Archiwa miesięczne: Listopad 2015

Sen o moim Ojcu

 

Dzień dobry. 🙂

Miałam sen. Śnił mi się mój Ojciec, który popełnił samobójstwo w 1997 r.

Śniłam o nim pierwszy raz w ciągu swojego życia, a może nie pamiętam, ale ten sen był mocny, wyrazisty i chyba zapamiętam go do końca swoich dni.

Pamiętam jak mój Ojciec w latach socjalizmu, jako oficer Ludowego Wojska Polskiego piął się ku górze po szczeblach wojskowej kariery.

Ileż to ja miałam lat? Chyba siedem, a może osiem. Pamiętam kiedy Ojciec wracał do domu po miesiącach nieobecności i z Mamą siedzieli w kuchni, kiedy wydawało im się, że ja śpię i niczego nie słyszę i nie rozumiem. Pewnie, że wszystkiego nie rozumiałam, ale jako mała dziewczynka czułam, że dzieje się coś złego!

Rozumiałam, że coś jest nie tak, bo Mama płakała.

Zapamiętałam z dzieciństwa nazwisko Kiszczak.

Nie wiedziałam co to znaczy, ale podczas stanu wojennego powróciło do mnie to nazwisko.

Nie rozliczałam go ze stanu wojennego, bo moja wiedza była nijaka, Nie miałam czasu wgłębiać się, czy zabił tych ludzi pod kopalną, czy wydał wyrok na tych ludzi. Nie mam prawa osądzać, bo Kiszczak nigdy nie został ukarany za swoje czyny, a ja nie jestem wyrocznią, gdyż o tego są sądy!

Po latach spytałam Mamę i dowiedziałam się, że Kiszczak awansował mojego ojca do Warszawy, a potem poszło coś nie tak i go z tego stanowiska zdegradował.

I tu zaczęła się gehenna mojej rodziny. Ojciec nie potrafił się odnaleźć po złamanej karierze wojskowej i zaczął pić.

Pił i dręczył rodzinę, co spowodowało, że moja Mama, chcąc chronić dzieci rozwiodła się z moim Ojcem i na szczęście.

Nie radził sobie samotnie i trafił do domu opieki społecznej. Był tam 8 lat. Odwiedzałam go jadąc z mężem  ponad 150 kilometrów w jedną stronę.

Dom był na wysokim poziomie, zarządzany bardzo mądrze przez wspaniałego dyrektora i dobrze wyszkolony personel, a jednak go nie upilnowali i skoczył z okna, a w szpitalu zmarł.

I tu wracam do mojego snu, bo śniło mi się, że z całych sił trzymałam go, aby nie skoczył z tego okna, a On i tak to zrobił.

Zmierzam do tego, że w naszym mózgu latami drzemią nasze demony. Staramy się wybaczyć, zapomnieć, w cholerę pogonić złe, a to i tak jest zapisane w jakimś ułamku naszych zwojów mózgowych i tam tkwią.

Nasze mózgi są lepsze od wszechobecnego Internetu. Wystarczy tylko kliknąć w odpowiednią szufladkę i wysypują się wspomnienia z życia, które gdzieś się tam zapisują. Pod naszą kontrolą, albo mimowolnie od czasu do czasu dają nam znać, bo w naszym mózgu zapisane jest wszystko.

Było, nie był generał Kiszczak żył jeszcze 20 lat po śmierci mojego Ojca, a jego żona w swojej książce napisała, że jej mąż był bohaterem, który uratował Polskę. Ciekawa jestem ile jeszcze po drodze zniszczył karier zawodowych!

Reklamy

Trzeba uważać na koleżanki, bo są dobre i są złe :)

Przyszła z korporacji strasznie zmęczona. Praca po 12 godzin dziennie ją wykańczała, choć pieniądze  tego były warte.

Wzięła kąpiel i nalała sobie kieliszek wina na rozluźnienie. Pragnęła tylko położyć się do łóżka, włączyć dobry film i wreszcie odpocząć.

Wiedziała, że mąż siedzi w swoim gabinecie i zajmuje się ważnymi badaniami nad życiem Papieży. To była jego pasja i w przyszłości pragnął wydać obszerną książkę.

Weszła do jego gabinetu i się załamała, bo nawet na nią nie spojrzał, gdyż tak był zatopiony w pracy. Ślęczał nad starodrukami, coś notował, zapisywał, a potem wszystko zapisywał w komputerze.

Pogładziła go po włosach, a on lekko musnął jej tylko policzek i wrócił do pracy. Mimochodem obiecał, że zaraz skończy i przyjdzie do ich sypialni.

W ich sypialni od wielu miesięcy panowała potworna nuda. Ona zmęczona i on zapracowany. Robili to, ale nic jej już nie przypominało, kiedy się poznali i nie mogli się sobą nacieszyć.

Nie mieli dzieci, bo tak zdecydowali, a mimo tego oddalali się od siebie i w ich życiu pojawiła się rutyna i zniechęcenie.

Na kawie z koleżanką skarżyła się, że on zrobił się taki ciapciak, ciepłe kluchy i kompletnie uleciał z niego testosteron.

Żaliła się, że w łóżku wieje nudą i chyba się z nim rozwiedzie i poszuka faceta z ikrą.

Koleżanka ją pocieszała, że z pewnością jest to kryzys i ostrzegała, że studentki lecą na niego jak na lep, bo wciąż jest atrakcyjnym facetem, godnym zainteresowania. Trzeba może tylko popracować nad związkiem, by wzbudzić dawne sobą zainteresowanie.

Wyśmiała rady koleżanki i zdradziła, że ma ochotę na takiego, jednego z firmy, który kipi testosteronem i w końcu odzyska swoją kobiecość oraz dozna czegoś nowego, pięknego, szalonego.

Koleżanka ostrzegła ją przed romansem i stwierdziła, że przez głupie zagania może stracić fantastycznego faceta.

Minęło kilka miesięcy i zauważyła, że jej mąż coraz rzadziej bywa w domu. Nie odbierał jej telefonów i kompletnie o nią nie zabiega.

Miała już za sobą zdradę z kolegą z pracy, ale mąż o tym nie wiedział.Zastanawiało ją dlaczego jej mąż się tak zmienił.

Poczuła cholerną zazdrość i ciekawość. Pod nieobecność męża splądrowała jego komputer i odkryła mocne zdjęcia jej przyjaciółki, której się zwierzała, Było tego mnóstwo – w bieliźnie i to ją ruszyło.

Zaczęła być zazdrosna i to dało jej do myślenia. Szalała z zazdrości, że oto jej koleżanka dostrzegła w jej mężu coś, czego ona nie widziała.

W następnym folderze był filmik z nagranym seksem jej męża z jej koleżanką. Widziała, że tym dwoje jest ze sobą świetnie.

Widziała na filmiku jak jej mąż zabawia się z jej koleżanką, i  że są ze sobą szczęśliwi i zaspokojeni.

Rozwód? Postanowiła jednak walczyć o swojego mężczyznę, gdyż poczuła, że go traci.

Nagle poczuła, że go kocha, ale nie doceniała. Zrozumiała, że ma przy sobie seksownego faceta, który podoba się kobietom.

Zrozumiała, że nie szanowała swojego mądrego mężczyzny.

Przeprosiła go. Z czasem się wydało, że erotyczne filmik były zmanipulowane, by uderzyć w jej ego i dać do myślenia, że popełniła wieli błąd nie szanując swojego męża.

Nie było innego wyjścia, jak przeprosić koleżankę za to, że ratowała jej związek, kosztem swojej reputacji. Podziękowała jej.

Po tym wszystkim zwolniła się z pracy i zapragnęła mieć dziecko z najlepszym facetem na świecie.

„Zagubiony czas” – moje kino

 Dzień dobry. 🙂

Wyżej wkleiłam link do filmu, który potrafi dotrzeć do wszystkich zakamarków ludzkiej duszy. 

Film pt. „Zagubiony czas” opowiada cudną historię miłości, która zaczęła się w obozie pracy w Polsce.

Tam Tomasz poznaje Hannah – niemiecką Żydówkę i tam rozpoczyna się ich historia życia.

Uciekają oboje z tego obozu, a potem ich losy zaczynają się toczyć nie po ich myśli.

On podobno nie żyje, a On myśli, że Ona nie żyje i tak mijają im lata.

Reszty nie opowiem, ponieważ zachęcam do obejrzenia tego filmu, gdyż jest to historia, która z pewnością się powtarzała, kiedy ludzie poszukiwali się po zawierusze wojennej.

 

Wszyscy zmierzamy w jednym kierunku!

Uwięziona w swoim malutkim mieszkanku, resztkami sił wychuchanym. Zawsze lubiła mieszkać schludnie i okna myła raz w tygodniu, a mieszkanie odkurzała, co drugi dzień, Zawsze wszystko wyprane, poprasowane na kant i ułożone równo,  na półach.

Nigdy nie wyszła za mąż, bo jakoś miała pecha do mężczyzn, którzy ją na starcie oszukiwali, a więc zdecydowała spędzić swoje życie w pojedynkę,

Jeśli nie wyszła za mąż, to logicznym było, że nigdy nie urodziła dziecka, ale rekompensowała swoje tęsknoty za dziećmi w swojej z nimi pracy.

Była przedszkolanką i kochała te wszystkie urwisy,a miała do nich niesamowite podejście. Rodzice ją wychwalali i wystawiali osobiste referencje, że jest niesamowitym pracownikiem, który potrafi mieć podejście do tych małych istotek. Dzieci ją kochały, a ona po pracy przychodziła do swojego, cichego domu, spełniona i odpoczywała czytając swoje ukochane książki i malowała w zaciszu obrazy.

Wystawiała te obrazy w miejskiej galerii i zbierała masę nagród oraz pochwał. To było jej spełnione życie i niczego więcej nie pragnęła.

Ludzie mówili o niej stara panna, ale ona zbywała ich wszystkich uśmiechem i pokazywała swoją działalnością i pracą, że jest kobietą szczęśliwą.

Była pełna życia, bo miała jeszcze jedną pasję. Sama szyła sobie ubrania. Były to ubrania kolorowe i dla niektórych dziwne, ale ona czuła się w swojej wersji jak kolorowy ptak.

Nosiła piękne kapelusze i kolorowe garsonki i zawsze była szykowna i inna. Niektóre kobiety ją krytykowały za odwagę, ale ona miała duszę artystki i nic sobie z tego nie robiła. Była inna i odważna.

Często zapraszała swoje koleżanki z pracy i z galerii malarskiej na obiady do siebie do domu. To była uczta kulinarna i nikt od niej głody nie wyszedł. Uwielbiała jeść i uwielbiała uszczęśliwiać ludzi jedzeniem.

Była szczęśliwą kobietą, ale w pewnym momencie przyszedł kryzys, bo wysłano ją na zasłużoną emeryturę. Przepracowała nienagannie tyle lat, aż tu nagle wszystko zaczęło się kończyć.

Zdawała sobie sprawę z tego, że kiedy odejdzie z pracy, to jej kontakty z ludźmi zaczną się kurczyć, ale wciąż miała nadzieję na to, że w galerii  będzie między ludźmi.

Lubiła spacerować ulicami miasta. Zaglądała ludziom do ogrodów przy domach. Napawała się pięknem przyrody i wsłuchiwała  w świergot ptaków w parku. Robiła zdjęcia, polowała na rude wiewiórki i cieszyła się życiem.

Jakże często przysiadywała w parku z kimś zupełnie obcym i prowadziła długie, życiowe rozmowy. Ludzie się jej zwierzali bo bił od niej niesamowity blask.

Pewnego dnia wracała z parku i nie zauważyła, że zbliża się z dużą szybkością bryka, w której szalała muzyka disco polo. Nie zauważyła i obudziła się na sali szpitalnej unieruchomiona gipsem.

Leżała w szpitalu pół roku, a kiedy lekarze  orzekli, że już nigdy nie stanie na nogi i nawet ćwiczenia nie pomogą, to się załamała.

Wózek w domu, który nie mieścił się w drzwiach z pokoju do łazienki i dom kompletnie nie przystosowany dla kaleki.

Nie wiedziała jak ma dalej żyć w ukochanym, swoim domu, który stał się nagle dla niej więzieniem.

Wszyscy się odsunęli i nikt nie dzwonił i nie pukał do drzwi. Tylko opiekunka robiła dla niej zakupy, by miała co jeść i sprzątała, oraz ją myła, ale robiła to bez serca.

Czuła, że to wszystko nie ma sensu i zapragnęła umrzeć. Wykonała telefon do swojego lekarza i poprosiła o eutanazję.

Lekarz oczywiście odmówił, bo w polskim prawie nie ma o tym mowy. Zaproponował jej ośrodek dla Seniora, gdzie by miała opiekę, ale ona się nie widziała w takim ośrodku zdana na opiekę obcych ludzi. Nie wyobrażała sobie, że będą ją podcierać i zmieniać pampersy i chęć odejścia z tego świata ją nie odpuszczała w ciągu dnia i nocy.

Wyobrażała sobie swoją śmierć, a nawet układała scenariusz, ale nie mogła się powiesić, bo wózek, a także nie miała żadnych tabletek, a więc jej chęć odebrania sobie życia stanęła w miejscu, bo przecież nie odkręci gazu, by wysadzić w powietrze cały blok.

Kiedy pewnego poranka przyszła opiekunka spełnić swoje rutynowe zadania przy chorej. Otworzywszy drzwi do jej pokoju zastała ją z workiem nylonowym na twarzy, szczelnie zamotanym na szyi i to był koniec naszej, kolorowej, wesołej, roześmianej, pełnej życia bohaterki tego opowiadania.

„Zanim się rozstaniemy” – moje kino

Dzień dobry. 🙂

Przepraszam, że ja tak z tym filmami wciąż na blogu, ale chyba nadrabiam życiowe zaległości, kiedy to w zabieganiu nie było specjalnie na to czasu.

Zawsze lubiłam oglądać filmy, choć nie lubię takich jak horrory i te wszystkie nowoczesne, w których wszystko wybucha w powietrze, czyli filmy fantastyczne kompletnie mnie nie zajmują.

W filmie musi być jakaś treść i choć nie wszystkie są z górnej półki, to niektóre, nie zauważone też warte są naszej uwagi.

Polecam lekki film pt. „Zanim się rozstaniemy”.

Film lekki, przyjemny w odbiorze i z czystym sercem polecam go na jesienny wieczór.

Kiedy oglądałam ten film, od razu przypomniały mi się pierwsze, młodzieńcze zauroczenia, kiedy to szło się ze swoją sympatią na spacer, czy też randkę i coś podczas się w nas budziło. Pierwsze dotknięcie, pierwszy pocałunek i trzepot rzęs, Pamiętacie?

No właśnie ten film kapitalnie nam przypomina o tamtych chwilach. Zapragniemy wrócić myślami do tych pierwszych uniesień i zakochań.

Nie będę opisywała tego filmu,  a bardzo polecam go tym, którzy zapragną powędrować nocą ulicami Nowego Jorku.

Bardzo przyjemnie się patrzy i słucha głównych bohaterów. :).

 

„Sędzia” – moje kino

Dzień dobry. 🙂

Jeśli macie wolne w piątkowe popołudnie i lubicie kino opowiadające rozprawy na sali sądowej, to gorąco polecam film amerykański, nietuzinkowy pt. „Sędzia”.

Jest to świetne kino, które wdziera się w relacje między dwoma prawnikami, a bliżej – między ojcem i synem.

Dość chłodne ich relacje na wiele lat spowodowały, że obaj panowie bardzo się od siebie oddalili i latami ze sobą nie rozmawiali.

Ojciec apodyktyczny w stosunku do syna sprawił, że ten wyjechał do innego miasta i tam spełniał się zawodowo, a także założył rodzinę – z dala od domu rodzinnego.

Jednak wszystko się zmienia, kiedy syn zostaje powiadomiony o śmieci swojej ukochanej matki, która za życia jako jedyna scalała skłóconą rodzinę.

Kiedy adwokat przyjeżdża na pogrzeb oczywiście twardo zderza się ze swoim oschłym ojcem.

Ojciec szanowany sędzia w mieście jest inny na sali sądowej, a zupełnie inny w stosunku do swoich dzieci. Po śmierci żony załamuje się i nagle zostaje posądzony o dokonanie morderstwa i tu wkracza jego syn, by bronić swojego ojca.

Jest to czas, który jakby na nowo buduje ich wzajemne relacje.

Bardzo dobre kino, warte poświęcenia dwóch godzin przez ekranem.

Film jest dostępny w sieci. 🙂

 

Paradoks rodzinny!

Dobry wieczór. 🙂

W sieci i ogólnie w mediach ludzie różni oceniają różnych ludzi i tak:

– Dziennikarz ocenia drugiego dziennikarza, albo polityka.

– Polityk jednej opcji ocenia polityka z innej opcji.

– Krytyk filmowy ocenia reżysera.

– Krytyk literacki ocenia autora książki i tak dalej.

Oceniają się ludzie nawzajem pod pełnymi nazwiskami – wymieniając nazwiska ocenianych i to jest normalna praktyka, bo każdemu wolno oceniać pod warunkiem, że nie rzuca się „kwiecistego języka” w postaci wulgaryzmów, bo oceniający powinien z ocenianym różnić się pięknie i dyskusja jest tu wskazana pod warunkiem, że jesteśmy ludźmi na poziomie.

Kulturalna krytyka, czy też ocena nie jest w Polsce karalna i dlatego Tomasz Lis nie siedzi w więzieniu za swoje poglądy, czy też inny dziennikarz np. ze „Szkła kontaktowego” i dlatego ja odważam się na krytykę, czy też bardziej analizę pewnej rodziny, a ściślej stosunek matki i córki.

Każdy rodzic stara się wychować swoje potomstwo na prawych ludzi, aby móc kiedyś z tego swojego dziecka/dzieci być dumnym.

Każdy rodzic daje swojemu dziecku wszystko to, co jest najlepsze i wpaja mu najwyższe wartości, by to dziecko wzrastało i uczyło się wg. rodzica oczekiwań.

Udało się to matce z Krakowa, bo urodziła córkę i teraz, kiedy córki nazwisko bryluje w sieci jako utalentowanej pisarki, to tylko przyklasnąć. Pewnie matka z Krakowa nosi głowę wysoko jak paw, gdyż o jej córce ludzie czytają najlepsze recenzje za dokonania autorskie po opublikowaniu kilku powieści mających wysokie notowania w świecie literatury.

Biję pokłony dla matki z Krakowa, że udała się jej ta córka, choć nie czytałam dotąd żadnej jej z powieści, ale nic straconego.

I tu robię na blogu małą reklamę – za darmo, bo powieści córki matki z Krakowa mają świetne recenzje.

Przybliżam króciutko jej drogę życiową, a potem przechodzę do meritum tego wpisu:

„Gdyby Agnieszka Krawczyk, autorka powieści „Napisz na priv”, była Robertem Rojkiem z książki Małgorzaty Musierowicz „Kłamczucha”, swój biogram zamknęłaby jednym zdaniem „Urodziłam się i jakoś dotąd żyję”. Żeby trochę rozwinąć temat, za nieśmiertelnym kaowcem z „Rejsu” mogłaby dodać „Urodziłam się w Krakowie, w drugiej połowie lipca, dokładnie 26 lipca”. Od tego czasu bardzo wiele się zdarzyło (o czym poniżej). Dzięki wielkiemu poczuciu humoru wykładowców oraz niezawodnemu sposobowi na zdawanie egzaminów (przedstawionemu w „Napisz na priv”) udało jej się ukończyć polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po studiach pracowała jako dziennikarka w krakowskich gazetach codziennych, i tak się dziwnie składało, że każda z nich dosyć szybko bankrutowała. Przykry ten fakt skłonił ją do niewesołej konstatacji, że ma w sobie coś z Jonasza lub syndyka masy upadłościowej. Późniejsza kariera nie potwierdziła na szczęście tego faktu – przez wiele lat pracowała jako redaktorka w kilku krakowskich wydawnictwach, aż wreszcie stwierdziła „ja też potrafię” i napisała książkę, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa SOL. Podobnie jak bohater „Krainy chichów” J. Carrola nie znosi pomidorów, ale za to lubi kawę. Kocha swoje miasto, swoją rodzinę i przyjaciół. Bardzo dużo czyta, kolekcjonuje powieści o piratach i stare, ilustrowane wydania książek dla dzieci. Najlepszą charakterystyką autorki „Napisz na priv” są słowa R. Sabatiniego z powieści „Scaramouche”: „Już od urodzenia posiadał dar humoru i świadomość, że świat jest szalony. Było to całe jego dziedzictwo”.

źródło opisu: SOL

Meritum więc:

Proszę mi wytłumaczyć dlaczego matka z Krakowa, mieszkająca w tak pięknym kulturowo mieście wychowała tak wspaniałą córkę, a sama w sieci dopuściła się skandalicznego hejtu na mojej osobie wpisami na forum o2 w dziale seniorzy?

Ja nie pojmuję takiego zachowania i dlatego matką z Krakowa zajmuje się wciąż policja i prokuratura, bo takiego „kwiecistego języka” popuścić się nie da!

Nie pojmuję, że mając z czego się cieszyć i z kogoś być dumnym, można na starość tak zwariować zapominając o tym jaką ujmę niesie się dla opinii o córce pisarce!

Jak mogę sobie to wytłumaczyć, bo ja bym swoim dzieciom takiego szamba nigdy nie zrobiła! Spaliłabym się ze wstydu i dlatego współczuję pisarce Agnieszce Krawczyk takiej matki – chorej?

Dopiszę jeszcze, że matka z Krakowa jest kobietą wykształconą, ale coś w jej życiu się stało, że hejt na stare lata stał się jej celem w życiu!

Jakie to smutne!

[26.11.2015] 18:13
jest taki czub w sieci
Ma obsesję sexu.Stary,ohydny z obwisłym tyłkiem i wibratorem w pomarszczonej garści.
(Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia) IP i czas połączenia logowane. [22081901

 

[03.01.2016] 17:50
ja ją wolę niż trolla plugawca
z ropomaciczem.  przynajmniej jest co czytać.

Mamo! Kocham Cię nad życie!

Każdego wieczoru o godzinie 21 brała z szafki czystą bieliznę i powolutku o kuli szła do łazienki wziąć prysznic.

Każdego wieczoru miała wrażenie, że może tej nocy umrzeć i kiedy to ktoś odkryje, to chciała być czyściutka i zadbana, aby syn nie musiał się wstydzić, że ktoś ją zobaczył zaniedbaną.

Każdego wieczoru z wielkim trudem wchodziła pod prysznic stawiając kule między pralką, a ścianą,, blisko siebie, by przy wychodzeniu spod prysznica mogła się szybko o coś podeprzeć, by nie upaść i dodatkowo sobie czegoś nie złamać. Nie chciała synowi przysparzać dodatkowych kłopotów, a kochała go nad życie.

Syn jej ożenił się z bardzo wartościową dziewczyną i oboje wychowywali trójkę, wspaniałych jej wnuków, a więc zapędzony między pracą, a domem wpadał do niej dość często, pośpiesznie na herbatę, by choć trochę urozmaicić jej dzień i opowiedzieć, co u niego.

Nie chciała obarczać syna swoimi troskami, a miała ich nie mało.

Wiedziała, że jej mąż, trochę od niej młodszy ma w terenie drugą niby żonę, a może kochankę, a może przyjaciółkę. Czuła podskórnie jednak, że wiąże z tamtą kobietą swoje dalsze życie w razie jej śmierci.

On się oczywiście wymigiwał, że uroiła sobie i napisała scenariusz, w którym on nie gra żadnej roli, ale ona swoje wiedziała.

Znikał często z domu i choć czasami proponował jej pomoc przy kąpieli – ona tego nie chciała. Nie chciała jego litości.

Dobry był dla niej, bo robił potrzebne zakupy z racji jej niepełnosprawności, ale zaraz potem znikał na wiele godzin i ona się do tego przyzwyczaiła właściwie. Nikt nie wiedział, co przeżywała w swojej samotności.

Wiedziała, że kiedy się rozwiedzie z mężem, to nie przetrwa, a więc ona płaciła tylko media, a on rachunki za mieszkanie, gaz i energię. Wiedziała, że rozwód by ją pogrążył finansowo, a więc wykupywał jej recepty i woził po lekarzach, ale kiedy ją zaopatrzył we wszystko, to znikał na wiele godzin do tamtej.

Cóż miała począć, skoro spotkał ją taki los. Kiedyś przyszedł syn i zwierzyła się ze swoich trosk i nieszczęśliwego życia.

Syn wiedział też, ale nie chciał matki tym martwić, że wie, a w sercu przeklinał swojego ojca.

Rodzice zapisali  mieszkanie dla jedynego syna. Wiedział, że kiedyś to mieszkanie mu się przyda, bo przecież miał dzieci.

Pewnego razu zauważył, że mama robi gruntowne porządki w szafach i szufladach. Układała wszystko bardzo starannie, a niepotrzebne rzeczy wkładała do worków, by syn to wyrzucał na śmietnik. Chciała po sobie pozostawić porządek i ład, a kiedy jej się spytał, po co to robi, to odrzekła, że  mąż z pewnością po jej śmierci tamtą tu sprowadzi, a nie chce by  grzebała w jej rzeczach.

Syn się roześmiał mamie w twarz, mocno ją przytulając i odpowiedział, że po jego trupie!

– Mamo mieszkanie jest na mnie i ja będą decydował kto zajmie Twoje miejsce. Nie martw się, bo żadna obca baba nie będzie tutaj robiła swoich porządków, a więc uspokój się i postaraj się żyć, bo tak bardzo Cię kocham. Żyj dla mnie moja kochana Mamo, a jego niech szlag trafi.

– Połóż się, a ja włączę Ci Twoje ukochane „Szkło Kontaktowe” i ucałowawszy swoją kochaną Matkę poszedł do swojej rodziny, która była dla niego świętością.

Chaos nad chaosem!

Dobry wieczór. 🙂

Pamiętacie ludzie starsi kiedy to Polska wkraczała na drogę demokracji? Ileż było w nas nadziei na lepsze życie i na to, że będziemy żyli w bezpiecznym kraju. Mieliśmy nadzieję, że nasze dzieci będą dorastać w kraju, który z roku na rok będzie coraz lepszy, bogatszy i sprawiedliwy.

Tak było 26 lat temu, aż do teraz!

Stało się coś bardzo dziwnego, że Polacy w miarę poukładanym kraju, dość stabilnym, wybrali sobie rządy, które od pierwszych dni dorwania się do władzy codziennie podpalają i niszczą to, co do tej pory osiągnęliśmy.

Krew człowieka zalewa kiedy o poranku włącza się telewizor i z mediów dowiadujemy się, że unijna flaga już nie obowiązuje, choć z Unii kasa płynie.

Szlag człowieka trafia, kiedy wszystko dotychczasowe jest wrzucane do kosza. 

Szlag człowieka trafia, że na szczyty władzy wdrapali się ci, którzy już rządzili i tak wiele popsuli.

Nie chce mi się tu wymieniać tego wszystkiego, bo obserwator, który choć troszkę interesuje się polityką i patrzy na nią trzeźwym okiem nie raz splunie przed telewizorem, albo z hukiem go wyłącza.

Nie wiem dokąd to wszystko prowadzi, ale wiem jedno, że szkoda tych lat nam będzie, kiedy się okaże, że Polska znajdzie się nad przepaścią.

Wybrano ludzi o zaciśniętych ustach i twarzach bez uśmiechu z mściwym spojrzeniem, którzy chcą naprawiać, to, co już było naprawione!

Ogłupiona część Narodu obiecankami już za chwilę przetrze oczy ze zdumienia, że dała się omamić.

Ciśnie się na usta tylko jedno – a nie mówiłam!

Nie dość, że polityka mnie zdumiewa, to jeszcze nie mogę przeboleć jednego i powinnam o tym napisać już wcześniej.

R e k l a m y  świąteczne!

Tak sobie myślę, że ledwo wychodzimy z cmentarzy pełni pamięci i zadumy nad naszymi bliskimi i tymi, którzy zginęli za naszą wolność – w sklepach szybko zdejmują chryzantemy i znicze i zapełniają półki bombkami, a w galeriach płyną z głośników kolędy i już 3 listopada świat się śmieje.

A mnie nie do śmiechu, bo ryczeć mi się chce nad tym komercyjnym światem i co najgorsze nie mam na to kompletnie żadnego wypływu. Bombarduje się mnie reklamowymi oszustwami, kiedy jeszcze jestem blisko bliskich, których mi wciąż brakuje.

Dlaczego odziera się mnie z magii świąt, które kiedyś były wielką, rodzinną tajemnicą i wyczekiwaniem w domu pełnego, świątecznego zapachu i spokoju?

Żaden Admin forum nie jest Bogiem!

Dzień dobry 🙂

U mnie jest piękny, jesienny dzień. Słońce przebija się przez chmury, a więc sprawia ten mały promyk, że mam dobry humor,  ale to tylko tak piszę na wstępie i życzę wszystkim miłego dnia.

A teraz przystępuję do analizy pewnej korespondencji, którą odbyłam z Adminką pewnego forum dla Seniorów. Nie podaję tutaj jakiego forum, ale podpowiem, że jest to największe forum w polskiej sieci, na którym zarejestrowanych jest ponad 20 tysięcy młodszych, starszych i już wiekowych.

Swego czasu Admin wywalił mnie z tego forum i zostałam zbanowana i wywalona na pysk. Już nie pamiętam ile to minęło czasu, ale bodajże 3 albo 4 lata.

Nie odzywałam się tam, no bo przecież dostałam bana, ale po czasie postanowiłam w listopadzie ponownie założyć sobie profil na tym forum z nadzieją, że sobie popiszę z innymi użytkownikami, a jest o czym. Zmieniła się w Polsce opcja polityczna i tematów jest dosłownie mnóstwo do poruszenia. PiS idzie jak burza, z prędkością światła bierze wszystko i zmienia wszystko, a więc paluchy mnie swędziły, aby przy pomocy klawiatury dać upust tego, co się we mnie wezbrało ha ha.

Założyłam profil więc i zaczęłam pisać z innego komputera i innego IP. Miałam nadzieję, że sobie popiszę i wyleję z siebie frustrację. 😀

Bardzo się pomyliłam, bo zostałam rozpoznana niemal natychmiast i może napisałam 11 postów. W nocy licho nie śpi i odpowiednie osoby zadenuncjowały mnie do Adminki J.G. pod osłoną nocy. O poranku znowu zauważyłam, że jestem na bruku, poharatana i z obitą twarzą.

Wkurzyłam się i postanowiłam Adminkę J.G spytać, za co mnie znowu wywaliła z forum. Korespondencja drogą mejlową wysoce mnie zadowoliła, ponieważ obnażyła małość tego forum. Nie ma nigdzie sprawiedliwości – nawet w sieci.

Piszę więc pierwszego mejla:

13 listopada

„Gdybym wiedziała gdzie się zaskarża za dyskryminację, to bym panią podała jako pierwszą. Pytam się, za co mnie pani bez przerwy wywala z forum, Pytam się co ja takiego znowu zrobiłam?

Jestem 6 lata na Facebooku i nigdy nie zostałam nawet upomniana? Jestem 4 lata na innym forum i jestem tam mile widziana, a więc czekam na uzasadnienie!”

O dziwo otrzymuję odpowiedź z moimi winami, których kompletnie nie popełniłam, ale aby się wybielić jako Admin, zostały mi przypisane następujące przestępstwa:

 

1. Każdy kolejny klon zabanowanego użytkownika jest banowany ponownie
2. Wyjaśnienie zostało podane w momencie banowania – „poważne naruszenie
pkt. 5/9 oraz 5/14 Zasad KSC podczas okresu moderacji” –
3. Wpisy Pani autorstwa szkalujące XXX i zawierające dane jego
użytkowników pojawiały się – mimo wyraźnego zapisu w Regulaminie i
przypominania w naszej korespondencji. Mamy dowody w postaci zrzutów
ekranowych z Pani bloga. Działo się to również w okresie kiedy należała Pani
do użytkowników moderowanych, więc zupełnie świadomie zlekceważyła Pani
Regulamin i zalecenia administracji.
4. W żadnej sytuacji dotyczących użytkowników łamiących regulamin nie ma
mowy o dyskryminacji – zgadzając się na takie działania dyskryminowalibyśmy
raczej użytkowników przestrzegających Regulaminu. Zasady obecności na
:S” są wyjaśnione w sposób dokładny, podobnie jak konsekwencje ich
łamania.”

Sprawdzam więc regulamin i kopiuję owe punkty i śmiało, z podniesioną przyłbicą pytam i dopytuję dalej! Ale najbardziej mnie zdziwiło, że Adminka forum J.G. zapuszcza macki do mojego bloga i najchętniej by mi go wysadziła w powietrze. Ja wiem, że władza uderza do głowy i sodówka odbija, ale na szczęście bloga mam pod ochroną innej platformy i tu zonk!

Można śmiało przypuszczać, że jestem śledzona nie tylko przez trolli, ale i przez Administrację forum dla Seniora, który ma na mnie kwity ha ha.

14 listopada

Punkty z regulaminu, które mają świadczyć o mojej winie?

5/9 

  1. poufnych informacji na temat osób trzecich (dane osobowe, prywatne maile publikowane bez zgody autora etc.)

 

Proszę podać mi przykład takiego działania!

5/14

  1. przenoszenie/komentowanie treści z KSC do innych serwisów, w celu szkalowania, wyśmiewania lub działań na szkodę serwisu i użytkowników KSC

Proszę podać mi przykład takiego działania!

 

Blog powstał dwa lata temu i ja już byłam zbanowana, a więc treści mojego bloga nie powinny Panią obchodzić. Już macki pani sięgnęły do mojego bloga, który gdybym naruszyła regulamin, to platforma, na którym się blog znajduje dawno by mi blokowała wpisy.

Nic pani do mojego bloga mieć nie powinna, bo znajduje się on na innej platformie, a blogowanie polega też na krytyce otaczającej nas rzeczywistości i każdy bloger tak robi, że opisuje to, co jest kontrowersyjne.

Nic nie powinno panią to obchodzić, a zbanowanie jest niesłuszne ponieważ na pani forum nikogo nie obraziłam, a wręcz odwrotnie – to mnie obrażano bez przerwy.

 

Proszę mi podać konkretne przykłady kogo i gdzie obraziłam – namacalne przykłady gdzie kogoś znieważyłam.

Domagam się konkretów, a nie punktów z regulaminu, które nie pokazują konkretnych przykładów!”

Nie ma reakcji. Nie ma przykładów mojej zbrodniczej działalności, a więc jak kropla drążę dalej skałę!

 

18 listopada

„Zaglądam tak sobie na pocztę, a tu cisza i nie odpowiada Pani na moje mejle, a więc w związku z tym proszę odblokować mój nick, bym mogła od czasu, do czasu coś skrobnąć na forum.

Mam nadzieję, że zostanie to spełnione, gdyż z naszej korespondencji wynika, że jestem niczemu winna.

 

Mam nadzieję, że do tego mejla się Pani ustosunkuje.

 

Pytam się po raz czwarty, za co wywaliła mnie Pani z forum?

Nie odpisywanie nie załatwia sprawy i ucieka Pani od pytań!

Kultura wymaga, by odpowiadać na mejle, choć bardzo niewygodne.

Zostałam skasowana z forum niesłusznie, a więc żądam by odblokowania mojego konta!

Mam nadzieję, że ma Pani na dość odwagi cywilnej.”

Hurra jest odpowiedź, a więc już wiem, że jeśli założę nowe konto, to spotka mnie ponownie banicja na zasadzie Admin jest Bogiem i tak, bo tak i morda w kubeł.

19 listopada

„Zakładanie przez zabanowanego użytkownika nowego konta w celu obejścia sankcji jest niezgodne z Regulaminem,. Konto również zostanie zabanowane.

 

Administracja Senior.pl”

20 listopada

 

„Ostatni raz pytam, za co nick „S” został zbanowany i proszę podać mi tego powody.

Proszę podać mi przykłady niestosownego zachowania się „S” na forum?

Ja wiem, że to jest Pani dom i wpuszcza Pani do niego kogo chce, ale domagam się podania powodów niestosownego zachowania się w Pani domu.

To jest moja ostatnia prośba i liczę na odpowiedź!”

Dalej domagam się dowodów, a więc piszę i piszę, ale Adminka J.G ma moje mejle gdzieś, a więc dochodzę do wniosku, że zostałam przykładnie zaszczuta na forum dla Seniora, bo dotąd nie udowodniono mi żadnej winy. Nie ma Admin na mnie NIC i dlatego unika odpowiedzi. Och jaka ja byłam upierdliwa jak wesz na grzebieniu.

22 listopada

„No nic – brak reakcji świadczy o moim oczyszczeniu się, ale materiał na bloga mam spory.

Teraz faktycznie o tym napiszę.

 

Pozdrawiam.”

No więc Adminka J.G obudziła się i wydaliła z siebie kilka zdań, bo widocznie sumienie ją lekko ruszyło i zaproponowała mi, bym sama jej podała moje posty do usunięcia, gdzie ja mam dokonać weryfikacji, które posty były obraźliwe, bo Ona sama niczego takiego na mnie nie znalazła przez prawie dwa tygodnie naszej korespondencji – O Bogowie. Sama na siebie mam donieść ha ha.

 22 listopada

„Odpowiedz ze wskazaniem kilku punktów regulaminu otrzymywała Pani wielokrotnie, od różnych administratorów, znajdują się też w informacji o zabanowaniu. Więcej odpowiedzi i wyjaśnień nie będzie.

 

Prosimy o informację, czy usunąć Pani konto. W myśl Regulaminu usuwane są wyłącznie posty niezgodne z Regulaminem lub też takie, które zawierają dane osobowe – proszę o wskazanie konkretnych postów do usunięcia (linki). Pozostałe posty pozostaną z oznaczeniem „gość”.”

Usunięcie konta zabanowanego użytkownika nie wpływa na banowanie jego kolejnych klonów – pod tym względem nic się nie zmieni.

22 listopada mam dość tej farsy i piszę ostatniego mejla z uśmiechem na twarzy, że ta korespondencja całkowicie mnie oczyściła, gdyż jej Wysokość Admin pod wpływem poczty pantoflowej mnie zaszczuł i wpadł  do czarnej dupy, nie mając na mnie haka, teraz nie wie jak się z tego wywinąć.

Tak, tak Senorzy, to nie jest uczciwe forum i tam grasują podskórne wody, które płyną prosto w ramiona Adminki J.G. łasej na garść ploteczek. Pamiętajcie, że Admin Wasz nie jest żadnym Bogiem i tylko za pomocą kliknięć może z Wami zrobić, co tylko zechce, by zamknąć Wam usta. Dopóki piszecie o kawce, kwiatkach i takich tam, to jesteście bezpieczni. Nie podejmujcie na forum ważnych tematów, bo Adminka tego nie lubi, gdyż wówczas musi siedzieć 24 ha na forum, a politykę ogarną jej zaprzysiężeni Moderatorzy, którzy mogą Was obrażać bezkarnie. Tak, tak siedzicie w szambie.

Podziękowałam więc za korespondencję grzecznie i elegancko:

 

„Nie będę już się naprzykrzać. Mam świetny materiał na bloga. Napiszę o tym.

W moich postach sprzed 3 lat od chwili banowania nie ma niczego, czego bym miała się wstydzić.

Prosiłam o usunęcie mojego profilu, ale to jest wołanie na puszczy, bo regulamin.

 

Nie będę tworzyła kolejnego konta, bo mi się odechciało pisać na pani forum. Zresztą ono i tak już jest martwe i gdyby nie polityka i przyzwolenie do obrażani przez parę osób to by dawno umarło.

 

Prosiłam o podanie konkretnych przewinień, a zmyślone i przypasowane „widizimisię” punkty z regulaminu mnie nie dotyczą, bo od dwóch tygodni proszę o konkrety, ale ich nie ma, bo nie było. Ochroniliście prawdziwe hieny, a ja zostałam zaszczuta prze Panią i innych cwańszych.

 

tak więc napiszę o tym na blogu, a tym samym żegnam bez żalu. Niech pani sobie tam będzie.

Poczta pantoflowa świetnie działa.”