Archiwa tagu: zwi膮zek

呕ona i kochanka!

Jan i Beata od ponad 20 lat tworzyli bardzo udane ma艂偶e艅stwo.

Nies艂ychanie do siebie pasowali pod ka偶dym wzgl臋dem.

Ona wysoka, szczup艂a brunetka, a on wysoki i przystojny m臋偶czyzna, a i w 艂贸偶ku od lat by艂o im dobrze.

Dorobili si臋 pi臋knego domu, bo finansowo doskonale im si臋 wiod艂o i wychowali swoj膮, jedyn膮 c贸rk臋, kt贸ra by艂a m膮dr膮, studiuj膮c膮 panienk膮.

Jan mia艂 dobrze, bo 偶ona dba艂a o dom i ich wzajemne relacje, gdy偶 kocha艂a swojego m臋偶a, a on kocha艂 j膮.

Przychodzi艂 do domu zadbanego i wszystko w tym domu mia艂, bo i dobre jedzenie, a tak偶e wsp贸lne, spokojne wieczory przy boku Beaty.

Sta膰 ich by艂o na zagraniczne wycieczki i wypady do restauracji, by we dwoje zje艣膰 wykwintn膮 kolacj臋 przy 艣wiecach – dbali o sw贸j zwi膮zek.

Jan od jakiego艣 czasu zacz膮艂 znika膰 z domu zas艂aniaj膮c si臋 nawa艂em obowi膮zk贸w, albo delegacjami.

Beata w tym czasie nie czu艂a si臋 najlepiej i chodzi艂a do lekarza, a o tym wiedzia艂a tylko jej przyjaci贸艂ka, bo m臋偶owi nic nie m贸wi艂a nie chc膮c go martwi膰.

Pewnego dnia Jan przyszed艂 do domu i o艣wiadczy艂 Beacie, 偶e odchodzi, bo pozna艂 o wiele m艂odsz膮 kobiet臋 i chce si臋 z ni膮 zwi膮za膰 i nalega艂 na rozw贸d.

Beata wiedzia艂a, 偶e Jan ma kochank臋, bo przypadkowo przeczyta艂a w jego telefonie pikantne smsy.

Jednak nie zdradzi艂a si臋 z tym ani razu i tylko poprosi艂a m臋偶a, by do 艣lubu ich c贸rki i wesela 偶yli tak samo jak do tej pory.

Nie robi艂a Janowi 偶adnych wyrzut贸w, ale jeszcze go poprosi艂a, aby sfinansowa艂 kupno mieszkania dla ich c贸rki, a ten si臋 zgodzi艂.

By艂 zdziwiony, 偶e 偶ona nie robi mu awantur, nie p艂acze, nie rozpacza i planowa艂 sobie przysz艂o艣膰 z kochank膮, o kt贸rej Beta nie powiedzia艂a ich c贸rce.

Szykowali wesele dla c贸rki w restauracji i w tym samym czasie Jan si臋 zorientowa艂, 偶e jego kochanka jest z nim tylko dla pieni臋dzy.

Znalaz艂 na stole pismo z s膮du, 偶e jego nowa kobieta ma pot臋偶ne d艂ugi, a jednocze艣nie zorientowa艂 si臋, 偶e ona wcale go nie kocha gdy偶 by艂a dla niego z艂a i opryskliwa.

Pojawi艂a si臋 w jego g艂owie my艣l, 偶e tak bardzo by chcia艂 przeprosi膰 Beat臋 i aby m贸g艂 wr贸ci膰 do domu.

Zda艂 sobie spraw臋 z tego, 偶e Beata zawsze by艂a kobiet膮 jego 偶ycia i marzy o powrocie do domu i ogl膮daniu wsp贸lnie filmy z 偶on膮 w mi臋kkim dresie wtulaj膮c si臋 w ni膮 przy lamce wina.

Zrozumia艂, 偶e kochanka to by艂 b艂膮d i fanaberia m臋偶czyzny w kryzysie wieku 艣redniego.

Kiedy po weselu poszed艂 z Beat膮 rozliczy膰 si臋 definitywnie z restauracj膮 Beata nagle zgi臋艂a si臋 w p贸艂 i zawy艂a z ogromnego b贸lu.

Natychmiast zawi贸z艂 j膮 do szpitala, gdzie podj臋to od razu operacj臋!

Beata mia艂a t臋tnika na jelitach, kt贸ry si臋 rozla艂 na stole operacyjnym i nie by艂o dla niej 偶adnego ratunku.

Kiedy lekarz Janowi t臋 z艂膮 nowin臋 przekaza艂 – ten zawy艂 z rozpaczy i zda艂 sobie spraw臋 z tego, 偶e nie zd膮偶y艂 powiedzie膰 Beacie jak bardzo j膮 przeprasza i jak bardzo kocha艂 j膮 przez te lata.

Pisz臋 o tym dlatego, 偶e jak偶e cz臋sto ranimy swoich bliskich, a jedna g艂upia decyzja mo偶e sprawi膰, 偶e do ko艅ca 偶ycia nie zma偶emy z siebie wyrzut贸w sumienia.

Reklama

M贸wi艂 jej, 偶e jest t膮 jedyn膮!

Jak偶e cz臋sto s艂yszymy od swojego partnera 偶yciowego, 偶e jeste艣 dla mnie ten jedyny, czy te偶 jeste艣 dla mnie ta jedyna.

Jak偶e cz臋sto ludzie m贸wi膮 sobie, 偶e nawet kiedy po latach kt贸r膮艣 ze stron dopadnie ostateczno艣膰, to druga strona przysi臋ga, 偶e nie zwi膮偶e si臋 z nikim po raz drugi i pozostanie w 偶a艂obie do ko艅ca swoich dni.

Przysi臋gaj膮, 偶e nikt inny nie zamieszka w domu, w kt贸rym si臋 sp臋dzi艂o z partnerk膮, konkubin膮 i w ko艅cu z 偶on膮 czy m臋偶em, a wi臋c b臋dzie zachowana pami臋膰 o tej drugiej osobie.

Mam takie osobiste przeczucie, 偶e to ja pierwsza odejd臋 z tego 艣wiata i mam przeczucie, 偶e po mojej 艣mierci inna kobieta b臋dzie robi艂a sobie miejsce na swoje ciuchy, buty i pozb臋dzie si臋 po mnie wszelkich 艣lad贸w.

M膮偶 m贸wi, 偶e kocha, ale nigdy nie wiadomo jak b臋dzie chcia艂 偶y膰 po moim odej艣ciu z tego 艣wiata.

Wiecie dlaczego tak my艣l臋?

Ot贸偶 w 2018 roku umar艂a Olga Jackowska zwana „Kor膮”.

Zdradzi艂a swojego m臋偶a Marka Jackowskiego z Kamilem Sipowiczem, z kt贸rym potem 偶y艂a wiele podobno szcz臋艣liwych lat!

Pobrali si臋 dopiero, kiedy Kora mocno zachorowa艂a, a tak 偶yli w wolnym zwi膮zku i mieli jedno dziecko.

Podobno byli szcz臋艣liwym zwi膮zkiem i Sipowicz trwa艂 przy Korze w jej strasznej chorobie.

Zorganizowa艂 jej pi臋kny pogrzeb, a Polska ca艂a p艂aka艂a, bo odesz艂a legenda piosenki!

Ja te偶 p艂aka艂am, bo uwielbiam jej dzie艂a, kt贸re do mnie trafiaj膮 w punkt.

艢piewa艂a:

„Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne sk艂臋bione zas艂ony
Stan臋 wtedy na „RAZ!”
Ze s艂o艅cem twarz膮 w twarz”.

Autor: Olga Jackowska.

Mam w sobie chaos w zwi膮zku z tym zwi膮zkiem.

M贸g艂 Sipowicz nie m贸wi膰 w mediach, 偶e zaledwie nie ca艂e dwa lata po 艣mierci Kory – zwi膮za艂 si臋 z du偶o m艂odsz膮 Sylwi膮!

O Sylwii wiemy tylko tyle, 偶e jest mi艂o艣niczk膮 tw贸rczo艣ci Kory, ale c贸偶 si臋 dziwi膰, kiedy konar wci膮偶 p艂onie, a jak Sipowicz m贸wi, 偶e Kora by艂aby szcz臋艣liwa z powodu jego szcz臋艣cia.

Ja b臋d膮c Kor膮 bym go straszy艂a w nocnych koszmarach, ale zdaje si臋 nie mam racji!

Je艣li chodzi o mnie, to jestem pewna, 偶e gdyby M膮偶 odszed艂 pierwszy, to nigdy bym si臋 z nikim nie zwi膮za艂a w imi臋 mi艂o艣ci jak膮 od lat mam dla Niego!

Oj mo偶e g艂upia ja?

Znam taki przypadek, 偶e zdradzi艂 偶on臋 7 razy, co raz z innymi kobietami, ale nigdy od 偶ony nie odszed艂, bo 偶ona by艂a m膮dr膮 kobiet膮, a ta reszta nadawa艂a si臋 tylko do bzykania!

W ramach rekompensaty on nie 偶a艂uje 偶onie niczego i ona z tego korzysta, cho膰 o wszystkim wie!

Taki uk艂ad!

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania: sipowicz kora"

呕ycie pisze samo scenariusze – do wpis贸w na blogu!

Na swoim Facebooku Ma艂gorzata Kalici艅ska – polska powie艣ciopisarka – moja r贸wie艣niczka, zostawi艂a bardzo romantyczny wpis.

Ukrad艂am go, gdy偶 bardzo mi si臋 spodoba艂 i doceniam Jej mi艂o艣膰 do swojego m臋偶a, o kt贸rym pisze tak:

Ma艂gorzata Kalici艅ska

„Za oknem robi si臋 jasno, ale to nie jest ju偶 wczesnojesienna jasno艣膰. Dzisiaj chyba pada.
Antek 艣pi 鈥 oddycha r贸wno, spokojnie. Le偶y do mnie ty艂em. Ma kr贸tkie siwiej膮ce z ty艂u w艂osy. Z przodu ju偶 zupe艂nie mlecznobia艂e. Ogorza艂膮 i pomarszczon膮 szyj臋 i spore uszy. Teraz widz臋 jego lewe. Mi臋dzy muszl膮 ucha, a w艂osami jest taki pasek sk贸ry z dwiema pod艂u偶nymi zmarszczkami. Dotykam ich opuszkiem palca bo to taka niewa偶na cz臋艣膰 cia艂a, widoczna tylko dla mnie. Nie wiem czemu wzrusza mnie to jego ucho. Jest ciep艂e i to miejsce kt贸rego dotykam takie mi臋ciutkie…”
(„Trzymaj si臋, Ma艅ka”)

Co kochacie w swoich m臋偶ach?
Marianna kocha jego uszy. Ja zawsze ciep艂e d艂onie i „tak w og贸le” – oczywi艣cie, 偶e kochamy „w og贸le”, ale ja pytam o szczeg贸艂y, bo ka偶dy je ma.
Maj膮 Wasi panowie jakie艣 ukochane cechy? Zmarszczki „u艣miechowe”, szczeg贸lny zarys nosa? Zawsze ciep艂e stopy w 艂贸偶ku? Powiedzonko? Albo to, 偶e gdy przytula wszystkie strachy uciekaj膮?
Bo przecie偶 kochamy tych naszych m臋偶贸w. Jeste艣my razem i zapewne oni te偶 nas kochaj膮 cho膰 nie umiej膮 o tym m贸wi膰.聽馃檪

Pod tym wpisem posypa艂y si臋 komentarze jej wielbicielek i okazuje si臋, 偶e ka偶da kobieta, 偶yj膮ca w zgodnym od lat zwi膮zku ma swoje ulubione cechy w swoim m臋偶czy藕nie 偶ycia.

Wa偶ne jest to w zwi膮zkach, aby si臋 nie tylko kocha膰, ale i umie膰 dostrzec w drugim cz艂owieku to co艣 – co poci膮ga i tworzy w tym zwi膮zku ogromn膮 wi臋藕.

****************************************************

Dzi艣 by艂 przepi臋kny, jesienny dzie艅. Ca艂a Polska ton臋艂a w s艂o艅cu, kt贸re przedziera艂o si臋 mi臋dzy kolorow膮 jesieni膮.

M贸j M膮偶 zaproponowa艂 mi co艣, co mnie聽 ucieszy艂o, a powiedzia艂 – ” Szykuj si臋 偶ono, bo jedziemy w plener 艂apa膰 jesie艅 w obiektyw.

Od razu przypomnia艂a mi si臋 piosenka Zdzis艂awy So艣nickiej pt. „Bez ciebie jesie艅”.

Pisz臋 o tym dlatego, 偶e kocham w swoim M臋偶u spontaniczno艣膰, kt贸r膮 mnie porywa do dzia艂ania i daje kopa do wi臋kszej aktywno艣ci i jestem Mu za to wdzi臋czna!

Odpowiadam wi臋c Ma艂gorzacie Kalici艅skiej w te oto s艂owa, kt贸re pasuj膮 do wszystkich p贸r roku, bo nie tylko do jesieni.

Kocham w swoim M臋偶u rado艣膰 偶ycia, a tak偶e to, 偶e 艣mieje si臋 z mojego poczucia humoru, kt贸ry jest cz臋sto sarkastyczny, prze艣miewczy, dobitny, ale Jego to bawi.

Jeste艣my ze sob膮 41 lat i by艂o r贸偶nie, bo na no偶e, ale na stare lata potrafili艣my zbudowa膰 co艣 bardzo mocnego i tylko 艣mier膰 nas roz艂膮czy.

A teraz moja piosenka dedykowana mojemu M臋偶owi:

W b艂臋kicie mamy sw贸j dom na wyspie s艂o艅ca
W b艂臋kicie mamy sw贸j l膮d zwyczajnych spraw
Jeste艣 m贸j, czemu wi臋c
Tak cz臋sto my艣l臋, 偶e

Bez Ciebie jesie艅 dogoni mnie
Bez Ciebie marze艅 oducz臋 si臋
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co
Bez Ciebie nic nie b臋dzie mi sz艂o
Bez Ciebie na zawsze schowam si臋 na serca dnie

Jeszcze wci膮偶 jest tyle s艂o艅ca
Jeszcze nam nie p艂ynie czas
Jeste艣 m贸j, czemu wi臋c
Tak cz臋sto my艣l臋, 偶e

Bez Ciebie wino utraci smak
Bez Ciebie nigdy nie powiem,”tak”
Bez Ciebie drogi zasypie wiatr popio艂em z gwiazd
Bez Ciebie smuci mnie ka偶dy wiersz
Bez Ciebie nie przychodzi sen
Bez Ciebie w jesie艅 zapadnie 艣wiat na tysi膮c lat

Bez Ciebie jesie艅 dogoni mnie
Bez Ciebie marze艅 oducz臋 si臋
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co
Bez Ciebie nic nie b臋dzie mi sz艂o
Bez Ciebie na zawsze schowam si臋 na serca dnie

Bez Ciebie jesie艅…

Oto Pani Ma艂gosia ze swoim m臋偶em:

https://www.youtube.com/watch?v=-XnVeTed0QA&list=RD-XnVeTed0QA&t=32

„Dzika orchidea”, „9 i 1/2 tygodnia” – moje kino

Dzi艣 na zachodzie brak s艂o艅ca i tak jako艣 ponuro si臋 zrobi艂o i zdaje si臋, 偶e w ca艂ej Polsce pogoda kaprysi, cho膰 mamy ju偶 po艂ow臋 czerwca. Mo偶na sobie tylko zada膰 pytanie jak planowa膰 urlopy w Polsce, ale ja mam urlop ju偶 ca艂y rok. Ciekawe jaki b臋dzie lipiec, a wi臋c mo偶e jeszcze lato nie jest stracone.

Taka pogoda, to zda艂o by si臋 obejrze膰 jaki艣 film. Wpisa艂am w wyszukiwark臋 film o mi艂o艣ci i wyskoczy艂a mi „Dzika orchidea” i „9 i 1/2 tygodnia” . Oba filmy z amantem tamtych lat –聽Mickey Rourke.

Mo偶e nie powinnam pisa膰 o tych filmach, bo przecie偶 ju偶 jestem seniork膮 i takie tematy w moim wieku nie uchodzi, ale ups – obejrza艂am oba! 馃榾

„Dzika orchidea” dzieje si臋 w Brazylii i mamy w filmie momenty, ach te momenty z tamtych lat i pi臋kn膮 kobiet臋, wprost cudownej urody, kt贸r膮 gra聽聽Carre Otis.聽

Jak to bywa w filmach o mi艂o艣ci mamy kobiet臋 i m臋偶czyzn臋, kt贸rzy si臋 spotykaj膮 i zaczyna si臋 co艣 mi臋dzy nimi rodzi膰, a wi臋c oba filmy s膮 o mi艂o艣ci, erotyce i po偶膮daniu. W obu filmach mamy sporo smacznego seksu, ale ka偶dy film ma zupe艂nie inne zako艅czenie, bo wielka mi艂o艣膰 po艂膮czona z udanym seksem nie zawsze ko艅czy si臋 happy endem, a wi臋c kilka zajawek z „Dzikiej Orchidei”

Takie erotyczne filmy maj膮 swoich zwolennik贸w, ale tak偶e i przeciwnik贸w, a ja uwa偶am te dwa filmy za 艣wietne, psychologiczne kino, bo zwi膮zki mi臋dzy kobiet膮 i m臋偶czyzn膮 pokazane w tych filmach z wielkim smakiem zas艂uguj膮 na uwag臋.

 

nagrody: 2 nominacje

9 i 1/2 tygodnia i zmys艂owa okropnie聽Kim Basinger:

re偶yseria:
scenariusz:
oce艅 tw贸rc贸w聽
gatunek:
produkcja:
premiera: 14 lutego 1986聽(艣wiat)
nagrody: 3 nominacje

Gruba czy chuda, a przymioty charakteru

Kochali si臋 w weekendy, kiedy Darek troch臋 odpocz膮艂 po tygodniowym maratonie w pracy. Prac臋 mia艂 absorbuj膮c膮, gdy偶 by艂 adwokatem i ca艂y tydzie艅 prowadzi艂 swoje bardzo powa偶ne sprawy. Ula wiedzia艂a, 偶e ci臋偶ko pracuje na ni膮 i na ich dwoje dzieci, jeszcze male艅kie. Oddawa艂a si臋 ca艂kowicie opiece nad dzie膰mi i utrzymaniem domu w czysto艣ci gdy偶 by艂a pedantk膮. Robi艂a wi臋c zakupy, sprz膮ta艂a w domu, gotowa艂a obiady, pra艂a i prasowa艂a, a to wszystko po艂膮czone by艂o z wyszarpanym czasem dla dzieci. Radzi艂a sobie i nie narzeka艂a, cho膰 by艂a cz臋sto bardzo zm臋czona. Wieczorem przyk艂ada艂a g艂ow臋 do poduszki i momentalnie zasypia艂a do chwili kiedy trzeba by艂o wsta膰 do p艂acz膮cego dziecka.

Darek nie wiele jej pomaga艂 przy dzieciach, gdy偶 wraca艂 skonany z pracy i chcia艂 odpocz膮膰 nic nie robi膮c z pilotem na kanapie. Ula to rozumia艂a, gdy偶 trzeba by艂o op艂aca膰 na bie偶膮co rachunki i na dok艂adk臋 wysoki kredyt, jaki zaci膮gn臋li na luksusowe mieszkanie.

By艂 sobotni poranek, kiedy Ula zbli偶y艂a si臋 do m臋偶a i zaproponowa艂a intymn膮 chwil臋, kiedy dzieci jeszcze sobie smacznie spa艂y. Po艂o偶y艂a swoj膮 g艂ow臋 na jego klatce piersiowej i mocno si臋 przytuli艂a daj膮c m臋偶owi znak, 偶e ma ochot臋 na blisko艣膰 i by艂a pewna, 偶e do tego dojdzie jak ka偶dego poranka w sobot臋.

Odsun膮艂 j膮 jak najdelikatniej potrafi艂 i wsta艂 z 艂贸偶ka bez s艂owa. Wzi膮艂 papierosa i wyszed艂 na balkon zapali膰 papierosa i Ula ju偶 wiedzia艂a, 偶e z seksu nic nie b臋dzie. Poczu艂a si臋 odrzucona i intuicja podpowiada艂a jej, 偶e co艣 jest nie tak. Zarzuci艂a szlafrok i posz艂a za m臋偶em na balkon, ale natrafi艂a na 艣cian臋 milczenia, a kiedy spyta艂a co si臋 dzieje us艂ysza艂a z ust w艂asnego m臋偶a, 偶e powinna schudn膮膰, bo po drugim dziecku wygl膮da jak szafa i ju偶 go w takim stanie nie poci膮ga.

Zabrak艂o jej tchu, kiedy powiedzia艂 jeszcze, 偶e by艂a kiedy艣 taka szczup艂a, a teraz wygl膮da tak wieloryb i on si臋 jej wstydzi i brzydzi,bo kiedy艣 by艂a tak膮 zgrabn膮 i poci膮gaj膮c膮 kobiet膮, a teraz si臋 zapu艣ci艂a. Wypowiedzia艂 te s艂owa na jednym tchu, szybko i bezceremonialnie i wyszed艂 z balkonu zrobi膰 sobie porann膮 kaw臋, kiedy ona sta艂a na tym balkonie i 艂zy zalewa艂y jej twarz.

Kiedy och艂on臋艂a jego ju偶 w domu nie by艂o, bo stwierdzi艂, 偶e ma du偶o pracy i wyszed艂 sobie jakby nic si臋 nie sta艂o. Gdyby nie dzieci, Ula by p艂aka艂a ca艂y dzie艅, ale musia艂a trzyma膰 si臋 ze wzgl臋du na dzieciaki.

Wr贸ci艂 do domu wieczorem i bez s艂贸w zacz膮艂 si臋 pakowa膰 poniewa偶 stwierdzi艂, 偶e ju偶 d艂u偶ej z ni膮 nie mo偶e 偶y膰 i si臋 wyprowadza. Uwiesi艂a si臋 na nim w rozpaczy i b艂aga艂a aby si臋 nie wyg艂upia艂, 偶e ona si臋 za siebie we藕mie i zrobi wszystko by wygl膮da膰 tak, kiedy si臋 poznali. Jednak odepchn膮艂 j膮 z ca艂ej si艂y i poprosi艂 by si臋 nie upodla艂a, bo jak on m贸wi, 偶e to koniec, to znaczy, 偶e ju偶 nie chce z ni膮 by膰 i niech to przyjmie do wiadomo艣ci.

Oznajmi艂 jej, 偶e z艂o偶y pozew o rozw贸d, a samemu b臋dzie mu o wiele lepiej, bo nie b臋dzie musia艂 si臋 ju偶 do niczego zmusza膰. Powiedzia艂, 偶e b臋dzie regularnie p艂aci艂 na dzieci, a tymczasem musi sobie wszystko przemy艣le膰 i chce 偶y膰 zupe艂nie sam, bo jest zm臋czony ni膮 i dzieciakami.

Trzasn膮艂 drzwiami i zostawi艂 Ul臋 kompletnie zdruzgotan膮, kt贸ra nic z tego wszystkiego nie rozumia艂a.

Dochodzi艂a do siebie bardzo d艂ugo, w czym pomaga艂 jej przyjaciel z lat szkolnych. Robi艂 jej zakupy i od czasu do czasu przypilnowa艂 dzieci, kiedy chcia艂a i艣膰 na samotny spacer, albo do kina, by jako艣 pogodzi膰 si臋 z faktem, 偶e tak raptownie zosta艂a z dzie膰mi porzucona.

Na pierwsz膮 spraw臋 rozwodow膮 ubra艂a si臋 w sukienk臋, w kt贸rej j膮 pozna艂 i wygl膮da艂a w niej wystrza艂owo. Schud艂a samoistnie z tych nerw贸w i ze strasu i zn贸w by艂a t膮 Ul膮, kt贸r膮 podobno j膮 pokocha艂. S臋dzia nie da艂 im od razu rozwodu i wyznaczy艂 termin kolejnej rozprawy ze wzgl臋du na wsp贸lne dzieci. Ula nie chcia艂a si臋 godzi膰, bo ponios艂a j膮 duma, 偶e ju偶 nigdy nie zaufa temu cz艂owiekowi.

Pewnego dnia jej kolega odtworzy艂 jej film na telefonie kom贸rkowym, na kt贸rym jej jeszcze m膮偶 wchodzi z nieznajom膮 im kobiet膮 do jakiego艣 domu. Poprosi艂a przyjaciela, by cokolwiek si臋 dowiedzia艂 na temat tego zwi膮zku. Okaza艂o si臋, 偶e jej m膮偶 od trzech lat umawia si臋 z t膮 kobiet膮 tylko i wy艂膮cznie na seks w wynajmowanym przez Darka mieszkaniu. By艂y do przewa偶nie czwartki o godzinie 17. Ta kobieta przychodzi艂a na 17 聽i o 19 zawsze przewa偶nie wychodzi艂a z tego tajemniczego mieszkania, co zdradzili podpytani s膮siedzi.

Przyjaciel poszed艂 dalej i si臋 dowiedzia艂, 偶e Darek po czasie niezobowi膮zuj膮cego seksu z czasem zakocha艂 si臋 w anonimowej kobiecie i dlatego zostawi艂 Ul臋 z dzie膰mi, bo oszala艂 na punkcie swojej nowej mi艂o艣ci.

Ta wiadomo艣膰 bardzo pomog艂a Uli w s膮dzie i nagranie w kom贸rce jakie zrobi艂 jej przyjaciel. Faktycznie w ka偶dy czwartek jej m膮偶 spotyka艂 si臋 z t膮 kobiet膮 i oszukiwa艂 j膮 od dw贸ch lat.

Mia艂a niezbite dowody i s膮d orzek艂 rozw贸d z winy m臋偶a, a kiedy Ula och艂on臋艂a zacz臋艂a bli偶ej przygl膮da膰 si臋 kochance m臋偶a. Kilka razy j膮 艣ledzi艂a i okaza艂o si臋, 偶e uprawia艂a seks z jej by艂ym m臋偶em, ale tak偶e pracowa艂a w pewnej agencji jako prostytutka czego nie wiedzia艂 jej by艂y m膮偶. Cieszy艂a si臋, 偶e wkopa艂 si臋 w takie bagno. Tymczasem ona zacz臋艂a si臋 zakochiwa膰 w swoim przyjacielu, kt贸ry po czasie jej powiedzia艂, 偶e zawsze mu si臋 podoba艂a i zawsze si臋 w niej skrycie marzy艂.

Pewnej soboty odby艂 si臋 艣lub Uli z jej przyjacielem, kt贸ry wspiera艂 j膮 przez tak d艂ugi czas, a dzieci Darek pokocha艂 jak swoje, a po roku Ula urodzi艂a mu dziewczynk臋 i zn贸w znacznie przyty艂a, ale on j膮 kocha艂 w艂a艣nie tak膮 i tak膮, gdy偶 by艂a cudown膮 kobiet膮 o wielu przymiotach charakteru.

Mi艂o艣膰 nie ma wieku!

Pani膮 Stasi臋 uroczy艣cie po偶egnano w zak艂adzie pracy, w kt贸rym przepracowa艂a 40 lat z przerw膮 na dwie ci膮偶e tylko. Sama si臋 zdziwi艂a jak ten czas szybko przelecia艂 i nagle przysz艂a chwila przej艣cia na zas艂u偶on膮 emerytur臋. Cieszy艂a si臋, 偶e wreszcie b臋dzie mia艂a czas tylko dla siebie, ale martwi艂a si臋, 偶e po 艣mierci m臋偶a b臋dzie musia艂a przebywa膰 sama ze sob膮 w du偶ym mieszkaniu.

Postanowi艂a nie martwi膰 si臋 na zapas, gdy偶 przecie偶 jej dzieci i jedyna wnuczka z pewno艣ci膮 b臋d膮 j膮 odwiedza膰, a ona mo偶e si臋 zobowi膮za膰, aby od czasu do czasu przypilnowa膰 siedmioletni膮 wnuczk臋, a w niedziel臋 b臋dzie zaprasza艂a syna z 偶on膮 i c贸rk臋 z m臋偶em na wykwintniejsze obiady. Wiedzia艂a oni s膮 tacy zabiegani i pewnie jedz膮 szybko i byle co.

C贸rka pani Stasi mia艂a sw贸j gabinet psychologiczny, w kt贸rym przesiadywa艂a wiele godzin, gdy偶 z dzisiejsz膮 m艂odzie偶膮 rodzice nie radz膮 sobie, a wi臋c pacjent贸w by艂o coraz wi臋cej i wi臋cej. Wymaga艂o to du偶ego po艣wi臋cenia ze strony pani psycholog.

Syn pani Stasi wykszta艂ci艂 si臋 na in偶yniera dr贸g i most贸w i te偶 praca ca艂kowicie go poch艂on臋艂a i nie wiele czasu mia艂 dla niej i swojej zapracowanej 偶ony. Nikt nie powiedzia艂, 偶e b臋dzie lekko, a wi臋c pani Stasia wymy艣li艂a sobie, 偶e chocia偶 podczas niedzielnego obiadu b臋d膮 wszyscy razem i tak te偶 si臋 sta艂o. Oko艂o godziny czternastej w jej domu zaczyna艂o si臋 gwarnie i weso艂o, a pani Stasia nie kry艂a swojego zadowolenia.

Kocha艂a swoje dzieci i zawsze o nich my艣la艂a najczulej jak to matka, ale podczas d艂ugiego tygodnia czu艂a si臋 bardzo samotna. Nie bardzo odnajdywa艂a si臋 na tej wymarzonej emeryturze. Musia艂a co艣 wymy艣li膰, aby nie popa艣膰 w niechcian膮 depresj臋 i nie zamkn膮膰 si臋 tylko w swoim 艣wiecie.

Czyta艂a wi臋c du偶o ksi膮偶ek, wychodzi艂a na spacery i rozmawia艂a z 聽przypadkowo poznanymi lud藕mi na 艂aweczce, ale jako艣 to wszystko by艂o dla niej za ma艂o.

Mia艂a dopiero 65 lat i wci膮偶 艣wietnie wygl膮da艂a. By艂a zdrowa, co j膮 bardzo cieszy艂o i zdrowie w niczym jej nie ogranicza艂o. Zapragn臋艂a jeszcze raz w swoim 偶yciu prze偶y膰 uczucie do m臋偶czyzny. Pragn臋艂a z kim艣 wypi膰 porann膮 kaw臋, przytuli膰 si臋, porozmawia膰 i mie膰 z kim艣 i艣膰 na spacer.

Kocha艂a swojego m臋偶a, kt贸ry stanowczo za wcze艣nie j膮 opu艣ci艂 i zostawi艂 sam膮, ale t艂umaczy艂a sobie, 偶e nie偶yj膮cy m膮偶 by艂by szcz臋艣liwy, gdyby ona po raz drugi odnalaz艂a swoje szcz臋艣cie.

Nawet sobie wyobra偶a艂a tego pana, kt贸rego pokocha. Mia艂 to by膰 dystyngowany m臋偶czyzna w jej wieku, a mo偶e ciut starszy. Pan dobrze wychowany z manierami, lekko szpakowaty. Pan, kt贸ry od pierwszego wejrzenia by jej zawr贸ci艂 w g艂owie tak, aby poczu艂a co艣 od pierwszej chwili.

Obmy艣la艂a plan, 偶e mo偶e w parku na 艂aweczce kto艣 taki si臋 do niej przysi膮dzie i rozpocznie rozmow臋, albo mo偶e w teatrze kto艣 pomo偶e jej w艂o偶y膰 p艂aszcz, ale nic takiego si臋 nie sta艂o. Pomy艣la艂a nawet, 偶e mo偶e ju偶 nigdy nie spotka kogo艣 na tyle interesuj膮cego i przyjdzie jej do ko艅ca swoich dni pozosta膰 samotn膮 kobiet膮.

My艣l o takim kim艣 jednak nie dawa艂a jej spokoju. Pragn臋艂a tego, aby o poranku obudzi膰 si臋 przy kim艣 takim, kt贸ry poda艂by jej 艣niadanie do 艂贸偶ka i obdarzy艂 聽porannym u艣miechem i poca艂unkiem.

Dzieci zostawi艂y jej laptopa. Nie by艂 on najnowszy, ale wci膮偶 sprawny. Pani Stasia mia艂a mgliste poj臋cie do czego s艂u偶y owa maszyna i pewnego razu, kiedy samotno艣膰 mocno doskwiera艂a, wesz艂a na portal randkowy. Za艂o偶y艂a sobie konto z bardzo aktualnym zdj臋ciem. Opisa艂a siebie tak jak czu艂a, czyli najszczerzej, i偶 pragnie pozna膰 m臋偶czyzn臋 niebanalnego. Opisa艂a, 偶e jest gotowa i otwarta na now膮 znajomo艣膰, tak膮 do grobowej deski i konto swoje zatwierdzi艂a.

Oczywi艣cie, 偶e jej dzieci nie mia艂y poj臋cia o jej zabiegach w internecie i ch臋ci poznania kogo艣 interesuj膮cego. Nie zwierzy艂a si臋 nikomu ze swoich pragnie艅 i obserwowa艂a swoje konto na portalu.

Zg艂osi艂o si臋 wielu pan贸w w jej mniej wi臋cej wieku. Zacz臋艂a z nimi pisa膰 i mo偶na by stwierdzi膰, 偶e testowa艂a owych pan贸w, zadaj膮c im wiele dociekliwych pyta艅. Z ca艂ej tej plejady wybra艂a pana J贸zefa, kt贸ry wyda艂 jej si臋 najbardziej wiarygodnym i dobrze pouk艂adanym, starszym panem.

Pan mieszka艂 w tym samym mie艣cie, a wi臋c um贸wili si臋 na pierwsz膮 randk臋 w kawiarni, a pani Stasia mia艂a mie膰 przy sobie tomik wierszy Wis艂awy Szymborskiej, aby Pan J贸zef mia艂 u艂atwione zadanie – tak si臋 um贸wili.

Pani Stasia z dr偶eniem serca czeka艂a pierwsza, a kiedy wszed艂 wysoki i postawny m臋偶czyzna, nie mia艂a w膮tpliwo艣ci, 偶e to on. Podszed艂 do stolika i szarmancko poca艂owa艂 j膮 w r臋k臋, a ona poczu艂a natychmiast co艣 takiego, jakby znali si臋 od wielu lat, bo tak mu z oczu dobrze patrza艂o.

Rozmawiali najpierw nie艣mia艂o opowiadaj膮c o swoim 偶yciu na zmian臋. Pan J贸zef te偶 by艂 wdowcem z 35 letnim sta偶em w zwi膮zku i nie zauwa偶yli, kiedy min臋艂y trzy godziny ich pierwszej randki, a tyle mieli sobie jeszcze do powiedzenia i wci膮偶 by艂o im ma艂o.

Zacz臋li si臋 spotyka膰 codziennie i dzwoni膰. Pan J贸zef zabiera艂 pani膮 Stasi臋 na spacery, do kina i robili wypady za miasto nad pobliskie jezioro. On rozpala艂 ognisko i piek艂 dla niej kie艂baski, a przy tym 艣wietnie si臋 bawili i wci膮偶 nie zamyka艂y im si臋 buzie. Mieli wci膮偶 sobie tyle do powiedzenia i jednym s艂owem zakochali si臋 w sobie i zosta艂o wypowiedziane magiczne s艂owo – kocham.

Nie wierzy艂a, 偶e spotka艂a na swojej drodze tak prawego i z klas膮 m臋偶czyzn臋, kt贸ry g贸ry by dla niej przenosi艂, a ona dogadza艂a mu kulinarnie w swoim domu, bo bywa艂 u niej coraz cz臋艣ciej.

Na niedzielny obiad zn贸w przysz艂y jej dzieci z rodzin膮 i postanowi艂a zrobi膰 im niespodziank臋 – zaprosi艂a te偶 J贸zefa. Chcia艂a si臋 nim pochwali膰 i przede wszystkim przedstawi膰 go 聽swoim 聽dzieciom.

Jednak jej plan nie wyszed艂 najlepiej, gdy偶 spotka艂a si臋 ze strony swoich bliskich z dziwn膮 konsternacj膮 i zdziwieniem. Us艂ysza艂a od swoich dzieci, 偶e w tym wieku to chyba nie wypada sypia膰 z m臋偶czyzn膮, bo co by na to powiedzia艂 ich ojciec, kt贸ry chyba si臋 przewraca w grobie. Pad艂o du偶o nieprzyjemnych uwag, 偶e chyba zwariowa艂a na stare lata, 偶e to jest niesmaczna sytuacja, a matka robi膮c za nastolatk臋 si臋 o艣miesza w oczach swoje wnuczki.

Pani Stasia nie spodziewa艂a si臋 takiej reakcji i nie zna艂a z tej strony swoich dzieci. Nagle objawi艂y si臋 jej jako 藕li ludzie i nie tak ich wychowa艂a. Poczu艂a si臋 bardzo skrzywdzona tymi os膮dami, a w g艂owie powtarza艂a sobie, 偶e chcia艂a by膰 tylko jeszcze raz szcz臋艣liwa i mia艂a nadziej臋, 偶e jej rodzina to zrozumie. Sta艂o si臋 zupe艂nie nie po jej my艣li, bo rozp臋ta艂o si臋 piek艂o i nikt nie tkn膮艂 niedzielnego obiadu, a zacz臋to trzaska膰 drzwiami na odchodne.

Po tym wszystkim pani Stasia si臋 za艂ama艂a, bo J贸zef zaatakowany przez rodzin臋 Stasi skuli艂 si臋 i ukry艂 z dala od niej, ale to by艂 tylko taki chytry plan.

Pani Stasia przesta艂a wychodzi膰 z domu. Ca艂ymi dniami chodzi艂a nie uczesana i nie umalowana, a nie by艂o to do niej podobne. Przesta艂a o siebie dba膰 i o dom tak偶e, a wi臋c w zlewie ros艂a g贸ra brudnych naczy艅 i kompletnie przesta艂a sprz膮ta膰.

Siedzia艂a taka zaniedbana, a J贸zef przesta艂 j膮 zupe艂nie odwiedza膰, a wi臋c kiedy dzieci przysz艂y, to zasta艂y j膮 i dom w kompletnym nie艂adzie. Pani Stasia siedzia艂a i nie reagowa艂a na 偶adne argumenty, 偶e powinna wzi膮膰 si臋 w gar艣膰 i przesta膰 p艂aka膰 po swoim lowelasie, bo to przykro patrze膰 jak stara kobieta rozpacza za urojon膮 mi艂o艣ci膮.

Tak 偶y艂a pani Stasia przez miesi膮c, a偶 jej bliscy si臋 zaniepokoili i pos膮dzili j膮 o depresj臋 po utracie ukochanego, kt贸ry j膮 na zawsze opu艣ci艂. Obiecali, 偶e je艣li we藕mie si臋 w gar艣膰, to niech sobie kocha kogo chce, bo ju偶 nie mog膮 patrze膰 jak si臋 ich matka zatraci艂a w tej rozpaczy. Nie mogli patrze膰 na ten wszechobecny ba艂agan, brudne naczynia, warstwy kurzu wsz臋dzie i nie zrobione pranie, a matk臋 w brudnym szlafroku, rozczochran膮 i zaniedban膮.

Wpadli razu pewnego wszyscy razem i zacz臋li sprz膮ta膰 dom matki, bo tego by艂o ju偶 za wiele. Wyszorowali i wypucowali wszystko, tylko dlatego, aby pani膮 Stasi臋 pobudzi膰 do 偶ycia. Zapragn臋li aby wszystko by艂o tak, jak przed poznaniem J贸zefa. Niech wr贸c膮 te niedzielne obiady i dawne ich rozmowy i nawet niech uczestniczy w nich J贸zef, aby tylko matka si臋 otrz膮sn臋艂a ze swojej rozpaczy. Jednak Stasia wci膮偶 nie by艂a sob膮 i na dok艂adk臋 przesta艂a si臋 聽do nich odzywa膰 i wci膮偶 patrzy艂a w jeden punkt jakby 聽oszala艂a.

R臋ce rodzinie opad艂y i zacz臋li ze sob膮 po cichu rozmawia膰, 偶e trzeba pani膮 Stasi臋 odda膰 o szpitala psychiatrycznego, bo dalej tak 偶y膰 z taka matk膮 si臋 nie da.

Zadzwoni艂 w pewn膮 niedziel臋 do wszystkich telefon i pani Stasia ponownie zaprosi艂a ich na niedzielny obiad. M贸wi艂a spokojnie i sk艂adnie prosz膮c, by si臋 zjawili punktualnie. To by艂 dziwny telefon, bo przecie偶 ich matka zachorowa艂a na depresj臋, a tu taka nag艂a odmiana. Odetchn臋li, cho膰 nie uwierzyli do ko艅ca, 偶e ten obiad faktycznie si臋 odb臋dzie.

Punktualnie o czternastej wszyscy stali przed drzwiami pani Stasi, kt贸re im otworzy艂a razem z panem J贸zefem. Oboje byli szykownie ubrani, a 艣ci艣lej – pi臋knie wystrojeni. Pan J贸zef z garniturze pod krawatem, a pani Stasia w czerwonej, twarzowej bluzce, a na szyi korale. Pi臋knie uczesana i wymalowana, a偶 trudno by艂o wszystkim w ten widok uwierzy膰, 偶e to chyba wszyscy 艣ni膮, bo przecie偶….

Kiedy weszli 聽do 艣rodka, to pani Stasia zada艂a im tylko jedno pytanie. Czy wol膮 matk臋 szcz臋艣liw膮, czy te偶 zaniedban膮 i wy艂膮czon膮 kompletnie ze 艣wiata i rodziny i niech teraz wybieraj膮, bo ona i jej ukochany wbrew wszystkiemu si臋 kochaj膮 i kocha膰 b臋d膮, gdy偶 im si臋 od 偶ycia jeszcze co艣 nale偶y.

Obiad przebiega艂 w takiej atmosferze, jakiej 聽Pani Stasia si臋 nie spodziewa艂a, a jej i pana J贸zefa chytry plan wypali艂, bo wszyscy odetchn臋li z ulg膮, 偶e ju偶 nie trzeba my艣le膰 o szpitalu dla pani Stasi. M艂odzi si臋 pokajali i bili w piersi, co chyba czego艣 ich na zawsze nauczy艂o, 偶e mi艂o艣膰 nie jest reglamentowana i nie ma wieku, bo nie wolno nikomu zabrania膰 mi艂o艣ci.

Na zawsze twoja – moje kino

Poni偶sza karteczka to odzwierciedlenie filmu jaki pozwoli艂am sobie obejrze膰, czyli dla mnie melodramat, a dla krytyk贸w tego filmu w komentarzach przeczyta艂am, 偶e ten film to „dramat” i totalna nuda, a mnie si臋 podoba艂, ale mo偶e ja nie jestem zbyt wytrawnym kinomanem? Nie s膮dz臋, gdy偶 o gustach pono膰 si臋 nie dyskutuje, a wi臋c?

Na zawsze twoja

(2013 Francja, Belgia)

Polecam ten film tym, kt贸rzy rozmi艂owani s膮 w melodramatach i romansach, cho膰 ja nie zbyt cz臋sto po nie si臋gam, ale dzi艣 mi si臋 trafi艂o i napisz臋, 偶e nie 偶a艂uj臋 ani minutki sp臋dzonej przed ekranem.

Wartka opowie艣膰 o mi艂o艣ci od pierwszego wejrzenia, a potem zwi膮zane perypetie dwojga zakochanych os贸b, kt贸re wiele lat czeka艂y na to, by by膰 ze sob膮 ju偶 na ca艂e 偶ycie i by po drodze nie rani膰 nikogo.聽

Film polecam, cho膰 recenzje nie s膮 pochlebne, a mnie si臋 podoba艂 i ju偶 馃檪

Kiedy m臋偶czyzna staje si臋 wielk膮 pomy艂k膮

聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽 聽

W niewielkim miasteczku mieszka艂o sobie ma艂偶e艅stwo w niewielkim mieszkaniu. To by艂 pok贸j z wn臋k膮 i osobn膮 kuchni膮. Ona, to pani Lola, wzi臋ta piel臋gniarka w miejskim szpitalu, kt贸r膮 wszyscy szanowali za profesjonalizm, bo czasami by艂a lepsza od lekarzy, a tak偶e za du偶膮 dawk臋 empatii w stosunku do potrzebuj膮cych.

Pani Lola by艂a 艣liczn膮 kobiet膮, a jej znakiem rozpoznawczym by艂a burza g臋stych w艂os贸w, kt贸re upina艂a w charakterystyczny, wysoki kok. Zawsze by艂a ciekawie ubrana i mia艂a sw贸j styl, a do tego na jej ustach nigdy nie zabrak艂o krwistoczerwonej pomadki. Mia艂a ciekaw膮 urod臋, a oczy podkre艣la艂a zawsze dopracowan膮 kresk膮 i by艂a podobna do Bardotki.

Pan Wac艂aw, m膮偶 pani Loli, to taki zwyk艂y pan, kt贸ry pracowa艂 w bran偶y naprawy samochod贸w i by艂 dobrym fachowcem, bo je艣li zepsu艂 si臋 komu艣 samoch贸d, to pan Wac艂aw tylko pos艂ucha艂 pracy silnika, a wiedzia艂, co samochodowi dolega.

Pani Lola nie mog艂a mie膰 dzieci i oboje nad tym ubolewali, ale najbardziej ubolewa艂 nad niep艂odno艣ci膮 swojej 偶ony pan Wac艂aw, poniewa偶 kiedy spotyka艂 si臋 w Banderosie, miejscowej knajpie z kolegami, to pi艂 i p艂aka艂, 偶e 偶ona nie daje mu upragnionego potomka. Pi艂,a potem przychodzi艂 do domu i 偶on臋 bi艂 i wyzywa艂 od najgorszych.

Nie raz s膮siedzi s艂yszeli jak pani Lola p艂aka艂a z rozpaczy przez uchylone okno, bo echo jej rozpacz nios艂o. Nie raz krzycza艂a, aby si臋 wynosi艂 i przesta艂 zatruwa膰 jej 偶ycie i nie raz kto艣 wzywa艂 policj臋, bo tam u nich w domu cuda si臋 dziej膮.

A potem nast臋powa艂a cisza i nikt ju偶 nie zastanawia艂 si臋, czy pani Lola cierpi i czy pan W艂adek ju偶 wi臋cej jej nie zrani i nie dotknie, bo wizyta policji na troch臋 studzi艂a jego zap臋dy do nast臋pnego razu.

Pan W艂adek kocha艂 pani膮 Lol臋, bo kiedy by艂 trze藕wy robi艂 w domu porz膮dki i s膮siedzi widzieli, 偶e myje okna bardzo dok艂adnie jak na m臋偶czyzn臋. Robi艂 zakupy i gotowa艂 dla nich obiady, ale to by艂y takie zrywy opami臋tania, bo potem wszystko wraca艂o do stanu upojenia alkoholowego. Pani Lola te偶 kocha艂a swojego m臋偶a, ale by艂a to mi艂o艣膰 przez 艂zy.

Nie potrafili si臋 rozsta膰 i tak przez wiele d艂ugich lat ze sob膮 si臋 szargali. Przez wiele lat godzili si臋 i k艂贸cili na oczach ciekawskich s膮siad贸w, kt贸rzy byli kompletnie zdezorientowani.

Pani Lola by艂a ju偶 w s艂usznym wieku i nagle mocno przyty艂a i pewnego razu id膮c objuczona zakupami niebezpiecznie upad艂a i zbi艂a sobie kolana, a zakupy rozlecia艂y si臋. Od tego momentu nikt wi臋cej nie widzia艂 pani Loli, gdy偶 ta na zawsze zamkn臋艂a si臋 w domu i nigdy wi臋cej tego domu nie opu艣ci艂a. Nikt nie wiedzia艂 dlaczego i w艂a艣ciwie nikt nie wnika艂 dlaczego pani Lola wybra艂a taki spos贸b na 偶ycie. Gadali po k膮tach, 偶e mo偶e ten upadek tak j膮 zawstydzi艂, a mo偶e jest tak bardzo chora, 偶e choroba j膮 odci臋艂a od 艣wiata zewn臋trznego.

Bywa艂y dalej jazdy pana W艂adka i s膮siedzi czasami s艂yszeli ja pani Lola rozpacza, bo czy zim膮, czy latem okno mieli uchylone, ale nikt nie odwa偶y艂 si臋 ju偶 zg艂asza膰 tego na policj臋. Wszyscy wiedzieli, 偶e jak pan W艂adek wytrze藕wieje, to wszystko jako艣 si臋 u艂o偶y u nich.

S膮siedzi byli ciekawi, co dzieje si臋 z pani膮 Lol膮, kt贸ra z osiedla znikn臋艂a, ale nie byli w stanie niczego si臋 dowiedzie膰, bo w ich oknach wisia艂y bardzo g臋ste firany. Czasami kto艣 zauwa偶y艂 jak odchyla si臋 firana i pani Lola podlewa kwiaty na parapecie i poza tym niczego o pani Loli nikt nic nie wiedzia艂. Domys艂om nie by艂o ko艅ca, bo mo偶e pani Lola jest le偶膮ca, a mo偶e rozum jej odj臋艂o. Byli ciekawi, ale nie w艣cipscy, gdy偶 uwa偶ali, 偶e ka偶dy 偶yje jak chce.

Nagle pan W艂adek zdj膮艂 te g臋ste firany i w oknach zrobi艂o si臋 pusto, bo nikt nie zauwa偶y艂 i nie wiedzia艂, 偶e pani Lola 聽umar艂a i w艂a艣ciwie nikt nie poszed艂 na cmentarz j膮 po偶egna膰. Odesz艂a tak cicho, 偶e pochowano j膮 w obecno艣ci tylko jej m臋偶a i kilku jego kumpli. Po pogrzebie wyprowadzi艂 si臋 z ich mieszkania i jak ludzie m贸wili, przesta艂 pi膰 i wzi膮艂 si臋 w gar艣膰, gdy偶 na jego drodze stan臋艂a nowa, du偶o m艂odsza mi艂o艣膰, kt贸ra mia艂a nie艣lubne, czteroletnie dziecko. Mieszka艂a w niewielkim domu na wsi i tam pan W艂adek si臋 zakotwiczy艂 i pokocha艂 jak swoje, dziecko nowej mi艂o艣ci. Ludzie szepcz膮, 偶e to nie jest ten sam cz艂owiek!

Dziwny splot wydarze艅

Byli ma艂偶e艅stwem 20 letnim. Maria i Ryszard uchodzili za wzorow膮 par臋, tylko wszyscy im wsp贸艂czuli, 偶e nie mogli mie膰 dzieci. Maria leczy艂a si臋 d艂ugie lata, ale bez efektu, a na adopcj臋 nie mia艂a odwagi. Ba艂a si臋, 偶e nie zdo艂a pokocha膰 adoptowanego dziecka. Ryszard bardzo by艂 za dzie膰mi, lecz los tak mu si臋 u艂o偶y艂, 偶e dzieci mie膰 nie b臋d膮. Mieli psa i to on zast臋powa艂 im to upragnione dziecko.

Zajmowali si臋 po pracy ogrodem dzia艂kowym, kt贸ry by艂 dla nich alternatyw膮 na zape艂nienie tej istotnej dla nich luki. Oboje kochali kwiaty i wiele pracy wk艂adali w upraw臋 w艂asnych warzyw i owoc贸w. Tak lecia艂y im wsp贸lne lata.

Pewnego wieczoru Ryszard przyszed艂 do domu dobrze wstawiony. By艂 z kolegami na piwie i Maria tolerowa艂a te jego kole偶e艅skie wypady. Sama w tym czasie lubi艂a obejrze膰 dobre kino w samotnym prze偶ywaniu. Ryszard wr贸ci艂 bardzo zmarnowany szybko po艂o偶y艂 si臋 spa膰 ku uciesze Marii, kt贸ra nie lubi艂a jego wywod贸w filozoficznych pod wp艂ywem.

Krz膮taj膮c si臋 jeszcze w kuchni us艂ysza艂a d藕wi臋k smsa w kieszeni kurtki Ryszarda. Zdziwi艂o j膮, 偶e kto艣 o tak p贸藕nej nocy wysy艂a wiadomo艣ci. Podesz艂a do wieszaka i wyj臋艂a kom贸rk臋 z kieszeni kurtki m臋偶a.

Nigdy tego nie robi艂a, bo nie czu艂a takiej potrzeby, aby sprawdza膰 telefon swojego m臋偶czyzny. Ufa艂a mu bezgranicznie i brzydzi艂a si臋 inwigilacj膮 jak膮 stosowa艂y inne kobiety. Wiedzia艂a, 偶e jej kole偶anki z pracy sprawdzaj膮 kom贸rki swoich 偶yciowych partner贸w, a tak偶e ich komputery kiedy tylko nadarzy si臋 taka okazja. Nie czu艂a takiej potrzeby, ale tym razem d藕wi臋k kom贸rki j膮 zafrapowa艂.

Troch臋 trwa艂o, kiedy zorientowa艂a si臋, jak odczyta膰 wiadomo艣膰 i kiedy m膮偶 pochrapywa艂 na kanapie, Maria przeczyta艂a:

– Kochanie, musimy to powt贸rzy膰. W mojej lod贸wce ju偶 ch艂odzi si臋 wino na nast臋pny raz 鈥 twoja kochaj膮ca ci臋 Paula.

Maria my艣la艂a, 偶e to jest jaki艣 absurd i kobieta o imieniu Paula si臋 pomyli艂a, 艣l膮c wiadomo艣膰 do jej m臋偶a. Wzi臋艂a kom贸rk臋, zapali艂a wi臋cej 艣wiat艂a w kuchni i usiad艂a na kuchennym taborecie. Postanowi艂a bli偶ej przyjrze膰 si臋 telefonowi i odczyta艂a wszystkie wiadomo艣ci.

By艂o ich w telefonie bardzo wiele. Mi艂osne wyznania, a tak偶e terminy i miejsca spotka艅. S艂owa t臋sknoty i zapewnienia, 偶e wkr贸tce powiadomi j膮 o tym, 偶e odchodzi.

Maria od艂o偶y艂a kom贸rk臋 i podesz艂a do lod贸wki, aby nala膰 sobie spor膮 ilo艣膰 sch艂odzonej w贸dki. Wpi艂a trzy kieliszki jeden za drugim, a偶 poczu艂a w 偶o艂膮dku przyjemne ciep艂o. Nie dociera艂o do niej, 偶e jej ukochany i dobry m膮偶 ma w pobliskiej miejscowo艣ci inn膮 kobiet臋, z kt贸r膮 ju偶 sobie zaplanowa艂 dalsze 偶ycie.

O艣mielona wypitym alkoholem postanowi艂a wycisn膮膰 numer do tej jego Pauli. Czeka艂a chwil臋, a偶 tamta odbierze. W ko艅cu by艂a ju偶 noc i najzwyczajniej j膮 obudzi艂a.

– Prosz臋 jutro przygotowa膰 miejsce w szafie na ciuchy mojego m臋偶a – cichym i spokojnym g艂osem oznajmi艂a jednym tchem

– Ale… Nie ma 偶adnego ale, dobrej nocy i wy艂膮czy艂a rozmow臋.

Gdzie ja mam te walizki, chwil臋 si臋 zastanawia艂a i posz艂a do garderoby, aby spakowa膰 jego rzeczy. Robi艂a to na ch艂odno i z rozmys艂em. Jednak kiedy pakowa艂a jego przybory toaletowe, kt贸re sta艂y w toalecie obok jej, nagle si臋 za艂ama艂a. Spojrza艂a na pust膮 p贸艂k臋, spojrza艂a w lustro na swoje odbicie i 艂zy zala艂y jej twarz.聽

Nie spa艂a tej nocy. Nie mog艂a, bo w艂a艣nie rozsypa艂 si臋 jej pouk艂adany 艣wiat. Nie mog艂a skojarzy膰 fakt贸w, kiedy spotyka艂 si臋 z tamt膮 kobiet膮. A wi臋c te wszystkie jego wyjazdy na ryby by艂y doskona艂膮 przykrywk膮 do tajemnych randek i uniesie艅. A wi臋c sk膮d by艂y te wszystkie trofea, czy偶by kupione w sklepie? Oszukiwa艂 j膮 ca艂y czas i ciekawa by艂a kim jest tamta kobieta? Lepsza, 艂adniejsza i pewnie mog膮ca urodzi膰 mu dzieci? My艣li jej si臋 k艂臋bi艂y jak szalone, a 艣wiat zawali艂 w jednej chwili.

Kiedy o poranku Ryszard jak zwykle chcia艂 sobie zrobi膰 kaw臋, potkn膮艂 si臋 o wystawione w korytarzu walizki. Jego zdziwienie by艂o wielkie, kiedy zauwa偶y艂, 偶e ju偶 tutaj za chwil臋 nie b臋dzie mieszka艂. Rozstanie odby艂o si臋 prawie bez s艂贸w. Obmy艂 tylko twarz i w艂o偶y艂 ubranie, aby znie艣膰 swoje rzeczy do samochodu.

Maria stan臋艂a przy oknie i ostatni raz widzia艂a swojego m臋偶a, kt贸ry w艂a艣nie rozpocz膮艂 swoj膮 now膮 drog臋 偶ycia. Nie mog艂a sobie poradzi膰 z rozstaniem. Zamkn臋艂a si臋 w domu i wzi臋艂a d艂ugie zwolnienie z pracy. Nie chcia艂a z nikim rozmawia膰 i nikomu niczego t艂umaczy膰. Zwin臋艂a si臋 jak kot i le偶a艂a dniami i nocami bez ruchu, bez emocji, jakby 偶ycie z niej ulecia艂o. Nie odbiera艂a telefon贸w od nikogo i w ko艅cu wy艂膮czy艂a ca艂kowicie aparat, a tylko ukradkiem przed znajomymi wymyka艂a si臋 na spacer z psem, kt贸ry tylko jej zosta艂. Nie malowa艂a si臋 i nie dba艂a o posi艂ki. Niczego ju偶 nie chcia艂a od 偶ycia.

Pewnego dnia, zaniepokojone kole偶anki z pracy tak mocno puka艂y do drzwi, 偶e musia艂a je otworzy膰. Zobaczy艂y rozgrzebane 艂贸偶ku, a obok stos zap艂akanych chusteczek.

– Nie mo偶esz tak 偶y膰, papla艂y jedna przez drug膮. – Ogarnij si臋 i wracaj do 偶ycia, do nas – nie dawa艂y za wygran膮.聽

Wyprosi艂a je, dzi臋kuj膮c za trosk臋, ale oznajmi艂a, 偶e musi sama prze偶y膰 to, co si臋 wydarzy艂o i chce zosta膰 sama. Nie przyjmowa艂a 偶adnych rad i pociesze艅. Nie chcia艂a wraca膰 do 偶ycia, co bardzo zmartwi艂o jej znajome z pracy. Odpu艣ci艂y i da艂y jej dwa tygodnie na pozbieranie si臋 i powr贸t do pracy. Przysi臋g艂a, 偶e si臋 pozbiera, ale niech ju偶 sobie id膮.

Min臋艂y 3 lata od rozstania. Przez ten czas nie widzia艂a ani razu Ryszarda. Ostatni raz, tylko na rozprawie rozwodowej, kt贸ra przebieg艂a bez komplikacji z orzeczeniem o 聽winie jej m臋偶a. Przez ten czas wiod艂a spokojne i monotonne 偶ycie. Praca, dom, spacer, dzia艂ka. Chwile samotne zape艂nia艂a sobie udzia艂em na forum, gdzie takich porzuconych kobiet by艂o wi臋cej. Szuka艂a tam pocieszenia i wsparcia, a i sama udziela艂a rad innym, 艣wie偶o porzuconym. By艂a na tyle silna ju偶, 偶e sta膰 by艂o j膮 ju偶 na pisanie, i偶 b贸l jest wci膮偶 silny, ale da si臋 z nim 偶y膰, bo bardzo j膮 wzbogaci艂 wewn臋trznie i nauczy艂 pokory. Pisa艂a, 偶e bardziej siebie pozna艂a i nie wierzy, i偶 da艂a sobie rad臋 ze zdrad膮.

Tak mija艂y jej dni, ale by艂a zadowolona, 偶e ten wewn臋trzny spok贸j zacz膮艂 si臋 jej podoba膰. Radzi艂a sobie z obowi膮zkami i czu艂a si臋 coraz bardziej silniejsza. Postanowi艂a, 偶e kupi nowy komputer i zajmie si臋 pisaniem ksi膮偶ki. W g艂owie mia艂a jej zarys i chcia艂a spr贸bowa膰, co z tego by jej wysz艂o. Tak tylko dla siebie i nie koniecznie o sobie. Pragn臋艂a umie艣ci膰 swoich bohater贸w na ciep艂ej wyspie i otoczy膰 ich wspania艂ymi s膮siadami, co wi膮za艂o si臋 z przer贸偶nymi zabawnymi i mniej zabawnymi historiami. Jak zaplanowa艂a, tak zrobi艂a i pisa艂a wieczorami przy fili偶ance aromatycznej herbaty. Czasami schodzi艂o jej do p贸艂nocy, kiedy zatraci艂a si臋 w swojej wyobra藕ni i budowaniu fabu艂y.

By艂a wreszcie szcz臋艣liwa, bo mia艂a co艣 tylko swojego, a by艂a to jej powstaj膮ca ksi膮偶ka. Budzi艂a si臋 i k艂ad艂a z g艂ow膮 zaprz膮tni臋t膮 pomys艂ami i by艂a z siebie bardzo zadowolona.

To by艂a d艂uga maj贸wka i chcia艂a j膮 sp臋dzi膰 ze swoj膮 ksi膮偶k膮, ale jej plany popsu艂 niespodziewany dzwonek do drzwi, a wi臋c w szlafroku posz艂a zobaczy膰 kto te偶 zak艂贸ca jej spok贸j. Kiedy je uchyli艂a, zd臋bia艂a. Ryszard sta艂 w drzwiach niczym zbity pies. Nie ogolony i nie 艣wie偶y. Widzia艂a, 偶e si臋 bardzo postarza艂 i zaniedba艂. Nigdy nie widzia艂a go w takim stanie.聽

– Witaj Mario, mo偶emy porozmawia膰 chwil臋. – Prosz臋 po艣wi臋膰 mi sw贸j czas, bo… ja ju偶 tak nie mog臋 偶y膰 – wymamrota艂.

– Wejd藕, skoro ju偶 jeste艣 – serce jej mocno zabi艂o i nie wiedzia艂a, czy dobrze robi wpuszczaj膮c go do mieszkania.

Usiad艂 w pokoju na du偶ej sofie, a Maria oddali艂a si臋 w kierunku okna, z dala od niego. Czeka艂a na dalszy rozw贸j tej jak偶e dziwnej sytuacji.

– Mario, chc臋 do ciebie wr贸ci膰, bo ja ju偶 nie chc臋 z ni膮. Mam do艣膰 trzech etat贸w, bo wiecznie jej ma艂o i ma艂o. Tych wiecznych awantur o pieni膮dze, o jej dzieci,kt贸re wszystko musz膮 mie膰. Tylko praca, praca, bo zaspokoi膰 jej potrzeby sta艂o si臋 ponad moje si艂y. Ja wiem, 偶e ciebie skrzywdzi艂em i wiem, 偶e mo偶esz mnie za chwil臋 wyprosi膰 ze swojego domu i b臋dziesz mia艂a s艂uszn膮 racj臋 i powiem ci tylko, 偶e zda艂em sobie spraw臋, jak bardzo ciebie kocha艂em i wci膮偶 kocham. Nie chc臋 偶ebra膰 o uczucie, ale musisz wiedzie膰, 偶e to, i偶 odszed艂em to by艂 m贸j wielki b艂膮d. Daj mi drug膮 szans臋 Mario.

W pokoju zapanowa艂a cisza, i偶 s艂ysza艂a jak mocno bije jej serce. Nie wiedzia艂a jak ma si臋 zachowa膰 i by艂a na niego z艂a, 偶e burzy jej ponownie pouk艂adany 艣wiat, na kt贸ry pracowa艂a trzy lata.

– Jak sobie to wyobra偶asz – spyta艂a. Mam ci臋 przyj膮膰 i udawa膰, 偶e nic si臋 nie sta艂o? Jeste艣 doros艂ym cz艂owiekiem i mniemam, 偶e odpowiedzialnym, a wi臋c wracaj sk膮d przyszed艂e艣. Ja cho膰 wci膮偶 ci臋 tak偶e kocham, nie zbuduj臋 ju偶 z tob膮 swojego 偶ycia. Nie po to upada艂am i si臋 podnosi艂am, aby znowu upa艣膰. Nie, nie, nie – oznajmi艂a jak na bezdechu.

– Mario, ale jednego ci nie powiedzia艂em – jestem chory na raka!

Jutro 艣w. Walentego i nikomu nic do tego :)

Ref. 呕ono moja, serce moje,聽
Nie ma takich jak my dwoje
Bo ja kocham oczy Twoje聽
Do szale艅stwa, do wieczora.
M臋偶u m贸j, serce moje,聽
Nie ma takich jak my dwoje
Bo ja kocham oczy Twoje聽
Do szale艅stwa, do wieczora.
呕ono moja, M臋偶u聽 m贸j.

Witam i o zdr贸wko i si臋 pytam, bo u mnie w porz膮dku, dzi臋kuj臋.

Jutro b臋dzie to 艣wi臋to, no wiecie 鈥濿alentego鈥, co to kocha膰 si臋 ludziom na 艣wiecie nakazuje, bo my艣li, 偶e to kochanie to z nieba sobie spada, dla ka偶dego, po r贸wno, nie omija nikogo na swej amorowej drodze. Rozdaje strza艂y i bezbole艣nie trafia w serca ludzkie, sprawiaj膮c, 偶e ka偶dy po r贸wno b臋dzie mi艂o艣ci膮 obdarzony.

Ale to tak nie dzia艂a niestety i jedni kochaj膮 i s膮 kochani, a drudzy b艂膮dz膮 wci膮偶 w poszukiwaniu upragnionego uczucia. Mi艂o艣膰, to jest taka choroba chyba, co to odbiera ludziom rozum na pocz膮tku, a potem nast臋puje otrze藕wienie i dlatego wymy艣lono rozwody i rozstania. Mi艂o艣膰, to co艣 takiego niewyt艂umaczalnego, co sprawia, 偶e przestajemy my艣le膰 racjonalnie i poruszamy si臋 jak we mgle. Mi艂o艣膰 jednak jest uczuciem po偶膮danym i o mi艂o艣ci 艣nimy nie jednej nocy. Piosenki o mi艂o艣ci, filmy o mi艂o艣ci, wiersze te偶, bo mi艂o艣膰 jest natchnieniem dla pisarzy, re偶yser贸w i poet贸w.

Przysz艂o to 艣wi臋to z za wielkiej wody i ca艂kiem dobrze uwi艂o sobie gniazdko w naszym kraju. Jedni akceptuj膮, a inni nie ciepi膮 tego dnia, a wszystko zale偶y od punktu siedzenia. Bo jedni maj膮 komu kupi膰 serduszkowy 聽gad偶ecik, a inni niestety nie i chyba st膮d bierze si臋 nienawi艣膰 do tego 艣wi臋ta. Ja mam tak膮 maksym臋, 偶e ka偶da potwora, znajdzie swojego amatora, czego wszystkim, szczerze 偶ycz臋. Nagada艂am si臋 na pocz膮tku, tak og贸lnie zanudzaj膮c, a jak to ze mn膮 jest w ten dzie艅?

Ja ju偶 tu pisa艂am wiele razy, 偶e wysz艂am za m膮偶 z wielkiej mi艂o艣ci i ta mi艂o艣膰 do dzi艣 mi nie przesz艂a i nie znudzi艂a si臋. Ja ju偶 tu pisa艂am, 偶e moja mi艂o艣膰 wystawiona by艂a na wiele pr贸b, zawirowa艅, 艂ez, rozsta艅 i powrot贸w. Nie raz pad艂y z艂e s艂owa z obydwu stron. Nie raz si臋 ranili艣my a偶 do b贸lu i wydawa艂o si臋 nie raz, 偶e koniec jest tu偶, tu偶, bardzo bliski. Nie raz i nie dwa, serce moje krwawi艂o i przysi臋ga艂am sobie, 偶e odejd臋, 偶e nie dam rady wi臋cej ju偶 znie艣膰. Nie raz, nie raz i zapewniam Was, 偶e oboje stracili艣my z m臋偶em wiele wsp贸lnych lat, bo by艂y to lata bez wzajemnego zrozumienia i ci膮g艂ej walki mi臋dzy sob膮. Nie raz wystawiali艣my swoje najci臋偶sze dzia艂a, aby zniszczy膰 przeciwnika. Nie ma chyba na 艣wiecie ma艂偶e艅stwa, w kt贸rym zawsze wszystko gra艂o od pocz膮tku do ko艅ca i my nale偶eli艣my do tej grupy o wiele lat za d艂ugo. I komu robili艣my krzywd臋? Oczywi艣cie, 偶e sobie i oczywi艣cie, 偶e dzieciom naszym. Pewnie nie jedna awantura zosta艂a przez nie zapami臋tana, ale ju偶 jest z tym koniec, bo po ka偶dej burzy, niebo ja艣nieje i wstaje s艂o艅ce.

Ja wiem, 偶e postronni obserwatorzy mog膮 mnie uwa偶a膰 za naiwn膮 kobiet臋, bez zasad, bo powinnam dawno kopn膮膰 w ty艂ek i zacz膮膰 偶y膰 na w艂asny rachunek, ale jak偶e si臋 myl膮 tak twierdz膮c. Nie wiedz膮, 偶e w moim 偶yciu zago艣ci艂 wreszcie upragniony spok贸j i odnowi艂y si臋 uczucia, tak jak by艂o na pocz膮tku. Przeszli艣my oboje bardzo wiele, ale nigdy nie przestali艣my si臋 kocha膰 i dlatego cz臋sto sobie 艣piewamy, zacytowany refren piosenki, na samym pocz膮tku wpisu, a ja sobie jeszcze do艣piewam, 偶e po nocy, przychodzi dzie艅 i warto by艂o czeka膰 na te pi臋kne czasy.

Ps. Nie poddawajcie si臋 tak 艂atwo i walczcie o siebie, bo nie ka偶da burza i deszcz jest w stanie zmy膰 Wasze Serca!