Archiwa tagu: senior

Dziś o Seniorach!

Trzy pełne dni jestem sama w domu, bo Mąż pojechał ze swoją grupą emerytów i rencistów na wycieczkę.

Jest to prężna grupa, z byłego zakładu pracy i przynajmniej dwa razy w roku jadą!

Tym razem pojechali zwiedzać Toruń i okolice i bardzo się cieszę, że Mąż coś nowego pozna i zobaczy.

W tej grupie są same diznozaury, które nie chcą się starzeć w domowych kapciach i są  ciekawi świata.

W ciągu roku mają też spotkania z okazji Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia i cieszą się tym, że w ciągu roku nikt  z tej paczki nie odszedł na tamtą stronę i spotykają się w tym samym składzie.

Smucą się, kiedy ktoś ich opuścił i wszyscy idą na cmentarz, aby kolegę, czy też koleżankę pożegnać, bo niestety, ale wszyscy się starzejemy i chorujemy.

Dziś w telewizji podano taką wiadomość, skoro piszę o Seniorach, a okazuje się, że:

„Co szósta osoba w Europie, u której wykrywa się obecność wirusa HIV ma powyżej 50 lat „.

Kurcze, ale jaja, bo ja myślałam, że w tym wieku, to Seniorzy są grzeczni i na półkę odłożyli swoje interesy, a okazuje się, że działają na pełen gwizdek i się bzykają po bokach!

Grupa związkowa zwiedziała dziś deptak w Ciechocinku i to tam pewnie Seniorzy doznają młodzieńczych uniesień, ale mam nadzieję, że grupa wycieczkowa była grzeczna – ha ha.

Mam jeszcze jeden temat odnośnie Seniorów, bo często to Seniorzy bywają roztargnieni i zapominają, a więc czy tak macie Wy?

Ja jestem raczej na razie poukładana jeszcze i nie tracę  pamięci, a więc  nie muszę niczego szukać, bo jestem pod tym względem pedantyczna i klucze oraz komórka zawsze leży w tym samym miejscu!

Przeczytajcie i napiszczie, czy cierpicie na syndrom roztrzepania niezleżnie od wieku!

„Decyduję się na podlanie ogrodu. od wieku!
Kiedy rozwijam wąż do podlewania ogrodu, patrzę na mój motocykl i stwierdzam, że wymaga umycia.
Kiedy udaję się po kluczyki do motocykla zauważam leżącą na stole pocztę i rachunki, które wcześniej wyjąłem ze skrzynki.
Postanawiam przejrzeć pocztę przed umyciem motocykla.
Kładę kluczyki na stole, wrzucam reklamy do kosza i zauważam, że jest pełny.
Decyduję się odłożyć rachunki i opróżnić kosz.
Wtedy przychodzi mi na myśl, że wychodząc z koszem do śmietnika będę blisko skrzynki pocztowej, więc mogę najpierw wysłać rachunki płatne czekiem. Biorę do ręki leżącą na stole książeczkę czekową i stwierdzam, że został mi jeden czek.
Nowa książeczka jest w biurku w gabinecie.
Wchodzę do gabinetu a na biurku stoi puszka Coca Coli, którą niedawno piłem.
Stwierdzam, że Coca Cola jest ciepła i trzeba ją wstawić do lodówki.
Idąc do kuchni z Colą w ręku zwracam uwagę na kwiaty na parapecie-wymagają podlania.
Odstawiam Coca Colę na parapet i odkrywam leżące tam moje okulary, których szukałem od samego rana.
Postanawiam, że lepiej będzie, jeżeli je zaraz położę z powrotem na biurko,ale najpierw podleję kwiaty.
Odkładam okulary na parapet i idę do kuchni po wodę.Nagle zauważam pilota od telewizora.Ktoś zostawił go na stole kuchennym.
Zdaję sobie sprawę, że wieczorem, kiedy będziemy chcieli oglądać telewizję będę znowu szukał pilota. I nie przypomnę sobie, że jest na stole kuchennym.
Decyduję się położyć go na miejsce przy telewizorze.Tam gdzie powinien być.
Ale najpierw podleję kwiaty. Przy nalewaniu widy do dzbanka wylewa się trochę na podłogę. Odkładam pilota na stół, biorę szmatę i wycieram podłogę.
Wracam do pokoju i próbuję przypomnieć sobie, co ja właściwie chciałem zrobić.
Pod koniec dnia:
ogród jest nie podlany,
motocykl jest nie umyty,
rachunki są nie zapłacone,
puszka ciepłej Coca Coli stoi na biurku,
kwiaty są suche,
jest tylko jeden czek w książeczce czekowej,
nie mogę znaleźć pilota telewizyjnego,
nie mogę znaleźć moich okularów i nie wiem, co zrobiłem z kluczykami od motocykla
a kiedy zastanawiam się, dlaczego dzisiaj nic nie zostało zrobione,jestem naprawdę zdumiony, bo wiem że przez calutki dzień byłem bardzo zajęty i jestem rzeczywiście zmęczony.
Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to poważny problem.
Przekaż tę informację wszystkim, których znasz, bo nie pamiętam, komu ją opowiadałam.
Nie śmiej się, jeżeli to nie jesteś Ty, Twój dzień nadchodzi!
Starzenie jest nieuniknione
Doroślenie jest opcjonalne
Śmianie się z samego siebie jest terapeutyczne!”

S__1061.jpg

 

S__3060.jpg

Reklamy

Przyszedł czas zapłaty!

Poniższe zdjęcia, mojego autorstwa mają już jakieś dwa lata.

Na pierwszym zdjęciu jest moja Teściowa z moją Córką, a na drugim jest moja Mama, także z moją Córką.

Minęły dwa lata i obie Mamy już tak dobrze nie wyglądają i widać po nich, że mają już bardzo mało czasu na tym świecie, bo choroby zrobiły swoje.

Obie po dwóch latach wyglądają jak jesienne liście – kruche bardzo i chudziutkie jak by były nastolatkami, ważące nie więcej niż 50  kilogramów.

Kiedy weszłam w związek z moim Mężem, a było to 42 lata temu, to nasze Mamy były młodymi kobietami, gdyż liczyły sobie w okolicach 40 lat i były silne i pełne  życia, mimo różnych zawirowań, jak to było w czasach słusznie minionych.

Przecież nie miały pralek automatycznych i tych wszystkich, współczesnych bajerów, a musiały robić wszystko swoimi rękoma i nikomu się nie skarżyły.

Kiedy pojawiły się na świecie moje Dzieci, to obie bardzo wiele mi pomogły i za to Im ogromne dzięki.

Biegałam do pracy na różne zmiany i to moja Mama brała na siebie nocne dyżury, abym mogła spokojnie pracować i pamiętam jak pokazała mi jak się kąpie noworodka.

Teściowa opiekowała się moimi Dziećmi, kiedy ja pracowałam, a One miały przerwę w przedszkolu i gotowała dla nich pyszne obiady.

Teściowa moja miała dar do robórek ręcznych, a więc wyczarowywała dla moich Dzieci sweterki, sukieneczki i szaliczki, dziergane na szydełku, czy też drutach.

Nigdy nie zapomniałam o tym, ile tym obu Kobietom zawdzęczam, kiedy byłam zaganiana i zapracowana, a na Ich pomoc zawsze mogłam liczyć.

Wiedziałam, że kiedyś przyjdzie dzień zapłaty, ale nie wiedziałam, że tak szybko, bo ten czas minął jak z bata strzelił i my z Mężem się lekko zestarzeliśmy i nasze Matki także.

Moja Mama jest od roku leżąca, a moja Teściowa jest po zabiegu na sercu i obie już nie będą w pełni sprawne, a więc rewanżuję się tak, że gotuję większy gar zupy, albo innego dania i trzeba teraz je podkarmiać, tak jak One robiły dla nas.

Role się odwóciły i to my, Ich dzieci chodzimy koło swoich Matek, bo stały się bezwolne i bez sił i potrzebują naszej pomocy i wsparcia.

I na koniec taka myśl:

Zmieniam mojej Mamie pampersa i widzę Jej łono i serdecznie Jej dziekuję za dane mi życie, bo to łono wydało  mnie na ten  świat!

Wszystko się odmieniło, bo to Ona kiedyś zmieniała mi pieluchy i karmiła, dbała, a teraz przyszedł czas na nas – Córkach, które urodziła.

 

Dobry czas na emeryturze!

Tak sobie dość często myślę, że dobrze mi na tej emeryturze, bo się odrobinę wyciszyłam i spowolniłam.

Mam swoje małe mieszkanko, które jeszcze ogarniam, ale mogę to robić bez pośpiechu i stresu.

Pamiętam te czasy, kiedy pracowałam. Stres mnie wprost wykańczał, bo spotkał mnie w pracy mobbing stosowany na mojej, skromnej osobie – przez trzy lata.

Mobbingowała mnie moja szefowa, która krytykowała mnie za wszystko, choć cholernie się starałam. Z tego powodu codziennie budziłam się o czwartej rano – cała w nerwach.

Jak później się okazało, to ta moja szefowa po cichu fabrykowała lewe faktury, na których zarobiła krocie.

Jak to się mówi, że karma wraca i to była dla mnie satysfakcja, że organy ścigania ją dopadły i kompletnie straciła szacunek w rodzinie i w mieście, a do pracy nikt już jej nie przyjął.

Ja opuściłam swój zakład pracy z podniesioną głową i dumna, a tą panią wyrzucono z hańbą!

Fajnie się żyje więc na emeryturze, bo dopiero teraz odzyskałam spokój i potrafię spać nawet do dziewiątej rano. Tak sobie odrabiam tamte ciemne i koszmarne noce.

Wielu ludzi w moim wieku czeka z utęsknieniem na ten czas emertytury, ale potem nie wiedzą, co mają zrobić z wolnym czasem i się miotają.

Mnie to nie dotyczy, bo moją miłością jest mój Mąż, który mi bardzo pomaga i wspiera, a drugą jest mój komputer, bo dzieci nasze mają spokojne i dobre życie.

Czasami mam tak, że nic mi się nie chce, a więc nie zmuszam się do aktywności, gdyż znając siebie wiem, że przyjdzie lepszy dzień i wszystko uda się nadgonić!

Gotuję obiady i z Mężem nie korzystamy z żadnych stołówek, czy kateringów, bo uważam, że skoro mam jeszcze siłę, to będę gotowała dla nas dwojga.

Wczoraj upitrasiłam bigos z młodej kapusty, bo uważam, że skoro mamy cudowny sezon na świeże warzywa i owoce, to trzeba z tego dobrodziejstwa korzystać, bo zimą jest już gorzej, aby organizmowi dostarczyć witamin.

Potrzebna mi była:

  • spora główka kapusty,
  • pęczek koperku i pietruszki,
  • pieczarki,
  • dwie cebule,
  • dwa pędka kiełbasy,
  • cztery pomidory,
  • odrobina skwarek,
  • dwie łyżki mąki
  • cztery liści laurowe,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • sól, pieprz i sok z jednej cytryny.

Wykonanie:

  • poszatkować kapustę i zalać niewielką ilością wody, a kapusta puści swój, naturalny sok,
  • na patelni podsmarzyć kiełbasę pokrojoną w kostkę, pieczarki, cebulę i dodać do ugotowanej kapusty
  • pokroić pomidory w kostkę, które dodaję pod koniec gotowania,
  • posolić i popieprzyć ugotowaną kapustę – dodać ziele i liście laurowe,
  • pokroić koperek i pietruszkę i dodać na koniec gotowaia.
  • na suchej patelni uprażyć mąkę i kiedy wystygnie, to rozmącić ją z wodą tak, by powstała zasmażka,
  • na koniec dodać sok z cytryny i podgotować jeszcze trochę.

Ciekawa jestem jakie Wy macie przepisy na pyszniutki bigos z młodej kapusty, bo każdy zna inną szkołę gotowania.

Ps. Mam pretensje do emerytury, że czas na niej płynie bardzo szybko w stosunku do czasu młodości – wprost jest okrutny, a powinno być odwrotnie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Podobnie jak znaczki, nabieramy wartości starzejąc się. Valeriu Butulescu

Znalezione obrazy dla zapytania drugie podejście film

Kiedy stary rodzic zachoruje i jest samotny, bo współmałżonka już nie ma, to powstaje kłopot.

Wszyscy wiedzą, dzieci wiedzą, że taki rodzic sobie sam nie da rady, ale odżegnują się od pomocy, gdyż mają swoje, trudne i zabiegane życie.

Mają kredyty i zobowiązania, a więc pracują od rana do wieczora, aby zapewnić sobie byt.

Powstaje więc problem, co zrobić z chorym rodzicem, aby miał opiekę całodobową i oczywiście towarzystwo.

Tak było więc ze starszą panią o imieniu Katherine – wdową, którą nie mogła zająć się sfrustrowana córka i bardzo zapracowana.

Po operacji złamanego biodra wysłała matkę do domu seniora, w którym ta miała dojść do siebie poprzez fachową rehabilitację.

Katherine nie miała wyjścia i zgodziła się na tymczasowy pobyt w tym domu, w którym najchętniej odwiedzała ją wnuczka, która bardzo babcię kochała.

Katherine całe życie poświęciła mężowi i córce – zapominając o sobie.

Była miłośniczką opery i całe życie marzyła by pojechać do Mediolanu – słynnej La Scali.

Katherine w domu seniora między codziennymi zajęciami, a rehabilitacją poznaje gburowatego  Isaaca – polskiego Żyda – także wdowca i małymi kroczkami między tym dwojga iskrzy i powstaje chemia jak w czasach młodości.

Isaac to krawiec, który przez 30 lat szył piękne garnitury, a którego zostawił też zapracowany syn i jakby o ojcu zapomniał.

Isaac miał także talent muzyczny i oboje oddawali się słuchaniu arii, co jeszcze bardziej scementowało ten związek.

A teraz zdradzę o czym piszę:

Obejrzałam z racji mojego wieku bardzo dużo filmów o starości, ale nigdy chyba takiego, który od pierwszych kadrów mnie zachwycił i spowodował, że łzy cisnęły mi się do oczu!

Film kanadyjski pt. „Drugie podejście” sprawił, że uwierzyłam, iż na stare lata też może  nas coś niespodziewanego zaskoczyć, aż tak, że nie wstydzimy się swoich uczuć, swojego ciała i możemy przeżyć jeszcze coś pięknego i wartościowego.

Polecam ten film każdemu, bo osobom starszym i młodym i zapewniam świetną zabawę po przez błyskotliwe dialogi i cudowne zbliżenia starzejącej się twarzy, która jeśli doznaje szczęścia – jest piękna.

 

Znalezione obrazy dla zapytania drugie podejście film

 

Znalezione obrazy dla zapytania drugie podejście film

W każdym Seniorze można odkryć jego piękno!

Nie wiem dlaczego, ale fascynuje mnie Rosja i oglądam wszystko, co się o tym kraju pojawi w sieci i nie tylko.

Uwielbiam rosyjskie filmy z rosyjską duszą, bo takich chyba żaden kraj nie kręci.

Uwielbiam Rosję – kraj wielu prędkości, w którym jest ogromna bieda, która zderza się z obrzydliwym bogactwem.

Uważam, że Rosjanie, to jest bardzo mądry Naród, zdolny do wielu poświęceń i choć często im się źle powodzi, to kochają swój kraj i nie dadzą złego słowa na niego powiedzieć.

Dlaczego Rosjanie piją tak dużo okowity – bo wiedzie im się kiepsko i widzą jakie są dysproporcje wśród społeczeństwa.

Rosja wielokulturowa i Rosja cudna pod każdym względem – geograficznie i krajobrazowo.

Naród uciśniony – nie mogący zaprotestować obecnej władzy, bo można to przepłacić życiem.

Uważam, że gdyby tam rządził mądry przywódca, to Rosja stałaby się światową potęgą, a tak skorumpowani oligarchowie wyciskają z tego kraju wszystko jak z cytryny.

Bardzo bym chciała odwiedzić osadę gdzieś w Tajdze, gdzie ludzie żyją w symbiozie z brutalną przyrodą, albo jechać koleją transsyberyjską aż do Władywostoku.

Ej, takie moje marzenia, ale wracam na Ziemię.

Moskwa to jest soczewka między biedą, a bogactwem i Moswka nie zasypia, bo tam się dzieje dużo przez 24 godziny na dobę.

Mówi się, że Rosja to stan umysłu, bo Rosja taka jest nieprzewidywalna.

W Rosji odkryto Seniorów pięknych, których zatrudniono do sesji modowych w agencji modowej i oto przedstawiono światu cudowne osobowości w słusznym wieku.

Jak ja bym chciała, aby w Polsce ktoś mnie tak wystylizował i odkrył moje piękno w wieku Seniora, bo takie piękno jest w każdym Seniorze, tylko potrzeba fachowej oprawy!

A oto Oni – dojrzali i piękni:

Olga, 71 lat

2Olga, 71 lat

Ludmila, 64 lata

2Ludmila, 64 lata

Valentina, 62 lata

2Valentina, 62 lata

Sergey, 45 lat

2Sergey, 45 lat

Tatyana, 61 lat

2Tatyana, 61 lat

Irina, 70 lat

2Irina, 70 lat

 

Victor, 74 lata

2Victor, 74 lata

Valeriya, 78 lat

2Valeriya, 78 lat

Ludmila, 60 lat

2Ludmila, 60 lat

Nina, 75 lat

2Nina, 75 lat

Irina, 80 lat

2Irina, 80 lat

„Starość Bogu nie wyszła”

Mój blog, z racji mojego wieku będzie często poruszał sprawy ludzi starych, czyli w słusznym wieku Seniorów!

Dziś wklejam artykuł z sieci, który bardzo mi się spodobał.

Na podstawie tego wpisu z czasem napiszę podobną historię, ale o mnie.

Muszę nowy tekst przemyśleć, aby go tu zamieścić!

 

Starość Bogu nie wyszła.

„Starość Bogu nie wyszła” – te słowa często padają z ust naszych babć czy dziadków. Patrząc, jak każdego dnia zmagają się z własnym ciałem i próbują pokonywać granice, jakie stawia im własny umysł, ciężko się z nimi nie zgodzić.

Wychowani do starości
Rodziny wielopokoleniowe przechodzą już do historii, domy opieki zaś wypełnione są po brzegi. Starsze osoby coraz częściej, zamiast być skarbnicą wiedzy, odsuwane są na dalszy plan. Pomarszczona skóra, przygarbione plecy, drżące dłonie – to widzimy my. Rzadko zdarza nam się myśleć o nich, jak o rozrabiających dwulatkach czy zbuntowanych nastolatkach, którymi byli. Ale oni doskonale pamiętają lata swojej młodości, lata, które już nigdy nie wrócą…

Starość to kiepski żart

PHYLLIS MCCORMACK

Crabbit old woman

Drogie siostry, co widzicie, gdy na mnie patrzycie? Niemiłą staruszkę, która nie jest zbyt mądra i ma dziwne nawyki, która z rozmarzonym wzrokiem patrzy w pustą ścianę? Czy starą kobietę, z którą trzeba walczyć o każdy kęs jedzenia, który i tak potem wypluwa? Albo kobietę, która nie ma pojęcia, co się dookoła niej dzieje i jest zamknięta w swoim dziwnym świecie? Starowinka, z którą trzeba walczyć przez cały dzień, ale na koniec pozwala się umyć i nakarmić? Kobiecina, która ciągle gubi swoje buty i rękawiczki? Dni mijają, a ona nic się nie zmienia i nawet pewnie nie chce…

Taką mnie widzicie? A ja Wam zdradzę w tajemnicy, że nie jestem taka. Opowiem Wam, kim jest ta staruszka, do której podchodzicie z taką niechęcią i która najczęściej sama siedzi w kącie…

Jestem 10-letnią dziewczynką, która ma tatę, mamę i rodzeństwo. Jesteśmy rodziną, która bardzo się szanuje i kocha.

Jestem 16-latką unoszącą się na skrzydłach miłości, która wierzy, że uczucie może wszystko.

Jestem 20-letnią młodą kobietą, która zakochana do szaleństwa w swoim chłopaku czeka na jego oświadczyny.

Mam 30 lat i żyję dla swoich dzieci i męża. Martwię się o nich i zależy mi na nich najbardziej na świecie.

Kiedy myślę o przyszłości, nie widzę już kolorów, ale ciemne chmury. Dlaczego? Mimo że mam dzieci, nie mogę zatruwać im życia swoją osobą. Mają swoje rodziny, swoje dzieci… A ja myślę o tych wszystkich latach i o tym, jak bardzo Was kocham i ile dla mnie znaczycie. Teraz jestem starą kobietą – natura jest bezlitosna!

Starość to kiepski żart.

To stan, który odbiera wszystko to, co przez lata udało Ci się zebrać. Ciało się zmienia, tracisz siły, a piękno odchodzi w zapomnienie. Dzieje się coś, czego Ty tak naprawdę nie chcesz. Ale mimo wszystko, jestem tą dziewczyną z przeszłości, która się zakochuje, nosi pod sercem dzieci, czeka na swojego najdroższego męża, którego będzie musiała pierwsza pożegnać.

Ciągle w tych ruinach mojego ciała, jestem ja. Pamiętam każdą szczęśliwą i smutną chwilę z mojego życia. Na nowo odtwarzam je w głowie i wracam do tych momentów. Myślę o wszystkim, co mnie ominęło, co spotkało. I zgadzam się z tym, że nic nie trwa wiecznie.

Więc proszę Was…
Otwórzcie oczy…
Przed Wami siedzi zgorzkniała staruszka, która kiedyś była nastolatką, młodą matką i zakochaną żoną.

http://mamadu.pl/131895,ona-nie-jest-staruszka-ktora-widzisz-przed-smiercia-wyjawila-prawde-ktora-dotyczy-kazdego-z-nas

Carpe diem – chwytaj dzień!

Jestem Seniorką już niestety i z tej racji dużo miejsca poświęcam na blogu właśnie tematowi o strości, o samotności ludzi starszych, a także o ich bezradności – kiedy zostają całkiem sami na tym świecie.

W Polsce ludzie starsi przeszkadzają, co często widać w szpitalach, kiedy traktuje się Seniora jak potencjalnego trupa i nie warto koło niego chodzić i się o niego troszczyć. Wiem coś o tym, bo sama bywałam ostatnio w szpitalu u mojej Mamy i obserwowałam zniecierpliwienie personelu. Nie było to tak bardzo rażące, ale się zdarzyło złe traktowanie i niedopilnowanie. Gdyby nie rodzina, to byłoby jeszcze gorzej.

Rządzący też mają w nosie ludzi starszych, którzy pobierają głodowe emerytury i nie ma żadnych szans na ich podwyżkę, bo by nie starczyło na 500+.

Jestem szczęściarą, że wciąż żyję pod jednym dachem z moim Mężem – już, a może dopiero 43 lata i tu opowiem coś, co dało mi do myślenia.

Przed wczoraj Mąż został obudzony w nocy przez swoją Mamę, bo ta poczuła się źle.

Nie słyszałam tego telefonu i nie obudziłam się w momencie, kiedy Mąż wychodził w nocy z domu.

Obudziłam się jednak i macając – zorientowałam się, że Męża nie ma w domu. Przeczuwałam, że jest u Matki i powinnam być spokojna, ale tak nie było!

Pomyślałam sobie, a gdyby tak było każdej nocy, że pozostawałabym samotna w ciemnej ciszy i w ciągu dnia też, to co by ze mną było!

Przestraszyłam się swoich myśli i do rana nie zmrużyłam oka – czekając na powrót Męża.

Wiem jedno, że gdyby go mi zabrakło, to szybko bym za nim powędrowała – z tęsknoty.

Wiem jedno, że bym nie jadła i nie żyła, a tęsknota bym mnie pokonała.

Bardzo szanuję ludzi starszych, którzy mimo samotności trwają i są to bohaterowie codzienności.

A teraz opowiadanie, które może wywołać łezkę w oku, bo ktoś zrobił tak mało, ale w dzisiejszej znieczulicy – tak dużo:

„Panie, wożę czasami taką babcię. 94 lata” – opowieść taksówkarza wzruszyła tysiące osób.

 

Czemu ta historia tak poruszyła ludzi? Bo dowiodła, że istnieje jeszcze coś takiego jak bezinteresowność.

Samotność starszych osób, które nie mają rodziny, jest trudna. Gdy zabraknie partnera, dzieci, czy wnuków, ciężko jest czasem poradzić sobie z trudnościami dnia codziennego. Zwłaszcza gdy ma się 94 lata. Wiele takich osób może wyłącznie liczyć na wsparcie i opiekę obcych osób i to od ich dobroci serca zależy, jak upłyną ostatnie dni ich życia.

Historia, którą podzielił się Witold Szablowski, została opowiedziana przez taksówkarza o wielkim sercu. Dla samotnej kobiety, której rodzina zginęła w Powstaniu, każdy ludzki i pełen empatii odruch, jest na wagę złota. Dziś niestety ciężko o szacunek dla starszych i osoby, które nie założyły rodziny, spotykają się zazwyczaj z niechęcią i poczuciem, że są „zbędne”. Tym bardziej opowieść pana Witolda daje nadzieję, że można trafić na bezinteresowność i spotkać człowieka, dla którego pieniądze są ważne, ale na pewno nie najważniejsze.

WITOLD SZABLOWSKI

Facebook

Jedna z piękniejszych historii, jakie usłyszałem od taksówkarza. Właściwie to najpiękniejsza.
 Bayer taxi, kilka dni temu. Pan w okolicach pięćdziesiątki, ogolony na łyso, wielki, z wyblakłym już nieco tatuażem na przedramieniu.

 

„Panie, wożę czasami taką babcię. 94 lata. Samotna, mieszka na Woli, cała rodzina zginęła w Powstaniu. Raz przyjechałem do niej na wezwanie, jakoś mnie polubiła, powiedziała, że zawsze już po mnie będzie dzwonić. Dzwoni raz — Panie Irku, na zakupy jedziemy. Jadę, babcia wychodzi, a tu sernik upieczony. Dla córki. Zapamiętała, że mam córkę i upiekła, specjalnie dla niej.

Myślę sobie: jak ona w ten sposób, to ja też. I następnym razem, jak zadzwoniła, że jedziemy do przychodni, to przyjechałem z szarlotką. Woziłem ją potem nie raz i nie dwa. W domu u mnie była. Ja u niej. Kilka razy jej pomagałem zakupy wnieść. Zaprosiła na herbatę. Albumy pokazała „Wszyscy oni już nie żyją’ – popłakała się. No sama babcia. Jak palec. Fajnie się z nią rozmawia, dużo opowiada. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo.

 

Zeszłego lata wybieraliśmy się z rodziną nad morze. Urlop zaklepany, zadatek zapłacony. I dwa dni przed wyjazdem dzwoni babcia. Że ma operację. I żeby ją zawieźć. I płacze. Że się boi. Pytam żonę, co robić. A żona: przecież dobrze wiesz, co. No wiem.

Panie, zawiozłem rodzinę do Ustki. Przenocowałem i następnej nocy, o północku, ruszyłem do babci. Podjechałem pod kamienicę, zdążyłem się jeszcze chwilę zdrzemnąć, i 7:30 dzwonię, że jestem. Słowa jej nie powiedziałem, że przyjechałem z Ustki. Myślała, że jestem normalnie w pracy. Kurs wyszedł 32,40. Mam w domu paragon na pamiątkę, bo przecież to szaleństwo było, no sam pan powiedz. Za darmo bym ją zawiózł, ale babcia by się nie zgodziła. Ona zawsze płaci więcej, niż się należy. Taka jest.

Zaprowadziłem babcię na oddział, przytuliłem. No jakbym kogoś z rodziny odprowadzał, mówię panu. I jak już ją wzięli, to w auto — i z powrotem do Ustki. Babcia wyszła po tygodniu, cała i zdrowa. Urlop mi się skończył, więc ją odebrałem już normalnie. Do dzisiaj nie wie, że wtedy specjalnie dla niej z Ustki leciałem”.

 

Smutne trochę, że taki prosty odruch staje się dziś bohaterskim czynem, bo każdy powinien umieć się tak zachować. Niestety ludziom brakuje czasu, by rozejrzeć się wokół, dostrzec potrzeby innych ludzi. Oby więcej takich taksówkarzy jeździło po polskich drogach!

http://mamadu.pl/131797,opowiesc-taksowkarza-wzruszyla-tysiace-osob-samotnosc-starosc

Kiedy myślisz, że ludzie z reguły są dobrzy – w sieci też!

Na moim blogu często pisałam o Seniorach, którzy przechodząc na zasłużoną emeryturę nagle mają za dużo czasu i są zagubieni w tej wolności!

Pisałam, aby nie dali się samotności i wskoczyli do sieci, a więc znaleźli swoje miejsce blisko sympatycznych i życzliwych ludzi.

Jeśli Senior nie miał styczności z komputerem w pracy zawodowej, to porusza się często w sieci jak we mgle – boi się, że coś zepsuje!

Jakże często, aby wejść w arkana Internetu pomagają wnuki, lub po prostu rodzina i nagle się okazuje, że nie taki diabeł straszny jak go malują!

Jakże często rodzina zakłada Seniorowi konto na Facebooku, albo na forum dyskusyjnym dla jego grupy wiekowej.

Jeśli chodzi o forum dyskusyjne dla Seniora, to proszę nie zakładać konta na forum Cafe Senior! Kiedyś to było wspaniałe forum do pisania i poznania wspaniałych ludzi. Teraz jest to forum bandycie, partyjne za przyzwoleniem Admina. Omijacie to miejsce!

Senior się uczy, a sieć wciąga, bo jest to alternatywa jakże często na samotność, lub na urozmaicenie sobie życia.

Jakże często Senior nie świadomy zagrożeń pisze w sieci o swoim życiu i zdradza pewne epizody z niego.

Jakże często wstawia osobiste zdjęcia i obnaża tym samym siebie, rodzinę i inne wspomnienia oraz przeżyte życie, które nie zawsze było usłane różami.

Na początku Senior nie ma pojęcia o tym, że w sieci może trafić na złych ludzi, bo Senior jest ufny i myśli sobie, że jest w świecie dobrych i empatycznych ludzi, którzy mu tylko dobrze życzą.

Jest tak teraz, że od kiedy PiS wygrał wybory, to okazało się jak bardzo jesteśmy podzielonym Narodem.

Nie było to tak widoczne przez ostatnie 27 lat, a teraz robactwo wypełzło w przestrzeń publiczną i pojawili się psychopaci, którzy w sieci mają się dobrze i płatni trolle.

Seniorze apeluję! Bądź ostrożny, bądź uważny komu się zwierzasz i piszesz o sobie, bo sieć naszpikowana jest różnymi ludźmi, którzy tylko czyhają na Ciebie i mają z tego pożywkę.

Tak też wpadają młodzi ludzie, którzy zawiązują w sieci sztuczne relacje, a potem są obiektem znęcania się nad nimi, co często prowadzi do psychoz, a nawet do samobójstwa.

Ja jako Seniorka proszę ludzi w słusznym wieku, aby byli ostrożni i nigdy nie zostali wzięci na widelec przez psychopatę – proszę – bądźcie uważni i tu podaję rysopis psychopatycznego zachowania ludzi, którzy tylko żyją po to, aby komuś latami dokopać. To jest psychopaty paliwo!

Psychopata w sieci

 

Mało kto zaglądając na portale społecznościowe ma świadomość, że spotka tam szczególnie wielu psychopatów. Bo – zdaniem uczonych – właśnie Internet stał się dla psychopatów tym, czym dla małych dzieci plac zabaw.

Psychopata za sprawą powieści i filmów kojarzy się najczęściej z mordercą. To jednak skrajne przypadki, bo większość takich osób stara się panować nad złymi skłonnościami. Jest jednak miejsce, gdzie szczególnie łatwo spotkać psychopatę dającego upust swym instynktom. To portale społecznościowe. Każdy, kto korzysta z takiej wirtualnej formy kontaktu, miał do czynienia z hejterami i trollami, a widząc ich zachowania, zachodził w głowę, skąd tacy ludzie się biorą. Naukowcy już to ustalili. Z hejterem różnie bywa, ale troll to psychopata, do tego sadysta.Hejter wpisuje negatywne, obraźliwe komentarze pod postami, zdjęciami lub filmami innych internautów. Im bardziej znana osoba, tym więcej hejterów na niej się wyżywa. Wiele badań wykazało, że hejterami często są osobnicy sfrustrowani i znaczący procent stanowią hejterzy jednodniowi, którzy po wyładowaniu frustracji znów są osobami przyjaznymi dla otoczenia. Reasumując, hejter zwykle napaskudzi i znika. Inaczej jest z trollem internetowym, który działa podstępnie i potrafi naprawdę dokuczyć.Troll internetowy z zasady jest aspołeczny. Przenika na fora, włącza się w prowadzone tam dyskusje i umieszcza komentarze, mające zakłócić wymianę zdań. Troll będzie kłamał, obrażał i ośmieszał dopóki nie zostanie dostrzeżony, dopóki nie uzyska odpowiedzi od zaczepianych użytkowników serwisu społecznościowego. Im bardziej merytoryczna rozmowa prowadzona jest na forum i im więcej osób bierze w niej udział, tym większą satysfakcję przynosi trollowi „rozwalenie” tego wirtualnego spotkania.Takie doświadczenia miała też grupa uczonych z Kanady, więc postanowili oni przeanalizować problem od strony naukowej. Wyniki ich pracy opublikował w połowie września tego roku serwis naukowy „Psychology Today”.

Dr Erin E. Buckels, dr Paul D. Trapnell i dr Delroy L. Paulhus z Uniwersytetu Toronto poddali analizom zachowania i osobowość ponad 1200 osób, które codziennie korzystają z internetowych portali społecznościowych. Kanadyjczycy sprawdzali, czy istnieje związek pomiędzy internetowymi hejterami i trollami, a ciemną stroną ludzkiej psychiki: narcyzmem, skłonnością do sadyzmu i psychopatią.

– Nasze badania wykazały, że występuje zaskakująco silny związek między sadyzmem a trollingiem internetowym – stwierdza dr Paul D. Trapnell. – Troll internetowy to po prostu psychopata o sadystycznych skłonnościach. Taki osobnik cieszy się, jeśli kogoś urazi i sprowokuje do reakcji. Im bardziej zaatakowana osoba denerwuje się i angażuje odpisując trollowi na internetowym forum, tym lepiej bawi się troll. Internet daje większe poczucie bezkarności, niż świat realny, dlatego właśnie stał się placem zabaw dla psychopatów o sadystycznych skłonnościach. Kolokwialnie sprawę ujmując, internetowi trolle to naprawdę okropni ludzie i lepiej ich unikać.

Kanadyjscy uczeni radzą wszystkim korzystającym z serwisów społecznościowych, by pamiętali, że trollowi sprawia przyjemność cierpienie innych ludzi, więc najlepszym rozwiązaniem jest ignorowanie zaczepek takiego osobnika.

Jak działa mroczny umysł trolla psychopaty? Dotychczas zakładano, że psychopata nie wie, co to empatia. Jednak – jak wynika z opublikowanych w sierpniu tego roku wyników badań zespołu kierowanego przez dr. Christiana Keysersa z Uniwersytetu w Groningen – psychopata nie tyle jest pozbawiony zdolności do empatii, co może ją dowolnie włączać i wyłączać.

Dr Keysers z współpracownikami przebadał zachowania 18 skazanych psychopatycznych przestępców oraz dużej grupy mężczyzn, określonych jako jednostki przeciętne. Część materiału badawczego uzyskano badając mózgi uczestników programu za pomocą skanera do funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI).

– U psychopatów występuje zmniejszona spontaniczna aktywność neuronów lustrzanych, które wyładowują się zarówno podczas samodzielnego wykonywania jakiejś czynności, jak i podczas obserwowania czyichś działań – wyjaśnia dr Keysers. – W pewnych jednak sytuacjach psychopaci potrafią zapanować nad taką reakcją i naśladując zachowania otoczenia okazują empatię.

Okazuje się więc, że internetowy troll zachowuje się paskudnie, nie dlatego, że jest genetycznie i psychologicznie upośledzony, ponieważ nie potrafi okazać i odczuć empatii. Troll jest wredny, bo po prostu lubi, gdy inni cierpią.

Fakty

Stwory internetowe

– Hejter – „hater” – wywodzi się z angielskiego słowa „hate”, czyli nienawiść. Określenie troll internetowy powstało z połączenia takich pojęć jak angielski termin „trolling for fish”, czyli „łowienie ryby na haczyk” oraz troll – nieprzyjemny stwór z germańskich mitów.

– Netykieta to zbiór dobrych manier obowiązujący w sieci, ignorowany przez trolli internetowych.

Zmęczeni 50 i 60 latkowie!

Na moim blogu dużo miejsca poświęcam starości i Seniorowi, dlatego, że sama już jestem w słusznym wieku i zaliczam się do Seniorów.

Niedawno oglądałam wywiad z Grażyną Torbicką w programie Magdy Mołek – „W roli głównej”.

Otóż w tym wywiadzie Grażyna Torbicka powiedziała, że nie obchodzi urodzin od pewnego czasu, gdyż czuje się wewnętrznie na wiele młodszą, a więc odpuściła sobie liczenie swoich lat!

Można i tak oszukiwać czas, ale do pewnego momentu, kiedy ciało i psyche na to pozwalają.

Zdrowie dane jest nam do jakiegoś momentu, ale kiedyś nastąpi czas, że przed chorobą nie ma ucieczki – niestety.

Możemy mieć lepsze i gorsze geny i jedni żyją dłużej, lub krócej i nie jest to sprawiedliwe.

Niestety, ale czasami nie da się uciec od nieuchronnego i zaczyna się walka z chorobą.

Pisałam kilka razy na blogu, że mam chorą Mamę. W listopadzie minie rok, jak padła diagnoza – rak!

Mama miała w swoim życiu ogromne szczęście, bo naprawdę nie chorowała dużo i udało się jej dożyć 85 lat bez poważniejszych chorób.

Mama jest ode mnie starsza o 24 lata i wiedziałam, że kiedyś przyjdzie taki czas – jak teraz, że trzeba będzie się Nią opiekować.

Odsuwałam od siebie taką perspektywę jak najdalej, aż w końcu zachorowała i potrzebuje opieki.

Opieka spadła na mnie i na Siostrę, która jeszcze pracuje. Po powrocie z pracy idzie do Mamy i robi przy Niej gigantyczną robotę i za to ja Jej dziękuję. 

Ten artykuł dedykuję Siostrze, bo wiem jak bardzo jest zmęczona, kiedy ja na emeryturze mam dni wolne i zajmuję się Mamą w godzinach  do południa. Mam czas na regenerację i nie jestem tak zmęczona jak Siostra.

Ona przecież wciąż pracuje i wielu innych, którzy mają swoje rodziny, swoje życie osobiste, dzieci i wnuki, a muszą się zajmować chorymi rodzicami, którzy z racji coraz bardziej rozwiniętej medycyny – żyją coraz dłużej!

Stare dzieci starszych rodziców – nie są bohaterami, są zmęczeni.

 

Praca, własne dzieci i starzy rodzice – wymagania, którym mogą sprostać tylko bohaterowie. Ale stawia się je wszystkim. Cena, którą płacą, jest wysoka. W Polsce od dzieci wymaga się opieki nad starymi rodzicami. Kiedy nadchodzi ten moment i starość lub choroby odbierają im samodzielność, zaczyna się problem. Czy dorosłe dzieci dają radę, czy nie? Jakie mają możliwości? O trudnych wyborach opiekunów – pisze Monika Kaczyńska.

Kiedy Marta słyszy o biletach do kina za 5 zł dla seniorów, siłowniach na wolnym powietrzu i kawiarenkach, dostaje piany na ustach. – Senioralia – sralia – tylko, że jak naprawdę trzeba się zająć starym człowiekiem, system jest bezradny – mówi i doskonale wie o czym. W blokowym mieszkaniu na jednym z poznańskich osiedli mieszka z dwojgiem dzieci, a od kilkunastu miesięcy z dwojgiem schorowanych, niemal kompletnie niesamodzielnych rodziców. I jest na skraju wytrzymałości nerwowej. – Nie miałam innego wyjścia – opowiada. – Musiałam ich wziąć do siebie. Ale to jest złe rozwiązanie. Nie wiem, jak długo to wytrzymam. Marta należy do tzw. pokolenia kanapkowego. Sama dobiegająca 60. wciąż jeszcze pracuje, z jednej strony przytłaczana powinnościami wobec dorosłych, ale jeszcze nie żyjących samodzielnie dzieci, z drugiej – powinnościami wobec rodziców.

Opieka nad starszymi osobami wcale nie jest taka łatwa i kolorowa jak w reklamach – To zupełnie nowe zjawisko – zwraca uwagę prof. Anna Michalska, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Jest związane z wydłużającym się życiem. Pokolenie to nazywane również pokoleniem przegubowym podlega silnej presji z obu stron. Dopóki starzy rodzice są względnie samodzielni, a dorosłe dzieci także żyją swoim życiem, wszystko jest w porządku. Gdy jednak starość lub choroby odbierają najstarszemu pokoleniu samodzielność, zaczyna się problem. I organizacyjny, i etyczny, i psychologiczny. Dotyczy to coraz większej grupy osób. I z danych wynika, że w ciągu najbliższych lat będzie ona jeszcze liczniejsza. – W Polsce wciąż rodzina znajduje się wysoko w hierarchii wartości – mówi prof. Anna Michalska. – Otoczenie oczekuje, że dzieci zajmą się rodzicami w podeszłym wieku, jakby oddając im trud, który włożyli w wychowanie. Zdawanie się w tej kwestii na instytucje jest wciąż oceniane negatywnie. Na własnej skórze odczuły to dwie poznanianki, które opowiadają, jak radzą sobie ze zniedołężnieniem rodziców.

Obawa przed negatywną oceną dalszej rodziny i przyjaciół to jedno. Druga sprawa to dostępność i jakość instytucjonalnej opieki. Oczekiwanie na miejsce w domu pomocy społecznej w dużym mieście trwa przeciętnie około roku. Czasem dłużej. Usługi opiekuńcze, świadczone w domu, maksymalnie przez 8 godzin dziennie bardzo często nie rozwiązują problemu. Ostatecznie więc odpowiedzialność za starych i niedołężnych spada na ich także, co tu kryć, starzejące się dzieci. Gdy Marta skończyła pięćdziesiątkę, jej rodzice cieszyli się dobrym zdrowiem. Fakt, że mieszkali w oddalonym o ponad 200 kilometrów Wrocławiu, nie stanowił problemu. Stały kontakt telefoniczny, weekendowe odwiedziny raz na miesiąc i bratanek na miejscu, który w razie konieczności przyniósł cięższe zakupy czy dokonał drobnych napraw, załatwiały sprawę.

Kilka lat temu u matki Marty rozpoznano nowotwór. Wkrótce ojciec stał się bardziej roztargniony niż zwykle. Najpierw tłumaczono to stresem, później zmianami związanymi z wiekiem. Kiedy po raz kolejny siedem razy wychodził do kiosku i wracał z kolejnym egzemplarzem tego samego numeru gazety, a ze sklepu przynosił siódmą w ciągu dnia 20-dekagramową paczkę wędliny, stało się jasne, że sprawa jest poważniejsza. Badanie lekarskie tylko potwierdziły przypuszczenia – choroba Alzheimera.

Liczba chorych na chorobę Alzheimera czy z poważnymi, utrudniającymi codzienne funkcjonowanie zmianami wzrasta z wiekiem Wraz z jej postępami Marta traciła kolejne części swojego życia. Zaczęło się od weekendów. – W piątek po pracy wsiadałam w samochód i gnałam do Wrocławia – opowiada. – Tam prałam, sprzątałam, załatwiałam, co konieczne. Wracałam w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek do pracy. Ale sytuacja z każdym miesiącem była coraz gorsza. Choroba ojca Marty postępowała, a coraz mniej sprawna matka po kilku operacjach przestała dawać sobie radę. – Nie była w stanie go upilnować. Znikał z domu, gdy była w toalecie, później przyprowadzali go obcy ludzie – wspomina Marta. – Wtedy, kiedy jeszcze to i owo kojarzył i był w stanie się podpisać, postanowiłam go ubezwłasnowolnić, choćby po to, by kiedy całkiem straci kontakt z rzeczywistością, móc umieścić go w domu pomocy społecznej.

Gdy o tym fakcie dowiedziała się dalsza rodzina, prawie Martę zlinczowała. – Nasłuchałam się, że chcę się ojca pozbyć, że chodzi mi o jego mieszkanie. Wyrodna córka to było najłagodniejsze określenie, z jakim się spotkałam. Padały wiele gorsze – mówi kobieta. Doroty, która przez trzy lata opiekowała się chorą na chorobę Alzheimera matką, wcale to nie dziwi. – Oczekuje się od nas postawy heroicznej – twierdzi. – Tyle że nikt, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie sobie wyobrazić, jaka to przytłaczająca odpowiedzialność. Matka Doroty od ponad roku jest pensjonariuszką domu pomocy społecznej. Dorota odwiedza ją kilka razy w tygodniu. Czasem matka nawet ją poznaje. I choć starsza pani, gdy jeszcze częściej była świadoma, sama zdecydowała o przeprowadzce, okres oczekiwania na miejsce Dorota wspomina jak nieustający koszmar.

– Mieszkałyśmy po sąsiedzku – opowiada. – Kwestie techniczne – zakupy, sprzątanie, podawanie leków cztery razy dziennie to nie był problem. Tylko ten strach. Bałam się oddalić od domu, bo matka może mnie potrzebować. Co noc budziłam się kilka razy i biegłam do okna sprawdzić, czy pali się u niej światło. Po tym, jak o trzeciej w nocy zadzwonili sąsiedzi, że mama w koszuli nocnej stoi na klatce schodowej i nie może wejść do mieszkania, prawie w ogóle przestałam sypiać. Tylko dzięki ośrodkowi dziennego pobytu, do którego odprowadzałam mamę, mogłam w ogóle pracować. Ale i tak byłam u kresu sił. Czego bałam się najbardziej? Że z jakiegoś powodu trafię do szpitala, a mama zostanie sama – bez opieki, bez leków, kompletnie zagubiona i bezradna – wyznaje. – Dopiero kilka miesięcy po przeprowadzce mamy do DPS-u, na nowo odkryłam spacery, spotkania ze znajomymi, wyjścia do kina. Zwyczajne rzeczy, które przez ostatnie lata były dla mnie niedostępne. Wciąż jeszcze nie mogę uwierzyć, że znów mogę wrócić do domu, o której chcę. Jak nastolatka spuszczona z rodzicielskiego oka – śmieje się.

Najbardziej bałam się, że trafię do szpitala i matka zostanie bez opieki Marta po pracy pędzi prosto do domu. Zajęcia sportowe, kurs językowy, koncerty skończyły się wraz ze sprowadzeniem rodziców pod własny dach. Zresztą nie tylko to. Do piwnicy trafił ulubiony fotel i kilka kartonów z książkami. – Moje życie zostało zredukowane do 11 metrów kwadratowych – mówi. – Największy pokój oddałam rodzicom, bo w innym nie zmieściłoby się szpitalne łóżko dla ojca, stół z krzesłami i balkoniki dla obojga, dzięki którym mogą się poruszać. W drugim pokoju mieszkają synowie. Mnie został ten najmniejszy. Nie dość, że nie mam praktycznie własnego życia poza domem i pracą, to nawet nie mam swoich ulubionych mebli. Są dni, kiedy mam ochotę wyjść z domu i więcej nie wrócić. I najgorsze, że tak już będzie. Z jednej strony presja społeczna, z drugiej działanie systemu opieki społecznej stawia takie osoby jak Dorota przed dramatycznymi wyborami. Choć zakładała, że prędzej czy później rodzicami będą musiały zaopiekować się instytucje, bo ona sama nie da rady, życie pokazało, że sprawa jest znacznie bardziej złożona.

Ojciec i tak nie ma już kontaktu z rzeczywistością, nie sądzę, żeby w ogóle orientował się, gdzie jest – mówi Marta. – Ale matka, w żaden sposób niepogodzona ze starością, chorobą i ograniczeniami, jakie się z tym wiążą, nie godzi się na przeprowadzkę do domu pomocy społecznej. A ja przecież się nie rozdwoję. Żeby w ogóle się nimi zająć, muszę ich mieć w jednym miejscu. Jedyne możliwe to moje mieszkanie – dodaje zrezygnowana. Liczba chorych na chorobę Alzheimera czy z poważnymi, utrudniającymi codzienne funkcjonowanie zmianami otępiennymi wzrasta wraz z wiekiem, Polacy żyją dłużej. Ale ostatnie lata życia większości upływają na zmaganiu się z chorobami. – Medycyna przedłużyła człowiekowi życie – zauważa Dorota. – Ale dłuższe życie nie oznacza zachowania zdrowia. To, co nazywa się ofertą dla seniorów – te wszystkie kluby, kawiarenki, festiwale to propozycje dla sprawnych 60-70-latków. Tym o dwadzieścia lat starszym potrzeba opieki medycznej. A tej praktycznie nie ma.

Lekarze gerontolodzy to specjaliści rzadsi niż złoto. W liczącym blisko 850 tysięcy mieszkańców Poznaniu i powiecie poznańskim takich specjalistów jest zaledwie kilku. W całym Lesznie czy Koninie przyjmuje jeden taki lekarz. Nie ma też wielu wyspecjalizowanych opiekunów. Znalezienie kogoś, kto choćby na kilka godzin zostałby z chorym na Alzheimera, graniczy z cudem, o kosztach nie wspominając. A opiekujące się schorowanymi rodzicami dzieci też się starzeją. I też mają swoje, także medyczne potrzeby. I proste marzenia: urlop, zakupy bez obawy o to, co się dzieje w domu, wizyta u fryzjera. W Polsce to na ogół marzenia ściętej głowy. – Gdybym wiedziała, że raz w roku mogę oddać rodziców na dwa, trzy tygodnie do ośrodka, w którym będą mieli opiekę i wyjechać do sanatorium…- rozmarza się Dorota. – Na Zachodzie takie rozwiązania są powszechne, u nas traktuje się je jak fanaberię. Poza tym są jeszcze moi synowie. Dotąd cierpliwie znoszą wszystkie uciążliwości i solidarnie na zmianę śpią na łóżku polowym. Ale jak długo? Czasem myślę, że spełniam obowiązek wobec rodziców ich kosztem – wyznaje.

Poczucie życia w potrzasku jest typowe dla pokolenia kanapkowego. W jego przedstawicielki (bo wciąż funkcje opiekuńcze spadają przede wszystkim na kobiety) miotają się między pracą, rodzicami a wnukami. Płacą za to wysoką cenę. Depresje, choroby układu krążenia i inne dolegliwości związane ze stresem sprawiają, że dzisiejsze 60-latki mogą być pierwszym pokoleniem żyjącym krócej niż ich rodzice. Uwalniając dzieci od swojej starości.

Czytaj więcej: http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/1021439,stare-dzieci-starszych-rodzicow-nie-sa-bohaterami-sa-zmeczeni,id,t.html

Komputer, to antidotum na samotność Seniora

 

DESZCZ JESIENNY

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…

Leopold Staff

 

Dziś od rana na zachodzie Polski pada deszcz. Pada i wieje tak intensywnie, że psa z domu nie wygonisz.

Kocham słoneczną jesień, ale widocznie na początku października pogoda robi nam psikusa.

Tak się zastanawiam, co robi Senior w tak brzydką pogodę, kiedy to nawet na ławeczkę wyjść się nie da, aby spotkać się ze znajomymi i wygrzać kości w ostatnich promieniach słońca.

Zauważyłam dużą poprawę aktywności Seniora w sieci. Nie wszyscy boją się komputera i uczą się jego obsługi.

Czasami sami krok po kroku zdobywają wiedzę, a często rodzina pokaże jak surfować w sieci i na portalach społecznościowych.

Bardzo dużo Seniorów jest na Facebooku, którzy przyłączają się do grup dyskusyjnych i nawet politykują.

Bardzo wielu robi różne prezentacje, które można obejrzeć na YT i są to naprawdę perełki.

Wielu Seniorów prowadzi od lat swoje blogi, które są bardzo ciekawe, bo naszpikowane doświadczeniem życiowym.

Lubie czytać blogi moich znajomych w wieku Seniora, gdyż bije z nich życzliwość i wiedza ogromna i tu ukłon w Twoją stronę Tatulu i Jędrzeju.

Nie wiem, czy Czarownica z bagien jest Seniorką, ale pisze na blogu świetne limeryki i Optymista też.

Jeszcze nie Seniorka, ale Anna pisze bloga i do tego powieści.

Antoneta i Ula piszą wspaniałe wiersze i tak bym mogła wymieniać i wymieniać.

Spotykamy się też na Facebooku i żyjemy w pełnej zgodzie.

Osobiście bardzo się cieszę, że nauczyłam się surfować w sieci – praktycznie sama doszłam do wszystkiego.

Mam z tego frajdę i rozrywkę i to zapełnia mi znaczną część dnia, a zwłaszcza w taką pogodę jak dziś.

Piszę bloga od ponad 3 lat, a także udzielam się na Facebooku.

Mam swojego fan-page, gdzie umieściłam już ponad 5 tysięcy zdjęć z mojej okolicy i ogromnie to lubię.

Uwielbiam robić zdjęcia, a także kręcę filmiki i mam swój kanał na YT.

Staram się być tam, gdzie coś ciekawego dzieje się w mojej okolicy i mieście i robię masę zdjęć, a czasami wychodzę bez konkretnego celu, tak jak dziś i zrobiłam jesienne zdjęcia mojego parku.

Nie wyobrażam sobie mojego życia bez komputera. Chyba bym umarła z nudów, bo już nie dla mnie dzierganie na drutach, czy robienie szydełkowych serwetek, bo są ciekawsze zajęcia.

Namawiam Seniorów do tego, by odważyli się w miarę zdrowia swego, by odnaleźli się w sieci.

Komputer jest świetnym antydotum na samotność, a przykład podaję:

Piszę codziennie listy ze wspaniałą, mądrą kobietą od ponad dwóch lat! Dziękuję Ci „A” za wszystko.