Archiwa tagu: zwolnienia

Strach w oczach pracowników administracyjnych

W tym roku, bo 26 listopada będziemy wybierać nowych ludzi w swoich małych społecznościach. Będziemy wybierać nowych Burmistrzów i Wójtów, a więc podejrzewam, że już się dzieje. Podejrzewam, że ludzie, którzy mają pracę i spokojnie sobie pracowali od wyborów do wyborów, są lekko już sfrustrowani.

O tym się nie mówi głośno, ale każdy pracownik jakiegoś urzędu boi się o swoją przyszłość, bo jak przyjdzie nowa miotła, to wiadomym jest, że będzie wymiatać i sprzątać, aby był porządek to znaczy – po mojemu!

Poznałam niedawno nowe określenie na pracownice biurowe i jestem lekko zszokowana, jak język polski ubożeje, bo określenie „biurwa” jest paskudne i krzywdzące, ale cóż! Ja już jestem poza urzędem, a język się zmienia, ale nie na lepsze.

Podejrzewam, że w urzędach wszyscy teraz siedzą cichutko w swoich pokojach, aby tylko za bardzo nie rzucać się w oczy przełożonym i pilnie wypełniają swoje obowiązki, a raczej najpilniej jak tylko potrafią, aby tylko nie podpaść i zostać zauważonym, ale z tej dobrej strony.

Pracownicy z pewnością będą głosowali na dotychczasowego Burmistrza, czy Starostę, bo to im zapewnia dalszą bytność na stanowisku. Inaczej myślą mieszkańcy, którym władza raczej nigdy nie dogodzi. Ludzie zawsze spekulują i zarzucają władzy niegospodarność i brak kompetencji, choć ja nie interesuję się tym już za bardzo, a wybierać będę według własnego sumienia, bo obecny rządzący mi się podoba, choćby dlatego, że sporo dla miasta zrobił, ale to jest moje subiektywne odczucie.

W małych miasteczkach z pracą jest raczej krucho. Zwłaszcza kobiety po ukończeniu szkół, najchętniej widziałyby się raczej w biurze, gdyż chodzi o to, aby gdzieś się na początek zaczepić, a potem budować swoją karierę zawodową. Nie znaczy to jednak, że ukończenie szkoły i zdobycie kwalifikacji, spowoduje otrzymanie stanowiska, bo wiadomym jest, że w obecnych czasach pracę załatwia się po znajomości i tego najbardziej boją się starzy pracownicy.

Uf, mnie to już nie dotyczy, na szczęście, a wszystkim swoim znajomym z dawnej pracy i nieznajomym, życzę jak najmniejszego stresu. 🙂

Kobiety kiedyś były ambitne, a teraz idą na skróty

Kiedy byłam młodą dziewczyną, jeszcze taką bez męża i bez dzieci, pragnęłam czym prędzej skończyć szkołę, zdać maturę i iść do pracy, aby ulżyć mojej biednej Mamie, która będąc po rozwodzie nie mogła liczyć na systematyczne alimenty na mnie i na siostrę. Dlatego czym prędzej chciałam iść do pracy, aby jej zwyczajnie ulżyć i dołożyć się do domowego budżetu. Pracę dostałam, wcale nie tak ot sobie, bo po znajomości, tak, tak, bo w latach siedemdziesiątych też potrzebne były znajomości. Byłam telegrafistką w jednostce wojskowej na węźle telekomunikacyjnym, gdzie odbierałam i nadawałam bardzo ważne depesze związane z obronnością naszego kraju. Pracowałam z Brygadą w Bydgoszczy i czasami te depesze były bardzo długie, co wymagało ode mnie dość szybkiej obsługi telegrafu i oczywiście wszystkich wojskowych procedur. Te telegrafy były poufne i tajne i przesyłanie wiadomości wszelakich wymagało ode mnie zasznurowania mojej buzi, abym nie przekazywała żadnych wiadomości najbliższym. Praca była bardzo ciekawa, gdyż poszczególne depesze musiałam rozprowadzić z tajnym dziennikiem, na poszczególne jednostki. Czułam się ważna, bo znałam wszystkie tajne wiadomości dotyczące działań naszego wojska.

Pracowałam, ale kiedy zaszłam w ciąże, przeniosłam się do innej jednostki, abym była w stanie pracować tylko od rana do 15, ponieważ poprzednia praca była zmianowa, a więc w ciąży mi to nie służyło. Pracowałam 8 godzin dziennie w wojskowej księgowości, licząc lampy, przewodniki i silniki wydawane na różne urządzenia. Pracowałam sumiennie i kiedy urodziłam, wróciłam do pracy po trzech miesiącach macierzyńskiego, oddając dziecko do żłobka, bo nie mogłam sobie pozwolić na jakieś zwolnienia, trzeba było żyć z czegoś, kiedy mąż odbywał służbę wojskową.

Tak samo było, kiedy urodziłam drugie dziecko, a mąż dostał pracę. Oboje wiedzieliśmy, że musimy pracować, aby zapewnić naszym dzieciom wszystko, bo mnie bardzo zależało, aby miały szczęśliwe w miarę dzieciństwo na tamte czasy, kiedy kraj chwiał się w posadach i wiecie co? Kiedy tak czytam, że:

„Joanna Hofman, żona Adama Hofmana, lidera partii PiS, została zatrudniona w spółce KGHM w kwietniu 2007 r., czyli w czasie gdy szefował jej kojarzony z PiS, Krzysztof Skóra. Po przegranych wyborach, na dwa dni po pojawieniu się informacji o tym, że ma on zostać zwolniony, kobieta przestała pojawiać się w pracy. Od 23 grudnia 2007 r. przebywała już na zwolnieniu lekarskim, urlopie chorobowym, wypoczynkowym i wychowawczym. Przebywanie na tych zwolnieniach lekarskich zabrało jej 2 lata. Na nieobecność w pracy żony Adama Hofmana zebrały się zwolnienie lekarskie, świadczenie rehabilitacyjne, urlop macierzyński, urlop wypoczynkowy oraz urlop wychowawczy, z którego wróciła do pracy 4 września 2009 roku. Ale już dzień później przedstawiła kolejne zwolnienie lekarskie od lekarza neurologa, które przedłużała aż do 4 grudnia – pisze „DGP”. Wtedy KGHM wystąpiło do ZUS o sprawdzenie, zgodnie z obowiązującymi przepisami, czy pani Hofman jest rzeczywiście niezdolna do pracy. Lekarz orzecznik z ZUS nie miał wątpliwości i wydał decyzję o jej zdolności do pracy od dnia 25 listopada 2009 roku. Jednak tego samego dnia, żona posła otrzymała kolejne zwolnienie, tym razem ze szpitala psychiatrycznego. Sam zaś poseł Hofman w mediach ogłosił, że jego żona jest szykanowana przez ZUS. „ Moja żona jest szykanowana przez ZUS tylko dlatego, że jest małżonką osoby publicznej – powiedział Hofman dziennikarzowi „DGP” zapowiadając, że zamierza wystąpić na drogę sądową przeciwko ZUS”

Cieszę się więc, że miałam w sobie tyle ambicji, iż nic w życiu nie dostałam za darmo, bo walczyłam pazurami o swoją rodzinę. Nie wyłudzałam kasy od państwa, a dałam z siebie bardzo wiele, bo uczciwie pracowałam. Może zrobiłam błąd, bo od tej pracy, od tej tej gonitwy za groszem straciłam w końcu zdrowie, bo może za bardzo chciałam być idealna i aby nikt mi w życiu nie zarzucił, iż się w życiu obijałam. Kochane moje dzieci. Nie żałuję, że pracowałam na Wasze potrzeby, bo bardzo Was kocham i nie zazdroszczę, że inne kobiety się migają i siedzą na państwowej kasie jak wrzód na de… Mnie by to urągało, bo kiedy dzieci dorosną tej pani i temu panu i wyczytają w Internecie, że mamusia był wyłudzaczką państwowej kasy – to będzie wstyd!