Archiwa tagu: związek

Mówił jej, że jest tą jedyną!

Jakże często słyszymy od swojego partnera życiowego, że jesteś dla mnie ten jedyny, czy też jesteś dla mnie ta jedyna.

Jakże często ludzie mówią sobie, że nawet kiedy po latach którąś ze stron dopadnie ostateczność, to druga strona przysięga, że nie zwiąże się z nikim po raz drugi i pozostanie w żałobie do końca swoich dni.

Przysięgają, że nikt inny nie zamieszka w domu, w którym się spędziło z partnerką, konkubiną i w końcu z żoną czy mężem, a więc będzie zachowana pamięć o tej drugiej osobie.

Mam takie osobiste przeczucie, że to ja pierwsza odejdę z tego świata i mam przeczucie, że po mojej śmierci inna kobieta będzie robiła sobie miejsce na swoje ciuchy, buty i pozbędzie się po mnie wszelkich śladów.

Mąż mówi, że kocha, ale nigdy nie wiadomo jak będzie chciał żyć po moim odejściu z tego świata.

Wiecie dlaczego tak myślę?

Otóż w 2018 roku umarła Olga Jackowska zwana „Korą”.

Zdradziła swojego męża Marka Jackowskiego z Kamilem Sipowiczem, z którym potem żyła wiele podobno szczęśliwych lat!

Pobrali się dopiero, kiedy Kora mocno zachorowała, a tak żyli w wolnym związku i mieli jedno dziecko.

Podobno byli szczęśliwym związkiem i Sipowicz trwał przy Korze w jej strasznej chorobie.

Zorganizował jej piękny pogrzeb, a Polska cała płakała, bo odeszła legenda piosenki!

Ja też płakałam, bo uwielbiam jej dzieła, które do mnie trafiają w punkt.

Śpiewała:

„Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na „RAZ!”
Ze słońcem twarzą w twarz”.

Autor: Olga Jackowska.

Mam w sobie chaos w związku z tym związkiem.

Mógł Sipowicz nie mówić w mediach, że zaledwie nie całe dwa lata po śmierci Kory – związał się z dużo młodszą Sylwią!

O Sylwii wiemy tylko tyle, że jest miłośniczką twórczości Kory, ale cóż się dziwić, kiedy konar wciąż płonie, a jak Sipowicz mówi, że Kora byłaby szczęśliwa z powodu jego szczęścia.

Ja będąc Korą bym go straszyła w nocnych koszmarach, ale zdaje się nie mam racji!

Jeśli chodzi o mnie, to jestem pewna, że gdyby Mąż odszedł pierwszy, to nigdy bym się z nikim nie związała w imię miłości jaką od lat mam dla Niego!

Oj może głupia ja?

Znam taki przypadek, że zdradził żonę 7 razy, co raz z innymi kobietami, ale nigdy od żony nie odszedł, bo żona była mądrą kobietą, a ta reszta nadawała się tylko do bzykania!

W ramach rekompensaty on nie żałuje żonie niczego i ona z tego korzysta, choć o wszystkim wie!

Taki układ!

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania: sipowicz kora"

Życie pisze samo scenariusze – do wpisów na blogu!

Na swoim Facebooku Małgorzata Kalicińska – polska powieściopisarka – moja rówieśniczka, zostawiła bardzo romantyczny wpis.

Ukradłam go, gdyż bardzo mi się spodobał i doceniam Jej miłość do swojego męża, o którym pisze tak:

Małgorzata Kalicińska

„Za oknem robi się jasno, ale to nie jest już wczesnojesienna jasność. Dzisiaj chyba pada.
Antek śpi – oddycha równo, spokojnie. Leży do mnie tyłem. Ma krótkie siwiejące z tyłu włosy. Z przodu już zupełnie mlecznobiałe. Ogorzałą i pomarszczoną szyję i spore uszy. Teraz widzę jego lewe. Między muszlą ucha, a włosami jest taki pasek skóry z dwiema podłużnymi zmarszczkami. Dotykam ich opuszkiem palca bo to taka nieważna część ciała, widoczna tylko dla mnie. Nie wiem czemu wzrusza mnie to jego ucho. Jest ciepłe i to miejsce którego dotykam takie mięciutkie…”
(„Trzymaj się, Mańka”)

Co kochacie w swoich mężach?
Marianna kocha jego uszy. Ja zawsze ciepłe dłonie i „tak w ogóle” – oczywiście, że kochamy „w ogóle”, ale ja pytam o szczegóły, bo każdy je ma.
Mają Wasi panowie jakieś ukochane cechy? Zmarszczki „uśmiechowe”, szczególny zarys nosa? Zawsze ciepłe stopy w łóżku? Powiedzonko? Albo to, że gdy przytula wszystkie strachy uciekają?
Bo przecież kochamy tych naszych mężów. Jesteśmy razem i zapewne oni też nas kochają choć nie umieją o tym mówić. 🙂

Pod tym wpisem posypały się komentarze jej wielbicielek i okazuje się, że każda kobieta, żyjąca w zgodnym od lat związku ma swoje ulubione cechy w swoim mężczyźnie życia.

Ważne jest to w związkach, aby się nie tylko kochać, ale i umieć dostrzec w drugim człowieku to coś – co pociąga i tworzy w tym związku ogromną więź.

****************************************************

Dziś był przepiękny, jesienny dzień. Cała Polska tonęła w słońcu, które przedzierało się między kolorową jesienią.

Mój Mąż zaproponował mi coś, co mnie  ucieszyło, a powiedział – ” Szykuj się żono, bo jedziemy w plener łapać jesień w obiektyw.

Od razu przypomniała mi się piosenka Zdzisławy Sośnickiej pt. „Bez ciebie jesień”.

Piszę o tym dlatego, że kocham w swoim Mężu spontaniczność, którą mnie porywa do działania i daje kopa do większej aktywności i jestem Mu za to wdzięczna!

Odpowiadam więc Małgorzacie Kalicińskiej w te oto słowa, które pasują do wszystkich pór roku, bo nie tylko do jesieni.

Kocham w swoim Mężu radość życia, a także to, że śmieje się z mojego poczucia humoru, który jest często sarkastyczny, prześmiewczy, dobitny, ale Jego to bawi.

Jesteśmy ze sobą 41 lat i było różnie, bo na noże, ale na stare lata potrafiliśmy zbudować coś bardzo mocnego i tylko śmierć nas rozłączy.

A teraz moja piosenka dedykowana mojemu Mężowi:

W błękicie mamy swój dom na wyspie słońca
W błękicie mamy swój ląd zwyczajnych spraw
Jesteś mój, czemu więc
Tak często myślę, że

Bez Ciebie jesień dogoni mnie
Bez Ciebie marzeń oduczę się
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co
Bez Ciebie nic nie będzie mi szło
Bez Ciebie na zawsze schowam się na serca dnie

Jeszcze wciąż jest tyle słońca
Jeszcze nam nie płynie czas
Jesteś mój, czemu więc
Tak często myślę, że

Bez Ciebie wino utraci smak
Bez Ciebie nigdy nie powiem,”tak”
Bez Ciebie drogi zasypie wiatr popiołem z gwiazd
Bez Ciebie smuci mnie każdy wiersz
Bez Ciebie nie przychodzi sen
Bez Ciebie w jesień zapadnie świat na tysiąc lat

Bez Ciebie jesień dogoni mnie
Bez Ciebie marzeń oduczę się
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co
Bez Ciebie nic nie będzie mi szło
Bez Ciebie na zawsze schowam się na serca dnie

Bez Ciebie jesień…

Oto Pani Małgosia ze swoim mężem:

 

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=-XnVeTed0QA&list=RD-XnVeTed0QA&t=32

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„Dzika orchidea”, „9 i 1/2 tygodnia” – moje kino

Dziś na zachodzie brak słońca i tak jakoś ponuro się zrobiło i zdaje się, że w całej Polsce pogoda kaprysi, choć mamy już połowę czerwca. Można sobie tylko zadać pytanie jak planować urlopy w Polsce, ale ja mam urlop już cały rok. Ciekawe jaki będzie lipiec, a więc może jeszcze lato nie jest stracone.

Taka pogoda, to zdało by się obejrzeć jakiś film. Wpisałam w wyszukiwarkę film o miłości i wyskoczyła mi „Dzika orchidea” i „9 i 1/2 tygodnia” . Oba filmy z amantem tamtych lat – Mickey Rourke.

Może nie powinnam pisać o tych filmach, bo przecież już jestem seniorką i takie tematy w moim wieku nie uchodzi, ale ups – obejrzałam oba! 😀

„Dzika orchidea” dzieje się w Brazylii i mamy w filmie momenty, ach te momenty z tamtych lat i piękną kobietę, wprost cudownej urody, którą gra  Carre Otis. 

Jak to bywa w filmach o miłości mamy kobietę i mężczyznę, którzy się spotykają i zaczyna się coś między nimi rodzić, a więc oba filmy są o miłości, erotyce i pożądaniu. W obu filmach mamy sporo smacznego seksu, ale każdy film ma zupełnie inne zakończenie, bo wielka miłość połączona z udanym seksem nie zawsze kończy się happy endem, a więc kilka zajawek z „Dzikiej Orchidei”

Takie erotyczne filmy mają swoich zwolenników, ale także i przeciwników, a ja uważam te dwa filmy za świetne, psychologiczne kino, bo związki między kobietą i mężczyzną pokazane w tych filmach z wielkim smakiem zasługują na uwagę.

 

nagrody: 2 nominacje

 

9 i 1/2 tygodnia i zmysłowa okropnie Kim Basinger:

reżyseria:
scenariusz:
oceń twórców 
gatunek:
produkcja:
premiera: 14 lutego 1986 (świat)
nagrody: 3 nominacje

 

Gruba czy chuda, a przymioty charakteru

Kochali się w weekendy, kiedy Darek trochę odpoczął po tygodniowym maratonie w pracy. Pracę miał absorbującą, gdyż był adwokatem i cały tydzień prowadził swoje bardzo poważne sprawy. Ula wiedziała, że ciężko pracuje na nią i na ich dwoje dzieci, jeszcze maleńkie. Oddawała się całkowicie opiece nad dziećmi i utrzymaniem domu w czystości gdyż była pedantką. Robiła więc zakupy, sprzątała w domu, gotowała obiady, prała i prasowała, a to wszystko połączone było z wyszarpanym czasem dla dzieci. Radziła sobie i nie narzekała, choć była często bardzo zmęczona. Wieczorem przykładała głowę do poduszki i momentalnie zasypiała do chwili kiedy trzeba było wstać do płaczącego dziecka.

Darek nie wiele jej pomagał przy dzieciach, gdyż wracał skonany z pracy i chciał odpocząć nic nie robiąc z pilotem na kanapie. Ula to rozumiała, gdyż trzeba było opłacać na bieżąco rachunki i na dokładkę wysoki kredyt, jaki zaciągnęli na luksusowe mieszkanie.

Był sobotni poranek, kiedy Ula zbliżyła się do męża i zaproponowała intymną chwilę, kiedy dzieci jeszcze sobie smacznie spały. Położyła swoją głowę na jego klatce piersiowej i mocno się przytuliła dając mężowi znak, że ma ochotę na bliskość i była pewna, że do tego dojdzie jak każdego poranka w sobotę.

Odsunął ją jak najdelikatniej potrafił i wstał z łóżka bez słowa. Wziął papierosa i wyszedł na balkon zapalić papierosa i Ula już wiedziała, że z seksu nic nie będzie. Poczuła się odrzucona i intuicja podpowiadała jej, że coś jest nie tak. Zarzuciła szlafrok i poszła za mężem na balkon, ale natrafiła na ścianę milczenia, a kiedy spytała co się dzieje usłyszała z ust własnego męża, że powinna schudnąć, bo po drugim dziecku wygląda jak szafa i już go w takim stanie nie pociąga.

Zabrakło jej tchu, kiedy powiedział jeszcze, że była kiedyś taka szczupła, a teraz wygląda tak wieloryb i on się jej wstydzi i brzydzi,bo kiedyś była taką zgrabną i pociągającą kobietą, a teraz się zapuściła. Wypowiedział te słowa na jednym tchu, szybko i bezceremonialnie i wyszedł z balkonu zrobić sobie poranną kawę, kiedy ona stała na tym balkonie i łzy zalewały jej twarz.

Kiedy ochłonęła jego już w domu nie było, bo stwierdził, że ma dużo pracy i wyszedł sobie jakby nic się nie stało. Gdyby nie dzieci, Ula by płakała cały dzień, ale musiała trzymać się ze względu na dzieciaki.

Wrócił do domu wieczorem i bez słów zaczął się pakować ponieważ stwierdził, że już dłużej z nią nie może żyć i się wyprowadza. Uwiesiła się na nim w rozpaczy i błagała aby się nie wygłupiał, że ona się za siebie weźmie i zrobi wszystko by wyglądać tak, kiedy się poznali. Jednak odepchnął ją z całej siły i poprosił by się nie upodlała, bo jak on mówi, że to koniec, to znaczy, że już nie chce z nią być i niech to przyjmie do wiadomości.

Oznajmił jej, że złoży pozew o rozwód, a samemu będzie mu o wiele lepiej, bo nie będzie musiał się już do niczego zmuszać. Powiedział, że będzie regularnie płacił na dzieci, a tymczasem musi sobie wszystko przemyśleć i chce żyć zupełnie sam, bo jest zmęczony nią i dzieciakami.

Trzasnął drzwiami i zostawił Ulę kompletnie zdruzgotaną, która nic z tego wszystkiego nie rozumiała.

Dochodziła do siebie bardzo długo, w czym pomagał jej przyjaciel z lat szkolnych. Robił jej zakupy i od czasu do czasu przypilnował dzieci, kiedy chciała iść na samotny spacer, albo do kina, by jakoś pogodzić się z faktem, że tak raptownie została z dziećmi porzucona.

Na pierwszą sprawę rozwodową ubrała się w sukienkę, w której ją poznał i wyglądała w niej wystrzałowo. Schudła samoistnie z tych nerwów i ze strasu i znów była tą Ulą, którą podobno ją pokochał. Sędzia nie dał im od razu rozwodu i wyznaczył termin kolejnej rozprawy ze względu na wspólne dzieci. Ula nie chciała się godzić, bo poniosła ją duma, że już nigdy nie zaufa temu człowiekowi.

Pewnego dnia jej kolega odtworzył jej film na telefonie komórkowym, na którym jej jeszcze mąż wchodzi z nieznajomą im kobietą do jakiegoś domu. Poprosiła przyjaciela, by cokolwiek się dowiedział na temat tego związku. Okazało się, że jej mąż od trzech lat umawia się z tą kobietą tylko i wyłącznie na seks w wynajmowanym przez Darka mieszkaniu. Były do przeważnie czwartki o godzinie 17. Ta kobieta przychodziła na 17  i o 19 zawsze przeważnie wychodziła z tego tajemniczego mieszkania, co zdradzili podpytani sąsiedzi.

Przyjaciel poszedł dalej i się dowiedział, że Darek po czasie niezobowiązującego seksu z czasem zakochał się w anonimowej kobiecie i dlatego zostawił Ulę z dziećmi, bo oszalał na punkcie swojej nowej miłości.

Ta wiadomość bardzo pomogła Uli w sądzie i nagranie w komórce jakie zrobił jej przyjaciel. Faktycznie w każdy czwartek jej mąż spotykał się z tą kobietą i oszukiwał ją od dwóch lat.

Miała niezbite dowody i sąd orzekł rozwód z winy męża, a kiedy Ula ochłonęła zaczęła bliżej przyglądać się kochance męża. Kilka razy ją śledziła i okazało się, że uprawiała seks z jej byłym mężem, ale także pracowała w pewnej agencji jako prostytutka czego nie wiedział jej były mąż. Cieszyła się, że wkopał się w takie bagno. Tymczasem ona zaczęła się zakochiwać w swoim przyjacielu, który po czasie jej powiedział, że zawsze mu się podobała i zawsze się w niej skrycie marzył.

Pewnej soboty odbył się ślub Uli z jej przyjacielem, który wspierał ją przez tak długi czas, a dzieci Darek pokochał jak swoje, a po roku Ula urodziła mu dziewczynkę i znów znacznie przytyła, ale on ją kochał właśnie taką i taką, gdyż była cudowną kobietą o wielu przymiotach charakteru.

Miłość nie ma wieku!

Panią Stasię uroczyście pożegnano w zakładzie pracy, w którym przepracowała 40 lat z przerwą na dwie ciąże tylko. Sama się zdziwiła jak ten czas szybko przeleciał i nagle przyszła chwila przejścia na zasłużoną emeryturę. Cieszyła się, że wreszcie będzie miała czas tylko dla siebie, ale martwiła się, że po śmierci męża będzie musiała przebywać sama ze sobą w dużym mieszkaniu.

Postanowiła nie martwić się na zapas, gdyż przecież jej dzieci i jedyna wnuczka z pewnością będą ją odwiedzać, a ona może się zobowiązać, aby od czasu do czasu przypilnować siedmioletnią wnuczkę, a w niedzielę będzie zapraszała syna z żoną i córkę z mężem na wykwintniejsze obiady. Wiedziała oni są tacy zabiegani i pewnie jedzą szybko i byle co.

Córka pani Stasi miała swój gabinet psychologiczny, w którym przesiadywała wiele godzin, gdyż z dzisiejszą młodzieżą rodzice nie radzą sobie, a więc pacjentów było coraz więcej i więcej. Wymagało to dużego poświęcenia ze strony pani psycholog.

Syn pani Stasi wykształcił się na inżyniera dróg i mostów i też praca całkowicie go pochłonęła i nie wiele czasu miał dla niej i swojej zapracowanej żony. Nikt nie powiedział, że będzie lekko, a więc pani Stasia wymyśliła sobie, że chociaż podczas niedzielnego obiadu będą wszyscy razem i tak też się stało. Około godziny czternastej w jej domu zaczynało się gwarnie i wesoło, a pani Stasia nie kryła swojego zadowolenia.

Kochała swoje dzieci i zawsze o nich myślała najczulej jak to matka, ale podczas długiego tygodnia czuła się bardzo samotna. Nie bardzo odnajdywała się na tej wymarzonej emeryturze. Musiała coś wymyślić, aby nie popaść w niechcianą depresję i nie zamknąć się tylko w swoim świecie.

Czytała więc dużo książek, wychodziła na spacery i rozmawiała z  przypadkowo poznanymi ludźmi na ławeczce, ale jakoś to wszystko było dla niej za mało.

Miała dopiero 65 lat i wciąż świetnie wyglądała. Była zdrowa, co ją bardzo cieszyło i zdrowie w niczym jej nie ograniczało. Zapragnęła jeszcze raz w swoim życiu przeżyć uczucie do mężczyzny. Pragnęła z kimś wypić poranną kawę, przytulić się, porozmawiać i mieć z kimś iść na spacer.

Kochała swojego męża, który stanowczo za wcześnie ją opuścił i zostawił samą, ale tłumaczyła sobie, że nieżyjący mąż byłby szczęśliwy, gdyby ona po raz drugi odnalazła swoje szczęście.

Nawet sobie wyobrażała tego pana, którego pokocha. Miał to być dystyngowany mężczyzna w jej wieku, a może ciut starszy. Pan dobrze wychowany z manierami, lekko szpakowaty. Pan, który od pierwszego wejrzenia by jej zawrócił w głowie tak, aby poczuła coś od pierwszej chwili.

Obmyślała plan, że może w parku na ławeczce ktoś taki się do niej przysiądzie i rozpocznie rozmowę, albo może w teatrze ktoś pomoże jej włożyć płaszcz, ale nic takiego się nie stało. Pomyślała nawet, że może już nigdy nie spotka kogoś na tyle interesującego i przyjdzie jej do końca swoich dni pozostać samotną kobietą.

Myśl o takim kimś jednak nie dawała jej spokoju. Pragnęła tego, aby o poranku obudzić się przy kimś takim, który podałby jej śniadanie do łóżka i obdarzył  porannym uśmiechem i pocałunkiem.

Dzieci zostawiły jej laptopa. Nie był on najnowszy, ale wciąż sprawny. Pani Stasia miała mgliste pojęcie do czego służy owa maszyna i pewnego razu, kiedy samotność mocno doskwierała, weszła na portal randkowy. Założyła sobie konto z bardzo aktualnym zdjęciem. Opisała siebie tak jak czuła, czyli najszczerzej, iż pragnie poznać mężczyznę niebanalnego. Opisała, że jest gotowa i otwarta na nową znajomość, taką do grobowej deski i konto swoje zatwierdziła.

Oczywiście, że jej dzieci nie miały pojęcia o jej zabiegach w internecie i chęci poznania kogoś interesującego. Nie zwierzyła się nikomu ze swoich pragnień i obserwowała swoje konto na portalu.

Zgłosiło się wielu panów w jej mniej więcej wieku. Zaczęła z nimi pisać i można by stwierdzić, że testowała owych panów, zadając im wiele dociekliwych pytań. Z całej tej plejady wybrała pana Józefa, który wydał jej się najbardziej wiarygodnym i dobrze poukładanym, starszym panem.

Pan mieszkał w tym samym mieście, a więc umówili się na pierwszą randkę w kawiarni, a pani Stasia miała mieć przy sobie tomik wierszy Wisławy Szymborskiej, aby Pan Józef miał ułatwione zadanie – tak się umówili.

Pani Stasia z drżeniem serca czekała pierwsza, a kiedy wszedł wysoki i postawny mężczyzna, nie miała wątpliwości, że to on. Podszedł do stolika i szarmancko pocałował ją w rękę, a ona poczuła natychmiast coś takiego, jakby znali się od wielu lat, bo tak mu z oczu dobrze patrzało.

Rozmawiali najpierw nieśmiało opowiadając o swoim życiu na zmianę. Pan Józef też był wdowcem z 35 letnim stażem w związku i nie zauważyli, kiedy minęły trzy godziny ich pierwszej randki, a tyle mieli sobie jeszcze do powiedzenia i wciąż było im mało.

Zaczęli się spotykać codziennie i dzwonić. Pan Józef zabierał panią Stasię na spacery, do kina i robili wypady za miasto nad pobliskie jezioro. On rozpalał ognisko i piekł dla niej kiełbaski, a przy tym świetnie się bawili i wciąż nie zamykały im się buzie. Mieli wciąż sobie tyle do powiedzenia i jednym słowem zakochali się w sobie i zostało wypowiedziane magiczne słowo – kocham.

Nie wierzyła, że spotkała na swojej drodze tak prawego i z klasą mężczyznę, który góry by dla niej przenosił, a ona dogadzała mu kulinarnie w swoim domu, bo bywał u niej coraz częściej.

Na niedzielny obiad znów przyszły jej dzieci z rodziną i postanowiła zrobić im niespodziankę – zaprosiła też Józefa. Chciała się nim pochwalić i przede wszystkim przedstawić go  swoim  dzieciom.

Jednak jej plan nie wyszedł najlepiej, gdyż spotkała się ze strony swoich bliskich z dziwną konsternacją i zdziwieniem. Usłyszała od swoich dzieci, że w tym wieku to chyba nie wypada sypiać z mężczyzną, bo co by na to powiedział ich ojciec, który chyba się przewraca w grobie. Padło dużo nieprzyjemnych uwag, że chyba zwariowała na stare lata, że to jest niesmaczna sytuacja, a matka robiąc za nastolatkę się ośmiesza w oczach swoje wnuczki.

Pani Stasia nie spodziewała się takiej reakcji i nie znała z tej strony swoich dzieci. Nagle objawiły się jej jako źli ludzie i nie tak ich wychowała. Poczuła się bardzo skrzywdzona tymi osądami, a w głowie powtarzała sobie, że chciała być tylko jeszcze raz szczęśliwa i miała nadzieję, że jej rodzina to zrozumie. Stało się zupełnie nie po jej myśli, bo rozpętało się piekło i nikt nie tknął niedzielnego obiadu, a zaczęto trzaskać drzwiami na odchodne.

Po tym wszystkim pani Stasia się załamała, bo Józef zaatakowany przez rodzinę Stasi skulił się i ukrył z dala od niej, ale to był tylko taki chytry plan.

Pani Stasia przestała wychodzić z domu. Całymi dniami chodziła nie uczesana i nie umalowana, a nie było to do niej podobne. Przestała o siebie dbać i o dom także, a więc w zlewie rosła góra brudnych naczyń i kompletnie przestała sprzątać.

Siedziała taka zaniedbana, a Józef przestał ją zupełnie odwiedzać, a więc kiedy dzieci przyszły, to zastały ją i dom w kompletnym nieładzie. Pani Stasia siedziała i nie reagowała na żadne argumenty, że powinna wziąć się w garść i przestać płakać po swoim lowelasie, bo to przykro patrzeć jak stara kobieta rozpacza za urojoną miłością.

Tak żyła pani Stasia przez miesiąc, aż jej bliscy się zaniepokoili i posądzili ją o depresję po utracie ukochanego, który ją na zawsze opuścił. Obiecali, że jeśli weźmie się w garść, to niech sobie kocha kogo chce, bo już nie mogą patrzeć jak się ich matka zatraciła w tej rozpaczy. Nie mogli patrzeć na ten wszechobecny bałagan, brudne naczynia, warstwy kurzu wszędzie i nie zrobione pranie, a matkę w brudnym szlafroku, rozczochraną i zaniedbaną.

Wpadli razu pewnego wszyscy razem i zaczęli sprzątać dom matki, bo tego było już za wiele. Wyszorowali i wypucowali wszystko, tylko dlatego, aby panią Stasię pobudzić do życia. Zapragnęli aby wszystko było tak, jak przed poznaniem Józefa. Niech wrócą te niedzielne obiady i dawne ich rozmowy i nawet niech uczestniczy w nich Józef, aby tylko matka się otrząsnęła ze swojej rozpaczy. Jednak Stasia wciąż nie była sobą i na dokładkę przestała się  do nich odzywać i wciąż patrzyła w jeden punkt jakby  oszalała.

Ręce rodzinie opadły i zaczęli ze sobą po cichu rozmawiać, że trzeba panią Stasię oddać o szpitala psychiatrycznego, bo dalej tak żyć z taka matką się nie da.

Zadzwonił w pewną niedzielę do wszystkich telefon i pani Stasia ponownie zaprosiła ich na niedzielny obiad. Mówiła spokojnie i składnie prosząc, by się zjawili punktualnie. To był dziwny telefon, bo przecież ich matka zachorowała na depresję, a tu taka nagła odmiana. Odetchnęli, choć nie uwierzyli do końca, że ten obiad faktycznie się odbędzie.

Punktualnie o czternastej wszyscy stali przed drzwiami pani Stasi, które im otworzyła razem z panem Józefem. Oboje byli szykownie ubrani, a ściślej – pięknie wystrojeni. Pan Józef z garniturze pod krawatem, a pani Stasia w czerwonej, twarzowej bluzce, a na szyi korale. Pięknie uczesana i wymalowana, aż trudno było wszystkim w ten widok uwierzyć, że to chyba wszyscy śnią, bo przecież….

Kiedy weszli  do środka, to pani Stasia zadała im tylko jedno pytanie. Czy wolą matkę szczęśliwą, czy też zaniedbaną i wyłączoną kompletnie ze świata i rodziny i niech teraz wybierają, bo ona i jej ukochany wbrew wszystkiemu się kochają i kochać będą, gdyż im się od życia jeszcze coś należy.

Obiad przebiegał w takiej atmosferze, jakiej  Pani Stasia się nie spodziewała, a jej i pana Józefa chytry plan wypalił, bo wszyscy odetchnęli z ulgą, że już nie trzeba myśleć o szpitalu dla pani Stasi. Młodzi się pokajali i bili w piersi, co chyba czegoś ich na zawsze nauczyło, że miłość nie jest reglamentowana i nie ma wieku, bo nie wolno nikomu zabraniać miłości.

Na zawsze twoja – moje kino

Poniższa karteczka to odzwierciedlenie filmu jaki pozwoliłam sobie obejrzeć, czyli dla mnie melodramat, a dla krytyków tego filmu w komentarzach przeczytałam, że ten film to „dramat” i totalna nuda, a mnie się podobał, ale może ja nie jestem zbyt wytrawnym kinomanem? Nie sądzę, gdyż o gustach ponoć się nie dyskutuje, a więc?

Na zawsze twoja

(2013 Francja, Belgia)

Polecam ten film tym, którzy rozmiłowani są w melodramatach i romansach, choć ja nie zbyt często po nie sięgam, ale dziś mi się trafiło i napiszę, że nie żałuję ani minutki spędzonej przed ekranem.

Wartka opowieść o miłości od pierwszego wejrzenia, a potem związane perypetie dwojga zakochanych osób, które wiele lat czekały na to, by być ze sobą już na całe życie i by po drodze nie ranić nikogo. 

Film polecam, choć recenzje nie są pochlebne, a mnie się podobał i już 🙂

Kiedy mężczyzna staje się wielką pomyłką

                             

W niewielkim miasteczku mieszkało sobie małżeństwo w niewielkim mieszkaniu. To był pokój z wnęką i osobną kuchnią. Ona, to pani Lola, wzięta pielęgniarka w miejskim szpitalu, którą wszyscy szanowali za profesjonalizm, bo czasami była lepsza od lekarzy, a także za dużą dawkę empatii w stosunku do potrzebujących.

Pani Lola była śliczną kobietą, a jej znakiem rozpoznawczym była burza gęstych włosów, które upinała w charakterystyczny, wysoki kok. Zawsze była ciekawie ubrana i miała swój styl, a do tego na jej ustach nigdy nie zabrakło krwistoczerwonej pomadki. Miała ciekawą urodę, a oczy podkreślała zawsze dopracowaną kreską i była podobna do Bardotki.

Pan Wacław, mąż pani Loli, to taki zwykły pan, który pracował w branży naprawy samochodów i był dobrym fachowcem, bo jeśli zepsuł się komuś samochód, to pan Wacław tylko posłuchał pracy silnika, a wiedział, co samochodowi dolega.

Pani Lola nie mogła mieć dzieci i oboje nad tym ubolewali, ale najbardziej ubolewał nad niepłodnością swojej żony pan Wacław, ponieważ kiedy spotykał się w Banderosie, miejscowej knajpie z kolegami, to pił i płakał, że żona nie daje mu upragnionego potomka. Pił,a potem przychodził do domu i żonę bił i wyzywał od najgorszych.

Nie raz sąsiedzi słyszeli jak pani Lola płakała z rozpaczy przez uchylone okno, bo echo jej rozpacz niosło. Nie raz krzyczała, aby się wynosił i przestał zatruwać jej życie i nie raz ktoś wzywał policję, bo tam u nich w domu cuda się dzieją.

A potem następowała cisza i nikt już nie zastanawiał się, czy pani Lola cierpi i czy pan Władek już więcej jej nie zrani i nie dotknie, bo wizyta policji na trochę studziła jego zapędy do następnego razu.

Pan Władek kochał panią Lolę, bo kiedy był trzeźwy robił w domu porządki i sąsiedzi widzieli, że myje okna bardzo dokładnie jak na mężczyznę. Robił zakupy i gotował dla nich obiady, ale to były takie zrywy opamiętania, bo potem wszystko wracało do stanu upojenia alkoholowego. Pani Lola też kochała swojego męża, ale była to miłość przez łzy.

Nie potrafili się rozstać i tak przez wiele długich lat ze sobą się szargali. Przez wiele lat godzili się i kłócili na oczach ciekawskich sąsiadów, którzy byli kompletnie zdezorientowani.

Pani Lola była już w słusznym wieku i nagle mocno przytyła i pewnego razu idąc objuczona zakupami niebezpiecznie upadła i zbiła sobie kolana, a zakupy rozleciały się. Od tego momentu nikt więcej nie widział pani Loli, gdyż ta na zawsze zamknęła się w domu i nigdy więcej tego domu nie opuściła. Nikt nie wiedział dlaczego i właściwie nikt nie wnikał dlaczego pani Lola wybrała taki sposób na życie. Gadali po kątach, że może ten upadek tak ją zawstydził, a może jest tak bardzo chora, że choroba ją odcięła od świata zewnętrznego.

Bywały dalej jazdy pana Władka i sąsiedzi czasami słyszeli ja pani Lola rozpacza, bo czy zimą, czy latem okno mieli uchylone, ale nikt nie odważył się już zgłaszać tego na policję. Wszyscy wiedzieli, że jak pan Władek wytrzeźwieje, to wszystko jakoś się ułoży u nich.

Sąsiedzi byli ciekawi, co dzieje się z panią Lolą, która z osiedla zniknęła, ale nie byli w stanie niczego się dowiedzieć, bo w ich oknach wisiały bardzo gęste firany. Czasami ktoś zauważył jak odchyla się firana i pani Lola podlewa kwiaty na parapecie i poza tym niczego o pani Loli nikt nic nie wiedział. Domysłom nie było końca, bo może pani Lola jest leżąca, a może rozum jej odjęło. Byli ciekawi, ale nie wścipscy, gdyż uważali, że każdy żyje jak chce.

Nagle pan Władek zdjął te gęste firany i w oknach zrobiło się pusto, bo nikt nie zauważył i nie wiedział, że pani Lola  umarła i właściwie nikt nie poszedł na cmentarz ją pożegnać. Odeszła tak cicho, że pochowano ją w obecności tylko jej męża i kilku jego kumpli. Po pogrzebie wyprowadził się z ich mieszkania i jak ludzie mówili, przestał pić i wziął się w garść, gdyż na jego drodze stanęła nowa, dużo młodsza miłość, która miała nieślubne, czteroletnie dziecko. Mieszkała w niewielkim domu na wsi i tam pan Władek się zakotwiczył i pokochał jak swoje, dziecko nowej miłości. Ludzie szepczą, że to nie jest ten sam człowiek!

Dziwny splot wydarzeń

Byli małżeństwem 20 letnim. Maria i Ryszard uchodzili za wzorową parę, tylko wszyscy im współczuli, że nie mogli mieć dzieci. Maria leczyła się długie lata, ale bez efektu, a na adopcję nie miała odwagi. Bała się, że nie zdoła pokochać adoptowanego dziecka. Ryszard bardzo był za dziećmi, lecz los tak mu się ułożył, że dzieci mieć nie będą. Mieli psa i to on zastępował im to upragnione dziecko.

Zajmowali się po pracy ogrodem działkowym, który był dla nich alternatywą na zapełnienie tej istotnej dla nich luki. Oboje kochali kwiaty i wiele pracy wkładali w uprawę własnych warzyw i owoców. Tak leciały im wspólne lata.

Pewnego wieczoru Ryszard przyszedł do domu dobrze wstawiony. Był z kolegami na piwie i Maria tolerowała te jego koleżeńskie wypady. Sama w tym czasie lubiła obejrzeć dobre kino w samotnym przeżywaniu. Ryszard wrócił bardzo zmarnowany szybko położył się spać ku uciesze Marii, która nie lubiła jego wywodów filozoficznych pod wpływem.

Krzątając się jeszcze w kuchni usłyszała dźwięk smsa w kieszeni kurtki Ryszarda. Zdziwiło ją, że ktoś o tak późnej nocy wysyła wiadomości. Podeszła do wieszaka i wyjęła komórkę z kieszeni kurtki męża.

Nigdy tego nie robiła, bo nie czuła takiej potrzeby, aby sprawdzać telefon swojego mężczyzny. Ufała mu bezgranicznie i brzydziła się inwigilacją jaką stosowały inne kobiety. Wiedziała, że jej koleżanki z pracy sprawdzają komórki swoich życiowych partnerów, a także ich komputery kiedy tylko nadarzy się taka okazja. Nie czuła takiej potrzeby, ale tym razem dźwięk komórki ją zafrapował.

Trochę trwało, kiedy zorientowała się, jak odczytać wiadomość i kiedy mąż pochrapywał na kanapie, Maria przeczytała:

– Kochanie, musimy to powtórzyć. W mojej lodówce już chłodzi się wino na następny raz – twoja kochająca cię Paula.

Maria myślała, że to jest jakiś absurd i kobieta o imieniu Paula się pomyliła, śląc wiadomość do jej męża. Wzięła komórkę, zapaliła więcej światła w kuchni i usiadła na kuchennym taborecie. Postanowiła bliżej przyjrzeć się telefonowi i odczytała wszystkie wiadomości.

Było ich w telefonie bardzo wiele. Miłosne wyznania, a także terminy i miejsca spotkań. Słowa tęsknoty i zapewnienia, że wkrótce powiadomi ją o tym, że odchodzi.

Maria odłożyła komórkę i podeszła do lodówki, aby nalać sobie sporą ilość schłodzonej wódki. Wpiła trzy kieliszki jeden za drugim, aż poczuła w żołądku przyjemne ciepło. Nie docierało do niej, że jej ukochany i dobry mąż ma w pobliskiej miejscowości inną kobietę, z którą już sobie zaplanował dalsze życie.

Ośmielona wypitym alkoholem postanowiła wycisnąć numer do tej jego Pauli. Czekała chwilę, aż tamta odbierze. W końcu była już noc i najzwyczajniej ją obudziła.

– Proszę jutro przygotować miejsce w szafie na ciuchy mojego męża – cichym i spokojnym głosem oznajmiła jednym tchem

– Ale… Nie ma żadnego ale, dobrej nocy i wyłączyła rozmowę.

Gdzie ja mam te walizki, chwilę się zastanawiała i poszła do garderoby, aby spakować jego rzeczy. Robiła to na chłodno i z rozmysłem. Jednak kiedy pakowała jego przybory toaletowe, które stały w toalecie obok jej, nagle się załamała. Spojrzała na pustą półkę, spojrzała w lustro na swoje odbicie i łzy zalały jej twarz. 

Nie spała tej nocy. Nie mogła, bo właśnie rozsypał się jej poukładany świat. Nie mogła skojarzyć faktów, kiedy spotykał się z tamtą kobietą. A więc te wszystkie jego wyjazdy na ryby były doskonałą przykrywką do tajemnych randek i uniesień. A więc skąd były te wszystkie trofea, czyżby kupione w sklepie? Oszukiwał ją cały czas i ciekawa była kim jest tamta kobieta? Lepsza, ładniejsza i pewnie mogąca urodzić mu dzieci? Myśli jej się kłębiły jak szalone, a świat zawalił w jednej chwili.

Kiedy o poranku Ryszard jak zwykle chciał sobie zrobić kawę, potknął się o wystawione w korytarzu walizki. Jego zdziwienie było wielkie, kiedy zauważył, że już tutaj za chwilę nie będzie mieszkał. Rozstanie odbyło się prawie bez słów. Obmył tylko twarz i włożył ubranie, aby znieść swoje rzeczy do samochodu.

Maria stanęła przy oknie i ostatni raz widziała swojego męża, który właśnie rozpoczął swoją nową drogę życia. Nie mogła sobie poradzić z rozstaniem. Zamknęła się w domu i wzięła długie zwolnienie z pracy. Nie chciała z nikim rozmawiać i nikomu niczego tłumaczyć. Zwinęła się jak kot i leżała dniami i nocami bez ruchu, bez emocji, jakby życie z niej uleciało. Nie odbierała telefonów od nikogo i w końcu wyłączyła całkowicie aparat, a tylko ukradkiem przed znajomymi wymykała się na spacer z psem, który tylko jej został. Nie malowała się i nie dbała o posiłki. Niczego już nie chciała od życia.

Pewnego dnia, zaniepokojone koleżanki z pracy tak mocno pukały do drzwi, że musiała je otworzyć. Zobaczyły rozgrzebane łóżku, a obok stos zapłakanych chusteczek.

– Nie możesz tak żyć, paplały jedna przez drugą. – Ogarnij się i wracaj do życia, do nas – nie dawały za wygraną. 

Wyprosiła je, dziękując za troskę, ale oznajmiła, że musi sama przeżyć to, co się wydarzyło i chce zostać sama. Nie przyjmowała żadnych rad i pocieszeń. Nie chciała wracać do życia, co bardzo zmartwiło jej znajome z pracy. Odpuściły i dały jej dwa tygodnie na pozbieranie się i powrót do pracy. Przysięgła, że się pozbiera, ale niech już sobie idą.

Minęły 3 lata od rozstania. Przez ten czas nie widziała ani razu Ryszarda. Ostatni raz, tylko na rozprawie rozwodowej, która przebiegła bez komplikacji z orzeczeniem o  winie jej męża. Przez ten czas wiodła spokojne i monotonne życie. Praca, dom, spacer, działka. Chwile samotne zapełniała sobie udziałem na forum, gdzie takich porzuconych kobiet było więcej. Szukała tam pocieszenia i wsparcia, a i sama udzielała rad innym, świeżo porzuconym. Była na tyle silna już, że stać było ją już na pisanie, iż ból jest wciąż silny, ale da się z nim żyć, bo bardzo ją wzbogacił wewnętrznie i nauczył pokory. Pisała, że bardziej siebie poznała i nie wierzy, iż dała sobie radę ze zdradą.

Tak mijały jej dni, ale była zadowolona, że ten wewnętrzny spokój zaczął się jej podobać. Radziła sobie z obowiązkami i czuła się coraz bardziej silniejsza. Postanowiła, że kupi nowy komputer i zajmie się pisaniem książki. W głowie miała jej zarys i chciała spróbować, co z tego by jej wyszło. Tak tylko dla siebie i nie koniecznie o sobie. Pragnęła umieścić swoich bohaterów na ciepłej wyspie i otoczyć ich wspaniałymi sąsiadami, co wiązało się z przeróżnymi zabawnymi i mniej zabawnymi historiami. Jak zaplanowała, tak zrobiła i pisała wieczorami przy filiżance aromatycznej herbaty. Czasami schodziło jej do północy, kiedy zatraciła się w swojej wyobraźni i budowaniu fabuły.

Była wreszcie szczęśliwa, bo miała coś tylko swojego, a była to jej powstająca książka. Budziła się i kładła z głową zaprzątniętą pomysłami i była z siebie bardzo zadowolona.

To była długa majówka i chciała ją spędzić ze swoją książką, ale jej plany popsuł niespodziewany dzwonek do drzwi, a więc w szlafroku poszła zobaczyć kto też zakłóca jej spokój. Kiedy je uchyliła, zdębiała. Ryszard stał w drzwiach niczym zbity pies. Nie ogolony i nie świeży. Widziała, że się bardzo postarzał i zaniedbał. Nigdy nie widziała go w takim stanie. 

– Witaj Mario, możemy porozmawiać chwilę. – Proszę poświęć mi swój czas, bo… ja już tak nie mogę żyć – wymamrotał.

– Wejdź, skoro już jesteś – serce jej mocno zabiło i nie wiedziała, czy dobrze robi wpuszczając go do mieszkania.

Usiadł w pokoju na dużej sofie, a Maria oddaliła się w kierunku okna, z dala od niego. Czekała na dalszy rozwój tej jakże dziwnej sytuacji.

– Mario, chcę do ciebie wrócić, bo ja już nie chcę z nią. Mam dość trzech etatów, bo wiecznie jej mało i mało. Tych wiecznych awantur o pieniądze, o jej dzieci,które wszystko muszą mieć. Tylko praca, praca, bo zaspokoić jej potrzeby stało się ponad moje siły. Ja wiem, że ciebie skrzywdziłem i wiem, że możesz mnie za chwilę wyprosić ze swojego domu i będziesz miała słuszną rację i powiem ci tylko, że zdałem sobie sprawę, jak bardzo ciebie kochałem i wciąż kocham. Nie chcę żebrać o uczucie, ale musisz wiedzieć, że to, iż odszedłem to był mój wielki błąd. Daj mi drugą szansę Mario.

W pokoju zapanowała cisza, iż słyszała jak mocno bije jej serce. Nie wiedziała jak ma się zachować i była na niego zła, że burzy jej ponownie poukładany świat, na który pracowała trzy lata.

– Jak sobie to wyobrażasz – spytała. Mam cię przyjąć i udawać, że nic się nie stało? Jesteś dorosłym człowiekiem i mniemam, że odpowiedzialnym, a więc wracaj skąd przyszedłeś. Ja choć wciąż cię także kocham, nie zbuduję już z tobą swojego życia. Nie po to upadałam i się podnosiłam, aby znowu upaść. Nie, nie, nie – oznajmiła jak na bezdechu.

– Mario, ale jednego ci nie powiedziałem – jestem chory na raka!

Jutro św. Walentego i nikomu nic do tego :)

Ref. Żono moja, serce moje, 
Nie ma takich jak my dwoje
Bo ja kocham oczy Twoje 
Do szaleństwa, do wieczora.
Mężu mój, serce moje, 
Nie ma takich jak my dwoje
Bo ja kocham oczy Twoje 
Do szaleństwa, do wieczora.
Żono moja, Mężu  mój.

 

Witam i o zdrówko i się pytam, bo u mnie w porządku, dziękuję.

Jutro będzie to święto, no wiecie „Walentego”, co to kochać się ludziom na świecie nakazuje, bo myśli, że to kochanie to z nieba sobie spada, dla każdego, po równo, nie omija nikogo na swej amorowej drodze. Rozdaje strzały i bezboleśnie trafia w serca ludzkie, sprawiając, że każdy po równo będzie miłością obdarzony.

Ale to tak nie działa niestety i jedni kochają i są kochani, a drudzy błądzą wciąż w poszukiwaniu upragnionego uczucia. Miłość, to jest taka choroba chyba, co to odbiera ludziom rozum na początku, a potem następuje otrzeźwienie i dlatego wymyślono rozwody i rozstania. Miłość, to coś takiego niewytłumaczalnego, co sprawia, że przestajemy myśleć racjonalnie i poruszamy się jak we mgle. Miłość jednak jest uczuciem pożądanym i o miłości śnimy nie jednej nocy. Piosenki o miłości, filmy o miłości, wiersze też, bo miłość jest natchnieniem dla pisarzy, reżyserów i poetów.

Przyszło to święto z za wielkiej wody i całkiem dobrze uwiło sobie gniazdko w naszym kraju. Jedni akceptują, a inni nie ciepią tego dnia, a wszystko zależy od punktu siedzenia. Bo jedni mają komu kupić serduszkowy  gadżecik, a inni niestety nie i chyba stąd bierze się nienawiść do tego święta. Ja mam taką maksymę, że każda potwora, znajdzie swojego amatora, czego wszystkim, szczerze życzę. Nagadałam się na początku, tak ogólnie zanudzając, a jak to ze mną jest w ten dzień?

Ja już tu pisałam wiele razy, że wyszłam za mąż z wielkiej miłości i ta miłość do dziś mi nie przeszła i nie znudziła się. Ja już tu pisałam, że moja miłość wystawiona była na wiele prób, zawirowań, łez, rozstań i powrotów. Nie raz padły złe słowa z obydwu stron. Nie raz się raniliśmy aż do bólu i wydawało się nie raz, że koniec jest tuż, tuż, bardzo bliski. Nie raz i nie dwa, serce moje krwawiło i przysięgałam sobie, że odejdę, że nie dam rady więcej już znieść. Nie raz, nie raz i zapewniam Was, że oboje straciliśmy z mężem wiele wspólnych lat, bo były to lata bez wzajemnego zrozumienia i ciągłej walki między sobą. Nie raz wystawialiśmy swoje najcięższe działa, aby zniszczyć przeciwnika. Nie ma chyba na świecie małżeństwa, w którym zawsze wszystko grało od początku do końca i my należeliśmy do tej grupy o wiele lat za długo. I komu robiliśmy krzywdę? Oczywiście, że sobie i oczywiście, że dzieciom naszym. Pewnie nie jedna awantura została przez nie zapamiętana, ale już jest z tym koniec, bo po każdej burzy, niebo jaśnieje i wstaje słońce.

Ja wiem, że postronni obserwatorzy mogą mnie uważać za naiwną kobietę, bez zasad, bo powinnam dawno kopnąć w tyłek i zacząć żyć na własny rachunek, ale jakże się mylą tak twierdząc. Nie wiedzą, że w moim życiu zagościł wreszcie upragniony spokój i odnowiły się uczucia, tak jak było na początku. Przeszliśmy oboje bardzo wiele, ale nigdy nie przestaliśmy się kochać i dlatego często sobie śpiewamy, zacytowany refren piosenki, na samym początku wpisu, a ja sobie jeszcze dośpiewam, że po nocy, przychodzi dzień i warto było czekać na te piękne czasy.

Ps. Nie poddawajcie się tak łatwo i walczcie o siebie, bo nie każda burza i deszcz jest w stanie zmyć Wasze Serca!

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki

Lubisz mnie, to: Wyślij SMS o treści A00759 na numer 7122

Weszła do pustego domu i stanęła przy zlewie opierając dłonie. Oczy miała skierowane gdzieś w dal, jakby nieobecne. No tak, to już 10 lat po rozwodzie – pomyślała. Dzieci odeszły już z domu, a wiec, co dalej ze mną będzie? Rozejrzała się po swojej pięknej kuchni i poczuła się bardzo samotną kobietą. Czy wszystko już skończone i czy wszystko już stracone – myślała. Nie miała ochoty położyć się do łóżka, a więc zarzuciła szybko na siebie szal i wyszła do baru na drinka. Usiadła na wysokim stołku i zamówiła małego drinka z lodem. Rozejrzała się po sali i zauważyła, że gdzieś w dalekim kącie siedzi jej były mąż. Siedział zamyślony i pochylony nad szklaneczką alkoholu. Kiedy ją zauważył, podszedł do niej i złożył na jej policzku pocałunek na przywitanie. Zrobiło się jej bardzo miło, a wciąż byli w dobrych stosunkach, choćby ze względu na trójkę dorosłych już dzieci. Wypili jeszcze po drinku, rozmawiając i śmiejąc się jak za dawnych, szczęśliwych lat.

Ona bardzo długo podnosiła się po rozwodzie. Klasyczna zdrada z młodszą kobietą i tak ona została zmuszona przez wiele lat do korzystania z psychoterapeuty, który wyciągał ją na powierzchnię, bo rozpadła się na kawałki. Była wzorową matką i robiła wszystko, aby jej dzieci ich rozstanie odczuły jak najmniej. Udało się, gdyż dzieci  obdarzyły ją szacunkiem i poważaniem, choć gdzieś tam w tle był też ich ojciec, związany z inną, młodszą kobietą.

Ona i jej eks otrzymali zaproszenie na wręczenie dyplomów ich najmłodszego syna. Pojechała cała rodzina, a po ceremonii wszyscy poszli na uroczystą kolację. Usiedli przy wielkim, okrągłym stole, tak jak dawniej, śmiejąc się, jedząc i żartując. Kiedy dzieci poszły na tańce, oni dwoje zaczęli polewać sobie wino i inne trunki, trochę w nadmiarze. On ją przytulał i całował, a ona oddawała mu to samo. Zupełnie zapomnieli, że są po rozwodzie. Nie miało to w danej chwili, lekkiego upojenia alkoholem żadnego znaczenia.

Nagle znaleźli się w hotelowym, wspaniałym pokoju i zwyczajnie poszli ze sobą do łóżka. Namiętny seks, tak jakiego nie pamiętali od wielu lat. Kiedy dzieci były w domu, a oni pracowali, seks między nimi został zepchnięty na ostatni plan, aż on poszukał sobie młodszej, ale z dzieckiem, która po prostu go unieszczęśliwiła. I nagle ten wybuch namiętności oboje bardzo zdziwił. Kiedy wyczerpani padli na poduchy, położył swoją delikatną rękę, na jej krocze i stwierdził, że w domu jest najlepiej ha ha.

Okazało się, że dawna żona stała się obecną kochanką. Kochali się wiele jeszcze razy, choćby dlatego, że po prostu nigdy nie przestali się kochać, a on ogromnie żałował, że tak bardzo ją skrzywdził. O romansie mamy i taty, ich dzieci nie miały zielonego pojęcia i kiedy ich ojciec oświadczył, że chce na nowo wszystko posklejać, dały wolną rękę ich matce. Oczywiście odszedł od tej młodszej z nadzieją, że przyjmie go na nowo kobieta, którą pokochał pierwszą. Nic z tych rzeczy i choć wciąż się kochali żarliwie i prawdziwie, kobieta postanowiła ułożyć sobie życie, ale z innym mężczyzną, który gdzieś tam, cierpliwie na nią czekał. Czy zrobiła dobrze, to czas pokaże, bo może mimo swojej całej miłości do męża, bała się zostać zraniona?

Romanse, zdrady, oszustwa są i będą jak świat światem, ale sztuką jest ładnie się rozstać i może nawet zrodzić się z tego przyjaźń, a druga sprawa, jakże często faceci, kiedy posmakują życia z tą nową, piękną i powabną, po pewnym czasie zaczynają tęsknić do tej starej, mądrej, obytej, cierpliwej, oszczędnej, pracowitej, cieszącej się życiem, uśmiechniętej i chętnie by wrócili na stare śmieci, ale będą mieli szczęście, jeśli  zostaną zaakceptowani tylko jako przyjaciele domu, zgodnie z powiedzeniem, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

I tak to się plecie różnie, raz na okrągło, albo podłużnie. Szczęścia wszystkim życzę w tych meandrach i zawiłościach.