Archiwa tagu: Nowy Rok

Słodkiego, miłego życia w 2020 roku!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Powyższe postanowienia noworoczne ktoś napisał i puścił do sieci.

Nie wiadomo czy to jest prawda, czy jest to fejm napisany pod publiczkę.

Nieważne, ale po przeanalizowaniu uśmiech pojawia się na twarzy!

Jest tak jakbym to ja pisała i co roku swoje postanowienia modyfikowała 😀

Nie robię więc żadnych postanowień na kolejny rok, gdyż jestem niesystematyczna i nie chcę się dobijać jeśli bym nie dotrzymała danego sobie słowa i byłoby mi głupio po prostu!

Wiem czego mi potrzeba, bo może mogłabym codziennie wychodzić na spacery, gdyż moja kondycja jest dość słaba!

Przypominam sobie naszego znajomego, który codziennie spacerował nad naszym jeziorem i myślałam, że ma super kondycję, a ten z dnia na dzień sobie umarł!

Zresztą spacery nie są moją mocną stroną, ponieważ bardzo mnie spacerowanie nudzi – okropnie nudzi.

Do tego dochodzi fobia przed wychodzeniem z domu spowodowana bardzo przykrymi doświadczeniami i mam to co mam!

A więc spróbuję sobie postanowić, że dwa razy w tygodniu potańczę sobie w domu w rytm dobrej muzyki tak, aby nikt tego nie widział – może się uda wzmocnić  oddech i mięśnie ha ha – ale nie obiecuję.

Zapomniałabym mimo wszystko, że zamierzam w dalszym ciągu codziennie umieszczać notkę na moim blogu, bo to sprawia mi frajdę i zmusza do myślenia w obserwacji różnych zdarzeń i zachowań.

Po polityce będę nadal jechała i obojętnie czy po prawicy, czy też opozycji!

Staram się być obiektywna w stosunku do każdej ze stron, a dziś napiszę, że opozycja jest jak ciepłe kluchy, a więc PiS sobie jeszcze porządzi i do końca zdewastuje demokrację w Polsce.

Martwi mnie bardzo los naszej Ziemi, bo wszystko idzie ku złemu.

Płoną lasy deszczowe i lasy w Australii, ale cóż ja mogę na to poradzić?

Dzisiaj powtórzono orędzie Angeli Merkel, która w prostych słowach powiedziała, że jest już po sześćdziesiątce i zmiany klimatu jej nie dosięgną, ale zaznaczyła, że to młodzi muszą zacząć walczyć o swój dom!

Tak więc jest i ze mną, ale bym chciała, by moje Wnuki nie wdychały smogu, który w Polsce jest największy w krajach europejskich!

Czego nie żałuję?

Całe, dorosłe życie miałam ogromne kłopoty ze snem, co mnie wyniszczało, a teraz śpię czasami nawet do 10 i kompletnie nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.

Co możemy jeszcze zrobić dla siebie za Dorota Zawadzka, z którą dzisiaj się wybitnie zgadzam:

  1. Znajdźcie więcej czasu dla siebie.
  2. Pozwólcie sobie na nudę, na robienie „nic”.
  3. Cieszcie się tym co wokoło „tu i teraz”.
  4. Sprawiajcie sobie drobne przyjemności i nie czujcie winy z tego powodu.
  5. Polubcie rutynę i zwykłą codzienność.
  6. Zadbajcie o znajomych i przyjaciół.
  7. Uczcie się nowych rzeczy i starajcie się czerpać z tego radość.
  8. Przyjmujcie komplementy z wdzięcznością.
  9. Uśmiechajcie się częściej.

Znalezione obrazy dla zapytania lasy deszczowe płoną

Wspomnienia, Sylwester, Nowy Rok i moja play lista – zapraszam!

Kiedy z Mężem młodzi byliśmy, to na Sylwestra chodziliśmy.

Nie każdego może roku, ale bywaliśmy na przeróżnych salach ze znajomymi i się dobrze zawsze bawiliśmy.

Były to trudne czasy, gdyż w sklepach nie było za wiele, a więc pamiętam, że swoje stroje sylwestrowe kombinowałam i tak zrobiłam sobie na drutach bluzkę na ramiączkach ze srebrnej nitki z trudem kupioną.

Teściowa uszyła mi spódniczkę z czerwonej wstążki, a w lumpeksie kupiłam sobie czerwone czółenka.

Mąż ubrał się w garnitur, biały golf i białe buty ha ha.

Takie to były czasy, że trzeba było kombinować i nawet czytałam, że polskie piosenkarki by wystąpić w Opolu musiały także swoje stroje komponować, przeszywać, ozdabiać, gdyż w sklepach nie było wyboru.

Cóż byliśmy młodzi i pełni werwy, by tę sylwestrową noc przetańczyć w gronie znajomych, którzy z upływem czasu wykruszają się nam.

Nie wiadomo kiedy przyszła starość i w pamięci pozostały wspomnienia jeno, ale dobrze jest, że jest co wspominać.

Dzisiejszy wieczór spędzam z Mężem i słuchamy w telewizji sylwestrowych koncertów, a wybór jest ogromny, bo trzy stacje mają swojego Sylwestra.

Podsumuję: Kurski kupuje w Zakopanym ludzi disco – polo, którzy pójdą do wyborów w maju i będą głosowali na Dudę.

TVN jest sztywne i klasyka ludziom może się i podoba, ale się nie kołyszą.

POLSAT potrafi wypośrodkować i jest klasyka, ale i jest disco – polo i ludzie się świetnie bawią.

Za oknem fajerwerki, że czuję się jak w Aleppo!

Nie dochodzi do ludzi fakt, że cierpią zwierzęta!

O tym jaki był dla mnie rok 2019 pisałam niżej, a teraz już za chwilę przywitamy na całym świecie rok 2020 – pięknie to się pisze!

Wkraczamy więc w lata dwudzieste i zastanawiam się jaki ten rok będzie dla nas – dla Polski!

Bardzo duży procent Polaków ma dość rządów PiS i gdzieś przeczytałam, że niektórzy zaraz po obudzeniu biegną do komputera i szukają czy Kaczyński jeszcze żyje!

Ludzie mają traumę z powodu niszczenia polskiej demokracji przez Kaczyńskiego i niezbornego Adriana, który nie potrafi ustosunkować się do pomówień Putina, który pisze naszą historię po swojemu i robi z nas morderców i kolaborantów.

11 stycznia 2020 roku Sędziowie wyjdą na ulicę w sprzeciwie upolityczniania Sądów!

Zastanawiam się, co jeszcze w Polsce musi się wydarzyć, by Obywatele wyszli na ulicę w milionach i dali sprzeciw niszczeniu Polski!

Kochani pożyjemy i zobaczymy, a dziś składam Wam życzenia, bo nie do wszystkich dotrę!

Skoro Sylwestra spędzam w bamboszach, to zrobiłam swoją sylwestrową play listę!

Może się ktoś pobuja w rytm tego, tego, co lubię od lat!

Aby nikomu dzisiaj nie zabrakło szampana
w butelce i organizmie,
Najbliższych pod ręką
(choćby w komórce lub na skype’ie),
a przede wszystkim w sercu
i dużo szczęścia w Nowym Roku,
w poezji i prozie życia –

Obraz może zawierać: tekst

To był bardzo niepokojący rok! Zły dla Polski, a dobry dla mojej Rodziny!

 

https://www.youtube.com/watch?v=pESX7mQwTNU

Była wielka awaria Grupy Onet i na koniec roku wszyscy blogerzy nie mogli wejść na swoje blogi.

Wielka frustracja i żadnych przeprosin, ale w końcu mogłam wejść na swojego bloga, bo naprawili!

Chciałabym podsumować ten rok – 2016 i tak:

Mam wielki żal do wyborców PiS, że godzą się na zdemolowanie mojego kraju przez tych, którzy dorwali się do władzy.

Mam wielki żal, że Polska za chwilę będzie w ruinie przez niegospodarność, rozdawnictwo, które jest w niezgodzie z rachunkiem ekonomicznym.

Mam wielki żal za zrobienie z Konstytucji – szmaty!

Mam wielki żal za rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego i przegłosowana bez kworum Budżetu mojego kraju!

Mam żal, że Naród został podzielony na lepszy i gorszy sort.

Mam dużo żalu i nie chce mi się wszystkich draństw wymieniać. Jest tego bardzo dużo, ale największy mam żal do tego, że Polska nie ma prezydenta i premiera, a ma za to naczelnika mściwego, który zastraszył sługusów w swojej partii.

Dziś ten niby prezydent wygłosił orędzie noworoczne, ale nie odważyłam się tego wysłuchać, bo mam dość kłamstw, a mogłabym rozwalić telewizor, a to by była strata.

To był bardzo zły rok dla Polski i obawiam się, że w 2017 roku będzie jeszcze gorzej i nie poprzestaną na demolowaniu mojego domu.

Oczywiście mogłabym się nie przejmować polityką, ale jako zwierzę Internetu nie da się po prostu.

Odchodząc od dywagacji na temat polskiej polityki, stwierdzam i dziękuję mojemu Mężowi, że trwał przy mnie cały, okrągły rok i w każdej sytuacji mogłam na Nim polegać.

Dzieci poszły w świat i mają swoje sprawy, a My wciąż trwamy przy sobie na dobre i na złe i to Jemu dziękuję najbardziej za to, że wciąż mam w sobie radość życia, bo mam dla kogo sprzątać, gotować, żyć!

Kocham Cię mój Mężu i oby następny rok był w takiej samej kondycji i obyśmy w przyszłym roku znowu siedli do rodzinnej Wigilii z Rodziną.

To Tobie Mężu zawdzięczam najwięcej.

A moim czytelnikom życzę oczywiście najbardziej – zdrowia, odrobiny pieniędzy, szczęścia rodzinnego, zadowolenia z dzieci i wnuków, kotów i piesków, a nawet świnek morskich, papug i kanarków. Sumując – niech następny rok nie będzie gorszy od mijającego dla Rodzin.

Elżbieta.

Ps. Straciłam w tym roku pieska, ale noszę się z zamiarem, by uszczęśliwić następnego. Już mam na oku drania i choć adopcja jest daleka, to może się uda! Dzwoniłam do opiekunki i o ile nie zajdzie piesek domu bliżej, to będzie nasz, a zwie się „Kajtek”.

 

https://www.youtube.com/watch?v=yK2qf2AHyN4

Noworoczna opowieść

Miniony już rok był dla Aleksandry dość stresujący, a zwłaszcza jego końcówka. Żyła już myślą, że oto nadejdzie pismo z ZUS-u, które brutalnie jej przypomni, że czas zbierać dokumenty na komisję lekarską, bo kończył jej się dwuletni czas pobytu na rencie.

Choruje na przewleką depresję od 20 lat, która skutecznie wyeliminowała ją z życia w społeczeństwie, gdyż jej depresja jest drapieżna i nie wiadomo kiedy zaatakuje. Aleksandra jest przez wiele lat na lekach i tylko dzięki nim może jako tako funkcjonować, ale najważniejsze jest to, że dzięki lekom jest w stanie przesypiać swoje samotne noce.

Jej życie nie było usłane różami, bo zranił ją ogromnie mężczyzna, którego poślubiła z wielkiej miłości i kiedy dowiedziała się o zdradzie, to jej świat runął. Przysięgał, że zrobił to z czystej głupoty i prosił o wybaczenie, a więc po jakimś czasie, pełnym bólu i rozpaczy – wybaczyła. Wiedziała, że związek po zdradzie jest jak pęknięty wazon, ponieważ po sklejeniu nadaje się tylko na suche kwiaty, ale zaryzykowała, bo kochała nad życie swego męża. Bywają takie miłości, bez których nie wyobrażamy sobie życia i Aleksandra wpadła jak w sieć w taką właśnie miłość. Czuła, że mąż ją też kocha po swojemu i stąd ta decyzja, aby związek ratować i tak żyli ze sobą kilka lat.

Jednak ta zdrada odbiła na niej piętno, co spowodowało, że czuła się w swojej skórze bardzo źle. Czuła się obdarta z kobiecości i nie mogła w sobie poszukać pełnokrwistej kobiety z wysokim poczuciem własnej wartości. Czuła się wybrakowana i to ją męczyło w środku, a więc miała wiele bezsennych nocy, co ją wypalało doszczętnie, ale się nie skarżyła nikomu, a i mąż nie wiedział, że ona przeżywa katusze. Była świetną aktorką, bo w pracy też nikt nie domyślał się, że ona tak cierpi, a i przed dziećmi ukrywała swój bardzo zły stan.

Minęło kilka lat, a ona się ratowała biegając do psychiatry, który od początku szpikował ją złymi lekami, po których omdlewała i zaczęła siebie nie poznawać, a tu jeszcze wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba.

Jej mąż zrobił sobie z inną kobietą w terenie dziecko! Dowiedziała się bardzo przypadkowo, podsłuchawszy rozmowę z kolejce po bułki. Usłyszała jak dwie kobiety wymieniają sobie świeże ploteczki i zaczęła kojarzyć, że jej mąż wcale nie był w pracy na nocnych dyżurach, a bywał u tamtej.

Tego już było za wiele dla niej. Nie wytrzymała i targnęła się na swoje życie, ale bardzo nieskutecznie, bo dzieci szybko sprowadziły karetkę i ją odratowano, a ona klęła – po co?

Nie wiedziała jak ma dalej żyć. Nie miała siły założyć sprawy rozwodowej, bo nie miała siły żyć. Telefon do kliniki wykonany przez dzieci i zawieziono ją do szpitala na psychoterapię. Decyzja dzieci była nieodwołalna, a ona pakowała się i wyła z rozpaczy, bo tak bardzo czuła, że już nikt nie postawi jej na nogi.

Przepracowała z psychologiem dziesiątki godzin, który uświadomił jej, że musi wziąć swoje życie w swoje ręce i musi zrobić porządek w swoim życiu i uwierzyć w siebie i tak też się stało. Po powrocie wzięła się za rozwód, choć kosztowało ją to powrotem złego samopoczucia i znów bezsennością.

Otrzymała rentę, ale nie były to wielkie pieniądze, ale musiała jakoś dalej żyć i sobie radzić. Niewielkie alimenty i tak sklejała swoje życie do kupy, bo choć biednie, to z godnością tylko, że już nigdy nie pozbyła się stanów depresyjnych i walczyła jak lwica o każdy dany jej dzień.

Przyszło powiadomienie, że ma się stawić na komisji 30 grudnia i to ją dobiło, ale nie miała innego wyjścia jak wsiąść w pociąg i jechać po nie znany jej werdykt lekarza orzecznika. Tyle się nasłuchała, że odbiera się rentę ludziom na wózkach. Tyle się nasłuchała, że lekarze nie mają litości nad ludźmi o kulach, a ona niby zdrowa, tylko ta cholerna depresja. Czuła podskórnie, że obleje ten egzamin, mimo mocnych papierów od lekarzy, a mimo to drżała przed drzwiami jak osika i miała najczarniejsze myśli w głowie, bo jak trafi na jakiegoś lekarza, który lubi odrzucać renty, bo ma z tego ponoć profity?

Siedziała i się trzęsła, że trzy lata przed uprawnieniem do emerytury mogą zabrać jej te parę groszy i wyślą ją do pracy. Miała złe przeczucie, że los może jej spłatać paskudnego figla i psikusa, aż rozbolało ją serce po ukrytym zawale. Nagle otworzyły się drzwi i została zaproszona przez lekarkę w jej prawie wieku. Blondynka, bez fartucha, w białym sweterku. Przejrzała pobieżnie jej dokumenty, coś tam pozaznaczała, podkreśliła i spytała ją tylko czy jeździ na wakacje od czasu do czasu, a potem kazała poczekać na decyzję podaną elektronicznie.

Wyszła z gabinetu i nie wiedziała co ma myśleć o tym wszystkim, a czekanie na decyzję trwało wieki i wrócił strach, że ją zdyskwalifikują.

Jakiś miły głos poprosił ją do rejestracji i pan powiadomił ją, że już może spać spokojnie, bo otrzymała rentę do końca przyznania jej wieku emerytalnego.

Nie ucieszyła się i nie spadł jej kamień z serca, bo nie wierzyła, że to była jej ostatnia komisja i już nigdy w życiu nie będzie się musiała tłumaczyć ze swojego życia, ze swoich wzlotów i upadków. Już nigdy nie będzie pytana o próbę samobójczą i nie będzie się spowiadała jak sobie radzi po rozwodzie i po tym wszystkim czego doświadczyła złego w życiu. Była wolna, ale się nie potrafiła cieszyć, gdyż dopiero w Nowym Roku uwierzyła, że jest oto wolna i zaprzyjaźniona ze swoją depresją i będąca na lekach do końca życia.

Przyjechała do domu i swoją obszerną dokumentację wieloletniego leczenia schowała w najniższej szufladzie jako pamiątkę dla potomnych i przewodnik po jej smutnym życiu. Odetchnęła z ulgą. i postanowiła żyć jak najpiękniej już bez strachu 🙂

Zapraszam na „blogówkę” :)

Kochani, tak sobie myślę, że gdzie się podziały te moje czasy, że szło się na Sylwestra balować do białego rana, a było trochę tego 🙂

Tak sobie myślę, że w moim wieku, to bym już „śmisznie” na tym parkiecie wyglądała, bo wiek zrobił swoje, ale nikt mi nie zabroni bawić się jednak. Bawić się w domu, nawet w kaputkach lekko się po wyginać i po podskakiwać w rytm ulubionych przebojów z tamtych, szalonych lat. Wybrałam kilka i zachęcam w rytm starych piosenek abyście też już poczuli klimat szalonej nocy, jaka jest przed nami, choćbyśmy o północy już byli w betach, kiedy świat zapłonie fajerwerkami. Nam też coś się jeszcze od życia należy, a więc zapraszam już teraz na namiastkę tego, co za chwilkę i szampana nie żałuję, a więc :

DO SIEGO ROKU i dziękuję, że bywacie tutaj.

https://www.youtube.com/watch?v=PIb6AZdTr-A

 

https://www.youtube.com/watch?v=d-diB65scQU

https://www.youtube.com/watch?v=yRYFKcMa_Ek

Bo tak cicho się zrobiło, że aż dziwnie :)

Chandra, to takie brzydkie słowo, ale jak dopadnie to dopadnie i trzeba jakoś się z nią uporać i  wrócić do normalności. Przez ostatnie dni przed świątecznie i świąteczne, które były wypełnione po brzegi uczuciami, emocjami, spotkaniami, rozmowami i tym wszystkim, czego na co dzień się nie doświadcza, to chandra chyba jest normą!

Pojechali, rozeszli się i każdy wrócił już do swoich zadań, a mnie się tak cicho zrobiło i jakoś chandrowato właśnie. Może to ta cisza, a może tęsknota za jeszcze więcej wrażeń, ale cóż!  Wszystko na tym świecie ma swój początek i swój koniec i muszę się na nowo za klimatyzować w swojej ciszy i szarości dnia codziennego, a więc powoli i jednostajnie wracam, a od chandry wiem, że się opędzę, gdyż zawsze tak mam, gdy coś się kończy i odchodzi, a ja  choruję i jestem depresyjna. Na szczęście wiem, że to będzie krótki taki stan, bo znam siebie. Juto wyjeżdżam załatwić na koniec roku ważną dla siebie sprawę, a więc nie będę miała czasu się rozczulać nad sobą, a za progiem czai się Nowy Rok i tak sobie robię podsumowanie roku, który przemija i stwierdzam, że dla mojej Rodziny i dla mnie to był naprawdę dobry rok. 

Nie zdarzyło się w ciągu starego roku dla mnie nic bardzo bolesnego i nic nie wstrząsnęło i nie spadło jak grom z jasnego nieba. Jesteśmy wszyscy w komplecie, cali i w miarę zdrowi, choć o rok starsi – jak wszyscy zresztą, co jest sprawiedliwe na tym świecie.

Wnuki rosną jak na drożdżach i powoli wkraczają w świadome dzieciństwo, bo mają już swoje obowiązki, choćby w przedszkolu. Uczą się współgrać z rówieśnikami w grupach, a więc jest to już poważne zadanie.

Moja Mama troszkę w tym roku podupadła na zdrowiu i to jest ten moment, kiedy wszyscy obawiamy się o jej zdrowie i to jest ten czas, kiedy wszyscy bardziej myślimy o przemijaniu. 

Czego bym chciała w tym Nowym Roku? Niczego nadzwyczajnego, a tylko dla siebie, abym nie podupadła na zdrowiu, a potem, abym mogła wieść każdy dzień w miarę spokojnie i bezpiecznie. Aby moja Rodzina w całości, znalazła w tym Nowym Roku swoje malutkie radości w codziennych czynnościach i aby to wszystko miało swój cel i sens jaki sobie wszyscy wytyczyli. Niechaj wnuki rosną, a starsze pokolenie ponownie spotkało się za rok przy świątecznym stole, tak jak to było tego roku i tyle mam życzeń.

Swoim czytelnikom też życzę na Nowy Rok stabilizacji i bezpieczeństwa, bez zawirowań i brzydkich niespodzianek losowych. Życzę dużo miłości przede wszystkim  radości z bliskich – ukochanych osób, bo Rodzina jest najważniejsza i zdrowie, a resztę możemy pominąć milczeniem, choćby wstrętną politykę!

Wam i sobie życzę

Jestem dzisiaj
jak ten stary rok odchodzący
w milczeniu nikt
nie zwraca na to uwagi nie
poderwę już do lotu
siebie ani innych wszystkie
czyny i słowa
uśmiechy i szlachetne gesty
żarty i przekleństwa
wszystko
wkrótce odejdzie na zawsze
liczyć się będzie
tylko ten który przyjdzie
z daleka
nieba albo piekła nie
wiadomo
tylko ten gówniarz będzie
ważny ten
szczyl wierzgający nóżkami
w kołysce który nie
potrafi wyartykułować żadnego
sensownego dźwięku
załatwiający się pod siebie
ze smrodem
równym swej urodzie
wrzeszczący na i do innych
z byle powodu
on tylko
będzie w centrum uwagi
na ustach
pijanych ze szczęścia
szampana taniej wódy i piwa
milionów
okupujących tę planetę bez
żadnego celu tylko by
przyjść nasmrodzić nawrzeszczeć
naubliżać innym i sobie
pokochać znienawidzić zranić
zabić i odejść zatrzeć
wszystkie ślady
na piasku i w ułomnej pamięci
minąć jeszcze po drodze
nowy rok
raczkujący rumiany napchany
miliardami gwiazd marzeń
pragnień tak
rzadko
tak rzadko spełnianych ale
zawsze będą
sobie życzyć nawzajem
te naiwne
bezbronne miliony wszystkiego
co według nich
najlepsze
ja też wam i sobie tego
z nadejściem
kolejnego bękarta marzeń
życzę.

Ryszard Mierzejewski

Nowy Rok jak czysta kartka

Pierwszy dzień Nowego Roku. W domach naszych zostały powieszone nowe kalendarze, niekoniecznie trzeba zrywać codziennie nową kartkę, gdyż z postępem mamy na jednej stronie zawarty cały miesiąc, a nawet rok. Kalendarz zrywany miał tę urodę, że na odwrocie były bardzo często zawarte jakieś praktyczne porady babuni, a teraz jest jakby mniej ciekawie.

Pierwszy dzień Nowego Roku jest jak czysta kartka, albo nowy, pachnący brulion pięknie oprawiony, który zachęca do tego pierwszego wpisu, ale dziś tak trudno cokolwiek wpisać z powodu takiego, że jeszcze nie wiemy, czego się spodziewać po tym Nowym Roku. Ręka drży, serce bije i tyle byśmy chcieli napisać, a jednak jakże często nie mamy sprecyzowanych oczekiwań, bo jeszcze odpoczywamy po świętach i delektujemy się ostatnimi dniami starego roku. Jeszcze jest czas na odpoczynek po tym wszystkim, co się wydarzyło i tylko media pracują całą parą i tylko one mnie zasypują wiadomościami z różnych krańców świata, a także o tym ile wydarzyło się wypadków na drogach spowodowanych przez nieodpowiedzialnych ludzi, albo ile osób wracało do domu pod wpływem alkoholu, a także komu, co urwała raca.

Może lepiej wyłączyć to wszystko i wsłuchać się w siebie i pomyśleć nad przyszłością i o tym, czego bym chciała w Nowym Roku i czego bym oczekiwała i powoli bym mogła zapisać tę pierwszą, czystą kartkę?

Może warto się wsłuchać w siebie i zacząć dostrzegać tylko pozytywne rzeczy i sprawy i nie zawracać sobie głowy brudami w świecie realnym, jak i wirtualnym, bo w tych światach żyją teraz ludzie. Trzeba nauczyć się, gdy nie jest jeszcze za późno, oddzielać ziarno od plew. Nauczyć się od pierwszego dnia dostrzegać tylko dobro w człowieku, a nie zważać na ludzi z przerośniętym ego i nauczyć się żyć tak zwyczajnie, prosto i spokojnie. Mam nadzieję, że mi się to uda, bo przyjaźnie jestem nastawiona do świata i niech mnie ten świat i ludzie w nowym roku nie denerwuje, a jeśli coś wydarzy się przykrego, to niech będzie to wytłumaczalne i do przebaczenia.

Wszystkim życzę Szczęśliwego Nowego Roku.

Święta, święta i po świętach

Hej, witam po świętach.

Wczoraj obudziłam się z syndromem potężnej chandry, nie wiedzieć czemu skąd się pojawiła. Ogarnął mnie taki wielki smutek, czego sama sobie nie potrafiłam wytłumaczyć. Przecież święta były wyjątkowo udane. Wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Nikt z nikim się nie skłócił, a wręcz przeciwnie, bo było dużo śmiechu i żartów. Dzieci dostały od Mikołaja wyjątkowo, trafione prezenty, a po świętach uwinęłam się zwinnie ze sprzątaniem, układaniem wszystkiego na swoje miejsce, w czym pomogły mi moje dzieci. No i nadal nie umiem sobie wytłumaczyć skąd ten dołek, ale pozwoliłam sobie na niego do samego wieczora. Skoro się rozpanoszył, to niech sobie pobędzie i już. Oddaliłam się do swojego świata, wyciszyłam, zajęłam się tym, co lubię i co mnie uspokaja. Włączyłam film, jeden, drugi i podczas oglądania, oko mi się przymknęło ze dwa razy i wpadłam w błogi błogostan, co widocznie było mi potrzebne. Przyszła córka z wnusiem i tak powoli zaczęłam wracać do świata.

A dziś, nie ma zmiłuj się. Mąż także powrócił do zawodowych obowiązków i tym sposobem życie wraca na stare tory i fajnie już jest. Oboje nie potrzebujemy za dużo wolnych dni od zajęć, bo ja wpadam w dołki, a On się zaczyna miotać bez swojej pracy. Oboje się starzejemy i czasu nie da się zatrzymać, ale póki co, musimy się uzupełniać i wspierać, aby unikać zgrzytów i totalnej nudy. Nie umiemy oboje żyć ze sobą przez 24 h, bo to się nigdy nam nie udawało. Mąż jest człowiekiem energicznym, nie potrafiącym zatrzymać się na dłużej w jednym miejscu. Nie jest myślicielem nad życiem i jego sensem, tylko lubi działać i dlatego nie dopadają go żadne chandry i dołki. To jest moja domena, ponieważ to ja coraz częściej zastanawiam się nad upływającym czasem. Zastanawiam się, co to będzie, kiedy oboje opadniemy z sił i będziemy potrzebowali pomocy innych. Jestem już w takim wieku, że święta nastrajają mnie melancholicznie i sentymentalnie. Roztkliwiam się nad sobą i drążę ciężkie tematy i nic na to nie poradzę, bo taka teraz jestem.

Dziś są Urodziny mojej wnusi. Idziemy więc świętować dalej z tortem i w gronie rodziny, a potem wszyscy będziemy czekali na przyjęcie Nowego Roku i będę je spędzała samotnie, gdyż mąż będzie miał o 24 rozstrzygnięcie przetargu i niestety, ale Sylwestra  spędzimy parę godzin osobno, ale ja jestem już do tego przyzwyczajona. Postanowiłam, w związku z Nowym Rokiem, nic nie postanawiać, bo niech życie pisze swój scenariusz, a ja nie będę się zadręczała, przymuszała, zakładała sobie jakieś założenia z góry skazane raczej na niepowodzenie. Ja starsza Pani mogę sobie już pozwolić na luzackie podejście do wielu spraw.

Ciekawa jestem jednak, co nam Nowy Rok przyniesie w polityce, kulturze i sztuce, obyczajach, w świecie celebrytów itp. Co będzie warte zapamiętania, a co stanie się żenadą roku. To jest zawsze wielka niewiadoma.