Archiwa tagu: życie

Mamy tylko jedno życie!

Znalezione obrazy dla zapytania życie

 

Ostrzeżenie egzystencjalistyczne

Uwaga!!!
Jeżeli ktoś powie ci,
że życie piękne jest, 
a mówiąc to,
wzruszon bardzo,
na pograniczu drżenia głosu,
to zaopiekuj się nim,
bo on chyba, kurwa, przybył z kosmosu.

Andrzej Poniedzielski

Rodzimy się i jesteśmy jak te czyste kartki, które dopiero zapisze życie i to wszystko, co na naszej drodze się wydarzy.

Oczywiście dziedziczymy jakieś cechy i geny po rodzicach i to oni od początku kształtują nas i wychowują tak, abyśmy byli dobrymi ludźmi i szczęśliwymi.

Nie wiem od czego to zależy, że jedym życie układa się wspaniale i kroczą przez nie jak po płatkach róż!

Inni muszą się całe życie o wszystko bić i nic nie przychodzi im łatwo i przyjemnie.

Należę do takiej grupy właśnie, że na każdym etapie swojego życia miałm pod górkę i to co teraz mam jest wypracowane krwawicą i nic łatwo mi nie przyszło.

Nie chcę podawać przykładów jak było mi w wielu momentach ciężko, bo szanuję teraz, co dzieje się w moim życiu, a nie jest nagorzej – aby nie zapeszyć!

Zawsze tak miałam, że kiedy byłam w końcu spokojna i szczęśliwa, to wiedziałam, że za progiem stoi tuż, tuż stres, kłopoty,  zmartwienia i dlatego teraz dmucham na zimne.

Jestem na emeryturze i mam masę czasu na rozmyślania i wspominam jak mi to życie upłynęło.

Teraz wiem, że porażki  mnie ukształtowały i stałam się mocniejsza, ale muszę bardzo uważać, aby nie dopadła mnie deprecha, do której mam skłonności!

Mimo przeróżnych doświadczeń kocham cię życie i wiem, że życie jest nowelą, której nigdy nie mam dosyć!

Na ziemi naszej są miliardy istnień, a więc miliardy historii dobrych, pozytywnych i nieszczęśliwych.

Dziś w sieci znalazłam wiersz Poniedzielskiego, który skłonił mnie do napisania tego postu i wydaje mi się, że autor wiersza musał być w złym okresie i przeżywał jakąś traumę.

Myślę, że ludzie na tej ziemi są szcześliwi i nie muszą być kosmitami, choć są i tacy, którzy głodują, nie mają gdzie mieszkać i muszą znosić wojny.

Dlatego cieszmy się z tego, co mamy i doceńmy to, że mamy swoje mieszkania, ciepłą wodę. Mamy się w co ubrać i co zjeść oraz z kim dzielić swoje życie.

Więcej nie powinno się z życia wyciskać, bo jest to grzech w stosunku do tych, którzy nie mają nic!

Tak sobie filozofuję na emeryturze!

Reklamy

W życiu piękne są tylko chwile – Dżem!

Jestem seniorką – już na emeryturze i mam sporo czasu na rozmyślania o wszystkim.

Czytam Internet, oglądam wiadomości, a dla równowagi w ramach ćwiczenia mózgu rozwiązuję krzyżówki, ale lubię też dobre, a raczej wybitne kino.

Nie oglądam komedii, ani horrorów, ale uwielbiam filmy psychologiczne, dramaty i trochę obyczajowe.

Jestem także pilną obserwatorką polityki, bo nijak nie umiem się od niej odkleić i z tego powodu od prawie trzech lat – cierpię katusze!

Ktoś mi powie, a po cholerę Ci ta polityka Elka, a ja odpowiem, że zależy mi na tym, aby moje Dzieci i Wnuki żyły sobie w dobrej Polsce – pukładanej w każdym aspekcie.

Aby moje Wnuki nie wsydziły się za granicą, że pochodzą z Polski zniewolnej i zepsutej – bardzo mi zależy na tym, aby były z Polski dumne.

Ale do meritum:

Na stare lata dochodzę do wniosku, że mimo paskudnej polityki jest dla mnie najważniejsze i ponad wszystko:

  • mieć rodzinę, która jest fundamentem dla wspaniałego samopoczucia i móc na rodzinie polegać,
  • mieć dach nad głową i móc w każdej chwili złej w nim się skryć,
  • mieć na emeryturze jako takie zdrowie,
  • nie ważne jest jakie mamy w domu meble i nie ubolewać, że nie dorobiliśmy się willi z basenem i luksusowych, włoskich płytek, oraz wypasionego samochodu,
  • spełniać swoje marzenia w ramach możliwości finansowych i mieć choć małe hobby,
  • od czasu do czasu pojechać na wczasy nad morze i zamoczyć stopy w naszym Bałtyku, a ci, którzy kochają góry niech wędują szlakami – oby bezpiecznie,
  • kiedy jest sezon grzybowy – pojechać do lasu i je zbierać, a potem przetworzyć i wąchać jak cudnie pachną.
  • przed pokrojeniem chleba też go powąchać i podziękować, że mamy za co go kupić,
  • uprawaić działkę i mieć na niej warzywa swojej produkcji i dużo kwiatów,
  • pojechać na Mazury i żeglować, napawając się pięknem i zapachem jezior,
  • ugotować coś pysznego i poczęstować tym swoich bliskich, albo upiec ciasto z truskawkami,
  • mieć tyle pieniędzy, aby starczało na wszystkie potrzeby i mieć odłożoną kupkę na lekarzy, bo kiedyś nastąpi ta chwila,
  • od czasu, do czasu zorganizować grilla dla rodziny i znajomych i mieć w zanadrzu ciekawe tematy, a nawet inteligentne kawały,
  • patrzeć w niebo, bo tam dzieją się cuda, gdyż chmury tworzą ciekawe obrazy, a gwiazdy są największą zagadką w kosmosie,
  • idąc na spacer obserwujmy wszystko, co dzieje się wokół, a zauważymy ludzke szczęście i nieszczęście i nie bądźmy obojętni na toczące się życie, bo jest ono piękne, ale i brutalne,
  • słuchajmy śpiewu ptaków, bo to koi skołatane nerwy,
  • powąchajmy zapach róż i uczymy się jak chodować wymagające storczyki,
  • w razie niższej formy nie zmuszajmy się do mycia okien i ścierania kurzy – wenna kiedyś wróci i zrobimy to bez wysiłku, a z przyjemnością,
  • miejmy dobre stosunki z sąsiadami, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będziemy ich potrzebowali,
  • nie kłóćmy się o politykę – nawet w rodzine i najlepiej zmieńmy temat,

Mogłabym tak pisać i pisać, a mnie dzisiaj sprawił radość mój spacer z aparatem foto.

Będę sama przez trzy dni, bo Mąż wyjechał z kolegą w ważnej sprawie i już tęsknę!

Wyobraziłam sobie, a jak by to było gdybym już na zawsze była sama i byłoby krucho, bo dziś bez Męża nawet nie odgrzałam sobie obiadu – brak motywacji.

Poszłam w miasto i zrobiłam zdjęcia, aby zapełnić sobie czas i zniwelować tęsknotę,  a to są efekty – poczułam się dumna z tego, że pokonałam w sobie lęk przed samotnym wychodzeniem z domu po dwóch, brutalnych próbach gwałtu na moją osobę.

Pokonałam ten lęk!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Przedświąteczne refleksje!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.
Jest czas pracy przed świętami i jest czas odpoczynku, refleksji i złapania oddechu oraz dystansu do wszystkiego, co nas trapi, denerwuje, pobudza do złości.
Jest to  czas na zastanowienie się nad tym, co jest dla mnie w tym, jedynym życiu najważniejsze.
Podchodzę do życia już mniej emocjonalnie, bo kiedy byłam pełna werwy – młodsza, często niepotrzebnie się złościłam na wiele spraw.
Wraz z upływem czasu zrobiłam się bardziej spokojna i żyję zgodnie ze sobą i niczego nie udaję.
Staram się dbać o siebie i mojego Męża, z którym w końcu tworzymy udany tandem i potrafimy z miłością spojrzeć sobie w oczy i się przytulić.
Zrobiłam stroik samodzielnie i choć talentu mi brak, to nie dałam zarobić komercji, ale jestem z siebie dumna, że mi się chciało na stare lata.
Jestem dumna z siebie, że mimo mojego wieku przygotowania świąteczne wraz z Mężem ogarnęłam i jestem z nas dumna.
Przyszedł taki czas, co mnie trochę martwi, że straciłam w ciągu roku 14 kilo na wadze i wyglądam identycznie jak mój Ojcec w tym wieku.
Jestem zdartą skórą z mojego Ojca, który w wieku 67 lat popełnił samobójstwo z niewiadomych mi powodów.
Martwię się, czy i w tym temacie upodobnię się do mojego Ojca i czy zostało mi tylko jeszcze 6 lat życia.
Kocham życie i mam nadzieję, że nic mnie tak nie przybije przez nastepne lata jak mojego Ojca i będę żyła jeszcze parę lat, bo dopiero teraz jestem najszczęsliwszą kobietą
Jak czytacie mam wiele dylematów w głowie, ale póki co, jutro spotykam się z rodziną na wspólnym śniadaniu. Odwiedzę moją chorą Mamę, a potem będę odpoczywała w swoim pokoju, które jest jakby moją wyspą, a moje Dzieci nazywają mój pokój biurem, tak jakbym wciąż pracowała.
W moim biurze są albumy ze zdjęciami, fotografie najbliższych mi osób, kominek, ulubiona lampa, dwa laptopny, biurko do pisania ręcznego i moja ulubiona kanapa, na której siedzę sobie i piszę i się komunikuję.
W moim biurze są też kwiaty i rzeźba staruszka grającego na skrzypkach i moja ulubiona mastkota.
Uważam, że każdy z nas potrzebuje swojego azylu, takiej samotni, gdzie nikt mu nie przeszkadza i gdzie można czytać książki, poezję, przeglądać Internet i słuchać swojej ulubionej muzyki.
Ja tak azyl sobie stworzyłam, a Mąż ma swój  i nie wchodzimy sobie w drogę.
Kochani! Niech te święta będą dla Was piękne i spokojne, bo dla mnie są trudne, gdyż mam chorą na raka Mamę i trudno mi wykrzesać dla niej stosowne życzenia, bo wszystko, co powiem może być śmieszne, albo okrutne.
Gdzieś w głębi duszy jestem bardzo smutna, ale muszę przez to jakośc przebrnąć, aby się nie załamać.
Czasami nie wiadomo jak się zachować i to męczy mnie najbardziej.

Jeszcze w polu tyle śniegu,
jeszcze strumyk lodem ścięty
a pierwiosnek już na brzegu
wyrósł śliczny, uśmiechnięty.

Witaj, witaj kwiatku biały
główkę jasną zwróć do słonka
już bociany przyleciały
w niebie słychać śpiew skowronka.

Stare wierzby nachyliły
miękkie bazie ponad kwiatkiem.
Gdzie jest wiosna? – powiedz miły,
czyś nie widział jej przypadkiem.

Lecz on nic nie odpowiedział,
o czym myślał? – któż to zgadnie.
Spojrzał w niebo, spojrzał w pola,
szepnął cicho: „Jak tu ładnie!”

Władysław Broniewski

 

Nie ukrywam, że jestem Seniorką!

Nie ukrywam na blogu, że już jestem Seniorką i mam swoje lata.
Właśnie te lata przeżyte są powodem do tego, że coraz częściej wspominam swoje życie.
Zaglądam do albumów rodzinnych, w których zebrało się naprawdę dużo zdjęć i nad każdym się chwilę pochylam i podumam.
Wspominam swoje dzieciństwo i chyba każdy tego doświadcza, że wspomnienia z dzieciństwa się o dziwo zatracają i w mózgu zapisane są tylko skrawki z tego dzieciństwa.
Ja nie pamiętam np. rodzinnych Wigilii – takich z Mamą i Tatą, a jedynie jedną, kiedy rodzice wygadali się, że moja Babcia od strony Ojca – popełniła samobójstwo.
Taka wiadomość dla 10 letniej dziewczynki, to był szok i dlatego to utkwiło mi w pamięci.
Nigdy swojej Babci nie poznałam, ale przez tą wiadomość często o Niej myślę.
Myślę też o tym, że kiedy opuszczamy łono naszej Matki, to tam gdzieś zapisany jest kod kreskowy, który kieruje naszym życiem i nic nie dzieje się bez przyczyny.
To ten kod mówi nam i podpowiada jak mamy w życiu postępować i jak kierować swoim życiem.
Może się mylę, że to, co przeżyliśmy w swoim życiu jest po coś!
Wiele bym zmieniła w swoim dorosłym życiu, bo wiele się zdarzyło złego, ale z wiekiem sobie tłumaczę, że widocznie się zdarzyło, aby mnie wzmocnić i dać siłę na dalsze, dane mi lata.
Teraz kiedy jestem już Seniorką mogę dać radę dla ludzi młodych, aby żyli intensywnie, sprawiedliwie, w miłości do bliskich i świata i aby nie marnowali ani jednego dnia w swoim życiu.
Jeśli cierpią na depresję niechaj zrobią wszystko, aby z niej wyjść – szkoda marnować każdego dnia!
Jeśli mają złą pracę, niechaj ją zmienią!
Jeśli żyją w złych związkach, to niechaj je zakończą i nie marnują sobie życia.
Jeśli wpadli w nałogi, to niechaj się leczą, aby wyjść na prostą, bo życie tego jest warte.
Niechaj dostrzegą to, jakim darem jest życie i warto z niego czerpać i uczyć się żyć zgodnie ze swoją wiarą, przekonaniami, a także dawać od siebie maksimum swoich możliwości.
Niechaj młodzi ludzie słuchają starszych i uczyli się od nich, oraz czerpali z nich mądrość życiową.
Ja już jestem Seniorką i znalazłam wiersz o sobie, bo mi już zostało mniej, niż więcej i dlatego kocham każdy dany mi dzień.(Wiersz poniżej).
Jak pisze mi moja ukochana „A” – biorę już urlop od życia i już nie liczę godzin, ni lat, bo to życie przemija – a nie ja!
Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Dziewczynka, którą kiedyś byłam,
Odwiedza mnie czasami w snach.
Częstuje dropsem lub agrestem
I patrzy na mnie, jakoś tak….
Z niedowierzaniem w piwnych oczach,
W zdumieniu tak dziecinnym trwa,
Jakby nie mogła w to uwierzyć,
Że … ja – to ja,
Że ja – to ja.

To czas, kochanie,
Zrobił swoje,
Dokładnie i solidnie.
Każda dziewczynka to przechodzi,
A potem… trochę brzydnie.
To czas, kochanie,
Zrobił swoje
I cofnąć go nie można.
Pamiętaj o tym,
Wróć do mamy.
Na przyszłość bądź ostrożna.

Z pożółkłej starej fotografii
Uśmiecha się znajoma twarz;
Zabawne jasne warkoczyki,
A w oczach ten bezczelny blask.
Pamiętasz? – pyta – tamte wiosny,
Wagary, flirty, pierwsze bzy,
I tego, który kochać nie chciał,
Więc dotąd się, za karę śni.

To czas, kochanie,
Zrobił swoje,
I depcze nam po piętach.
On jakoś nie zna się na żartach,
Na żadnych sentymentach.
To czas, kochanie,
Zrobił swoje
Najlepiej jak potrafił.
A ty – ty wiecznie uśmiechnięta
Na starej fotografii.

W codziennym życia kołowrotku,
Wciąż zrywa mi się jakaś nić,
Więc trzeba wiązać koniec z końcem
I mimo wszystko jakoś żyć.
W pośpiechu, podle, podle, bez nadziei…
Z dnia na dzień przeżyć byle jak,
A nocą pytać aż do świtu
I po co tak? I na co tak?

To czas, kochanie,
Robi swoje,
Traktuje nas jak gości,
On nie ma złudzeń, ani pytań
I żadnych wątpliwości.
Bo czas nie pyta
Tylko płynie
I twarze wokół zmienia,
Aż nagle widzisz
Jak go mało
Zostało do stracenia.

Magda Czapińska

Jesienna chandra, a może tylko proza życia!

Życie – stary sposób na zbieranie zdziwień
Kończy się dość jednak nieszczęśliwie- bowiem śmiercią.
I choć tyle miewa znaczeń…
Nie słyszałem, by skończyło się inaczej.

Żyj
Jakiś sens przy tym miej
Bowiem żyć, samo żyć – nie wystarczy za sens.

Miej nadzieję na szczęście
Powiedzmy od września…
Miej nadzieję…… i na tym poprzestań.

Andrzej Poniedzielski

Budzimy się i mamy nadzieję na dobry, spokojny dzień.

Robimy sobie kawę i zasiadamy wygodnie w fotelu, by się kawą rozkoszować.

Niestety, ale życie często zaskakuje, bo nagle drzwiami i oknami włażą życiowe zdziwienia.

Dziwimy się, że ktoś i gdzieś nas obsmarował, potępił, ocenił, naubliżał, nie znając faktów, a także oplotkował.

Nagle kawa nie smakuje, bo za dużo negatywnych bodźców wytrąca nas z normalnego funkcjonowania, a w duszy zbiera się gorycz i złość.

Nie wiadomo jak się bronić, aby po drodze komuś też nie naubliżać, nie nawymyślać, a zachować się z klasą i dystansem oraz zachować się przyzwoicie.

Możemy znieść wiele upokorzeń, ale pewnego dnia się przeleje i popadamy w stan depresyjny, bo nie godzimy się z tym wszystkim, co inni nam robią.

I ja taki dzisiaj dzień miałam, że dwie godziny przepłakałam – ciurkiem leciały mi łzy, bo jestem bezradna wobec zacieśniającej się wobec mnie ośmiornicy niczym sycylijskiej.

Moją chandrę dopełniły do tego wydarzenia w moim kraju, który tonie w lawinie kłamstw i łamania Konstytucji!

Nie da się już oddychać w tym kraju i ratują mnie takie, moje luźne myśli, które na blogu prezentuję:

Nie są one wysokich lotów, ale oddają to, co mnie cholernie boli, że Polska teraz, to obdartusy Europy!

Morał z życia jest taki, że jeśli nie wiesz o co chodzi, to zazwyczaj chodzi o kasę i w polityce i w życiu zwyczajnych ludzi!

W PiS-e, to już Korea!
Mazurek wyznacza, kto może
iść do TVN-u!

Co to za władza, taka butna i harda – staje przed nami, która rżnie w gacie i zasłania się policją i barierkami?

Myślisz, że jesteś prawnie czysty jak łza?
Nic już nie gwarantuje, że nie czeka na Ciebie i Ciebie – więzienna cela!

Niemcy Polskę obserwowali – poszli do wyborów i mądrze wybrali!

Polsko, moja Polsko – cóżeś Ty za Pani, że dorwali się do władzy – głupcy i tyrani!

Nie ma Prezydenta i nie ma Premiera, gdyż tym krajem rządzi – ta mała cholera!

Waszczykowski, głupol „kce” rezygnować z rosyjskiego gazu!
Ludzie! Kupujcie butle gazowe, bo Putin zakręci kurek!

Taka jest prawda!
„Ucho Prezesa”, to już nie jest kabaret.
„Ucho Prezesa”, to brutalna prawda!

Kiedy będzie „SKOK” pisowców na PKO BP ?

Wiecie co mi mój Mąż zrobił?
Jadł kolację w moim pokoju i włączył TV1!
To był jego błąd! O mało mu pilotem nie przywaliłam!

Wiosenna radość!

Liliowy kapelusz…
Kobiety

Kiedy ma 5 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę.

Kiedy ma 10 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka

Kiedy ma 15 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwą siostrę 
przyrodnią Kopciuszka:
„Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!”

Kiedy ma 20 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 30 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć 
i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 40 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 50 lat:
Ogląda się w lustrze i mówi: „Jestem sobą” i idzie wszędzie.

Kiedy ma 60 lat:
Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, 
którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. 
Wychodzi z domu i zdobywa świat.

Kiedy ma 70 lat:
Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. 
Wychodzi z domu i cieszy się życiem.

Kiedy ma 80 lat:
Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada 
liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość 
i przyjemność ze świata.

Może wszystkie powinnyśmy dużo wcześniej 
założyć taki liliowy kapelusz…

Z całego serca życzę nam pięknych dni 
i nie zapomnijcie liliowego Kapelusza!

Wstrząsająca wiadomość od aktora Keanu Reeves’a dla wszystkich ludzi na świecie

„Wstrząsająca wiadomość od aktora Keanu Reeves’a dla wszystkich ludzi na świecie”.

„Matka mojego kolegi zawsze zdrowo się odżywiała. Nigdy nie piła alkohol ani nie jadła śmieciowego jedzenia, codziennie trenowała i była bardzo sprawną i aktywną kobietą. Zawsze przyjmowała leki przepisane przez lekarza, a kiedy wychodziła na słońce, to na skórze miała ochronny filtr przeciwsłoneczny. Po prostu, zawsze w najwyższym stopniu dbała o zdrowie… Obecnie ma 76 lat, raka skóry, raka kości i zaawansowaną osteoporozę.Ojciec mojego przyjaciela zajada się szynką, masłem i tłustym jedzeniem. Nigdy nie trenuje. Kiedy wychodzi na zewnątrz, pozwala słońcu palić skórę do granic wytrzymałości. W efekcie, przeżywa on swoje życie według swoich własnych standardów, a nie tak, jak nakazują mu inni. 

Obecnie ma 81 lat i zdrowie młodej osoby.

Ludzie nie mogą ukryć się przed losem i tym, co im jest pisane. Te słowa pochodzą od matki mojego przyjaciela: „Gdybym wiedziała, że moje życie skończy się w ten sposób, pozwoliłabym sobie na szczęście i smakowanie wszystkiego w pełni.”

Nikt z nas nie opuści tego świata żywy, więc, proszę, przestań się obciążać zbyt wieloma myślami i zakazami. Jedz pyszne jedzenie. Biegaj w słońcu. Skacz do morza. Mów prawdę, która kryje się w twoim sercu. Pozwól sobie być głupi. Bądź przyjacielski. Bądź zabawny. Nie ma czasu na nic innego! „

http://www.glosgminny.pl/wstrzasajaca-wiadomosc-od-keanu-reevesa/

Przedświąteczne rozmyślania!

Kiedy byłam dzieckiem, to w moim rodzinnym domu odbywał się armagedon. Ojciec wiecznie pijany, niespełniony zawodowo wyżywał się na mojej Mamie, na mnie i mojej Siostrze.

Ilekroć wybiegałam z domu zalękniona i chowałam się w parku, by odsapnąć, by na chwilę zapomnieć o tym jakie piekło jest w moim domu.

Ochraniałam Mamę, ale za to dostawałam kijem po łbie, a szyby leciały z mebli jak diamenty okraszone łzami i wielkim cierpieniem.

To był fatalny okres w moim życiu i nie zapomnę tego do końca swoich dni. To zapisało się trwale w szufladkach i często budzi w nocy jak najgorszy koszmar z filmu horror.

Przeżyłam i szybko chciałam uciec z domu. Do kogo uciec?

Poznałam fajnego chłopca i się śmiertelnie,  poważnie zakochałam. Miałam nadzieję, że to ten, który ochroni mnie przed złem tego świata i wierzyłam mu bezgranicznie.

To była taka miłość, co się nie zdarza, a więc na śmierć i życie.

Pobraliśmy się i zaczęło się życie.

Na świat przyszły dzieci w najgorszym momencie w Polsce, kiedy to działo się tak wiele w polityce, a skończyło się na wprowadzeniem Stanu Wojennego.

Zaczęła się walka o byt, a więc zdobywanie najważniejszych artykułów, by przeżyć. Zdobywanie ubranek dla dzieci, a jakże często brakowało na rynku bardzo potrzebnych rzeczy.

Kolejki za wszystkim i wstawanie w nocy, by kupić odrobinę masła, by zdobyć parę deko sera, albo mleko dla Dzieci.

To był trudy czas i w zasadzie mijałam się z Mężem w drzwiach, bo ja z pracy, a On do pracy i tak było przez wiele, długich lat.

Wakacje, to przeważnie biwaki w lesie nad jeziorem i to był taki oddech od codzienności, który robił dobrze całej rodzinie.

Jednak i tak do końca nie poznaliśmy się z Mężem, bo życie toczyło się w wielkim tempie i wciąż się mijaliśmy i wciąż sobie wszystkiego nie powiedzieliśmy, bo brakowało sił i brakowało czasu.

Życie gnało jak szalone i przyszedł czas, że zostaliśmy sami, bo Dzieci poszły w świat i nagle nastała cisza, z którą nie wiedzieliśmy, co zrobić. Nagle zabrakło tematu o Dzieciach i tego wielkiego zabiegania i powstała dziura. 

Nie wiedzieliśmy jak ją zapełnić. Szukaliśmy sposobu na wzajemną komunikację i to nasz pies nas zbliżył i stał się naszą maskotką, na której skupialiśmy swoją uwagę.

Było coraz lepiej i nagle zrozumieliśmy, że musimy sobie wzajemnie pomagać, by zapanowała domowa harmonia i się udało.

Udało się po trzech latach od odejścia z domu Dzieci i układa nam się bardzo dobrze. Dopiero teraz wiem, że uciekłam spod skrzydeł Ojca w dobre ręce.

Jestem szczęśliwa na starość, choć tak długo szukałam tego szczęścia, a nasze życie było jak wściekła sinusoida, ale się udało.

Chwilo trwaj!

W klimacie Zaduszek

Każdemu z nas przypisany jest jakiś odcinek od początku do końca!

Kiedyś ten koniec nastąpi i odejdziemy z tego świata i to od nas zależy jak nas zapamiętają.

To nam zostanie wystawione świadectwo zależnie od tego, jakim człowiekiem byliśmy i co od siebie daliśmy innym.

Pewna kobieta urodziła dwoje dzieci. Dziewczynkę i chłopczyka, ale tylko je urodziła i przez całe życie dbała tylko o to, by miały co jeść i w co się odziać. Pracowała dużo i mąż jej pracował, a dzieciom nigdy niczego w sferze materialnej nie brakowało.

Jednak była na tyle oschła, że dzieciom nigdy nie czytała bajeczek, ani nie śpiewała kołysanek na dobranoc.

Miały być posłuszne i karne, tak jak żołnierze w wojsku. Nigdy nie przytulała swoich dzieci i nie mówiła, że je kocha. To ojciec częściej był przy dzieciach i tulił je do snu oraz opatrywał dziecięce rany. To ojciec mówił, że jest dumny z nich i nie szczędził im pochwał. Matka była jak zamurowana.

Mijały lata i dzieci z domu odeszły. Poszły w świat, założyły rodziny i urodziły się im dzieci.

Kiedy przychodziły święta, to nie miały wcale ochoty przyjeżdżać do domu rodzinnego właśnie ze względu na matkę. Kiedy się pojawiały, to stół uginał się od przysmaków, ale matka wciąż była oschła i nie dopuszczała swoich dzieci do siebie. Dlatego też jej dzieci coraz rzadziej ją odwiedzały, gdyż matka nie wyciągnęła ze swojego życia żadnych wniosków.

Kiedy umarła, to dzieci pojawiły się na pogrzebie i złożyły kwiaty i zapaliły znicze, ale bez jednej łzy – oschle i beznamiętnie. Tak ją sobie zapamiętały.

Wniosek jest bardzo prosty: Żyj tak, aby twoi bliscy szczerze zapłakali, kiedy cię już nie będzie.

Małgorzata Ohme: śmierć nie jest końcem

Chodzę alejkami pięknych Powązek w Warszawie, które rozświetla blask zniczy. Nagle, kompletnie się tego nie spodziewając, staję się nieuprawnionym słuchaczem dialogu między sześciolatką a jej tatą. Dziewczynka pyta, czy może zostawić mamie cukierka na grobie. Tak, cukierka. Pyta dalej, gdzie ma go schować, aby nikt go mamie nie zjadł. Tata spokojnym głosem, ledwo zdziwiony odrywa się na chwilę od czyszczenia grobu i pomaga małej ukryć słodycze w pączkach doniczkowego kwiatu.

Oprócz wzruszenia, które łapie mnie za gardło, myślę o tej scenie wracając do domu. Czy chodzi mi tylko o tę sytuację? O wyobrażenie domu, w którym tej mamy nie ma? O brak wieczornych łaskotek i czytania? O smutek, który rozgościł się w tej rodzinie, gdy odeszła? Początkowo tak. Ale jest coś jeszcze w tej scenie, co nie pozwala mi zapomnieć – myślę. Cukierek. Tak, cukierek, który łączy fantazję dziecka z zimnym grobem. Życie ze śmiercią. Śmiercią, która nigdy nie jest końcem.

Czytałam kiedyś rozmowę z filozofem profesorem Tadeuszem Gadaczem, który powiedział, że „śmierć powinna uczyć nas o życiu, a nie o odchodzeniu“. Ten, kto choć raz był w hospicjum – rozumie to doskonale. Codzienne umieranie przeplata się tam z afirmacją życia. Zmiana perspektywy z lat, miesięcy, a nawet dni na ten jedyny moment “tu i teraz” intensyfikuje doznania. Pan Tomasz w ostatnim stadium raka kości cieszy się z możliwości spróbowania raz jeszcze konfitur sąsiadki. Pani Ania (białaczka) z pogłaskania psa, który wiernie leży przy jej łożku. Ktoś inny raduje się z rozmowy z wnuczką. Większość podopiecznych nie może doczekać się wspólnych czwartków przy drewnianym stole na dole, gdzie zbierają się ci, którzy żyją. Dosłownie. I, wierzcie mi, rzadziej słychać przy tym stole narzekania na los, a częściej słowa wdzięczności za te chwile. Za MOŻLIWOŚĆ ich przeżycia.

Możliwość – piękne słowo, prawda? Jak często w ten sposób myślimy o życiu? O czymś absolutnie wyjątkowym, na co udało nam się załapać. O czymś, czego absolutnie nie wolno nam zmarnować. Warto popatrzeć na groby, które dziś mijamy na swoich cmentarzach jak na tysiące skończonych możliwości. Ktoś napisał książkę. Ktoś zbudował dom. Ktoś zostawił syna i córkę. A znowu ktoś inny nie zostawił niczego, ale pięknie żył. Definicja dobrego życia może być przeliczona w wykorzystanych możliwościach.

Jest coś przepięknego w cmentarzach. Może to właśnie chodzi o tę powagę złamaną ludzkim pędem do życia? Bo w sumie to przecież większość z nas bardzo chce żyć (jak najdłużej i jak najlepiej). Dziewczynka przy grobie swojej mamy miała kolorową kurtkę, pluszaka i mały plecak z księżniczką. Miała też w sobie wolę życia mimo doznanego cierpienia. Trzymała w swoim ręku możliwość i obracała nią jak słodkim cukierkiem.

Lubię grać w tę grę. Na dowód tego, wracając od mojego taty, wrzuciłam do doniczki dziewczynki czerwonego misia-żelka, którego często mam w torebce. Profesor ma rację, śmierć powinna nas uczyć o życiu.

http://kobieta.wp.pl/malgorzata-ohme-smierc-nie-jest-koncem-6053861237863041a?src01=6a4c8&src02=facebook_wp

 

Z łezką w oku!

Mamy zupełnie inne czasy i wszystko się zmieniło od czasów PRL, kiedy to wszyscy mieliśmy – wszystko jednakowe, bo nie było w zasadzie żadnego wyboru.

Mieliśmy takie same radia, telewizory, meble, odkurzacze i nawet szklanki do kawy były niemal, że jednakowe.

Minęło trochę tych lat i rynek został zalany produktami od różnych firm, że tylko wybierać i przebierać jeśli tylko ma się pieniądze.

Wystarczy wejść do firmowego sklepu, a oczy robią się nam jak pięciozłotówki, bo wybór wszystkiego jest niesamowity.

Jeśli tylko zapragnie się zmiany i ma się pieniądze, to dostaniemy wszystko i w różnym asortymencie.

Młodzi nie pamiętają jak tym starszym się kiedyś żyło, a więc w tym wpisie będzie kilka sentymentalnych wspomnień i skłonna jestem napisać, że byliśmy biedniejsi, ale szczęśliwsi.

Czy się mylę?

 Cieślik Lucyna

PRL w pigułce-z cyklu klapka wspomnień

Psioczył każdy młody stary
że na kartki są towary
świnię bił na mięso świeże
bimber pędził i darł pierze

nocą stał i tworzył listy
najróżniejsze miał pomysły
ufarbował białą tetrę
dziergał kapcie swetr za swetrem

ku czci wodzów akademie
zjazdy partii i podziemie
propagandy drwiące hasła
brakło chleba oraz masła

sprzęt spod lady dla wybranych
malowane wałkiem ściany
z kukułką zegar do pary
a w radiu Czerwone Gitary

miłe rzeczy i te mniej
dziś komuno wrócić chciej
słychać teraz często wszędzie
lecz jak było już nie będzie.

L.Mróz-Cieślik

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

,