Archiwa tagu: senior

To nie jest kraj dla starych ludzi!

Mojej Mamy nie ma już z nami dwa tygodnie, a będzie, to jutro – 14 lutego.

Wszyscy jesteśmy w żałobie i zdaje się, że każde z nas wciąż ma przed oczami tą jej wielką walkę o życie, choć miała w ciągu dwóch lat parę kryzysów, że chcała odejść, bo tak bardzo była umęczona swoją chorobą.

Wszyscy dochodzimy do siebie, bo to była karołomna robota, aby tylko nie cierpiała i czuła się zaopiekowana i tak było do samego końca.

Łapię się na tym, że już nie zaniosę jej rosołu, sałatki, albo innego dania, a posprzątałam kuchnię ze słoików, pojemników, bo są już zbędne.

Starzeję się na potęgę, bo moja głowa zajęta jest tematem odchodzenia i wyobrażam sobie jak to może być ze mną i czy stanę się ciężarem dla swoich Dzieci, Wnuków, Męża.

Niedawno kroiłam cebulę w drobną kostkę i tak się starałam, że się nożykiem skaleczyłam w palec i zobaczyłam kropelkę krwi swojej.

Przeraziłam się, przestałam prawie oddychać i zrobiło mi się tak mdlejąco, a to tylko była kropla krwi.

Nie mam wysokego progu na ból, na widok krwi i nie cierpę lekarzy, których omijam szerokim łukiem i wiem, że robię sobie sama krzywdę.

Zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy bym nie wytrzymała takiego odchodzenia jak moja Mama i chciałabym, aby w Polsce była legalna eutanazja i wiem, że wielu starszych ludzi tak myśli i tu nie ma nic do rzeczy wiara.

Widziałam kiedyś taki domument jak to  kobieta umęczona życiem – umęczona, ale nie chora poprosiła o eutanazję w Holandii.

Pozałatwiała wszystkie swoje sprawy i pożegnała się z jedyną przyjaciołką, bo rodziny nie miała.

Przyznano jej takie prawo i poinformowano, że tego dnia i o takej godzinie zostanie jej podane lekarstwo. Umarła, a raczej zasnęła spokojnie we własnym łóżku – w ciągu 5 minut.

Obciążanie starszych już dzieci opieką nad chorym rodzicem, którzy często jeszcze pracują jest niechumanitarne, a państwo nie pomaga w niczym, a więc niektórzy pozbywają się chorych rodziców i umieszczają ich najczęściej w szpitalach, w których za tego rządu ma coraz mniej łóżek na geriatrii.

Skoro teraz państwo jest stać na 500+, często dla rodzin patologicznych, to dlaczego nie ma pieniędzy na to, aby dofinasować rodziny, by mogły oddać rodzica do domu starości, albo do hospicjum! To nie jest kraj dla starych ludzi!

Jakże często nie stać jest rodziny, aby staruszka umieścić w domach starości, bo to jest bardzo kosztowne.

Tak się zastanawiam, po co ludziom tyle pieniędzy, że tak gonią za kasą, a politykom, po co tyle władzy, kiedy wszyscy jesteśmy śmiertelni i możemy skończyć w łóżkach, żyjąc jak warzywa, bo śmierć nikogo nie oszczędzi i o tym dziś napisała Krystyna Janda, która ma w szpitalu chorą Mamę, ale zaobserwowała , co dzieje się w polskiej służbie zdrowia – felieton poniżej!

Panie Kaczyński – po co panu te wieże i po co pani Szydło ten mandat do Brukselii, której pani nienawidzi, a politykom, po co te ogromne premie – ta chciwość się  zemści, tylko wy nie macie wyobraźni i myślicie, że jesteście wieczni!

Jakże wiele czytam w sieci kłótni na forach, gdzie starsi ludzie klepią w klawiaturę obelgi wobec inaczej myślących, o odmiennych poglądach i tak się zastanawiam po co?

Żyję tak, aby nikogo nie ranić i mam zamiar cieszyć się z każdego, danego mi dnia, bo nigdy nie wiadomo, kiedy bym chciała, aby poddać mnie eutanazji!

Po tym felietonie Krystyny Jandy –  jestem 3 x na tak – za eutanazją!

Gabuniu wybacz!

 

„Ludzie! Nie macie pojęcia, że tuż obok, niedaleko, jest taki straszny świat [FELIETON]
Ludzie! Moi Ludzie! Tak los zrządził, że spędziłam ponad tydzień, wiele godzin każdego dnia, na oddziale geriatrycznym jednego ze szpitali. Co się tam dzieje! Ludzie! Chodzicie ulicami, kąpiecie dzieci, robicie zakupy, gotujecie obiady, zjadacie kolacje, pracujecie, odprowadzacie dzieci do szkół i przedszkoli, całujecie się i kochacie nocami, i nie macie pojęcia, że tuż obok, niedaleko, jest taki straszny świat, takie coś, taki czas ostateczny! A może wiecie?
Krystyna Janda, fot. Adam KłosińskiFoto: Materiały prasowe
Krystyna Janda, fot. Adam Kłosiński

Może niektórzy z Was wiedzą, inni przeczuwają, ale nie myślą o tym, jeszcze inni potrafią sobie wyobrazić, ale bezpośrednio ich to nie dotyczy, nie muszą się z tym mierzyć. Może ty, młody mężczyzno, wyskakujący w biegu z tramwaju, czy ty, dziewczyno bez czapki, z sinymi kolanami z zimna w mini spódniczce, nie wiesz, że cię to czeka. Prawdopodobnie.

Ja od kilku dni jestem w szoku, chodzę w depresji, nie mogę o tym wszystkim na co patrzę i czego słucham zapomnieć. Wracam tam jak bumerang, jak uzależniona, jak do swojego miejsca, najważniejszego teraz dla mnie, paradoksalnie mi najbliższego. Lekarze! Pielęgniarki, salowe, sanitariusze, kierowcy, opiekunowie medyczni… Wy tam całe życie! Jesteście chyba z żelaza!

Już przy wejściu do szpitala wita wszystkich wielka plansza: SZPITAL TO NIE PRZECHOWALNIA!  Napis, którego zupełnie nie rozumiałam na początku wydał mi się nietaktowny, zbyt obcesowy, nieuprzejmy. Dziś go rozumiem, a raczej rozumiem akt rozpaczy, który kazał go napisać i wywiesić.

Trafiłam tam nocą z piątku na sobotę, dwa tygodnie temu, po zagraniu wesołej „Shirley Valentine”, poszukując przywiezionej przez pogotowie ratunkowe mojej mamy. Przeszłam nocny SOR z tłumem nieszczęśliwców, od dzieci poczynając na staruszkach kończąc. Mając wrażenie, że wszyscy ci ludzie, za wszelką cenę chcą się dostać na górę, na odziały, do łóżek z białą pościelą, na badania, pod opiekę, bo na parterze, a co nie daj Boże w domu, czy na ulicy, czyha niebezpieczeństwo śmierci lub wielkiego bólu. Ale to nie takie proste. Selekcja jest bezwzględna. Łóżek na górze wolnych nie ma, personelu nie ma, lekarzy mało. Upragniony wjazd windą do nieba czyli na oddział szpitalny przysługuje tylko ciężkim stanom. My byliśmy w śpiączce cukrzycowej, cukier 700, 40 stopni temperatury, więc wyboru nie było.

Druga w nocy, nikt nie śpi, pielęgniarki biegają. Zza półuchylonych drzwi słyszę krzyczącą kobietę: „Ja chcę do domu! Zróbcie coś, żeby mnie nie bolało! Pić! Wody! Ratunku!” I tak na przemian. Przerażona chcę biec z pomocą, zatrzymują mnie. To pomylona staruszka, krzyczy, żeby zwrócić na siebie uwagę, jest tutaj sama od miesiąca, nie ma gdzie jej odwieźć, żaden zakład nie chce przyjąć, emeryturę ma za małą na dom opieki, a w domu nie ma się kto nią zająć, dzieci za granicą. „Ludzie, ludzieeeee! Ja chcę do domu! Wody!” Na pokrzykiwania staruszki reaguje staruszek w malignie, z drugiego końca innej sali, którego coś dręczy, jakiś koszmar.

Po korytarzach, w neonowym świetle snują się bezsennie babcie i dziadkowie w beznadziei, inni leżą w łóżkach nieprzytomni z pootwieranymi ustami, bezzębnymi dziąsłami coś żują, świszcząc. Jęki, kaszel, co jakiś czas wyrwie się komuś „Boże! Boże! O Boże!” Powykręcana kobieta z wywróconymi oczami piszczy, co jakiś czas jak kotek. Prawie wszyscy w pieluchach, wielu monitorowanych różnymi urządzeniami, wymuszanie wypróżnień, bo jelita nie pracują – wlewka na szóstkę! Pojenie, nawadnianie kroplówkami, kaszel chorych na zapalenie płuc, jak diabelskie organy. „Pani odkaszlnie, tu, niech pani wypluje! No niech pani kaszlnie!” Krew do badania, wenflony, bilans płynów, rzężenie.

Niekochani. Samotni. Nikt ich nie chce, nikt się nimi nie opiekuje, pobyt na tym oddziale w szpitalu to święto. Rano do niektórych przychodzą dzieci, siwi mężczyźni i kobiety, też ledwo chodzą, czasem wnuk, wnuczka, sąsiadka, znajoma. Do nielicznych.

– Cieszy się pani, że idzie pani do domu? – pytam uroczą panią z siniakami na szyi. – Tak – uśmiecha się. Syn pomoże i dam radę. Kładą ją w piżamie, w czapce, obejmującą dużego żółtego pluszowego misia, na noszach do transportu. – Tak, do domu – mówi z uśmiechem. Sanitariusz pochyla się do mnie – A skąd! Ja ją wiozę do domu opieki, rodzina jej nie zabiera. Wraca do domu opieki. Oszukali ją. Kamienieję.

„Oj pani Krysiu, posiedzi tu pani jeszcze z nami trochę, to zrozumie pani jaki świat jest zły, jacy ludzie okrutni” – uśmiecha się do mnie pielęgniarka. „Dzieci bez serca, inne powyjeżdżały za granicę, a nikt obcy nie pomoże. Jeszcze jak mają jaką taką emeryturę, to na dom opieki starczy, ale tak… sąsiedzi tylko po pogotowie umieją zadzwonić i tyle. Pani patrzy na tę kobietę, to był taaaaki lekarz! Tysiące ludzi uratowała, leczyła najcięższe przypadki, nikomu nigdy nie odmówiła, niech pani patrzy jak umiera! Ludziom życie oddała! Oj, to życie!”

„Wody! Wody! Wody!” – krzyczy ta z izolatki. Zrywam się. „Niech pani nie przeżywa, ona ma wodę, poimy ją, ona tak miesiąc ciągle krzyczy, żeby ktoś do niej wszedł. Wie pani teraz ich dużo, bo ferie, ludzie chcą wyjechać, to pogotowie wzywają i ich tu zostawiają. Przechowalnia. Przecież oni nie do wyleczenia.”

Chodzą studenci, młodzi lekarze, rezydenci. Jedna dziewczyna bardziej empatyczna od innych, podnosi, oklepuje, poi, zwilża usta, sprawdza pieluchy, smaruje kremem. Potem po południu, widzę jak płacze w kącie. – Coś się stało? – pytam. Kiwa kłową zaprzeczając, oczy ma spuchnięte i czerwone.

– Czegoś trzeba? – pyta salowa? Jak nie, to idę. Mamy zgon na jedynce. Tu leżą tacy ludzie! Żeby pani wiedziała, o z tą panią, z tą co nieprzytomna, pracowałam na noworodkach – pokazuje mi zwiniętą w kłębek łysą kupkę nieszczęścia. Obok, przy sąsiednim łóżku, stoi młody chłopak, pyta leżącą na nim panią: „Babciu, mama pytała czy trzeba ci czegoś? Przynieść ci coś?” Staruszka odpowiada coś szeptem, patrząc na niego z miłością. „Co? Co chcesz?” Nie rozumie. Pielęgniarka pomaga mu, pyta krzycząc: „Czego pani chce!? Wnuk pyta!” Pada odpowiedź: „Pogłaskać.” Chłopak uśmiecha się, myśli, że to żart. Nie wie, co ma zrobić. Wychodzi z sali, wstydzi się. Po jakimś czasie widzę, jak stoi nad łóżkiem i jakby nie swoją ręką głaszcze babcię po włosach, rozglądając się ukradkiem, czy ktoś to widzi. Ta uśmiecha się z zamkniętymi oczami. Wchodzi pielęgniarka: „Pan wyjdzie, bo będę zmienić babci pampers.”

Przechodzę korytarzem.

– Chodź no tu! – woła do mnie kobieta z łóżka w innej sali.

– Kupisz mi paluszki z sezamem w kiosku?

– Tak. Zaraz pani przyniosę.

– Ale ja nie mam pieniędzy!

– Nie szkodzi – odpowiadam.

– Ja cię znam z Ogrodowej. Kojarzę cię. Pamiętasz księdza Krzysztofa? Tego, co był taki nerwus?

– Nie, bo ja nie jestem z Ogrodowej.

– Wiesz, ludzie mu mówili, niech ksiądz nie będzie taki nerwowy i go przenieśli. Oj, ile ja mu pieniędzy nadawałam, prawie całą emeryturę, a go teraz podobno przenieśli. Podobał mi się. Pamiętasz go? Ładnie śpiewał. Ale ksiądz nie może być taki nerwowy. A jutro mi przynieś gazetę.

„Czy pani wie, że jest coraz więcej stulatków, a wszyscy oni potrzebują opieki? A opiekunów profesjonalnych nie ma, mało.” Wchodzę z ciekawości do Internetu – kurs na opiekuna medycznego osób starszych, niesamodzielnych, niepełnosprawnych. Kurs umożliwia podjęcie pracy w domach opieki społecznej, hospicjach, placówkach opieki paliatywnej, domach samopomocy, także umożliwia sprawowanie indywidualnej opieki w domach prywatnych w Polsce i za granicą – cena od 699 zł. Dyplom. Uprawnienia. Kurs 80 godzin. 200 godzin. Praktyki. Reklama. Agencja opiekunek osób starszych. Dzwonię. „Za godzinę osoba z praktyką 30 złotych” – mówią. Ukrainki 80 złotych za dobę, Polki 120, 130 złotych za dobę. Także opieka nad ludźmi w śpiączce.

Starsza pani bije pielęgniarkę po rękach: „Boli! Ty świnio! Wynoś się!” Ta odpowiada: „Muszę podłączyć kroplówkę. Basia, uspokój się!” Basia bije słabo nie ma siły, potem płacze.

Moja mama leży cichutko, wybudzona, pod kroplówkami.

– Jak się pani czuje? – pyta lekarz. –

Bardzo dobrze – odpowiada z uśmiechem.

39 stopni temperatury, nie ma siły podnieść ręki, ale grzecznie odpowiada, że bardzo dobrze się czuje.

– Coś panią boli?

– Nic nie boli – uśmiecha się.

– Jak ma pani na imię?

– Zosia – odpowiada mama bez namysłu.

– Mamo, przecież ty nie masz na imię Zosia – mówię zdumiona.

– Mama jest splątana – mówi do mnie lekarz. Ale już jest prawie w kontakcie.

– Czy wie pani, gdzie pani jest? – pyta znów. Mama patrzy na mnie.

– W domu – odpowiada.

– Nie, jest pani w szpitalu – mówi lekarz.

– A czy wie pani, co to szpital?

Mama długo milczy, po czym mówi z uśmiechem:

– Magiczne Miejsce.”

https://kobieta.onet.pl/ludzie-nie-macie-pojecia-ze-tuz-obok-niedaleko-jest-taki-straszny-swiat-felieton/v3hfht8?fbclid=IwAR3hd_BBpGodkr8t2d8DGHqMUB8HlNzvrrUaXgUJqOaFw7AYE27if5jl6N0

Reklamy

Senior i technologia!

 

Obraz może zawierać: telefon

Przez dwa dni otrzymywałam niechciane sms-y, z których się dowiedziałam jakim, złym człowiekiem jestem.

Nie miałam możliwości na starym telefonie zablokować tego numeru, z którego w sms-ach popłynęło na mnie szambo.

Jest taka piosenka, że, „Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
Lecz kiedy jej nima  – samotnyś jak pies.”

U mnie się to nie sprawdza! Nie jestem samotna, bo mam Męża i mam swoje Dzieci!

Mąż się zdenerwował i kupił mi nówkę telefon, na którym mogę zablokować każdego, kto mnie nęka.

Jestem w dość dobrej sytuacji, że umiem obsługiwać komputer i dlatego chyba z łatwością poradzę sobie z telefonem, który ma tyle opcji, że uczę się go już drugi dzień.

Powolutku konfigurują go do swoich potrzeb i jestem z siebie dumna, że jako Seniorka daję sobie sama radę.

W zasadzie telefon mi był potrzebny tylko do dzwonienia i odbierania telefonów, ale taka zabawka mi się przyda i jest to sprawdzian dla Seniorki, że ogarniam temat!

Wielu Seniorów boi się komputerów, laptopów i nowoczesnej technologii i nie zdają sobie sprawy z tego, że nie ma czego się bać, a technologia nowoczesna jest takim okienkiem na świat i gimnastykuje mózg, a ta gimnastyka w starszym wieku jest bardzo potrzebna.

W starszym wieku, aby gimnastykować mózg trzeba rozwiązywać choćby krzyżówki, aby oddalić straszną  chorobę jaką jest – Alzheimer.

Chcę napisać także, że w moim mieście odbyła się I Sesja Rady Miasta po wyborach samorządowych i na Facebooku, na moim fan-page życzę im owocnej pracy i dobrych decyzji dla mojego miasta, choć lekko nie będzie!

 

A po wyborach – czas do pracy!
Żeby się żyło, żeby się wiodło, żeby się chciało i żeby się mogło! 

Mój Burmistrz Miasta ubrał się stosownie do sytuacji i nie miał łupieżu na marynarce  – odwrotnie do człowieka, który pojawił się dziś w Sądzie na sprawie wytoczonej Lechowi Wałęsie i garnitur Kaczyńskiego wygląda tak, jak obecnie wygląda Polska pod jego rządami – zasyfiona!

Obraz może zawierać: 2 osoby, w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Rodzice się starzeją – choroby – opieka!

 

Podobny obraz
„Nienawidzę swoich rodziców. Nie będę się nimi opiekować” Czy zawsze jesteśmy winni starszemu pokoleniu pomoc?

Pierwszy SMS był krótki: „Marcin, z tatą gorzej. Przyjedź, proszę”. Drugi, trzeci, czwarty już dłuższe. „Będziesz żałował, a jeśli on umrze? Nigdy nie porozmawiacie. Po co ta złość? To w końcu nasz ojciec. Nawet dla mamy tego nie zrobisz?!”.

To ten, na którego Marcin odpisał. Wiedział, że jego siostra wypiła za dużo wina. Tylko wtedy mówiła, co myśli: Jesteś egoistą. Wiem, że cię skrzywdzili, mnie też. Ale jestem inna niż ty”. „Właśnie. Inna. Ty rób co chcesz. Wolisz zapomnieć? Twoja sprawa” napisał.
W końcu wiadomość od ojca: „Przyjedź”
Żona Marcina, matka jego dzieci: „Kochanie, ja tego nie rozumiem. Powinniśmy opiekować się rodzicami, to nasz obowiązek”.

Marcin: „Każda dobra pamięć jest wybiórcza. Podobno. Traumy się zapomina. Nie zapomniałem swoich. Nie jestem nic winny rodzicom, mogą umrzeć. Mam znajomych z toksycznych domów. Znajomi mają po trzydzieści, czterdzieści lat. Silni, niezależni. W środku dygot. Bo mama powiedziała „be”, bo tata powiedział „fe”. Bo ojciec pije, bo matka płacze. Wykładają na rodziców kasę, znoszą pretensje i manipulacje. Wyrzucają kasę na psychologów. A rada jest jedna: odciąć gówno.

„Źle się uczysz? Zajeb….Cię”
„Po co Ci okrucieństwo?” piszę.
Marcin: „To nie okrucieństwo. Nie oceniaj mnie”.
Chłopiec ma 8 lat. Brzydko pisze: „Ale ma kota”. Szlaczków ładnych też nie potrafi robić. „Przyjdzie ojciec, to zobaczysz” mówi matka. Chłopiec się boi. Kroki na schodach, szuranie butów, odgłos płaszcza, który ląduje na wieszaku. I matka; „Kochanie, tu masz ziemniaki, kotlet, coś jeszcze?”. I: „Nie mam do niego siły, on w ogóle nic nie potrafi”.

Marcin: W moim domu śmierdziało strachem. Jej. Moim. Naszym. Nie bił tylko siostry. „Jesteś taką moją blondyneczką” powtarzał. Nienawidziłem jej.

„Jak napisałeś tę literkę? Jak ją, ku….a napisałeś?! ” wrzeszczy ojciec.
„Normalnie napisałem” mówi cicho chłopiec. Mocny cios. Czasem jest to deska. Twarda i długa. Część boazerii tak wtedy modnej. Trwa remont. Czasem jest to pas, który ojciec ściąga powoli patrząc chłopcu w oczy. Czasem ręka.
Marcin po latach zapisze: „Chodzi o ból, który pociąga cię na dno, o nieprzewidywalność, niesprawiedliwość. I upokorzenie, bo ktoś bije cię wszędzie. I wszystkim. Przecież ja miałem osiem lat, nie wiedziałem jak się pisze literki. I nie rozumiałem dlaczego ktoś wali mnie deską po głowie. Jest 1986 rok. Nie ma policji, nie ma mediów. Przemoc toczy się w większości domów. Nikt o tym nie mówi. Matki nas nie bronią”.

„Odchodzę od Twojej matki. To dziwka”
Z szafy wylatują krawaty i skarpetki. Ojciec wrzuca rzeczy do czarnej, podniszczonej walizki. Słychać odgłos otwieranego piwa. Marcin uczy się: piwo daje lekkość, daje chwiejny krok, daje krzyk, ale i miękkość. Po piwie ojciec nie jest agresywny. Nawet jeśli się zamachnie, nie zawsze trafia. Marcin lubi piwo.
Gdy rzeczy lądują na podłodze i ojciec upycha je do walizki, Marcin jest bezpieczny. Mówi więc głośno: „Ale co ty robisz, tato?”. Słyszy: „Wyprowadzam się, twoja matka to dziwka”. Podbiega i syczy: Dziwka, kurwa, szmata. Zdechniecie razem. Drzwi trzaskają, ktoś coś słyszy.
Marcin: Cierpiałem, gdy odszedł. Pokaż mi dziecko, które nie cierpi po stracie rodzica. Siadałem przed pustą szafą. Zaklinałem: niech tata przestanie pić, niech mnie kocha, niech tata przestanie pić, niech kocha.

„Zadzwonię. Obiecuję”
Chłopiec ma 10 lat. Często jada obiady u rodziców kolegów z klasy. Tam ojcowie też czasem biją, i piją też. Albo matki. Ale chociaż na obiad jest zupa pomidorowa. I rosół.
Marcin lubi smak marchewki. Jego matka nie gotuje. Wciąż za to płacze. „Ojciec nas skrzywdził, skrzywdził, zostawił” mówi. W białej szafce w kuchni są tabletki. Ona łyka je garściami, bo po nich się śpi. Marcin któregoś dnia łyka je wszystkie. Koleżanka:  Możesz zasnąć na zawsze”. Marcin się cieszy, bo chciałby umrzeć. A potem jest szpital, i płukanie żołądka, i panie w białych fartuchach. „Jemu nic się nie stało, to taka pomyłka” tłumaczy matka. Dzwoni do męża, on już mieszka z inną kobietą. „Zadzwonię, zadzwonię, obiecuję” słyszy.
Marcin: Do dziś nienawidzę słabych kobiet, to udawanie, że nic się nie stało. I miliony obietnic ojca. Że przyjdzie, że zadzwoni, że będzie. Nie przyszedł nigdy.

„Spier… nie mam pieniędzy”
Chłopiec ma 19 lat, zdał maturę, chce jechać do Londynu. Zaczynać wszystko od nowa. Odzywa się do ojca, prosi o pożyczkę. W końcu nie płacił alimentów. W mieszkaniu ojca śmierdzi. Już nie lękiem, ale niestrawionym alkoholem, przegraną. „Jeb się, synu, jeb się” . Kochanka ojca wpycha ojca do łóżka. Pościel jest brudna. Marcin wie. Nawet gdyby ojciec się na niego zamachnął bez trudu by się obronił. „Przepraszam, przepraszam, on ma takie problemy z pracą. Musisz zrozumieć, zrozumieć musisz” kochanka powtarza. Wciska chłopcu banknot, tłumaczy.
On myśli: Jest czulsza niż matka. I bardziej opiekuńcza.

Z maila: „Tych sytuacji było tysiące. Nic, ku… a nie jesteśmy winni swoim rodzicom, którzy się nami opiekowali. Nic nie jesteśmy winni pijakom, ludziom agresywnym, którzy nie dawali nam wsparcia, gdy byliśmy bezradni, mieliśmy kilka lat. Nawet jeśli to nasi rodzice. Dajesz miłość, dostajesz ją w zamian. Nie dajesz, nie dostajesz nic. To matematyka. Dzieciństwo bywa jak nóż w gardle. Nie umiem go wyjąć. Przemoc rodzi przemoc. Złość rodzi złość. Nieuwaga rodzi nieuwagę. W dupie mam rodziców. I to, że ktoś mówi: bądź mądrzejszy, i lepszy. Nie chcę. Mam swoje dzieci, pracuję na wzajemność”.

Odpowiedź: Rodzice pewnie też mieli swoją historię. Twój ojciec….
Marcin: Byłem bity, nikogo nie biję. Byłem zostawiony, nie zostawiam. Nie mam poczucia winy. Uwielbiam swoich synów. Tania ta psychologia. Znam setki ludzi, którzy czują jak ja. Ale trwają przy rodzicach. I marnują życie.

PS. Marcina ojciec umarł na początku sierpnia. Marcin nie pojechał na pogrzeb. Nie odezwał się też do matki.
P.S 2. Ojciec Marcina był inżynierem. Mama redaktorką w dużym wydawnictwie. O Marcinie mówili: „Bo ty jesteś z dobrego domu”.

https://mamadu.pl/120763,nienawidze-swoich-rodzicow-nie-bede-sie-nimi-opiekowac-czy-zawsze-jestesmy-winni-starszemu-pokoleniu-pomoc

Dziś o Seniorach!

Trzy pełne dni jestem sama w domu, bo Mąż pojechał ze swoją grupą emerytów i rencistów na wycieczkę.

Jest to prężna grupa, z byłego zakładu pracy i przynajmniej dwa razy w roku jadą!

Tym razem pojechali zwiedzać Toruń i okolice i bardzo się cieszę, że Mąż coś nowego pozna i zobaczy.

W tej grupie są same diznozaury, które nie chcą się starzeć w domowych kapciach i są  ciekawi świata.

W ciągu roku mają też spotkania z okazji Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia i cieszą się tym, że w ciągu roku nikt  z tej paczki nie odszedł na tamtą stronę i spotykają się w tym samym składzie.

Smucą się, kiedy ktoś ich opuścił i wszyscy idą na cmentarz, aby kolegę, czy też koleżankę pożegnać, bo niestety, ale wszyscy się starzejemy i chorujemy.

Dziś w telewizji podano taką wiadomość, skoro piszę o Seniorach, a okazuje się, że:

„Co szósta osoba w Europie, u której wykrywa się obecność wirusa HIV ma powyżej 50 lat „.

Kurcze, ale jaja, bo ja myślałam, że w tym wieku, to Seniorzy są grzeczni i na półkę odłożyli swoje interesy, a okazuje się, że działają na pełen gwizdek i się bzykają po bokach!

Grupa związkowa zwiedziała dziś deptak w Ciechocinku i to tam pewnie Seniorzy doznają młodzieńczych uniesień, ale mam nadzieję, że grupa wycieczkowa była grzeczna – ha ha.

Mam jeszcze jeden temat odnośnie Seniorów, bo często to Seniorzy bywają roztargnieni i zapominają, a więc czy tak macie Wy?

Ja jestem raczej na razie poukładana jeszcze i nie tracę  pamięci, a więc  nie muszę niczego szukać, bo jestem pod tym względem pedantyczna i klucze oraz komórka zawsze leży w tym samym miejscu!

Przeczytajcie i napiszczie, czy cierpicie na syndrom roztrzepania niezleżnie od wieku!

„Decyduję się na podlanie ogrodu. od wieku!
Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój motocykl i stwierdzam, że wymaga umycia.
Kiedy udaję się po kluczyki do motocykla zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjąłem ze skrzynki.
Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem motocykla.
Kładę kluczyki na stole, wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny.
Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz.
Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej, więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem. Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że został mi jeden czek.
Nowa książeczka jest w biurku w gabinecie.
Wchodzę do gabinetu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłem.
Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
Idąc do kuchni z Colą w ręku zwracam uwagę na kwiaty na parapecie-wymagają podlania.
Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałem od samego rana.
Postanawiam, że lepiej będzie, jeżeli je zaraz położę z powrotem na biurko,ale najpierw podleję kwiaty.
Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę.Nagle zauważam pilota od telewizora.Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
Zdaję sobie sprawę, że wieczorem, kiedy będziemy chcieli oglądać telewizję będę znowu szukał pilota. I nie przypomnę sobie, że jest na stole kuchennym.
Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze.Tam gdzie powinien być.
Ale najpierw podleję kwiaty. Przy nalewaniu widy do dzbanka wylewa się trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
Wracam do pokoju i próbuję przypomnieć sobie, co ja właściwie chciałem zrobić.
Pod koniec dnia:
ogród jest nie podlany,
motocykl jest nie umyty,
rachunki są nie zapłacone,
puszka ciepłej Coca Coli stoi na biurku,
kwiaty są suche,
jest tylko jeden czek w książeczce czekowej,
nie mogę znaleźć pilota telewizyjnego,
nie mogę znaleźć moich okularów i nie wiem, co zrobiłem z kluczykami od motocykla
a kiedy zastanawiam się, dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione,jestem naprawdę zdumiony, bo wiem że przez calutki dzień byłem bardzo zajęty i jestem rzeczywiście zmęczony.
Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to poważny problem.
Przekaż tę informację wszystkim, których znasz, bo nie pamiętam, komu ją opowiadałam.
Nie śmiej się, jeżeli to nie jesteś Ty, Twój dzień nadchodzi!
Starzenie jest nieuniknione
Doroślenie jest opcjonalne
Śmianie się z samego siebie jest terapeutyczne!”

S__1061.jpg

 

S__3060.jpg

Przyszedł czas zapłaty!

Poniższe zdjęcia, mojego autorstwa mają już jakieś dwa lata.

Na pierwszym zdjęciu jest moja Teściowa z moją Córką, a na drugim jest moja Mama, także z moją Córką.

Minęły dwa lata i obie Mamy już tak dobrze nie wyglądają i widać po nich, że mają już bardzo mało czasu na tym świecie, bo choroby zrobiły swoje.

Obie po dwóch latach wyglądają jak jesienne liście – kruche bardzo i chudziutkie jak by były nastolatkami, ważące nie więcej niż 50  kilogramów.

Kiedy weszłam w związek z moim Mężem, a było to 42 lata temu, to nasze Mamy były młodymi kobietami, gdyż liczyły sobie w okolicach 40 lat i były silne i pełne  życia, mimo różnych zawirowań, jak to było w czasach słusznie minionych.

Przecież nie miały pralek automatycznych i tych wszystkich, współczesnych bajerów, a musiały robić wszystko swoimi rękoma i nikomu się nie skarżyły.

Kiedy pojawiły się na świecie moje Dzieci, to obie bardzo wiele mi pomogły i za to Im ogromne dzięki.

Biegałam do pracy na różne zmiany i to moja Mama brała na siebie nocne dyżury, abym mogła spokojnie pracować i pamiętam jak pokazała mi jak się kąpie noworodka.

Teściowa opiekowała się moimi Dziećmi, kiedy ja pracowałam, a One miały przerwę w przedszkolu i gotowała dla nich pyszne obiady.

Teściowa moja miała dar do robórek ręcznych, a więc wyczarowywała dla moich Dzieci sweterki, sukieneczki i szaliczki, dziergane na szydełku, czy też drutach.

Nigdy nie zapomniałam o tym, ile tym obu Kobietom zawdzęczam, kiedy byłam zaganiana i zapracowana, a na Ich pomoc zawsze mogłam liczyć.

Wiedziałam, że kiedyś przyjdzie dzień zapłaty, ale nie wiedziałam, że tak szybko, bo ten czas minął jak z bata strzelił i my z Mężem się lekko zestarzeliśmy i nasze Matki także.

Moja Mama jest od roku leżąca, a moja Teściowa jest po zabiegu na sercu i obie już nie będą w pełni sprawne, a więc rewanżuję się tak, że gotuję większy gar zupy, albo innego dania i trzeba teraz je podkarmiać, tak jak One robiły dla nas.

Role się odwóciły i to my, Ich dzieci chodzimy koło swoich Matek, bo stały się bezwolne i bez sił i potrzebują naszej pomocy i wsparcia.

I na koniec taka myśl:

Zmieniam mojej Mamie pampersa i widzę Jej łono i serdecznie Jej dziekuję za dane mi życie, bo to łono wydało  mnie na ten  świat!

Wszystko się odmieniło, bo to Ona kiedyś zmieniała mi pieluchy i karmiła, dbała, a teraz przyszedł czas na nas – Córkach, które urodziła.

 

Dobry czas na emeryturze!

Tak sobie dość często myślę, że dobrze mi na tej emeryturze, bo się odrobinę wyciszyłam i spowolniłam.

Mam swoje małe mieszkanko, które jeszcze ogarniam, ale mogę to robić bez pośpiechu i stresu.

Pamiętam te czasy, kiedy pracowałam. Stres mnie wprost wykańczał, bo spotkał mnie w pracy mobbing stosowany na mojej, skromnej osobie – przez trzy lata.

Mobbingowała mnie moja szefowa, która krytykowała mnie za wszystko, choć cholernie się starałam. Z tego powodu codziennie budziłam się o czwartej rano – cała w nerwach.

Jak później się okazało, to ta moja szefowa po cichu fabrykowała lewe faktury, na których zarobiła krocie.

Jak to się mówi, że karma wraca i to była dla mnie satysfakcja, że organy ścigania ją dopadły i kompletnie straciła szacunek w rodzinie i w mieście, a do pracy nikt już jej nie przyjął.

Ja opuściłam swój zakład pracy z podniesioną głową i dumna, a tą panią wyrzucono z hańbą!

Fajnie się żyje więc na emeryturze, bo dopiero teraz odzyskałam spokój i potrafię spać nawet do dziewiątej rano. Tak sobie odrabiam tamte ciemne i koszmarne noce.

Wielu ludzi w moim wieku czeka z utęsknieniem na ten czas emertytury, ale potem nie wiedzą, co mają zrobić z wolnym czasem i się miotają.

Mnie to nie dotyczy, bo moją miłością jest mój Mąż, który mi bardzo pomaga i wspiera, a drugą jest mój komputer, bo dzieci nasze mają spokojne i dobre życie.

Czasami mam tak, że nic mi się nie chce, a więc nie zmuszam się do aktywności, gdyż znając siebie wiem, że przyjdzie lepszy dzień i wszystko uda się nadgonić!

Gotuję obiady i z Mężem nie korzystamy z żadnych stołówek, czy kateringów, bo uważam, że skoro mam jeszcze siłę, to będę gotowała dla nas dwojga.

Wczoraj upitrasiłam bigos z młodej kapusty, bo uważam, że skoro mamy cudowny sezon na świeże warzywa i owoce, to trzeba z tego dobrodziejstwa korzystać, bo zimą jest już gorzej, aby organizmowi dostarczyć witamin.

Potrzebna mi była:

  • spora główka kapusty,
  • pęczek koperku i pietruszki,
  • pieczarki,
  • dwie cebule,
  • dwa pędka kiełbasy,
  • cztery pomidory,
  • odrobina skwarek,
  • dwie łyżki mąki
  • cztery liści laurowe,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • sól, pieprz i sok z jednej cytryny.

Wykonanie:

  • poszatkować kapustę i zalać niewielką ilością wody, a kapusta puści swój, naturalny sok,
  • na patelni podsmarzyć kiełbasę pokrojoną w kostkę, pieczarki, cebulę i dodać do ugotowanej kapusty
  • pokroić pomidory w kostkę, które dodaję pod koniec gotowania,
  • posolić i popieprzyć ugotowaną kapustę – dodać ziele i liście laurowe,
  • pokroić koperek i pietruszkę i dodać na koniec gotowaia.
  • na suchej patelni uprażyć mąkę i kiedy wystygnie, to rozmącić ją z wodą tak, by powstała zasmażka,
  • na koniec dodać sok z cytryny i podgotować jeszcze trochę.

Ciekawa jestem jakie Wy macie przepisy na pyszniutki bigos z młodej kapusty, bo każdy zna inną szkołę gotowania.

Ps. Mam pretensje do emerytury, że czas na niej płynie bardzo szybko w stosunku do czasu młodości – wprost jest okrutny, a powinno być odwrotnie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Podobnie jak znaczki, nabieramy wartości starzejąc się. Valeriu Butulescu

Znalezione obrazy dla zapytania drugie podejście film

Kiedy stary rodzic zachoruje i jest samotny, bo współmałżonka już nie ma, to powstaje kłopot.

Wszyscy wiedzą, dzieci wiedzą, że taki rodzic sobie sam nie da rady, ale odżegnują się od pomocy, gdyż mają swoje, trudne i zabiegane życie.

Mają kredyty i zobowiązania, a więc pracują od rana do wieczora, aby zapewnić sobie byt.

Powstaje więc problem, co zrobić z chorym rodzicem, aby miał opiekę całodobową i oczywiście towarzystwo.

Tak było więc ze starszą panią o imieniu Katherine – wdową, którą nie mogła zająć się sfrustrowana córka i bardzo zapracowana.

Po operacji złamanego biodra wysłała matkę do domu seniora, w którym ta miała dojść do siebie poprzez fachową rehabilitację.

Katherine nie miała wyjścia i zgodziła się na tymczasowy pobyt w tym domu, w którym najchętniej odwiedzała ją wnuczka, która bardzo babcię kochała.

Katherine całe życie poświęciła mężowi i córce – zapominając o sobie.

Była miłośniczką opery i całe życie marzyła by pojechać do Mediolanu – słynnej La Scali.

Katherine w domu seniora między codziennymi zajęciami, a rehabilitacją poznaje gburowatego  Isaaca – polskiego Żyda – także wdowca i małymi kroczkami między tym dwojga iskrzy i powstaje chemia jak w czasach młodości.

Isaac to krawiec, który przez 30 lat szył piękne garnitury, a którego zostawił też zapracowany syn i jakby o ojcu zapomniał.

Isaac miał także talent muzyczny i oboje oddawali się słuchaniu arii, co jeszcze bardziej scementowało ten związek.

A teraz zdradzę o czym piszę:

Obejrzałam z racji mojego wieku bardzo dużo filmów o starości, ale nigdy chyba takiego, który od pierwszych kadrów mnie zachwycił i spowodował, że łzy cisnęły mi się do oczu!

Film kanadyjski pt. „Drugie podejście” sprawił, że uwierzyłam, iż na stare lata też może  nas coś niespodziewanego zaskoczyć, aż tak, że nie wstydzimy się swoich uczuć, swojego ciała i możemy przeżyć jeszcze coś pięknego i wartościowego.

Polecam ten film każdemu, bo osobom starszym i młodym i zapewniam świetną zabawę po przez błyskotliwe dialogi i cudowne zbliżenia starzejącej się twarzy, która jeśli doznaje szczęścia – jest piękna.

 

Znalezione obrazy dla zapytania drugie podejście film

 

Znalezione obrazy dla zapytania drugie podejście film

W każdym Seniorze można odkryć jego piękno!

Nie wiem dlaczego, ale fascynuje mnie Rosja i oglądam wszystko, co się o tym kraju pojawi w sieci i nie tylko.

Uwielbiam rosyjskie filmy z rosyjską duszą, bo takich chyba żaden kraj nie kręci.

Uwielbiam Rosję – kraj wielu prędkości, w którym jest ogromna bieda, która zderza się z obrzydliwym bogactwem.

Uważam, że Rosjanie, to jest bardzo mądry Naród, zdolny do wielu poświęceń i choć często im się źle powodzi, to kochają swój kraj i nie dadzą złego słowa na niego powiedzieć.

Dlaczego Rosjanie piją tak dużo okowity – bo wiedzie im się kiepsko i widzą jakie są dysproporcje wśród społeczeństwa.

Rosja wielokulturowa i Rosja cudna pod każdym względem – geograficznie i krajobrazowo.

Naród uciśniony – nie mogący zaprotestować obecnej władzy, bo można to przepłacić życiem.

Uważam, że gdyby tam rządził mądry przywódca, to Rosja stałaby się światową potęgą, a tak skorumpowani oligarchowie wyciskają z tego kraju wszystko jak z cytryny.

Bardzo bym chciała odwiedzić osadę gdzieś w Tajdze, gdzie ludzie żyją w symbiozie z brutalną przyrodą, albo jechać koleją transsyberyjską aż do Władywostoku.

Ej, takie moje marzenia, ale wracam na Ziemię.

Moskwa to jest soczewka między biedą, a bogactwem i Moswka nie zasypia, bo tam się dzieje dużo przez 24 godziny na dobę.

Mówi się, że Rosja to stan umysłu, bo Rosja taka jest nieprzewidywalna.

W Rosji odkryto Seniorów pięknych, których zatrudniono do sesji modowych w agencji modowej i oto przedstawiono światu cudowne osobowości w słusznym wieku.

Jak ja bym chciała, aby w Polsce ktoś mnie tak wystylizował i odkrył moje piękno w wieku Seniora, bo takie piękno jest w każdym Seniorze, tylko potrzeba fachowej oprawy!

A oto Oni – dojrzali i piękni:

Olga, 71 lat

2Olga, 71 lat

Ludmila, 64 lata

2Ludmila, 64 lata

Valentina, 62 lata

2Valentina, 62 lata

Sergey, 45 lat

2Sergey, 45 lat

Tatyana, 61 lat

2Tatyana, 61 lat

Irina, 70 lat

2Irina, 70 lat

 

Victor, 74 lata

2Victor, 74 lata

Valeriya, 78 lat

2Valeriya, 78 lat

Ludmila, 60 lat

2Ludmila, 60 lat

Nina, 75 lat

2Nina, 75 lat

Irina, 80 lat

2Irina, 80 lat

„Starość Bogu nie wyszła”

Mój blog, z racji mojego wieku będzie często poruszał sprawy ludzi starych, czyli w słusznym wieku Seniorów!

Dziś wklejam artykuł z sieci, który bardzo mi się spodobał.

Na podstawie tego wpisu z czasem napiszę podobną historię, ale o mnie.

Muszę nowy tekst przemyśleć, aby go tu zamieścić!

 

Starość Bogu nie wyszła.

„Starość Bogu nie wyszła” – te słowa często padają z ust naszych babć czy dziadków. Patrząc, jak każdego dnia zmagają się z własnym ciałem i próbują pokonywać granice, jakie stawia im własny umysł, ciężko się z nimi nie zgodzić.

Wychowani do starości
Rodziny wielopokoleniowe przechodzą już do historii, domy opieki zaś wypełnione są po brzegi. Starsze osoby coraz częściej, zamiast być skarbnicą wiedzy, odsuwane są na dalszy plan. Pomarszczona skóra, przygarbione plecy, drżące dłonie – to widzimy my. Rzadko zdarza nam się myśleć o nich, jak o rozrabiających dwulatkach czy zbuntowanych nastolatkach, którymi byli. Ale oni doskonale pamiętają lata swojej młodości, lata, które już nigdy nie wrócą…

Starość to kiepski żart

PHYLLIS MCCORMACK

Crabbit old woman

Drogie siostry, co widzicie, gdy na mnie patrzycie? Niemiłą staruszkę, która nie jest zbyt mądra i ma dziwne nawyki, która z rozmarzonym wzrokiem patrzy w pustą ścianę? Czy starą kobietę, z którą trzeba walczyć o każdy kęs jedzenia, który i tak potem wypluwa? Albo kobietę, która nie ma pojęcia, co się dookoła niej dzieje i jest zamknięta w swoim dziwnym świecie? Starowinka, z którą trzeba walczyć przez cały dzień, ale na koniec pozwala się umyć i nakarmić? Kobiecina, która ciągle gubi swoje buty i rękawiczki? Dni mijają, a ona nic się nie zmienia i nawet pewnie nie chce…

Taką mnie widzicie? A ja Wam zdradzę w tajemnicy, że nie jestem taka. Opowiem Wam, kim jest ta staruszka, do której podchodzicie z taką niechęcią i która najczęściej sama siedzi w kącie…

Jestem 10-letnią dziewczynką, która ma tatę, mamę i rodzeństwo. Jesteśmy rodziną, która bardzo się szanuje i kocha.

Jestem 16-latką unoszącą się na skrzydłach miłości, która wierzy, że uczucie może wszystko.

Jestem 20-letnią młodą kobietą, która zakochana do szaleństwa w swoim chłopaku czeka na jego oświadczyny.

Mam 30 lat i żyję dla swoich dzieci i męża. Martwię się o nich i zależy mi na nich najbardziej na świecie.

Kiedy myślę o przyszłości, nie widzę już kolorów, ale ciemne chmury. Dlaczego? Mimo że mam dzieci, nie mogę zatruwać im życia swoją osobą. Mają swoje rodziny, swoje dzieci… A ja myślę o tych wszystkich latach i o tym, jak bardzo Was kocham i ile dla mnie znaczycie. Teraz jestem starą kobietą – natura jest bezlitosna!

Starość to kiepski żart.

To stan, który odbiera wszystko to, co przez lata udało Ci się zebrać. Ciało się zmienia, tracisz siły, a piękno odchodzi w zapomnienie. Dzieje się coś, czego Ty tak naprawdę nie chcesz. Ale mimo wszystko, jestem tą dziewczyną z przeszłości, która się zakochuje, nosi pod sercem dzieci, czeka na swojego najdroższego męża, którego będzie musiała pierwsza pożegnać.

Ciągle w tych ruinach mojego ciała, jestem ja. Pamiętam każdą szczęśliwą i smutną chwilę z mojego życia. Na nowo odtwarzam je w głowie i wracam do tych momentów. Myślę o wszystkim, co mnie ominęło, co spotkało. I zgadzam się z tym, że nic nie trwa wiecznie.

Więc proszę Was…
Otwórzcie oczy…
Przed Wami siedzi zgorzkniała staruszka, która kiedyś była nastolatką, młodą matką i zakochaną żoną.

http://mamadu.pl/131895,ona-nie-jest-staruszka-ktora-widzisz-przed-smiercia-wyjawila-prawde-ktora-dotyczy-kazdego-z-nas

Carpe diem – chwytaj dzień!

Jestem Seniorką już niestety i z tej racji dużo miejsca poświęcam na blogu właśnie tematowi o strości, o samotności ludzi starszych, a także o ich bezradności – kiedy zostają całkiem sami na tym świecie.

W Polsce ludzie starsi przeszkadzają, co często widać w szpitalach, kiedy traktuje się Seniora jak potencjalnego trupa i nie warto koło niego chodzić i się o niego troszczyć. Wiem coś o tym, bo sama bywałam ostatnio w szpitalu u mojej Mamy i obserwowałam zniecierpliwienie personelu. Nie było to tak bardzo rażące, ale się zdarzyło złe traktowanie i niedopilnowanie. Gdyby nie rodzina, to byłoby jeszcze gorzej.

Rządzący też mają w nosie ludzi starszych, którzy pobierają głodowe emerytury i nie ma żadnych szans na ich podwyżkę, bo by nie starczyło na 500+.

Jestem szczęściarą, że wciąż żyję pod jednym dachem z moim Mężem – już, a może dopiero 43 lata i tu opowiem coś, co dało mi do myślenia.

Przed wczoraj Mąż został obudzony w nocy przez swoją Mamę, bo ta poczuła się źle.

Nie słyszałam tego telefonu i nie obudziłam się w momencie, kiedy Mąż wychodził w nocy z domu.

Obudziłam się jednak i macając – zorientowałam się, że Męża nie ma w domu. Przeczuwałam, że jest u Matki i powinnam być spokojna, ale tak nie było!

Pomyślałam sobie, a gdyby tak było każdej nocy, że pozostawałabym samotna w ciemnej ciszy i w ciągu dnia też, to co by ze mną było!

Przestraszyłam się swoich myśli i do rana nie zmrużyłam oka – czekając na powrót Męża.

Wiem jedno, że gdyby go mi zabrakło, to szybko bym za nim powędrowała – z tęsknoty.

Wiem jedno, że bym nie jadła i nie żyła, a tęsknota bym mnie pokonała.

Bardzo szanuję ludzi starszych, którzy mimo samotności trwają i są to bohaterowie codzienności.

A teraz opowiadanie, które może wywołać łezkę w oku, bo ktoś zrobił tak mało, ale w dzisiejszej znieczulicy – tak dużo:

„Panie, wożę czasami taką babcię. 94 lata” – opowieść taksówkarza wzruszyła tysiące osób.

 

Czemu ta historia tak poruszyła ludzi? Bo dowiodła, że istnieje jeszcze coś takiego jak bezinteresowność.

Samotność starszych osób, które nie mają rodziny, jest trudna. Gdy zabraknie partnera, dzieci, czy wnuków, ciężko jest czasem poradzić sobie z trudnościami dnia codziennego. Zwłaszcza gdy ma się 94 lata. Wiele takich osób może wyłącznie liczyć na wsparcie i opiekę obcych osób i to od ich dobroci serca zależy, jak upłyną ostatnie dni ich życia.

Historia, którą podzielił się Witold Szablowski, została opowiedziana przez taksówkarza o wielkim sercu. Dla samotnej kobiety, której rodzina zginęła w Powstaniu, każdy ludzki i pełen empatii odruch, jest na wagę złota. Dziś niestety ciężko o szacunek dla starszych i osoby, które nie założyły rodziny, spotykają się zazwyczaj z niechęcią i poczuciem, że są „zbędne”. Tym bardziej opowieść pana Witolda daje nadzieję, że można trafić na bezinteresowność i spotkać człowieka, dla którego pieniądze są ważne, ale na pewno nie najważniejsze.

WITOLD SZABLOWSKI

Facebook

Jedna z piękniejszych historii, jakie usłyszałem od taksówkarza. Właściwie to najpiękniejsza.
 Bayer taxi, kilka dni temu. Pan w okolicach pięćdziesiątki, ogolony na łyso, wielki, z wyblakłym już nieco tatuażem na przedramieniu.

 

„Panie, wożę czasami taką babcię. 94 lata. Samotna, mieszka na Woli, cała rodzina zginęła w Powstaniu. Raz przyjechałem do niej na wezwanie, jakoś mnie polubiła, powiedziała, że zawsze już po mnie będzie dzwonić. Dzwoni raz — Panie Irku, na zakupy jedziemy. Jadę, babcia wychodzi, a tu sernik upieczony. Dla córki. Zapamiętała, że mam córkę i upiekła, specjalnie dla niej.

Myślę sobie: jak ona w ten sposób, to ja też. I następnym razem, jak zadzwoniła, że jedziemy do przychodni, to przyjechałem z szarlotką. Woziłem ją potem nie raz i nie dwa. W domu u mnie była. Ja u niej. Kilka razy jej pomagałem zakupy wnieść. Zaprosiła na herbatę. Albumy pokazała „Wszyscy oni już nie żyją’ – popłakała się. No sama babcia. Jak palec. Fajnie się z nią rozmawia, dużo opowiada. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo.

 

Zeszłego lata wybieraliśmy się z rodziną nad morze. Urlop zaklepany, zadatek zapłacony. I dwa dni przed wyjazdem dzwoni babcia. Że ma operację. I żeby ją zawieźć. I płacze. Że się boi. Pytam żonę, co robić. A żona: przecież dobrze wiesz, co. No wiem.

Panie, zawiozłem rodzinę do Ustki. Przenocowałem i następnej nocy, o północku, ruszyłem do babci. Podjechałem pod kamienicę, zdążyłem się jeszcze chwilę zdrzemnąć, i 7:30 dzwonię, że jestem. Słowa jej nie powiedziałem, że przyjechałem z Ustki. Myślała, że jestem normalnie w pracy. Kurs wyszedł 32,40. Mam w domu paragon na pamiątkę, bo przecież to szaleństwo było, no sam pan powiedz. Za darmo bym ją zawiózł, ale babcia by się nie zgodziła. Ona zawsze płaci więcej, niż się należy. Taka jest.

Zaprowadziłem babcię na oddział, przytuliłem. No jakbym kogoś z rodziny odprowadzał, mówię panu. I jak już ją wzięli, to w auto — i z powrotem do Ustki. Babcia wyszła po tygodniu, cała i zdrowa. Urlop mi się skończył, więc ją odebrałem już normalnie. Do dzisiaj nie wie, że wtedy specjalnie dla niej z Ustki leciałem”.

 

Smutne trochę, że taki prosty odruch staje się dziś bohaterskim czynem, bo każdy powinien umieć się tak zachować. Niestety ludziom brakuje czasu, by rozejrzeć się wokół, dostrzec potrzeby innych ludzi. Oby więcej takich taksówkarzy jeździło po polskich drogach!

http://mamadu.pl/131797,opowiesc-taksowkarza-wzruszyla-tysiace-osob-samotnosc-starosc

Program PIT-y 2019

Programy do rozliczenia PIT

Worldwide Blog

World + Information + Center

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

blogcaffe.wordpress.com/

Zawsze w obliczu wyzwania/ Always in face of the challenge

Sport News

Blood Sport

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Zapiski Joanny

Myśli (nie) banalne - czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Polka Polce

Życie przeplatane szczegółami

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

Burza-Tumblemind

~Myślodsiewnia~ Ten blog jest dla ludzi, którzy lubią zastanawiać się nad tym, co w dzisiejszym materialnym i sceptycznym świecie jest łatwo zapominane i odchodzi w cień. Sny, miłość, honor, wzajemny szacunek i ciekawość świata- o tym jest ten blog.

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.

HANIAKO

blog jak ciepły koc

Tata Szymona Blogujący

Codzienny pamiętnik Taty