Archiwa tagu: religia

Jan Zamoyski „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”

Mam w ciągu dnia parę chwil na to, aby czytać blogi, które mam w ulubionych, a Radar od razu wskazuje, kto coś na swoim blogu napisał nowego, a ja zostawiam komentarz.

Blogi piszą ludzie, którzy dbają o swoje blogi i zamieszczają na nich ciekawe treści, oraz dbają o piękną polszczyznę z zachowaniem ortografii i interpunkcji, gdyż zależy piszącym na swoim blogu i szanują czytających odbiorców.

Czytam blogi ludzi młodych i tych, troszkę starszych i z tych treści uczę się rozumieć piszącego, a także czegoś nowego się dowiaduję!

Wszyscy ludzie na naszej Ziemi mają inne spojrzenie na świat, ale warto dyskutować i się spierać na argumenty i pięknie się różnić, ale kulturalny człowiek nigdy nie zabawi się w hejt, aby jego racja była najmojsza!.

Staram się nawet zrozumieć sympatyków PiS, którzy dadzą się pokroić za tę partię, bo może na swój sposób marzą o wielkiej i bogatej Polsce, ale nie wchodzę z nimi w dyskusję, gdyż są w stanie zabić każdego, kto myśli inaczej.

Ja sobie zawsze to tłumaczę w ten sposób, że prawda zawsze zwycięży, a oni zostaną pokonani i sponiewierani.

Mamy nowe czasy i od trzech lat nasza Polska jest psuta każdego dnia przez ludzi bez wyobraźni i kiedy czytam, że w szkole jest więcej lekcji religii, aniżeli języka polskiego i wychowania fizycznego, to wpadam w furię.

Każde dziecko w Polsce jest objęte obowiązkiem nauczania i szkolnym, a w ostatnich czasach wypuszcza się ze szkół totalnych nieuków, którzy sadzą kardynale błędy w pisowni i tacy niedouczeni idą w świat!

Moja Mama skończyła tylko szkołę zasadniczą, tuż przed wojną, a mimo to nauczyła się poprawnej pisowni i nie sadziła kardynalnych błędów, bo nawet pisała wiersze.

Co się porobiło ze współczasną młodzieżą, że nie potrafi  zostawić w Internecie treści bezbłędnych, które na czerwono podkreśla je Goolgle i ta młodzież zostawia w sieci takie treści? (poniżej).

Pamiętam swoje wypracowanie w szkole średniej, kiedy napisałam słowo żucać, zamiast rzucać i nauczycielka podkreśliła mi to na czarwono, a ja spaliłam się ze wstydu!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą, tabela i w budynku

Znalezione obrazy dla zapytania szkoła to nie kościół

Reklamy

Idźcie w pokoju Chrystusa. Bogu niech będą dzięki!

Wielu księży, których spotkałem, żyło z kobietami. Oficjalnie nazywali je kuzynkami. Przyjeżdżały na plebanię same, czasem z dziećmi, ale nigdy z mężami – opowiada Tadeusz Wojtkiewicz, były ksiądz.

Tadeusz Wojtkiewicz: Byłem księdzem trzy lata, na początku lat 80. Służyłem w kilku parafiach, wszędzie było tak samo. Zetknąłem się z wszechobecną hipokryzją, kłamstwem i obłudą. Męczyłem się, nie mogłem tego wytrzymać.

Czego konkretnie?
— Chociażby celibat. Był fikcją. Wielu księży, których spotkałem, żyło z kobietami. Oficjalnie nazywali je kuzynkami. Przyjeżdżały na plebanię same, czasem z dziećmi, ale nigdy z mężami. Początkowo byłem naiwny, ale z czasem zacząłem rozumieć, że to nie są żadne kuzynki. Później okazywało się, że jeden ksiądz ma dziecko, drugi – dwójkę, a jeszcze inny – czwórkę. Dla mnie to był szok!

Po mszy przychodziły mężatki, rozwódki, starsze panie. Zagadywały, całowały po rękach, przychodziły na plebanię. Zakochiwały się, jedna była zazdrosna o drugą. Komedia.

Może trafił pan na zdemoralizowaną parafię?
— Ojciec był organistą i wychowywałem się na plebanii. Zmienialiśmy parafię sześciokrotnie. Wszędzie były kuzynki, chociaż wtedy nie rozumiałem, o co w tym wszystkim chodzi. Nie jest dla mnie problemem to, że ksiądz żyje z kobietą, bo celibat już dawno powinien zostać zniesiony. Problemem jest oszustwo, obłuda. To dotyczy z resztą nie tylko celibatu. Jakiś czas temu odwiedziłem znajomego księdza. Przyjechałem, akurat odprawiał mszę. Mówił ludziom, jak mają żyć. Później zaprosił mnie na zakrystię. Mimo, że był to piątek na stole był litr wódki i kabanosy! Brat księdza siedział podpity, drugi ksiądz ledwo trzymał się na nogach. Przekonałem się, że choć od mojego odejścia minęło wiele lat, niewiele się zmieniło.

Było więcej rozczarowań?
— Po seminarium wydelegowano mnie do parafii w Chojnie. Miło wspominam tamten czas, ale szybko przekonałem się, że dla księży najważniejsza jest kasa. Nie wolno nam było udzielić sakramentu bez pieniędzy. Kiedyś zastępowałem proboszcza, który był na urlopie, udzieliłem chrztu i nie wziąłem od rodziny ani grosza. Znałem ich, wiedziałem, że w domu się nie przelewa. Ale do zeszytu trzeba było wpisać jakąś kwotę. Zapłaciłem ze swoich. Wiedziałem, że jeśli tego nie zrobię, po powrocie proboszcza nie będę miał czego tutaj szukać.

Na innych parafiach było podobnie?
— Później przenieśli mnie do dużej parafii w Szczecinie. Tam to dopiero był przepych… Były dni, kiedy mieliśmy po 6 – 7 pogrzebów. Ludzie pchali nam pieniądze do kieszeni nawet za poświęcenie trumny. Będąc wikarym, przez rok zarobiłem 400 tys. zł. Maluch kosztował wtedy 60 tys. zł.

Może to specyfika dawnych czasów?
— Być może kiedyś ludzie przychodzili do kościołów chętniej i chętniej dawali na tacę, ale reszta się nie zmieniła. Za intencje, chrzty, śluby czy pogrzeby trzeba płacić. Kiedyś było „co łaska”, teraz są cenniki.

Uważa pan, że księża powinni żyć skromniej?
— To swoją drogą, ale nie to jest największym problemem, bo jeśli ludzie dają im pieniądze, niech mają. Bardziej raziła mnie chciwość i szachrajstwo. Raz w miesiącu taca była przekazywana na cel społeczny, na przykład na Katolicki Uniwersytet Lubelski albo Caritas. Nigdy nie zdarzyło się, żeby całość zebranej kwoty poszła na wskazany cel. Jeśli szła połowa, to i tak było dobrze. Tak samo było z pieniędzmi zebranymi po kolędzie. Określona część miała iść dla biskupa. Zmieniałem parafie kilkukrotnie i nigdy nie trafiłem na proboszcza, który byłby uczciwy wobec biskupa.

Czy homoseksualizm wśród księży i kleryków to powszechne zjawisko?
— To środowisko przyciąga osoby homoseksualne. Wiadomo było, kto jest homo, a kto hetero. Księża mieli ksywki, które zdradzały ich orientację. Na tych homo mówiło się na przykład „laluś”. Ksiądz Krzysztof Charamsa, o którym było głośno w kontekście homoseksualizmu, z pewnością nie jest wyjątkiem. Osobiście znam księdza, który żyje dziś z partnerem. Ten drugi mieszka z nim na plebanii, oficjalnie jest panem „złota rączka”.

Pojechałem kiedyś z kolegą klerykiem w okolice Bydgoszczy, to były jego rodzinne strony. Odprawiał tam prymicje, czyli swoją pierwszą mszę. Spaliśmy na plebanii u księdza dziekana. Ja w łóżku, on po drugiej stronie na tapczanie. W nocy ksiądz dziekan wszedł do nas po cichutku i wskoczył koledze do łóżka. Wybiegliśmy przerażeni na korytarz. Ksiądz dziekan powiedział nam później, że to była pomyłka.

Było więcej takich pomyłek?
— Też miałem adoratora. Był taki starszy ksiądz, który ciągle się do mnie przybliżał. Któregoś razu chwycił mnie za genitalia. W seminarium nikt nie mówił ani o homoseksualizmie, ani o pedofilii, dlatego moja pierwsza myśl była taka, że ten ksiądz najprawdopodobniej zaraz mnie zamorduje. Uciekłem.

Wiele lat później odwiedził mnie ksiądz, który miał słabość do ministrantów. Siedział u mnie i płakał, że jest pedofilem. Był księdzem na małej wiosce. Ludzie wiedzieli o jego skłonnościach, ale nie donosili, bo wiele osób wspierał materialnie. Próbowałem jakoś mu pomóc. Zadzwoniłem do biskupa i poprosiłem, żeby przenieśli go w jakieś bezpieczne miejsce, na przykład do sióstr zakonnych. Biskup oddzwonił i powiedział, że tamten ksiądz jest zdrowy i że nie trzeba go nigdzie przenosić. Po jakimś czasie problem rozwiązał się sam, bo ksiądz pedofil zmarł na marskość wątroby. Ale ile osób zdążył skrzywdzić? Do dziś mam żal do tamtego biskupa.

Nie boi się pan o tym wszystkim mówić?
— Nie, bo mówię prawdę. Mam prawo ocenić to, czego doświadczyłem.

Niektórzy powiedzieliby, że lepiej o takich rzeczach nie mówić.
— Właśnie dlatego mówię, bo razi mnie ta obłuda. Boli mnie, że kiedy media piszą o księdzu pedofilu z Tylawy, podnosi się wrzawa, że to atak na Kościół. Nie ma refleksji nad tym, co się stało, nie ma wyciągania wniosków. Uważam, że im więcej będzie się mówić o patologiach Kościoła, tym lepiej dla wszystkich.

Nigdy nie żałował pan odejścia z kapłaństwa? 
— Pół roku po rezygnacji spotkałem profesora z seminarium. Powiedział mi tak: „Tadziu, przecież mogłeś być księdzem i mieć dziewczynę”. Byłem w szoku, bo ten człowiek, uczył mnie teologii moralnej. Od tamtej pory nie miałem wątpliwości, że podjąłem słuszną decyzję. Poza tym, szybko się ożeniłem. Mam syna, córkę, trzech wnuków i dwie wnuczki. Nie zamieniłbym ich na nic innego.

Łatwo być w Polsce byłym księdzem? 
— Najgorsze były początki. Nie mogłem znaleźć pracy, żyłem z oszczędności, ale przyszedł czas, kiedy nie miałem co włożyć do garnka. W końcu trafiłem na starszą panią, która wysłała mnie do ośrodka szkolno-wychowawczego dla dzieci upośledzonych w Tanowie koło Polic. Dyrektorem ośrodka był zawzięty komunista, ale był dobrym człowiekiem, przyjął mnie do pracy. Prawie trzydzieści lat pracowałem w oświacie, byłem nauczycielem klas specjalnych. Skończyłem studia podyplomowe, byłem terapeutą alkoholowym, kuratorem sądowym przy Sądzie Rejonowym w Kołobrzegu. Byłem też radnym, wójtem gminy Rymań, dyrektorem zakładu komunalnego. Teraz pracuję w uzdrowisku. Zostało mi jeszcze kilka lat do emerytury. Radzę sobie. Ale wiem, że nie wszyscy mieli tyle samo szczęścia.

 http://www.newsweek.pl/polska/kobiety-homoseksualizm-pieniadze-celibat-wyznania-bylego-ksiedza,artykuly,380424,1.html

Ktoś chce mi zrobić pranie mózgu!

Dobry wieczór. 🙂

Swego czasu Majka Jeżowska wypromowała cudną piosenkę, że wszystkie dzieci nasze są i tu wklejam refren, który mówi, że wszystkie dzieci nasze są niezależnie, gdzie się urodziły.

Wszystkie dzieci nasze są:
Basia, Michael, Małgosia, John,
na serca dnie mają swój dom,
uchyl im serce jak drzwi.
Wszystkie dzieci nasze są:
Borys, Wojtek, Marysia, Tom,
niech małe sny spełnią się dziś,
wyśpiewaj marzenia, a świat
będzie nasz!

Jestem ogromną zwolenniczką porządku na świecie. Zawsze pragnęłam, aby na wszystkich kontynentach, niezależnie od narodowości i wiary panowało poszanowanie drugiego człowieka i zostały ustalone humanitarne zasady, by ludzie żyli obok siebie zgodnie z zasadami demokracji, poszanowania i dążenia do lepszego świata oraz równego dostępu do wszystkiego.

Zawsze wierzyłam, że człowiek inteligentny nie zabije swojego rodaka w imię jakieś religii i przekonań, ale to jest utopia, którą sobie wymyśliłam w mojej głowie.

Historia w szkole pokazała mi, że można zabijać, gwałcić, palić w imię jakieś ideologii i tu przychodzi oczywiście pierwsze skojarzenie obozów koncentracyjnych i milionów ludzi zabitych na polu chwały.

Prysły więc moje marzenia o idealnym świecie, bo go nie ma po prostu!

Podobno człowiek powstał na naszej Ziemi jakieś cztery miliardy lat temu i z każdym tysiącleciem stawał się mądrzejszy by przetrwać, aż w końcu znaleźliśmy się w XXI wieku i określani jesteśmy jako najbardziej inteligentne stworzenia na Ziemi.

Inteligentni? Nie daję wiary w to określenie, bo mimo milionów lat ewolucji człowieka, wciąż żyją na naszej kuli bestie, które od roku napływają tysiącami na nasz kontynent, na mój też, czyli Europę.

Nie jestem znawczynią świata islamskiego i chyba nikt do końca nie wie – nawet obserwatorzy, co dzieje się w głowie muzułmanina i dlaczego oni wciąż ze sobą walczą i zabijają się w imię tak bardzo niejasnej dla mnie religii.

Płyną do nas tysiącami i żądają, by im dawać pieniądze i stworzyć im idealny świat do życia.

Nie chcę ich tu, bo uważam, że nie będą w stanie poważać naszego prawa i naszej religii. Nigdy nie zaakceptują naszych zasad i nie przystosują się do panujących w Europie obyczajów i prób stworzenia demokracji.

Oni tego nie rozumieją, bo mają wyprane mózgi i nie są reformowalni, a więc na diabła oni nam są.

Zmierzam do meritum, bo dziś natrafiłam na zdjęcia, które miały wywołać we mnie poczucie winy w sprawie choćby dzieci, które sypiają gdzie popadnie i owe zdjęcia wywołały w mojej głowie wielki zamęt:

Gdzie dzieci śpią – z dedykacją dla tych, którzy nie chcą przyjmować uchodźców

W zalewie informacji i niefortunnych, a wręcz szkodliwych wypowiedzi polityków powoli zapominamy o tych, których wojna dotyka najbardziej – zwykłych rodzinach, a szczególnie dzieciach, które z powodu wojny z dnia na dzień tracą bezpieczny dach nad głową. I spokojne sny.

W tym roku przez Morze Śródziemne przepłynęło do Europy już 820 tys. migrantów. 80 proc. z nich przeszło przez Grecję (674 tys.) i Włochy (142 tys.). 52 proc. pochodzi z Syrii, 19 proc. z Afganistanu, 6 proc. z Iraku.

Przedstawiamy poruszający reportaż szwedzkiej fotoreporterki Magnus Wennman, która podążyła śladem uciekających przed wojną uchodźców, kierując swój obiektyw na dzieci. Najmłodszym bardzo trudno przychodzi pożegnanie z własnymi domami, zabawkami, a ostatecznie z dzieciństwem. Reportaż opublikowano w szwedzkiej gazecie „Aftonbladet”.

Lamar, 5 lat, Horgos, Serbia<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
W domu w Bagdadzie zostały lalki, pociąg, piłka. To o tych zabawkach wspomina, gdy mowa o „domu”. Na szczęście gdy bomba spadła tuż przy ich domu, rodzina kupowała jedzenie. Nikomu nic się nie stało, ale trzeba było uciekać. Dwukrotnie próbowali dotrzeć do Turcji na małej gumowej łodzi. Ostatecznie dotarli do zamkniętej granicy Węgier. Lamar śpi w lesie, bez dachu nad głową. Robi się coraz chłodniej.
Lamar, 5 lat, Horgos, Serbia<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
W domu w Bagdadzie zostały lalki, pociąg, piłka. To o tych zabawkach wspomina, gdy mowa o „domu”. Na szczęście gdy bomba spadła tuż przy ich domu, rodzina kupowała jedzenie. Nikomu nic się nie stało, ale trzeba było uciekać. Dwukrotnie próbowali dotrzeć do Turcji na małej gumowej łodzi. Ostatecznie dotarli do zamkniętej granicy Węgier. Lamar śpi w lesie, bez dachu nad głową. Robi się coraz chłodniej. Abdullah, 5 lat, Belgrad, Serbia<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Chłopczyk cierpi na chorobę krwi. Ostatnie dwie nocy spędził pod gołym niebem przy dworcu głównym stolicy Serbii. Na własne oczy widział śmierć siostry w Daraa w Syrii. Nie może się otrząsnąć z koszmaru. Matki nie stać na zakup leków dla syna, mimo że Abdullah bardzo ich potrzebuje. Ahmed, 6 lat, Horgos, Serbia<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Chłopczyk zasypia w trawie w nocy, zegarki wybiły północ. Rodzice obmyślają plan wydostania się z Węgier bez konieczności zarejestrowania się w stosownym urzędzie. Rodzina idzie do lepszego świata na piechotę, Ahmed niesie własną walizkę z rzeczami. Chłopczyk jest dzielny, tylko czasem płacze w nocy – mówi jego wujek, który opiekuje się nim, od kiedy ojciec Ahmeda zginął w ich rodzinnym mieście Der ez-Zor w północnej Syrii. Maram, 8 lat, Amman, Jordania<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Rakieta uderzyła w jej dom tuż po tym, gdy dziewczynka wróciła ze szkoły. Przygnieciona przez kawałek dachu, który spadł wprost na nią cudem uszła z życiem – matka zaniosła ją do szpitala polowego, a stamtąd została przewieziona samolotem do Jordanii. Przez pierwsze 11 dni była w śpiączce z powodu krwotoku mózgu. Dziś jest przytomna, ale ma złamaną szczękę i nie może mówić. Ralia, 7 lat. Rahaf, 13 lat, Bejrut, Liban<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Rodzeństwo śpi na ulicach Bejrutu. Pochodzą z Damaszku, ich matka i brat zginęli od uderzenia pocisku. Ralia, Rahaf i ich ojciec śpią na kartonach pod gołym niebem od roku. Chłopiec boi się „złych ludzi”, a dziewczynka na ich wspomnienie zaczyna płakać. Mojad, 5 lat, Amman, Jordania<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Chłopiec szedł za rękę z mamą kupić mąkę na ciasto ze szpinakiem w Daraa. Kiedy przechodzili obok taksówki, w samochodzie eksplodowała bomba, mama Mojada zginęła na miejscu. Chłopczyka przewieziono do Jordanii. Odłamki bomby tkwią w jego głowie, grzbiecie i w biodrze. Walaa, 5 lat, Mar Elias, Liban<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
W swoim domu w Aleppo miała własny pokój, nie płakała w łóżku. W libańskim obozie wszystko się zmieniło, dziewczynka płacze co noc. Ahmad, 7 lat, Horgos/Roszke, SerbiaTo nie jest spokojny sen. Dziecko, podobnie jak tysiące innych uchodźców, leży na drodze wzdłuż drogi prowadzącej do zamkniętej granicy Węgier. To 16 dzień ich wędrówki. Rodzina spała na przystankach autobusowych, na drodze, w lesie. Pochodzą z Idlib. Gdy bomba uderzyła w ich dom, Ahmad był w środku. Oberwał odłamkiem w głowę, ale przeżył. Młodszy brat zginął. Stracili dach nad głową, musieli uciekać. Sziraz, 9 lat, Suruç, Turcja<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Kiedy dziewczynka miała trzy miesiące, dostała silnej gorączki. Lekarz zdiagnozował polio i poradził rodzinie, by nie wydawała pieniędzy na leki, bo dziecko i tak nie ma szans. Później przyszła wojna. Matka płacze, gdy opisuje, jak owinęła córkę w koc i przeniosła ją na rękach przez Kobane do Turcji. Dziewczynka nie mówi, dostała drewnianą kołyskę w obozie. Leży w niej przez cały czas. I w dzień, i w nocy. Szechd, 7 lat<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Dziewczynka zasnęła na ziemi, gdzieś w pobliżu węgierskiej granicy. Kiedyś bardzo lubiła rysować, ale teraz nie ma szans – rodzice nie wzięli jej kredek ani papieru, na którym mogłaby rysować. Rodzina ma problemy ze zdobyciem jedzenia, czasem muszą wystarczyć tylko jabłka, które zrywają po drodze. Rodzina powiedziała reporterce, że gdyby wiedziała, jak trudna będzie to wędrówka, zostaliby w Syrii. Amir, 20 miesięcy, Zahle Fayda, Liban<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Chłopczyk urodził się już jako uchodźca. Z rodziną mieszka w plastikowym namiocie. Chłopczyk nie mówi, chociaż często się śmieje. Nie ma zabawek, bawi się tym, co znajdzie. Juliana, 2 lata, Horgos, Serbia<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Rodzina wyruszyła w drogę przed trzema miesiącami, od dwóch dni idą przez Serbię. Matka okryła szalem leżącą na ziemi dziewczynkę, obok płynie rzeka uchodźców. Choć Węgry postawiły płot z drutu kolczastego, rodzina dziewczynki wierzy, że uda się przekroczyć granicę w Horgos. Fara, 2 lata, Azraq<br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br /><br />
Dziewczynka uwielbia piłkę nożną. Jej ojciec próbuje zrobić Farze piłkę z czegokolwiek, co znajdzie, ale zabawka okazuje się nietrwała. Ze swoją starszą siostrą, 9-letnią Tisam, marzą, że być może kolejnego dnia dostaną nową piłkę.

Lamar, 5 lat, Horgos, Serbia
W domu w Bagdadzie zostały lalki, pociąg, piłka. To o tych zabawkach wspomina, gdy mowa o „domu”. Na szczęście gdy bomba spadła tuż przy ich domu, rodzina kupowała jedzenie. Nikomu nic się nie stało, ale trzeba było uciekać. Dwukrotnie próbowali dotrzeć do Turcji na małej gumowej łodzi. Ostatecznie dotarli do zamkniętej granicy Węgier. Lamar śpi w lesie, bez dachu nad głową. Robi się coraz chłodniej.

http://www.polityka.pl/galerie/1641203,2,gdzie-dzieci-spia—z-dedykacja-dla-tych-ktorzy-nie-chca-przyjmowac-uchodzcow.read

Krzywda dzieci najbardziej boli, bo są to istoty bezbronne i my dorośli odpowiadamy za ich życie i za stworzenie im dobrego świata.

Jednak czy ja mam mieć wyrzuty sumienia, że tysiące dzieci na tym naszym świecie odczuwa na sobie głód, niedostatek i zagrożenie życia?

Czy ja mam się katować tym, że do tych krajów pompowane są miliony na zbrojenia przez bogate kraje, które mają wielki militarny zbyt i się na tym bogacą?

Czy ja mam się zamartwiać za ludzi, którzy wystawiają swoje potomstwo na musztrę jak zabijać wroga?

Czy ja mam się umartwiać tym, że dzieci uczone są jak obcinać drugiemu człowiekowi głowę w imię wiary?

Nie! To nie jest moja wojna i nie mam powodu do tego, by starać się rozumieć ten pokręcony mechanizm w imię Allaha. 

Mam obowiązek swoim głosem sprzeciwu chronić moje wnuki, aby żaden dziecko muzułmańskie nie groziło, że obetnie mojemu wnukowi głowę, bo tak jest uczone.

Nie i jeszcze raz nie!

Oni sami nie szanują swoich dzieci, a więc niech nikt mnie nie obarcza odpowiedzialnością na głupotę i fanatyzm na tym świecie, bo to są nie nasze dzieci, a ich!

https://www.youtube.com/watch?v=s372RMQ5NDg

Taka dziwna rozmowa i osłupienie moje!

Powiedzcie mi co jest nie tak w sprawie uświadamiania młodzieży odnośnie seksualności i oczywiście zapobiegania niechcianej ciąży?

Co tutaj w Polsce nie gra? Czy to rodzice nie potrafią swoich latorośli odpowiednio przygotować do dorosłego i odpowiedzialnego życia w tej sferze, czy też lekcje religii zabierają czas na uświadamianie młodzieży w szkole, by wiedziały, że seks to nie jest tylko przyjemność i zabawa, ale poważna sprawa?

Jakże często młodzież w gronie rówieśników pragnie zaimponować, że ten pierwszy raz ma się już za sobą!

Młodzież uważa, że jest już dorosła, ku mojemu ubolewaniu, bo już 14 letnie dziewczynki zakochują się w swoich rówieśnikach i cierpią zawody miłosne jak dorosła młodzież. Mają swoje dylematy sercowe i w zasadzie jest to normalne w dobie Internetu, portali społecznościowych i tym całym dostępem do filmów porno, które o wiek nie pytają.

Widziałam trzy, a może cztery razy odcinki paradokumentu na TVN pt. „Szkoła” i wiecie co? Przeraziłam się, ponieważ wachlarz problemów młodzieży pokazany w tych odcinkach odbierało mi często mowę. Kiedy usłyszałam, że dziewczynka 15 letnia postarała się, aby do picia kolegi wlać krew miesięczną, co miało sprawić, że się w niej zakocha – zdębiałam!

Nie wiem komu służą takie seriale, bo z pewnością nie młodzieży je oglądającej. Robi się papkę w mózgu jakże jeszcze niedoświadczonej dzieciarni i uczy się ich tym sposobem ogromnej głupoty. Ręce opadają, że telewizja w XXI wieku bierze udział w ogłupianiu młodzieży, zamiast pokazywać im zdrowe zachowania.

Zmierzam do tego, że dziś wyszłam z moim pieskiem na siusiu, a że mój pies nigdy nie załatwia się obok miejsca zamieszkania, to wyprowadzamy ją za sklep na obrzeżach miasta, za którym jest wielkie pole, a więc nie obsikuje podwórka i nikt nie ma do nas pretensji, bo z ludźmi różnie to bywa. Tak jest od 11 lat i nikomu się nie naraziliśmy, że nasz pies obsrywa blokowe trawniki!

Wyszłam więc z moim psiakiem, którego odpięłam ze smyczy i stanęłam pod daszkiem sklepowym, bo trochę padało, a tu nagle usłyszałam rozmowę dwóch nastolatek, którą mimo woli usłyszałam.

Kurzył się dymek i pannice paliły papierosy, a więc może uciekły ze szkoły na wagary, bo była to wczesna godzina, albo do szkoły nie dotarły choć obie miały plecaki szkolne.

Nie chciałam rzecz jasna podsłuchiwać, ale się nie dało, bo dziewczyny były dość głośnie i dotarła do mnie rozmowa:

– Kaśka, a wiesz co? – Boję się, że jestem w ciąży, bo od trzech tygodni nie mam ciotki. – Boję się, że jestem w ciąży!

– Hej nie panikuj – uspokajała koleżanka. 

– Ty Kaśka powiedz mi, czy ja mogłam zajść w ciążę z Bartkiem, skoro kochaliśmy się w fotelu, a ja byłam dziewicą i to wszystko wypłynęło ze mnie? – To chyba nie możliwe, bo zachodzi się w ciążę chyba tylko w łóżku, a my to zrobiliśmy w fotelu jego ojca, a więc chyba nie mogę być w ciąży co?

Dziewczyny dalej dyskutowały, ale mój pies przyleciał mnie zabrać.

Zapięłam smycz, ale po drodze brzmiały mi w uszach słowa jakże niedoświadczonej dziewczyny i ten fotel i ta niechciana ciąża i ten brak miesiączki, oraz utracone dziewictwo – od trzech tygodni.

Pomyślałam sobie, że kiedy byłam nastolatką, to uczyłam się seksualności i planowania rodziny z jedynej książki, która krążyła pod ławką w szkole średniej i wszystkie się tak w klasie edukowałyśmy, a teraz? 

No właśnie, a teraz nawet Internet i kupa wiedzy w nim nie uczy i nie edukuje, a więc co tu jest grane?

Wojna na przeżywanie świąt!

Zauważyłam, że w tym roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia rozgorzała wściekła dyskusja na temat, czy ateiści mają prawo obchodzić te święta, bo katolicy obchodzą je głębiej i prawdziwej, a ateiści zachowują się na świętach,  jak u cioci na imieninach, a ja:

Protestuję i kategorycznie się sprzeciwiam, ponieważ jako ateista przeżywam ten czas może i głębiej jak zadeklarowani katolicy. Dbam o to, by na stole były potrawy takie, które zasmakują katolikom, bo w mojej rodzinie mam takie osoby, które dbają o tradycję, a i sama je uwielbiam, Ubieram choinkę, bo uwielbiam to robić i kiedy ją ubiorę w migocące światełka, to gapię się jak w jakieś zaczarowane drzewko, magiczne drzewko i napawam się kolorami, które odbijają się w bombkach, co tworzy ten nastrój, jaki mnie rozrzewnia i kto mi zabroni?. Czy mi się nie należy wzruszać, tylko dlatego, że nie wierzę w Boga, a ten czas poświęcam na rodzinne spotkanie w blasku tych światełek i  świec w jedynym danym nam czasie, kiedy po długich miesiącach w roku, możemy się wreszcie spotkać przy jednym stole?

Czy mnie się odmawia przez katolików, że cieszę się tego wieczora, bo moje wnuki urosły przez ten rok i zmądrzały i mimo odległości w czasie, wciąż mnie pamiętają i całują w babciny policzek? Czy ateista nie ma wspomnień z przeszłości i przy wigilijnym stole nie wspomina tych, którzy odeszli, a nas kochali i często gęsto uroni łzę na te wspomnienia, też przy blasku świec, patrząc szczerze w oczy rozmówcy, tak aby zrozumiał, że przeżywamy i boli nas to?

Takich pytań jest setki, bo jakże często jest tak, że ateista nie kradnie, nie oszukuje, nie szmugluje, nie chla alkoholu, nie bije żony i dzieci, nie zdradza, nie kradnie, nie i nie, a jednak w mediach się coraz częściej rozmawia, że ateista nie ma prawa do przeżywania świąt, bo katolik to potrafi najlepiej, a według mnie jest to strasznie krzywdząca ocena i życzę sobie, aby katolicy nas nie oceniali i oczywiście nawzajem , a mam jeszcze pytanie.

W naszym kraju jest 90% zadeklarowanych katolików i z tego wynika, że to te 10%,  to sami mordercy, podpalacze, złodzieje, pijacy, pedofile, alkoholicy, bo pozostała część do rany przyłóż, tylko ze statystyk wynika, że to zadeklarowani katolicy chyba dopuszczają się najcięższych przestępstw  i dopiero w kicu i na mitingach AA się  ponownie nawracają, a więc obłuda owa nie dotyczy ateistów, a tych, co na kolanach służą Bogu, ale po czasie!

A ja znam takich katolików, że nie kochają po równo swojego potomstwa, bo jeden syn jest kochany, a drugiego na starość się wykorzystuje do swoich potrzeb, nie dając mu miłości. Znam takiego katolika, który bywa co niedzielę na mszy, a swoim dzieciom urządził w domu obóz przetrwania nie dając ani grama miłości i traktował swoje dzieci jak żołnierzy. Znam takie katoliczki, które nie odpuściły żadnej sąsiadce i zaglądały jej w okna, a potem wymyślały androny, że się puszcza. Znam żonę i matkę, która prowadzi podwójne życie, udając kochającą matkę i żonę, a kiedy tylko nadarza się okazja jedzie do kochanka  i to nie przeszkadza jej wierzyć w Boga, a więc ja ateistka wznoszę do niego wzrok i pytam, czy on nie widzi tych wszystkich draństw, a jeśli widzi, co co ma zamiar z tym zrobić, aby zrobić porządek w swoich szeregach, a ateistów rozgrzeszyć, bo to są dobre ludzie „som” 😀

Ale, ale, bo znam katolików jakże bardzo uczciwych ludzi i takich szanuję i tacy mi się podobają i mam wielkie uznanie dla ich wartości religijnych i to by było na tyle, a teraz lecę w gości 🙂

Nie jestem fanatyczką – niczego!

Niedawno podczas wymiany politycznej z moim osobistym mężem, usłyszałam od niego, że dam się pokroić za Tuska i tu nastąpiła moja nagła reakcja, że jest mój mąż w okropnym błędzie i źle rozumie, jak ja politykę rozumiem. 

O mały włos by doszło do ostrej wymiany zdań, ponieważ mój mąż też na politykę patrzy po swojemu i mimo, że się kochamy, to te sprawy powinniśmy przeżywać w milczeniu. On ma zmienne nastroje w tym temacie, a ja jestem cholerną realistką i jeśli mi się coś nie podoba, to nie podoba mi się na bank i nie naginam niczego, aby się światu podobać światopoglądowo. Potrafię zauważyć błędy u rządzących i potrafię bezkrytycznie je ocenić, a więc głośno i wyraźnie, bez owijania w bawełnę. Jest tak, że potrafię przyznać rację opozycji, choć tak mało jest powodów, aby jej rację przyznać. Opozycja krąży wokół rządzących jak skorpion i tylko patrzy w jakie miejsce ich ukąsić, a sama nie daje od siebie żadnych konkretów. Gadanie po próżnicy i wieczne ględzenie o wygranej nie może porwać mnie i skłonić do sympatii skoro się tyle razy przerżnęło wybory – 8 razy? Nie liczę i nie pamiętam, bo nie jestem fanatyczką. Nikomu źle nie życzę, ale oczekuję dobrych politycznych posunięć, takich bliżej ludzi, a nie obietnic bez pokrycia. Platforma wciąż obiecuje i tu stop – czekam na efekty, a potem się zastanowię, czy pójdę do wyborów i oddam mój, jakże cenny dla nich głos. Kiedy widzę, że ustawiają sobie tylko stołki i wzajemnie sobie między sobą podsuwają – jestem wściekła, bo nie wezmą mnie na tani populizm. 

Wiecie kiedy byłam fanatyczką? W szkole, którą kończyłam w latach siedemdziesiątych i wpajano nam na lekcji historii, że Lenin, Marks i Stalin, to byli wielcy ludzie, bo dążyli do ogólnej szczęśliwości i demokracji najlepszej na świecie. Opowiadała mi moja Mama, że kiedy umarł Stalin, to cała Polska tonęła we łzach i ludzie opłakiwali tak wielkiego przywódcę i żegnali go, gdyż nie wiedzieli jak mają dalej żyć. Fanatyczką byłam Lenina też, ale na szczęście moje pokolenie doczekało się transformacji i pomniki Lenina leciały z hukiem z piedestałów i dotarło do mnie bardzo mocno, że w szkole nas oszukiwali, tak jak teraz oszukuje się społeczeństwo w Korei. Byliśmy ślepi, ale transformacja i dostęp do internetu zamaszyście ściągnęły nam klapki z oczu i nagle doznaliśmy olśnienia, że to wszystko było wielkim kłamstwem, a Stalin był zwyczajnym dyktatorem, mordercą i kłamcą.

Tym samym nie jestem w stanie zrozumieć zapiekłej miłości do Prezesa Kaczyńskiego i Ojca Rydzyka. Tym bardziej nie rozumiem pewnego procentu naszego społeczeństwa, które idzie jak bezwolne owce i bezmózgi za człowiekiem, który obiecuje im gruszki na wierzbie. Tym bardziej nie rozumiem społeczeństwa, które w imię kłamstw Ojca Rydzyka jest w stanie oddać mu ostatnią rentę, czy część emerytury i uchowaj mnie losie przed fanatyzmem – do kogokolwiek, bo ja swój rozum mam i nie  jest mnie nikt w stanie niczym omamić! Nigdy nie stanę za księżmi, którzy molestują w ukryciu i nie stanę za Ojcem Rydzykiem, który manipuluje biednymi wiernymi, a sam opływa w dostatku i bogactwie, a więc nigdy nie stanę się moherowym beretem!

Muszę napisać testament, że jeśli moi bliscy zauważą u mnie cechy fanatyzmu – niech odłączą mnie od mediów i wszelkich portali, abym nie smędziła i nie wygłaszała swoich durnych i wydumanych, fanatycznych teorii. Koniec i kropka, bo nie chcę być czytana jak fanatyczna idiotka i nie chcę zostawić po sobie szamba! Nie chcę także zostawić po sobie teorii świadczących, że na stare lata zwariowałam!

Ps. A jednak skłamałam, że nie jestem fanatyczką. Jestem jeśli chodzi o moją rodzinę, mojego męża, moje dzieci i wnuki i tu będę jak lwica walczyła o ich szczęście i dobre imię i nie popuszczę nikomu, kto chciałby zburzyć mi to wszystko. Pójdę na noże!

Ksiądz, to tylko człowiek – moje kino

Kiedy syn informuje rodziców, że chce zostać księdzem jest to często wielki szok dla rodziców, ale bywa też tak, że jest to wielka radość i duma, a zależy to chyba wszystko od tego jak wychowywane było dziecko i w jakiej wierze i przekonaniach religijnych.

Matka nosi wysoko głowę, bo oto jej syn wybiera drogę wprost do Boga i jest to dla niej wielki zaszczyt.

Obejrzałam wczoraj film opatrzony etykietką – skandalizujący, pt. „Ksiądz” z 1994 r., i zrozumiałam jak bardzo ciężki jest to kawałek chleba. Młody ksiądz zaczyna swoje posłannictwo w niewielkiej i dość ubogiej parafii. Jego przełożony wygłasza dość kontrowersyjne kazania i do tego młody ksiądz odkrywa, że sypia on z gosposią. Dla młodego księdza jest to szok nie do zaakceptowania. Kiedy po wypełnieniu wszystkich powinności w kościele, wraca do pustego pokoju, jest tak samotny, że nagle odkrywa w sobie chęć pokochania kogoś, ale ta chęć skłania się w kierunku drugiego, młodego mężczyzny, a więc wszystko się w nim zaczyna kotłować i choć wypiera z siebie skłonność homoseksualną, to mimo wszelkich zakazów i nakazów ulega urokowi pewnego mężczyzny w klubie gejowskim.

Nie będę opowiadała całego filmu, ale zachęcam do obejrzenia, gdyż pozwala on zrozumieć nie tylko dylematy samotnych księży,  ich walkę z samym z sobą, ale także pojąć wątek tajemnicy spowiedzi.

Dobre kino, które otwiera nasz umysł na fakt, że ksiądz jest tylko człowiekiem ze swoimi wadami i słabościami  – polecam.

I nie posłuchali i pomniki pobudowali

Papież Jan Paweł II nie chciał żadnych pomników i prosił, aby nie stawiać mu pomników, czy też popiersi, ani z kamienia, ani z mosiądzu, ani z żadnego innego materiału.  Mimo to, władze mniejszych i większych miast silą się na to, aby mieć swojego Papieża. Nikt nie posłuchał, bo nikt tak naprawdę nie słuchał jego nauk i próśb i bałwochwalstwo ( Bóg jest jedyną istotą, której powinieneś służyć oraz oddawać pokłon) i  wyszło niczym słoma z butów.

Wystarczy przejrzeć te wszystkie potworki w sieci i można się zwyczajnie załamać, bo te pomniki okropnie straszą.

 

A tak prosił, nie stawiajcie mi pomników, gdyż lepiej zróbcie coś dobrego dla drugiego człowieka, ale nie posłuchali!

I u mnie w mieście stoi sobie Papież, na przykościelnym placyku i tak na co dzień stoi opuszczony i kompletnie bez pamięci. Kilka wypalonych zniczy i zwiędnięta wiązanka kwiatów, świadczy o tym, że tak na co dzień kompletnie ludzie zapominają o wielkim Polaku. Zapominają o jego naukach. Więc po co go sobie postawili? Zamiast wydać zebrane pieniądze na biedne dzieci, których i w naszych okolicach nie brakuje, bo nasz region, to wielkie bezrobocie?

 

Jestem pewna, że gdyby Papież Polak żył, bardzo by się obruszył za to, że znów go nie posłuchali, a złościć się potrafił, co pamiętamy. Jeśli się coś mu nie podobało, potrafił głośno o tym powiedzieć, tak aby dotarło do wszystkich, a jednak nie dotarło, że nie życzy sobie żadnych postumentów, podobizn na wszystkim, co popadnie. Skrzyczał by bardzo, że ludzie kręcą na jego wizerunku niezłą kasę i wiem, że byłby oburzony, ale po jego śmierci te jego życzenia zostały całkowicie zapomniane i zepchnięte do sakiewki chciwych ludzi.

Mało kto już pamięta, że Papieżowi bardzo zależało na miłości między ludźmi. Nikt już nie pamięta, że zależało mu, aby ludzie na całym świecie byli szczęśliwi i starał się łagodzić stosunki międzynarodowe. Złościł się na głupich i chciwych ludzi i nie cierpiał w ludziach kultu pieniądza. Kochał cały świat i zależało mu na etycznym postępowaniu rządzących wobec swojego społeczeństwa. Interesował się sytuacją w Polsce i zależało mu na wypracowaniu w naszym kraju sprawiedliwego systemu. Złościł się na ludzi, kiedy się nie kochali. Kiedy zauważał brak miłości do bliźniego i chciał pogodzić wszystkie religie świata.

Byłam pilną słuchaczką naszego Papieża i widziałam w nim po prostu dobrego człowieka i tak go zapamiętałam i wystarczy mi jego mały obrazek zasadzony w ramę obrazu i więcej mi nie potrzeba.