Archiwum kategorii: Bez kategorii

PiS groźniejszy niż koronawirus!

Już się zaczęło!

Adrian niedawno podpisał ustawę kagańcową zwaną też represyjną i oto mamy pierwsze działania w niszczeniu Sędziów w Polsce.

Już niszczą niewygodnych, przyzwoitych i dziś w programie „Czarno na Białym” został pokazany mechanizm jak to się odbywać będzie!

Najpierw był Sędzia Juszczyszyn, a za chwilę wzięli się za Sędziego Igora Tuleyę, którego mianował Prezydent Lech Kaczyński.

Igor Tuleya jest niesamowicie odważnym Sędzią i ma w sobie przede wszystkim wielki honor, by wydawane przez niego wyroki były sprawiedliwe i zgodne z prawem.

Sędzia Igor Tuleya zakwestionował prawnie, że przeniesienie obrad z sali parlamentarnej do sali kolumnowej w sprawie budżetu, było niezgodne z prawem i była tam totalna rozpierducha!

Opozycja nie została wpuszczona i nie mogła zadawać żadnych pytań i wniosków formalnych.

Sędzia zbiera już żniwo ze swojej pracy i Ziobro chce go pozbawić immunitetu, a także za jego  działania grozi mu do 3 lat więzienia.

Każdy Sędzia niepokorny zostanie tak przez obecną władzę potraktowany i w kolejce czeka już Sędzia Żurek.

Sędzia Tuleya został powiadomiony, że ma się stawić przed sądem dyscyplinarnym, który wg. Sądu Najwyższego nie jest Sądem.

Igor Tuleya nie ma zamiaru stawić się przed  atrapą i dalej nie wiadomo, co może się z nim stać.

Mogą po niego przyjść, założyć mu kajdanki i po prostu wsadzą go do ciurmy!

Jak można nazwać już praworządność w Polsce jeśli nie tym, że Polska zmierza w kierunku Turcji i zacznie się budowanie w Polsce więzień politycznych!

Ludzie się boją i nie wychodzą już na ulice z białymi różami, bo każdy z nas jest potencjalnym przestępcą!

Chodzą słuchy, że PiS będzie monitorował Internet i każdy z nas za krytykę tego rządu może być uznany jako wróg tego rządu!

Chodzą słuchy, że chcą nam zamknąć buzie i będą zamykali jak w Rosji strony polityczne, aby naród poczuł się zagrożony i abyśmy uważali, bo partia czuwa i ma na nas oko!

Dziś na Podhalu był  Adrian w związku ze swoją kampanią wyborczą i mówił takie bzdury, że wywaliłam z siebie wszystkie wulgaryzmy jakie znam!

To jest nie do zniesienia, ale tam na Podhalu kochają Adriana i wierzą w każde jego kłamstwo, a ci, którzy się sprzeciwiają bo maja mózg są opluwani i oto przykład:

Cd. niżej:

Nie rozdziobią nas kruki

Nie rozdziobią nas kruki
ni wrony, ani nic!
Nie rozszarpią na sztuki
Poezji wściekłe kły!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!

Nie omami nas forsa
ni sławy pusty dźwięk!
Inną ścigamy postać:
Realnej zjawy tren!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!

Nie zdechniemy tak szybko,
Jak sobie roi śmierć!
Ziemia dla nas za płytka,
Fruniemy w górę gdzieś!

Ruszaj się, Bruno, idziemy na piwo;
Niechybnie brakuje tam nas!
Od stania w miejscu niejeden już zginął,
Niejeden zginął już kwiat!

Edward Stachura

Znalezione obrazy dla zapytania: tuleya

Kobieta kobiecie wilkiem!

 

Pani Maria jest już na emeryturze i mieszka we wspólnym gospodarstwie z mężem.

Dzieci są gdzieś w świecie i mają już od wielu lat swoje rodziny i oczywiście zawodowe obowiązki.

Kiedy mąż pani Marii jest wciąż aktywny, bo tego potrzebuje, to pani Maria boi się zawrzeć jakiekolwiek przyjaźnie z innymi kobietami.

Tyle razy doznała nieprzyjemności ze strony innej kobiety, że na całe życie się wyleczyła w kontaktowaniu się z kobietami.

Doszła do wniosku bardzo smutnego, że kobieta, kobiecie jest wilkiem i największe cięgi właśnie otrzymała od rzekomych przyjaciółek.

Na emeryturze wystarczy jej kontakt ze światem za pomocą komputera, ale i tak stara się być bardzo ostrożna od kiedy 5 lat atakowała ją w sieci kobieta hejterka, a sprawa otarła się o Policję i Prokuraturę zaczęła wątpić, że w sieci może być bezpieczna.

Kiedy pani Maria była młoda, to wydawało się jej, że oto znalazła przyjaciółkę, która przychodziła na kawę i ciasto.

Jednak po jakimś czasie pani Maria zorientowała się, że ta przyjaciółka nie przychodzi dla niej, a dla jej męża.

W pracy doznała mobbingu od kobiety właśnie, kiedy mężczyźni bardzo szanowali pracę pani Marii i zachwalali jej profesjonalizm!

Wiele razy widziała sceny z kolejek np. w sklepie z pieczywem, kiedy kobiety nie chciały przepuścić kobiety w ciąży, albo z dzieckiem na ręku!

Kiedyś w jej pracy zorganizowano imprezę integracyjną i ludzie sobie tam trochę wypili.

Na drugi dzień kobiety zaczęły pokątnie obgadywać właśnie kobiety i miały niezłe używanie.

Pani Maria była także na wszelkiego rodzaju przyjęciach i to tam, w tych miejscach usłyszała plotki na temat całego miasta i o ludziach kto, co, z kim – plotki rozpowszechniane właśnie przez kobiety!

To także kobieta zamieściła na pewnym forum dane pani Marii i jej wizerunek, a więc dlatego pani Maria nie ma już żadnego zaufania do kobiet!

Mogłaby zapisać się na jakieś koło zainteresowań w domu kultury, ale się boi!

Boi się plotek, ocen, porównań, negatywnych komentarzy i wrogości!

Życie ją nauczyło, że nie można bezgranicznie ufać kobiecej naturze i dlatego zawsze lepiej się jej rozmawiało z mężczyznami.

Dlatego z tego strachu nie ma przyjaciółek, bo zwyczajnie zawiodła się na kobietach!

Oczywiście nie można generalizować, bo zdarzają się wielkie przyjaźnie między kobietami, ale te kobiety są nadzwyczaj inteligentne, a nie te z ptasim mózgiem!

To się dzieje wszędzie, bo w pracy, bo w świecie celebrytek, w korporacjach, polityce, że kobiety są zdolne do podkładanie sobie świni na każdym kroku.

Mam pytanie, czy Wy kobiety doświadczyłyście takich niegodziwości ze strony przyjaciółek, kobiet z pracy, albo życia codziennego?

Kobieta kobiecie wilkiem

Szlachetne zdrowie!

To był lipiec 2019 roku – strasznie gorący!

Ludzie siedzieli w domach, bo na zewnątrz było nie do zniesienia.

Siedziałam z Mamą na swoim dyżurze i nagle poczułam się strasznie źle!

Serce chciało mi wyskoczyć z piersi i kołatało we wszystkie strony.

Wystraszyłam się bo miałam już za sobą epizod ukrytego zawału serca, co stwierdził u mnie kardiolog na wizycie prywatnej.

Zrobił mi bardzo dużo badań i w końcu powiedział, że chyba nawet nie wiem, ale moje serce doznało ukrytego zawału.

Taki zawał serca często zdarza się właśnie kobietom.

Przepisał leki i jakoś funkcjonowałam, ale ostrzegł mnie, że muszę unikać koniecznie stresu!

W lipcu 2019 roku podczas morderczego gorąca poszłam do mojej rodzinnej i ta zleciła mi EKG, a kiedy je odczytała, to kazała mi się pakować do szpitala, a ja byłam przerażona, bo nigdy nie leżałam w szpitalu prócz porodów.

Ale w szpitalu zostałam potraktowana jak stara baba, której nie warto leczyć i podano mi tylko kroplówkę.

Lekarka na mnie nakrzyczała, że nie potrafię opisać objawów, a ja się spytałam dlaczego tak na mnie wrzeszczy?

Po podaniu mi kroplówki przyszła na salę po odczytaniu wyników i chciała mnie zostawić w szpitalu, ale tak potraktowana – odmówiłam!

Wobec tego zmieniła mi leki i taka jest sympatia młodych lekarzy do starości!

Na drugi dzień poszłam do rodzinnej, by wpisała do karty mój nowy lek na serce, a przy okazji ją spytałam o coś, co mnie nurtowało!

Rodzinna jest  mnie bardzo bliska, bo znamy się od szkoły podstawowej.

Spytałam ją, czy osoba chora na serce, na cukrzycę, depresję  może otrzymać zaświadczenie, że nie może opiekować się druga osobą wymagającą stałej opieki – leżącą.

Niestety, ale nasz system zdrowotny nie przewiduje takiego rozwiązania i choćbyś padał na pysk, to musisz nawet kosztem zgonu.

W sieci jest bardzo dużo świadectw starszych ludzi, którzy piszą wprost, że włożony wysiłek w pomocy i opiece może ich zabić, bo zwyczajnie ich organizm odmawia posłuszeństwa i boją się, że chora osoba ich przeżyje!

Apeluję, że jeśli będą chcieli Was zatrudnić do opieki nad nieuleczalnie chorym – krzyczcie o swoim stanie zdrowia, gdyż innej drogi nie ma!

Cd. niżej!

Znalezione obrazy dla zapytania: kroplówka

Na świecie szaleje koronawirus i poparzcie co dzieje się w Chinach, co zostaje ukryte przed światem.

Nie trzeba wojny byśmy zeszli z tego świata!

Chiny najwidoczniej pracowali nad bronią biologiczną i coś się wymknęło z pod kontroli!

Tam jest dramat, bo ludzie padają jak muchy, a trupy pali się w krematorium!

 

Historia małżeńska!

Weronika i Marek pobrali się w bardzo młodym wieku, gdyż zakochali się w sobie bez pamięci.

Skromny ślub, bo nie mieli pieniędzy, a potem ich rodzice wybudowali dla nich skromny domek, w którym zamieszkali i zaczęli go dla siebie urządzać.

Domek stał w urokliwej okolicy blisko lasu i pięknego jeziora i chętnie razem po nim spacerowali, łowili ryby w jeziorze i celebrowali swoją miłość często z kieliszkiem wina patrząc wysoko na gwiazdy przy rozpalonym ognisku!

Weronika była piękną kobietą, bo dość wysoką o dużych, brązowych oczach i wielu ludziom mogłoby się wydawać, że tych dwoje jest rodzeństwem, bo tak idealnie do siebie pasowali.

Nie wychodzili czasami z łóżka, bo tak ich rozpalała namiętność i oboje myśleli, że ta miłość przetrwa długie lata, aż do śmierci.

Z tej miłości najpierw na świecie pojawiła się śliczna córka, a za trzy lata syn, który był bardzo podobny do ojca, jak zdarta skóra z niego.

Ona miała zajęcie, bo wychowywała dzieci, kiedy Marek pracował  w geodezji, a ona w tym czasie uprawiała przydomowy ogródek, aby dzieci jadły tylko zdrowe warzywa z jej ogrodu.

Ich życie kwitło i tych dwoje się nigdy nie kłócili, a sporne sprawy załatwiali przez spokojną i wyważoną rozmowę.

Kiedy dzieci podrosły, to Weronika także poszła do pracy i była pracownikiem biurowym w dziale księgowości i naprawdę dobrze zarabiała.

Szczęście rodziny kwitło, bo oni mieli pracę, a dzieci uczyły się świetnie, choć ich życie seksualne przygasło, bo mijali się często w drzwiach z powodu różnych godzin pracy.

Mijały lata nie wiedzieć kiedy i ich dzieci wyfrunęły z domu na swoje, a oni zostali tylko we dwoje.

Czas tak szybko przeleciał, że oboje przeszli na emeryturę i wiedli życie tylko we dwoje, gdyż dzieci z racji swoich obowiązków coraz rzadziej odwiedzali rodziców, którzy mieli już po 60-tce.

Nagle Marek się rozchorował i zaczynał mu dokuczać kręgosłup, a więc lekarz wystawił mu skierowanie do sanatorium w celu rehabilitacji!

Żona bardzo dokładnie go spakowała, aby niczego mu nie brakowało w walizce.

Maż na pożegnanie obdarzył ją buziakiem i pojechał.

To był początek jesieni, a więc ona na spokojnie zbierała z ogrodu warzywa i owoce i wpadła w ich przetwarzanie na zimę.

Postanowiła też, że będzie się rozpieszczała dłużej sypiając, a także przygotowała sobie sporą porcję książek do przeczytania w ulubionym fotelu!

Czuła się szczęśliwa, że po wielu latach harówki w końcu ma czas tylko dla siebie i się dopieszczała ufając całkowicie mężowi.

Ani razu nie przeszła jej przez głowę zła myśl, bo przecież on nie mógł jej skrzywdzić.

Zbliżał się jego powrót i akurat była ich 40 rocznica ślubu!

Upiekła pyszną szarlotkę, którą on uwielbiał i także schłodziła sampana, by wspólnie uczcić ich rocznicę.

Wyglądała niecierpliwie przez okno,czy już on wraca.

Wrócił i niedbale postawił walizkę w korytarzu i od progu oznajmił jej, że się zakochał i odchodzi.

Na początku nie rozumiała jego słów i wzięła to jako żart!

Spakował jeszcze trochę swoich rzeczy i całując ją w usta rzekł, że musi zmienić coś w swoim życiu, a potem zamówił taksówkę i odjechał!

Ona się tak załamała, że znalazła się u psychiatry, by pomógł jej przetrwać!

Przyjechały dzieci, aby ją wyrwać z tej rozpaczy, ale do niej nic nie docierało.

Leżała pół roku w łóżku, brała leki, które nie przynosiły żadnej ulgi, gdyż stwierdziła, że przegrała swoje życie!

Pewnego dnia on wrócił do niej i przepraszał mówiąc, że to była pomyłka, że tamtej chodziło tylko o pieniądze i został wykorzystany!

I znowu to była jesień, a ona wzięła wszystkie swoje leki i szurając na ścieżce pośród jesiennych liści siadła na kładce i pod wpływem leków wpadła do głębokiej i zimnej wody i się utopiła!

 

Znalezione obrazy dla zapytania: kbieta nad jeziorem

Nie znasz historii życia kogoś, to milcz!

Znalezione obrazy dla zapytania: dzień depresji 23 luty

Weź się w garść. Zrób coś ze swoim życiem.

Jesteś silny/a tylko ci się nie chce.

Wszyscy ludzie cierpią, nie jesteś jedyny/a. Takie słowa są najczęściej kierowane do tego kogoś, kto nagle traci chęć do życia.

Nie wiedzieć kiedy, zapada się w siebie i nic go już nie cieszy.

Nagle pochyla się i garbi, a przedmioty lecą mu z bezradności i braku siły na podłogę.

Wyraz twarzy się zmienia i widać na nim ogromny smutek, bez cienia jakichkolwiek oznak chęci do życia.

Myśli się plączą i nagle chory na depresję zatraca się w swoim smutku i beznadziejności.

Nie umie wytłumaczyć otoczeniu, co mu dolega, a tylko sygnalizuje, że nie ma chęci dalej żyć i wszystko straciło dla niego sens.

Najczęściej ucieka w sen, albo też cierpi na wielkie pokłady bezsenności.

Często pojawia się nadmierne obżarstwo, albo kategoryczne odmawianie posiłków.

Jest wiele odmian depresji i zdiagnozować tę właściwą, to dla lekarza jest wielką sztuką, jeśli w ogóle pacjent zdecyduje się na takie leczenie.

Wciąż w naszym społeczeństwie pokutuje przekonanie, że pojawienie się przed gabinetem psychiatrycznym, to jak wydanie na siebie wyroku – jestem chory psychicznie i za chwilę wszyscy będą o tym gadać.

Będę skreślony/a i nie nigdzie nie dostanę pracy, albo wszyscy się ode mnie odsuną.

Zostanę sam/a.

Jak pomóc osobie chorej na chorobę duszy? Jak poprowadzić i wyciągnąć rękę ku drodze uzdrowienia , bo sam/a sobie nie pomoże.

Jakie uruchomić mechanizmy, gdzie skierować, aby zajęli się nim, nią specjaliści i wyciągnąć z tego czarnego dołka.

Najczęściej namawiamy do wizyty u dobrego psychiatry.

W dobie Internetu, wpadamy więc do sieci i szukamy najlepszych lekarzy w naszym rejonie – chcemy pomóc, bo zależy nam na nim, niej.

Na naszym dziecku, mężu, żonie, czyli na  naszym bliskim.

Jesteśmy zdrowi, silni i robimy wszystko, aby pokierować tak chorym, aby do nas wrócił.

Jeśli uda nam się namówić chorego do wizyty u lekarza, najczęściej po wstępnym wywiadzie, otrzymuje chory receptę na leki, czyli tzw. antydepresanty. 

Jest nadzieja, że leki te od razu sprawią, że chory poczuje się lepiej i złapie pierwszy oddech od wielu miesięcy i zacznie patrzeć optymistycznie na świat.

Jednak często tak bywa, że lekarz z lekiem nie trafi i chory zamiast czuć się lepiej, wpada jeszcze w większy dół.

Druga i kolejna wizyta, a efektów brak i wówczas lekarz rozkłada ręce i wypisuje skierowanie do szpitala.

Jeśli u chorego pojawiają się myśli samobójcze, tym szybciej należy umieścić chorego w placówce zamkniętej, na obserwacji.

I tu zaczyna się dramat.

Widziałam różne szpitale w swoim życiu.

Wielkie sale, zastawione kilkoma łóżkami i przy nich malutka szafeczka.

Nikt nie oddziela  ludzi bardzo chorych, niewyleczalne, ciężkie przypadki, od ludzi z nadzieją na wyleczenie.

Pierwszy wywiad, zrobiony na szybko i wpisanie leków do karty i tyle.

Nagle słyszy się na korytarzu szpitalnym, wycie, przeklinanie i wiązanie w pasy.

Nagle chory narażony jest na niewyobrażalny stres sytuacyjny.

Nie może się odnaleźć, bo nie ma w tym miejscu cichego zakątka, gdzie mógłby się odizolować.

Nie obchodzi to żadną pielęgniarkę i nikt nie uchroni go od tego dodatkowego przeżywania.

Takie leczenie nie ma sensu i chory prosi rodzinę, aby go jak najszybciej zabrano do domu, bo dłużej tego nie wytrzyma.

Widziałam też szpital, gdzie jedyną rozrywką dla chorego jest palarnia i mocna kawa.

Gdzie spotykają się ludzie, aby opowiedzieć sobie jak spędzili noc.

Czy leki działają, czy też powodują większe rozdrażnienie.

Spotykają się w tej palarni, aby pogadać, pomilczeć, popłakać.

Nikt z personelu tam nie zagląda i nikt nie wspomina o tym, że w szpitalu palić nie wolno.

Nikt nie jest w stanie zlikwidować palarni w szpitalach psychiatrycznych, gdyż palarnia działa jak pokój psychoterapeutyczny.

Widziałam jeszcze jeden szpital, chyba zbliżony najbardziej do cywilizowanych warunków.

Pokoje ładnie udekorowane. Każdy ma swój kawałek podłogi.

Nie ma w nim przypadków skrajnych.

Nikt nie wrzeszczy i nikogo nie zakuwa się w pasy.

Chorzy są pod ciągłą opieką lekarza i psychologa.

Ułożony grafik zajęć, sprzyja samodyscyplinie. Powstają grupy wsparcia.

Chorzy uczęszczają na zajęcia z muzyką, tańcem, a także muszą ćwiczyć na sali sportowej.

Psychoterapia w kółku, powoduje większe otwarcie się na problemy innych ludzi, co wywołuje różne emocje, zmuszając chorego do współodczuwania, dyskusji i uwierzenia w siebie.

Długie spacery po parku, rozmowy z zaprzyjaźnioną grupą i taki szpital z takim programem kieruje chorego na drogę ku uzdrowieniu.

Widziałam ludzi po takiej kuracji, że na twarzach chorych pojawiała się chęć do życia.

Dlaczego o tym piszę, ano dlatego, że są w Polsce jeszcze i dobrze się mają, szpitale skostniałe, niczym z filmu CK Dezerterzy, gdzie chorego na depresję podciąga się pod chorobę psychiczną, najcięższego gatunku.

Powinno się to zmieniać i powinno się o tym mówić bardzo głośno!

W Polsce na depresję choruje już ponad milion ludzi, kiedy chorzy wpadają w taki stan, że nie chce się im myć, czesać, malować.

Jest to tendencja wzrostowa i bije się już na alarm.

Nie chce się  ładnie wyglądać i sprzątać, bo nic się nie chce, a najbardziej chce się umrzeć i skończyć tę wegetację.

Moja pani doktor wysłała mnie do tego dobrego szpitala, całodobowego z psychoterapią i dopiero tam małymi kroczkami otrzeźwiałam i zrozumiałam, że jestem czegoś tam warta i nie odstaję niczym od ludzi zdrowych.

To było moje koło ratunkowe, z którego na siłę skorzystałam, ale wyzdrowienie nie jest dane na zawsze, bo to dziadostwo czai się znienacka i lubi ponownie za atakować!

Jednak nie wszyscy chcą się leczyć i i tkwią latami w bólu i cierpieniu i tu zapłaczę nad losem, kiedyś pięknej Elżbiety Dmoch, która śpiewała „Windą do nieba”, aż nagle odcięła się od świata po przeżyciach i odtrąca wszelką pomoc.

Depresja, zaraz po raku jest najbardziej, okropną chorobą, ale rządzący nie chcą przeznaczyć 2 miliardów na onkologię, albo na poprawę leczenia psychiatrycznego dla dzieci i dorosłych, bo potrzebują tych pieniędzy na kampanię prezydencką pod przykrywką  dotacji na swoją kłamliwą telewizję!

Tymczasem szpitale psychiatryczne są wciąż z czasów PRL-u, bo są nie dofinansowane i brakuje personelu!

Chorzy „leczeni” są w starych budynkach i leżą na odrapanych łóżkach i nikt nie pilnuje, że młodzi ludzie mają przy sobie ostre narzędzia i się tną!

A teraz mam apel do rodziców, aby zwracali uwagę na zachowanie swoich dzieci, gdyż dzieje się tak, że na depresję zapadają najmłodsi i to nie zawsze jest złe zachowanie nastolatka,a bunt, który może się zmienić w chorobę depresyjną!

Cd. niżej!

Bolesne rozstanie

Po dawnej sławie nie zostało nic. Elżbieta Dmoch na nowych zdjęciach nie przypomina zjawiskowej gwiazdy sprzed lat.

Wybrała życie w samotności

„Już mi niosą suknię z welonem, już Cyganie czekają z muzyką” – śpiewa Elżbieta Dmoch w słynnym utworze „Windą do nieba”. Piosenka o wielkim smutku i nieszczęśliwej miłości stała się paradoksalnie hitem każdego wesela. Dmoch nie mogła wiedzieć, że słowa tego utworu staną się dla niej prorocze.

Do sieci trafiły zdjęcia paparazzi, na których widać Elżbietę Dmoch. To pierwsze zdjęcia, odkąd pojawiła się wiadomość o tym, że zdecydowała się na życie w samotności. Nic dziwnego, że wywołują sensację. Elżbietę Dmoch wielu z nas pamięta jako piękną kobietę, która pięła się po szczeblach kariery. Już dawno wybrała dla siebie inną drogę. Z daleka od luksusów, sławy, mediów i zainteresowania dawnych fanów.

Dmoch sfotografowano podczas zakupów w osiedlowym sklepie spożywczym. Gumowe klapki, przetarte rajstopy, wyciągnięte spodnie i krótki T-shirt, który odsłaniał brzuch. Na pierwszy rzut oka wygląda na zaniedbaną kobietę, która dawno przestała przejmować się swoim wyglądem. Potargane, niechlujnie ułożone włosy dopełniają obrazek nieszczęścia. Ale osoby, które ją widziały, zwracają uwagę na zupełnie co innego. – Poszła do sklepiku mieszczącego się przy jej bloku. Wyglądała bardzo dobrze. Była w czystych ciuchach, a na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Pani Elżbieta zrobiła zakupy i widać było, że polepszyło się jej materialnie – mówi w rozmowie z „Super Expressem” jeden z klientów sklepu.

Kilkanaście lat temu Elżbieta Dmoch przeszła załamanie nerwowe, wpadła w głęboką depresję. Przestała pracować, występować na scenie, żyła jedynie z oszczędności. Maria Szabłowska, znana dziennikarka telewizyjna i radiowa, mówiła w wywiadach, że Dmoch przestała płacić składki na ZUS. Nie przyjmowała też pieniędzy, które zbierali dla niej przyjaciele. Mieszkała sama w niewielkim mieszkaniu, które w końcu musiała opuścić ze względu na to, że nie płaciła czynszu. W 2005 roku jej losem zainteresowali się dziennikarze Uwagi TVN.

Dmoch nie zgodziła się porozmawiać wtedy z dziennikarzami Uwagi. Od lat konsekwentnie unika mediów. Dziennikarze poinformowali, że mieszka w fatalnych warunkach w maleńkim domu na wsi. Odizolowała się od świata, nie chce nikogo widywać, odmawia pomocy lekarzy i pracowników opieki społecznej. – Dziwi się, czemu zakłócamy jej spokój. Pyta, czy zrobiła coś złego, skoro do niej przychodzimy. Czy mamy jej pomagać na siłę, czy zostawić samej sobie, jeśli wybrała taki sposób życia? – mówiła Elżbieta Klimkowska z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Tarczynie. Dmoch wielokrotnie oferowano pomoc finansową. Ze wszystkich pieniędzy rezygnowała. Utrzymuje się tylko i wyłącznie z tantiem wypłacanych przez Stowarzyszenie Artystów i Wykonawców Utworów Muzycznych. – Bardzo skrupulatnie sprawdza, czy są to tantiemy, które jej się należą, a nie pomoc, której się jej udziela. Doszła do wniosku, że niczego więcej nie chce od świata i nie chce, by świat czegoś od niej chciał – mówił z kolei Jacek Skubikowski, prezes Stowarzyszenia.

Był koniec lat 60., gdy Elżbieta Dmoch zaczęła współpracować z Januszem Krukiem. W 1971 roku na rynku muzycznych pojawiło się ich wspólnego dziecko – zespół 2 plus 1. Królowali na polskich estradach i to dosłownie. Elżbieta miała wtedy 17 lat, Janusz 22. Oboje byli po przejściach. Ich duet podbił serce Polaków w zawrotnym tempie. Przeboje, koncerty, wielka sława. – Sami ledwo to wytrzymywaliśmy, a ona robiła dwa razy więcej – wspomina Cezary Szlęzak, były współpracownik Dmoch, przyjaciel artystki w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim”. – W Niemczech mieliśmy własne półki w sklepach muzycznych. W Japonii byliśmy na listach przebojów. Zagraniczni menadżerowie dobijali się bez przerwy. Jak jej zrobili sesję zdjęciową, to na sześćset fotografii – dodaje. Wspomina, że 2 plus 1 mieli już zamówiony koncert w Iraku, ale wojna przekreśliła występ artystów.

To ona zaśpiewała „Windą do nieba”, „Choć pomaluj mój świat” czy „Czerwone słoneczko”. W 1974 roku Elżbieta otrzymała tytuł Miss Obiektywu. Drugi raz ten tytuł przyznano jej w 1976 roku na Festiwalu w Opolu. Była zjawiskowa, hipnotyzująca, naturalnie piękna i ludzie to doceniali. W 1979 roku Dmoch otrzymała jedno z najbardziej wyjątkowych odznaczeń – Srebrny Krzyż Zasług. Była na szczycie. Stała się legendą PRL-u. Mówiło się, że ona i Janusz Kruk tworzą najpiękniejszą parę wśród polskich artystów. Pobrali się jeszcze w 1973 roku. On miał już wcześniej żonę i dziecko. Dla Elżbiety postanowił zostawić rodzinę. Ale ich szczęście nie trwało długo.

 

Jak wspomina Szabłowska w jednym z wywiadów: „Janusz był rozrywkowym facetem. Drzwi się nie zamykały, przyjaciele do nich lgnęli”. Kruk w końcu postanowił opuścić piosenkarkę dla innej kobiety. To była druga połowa lat 80. Rozwiedli się dokładnie w 1989 roku. Podobno pozostali w przyjacielskich stosunkach, ale w mediach krążyły liczne plotki o kolejnych romansach Kruka. Elżbieta wierzyła jednak, że kiedyś do siebie wrócą. Janusz był jej największą miłością. W 1992 roku mężczyzna zmarł na zawał serca. Wtedy wokalistka przeżyła załamanie nerwowe i wycofała się z życia publicznego. Zaszyła się na wsi i rzadko dopuszczała do siebie ludzi. Wróciła na scenę tylko raz – w 1998 roku. Publiczność przyjęła ją owacjami na stojąco. – Ela była tak zachwycona, że byliśmy pewni, iż ją odzyskaliśmy. Niestety, choroba znów dała o sobie znać – mówiła Szabłowska w rozmowie z „Na żywo”.

https://gwiazdy.wp.pl/po-dawnej-slawie-nie-zostalo-nic-elzbieta-dmoch-na-nowych-zdjeciach-nie-przypomina-zjawiskowej-gwiazdy-sprzed-lat-6299155448477313g/3

 

Nie przypomina dawnej siebie

Moja modlitwa!

Kiedy żegnamy Stary Rok, a witamy Nowy, to mamy nadzieję, że to, co złego zdarzyło się w Starym Roku żegnamy na zawsze i wchodzimy w Nowy z optymizmem, że teraz już będzie tylko dobrze!

Ludzie wchodzą w Nowy Rok z szampanem i fajerwerkami, bo oto od teraz ma być tylko lepiej!

Ja też miałam taką nadzieję, że ten Nowy Rok, który tak pięknie się pisze, bo 2020, iż nic złego mnie nie spotka i będę żyła sobie w swoim, spokojnym rytmie, którego mi nikt nie zakłóci!

Ale tak się nie stało i od początku Nowego Roku dostałam już trzy razy pałką w głowę i nie wiem jak mam się z tego pozbierać!

Zrozumiałam, że kiedy mnie potrzebowano, to wielu miało mój numer w telefonie!

Kiedy już nie, to nastąpiło rozliczanie mojego życia, a to co zrobiłam zostało wyśmiane, pomniejszone, zdruzgotane, zdewastowane i po prostu zostałam opluta!

Kiedy byłam potrzebna, to nikt się nie spytał czy dasz radę, czy jesteś zdrowa, czy nadal cierpisz na depresję, na którą jestem chora od wielu lat!

Nikt nie spytał, czy mimo wieku podołam zadaniu, bo po co się nad tym zastanawiać?

Stałam się mięsem armatnim i krzywym drzewem, na które każda koza może skoczyć.

Umniejszono, zresetowano, wymazano, wygumkowano wszystko, co zrobiłam!

Zostałam oskarżona, że to, co robiłam, to robiłam dla kasy, co jest wierutnym kłamstwem!

 

Czasami się zastanawiam, że to mnie spotyka dlatego, że nie wierzę w Boga i tak On mnie kara i dokłada życiowych, strasznie nie do przeżycia oskarżeń!

Nie ma żadnego szacunku, a jest stek kłamstw i przeinaczeń, bo podobno nie było mnie w danej sprawie!

Otrzymałam zawiadomienie, że dopadnie mnie karma, albo już dopadła i to jak ja sobie patrzę na siebie w lustrze!

Te, które mnie zaatakowały są młodsze o 30 lat, a mimo to, nie mają odrobiny szacunku do osoby starszej waląc mi na ty!

Obie jeszcze nie wiedzą jak potoczy się ich życie, bo życie bywa czasami okrutne!

Te kobiety młode mieszkają z dala od mojego miasta, a jednak oceniają mnie i rozliczają, bo teraz młodzi nie mają szacunku do osób starszych i zalatuje tu chamówą.

Nigdy taki osobnik nie pozbędzie się słomy z butów, a moją codzienną modlitwą będą słowa z piosenki Ani Wyszkoni!

Nie pójdę do kościoła by się modlić, bo nie wierzę w księży i całą tą instytucję, ale jeśli wczytam się w słowa piosenki, to ktoś tam u góry mnie wysłucha i da rozgrzeszenie skoro jestem  podobno tak podłym człowiekiem:

Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że mam czyste sumienie!

„Wiem, że jesteś sam
Wiem, że masz na głowie tyle ważnych spraw
Nie pamiętasz już co znaczy dobry sen
Nie masz czasu na niepewność ani lęk

Wiem, że jesteś sam
Nic nie musisz mówić, wiem, że jesteś sam
Pewnie teraz nie najlepszy na to czas
Ale dzisiaj potrzebuję Twoich rad

Dzisiaj proszę Cię

Ten jeden raz zatrzymaj się
Ten jeden raz stań tuż obok mnie
Dziś czuję, że brak mi sił
Ten jeden raz bądź blisko mnie
Poczuć mi daj, że to wszystko ma sens
Dziś wiem, że brak mi sił

Wiem, że jesteś tam
Nie widuję Cię, lecz wiem, że jesteś tam
Cały dzień i noc ktoś puka do Twych drzwi
Każdy chciałby wiedzieć, jak ma dalej żyć

Wiem, że jesteś tam
Dla każdego zawsze musisz znaleźć czas
I choć nigdy o nic nie prosiłam Cię
Dzisiaj proszę, bez kolejki przyjmij mnie

Dzisiaj proszę Cię

Ten jeden raz zatrzymaj się
Ten jeden raz stań tuż obok mnie
Dziś czuję, że brak mi sił
Ten jeden raz bądź blisko mnie
Poczuć mi daj, że to wszystko ma sens
Dziś wiem, że brak mi sił”

Autorzy utworu: Anna Dąbrowska / Karolina Kozak

Znalezione obrazy dla zapytania: bóg

500+ to nic dobrego!

W mediach coraz częściej są powiastki o tym jak rodzice znęcają się nad swoimi dziećmi.

Jakże często dziecko zostaje pobite, zgwałcone, rzucane o podłogę, czy też o ścianę i przypalane papierosami.

Wydaje mi się, że to są tendencje wzrostowe po otrzymaniu na każde dziecko 500+, bo Polak dostał kasę na wódę i po spożyciu odbiera mu rozum i to samo tyczy się matek, które także się znęcają, a nawet dają na przemoc przyzwolenie.

Rząd dając te pieniądze ludziom jakże w wielu wypadkach rozpuścił wiele rodzin do granic możliwości!

Jakże często te rodziny nawet nie mają zamiaru szukać roboty, kiedy pieniądze same wpływają im na konto i jakże często nie przeznaczają kasy na swoje dzieci, a na swoje używki i dobrą zabawę.

Oczywiście nie generalizuję, bo są rodziny, które uczciwie pożytkują te pieniądze i przeznaczają je na swoje potomstwo zapewniając im podstawowe potrzeby.

Słyszałam jednak historię, że mimo tych pieniędzy dzieci nie mają nowej odzieży, a także butów, a w tornistrach też mają braki!

Tym 500+ rozleniwili społeczeństwo, które nie musi szukać roboty!

Moje dzieci jeszcze przed rozdawnictwem 500+ zawsze miały pieniądza, by ze swoimi dziećmi gdzieś pojechać, aby coś im pokazać, bo ciężko pracują i mają pieniądze na przyjemności i dla dzieci!

Niestety, ale są i takie matki, które za 500+ posyłają swoje dzieci do żłobka i przedszkola. aby mieć wreszcie spokój na parę godzin od dzieci – nie pracując!

Jedenaste przykazanie – Nie bądźcie obojętni – Marian Turski!

Mam w swojej małej kuchni sporą torbę, w której trzymam słoiki większe i mniejsze, a  także plastikowe pojemniki, a dlaczego, to napiszę później!

Najpierw napiszę o tym, co ugotowałam z tego, co miałam w lodówce!

Miałam pół główki białej kapusty, marchew, cebulę, a w pojemniku ziemniaki.

Nie miałam pomysłu na obiad, a więc wykorzystałam te składniki, by ugotować zupę krem, którą uwielbiamy od czasu do czasu!

  • na oleju podsmażyłam cebulę pokrojoną w piórka i pokrojone, obrane 4 ziemniaki,
  • do tego dodałam talarki marchewki i tak chwilę to smażyłam,
  • dodałam łyżkę jarzynki, odrobinę kminku, soli, pieprzu i to zalałam niewielką ilością wody,
  • na koniec dodałam posiekaną kapustę i tak mi się to pitrasiło pół godziny!

Kiedy warzywa były miękkie, to wszystko zmiksowałam i tak oto powstała pyszna, pożywna zupa podana z przysmażonym, pokrojonym w kostkę chlebem na suchej patelni.

Taką zupę można ugotować z każdego warzywa, bo z pomidora, cukinii, kabaczka, pora itp.

A teraz wrócę do słoików i pojemników, bo na co to trzymam?

Pamiętam, że kiedy byłam młodą kobietą ,mającą dwoje dzieci, to w czasie wakacji, kiedy ja musiałam biegać do pracy, to moimi dziećmi opiekowała się moja Teściowa.

Zawsze miała doskonałe podejście do dzieci i co najważniejsze gotowała dla dzieciaków obiady!

Nie musiałam się martwić, że dzieci są głodne i nie dopilnowane i za to zawsze będę jej wdzięczna!

Nie wiadomo kiedy minęło ponad 40 lat i mama mojego Męża stała się osobą nie radzącą sobie!

Już nie gotuje dla siebie, a Mąż codziennie robi jej zakupy i pilnuje, aby brała regularnie leki, a także  wozi po lekarzach na spółkę z bratem.

Staram się dawać jej zupy w słoikach, bo łatwiej jest jej to sobie podgrzać!

Cieszę się, że mogę się tak po latach odwdzięczyć, choć ubolewam, że pamięć jej już mocno szwankuje!

Słoiki i pojemniki przydają się także, kiedy szykuję posiłek dla naszego, chorego na raka sąsiada.

 

Znalezione obrazy dla zapytania: zupa krem kalinaxa

Polska jest chora!

Jestem pewna, że Adrian podpisze ustawę dotyczącą ogromnej sumy 2 miliardów złotych, która ma być przeznaczona na TVP zamiast na polską onkologię, która leży i kwiczy w Polsce.

Jeśli ją podpisze, to ma pozamiataną wygraną na drugą kadencję!

Tu moje motto skierowane do tego człowieka bez charakteru!

Adrian przecież ty nie jesteś tak głupi, żeby nie wiedzieć, że jesteś głupi!

Ludziom otworzyły się oczęta, po faku Lichockiej, która z Polaków zadrwiła z oczu odgarniając włos!

Jeśli te dwa miliardy pójdą na Kurskiego hejt, to będzie oznaczało, że dla nich nie jest ważne, że co roku umiera w Polsce 100 tysięcy ludzi, bo nie ma pieniędzy na ich leczenie – skandal w cywilizowanym świecie!

Jeśli Adrian to podpisze, to ja mu podpowiadam, że te dwa miliardy można też było przeznaczyć na wymianę w Polsce kopciuchów, na znak walki ze smogiem i liczymy:

2 miliardy złotych : na 5.000 tysięcy za sztukę,  oznacza, że wystarczyłoby to na wymianę 400 tysięcy kopciuchów na nowe piece w Polsce!

Jednak oni wolą tak olbrzymie pieniądze przeznaczyć na „kurwizję”,  która szczuje na porządnych dziennikarzy, reporterów, sędziów, lekarzy, polityków i w końcu na aktorów!

Właśnie w niedzielę zaatakowano Kingę Rusin, która była na rozdaniu Oscarów,  a także wyzwali Borysa Szyca od alkoholików, który napisał  świadectwo swojej choroby i oznajmił Kurskiemu, że od 6 lat jest trzeźwym alkoholikiem.

Kinga Rusin pozwała tą telewizję do sądu, a Borys Szyc spytał się tych, którzy w tej telewizji pracują, bo wg. niego to jest się sprzedanie kłamstwu i hejtowi!

„Borys Szyc odniósł się do materiału TVP, który pojawił się w niedzielnym wydaniu „Wiadomości”. Na Instagramie dodał obszerne oświadczenie, w którym wyraził swoje zdanie oraz opowiedział o chorobie alkoholowej.

16 lutego w „Wiadomościach” pojawił się materiał, w którym skompromitowano Kingę Rusin. W żenujący sposób wyśmiano jej wpis, który dodała po after party po ceremonii rozdania Oscarów. Uznano w nim, że ośmieszyła Polskę. Ale to nie wszystko. Dziennikarze TVP poszli o krok dalej. Wprost usłyszeliśmy, że prezenterka „gardzi Polakami”. Przy okazji oberwało się także Borysowi Szycowi, któremu wytknięto alkoholizm. Przeczytacie o tym TUTAJ.

Borys Szyc odpowiada TVP

W poniedziałek swoje oświadczenie wydała prowadząca „Dzień dobry TVN”Określiła dziennikarzy TVP jako „żałosne, kłamliwe kreatury”. Teraz głos zabrał aktor, który dodał obszerny wpis. W pierwszej części opisał okres, gdy chorował. Zaczął od momentu, kiedy podjął decyzję o walce z nałogiem:

„10 sierpnia 2014 roku podjąłem decyzje,żeby nie pić. Leżałem na kanapie bez sił, po wielodniowym piciu, po wielu latach picia, pozbawiony już sił i bliski śmierci.
Na dworze był piękny, ciepły dzień a ja ryczałem z bezsilności.
Ale tliła mi się głowie jakaś lampka. Chcę żyć. Nie chce tak umrzeć. Sonia, mama,Justyna…
Moje życie, moje marzenia, pasja, przyjaciele… Naprawdę to wszystko ma się skończyć przez alkohol?
Kilka lat wcześniej przeżyłem atak padaczki. Później kolejny i kolejny. Zmierzałem w czarną dziurę, w którą zazwyczaj wkłada się trumnę. Mówię Wam, tam jest strasznie. Tam jest naprawdę źle. Tam jest ciemno, zimno i tak samotnie, że trudno to opisać słowami.
Alkohol jest silniejszy ode mnie. Muszę przestać z nim walczyć, bo i tak nie mam szans. Muszę się ratować. Chcę żyć. Błagam, pomóżcie mi. Ja już nie chcę… Miałem w głowie tylko te słowa.
Ponownie poszedłem na spotkanie z doktorem Woronowiczem. 10 lat wcześniej nie uwierzyłem, że jestem chory. Musiałem uderzyć w swoje dno. A każdy alkoholik ma to dno gdzieś indziej. Ale pragnąłem żyć i kochać. Być kochanym.
Nie widzieć już strachu w oczach moich bliskich.
Nie widzieć wstydu, nie mieć więcej tego ohydnego poczucia winy. Chciałem być kimś, komu można zaufać.
Kimś, komu się wierzy i patrzy na niego z szacunkiem.
Bo widzicie, alkoholicy to mistrzowie kłamstwa i manipulacji. Wymyślają niestworzone historie żeby tylko móc pić dalej. Wykorzystują swych bliskich, wykorzystują wszystkich, którzy im ufają, żeby tkwić dalej w nałogu i nie zrobić tego jednego ruchu. Nie podjąć wreszcie TEJ decyzji. STOP.
Te mechanizmy się leczy.
Moja terapia trwała 8 miesięcy. Jak 8 lat podstawówki. Gdzie od nowa uczysz się żyć, rozumieć co czujesz. Stajesz wreszcie oko w oko z kimś, od kogo tak długo uciekałeś. Kogo nie umiałeś pokochać. Ze sobą.
I zrzucasz z siebie ogromne brzemię. A jest nim wszechobecne w życiu alkoholika KŁAMSTWO.
To ulga nie do opisania. To jak złapanie powietrza, kiedy już prawie się utopiłeś. To jak odzyskanie wzroku, słuchu i węchu. Trzeźwienie to ciężka praca ale najpiękniejszy prezent jaki możesz dać sobie i swoim bliskim. Moja praca trwa już szósty rok. 10.08.2020 roku minie równo 6 lat, odkąd nie piję.
Mój synek będzie miał prawie 4 miesiące i nigdy nie zobaczy taty pijanego.
Moja córka będzie miała 15,5 roku i nigdy nie zobaczy taty pijanego.
Będę z moją żoną świętował 6 lat mojej trzeźwości a pół roku później obejdziemy naszą pierwszą rocznicę ślubu. Nigdy nie zobaczy mnie już pijanego.

Drogi Panie Sawicki z TVP! Drogie „wiadomości”…! Kłamstwo i manipulacje to oznaka chorego organizmu. Chory nie widzi, że jest chory. Ale po to ma innych wokół, żeby mu to uświadomili.
Jesteście Państwo chorzy i to smutne. Ale to można leczyć. Trzeba tylko mieć odwagę dokonać zmiany. Moja choroba to dziś moja wielka siła.
Czekam, aż walniecie w swoje DNO.
Tam zaczyna się nowe.

PS.

Koleżanki i koledzy grający w TVP! Chyba już nie da rady dalej udawać, że gracie i reżyserujecie nie w tym samym miejscu, w którym lecą „Wiadomości”… Jeśli podejmujecie taką decyzję, rozumiem. Ale niech dzieje się to świadomie. Nie udawajcie, że nie widzicie tych kłamstw i manipulacji. Dajecie swoją twarz tym ludziom”.

Znalezione obrazy dla zapytania: borys szyc