Archiwa tagu: senior

Wiekowa żona, babcia, teściowa!

Obraz może zawierać: roślina, tabela i w budynku

Nie lubię w roku miesiąca sierpnia, a tylko dlatego, że mam w sierpniu urodziny!

Chyba nikogo w starszym wieku, to nie cieszy, kiedy z roku na rok robimy się starsi i bliżej nam – niż dalej!

Urodziny mam za trzy dni i najchętniej bym się schowała do jakieś nory, by tylko ich nie obchodzić!

Jednak się nie da, bo bliscy pamiętają i już dziś otrzymałam w prezencie cudnego, niewinnego storczyka!

Muszę się zapoznać jak nim się opiekować, bo to są naprawdę trudne kwiaty do prowadzenia, aby zawsze były piękne i pełne nowych pąków!

Może ktoś podpowie?

Jeśli jesteśmy stosunkowo młodzi, to nie zastanawiamy się i nie martwimy, że jesteśmy o kolejny rok starsi i wydaje się nam, że mamy jeszcze kupę lat do przeżycia.

Inaczej jest, kiedy jesteśmy w wieku seniora, a wówczas w dzień urodzin robimy podsumowanie swojego życia i ja tak mam!

Mam tak, że pamiętam ludzi, którzy mi źle życzyli, albo odepchnęli, ale sobie z tym poradziłam!

Oliwa zawsze na wierzch wypływa i karma wraca!

Tylko mądrością życiową można pokonać ludzi chytrych, zawziętych i nieszczerych!

Sumuje się swoje życie i drąży, oraz analizuje, bo co nam w życiu wyszło, a gdzie spotkała nas totalna klęska, z którą sobie lepiej lub gorzej poradziliśmy.

Włączają się automatycznie wspomnienia niestety!

Sięgam więc do albumów ze zdjęciami i analizuję każde ze zdjęć,  na których zapisana była młodość i dość dobre życie.

Z biegiem dni – z biegiem lat wsłuchuję się w mój organizm i każdy ból sprawia, że oto odzywa się choroba, a może nawet rak!

Moja Mama dostała boleści w ciągu paru minut i w szpitalu okazało się, że ma raka, a więc uwrażliwiłam się , że może spotkać mnie to samo!

Póki co zdrowie jako tako dopisuje, choć mogłoby być lepiej!

Mieszkam z Mężem od 60 lat w tym samym miasteczku, pełnym zieleni i ścieżek spacerowych, gdzie jest spokój i cisza, a w środku miasta znajduje się  przepiękne jezioro.

Dla młodych ludzi to jest nuda, ale dla starszych, to raj na ziemi!

Jakże często robię zdjęcia i wstawiam na bloga i mojego fan – page!

Nie nudzę się jako emerytka!

Jedyne co mnie martwi, to to, że Polską rządzi grupa przestępcza, która w tej dumnej Polsce zepsuła wszystko, a tak bym chciała, by moje Wnuki żyły w mądrej Polsce!

Dzieci i Wnuki  są zdrowe i są szczęśliwe, a więc mimo upływu lat i ja staram się być szczęśliwa i cieszę się z małych rzeczy, drobnostek, z Męża a także nabywam nowej filozofii życia, co sprawia, że jestem mądrzejsza niż kiedy byłam młoda!

 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Reklamy

Odpieprzcie się od staruszki!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Przeczytajcie powyższe motto Coco Chanel i zapamiętajcie, że trzeba myśleć samodzielnie, ale najlepiej głośno.

Patrzę na naszych polityków – obojętnie z jakiej opcji i tak sobie myślę, że oni mają głowy jak sklep i wielką odporność psychiczną.

Czytam na FB, czy na TT komentarze skierowane do nich i gdybym ja była w polityce i takie bym otrzymywała komentarze i memy na swój temat, to bym tego nie wytrzymała psychicznie i wycofałabym się z polityki.

Ja wiem, że oni tam są wszyscy dla kasy, a nie z  troski o mnie i o Was, ale mają łby jak sklep – market i wszystko w tych głowach się pomieści, bo nawet najgorsze inwektywy kierowane do nich.

To samo dzieje się w rodzinach, że ktoś milczy i nie chce nikogo urazić, a ktoś inny wali w ciebie ile się da i z tego powodu nie ma ani grama skrupułów.

Jeśli chcesz jasności w rodzinie, to wal z grubej rury i wyłuszczaj draństwo, bo inaczej ciebie zjedzą jak piranie.

Nie można akceptować draństwa i wówczas trzeba myśleć głośno, a nie chować wszystko w sobie, bo wówczas dusza choruje i chce się wyć w samotności.

Nie wolno pozwolić sobie na to, że na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, które twierdzą, że podczas choroby mamy, mnie nie było i dyskredytują mój wkład, bo dla nich to było takie nic!

Matka umarła i już nie mam szansy na zadanie pytania – dlaczego?

Co mi po mamie zostało:

  • stara patelnia,
  • płaszczyk, który jej kupiłam,
  • wazon wręczony na imieniny i dwie bluzki, kiedy tamci ludzie zgarnęli 79 tysięcy!

Uwierzcie, że nie chodzi mi o tą kasę, bo w  każdej chwili mogę z Sądu wycofać pozew, ale chodzi  o szacunek, że przez dwa lata byłam przy chorej i byłam na każde zawołanie!

W tym momencie czuję się oszukana, kiedy siostrzenica mi pisze, że nic dla matki nie zrobiłam i to boli mnie okropnie!

Byłam na tyle delikatna i niedociekliwa i nie spytałam, czy choć jakiś kąsek  matka zapisała na mnie, a teraz tamci ludzie mają wszystko w łapach i jeszcze mnie obrażają!

Powinnam już wówczas myśleć głośno, ale kultura osobista mi tego zabraniała i obudziłam się z ręką w nocniku.

Podczas choroby mamy miałam skierowanie do szpitala z powodu awarii serca, ale dla tych ludzi to była moja fanaberia!

Dziś ponownie od rodziny dostałam plaskacza i od południa chodzę i płaczę zamiast im powiedzieć – odpierdolcie się!

Mam swoje lata i nikt by nie chciał się zamienić ze mną na życiorys.

Przeżyłam tyle, że teraz mam prawo do swojego życia i odpoczynku, a wy zajmijcie się swoim życiem, swoją rodziną i dziećmi, gdyż mi się należy odpoczynek od życia i to ja powinnam być zapraszana na kawę w ramach wdzięczności, a nie odwrotnie – koniec, basta!

Nikt nie ma prawa dla swoich korzyści i wygody nas wykorzystywać, a tym bardziej, że mamy bliżej niż dalej!

Nikt z rodziny nie ma prawa obdzierać nas z naszych zasług – nikt!

Buntujcie się i myślcie głośno – nawet jeśli to będą wulgaryzmy.

Przez wiele lat byłam w depresji i wstawałam po nocy o 4 rano, a teraz śpię do 10 i nikt nie ma prawa mi tego zabierać, bo ani siostrzenica, ani córka!

Jeśli będą chciały, to opiszę mój życiorys i napiszę odpieprzcie się od staruszki!

Samotność!

Obraz może zawierać: roślina i jedzenie

Jutro będzie u mnie na obiad fasolka szparagowa – oczywiście z masłem i bułką tartą.

Moje Dziecko ma ogromną działkę, którą uprawia z Mężem i tym sposobem mamy na jutro obiad.

Moje dzielne Dziecko – takie pracowite – praca, dom rodzina i działka, ale ja kiedyś byłam taka sama.

Uczę się robić zdjęcia smartfonem i wybrałam taką opcję jak na zdjęcu powyżej.

Przeskoczę na inny temat, bo właśnie w telewizji usłyszałam, że w Polsce ludzie są coraz bardziej samotni i już prawie, co trzeci Polak żyje jako singiel z wyboru, albo z konieczności.

Najbardziej samotni są seniorzy, którym umarł małżonek i nie mają zamiaru szukać na stare lata partnera.

Seniorom żyć w pojedynkę  – z jednej emerytury jest bardzo ciężko, gdyż są one głodowe i dlatego nie stać ich na warzywa i owoce, które w tym roku są bardzo drogie.

Zazdroszczą emerytom żyjącym np. w Niemczech, gdzie emerytury są przyzwoite i stać ich jest nawet na zagraniczne wakacje.

U nas senior liczy każdy grosz i wybiera między jedzeniem, a wykupem leków!

Ludzie młodzi także wybierają samotne życie, bo chcą posmakować życia, zrobić karierę zawodową i coraz później wstępują w związki!

Na wsi sytuacja jest nie lepsza, bo młodzi uciekają do miasta, a ci co zostają nie mają szans założyć rodziny.

Podobno jest taka tendencja na całym świecie, że ludzie są bardzo samotni, a chyba najbardziej samotni są Japończycy, którzy pracują bardzo dużo i nie mają czasu na życie prywatne.

Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się i obserwuję ludzi w moim mieście i stwierdzam, że tej starości jest coraz więcej.

Widać to wiosną, kiedy wychodzą ze swoich domów, aby pospacrować z laseczką, albo balkonikiem.

Każdego dnia cieszę się, że jesteśmy z Mężem wciąż razem, bo to nadaje życiu sens.

Nie tak dawno zrobiłam sejsę i zatytuowałam ją – Senior w mieście:

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, drzewo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, na zewnątrz i przyroda

 

Przeczytajcie poniższe, wzięte z Facebooka. Łza w oku!

LEKCJA DLA NAS WSZYSTKICH 

Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do „bazy”… ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. „Minutkę!”, odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze…
Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska , na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.
U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.
Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.
„Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?”, zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.
Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.
Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. „To nic”, powiedziałem, „Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym aby traktowano moją mamę.”

„Och, jesteś takim dobrym chłopcem” , odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: „Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?

„To nie jest najkrótsza droga”, odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty.
„Och, nie mam nic przeciwko temu”, powiedziała. „Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum.”
Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. „Nie mam już nikogo z rodziny”, mówiła łagodnym głosem. „Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele…”

Wyłączyłem licznik… „Którędy chce Pani jechać?”

Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy.

Jechaliśmy przez okolicę, w której żyli z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła abym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.

Czasami prosiła,by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.

Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle „Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę”. Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.

Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi.
Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.

„Ile jestem panu winna?” Spytała, sięgając do torebki.

„Nic”, odpowiedziałem.

„Trzeba zarabiać na życie”, zaoponowała.

„Są inni pasażerowie,” odparłem.

I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.

„Dałeś staruszce małą chwilę radości”, powiedziała. „Dziękuję”.

Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka. Za mną zamknęły się drzwi – był to dźwięk zamykanego Życia.

Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów.Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?

Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu.

Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.

Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną.
NIE PRZEGAPMY ICH..  💫💞😃💞💫

Moja codzienność!

Obraz może zawierać: niebo, na zewnątrz, woda i przyroda

Na powyższym zdjęciu jest łódka mego Męża, który jeśli ma tylko wolne od pracy, to tak spędza swój dzień.

Spytacie czemu ja już nie siedzę też na plaży?

Dlatego, że jest za ciepło dla mnie, a po drugie stałam się samotnicą i wolę dzień spędzić w domu – tak jak lubię.

Kroś napisze, że nuda, ale ja lubię tę swoją nudę.

Dziwne, ale wcale nie tęskno mi do ludzi i jak mówi moja koleżanka wirtualna – odpoczywam od życia  robię tylko tyle, aby się zbytnio nie zmęczyć.

Jednak są momenty, iż myślę, że sobie sama robię krzywdę wybierając takie życie.

Spytacie więc, co robię każdego dnia?

Przede wszystkim śpię mocno i długo – czasami nawet do 10.00, a potem się rozkręcam.

Śpię tak długo, bo się wyciszyłam po zabieganym życiu.

Zajmuję się domem, gotowaniem obiadu i tu ukłony dla Męża, bo to On robi zakupy.

Potem coś poczytam, obejrzę telewizyjne programy, ale żadnego serialu i oczywiście zaglądam do Internetu, a w ciągu dnia zastanwiam się jaką notkę i o czym zamieszczę na blogu.

Najważniejsze jest dla mnie to, że już nigdzie nie muszę się spieczyć i pędzić jak nigdyś do pracy!

Cenię sobie tą moją wolność, że mogę wybierać, czy  mam dziś coś zrobić, czy to przełożyć na następny dzień.

Bardzo często oglądam filmy na ekranie komputera i chyba wartościowsze już obejrzałam, co można sprawdzić pod tagiem – kino!

Jestem seniorką już i ten blog w wielu notkach jest o seniorach, przemijaniu, starości, odchodzeniu i dziś mam do Was pytanie – jak spędzacie czas na emeryturze i  będzie mi miło jeśli się ktoś podzieli.

Może coś uda mi się zmienić w swoim życiu.

A teraz trochę rozrywki z kategorii – anegtota!

Pewna Znana Krakowska Dziennikarka Kulturalna dzwoni do JANA NOWICKIEGO:
– Panie Janie, panie Janie, mam tu takie szybkie polecenie od przełożonych, by nagrać z panem krótką rozmowę o Hitlerze.
– O Hitlerze? – dziwi się Nowicki.
– Ano o Hitlerze – podtrzymuje Znana Krakowska Dziennikarka Kulturalna – zależy mi na czasie, bo to ma dziś iść, szefowie bardzo proszą.
Hmmm, myśli Nowicki, nigdy nie grałem Hitlera, ale skoro Znana Krakowska Dziennikarka Kulturalna prosi, to coś tam powiem.
Spotkali się, on coś tam powiedział, ona nagrała i pognała montować.
Nie mija godzina, ona dzwoni ponownie, czegoś jednak speszona.
– Panie Janie, panie Janie, musimy powtórzyć wywiad. Chodziło o Hübnera. Zygmunta Hübnera.

Dziennikarka: Jakie są pana gusta teatralne?
Jan Himilsbach: No więc, niestety nie uczęszczam do budynków teatralnych.
Dz: Dlaczego przedkłada pan teatr telewizyjny nad instytucjonalny? 
JH: No więc – jeśli mam być szczery – to przed telewizorem mogę siedzieć w slipach.
Dz: A czy wyżej pan stawia swoją twórczość literacką, czy kamieniarską?
JH: Kamieniarską.
Dz: Czy mógłby pan wytłumaczyć naszym czytelnikom – dlaczego?
JH: Myślę, że dlatego, że moim dziełem granitowym nikt sobie dupy nie podetrze…

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi

Zdzisław Maklakiewicz zadzwonił kiedyś do Adama Hanuszkiewicza, czy ten nie mógłby go zaangażować do Teatru Narodowego. Po kilku dniach dotarł do Maklakiewicza, na Wybrzeże, telegram treści następującej: ”Angażuję – Hanuszkiewicz”. ”Gratuluję – Maklakiewicz” – oddepeszował Zdzisław. Minęło kilka miesięcy.
– Adam, ja nic nie gram – pożalił się Maklak.
– Twoim zadaniem jest siedzieć w bufecie i robić atmosferę! – odparł Hanuszkiewicz. – Od grania jestem ja!

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie

Kiedy w latach sześćdziesiątych Wojciech Młynarski odwiedził swoją ciotkę NELĘ RUBINSTEIN we Francji, to stanął przed nią w marynarce i spodniach mających już swoje lata, i usłyszał: ”Bardzo dobrze Wojtek, że mnie odwiedziłeś, ale w TYM nie będziesz się ze mną pokazywał” – po czym został zabrany do sklepu i obdarowany szarym garniturem w białą pepitkę z delikatnej wełny, w którym w Polsce jeszcze długo będzie zadawał szyku. Po zakupach ciotka przyjrzała mu się jeszcze raz krytycznie i spytała rzeczowo: ”A gacie masz?”. I dokupiła resztę, z koszulą i skarpetami włącznie.

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, kapelusz i zbliżenie

ZDZISŁAW MAKLAKIEWICZ: przyszedł rano na plan filmowy i na próbie wkurzony reżyser zaczął się na niego drzeć: ”No, panie Maklakiewicz, pan znowu ma kaca, nie umie pan tekstu, jest pan nieprzygotowany!” A Maklakiewicz na to bez mrugnięcia okiem: ”No, panie reżyserze, na takich uwagach to ja roli nie zbuduję”.

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie

Marek Lewandowski: (…) Kiedyś po zajęciach w warszawskiej PWST (był już późny wieczór) profesor KAZIMIERZ RUDZKI, tak do nas rzecze:
– Drodzy moi, wy to macie dobrze… Pójdziecie teraz do domów, najecie się, napijecie i pójdziecie spać… Nie to co ja…
– A pan profesor? – spytaliśmy z nieudawaną troską.
– Ja jeszcze będę musiał się wykąpać – odpowiedział Rudzki z kamienną twarzą.

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie

Kiedy w 1882 roku OSCAR WILDE po raz pierwszy przyjechał do Stanów Zjednoczonych, celnik zapytał go co przewozi przez granicę.
– Nic, prócz mojego talentu – odpowiedział pisarz.

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi

HUMPHREY BOGART: ”Nie ufam żadnemu draniowi, który nie pije”.

Obraz może zawierać: 1 osoba

ANDRZEJ ŁAPICKI: Robiłem kiedyś ze studentami sceny miłosne z Fredry. Było na tym roku wydziału aktorskiego kilku chłopaków o świetnym wyglądzie – istna kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego. Fajni chłopcy, ale kompletnie nie radzili sobie w scenie miłosnej, w której powinni dość agresywnie zachowywać się w stosunku do partnerki. To była scena z „Męża i żony”, w której Alfred obłapia, jak to mówił Fredro, Justysię. Do tego trzeba zapału. A oni – zero. Próbują, starają się i nic z tego nie wychodzi. W końcu ze złości wziąłem najbrzydszego*, jaki był na roku. Niewysoki, wygląd mało dostojny, raczej nieinteligencki typ. Jak on zagrał wspaniale! Zachwycił mnie po prostu. Wniosek – zainteresowania kobietą, podobnie jak inteligencji, nie da się zagrać. To trzeba mieć w sobie.

* Ten brzydki chłopak nazywał się Borys Szyc.

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie i na zewnątrz

Starość w Polsce!

Domestic violence

Wielu z nas, a może nawet wszyscy z mojego pokolenia nie mieliśmy łatwo.

Po skończeniu szkół najczęściej zaczynaliśmy pracę zawodową, a między wierszami zakładaliśmy rodziny i rodziły się nasze dzieci.

Biegliśmy więc przez życie z wywieszonym ozorem, ledwo żywi, zmęczeni, ale bardzo ambitni, bo przecież tak trzeba było – pracować dla Polski i aby utrzymać swoje rodziny.

Walczyliśmy o mieszkania, miejsca pracy, miejsca w żłobkach i przedszkolach dla dzieci.

W końcu przpracowaliśmy po 40 lat w jednym miejscu, a czasami w kilku, ale praca, to była taką naszą ambicją, że jeśli pracujemy, to jesteśmy coś warci i zostanie nam to wynagrodzone!

Wynagrodzone przez ustrój w państwie, przez zakład pracy i ubezpieczenia, a stało się tak, że w każdym systemie Senior  był i jest niczym i na stare lata dostaje od państwa torbę i kij.

Przeliczenie emerytury i od razu wielki zawód, bo dlaczego tak mało i na co ma to nam starczyć?

Jakże często polski emeryt musi wybierać między kupnem chleba, a zrealizowaniem recepty w aptece.

Jakże często starość w Polsce, to izolacja przez wychowane przez siebie dzieci, które na starość swoich rodziców wywalają ze swojego życia jak zdarte bambosze.

Jakże często rodzice są w chorobie i w  starości  poniżani, szturchani, wyśmiewani przez bliskich, a tylko dlatego, że są kłopotem i zawadą.

Z dnia na dzień zbliżam się do takiej starości i bardzo bym nie chciała, abym jako warzywo była obsługiwana przez własne dzieci!

Wolałabym umrzeć na własne życzenie, ale w tym kraju jest to niemożliwe, ale za to jest możlwie otwieranie kolejnych domów dla seniora, których państwo nie kontroluje i nie ma  opracowanych żadnych procedur i przepisów.

Te domy robią ze straością co chcą i nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności i dlatego starość w Polsce jest śmierdząca i bezdusznie traktowana.

Starość w Polsce jest kłopotem i opieka nad starym człowiekiem jest go poniżająca, uwłaczająca godności schorowanego człowieka, a oni z trybun w Sejmie ryczą, że te nagrody im się należą!

Bardzo często już myślę o swojej starości i o tym jak skrócić swoją mękę, by nie być kłopotem!

„Poniżani, izolowani, leżący w kale. Dlaczego dziadkowie i babcie tak często są ofiarami przemocy?

Starzy, słabi, bezradni – idealne ofiary przemocy. Nikomu się nie poskarżą. Nawet, jeśli będą mieć kupę w majtkach, świerzb i odleżyny.

– Wegetują. Wyciągani z łóżek na siłę, sadzani na krzesłach, jak za karę. Posiedzą, zjedzą i znów do łóżka – mówi Bartosz Kitowski, redaktor naczelny portalu Kartuzy.info. Od ubiegłego roku dopomina się o prawa osób leżących w podkartuskim domu seniora.
Ten dom – jak opowiadały dziennikarzom opiekunki – bardziej przypomina ciężki obóz, niż miejsce spokojnej starości. Nie chce staruszek pić? Musi. Nie chce jeść? Musi (jak komuś podawały papkę przez sondę, to tak, że aż sonda się zapychała). Kąpanie? Rzadko, raz na dwa tygodnie. Każdy szorowany tą samą gąbką. Pampersów mało – dwa na dzień. Jak zabrakło, to trudno, muszą leżeć w kale i moczu.
Wśród leżących: pani pisarka, pani prawniczka, były nauczyciel wuefu, były wojskowy… Patent na to, żeby nie śmierdzieli: spryskać ich K2 – odświeżaczem do samochodu o zapachu cytrynowym. W sumie, na 25, a czasami 28 pensjonariuszy, były dwie opiekunki (w dzień) i jedna (w nocy). Nie wyrabiały. Powiedziały dziennikarzom szczerze, jak jest w takim domu i przy takim obłożeniu: karmi się jedną łyżką trzy osoby. W jednych rękawiczkach (bo trzeba oszczędzać) podaje jedzenie, sprząta fekalia, przeciera pęknięte wrzody. Opatrunki na odleżyny (też z oszczędności) robi się z podpasek. Żeby nie było widać, że paznokcie od nóg są aż pozawijane od nieobcinania, i że tam się już rozwinęła grzybica, to się nakłada wszystkim skarpety. Najgorsze, że u niektórych były już trudne do wygojenia wrzody i chyba już u wszystkich świerzb. W każdym razie wszyscy się drapali, wielu aż do krwi. Jednak był zakaz mówienia, że to świerzb. Trzeba było mówić, że alergia.

15 czerwca, to Światowy Dzień Świadomości Znęcania się nad Osobami Starszymi.

Przypadek spod Kartuz pokazuje, jak kiepsko jest u nas z tą świadomością.

– Nie ma wielkiego zainteresowania tym, co się dzieje w tym domu. Co prawda urzędnicy wojewódzcy przeprowadzili kontrole, w sumie trzy. Potwierdziły, że jest źle. Jednak trzeba było aż roku, żeby jakoś ukarać właścicielkę. Musiała zapłacić 5,5 tys. zł. To wszystko. Dom wciąż działa, tyle że zmienił nazwę – mówi Bartosz Kitowski.

Liczył na to, że będzie postępowanie prokuratorskie. Tymczasem prokuratura sprawę umorzyła. – Gdyby chodziło o dzieci, to zapewne reakcje byłyby inne. Wszyscy by się oburzali, bo nie ma społecznego przyzwolenia na to, by dzieci były krzywdzone i zaniedbywane. Ale jeśli rzecz dotyczy osób starych, które są przecież tak samo bezbronne, to już mało kogo obchodzi. Miałem nadzieję, że państwo stanie po ich stronie, będzie te osoby chroniło. Niestety, widać, że w takich sytuacjach państwo zawodzi – mówi Kitowski. Denerwuje go, że nie ma systemowych rozwiązań: dobrego nadzoru, właściwych procedur, jasnych wymagań dotyczących organizacji opieki.

Justyna Smolińska (publikuje na portalu strajk.eu) dostała kiedyś karę za niezapłaconą grzywnę: popracować trochę w warszawskim zakładzie opiekuńczo–leczniczym, sprzątała na oddziale zamkniętym. Było tam 65 kobiet, na ogół z demencją, miażdżycą, niektóre z Alzheimerem. Pierwsze, co ją uderzyło, to zapach: taniej stołówki, brudnych ubrań, niemytych ciał i fekaliów. Drugie: przerażający smutek, bezradność i samotność. A trzecia rzecz, której nie sposób było nie zauważyć, zbyt mała liczba pielęgniarek i salowych. Pieluchy zmieniano hurtowo, wszystkim po kolei, a nie wtedy, gdy była potrzeba. Jak któraś z pacjentek nie mogła się doczekać zmiany, wytrząsała zawartość pieluchy na podłogę. Ktoś kupę schował pod paprotką. Nawet te, które czuły się na siłach, żeby skorzystać z toalety, to już po wszystkim nie mogły skorzystać z papieru toaletowego (bo brak). Nie mogły umyć rąk mydłem (bo brak). Ani nawet opłukać wodą pod kranem (bo brak kranu).

Reżyser Andrzej Saramonowicz zamieścił wiosną na swoim profilu na Facebooku wstrząsający list przyjaciela, prof. Witolda Jacórzyńskiego, którego mama trafiła do jednego z podwarszawskich zakładów opiekuńczych. Prof. Jacórzyński, badacz kultur indiańskich, mieszka w Meksyku. Gdy przyjechał odwiedzić mamę, załamał się. Choć z zewnątrz dom ładny, w stylu szlacheckiego dworku, to jednak już w drzwiach uderzył go odór uryny. Rażący był też język personelu. Polecenia, nakazy, nigdy prośby. Pielęgniarka mówiąca o matce, że „chuda chociaż je”. I że podejrzewa u niej „jakiś nowotwór”, ale „my tu nie mamy diagnostyki.” Stan szybko się pogarszał. Gdy mama była już umierająca i syn chciał być przy niej, usłyszał, że regulamin zabrania wizyt po godzinie szóstej. Kazano mu wyjść, straszono, że wezwą policję i zostanie wyniesiony w kajdankach.

Sam, już wcześniej, podjechał na policję, złożyć skargę, powiedzieli: Mamy już na nich kilka skarg. Był więc ktoś jeszcze, kogo raziło to, co się dzieje w tym ładnym domku w stylu szlacheckiego dworku. Większość jednak nadal chciała trzymać tam swoją mamę. Albo ojca. Albo ciocię.

Gdy Bartosz Kitowski opisał na portalu warunki w podkartuskim domu, zaczął odbierać telefony od oburzonych rodzin: po co było to wszystko pisać? Nie chcieli albo wygodniej im było nie wierzyć w to, że ich bliscy mają złą opiekę, jedzenie nędznej jakości, leki podawane bez umiaru, byleby byli spokojni. – Tylko kilka rodzin zabrało stamtąd swoich bliskich. Reszta zostawiła. Jedni być może dlatego, że im wszystko jedno i pomyśleli, że jakby mieli zabrać, to dokąd? Drudzy wolą myśleć, że to dobre miejsce. Nie trzeba mieć wtedy wyrzutów sumienia – mówi Kitowski.

Gdy naukowcy z Instytutu Psychologii PAN kilka lat temu badali zachowania Polaków wobec osób starszych okazało się, że najbardziej popularna jest izolacja, zamykanie.

I to nie musi być zamknięcie w domu opieki. W rodzinnym domu też się udaje.

Ratownik medyczny (pracuje w Małopolsce, jeździ w karetce od 10 lat) mówi, że jeśli jest wezwanie do starszej, leżącej osoby, to raczej pewne, że leżeć będzie w najdalszym kącie domu. Jeśli dom piętrowy, to na górze, a nie na dole, gdzie toczy się życie rodziny. – Wolą tego leżącego nie widzieć, nie słyszeć. Przed świętami wypychają do szpitala. Bardzo często też wypychają, gdy chcą wyjechać na wakacje. Nie dają mu pić, wzywają nas, mówią: zobaczcie, odwodnił się.

Stefania Chabowska z Legnicy (w pogotowiu pracuje 14 lat) najbardziej ze wszystkich przykrych przypadków pamięta wezwanie do 90–letniej kobiety, która była przyklejona do wersalki tym wszystkim, co z siebie wydaliła. Syn jej nie przewijał, nie zmieniał pościeli.

Z badań dotyczących traktowania starszych wynika, że są nie tylko zaniedbywani. Często też poszturchiwani, szarpani, popychani (40 proc. Polaków twierdzi, że dostrzega ten problem w innych rodzinach, ale w swojej rodzinie, oczywiście dużo rzadziej). To samo jest z przemocą psychiczną czy ekonomiczną. Wielu przyznaje, że starsi są wyzywani, ośmieszani, często im się grozi, zabiera pieniądze (ale oczywiście te skandaliczne zachowania częściej widzi się w obcych rodzinach, niż w swojej).

Wybielamy się. Nie przyznajemy do stosowania przemocy.

– Mówi się, że to podziemie. Wiadomo, że jest, ale nikt nie wie, jak duże. Trudno szacować skalę choćby dlatego, że osoby starsze mają ograniczone możliwości szukania pomocy. To często ludzie uwięzieni w domu. Nawet jeśli się poruszają, to nie na tyle, żeby zejść z czwartego piętra. Niektórzy nie korzystają z telefonu, a jeśli potrafią, to nie wiedzą, gdzie zadzwonić, żeby zgłosić, że jest im źle. Poza tym sprawcami przemocy najczęściej są ich opiekunowie. Trudno skarżyć się na kogoś, od kogo tak bardzo się zależy – mówi Tomasz Majewski, psycholog, członek Stowarzyszenia na Rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieska Linia.

Przez rok pracował w specjalistycznym zespole, który zajmował się właśnie sytuacją tej grupy.

– Chodziliśmy do domów, w których – jak wynikało z docierających do nas sygnałów – krzywdzone były osoby starsze i niepełnosprawne. To, co rzucało się w oczy zaraz po wejściu, to wielka ich zależność od opiekunów – mówi Tomasz Majewski.

To uzależnienie, ta ogromna nierównowaga sił, potwornie blokuje ofiary. Raczej nie żalą się, nie skarżą. Dobrze wiedzą, że gdyby powiedziały coś złego o swoich opiekunach, to by się później obróciło przeciw nim.

Na ich bezradność patrzymy inaczej, niż na bezradność dzieci zależnych od rodziców. Nawet jeśli są wyraźne sygnały, że dzieje im się krzywda, jakoś mniej się tym przejmujemy.

– Wynika to z wielu czynników, także ze stereotypów związanych ze starością. O starszych mówi się, że są nieznośni, marudzą, stwarzają problemy. I że ze starości już im się miesza w   głowie, więc nawet jeśli się skarżą, to nie bierze się tego serio, przymyka się oko – tłumaczy Majewski.”

https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/osoby-starsze-dlaczego-dziadkowie-i-babcie-tak-czesto-sa-ofiarami-przemocy/84jgt1p?fbclid=IwAR0ZLji-BQsj4OrY5G4Zwl6xoKwDerolmxVyW_j7cgBrgaUpYXfs0_AGEsU

Seks Seniora!

Mój znajomy z Facebooka, urodzony w 1945 roku poślubił jakieś dwa/trzy lata temu  piękną kobietę – blondynkę – istne bóstwo.

Nie podaję danych osobowych, bo bym była niedyskretna, ale On jakże często pisze, że jest okrutnie zmęczony, bo cóż to była za kobieta!

Strasznie mi się to podoba, bo my ludzie starsi w młodych budzimy zdziwienie, że uprawiamy wciąż seks.

Seks po 50-tce, to jest seks najbardziej świadomy i najpiękniejszy w życiu, bo nie trzeba się zabezpieczać i nie grozi niechciana ciąża, oraz dlatego, że lepiej znamy swoje ciała i potrzeby.

Ludzie jadą po seks do sanatorium i np. w takim Ciechocinku dzieje się w temacie bardzo dużo, bo do południa zabiegi, a wieczorem balety.

Tam na tych baletach ludzie się poznają i jakże często potem dokazują! 🙂

Zdradzają małżonków też!

Istnieje statystyka, że tylko 40% ludzi starszych przyznaje się do uprawiania seksu w wieku Seniora. Reszta przmilcza!

Natura tak stworzyła człowieka, że w pewnym wieku nam opada i kobietom piersi, a mężczyznom wiadomo co – ha ha.

W tym jest jednak niesprawiedliwość, bo mężczyzna może wziąć tabletkę i stane, a dla kobiety lekarstwa nie ma – no chyba, że chirurg! 😀

Autorka książki – Ewa Wąsikowska-Tomczyńska zebrała kilkanaście wywiadów o seksie w starszym wieku i tak powstała książka pt. ” Polaków seks powszedni”.

Może warto zakupić i poznać bliżej naszych Seniorów – po drugiej stronie lustra.

Czytamy fragment:

Polaków seks powszedni

Kazimierz (79 l.) chciał uprawiać dziki seks ale „był za miękki”. Tabletka prawie go zabiła / „Polaków seks powszedni”.

Polaków sex powszedni

Autor: SHUTTERSTOCKPolaków sex powszedni

Wdowiec Kazimierz (79 l.) od 50 lat był szczęśliwym mężem Heleny. Ona choć nie przepadała brać go do buzi, robiła to. On kochał ją za spore piersi i to, że była trochę przy kości. Byli szczęśliwi, również w łóżku aż do pewnego wieczoru. – Wiesz, ostatnio coś się zmieniło… Prawie w ogóle nie czuję Cię w sobie – powiedziała Helena. Wtedy rozpoczęły się dramatyczne poszukiwania rozwiązania tego problemu.

Kazimierz zdecydował się sięgnąć po pornografię a potem tabletki na potencję. – Zaraz potem poczułem kłucie w klatce piersiowej – opowiada mężczyzna. Oto jedna z historii opisanych w książce „Polaków seks powszedni” której autorką jest Ewa Wąsikowska-Tomczyńska, dziennikarka Super Expressu. Osobny rozdział autorka poświęciła seniorom i ich życiu seksualnemu.

Seks seniorów. Czy to w ogóle możliwe? – pyta w tytule 10. rozdziału Wąsikowska. Poznajemy tutaj między innymi historię Kazimierza (79 l.) który zmaga się  problemem potencji. – Tak, właśnie to chciałam powiedzieć: jesteś miękki. Ale nie martw się. To nie jest ważne (…) Starzejemy się, Kaziku – usłyszał od żony Heleny. Kazimierz jednak nie zamierza rezygnować z udanego życia seksualnego, szuka inspiracji w filmach pornograficznych i sięga po środki farmakologiczne na potencję. Jak się zakończyła ta historia? Zachęcamy do lektury.

Wszystkie historie opisane przez Wąsikowską są autentyczne. Bohaterowie opowiadają o swoim życiu seksualnym barwnym ale prostym językiem.

„Pisząc tę książkę, założyłam, że zostaną w niej przedstawione wyłącznie prawdziwe historie prawdziwych bohaterów, którzy osobiście opowiedzą mi o swoich doświadczeniach(…) Rezultaty przeszły moje najśmielsze oczekiwania, bo czytając tę książkę, sami się przekonacie, że życie pisze najlepsze, najbardziej poruszające i wywołujące dreszcze historie, a diabeł tkwi w szczegółach, również w słowach czy przekleństwach, których używają bohaterowie” – mówi Ewa Wąsikowska-Tomczyńska.

Każdy z rozdziałów zawiera cztery historie: dwie kobiece i dwie męskie. Każda część kończy się mini wywiadem z Sylwią Bartczak, psychoterapeutką, która okiem profesjonalisty spogląda na opisane historie i problemy.

Książka „Polaków seks powszedni” ukaże się nakładem wydawnictwa Harde. Premiera 15 maja. Już teraz możesz zamówić ją TUTAJ. 

Zobacz wideo: Pierwszy seks dopiero po ślubie? Jaka jest prawda na temat tego mitu …

Nie jestem sama!

Obraz może zawierać: 1 osoba, roślina i w budynku

Mąż wrócił z wycieczki wieczorem i kupił mi małe prezenty.

Dostałam aniołka, aby mnie chronił i malutki obrazek malowany ręcznie, a na nim moje ukochane magnolie.

Na odwrocie jest dla mnie dedykacja od samej malarki – Grażyny Dziedzic.

Bardzo się ucieszyłam, że dostałam pamięć o mnie od ukochanego mężczyny mojego życia.

Nie było Męża 4 dni, ale dałam radę przetrwać i choć tęskniłam, to cieszyłam się, że On coś zwiedza, bo byli w Poznaniu, Gnieźnie i Kórniku.

Zwiedzali kościoły, muzea, wystawy, a w Kórniku zobaczyli wspaniałe powozy.

Kiedy Męża nie było, to spałam do oporu i dziś wstałam o 10.30.

Nie wiem, co mi się stało, że ostatnio tak długo śpię – widocznie się wyciszyłam i uspokoiłam po trudach życia.

Teraz napiszę coś bardzo dziwnego, bo znacie mnie, że nie oglądam telewizji reżimowej, a zwłaszcza wiadomości.

Jednak mogę pochwalić TV2 za wznowienie „Szansy na sukces”, którą kiedyś prowadził Wojciech Mann, a po latach zastąpił go Artur Orzech.

Jestem seniorką, ale gust muzyczny mi się nie zmienił i wciąż mam ucho do dobrych wykonań i trafiam w punkt, kto ten program wygra.

Odpoczywam też podczas oglądania muzycznego programu „Jaka to melodia” i choć nowy prowadzący mnie drażni, a chodzi o Norbiego, to ćwiczę swoje ucho i także sprawia mi to przyjemność.

Innym programem, który po latach powrócił na antenę, to jest „Koło fortuny” i w tym programie ćwiczę swój mózg i zgaduję sobie hasła w domowym zaciszu.

Ubolewam nad tym, że TVN nie ma tak dobrych programów muzycznych i produkuje sam chłam nie do zniesienia jak np. „Szkoła”, „Agent gwiazdy” czy jakoś tam!

Na Polsace z kolei uwielbiam program muzyczny „Twoja twarz brzmi znajomo”, bo ja zawsze uwielbiałam słuchać muzyki i się powtarzam, że odpoczywam przy muzie, która nie drażni mojego ucha, a jest w moim guście.

Mąż ma filmiki z wycieczki, kiedy podczas grilla tańcowały Jego koleżanki z byłej pracy w wieku 70/80 lat.

Obejrzałam i jakie to urocze jest.

Przypomniałam sobie swoje młode lata, kiedy chodziliśmy z Mężem na dyskoteki, na których królowały stare przeboje – nasze przeboje.

Teraz takiej muzy nie ma i odsłuchajcie je w clipie wklejonym na końcu wspisu.

Młodzi niech nam zazdroszczą, że bawiliśmy się ekstra i taka muzyka wryła się w nas na zawsze.

 

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie siedzą

To nie jest kraj dla starych ludzi!

Mojej Mamy nie ma już z nami dwa tygodnie, a będzie, to jutro – 14 lutego.

Wszyscy jesteśmy w żałobie i zdaje się, że każde z nas wciąż ma przed oczami tą jej wielką walkę o życie, choć miała w ciągu dwóch lat parę kryzysów, że chcała odejść, bo tak bardzo była umęczona swoją chorobą.

Wszyscy dochodzimy do siebie, bo to była karołomna robota, aby tylko nie cierpiała i czuła się zaopiekowana i tak było do samego końca.

Łapię się na tym, że już nie zaniosę jej rosołu, sałatki, albo innego dania, a posprzątałam kuchnię ze słoików, pojemników, bo są już zbędne.

Starzeję się na potęgę, bo moja głowa zajęta jest tematem odchodzenia i wyobrażam sobie jak to może być ze mną i czy stanę się ciężarem dla swoich Dzieci, Wnuków, Męża.

Niedawno kroiłam cebulę w drobną kostkę i tak się starałam, że się nożykiem skaleczyłam w palec i zobaczyłam kropelkę krwi swojej.

Przeraziłam się, przestałam prawie oddychać i zrobiło mi się tak mdlejąco, a to tylko była kropla krwi.

Nie mam wysokego progu na ból, na widok krwi i nie cierpę lekarzy, których omijam szerokim łukiem i wiem, że robię sobie sama krzywdę.

Zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy bym nie wytrzymała takiego odchodzenia jak moja Mama i chciałabym, aby w Polsce była legalna eutanazja i wiem, że wielu starszych ludzi tak myśli i tu nie ma nic do rzeczy wiara.

Widziałam kiedyś taki domument jak to  kobieta umęczona życiem – umęczona, ale nie chora poprosiła o eutanazję w Holandii.

Pozałatwiała wszystkie swoje sprawy i pożegnała się z jedyną przyjaciołką, bo rodziny nie miała.

Przyznano jej takie prawo i poinformowano, że tego dnia i o takej godzinie zostanie jej podane lekarstwo. Umarła, a raczej zasnęła spokojnie we własnym łóżku – w ciągu 5 minut.

Obciążanie starszych już dzieci opieką nad chorym rodzicem, którzy często jeszcze pracują jest niechumanitarne, a państwo nie pomaga w niczym, a więc niektórzy pozbywają się chorych rodziców i umieszczają ich najczęściej w szpitalach, w których za tego rządu ma coraz mniej łóżek na geriatrii.

Skoro teraz państwo jest stać na 500+, często dla rodzin patologicznych, to dlaczego nie ma pieniędzy na to, aby dofinasować rodziny, by mogły oddać rodzica do domu starości, albo do hospicjum! To nie jest kraj dla starych ludzi!

Jakże często nie stać jest rodziny, aby staruszka umieścić w domach starości, bo to jest bardzo kosztowne.

Tak się zastanawiam, po co ludziom tyle pieniędzy, że tak gonią za kasą, a politykom, po co tyle władzy, kiedy wszyscy jesteśmy śmiertelni i możemy skończyć w łóżkach, żyjąc jak warzywa, bo śmierć nikogo nie oszczędzi i o tym dziś napisała Krystyna Janda, która ma w szpitalu chorą Mamę, ale zaobserwowała , co dzieje się w polskiej służbie zdrowia – felieton poniżej!

Panie Kaczyński – po co panu te wieże i po co pani Szydło ten mandat do Brukselii, której pani nienawidzi, a politykom, po co te ogromne premie – ta chciwość się  zemści, tylko wy nie macie wyobraźni i myślicie, że jesteście wieczni!

Jakże wiele czytam w sieci kłótni na forach, gdzie starsi ludzie klepią w klawiaturę obelgi wobec inaczej myślących, o odmiennych poglądach i tak się zastanawiam po co?

Żyję tak, aby nikogo nie ranić i mam zamiar cieszyć się z każdego, danego mi dnia, bo nigdy nie wiadomo, kiedy bym chciała, aby poddać mnie eutanazji!

Po tym felietonie Krystyny Jandy –  jestem 3 x na tak – za eutanazją!

Gabuniu wybacz!

 

„Ludzie! Nie macie pojęcia, że tuż obok, niedaleko, jest taki straszny świat [FELIETON]
Ludzie! Moi Ludzie! Tak los zrządził, że spędziłam ponad tydzień, wiele godzin każdego dnia, na oddziale geriatrycznym jednego ze szpitali. Co się tam dzieje! Ludzie! Chodzicie ulicami, kąpiecie dzieci, robicie zakupy, gotujecie obiady, zjadacie kolacje, pracujecie, odprowadzacie dzieci do szkół i przedszkoli, całujecie się i kochacie nocami, i nie macie pojęcia, że tuż obok, niedaleko, jest taki straszny świat, takie coś, taki czas ostateczny! A może wiecie?
Krystyna Janda, fot. Adam KłosińskiFoto: Materiały prasowe
Krystyna Janda, fot. Adam Kłosiński

Może niektórzy z Was wiedzą, inni przeczuwają, ale nie myślą o tym, jeszcze inni potrafią sobie wyobrazić, ale bezpośrednio ich to nie dotyczy, nie muszą się z tym mierzyć. Może ty, młody mężczyzno, wyskakujący w biegu z tramwaju, czy ty, dziewczyno bez czapki, z sinymi kolanami z zimna w mini spódniczce, nie wiesz, że cię to czeka. Prawdopodobnie.

Ja od kilku dni jestem w szoku, chodzę w depresji, nie mogę o tym wszystkim na co patrzę i czego słucham zapomnieć. Wracam tam jak bumerang, jak uzależniona, jak do swojego miejsca, najważniejszego teraz dla mnie, paradoksalnie mi najbliższego. Lekarze! Pielęgniarki, salowe, sanitariusze, kierowcy, opiekunowie medyczni… Wy tam całe życie! Jesteście chyba z żelaza!

Już przy wejściu do szpitala wita wszystkich wielka plansza: SZPITAL TO NIE PRZECHOWALNIA!  Napis, którego zupełnie nie rozumiałam na początku wydał mi się nietaktowny, zbyt obcesowy, nieuprzejmy. Dziś go rozumiem, a raczej rozumiem akt rozpaczy, który kazał go napisać i wywiesić.

Trafiłam tam nocą z piątku na sobotę, dwa tygodnie temu, po zagraniu wesołej „Shirley Valentine”, poszukując przywiezionej przez pogotowie ratunkowe mojej mamy. Przeszłam nocny SOR z tłumem nieszczęśliwców, od dzieci poczynając na staruszkach kończąc. Mając wrażenie, że wszyscy ci ludzie, za wszelką cenę chcą się dostać na górę, na odziały, do łóżek z białą pościelą, na badania, pod opiekę, bo na parterze, a co nie daj Boże w domu, czy na ulicy, czyha niebezpieczeństwo śmierci lub wielkiego bólu. Ale to nie takie proste. Selekcja jest bezwzględna. Łóżek na górze wolnych nie ma, personelu nie ma, lekarzy mało. Upragniony wjazd windą do nieba czyli na oddział szpitalny przysługuje tylko ciężkim stanom. My byliśmy w śpiączce cukrzycowej, cukier 700, 40 stopni temperatury, więc wyboru nie było.

Druga w nocy, nikt nie śpi, pielęgniarki biegają. Zza półuchylonych drzwi słyszę krzyczącą kobietę: „Ja chcę do domu! Zróbcie coś, żeby mnie nie bolało! Pić! Wody! Ratunku!” I tak na przemian. Przerażona chcę biec z pomocą, zatrzymują mnie. To pomylona staruszka, krzyczy, żeby zwrócić na siebie uwagę, jest tutaj sama od miesiąca, nie ma gdzie jej odwieźć, żaden zakład nie chce przyjąć, emeryturę ma za małą na dom opieki, a w domu nie ma się kto nią zająć, dzieci za granicą. „Ludzie, ludzieeeee! Ja chcę do domu! Wody!” Na pokrzykiwania staruszki reaguje staruszek w malignie, z drugiego końca innej sali, którego coś dręczy, jakiś koszmar.

Po korytarzach, w neonowym świetle snują się bezsennie babcie i dziadkowie w beznadziei, inni leżą w łóżkach nieprzytomni z pootwieranymi ustami, bezzębnymi dziąsłami coś żują, świszcząc. Jęki, kaszel, co jakiś czas wyrwie się komuś „Boże! Boże! O Boże!” Powykręcana kobieta z wywróconymi oczami piszczy, co jakiś czas jak kotek. Prawie wszyscy w pieluchach, wielu monitorowanych różnymi urządzeniami, wymuszanie wypróżnień, bo jelita nie pracują – wlewka na szóstkę! Pojenie, nawadnianie kroplówkami, kaszel chorych na zapalenie płuc, jak diabelskie organy. „Pani odkaszlnie, tu, niech pani wypluje! No niech pani kaszlnie!” Krew do badania, wenflony, bilans płynów, rzężenie.

Niekochani. Samotni. Nikt ich nie chce, nikt się nimi nie opiekuje, pobyt na tym oddziale w szpitalu to święto. Rano do niektórych przychodzą dzieci, siwi mężczyźni i kobiety, też ledwo chodzą, czasem wnuk, wnuczka, sąsiadka, znajoma. Do nielicznych.

– Cieszy się pani, że idzie pani do domu? – pytam uroczą panią z siniakami na szyi. – Tak – uśmiecha się. Syn pomoże i dam radę. Kładą ją w piżamie, w czapce, obejmującą dużego żółtego pluszowego misia, na noszach do transportu. – Tak, do domu – mówi z uśmiechem. Sanitariusz pochyla się do mnie – A skąd! Ja ją wiozę do domu opieki, rodzina jej nie zabiera. Wraca do domu opieki. Oszukali ją. Kamienieję.

„Oj pani Krysiu, posiedzi tu pani jeszcze z nami trochę, to zrozumie pani jaki świat jest zły, jacy ludzie okrutni” – uśmiecha się do mnie pielęgniarka. „Dzieci bez serca, inne powyjeżdżały za granicę, a nikt obcy nie pomoże. Jeszcze jak mają jaką taką emeryturę, to na dom opieki starczy, ale tak… sąsiedzi tylko po pogotowie umieją zadzwonić i tyle. Pani patrzy na tę kobietę, to był taaaaki lekarz! Tysiące ludzi uratowała, leczyła najcięższe przypadki, nikomu nigdy nie odmówiła, niech pani patrzy jak umiera! Ludziom życie oddała! Oj, to życie!”

„Wody! Wody! Wody!” – krzyczy ta z izolatki. Zrywam się. „Niech pani nie przeżywa, ona ma wodę, poimy ją, ona tak miesiąc ciągle krzyczy, żeby ktoś do niej wszedł. Wie pani teraz ich dużo, bo ferie, ludzie chcą wyjechać, to pogotowie wzywają i ich tu zostawiają. Przechowalnia. Przecież oni nie do wyleczenia.”

Chodzą studenci, młodzi lekarze, rezydenci. Jedna dziewczyna bardziej empatyczna od innych, podnosi, oklepuje, poi, zwilża usta, sprawdza pieluchy, smaruje kremem. Potem po południu, widzę jak płacze w kącie. – Coś się stało? – pytam. Kiwa kłową zaprzeczając, oczy ma spuchnięte i czerwone.

– Czegoś trzeba? – pyta salowa? Jak nie, to idę. Mamy zgon na jedynce. Tu leżą tacy ludzie! Żeby pani wiedziała, o z tą panią, z tą co nieprzytomna, pracowałam na noworodkach – pokazuje mi zwiniętą w kłębek łysą kupkę nieszczęścia. Obok, przy sąsiednim łóżku, stoi młody chłopak, pyta leżącą na nim panią: „Babciu, mama pytała czy trzeba ci czegoś? Przynieść ci coś?” Staruszka odpowiada coś szeptem, patrząc na niego z miłością. „Co? Co chcesz?” Nie rozumie. Pielęgniarka pomaga mu, pyta krzycząc: „Czego pani chce!? Wnuk pyta!” Pada odpowiedź: „Pogłaskać.” Chłopak uśmiecha się, myśli, że to żart. Nie wie, co ma zrobić. Wychodzi z sali, wstydzi się. Po jakimś czasie widzę, jak stoi nad łóżkiem i jakby nie swoją ręką głaszcze babcię po włosach, rozglądając się ukradkiem, czy ktoś to widzi. Ta uśmiecha się z zamkniętymi oczami. Wchodzi pielęgniarka: „Pan wyjdzie, bo będę zmienić babci pampers.”

Przechodzę korytarzem.

– Chodź no tu! – woła do mnie kobieta z łóżka w innej sali.

– Kupisz mi paluszki z sezamem w kiosku?

– Tak. Zaraz pani przyniosę.

– Ale ja nie mam pieniędzy!

– Nie szkodzi – odpowiadam.

– Ja cię znam z Ogrodowej. Kojarzę cię. Pamiętasz księdza Krzysztofa? Tego, co był taki nerwus?

– Nie, bo ja nie jestem z Ogrodowej.

– Wiesz, ludzie mu mówili, niech ksiądz nie będzie taki nerwowy i go przenieśli. Oj, ile ja mu pieniędzy nadawałam, prawie całą emeryturę, a go teraz podobno przenieśli. Podobał mi się. Pamiętasz go? Ładnie śpiewał. Ale ksiądz nie może być taki nerwowy. A jutro mi przynieś gazetę.

„Czy pani wie, że jest coraz więcej stulatków, a wszyscy oni potrzebują opieki? A opiekunów profesjonalnych nie ma, mało.” Wchodzę z ciekawości do Internetu – kurs na opiekuna medycznego osób starszych, niesamodzielnych, niepełnosprawnych. Kurs umożliwia podjęcie pracy w domach opieki społecznej, hospicjach, placówkach opieki paliatywnej, domach samopomocy, także umożliwia sprawowanie indywidualnej opieki w domach prywatnych w Polsce i za granicą – cena od 699 zł. Dyplom. Uprawnienia. Kurs 80 godzin. 200 godzin. Praktyki. Reklama. Agencja opiekunek osób starszych. Dzwonię. „Za godzinę osoba z praktyką 30 złotych” – mówią. Ukrainki 80 złotych za dobę, Polki 120, 130 złotych za dobę. Także opieka nad ludźmi w śpiączce.

Starsza pani bije pielęgniarkę po rękach: „Boli! Ty świnio! Wynoś się!” Ta odpowiada: „Muszę podłączyć kroplówkę. Basia, uspokój się!” Basia bije słabo nie ma siły, potem płacze.

Moja mama leży cichutko, wybudzona, pod kroplówkami.

– Jak się pani czuje? – pyta lekarz. –

Bardzo dobrze – odpowiada z uśmiechem.

39 stopni temperatury, nie ma siły podnieść ręki, ale grzecznie odpowiada, że bardzo dobrze się czuje.

– Coś panią boli?

– Nic nie boli – uśmiecha się.

– Jak ma pani na imię?

– Zosia – odpowiada mama bez namysłu.

– Mamo, przecież ty nie masz na imię Zosia – mówię zdumiona.

– Mama jest splątana – mówi do mnie lekarz. Ale już jest prawie w kontakcie.

– Czy wie pani, gdzie pani jest? – pyta znów. Mama patrzy na mnie.

– W domu – odpowiada.

– Nie, jest pani w szpitalu – mówi lekarz.

– A czy wie pani, co to szpital?

Mama długo milczy, po czym mówi z uśmiechem:

– Magiczne Miejsce.”

https://kobieta.onet.pl/ludzie-nie-macie-pojecia-ze-tuz-obok-niedaleko-jest-taki-straszny-swiat-felieton/v3hfht8?fbclid=IwAR3hd_BBpGodkr8t2d8DGHqMUB8HlNzvrrUaXgUJqOaFw7AYE27if5jl6N0

Senior i technologia!

 

Obraz może zawierać: telefon

Przez dwa dni otrzymywałam niechciane sms-y, z których się dowiedziałam jakim, złym człowiekiem jestem.

Nie miałam możliwości na starym telefonie zablokować tego numeru, z którego w sms-ach popłynęło na mnie szambo.

Jest taka piosenka, że, „Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
Lecz kiedy jej nima  – samotnyś jak pies.”

U mnie się to nie sprawdza! Nie jestem samotna, bo mam Męża i mam swoje Dzieci!

Mąż się zdenerwował i kupił mi nówkę telefon, na którym mogę zablokować każdego, kto mnie nęka.

Jestem w dość dobrej sytuacji, że umiem obsługiwać komputer i dlatego chyba z łatwością poradzę sobie z telefonem, który ma tyle opcji, że uczę się go już drugi dzień.

Powolutku konfigurują go do swoich potrzeb i jestem z siebie dumna, że jako Seniorka daję sobie sama radę.

W zasadzie telefon mi był potrzebny tylko do dzwonienia i odbierania telefonów, ale taka zabawka mi się przyda i jest to sprawdzian dla Seniorki, że ogarniam temat!

Wielu Seniorów boi się komputerów, laptopów i nowoczesnej technologii i nie zdają sobie sprawy z tego, że nie ma czego się bać, a technologia nowoczesna jest takim okienkiem na świat i gimnastykuje mózg, a ta gimnastyka w starszym wieku jest bardzo potrzebna.

W starszym wieku, aby gimnastykować mózg trzeba rozwiązywać choćby krzyżówki, aby oddalić straszną  chorobę jaką jest – Alzheimer.

Chcę napisać także, że w moim mieście odbyła się I Sesja Rady Miasta po wyborach samorządowych i na Facebooku, na moim fan-page życzę im owocnej pracy i dobrych decyzji dla mojego miasta, choć lekko nie będzie!

 

A po wyborach – czas do pracy!
Żeby się żyło, żeby się wiodło, żeby się chciało i żeby się mogło! 

Mój Burmistrz Miasta ubrał się stosownie do sytuacji i nie miał łupieżu na marynarce  – odwrotnie do człowieka, który pojawił się dziś w Sądzie na sprawie wytoczonej Lechowi Wałęsie i garnitur Kaczyńskiego wygląda tak, jak obecnie wygląda Polska pod jego rządami – zasyfiona!

Obraz może zawierać: 2 osoby, w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Rodzice się starzeją – choroby – opieka!

 

Podobny obraz
„Nienawidzę swoich rodziców. Nie będę się nimi opiekować” Czy zawsze jesteśmy winni starszemu pokoleniu pomoc?

Pierwszy SMS był krótki: „Marcin, z tatą gorzej. Przyjedź, proszę”. Drugi, trzeci, czwarty już dłuższe. „Będziesz żałował, a jeśli on umrze? Nigdy nie porozmawiacie. Po co ta złość? To w końcu nasz ojciec. Nawet dla mamy tego nie zrobisz?!”.

To ten, na którego Marcin odpisał. Wiedział, że jego siostra wypiła za dużo wina. Tylko wtedy mówiła, co myśli: Jesteś egoistą. Wiem, że cię skrzywdzili, mnie też. Ale jestem inna niż ty”. „Właśnie. Inna. Ty rób co chcesz. Wolisz zapomnieć? Twoja sprawa” napisał.
W końcu wiadomość od ojca: „Przyjedź”
Żona Marcina, matka jego dzieci: „Kochanie, ja tego nie rozumiem. Powinniśmy opiekować się rodzicami, to nasz obowiązek”.

Marcin: „Każda dobra pamięć jest wybiórcza. Podobno. Traumy się zapomina. Nie zapomniałem swoich. Nie jestem nic winny rodzicom, mogą umrzeć. Mam znajomych z toksycznych domów. Znajomi mają po trzydzieści, czterdzieści lat. Silni, niezależni. W środku dygot. Bo mama powiedziała „be”, bo tata powiedział „fe”. Bo ojciec pije, bo matka płacze. Wykładają na rodziców kasę, znoszą pretensje i manipulacje. Wyrzucają kasę na psychologów. A rada jest jedna: odciąć gówno.

„Źle się uczysz? Zajeb….Cię”
„Po co Ci okrucieństwo?” piszę.
Marcin: „To nie okrucieństwo. Nie oceniaj mnie”.
Chłopiec ma 8 lat. Brzydko pisze: „Ale ma kota”. Szlaczków ładnych też nie potrafi robić. „Przyjdzie ojciec, to zobaczysz” mówi matka. Chłopiec się boi. Kroki na schodach, szuranie butów, odgłos płaszcza, który ląduje na wieszaku. I matka; „Kochanie, tu masz ziemniaki, kotlet, coś jeszcze?”. I: „Nie mam do niego siły, on w ogóle nic nie potrafi”.

Marcin: W moim domu śmierdziało strachem. Jej. Moim. Naszym. Nie bił tylko siostry. „Jesteś taką moją blondyneczką” powtarzał. Nienawidziłem jej.

„Jak napisałeś tę literkę? Jak ją, ku….a napisałeś?! ” wrzeszczy ojciec.
„Normalnie napisałem” mówi cicho chłopiec. Mocny cios. Czasem jest to deska. Twarda i długa. Część boazerii tak wtedy modnej. Trwa remont. Czasem jest to pas, który ojciec ściąga powoli patrząc chłopcu w oczy. Czasem ręka.
Marcin po latach zapisze: „Chodzi o ból, który pociąga cię na dno, o nieprzewidywalność, niesprawiedliwość. I upokorzenie, bo ktoś bije cię wszędzie. I wszystkim. Przecież ja miałem osiem lat, nie wiedziałem jak się pisze literki. I nie rozumiałem dlaczego ktoś wali mnie deską po głowie. Jest 1986 rok. Nie ma policji, nie ma mediów. Przemoc toczy się w większości domów. Nikt o tym nie mówi. Matki nas nie bronią”.

„Odchodzę od Twojej matki. To dziwka”
Z szafy wylatują krawaty i skarpetki. Ojciec wrzuca rzeczy do czarnej, podniszczonej walizki. Słychać odgłos otwieranego piwa. Marcin uczy się: piwo daje lekkość, daje chwiejny krok, daje krzyk, ale i miękkość. Po piwie ojciec nie jest agresywny. Nawet jeśli się zamachnie, nie zawsze trafia. Marcin lubi piwo.
Gdy rzeczy lądują na podłodze i ojciec upycha je do walizki, Marcin jest bezpieczny. Mówi więc głośno: „Ale co ty robisz, tato?”. Słyszy: „Wyprowadzam się, twoja matka to dziwka”. Podbiega i syczy: Dziwka, kurwa, szmata. Zdechniecie razem. Drzwi trzaskają, ktoś coś słyszy.
Marcin: Cierpiałem, gdy odszedł. Pokaż mi dziecko, które nie cierpi po stracie rodzica. Siadałem przed pustą szafą. Zaklinałem: niech tata przestanie pić, niech mnie kocha, niech tata przestanie pić, niech kocha.

„Zadzwonię. Obiecuję”
Chłopiec ma 10 lat. Często jada obiady u rodziców kolegów z klasy. Tam ojcowie też czasem biją, i piją też. Albo matki. Ale chociaż na obiad jest zupa pomidorowa. I rosół.
Marcin lubi smak marchewki. Jego matka nie gotuje. Wciąż za to płacze. „Ojciec nas skrzywdził, skrzywdził, zostawił” mówi. W białej szafce w kuchni są tabletki. Ona łyka je garściami, bo po nich się śpi. Marcin któregoś dnia łyka je wszystkie. Koleżanka:  Możesz zasnąć na zawsze”. Marcin się cieszy, bo chciałby umrzeć. A potem jest szpital, i płukanie żołądka, i panie w białych fartuchach. „Jemu nic się nie stało, to taka pomyłka” tłumaczy matka. Dzwoni do męża, on już mieszka z inną kobietą. „Zadzwonię, zadzwonię, obiecuję” słyszy.
Marcin: Do dziś nienawidzę słabych kobiet, to udawanie, że nic się nie stało. I miliony obietnic ojca. Że przyjdzie, że zadzwoni, że będzie. Nie przyszedł nigdy.

„Spier… nie mam pieniędzy”
Chłopiec ma 19 lat, zdał maturę, chce jechać do Londynu. Zaczynać wszystko od nowa. Odzywa się do ojca, prosi o pożyczkę. W końcu nie płacił alimentów. W mieszkaniu ojca śmierdzi. Już nie lękiem, ale niestrawionym alkoholem, przegraną. „Jeb się, synu, jeb się” . Kochanka ojca wpycha ojca do łóżka. Pościel jest brudna. Marcin wie. Nawet gdyby ojciec się na niego zamachnął bez trudu by się obronił. „Przepraszam, przepraszam, on ma takie problemy z pracą. Musisz zrozumieć, zrozumieć musisz” kochanka powtarza. Wciska chłopcu banknot, tłumaczy.
On myśli: Jest czulsza niż matka. I bardziej opiekuńcza.

Z maila: „Tych sytuacji było tysiące. Nic, ku… a nie jesteśmy winni swoim rodzicom, którzy się nami opiekowali. Nic nie jesteśmy winni pijakom, ludziom agresywnym, którzy nie dawali nam wsparcia, gdy byliśmy bezradni, mieliśmy kilka lat. Nawet jeśli to nasi rodzice. Dajesz miłość, dostajesz ją w zamian. Nie dajesz, nie dostajesz nic. To matematyka. Dzieciństwo bywa jak nóż w gardle. Nie umiem go wyjąć. Przemoc rodzi przemoc. Złość rodzi złość. Nieuwaga rodzi nieuwagę. W dupie mam rodziców. I to, że ktoś mówi: bądź mądrzejszy, i lepszy. Nie chcę. Mam swoje dzieci, pracuję na wzajemność”.

Odpowiedź: Rodzice pewnie też mieli swoją historię. Twój ojciec….
Marcin: Byłem bity, nikogo nie biję. Byłem zostawiony, nie zostawiam. Nie mam poczucia winy. Uwielbiam swoich synów. Tania ta psychologia. Znam setki ludzi, którzy czują jak ja. Ale trwają przy rodzicach. I marnują życie.

PS. Marcina ojciec umarł na początku sierpnia. Marcin nie pojechał na pogrzeb. Nie odezwał się też do matki.
P.S 2. Ojciec Marcina był inżynierem. Mama redaktorką w dużym wydawnictwie. O Marcinie mówili: „Bo ty jesteś z dobrego domu”.

https://mamadu.pl/120763,nienawidze-swoich-rodzicow-nie-bede-sie-nimi-opiekowac-czy-zawsze-jestesmy-winni-starszemu-pokoleniu-pomoc

Mała Wściekła Blondyna

Mam 21 lat, 156 cm wzrostu, blond kłaki.. Jestem idealistką, stąd mam wiele częstych bólów dupy. Denerwuje mnie wiele, od zamkniętych głów przez dziwne ogólnie przyjęte zasady bytowania na naszej Planetce. Stąd Mała Wściekła Blondyna. Palę fajki, mam tatuaże i bluźnię, więc jeśli Cię to gorszy istnieje możliwość, że się nie polubimy. Jeśli zaś nie przeszkadza Ci to, masz chęć poczytać wypociny młodej autystycznej duszyczki, zainteresowanej zagadnieniami z dziedzin motywacji, nauki, literatury ... ZAPRASZAM! Oczywiście na blogu pojawiają się również tematy beauty, czy miłe proste, przyjemne babskie pier*olenie! MIŁEJ LEKTURY!

w drodze

gazeta domowa.

Piotrek

Zdrada - tak to można określić, chciałbym się wygadać o swoich zdradach, uzależnieniu od kobiet, etc.

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Roma Carlos

I'm not sure what I did last time

Wiedźmowisko

Dzień po dniu

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Program PIT 2019

Programy do rozliczenia PIT

michael ogazie's blog

blogging , Love, Google, Seo, Relationship, Faith, Life, 2019 blogger Award

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

blogcaffe.wordpress.com/

z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia *

Sport News

Blood Sport

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Myśli (nie)banalne Joanny

czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby o zmianie na lepsze. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.