Archiwa tagu: miłość

Miłość na stare lata!

Queen is THE only one 👸🏼

A post shared by LovelyTornadoOfChaos&Rainbows (@dodaqueen) on

Kiedy wchodzimy w dorosłe życie – w pewnym momencie znajdujemy swoją, drugą połowę, z którą chcemy spędzić resztę życia.

Jak to leciało?

Zakochaliśmy się z Mężem w wieku 16 lat – tak wiem, że byliśmy obrzydliwymi smarkaczami.

Chodziliśmy ze sobą aż cztery lata i w zasadzie nie poznaliśmy się do końca, bo smarkacze nie myślały jeszcze o życiu poważnie.

Takie tam chodzenie po parkowych alejkach nad jeziorem, ławka w parku nasza i tylko nasza i pierwsze muśnięcia, pocałunki delikatne.

W pewnym momencie puściły hamulce i pstryk – zaszłam w ciążę w wieku 20 lat!

Oboje byliśmy poranieni, bo nasi rodzice nie do końca się ze sobą zgadzali i w domach były awantury.

Może dlatego chcieliśmy szybko z domu wyfrunąć i stworzyć zgodny i kochający się związek.

Podobno młode pary przez pierwszy rok nie wychodzą z łóżka nie mogąc się sobą nasycić i w tym czasie płodzą swoje pierwsze dziecko, a u nas było trochę inaczej.

Po ślubie Mąż poszedł odbyć obowiązkową służbę wojskową, a ja pracowałam i wychowywałam naszą pierworodną.

Dawałam radę, ale czekałam dwa lata na powrót Męża, a kiedy wrócił podjął automatycznie pracę i mijaliśmy się w drzwiach.

Mijały lata i pojawiła się druga Córka i tak jakoś z Mężem nie mieliśmy okazji się poznać – tak szczerze i do końca.

Tworzyliśmy rodzinę, ale pęd życia sprawił, że żyliśmy razem, a jednak trochę obok.

Przez moje małżeństwo przeszło nie jedno tsunami. Wiele razy zmiatało moją rodzinę z powierzchni i nie raz musiałam się podnosić i dokonywać wyboru, czy dalej tak chcę żyć, bo może lepiej to skończyć i odejść!

Nikt w tych okresach z rodziny nie wyciągnął do mnie pomocnej dłoni i wszyscy schowali głowy w piasek jak strusie!

Pomogła mi trzy miesięczna psychoterapia, na której zdałam sobie sprawę, że warto walczyć o rodzinę i wybaczyć.

Jesteśmy już 43 lata wciąż razem i dopiero teraz czuję, że zawsze byłam kochana, a on błądził.

Dopiero teraz, tak naprawdę siebie poznajemy i szanujemy się w końcu!

Jaka jestem, taka jestem!

Co przeżyłam, to przeżyłam, ale na stare lata jestem traktowana jak księżniczka.

Przeszłam przez piekło, ale wiem, że postąpiłam słusznie wybaczając i dziś szukałam artykułu w temacie miłości na starość i znalazłam perełkę na pewnym blogu.

Żródło podaję na końcu wpisu!

 

Miłość na starość

Nim doszło u nas do zaręczyn, bardzo długo rozmawialiśmy o związku. O tym jak wyobrażamy sobie małżeństwo teraz i na starość, o tym, że nie chcemy rozwodu, więc decyzja o małżeństwie musi być naprawdę przemyślana. Pewnego razu leżąc koło siebie, poczuliśmy, że tak – jesteśmy na ten smród gotowi… .

Stary człowiek i małżeństwo

Wiecie, byłam dzisiaj u sąsiadki mojej babci odebrać klucze. Sąsiadka jest tuż przed 90-tką i ma starszego od siebie męża. Powiem Wam – nie wiedziałam co czuć i jak się zachować.
Kobiecie było bardzo ciężko psychicznie. Jest przygłucha, więc nie rozmawia z ludźmi przez telefon. Odkąd babcia wyjechała, sąsiadka jest sama i nie ma z kim porozmawiać. Jak to określiła “nie mam do kogo otworzyć ust”, dlatego widząc mnie, postanowiła wylać wszystkie swoje ciężary. Powiedziała:

Nie mam siły. Mąż leży całe dnie w łóżku, nie rusza się, muszę go umyć bo zrobił kupę. Nie wiem jak się za to zabrać. Nie mam siły. Niedawno spadł z wersalki. Próbowałam go podnieść, ale nie dałam rady. Od tamtej pory tak mnie boli kręgosłup… . Ledwo się poruszam. Mąż umiera, wie Pani? – powiedziała szeptem. Tak jakby mąż w drugim pokoju miał tego nie słyszeć. Ja ledwo to usłyszałam. – Jest mi tak cieżko psychicznie. Wczoraj syn nas odwiedził. Ale on ma swoje życie, swoją rodzinę – przecież nie będzie u nas codziennie by pomagać. A ja nie wiem co robić. Nie mam już siły. Tak mi brakuje pani babci. Zawsze mogłam się jej wygadać. Chociaż na chwilę oderwać się od tego. W domu jest taki bałagan – nie mam siły sprzątać. I mąż… .

Któregoś razu leżeliśmy z Dawidem na łóżku i powiedziałam do niego:
– Wiesz co, gdybyś miał wypadek i od dziś miał byś jeździć na wózku – nie zostawiłabym Cię. 
– Ja Ciebie też nie – odpowiedział mi.

I wiecie co? Niedługo po tym zaręczyliśmy się. My wiemy, za dobrze wiemy, z czym wiąże się niepełnosprawność. Doskonale wiedzieliśmy co sobie mówimy.

 

Na naukach przedmałżeńskich słuchamy jak wychowywać dziecko, jak okazywać sobie miłość, czym się różni kobieta od mężczyzny, itd. To wszystko ma nas niby przygotować do małżeństwa. Ale nic tak Cię do niego nie przygotuje, nic tak nie wpłynie na Twoje myślenie o ślubie i małżeństwie i nie rozwieje Twoich wątpliwości co do ślubu jak to jedno pytanie – Czy byłabyś w stanie codziennie podcierać obsraną dupę swojego męża? Jak Ty byś się czuła, gdybyś codziennie musiała patrzeć, jak Twój mąż ściąga Ci pampersa, bierze miskę i myje Twój obsrany tyłek?

Tak właśnie wygląda miłość na starość – patrzenie jak codziennie tracisz tego swojego ukochanego męża, kawałek po kawałku i codzienne babranie się w jego odchodach. A później przed snem całujesz go. Bo Kochasz – najmocniej na świecie. I wciąż cieszysz się z każdego dnia, że jeszcze jest.

 

Powiem Wam, że małżeństwo jest fajne. Naprawdę jest fajne! Ale tylko wtedy, kiedy kochacie się tak mocno, na tyle mocno, by kochać się do ostatnich dni – wiedząc, jak te ostatnie dni będą wyglądać.

http://mynaswoim.pl/milosc-na-starosc/

Reklamy

Strzała Amora!

Pamiętam jak dziś, kiedy dziabnęła mnie z impetem strzała Amora.

Miałam 16 lat i kiedy wracałam z innymi nastolatkami z wycieczki do Poznania, zwróciłam swoją uwagę na obok mnie stojącego w korytarzu pociągu chłopca, który miał lat 17.

Mieszkaliśmy w tym samym bloku, ale nie zwracałam na niego większej uwagi, bo wydawał mi się łobuzowaty.

A tego dnia, w tym pociągu zauważyłam go i od razu pokochałam.

Pamiętam pierwsze randki, pierwszy pocałunek i tak dalej i tak jesteśmy ze sobą już 42 lata.

Naprawdę było często ciężko, bo na noże i czasami zmierzało to nasze małżeństwo do rozwodu, ale pokonaliśmy to jakoś wspólnie i wciąż się kochamy i wciąż nie możemy bez siebie żyć!

Na swojej drodze życiowej spotkałam wielu mężczyzn, bo choćby w pracy, ale nigdy już w swoim życiu nie poczułam tego, jak za pierwszym razem – nigdy!

Kumplowałam się z wieloma mężczynami i świetnie się z nimi dogadywałam, ale żaden tak mnie nie zauroczył i nie porwał.

Dlaczego o tym piszę?

Wiele kobiet tkwi w nieudanych związkach i są w nich nieszczęśliwe, a trwają w nich, bo najważniejsze są dla nich dzieci i stabilność przy dość już nudnym mężu.

Trwają, bo tak wypada, aby nikogo nie zranić i te kobiety już nigdy nie dopadł Amor, bo tak się w życiu zdarza!

Zabija je ta rutyna i marzą w głębi o wielkiej miłości, ale ona się nie zjawia, a więc gorzknieją i zamykają się w sobie i wypełniają swoje obowiązki.

Wiele kobiet tkwi w takich związach, bo szanują swojego partnera i się z nim tylko przyjażnią, bo miłość gdzieś odeszła. Nastała rutyna i bezpieczne życie z kimś, kto je docenia i szanuje, ale nie ma już motyli w brzuchu.

Obejrzałam dziś po raz trzeci w swoim życiu film – chyba najlepszy z filmów pt. „Co się wydarzyło  w Madison County” ze świetną obsadą – wprost rewelacyjną, bo z Clint Eastwood i Meryl Streep.

Własnie jest to takie kino, które zmusza do myślenia, bo opowiada o tym jak miłość spada na dwoje ludzi jak grom z jasnego nieba i co z nią począć, by nikogo nie zranić.

Jest to film o wielkiej miłości od piewszego wejrzenia, erotyczna, nagła, tętniąca emocjami, a jednak bohaterowie z niej rezygnują, bo czują, że sa jeszcze obok inni ludzie, którzy by tę miłośc potępili.

Obejrzycie kochane ludzie ten nietuzinkowy film, bo on pokazuje, że mimo miłości, czasami trzeba z niej zrezygnować, aby nie ranić i nie być w tym wszystkim egoistą!

Pamiętacie tę chwilę, kiedy Amor zapukał do Waszego serca?

 

Znalezione obrazy dla zapytania co się wydarzyło w madison county

Znalezione obrazy dla zapytania co się wydarzyło w madison county

Znalezione obrazy dla zapytania co się wydarzyło w madison county

Znalezione obrazy dla zapytania co się wydarzyło w madison county

 

Spotkanie po 20 latach!

Dzisiaj prędzej Diabła bym się spodziewała w moim domu – niż:

Ale od początku zacznę.

W swoim życiu miałam jedyną koleżankę, z którą rozumiałyśmy się bez słów.

Nie pamiętam jak się poznałyśmy, ale chyba przez naszych mężów i ta znajomość była dla mnie bardzo cenna.

Kiedy miałam życiowe kłopoty – bardzo mocne, to mogłam zawsze się Jej w rękaw wypłakać i jako jedyna na tym świecie mnie wspierała.

Sama nie miała lekko i może dlatego tak bardzo się rozumiałyśmy, bo wspólne doświadczenia życiowe sprawiły, że jedna drugą podtrzymywała na duchu.

Dość często spotykałyśmy się na kawie i to, o czym rozmawiałyśmy nigdy nie wypłynęło do osób trzecich, a to było dla mnie i dla niej bardzo ważne.

Pewnego, wiosennego dnia Jej Mąż miał wypadek samochodowy i zginął na miejscu.

Po przebytej żałobie Ona pojechała na zaproszenie rodziny – do Ameryki.

Z początku pobytu tam, pisała do mnie i o tym jakie  spotkało Ją szczęście.

Poznała przystojniaka – Polaka i się pobrali, a nasz kontakt osłabł, bo każda z nas miała zapędzone życie.

Oboje mieli wielkie marzenie, że na starsze lata wrócą do Polski i tak w Ojczyźnie się razem zestarzeją.

Niestety, ale po powrocie do Polski Jej Mąż ciężko zachorował i w wieku zaledwie 56 Ją zostawił.

Ona jest silna i wiem, że sobie z żałobą poradzi, ale jest Jej bardzo ciężko.

Kiedy dziś przyszłam od chorej Mamy – ktoś zadzwonił na domofon i spytał mnie, czy pamiętam „W”.

Dlatego piszę, że prędzej bym się spodziewała Diabła, aniżeli po 20 latach moją „W”.

Wpadłyśmy  sobie w ramiona, a ja taka zdziwiona, że o mnie – skromnej osobie – nie zapomniała.

Rozmawiałyśmy ponad dwie godziny tak – jakby nie minęło tych 20 lat, a mogłybyśmy wspominać i przez całą dobę.

Swoją wizytą odmieniła moją codzienność – dość rutynową i moje drzwi są zawsze dla Niej otwarte.

Mieć taką osobę w swoim życiorysie, to wielka wartość!

Opowiadała o swoim drugim Mężu z taką miłością, że to Jej dedykuję ten wiersz poniżej, bo kochała Go nad życie i dał Jej mnóstwo szczęścia!

Będąc w Polsce zauważyła ogrodzone osiedla i to, że ludzie przestali się ze sobą spotykać. Odgrodzili się od siebie, kiedy tam mieszkając miała szczęście, bo niezależnie od koloru skóry i wyznania sąsiedzi troszczyli się o innych.

Mam takie skromne pytanie czy mieliście kiedyś tak serdeczną osobę, która o Was pamiętała i miała Was w sercu po tak długiej rozłące?

Na zdjęciu to, Ona ze swoją miłością!

 

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

„Walentynki” u Seniorów!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Niby nikt nie lubi zapożyczonego święta „Walentynki”, a jednak wryło się ono już bardzo mocno w polską tradycję. Szalejemy z serduszkami, czekoladkami, kolacjami, truskawkami i szampanem wypitym we dwoje.

Ja jako seniorka nie mam prawa się dziwić i skoro świat tak bardzo się zmienia, to muszę to z pokorą przyjąć.

Mój Walenty obdarował mnie dziś czerwoną różyczką i cudnie pachnącymi perfumami.

W wyborze perfum doradzały mojemu Walentemu panie w sklepie „Rossmann” i stwierdzam, że porada była bardzo trafna.

Ja zaszalałam w kuchni, bo do mojego Walentego trzeba trafić przez żołądek do serca i też z menu trafiłam.

Jesteśmy już 42 lata ze sobą i naprawdę działo się różnie, bo nawet otarło się o rozwód, ale przetrwaliśmy i na stare lata zaczęliśmy o siebie bardzo dbać.

Ja jako żona czuję się dopiero teraz bardzo zaopiekowana i nie tylko w Walentynki doceniona.

Dopiero teraz rozumiemy się najbardziej, bo kiedyś było często na ostrzu noża.

Widocznie musieliśmy tak długo dochodzić do wniosku, że zawsze mocno się kochaliśmy, ale byliśmy za nerwowi i dalecy od starości, kiedy to wtedy zaczyna się dochodzić do wniosku, że mamy tylko jedno życie i nie warto się ranić!

Celebrujemy każdy dany nam dzień, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że już jest bliżej do końca niż dalej i oboje tego momentu się boimy.

Ja nie wyobrażam sobie życia bez Niego, a On boi się zostać sam i dość często o tym rozmawiamy.

Nasze Dzieci wiedzą o tym, że nie umiemy żyć bez siebie, a może wiedzą, że ja bez Niego sobie nie poradzę, gdyż samotność jest moim wielkim wrogiem.

W takie święto wszystkim zakochanym polecam film amerykański pt. „Malowany welon”.

Film opowiada o rodzącym się uczuciu między kobietą i mężczyzną.

Film osadzony jest w cudownych, chińskich krajobrazach i można się nimi nasycić.

Jest to piękny romans – akurat na wieczór zakochanych, który opowiada o walce o miłość.

Ja w nie jednym momencie sięgałam po chusteczkę, choć nie jestem zwolenniczką łzawych romansów!

Znalezione obrazy dla zapytania malowany welon

Znalezione obrazy dla zapytania malowany welon

 

Znalezione obrazy dla zapytania malowany welon

Znalezione obrazy dla zapytania malowany welon

„Wybór” – moje kino

Lubię oglądać filmy w moim, domowym kinie, czyli na laptopie i z czerwonymi słuchawkami na uszach.

Jest to taka chwila dla mnie, kiedy mogę się oderwać od codzienności i wejść w inny świat, w świat filmu właśnie.

Nie jestem zwolenniczką łzawych melodramatów, gdyż wolę rasowe dramaty, ale dziś się skusiłam na film pt. „Wybór”.

Film „Wybór”, to  amerykański melodramat z 2016 roku, w reżyserii Rossa Katza z Benjaminem Walkerem, Teresą Palmer i Tomem Wilkinsonem w rolach głównych. Film powstał na kanwie wydanej w 2007 powieści Nicholasa Sparksa „The Choice”.

W tym filmie są klimatyczne krajobrazy i kadry z przecudownego jeziora i naprawdę zgrabne dialogi i zbliżenia oblicza zakochanej pary. To ważne w filmie, kiedy widzimy na ekranie każdą minę, zmarszczkę, błysk w oku aktora.

I wiecie co? Ten film ma słabe recenzje, ale mnie się podobał, gdyż w tym filmie jest sama młodzieńcza miłość – taka jaką i ja przeżywałam.

Tak, tak – bo przyszedł czas, że się z moim Mężem 43 lata temu – śmiertelnie zakochaliśmy – dokładnie jak w tym filmie.

Tak, tak – bo były wtedy pierwsze uniesienia, motyle w brzuchu, trzymanie się za rękę, randki. Były pierwsze pocałunki i pierwszy seks!

I ten właśnie film sprawił, że wspomnieniami wróciłam do swoich czasów młodości i z tego powodu podczas oglądania filmu się spłakałam.

Obejrzyjcie, bo warto wrócić do dawnych, młodzieńczych lat i razem z tą zakochaną parą z filmu powspominać.

Chusteczki niech będą w zasięgu ręki! 🙂

Znalezione obrazy dla zapytania wybór film

Życie pisze samo scenariusze – do wpisów na blogu!

Na swoim Facebooku Małgorzata Kalicińska – polska powieściopisarka – moja rówieśniczka, zostawiła bardzo romantyczny wpis.

Ukradłam go, gdyż bardzo mi się spodobał i doceniam Jej miłość do swojego męża, o którym pisze tak:

Małgorzata Kalicińska

„Za oknem robi się jasno, ale to nie jest już wczesnojesienna jasność. Dzisiaj chyba pada.
Antek śpi – oddycha równo, spokojnie. Leży do mnie tyłem. Ma krótkie siwiejące z tyłu włosy. Z przodu już zupełnie mlecznobiałe. Ogorzałą i pomarszczoną szyję i spore uszy. Teraz widzę jego lewe. Między muszlą ucha, a włosami jest taki pasek skóry z dwiema podłużnymi zmarszczkami. Dotykam ich opuszkiem palca bo to taka nieważna część ciała, widoczna tylko dla mnie. Nie wiem czemu wzrusza mnie to jego ucho. Jest ciepłe i to miejsce którego dotykam takie mięciutkie…”
(„Trzymaj się, Mańka”)

Co kochacie w swoich mężach?
Marianna kocha jego uszy. Ja zawsze ciepłe dłonie i „tak w ogóle” – oczywiście, że kochamy „w ogóle”, ale ja pytam o szczegóły, bo każdy je ma.
Mają Wasi panowie jakieś ukochane cechy? Zmarszczki „uśmiechowe”, szczególny zarys nosa? Zawsze ciepłe stopy w łóżku? Powiedzonko? Albo to, że gdy przytula wszystkie strachy uciekają?
Bo przecież kochamy tych naszych mężów. Jesteśmy razem i zapewne oni też nas kochają choć nie umieją o tym mówić. 🙂

Pod tym wpisem posypały się komentarze jej wielbicielek i okazuje się, że każda kobieta, żyjąca w zgodnym od lat związku ma swoje ulubione cechy w swoim mężczyźnie życia.

Ważne jest to w związkach, aby się nie tylko kochać, ale i umieć dostrzec w drugim człowieku to coś – co pociąga i tworzy w tym związku ogromną więź.

****************************************************

Dziś był przepiękny, jesienny dzień. Cała Polska tonęła w słońcu, które przedzierało się między kolorową jesienią.

Mój Mąż zaproponował mi coś, co mnie  ucieszyło, a powiedział – ” Szykuj się żono, bo jedziemy w plener łapać jesień w obiektyw.

Od razu przypomniała mi się piosenka Zdzisławy Sośnickiej pt. „Bez ciebie jesień”.

Piszę o tym dlatego, że kocham w swoim Mężu spontaniczność, którą mnie porywa do działania i daje kopa do większej aktywności i jestem Mu za to wdzięczna!

Odpowiadam więc Małgorzacie Kalicińskiej w te oto słowa, które pasują do wszystkich pór roku, bo nie tylko do jesieni.

Kocham w swoim Mężu radość życia, a także to, że śmieje się z mojego poczucia humoru, który jest często sarkastyczny, prześmiewczy, dobitny, ale Jego to bawi.

Jesteśmy ze sobą 41 lat i było różnie, bo na noże, ale na stare lata potrafiliśmy zbudować coś bardzo mocnego i tylko śmierć nas rozłączy.

A teraz moja piosenka dedykowana mojemu Mężowi:

W błękicie mamy swój dom na wyspie słońca
W błękicie mamy swój ląd zwyczajnych spraw
Jesteś mój, czemu więc
Tak często myślę, że

Bez Ciebie jesień dogoni mnie
Bez Ciebie marzeń oduczę się
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co
Bez Ciebie nic nie będzie mi szło
Bez Ciebie na zawsze schowam się na serca dnie

Jeszcze wciąż jest tyle słońca
Jeszcze nam nie płynie czas
Jesteś mój, czemu więc
Tak często myślę, że

Bez Ciebie wino utraci smak
Bez Ciebie nigdy nie powiem,”tak”
Bez Ciebie drogi zasypie wiatr popiołem z gwiazd
Bez Ciebie smuci mnie każdy wiersz
Bez Ciebie nie przychodzi sen
Bez Ciebie w jesień zapadnie świat na tysiąc lat

Bez Ciebie jesień dogoni mnie
Bez Ciebie marzeń oduczę się
Bez Ciebie pasjans nie wyjdzie mi w pochmurne dni
Bez Ciebie zmartwi mnie byle co
Bez Ciebie nic nie będzie mi szło
Bez Ciebie na zawsze schowam się na serca dnie

Bez Ciebie jesień…

Oto Pani Małgosia ze swoim mężem:

 

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=-XnVeTed0QA&list=RD-XnVeTed0QA&t=32

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak się zakończyła wirtualna znajomość?

Kto mnie czyta, to wie, że żyję sobie w małym miasteczku i nie mam szczególnej styczności ze światem, gdyż Senior żyjący na emeryturze jest jakby na aucie.

Nie lubię przesiadywać na ławeczkach w parku z innymi Seniorami, bo mi to kompletnie nie leży i nie odpowiada.

Kocham Internet i to z niego wiem, co na świecie się dzieje i to mi zupełnie wystarcza.

Nie pamiętam kiedy zostałam przyjęta przez Pana Andrzeja Rodana do grona znajomych, ale nigdy nie byłam zawiedziona  tą znajomością. Chyba jesteśmy znajomymi jakieś 7 lat – nie pamiętam.

Bardzo mi pasuje poczucie humoru Jegomościa Rodana, który jest znanym pisarzem, a Wiki podaje, że urodził się w 1945 roku, a więc jest ode mnie starzy o 11 lat.

http://www.andrzejrodan.pl/

Nie będę tu wymieniała dorobku mojego Znajomego, bo to wszystko jest w sieci. Najważniejsze jest to, że nasze dyskusje w grupie Rodana są na poziomie i bardzo wartościowe, a mnie dają wiele satysfakcji.

Nie pamiętam kiedy Pan Andrzej Rodan spotkał się w realu z dwoma kobietami poznanymi w sieci! Maszerowali wesoło przez miasto Łódź żartując sobie i filmując eskapadę. Naprawdę było to zabawne i ze smakiem.

Jedną z tych wirtualnych kobiet była Pani Bogusia – śpiewaczka o krystalicznym głosie, której klipy można znaleźć na YT. Dwa z nich wkleiłam na końcu wpisu. Jestem zauroczona Jej talentem. Pani Bogusia jest piękną kobietą do tego, a i Pan Andrzej jest „piękna menszczyzna” 😀

Mistrz Rodan często pisał, że jest zmęczony, bo ta kobieta – demon seksu tak go wykończyła. 😀 Myślałam sobie, że tak sobie straszy Pan fantazjuje, aż do dzisiaj!

Oto dzisiaj Pan Andrzej Rodan zawarł związek małżeński z Panią Bogusią – śpiewaczą!

 

Miłość zrodzona w sieci dziś została zalegalizowana prawnie i niech im się wiedzie. Niech im zdrowia starczy na długie lata w wielkim szczęściu.

Niech mi nikt nie mówi, że nie można zakochać się  i do tego w tak zacnym wieku. 🙂

  

https://www.youtube.com/watch?v=hceC4p8USPU

https://www.youtube.com/watch?v=sCuLs2ZF_QY

 

Moja nie rymowanka!

 

Poeci nie zawsze rymują, bo często białe wiersze piszą

i taki ja chcę napisać o nas, choć nie jestem poetą!

Jesteśmy w tym mieście tylko we dwoje, skazani na siebie!

Gdzieś w świecie mamy nasze dzieci, ale one w zakamarkach

mają schowane swoje marzenia i nie będziemy im przeszkadzać.

Teraz jest ich czas – niech się realizują.

Budzę się jeszcze obok Ciebie i niech tak zostanie na długo,

bo to daje mi siłę.

Pytam rano niepotrzebnie, czy idziesz do pracy, choć wiem, że nie możesz

bez pracy żyć.

Pytam, co dzisiaj na obiad, a Ty czasami masz specjalną zachciankę,

którą z całej mocy chcę  spełnić, bo to sprawia mi przyjemność.

Czasami się złoszczę, że tak dużo pracujesz i zostawiasz mnie samą,

ale za chwilę uświadamiam sobie, że muszę dać Ci przestrzeń.

Pokornie czekam, aż wrócisz i podzielimy się tym – jak minął dzień.

Mówisz mi, że musisz pracować, gdyż trzeba do domu kupić coś nowego.

Dziś kupiłeś mi nową kanapę, na której siadam z laptopem i piszę ten wiersz.

Jesteśmy tacy sami, ale cieszymy się, że mamy siebie wciąż.

Kiedy wieczór przychodzi z satysfakcją zasypiamy obok siebie wsłuchując się w nasze oddechy.

Czasami tylko jeszcze przed snem wtrącę, że taki spokój jest w mieście,

kiedy z otwartym oknem wsłuchujemy się w odgłosy miasta.

Wtedy jest cisza. Samochody na parkingach, a my kochamy tę ciszę

po całym dniu. Wtulamy się w swoje poduchy i jest bezpiecznie.

Jutro rano znowu Cię spytam, czy idziesz do pracy i co mam ugotować na obiad.

Lubię tę naszą konwersację bez sensu, a może z sensem i walkę o każdy wspólny dzień razem.

I jeszcze taka drobnostka!

My się wciąż kochamy, choć sami jesteśmy w tym mieście.

86-letni Antoni: „Szukam na stałe, a nie na chwilowe bzykanie, bo samotność mi dowala”. Czyli o miłości starych ludzi

Patrzę na niebo
i ono zawsze wisi
nad moimi rzęsami.
Patrzę na drzewo
i ono odradza się
z wiosną zielonymi listeczkami.
Patrzę na trawę świeżą
oplecioną mleczami.
Patrzę na nas
i nie wiadomym jest czy ona
zabierze ciebie pierwszego,
czy pierwszą mnie – na zawsze, 
bez możliwości odrodzenia!
autor: kalinaxa
Jan myślał, że klęknie, kiedy 82-latka zapytała, czy nadal jest aktywny. – Ale, jak aktywny, czy na nogach jeszcze chodzę? – dopytywał. – Na co ona prosto z mostu, czy seks jeszcze uprawiam – oburza się. Janina na randki umawia się bardzo rzadko. Jeśli już się spotyka to z panami, którzy mają ładny głos, poprawnie budują zdania. – Z łapciuchami nie mam o czym rozmawiać. Szkoda czasu i atłasu – kwituje. Przy każdym kolejnym ogłoszeniu matrymonialnym, które ląduje w gazecie, zarzeka się, że to już ostatni raz.

– Ale minie miesiąc, dwa i znowu ta samotność gnębi – usprawiedliwia się. Wszystkie historie starych ludzi, którzy w gazetach szukają miłości mają wspólny mianownik. Uroda przemija, chorób przybywa, bliscy odeszli, a dzieci wyjechały. Dręczy ich samotność, pusty dom, dlatego piszą ogłoszenia i godzinami wiszą na telefonach – liczą, że w ten sposób poznają kogoś bliskiego na stare lata.

Jesień. Mały osiedlowy kiosk na warszawskiej Woli. Dwie ściany od góry do dołu obłożone przeróżnymi gazetami. Szperam, przeszukuję, ale „Kontaktu” z ogłoszeniami matrymonialnymi znaleźć nie mogę. O pomoc proszę kasjerkę. – Pani, to w czwartki przychodzi, a w soboty już nigdy nie ma. Wykupują – rozkłada ręce. I wykłada przede mną inne gazety, w których są długie rzędy ogłoszeń matrymonialnych. W kolejnym sklepie słyszę: – Najlepiej to się ją kradnie – patrzy na mnie wymownie sprzedawczyni. Po chwili rozwija: – Bo ludzie wstydzą się kupować tę gazetę, więc ją wynoszą albo przeglądają na miejscu. Dlatego jest taka wymemłana.

Krystyna, 68 lat, szuka: dobrego człowieka, nie pijaka

W ogłoszeniu siebie opisuje tak: brunetka, wdowa, ładny biust, niebrzydka, włosy długie, bez nałogów, z emeryturą i dobrym sercem. Mieszka na mazowieckiej wsi. A szuka pana, ale wyłącznie wolnego, najlepiej wdowca, zmotoryzowanego, z dobrocią serca. Dzwonię. Krystyna chętnie opowie o poszukiwaniach miłości, ale wyłącznie przez telefon. Za nic w świecie nie chce się spotkać i powiedzieć, gdzie mieszka. Zastrzega też, żeby nie pisać, skąd pochodzi i jak ma na imię. Ściszonym głosem zdradza, że nawet dzieciom nie powiedziała, że rozgląda się za partnerem na stare lata. Do gazety podała ją 78-letnia kuzynka, która już piątego pana tak poznała. Krystyna nie dowierzała, że jej się uda, ale tak dokucza jej samotność, że w końcu usiadła i napisała parę słów o sobie. Teraz trochę się wstydzi, że wspomniała o biuście. Ale w końcu ma taki, że mogłaby nim kilka sąsiadek obdzielić. Szczegółowo opisuje mi swoją anatomię: wysoka po tacie, przystojna po mamie. – Córka mi mówi, że mam ładną buzię. Ciągle jestem rześka i żywotna – reklamuje się.

Starsze panie siedzą na ławce w parku wLublinie
Starsze panie siedzą na ławce w parku wLublinie•Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Jej urody nie zniszczyło świecące nad grządkami słońce. Łatwo nie miała, całe życie przepracowała w polu i praktycznie sama wychowywała dzieci. Na równych nogach była jeszcze zanim słońce wstało. Robiła jedzenie. I pędem do pracy. – Pranie robiłam w nocy. Truskawki sadziłam, ogród był, trzeba było zaiwaniać. Dziś siedzę w domu – gaśnie. W życiu Krystyny różnie bywało. Dlatego teraz wie, że po prostu szuka dobrego człowieka i że „piękności do gara nie włoży”. I ma jeszcze jeden warunek: „żeby nie pił”. – Miałam męża alkoholika, miałam gospodarstwo, musiałam ciężko pracować. Powiedziałam mamie, że się z nim rozejdę. Na co ona wypaliła: „córko, brałaś ślub. To jak ktoś chce, to i z psem na łańcuchu wytrzyma”. Wytrzymała aż 46 lat.

Krystyna miała wielu adoratorów. Był taki jeden, co to czapką przed nią na podwórku się kłaniał. Ale ona go pogoniła, w końcu miała do wychowania trójkę dzieci. Mieli się kiedyś zejść, jak „odejdą ich drugie połówki”. – Ale jego już dawno robale spożyły. Pierwszy od mojego męża poszedł – parska śmiechem. Ale to trochę śmiech przez łzy. – Wszystko szybko się zawija. Smutne, ale prawdziwe. Mało tych przyjaciół zostaje. Jak idę na cmentarz, to im mówię, że za szybko się pozabierali, ale widocznie tak musi być – tłumaczy mnie i chyba też trochę sobie.

Ogłosiła się w „Kontakcie” tylko raz. Przez 15 dni miała ze 200 telefonów. – Ale to wszystko to głupota, nic konkretnego – narzeka Krystyna. I zarzeka się, że więcej ogłoszenia nie zamieści. – Stary facet, a on dzwoni i mówi, jakby to pieścił, sutki całował. Ludzie kochani. Mówię, żeby sobie do sex-shopu poszedł albo się wyłączam – wyjaśnia. Raz usłyszała, że pan dzwoni do niej, bo szuka starszej kobiety, by móc się na niej wyżyć.

KRYSTYNA

Powiem brzydko, bo jestem stara i dużo powiedzonek znam: „Na starej piczy, to się ch*** ćwiczy”. Tacy są nasi seniorzy. Najgorsi ci warszawscy. Są tak zadufani w sobie, że głowa mała. Jeden mówi, że na ciągniku by się przejechał, ja mu na to, żeby se kupił. I wyłączam się, bo na co komu takie głupoty. Inny mówi, że wczoraj był u jakiejś pani, a dziś przyjechałby do mnie. Ale opowiada mi, że z nią wyprawiał seks i było okej. Więc ja mu na to: „a spier*** ty facet ode mnie”. Jakby moje dzieci wiedziały, że ja takie telefony miałam, to powiedziałyby mi: „mamo, że ciebie chyba poje*** na stare lata.

– Teraz dzwonię z trzema panami. Z tym Lublina to już nawet długo. Ale ostatnio, jak rozmawialiśmy to głupoty miał w głowie. Dobrzy, uczciwi ludzie, to albo zajęci, albo poumierali. A ile tak można dzwonić, do usranej śmierci? – wzdycha.

Janina, 70 lat, szuka: perełki w tym barachle

Janina napisała o sobie, że „twardo stąpa po ziemi”. I już w rozmowie słychać, że nie kłamała. Nie pozwala sobie na żadne zbędne słowa. Mówi wyłącznie na temat – o poszukiwaniu partnera, wątki poboczne – czyli rodzina, o to absolutnie nie zahacza. W krótkim ogłoszeniu w „Kontakcie” napisała, czego wymaga od kandydata i irytuje się, kiedy dzwonią panowie, którzy tych oczekiwań nie spełniają. Partner Janiny powinien być: „niezgnuśniały, rzutki, zmotoryzowany”. Zaimponować jej można „wiedzą, a nie seksem„. „Bajerantom i gadułom z miejsca dziękuje”. A tym „niezdecydowanym mówi stop”. Ewentualne poznanie miałoby nastąpić w kawiarni. O sobie pisze tylko: 70 lat, „bardzo dobrze utrzymana, niebrzydka, wykształcona, twardo stąpa po ziemi”.

Starsza kobieta wchodzi na kładkę przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie
Starsza kobieta wchodzi na kładkę przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie•Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Największym problemem Janiny jest to, że dzwonią do niej siusiumajtki, tacy panowie 30-40 lat. A oni mają przecież zupełnie inne potrzeby. – Ja szukam człowieka, z którym mogłabym porozmawiać. Pewnie, że bliskość jest ważna: ten dotyk, podanie ramienia, to przytulenie się przy oglądaniu telewizji – i Janina spuszcza z tonu. Ale zaraz znów się denerwuje. – Delikwenci są bardzo różni. Szukają podpory, żeby włożyć tyłek do mieszkania, szukają kobiety, która pracowałaby na etacie, kochanki, gospodyni, sprzątaczki, praczki, bez zapłaty. Są wygodni. To bezczelność, głupota, która nie mieści się w żadnych ramach – oburza się Janina.

Męczą ją „te durne” telefony. Dlatego przeważnie zawsze jest tak samo: odpuszcza i nie zamieszcza ogłoszeń, ale nerwy jej mijają i znów publikuje. – Ta samotność, no niestety, jest przykra. Więc człowiek szuka. Gdzieś ta jedna perełka wśród tego barachła musi być – mięknie znów. Dziś jednak jest dzień, w którym Janina wątpi w istnienie tej jednej jedynej perły. Dziś widzi same barachło. Zna już dobrze całe to towarzystwo, „wszystkich tych graczy”.

JANINA

Nie jestem seksturystyką. Mój dom to nie hotel. Mężczyźni są przyzwyczajeni do tego, że zaraz pani zaprosi do domu, obiad postawi, wikt i opierunek, a i coś więcej. Ani nigdzie nie jeżdżę, ani nikogo do domu nie zaproszę. Pierwsze spotkanie w kawiarni. Najpierw rozmowa, wzajemna ocena, poznanie się, każdy potem płaci za siebie. Mnie mężczyzna musi zafascynować. Spotkałam się może z 7 razy. Pani wybaczy, ale jak stare chłopisko przychodzi w dresie albo takie zapyziałe, to się odwracam na pięcie i uciekam.

Z jednym panem Janina spotkała się, bo dobrze budował zdania. Opowiedział jej przez telefon, że miał piękną żonę. – Zwykle się nie maluję, ale na pyszczysko coś nałożyłam. Ust korale poprawiłam, na szyję też korale włożyłam. Idę na to spotkanie i nie widzę tego faceta – opowiada skrupulatnie. Zwalnia kroku i dostrzega, że w umówionym miejscu ktoś jednak stoi. Podchodzi bliżej i oczom nie wierzy. – 150 cm w kapeluszu może miał, spodnie do kolan w kolorowe kwiaty, koszula też w kwiaty. Wyglądał, jak Rumcajs z bajki – mówi jednym tchem. Zmierzyła go od góry do dołu i złośliwie zapytała, czy ma w domu lustro. – Kazałam mu więc w nie spojrzeć. Mężczyźni traktują kobiety, jak niewolnice. To obłęd. Gówno przez „rz” pisze, nic sobą nie reprezentuje i uważa, że każda na niego poleci – oburza się Janina.

Ostatnio wieczorem odebrała telefon. Po drugiej stronie 75-latek z Wrocławia. – Szuka pan przyjaciółki, do siebie, czy pan się przeprowadzi – zapyta od razu Janina. I słyszy, że pan ma samochód i od czasu do czasu mógłby do niej przyjechać. – 75-lat i chce z doskoku? Mnie jest potrzebny mężczyzna na stale, żeby mnie wpierał, żeby porozmawiał, doradził, żeby podał herbatę, jak na grypę zachoruję. A on mówi do mnie: ” ja bym się tak jeszcze popieścił”. Wysłałam go do cholery. Do pieszczot to trochę młodsi od niego – Janina nie spuszcza z tonu. Pytam wprost, po co się tak męczy? – Samotność, samotność, samotność, proszę panią. No właśnie o to chodzi, że jestem samotna, córka jedna wyjechała. Tu miałam liczną rodzinę, czasy są jakie są, młodzi się porozjeżdżali, została jedna siostra i koniec. Tak to wygląda.

Hanna, znalazła i postawiła warunek: „ślub”

Jak Hanna owdowiała 18 lat temu, to absolutnie nie myślała o ponownym zamążpójściu. A tym bardziej o szukaniu sobie chłopa. Chociaż została sama jak palec, bo nie ma dzieci. („Urodziła, ale były komplikacje, teraz by sobie z tym poradzili”). Ale teraz już wie, że źle żyć w pojedynkę. Lata lecą, chorób przybywa. Dostała cukrzycy. – Cukrzyk, proszę panią, nie może być sam. Jest wielkie ryzyko, bo jak nie zdążę wziąć cukru na czas, to mogę stracić przytomność – powtarza za lekarzem. Dlatego też Hanna regularnie od pięciu lat zamieszczała ogłoszenia w gazetach. Ale już przestała. W końcu będzie mogła powiedzieć lekarce, że nie mieszka sama. – Co prawda jeszcze nie wyszłam za mąż, ale znalazłam kogoś. Wydaje mi się, że uczciwy – mówi bez emocji.

Starsza pani przechodzi przez jedną z warszawskich ulic
Starsza pani przechodzi przez jedną z warszawskich ulic•Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Znają się od roku, utrzymują stały kontakt telefoniczny. On jest byłym policjantem. Hania uważa, że jest raczej prawdomówny. Udało mu się przejść jej test.

HANNA

Zahaczałam go i z tej i tamtej strony, a raczej panowie jak kłamią, to się gubią. Próbowałam go podejść, czy mówi prawdę. Jak opowiadał coś o dzieciach, to udałam, że nic nie pamiętam i znów pytam. A jeżeli dwa razy mówi to samo, to oznacza, że prawda.

Planują ślub, bo to był warunek Hani, dlatego, że jest młodsza. I co prawda, nie wygląda jego śmierci, ale kiedyś może odziedziczyć po nim wysoką emeryturę. Wszystko już ustalili: latem będą mieszkać u niego, zimą u niej, bo palić nie trzeba („ogrzewa ją miasto”). Pytam Hanię, czy jest szczęśliwa, bo w jej głosie ekscytacji i radości na próżno szukać. – No raczej tak. Miałam zwątpienie, że nikogo odpowiedniego nie spotkam. Ale tak, jak jest powiedziane: szukaj, szukaj, aż znajdziesz – odpowiada beznamiętnie. Zagaduję nieśmiało, czy się zakochała. – Miłość? Wydaje mi się, że za wcześnie. Może z jego strony tak, ja z rezerwą. To nie jest młodzieńcze zauroczenie, żeby się tam.. – urywa. I dodaje: – Wszystko po kolei.

Honorata, 75 lat, szuka: bez nałogów i bez długów

Honorata jest poetką, ale w ogłoszeniu nadto się nie rozwodzi: „Serce bez miłości jest bez wartości. Poznam pana po 70, bez nałogów i długów. Jestem wdową”. W drugim zdaniu mówi, że pochodzi z rodziny Kraszewskich. Sama też pisze wiersze, chodzi nawet do klubu poetów. Potem ni stąd, ni zowąd zmienia wątek i z zapałem, jednym tchem wyrzuca z siebie: – Dobrze się trzymam. Ważę 68 kg, mam 164 cm wzrostu, jestem drobnej kości, ale nie jestem gruba, chuda też nie. Codziennie robię gimnastykę. I znów szybka zmiana tematu: – Nieraz tylko człowiek popłacze oglądając zdjęcia. Najgorsze są zimowe wieczory. Ale układam sobie wiersze i mówię na głos. Na walentynki dwa wiersze powiedziałam, brawa były, że ojojoj – śmieje się. Teraz Honorata mieszka sama, córka wyjechała za granicę. Mąż nie żyje.

A do pewnego momentu miała poukładane życie. Była technologiem obuwia. Praca lekka, sprawdzała buty i stawiała pieczątki. Miała wspaniałego męża, który pewnego dnia wyszedł z domu. To było akurat po tym, jak sprzedali hodowle norek i lisów. Honorata uważa, że ktoś mógł pomyśleć, że ma przy sobie pieniądze. I może dlatego uderzył go w głowę. – Nie przyszedł na noc, zadzwoniłam na komendę, a potem dowiedziałam się, że jest w szpitalu. Mówi do mnie: „Honorciu, przynieś mi golarkę, bo ja do domu wychodzę”. Wycałowaliśmy się. A wieczorem przychodzi zapłakana wnuczka i mówi, że dziadek nie żyje. Napisali, że zator i na tym się skończyło – opowiada.

I szczęśliwe życie Honorki niedługo później też się skończyło. Ale wcześniej poznała wartościowego człowieka – tak jej się na początku wydawało. Nie palił, nie pił, czasami kieliszeczek w towarzystwie. Honorata mówi, że „był na miejscu”. – Był ze mną prawie rok – opowiada. Nagle dowiedziała się, że jej syn nie żyje. – Matka, która chowa swoje dzieci, to naprawdę coś strasznego – wzrusza się. Sama pojechała na pogrzeb, a kiedy wróciła nie zastała ani Stasia, ani wielu innych swoich rzeczy. – I tak żeśmy się rozstali. Jeszcze potem wydzwaniał do mnie i mówił: „kocham cię, słoneczko”, ale ja już się bałam – mówi z rozpaczą. I dalej ciężko jej komuś zaufać.

Antoni, 86 lat, szuka: na stałe, a nie na chwilowe bzykanko

„Emeryt inż., 180/90, po 80-tce, M-60 mkw., spod Warszawy, wiele zainteresowań, poznam panią w wieku 60-75 lat” – napisał konkretnie. – Pani tak szybko mówi, że ja dopiero za chwilę mogę to przerobić – powtarza kilka razy 86-letni Antoni. Wcale nie chce mnie zbyć, jest po prostu przygłuchy, ale bardzo chętny do rozmowy. O poszukiwaniu miłości to on może długo, bo „ma niesamowite rozeznanie”. W końcu próbuje znaleźć kobietę od 25 lat. Kiedyś ogłaszał się raz w roku, w ostatnich miesiącach zwiększył częstotliwość – do jednego ogłoszenia w miesiącu. Jeździ też na wieczorki zapoznawcze. – Ci ludzie się tam bawią, nie chcą wiązać się na stałe. Tylko się oszukują, byle wieczór był ładny – wytyka.

Mężczyźni równie często zamieszczają ogłoszenia w prasie i szukają partnerek, małżonek na starość
Mężczyźni równie często zamieszczają ogłoszenia w prasie i szukają partnerek, małżonek na starość•Fot. Flickr

Bo Antoni absolutnie nie jest żądny przygód, nie interesują go przelotne znajomości, dlatego ogłasza się zawsze w dziale matrymonialnym. – A dzwonią i pytają, czy ja chcę przyjaciela, czy chcę porozmawiać. Jak ogłaszam się w dziale matrymonialnym, to jest jednoznaczne, że chcę kogoś na stałe, a nie jakieś chwilowe bzykanie – wypala nagle staruszek. – Jeżeli znajdę kobietę, która będzie mi sprzyjać, to będę się starał, żeby to się skończyło czymś uczciwym. Nie będę hulał z kimś, kto opowiada głupstwa albo traktuje mnie jako przygodną zabawę. I jeśli nie ma w tym żadnego podtekstu uczuciowego – dodaje.

ANTONI

Ale na ten towar nie ma kandydatek. Liczę na to, że może ktoś się jednak znajdzie. Jeszcze jestem na absolutnym chodzie. Chociaż od dwóch lat czuję, że opadam z sił, chudnę. Jakby się jakaś opiekuńcza trafiła, tobym jakoś ją wsparł. Nie na zasadzie handlowej, bo na razie nie potrzebuję opiekunki. Szukam kogoś do miłości, w takim wydaniu jakie jest możliwe.

Antoni jest „rozwiedziony nietypowo”. – Moja żona przekwitała. I ni stąd, ni zowąd poszła w tango – mówi. Potem usłyszał, że się zakochała i odeszła. I od tego czasu szuka kogoś na jej miejsce. – Miałem bardzo dobre partie, nawet profesorskie. Ale po 2-3 latach wszystko się rozmywało. Ktoś na chwilę wyjechał i już nie wrócił. Oprócz tego budowałem dom, prowadziłem warsztat, jeździłem po świecie i robiłem pieniądze – mówi zrezygnowany. Teraz wieczorami analizuje, co i dlaczego poszło nie tak. – Wyciągam wnioski, bo jestem bardzo samotny. Bardzo mi ta samotność dowala. Jestem człowiekiem, który sprzyja ludziom, empatycznym. Żaden tam pyskaty gość. Nie wiem, czemu nikogo nie mogę znaleźć.

Antoni był oficerem. Ożenił się z „potężnej miłości”. Ale później okazało się, miłość nie jest równoznaczna ze szczęściem.

ANTONI

U nas była miłość, ale nie okazywaliśmy sobie uczuć. Nasi dwaj synowie też nie mieli ciepła. Jeden i drugi się ożenił. Teraz się rozwiedli. Mają zaufanie do obcych, a do rodziców nie za bardzo, chyba dlatego, że nie było ciepła. To są bardzo kochane moje dzieci, ale widzę, że dosłownie nie wynieśli z domu tej miłości. Nic nie spada z nieba.

– Dzieci wiedzą, że Pan szuka? – Jeśli wiedzą, to tylko połowicznie. Między nami są bardzo dobre układy, szczególnie, że ja ich kocham i im pomagam, a oni mnie szanują. Mają we mnie autorytet, ale nie odzywamy się do siebie specjalnie. Oni nie mają tej potrzeby. To bardzo smutne – kończy Antoni.

Jan, 69 lat, szuka: do życiowego wsparcia

Pisze o sobie: „wolny, biedny, odrzucony przez dorosłe dzieci”. Pozna panią: „w zbliżonym wieku, w podobnej sytuacji, do wspólnego, trwałego, życiowego wsparcia”. I Jan apeluje, by zgłaszały się do niego kobiety z wyłącznie poważnymi ofertami. – Dzwoni do mnie 82-latka i pyta, czy jestem aktywny seksualnie, no myślałem, że klęknę. Każdy chce się tylko zabawić, wykorzystać, a nie myśli, żeby z tą drugą osobą spędzić kolejne dni życia – oburza się Jan. Ogłaszał się w zeszłym miesiącu, ale nikt ciekawy nie zadzwonił. Do swojej notki dodał adnotację: przeczytaj zanim zadzwonisz. – Poskutkowało, zmniejszyła się ilość zgłoszeń – mówi.

Starsi ludzie w Radomiu
Starsi ludzie w Radomiu•Fot. Karol Piętek / Agencja Gazeta

Jan jest rozwodnikiem, samotny od 11 lat. Ma dzieci. – Ale co będą się biednym ojcem zajmować. Każdy ma swoje kłopoty, a jeżeli dobrze mu się powodzi, to o rodzicach się zapomina – opowiada ze smutkiem. Zdecydował się zamieścić ogłoszenie, bo chciałby z kimś być. – Ale przeżywać to samo, co się przeżywało kilka lat temu, to też nie ma sensu. Ile jest takich pań, które co pół roku sobie zmieniają facetów. Pojedzie gdzieś, miło spędzi czas, a później powie „spi*** dziadu” – oburza się Jan. Denerwuje się też, gdy odbiera telefon i słyszy całą serię pytań o to: dlaczego do tej pory nie ma chałupy; jaką bryką jeździ; jaką miłość preferuje; czy lubi miłość francuską; czy gdzieś razem wyjadą.

JAN

Pytam, gdzie: w góry czy nad morze, ale słyszę, że koniecznie musi to być wycieczka zagraniczna. Więc pytam, kto ma za to płacić i wtedy słyszę „no jak to kto, ty”. Ręce opadają po trzech dniach. Trzeci raz daję to ogłoszenie, ale nic na siłę, bo do tanga trzeba dwojga. Konkretnej osoby szukam, a nie zabawy. Turystą nie jestem, żeby latać z jednego końca Polski na drugi.

– Kobiety potrzebują mężczyzn na wczoraj, nie na za tydzień, dwa. Grypa mnie zmogła, więc uznały, że wynalazłem chorobę, bo nie chcę przyjechać. A jakie potem bluźnierstwa leciały – opowiada.

AGATA DROZDOWSKA

biuro matrymonialne Ostoya

Biura matrymonialne przeżywają teraz oblężenie. Zgłaszają się do nas osoby w różnym wieku. Mamy też grupę w wieku 60-90 lat. Nasz najstarszy klient miał 90 lat i nie szukał partnerki, tylko żony. Nasi klienci najczęściej szukają przez biuro, bo w ten sposób mogą trafić na osoby, których nie interesuje sponsoring czy wyłącznie seks. A tacy często się trafiają. Był u nas pan, który miał około 80 lat i musiałam go z biura skreślić za nadgorliwość seksualną. Były na niego skargi, on deklarował, że na spacery chodził nie będzie, wprost mówił, że spotykamy się u niego, dwa razy w tygodniu. Ciekawa jest też historia 90-latka. Trudno było uwierzyć, że ma tyle lat. Był dziarski, grał na giełdzie, wdowiec, bezdzietny. I mieliśmy panią, która dokładnie takiego kandydata szukała. Wiek nie był dla niej przeszkodą. A im starszy, tym lepszy. Bo proszę pamiętać, że przez biuro szuka się nie tylko miłości życia, ale i stabilizacji. Także to historia, która skończyła, a właściwie zaczęła się ślubem.


Mirosław, 78 lat, szuka: towarzystwa

„Anons od Mirosława. 78/169/79, samotnego, wykształcenie wyższe”. Krótkie, ale jakie skuteczne ogłoszenie. Bo do Mirosława dzwoniło już wiele kobiet. Nie wie dokładnie ile, bo nigdy nie liczył. Ogłasza się mniej więcej dwa razy w roku. I już sporo pań do niego zawitało. – Przeważnie przyjeżdżają na wakacje. Mają spanie, jedzenie, trochę mi tam pomagają – opisuje znudzony Mirosław. Mój telefon przeszkodził mu w robieniu obiadu. – A pani może ma na mnie ochotę? Za stary jestem? A widzi pani ile mam lat, ile ważę, ile mam wzrostu” – pyta bez ogródek.

Starsi mężczyźni równie często, co kobiety szukają miłości w gazetach
Starsi mężczyźni równie często, co kobiety szukają miłości w gazetach•Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Mirosław jest starym kawalerem. Za młodu do żeniaczki mu się nie spieszyło. Lata leciały i teraz łapie się za głowę, bo nie ma ani żony, ani dzieci, ani wnuków. – Co ja sobie narobiłem – mówi przerażony.

MIROSŁAW

Koledzy poumierali, albo mieszkają daleko, albo są kulawi, chorzy. A ja dość zdrowy jestem. Po co ja ich słuchałem, jak narzekali na swoje żony i teściowe. Prawdopodobnie niesłusznie, to oni byli bardziej winni. Mówiłem, że ja to sobie poczekam. Później zacząłem studiować na wieczorówce, potem miałem problem zdrowotny. I tak zostało.

– Samemu źle. Już tu kartofle obrałem, kurczaka trzeba piec. Bałagan mam w domu – żali się. – Szuka pan sprzątaczki i kucharki? – dopytuję. – Szukam sobie kobiety, która by już była ze mną na zawsze, jako konkubinat czy małżeństwo – mówi beznamiętnie. Udało mu się poznać już niejedną, ale najczęściej były to panie z głębi Polski. – Miejscowe, z mojego regionu, to powiem szczerze, dziwne kobiety. Te z centralnej Polski są fajne, ale przecież ja się tam nie przeniosę. One też nie chcą. Więc wiosną i latem nadmorskie mieszkanie Mirosława zamienia się w hotel.

MIROSŁAW

To jest turystyka matrymonialna. Przeważnie w lecie i w wakacje. W zimie nie ma chętnych na przyjeżdżanie. Mieszkam w dużym nadmorskim mieście, to dosyć atrakcyjne miejsce dla pań. Rozumie pani, hotel, jedzenie, pobyt tutaj – to wszystko by je kosztowało. U mnie mają za darmo. Turystyka matrymonialna pod pozorem poznania się, panie lubią sobie przyjechać i pobyć.

Mirosław narzeka, że kobiety wcale nie szukają miłości, partnera, a pieniędzy. – Poznałem panią z Elbląga, która jednego pana oskubała z mieszkania, i zionie, i zionie. Nawet nie potrafiła ukryć tego, że jej chodzi głównie o pana, po którym można by szybko zdobyć mieszkanie – opowiada Mirosław.

Potem przerywa znów: – A mamuśka wolna, do wzięcia? – pyta. – Ale przecież pan nie szuka miłości – odpowiadam. – Widocznie mimo wszystko samemu jest mi dobrze. Stękam, że muszę gotować, sprzątać, ale przynajmniej nikt mi nad głową nie bredzi. Wiem, że będę miał tu w wakacje wizyty. Wiem, że jedna pani, która była u mnie trzy razy, odwiedzi mnie. To bardziej taka towarzyska znajomość – ciągnie Mirosław. Ale szybko dochodzi do wniosku, że za długo rozmawiamy i przerywa. – No dobra, to idę zupę gotować.

Kazimierz, 66 lat, szuka: babeczki na wycieczkę
„Domator, zadbany, niepalący, z poczuciem humoru. Uwielbiam wypady na łono natury. Ty – zadbana, ugodowa, uczciwa, bez większej nadwagi i problemów życiowych”. I Kazimierz obiecuje, że dla przyszłej pani będzie „na pewno lepszy, niż samotność”. Długo się ogłaszał i wydzwaniał, ale już chyba brakło mu sił. – Jeżeli mam poznać jakąś babę, która patrzy na kasę, auto, to jednak wolałbym zostać sam. Chciałbym poznać skromną, fajną babeczkę, żeby wyjechać z nią na wycieczkę. Ale do tej pory mi się nie udało – mówi zawiedziony.

KAZIMIERZ

W dzisiejszych czasach najtrudniej jest o kogoś zupełnie normalnego. Co która do mnie dzwoni, to najpierw pyta mnie o to, ile mam emerytury, jakie mam auto. Czy to jest normalne? Chciałbym spotkać kogoś normalnego, zwykłego, żeby wyjechać nad wodę, w góry. A o kogoś takiego jest bardzo trudno.

Polecano Kazimierzowi, by w sanatoriach poszukał kobiety. Dostał przydział, ale wcześniej dowiedział się, co tam się wyprawia. – Przepraszam bardzo, ale dla mnie sanatoria – niech się pani nie gniewa za takie wyrażenie – to kur***wo. Tam jeżdżą mężatki i się pie***lić – mówi Kazimierz. – Jak miałem jechać do sanatorium, żeby przelecieć jedną, czy druga babkę i później przyjechać i znowu być samotny, to po co? Ja po prostu chcę poznać kogoś, żeby wyjechać nad wodę, na grilla, a nie do sanatorium, żeby zaspokoić się seksualnie.

Starszy pan dokarmia gołębie w Katowicach
Starszy pan dokarmia gołębie w Katowicach•Fot. Marta Błażejowska

Kazimierz robi wszystko, żeby nie zanudzić się w domu. Ma dodatkową pracę, mimo że jest na emeryturze. – Nie jestem samotny, bo mieszkam z córką, ale ona ma swoje życie. A ja mam swój pokój. Patrzę w telewizor i w sufit. Nic więcej. I to jest właśnie ta moja samotność.

Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione.

http://natemat.pl/206761,86-letni-antoni-szukam-na-stale-a-nie-na-chwilowe-bzykanie-bo-samotnosc-mi-dowala-czyli-o-milosci-starych-ludzi

W poszukiwaniu małych szczęść!

Takie ładne amerykańskie święto, zwane Walentynkami długo nie trafiało do mnie i w zasadzie było mi obojętne.

Jednak kiedy przeczytałam słowa naszego, polskiego aktora – Gustawa Holoubka zmieniłam zdanie, a brzmią one tak:

 Słowa Gustawa Holoubka jakie powiedział do dziennikarki pytającej Go o to święto:

– A pana ono nie denerwuje?
– Proszę pani! Czemu miałoby? Każde święto z okazji którego można kogoś przytulić i pocałować jest miłym świętem i już! 🙂

W naszym życiu, tu na tej cudownej Ziemi, kiedy daje się nam życie tylko raz, sądzę nie nie ma nic piękniejszego, jak znaleźć w milionach istnień taką jedyną, niepowtarzalną drugą połówkę.

Ja znalazłam i choć nasze życie nie było usłane różami, to czym bliżej do nieuchronnego, tym bardziej się szanujemy i wspieramy.

Ostatnio powiedziałam swojej Córce, że gdyby mój Mąż, a Ich Ojciec, odszedł przede mną, to by nikt mnie nie pozbierał do kupy i nie poskładał.

Moje Dzieci wiedzą, że bardzo się kochamy, choć musieliśmy pokonać wspólnie wiele cierni i kolców najeżonych, które pozostawiły w naszych sercach wiele ran i blizn.

Na szczęście potrafiliśmy z tego wyciągnąć naukę, że drugi raz nie będzie dane nam być razem, aby przejść przez to życie.

Kochamy się wariacko, jeszcze młodzieńczo, choć głowę mamy posypaną siwizną. Nasze twarze się zmieniły, na których pojawiły się zmarszczki, ale jeśli się kocha, to się tego nie dostrzega.

Nie będę już nudziła, a wszystkim, którzy tu zaglądają, życzę wariackiej miłości, a nie będą mieli czasu na donoszenie o moim blogu, gdzie nie trzeba. Niech miłość wypełnia ich serca, a nie robienie afery z niczego, bo zrobili mi ogromną przykrość.

Niech miłość będzie z Wami!