdzie już trudno palec wścibić, a i tak do siebie lgną.

Jestem samotnikiem i wolę żyć w spokojnym miejscu, bez tego hałasu, zgiełku, autobusów, tramwajów, samochodów osobowych i smogu!

Może i jestem odludkiem, ale tak mi dobrze jest, że nie muszę przedzierać się przez tłumy ludzi spieszących do metro i nie muszę szukać miejsca dla zaparkowania samochodu, czy też łazić po galeriach, gdzie ludzie się mijają i na siebie nie patrzą, nie uśmiechają i nie rozmawiają ze sobą.

Powstała tendencja we współczesnym świecie, że chętnie zawiązujemy przyjaźnie w Internecie i choć ludzie się kompletnie nie znają, to nazywają innych ludzi przyjaciółmi i to jest matrix, że ufamy bardziej ludziom w sieci, aniżeli w realu.

W świecie realnym jest tyle ludzi samotnych – opuszczonych przez rodziny, którzy tęsknią i czekają choćby na telefon od bliskich i jakże często umierają samotnie, albo w hospicjum.

Nie jestem samotna, bo z Mężem mamy siebie, a gdzieś tam są w swoim świecie nasze Dzieci, które pamiętają o staruszkach.

Mam tyle lat, co mam i przeżyłam już kawał czasu z moim Mężem i dziś stuknęła nam 43 rocznica ślubu, którą spędziliśmy razem – we dwoje.

Dostałam kwiaty i życzyliśmy sobie jeszcze parę lat razem w jako takim zdrowiu i taka celebracja rocznicy zupełnie nam wystarcza.

Wiem, że ten wpis jest bardzo chaotyczny i zmierzam do meritum.

Mam za przyjaciela, miłość, za towarzysza na co dzień tylko mojego Męża i chwała, że go mam.

W swoim już dość długim życiu miałam tylko jedną, prawdziwą przyjaciółkę o imieniu Mariola.

Poznałyśmy się na psychoterapii i połączyły nas wspólne przeżycia i tak mogłyśmy ze sobą rozmawiać od rana do wieczora – spacerując często po parku pod rękę.

W takim wielkim świecie miałam ją jedyną, której mogłam się wygadać, a ona mnie i nigdy to nie wyszło w formie plotek i gadania.

Jakże trudno w tym świecie znaleźć jest prawdziwą, bratnią duszę w tych miliardach istnień ludzkich, a może to ze mną jest coś nie tak, że spotkałam na swojej drodze tylko jedną bratnią osobę?

Dziś otrzymałam telefon i pewna pani zapraszała mnie na kawę, ale znając ją ze świdrujących oczek, takich, co to prześwietlają ludzi na wylot – odmówiłam i wymigałam się.

Okropnie jestem ostrożna i stronię o ludzi kochających plotki, kiedy ta osoba wie o mnie więcej, niż ja sama o sobie i myślę, że nic nie straciłam.

O ironio losu – mam wirtualną przyjaciółkę i nie boję się tej przyjaźni tak nazwać, z którą piszę od trzech lat, codziennie i jest jak kamień w wodę – pozdrawiam Ciebie „A” i dziękuję za Twoje wsparcie.

Dlaczego jestem tak trudna w kontaktach, ano dlatego, że pewna pani była gościem  w moim domu dawno temu, ale to nie mnie przychodziła odwiedzać, a mojego Męża i może dlatego mam w sobie ten dystans do kobiet, bo z mężczyznami zawsze się świetnie dogadywałam i dogaduję – tak jest bezpiecznie!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, kwiat i roślina