Archiwa tagu: zdjęcie

To i owo w mojej codzienności!

 

Obraz może zawierać: na zewnątrz, woda i przyroda

Powyższe zdjęcie, to zdjęcie mojego miasta wieczorową porą.

Nie jest to moje zdjęcie, gdyż ja nie posiadam drona. Zostało udostępnione ze strony poświęconej mojemu  miastu!

Zawsze piszę, że mieszkam w pięknym miejscu, którego ozdobą jest jezioro znajdujące się w środku  miasta.

A teraz coś na żołądek!

Mąż kupił sporą, wędzoną makrelę i poprosił abym zrobiła z niej pastę na chleb.

Zrobiłam tak:

  • makrelę obrałam ze skóry i ości i przepuściłam mięso rybie przez starą maszynkę, której się nie pozbywam,
  • pół cebuli też zmieliłam i  dodałam do makreli.
  • następnie wcisnęłam duży ząbek czosnku,
  • dodałam także drobno pokrojony ogórek odciśnięty z octu – konserwowy, a także dwa jajka ugotowane na twardo – drobno posiekane,
  • doprawiłam łyżką majonezu i ketchupu, a na koniec dodałam łyżeczkę musztardy i sporo pieprzu.

Pasta wyszła bardzo dobra – taka na śniadanie i kolację.

Każdy może sobie sam wymyślić przepis i dodawać składniki po swojemu, bo np. paprykę konserwową, albo suszone pomidory i zieleninę!

Poniższe zdjęcie jest z sieci, gdyż zapomniałam zrobić swoje!

Kochani za dwa tygodnie idziemy do Wyborów!

Jest w Polsce miliony ludzi, którzy zagłosują na PiS i nie ma się co łudzić, że Polacy zmądrzeli przez te 4 lata demolki i tu podaję przykład:

Joanna Kluzik Rostkowska w terenie rozmawia z ludem i:

„Przedziwna rozmowa dzisiaj na targu w Kozienicach. „Głosuję na PiS, bo PiS mi dużo dał”. Czyli? „13-tkę”. Ok, ale była jednorazowa. „No tak, ale 14 obiecali… zaraz, ale jak nie będzie „13”? Co jeszcze? „Bezpłatne leki, ale akurat te które biorę są płatne”. Co jeszcze? Cisza..”

Znalezione obrazy dla zapytania pasta z makreli

Reklamy

Wspomnienia z dawnych lat!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i na zewnątrz

Chyba każdy z nas w sercu nosi jakąś osobę – niekoniecznie z rodziny, którą się zapamiętało na zawsze.

Pracowałam przez 7 lat z dwoma kobietami w Jednostce Wojskowej – w księgowości i zapamiętałam na zawsze moje można powiedzieć – koleżanki.

Ela, moja imienniczka była starsza ode mnie o 10 lat, a Krystyna o 7 i to ją zapamiętałam  z tego okresu najbardziej.

One pracowały już w księgowości, a ja dobiłam jako trzecia w 1979 roku.

Byłam już mężatką i matką jednej Córeczki, a drugą nosiłam pod sercem.

W obu ciążach pracowałam do rozwiązania, bo kiedyś lekarze niechętnie wysyłali kobiety w ciąży na zwolnienia.

Dlaczego zapamiętałam tak dokładnie Krystynę, ano dlatego, że była piękną kobietą, która była niesłychanie zaradna.

Wysoka blondynka o długich nogach!

Faceci się o nią bili, ale ona długo nie miała zamiaru się wiązać, albo trafiała na dupków.

Bardzo dbała o swój wizerunek, bo sama sobie z niczego szyła ubrania, a drutami i szydełkiem śmigała tworząc cudeńka.

Jakoś zdobywała niemiecką „Burdę” i stamtąd czerpała swoje pomysły i zawsze była modna i inna!

W jej towarzystwie czułam się onieśmielona, bo wydawało mi się, że urodą jej do pięt nie dorastam, choć także dbałam o siebie.

Było tak, że mając dwójkę dzieci wstawałam o 5 rano. Brałam prysznic, robiłam makijaż i włosy, a potem budziłam dzieci, aby je nakarmić  i rowerem zawieźć do przedszkola.

Krystyna mieszkając na wsi oddalonej o 10 kilometrów od miejsca pracy jechała autobusem i najczęściej spóźniała się.

Kiedy Ela i Krysia docierały, to ja w tym czasie robiłam dla nich kawę i pewnego razu Krystyna spojrzała na mnie i spytała:

  • Jak ty Ela to robisz, że mając małe dzieci jesteś pierwsza w pracy i jesteś taka ładna i nie wyglądasz na zmęczoną?

Po tych słowach zaczerwieniłam się i pamiętam, że miałam na sobie bluzkę pluszową z małym golfem, a do tego spódnicę w kratkę. Miałam długie, lekko skręcone włosy i mój makijaż, to lekki tusz na rzęsach, a usta pociągnięte  pomadką.

Zbliżyłyśmy się do siebie, a kiedy jednostka oferowała tanie wczasy w Zakopanym, to zabrałam Męża i z Krystyną spędziliśmy bardzo przyjemny czas – zimą.

Dostałam propozycję pracy w innej jednostce i tak się rozstałyśmy na zawsze, bo w końcu Krystyna trafiła na dużo starszego mężczyznę – dość bogatego i wyjechała, a kontakt się urwał.

Teraz ma na pewno około 70-ki i nawet nie wiem czy żyje, bo doszły mnie słuchy, że zachorowała na raka, ale w mojej pamięci zostanie na zawsze.

Macie w pamięci kogoś takiego, kto wrył się w pamięć na zawsze?

Ten wpis oznacza to, że wciąż siedzę w zdjęciach i wspominam.

Matki PRL-u

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, drzewo, roślina, tabela, na zewnątrz i przyroda

Żar się z nieba leje i u mnie na zachodzie było chyba najgoręcej w Polsce, a temparatury strzeliły na ponad 30 stopni.

Opuściłam w pokojach „aluzje”, aby było trochę cienia, gdyż nie sposób to wytrzymać, bez uszczerbku na zdrowiu, bo w końcu swoje lata mam.

Na chwilkę wyszłam na balkon, aby podlać kwiaty i w oczy mi się rzuciły sznurki, na których ktoś wywiesił starannie pranie.

Cyknęłam więc zdjęcie – powyżej!

Taki widok jest coraz rzadszy, bo wszyscy, prawie mamy w domach automatyczne pralki i swoje pranie wieszamy najczęściej na domowej suszarce, bądź jeśli ktoś ma, to na balkonie.

My Babcie jednak dostałyśmy po kościach, bedąc młodymi mamami, bo prałyśmy w pralce o nazwie „Frania”, a potem to się  wyżymało, płukało i dopiero wieszało.

Pamiętam, że tetrowe pieluszki dzieci gotowałam w metalowym kotle z dodatkiem mydła szarego, a potem się je płukało i wieszało. Były bielutkie, ale jeśli na początku dziecko potrzebowało mieć w wyprawce 30 pieluch tetrowych i z dziesięć flanelowych, to było roboty po kokardy.

Kiedyś kobiety białą pościel gotowały w garach, potem płukały i krochmaliły i na koniec to wszystko prasowały na blachę.

Pamiętam, że w latach 60-tych i dalszych na moim osiedłu, w każdym bloku była w piwnicy pralnia i suszarnia.

Kobiety rozpalały pod piecem i gotowały pościel płócienną, a po wypraniu wieszały pranie w suszarni i nie raz trzeba było szukać włascicielki prania, by swoje, suche zdjęła i dała miejsce na sznurach następnej.

Takie to były czasy, że jakże często kobiety pracujące musiały także uporać się ze skomplikowanym  procesem prania, bo tak wówczas myślałyśmy, że pościel wykrochmalona na blachę, to był szczyt pedanterii.

Jedno zdjęcie, a tyle wspomnień i pamiętam pojawienie się w domu pralki marki „Wiatka” – rosyjskiej i tak sobie siedziałam na podłodze i śledziłam proces prania w niej, a oczy wychodziły mi z orbit z podziwu nad postępem.

Stare suszarnie i pralnie w blokach zamieniły się w biura, zakłady fryzjerskie, a nawet w studia tatuażu i tak pożegnaliśmy relikt PRL-u.

Teraz młode gospodynie narzekają, że muszą wychowywać dzieci i roboty przy nich jest bez liku, tylko, że wyjdą do miasta i zakupią wszystko potrzebne dziecku, a więc pampersy, gotowe zupki, kaszki i itp.

Nigdy by się nie chciały z nami – kobietami  z tamtych lat, zamienić na role, bo pamiętam, że każdą zupkę dla Córek gotowałam samodzielnie!

W stanie wojennym nie miałam bardzo często czym swoje dzieci karmić i pamiętam polowanie z kartkami na mleko w proszku, budyń, ksiel, herbtniki i łzy z oczu płynęły, kiedy udało się kupić kaszę mannę!

Kurtyna!

 

Cierpliwość!

Przeglądam z nostalgią dość często nasze, rodzinne zdjęcia.

Siedzę sobie w wolnej chwili i pochylam się nad wspomnieniami i analizuję każde zdjęcie przypominając sobie momenty, kiedy to było i w jakich okolicznościach zdjęcie zostało zrobione.

Zawsze dbałam, jako kobieta, aby zapisać wszystko w zdjęciach i zawsze starałam się uwiecznić wszelkie święta, imprezy, wyjazdy, aby potem to wywołać i mieć na pamiątkę.

Nazbierało się więc tego dużo i naprawdę oglądania jest na kilka godzin!

Bardzo mnie wzruszają zdjęcia moich, małych Dzieci, które teraz mają swoje, osobiste życie i patrzę z rozrzewnieniem na fotografie naszych Rodziców, kiedy byli w pełni sił, a teraz ciężko chorują!

Odwróciły się role, bo to teraz my – dzieci musimy dbać o swoich Rodziców, choć jesteśmy już sami  wiekowi i następni w kolejce na tamtą stronę!

Dziś pokazałam mojemu Mężowi poniższe zdjęcie, zrobione chyba w 1975 roku przez kogoś przypadkowego, który nam to zdjęcie wręczył!

To był 1 maja 1975 roku, w latach słusznie minionych i na zdjęcu jestem ja z moim przyszłym Mężem, choć tego jeszcze nie wiedziliśmy.

Oboje jesteśmy ubrani w białe koszule na znak ważności tego święta i trzymamy się za ręce.

Już wtedy Go kochałam okropnie i czułam, że to jest ten jedyny na wieki!

Kto nas nie znał w tamtym czasie jako parę, to uważał, że jesteśmy rodzeństwem, bo tak byliśmy do siebie podobni.

Na zdjęciu uwidoczniony jest nasz kościół i wojskowy samochód „Star”, bo tak wyglądały obchody 1 Maja w tamtych czasach.

Pokazałam dziś to zdjęcie mojemu Mężowi i zaskoczył mnie swoją refleksją, bo rzekł, że gdyby miał rozum, taki jak dzisiaj, to wiele by zaoszczędził mi trosk!

Oniemiałam!

Jesteśmy ze sobą 43 lata za chwilę i faktycznie przeżyłam wiele obok tego mężczyzny, ale starość mam piękną, bo Mąż skacze koło mnie i wynagradza wszystkie swoje błędy popełnione!

Jestem szczęśliwa!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i w budynku

Starości się nie lubi! Starością się brzydzi!

Zdjęcie mojego autorstwa z dnia 12.06.17

Mam takie pytanie do ludzi w słusznym wieku, czyli pięknie nazywanych Seniorami.

Czy spotkaliście się w swoim życiu z dyskryminacją Waszego wieku ze strony osób młodszych, obcych, czy w rodzinie?

Ja się spotkałam z czymś takim – takim atakiem na mnie i na mój wiek właśnie!

Piszę na FB i zamieściłam jakiś komentarz na temat polityki. Zaraz osoba z mojego miasta napisała mi w komentarzu, że co ja taka starucha mogę wiedzieć o polityce. Ta osoba jest kobietą i ma na szczęście zaledwie 44 lata. Patrzę na nią od tego komentarza z wielką pogardą i uważam ją za osobę zepsutą! Da się przeżyć! Odpisałam, że też będzie za chwilę stara, bo ani się obejrzy!

Chodzę teraz codziennie do Mamy, bo Mama jest wiekowa i chora. Chcę Jej dotrzymać towarzystwa, a więc robię sobie kawę, a Mamie herbatę z cytryną i tak sobie siedzimy i rozmawiamy.

Wydaje mi się, że moja Mama nigdy nie czuła się stara. Nawet teraz w boleściach potrafi się uśmiechnąć, co ogromnie podziwiam.

Jeszcze rok temu mogła wychodzić do miasta i kiedy było ciepło, lubiła przysiąść na ławeczce z innymi paniami, aby wygrzać kości.

Pewnego razu podeszło do tych pań kilku wyrostków w wieku 15  lat i jeden z nich wydalił – i co staruchy tak siedzicie, a w krok nic!

Moja Mama o przytomnym umyśle zgasiła go w te słowa – my jesteśmy staruchy, a ty jak nie chcesz być stary, to za młodu się powieś!

Zmyli się z mety i tyle ich widziano!

Kiedyś matkę i ojca całowało się w rękę, a teraz kiedy przychodzą święta, to młodzi wzywają karetkę i umieszczają balast w szpitalu, a potem nie ma kto go odebrać.

Takie mamy czasy, że starość razi w oczy i jest śmierdząca, a także jest brzydka i odrażająca!

Nie jest to tendencja tylko w Polsce, bo na całym świecie starość jest odtrącana, a Seniorzy umierają w samotności i z głodu.

Ludzie myślą, że młodość trwa wiecznie, ale to taki brak wyobraźni, bo lata lecą jak błyskawica i nagle młody jest stary!

Niby katolicki kraj, ale w nim tyle podłości!

Moja nie rymowanka!

 

Poeci nie zawsze rymują, bo często białe wiersze piszą

i taki ja chcę napisać o nas, choć nie jestem poetą!

Jesteśmy w tym mieście tylko we dwoje, skazani na siebie!

Gdzieś w świecie mamy nasze dzieci, ale one w zakamarkach

mają schowane swoje marzenia i nie będziemy im przeszkadzać.

Teraz jest ich czas – niech się realizują.

Budzę się jeszcze obok Ciebie i niech tak zostanie na długo,

bo to daje mi siłę.

Pytam rano niepotrzebnie, czy idziesz do pracy, choć wiem, że nie możesz

bez pracy żyć.

Pytam, co dzisiaj na obiad, a Ty czasami masz specjalną zachciankę,

którą z całej mocy chcę  spełnić, bo to sprawia mi przyjemność.

Czasami się złoszczę, że tak dużo pracujesz i zostawiasz mnie samą,

ale za chwilę uświadamiam sobie, że muszę dać Ci przestrzeń.

Pokornie czekam, aż wrócisz i podzielimy się tym – jak minął dzień.

Mówisz mi, że musisz pracować, gdyż trzeba do domu kupić coś nowego.

Dziś kupiłeś mi nową kanapę, na której siadam z laptopem i piszę ten wiersz.

Jesteśmy tacy sami, ale cieszymy się, że mamy siebie wciąż.

Kiedy wieczór przychodzi z satysfakcją zasypiamy obok siebie wsłuchując się w nasze oddechy.

Czasami tylko jeszcze przed snem wtrącę, że taki spokój jest w mieście,

kiedy z otwartym oknem wsłuchujemy się w odgłosy miasta.

Wtedy jest cisza. Samochody na parkingach, a my kochamy tę ciszę

po całym dniu. Wtulamy się w swoje poduchy i jest bezpiecznie.

Jutro rano znowu Cię spytam, czy idziesz do pracy i co mam ugotować na obiad.

Lubię tę naszą konwersację bez sensu, a może z sensem i walkę o każdy wspólny dzień razem.

I jeszcze taka drobnostka!

My się wciąż kochamy, choć sami jesteśmy w tym mieście.

Jeśli takie mamy młodzieży chowanie, to czarno to widzę!

I znowu będzie, bo za moich czasów, to tak nie było!

Mam za oknem spory kawałek zielonego placu, na którym jeszcze niedawno był postawiony plac zabaw dla dzieciaków.

Cały sprzęt zmontowano z drewnianych konstrukcji i gdzieś po pięciu latach wszystko się rozpadło. Miasto zwinęło plac zabaw, który już nigdy nie wróci do czasu świetności, bo nie ma na to pieniędzy.

Pamiętam, kiedy miałam 7 lat i później,  to na tym placu rozgrywaliśmy mecze z dzieciakami z podwórka. Było głośno, ale zachowywaliśmy się na tyle grzecznie, że dorośli tolerowali nasze  harce.

A dziś ten plac jest wolny od dziecięcych zabaw, gdyż dzieci są teraz inne i siedzą w domach – może przy komputerach. Często zastanawiam się, gdzie są dzieci i dlaczego nie bawią się teraz na podwórkach, grając w piłkę, czy chowanego – tak jak to kiedyś robiliśmy my.

Na tym placu też bawiły się moje Dzieci i pamiętam jak dziś, że co wieczór, letnią porą,  zwoływałam je z balkonu do domu i jakże często prosiły –  mamo jeszcze trochę!

Dziś wieczorem podlewając kwiaty na balkonie, zauważyłam, że na nasz spokojny plac wpadły 14 letnie ancymonki, którym już wąs rzuca się pod nosem. Młodzież z naszego gimnazjum i z innych podwórek.

Oparłam się o barierkę i tak obserwowałam ancymonków.

Biegali po placu i jeden drugiego przewracał na trawę, a przy tym bogate słownictwo mnie zmroziło, bo kurwy używane jak przecinki, bo jebnę cię, bo idź w chuj, bo zajebię cię, bo ty kurwo i pedale!

Skakali po ogrodzeniu i wyłamywali z niego szczebelki i wielka szkoda, że w tym osłupieniu nie nagrałam ancymonków, by posłać filmik do dyrekcji gimnazjum z ich twarzami i zachowaniem.

Zasmuciła mnie ta sytuacja, bo sobie myślę, że oto jakie nam rośnie nowe pokolenie. Oni się kompletnie zagubili i nie wiedzą, co jest dobre, a co złe i wszyscy są bezradni. Strach zwrócić młokosom uwagę, gdyż być może w akcie zemsty podpalą, zniszczą i zwyzywają.

Jeśli takie mamy młodzieży chowanie, to czarno to widzę na ich przyszłość i zadaję sobie pytanie z czego rodzi się ta agresja i te nadużywane wulgaryzmy? 

Uszy więdną, a może w domach tak się teraz mówi i w tych domach nie uczy się zasad dobrego wychowania?

Dla mnie to zagadka!

Dzień Flagi i moje rozmyślania!

Dzisiaj obchodziliśmy w Polsce „Dzień Flagi”.

Obchodzimy to piękne święto stosunkowo krótko, ale wpisało się ono już na dobre w moją wrażliwość.

Tak! Jestem patriotką i bliżej mi do patriotyzmu, aniżeli do wiary w Boga – taka jestem., bo:

Papież Benedykt XVI zaskoczył wiernych podczas homilii papieskiej na Placu św. Piotra, gdy ogłosił, że „Bóg jest martwy” oraz że „to wszystko zupełna bzdura”.

W przeddzień obchodów 1 Maja zawsze wywieszamy flagę na balkonie i nie dla szpanu, ale z powodu dumy z naszej Ojczyzny i proszę nie mylić dumy z naszego rządu!

Oni rządzą krótko stosunkowo, a już skutecznie obrzydzili mi obchody wszelkich, państwowych świąt.

Dziś w Warszawie byli tacy napuszeni, tacy butni w tych swoich przemówieniach, że skutkowało to wyłączeniem telewizora, bo nie dało się tego znieść.

Nie da się znieść obrażania Polaków przez „Prezydenta” i tego najważniejszego – Prezesa.

Prezydent przyjął taktykę wrzasku, a „Premier” zaprasza mnie do wspólnej rodziny!

Ja nie chcę być w takiej kłamliwej, zakłamanej katolicjiej rodzinie. Ja się odcinam i po swojemu będę obchodziła „Dzień Flagi” oraz święto Konstytucji 3 Maja.

Ja nie chcę być kojarzona z sektą i będę kultywowała świętowanie w radości i dumie z mojego kraju, jaki pamiętam z ostatnich 26 lat.

Nie wszystko podobało mi się za rządów PO – oj, nie wszystko!

Nie podobał mi się Komorowskiego orzeł z czekolady, osadzony w jakieś mazi, przypominającej kupę. To było śmieszne, groteskowe i wizualnie nieprzyjemne.

A teraz nie podoba się wszystko! Nie podoba mi się tendencja do ustawiania pomników Lecha Kaczyńskiego, które na noc otula się blaszanymi płytami! To jest czyste wariactwo i jeszcze to, że pomniki Lecha Kaczyńskiego będą w każdym mieście, aż do porzyganienia!

Jestem dumna z Polski, bo kiedy jedzie się w trasę, to widać ile Unia Europejska wpompowała pieniędzy i to naprawdę widać.

Co zrobi ten rząd, jeśli Unia okroi subwencje? Polska stanie w miejscu – w marazmie!

Komu podobają się marsze ONR – ludzi ubranych na czarno z wielkimi, zielonymi flagami, którzy wykrzykują straszne hasła?

Przecież tak rodził się faszyzm w Niemczech, a potem zrujnowano nam Polskę i zabito miliony na świecie!

Jestem przerażona, że te rząd temu się nie sprzeciwia, a wręcz oni są pod ochroną Policji!

Sądzę, że idą straszne czasy, które doprowadzą do tego, iż będziemy wykluczeni z Europy i nastanie średniowiecze.

Kto śledzi poczynania tego rządu i kto ma mózg, to potrafi ocenić, iż Polska zmierza w przepaść pod każdym względem.

Leki, które kosztowały trzy złote, teraz za „dobrej zmiany”, będą kosztowały trzynaście tysięcy – dawka! Super, hiper – tak sobie Polacy wybrali.

500+ już jest zagrożone i tysiące rodzin może być za chwilę odcięte od tej sumy!

I tak można pisać i podawać przykłady fatalnych rządów, ale ja cieszę się z tego, że nie dałam się omamić i wciąż mam jasny umysł i potrafię oddzielić ziarno od plew.

Największe oburzenie budzi się we mnie, kiedy jadąc w trasę, widzi się wyrżnięte drzewa! To barbarzyństwo zasługuje na największe potępienie.

I tu się mile pochwalę, że dziś wrzuciłam swoje zdjęcie mojej flagi na balkonie na Kontakt24 i zobaczyłam je w telewizji!

Taka drobnostka, a raduje.

Wiosenna radość!

Liliowy kapelusz…
Kobiety

Kiedy ma 5 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi księżniczkę.

Kiedy ma 10 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi Kopciuszka

Kiedy ma 15 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi obrzydliwą siostrę 
przyrodnią Kopciuszka:
„Mamo, przecież tak nie mogę pójść do szkoły!”

Kiedy ma 20 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 30 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale uważa, że teraz nie ma czasu, żeby się o to troszczyć 
i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 40 lat:
Ogląda się w lustrze i widzi się „za gruba, za chuda, 
za niska, za wysoka, włosy za bardzo kręcone albo za proste”,
ale mówi, że jest przynajmniej czysta i mimo wszystko wychodzi z domu.

Kiedy ma 50 lat:
Ogląda się w lustrze i mówi: „Jestem sobą” i idzie wszędzie.

Kiedy ma 60 lat:
Patrzy na siebie i wspomina wszystkich ludzi, 
którzy już nie mogą na siebie spoglądać w lustrze. 
Wychodzi z domu i zdobywa świat.

Kiedy ma 70 lat:
Patrzy na siebie i widzi mądrość, radość i umiejętności. 
Wychodzi z domu i cieszy się życiem.

Kiedy ma 80 lat:
Nie troszczy się o patrzenie w lustro. Po prostu zakłada 
liliowy kapelusz i wychodzi z domu, żeby czerpać radość 
i przyjemność ze świata.

Może wszystkie powinnyśmy dużo wcześniej 
założyć taki liliowy kapelusz…

Z całego serca życzę nam pięknych dni 
i nie zapomnijcie liliowego Kapelusza!

Stephen King – „Sta­rość to ob­rzyd­li­wy de­ser po­dany po dos­ko­nałym posiłku”

Biegniemy przez życie jak szaleni, bo praca, bo dom, bo rodzina i dlatego musimy biec i się starać.

Jest czas, że pokonujemy schody po dwa naraz, bo  jesteśmy młodzi i pełni werwy.

Nie zastanawiamy się absolutnie nad jakąś głupią starością, bo przecież mamy tle jeszcze czasu.

Kto by się tam martwił, że kiedyś przyjdzie taki czas, że trzeba będzie zwolnić tempo, bo ciało się buntuje?

Kto by tam zważał na rady doświadczonych życiowo, by czerpać z życia radość i cieszyć się każdym dniem?

Młodzi ludzie nie wierzą w słowa seniora, aby zmienili mieszkanie z 5 piętra, kiedy trzeba pokonywać dziesiątki, wysokich schodów, na mieszkanie na niższym piętrze, kiedy brakuje windy.

Młodzi nie wiedzą, że kiedyś to ich własne mieszkanie może stać się więzieniem, bo nagle się zestarzeli, a choroby zrobiły swoje.

Kiedy zwalniamy tempo, to mamy czas przyjrzeć się sobie dokładniej i nagle zauważamy, że zestarzało nam się ciało, a twarz jest poorana zmarszczkami.

To jest ten czas, kiedy z dnia na dzień robimy się coraz bardziej niedołężni i potrzebujemy pomocy innych ludzi.

Starość doświadcza każdego z nas inaczej, ale w zasadzie jest sprawiedliwa i bez wyjątku na statusy społeczne, stan konta, wykształcenie – jest bezlitosna.

Wiele ludzi żyje tak, jakby nigdy mieli się nie zestarzeć i w końcu umrzeć.

 Idą przez życie jak walec. Nigdy nie przyznają racji innemu człowiekowi i toczą boje, by ranić innych. Donoszą na sąsiada, trollują w sieci, hejtują i umilają w chamski sposób  innym życie. Oni czują satysfakcję, że komuś dokopali i z za kotary obserwują efekty swojego działania, bo to im daje chorą radość.

Sąsiad kupił sobie samochód i ten, co myśli, że jest wieczny – denuncjuje go do skarbówki.

Ktoś inny odnosi sukcesy na polu zawodowym, to ten, co myśli, że jest wieczny –  szuka na niego haka, aby go usadzić i pokazać gdzie jest jego miejsce.

Ktoś pisze w sieci komentarze, to zbiera się na niego materiały i donosi na Policję, czy Prokuraturę.

Inny wali po pysku żonę i dzieci po alkoholu i bez, gdyż czuje się panem życia i też myśli, że nigdy nie umrze.

Oni myślą, że mogą do usranej śmierci donosić, denuncjować, pisać jako życzliwy, bić, pić i zdradzać.

To jest najgorszy gatunek ludzi, którzy myślą, że są wieczni.

Nikt nie jest wieczny i jeśli tam gdzieś Bóg wpuszcza do Raju Bram, to tacy znajdą się w piekle.

Piszę i dywaguję i namawiam – bądźmy ludźmi – dobrymi ludźmi, choć to jest wołanie na puszczy.

Ja wiem, że nie odkryłam żadnej Ameryki, ale chce się krzyczeć, kiedy oni, co myślą, że nigdy nie umrą pozostawią po sobie takie szambo!