Archiwa tagu: narodziny

Coraz trudniejsza droga do szczęśliwego macierzyństwa

Nasza rodzina nie jest duża, bo ja mam tylko jedną siostrę i mąż ma tylko jednego brata. Siostra ma dwoje dorosłych dzieci i brat mojego męża też ma tylko dwoje dorosłych dzieci. Te dzieci mają już swoje życie i życiowych partnerów, a co się z tym wiąże? No to chyba proste, że się rozmnażają i przyczyniają się do tego, że rodzina nasza rośnie w siłę i na świat przychodzi nowe pokolenie, które podczas naszej starości będzie jakoby przedłużały nasz ród i rodzina póki co będzie miała swój dalszy ciąg.

I oto właśnie na świat, jesiennym popołudniem przywitaliśmy nowego członka od strony mojego męża na tym pięknym świecie, a na imię ma Liliana. Piękne imię wybrano dla maluszka, który uszczęśliwił nie tylko rodziców, ale oczywiście i dziadków i babcie, którzy z utęsknieniem czekali na ten cud narodzin. Tak więc brat mojego męża i jego żona stali się potrójnymi dziadkami pewnego, jesiennego popołudnia. 🙂

Starsi ludzie pamiętają, że bardzo często w rodzinach było więcej dzieci niż dwoje. Kobiety rodziły więcej dzieci i jakoś chyba łatwiej było je mieć, a te dzieci rodziły się zdrowe choć  opieka medyczna była na niskim poziomie.

Sama pamiętam, że w latach siedemdziesiątych, opieka ta była wciąż na poziomie bardzo niskim. Nie było tych wszystkich aparatów, a lekarz zlecał pojawienie się raz w miesiącu na badanie kontrolne i zrobienie wyników, czy nie pojawiła się ewentualna anemia, czy jakieś inne zaburzenie. Chodziłam w ciąży i ani razu nie przeszła mi przez głowę myśl, że z dzieckiem może być coś nie tak. Miałam szczęście, że wydałam na świat dwie, zdrowe istoty, a teraz?

Mamy w ciąży podawane są serii profesjonalnych badań i coraz częściej się słyszy, że ciąża jest zagrożona i wymagana jest stała kontrola przebiegu ciąży i często ciężarna musi leżeć w szpitalu, aby lekarzom coś nie umknęło. Piszę o tym, bo mama Lilianki też musiała leżeć w szpitalu, a także sama mam przykre doświadczenia ze swoimi córkami, które wiele przeszyły, aby w końcu narodziny okazały się sukcesem. Pisałam o tym tutaj, że i moim córkom przytrafiły się wielkie tragedie w związku z wymarzonym macierzyństwem.

Lilianka pojawiła się na świecie, jako długo wyczekiwane dziecko i dlatego jest w rodzinie tak wielka, nie do opisania radość. Dziadkowie i Babcie odetchnęli z ulgą, że w końcu się udało, a rodzice nie posiadają się z radości, że chociaż jedno dziecko będą wychowywać, bo planowanie drugiego dziecka, to znów będzie wielkie ryzyko, a lata lecą nieubłaganie.

Wydaje mi się, że współczesne kobiety do macierzyństwa dochodzą jakby pod górkę. Dbają o siebie i chodzą w ciąży jak z jajkiem, a i tak często kończy się to niepowodzeniem. Nie wiem od czego to zależy, że macierzyństwo staje się dobrem, opłaconym wysokimi kosztami i strachem, czy tym razem się uda!

Może to stres, a może zależy to od tego, jak się odżywiamy, a także, że w jedzeniu jest tyle teraz chemii. Może za bardzo się denerwują, żeby wszystko się udało, aby urodzić zdrowe dziecko? Nie wiem!

Najbardziej jest bulwersujące, że tak wiele matek, z tak zwanej patologii, zachodzą w ciążę z byle kim i byle jak. Nie chodzą do żadnych lekarzy, a kiedy rodzą te dzieci, najczęściej w domu – mordują je i wyrzucają na śmietnik jak niepotrzebny im do niczego balast. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę hasło – zabiła swoje dziecko, a wyskakują nam mroczne sekrety matek, które nie miały zamiaru poświęcić się macierzyństwu i ja tego nigdy nie pojmę.

Tu jest artykuł dla młodych mam o tym, jakie im prawa przysługują, kiedy w szpitalach nie mają odpowiedniej opieki. Warto się edukować i znać swoje prawa.

http://lepszyporod.pl/o-akcji/

Kiedy kropla drąży skałę – dziś o wytrwałości

Nie myślę o tym codziennie, bo bym się zadręczyła, ale czasami wraca do mnie taki wielki żal. Do kogo, albo do czego – spytacie się z pewnością? Mam żal do natury, że zabrała mojej córce dwoje dzieci. Kiedy dziś przeczytałam, że Małgorzata Kożuchowska, aktora w wielu 42 lat zaszła w ciążę dopiero z pierwszym dzieckiem, zapaliła się we mnie czerwona lampka, bo to przecież jest niestety, ale późne już macierzyństwo. Oczywiście kibicuję Pani Małgosi, aby wszystko przebiegało prawidłowo i aby urodziła zdrowe dziecko.

Lekarze mają swoje zdanie na temat tak późnych ciąż, bo przecież po 40 organizm kobiety się bardzo zmienia, tak kobiety jak i mężczyzny, ale w 96 % rodzą się zdrowe dzieci, a pozostałe procenty, to niestety, ale zdarzają się dzieci z różnymi wadami genetycznymi, a więc istnieje realne ryzyko.

Moja Córka, wiem, że dusi w sobie tę niepowetowaną stratę i wiem, że już nie zdecyduje się na kolejne dziecko. Wiem, że cierpi, a ja nie mogę nic jej pomóc, bo niby jak? Kiedy ze sobą rozmawiamy, staram się nie podnosić tego tematu. Staram się nie rozdrapywać troszkę już zabliźnionych ran i wiem, że Ona wie, że i mnie ta strata dotknęła. Każdej Matce zależy na szczęściu jego dziecka. Każda Matka robi wszystko, aby w życiu jej dziecka pojawiały się tylko pozytywne emocje i doznania. Niestety, ale nas wszystkich, a najbardziej moją Córkę dotknęła strata, której nie da się w żaden sposób załatać i w sercu pozostał na zawsze ten wielki żal, jaki niewątpliwie pojawia się po stracie.

Swoją drogą to cieszę się, że Córka intensywnie pracuje. Cieszę się, że jest wiecznie zajęta i całe swoje serce oddała jedynej córce, którą nie dotknął wadliwy gen.

Córko moja kochana, jeśli to przeczytasz, to wiedz, że i we mnie i w Twoim Tacie jest także ta ogromna rana i w nas tkwi i drąży, choć nie chcąc Cię ranić, nie podejmujemy tego tematu, bo czasu nie da rady cofnąć, gdyż życie to nie zegarek, na którym można cofnąć wskazówki. Musimy nauczyć się z tym żyć. Innej rady nie ma.