Archiwa tagu: zdjęcie

Kiedy będą strzelać do Polaków?

Obraz może zawierać: drzewo, na zewnątrz i przyroda

Dzisiaj mój Mąż zawoził naszą sąsiadkę nad morze, gdzie przebywa jej mąż z dziećmi ze szkoły.

Wracając rozpętała się burza i mocno powiało i o mało nie spadła gałąź na samochód!

Zawsze jak Mąż gdzieś jedzie dalej, to ja drżę, a dziś wyjątkowo byłam zaniepokojona, bo jakoś intuicja mi podpowiadała, że może się coś wydarzyć!

Zawsze  mówię – jedź ostrożnie, bo licho nie śpi!

Wszyscy kierowcy sprawdzajcie prognozy pogody przed wyjazdem w dalszą trasę.

Mamy gorący miesiąc i sezon na burze i grad!

Mąż miał zostać jakieś 3 dni nad morzem, ale zwiał, bo gdy zobaczył te tłumy na plaży – parawan przy parawanie, koc przy kocu, to w związku z pandemią odechciało mu się.

Nad morzem nie ma żadnego koronawirusa, bo ludzie nie zachowują odległości i nie noszą wcale maseczek.

Rejestracje samochodów przeważnie z południa Polski i plaże pękają w szwach!

Także wrócił do mnie cały i zdrowy i dobrze! 🙂

Odnośnie piątkowej akcji policji w Warszawie, to  jak pisałam w szeregach jej nie byli tylko policjanci.

Ludzie piszą, że to w dużym procencie byli przebierańcy i tak traktowali ludzi.

Przeczytajcie jakie chwyty stosowali wobec niewinnych ludzi!

Oni są zdolni do tego, by do ludzi strzelać jeśli taki otrzymają rozkaz!

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych
7 min ·

Cytat:
To co widzicie na zdjęciu z piątku, to jest zastosowanie techniki z judo, tzw. „gołego duszenia”. W judo nazywa się to hadaka-jime. Z tym tylko, że na zawodach, lub treningu, duszony zawodnik sygnalizuje klepnięciem dłoni, żeby go puścić. Osoba przypadkowa takich sygnałów nie zna i jest bezradna. Ta technika wygląda niewinnie, ale przytrzymana dłużej może spowodować utratę przytomności lub nawet śmierć. Duszenia w judo polegają, nie na ucisku tchawicy, tylko tętnic szyjnych i utrudnieniu dopływu utlenionej krwi do mózgu.

Stosowanie takiej techniki wobec osoby zatrzymywanej wyczerpuje znamiona przestępstwa stworzenia zagrożenia dla życia i zdrowia. Jest również naruszeniem obowiązującej w Polsce (Ziobro jeszcze nie „wypowiedział”) Konwencji o Zakazie Stosowania Tortur i Innego Nieludzkiego lub Poniżającego Traktowania.

To, co państwo widzą na zdjęciu, to dowód przestępstwa.

Krzysztof Łoziński
obrońca praw człowieka, instruktor judo

48 aktywistów LGBT z zarzutami po przepychankach z policją w ...

Tylko jedno zdjęcie!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją, ocean, na zewnątrz i woda

Zobaczyłam to zdjęcie na Twitterze i bardzo mi się spodobało, bo nagle moje życie przeleciało mi przed oczami.

Nie wiem kto jest autorem tego zdjęcia, choć szukałam w sieci, ale temu komuś udało się zrobić zdjęcie tak bardzo prawdziwe.

Za siedem miesięcy z Mężem będziemy obchodzili 45 lat wspólnego pożycia i jako młodzi ludzie szliśmy w stronę słońca i horyzontu bezkresnego.

Minęło tyle lat i oboje teraz idziemy w stronę nieuchronności, czyli w stronę, której każdy z nas się boi, a może nie wszyscy jednak.

Nasze życie było burzliwe jak w jakimś  psychologicznym filmie i pewne momenty dobrze by było wyciąć jak w kadrze.

Było tyle burz i wichur, a jednak trwamy i jakby teraz jest najfajniej, bo w końcu zrozumieliśmy oboje, że mamy tylko jedno życie i szkoda go pod koniec marnować.

Długo nam to zajęło, aż w końcu złagodnieliśmy oboje i po prostu na nowo się pokochaliśmy!

Dajemy sobie przestrzeń, bo Mąż wciąż pracuje i nikt niech mu tej pracy nie zabiera, bo zrobi się z niego nieszczęśliwy człowiek i tego bym nie chciała.

Mąż daje mi wolność, a odwdzięczam mu się tym, że staram się dbać o nasz dom i co jest najważniejsze, że wciąż mamy ze sobą o czym rozmawiać!

Nasze małżeństwo otarło się o sprawę rozwodową, ale się nam to nie udało i teraz wiemy, a może zawsze wiedzieliśmy, że jedno nie potrafi żyć bez drugiego.

Niby nie jesteśmy jeszcze tacy starzy, ale czasami zagląda nam w oczy strach i myślimy o tym, kiedy przyjdzie nam się rozstać na zawsze i które z nas będzie pierwsze, ale odganiamy smutne myśli od siebie póki co!

Właśnie póki co cieszymy się z naszych dorosłych dzieci i ich rodzin, a także ze zdrowych i wspaniałych Wnucząt.

Pewnie na 45 rocznicę zaprosi nas Urząd Stanu Cywilnego, aby z nami świętować rocznicę, ale bardzo bym chciała tego uniknąć, bo to jest moja, osobista walka o to małżeństwo, którą wygrałam i nikomu nic do tego!

To by było na tyle odnośnie powyższego zdjęcia, bo o swoim życiu piałam na blogu wiele razy, a zdjęcie sprawiło, że napisałam swoją osobistą refleksję odnośnie tego obrazu.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zahaczyła o politykę, bo nią żyję, choć niektórzy mnie za to ganią.

Będę głosowała na Rafała Trzaskowskiego i chcę na blogu zamieścić wpis na Facebooku napisany przez Tadeusza Rossa!

Za Wikipedią:

Tadeusz Edward Ross (ur. 14 marca 1938 w Warszawie) – polski aktor, satyryk, piosenkarz, autor musicali, tekstów piosenek i wierszy dla dzieci, scenarzysta i polityk. Poseł VI kadencji Sejmu, poseł do Parlamentu Europejskiego VII kadencji.

I czytamy:

„DO RAFAŁA
Drogi Rafale! Przeczytałem na fb, że zareagowałeś na to, co się dzieje w Trójce, na piosenkę Kazika i rezygnację Marka Niedźwieckiego. Napisałeś, że niszczycie wszystko, na czym wychowały się muzycznie całe pokolenia. Tak mniej więcej brzmiał Twój wpis. Tak, Rafale, to prawda. Niszczą wszystko co się da, a jak się nawet nie da, to i tak niszczą. Tylko to potrafią, niszczyć i rozdawać nie swoje. Ale zauważyłeś o czym my mówimy? Co znów przywołujemy jak jakiś zły sen? To powiedzenie, że jesteśmy „my” i są „oni”. To przekleństwo całych pokoleń Polaków, ten straszny podział, który zawsze sprawiał, że nasze społeczeństwo było podzielone i musiało z kimś walczyć. Czy nie jest tak przypadkiem, że lubimy mieć tych „onych”, bo wtedy możemy wreszcie z kimś się bić, bo przecież Polak bez wroga nie żyje. To trochę ironia z mojej strony ale i tragiczna w skutkach konstatacja. Czy nie jest przypadkiem tak, że skutkiem złych wyborów sami siebie skazujemy na zagładę? Bo kto wybrał tych „onych”? My sami. Nie ktoś obcy, tylko my. Tak jest teraz i tak było zawsze. W czasach gdy byłem młody też byli „oni” i byliśmy „my”. Tylko tamte czasy mimo wszystko były inne. Istniał wtedy wróg zewnętrzny i społeczeństwo nie było podzielone. Oczywiście byli wśród nas łajdacy, donosiciele, sprzedawczyki i ubecy. Ale oni są wszędzie, na przestrzeni historii i nie tylko w naszym kraju. To jedna z cech ludzkich. Być łajdakiem czasem się opłaca. Kapusiem też. Sprzedawczykiem, jak najbardziej. Jest taki żart: „Ziemia zachorowała i wezwano do Niej lekarza. Lekarz Ją zbadał i powiedział: Nie mam dla Pani dobrych wiadomości. Ma Pani ludzi”. Więc być przyzwoitym jest trudniej. Ilu jest prawych, przyzwoitych ludzi u nas i na świecie? Pewnie wielu, ale ich nie znamy, bo przyzwoitość nie jest spektakularna. Przyzwoitość i życzliwość jest skromna i cicha. Nie wymaga oklasków, nie pcha się na salony, nie staje na ściance w blasku flesza. Młodzież tamtych, moich młodych lat, była inna. Skromna, przyzwoita właśnie, zapatrzona w nieosiągalne wówczas standardy. Sama sobie kombinowała skądś dżinsy lub kupowała je w Rembertowie na ciuchach (zwłaszcza dziewczyny, które chodziły po Krakowskim Przedmieściu i były w uszytych przez siebie szmatkach najpiękniejsze na świecie), kochała muzykę, czytała książki, i jak nic na świecie ceniła wolność. Wiedzieliśmy doskonale gdzie jest zło, odróżnialiśmy je od dobra z niezwykłą precyzją, nie było żadnej pomyłki. Dziś jest inaczej. Młodzi ludzie często nie widzą zła, ba, uważają zło za coś normalnego, wpisanego na zawsze w ich krajobraz życia. Na przykład nie głosują, bo to ich nic nie obchodzi. A przecież to „nic” to jest ich Polska, właśnie. A może nie ich, bo czują się obywatelami świata. Tylko jednocześnie zapominają, że w jednej chwili mogą nimi przestać być, bo tak działa dyktatura. Wolność zabiera po kawałku, niezauważenie. Ale młodzi o tym nie mają pojęcia, nigdy tego nie doświadczyli. Więc co tam! Niech sobie starzy wybierają kogo chcą. Nas to nie dotyczy. My jesteśmy młodzi, nas wiele rzeczy nie dotyczy, choroby, starość, może nawet śmierć. Pamiętam naszą grupę, w której się bez przerwy obracałem: Romek Polański, Krzysiek Komeda, Janek Zylber, słynny Henio Meloman i Twój wspaniały Tata, Andrzej Trzaskowski, znakomity muzyk i pianista jazzowy. My wszyscy mieliśmy ideały. Czasem godzinami stałem przy fortepianie albo pianinie Andrzeja, słuchałem i patrzyłem jak grał. Strasznie Mu zazdrościłem tych umiejętności, talentu i techniki, bo sam jestem niedoszłym pianistą. Podobnie gapiłem się i słuchałem Jurka Maksymiuka, którego przekupywałem za trzy złote żeby sobie zjadł zupę w Dziekance, a Jurek za to grał mi mojego ukochanego Poloneza As-dur Chopina lub Etiudę Rewolucyjną. Byłem wtedy młodym studentem Szkoły Teatralnej. Twój ojciec Andrzej był trochę starszy ode mnie, ja zawsze byłem wszędzie najmłodszy, ale teraz gdyby żył bylibyśmy prawie równolatkami. Mówiło się wśród studentów: „idziemy do Hybryd, dziś gra Trzaskowski”. I kupa ludzi waliła. Ścisk był nieprawdopodobny, widoczność prawie zerowa, bo wtedy wszyscy palili i mimo, że każdy się dusił od dymu, słuchano Andrzeja. Dziś młodzi ludzie gapią się w ekran smartfona, wchodzą na YouTube i słuchają czego zechcą. Dobrze, niech słuchają. Świat stoi dla nich otworem, wszystko jest w zasięgu ręki, oka i ucha. Tylko niech pamiętają o kraju w którym się urodzili. Nie żeby byli jakimiś przesadnymi patriotami, ale niech pamiętają, że to oni za chwilę (jeśli nie wyjadą) będą żyć w takim kraju, który będzie skutkiem ich niezaangażowania i braku świadomości czym grozi obojętność. Piszę o tym dlatego żebyś startując na najwyższy urząd w Polsce, nie zapomniał ich przekonać, zapalić, uświadomić im powagę sytuacji. To samo dotyczy wielu innych ludzi, Twoich przyszłych wyborców. Nie wszyscy są intelektualistami, więc do nich musisz mówić trochę innym językiem żeby ich przekonać do Twojej wizji Ojczyzny. Pamiętaj o Wszystkich! Wiem jaki jesteś, bo Twój Ojciec też taki był: ludzki, ciepły, mądry, szeroko rozumiejący świat. Masz wszystkie zalety żeby być dobrym prezydentem, masz rozum, inteligencję, olbrzymią kulturę osobistą i polityczną, świadomość, znasz doskonale języki, potrafisz się poruszać w świecie, w którym liczy się prawdziwa dyplomacja i jej niuanse. Dlatego z perspektywy przeżytych lat a także przez moją pamięć o Twoim wspaniałym Ojcu, życzę Ci Rafale żebyś zdobył ten zaszczytny urząd i godnie i skutecznie reprezentował nasz Kraj. Czas Go z powrotem przestawić na właściwe i prawe tory. Polska potrafi się odwdzięczyć. Życzliwy Ci i wierzący w Ciebie Tadeusz Ross”.

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie siedzą, tabela, salon i w budynku

Dużo empatii dla starości proszę!

Natknęłam się na poniższy artykuł, w którym pokazane jest zdjęcie jak wnuk trzyma na kolanach swoją, chorą babcię!

Bardzo mnie wzruszyło  zdjęcie dołączone i od razu pokazałam je  mojemu Mężowi, a ten po chwili ze łzą w oku mi powiedział:

  • I teraz sama widzisz, że muszę w ciągu dnia odwiedzać moją Mamę i nie mogę zostawić jej bez zainteresowania.

Moja Teściowa zaczyna gubić pamięć i dlatego Mąż i Jego Brat interesują się  swoją Matką.

Interesuje się Nią także moje Dziecko, które przywozi Jej obiady wykupione w szkole, w której pracuje.

Interesuję się i ja i jeśli jest potrzeba, to pakuję w słoik gorącą zupę, by nie była głodna, bo sama już sobie mało gotuje.

Synowie rozkładają jej leki, z którymi Ona czasami oszukuje i sprawia kłopot, bo nie wiadomo, co z nimi zrobiła!

Nie jest lekko, ale chłopaki się starają i dbają o swoją Matkę najlepiej jak potrafią.

Mąż wieczorami, kiedy natężenie spalin jest niższe, wychodzi z Mamą na spacer, a bywa i tak, że Mama go tak zdenerwuje kłócąc się, że podnosi Mężowi ciśnienie.

Ludzie starsi potrafią być złośliwi, ale to trzeba przeżyć i mimo wszystko Mąż się nie zraża i wciąż powtarza, że to jest Jego Matka.

Wszyscy się starzejemy i my 60-latkowie także i sami nie wiemy jakimi starcami się staniemy, bo może być przecież różnie.

Jeden morał, że musimy się opiekować swoimi rodzicami, bo za chwilę nasze dzieci przejmą pałeczkę w opiece nad nami!

Proszę przeczytać manifest młodego człowieka, który trzyma na kolanach swoją, chorą babcię!

„Kiedyś to ty trzymałaś mnie na kolanach, dziś ja trzymam ciebie”. To emocjonujące zdjęcie poruszyło świat

28 letni Włoch Giancarlo Murisciano opublikował w Sylwestra na swoim profilu na Facebooku niezwykle wzruszające zdjęcie. Trzyma na nim swoją 87-letnią babcię Antonię. Kobieta cierpi na chorobę Alzheimera. Fotografia szybko podbiła serca internautów i od tego czasu zyskała ponad 4600 000 polubień!

Oto moja miłość. 31 grudnia nie jest najlepszym dniem w moim życiu, chociaż jest jego częścią. Kiedyś to Ty babciu trzymałaś mnie na kolanach… Dziś robię to samo dla Ciebie, bez wstydu i bez jakichkolwiek obaw.

Przypominam wszystkim, że w życiu trzeba walczyć. Prosto jest tak napisać na Facebooku lub w innym miejscu, ale w życiu… nie jest tak łatwo. Słowa te muszą być obecne z nami zawsze. To jest moje jedyne życzenie na nadchodzący rok! Każdy powinien mieć obok siebie kogoś bliskiego, kto zapewni mu komfort i ochronę, kogoś, kto przyniesie mu szczęście.

Babcia jest w bardzo złym stanie, Giancarlo się jednak nie poddaje i walczy o jej zdrowie. Kobieta go praktycznie nie rozpoznaje, mimo to zawsze jest przy niej. Chce, aby czułą obecność kogoś bliskiego.

W wywiadzie dla Corriere della Sera przyznał, że wychował się w domu swoich dziadków i wiele im zawdzięcza. Nie mógł zatem postąpić inaczej…

1

https://www.jestpozytywnie.pl/wnuk-trzyma-na-kolanach-babcie/?fbclid=IwAR2Gl8oicSOXj0JyWlW4mg8RfKt-4MaD_PXW8tXCUTrMQJXYRWaSnJarUgw

To i owo w mojej codzienności!

 

Obraz może zawierać: na zewnątrz, woda i przyroda

Powyższe zdjęcie, to zdjęcie mojego miasta wieczorową porą.

Nie jest to moje zdjęcie, gdyż ja nie posiadam drona. Zostało udostępnione ze strony poświęconej mojemu  miastu!

Zawsze piszę, że mieszkam w pięknym miejscu, którego ozdobą jest jezioro znajdujące się w środku  miasta.

A teraz coś na żołądek!

Mąż kupił sporą, wędzoną makrelę i poprosił abym zrobiła z niej pastę na chleb.

Zrobiłam tak:

  • makrelę obrałam ze skóry i ości i przepuściłam mięso rybie przez starą maszynkę, której się nie pozbywam,
  • pół cebuli też zmieliłam i  dodałam do makreli.
  • następnie wcisnęłam duży ząbek czosnku,
  • dodałam także drobno pokrojony ogórek odciśnięty z octu – konserwowy, a także dwa jajka ugotowane na twardo – drobno posiekane,
  • doprawiłam łyżką majonezu i ketchupu, a na koniec dodałam łyżeczkę musztardy i sporo pieprzu.

Pasta wyszła bardzo dobra – taka na śniadanie i kolację.

Każdy może sobie sam wymyślić przepis i dodawać składniki po swojemu, bo np. paprykę konserwową, albo suszone pomidory i zieleninę!

Poniższe zdjęcie jest z sieci, gdyż zapomniałam zrobić swoje!

Kochani za dwa tygodnie idziemy do Wyborów!

Jest w Polsce miliony ludzi, którzy zagłosują na PiS i nie ma się co łudzić, że Polacy zmądrzeli przez te 4 lata demolki i tu podaję przykład:

Joanna Kluzik Rostkowska w terenie rozmawia z ludem i:

„Przedziwna rozmowa dzisiaj na targu w Kozienicach. „Głosuję na PiS, bo PiS mi dużo dał”. Czyli? „13-tkę”. Ok, ale była jednorazowa. „No tak, ale 14 obiecali… zaraz, ale jak nie będzie „13”? Co jeszcze? „Bezpłatne leki, ale akurat te które biorę są płatne”. Co jeszcze? Cisza..”

Znalezione obrazy dla zapytania pasta z makreli

Wspomnienia z dawnych lat!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i na zewnątrz

Chyba każdy z nas w sercu nosi jakąś osobę – niekoniecznie z rodziny, którą się zapamiętało na zawsze.

Pracowałam przez 7 lat z dwoma kobietami w Jednostce Wojskowej – w księgowości i zapamiętałam na zawsze moje można powiedzieć – koleżanki.

Ela, moja imienniczka była starsza ode mnie o 10 lat, a Krystyna o 7 i to ją zapamiętałam  z tego okresu najbardziej.

One pracowały już w księgowości, a ja dobiłam jako trzecia w 1979 roku.

Byłam już mężatką i matką jednej Córeczki, a drugą nosiłam pod sercem.

W obu ciążach pracowałam do rozwiązania, bo kiedyś lekarze niechętnie wysyłali kobiety w ciąży na zwolnienia.

Dlaczego zapamiętałam tak dokładnie Krystynę, ano dlatego, że była piękną kobietą, która była niesłychanie zaradna.

Wysoka blondynka o długich nogach!

Faceci się o nią bili, ale ona długo nie miała zamiaru się wiązać, albo trafiała na dupków.

Bardzo dbała o swój wizerunek, bo sama sobie z niczego szyła ubrania, a drutami i szydełkiem śmigała tworząc cudeńka.

Jakoś zdobywała niemiecką „Burdę” i stamtąd czerpała swoje pomysły i zawsze była modna i inna!

W jej towarzystwie czułam się onieśmielona, bo wydawało mi się, że urodą jej do pięt nie dorastam, choć także dbałam o siebie.

Było tak, że mając dwójkę dzieci wstawałam o 5 rano. Brałam prysznic, robiłam makijaż i włosy, a potem budziłam dzieci, aby je nakarmić  i rowerem zawieźć do przedszkola.

Krystyna mieszkając na wsi oddalonej o 10 kilometrów od miejsca pracy jechała autobusem i najczęściej spóźniała się.

Kiedy Ela i Krysia docierały, to ja w tym czasie robiłam dla nich kawę i pewnego razu Krystyna spojrzała na mnie i spytała:

  • Jak ty Ela to robisz, że mając małe dzieci jesteś pierwsza w pracy i jesteś taka ładna i nie wyglądasz na zmęczoną?

Po tych słowach zaczerwieniłam się i pamiętam, że miałam na sobie bluzkę pluszową z małym golfem, a do tego spódnicę w kratkę. Miałam długie, lekko skręcone włosy i mój makijaż, to lekki tusz na rzęsach, a usta pociągnięte  pomadką.

Zbliżyłyśmy się do siebie, a kiedy jednostka oferowała tanie wczasy w Zakopanym, to zabrałam Męża i z Krystyną spędziliśmy bardzo przyjemny czas – zimą.

Dostałam propozycję pracy w innej jednostce i tak się rozstałyśmy na zawsze, bo w końcu Krystyna trafiła na dużo starszego mężczyznę – dość bogatego i wyjechała, a kontakt się urwał.

Teraz ma na pewno około 70-ki i nawet nie wiem czy żyje, bo doszły mnie słuchy, że zachorowała na raka, ale w mojej pamięci zostanie na zawsze.

Macie w pamięci kogoś takiego, kto wrył się w pamięć na zawsze?

Ten wpis oznacza to, że wciąż siedzę w zdjęciach i wspominam.

Matki PRL-u

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, drzewo, roślina, tabela, na zewnątrz i przyroda

Żar się z nieba leje i u mnie na zachodzie było chyba najgoręcej w Polsce, a temparatury strzeliły na ponad 30 stopni.

Opuściłam w pokojach „aluzje”, aby było trochę cienia, gdyż nie sposób to wytrzymać, bez uszczerbku na zdrowiu, bo w końcu swoje lata mam.

Na chwilkę wyszłam na balkon, aby podlać kwiaty i w oczy mi się rzuciły sznurki, na których ktoś wywiesił starannie pranie.

Cyknęłam więc zdjęcie – powyżej!

Taki widok jest coraz rzadszy, bo wszyscy, prawie mamy w domach automatyczne pralki i swoje pranie wieszamy najczęściej na domowej suszarce, bądź jeśli ktoś ma, to na balkonie.

My Babcie jednak dostałyśmy po kościach, bedąc młodymi mamami, bo prałyśmy w pralce o nazwie „Frania”, a potem to się  wyżymało, płukało i dopiero wieszało.

Pamiętam, że tetrowe pieluszki dzieci gotowałam w metalowym kotle z dodatkiem mydła szarego, a potem się je płukało i wieszało. Były bielutkie, ale jeśli na początku dziecko potrzebowało mieć w wyprawce 30 pieluch tetrowych i z dziesięć flanelowych, to było roboty po kokardy.

Kiedyś kobiety białą pościel gotowały w garach, potem płukały i krochmaliły i na koniec to wszystko prasowały na blachę.

Pamiętam, że w latach 60-tych i dalszych na moim osiedłu, w każdym bloku była w piwnicy pralnia i suszarnia.

Kobiety rozpalały pod piecem i gotowały pościel płócienną, a po wypraniu wieszały pranie w suszarni i nie raz trzeba było szukać włascicielki prania, by swoje, suche zdjęła i dała miejsce na sznurach następnej.

Takie to były czasy, że jakże często kobiety pracujące musiały także uporać się ze skomplikowanym  procesem prania, bo tak wówczas myślałyśmy, że pościel wykrochmalona na blachę, to był szczyt pedanterii.

Jedno zdjęcie, a tyle wspomnień i pamiętam pojawienie się w domu pralki marki „Wiatka” – rosyjskiej i tak sobie siedziałam na podłodze i śledziłam proces prania w niej, a oczy wychodziły mi z orbit z podziwu nad postępem.

Stare suszarnie i pralnie w blokach zamieniły się w biura, zakłady fryzjerskie, a nawet w studia tatuażu i tak pożegnaliśmy relikt PRL-u.

Teraz młode gospodynie narzekają, że muszą wychowywać dzieci i roboty przy nich jest bez liku, tylko, że wyjdą do miasta i zakupią wszystko potrzebne dziecku, a więc pampersy, gotowe zupki, kaszki i itp.

Nigdy by się nie chciały z nami – kobietami  z tamtych lat, zamienić na role, bo pamiętam, że każdą zupkę dla Córek gotowałam samodzielnie!

W stanie wojennym nie miałam bardzo często czym swoje dzieci karmić i pamiętam polowanie z kartkami na mleko w proszku, budyń, ksiel, herbtniki i łzy z oczu płynęły, kiedy udało się kupić kaszę mannę!

Kurtyna!

 

Cierpliwość!

Przeglądam z nostalgią dość często nasze, rodzinne zdjęcia.

Siedzę sobie w wolnej chwili i pochylam się nad wspomnieniami i analizuję każde zdjęcie przypominając sobie momenty, kiedy to było i w jakich okolicznościach zdjęcie zostało zrobione.

Zawsze dbałam, jako kobieta, aby zapisać wszystko w zdjęciach i zawsze starałam się uwiecznić wszelkie święta, imprezy, wyjazdy, aby potem to wywołać i mieć na pamiątkę.

Nazbierało się więc tego dużo i naprawdę oglądania jest na kilka godzin!

Bardzo mnie wzruszają zdjęcia moich, małych Dzieci, które teraz mają swoje, osobiste życie i patrzę z rozrzewnieniem na fotografie naszych Rodziców, kiedy byli w pełni sił, a teraz ciężko chorują!

Odwróciły się role, bo to teraz my – dzieci musimy dbać o swoich Rodziców, choć jesteśmy już sami  wiekowi i następni w kolejce na tamtą stronę!

Dziś pokazałam mojemu Mężowi poniższe zdjęcie, zrobione chyba w 1975 roku przez kogoś przypadkowego, który nam to zdjęcie wręczył!

To był 1 maja 1975 roku, w latach słusznie minionych i na zdjęcu jestem ja z moim przyszłym Mężem, choć tego jeszcze nie wiedziliśmy.

Oboje jesteśmy ubrani w białe koszule na znak ważności tego święta i trzymamy się za ręce.

Już wtedy Go kochałam okropnie i czułam, że to jest ten jedyny na wieki!

Kto nas nie znał w tamtym czasie jako parę, to uważał, że jesteśmy rodzeństwem, bo tak byliśmy do siebie podobni.

Na zdjęciu uwidoczniony jest nasz kościół i wojskowy samochód „Star”, bo tak wyglądały obchody 1 Maja w tamtych czasach.

Pokazałam dziś to zdjęcie mojemu Mężowi i zaskoczył mnie swoją refleksją, bo rzekł, że gdyby miał rozum, taki jak dzisiaj, to wiele by zaoszczędził mi trosk!

Oniemiałam!

Jesteśmy ze sobą 43 lata za chwilę i faktycznie przeżyłam wiele obok tego mężczyzny, ale starość mam piękną, bo Mąż skacze koło mnie i wynagradza wszystkie swoje błędy popełnione!

Jestem szczęśliwa!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i w budynku

Starości się nie lubi! Starością się brzydzi!

Zdjęcie mojego autorstwa z dnia 12.06.17

Mam takie pytanie do ludzi w słusznym wieku, czyli pięknie nazywanych Seniorami.

Czy spotkaliście się w swoim życiu z dyskryminacją Waszego wieku ze strony osób młodszych, obcych, czy w rodzinie?

Ja się spotkałam z czymś takim – takim atakiem na mnie i na mój wiek właśnie!

Piszę na FB i zamieściłam jakiś komentarz na temat polityki. Zaraz osoba z mojego miasta napisała mi w komentarzu, że co ja taka starucha mogę wiedzieć o polityce. Ta osoba jest kobietą i ma na szczęście zaledwie 44 lata. Patrzę na nią od tego komentarza z wielką pogardą i uważam ją za osobę zepsutą! Da się przeżyć! Odpisałam, że też będzie za chwilę stara, bo ani się obejrzy!

Chodzę teraz codziennie do Mamy, bo Mama jest wiekowa i chora. Chcę Jej dotrzymać towarzystwa, a więc robię sobie kawę, a Mamie herbatę z cytryną i tak sobie siedzimy i rozmawiamy.

Wydaje mi się, że moja Mama nigdy nie czuła się stara. Nawet teraz w boleściach potrafi się uśmiechnąć, co ogromnie podziwiam.

Jeszcze rok temu mogła wychodzić do miasta i kiedy było ciepło, lubiła przysiąść na ławeczce z innymi paniami, aby wygrzać kości.

Pewnego razu podeszło do tych pań kilku wyrostków w wieku 15  lat i jeden z nich wydalił – i co staruchy tak siedzicie, a w krok nic!

Moja Mama o przytomnym umyśle zgasiła go w te słowa – my jesteśmy staruchy, a ty jak nie chcesz być stary, to za młodu się powieś!

Zmyli się z mety i tyle ich widziano!

Kiedyś matkę i ojca całowało się w rękę, a teraz kiedy przychodzą święta, to młodzi wzywają karetkę i umieszczają balast w szpitalu, a potem nie ma kto go odebrać.

Takie mamy czasy, że starość razi w oczy i jest śmierdząca, a także jest brzydka i odrażająca!

Nie jest to tendencja tylko w Polsce, bo na całym świecie starość jest odtrącana, a Seniorzy umierają w samotności i z głodu.

Ludzie myślą, że młodość trwa wiecznie, ale to taki brak wyobraźni, bo lata lecą jak błyskawica i nagle młody jest stary!

Niby katolicki kraj, ale w nim tyle podłości!

Moja nie rymowanka!

 

Poeci nie zawsze rymują, bo często białe wiersze piszą

i taki ja chcę napisać o nas, choć nie jestem poetą!

Jesteśmy w tym mieście tylko we dwoje, skazani na siebie!

Gdzieś w świecie mamy nasze dzieci, ale one w zakamarkach

mają schowane swoje marzenia i nie będziemy im przeszkadzać.

Teraz jest ich czas – niech się realizują.

Budzę się jeszcze obok Ciebie i niech tak zostanie na długo,

bo to daje mi siłę.

Pytam rano niepotrzebnie, czy idziesz do pracy, choć wiem, że nie możesz

bez pracy żyć.

Pytam, co dzisiaj na obiad, a Ty czasami masz specjalną zachciankę,

którą z całej mocy chcę  spełnić, bo to sprawia mi przyjemność.

Czasami się złoszczę, że tak dużo pracujesz i zostawiasz mnie samą,

ale za chwilę uświadamiam sobie, że muszę dać Ci przestrzeń.

Pokornie czekam, aż wrócisz i podzielimy się tym – jak minął dzień.

Mówisz mi, że musisz pracować, gdyż trzeba do domu kupić coś nowego.

Dziś kupiłeś mi nową kanapę, na której siadam z laptopem i piszę ten wiersz.

Jesteśmy tacy sami, ale cieszymy się, że mamy siebie wciąż.

Kiedy wieczór przychodzi z satysfakcją zasypiamy obok siebie wsłuchując się w nasze oddechy.

Czasami tylko jeszcze przed snem wtrącę, że taki spokój jest w mieście,

kiedy z otwartym oknem wsłuchujemy się w odgłosy miasta.

Wtedy jest cisza. Samochody na parkingach, a my kochamy tę ciszę

po całym dniu. Wtulamy się w swoje poduchy i jest bezpiecznie.

Jutro rano znowu Cię spytam, czy idziesz do pracy i co mam ugotować na obiad.

Lubię tę naszą konwersację bez sensu, a może z sensem i walkę o każdy wspólny dzień razem.

I jeszcze taka drobnostka!

My się wciąż kochamy, choć sami jesteśmy w tym mieście.

Jeśli takie mamy młodzieży chowanie, to czarno to widzę!

I znowu będzie, bo za moich czasów, to tak nie było!

Mam za oknem spory kawałek zielonego placu, na którym jeszcze niedawno był postawiony plac zabaw dla dzieciaków.

Cały sprzęt zmontowano z drewnianych konstrukcji i gdzieś po pięciu latach wszystko się rozpadło. Miasto zwinęło plac zabaw, który już nigdy nie wróci do czasu świetności, bo nie ma na to pieniędzy.

Pamiętam, kiedy miałam 7 lat i później,  to na tym placu rozgrywaliśmy mecze z dzieciakami z podwórka. Było głośno, ale zachowywaliśmy się na tyle grzecznie, że dorośli tolerowali nasze  harce.

A dziś ten plac jest wolny od dziecięcych zabaw, gdyż dzieci są teraz inne i siedzą w domach – może przy komputerach. Często zastanawiam się, gdzie są dzieci i dlaczego nie bawią się teraz na podwórkach, grając w piłkę, czy chowanego – tak jak to kiedyś robiliśmy my.

Na tym placu też bawiły się moje Dzieci i pamiętam jak dziś, że co wieczór, letnią porą,  zwoływałam je z balkonu do domu i jakże często prosiły –  mamo jeszcze trochę!

Dziś wieczorem podlewając kwiaty na balkonie, zauważyłam, że na nasz spokojny plac wpadły 14 letnie ancymonki, którym już wąs rzuca się pod nosem. Młodzież z naszego gimnazjum i z innych podwórek.

Oparłam się o barierkę i tak obserwowałam ancymonków.

Biegali po placu i jeden drugiego przewracał na trawę, a przy tym bogate słownictwo mnie zmroziło, bo kurwy używane jak przecinki, bo jebnę cię, bo idź w chuj, bo zajebię cię, bo ty kurwo i pedale!

Skakali po ogrodzeniu i wyłamywali z niego szczebelki i wielka szkoda, że w tym osłupieniu nie nagrałam ancymonków, by posłać filmik do dyrekcji gimnazjum z ich twarzami i zachowaniem.

Zasmuciła mnie ta sytuacja, bo sobie myślę, że oto jakie nam rośnie nowe pokolenie. Oni się kompletnie zagubili i nie wiedzą, co jest dobre, a co złe i wszyscy są bezradni. Strach zwrócić młokosom uwagę, gdyż być może w akcie zemsty podpalą, zniszczą i zwyzywają.

Jeśli takie mamy młodzieży chowanie, to czarno to widzę na ich przyszłość i zadaję sobie pytanie z czego rodzi się ta agresja i te nadużywane wulgaryzmy? 

Uszy więdną, a może w domach tak się teraz mówi i w tych domach nie uczy się zasad dobrego wychowania?

Dla mnie to zagadka!