Archiwa tagu: pieniądze

Nie zabierzemy kasy na tamtą stronę!

Nigdy, ale to nigdy w moim życiu nie marzyła mi się willa z basenem, jacht, osobisty samolot, kolekcja rzeźb i obrazów oraz droga biżuteria czy piękne stroje.

Nie marzyłam o tym, bo było to nieosiągalne, a więc po co miałam sobie tym zaprzątać głowę.

Marzył mi się w czasach młodości malutki domek, gdzieś na wsi ze swoim ogrodem zapełnionym grządkami i malutkim sadem.

To marzenie się spełniło, bo mieliśmy dość sporą altanę i 32 ary ziemi, gdzie jeździlimy na grilla z całą rodziną, a ja po ciężkim tygodniu w pracy tam się ukrywałam z dala od trosk i kłopotów.

Kiedy kończyłam pracę w piątek, to robiłam sobie szybkie zakupy i Mąż mnie tam na dwa dni woził, choć sam nie lubił tam nocować.

Budziły mnie ptaki drepczące po dachu, a ja o poranku chodziłam do lasu zbierać grzyby, jagody i byłam szczęśliwa, że mogę odpocząć na łonie przyrody.

Jeździłam tam także zimą i sama rąbałam drzewo, a potem rozpalałam piecyk, aby było mi ciepło i potrafiłam przez dwa dni leżeć i czytać książki.

Z czasem trzeba było zrezygnować z działki, bo oboje z Mężem stwierdziliśmy, że nie damy rady ogarnąć tak dużego terenu.

Zmierzam do tego, że znam ludzi pazernych na kasę i ciągle na coś ciułających.

Dali by się pokroić za pięc złotyczh i liczą te pieniądze i nie potrafią nawet z nich mądrze korzystać.

Odmawiają sobie wszystko i rezygnują z przyjemności, bo dla nich liczy się stan konta  i nie potrafią się tymi pieniędzmi cieszyć – zapominając, że do grobu tej kasy nie zabiorą.

Ja zawsze chciałam mieć tyle pieniędzy, aby mi nie brakowało do pierwszego i abym nie musiała brać kredytu, choć kilka razy się zdarzyło na nowe meble, czy też remont mieszkania.

Cieszę się tym, co mam i uwielbiam swój mały domek, w którym czuję się bezpieczna i kochana.

Ludzie gonią za kasą całe życie i pławią się w luksusach, ale kiedy przychodzi choroba, to zaczynają dochodzić do wniosku, że popełnili kardynalny błąd goniąc za pieniądzem i dopiero na łożu śmierci przychodzi refleksja i opamiętanie.

Przeczytajcie ostani list  Steve’a Jobsa, który posłał w przestrzeń publiczną bardzo ważne przesłanie o tym, że pieniądze to nie wszystko, a najważniejsza jest miłość:

 

Zdjęcie użytkownika Leszek Bartoszewski.

Ostatnie słowa Steve’a Jobsa:

„Osiągnąłem szczyt sukcesu w biznesie. W oczach innych, moje życie stało się symbolem sukcesu.
Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadnego wrażenia.
W tej chwili, leżąc na łóżku szpitalnym i rozpamiętując całe życie, zdaję sobie sprawę, że wszystkie osiągnięcia i bogactwa, z których kiedyś byłem tak dumny, stały się nieistotne w obliczu mojej rychłej śmierci.
Kiedy w ciemności, patrzę na zielone światła urządzenia do sztucznego oddychania i słyszę jego mechaniczne dźwięki, czuję oddech zbliżającej się śmierci.
Dopiero teraz rozumiem, że nawet jeśli zgromadzisz dużo pieniędzy, nagle chcesz realizować cele, które nie są związane z bogactwem. Jest coś ważniejszego: miłość, sztuka, marzenia z twojego dzieciństwa.
Nie, nie uganiaj się za bogactwem, to może robić tylko osoba tak zakręcona jak ja.
Bóg stworzył nas, aby każdy mógł poczuć miłość w sercu, a nie biegał za złudzeniami budowanymi przez sławę i pieniądze, tak jak ja to robiłem w moim życiu. Teraz wiem, że nie mogę zabrać je ze sobą.
Jedyne co się liczy to wspomnienia wzmocnione miłością.
To jest prawdziwe bogactwo, które będzie szło za tobą; będzie ci towarzyszyło, da siłę i światło, które cię poprowadzi.
Miłość nie zna granic. Będzie ci towarzyszyć nawet poza granice życia. Przeniesie się tam, gdzie chcesz się udać. Dąż do osiągnięcia celów, które sobie wyznaczasz. Wszystko jest w twoim sercu i w twoich rękach.
Które łóżko jest najdroższe na świecie? Łóżko szpitalne.
Jeśli masz pieniądze, możesz zatrudnić kogoś do prowadzenia twojego samochodu, ale nie jesteś w stanie zatrudnić kogoś, kto zabierze chorobę, która cię zabija.
Rzeczy zagubione można odnaleźć. Ale jest jedna rzecz, której nigdy nie można znaleźć, gdy ją stracisz – życie.
Niezależnie od tego, na jakim etapie życia jesteśmy teraz, w końcu będziemy musieli zmierzyć się z chwilą, gdy kurtyna opadnie.
Szanuj swoją rodzinę, kochaj współmałżonka, szanuj znajomych …
Traktuj wszystkich dobrze i dbaj o przyjaźnie”.

Reklamy

Nie bądź jak Morawiecki!

Polacy to uczciwy Naród jest i kiedy przychodzi czas rozliczeń z Urzędem Skarbowym, to starają się uczciwie wypełnić te swoje PIT-y.
Jeśli sami sobie nie radzimy, to zadanie zlecamy komuś, kto się na tym zna i potrafi.
Chcemy rozliczyć się do ostatniego grosza po przecinku, aby nas za 20 groszy nie ciągano po urzędach, czy w końcu po sądach.
Wiadomo, że najszybciej dobiorą się do de… zwykłemu Kowalskiemu, czy też Nowakowi.
Ponownie dziś  o poranku włączyłam media i dowiaduję się, że nasz „Premier” część swojego, ogromnego majątku przepisał na żonę!
Dogrzebał się do tych wiadomiości „newsweek” i podał dalej – na całą Polskę.
Trzeba zadać sobie pytanie dlaczego „Premier” tak postąpił nieuczciwie?
W kampanii zapewniali wyborców o uczciwości i transparentności, a tu taki myk!
Mówili, że każdy, kto zarobił w Polsce miliony, to pewnie musiał je ukraść, a więc jak to się robi, że ma się na koncie tak wielką kasę jaką ma „Premier”?
Człowiek sukcesu przestraszył się swojego suwerena i go okłamał, bo ujawnienie tych milionów wzbudziłoby wielki niesmak wśród nawet wiernego elektoratu.
A więc znowu ponowne kłamstwo i mataczenie i jak to brzydko wygląda!
Napiszę, że kabaret „Ucho Prezesa” już mnie nie cieszy, a wręcz odwrotnie – ogromnie smuci, bo pokazuje namacalnie ten rząd – tak bardzo nieuczciwy, który obiecywał, że będzie inaczej, transparentnie i bliżej ludzi.
Okazuje się, że to wszystko pic na wodę – fotomontaż!
Brzydzę się tym rządem i tym lawirowaniem między kłamstwem,a prawdą.
Mnie nie oszukacie i mam sentyment do zegarka Nowaka z PO, który po prostu podał się do dymisji.
Tego Morawiecki nie zrobi, gdyż to nie ta klasa i nie ta liga!
A tak na marginesie napiszcie na co ludziom tyle kasy?
Na co można ją wydać, by wciąż smakować życie będąc politykiem, który 24 h siedzi w robocie ha ha.

Sławek nie wpisał zegarka w oświadczenie majątkowe. Musiał zdjąć zegarek. Podać się do dymisji. Złożyć mandat. Mateusz był mądry. Przepisał majątek na żonę i mógł niczego nie wpisywać. Bądź mądry. Bądź jak Mateusz!

Starość, to nie zawsze choroby i modlitwa!

Podobny obraz

Na TVN-e z paradokumentów dla relaksu oglądam o 17 – „Ukrytą prawdę” – tylko!

Lubię odgadywać życiową zagadkę, tak jak kiedyś z uwielbieniem oglądałam „Colombo”.

Jeśli ktoś nie pamięta, to był to przyjemny serial kryminalny z inteligentnym fajtłapą.

Momenty były w „Ukrytej prawdzie” – były i to jakie!

60 letnia kobitka – zadbana i dziana, podrywa na basenie młodszego od siebie o 30 lat kozaka!

Zaprasza go na drinka, a potem do swojego, wielkiego  domu na seks rzecz jasna.

Chłopak połyka przynętę i robi wszystko, aby się kobiecie przypodobać, a więc robi takie fiki miki w łóżku, że kobiecie to się bardzo podoba.

Starsza pani zaprasza kochanka na zakupy i nie szczędzi kasy na drogi „sikor”, elegancki garnitur, spinki do koszuli i tym  go kupuje i przywiązuje do siebie.

Chłoptaś to prosty jest i pracuje w jakimś tam magazynie, ale ona wprowadza go w świat kindersztuby i zabiera  nawet do teatru oraz uczy zachowywać się w dostojnym towarzystwie.

Bywa tak, że dzień miesza im się z nocą i z łóżka nie wychodzą!

Jakże często starsze kobiety wiążą się z tak młodymi mężczyznami i często są przez nich zranione i wydojone z kasy, ale tu było inaczej.

Chłopak wyznaje 60 latce miłość aż po grób i obiecuje, że się z nią ożeni, a także przedstawia swojej matce, która na widok przyszłej synowej o mało nie pada trupem!

On wyznaje starszej kochance miłość i myśli, że ona połknęła haczyk, a ona jemu też i udaje, że go kocha i świata poza nim nie widzi!

Przeczułam, że w tej historii jest drugie dno i jak się ucieszyłam, że moja intuicja mnie nie zawiodła bo wiedziałam, że starsza pani po ekstra seksie da młodziakowi pstryczka w nos.

Okazało się, że starsza, bogata pani założyła się ze swoimi bogatymi koleżankami o to, która wyrwie najmłodszego do swojego łoża.

Ta, która zwycięży będzie miała zasponsorowaną wycieczkę na Bali ha ha.

Chłoptaś się przeliczył, bo sobie myślał, że urządzi sobie, bogate życie przy boku naiwnej starszej pani.

„Ukryta prawda” jest podobno realizowana na faktach, a więc sądzę, że takich kobiet w kwiecie wieku jest wiele – szukających uciech w ramionach młodszych mężczyzn.

Polecam film na temat europejskich kobiet udających się do kenijskiego świata, gdzie poszukują uciech w ramionach czarnoskórych mężczyzn.

Tytuł filmu to „Raj: miłość” i tu wklejam zwiastun a cały film tutaj:

https://vod.pl/filmy/raj-milosc-online/w18eqqe

 

 

Podobny obraz

Matka księdza!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Włączam sobie o poranku telewizor, bo pragnę się dowiedzieć, co w kraju się dzieje.

Mam nadzieję, że rząd rozpoczął przetarg na te kamery, które mają kamerować w lokalach wyborczych jakieś przekręty, ale nie!

Mam nadzieję, że rząd rozpoczął budowę potrzebnego szpitala, szkoły, żłobka, ale nie!

Nic z tych pożytecznych spraw, a dowiaduję się, że była „Premier” sama sobie przyznała kasiorę w wysokości 65 tysięcy i nawet 100 złotych.

Ciekawe jak ta „Zosia Samosia” sobie tę nagrodę wyliczyła i za co?

Okazała swoją małość ta” Pchła Szachrajka” i sama postanowiła siebie nagrodzić.

Może na taką kwotę wyliczyła swoją krzywdę otrzymaną od Prezesa, który zrobił ją w broszkę!

Wszyscy pamiętamy, że z mównicy sejmowej obiecywała, że ten rząd, to tylko praca, pokora, oszczędność, roztropność i te słowa szybko pękły jak bańka mydlana.

Jeszcze  nikt w poprzednich rządach tak siebie nie nagrodził – broszka jest liderką w oszukaniu swoich Obywateli.

Ja jej nie zazdroszczę tej brudnej kasy, a dziwię się, że matka księdza jest taką pazerną, jakby się jej nie przelewało.

Aby sobie samej przyznać takie pieniądze, to trzeba być człowiekiem bez honoru i z wielkim tupetem.

W ten sposób okradła wszystkie grupy społeczne i zawodowe – łącznie z dziećmi.

Wiem z dobrego źródła jak bardzo jest niedofinansowana administracja w sądach.

Te kobiety najczęściej, które obsługują sądy, mające swoje rodziny ryją w papierach i teczkach pod sufit za śmieszne pieniądze w kwocie 1.200 złotych.

Często muszą zostawać po godzinach, aby się wyrobić.

Często idą do roboty w weekendy, aby nadrobić obowiązki i nie podpaść przełożonemu.

Boją się chodzić na zwolnienia – nawet na chore dzieci, bo praca jest tak nierówno rozłożona, a jest w sądach coraz mniej chętnych do pracy ze względu na zarobki!

Kiedy są ogłaszane konkursy na jakieś stanowisko, to kiedyś zgłaszało się nawet do 20 chętnych. Teraz zgłaszają się 2 osoby, a czasem wcale.

Nikt nie chce pracować za takie pieniądze i tu przedstawiłam jedną grupę opłacanią tragicznie, a ile takich jest?

Nauczyciele, przedszkolanki, pracownicy urzędów, budowlańcy i inne grupy w Polsce pracują tak jak my – za PRL-u – za psie pieniądze.

Emeryci na  emeryturach i renciści muszą przeżyć za głodowe stawki, a taka – sobie sama przyznaje premię w takiej wysokości!

Nie potrafię w sposób kulturalny nazwać takiego postępowania, bo chyba to jest arogancja władzy, kiedy obiecywało się uczciwość i roztropność!

Już nigdy nie zaufam w żadne obiecanki polityków – nigdy!

„Jesteś moją kokainą. Planetą mocy bez dna”! – Soyka

Celebryci, ci prawdziwi – z osiągnięciami artystycznymi w tym roku odchodzą hurtowo!

Tak się zastanawiam dlaczego odchodzą w tak młodym wieku i często nie dożywają prawdziwej starości?

Mają wszystko, bo mają sławę, uwielbienie fanów, wielkie pieniądze, domy, jachty, samoloty, baseny i stać jest ich praktycznie na wszystko najwartościowsze na tym świecie, a jednak są ludźmi nieszczęśliwymi.

Wpadają w narkotyki, by się napędzać. Wpadają w alkoholizm, by poradzić sobie ze sławą i odchodzą dużo za wcześnie.

Pewnie jest to nieumiejętność radzenia sobie ze sławą i przez używki uciekają od realnego życia i świata.

Zwykle kończy się to tragicznie i jak błyskawica obiega świat informacja, że już więcej dla nas nie zaśpiewa, nie zatańczy i nie zagra w żadnym filmie.

To wielka strata, kiedy przychodzi się rozstać z ulubionym wokalistą, czy aktorem.

Zawsze wyobrażamy sobie, że właśnie ci ludzie będą wieczni, a jakże często jest zupełnie inaczej, bo odchodzą niespodziewanie.

W święto Bożego Narodzenia odszedł od nas George Michael.

Lubiłam jego ciepły, chłopięcy głos i jego twórczość bardzo mi odpowiadała. 

Wielka szkoda! Miał zaledwie 53 lata. 

Heroina, kokaina zabiera ludzi z tego świata, gdyż serce w pewnym momencie się sprzeciwia. Nie daje rady!

 

https://www.youtube.com/watch?v=E8gmARGvPlI

Lubię słowo transparentność, ale próżno go szukać!

Obrazek
Podczas mszy na placu Św. Piotra papież Franciszek kanonizował Matkę Teresę z Kalkuty, założycielkę Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla z 1979 r. Na kanonizację „matki ubogich” przybyło około 100 tys. osób. Matka Teresa z Kalkuty została ogłoszona świętą w przeddzień 19 rocznicy śmierci.

A ja powiadam – niewiele jest ludzi którzy tyle złego uczynili swoim bliźnim – co ona. .;34;. 
Jej motto „Przez cierpienie do Chrystusa”.
Zbierała miliony kasy na leki przeciwbólowe dla cierpiących , ale bynajmniej ich nie kupowała, bo kasa leciała do Watykanu!! .;kaplan;. 
Sama leczyła się w najdroższych lecznicach, ale cierpiącym odmawiała leczenia zalecając jako lekarstwo – cierpienie Chrystusa ! .;ranting;. 
Do ciężko chorych i konających mawiała – „Bóg Cię Kocha” – i polecała modlitwę zamiast leków.
Przerażające były jej praktyki. Ludziom konającym w męczarniach nie podawano leków przeciwbólowych tylko kazano się modlić. .;kaplan;. 
Tylko ok. 5 % z milionowych dotacji, jakie dostawała – przeznaczyła dla chorych – resztę przelała na zakon i Watykan – do tego nikogo nie leczyła, a pod jej opieką ludzie umierali w straszliwych męczarniach – bo tak umierał Jezus!!
A sama była leczona w najlepszych klinikach amerykańskich!! .;ranting;. 
Trzymała miliony dolarów pomocy charytatywnej na tajnych kontach. A w tworzonych przez nią przytułkach ludzie umierali bez żadnej pomocy!!
– Zachwyt nad cierpieniem, bólem, wpatrywanie się w brud, nędzę, umieranie i dostrzeganie w tym Jezusa to specyficzna duchowość – bezdzietnej matki Teresy –
To było atrakcyjne, a Jan Paweł II brał to bez zastrzeżeń –
– Te siostry nie pomagały chorym i umierającym. Miały tylko być, modlić się, asystować przy umierających. .:dash:. 

Polska lekarka, WANDA BŁEŃSKA:
Obrazek
DLACZEGO ONA NIE ZOSTAŁA ŚWIĘTĄ? 
Skończyła kursy medycyny tropikalnej w Hanowerze, a w 1948 podyplomowe studia w Instytucie Medycyny Tropikalnej i Higieny na Uniwersytecie w Liverpoolu. W latach 1951–1994 pracowała w ośrodku leczenia trądu w Bulubie nad Jeziorem Wiktorii w Ugandzie, a w latach 1951–1983 była lekarzem naczelnym. Początkowo mała placówka prowadzona przez irlandzkie franciszkanki, stała się pod jej kierownictwem nowoczesnym centrum leczniczym i szkoleniowym ze 100-łóżkowym szpitalem i oddziałem dziecięcym, zapleczem diagnostycznym, domami dla trędowatych i kościołem, noszącym obecnie jej imię („Buluba Leprosy Centre, The Wanda Blenska Training Centre”). W ośrodku tym, oprócz szkoleń dla lekarzy, dr Błeńska zainicjowała i zorganizowała kursy opiekunów nad trędowatymi (Leprosy Assistants Training Courses). Wraz z dr Błeńską w Bulubie pracowali inni polscy lekarze: dr Bohdan Kozłowski, dr Wanda Marczak-Malczewska, dr Elżbieta Kołakowska, dr Henryk Nowak. Jej długoletnia praca sprawiła, że dorobiła się przydomka „MATKI TRĘDOWATYCH”, a miejscowi nazywali ją „Dokta”.

I jeszcze:

Matka Teresa z Kalkuty dziś została ogłoszona świętą. Na konta Zgromadzenia Misjonarek Miłości spływały miliony dolarów od najmożniejszych darczyńców, jednak „święta” nie uważała za stosowne kupować za te pieniądze środków przeciwbólowych dla swoich cierpiących podopiecznych. Fascynowało ją cierpienie, które potrafiła gloryfikować ze swadą godną prawdziwej psychopatki ( w sieci są dziesiątki jej wypowiedzi). W domach prowadzonych przez jej zgromadzenie brakowało nawet igieł jednorazowych. Jednak sama Teresa leczyła się w USA. Sprzeciwiała się emancypacji kobiet, a antykoncepcję uważała za największe zło. Dobra koleżanka kilku panów, którzy wiedzieli i nic nie powiedzieli o skali pedofilii w kościele. Kumpela irlandzkich siostrzyczek prowadzących domy dla samotnych matek, które de facto były obozami pracy przymusowej oraz targiem dzieci. Ja tam jestem niewierząca, więc nie mam dylematów. Ale gdybym była to bym miała. Albo nie. Nie miałabym, bo przecież dawno bym zwątpiła.

 

WATYKAŃSKA HIPOKRYZJA DO KWADRATU!! .:dobani:.
Nie mam racji?? .:bezradny:.

Ps. Dziękuję „B” 🙂

Władza pluje mi w twarz i jestem opluta!

Dawno temu ktoś się ze mną na blogu sprzeczał, że należy dać szansę PiS. 

Ktoś mnie próbował przekonywać, że oni mają dobre intencje i będą się starali podnieść Polskę po złodziejskiej PO.

Ktoś był tak uparty, że w komentarzach toczyliśmy argumentację, ale niestety wyszło na moje.

To tylko 7 miesięcy ich rządów, a oni pokazali już swoją twarz. 

Nie będę wnikała co i jak, bo nie o to chodzi. Każdy, uważny obserwator sceny politycznej może już wyciągnąć odpowiednie wnioski, że arogancja teraźniejszej władzy sięgnęła zenitu w tak krótkim czasie.

Posłanka Pawłowicz nazwała Polki i Polaków darmozjadami za to, że budowali ten kraj od podstaw i wychowywali następne pokolenia, by też się włączyły w budowanie dobrobytu w Polsce.

Nasze Matki i Ojcowie wypruwali sobie żyły, by Polska wstała z ruin.

Potem był stan wojenny i nasze Matki i Ojcowie stali w niebotycznych kolejkach, by nakarmić i ubrać swoje dzieci, a posłanka Pawłowicz nazywa ich teraz darmozjadami. Napluła w twarz każdej Matce Polce, która nie spała po nocach, bo robiła na drutach skarpetki i czapeczki dla swoich dzieci!

Czy warto było tak bić się o ten kraj, kiedy do renty, czy emerytury wpływa 5 złotych po rewaloryzacji?

Oni teraz Polko i Polaku Tobą gardzą. Jesteś dla niech śmieciem!

 

 

Bo seks odjął jej kompletnie rozum!

Prawie wszyscy chcemy być kochani i chcemy kochać.  Już w dzieciństwie pragniemy miłości od swoich rodziców i cierpimy jeśli tej miłości w domu nie ma, bo rodzice są zapracowani, albo faworyzują drugie, czy trzecie dziecko i tak zdarza się bardzo często.

Potem dorastamy i pojawiają się pierwsze pragnienia, pierwszy chłopak i pierwszy pocałunek, który pamiętamy do końca naszych dni, bo ten pocałunek był wyjątkowy i wprowadził nas w pierwsze uczucia tak, że serce trzepotało mocniej, a w brzuchu pojawiły się motyle.

Potem wchodzimy w związki i są to nasze wybory, bo oto się zakochaliśmy i zaufaliśmy tej drugiej osobie i pragniemy, by to uczucie nigdy nie zgasło, a my przejdziemy z tą drugą osobą przez całe nasze życie. Ale nie zawsze tak bywa i często dochodzi do bolesnych rozstań i tak się zdarzyło w dwóch związkach.

Bogna była bardzo wykształconą kobietą. Studiowała akademię sztuk i ukończyła ją jako bardzo zdolna, a więc od początku była rozchwytywana, jako znawca sztuki i malarstwa, gdyż poszła prawie natychmiast fama w świat, że potrafi niemal od razu rozpoznać prawdziwy obraz od obrazu fasyfikatu, gdyż miała w tym kierunku dryg i talent.

Pracowała na okrągło, a więc latała samolotami w różne zakątki świata i stała się sławna, ale praca, pracą i w końcu zaczęło jej brakować mężczyzny u boku.

Poznała Andrzeja, bardzo przystojnego mężczyznę, który był zwykłym bankowcem, ale ich uczucie wybuchło i pobrali się po pół roku znajomości. Na świat szybko przyszło dziecko, a Bognie zaczęło brakować swojej pracy. Wierciła mężowi dziurę w brzuchu, by zatrudnić opiekunkę do dziecka, aby mogła na nowo pracować i zarabiać duże pieniądze.

Andrzej się zgodził, ale po dwóch latach stwierdził, że właściwie nie ma żony i nie ma matki do swojego dziecka. Bogna się upierała, że musi pracować, bo nigdzie nie zarobi takich pieniędzy. Obiecywała, że to skończy, ale tylko na obiecankach się kończyło.

Andrzej nie wytrzymał i skierował pozew do sądu o rozwód. Sąd przyznał mu opiekę nad dzieckiem, ale Bognie było w zasadzie, to na rękę, bo wciąż była zakochana w swojej pracy i tak minęło jej 20 lat, ciągle w drodze i od czasu do czasu odwiedzała swoje dziecko i obdarowywała je drogimi prezentami.

W innym zakątku Polski mieszkał Adam, którego żona zostawiała, gdyż był bardzo oszczędny i rozliczał swoją żonę z każdego wydanego grosza. Stosował na żonie przemoc ekonomiczną i kazał sobie przedstawiać wszystkie paragony, a kiedy chciał ją ukarać, to blokował jej konto bankowe do czasu, aż go przeprosi i obieca poprawę, ale żona jego nie wytrzymała i się rozeszli.

Adam nie był wykształconym mężczyzną i zarabiał niewiele jako kierowca, ale miał swoją stronę na Facebooku, gdzie prezentował swoje amatorskie obrazy. Obrazy te zauważyła Bogna i pierwsza zaprosiła go do swoich znajomych, pełna podziwu dla jego malarstwa.

Tak zaczęła się ich internetowa znajomość i zaczęli pisać ze sobą. Najpierw pisali bardzo ostrożnie, aż z czasem zapragnęli się poznać w realu, co też się stało.

Zaiskrzyło między nimi i Bognie podobał się ten wybraniec. Wylądowali w łóżku, a w łóżku było czyste szaleństwo uczuć, co spowodowało, że już żyć bez siebie nie mogli.

Stało się tak, że Adam całkowicie zrezygnował z pracy, a Bogna mianowała go swoim menadżerem, który miał pilnować jej pracy, spotkań i terminów, a także miał być jej osobistym kierowcą.

Adam wywiązywał się z obowiązków i nigdy niczego nie zawalał. Bardzo często woził Bognę na wernisaże, spotkania autorskie i ocieplał się w wizerunku Bogny, co bardzo jej imponowało i w końcu wzięli ślub, aby przypieczętować swoje, internetowe uczucie. Bogna była w Adama zapatrzona i w zasadzie już nic nie było jej potrzebne do szczęścia.

Adam wstawiał na swoją stronę zdjęcia, zrobione przy boku swojej, pięknej żony i opisywał te wszystkie wydarzenia z ich burzliwego i towarzyskiego życia. Koledzy mu zazdrościli, że ma tyle pieniędzy, a także tak cudowną i mądrą żonę. Czerpał z tego małżeństwa wiele dla siebie i chwalił się wszem i wobec, że tak cudnie ułożyło mu się życie. Chwalił się pięknym domem, pełnym dzieł sztuki i nowymi samochodami, a kumple zaciskali zęby z zazdrości.

Bogna była tak zakochana w mężu, gdyż takiego seksu nigdy z żadnym mężczyzną nie miała i upoważniła go do wszystkich swoich pieniędzy, a on korzystał i owszem, ale tak, by nie wzbudzić w niej żadnych podejrzeń, ale i tak by niczego mu nie brakowało. Czasami kupił sobie coś ekstra, a czasami zabalował z kumplami, ale Bogna wszystko mu wybaczała.

Poczuła się źle i kiedy usłyszała od lekarza po gruntownych badaniach, że choruje na nie niewyleczalnego raka, to Adam był przy niej i pocieszał i wspierał, ale kiedy z dnia na dzień słabła i nie było już żadnych szans, to zatrudnił do Bogny pielęgniarkę, którą sowicie opłacił. Ogołocił konto żony i wyjechał sowicie zaopatrzony w miliony do Hiszpanii na podbój hiszpańskich, młodych lasek i nawet nie przyjechał na pogrzeb swojej żony, bo zawsze w życiu mu chodziło tylko o pieniądze. Na pogrzebie za to zjawił się pierwszy mąż Bogny ze swoją, już dorosłą córkę i oboje zapłakali nad grobem Bogny, która postawiła wyżej karierę i potem ślepą miłość nad szczęściem rodziny.

Paranoja przed wyborami i potem!

” Patrz jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, normalnie chce się płakać
O jaka piękna jest ojczyzna nasza z lotu ptaka
Aż chce się płakać, płakać się chce”.

 

 A mnie się płakać chce, bo faktycznie jest piękna ta nasza Ojczyzna, a zwłaszcza z lotu ptaka, ale i z innego, zgoła powodu!

Myślałam, że w czasie kampanii wyborczej wykluje się ktoś taki, który zawładnie mną, oczaruje bez obiecanek, a także wdmuchnie we mnie nadzieję na lepszą Polskę.

Niestety, nic się takiego nie stało i już nie stanie, a mnie się chce wyć! Jeszcze cztery lata temu szłam do wyborów z wiarą, że to wszystko pójdzie do przodu, że Polska stanie na nogi i będzie z krwi i kości silnym państwem i poważnym, liczącym się na zachodzie i w świecie, aż tu nagle poczułam się zwyczajnie oszukana i okradziona z mojej wiary w lepsze jutro. Wiary, że moim dzieciom i wnukom będzie się lepiej żyło w tym naszym cudnym kraju pod względem geograficznym. Polska ma wszystko, bo ma piękne rzeki, jeziora, góry i dostęp do morza, ale nie ma w niej mądrych ludzi do rządzenia.

Joana Senyszyn pisze i tu podkreślam, że nie skręcam w lewo, ale podzielam jej pogląd, że Polskę ogarnęła paranoja wielkości Himalajów, bo czytam:

Paranoja?
85 proc. Polaków popiera in vitro, 70 proc. chce związków partnerskich, 60 proc. przyznaje się do uprawiania seksu przedmałźeńskego i stosowania antykoncepcji . Dlaczego wiec 49 proc. popiera PiS, chce powrotu kaczyzmu i państwa policyjnego? Czy to paranoja, czy raczej błąd wakacyjnych sondaży, które nie oddają rzeczywistych preferencji wyborczych?

Najnowszy sondaż mówi, że PiS bierze wszystko i tu można zadrżeć z niepokoju, ponieważ ja nie chcę powrotu tej partii i aby to ona grała w państwie pierwsze skrzypce. Pamiętam ich rządy i długo nie zapomnę, ale widać, że młodzi nie pamiętają i prawdopodobnie sami muszą się przejechać na sobie, bo te rządy będą pod patronatem kościoła i niestety wpadniemy w czarną dziurę katolickiej anarchii.

Żeby nie było, że mam coś przeciwko ludziom wierzącym, ale boję się fanatyzmu i tu przytoczę rozmowę w Radio Maryja, tfu Kasiora, do którego dzwonią właśnie fanatycy:

„Noc z poniedziałku na wtorek. Na antenie Radia Maryja przez 1,5 godziny obrzucano zniewagami Bronisława Komorowskiego. Na koniec ojciec prowadzący odmówił prezydentowi prawa do przyjęcia komunii świętej.
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Punktem wyjścia nocnej audycji był list abp. Stanisława Gądeckiego, w którym przewodniczący Episkopatu krytykował ustępującego prezydenta za podpisanie ustawy o in vitro. Prowadzący audycję redemptorysta najpierw przeczytał list, a potem poprosił o telefony słuchaczy, z którymi chętnie wchodził w dialog. Przytaczamy najbardziej skandaliczne fragmenty:„Gorzej jak Hitler”Teresa, Wielkopolska: – Proszę ojca, jestem zszokowana, ja 20 lat temu straciłam córkę, wiem, co to znaczy życie, szła do kościółka, została zgwałcona, po prostu uważam, że tak musiało być. Ale teraz to mi się układa w jedną całość, uważam, że po prostu prezydent Komorowski… on jest gorszy od Jaruzelskiego, robi takie draństwa, i Kopaczowa, która kłamała i to wszystko… Moja mama przed śmiercią w 2011 r. powiedziała o Komorowskim, o Tusku, o Niesiołowskim, że oni się nawet nie nadają do szamba wioski, po tym wszystkim, co w Smoleńsku i oni robią takie coś… Uważam, że arcybiskup Gądecki fantastycznie to napisał, ale co z tego, jak oni mają władzę. Oni po prostu kpią z nas, prawdziwych katolików, on nie jest katolikiem, jemu tylko przykleić wąsa – to jest gorzej jak Hitler. Trzeba ewangelizować ten naród polski, żeby ludzie chcieli słuchać nie tych TVN-ów, i dużo miłości, miłość, miłość, a nie nienawiść, którą oni w rządzie sieją. Proszę Matkę Boską, żeby pomogła zwyciężyć dobru w Polsce, bo jest tego dobra, ale zło jest…Prowadzący: – Dziękuję, pani Tereso, gorąco i serdecznie pozdrawiam, trudno jest porównać zło czynione przez jednego czy przez drugiego człowieka. Zło rozprzestrzenia się, owoce jego niestety są cierpkie i niszczą, natomiast ten głos księdza arcybiskupa Gądeckiego jest głosem nie pierwszym, nie ostatnim…Rydzyk: „Hitler też miał profesorów”Ojciec Tadeusz Rydzyk: – To nas nie tylko bulwersuje, co zrobił prezydent, i to ośmieszanie Kościoła, lekceważenie, w tym biorą udział parlamentarzyści jacyś, znajdują jakieś autorytety z tytułami profesorów… A propos tych profesorów, to Hitler też miał profesorów, wykształconych ludzi i tę machinę zbrodni dokonywali. To w historii były nieraz takie sprawy. To nas bulwersuje, bo byliśmy przyzwyczajeni do różnych ataków, ale nie aż takich. To, co się dzieje, robią w roku Jana Pawła II! To jest kłamstwo, ojcem kłamstwa jest szatan. Tu trzeba potężnej modlitwy, komunii świętej, o przemianę. Te wszystkie krucjaty różańcowe – trzeba to robić, nie bójmy się tego. Ta rewolucja kulturowo-cywilizacyjna idzie przez cały świat, ale to, co się dokonuje w Polsce, chociażby to in vitro i inne sprawy, które podpisywał prezydent – to u nas jest o wiele mocniej niż na Zachodzie. Jak można, jak można, Pan Bóg nie da z siebie naśmiewać się, Pan Bóg się upomni.Ale to nie tylko to, te wszystkie wybryki przeciwko rodzinie, to wprowadzanie na siłę gender już do przedszkoli. Słyszę, jak minister edukacji mówi o dzieciach od drugiego roku życia. Czy ona zwariowała, czy ona nie ma wykształcenia? A jeszcze co było – premier Kopacz pojechała do Rzymu i tam jeden przez drugiego całował po rękach papieża. A na drugi dzień zaraz po przylocie in vitro tu wprowadzali. Co za obłuda. To jest kłamstwo, kłamstwo. Trzeba widzieć, jak oni oszukują, jak kłamią. Cały czas to jest jedno kłamstwo i na usługach tego kłamstwa są te wszystkie media.Tu nie chodzi o to, żeby Polakom się lepiej wiodło. Zobaczcie, co oni robią z ziemią. Rolnicy nie mogą się doprosić. Rolnicy stali pod drzwiami premier 126 dni jak żebracy. Porozumiała się, a teraz Senat tak powywijał to wszystko, że właściwie tylko obcokrajowcy mogą kupować ziemię polską od 1 maja. No kto to widział, jeszcze ziemię sprzedać, będziemy nie na swojej ziemi. A na każdym kroku to gender, teraz ta ustawa, wymyślili, że można sobie płeć uzgodnić. Słuchajcie, to jest taka deprawacja, że nie mieści się w głowie. U nas to idzie szybciej, bo oni są gorliwsi od tych z Brukseli lub z innych tych centrów masońskich. Ta lewica nie odeszła, ona się przepoczwarzyła i teraz właśnie – deprawacja od dziecka. I to jest jeden z elementów z tym in vitro i to, co prezydent zrobił, jakie to obłudne, to przechodzi pojęcie…Trzeba się modlić o nawrócenie tych ludzi, żeby nie niszczyli naszej ojczyzny. Wszyscy umrzemy, staniemy na sądzie bożym i co powiemy, że niszczyliśmy ludzi? Że rodzina zniszczona, że taki grzech wprowadziliśmy, te nienormalności itd. Brońmy się, kiedyś ze wschodu ta zaraza szła, a teraz z zachodu. Na Polskę taki atak jest dlatego, że jest katolicka, dlatego wszystko robią, żeby rozkurzyć Polaków, żeby z Polski wyjechali, starzy niech umierają szybko, nie leczyć, dzieci zdeprawować, zdemoralizować. To są zorganizowane sprawy… To minister podaje, jaki to minister. Jezu, gdzie my żyjemy…Teraz trzeba się modlić o dobre wybory, wybrać lepsze od gorszego, a później pilnować tych, którychśmy wybrali. Nie poddawajmy się, jeszcze Polska nie zginęła. Jak będziemy z Panem Bogiem i po bożemu, to wygramy. Naród się nie może bać. Ja jestem oburzony tym, ale dziękuję Panu Bogu za księdza Gądeckiego.Komorowski to rosyjski agent

Józef z Łodzi: – Tak długo myślę, jak to jest, że ludzie tak wykształceni jak pan Komorowski muszą wiedzieć, że piąte przykazanie jest: „nie zabijaj”. Jeżeli podpisał to świadomie, złamał to „nie zabijaj”. Pan prezydent właściwie to nie powinien być prezydentem, bo pan Kaczyński wtedy wygrał, jest to prawdą. Jest to rosyjski agent pochodzenia ukraińskiego, żeby wszyscy wiedzieli, dziękuję, szczęść Boże.

Prowadzący: – Panie Józefie (westchnienie), chce się powiedzieć: jakie decyzje, takie wykształcenie. To wykształcenie chyba z kosza wyciągnął na śmieci albo po prostu kupił na bazarze. Taki jest prosty wniosek człowieka myślącego. Pan Bronisław Komorowski podejmował decyzje, które pokazują, jakiej historii się uczył. A co do in vitro, to wystarczy porozmawiać z lekarzem, który nie jest sprzedany pieniądzu. On powie jasno: jest to zabójstwo, jest to eliminacja, koniec kropka.

Witold z Warszawy: – Chodzi o prezydenta, no nie naszego jednak, bo ktoś tam za nim musi stać. On wymaga pomocy, bo on nie jest autonomiczny, tak wygląda, ma jakiegoś oficera prowadzącego.

Prowadzący: – Panie Witoldzie, zgadzam się, że potrzebuje pomocy, ale otrzymuje pomoc. Jest to pomoc narodu, Episkopatu, Kościoła, która mówi mu: panie prezydencie, błądzi pan, występuje pan przeciwko Bogu, człowiekowi i narodowi.

Witold z Warszawy: – Ale to nie on, najprawdopodobniej…

Prowadzący: – On, on się podpisał.

Witold: – Ale to jakby pod pistoletem stał.

Prowadzący: – Zadam takie pytanie: wąż zgrzeszył czy Ewa? Kościół dał szansę Komorowskiemu, mówił mu: jeżeli to podpiszesz, to jest koniec z tobą, zgrzeszysz, upadniesz. Miał wystarczająco dużo łaski i wsparcia w narodzie, by powiedzieć: są rzeczy, których się nie głosuje. Tak jak za chwilę przegłosowana zostanie ustawa o dopuszczeniu gwałtu, by coś uporządkować.

To nie jest takie, jak się wydaje, że dadzą dziecko, że będzie szczęście. My wiemy, że są już ludzie, którzy mają łzy w oczach, wyrzuty sumienia, bo natura odezwała się w nich po procedurze in vitro, chociaż zagościło dziecko, obdarzyli je wielką miłością, to jednak czują się o-szu-ka-ni.

<podzial_strony>

Prezydent nazywa się SzczegunowDanuta z Legnicy:- Proszę ojca, zgadzam się tym, co ojciec dyrektor mówił. Prezydent to nie jest Polak, on się sam przyznał, że nazywa się Szczegunow, że to nie jest pan Komorowski, żeby ludzie wiedzieli to wreszcie, więc nic dziwnego, że on to podpisał, bo on tu nie robi nic dobrego dla Polski. Jak to mówię wszystkim, to im się oczy otwierają, on się sam przyznał, jak już się tak kompromitował, ja nawet chciałam, jak był tu, powiedzieć mu: niech pan pisze cyrylicą, to się pan nie będzie mylił, będzie pan pisał „ból” prawdziwie, tak jak się pisze, ale nie wpuścili tu w Legnicy. Wszystko, co ojciec dyrektor mówił, to jest prawda. Ja uświadamiam ludzi, przeżyłam okupację niemiecką, sowiecką i teraz rozbiór Polski. Słucha mnie ojciec?Prowadzący: – Tak, pani Danuto, słucham.Danuta: – Przepracowałam tyle, a teraz robię wszystko, żeby ten naród wreszcie zrozumiał. Nie łudźcie się, że on będzie robił coś dobrego dla Polski. On teraz wszystko robi, żeby jak najwięcej Polaków umarło i wyjechało młodych. To nie jest Polak, on się przyznał sam, że nazywa się Szczegunow. Widziałam, zdobyłam jego film, jak się kompromitował w internecie, pokazałam to ludziom. No więc wystarczy chyba, nie?Prowadzący: – Pani Danuto, dziękuję, rozumiem kontekst wypowiedzi i to, że pani w ten sposób chce uświadomić i wskazać na przyczynę tego postępowania Bronisława Komorowskiego, ale oby z tej wypowiedzi nie wyszło coś takiego, że Polak nie może tak zrobić, a ktoś, kto nie jest Polakiem, może tak zrobić. Nikt nie może tak zrobić. Nikt nie może wystąpić przeciwko godności drugiego człowieka. Zrobił to z premedytacją, więc przestańmy dyskutować, dlaczego on to zrobił, czy jego nazwisko jest z tym zgodne, czy nie jest.Jak on śmie iść na mszę?Ewa z Warszawy: – Ten atak na sprawy światopoglądowe przekracza wszelkie granice, możliwe, że jeszcze dalej to pójdzie. Możliwe, że taką kropką nad i jest ta msza dziękczynna za prezydenta. Ja obawiam się, że to po prostu idzie w kierunku konfrontacji. Prawica nie może zareagować na to, co się dzieje, w tym czasie takie rzeczy, jak wyprzedawanie ziemi, wszystkiego, co można, jest przykrywane tą sprawą światopoglądową. Być może liczą na taką dużą konfrontację, dlatego myślę, że do kościoła wizytek nie powinien nikt iść. Jest to zresztą dzień, w którym będzie zaprzysiężenie nowego prezydenta, jest to też takie psucie wejścia.Jadwiga z Warszawy: – Chciałam wspomnieć piękny list księdza arcybiskupa i jestem też zbulwersowana tym, że ta msza święta ma się odbyć, ale przedtem 1 sierpnia będzie również msza święta w uroczystość powstania warszawskiego i na pewno pan prezydent tam się odważy pójść. Jaki będzie skandal w przypadku jego przystąpienia do komunii świętej? Przecież to się nie mieści w głowie, bo on to zrobi i jak my, ludzie, będziemy na to patrzeć? Jak my mamy spokojnie obok tego przejść. To jest jego grzech oczywiście, ale to jest gorszące nas wszystkich, ludzi wierzących. Co ojciec o tym myśli?Prowadzący: – Nie chciałbym się znaleźć w skórze…Jadwiga: – Ale proszę powiedzieć, czy to nas nie gorszy, ludzi?Prowadzący: – Oczywiście, że gorszy.

Jadwiga: – Przecież on tam się znajdzie, ten prezydent, przecież on tam będzie odznaczał, przecież on się na te uroczystości pierzy i pierwszy chodzi. Ja chyba wykrzyczę to głośno, bo nie wiem, czy po prostu będę się mogła powstrzymać. To jest oburzające. Takiego prezydenta to chyba jeszcze świat nie widział cały…

Prowadzący: – O, ma jeszcze gorszych.

Jadwiga: – Może ma gorszych, ale my musimy to ścierpieć. I za co msza dziękczynna? On powinien prosić na kolanach pana Boga i przepraszać za to, co zrobił i przez 5 lat robił.

Prowadzący: – Chyba że dziękczynna za to, że ten czas się już skończył…

Jadwiga: – Chyba tak… Świętej pamięci Lech Kaczyński nie żyje, a on już się darł do Pałacu Prezydenckiego, już się darł, już leciał, już gadał. My wszyscy wiemy, kim on jest i kim jest pani premier, to jest bolesne, że nie wszyscy Polacy są otwarci oczyma i widzą, co się dzieje. To jest naprawdę wielkie zło. Zobaczymy, jakie będą wybory.

Do komunii nie dopuszczać

Niezidentyfikowana słuchaczka: – Witam księdza mojego ulubionego i serdecznie pozdrawiam ojca Janusza. Nawiązując do tego poprzedniego pana, który mówił, że za panem Komorowskim ktoś stoi, to ja mówię – stoi WSI. Niech sobie poczyta na http://www.pl niezależna, tam jest to dokładnie opisane. A poza tym ten pan się nie nazywa Szczygunow, tylko Szczynukowicz…

Prowadzący: – Aha (śmiech). Widzę, że Rodzina Radia Maryja jest precyzyjna…

– Skoro pan Komorowski podpisał taką ustawę świadomie, zresztą był uprzedzany przez biskupów… I teraz skoro przyjmie komunię świętą, bo ja jestem bardzo oburzona tym, że on śmie w ogóle pójść do komunii, do kościoła i żądać podziękowania, bo on w kruchcie powinien krzyżem leżeć. Gdy on będzie przyjmował komunię świętą, to czy ten ksiądz nie powinien nie dać mu tej komunii, bo przecież ten ksiądz też wie, że on na siebie ekskomunikę przyjął? Taki ksiądz też chyba na siebie grzech przyjmuje? A jeszcze o premier Kopacz – ta kobieta to chyba coś z głową ma, niech się ta kobieta idzie leczyć… Ale chciałabym wyjaśnienia: czy taki ksiądz ma prawo odmówić Komorowskiemu komunii?

Prowadzący: – Bardzo gorąco dziękuję. Jest to bardzo dobre pytanie, wolałbym, żeby na to pytanie odpowiedział kanonista. Już próbuję odnaleźć odpowiedni kanon… jest kanon 915 kodeksu prawa kanonicznego: „Do komunii świętej nie należy dopuszczać ekskomunikowanych lub poddanych interdyktowi, po wymierzeniu im deklaracji kary, jak również innych osób trwających z uporem w jawnym grzechu ciężkim”. A zatem jasno i klarownie – że nie należy dopuszczać… Kanon nam mówi jasno i klarownie na ten temat: „Kto ma świadomość grzechu ciężkiego, nie powinien przyjmować komunii świętej”.

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,18441784,katolicka-nienawisc-w-twoim-domu-jak-obraza-prezydenta-radio.html#ixzz3hDCpbtfH

I dla przeciwwagi wklejam, to co napisała Jacek Pałasiński, katolik i dziennikarz TVN-u:

 

„Z całą pewnością nie odprawię mszy, ale najserdeczniej skłonię głowę i podziękuję Bronisławowi Komorowskiemu za wszystko to, co dla Polski zrobił. Pewnie nie pamięta, ale kiedyś odbierałem „nielegalny” papier do drukowania bibuły: trzymał go w garażu swojego podwarszawskiego domu. Zawsze był dzielny i odważny, w przeciwieństwie do wielu z nas nieskłonny do radykalizmu. Za miłość do wolnej Polski swoje odsiedział i – jak to w naszej ojczyźnie bywa – został zatopiony w morzu plwocin. Ja cenię go jeszcze za jedno: prostolinijność. Długo już żyję i – choć wcale za tym nie przepadam – mam do czynienia z wieloma politykami na całym świecie. Większości się wydaje, że polityka to łajdactwo, zdolność zawierania sojuszy z jeszcze gorszymi łotrami, zdradzania przyjaciół, kombinowanie z bankierami i przemysłowcami i stosowanie socjotechniki w wystąpieniach publicznych: przecież władza jest po to, by ją mieć! Proszę zatem przyjąć wyrazy szacunku, Panie Prezydencie, za to, że zachował Pan uczciwość i prostolinijność. Polakom właśnie takiego prezydenta było potrzeba, potrzeba było odtrutki dla tych wszystkich ladaco, na których tak chętnie głosujemy…”

Powiedzcie mi, komu w tym naszym kraju wierzyć? Każdy polityk ma za uszami i jak tak się wgłębić w życiorysy, to każdemu coś się dowiedzie i wyciągnie i dlatego piszę, że brakuje mi autorytetu w naszym kraju, bo niby jak ja mam wierzyć w to, co mówi na wyjazdach, za nasze pieniądze Premier Ewa Kopacz.

Ubiera się na nasze, je za nasze, robi sobie wycieczki za nasze, opłaca rachunki za nasze. Robi wyjazdy swoich ministrów za nasze, śpi w luksusowych hotelach za nasze, a także rozdała ogromne premie w trakcie kampanii wyborczej w wysokości 2,5 miliona, a więc brzydzę się jej polityką i niech mi nikt nie mówi, że nie mam racji, że się brzydzę.

To samo dzieje się w partii opozycyjnej, że robią kampanię za nasze niestety i do tego mają niewyjaśnione „Skoki”. To jest granda banda moi drodzy i należy się ich wszystkich bać, bo prą do koryta za nasze, ciężko zarobione pieniądze i przy okazji okradają emerytów, młodzież i biedne rodziny.

Nie mam na kogo głosować i tylko pójdę do urny dlatego, aby moim głosem zablokować opozycyjne – kościelne zapędy, ale i tak będę czuła ogromy niesmak! Tak to się porobiło! Beznadziejnie się porobiło!

Bo to wcale nie o Nas chodzi, a o kasiorę!

Byłam w Spale, byłam w Pile i to na razie tyle hej o hej!

Moje Drogie Panie, bo czytają mnie przeważnie Panie w moim wieku, a więc nie owijam w bawełnę. Kolejne, jesienne wybory bezapelacyjnie wygra PiS. Nie będę PiS-em straszyła, bo nie o to chodzi. Pamiętamy ich rządy w latach 2005-2007 i teraz mam nadzieję, że porządzą dłużej i zrealizują wszystkie, wyborcze obietnice.

Oj, a jest ich, co niemiara, że moim małym rozumkiem nie jestem na cito ich wymienić, ale…

Dziś był drugi dzień konferencji PiS w Katowicach, Sala przecudna, wynajęta i wszystko dograne na ostatni guzik i tylko ciekawe ile ta konferencja 3 dniowa kosztowała?  Krocie, to jest pewne, a dzieci w Polsce głodują, ale sorry, jeszcze rządzi PO, które notabene także traci pieniądze na rozjazdy Ewy Kopacz. Krocie!

Jesteśmy bogatym krajem z tego widać, a tylko nieudacznicy się chyba skarżą, którzy uczciwie pracowali wiele lat dla Polski, ale widać w czynie społecznym, bo dostały się im ochłapy i nie są w stanie często i gęsto związać koniec z końcem.

Emeryt dostaje, co najwyżej do dwóch tysięcy złotych, to jest dużo, a inny zaledwie tysiąc złotych, z których musi opłaty zrobić, najeść się i jeszcze wykupić leki. Polski emeryt to jest bohater, bo radzi sobie z taką kwotą całkiem dobrze i się nie skarży i na ulicę nie wychodzi i nie wrzeszczy – dajcie nam więcej! Polski emeryt jest honorowym obywatelem tej naszej, cudnej Polski i podwija ogon i cicho siedzi i modli się, by przeżyć kolejny rok za te pieniądze.

Fajnie jest jeśli w gospodarstwie domowym jest emeryt i emerytka, bo ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka, a co się dzieje, jeśli to wszystko musi ogarnąć samotna osoba.

Podziwiam moją Maminkę. Pracowała 40 lat i tu podkreślam, że dla Polski. Jej emerytura nie jest olśniewająca i na Boga nie wiem jak Ona ogrania te swoje finanse. Moja Maminka ma 84 lata i tylko podziwiać jak żyje wciąż z ołówkiem w ręku, ale rachunki opłaca na czas. Nie głoduje, a jeszcze potrafi zaoszczędzić na nową lodówkę, pralkę, bo wiadomo, że stare się zużyło i trzeba wymienić, a więc jest dla mnie mistrzynią księgowości.

Dziś na konferencji przemawiała ponad godzinę kandydatka na Premiera Polski – Beata Szydło i specjalnie się wsłuchiwałam w jej wystąpienie ciekawa, co ma do zaoferowania nam emerytom i rencistom.

Nie zająknęła się ani jednym słowem w naszej sprawie, bo może – daj Boże powie o tym jutro, choć wątpię.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że my ludzie starzy nie jesteśmy dla Polski żadną wartością i jesteśmy tylko kłopotem jak to powiedziała posłanka Mucha. Chodzimy do lekarzy, robimy kolejki, bo się nam nudzi – o kurza twarz. Może wśród nas są takie osoby, które spędzają tak wolny czas, ale to jest wielkie nadużycie, bo wiele z nas nie chce chorować, gdyż wie jakie to są koszty.

Kochani. Zmierzam do tego, że zaraz wkleję wywiad z Urszulą Dudziak, której wokalizę nie za bardzo lubię. Dudziak światowa kobieta, o idealnych genach, że tylko pozazdrościć  starości, która mówi w wywiadzie, że polskie seniorki są przygarbione i prawie nie żyją po siedemdziesiątce. Dudziak zwiedziła cały świat i opływa w wielkie pieniądze, a więc jej perspektywa na starość karczemnie się różni. Ciekawi mnie Wasze spojrzenie na starość, ups – młodość Urszuli Dudziak w stosunku do Waszych warunków bytowych i czy jesteście w stanie zmienić swoje życie na kształt wielkiej jazzowej wokalistki, kiedy my wyrywamy numerki do sanatorium, na które czekamy latami. Ubieramy się często w lumpeksach i nie mamy zamiaru się zakochiwać w jakimś tam biednym staruszku i jeszcze do tego uprawić z nim seks. 

Czujecie to drogie Panie? Jejku kochany, a może ja się czepiam bogatej wokalistki jazzu, która zwiedziła cały świat i opływa w same dobroci.

Urszula Dudziak: Jestem zaręczona i szczęśliwa. Każda kobieta w każdym wieku może to mieć

 
 
Alina Mrowińska

 

04.07.2015 01:00
 
Urszula DudziakUrszula Dudziak (Jacek Poremba)
Wkurza mnie, że nie cenimy wieku dojrzałego – mądrości, doświadczenia, wiedzy. Dojrzałe kobiety powinny być na świeczniku! A co mamy? Wszechobecną apoteozę młodości
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Nadal zaczynasz dzień od skoków na trampolinie? Każdego ranka tysiąc skoków. Po pięciuset robię sobie chwilę odpoczynku.I potem znowu kolejne pięćset.I tak codziennie? To nie jest dużo. Zajmuje mi dziesięć minut. Po skokach biorę hula-hoop, żeby utrzymać talię. I jeszcze mam taki przyrząd do rozciągania na nogi i łydki. Codziennie ćwiczę jogę i qi-gong.Od niedawna mam w domu saunę na podczerwień. To taka dwuosobowa budka z modrzewia, pięknie pachnie. Już nie mogę bez niej żyć, okropny ze mnie zmarzlak. Wcześniej wchodziłam co wieczór do wanny z bardzo gorącą wodą, żeby się rozgrzać. Cały czas jestem w ruchu, mam werwę. Inaczej nie umiem. Ostatnio musiałam wyhamować z tenisem. Przeczołgałam kilku facetów na korcie i tak się tym cieszyłam, a kort był śliski i potknęłam się, upadłam i zerwałam więzadło w kolanie. Na szczęście nie trzeba było operować, ale byłam uziemiona przez sześć tygodni, musiałam nosić francowatą ortezę.

Patrzę na ciebie i nie mogę uwierzyć, że masz 72 lata. 

A wiesz, co jest najważniejsze, żeby być w takiej formie? Ruch i dobre myśli. Proste. Mam pogodną naturę. Cieszę się każdą sekundą życia. We wszystkim staram się widzieć dobrą stronę. I w wielu rzeczach dowcip.

Od niedawna prowadzę spotkania motywacyjne dla kobiet. Wykorzystuję na nich literę U, jak Urszula. Na samym jej szczycie z lewej strony jest punkt naszych narodzin. Zobacz: małe dzieci są zachwycające – każde rodzi się geniuszem, są chłonne, odważne, z niezwykłą wyobraźnią, z nieskażonym spojrzeniem na świat. Jak boli, to płaczą, jak przestaje, szybko zapominają. A potem, z czasem, zaczyna się jazda w dół. W szkole krzyczą, że jesteś tumanem, w domu – że nic z ciebie nie będzie, a jeszcze ksiądz na religii powie, że pójdziesz do piekła.

I nagle stajemy się takim przestraszonym człowiekiem, który nie wie, kim jest. 

Dokładnie. Wybieramy dziwnych partnerów, dziwne zawody. Nie wiemy, co my tak naprawdę myślimy o sobie, o świecie. I jest taki punkt na samym dole w tej literze U – połowa naszego życia. Szalenie ważny. Może to być 40 lat, może 45, a nawet 50. To taki moment, kiedy zaczynamy się zastanawiać, gdzie my właściwie jesteśmy, czy spełniamy się w naszym zawodzie, czy nasz partner nas dołuje, czy uskrzydla.

A może być tak, że taki moment nigdy nie przyjdzie? 

On przychodzi, ale nie zawsze jesteśmy do końca świadomi, że to jest właśnie ten moment. Nie może być nic gorszego, niż nigdy się nie dowiedzieć, kim ja naprawdę jestem.

Ja miałam taki moment przebudzenia w wieku 42 lat. Pojechałam do brata do Szwecji. Byłam wtedy zafascynowana, zakochana wręcz w moich instrumentach elektronicznych i zamknęłam się z nimi na strychu. I nie wychodziłam stamtąd przez dwa tygodnie. Donosili mi tylko jedzenie. Po tych dwóch tygodniach miałam nagraną całą płytę! Wymyśliłam dziesięć utworów, skomponowałam, zaaranżowałam, zapamiętałam wszystkie głosy.

Fot. Jacek Poremba

A wcześniej jaka byłaś? 

Myślałam, że nie mam pamięci, że nie umiem komponować, aranżować i nie znam się na elektronice. Tam na strychu to był moment przebudzenia. Po prostu zapomniałam o swoich uwarunkowaniach.

Tak może być z każdym człowiekiem, tylko musimy siebie poznać, dotrzeć do tego małego dziecka, jakby na nowo się urodzić i uwierzyć w siebie.

<podzial_strony>

Kilka lat temu nagrywałam telewizyjny program z tobą, Krystyną Czubówną i Agnieszką Perepeczko. W pewnym momencie powiedziałaś, że masz 66 lat, a koleżanki zaczęły cię uciszać. Kobiety nie lubią się przyznawać do wieku. A co to zmieni? Nawet jeżeli wszystkich oszukam, to siebie nie. Negowanie upływającego czasu jest walką z wiatrakami.Kiedyś leciałam z Nowego Jorku do Warszawy, miałam może 50 lat, poprawiałam sobie usta i spojrzałam w lusterko. Nagle zobaczyłam swoją szyję. I to był wstrząs. Pomyślałam: no nie, jak bardzo postarzała mi się szyja! To naprawdę jest moja szyja? A wiesz, że jak teraz patrzę na te oznaki starzenia, to autentycznie się wzruszam. Pogodziłam się z tym, że jestem coraz starsza, ale z premedytacją opóźniam ten proces. A najważniejsza jest teraz dla mnie sprawność fizyczna, umysłowa i pogoda ducha. Uważam na to, co jem, ostatnio wyeliminowałam chleb, kilka kilogramów – dwa do trzech – chcę zrzucić na wiosnę. (śmiech) Zero słodyczy. Z lodami czasem sobie pofolguję, bo bardzo je lubię.Nie robię sobie żadnych operacji plastycznych, chociaż jak czasem patrzę na tę moją szyję, to zdarza mi się pomyśleć: a może by ją trochę wygładzić? Ale już za chwilę mówię do siebie: a po cholerę mam się torturować! Nie chcę ruszać mojej twarzy. Czasami chodzę na jakieś gale i momentalnie poznaję, jeżeli ktoś ma coś poprawiane. Zmienia się cała mimika. Są kobiety, które zrobiły sobie operacjami plastycznymi ogromną krzywdę.Naprawdę nic sobie nie poprawiałaś? Jeden raz, wiele lat temu w Szwecji. Miałam duże problemy z przegrodą nosową, trudno mi się oddychało w nocy. Ktoś ze znajomych powiedział, że ma świetnego chirurga plastycznego. Pomyślałam, że przy okazji naprawiania przegrody zmniejszę sobie nos. Miałam przez całe życie kompleks nosa – że duży, długi, szpecący.

1960. Świeżo po debiucie. Fot. Marek Karewicz / FORUM

Wiek nigdy nie był dla ciebie problemem? Żadne „okrągłe” urodziny nie były trudne? 

Kiedy kończyłam 30 lat, byłam wtedy w Nowym Jorku. Pamiętam, jak Piątą Aleją szła Parada Pułaskiego, a ja usiadłam na skraju chodnika i rozpłakałam się w głos. Michał Urbaniak, mój ówczesny mąż, był przerażony. Zalewałam się łzami i jęczałam: „Michał, ja chcę do domu”. Strasznie tęskniłam za Polską. I byłam przerażona, że mam już 30 lat. Że już nie dwadzieścia ileś. Naprawdę wpadłam w panikę.

Zapamiętałam takie zdanie z jakiegoś filmu: „Jeszcze jestem po właściwej stronie trzydziestki”. 30. urodziny były dla mnie najgorsze. 

Wiele kobiet tak mówi. Dla mnie im dalej, tym łatwiej. Na 40. urodziny już dużo mniej się bałam, 50. – w ogóle, a teraz? Ja się dopiero rozkręcam!

A kiedy po czterdziestce mąż odszedł do młodszej kobiety? 

To była trauma. Dramatyczne przeżycie. Mam naprawdę wielki szacunek dla siebie, że się z tego podniosłam i dałam radę. Musiało upłynąć sporo czasu, żebym potrafiła na nowo ogarnąć swój świat, odbudować się.

Dzieci bardzo mi pomogły. Wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, aby nie cierpiały przez to w przyszłości.

Co cię najbardziej denerwuje? 

Ernest Hemingway kiedyś powiedział: „Denerwować się to katować swój organizm przez głupotę innych”. Jak widzę, że światła przy pasach, tu, niedaleko mojego domu, za szybko się zmieniają, że nawet ja z moją werwą nie zdążę przejść, to mam trzy wyjścia: w ogóle tego nie zauważać i się nie denerwować, zdenerwować się i rzucać mięsem na wszystkich i wszystko – albo coś z tym zrobić. Ja bez przerwy piszę jakieś pisma do urzędów. Chciałam, żeby między placem Unii Lubelskiej a placem Zbawiciela był deptak. Odpisali mi, że ograniczą ruch, ale deptak jest niemożliwy, bo jest szpital dziecięcy, do którego stale musi być dojazd. A w sprawie świateł jeszcze napiszę. (śmiech)

A najbardziej mnie wkurza, że nie cenimy wieku dojrzałego – mądrości, doświadczenia, wiedzy. Dojrzałe kobiety powinny być na świeczniku! A co mamy? Wszechobecną apoteozę młodości. Jak myślimy o 50-letniej kobiecie? Że stara. 60-letnia – ojejku! 70-letnia – to ona jeszcze żyje? (śmiech) To skandal! Ja jestem żywym przykładem. Tak, mam 72 lata i żyję. Bardzo dobrze żyję.

Zobacz, badania mammograficzne są finansowane przez NFZ do 69. roku życia. Bo co, po 69. urodzinach tylko do piachu? Nieludzka jest dyskryminacja kobiet ze względu na wiek. Trzeba z tym walczyć. Cały czas podburzam kobiety, żeby się nie poddawały. W maju byłam w Sao Paulo na Światowym Kongresie Kobiet. Przyjechało tysiąc kobiet z całego świata. Głos kobiet musi być słyszalny i poważnie traktowany! Dostałam od UNESCO tytuł Artysty na rzecz Pokoju i to też mnie mobilizuje do działań na rzecz praw kobiet. Zdaję sobie sprawę, że jest tu dużo do zrobienia, nie tylko w Polsce. Ale wierzę, że nadchodzą nowe, lepsze czasy dla kobiet.

1979. Festiwal Jazz Jamboree. Fot. M.A.Karewicz/FORUM

<podzial_strony>

Kobiety 70 plus w Szwecji, gdzie często jesteś, bardzo się różnią od tych w Polsce? W Szwecji każda wieś, miasteczko ma swoje kluby. Kobiety spotykają się, trzymają się razem, wyjeżdżają na wycieczki, pomagają sobie. Takie obywatelskie społeczeństwo wieku dojrzałego. Mam wrażenie, że tam kobiety bardziej doceniają siebie, dbają o własny komfort. Moja siostra Danusia, która od lat mieszka w Szwecji i tam pracuje, bardzo kocha swojego wnuka, pomaga od czasu do czasu jego rodzicom, ale udziela się w polskim kabarecie, chórze, ma wiele koleżanek, z którymi bez przerwy coś organizuje, żyje pełną parą podobnie jak ja.W szwedzkiej telewizji prezenterki w programach informacyjnych, publicystycznych to na ogół kobiety dojrzałe, nie tylko młodziutkie i piękne. To mi się podoba. Jest równowaga!Nie masz wrażenia, że starsze kobiety w Polsce jakby się poddały? Widzę wiele – mówiąc w przenośni – pochylonych. Uważają, że nic już ich nie czeka, że wszystko mają za sobą. Za mało myślą o tym, że czas jest bezcenny i do naszej dyspozycji. Dopóki tu jesteśmy.Patrzcie na mnie, nie jestem mutantem ani kosmitą. Tylko normalną polską kobietą, która inaczej podchodzi do życia.

Ktoś może powiedzieć, że łatwo ci tak mówić, bo masz pieniądze, pracę. 

To nie jest kwestia pieniędzy, tylko optyki. Pieniądze oczywiście ułatwiają życie, ale tylko ułatwiają. Wczoraj miałam spotkanie z kobietami, które pracują w działach zarządzania kadrami w różnych firmach. Przyjechały z całej Polski, w różnym wieku. Opowiedziałam im o swoim życiu, o kompleksach młodości, kiedy wszystkiego się bałam, o lekcjach, jakie wyciągnęłam z życia, oraz dlaczego nadal tak świetnie się czuję i mam rewelacyjną formę.

Mam swoje motto: „Na czym się skupiasz, to rośnie”. Jeżeli się skupiasz na ciemnej stronie jakiejś sprawy, na tym, że sobie nie poradzisz, że jest ci źle, że nie masz kasy, partnera, to to rośnie i w którymś momencie cię przygniata. Nie wolno tak. To jest złe i dla ciebie, i dla otoczenia. A w momencie kiedy się koncentrujesz na tej jasnej stronie, jest ci lepiej, łatwiej się żyje, pokonuje przeszkody. I wynik naszych działań jest o wiele lepszy niż wtedy, gdy podchodzimy do życia z lękiem, kompleksami. Wierzę, że myśli przyciągają myśli. Myśl się przekształca w słowo, słowo w charakter, a charakter w los.

Ale często trudno nam się pogodzić z rzeczywistością. Kobieta ma 70 lat, patrzy w lustro i się sobie nie podoba. Co jej powiesz? 

Zobacz w tym lustrze piękną, dojrzałą kobietę. I się nie pałuj, że kiedyś byłaś superatrakcyjna. Teraz też jesteś. To normalne, że masz zmarszczki, ząb czasu każdego gryzie jednakowo. Nie wolno ci się załamywać.

Moja mama – lat 76 – mówi, że jak człowiek skończy 70 lat, to śmierć jest już czymś naturalnym. Mnie to denerwuje. 

Śmierć jest czymś naturalnym, już jak się rodzimy. A może takie mówienie twojej mamy jest lękiem przed śmiercią, próbą pogodzenia się z przemijaniem Wiadomo, że śmierć przyjdzie. I nigdy nie wiadomo kiedy. No to po cholerę zastanawiać się nad nią! Profesor Bartoszewski, kiedy miał 90 lat, mówił: „Jeszcze mam czas przejść na wczesną emeryturę”. Uwielbiałam jego poczucie humoru i to, że zawsze był niepokorny, do ostatniej chwili życia czynny.

Mój brat, o cztery lata starszy ode mnie, lubi powtarzać: „Już przede mną tylko brzozowa trumienka”. Mówię mu: „Lesiu, zobacz, teraz piszę dwie książki, ćwiczę » Cztery pory roku «Vivaldiego, bo mamy z Anią Duczmal projekt symfoniczny i będziemy jeździć po całym świecie – ja się dopiero rozkręcam!”.

A brat co na to? 

Że powinnam odpocząć! Że przesadzam, za bardzo jestem nastawiona na „tak”. Jak miałam 30 lat, powtarzał, że wybrałam nienormalny zawód. Jak skończyłam 50 – że to już obciach to moje śpiewanie. A jak 60 – usłyszałam od Lesia zdanie, które mnie powaliło: „Ja się w ogóle na tobie nie znam”. Teraz tylko mi się przygląda. I czasem rzuci jakąś głupotę, że powinnam wyhamować. (śmiech)

Ale nie wyhamujesz? 

Ależ skąd! Ja jestem taka jak profesor Bartoszewski. I jak Kapuściński, który nawet ciężko chory do końca robił plany, że gdzieś jeszcze pojedzie.

Nigdy nie dopada cię myśl, że obiektywnie ten czas się kurczy? 

Ależ oczywiście, że tak.

<podzial_strony>

I co z nią robisz? Wyrzucam do śmieci. Nie nakręcam się. Bardzo cenię każdą chwilę swojego życia, coraz bardziej ją cenię i korzystam z każdej sekundy.1989. Na kolejnej edycji Jazz Jamboree. Fot. Jacek DominskiNie dopada cię nostalgia przemijania? Że taka piękna wiosna, akurat widzimy za oknem kwitnące kasztany. Czy będzie kolejna?Mam takie momenty. To jest dokładnie to, co powiedziałaś. Jeździmy z moim narzeczonym Bogusiem do znajomych na Podlasie. Jakaż przepiękna droga – łany zboża, sady. I tak sobie czasami pomyślę, że będzie mi tego żal. Kiedyś tam. Ale nie myślę kiedy. Nie ma sensu nad tym się zastanawiać.

A kiedy w 2008 r. zachorowałaś na raka piersi, nie bałaś się, że może to już koniec? 

Każdy to ma w obliczu ciężkiej choroby. Pamiętam momenty, kiedy byłam przerażona. Ale przeważyły wiara i optymizm w wyzdrowienie. Powtarzałam sobie w czasie choroby: „Jestem zdrowa”. I szczęśliwie jestem.

Na 70. urodziny zakochałaś się. 

W październiku miną trzy lata, odkąd mieszkamy z Bogusiem razem. Koleżanka pokazała mi jego zdjęcie. Był tylko w gatkach, stał po kolana w śniegu u niej na wsi i wylewał sobie na głowę wiadro lodowatej wody ze studni. Irenka powiedziała: „Ula, popatrz, kapitan Bogdan”. A ja: „Daj mi jego telefon, natychmiast”. Zadzwoniłam: „Bogdan, cześć, dzwonię od Irenki, Urszula Dudziak”.

I? 

Po tamtej stronie cisza. A ja dalej: „Boguś, widziałam twoje zdjęcie w gatkach i szczęka mi opadła. Muszę cię zgłębić, gdzie ty jesteś?”. Odpowiedział, że w Gdyni, ale w przyszłym tygodniu przyjeżdża do Warszawy. Przykazałam mu, że ma natychmiast do mnie zadzwonić. Upewniłam się: „Przyrzekasz?”. Usłyszałam: „Oczywiście”. Nieprawdopodobna historia!

On dwa tygodnie wcześniej był w Gdańsku na moim koncercie z Quincym Jonesem na festiwalu Solidarity of Arts i nie mógł się dostać za kulisy z moją płytą. A teraz ja dzwonię!

Czułaś w tym momencie, że coś z tego będzie? 

Ależ skąd. Robiłam sobie jaja. A wiesz, że do tej wsi, gdzie Irenka z mężem mają dom, Boguś jeździł od kilkunastu lat? Ja też. I nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy.

A kiedy przyjechał do Warszawy? 

Zadzwonił, jak mi obiecał. A ja nie odebrałam telefonu. Pisał SMS-y, nie odpisałam.

Co się stało z tobą? 

Wystraszyłam się. Zawsze miałam taką naturę, że lubiłam facetów podpuszczać, a potem się chować albo z nich naigrawać.

<podzial_strony>

Niefajnie się zachowałaś. Powiedziałabym, że nawet wstrętnie! Ale tak sobie wtedy pomyślałam: spotkam się, nie wiem, co on sobie pomyśli, cholera wie, co mu przyjdzie do głowy, a ja muszę jakoś zareagować na ten podryw. I na wszelki wypadek się schowałam. Minął tydzień i dzwoni Irenka: „Uleńko, będzie piękny weekend, musisz przyjechać”. Pojechałam, wchodzę, patrzę – siedzi Boguś. Mówię: „Strasznie cię przepraszam, że nie oddzwoniłam”. A on na to: „Wiem, Uleńko, że jesteś bardzo zajęta. Zapomnijmy, nie miałaś po prostu czasu”. I tym mnie ujął.Kiedy zaczęła się miłość? Po dwóch, trzech tygodniach. Najpierw pojechałam do niego na koncert Herbiego Hancocka do Hamburga. Boguś ma tam mieszkanie, bo całe życie pływał z niemieckimi armatorami. A później zaproponował mi tydzień w Lizbonie.Biegaliśmy po niej jak licealiści, trzymając się za ręce, śmiejąc się cały czas. I po Lizbonie byliśmy pewni, że to jest to. Boguś powiedział mi, że dotarł do portu przeznaczenia.Piękne. 

Facet moich marzeń. Przeczytał milion książek, nieprawdopodobnie mi imponuje. A do tego gra w tenisa i w brydża. Często mnie zaskakuje. Była taka sytuacja – czytam partyturę „Czterech pór roku” Vivaldiego, wodzę palcem i nagle widzę, że się zgubiłam, a Boguś mi pokazuje, gdzie jestem. Zdziwiona pytam, skąd wie, a on: „Mówiłem ci, że kiedyś chodziłem do szkoły muzycznej i grałem na klarnecie, ale ty nie traktowałaś tego poważnie”.

Zawsze miałam artystów, życie kręciło się wokół nich, a teraz ja się Bogusiem zachwycam, a on mną. Jest piękna równowaga.

2002. Z córkami w Nowym Jorku. Fot. Aleksander Jalosinski/FORUM

Starsze kobiety często boją się nowej miłości. Uważają, że już im nie wypada. Dzieci jednej z moich znajomych bardzo źle przyjęły to, że kilka lat po śmierci męża znalazła partnera. Nie mieści im się w głowie, że ich 70-letnia mama jest zakochana. Co więcej, jakby nie dają jej do tego prawa. 

Te dzieci powinny się wstydzić. To jest potwornie egoistyczne podejście.

Na miłość nigdy nie jest za późno. Miłość odradza, upiększa, uszczęśliwia. To najpiękniejsza rzecz, jaką obdarowała nas natura. Powtórzę: nigdy nie jest na nią za późno! Nawet jak mamy 80, 90 lat. Dopóki żyjemy.

Taka miłość jest inna? 

Jest trudniej, bo jesteśmy już uformowani przez życie. Kiedy spotykamy się w liceum, na studiach, razem dojrzewamy, wypracowujemy kompromisy. A jak już jesteśmy po kilku poważnych związkach, mamy swoje lata, dokładnie wiemy, czego chcemy, co nam odpowiada, i trudno jest się nam zmienić. Jeśli w ogóle jest to możliwe. Ale jak trafimy na swojego, to nie ma nic szczęśliwszego.

A seks? To w starszym wieku temat tabu. 

Seks z kombinacją wielkiej miłości jest najpiękniejszym przeżyciem, niezależnie od wieku. Nie dość, że nas uszczęśliwia, to jeszcze nas odnawia, inspiruje. Myślenie, że w starszym wieku nie wypada, jest nieludzkie. Największe brawa dostaję podczas koncertów, kiedy mówię, ile mam lat i że jestem zaręczona. Jestem zaręczona, jestem szczęśliwa i każda kobieta w każdym wieku może to mieć. Wiem, nie jest łatwo znaleźć odpowiedniego partnera, ale zawsze jest to możliwe. Nie zamykajcie się na miłość. I nigdy, przenigdy nie traćcie nadziei.

Przed poznaniem Bogusia ile lat byłaś sama? 

Osiem. I wtedy też byłam szczęśliwa. Miałam różne projekty, przyjaciół, pieniądze, cieszyłam się życiem. Moje córki czasem mówiły: „Mamusiu, wszędzie tak chodzisz z koleżankami, może byś jakiegoś boyfrienda znalazła”. A ja: „Po co mi boyfriend, będzie mi tylko mieszał w życiu i w domu. Wszystko mam poukładane. Jak chcę wstać o 4 rano, wziąć komputer i pisać, to tak robię. Nikt mi nie będzie, nawet z troski, mówić, żebym wracała do łóżka”. Myślałam o sobie, że jestem kobietą wolną i nie chcę żadnych ograniczeń.

Nie chciałaś znowu się zakochać? 

Nikogo nie szukałam. Lubiłam męskie towarzystwo, ale miałam swoje wymagania. Bogusia przyniósł mi los.

<podzial_strony>

Wierzysz w los, przeznaczenie? Raz wierzę, innym razem nie. Nie wiem. Ale Boguś naprawdę spadł mi z nieba. Hania Bakuła – moja koleżanka – jak jej opowiedziałam o nim, natychmiast zareagowała: „Jak umrzesz, to ja go biorę!”.Będzie ślub? Nie lubię planować i bardzo jestem za związkami partnerskimi. Więc trochę z przekory – nie będzie mnie nikt zmuszał, żebym szła do urzędu czy kościoła.Skandal, że u nas jest tak trudno przeforsować ustawę o związkach partnerskich. W każdym cywilizowanym kraju to naturalna sprawa. Kora i Kamil Sipowicz przez lata żyli w związku partnerskim, ślub wzięli, dopiero kiedy Kora zachorowała, żeby ułatwić sobie życie.Jak przejdzie ustawa o związkach partnerskich, to wtedy pomyślimy o ślubie.

Marzysz o czymś? 

Żeby w moim życiu było najdłużej tak, jak jest.

I żeby nie było wojny. Boję się wojny i marzę, żeby te wszystkie strachy okazały się tylko strachami. Moja mama kiedyś mówiła: „Uleczko, wojna to jest najgorsza rzecz na świecie”.

I marzę, żeby kobiety były bardziej widoczne w różnych dziedzinach życia, żeby więcej od nich zależało. Bo wtedy świat będzie bardziej stabilny i bezpieczny.

Boisz się czasem choroby, niepełnosprawności? 

Nie myślę o tym. To niepotrzebne strachy. Nauczyłam się przez lata praktycznego podejścia do życia. Jak coś złego przychodzi mi do głowy, od razu siebie pytam: czy to ma sens? Aha, nie ma sensu – więc out.

A w twoim języku jest w ogóle słowo „starość”? 

Mówię o sobie „młoda z długim stażem”.