Archiwum kategorii: Bez kategorii

Kiedy zostają pytania bez odpowiedzi!

Dom Pomocy Społecznej w Jarominie działa od 23 lat.

Tak to już jest, że na starsze lata włączają się wspomnienia i nijak nie da się z tym walczyć, bo gdzieś tam w szyufladkach w mózgu są one zapisane.

Młodzi ludzie o tym nie wiedzą, ale kiedy przybędzie im lat, to zrozumieją, o czym ja piszę.

Jakże często na blogu – jeszcze na Onecie pisałam, że mój Ojciec bił, a raczej katował swoją rodzinę.

Nie raz oberwałam od niego za to, że boniłam Mamy.

Raz się tak wkurzył, że przystawił mi nóż w plecy i chciał mnie nim ugodzić, bo byłam dzieckiem niepokornym i dlatego dostawałam najbardziej.

Rodzice się w końcu rozwiedli, bo prosiłam o to swoją Mamę, że nie damy rady dalej tak żyć, kiedy demolował wszystko i niszczył. Nie chciałam żyć w rodzinie patologicznej, bo się wstydziłam takiej sytuacji.

Byłam wówczas dzieckiem zastraszonym i nie potrafiłam się z niczego cieszyć, co było zauważone w szkole, ale nigdy nikomu nie powiedziałam dlaczego taka jestem.

Po rozwodzie Ojciec zmieszkał w innym mieszkaniu, a my z Siostrą w innym i wydawałoby się, że wreszcie będziemy żyły skromnie, ale w spokoju.

Ojciec do domu swojego zapraszał męty społeczne i alkohol lał się strumieniami, a te męty jakże często go doszczętnie okradały.

Nie pamiętam dlaczego, ale w końcu znalazł się w szpitalu psychiatrycznym i tam jeździłam go odwiedzać.

Ordynator mi powiedział, że Ojciec nie jest chory psychicznie, a jedynie nieporadny życiowo i dlatego załatwił mu Dom Opieki Społecznej, za co mu do dzisiaj serdecznie dziękuję.

Uspokoiłam się trochę, bo Ojciec trafił do naprawdę dobrego DPS po remoncie i były tam bardzo dobre warunki do życia.

Jeżdziliśmy z Mężem go odwiedzać, a to nie było blisko nas, a więc pokonywaliśmy masę kilometrów.

Ojciec miał do dyspozycji tylko dla siebie, bardzo przyjemny pokój i nikt mu w niczym nie przeszkadzał.

Jednak zauważyłam, że Ojciec się alienował i był samotnikiem, co mnie martwiło.

Zawsze coś mu zawoziliśmy do ubrania, a Mąż w pokoju ustawił tylko dla niego – telewizor. Staraliśmy się, aby czuł to, że ktoś o nim myśli  i nie zapomina.

Zgodził się na to, że chcemy go zabrać do domu na Wigilię, aby był z rodziną i Wnuczkami.

Przygotowałam mu pokój, a Dzieci odstawiłam do Babci, a on pobył z nami 3 godziny i kazał sie odstawić z powrotem do DPS i to sprawiło, iż pomyślałam, że woli być sam w swoim pokoju i właściwie wszędzie jest mu źle.

Pewnego dnia będąc w pracy otrzymałam telefon, że Ojciec wyskoczył z okna na drugim piętrze, ale żyje.

Błyskawicznie pojechaliśmy do niego do szpitala. Żył i poprosił mnie o papierosa, bo był nałogowym palaczem.

Nie dałam mu zapalić, bo tłumaczyłam, że w szpitalu palić nie wolno i do dziś mam wyrzuty sumienia.

Przyjechaliśmy do domu, a na drugi dzień znowu otrzymałam telefon, że Ojciec nie żyje.

Prawdopodobnie dostał zatoru w płucach po tym fatalnym skoku i umarł.

Wysłałam w tym samym dniu karawan, bo chciałam, aby Ojca pochować na naszym cmentarzu, ale Prokurator karawan cofną, bo chcieli zbadać czy nie było osób trzecich w tym upadku z okna.

Dostałam znowu telefon po dwóch dniach, że można ponownie wysłać karawan, aby zabrać Ojca zwłoki, bo to było samobójstwo.

Odbył sie pogrzeb w 1997 roku i Ojciec leży w swoim  mieście blisko rodziny, ale wiecie co mi nie daje spokoju?

Ojciec nie zostawił żadnego listu wyjaśniającego i do dzisiaj nie wiem dlaczego to zrobił, bo przecież fizycznie był zdrowy!

Nigdy to się nie wyjaśni, ale dręczy mnie i tak się czasami zastanawiam, czy to nie była samotność!

Ludzie żyją i kiedy są w pełni sił jakże często niszczą swoich bliskich, bo im się zdaje, że będą wieczni.

Mój Ojciec właśnie zawsze mówił do mojej Mamy, że jak zostanie sama, to sobie nie poradzi bez niego i zgnije w rowie.

Tymczasem sam sobie skrócił życie w wieku 67 lat, kiedy moja Mama wciąż żyje, choć jest ciężko chora i liczy sobie 86 lat.

Przetrwała to piekło i nigdy się nie poddała.

Reasumując: Ojciec sprawił, że zrozumiałam, iż rodzina jest najważniejsza i nie wolno rodziny niszczyć, bo kiedy się ją niszczy, to cholerna karma wraca!

 

 

Reklamy

Smaki dzieciństwa!

Znalezione obrazy dla zapytania zupa szczawiowa

Pamiętacie smaki z dzieciństwa, kiedy gotowały nam nasze mamy, babcie, ciotki?

Ja pamiętam smak masła pachnącego na kromce chleba i już nic więcej na niej.

Masło było pyszne i takiego teraz już się nie uświadczy!

Albo zsiadłe mleko – takie mleko prosto od krowy było chyba w każdym domu.

Teraz mamy mleko w kartonie, które przez miesiąc się nie psuje w lodówce!

Chleb też był pyszny, bo pieczony na zakwasie i pamiętam taką pajdję chleba posmarowanego smalcem i do tego kiszony ogórek.

Nie wiem dlaczego te smaki się zmieniły i tak trudno jest teraz je odtworzyć.

Pewnie nawozy i konserwanty popsuły nam te smaki i produkcja na wyskoką skalę powodują zatarcie się danych, prostych pyszności.

Teraz nawet tak samo nie smakuje nawet oradżada, ale może ja grymaszę!

Jedynie, co udaje mi się odtworzyć z maminych przepisów, to zupa szczawiowa i gotuję ją tak jak nauczyłam się w domu rodzinnym.

Gotuję ją tak i tak podaję jak moja Mama, a mianowicie:

  • robię bazę tak jak na rosół, a więc wlewam do garnka jakieś 2  litry wody i dodaję pokrojone warzywa, liść laurowy i ziele angielskie,
  • kiedy wszystko jest miękkie na patelni duszę z czosnkiem na maśle – szpinak,
  • dodaję do bazy dwa słoiczki szczawiu i chwilkę gotuję i dodaję uduszony szpinak,
  • nie dodaję do zupy śmietany, bo dopiero na talerzu,
  • osobno gotuję ziemniaki i kiedy są miekkie – tłuczkiem je traktuję,
  • gotuję kilka jajek na twardzo, bo zupa szczawiowa kocha jajka,
  • na patelni smażę drobno posiekaną cebulę  z pokrojonym boczkiem, albo kiełbasą do okraszenia ziemniaków.

A jak podaję?

Dla siebie na talerzu głębokim kładę jakieś trzy łyżki ziemniaków na brzegu, w których robię łyżką wgłębienie i polewam je skwarkami z cebuli i boczku.

Obrane jajko podzielone na dwie połówki,  zalewam obok zupą i dodaję kleks śmietany.

Pamiętam, że jako dziecko robiłam na swoim talerzu takie studnie i bawiłam się jednocześnie smakując takie pomerdane na talerzu – mniam!

Mężowi zaś nakładam ziemniaki na osobny talerz, a zupę podaję w misce  z jajkiem i śmietaną, bo Mąż tak lubi sobie mieszać smaki.

Ciekawa jestem jakie macie wspomnienia z dzieciństwa i co Wam smakowało z kuchni rodziców, czy to w mieście, czy na wiosce.

Podzielcie się tym, co pamiętacie ze swojejgo dzieciństwa i młodości, bo jestem ogromnie ciekawa.

Zdjęcie jest z sieci, bo nie zrobiłam autorskiego.

Nie katujcie swoich dzieci i wnuków!

W sieci krąży mądry tekst – tak ja uważam i wkeiłam go poniżej.

Jednak zacznę od tego w związku z tym tekstem, bo przypomniały mi się czasy mojej wczesnej młodości.

W szkole podstawowej ogromnie lubiłam uczyć się języka polskiego, geografii, biologii, a nienawidziłam matematyki i historii.

Kochałam ćwiczyć na WF i byłam w tym naprawdę dobra.

Świetnie grałam w kosza, piłkę ręczną, a także biegałam i skakałam.

Miałam niezły głos, a więc należałam do chóru i zespołu „Stokrotki” i to było wszystko z własnej woli – bez presji rodziców!

Jednak najbardziej nie lubiłam matematyki, która spędzała mi sen z powiek.

Bałam się nauczycielki wykładającej, która według mnie matematyki nie nauczyła nikogo z kim czasem na ten temat rozmawiałam.

Jej nauki gdzieś do mnie nie trafiały i leciały gdzieś obok mojego, młodego mózgu i dlatego bałam się każdej klasówki, czy też wywołania do tablicy – masakra – słowo kiedyś nie używane!

Zbliżały się egzaminy do szkoły średniej i dopiero wówczas wpadłam w niesmaowitą panikę, bo przecież byłam w tym przedmiocie bardzo słaba.

Mama jak zwykle przyszła z pomocą i prowadzała mnie przez dwa tygodnie do swojego znajomego, który krok po kroku mi tłumaczył jak rozwiązywać równania i te wszystkie inne meandry i zahaczył też o geometrię.

Okazałam się pojętną uczennicą i egzaminy zdałam z matmy na piątkę!

W szkole średniej trafiłam na klasę złożoną z 33 dziewczyn – z nalepszymi ocenami.

Matematyki uczył nas pieruńsko przystojny profesor Sowa i kto by tam zważał na to, co pisał na tablicy, kiedy wszystkie do niego wzdychały ha ha.

Profesor  wiedział, że nas tego przedmiotu nie nauczył dobrze i dlatego każdej na maturze podciągnął oceny i wszystkie były szczęśliwe idąc w dorosłe życie.

Tak sobie przypominam kiedy ta matma była mi potrzebna w karierze zawodowej, bo chyba nigdy i dlaczego ja tak cierpiałam katusze przez ten przedmiot?

Współcześni rodzice teraz, jakże często katują swoje dzieci, bo mają być we wszystkim najlepsze.

Mają się świetnie uczyć, dobrze pływać, grać na instumencie, grać w piłkę, tańczyć i śpiewać itp.

A tymczasem ja – Seniorka wciąż czekam!

Znalezione obrazy dla zapytania sinus cosinus humor

A teraz zachęcam do przeczytania mądrego tekstu i pomyślcie o swoich dzieciach i wnukach!

Zdjęcie użytkownika Jarek Guc.

Dyrektor ds Szczęścia cytuje:
W sieci krąży list, ponoć skreślony ręką singapurskiego dyrektora szkoły…
Ktokolwiek go faktycznie napisał dotknął istoty sprawy:

„Drodzy Rodzice!

Już wkrótce rozpoczną się egzaminy. Wiem, że martwicie się, żeby Wasze dzieci zdały je jak najlepiej.

Jednak, proszę, pamiętajcie, że wśród uczniów zasiadających do testów, będzie artysta, który nie potrzebuje zrozumieć matematyki… Znajdzie się wśród nich także przedsiębiorca, któremu nie zależy na historii czy literaturze angielskiej… Jest tam też muzyk, dla którego ocena z chemii nie ma znaczenia… Jest i sportowiec, dla którego sprawność fizyczna jest ważniejsza niż fizyka…

Jeśli Wasze dziecko uzyska najlepsze noty, to wspaniale! Ale jeśli nie, proszę, nie pozbawiajcie go pewności siebie i poczucia godności. Powiedzcie: ‚W porządku, to tylko egzamin’.

Wasze dzieci stworzone są do o wiele większych rzeczy w życiu. Powiedzcie im, że nie ważne, ile zdobyli punktów, i tak ich kochacie i nie osądzacie.

Proszę, uczyńcie to. A kiedy tak zrobicie, zobaczycie, jak wasze dzieci podbijają świat.

Jeden egzamin czy niższa ocena nie odbierze im marzeń i talentów. I proszę, nie myślcie, że lekarze czy inżynierowie to jedyni szczęśliwi ludzie na świecie”

 

Kocham Pana – Panie Tusk!

 

Znalezione obrazy dla zapytania tusk donald instagram

Dzisiaj odbyło się przesłuchanie jako świadka – Premiera Donalda Tuska w Sądzie Okręgowym w Warszawie.

Donald Tusk pięknie i wyczerpująco odpowiadał na zadawane mu pytania i uważam, że jest on mądrym i rasowym politykiem.

Do Sądu przyszedł w towarzystwie jednego ochroniarza i zgodził się na udział mediów na sali sądowej, bo nie ma nic do ukrycia!

Odpowiadał sprawnie i wyczerpująco, choć atak na niego był obrzydliwy.

Jarosław Kaczyński myślał, że nasłał na Donalda Tuska ogary, a ci ludzie okazali się jeno zwykłymi kundlami – nie obrażając kundelków.

W innej sali w tym samym Sądzie odbywała się jakaś utajniona sprawa z udziałem Jarosława Kaczyńskiego z obstawą swoich ochroniarzy.

Jarosław Kaczyński boi się ludzi, a więc nie wpuszczono publiki i zakazano wstępu mediom.

Widzimy więc jak bardzo Jarosław Kaczyński boi się ludzi, że się od nich odgradza na wszystkich frontach.

Wciąż do Jarosława Kaczyńskiego nie dociera, że to on jest sprawcą tego okropnego wypadku, który nakazał bratu robić politykę w Katyniu!

Ten przelot organiozowała Kancelaria Prezydenta – Lecha Kaczyńskiego, która zrobiła masę błędów i za to chcą posadzić do więzienia Donalda Tuska.

Było tak, że Prezydent Lech Kaczyński spóźnił się na samolot, a potem nastała w samolocie bardzo nerwowa atmosfera.

Towarzystwo nie było do końca trzeźwe z osobą generała Błasika, który powiedział do załogi w kokpicie, że zmieszczą się śmiało!

Zastraszeni piloci zaczęli popełniać kardynalne błędy, co wyjaśniła dogłębnie Komisja Millera.

Naprawdę nie trzeba być specem od lotnictwa, aby zrozumieć, że to bylejakość i łamanie procedur sprawiło, iż ten samolot roztrzaskał się w lesie smoleńskim i w konsekwencji zginęli wszyscy.

Po dzisiejszej rozprawie wielu miało nadzieję, że Donald Tusk zostanie wyprowadzony w kajdanach i będzie osadzony.

Niestety tak się nie stało, bo nie znaleziono żadnego haka na Premiera i Przewodniczącego Rady Europy.

Niepocieszni dzisiejszą rozprawą na forach zostawiają komentarze napastliwe i nienawistne w stosunku do Premiera, który może za nie długo zostać Prezydentem Polski.

Przeczytałam i o mało nie zwymiotowałam, a napisała to kobieta w wieku seniorkowym.

Jest miłośniczką koni i wszelkich zwierzątek, ale woli nie zawuważać, że w Sejmie koczują matki dzieci niepełnosprawnych, bo woli to zamieść pod dywan.

Taka hipokrytka – Seniorka z grodu Częstochowa – miłośniczka ONR!

Szlag!

” Karma wraca…ja tam mu dobrze życzę, mianowicie -romantycznej recydywy i mydła wyłącznie w płynie”.

Ja Seniorka wciąż się czegoś uczę – tak jak Adrian!

 

Nasza niedziela była inne niż wszystkie, gdyż dostaliśmy zaproszenie na grilla w ogrodzie naszych bliskich.

Pogoda wymarzona na takie rodzinne spotkanie i spędziliśmy naprawdę przyjemnie czas.

Zięć upiekł na grillu  kaszankę z cebulką – mniam, mniam, a Córa przygotowała gorące ziemniaki, sałatkę z rukoli, oliwek z pomidorem i serem w słodko kwaśnym sosie.

Przygotowała też pyszne, czosnkowe tzatzyki i do tego wypiliśmy kufelek zimnego piwa.

W ogrodzie jest kilka owocowych drzew, które cudownie zakwitły.

Jednak ze smutkiem zauważyliśmy, że nie ma w ogrodzie pszczół, które by te kwiaty zapyliły.

Zrobiło się smutno, bo jeśli ludzkość wybije te, jakże pożyteczne owady, to nastanie klęska światowa i nie będziemy mieli co jeść.

Pamiętacie może jak jednemu pszczelarzowi sąd kazał zlikwidować ule, bo pszczoły ponoć kąsały wczasowiczów w jakiejś wiosce?

To był barbarzyński wyrok, bo biedny pszczelarz musiał ule zlikwidować oraz został pozbawiony pięknego hobby i pieniędzy ze sprzedaży miodu.

Wracając do rodzinnego spotkania:

Tym razem też wzięłam ze sobą aparat fotograficzny, ale zdjęcia wyszły nie najlepsze, a wiecie dlaczego?

Mam dobry aparat z wieloma opcjami, ale chcę się nauczyć jak robić rozmyte tło, bo takie zdjęcia bardzo mi się podobają.

Siedziałam dziś na swoim balkonie i kombinowałam i rozparacowywałam, aby osiągnąć taki efekt z migawką.

Mam w swoim aparacie następujące opcje:

  • niska tonacja,
  • sepia,
  • dynamiczne – czarno – białe,
  • mocny obraz,
  • duża dynamika,
  • efekt krosowania,
  • efekt zabawki,
  • efekt miniatury,
  • miękka ostrość,
  • filtr gwiezdny,
  • obraz jednobarwny,
  • ekspresyjny,
  • retro,
  • wysoka tonacja,
  • niska tonacja,

I tak kombinuję, aby uzyskać pożądany efekt i może anzai – doświadczony fotograf mnie naprowadzi na zrobienie dobrego zdjęcia?

Pliss anzai, a może ktoś jeszcze mi pomoże – help!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Ja seniorka – weszłam na wyższy level w sieci!

Znalezione obrazy dla zapytania instagram

 

Coś mnie podkusiło i założyłam sobie profil na Instagramie z ciekawości!

Nie potrafię jeszcze go dokładnie obsługiwać, bo nie wiem jak przesłać własne zdjęcie, ale to rozgryzę.

Instagram działa tak samo jak Facebook i Twitter, czyli trzeba polubić jakieś tam konta i potem możemy oglądać zdjęcia wrzucone przez właściciela profilu.

Myślałam sobie naiwnie, że na Istagramie są zdjęcia tych wszystkich ludzi ze śwata celebryckiego, którzy dzielą się swoimi zdjęciami na tym portalu.

Szybko mnie oświeciło, że na Istagramie są ludzie z całego świata i nie wrzucają tylko zdjęcia, ale i clipy.

Jednym słowem, ja seniorka weszłam na wyższy level i boję się, że popadnę w następne uzależnienie od Instagramu..

Owszem są tam piękne zdjęcia, ale są i obleśne, bo ludzie teraz wszystko – dosłownie wszytko filmują i wrzucają do sieci – bez żadnego wstydu i żadnej refleksji.

Już mnie nie dziwą matki wrzucające gołe, swoje pociechy na Facebooku.

Już mnie nie dziwią zdjęcia z wakacji, aby tym się pochwalić znajomym.

Na Ziemi jest nas 4 miliardy i milony ludzi wrzuca do sieci swoje prywantne życie, bo ludzie teraz bardziej żyją w sieci, aniżeli w realu.

Wszystko więc jest na sprzedaż i ja po obejrzeniu parę clipów na Istagramie stwierdzam, że Świat zwariował i ludzie oszaleli!

Stali się bezmózgowcami i pokazują jak kopulują, jak się narkotyzują, jak kradną, jak brzydko się obnażają i jak są bogaci z biznesu narkotykowego.

Kobiety nie mają żadnych zahamowań i pokazują się tak, jak je natura stworzyła i każda chce zaistnieć w tej dżungli i każda myśli, że zostanie dostrzeżona.

Miliony ludzi czarnych i białych sprzedaje w sieci dziwaczne upodobania i swoje prywatne miejsca. Pokazują jak biją swoje kobiety i ile potrafią wypić alkoholu oraz ile dają sobie w żyłę.

Jedym słowem po obejrzeniu paru  clipów stwierdziłam, że na świecie jest tysiące psychopatów, którzy uważają się za normlanych, a nie są.

Poczułam w sobie wielki smutek i tak sobie myślę – dokąd ten Świat zmierza?

Pomyślałam sobie, że miliony lat temu ludzie żyli w jaskiniach, a byli mniej podobni do małp, aniżeli współcześni.

Panowie mogą podziwiać damskie tyłki i mnie to w zasadzie nie razi, ale zadaję sobie pytanie – po jaką cholerę i dlaczego ludzie zatracili resztki przyzwoitości.

Is it cute ? 🍫🍫

A post shared by www.bold-beautiful.com (@realberniceburgos) on

 

🍑

A post shared by Laci Kay Somers (@lacikaysomers) on

When you’re about to go on a killing spree and your song comes on #fridaythe13th

A post shared by Brittany Renner 🧠 (@bundleofbrittany) on

#fatnick & #lilgnar Smoke A 2 Ounce Blunt (Follow me @nonanupnext

A post shared by Music Promotor & Rap News (@hiphopcentralnews) on

„Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył matkę”

Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył matkę - Matthew Arnold

Zauważyliście, że w Sejmie od paru dni o swoje dzieci niepełnoprawne – walczą przede wszystkim matki?

Gdzie są ojcowie tych dzieci – dali w długą, kiedy się zorientowali, że spłodzone przez nich dziecko jest niepełnosprawne?

Bywa tak w bardzo wielu przypadkach, że to kobiety zostają same z tym balastem, bo przecież, to są ich dzieci!

Głęboko się wczuwam w los tych matek i nawet często zadaję sobie pytanie jak by się potoczyło moje życie, gdybym miała taki sam los jak tych matek?

Czy mój Mąż by mi pomógł, czy może też dał dyla od kłopotów różnistych, a najbardziej finansowych?

Miałam szczęście w życiu, że urodziłam dwie, zdrowe Córki i dla kobiety chyba każdej, to jest największe szczęście.

Jestem bardzo miękkiej konstrukcji psychicznej i bywało czasami tak, że psychicznie nie dawałam rady.

A gdybym musiała opiekować się swoim, niepełnoprawnym dzieckiem dzień w dzień – noc w noc, to czy dałabym sobie radę?

Uważam te matki w Sejmie za bohaterki, które zmagają się codziennie z wielkimi problemami, nie mając na to wystarczającego zaplecza finansowego i jakiejkolwiek pomocy!

My kobiety rodzimy dzieci, aby przedłużyć swoje życie i swojego rodu.

My kobiety jesteśmy stworzone do tego, by kochać swoje dzieci bezgraniczną miłością, bo to jest nasza krew z krwi.

Wychowujemy swoje dzieci więc – najlepiej jak potrafimy, ale przychodzi taki czas, że nasze dzieci odlatują do innych gniazd i je sobie wiją.

Po odejściu moich dzieci z domu, długo nie mogłam się pozbierać, bo gniazdo stało się puste, ale z czasem się z tym pogodziłam.

Zmierzam do meritum:

Już będzie prawie miesiąc od Świąt Wielkanocnych, kiedy to moje dzieci były u nas na uroczystym obiedzie.

Jednak nastała cisza i Córka mieszkająca w tym samym mieście nie zajrzała ani razu do nas i nagle zrobiło mi się smutno.

Pewnego wieczora napisałam do niej wiadomość na Facebooku w ten deseń:

„Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, a do matki ani jedna”

Za niedługo otrzymałam odpowiedź, że przeprasza, ale – no właśnie!

  • Mamo musiałam zrobić to i to.
  • Musiałam zawieźć ciotkę Męża do szpitala na operację!
  • Musiałam być tam i tam i jeszcze musiałam zawieźc córkę na basen, na zajęcia.
  • Odwiedziłam chorą Babcię.
  • I jeszcze musiałam posadzić kwiaty, sprzątnąć ogród i jeszcze ugotowć i uprać,a jeszcze do tego pracuję do 17.
  • Pamiętam i przyjadę i wypijemy wspólną kawę – kocham ciebie.

To mi wystarczyło i zrobiło mi się głupio, bo wyścig szczurów ma się w najlepsze.

PiS brzydzi się niepełnosprawnością

 

Kiedy w 2015 roku, PiS w kampanii krzyczało słowami Szydło, że w budżecie są pieniądze na wszystko, to oczywiście elektorat to kupił i uwierzył prócz mnie!

Kiedy Szydło machała niebieską teczką, że jest kasa na 500+, to ludzie to kupili, a kiedy faktycznie te pienądze wpływały na konto, to elektorat był wniebowzięty, bo zaczęło się faktycznie lepiej żyć rodzinom polskim.

Polska stała się jak Eldorado, bo nagle można było sobie pozwolić na wczasy z dziećmi, kupić im ulubione zabawki i ubrania.

Nie szkodzi, że to 500+ nie spowodowało wzrostu dzietności, a wiele matek zrezygnowało z pracy, ale ważne było to, że  500+ to taki wabik, by głosować na PiS w następnych wyborach.

Przykro mi, ale 500+ się opatrzyło, a więc PiS daje kolejne 300+,aby nie stracić w sondażach.

Niedawno była dyskusja nad tematem aborcji i PiS nakazuje kobietom polskim rodzić dzieci bez mózgu, albo z mózgiem na wierzchu. Każe rodzić dzieci bez kończyn, albo ze źle rozmieszczonymi narządami wewnętrznymi.

PiS nie przyjmuje do siebie, że zgwałcona dziewczynka, która zachodzi w ciążę nie ma prawa do jej usunięcia.

PiS nakazuje, aby rodzić nawet wtedy, kiedy ciąża zagraża życiu matki.

Dziś przysłuchiwałam się rozmowie Minister Rafalskiej z matkami dzieci niepełnosprawnych, które urodziły mimo wszystko.

Te matki na swoje niepełnosprawne dzieci dostają dodatek pielęgnacyjny w wysokości 153 złote.

Te matki zdesperowane usłyszały, że trzeba czasu, bo budżet, bo napięty i takie tam.

Ja się pytam ile czasu jest potrzebne na to, aby rządzący dostali gigantyczne nagrody w wysokości 80 tysięcy – dwie doby?

Ja sie pytam dlaczego PiS wydaje kasę, na kolekcję Czartoryskich i dlaczego tyle się płaci za gamonia z Żoliborza.

Na dzieci niepełnosprawne – kłopot wielki jak seniorzy – kasy brak!

Hipokryci i mam nadzieję, że niepełnosprawne dzieci te słupki pociągną w dół!

Pani Kaju Godek, gdzie kobieto jesteś, kiedy straż marszałkowska nie wpuszcza tych matek w Sejmie i ich niepełnoprawnych dzieci do WC?

Piękna miłość między nimi!

Znalezione obrazy dla zapytania Klepetan i MalenaZnalezione obrazy dla zapytania Klepetan i Malena

Napiszę tak po cichu, że zdarza mi się oglądać telewizję Kurskiego, czyli propagandę PiS.

Mają całkiem ciekawe programy przyrodnicze i oglądam też „Koło Fortuny”, które powoduje, że ćwiczę swój starszawy już mózg i odgaduję hasła.

„Koło Fortuny” prowadzi Rafał Brzozowski całkiem miło i jego Magda, która podoba mi się w tym teleturnieju.

Wczoraj obejrzałam dokument przyrodniczy o cudnej miłości pary bocianów, która jest niesamowita.

Ona zwie się Malena, a on Klepatan.

Malena jest inwalidką, gdyż została postrzelona i straciła zdolność latania, a on co roku w marcu – od dwudziestu lat do niej przylatuje pokonując 130 tysięcy kilometrów z Afryki.

Mają swoje gniazdo na dachu starszego pana, który po stracie żony całkowicie oddał się tym ptakom.

Codziennie jedzie nad jezioro pokonując 50 kilometrów w jedną stronę, aby wędkować w celu zdobycia pokarmu dla swoich ukochanych przyjaciół.

Codziennie ten cudowny człowiek wdrapuje się po drabinie, aby nakarmić Malenę, kiedy ona wysiaduje pisklęta.

W tej chorwackiej wiosce na dachach chat bociany zbudowały sobie gniazda, do kórych powracają, gdyż wioska i jej położenie oferuje wszystkie przesłanki do życia dla tych pięknych ptaków.

Poczytajcie o tej parze, bo to jest najłynniejsza miłość bociania na cały świat.

Malena i jej ukochany mają nawet swoją stronę na Fecebooku i cały świat kibicuje tej jakże wiernej sobie parze.

Kiedy bociany odlatują, to cała wioska jest smutna i ludzie skreślają dni w kalendarzach, do następnej wiosny – do następnego ich przylotu!

Podobny obraz

„Co roku, około połowy marca, Chorwaci zaczynają wypatrywać Klepetana. Przyleci czy nie? Eee, na pewno przyleci, zawsze przecież przylatuje do swojej Maleny

Klepetan j i Malena są bocianami, być może najsłynniejszymi na świecie. Poznali się i zakochali kilkanaście lat temu. Ona miała źle zrośnięte skrzydło i nie mogła latać. Kilka lat wcześniej strzelali do niej włoscy myśliwi, została kaleką na całe życie. Klepetanowi to jednak nie przeszkadzało.

Para uwiła gniazdo, wychowała młode, a kiedy nadszedł czas odlotu do Afryki, on musiał polecieć bez Maleny. Bocianica została sama w Chorwacji, w małej miejscowości Brodska Varoš, u StjepanaVokića, który co roku zimą użyczał jej gościny w budynku gospodarczym.

Wiosną Klepetan wrócił do Maleny. Przebył 130 tysięcy kilometrów, żeby ją zobaczyć. Doczekali się kolejnych bocianich dzieci. Od tamtej pory ta historia powtarza się co roku. W ciągu tych lat urodziło im się kilkadziesiąt bocianiątek, które zimą leciały z ojcem do Afryki. Każdej wiosny, w drugiej połowie marca Klepetan przylatuje do Chorwacji.

Wypatruje go już nie tylko Malena, czekają na niego także ludzie z całej Chorwacji. W chorwackiej prasie pojawiają się artykuły z nagłówkami – Przyleci czy nie? Malena czeka. A potem – Malena i Klepetan znów mają młode. Prawdziwa miłość zwycięża. O bocianach mówi nie tylko prasa i telewizja krajowa, wspominała o nich także BBC. Od 2012 roku mają też swoją stronę na Facebooku.

W 2013 roku, pod koniec marca Klepetan nie pojawił się. Malena przestała jeść, piła tylko wodę. Wiła gniazdo, była osowiała, osłabła. Czekała. Spóźniał się prawie tydzień. Także Stjepan Vokić i chorwacka prasa zaczynali się niepokoić tym, co mogło się wydarzyć w trakcie długiej podróży z Afryki. Tamtego roku wiosna zaczęła się wyjątkowymi chłodami i śniegiem. Wszyscy zastanawiali się czy nie stało się coś złego? W końcu rano 29 marca, w Wielki Piątek, brudny, zmęczony Klepetan dotarł do Maleny. Był to już jedenasty raz.

Po jego powrocie gazety opisywały tkliwe powitanie pary, zamieszczały fotografie bocianów w czułych pozach. Artykuły o Malenie i Klepetanie zawsze zbierają od internautów tysiące „lajków”. W komentarzach pojawiają się sformułowania: wieczna miłość, krzepiąca wiadomość, wspaniałe wieści, wreszcie coś dobrego.

Stjepan Vokić, opiekun Maleny, emerytowany konserwator szkolny, tak opisywał ich powitanie: :

Zaskoczył nas, bo zwykle przybywał po południu. Gdy tylko przyleciał, od razu skierował się do gniazda i Maleny. Ona zaczęła się kręcić w kółko jakby nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić ze szczęścia. On tylko potarł o nią głowę jakby mówił: Jestem, jak się masz? Potem przyleciał na plac zabaw, gdzie przygotowałem dla niego poczęstunek: wiadro z rybami. Wziął ode mnie dwie ryby – mamy taki rytuał powitalny. W tym czasie Malena zaczęła klekotać, zupełnie jakby była zazdrosna. Klepetan wrócił do gniazda i znów się tulili i ocierali o siebie. Są bardzo szczęśliwi.”

Agnieszka Suchowierska

http://www.wirtualnachorwacja.pl/newsy-z-chorwacji/172-klepetan-i-malena.html

We dwójkę jest łatwiej żyć!

 

We dwójkę jest łatwiej żyć!

Dzieci odeszły na swoje, a ja z Mężem staramy się dbać o nasze mieszkanie i wspólnymi siłami dajemy radę.

Pisałam niżej, że będziemy robili lifting naszego balkonu i dziś się to dokonało.

Wiosna jednak dobrze działa na ludzi i na nas też, bo się nam chce coś zmieniać, odnawiać, by żyło się weselej i w miarę możliwości – schludnie.

Dziś Mąż oszlifował bareierki balkonowe, a kurzyło się jak diabli.

Ja wzięłam się za ich malowanie i jako tako mi to wyszło, choć powinnam te barierki pociągnąć farbę jeszcze raz, ale jestem Seniorką i odpuściłam sobie.

Po pomalowaniu farbą olejną tupałam nogami, aby ta farba wyschła w ciągu paru godzin i tak o godzinie 19 zaczęliśmy z Mężem przycinać sztuczną trawę i wieszać osłonkę na barierce.

Nie jest to jakieś wielkie łał, bo jest skromnie i na lifting wydaliśmy łącznie z pelargoniami jakieś 200 złotych.

Jest czysto i jest coś innego i na moim balkonie pewnie wypiję nie jedną kawę i coś przeczytam, albo rozwiążę krzyżówkę, lub napiszę notkę na bloga!

Czekam z nieciepliwością na pierwsze kwiatki zwisających pelargonii i to będzie takie dopełnienie naszych starań.

Niby nic, niby mały balkonik, ale jakże potrzebny, kiedy chce się pogapić na świat i zaczerpnąć świeżego powietrza.

Zapraszam na kawę moich czytelników ha ha, a może i na zimne lody, kiedy lato nam okaże się udane i gorące. 😀

A teraz przykra sprawa.

Jeszcze dwa lata temu za balkonem był plac zabaw dla dzieci, który mi nie przeszkadzał.

Rozebrali go ponieważ był zbudowany z drewnianych elementów i murszał. Oto mam  więc widok  na cmentarzysko po placu zabaw i to jest smutne.

Może władze znajdą pieniądze na odnowienie tego miejsca, bo dzieci w moim mieście zostały pozbawione wszystkich miejsc do zabawy, ale zdaje się, że samorządy pieniędzy nie mają!

Skoro PiS jest taki rozrzutny i studnia pieniędzy jest u nich bez dna, to może sypną groszem, tak jak na 500+

Za balkonem widzę niedofinasowanie i dziury w płocie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.a

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.