Archiwa tagu: pieniądze

Jak żyć za PiS?

 

Duda już ruszył z kampanią.
06-11-2019 Jarocin.

Zdarta płyta od Morawieckiego czyli obniżyliśmy wiek emerytalny, 500+, 13 i 14 emerytura, oni kradli miliardy, usuniemy pokomunistyczne złogi, dokończymy reformę wymiaru sprawiedliwości.

Polska w ruinie następny level.

Jeśli chcecie wysłuchać, co w kampanii ględzi Adrian, to na własne ryzyko!

Mnie wszystko opadło!

Jak mam tylko pytanie do Adriana dlaczego nikt nie siedzi w więzieniu z poprzedniej ekipy rządowej, bo jak na razie mafię macie w swoich szeregach!

Adrian robi kampanię i nie ma nic sensownego do powiedzenia i wszędzie w pipidówkach ględzi o 500+, które zaczyna tracić na wartości, bo idą ogromne podwyżki.

500+ za chwilę pokryje z ledwością jedzenie, opłaty, a na wakacje ludziom już nie starczy!

Wczoraj Mąż zrobił zakupy na jedną kolację i jedno śniadanie.

Zakupy z ledwością pokryły dno koszyka i sprawdzaliśmy paragon, czy aby kasjerka się nie pomyliła, bo prawie za nic zapłacił ponad pięćdziesiąt złotych.

Nie kupił przecież żadnych rarytasów, a dwa paprykarze szczecińskie – malutkie, bo ja lubię, a także dwa małe pasztety, kilka plasterków sera żółtego i dwa pętka nie za drogiej kiełbasy, oraz mrożony szpinak.

Siedzieliśmy nad paragonem i doszliśmy do wniosku, że idzie drożyzna!

PiS doszedł do ściany i będą z nas doić kasę ile im na to pozwolimy!

Może społeczeństwo się w końcu obudzi i zacznie się na ten rząd gniewać!

Szukają kasy w kieszeniach kierowców, którzy mają ręce trzymać na kierownicy podczas zatrzymania przez policję, bo inaczej wlepią kierowcy spory mandat.

Ludzie jeszcze nie wiedzą, że będą musieli płacić ciężkie pieniądze za pobyt w szpitalu!

Co jeszcze spadnie na Ciebie Polaku tego nie wie nikt, ale wie to Kaczyński jak nas „wyportkować” z naszych pieniędzy!

Co jeszcze musi się wydarzyć, aby Polacy się obudzili, bo może wówczas, kiedy z ZUS-u emeryci dostaną obniżone emerytury?

Abym była w zgodzie ze sobą, to apeluję do opozycji tak, po swojemu!

„Opozycjo sama pchasz  Polaków w łapy PiS, bo nie potrafisz  zjednoczyć się i w końcu do „urwy nędzy” wytypować godnego kogoś na Prezydenta!
Strzelacie sobie sami w stopę!
Marnujecie mój głos oddany na was!”

I jeszcze”

„Opozycjo debatuj w nocy jak PiS – skoro dnia ci nie starcza odnośnie wyboru prezydenta!”

 

TRAGICZNE PROGNOZY

NADCIĄGA KATASTROFA, POLACY BĘDĄ ŻYĆ W NĘDZY. TO POGRĄŻY PIS?
EMILIA WASZCZUK
06.11.2019  11:54

Prognozy ekonomistów nie są zbyt przyjemne. W 2020 roku Polska zajmie niechlubne pierwsze miejsce – osiągniemy najwyższą inflację na kontynencie. Co to znaczy? Nic dobrego. Ceny pójdą jeszcze bardziej w górę, a nasze pieniądze stracą na wartości.

Tylko przez ostatnie 4 lata rządów PiS, żywność w Polsce zdrożała aż o średnio 15 procent. Teraz specjaliści alarmują: przez „rozdawnictwo” polityków i niebezpieczne decyzje PiS, inflacja może przekroczyć i tak wysokie prognozy, i wzrosnąć do ponad 4 procent. A to może oznaczać straszną drożyznę. Co gorsza, prognozowane jest też znaczne spowolnienie gospodarcze.

Tymczasem premier Mateusz Morawiecki oznajmił w środę, że PiS przez ostatnie cztery lata walczył o godność Polaków i oczywiście walkę tę wygrał.

Dziennikarze wp.pl sprawdzili, jak ceny podstawowych usług i produktów urosły przez ostatnie 4 lata. Dane zaczerpnięte z GUS są co najmniej niepokojące. Warzywa są droższe o 35 procent, masło o rekordowe 43,4. Uwielbiana przez Polaków wieprzowina kosztuje aż 23,5 procent więcej, niż cztery lata temu, ryby – 16, jajka – 20.

To jednak nie koniec. Więcej płacimy za edukację (aż 9,5 proc.), służbę zdrowia (6 proc.), paliwo (8 proc.) czy użytkowanie mieszkań (około 6 proc.).

Dużo? Cóż, będzie jeszcze więcej. Według analiz państwowego banku PKO BP, inflacja nie zwolni, wręcz przyspieszy. Ich ekonomiści twierdzą, że skoczyć może do ponad 3 procent. Gorzej przyszłość Polski widzą eksperci z Santandera – oni straszą przebiciem 4 procent.

Powody? Między innymi duża, skokowa podwyżka płacy minimalnej (Inflacja może przez nią skoczyć aż o 0,5 proc!). Polacy niby zaczną nagle zarabiać po kilkaset złotych więcej, ale jednocześnie czekają ich ogromne podwyżki cen i kosztów życia.

Więcej: https://www.planeta.pl/Wiadomosci/Polityka/Inflacja-niebezpiecznie-w-gore-ceny-wzrosna.-To-koniec-PiS?fbclid=IwAR3vouxGzMG8Lo0TrXaBlWIUgfWnBXQsNWywX1OrMIJ8H0Rckb6vgesy-Wc

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i ślub

Roszczeniowe społeczeństwo!

Między ciszą, a ciszą – drzewa się kołyszą, a blogerzy sobie piszą!

Mam pytanie do ludzi urządzających sobie życie w PRL-u i do tych pracujących w tamtych, ciężkich czasach.

Czy mieliście wsparcie finansowe ze strony tamtejszego rządu?

Ja pamiętam, że to było tak:

W 1975 roku zaczęłam pracę zawodową, a potem ślub i dzieci.

Bywało naprawdę ciężko choć Mąż także pracował, ale dla młodego małżeństwa na dorobku, kiedy rodzice też słabo stali finansowo, to trzeba było kombinować jak koń pod górę.

Jeśli już byliśmy przyciśnięci do muru, to pisaliśmy prośbę o udzielenie nam pożyczki zakładowej, którą trzeba było spłacić i także szliśmy do banku po wsparcie finansowe i to też trzeba było spłacić z odsetkami!

Nie było żadnych bonusów dla rodziny i trzeba było żyć z tych pieniędzy jakie zapracowaliśmy!

Dodatkowo wielu z nas miało działki ogrodnicze, gdzie na własne potrzeby sialiśmy i zbieraliśmy plony, by przeżyć.

Biegałam codziennie po mleko od krowy i robiłam sama ser twarogowy, a także stałam przy stolnicy i kroiłam domowy makaron, a zbiory z działki pakowałam do słoików i zamrażarki.

Gospodarzyło się, aby było taniej, a nie wszystko wówczas w sklepach było!

Wprowadzono w Polsce Stan Wojenny i staliśmy w kolejkach za chlebem, masłem, butami, a do tego dostaliśmy kartki na żywność!

Robiłam na drutach szaliki i czapki dla dzieci oraz swetry.

Pomagała mi Teściowa, która miała pojęcie o szyciu, a także dziergała, bo w sklepach nie było nic! Ocet był!

To były trudne czasy, ale byliśmy ambitni i nagle doczekaliśmy się takich czasów, kiedy ludzie stali się roszczeniowi, bo ten rząd im daje kasę bez ograniczeń i oni  do roboty za cholerę nie pójdą!

Zdemoralizowali społeczeństwo i czytamy takie kwiatki, kiedy ludzie już się przyzwyczaili, że kasa im się należy!

Wiele razy na blogach dyskutowaliśmy, że ten sposób wsparcia rodzin powoduje patologię i tak się stało, bo czytamy:

„Nie rozumiem was. Po co mam z mężem pracować jeśli Państwo daje nam pieniądze. Mamy po 500+ na 4 dzieci. Miasto nam płaci za mieszkanie. Z caritas mamy jedzenie. Ja nie pracuje i mąż też więc mamy socjal na siebie a mąż ma jeszcze rentę bo ma problemy z alkoholem. Z mopsu też nam dają. Więc po co mi piszecie ze mam iść do pracy. Mamy prawie 7 tyś zł dla siebie bo ubrania też nam dają z Alberta. Jedynie co to za wakacje sami płacimy sobie bo dzieci z mopsu mają kolonie”.

Pracownicy socjali i ich dylematy.

Ja wiem, że tekst jest długi, ale może przeczytacie odrobinę, by mieć pojęcie o tym, co w Polsce się dzieje:

ANETA WAWRZYŃCZAK , 10 października 2019
Te pieniądze nam się po prostu należą.
Pracownicy socjalni nie mają wątpliwości – ludzie są nauczeni, że dostają pieniądze za to, że po prostu są. To jest najgorsze, co od nich słyszymy: „Bo mi się należy”.

– Wie pani, dlaczego wymyślono zawód asystenta rodziny? Żeby ktoś miał gorzej od pracowników socjalnych? – Paweł opowiada branżowy dowcip.

– Dobre! Jutro opowiem koleżankom – śmieje się Patrycja, gdy powtarzam jej ten gorzki żart. Ona, tak jak Paweł, również jest asystentką rodziny. Pracuje w średniej wielkości mieście na Opolszczyźnie. Dziewczyna szybko poważnieje: – Niestety, muszę się z tym zgodzić.

Asystentką rodziny jest od dwóch lat. Skończyła pedagogikę resocjalizacyjną, chciała pracować w zawodzie, ale w okolicy o to trudno. W Ośrodku Pomocy Społecznej akurat pojawiło się ogłoszenie o wakacie, stwierdziła: czemu nie.

– Myślałam, że ta praca będzie polegała na wspieraniu rodzin, uczeniu niezaradnych życiowo ludzi, jak coś ugotować, zaplanować budżet, opiekować się dziećmi, załatwić sprawy urzędowe…

– Współczesna praca u podstaw?

– Dokładnie. Trochę jak dobra ciocia, która uczy i pomaga. A okazało się, że muszę być bardziej jak policjant, który wszystko kontroluje.

Klient

Asystenta rodziny wprowadziła ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej z 2011 roku. Przydzielani na wniosek pracownika socjalnego albo decyzją sądu rodzinnego, na co dzień pracują bezpośrednio z rodzinami w kryzysie i problemami opiekuńczo-wychowawczymi. Pomagają znaleźć pracę, planować wydatki, uczą funkcjonowania z ogólnie przyjętymi normami.

Mają odciążyć pracowników socjalnych, którzy „pomagają osobom i rodzinom przezwyciężyć trudne sytuacje życiowe”, „wspierają klientów pomocy społecznej w procesie usamodzielnienia i integracji społecznej”, jak pisze o nich Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. To przez ich ręce przechodzi też pomoc rzeczowa i transfery socjalne: zasiłki, 500+, świadczenia dla klientów (wcześniej zwanych podopiecznymi, określenie to jednak odchodzi do lamusa jako stygmatyzujące).

Adam w Ośrodku Pomocy Społecznej w gminie wiejskiej na południu Polski zatrudnił się prawie 10 la temu.

– Idealistycznie miałem wizję, że będę potrzebny ludziom, że będą się cieszyć z moich wizyt, razem będziemy szukać rozwiązań problemów. Wyobrażałem sobie, że wyposażony w wiedzę ze studiów dam im wędkę, a nie rybę, że będę ich mentorem – opisuje Adam.

Jego wizja rozbiła się o kant rzeczywistości.

– Wszystko, czego uczyłem się na studiach, okazało się niepotrzebne, przestarzałe, archaiczne, odrealnione – wyjaśnia.

Od prawie 10 lat widzi to na co dzień: teoria nijak ma się do praktyki.

– Pracę z klientem i kontrakty socjalne można wywalić na śmietnik. Ludzie chcą pieniędzy i wolności. Najlepiej, aby im tylko dawać i o nic nie pytać. A wymagania socjalne, plan pracy, działania można zastosować u jednej na 10 rodzin. Czuję się jak bankomat, który ma dać kasę i wyjść – podkreśla Adam.

Paweł ma za sobą pracę w domu pomocy społecznej, był też pracownikiem socjalnym w OPS. Wspomnienia?

– Okropne. Kiedyś powiedziałem szefowej, że jeśli jeszcze raz zobaczę luksusowy sprzęt u klienta, to zacznę krzyczeć. Byłem u rodzin, które na bezczela chodziły po zasiłek, a w domach miały kuchnie za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Byłem też w rodzinach naprawdę biednych, w których dochód nie pozwalał na udzielenie pomocy, bo był niewiele wyższy od kryterium i serce pękało.

Z pracownika socjalnego Paweł przebranżowił się na asystenta rodziny.

– Przez pierwsze pół roku myślałem, że oszaleję. Ciągle ci sami klienci, kłopoty, żadnych zmian, płaca tragiczna. Ale teraz jest już lepiej, tylko kasa dalej zła, ale lubię tę pracę – mówi.

– Mam 6 lat doświadczenia w pracy w terenie i czasami tracę nadzieję w ludzi – przedstawia się Weronika z Zagłębia.

Gdy trafiła do OPS, najpierw przeraziła ją papierologia i natłok informacji. Do tego doszło przejęcie sprawami klientów. Szczególnie zapadł jej w pamięć mężczyzna na wózku inwalidzkim, mieszkał kątem u znajomych, utrzymywał się z zasiłku. Weronika prywatnie przekazała mu torbę ubrań od ojca.

– Był bardzo wdzięczny. Kilka lat później spotkaliśmy się przypadkiem pod sklepem, pamiętał o tych ciuchach i jeszcze raz dziękował – opowiada. – W takich chwilach czuję, że robię coś ważnego. Niestety, są rzadkie.

Wpis przemycony z grupy na Facebooku (nazwy nie podano). Administratorka Kinga stwierdza (pisownia oryginalna):

„Nie rozumiem was. Po co mam z mężem pracować jeśli Państwo daje nam pieniądze. Mamy po 500+ na 4 dzieci. Miasto nam płaci za mieszkanie. Z caritas mamy jedzenie. Ja nie pracuje i mąż też więc mamy socjal na siebie a mąż ma jeszcze rentę bo ma problemy z alkoholem. Z mopsu też nam dają. Więc po co mi piszecie ze mam iść do pracy. Mamy prawie 7 tyś zł dla siebie bo ubrania też nam dają z Alberta. Jedynie co to za wakacje sami płacimy sobie bo dzieci z mopsu mają kolonie”.

– Znam ten post – mówi Patrycja. Z doświadczenia wie też, że nie jest to przypadek odosobniony. – Czasem klienci pytają mnie, czy mi się chce, a przede wszystkim opłaca chodzić do pracy. Bo oni siedzą w domu, mają 500+, dodatek rodzinny, dorobią sobie na czarno. I po co mają coś zmieniać, skoro im się należy? – opowiada.

To właśnie oni mają najwięcej pretensji, nieraz też straszą, że pójdą do „mediów albo prezydenta”.

– Staram się im uzmysłowić, że to tak nie działa, ale sytuacja jest patowa, bo ludzie są coraz bardziej roszczeniowi. A obrywa się nam – mówi Patrycja.

Dodaje, że niektóre rodziny rzeczywiście są niezaradne.

– Ale wydaje im się, że wszystko robią dobrze, nie chcą pomocy, ciężko się przebić przez mur, który stawiają wokół siebie. Są ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy, sami przychodzą o nią poprosić i naprawdę ją doceniają. I są tacy, którzy kombinują, jak się tylko da – wyjaśnia.

Wpis administratorki Kingi pokazuję Weronice.

– Kiedyś słyszałam, że rodziny żyjące z pieniędzy z ośrodka, żyją w ten sposób od pokoleń. Nie wierzyłam. Teraz podpisuję się pod tym. Starsze koleżanki niejednokrotnie prowadziły mamy swoich klientów, teraz prowadzą ich dzieci. Przychodzą matki z córkami w ciąży. I mówią: „proszę jej pomóc, bo nie ma za co kupić wyprawki”. Pokoleniowe korzystanie z pomocy staje się patologiczne.

Swój sposób na podobne sytuacja opisuje Magda z OPS w miasteczku z zachodniej Polski.

– Jak klientka przychodzi z dzieckiem, to proszę, żeby wróciła sama. Żeby dziecko nie widziało, że nie zarabia się pieniędzy w pracy, tylko przychodzi do pani w ośrodku – wyjaśnia.

To Magda mówi najwięcej o pozytywach pracy asystenta rodziny.

– Chwile, kiedy klient wychodzi z alkoholizmu, idzie do pracy, zmienia tryb życia, rekompensują cały trud drogi, którą trzeba było razem z nim przejść – zapewnia. I podaje przykład klientki, którą poznała tylko po głosie. – Rzuciła mi się na szyję z radością, w pierwszym momencie nie wiedziałam, kto to jest. Zadbała o wygląd zewnętrzny, poszła do pracy, wyszła na prostą. A sytuacja była naprawdę bardzo trudna.

Agata z małego miasta w centralnej Polsce skończyła resocjalizację i terapię pedagogiczną, jest asystentką rodziny. – Myślałam, że to wdzięczna praca, żeby ludzie z problemami mogli się wygadać i poradzić. Okazało się, że jesteśmy na pierwszym froncie. To są przypadki najcięższe, patologia w patologii. I działaj cuda, człowieku – mówi.

Te przeważnie nie wychodzą.

Agata: – Czasem jest to walka z wiatrakami. Trzeba ciężko pracować, żeby ludzie zobaczyli, że mogą zrobić coś ze swoim życiem, a nie zawsze się to udaje. Ja ich nie winię, bo nieraz wychodzą z tak strasznych domów, że wcale się nie dziwię, że nie potrafią normalnie funkcjonować.

– Powiedziała pani: czasem.

– Bo większość jest naprawdę bardzo wdzięczna. Najbardziej mnie cieszy, jak rodzina wychodzi na prostą. Na przykład: matka alkoholiczka, niemoralnie się prowadząca, przestaje pić, zaczyna interesować się dziećmi, kupować im przybory szkolne. I to jest sukces.

Angelika pracuje w OPS w małej gminie wiejskiej, prowadzi stronę dla pracowników socjalnych i asystentów rodziny na Facebooku (8 tys. obserwujących). Jest przekonana, że sukcesy są rzadkie, a praca syzyfowa.

– Frustruje mnie alkoholik, który zaczął żyć jak każdy człowiek szanujący się, był umyty, miał czyste ubranie, jadł i mieszkał w przyzwoitych warunkach. Teraz powrócił do nałogu, co chwilę widuję go poobijanego, z ranami od bójek. To podcina skrzydła i pokazuje, że większość klientów wraca do swoich starych przyzwyczajeń i przysłowiowo: „kopią sobie groby” – wyjaśnia.

I dodaje: – Można jedynie patrzeć z boku i znowu załatwiać szpital, DPS, usługi opiekuńcze, kiedy będzie trzeba. Ta praca na tym polega, nawet jak podopieczny zawiódł. Tam, gdzie inni widzą alkoholika, wyrzutka społecznego, zjawia się pracownik socjalny i wyciąga z najgorszego bagna, narażając nieraz swoje życie – mówi Angelika. – Ale wszystkich się nie da uratować, bo nie każdy chce. Nie można nikogo do niczego przymusić.

Do Pawła klienci telefonują w weekendy, późnym wieczorem, w czasie urlopu.

– Czasem odnoszę wrażenie, że uważają mnie za swoją własność. Jedna kobieta dzwoniła w środku nocy zapytać, co z dodatkowymi 150 zł, na które liczyła. Okazało się, że nie spełnia kryterium, bo na koncie ma kilkadziesiąt tysięcy złotych wyrównania za rok zasiłku wychowawczego na 10 dzieci. Liczyła, że może się uda jeszcze jakąś kasę wyciągnąć. Bo jej się „z łopieki należy”.

System

Według Adama chodzi nie tyle o biedę, ile o nieumiejętność gospodarowania oraz/lub umiejętność wykorzystywanie luk w systemie.

– Kłamią, pracują na czarno, oszukują. Bo system na to pozwala, nagradza kombinujących, niepracujących, alkoholików, którzy nie mają motywacji do uczciwej pracy – uważa Adam.

Magda ma w sobie dużo wyrozumiałości nawet dla takich klientów.

– Staram się z tym walczyć, ale rozumiem, że jak ktoś kombinuje, to widocznie coś takiego się zdarzyło, co go tego nauczyło. Moim zdaniem to nie jest wyłącznie jego wina. Dlatego nigdy nie stygmatyzuję i nie przekreślam człowieka, nawet jak widzę, w jakich chodzi ubraniach, jak ma w domu.

– To znaczy?

– Że żyje na dobrym poziomie, a wyciąga rękę do pomocy społecznej. Co wcale nie jest tak łatwe, jak nam się wydaje: trzeba przyjść, wpuścić nas na wywiad, przedłożyć dokumenty, przejść całą biurokrację. To też wymaga wysiłku.

Tych klientów jest jednak coraz mniej. Tak wynika z obserwacji Magdy.

– Zauważyłam nawet, że matki w rodzinach wielodzietnych rzadziej korzystają z pomocy. Mają 500+ i nie przychodzą po dodatkowe świadczenia.

Inni rozmówcy mają odmienne doświadczenia.

– Ludzie są nauczeni, że dostają środki za to, że po prostu są. Nauczyliśmy ich rozdawnictwa. To jest najgorsze stwierdzenie: „bo mi się należy”. Dlatego jestem za tym, by 500+ dawać rodzinom, w których chociaż jedna osoba pracuje – mówi Weronika.

Patrycja: – Ludzie wychodzą z założenia, że przyjdzie asystent, pójdą do pomocy po pieniądze, mogą coś uzyskać, nie robiąc nic w zamian. Ja od nich czegoś oczekuję, żeby podjęli pracę, zmienili coś w swoim życiu. A oni wychodzą z założenia: po co, skoro państwo im da? To największa wada pomocy społecznej.

Ale nie jedyna.

– Nieraz jesteśmy bezsilni wobec systemu. Jest za dużo papierologii. Zamiast spędzać czas z rodziną i jej pomagać, siedzi się i pisze do urzędów, sądów. Bywa, że interwencja potrzebna jest „na już”, ale a decyzję sądu czeka się dwa lata – mówi Agata.

– Pomoc społeczna w Polsce w 90 proc. to wypełnianie dokumentacji, dbanie o to, aby każdy świstek się zgadzał, bo można mieć kontrolę i zostać ukaranym finansowo – potwierdza Angelika.

Magda: – Biurokracja nas zabija. Czasami skupiamy się bardziej na tym, żeby dokumenty były, jak trzeba, niż na człowieku.

Kolejny problem to nawał pracy. Asystenci rodziny mogą mieć maksymalnie 15 rodzin pod opieką. I tyle mają. To i tak za dużo.

– Optymalnie byłoby około dziesięciu. Wtedy miałoby się czas dla każdej rodziny. Mówi się, że do tej pracy potrzebni są ludzie z powołania. Ale nawet ci z powołania się wykruszą, jak zobaczą realia – mówi Agata.

U pracowników socjalnych wcale nie jest lepiej.

Angelika: – Zamiast 50 środowisk, które gwarantować ma nam ustawa o pomocy społecznej, pracownicy socjalni mają przynajmniej drugie tyle. Za tym nie idą dodatkowe pieniądze. Ludzi potrzebujących jest dużo, a pracownik socjalny tylko jeden.

Adama szczególnie uwiera co innego: – Nie mamy żadnego prestiżu. Jesteśmy poniżani, wyśmiewani, wymaga się od nas cudów. Nie ma współpracy między instytucjami, komisja ds. rozwiązywania problemów alkoholowych, policja, służba zdrowia – wszyscy nam wrzucają wszystko w nasze kompetencje. „Bo wy możecie”. A my co mamy zrobić, jak wszędzie są procedury, oczekiwanie? Boimy się wójtów, burmistrzów i radnych, którzy potrafią przyjść i kazać pomóc tej i tej osobie.

– Dlaczego?

– Klient to potencjalny wyborca, który ma rodzinę. A wójt boi się stracić głosy, więc wysyła delikwenta do „opieki”, by mu coś przyznać. Dostaje 100-150 zł i wszyscy są szczęśliwi. Tak samo radny – może obciąć dofinansowanie budżetu, zatrzymać podwyżki wypłat itp.

Patrycja zwraca uwagę na to, że asystenci rodziny nie mają czasu pracy „od do”, tylko zadaniowy.

– Nie raz siedzimy do 20 u klientów, raz mi się zdarzyło do 22, bo była interwencja policji. A później to wszystko siedzi w głowie, nie mogę zasnąć, martwię się, czy z dziećmi wszystko okej. To jest normalne w tej pracy, ale nie mamy dostępu do psychologów i superwizji. Nie ma z kim pogadać o tym, że się odbijamy od ściany, poradzić, co robić dalej.

Paweł potwierdza: – Klient na wizycie mówi, że chce popełnić samobójstwo. Nie wiadomo, co zrobić, siedzę, rozmawiam, wzywam karetkę. Nie biorą go, bo mówi, że zmienił zdanie. A ja siedzę z nim do późnego wieczora, później dzwonię. Rano kolejna wizyta i ustalenie terminu do psychiatry. Gdy rodzice są pijani, trzeba zabezpieczyć, czyli przekazać dzieci np. dziadkom. To wielkie obciążenie.

Pieniądze

– To niezwykle ważny zawód przyszłości. Dzięki niemu kanalizują się wszelkie napięcia w patologicznych społecznościach lokalnych – mówił w 2017 roku w rozmowie z „Business Insider” prof. Julian Auleytner, ekonomista i specjalista od polityki społecznej. Miał na myśli pracowników socjalnych. Dziś można podpiąć pod to również asystentów rodziny.

– Mamy spory deficyt wśród pracowników pomocy społecznej. O tym problemie się w ogóle nie mówi. Druga sprawa to wypalenie zawodowe i biurokracja, która zniechęca do tego zawodu. Jeśli dodamy do tego wszystkiego niską renomę pracownika opieki społecznej, mamy murowaną katastrofę – dodał profesor.

Paweł nie raz myślał, żeby rzucić zawód asystenta rodziny. Sam już ledwo żyje, żeby związać koniec z końcem, ma jeszcze trzy dodatkowe zajęcia.

– Ale kocham tę robotę za drobne rzeczy, kiedy to, o co walczyłem, zaczyna grać: dziecko idzie do przedszkola, rodzice zabierają je na bilans, ktoś znajduje pracę. Bo najczęściej pracujemy z rodzinami alkoholowymi, z zaburzeniami psychicznymi, w których każda bzdura jest mega sukcesem – wyjaśnia.

Trudno mu jednak zapomnieć o tym, co go w jego własnej pracy boli: braku dodatkowego urlopu, dodatku terenowego, kasy za paliwo i pranie, odzieży ochronnej, telefonu komórkowego.

Agata dodaje: – Człowiek jest po studiach, wykształcony, pracuje uczciwie. A klientom rozdaje się dużo większe pieniądze. Do niedawna na widok stanu konta na koniec miesiąca chciało mi się płakać.

Była już Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej niedawno przyznała: wynagrodzenia pracowników socjalnych są za niskie. Z badania przeprowadzonego przez resort latem 2018 roku wynika, że średnio pracownik socjalny w Ośrodku Pomocy Społecznej zarabia 2635,35 zł brutto (niecałe 1950 zł na rękę), w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie o prawie 30 zł mniej.

Asystenci rodziny mają jeszcze gorzej – w przeciwieństwie do pracowników socjalnych nie przysługuje im dodatek za pracę w terenie (250 zł).

Rozwiązaniem ma być przyznanie pracownikom socjalnym podwyżek za wysługę lat: po 10 latach pracy o 10 proc., po 20 latach – o 20 proc.

Pytanie, ilu z nich dorobi się takiego stażu.

Bo Adam na przykład ciągle boryka się z wypaleniem zawodowym. – Chcemy pomagać, a jesteśmy wypłatomatami. W starciu z klientem pracownik jest przegrany, liczy się słowo podopiecznego, mimo że kłamie i oszukuje. Konsekwencje są takie, że spada chęć do pracy – mówi.

Także wtedy, gdy przychodzi przelew na konto.

– Zarabiam 2482 zł, z wysługą lat, plus dodatek za pracę w terenie 250 zł. Czy to aż tak dużo? Nieraz zastanawiamy się, po co pracujemy, skoro ludzie, którzy nie skalali się pracą, mają wyższe świadczenia, niż nasze wypłaty – stwierdza z wyraźną goryczą.

Weronika z koleżankami i kolegami z ośrodka nie mogą się doprosić o podwyżki.

– Dostajemy odpowiedź, że są realizowane systematycznie. To znaczy wtedy, gdy idzie najniższa krajowa w górę. Bo u mnie w OPS dużo osób pracuje za 2250 brutto. Czyli za zasiłek z tytułu zatrudnienia, jak nazywamy nasze wypłaty – śmieje się gorzko.

Sama odwiedza klientów, widzi, jak żyją. – Często mają więcej wartościowych rzeczy w domu niż ja – stwierdza. I wylicza: ona nie ma zmywarki, telewizora 50’’, nowego laptopa dla syna, nie wyjeżdża za granicę, nawet na polskie morze ją nie stać. – Wynajmuję mieszkanie, dochód rodziny nie pozwala mi na dodatek mieszkaniowy. Nie jestem objęta pomocą ośrodka, gdzie pracuję, bo przekraczam kryterium. A przychodzi mi klient i opowiada mi, że spędził wakacje w Tunezji. To naprawdę boli.

Agata też to zna, kiedyś klient zapytał ją, czy nie lepiej byłoby siedzieć w domu. Odpowiedziała: „wtedy nic bym nie miała, nie przysługują mi świadczenia”. I jeszcze: „mam dwie ręce, mogę pracować, trzeba mieć też choć trochę godności”.

– Co on na to?

– Wzruszył ramionami.

Magda: – Czuję w tym niesprawiedliwość społeczną. Moja praca wymaga wiele wysiłku, przerabiam wiele problemowych spraw, nierzadko kosztem swojego zdrowia, także psychicznego, a ktoś przyjdzie do kasy i lekką ręką weźmie pieniądze. Ale nie mam żalu do tych ludzi, tylko do systemu, głównie systemu wynagrodzeń. Każdy z nas chciałby godnie, odpowiednio do wysiłku zarabiać.

Patrycja: – Skoro sami tak mało zarabiamy, to jak mamy przekonywać ludzi, żeby szli do pracy? To jest trochę uwłaczające, że klienci nie muszą robić nic i mają wszystko. Nieraz przychodzi myśl, żeby rzucić robotę w cholerę, iść na bezrobocie, do opieki, powiedzieć: mi się należy.

  • Imiona wszystkich bohaterów zostały zmienione. Zgodzili się opowiedzieć o swojej pracy tylko pod tym warunkiem.

 

Parostatkiem piękny rejs!

Podobny obraz

A ja ponownie o moim mieście!

Upał trzyma i kiedyś w takie dni  na naszym jeziorze pływał sobie turystyczny stateczek – zdjęcie powyżej.

Imię mu VOLVEGA, który był nam darowany od miasta o tej samej nazwe w Holandii.

Moje miasto prowadziło przjacielską współpracę z holenderskim miastem i darowano nam ten niewielki stateczek w 1999 roku.

Były ogromne problemy z transportem tego obiektu z granicy, ale się udało i w konsekwencji stateczek stał się atrakcją dla mieszkańców i turystów.

Parę razy przechodził drobne remonty i pływał po naszym jeziorze 15 lat.

Sama nim płynęłam i wspominam, że było sielsko i anielsko, bo można było sobie odpocząć i nacieszyć oko widokami.

Nikt tego dokładnie nie policzył, to jednak należy przypuszczać, że w czasie 15-letniej „służby” przewiózł na swoim pokładzie kilkanaście tysięcy turystów.

Samorząd jakoś znajdował dofinansowanie do tego obiektu i ludzie chętnie z niego korzystali, a dzieci były zachwycone.

Od kliku lat stateczkek popadł w niepamięć władz i ruinę i można się tylko domyślać, że nie ma w kasie miasta pieniędzy, by utrzymywać stateczek w dobry stanie i oto wygląda jak na poniższych zdjęciach.

Te zdjęcia dałam na swoim fan – page i jest sporo komentarzy od ludzi, którzy pamiętają świetlany czas statku i ubolewają, że tamta epoka się skończyła.

Wciąż mają w sobie tęsknotę i nostalgię za czasmi, kiedy stateczek był dużą atrakcją i ubolewają, iż tak się skończyły tamte czasy, że tylko usiąść i płakać.

Jeden z komentujących mi napisał, że gdyby stateczek był w rękach prywatnych, to byłby zadbany, a skoro jest to majątek miasta, to właśnie tak wygląda!

W małych miasteczkach nie mamy zbyt wiele atrakcji i tym bardzej boli nas, że miasto nie znajduje na nie pieniędzy.

Jest takie powiedzenie, że skoro nie wiemy o co chodzi, to chodzi o kasę!

Wielka szkoda!

Obraz może zawierać: na zewnątrz i woda

Obraz może zawierać: niebo, na zewnątrz, woda i przyroda

 

Warto być przyzwoitym!

Znalezione obrazy dla zapytania spadek

Pani Julia kiedy jej mama została wdową, to sprowadziła ją do swojego miasta i wzięła pod swój  dach.

Mama pani Julii przystała na taki układ, gdyż bała się samotności i chętnie się spakowała i zamieszkała u córki.

Była pełna werwy, a więc szykowała rodzinne obiady, kiedy pani Julia i jej mąż byli w pracy.

Dom był duży, a więc mama miała swój, osobisty pokój, gdzie mogła wypoczywać, oglądać telewizor, czy też poczytać.

Pani Julia z mężem pracowali bardzo ciężko i do późnych godzin, a więc dom ogarniała mama, ale nigdy się nie skarżyła i w domu nie było nigdy żadnych zatargów, a i mąż pani Julii nigdy nie wszedł w konflkt z teściową.

Mama pani Julii lubiła też latem pogrzebać w przydomowym ogródku, a także czuwała nad dziećmi pani Julii, które babcię bardzo szanowały i kochały.

Żyli w takiej symbioze ładne, parę lat i wszystko do siebie pasowało i się układało.

Mama pani Julii miała jeszcze dwie córki, mieszkające w innych miastach, ale to była zgrana rodzina i spotykali się na wspólne świętowanie i celebrację rodzinnch stosunków.

Ta rodzina stanowiła przykład dla innych, że można żyć w rodzinie zgodnie i się nie sprzeczać i nie drzeć pierza.

Minęło parę lat i nagle mama pani Julii zaczęła chorować.

Pakowali ją do samochodu i jeździli z nią po lekarzach, a także pilowali, aby brała systematycznie leki, ale niestety było coraz gorzej i w końcu mama pani Julii wylądowała w łóżku, nie mogąc pokonać swojej choroby.

Pani Julia zrezygnowała z pracy i opiekowała się swoją, chorą mamą, a więc wykonywała wszystkie zabiegi niezbęde przy chorym jak mycie, karmienie, pilnowanie higieny, a także towarzyszenie matce prawie przez 24 h.

Nie była w tym sama, bo w opiekę włączył się też mąż pani Julii i jej już dorosłe dzieci.

Mama w końcu odeszła otoczona troskliwymi i kochającymi bliskimi.

Na pogrzeb przyjechali wszyscy i okryci żałobą, po stypie – usiedli do wspólnego stołu i między sobą podzielili wszystko, co po mamie zostało – sprawiedliwie!

Mama pani Julii nigdy nie napisała żadnego testamentu, bo wiedziała, że jej córki są przyzwoitymi ludźmi i żadna z nich się nie wyłamie, a podział majątku odbędzie się w spokoju i zgodzie.

Nikt nie musiał się awanturować, że komuś się więcej należy, a także nie musiał iść się sądzić o spadek, bo po prostu warto być przyzwoitym.

Znam jeszcze drugą, bardzo podobną historię, że po śmierci mamy wszystkie dzieci po pogrzebie podzieliły spadek po matce tak, że z narady wyprosiły swoich małżonków i tylko we wspólnym gronie – jako dzieci rozdysponowały wszystko między sobą – sprawiedliwie.

Warto być przyzwoitym, tak, aby do końca życia móc sobie spojrzeć w lustro.

Jeśli rodzina się rozpada, to najczęściej przez wiarę, politykę i pieniądze!

Czająca się depresja!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ocean, tekst, woda i na zewnątrz

Od kiedy mama umarła analizuję i nagle zdałam sobie sprawę z tego, że oto zostałam sama na tym świecie.

Mam przy sobie Męża, który o mnie dba i opiekuje się mną, ale często z racji pracy nie ma go w domu i ja jestem wtedy sama.

  • nigdy nie poznałam swoich babć i dziadków, bo umarli jeszcze przed moim narodzeniem,
  • wszystkie ciotki i wujkowie od dawna nie żyją,
  • moi rodzice nie żyją także,
  • nie mam już siostry, która pefidnie mnie oszukała,
  • moje dzieci toczą swoje życie i uczestniczą w wyścigu szczurów, a więc nie mają dla mnie zbyt dużo czasu.

Zostałam sama na tym świecie i po zgonie mamy zdałam sobie z tego sprawę.

Nie mam z kim przerobić tematu, że matka mnie wydziedziczyła i nie mam już szansy, by zpytać ją – dlaczego?

Poczułam się strasznie samotnym bytem, odsuniętym od rodziny i czuję się z tym wprost fatalnie.

Z każdym dniem czuję, że mogę popaść z powrotem w stan depresyjny, bo zostałam skrzywdzona najbardziej w rodzinie przez własną matkę i siostrę.

Nie zasłużyłam sobie na takie traktowanie, a tylko żałuję, że nie spytałam matki dlaczego tak postanowiła i czym jej zawiniłam.

Czuję się bardzo samotna, kiedy Mąż jest w pracy i nawet nie będę miała do kogo zwrócić się o pomoc, gdyby mój Mąż odszedł wcześniej z tego świata.

Zostanę sama jak palec, choć z nikim nie byłam w konflikcie i żyłam tak, aby nikogo nie obrażać, obgadywać i być w zatargach.

Nie opłaca się takie życie, bo czasami trzeba było walnąć w stół i domagać się swoich praw, a ja tego nie potrafię i dlatego jest tak, jak jest – wyobcowana zostałam i odsunięta przez cwaniaków!

Jest mi strasznie żle – tak źle, że czasami brakuje mi oddechu i czuję, że ponownie czai się za plecami moja przyjaciółka – depresja.

W latach 90-tych jeździłam do mojego ojca, który po rozwodzie z mamą mieszkał w innym mieście.

Sprzątałam u niego zbierając pety z podłogi i wynosiłam gówna, bo mu się zapchał kibel.

Myłam naczynia  w zimnej wodzie, zasyfione, bo nie opłacał gazu i płaciłam jego rachunki!

Załatwiłam mu Dom Spokojnej Starości i tak mu przedłużyłam życie o siedem, dobrych lat.

Robiłam to, bo w jakimś sensie mi na nim zależało, choć o milości trudno mówić.

Odwiedzając go, dostałam od niego dwa razy po tysiąc złotych i potem w księgowości zostało cztery tysiące, które przeznaczyłam na pominik, kiedy odszedł.

Z powodu tych pieniędzy, jakże skromnych, miałam nalot na mój dom i krzyczały – oddaj kasę i oddałam płacąc kamieniarzowi.

Do dziś pamiętam tą pazerność i oskarżenie mnie o kłamstwo finasnowe, ale muszę z tym jakoś żyć, kiedy siostra zgarnęła za mamy mieszkanie 79 tysięcy!

Mnie nie chodzi o te pieniądze, ale nie mogę pojąć tego, że moja, własna matka tak mnie zlekceważyła i to będzie mnie boleć do końca moich dni!

Przepraszam czytających za to, że jestem monotematyczna, ale jak się z tym draństwem uporam, to na blogu znajdą się inne tematy, a siostrze życzę spokojnego życia w zgodzie z własnym sumieniem!

Freddie Mercury i o nim wielki film!

Obejrzałam dzisiaj Bohemian Rhapsody (2018), w którym opowiedziano bigrafię Freddiego Mercury’ego i powstanie zespołu Queen w reżyserii Bryana Singra.

W rolę Freddiego wcielił się wręcz po mistrzowsku  Rami Malek i za swoją rolę otrzymał Oscara.

Przed obejrzeniem  nie przeczytałam żadnej recenzji i nie żałuję, gdyż malkontentom raczej film nie przypadł do gustu i w recenzjach wylali na ten film wiadro pomyj, co mnie osobiście zbulwersowało.

Dlaczego mnie zbulwersowało, ano dlatego, że ja nie jestem znawcą kina, a tylko amatorką, która lubi dobre kino i podczas oglądania momentami brakowało mi powietrza ze wzruszenia i musiałam parę razy w ciągu 2 godzin przerywać seans, aby do siebie dojść.

Na samym końcu już wyłam i nie mogłam sobie poradzić z emocjami, bo główny aktor zrobił takie show  na stadionie Wimbledon, że miałam schizę, gdyż aktor pokonał mistrza -momentami.

W filmie śledzimy dojście Fededdiego do kariery i budowanie własnej toższamości, a potem pławienie się w luksusie, a następnie wielką samotność z jaką się zmagał mimo ogromnych pieniędzy.

Śledzimy reakcje ludzi, którzy byli wobec niego lojalni, ale byli też zdrajcy, którzy chcieli się przy nim dorobić ogromnej fortuny.

Reasumując na szczęście kiedy zorientował się, że jest chory na AIDS dał z siebie wszystko, aby go zapamiętano jako twórczego i ogromnie utalentowanego wokalistę.

Dla mnie ten film, to majstersztyk i żaden krytykant mi go nie obrzydzi, bo nie płaczę na wielu dobrych filmach, a na tym się spłakałam i zapamiętam ten film na całe swoje życie.

Polecam, polecam, polecam!

 

Znalezione obrazy dla zapytania Rami Malek

Znalezione obrazy dla zapytania Bohemian Rhapsody

Podobny obraz

Rozdawnictwo Kaczyńskiego!

Codziennie, kiedy się budzę, to dziękuję, że się obudziłam, bo w moim wieku tak już jest!

Potem druga myśl na starcie dnia, że ciekawe, co ten nowy dzień przyniesie i co się wydarzy.

Najbardziej boję się tego, aby mojej rodzinie nic się nie stało i aby i ona miała kolejny, szczęśliwy dzień.

Nie dochodzi do mnie fakt, że kolega mojego Męża umarł w pracy w dosłownie pięć minut na zawał serca.

Kiedy Mąż wychodzi  do pracy, to drżę, aby nic się mu nie stało i wrócił zdrowy i cały do domu, bo tak bardzo boję się zostać sama!

To są takie emeryckie lęki i kiedy Mąż ma zamiar jechać w trasę samochodem, to drę się, aby jechał ostrożnie i powoli, uważając na drodze.

Kiedy mijają lata, to zmysły się wyostrzają i pojawiają się takie właśnie, dołujące, od których niby należy uciekać, ale się nie da.

Na starcie dnia myślę też, co dziś pojawi się w polityce i od trzech ponad lat mamy same niespodzianki. Codziennie jakieś draństwo!

Konwencja w sobotę PiS w stylu amerykańskim i prezes z głową od fryzjera, nienagannym garniturze – bez łupieżu,  w dobrej formie oznajmił, że będą znowu rozdawane nasze pieniądze z podatków.

Tadam – będzie nowe 500+ na pierwsze dziecko też i emeryci otrzymają tzw. ” trzynastą pensję”.

Kiełbasa wyborcza właśnie została rzucona, bo prezes Kaczyński się wystraszył opozycji zjednoczonej i dzieli naszą kasę – z naszych podatków, ale nie wspominał, że Polska jest zadłużona już na 6 bilionów złotych, które do przeciętnego śmiertelnika nijak nie przemawia.

Jeśli nie przemawia, to pokażę jak to wygląda za TVN Bis – finanse:

Ile to jest bilion?
Polska obecnie ma 6 bilionów długu, a więc bilion razy 6!
„Bilion” to słowo-klucz w planie na rozwój gospodarczy autorstwa Mateusza Morawieckiego. Trudno jednak wyobrazić sobie tak ogromną sumę. Bilion to milion milionów, bądź tysiąc miliardów. Analizując właściwości fizyczne, to banknoty ważyłby 8 tys. ton, czyli tyle, co 47 samolotów pasażerskich. Aby je pomieścić, należałoby zorganizować 2 tys. ciężarówek. Za taką sumę można byłoby kupić np. ponad 140 mln m kw. mieszkań w Warszawie, wszystkie 486 spółek notowanych na GPW (i wciąż zostałoby ok. 10 mld zł) lub 176 678 luksusowych samochodów marki Aston Martin. Mając w kieszeni taką sumę, można także podróżować – np. na Księżyc. Wystarczyłoby na 1700 takich galaktycznych wypraw.

Pisowcy już atakują przeciętnych emerytów – nie popierających PiS, czy weżmiemy tę kasę – my emeryci?

A więc napisałam na swoim Facebopku tak:

„Oczywiście, że przyjmę trzynastkę od prezesa, bo mi się to po prostu należy, jako za stres pourazowy”!

I jeszcze:

„Za trzynastkę kupię sobie telewizor, który będzie automatycznie blokował treści pisowskie”!

Trzeba to draństwo przekuć w kabaret, bo tak lżej się żyje.

Aby to wszystko przemyśleć poszłam na spacer po moim mieście, a pogoda była wspaniała.

Podumałam nad tym wszystkim i się uspokoiłam, dochodząc do wniosku, że PiS-owi pali się pod dupskiem i stąd te obietnice – a Polska tonie!

Obraz może zawierać: niebo, chmura i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, dom, drzewo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, dom, trawa, chmura, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, dom, roślina, chmura i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, dom, niebo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: dom, niebo, drzewo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz, woda i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, buty, trawa, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, na zewnątrz, woda i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, most, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: niebo, dom i na zewnątrz

Burdel w AVIVA!

Znalezione obrazy dla zapytania aviva

Kiedy jeszcze pracowałam, to przystąpiłam do ubezpieczenia grupowego w AVIVA.

To była taka nowość w tamtych czasach i koleżanki z pracy też się ubezpieczyły w tej firmie.

Minęło 11 lat, a moja polisa gdzieś się zawieruszyła i nie wiedziałam dokładnie od czego się ubezpieczyłam, ale składki płaciłam systematycznie, gdyż bankowi poleciłam, to jako zlecienie stałe.

Umarła Mama i zaczęłam się intersować, czy jakieś pieniądze mi się należą po Jej śmierci.

Zadzwoniłam do swojej agentki ubezpieczeniowej w moim mieście i poradziła mi tylko, abym się zarejestowała na stonie „Moja Aviva” i tam dowiem się wszystkiego.

Zaczęłam więc procedurę rejestracji i dostałam szału. Strona nie przyjmowała hasła mi przysłanego sms-em, ale się w końcu udało.

Okazało się, że jestem ubezpieczona od śmierci rodzica, ale dalej już było tylko gorzej.

Moi członkowie rodziny są ubezpieczeni w PZU i ich formalności trwały chwilkę, bo dostarczyli wszelkie potrzebne dokumenty i otrzymają swoje pieniądze, a ja walczyłam z AVIVA przez tydzień.

Dodzwonić się do AVIVA graniczy z cudem, ale w końcu się udało z pomocą cierpliwego Męża i dowiedziałam się,  że mejlem zostanie mi przysłany formularz, który wypełniłam i dołączyłam skan dowodu osobistego i aktu zgonu Mamy i myślałam, że sprawa jest już jasna i klarowna!

W między czasie dostałam pismo zaczynające się od szanowna pani – na pani koncie jest nadpłata i proszą, abym się do tego ustosunkowała.

Nie wiem dlaczego mój bank przesyła moje pieniądze dwa, albo trzy razy w miesiącu i stąd jest ta nadpłata, co muszę sprostować.

Jednak kiedy napisałam mejla, aby moją nadpłatę przelano mi na konto bankowe, to otrzymałam mejla, że nie ma żadnej nadpłaty, a jest niedobór składki w miesiącu styczeń i luty 2019 roku.

Znowu wpadłam w szał, bo musiałam zrobić ponownie skan pisma od nich i im wysłałam, a wówczas się nadpłata faktycznie odnalazła w wysokości prawie ponad 300 złotych.

W końcu napisali, że należy mi się świadczenie z powodu śmierci Mamy i otrzymałam od nich – uwaga!!!!

Całe 500 złotych, kiedy moja miesięczna składka nie jest mała, bo powyżej 70 złotych przez 11 lat.

Mojemu Mężowi ubezpieczonemu w PZU z tytułu śmierci Teściowej należy się 1.400 złotych, a ja dostałam ochłapy i jeszcze chcieli mnie oszukać.

Korespondencja z tą firmą to cyrk na kółkach i gdybym nie miała Internetu i gdybym nie była uparta, to by mnie oszwabili na świadczeniu i na nadpłacie.

Seniorzy nie dajcie sobie wmówić, że AVIVA, która reklamuje swoje usługi w telewizji jest uczciwą firmą, bo to są złodzieje żerujący na starych ludziach.

Czuję ogromny niesmak, bo straciłam energię na walkę o śmieszne pieniądze i uciekam od nich jak najdalej!

Z mejli wynika raz, że żadne świadczenie mi się nie należy i nie mam żadnej nadpłaty, a potem, że się należy wszystko – burdel i tak chcieli mnie okraść!

Elki to fajne dziewczyny, ale w życiu mają zawsze pod górkę i jestem tego przykładem.

Szanowna Pani
zgodnie z prośbą poniżej załączam skan formularza dot. świadczenia pogrzebowego.

Z poważaniem
Telecentrum
http://www.aviva.pl

Moja odpowiedź!

Dzień dobry!
Nr mojej polisy to: XXXXX
Jeśli istnieje nadpłata na moim koncie, to proszę przesłać na moje konto bankowe.
Mam pytanie, czy należy mi się zasiłek pogrzebowy w związku z śmiercią mojej Mamy, która zmarła 01.02.2019 r. Mam akt zgonu!
Dziękuję za ew. poradę.

Szanowna Pani,
uprzejmie informuję, że nie odnajdujemy korespondencji dotyczącej nadpłaty na polisie xxxxx.
Z poważaniem
Monika Sromek
Centrum Kontaktów z Klientami
Szanowna Pani,
uprzejmie informuję, że brak na rachunku polisy nadpłaty. Oczekujemy na uzupełnienie składek wymaganych w styczniu oraz lutym br.Jednocześnie informuję, że zakres polisy nie uwzględnia ryzyka z tytułu śmierci rodzica.
Odpisałam tak:
W dniu 04.02.2019 roku otrzymałam od Was pismo, że na moim rachunku jest nadpłata w wysokości 328.87 złotych, a więc jak to jest do otrzymanego mejla.
Podnato konsultant oświadczył, że należy mi się świadczenie z powodu zgonu rodzica.
Możecie mi napisać, to po co ja płacę te składki skoro nic mi się nie należy?
Pismo podpisała Pani Małgorzata Walewska i dot. nadpłaty na rachunku polisy!
Szanowna Pani,
uprzejmie informuję, że nie odnajdujemy korespondencji dotyczącej nadpłaty na polisie XXXXX
Z poważaniem
Monika Sromek
Centrum Kontaktów z Klientami
Szanowna Pani,
uprzejmie prosimy o zapoznanie się z korespondencją dotyczącą wniosku o wypłatę świadczenia, którą przekazujemy w załączniku.
Przyznano mi 500 złotych!
Plik zabezpieczyliśmy hasłem, którym jest data urodzenia
osoby ubezpieczonej w formacie DDMMRRRR.
W razie jakichkolwiek pytań prosimy o kontakt.
Z poważaniem
Zespół Avivy
Opdpisałam ja:
Informujecie mnie, że nie ma na moim rachunku żadnej nadpłaty, a wiec dlaczego ja dostaję pisma w tym roku, że mam na koncie nadpłatę.
Wydaje mi się, że ktoś mnie wprowadza w błąd i nie wiem, o co tu chodzi.
Proszę to solidnie sprawdzić, bo wygląda na to, że chyba zrezygnuję z waszych usług.
Szanowna Pani,
uprzejmie informuję, że aktualnie na koncie polisy widnieje nadpłata w kwocie 328,87 zł.
Nadpłata może zostać:
– zaksięgowana jako kolejne wymagalności,
– zwrócona na wskazany rachunek bankowy,
– zaksięgowana jako wpłata dodatkowa,
Z poważaniem
Karol Stojak
Centrum Kontaktów z Klientami

Stracona Polska!

Znalezione obrazy dla zapytania dwie wieże

[GĘBY ZA LUD KRZYCZĄCE…]

Gęby za lud krzyczące sam lud w końcu znudzą,

I twarze lud bawiące na końcu lud znudzą.

Ręce za lud walczące sam lud poobcina.

Imion miłych ludowi lud pozapomina.

Wszystko przejdzie. Po huku, po szumie, po trudzie

Wezmą dziedzictwo cisi, ciemni, mali ludzie.

Adam Mickiewicz

Tak się zastanawiam nad tym, co stało się z polskim narodem – dlaczego milczy?

Polacy wybrali sobie do rządzenia sobą, ludzi niezmiernie niczkemnych, oszutów, krętaczy, pieniaczy, prostych, patologię, którzy doszli do władzy jeno dla kasiory i krętaczą i tak nabijają sobie kabzę do obrzydliwości.

Kiedy tak patrzę na tych ludzi, na tego prezesa, właściciela jednego garnituru, obsypanego łupieżem, to zadaję sobie pytanie gdzie podziała się klasa polityczna złożona z mądrych i wykształconych, a wyszło warcholstwo o brzydkiich twarzach i jeszcze brzydszych duszach.

Dlaczego Polacy się godzą na to, że ten, jeden zafajdany wódz trzęsie całym krajem i przez trzy lata rozmontował wszystko i zepsuł wszystko tylko dla własnych, chorych ambicji, aby wynieść swojego zafajdanego brata na ołtarze.

Dlaczego Polacy godzą się na to, aby ten zafajdaniec podporządkował sobie wszystkie, dotąd konstytucyjne instytucje tylko po to, aby w Warszawie wybudować dwie wieże dla siebie i dla zafajdanego śp. brata niesłusznie pochowanego na Wawelu?

A jeśli wieże nie powstaną, to może wysłać dwa sputniki w kosmos z imieniem Kaczyńskich i niech tak se fruwają do końca świata i o jeden dzień dłużej?

Przecież te wieże powstałyby z naszych, podatników pieniędzy, wyłudzonych z polskiego banku, który powinien opiekować się naszymi pieniędzmi.

Nic w tym kraju już nie jest zgodne z prawem, Konstytucją, bo oligarcha trzęsie sądami, prokuraturą, policją, i po prostu trzęsie wszystkim, a nas zastrasza.

Dlaczego Polacy się z tym godzą, kiedy nie ma pieniędzy na podwyżki dla lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, a są pieniądze na premie dla tych drani, którzy pod osłoną nocy zatwierdzają swoje chore ustawy.

Tak się zastanawiam po co im tyle kasy i na co ją wydają, kiedy polski emeryt nie ma często na chleb i na leki i zdycha z głodu.

Na co im te premie po 80 tysięcy i zachowują się jak wiecznie nienażarte potwory, które czują się ponad prawem i myślą, że im wszystko wolno.

W kampanii darli ryja, że koniec z arogancją władzy i o tym, że nastanie prawo i sprawiedliwość, a okazało się, że żule nachlane na czworakach liżą się z buldożką!

Co jeszcze musi się wydarzyć, alby Polskę wyrwać z łap pijaków, psychopatów, sklerotyków, dawnych komunistów, aparatczyków, aby Polska zaczęła wstawać z kolan i na  nowo stała się krajem poważnym i liczącym się w Europie?

Najśmieszniejsze jest to, że Kaczyński dał się nagrać członkowi rodziny, choć miał w pomieszczeniu szumidła.

Tak wielki strateg dał się ograć własnej rodzinie i dlatego wyszło na światło dzienne jakim jest skurczybykiem i konfabulatem, któremu nie chodzi wcale o Polskę, a o własne finansowe profity, aby się załapać na wieczną władzę!

 

 

Ludzie młodzi wieją z Polski!

Od kilku dni w Polsce jest burza, bo dwie silikonowe blondyny zostały zatrudnione w Narodowym Banku Polskim i miesięczna ich wypłata, to 65 tysięcy złotych.

Możecie mi napisać na cholerę ludziom potrzebna jest taka kasa?

Przecież żaden śmiertelnik na tej Ziemi tej kasy do grobu nie zabierze, a tymczasem emeryci, którzy podnosili ten kraj z pożogi wojennej  z ledwością wiążą koniec z końcem i jakże często nie mają na podstawowe potrzeby – łącznie z wykupem leków.

Branie takiej kasy jest wręcz barbarzyństwem i jest po prostu nieetyczne i oznacza zdziczenie, ale teraz wielu ludzi za obecnej władzy ma w nosie, że doją Polskę i zamieniają ją w prywatny folwark.

Wydaje się, że teraz, aby zarabiać taką kasę wystarczy być blondyną, zrobić sobie usta i cycki i napompować poliki, a może jeszcze robić prezesowi usługi specjalne, a więc seksualne.

Przecież te panie nie ukończyły żadnych amerykańskich studiów, a mimo to uważane są za kompetentne – akurat!

Znalezione obrazy dla zapytania aniołki nbp

W związku z takim dysproporcjami w płacach ludzie, którzy w Polsce harują za marne i poniżające pieniądze uciekają z tego kraju i się od niego odwracają.

Podobno w Londynie jest milion Polaków, którym opuszczenie kraju się opłacało i nie mają zamiaru tutaj wracać.

Polacy za granicą są dobrymi pracownikami, bo tam dostają pieniądze adekwatne do wykonywanej roboty i mają w nosie sentymenty, srenty do Polski.

Ja nigdy z kraju wyjechać nie chciałam, choć na przestrzeni bywało różnie, ale zawsze w sercu miałam Polskę, bo te bociany, wierzby płaczące i te pola rzepakowe itp.

Mam koleżankę, która mieszkała 20 lat w Ameryce i była tylko sprzątaczką, a mimo to zgromadziła takie pieniądze, że po powrocie do Polski na starość stać ją na kupno mieszkania i spokojne życie w Polsce.

Mam znajomego, który wyjechał z Polski kilka lat temu i mieszka w miasteczku we Francji i tam zarabia tyle pieniędzy, że wcale nie myśli o powrocie do kraju!

Byłam parę razy za granicą i widziałam różnicę, a mimo to miłość do Polski była tak silna, że nie miałam zapędów do zamieszkania w Niemczech, Szwecji, czy innym bardziej, rozwiniętym kraju, bo patriotyzm przeważył.

Teraz mimo, że ten nierząd nafaszerował polskie rodziny 500+, nie zatrzyma młodych, którzy lgną do lepszego życia i wieją z tego zaścianka i ciemnoty za rządów PiS, bo czytamy!

LIST: „Wróciłam z emigracji, ale nie potrafię żyć w Polsce. Kupiłam bilet powrotny”

Podobny obraz

Niektórzy Polacy są naprawdę bardzo zawistni. Nie lubimy, kiedy komuś się lepiej powodzi. Szukamy sposobu, żeby mu rzucić kłody po nogi. Jestem tu odbierana jako bogata panienka, która nic nie wie o życiu.

Ciągle i na wszystko narzekamy. Cały świat widzimy w czarnych barwach, przez co zaczynam podejrzewać u siebie depresję. Nigdy nie czułam się tak przybita.

Zarobki tu są naprawdę nieproporcjonalne do wkładu pracy. Ludzie harują ciężko za grosze, dlatego zaczynam rozumieć ich frustrację.

Społeczeństwo jest do szpiku konserwatywne. Brak tolerancji i bliskie związki z Kościołem to nie jest klimat, w jakim się wychowywałam.

Kraj jest piękny, ale zrujnowany. Zniszczone budynki, dziurawe ulice, a powietrze tak brudne, że zatyka drogi oddechowe jak smoła.

Oczywiście jest też wiele zalet. Ludzie są gościnni, potrafią pomagać, mamy piękną historię, kraj staje się coraz bardziej nowoczesny. Ale dla mnie to okazuje się za mało. Będę tu wracała na urlop, jednak życia na stałe po prostu sobie nie wyobrażam. Próbowałam, naprawdę się starałam, ale wiele czynników złożyło się na to, że nie daję rady.

Może przez życie na emigracji pozbyłam się swojej polskości i dlatego mam taką trudność? Coś w tym może być. Kilkanaście najważniejszych lat spędziłam w zupełnie innych krajach i wśród ludzi o zupełnie innej mentalności. Jestem na pewno mniej polska, niż gdybym była tu przez całe życie. Uczciwie przyznaję, że w Polsce się duszę.

Odetchnęłam z ulgą, kiedy kupiłam bilet powrotny. Wrócę do siebie, a tu będę wpadać jako gość. A piszę to nie po to, żeby narzekać. Chciałam Wam tylko pokazać, że czasami powrót jest po prostu niemożliwy.

Anita

https://www.msn.com/pl-pl/styl-zycia/spoleczenstwo/list-%E2%80%9Ewr%C3%B3ci%C5%82am-z-emigracji-ale-nie-potrafi%C4%99-%C5%BCy%C4%87-w-polsce-kupi%C5%82am-bilet-powrotny%E2%80%9D/ar-AAwIlzN?ocid=sf&li=BBr5MK7&fbclid=IwAR14t8zOV7priNqRfXIAzTN0vrkGBXfl8LcjgQwqlYVGO_3yv6dQguCsxuQ#page=2