Archiwa tagu: święta

Strawa duchowa na Święta Bożego Narodzenia!

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Zdjęcie mojego autorstwa!

Za 14 dni zasiądziemy do wspólnej, rodzinnej Wigilii i w końcu spotkamy się z bliskimi, choć wiem doskonale, że wielu z nas spędzi je samotnie, bo życie pisze i takie, smutne scenariusze.

Dlatego jeśli mamy rodziny spróbujmy z nimi spędzić parę godzin przy wspólnym stole i ja tu deklaruję, że nie zamęczę się w kuchni robieniem 12 potraw, bo zaprosiłam Dzieci z rodzinami na drugi dzień świąt – na skromny obiad, gdyż mam chorą Mamę i trudno jest się rozpasać w takim czasie.

Ugotuję zupę grzybową, a na drugie kawałek mięsa, ziemniaki, czerwoną kapustę z rodzynkami, sałatkę, racuchy drożdżowe z sosem grzybowym, ciasto, kompot z suszu i to wszystko!

Kochani, a kiedy dzieci Wasze się rozjadą, to proponuję Seniorom na świąteczny odpoczynek moim zdaniem – wspaniały film o seniorach właśnie.

Tatulu wiem, że strasznie się kochacie z żoną, a także inne starszaki tu zaglądające nie pogardźcie moją propozycją!

Ten film Was rozśmieszy, zaduma, a może nawet na nim pochlipiecie w chusteczki, a  nosi on nawę „Do zakochania jeden krok” i jest to brytyjska produkcja zrealizowana w 2017 roku!

Film ten poleciła mi moja Córka z adnotacją – Mamo, to jest film w twoim guście i za to Jej dziękuję.

Ta pozycja jest dostępna w sieci na VOD – Onet i wymaga wykupienia w kwocie 10 złotych, ale zapewniam, że warto.

O czym opowiada?

Opowiada o dwóch siostrach, które są ulepione z różnego gatunku gliny i ta starsza – Elizabeth to iskra, kochająca życie za bardzo. Wszędzie jej pełno w lokalnej społeczności, w której się udziela, bawi i jest bardzo lubiana.

Druga, to Sandra, która ma piękny dom, męża wysoko postawionego i całkowicie się mężowi oddała zamieniając się w kurę domową, którą jej mąż w pewnym momencie zdradzał z jej najlepszą przyjaciółką.

Sandra po odkryciu zdrady wyjeżdża do Elizabeth i po dziesięciu latach siostry odkrywają się na nowo.

Sandra szaleje z rozpaczy po zdradzie, ale Elizabeth powolutku wprowadza ją w inny świat, w którym Sandra poznaje zupełnie inną siebie i odkrywa w sobie radość życia dzięki siostrze i jej przyjaciół.

Nie zdradzę więcej, bo mnie czytelnicy ochrzanią, ale dla mnie to nie jest lekka komedia, a taka niespodzianka, co nam się może jeszcze na te starsze lata zdarzyć!

Kino cudne ze świetną obsadą i dialogami najwyższych lotów!

Polecam dla dwojga na kanapie z laptopem na kolanach!

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Reklamy

Coraz bliżej święta!

Zbliżają się kolejne Święta Bożego Narodzenia i już mi się pali pod tyłkiem, aby odświeżyć mieszkanie i dziś kiedy słoneczko na zachodzie ostro zaświeciło w moje okna, to od razu ruszyłam do boju!

Pościągałam firany, wrzuciłam do pralki na opcję „firany” i zabrałam się za mycie okna w kuchni – tak na początek.

Ja zawsze myłam okna papierowymi ręcznikami, a szyby spryskiwałam płynem wg. mnie najlepszym pod nazwą „Clin”.

Na te moje boje z oknami przyszedł Mąż i spytał dlaczego nie myję okien myjką, którą mi kupił na Targach Rolnych jesienią?

Odpowiedziałam, że nie mam zaufania do takich urządzeń, a także nie za bardzo wiem jak do tego podejść.

  • No to ja ci pokażę jak to się robi i ogarnął mi tą myjką pozostałe okna. 🙂

Okazało się, że jeśli do wody doda się kilka kropel płynu do naczyń, to okna spod tej myjki są krystalicznie czyste, bez mazów i zacieków – rewelacja!

Tym sposobem po umyciu ram – mycie okna balkonowego zajęło Mężowi zaledwie 15 minut!

Polecam gorąco myjkę, bo chyba nigdy nie miałam tak dopracowanych szyb w oknach.

Potem powiesiliśmy firany i tak powolutku – my seniorzy radzimy sobie ze sprzątaniem, ale jestem wdzięczna Mężowi, że zauważył ile już mnie kosztuje większe sprzątanie – starzeję się, bo mam coraz mniej siły.

U mnie już są akcenty świąteczne, bo uwielbiam je oglądać na czystych oknach i niech sobie migają!

Miłe jest też to, że moje miasto już jest też świąteczne! Zdjęcia świeżutkie i tylko śniegu brak!

Moje ulubione przedświąteczne – „Bambino Jazzu” a jest to świąteczna, żartobliwa piosenka w wykonaniu Doroty Miśkiewicz i Artura Andrusa. Kocham!

Znalezione obrazy dla zapytania myjki do okien

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Obraz może zawierać: drzewo, choinka, roślina, noc, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: noc

Obraz może zawierać: noc i w budynku

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Refleksyjnie!

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i powiem Wam, że coraz bardziej nie lubię tych świąt, które oparte są na wielkich pieniądzach, co mnie wnerwia strasznie!

Dogasają znicze na cmentarzach, a tu zaraz w telewizjach pojawiają się reklamy świąteczne, próbujące mi wmówić tę fantastyczną magię świąt, której z każdym rokiem nie widzę, ale za to widzę mamonę wymuszoną od ludzi.

Reklamy krzyczą – kup, kup, kup, bo to okazja, a mnie mierzi to nagabywanie, bo chyba w tych świętach powinno chodzić o coś zupełnie innego – o bliskość, o pojednanie, o zgodę i celebrowanie rodzinnych świąt.

Reklamy nagabują, aby brać kredyty, bo dzięki kredytowi będziemy w stanie postawić na stole dwanaście potraw i to kredyt sprawi, że święta będą udane i wielu się nabiera.

Uwielbiam święta, ale nie zgadzam się na zastaw się, a postaw się, bo święta powinny być przede wszystkim momentem wyciszenia, refleksji nad życiem, a nie wielkim żarciem.

Uwielbiam moje miasto ustrojone świątecznie, bo jest wówczas ta magia i cisza w mieście refleksyjna.

 

Obraz może zawierać: noc i w budynku

Obraz może zawierać: noc i na zewnątrz

Dzieje się teraz tak, że w wielu krajach organizowany jest Black Friday – czyli wyprzedaż asortymentu i towarów!

Ludzie jak bydło wpada do sklepów i ładuje zakupy do wózków na siłę – ubija, aby tylko potem pochwalić się, że się udało!

Kupują wszystko, czy trzeba, czy nie trzeba, ale taka jest tradycja i nie zauważają nawet, że dane buty stały na półce po 100 złotych i nie miały wzięcia, ale jest wyprzedaż i nikt nie zauważa, że po „obniżce” te buty kosztują o 50 złotych więcej!

Ludzie się na to nabierają, gdyż są szalenie bezmyślnymi maszynami do kupowania za wszelką cenę.

Ludzie jak szarańcza rzucają się na towary produkowane często w Tajlandii, albo w Chinach przez małe dzieci, które za miskę ryżu pracują po dwanaście godzin na dobę.

Oglądałam kiedyś dokument, w którym pokazano przez ile rąk musi przejść laska wanilii, aby nasze ciasta na święta pięknie pachniały, albo szafran!

Wszyscy pijemy poranną kawę i zapominamy o tym ilu ludzi gdzieś tam w świecie dla nas ją zbierali, suszyli, pakowali!

Zapominamy swoją historię i historię innych krajów, bo dziś mamy Światowy Dzień Głodu i tylko nieliczni mogą już opowiedzieć o tym jak możni tego świata doprowadzali do wyniszczenia ludności Ukrainy.

Jeśli nie będziemy edukować współczesnych dzieci, o tym jakie piekło przeszli ich dziadowie, to na świecie będzie totalna znieczulica.

I po co nam te wszystkie dobra ponad miarę, kiedy nasi dziadowie umierali z głodu?

Kiedy umarł Stalin, to płakała cała Polska, bo ludzie nie wiedzieli, że zabił głodem 5 milionów Ukraińców i tego historia nie powinna pomijać!

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, siedzi i w budynku

Witold Szabłowski – Author

7 godz.

„Jadło się, cokolwiek się udało znaleźć. Pleśń. Korę drzew. Mięso zdechłych zwierząt. Miałam wtedy sześć lat i pamiętam, że cały czas, absolutnie cały czas, byłam głodna.
Po wsiach chodziły wtedy, w 1933, specjalne komisje, sprawdzać, czy ktoś nie ukrywa jedzenia. Co znaleźli – rekwirowali. Nasz sąsiad był w takiej komisji, zabierali każdą roślinę, którą można było zjeść. Szczaw. Korę brzozy. Nawet świece zabierali, bo ludzie w desperacji próbowali robić na ich bazie zupę. Stalin im kazał Ukrainę zagłodzić i oni w tym pomagali; nikt nie patrzył, sąsiad czy nie.
Chwilę przed Wielkim Głodem mój ojciec poszedł pracować do kołchozu. Ktoś tam zrobił błąd, dali źrebakowi za dużo jedzenia, i zdechł. Oskarżyli ojca, że to przez niego i posadzili go na kilka miesięcy do więzienia. Za sabotaż.
Jak miał już wyjść, mama nie chciała, żeby wracał taki kawał drogi na bosaka. Sprzedała jedyną krowę i posłała mu pieniądze, żeby kupił sobie buty.
Tata buty kupił i ruszył na piechotę do domu. I tak się stało, że jak już prawie był w wiosce, napadli go w lasku Boreckim, tu, niedaleko mojej wsi Rostówka, i zabili. Wszystko przez te buty. Chcieli mu je ukraść. Ci złodzieje to zresztą też byli nasi sąsiedzi.
I na ten najtrudniejszy rok, 1933, i na tą najtrudniejszą zimę, kiedy tyle ludzi umarło z głodu, mama została sama z szóstką dzieci, za to bez krowy.
W całej wiosce wtedy ludziom dzieci umierały. A jakoś tak się stało, że naszej mamie nie umarło ani jedno. Wszystkim nam się udało przeżyć. Nie wiem, czy była we wsi druga taka rodzina.
Ja miałam szczęście, bo chodziłam do przedszkola i tam zawsze raz w ciągu dnia dawali do jedzenia taką cienką zupę. Ale mimo tej zupy byłam tak spuchnięta, że nie mogłam chodzić. Wszystkie dzieci były spuchnięte. Cieniutkie nóżki, cieniutkie rączki, i do tego wielkie brzuchy. Mówiło się wtedy na nas „rachityczne dzieci”. Że takie zabiedzone.
Co chwilę ktoś z dzieci, które znałam i z którymi się bawiłam, znikał. Nie przychodził już do przedszkola. Nikt nie pytał, co się stało. Nie było sensu pytać. To było jasne”.

Jutro Dzień Pamięci Ofiar Wielkiego Głodu na Ukrainie. Okrągła, 85. W 1933 roku Stalin zagłodził pięć milionów ludzi, może więcej. Co siedem sekund na ukraińskiej wsi ktoś umierał z głodu.
Roman Kabachiy, wspaniały ukraiński historyk, zabrał mnie do Rostówki Wielkiej, wioski, skąd pochodzą jego mama i dziadkowie. Rozmawialiśmy tam z ostatnimi żyjącymi świadkami – cytowane słowa to opowieść 91-letniej Hanny Basaraby (na zdjęciu). Oprócz niej spotkaliśmy jeszcze dwie panie, które pamiętają ten trudny, 1933 rok. Będę jeszcze o nich pisać.
Chciałem tam pojechać, bo to jeden z najważniejszych tematów XX wieku, a jednocześnie bodaj najmniej znane i zbadane ludobójstwo. Tymczasem bez Wielkiego Głodu nie da się zrozumieć ani współczesnej Ukrainy, ani stosunków polsko-ukraińskich. Powinniśmy o nim jak najwięcej wiedzieć. I pamiętać.

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Nie napiszę dziś nic odkrywczego i nowego. Święta, święta i po świętach!

W ciągu tych dwu dni nie miałam czasu na odpowiedzi do komentarzy, ale chyba mi to wybaczycie, bo w te dni nie siedziałam z komputerem, a tylko zaglądałam wyrywkowo.

Na powyższym zdjęciu jest moja okolica w dniu dzisiejszym – zasypana na biało.

Te święta były dziwne, choćby ze względu na kapryśną pogodę, która nie cieszyła nas Słońcem i krokusami w ogródkach. Była mroźna i wietrzna, a więc ze spacerów wiosennych wyszły nici, bo tylko najbardziej odważni na nie się wybrali.

Podczas tych świąt przeżyłam wiele miłych sytuacji, ale zdarzyła się jedna, dość niemiła, ale nie chcę o tym pisać, bo przyzwyczaiłam się do wyskoków pewnej osoby.

Dziś mnieliśmy „Lany Poniedziałek”, a więc Mąż mnie pokropił lekko wodą, by nie zanikła tradycja, ale to mnie tak nie obudziło, jak hulający w Internecie clip z wypowiedzią naszego, szanownego Prezydenta.

To co zobaczyłam i odsłuchałam, to tego nie da się odzobaczyć.

Wpadłam w konsternacje i moje myśli zaczęły szybko szukać odpowiedzi na pytanie, czy to jest news fake, czy Prima Aprlis?

Normalne szok i kawy nie musiałam pić, aby się otrząsnąć z resztek snu!

Włączcie koniecznie głośnik i przeżyjcie, to co ja!

Nie piszę tego, aby ośmieszyć tego pana, bo on sam się coraz częściej ośmiesza!

Nie znalazłam odpowiedzi do wieczora i wciąż się głowię, czy to choroba filipińska, czy biała kreska wciągnięta!

 

Przedświąteczne refleksje!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.
Jest czas pracy przed świętami i jest czas odpoczynku, refleksji i złapania oddechu oraz dystansu do wszystkiego, co nas trapi, denerwuje, pobudza do złości.
Jest to  czas na zastanowienie się nad tym, co jest dla mnie w tym, jedynym życiu najważniejsze.
Podchodzę do życia już mniej emocjonalnie, bo kiedy byłam pełna werwy – młodsza, często niepotrzebnie się złościłam na wiele spraw.
Wraz z upływem czasu zrobiłam się bardziej spokojna i żyję zgodnie ze sobą i niczego nie udaję.
Staram się dbać o siebie i mojego Męża, z którym w końcu tworzymy udany tandem i potrafimy z miłością spojrzeć sobie w oczy i się przytulić.
Zrobiłam stroik samodzielnie i choć talentu mi brak, to nie dałam zarobić komercji, ale jestem z siebie dumna, że mi się chciało na stare lata.
Jestem dumna z siebie, że mimo mojego wieku przygotowania świąteczne wraz z Mężem ogarnęłam i jestem z nas dumna.
Przyszedł taki czas, co mnie trochę martwi, że straciłam w ciągu roku 14 kilo na wadze i wyglądam identycznie jak mój Ojcec w tym wieku.
Jestem zdartą skórą z mojego Ojca, który w wieku 67 lat popełnił samobójstwo z niewiadomych mi powodów.
Martwię się, czy i w tym temacie upodobnię się do mojego Ojca i czy zostało mi tylko jeszcze 6 lat życia.
Kocham życie i mam nadzieję, że nic mnie tak nie przybije przez nastepne lata jak mojego Ojca i będę żyła jeszcze parę lat, bo dopiero teraz jestem najszczęsliwszą kobietą
Jak czytacie mam wiele dylematów w głowie, ale póki co, jutro spotykam się z rodziną na wspólnym śniadaniu. Odwiedzę moją chorą Mamę, a potem będę odpoczywała w swoim pokoju, które jest jakby moją wyspą, a moje Dzieci nazywają mój pokój biurem, tak jakbym wciąż pracowała.
W moim biurze są albumy ze zdjęciami, fotografie najbliższych mi osób, kominek, ulubiona lampa, dwa laptopny, biurko do pisania ręcznego i moja ulubiona kanapa, na której siedzę sobie i piszę i się komunikuję.
W moim biurze są też kwiaty i rzeźba staruszka grającego na skrzypkach i moja ulubiona mastkota.
Uważam, że każdy z nas potrzebuje swojego azylu, takiej samotni, gdzie nikt mu nie przeszkadza i gdzie można czytać książki, poezję, przeglądać Internet i słuchać swojej ulubionej muzyki.
Ja tak azyl sobie stworzyłam, a Mąż ma swój  i nie wchodzimy sobie w drogę.
Kochani! Niech te święta będą dla Was piękne i spokojne, bo dla mnie są trudne, gdyż mam chorą na raka Mamę i trudno mi wykrzesać dla niej stosowne życzenia, bo wszystko, co powiem może być śmieszne, albo okrutne.
Gdzieś w głębi duszy jestem bardzo smutna, ale muszę przez to jakośc przebrnąć, aby się nie załamać.
Czasami nie wiadomo jak się zachować i to męczy mnie najbardziej.

Jeszcze w polu tyle śniegu,
jeszcze strumyk lodem ścięty
a pierwiosnek już na brzegu
wyrósł śliczny, uśmiechnięty.

Witaj, witaj kwiatku biały
główkę jasną zwróć do słonka
już bociany przyleciały
w niebie słychać śpiew skowronka.

Stare wierzby nachyliły
miękkie bazie ponad kwiatkiem.
Gdzie jest wiosna? – powiedz miły,
czyś nie widział jej przypadkiem.

Lecz on nic nie odpowiedział,
o czym myślał? – któż to zgadnie.
Spojrzał w niebo, spojrzał w pola,
szepnął cicho: „Jak tu ładnie!”

Władysław Broniewski

 

Witaj Wiosno – witajcie święta!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Oj niemłoda ja już – niemłoda i dziś kolejny raz sobie przypomniałam, że już jestem niemłoda!

Wstałam o poranku i zrobiłam sobie kawencję, bo przy niej przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, bo kofeina robi swoje.

Rozejrzałam się po moim domu – spojrzałam w kalendarz i automatycznie mnie naszło, że czas robić porządki świąteczno – wiosenne, bo jeśli nie dziś, to kiedy?

Coraz bliżej święta, a ja byłam z ręką w nocniku, że mam tyle do zrobienia.

Nie szkodzi, że sprząta się na bieżąco, ale zimą, kiedy dni są krótkie, robimy to mniej dokładnie, gdyż tego kurzu tak nie widać ha ha.

Pod siedzeniem przy tej kawie coś mnie drapało i gadało – zrób to dzisiaj, zrób to dzisiaj!

Ubrałam się więc cieplej i wlazłam na drabinkę i zaczęłam ściągać firany. Wydawały się czyste na pozór, ale były brudne. Wpakowałam je do pralki na opcję – firany.

Kiedy się prały obleciałam okna, meble, przydasie, bibeloty, wazony, obrazy, książki i albumy.

Miałam to szczęście, że Mąż miał dzisiaj wolne i jak mi obiecał – odsunął graty i tam porządnie mi odkurzył i zmył na mokro podłogi.

Skończyliśmy sprzątać w okolicach godziny 17 i ja padłam na kanapę – bo już jestem niemłoda!

Kiedy trochę złapałam odpoczynku – wzięłam po robocie prysznic i tak sobie znowu usiadłam z kawą, ale piłam ją z wielką przyjemnością – nie nerwowo, a to dlatego, że kolejny raz daliśmy radę.

Teraz pozostała mi tylko lista zakupów i spokojne pitraszenie na święta.

Lubię ten swój, spokojny byt i to, że mam dla kogo wciąż żyć.

Na całe szczęście mam do umycia tylko trzy okna i na szczęście nigdy nas z Mężem nie podkusiło, aby się wybudować!

Kiedyś rozmawialiśmy ze starszym od nas małżeństwem, które już odeszło i oni stwierdzili, że po co się budować i mieć do mycia 10-12 okien.

Jest tak dobrze, bo nie trzeba palić w piecu, a woda w kranie jest ciepła i zimna, a więc po co się skazywać na większe wydatki w celu ogrzania mieszkania i inne niedogodności, kiedy miasto zapewnia ciepłe kaloryfery.

W naszym niewielkim mieszkaniu wychowaliśmy dwoje Dzieci, a teraz jesteśmy tylko we dwójkę i w naszym wieku utrzymanie mieszkania w czystości, to już jest dość duży wysiłek.

Tak, tak jestem już niemłoda, ale cieszę się, że kolejny raz dałam radę!

Witaj Wiosno!

 

Podobny obraz

 

Wszystko wraca na normalne tory!

Dawnymi czasy w moim malutkim miasteczku – na placu przy kościele odbywały się zabawy sylwestrowe.

Zbierali się tam mieszkańcy miasta i okolic i zabawa była przednia, choć na drugi dzień służby porządkowe miały co sprzątać.

Taki sposób powitania Nowego Roku jednoczył naszą, małą społeczność, kiedy nieznani  ludzie składali sobie noworoczne życzenia.

Były też fajerwerki, a jakże i władze miasta było na to stać.

Mijały lata i nagle zerwano tradycję zabawy noworocznej i o godzinie 24 słychać w mieście jedynie odgłosy byle jakich fajerwerków kupowanych na straganach, które puszczano mi przed oknami i słyszałam żałosne świzdy i gwizdy, a od czasu do czasu wielkie bum jak w Afganistanie.

Pieski i koty zalęknione, bo hałas taki wpędza je w ogromny strach i ból. Bardzo się cieszę, że to wariactwo komercyjne dobiegło końca.

Pewnie w małych miasteczkach gdzieś się ludzie bawią i cieszą na ten Nowy Rok, ale na głównym, miejskim placu panuje cisza, bo władze miasta nie mają na to po prostu pieniędzy.

Jest smutno – napisze Wam, bo społeczność ma bardzo rzadki powód, aby się zintegrować i poczuć tę społeczną więź.

Trudno, że mamy takie czasy, ale widocznie gdzieś ludzie balowali, bo może na domówkach, gdyż dziś – w Nowy Rok o godzinie 13 miasto świeciło pustkami.

Ludzie leczyli kaca, albo chwytali wreszcie spokojne chwile po świętach.

Ja z Mężem spędziliśmy ten wieczór w domu i ja z pilotem po kanałach sylwestrowych, a Mąż także.

Każdy sobie sam wybierał muzę sylwestrową na dwa telewizory! 😀

Jutro wszystko wraca do normy i ludzie wracają do pracy, a wielu jest w drodze do Niemiec, bo na naszych terenach – blisko zachodniej granicy jedzie ich bardzo dużo.

Koniec komercji i oto wszystko się uspokaja do następnego razu.

Zdrowia Wam życzę i sobie także.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Jeszcze trochę o Wigilii

Spójrzcie na poniższe zdjęcia!

Ile ciepła z nich bije, a są to zdjęcia z dawnych, dawnych Wieczerzy Wigilijnych i ich przygotowań.

Widać rodzinne zdjęcia i miłość do tego jakże ważnego Wieczoru.

Widać na nich wielkie przygotowania i powagę, oraz starania, aby ten Wieczór był najpiękniejszy i bardzo, bardzo rodzinny.

A jakie są nasze, teraźniejsze Wigilie i ile komercja zrobiła złego, że zasiadamy do stołu szybko, szybko i czekamy na to, aby jak najszybciej zakończyć tą farsę.

Przed świętami biegamy po Marketach, Galeriach i kupujemy zbyt dużo jedzenia, Coca – Coli, słodyczy, gotowych potraw, bo zatraciła się tradycja wspólnego szykowania, pieczenia, smażenia, gdyż idziemy w ilość, a nie w jakość.

Udajemy, że jesteśmy pobożni, a śmiejemy się do rozpuku, gdy ktoś czyta przy stole ubranym w biały obrus – fragmenty z Biblii. Nudzi nas to, ale inaczej nie wypada przecież. Niektórzy nie rozumieją wcale, co w tej Biblii jest napisane!

Przychodzi czas dzielenia się Opłatkiem i słychać w przestrzeni jedno słowo:

  • zdrowia, zdrowia, zdrowia, zdrowia, bo nie stać jest nas na indywidualne życzenia, bo w zasadzie się nie znamy, bo widzimy się przypadkowo na Wigilii.

Przychodzi czas na degustację i każdy ładuje na talerz ileś tam pierogów, potem jakąś rybę w galarecie, w cebuli itp.

Nie rozmawiamy ze sobą, bo się spieszymy i się nie znamy, a więc nie mamy o czym rozmawiać.

Nagle do kogoś dzwoni telefon komórkowy, choć w tle leci kolęda z telewizora – ful – wypas, której kompletnie nie rozumiemy i nie celebrujemy.

Udajemy, że celebrujemy, a w zasadzie czekamy kiedy ten cyrk się skończy.

Dzieci po degustacji pytają kiedy przyjdzie Mikołaj, a pod choinką umieszczono stosy prezentów.

Po degustacji odchodzimy od stołów, a wielu włącza swoje komputery, tablety, telewizory, z których płynie film na kształt „Gwiezdnych wojen”  i mają w nosie osoby starsze, które nie pojmują zachowania młodych i siedzą przy stole zażenowani.

Co z tego, że jest piękna choinka. Co z tego, że na stole jest tyle jadła, skoro końcem Wigilii jest sterta zmiętego, kolorowego papieru i wstążek z obdartych prezentów, a w duszy nie zostało nic z tej magii!

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania stare wigilie

 

Podobny obraz

Znalezione obrazy dla zapytania stare wigilie

Podobny obraz

Podobny obraz

Trafiony, świąteczny prezent

W Wigilijnym ferworze tyle się dzieje.

Dostajemy prezenty od Mikołaja i często od razu ich nie otwieramy, a zostawiamy tę czynność, aż się wszystko uspokoi, uciszy.

Ja pod choinkę dostałam książkę i też odłożyłam ją na spokojniejszy czas.

Przeczytałam tylko tytuł i odłożyłam prezent na bok, ale pomyślałam sobie, że oto otrzymałam jakiś poradnik z aforyzmami i poradami jak żyć, albo jak żyć obok innych.

Dziś wzięłam książkę do rąk i zaczęłam czytać, a im głębiej wchodziłam w treść, to zaczęłam też wyć, bo książka tak jest napisana, by wejść w każdą sferę naszego życia – także seksualną.

Autorka tej książki – Regina Brett opisuje bardzo wnikliwie swoje dość, tragiczne i traumatyczne życie. Pisze do bólu szczerze i obnaża swoją rodzinę oraz oskarża ją za swoje niepowodzenia późniejsze.

Dlaczego tak mnie ta książka pochłonęła? – Dlatego, że  życie autorki  było bardzo podobne do mojego, choć Ona urodziła się w innym kraju, ale w tym samym czasie.

W książce nie ma żadnych ilustracji, a jest zwięzły, prawdziwy tekst bez owijania w bawełnę. Jest szczerze i mądrze.

Jeśli więc byliście bici w dzieciństwie.

Jeśli byliście molestowani w dzieciństwie.

Jeśli byliście poniżani w szkole.

Jeśli wchodziliście w nieciekawe związki i byliście zdradzeni.

Jeśli nie układało się w związku i dopadł Was rozwód.

Jeśli byliście poniżani w środowisku.

Jeśli byliście zgwałceni.

Jeśli mieliście kłopoty w pracy i dużo tych  jeśli – to przeczytajcie książkę Reginy Brett, a ta lektura spowoduje, że się oczyścicie z poczucia winy, strachu, niemocy.

Staniecie się silniejsi i mocniejsi i wiem, co piszę, bo mi ta lektura już pomogła w wielu moich życiowych problemach, które ciągle mam, ale wiem dzięki książce jak mam sobie z nimi radzić.

 

Regina Brett

Kochaj

Najnowsza, niezwykle osobista książka Reginy Brett, autorki bestsellerów Bóg nigdy nie mrugaJesteś cudemBóg zawsze znajdzie ci pracę i Twój dziennik.

Ta książka nie jest dla każdego. Napisałam ją z myślą o tych, którzy zostali zranieni albo kochają zranionych, ale i dla tych, którzy są nieświadomi własnych ran, chociaż innym wydają się one oczywiste.

No dobrze, wygląda na to, że ta książka jest dla każdego.

Głodna miłości – tak czułam się przez wiele lat mojego życia. I wiem, że nie jestem w tym odosobniona.

Przeżyłam wiele trudnych chwil. Dziś potrafię spojrzeć wstecz i dostrzec dar w każdym z moich doświadczeń. Gdybym mogła wybierać z menu życia, nigdy nie zdecydowałabym się na większość sytuacji, które mi się przytrafiły – a mimo to żadnej nie żałuję. Każde doznanie i każdy związek uczyniły mnie tą osobą, którą jestem. Dziś wreszcie mogę powiedzieć, że kocham ją całym sercem.

Pragnę, żebyś i ty ze wszystkich sił pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi.

REGINA BRETT

Uchwycone chwile!

Na onetowskim blogu bardzo często pokazywałam swoje autorskie zdjęcia i pisałam, że lubię je robić.

Prowadzę na Facebooku fan-page i tam umieszczam zdjęcia z mojego miasta i okolic.

Przez trzy lata prowadzenia fan-page umieściłam już blisko 5 tysięcy zdjęć z różnych miejsc i z każdej pory roku.

Tam są zdjęcia krajobrazowe, ale także z różnych imprez, które odbywają się w moim mieście.

Zdjęcia pomaga mi robić także mój Mąż, który ma duży udział w prowadzeniu mojej strony na Facebooku.

Zdjęcia robiłam przez całe, swoje dorosłe życie i dlatego w albumach rodzinnych mam bardzo dużo zdjęć z imprez rodzinnych, świąt, wyjazdów wakacyjnych i bardzo często do nich wracam.

Patrzę sobie na te zdjęcia i automatycznie uruchamiają się wspomnienia, a jest co wspominać.

Kiedyś wyjmowało się kliszę z aparatu i biegło  do fotografa, aby je wywołał.

Potem je oglądałam i każde z nich opisywałam – tak na pamiątkę i dla potomnych.

Teraz jest inaczej, bo zdjęcia trzymamy w komputerach, albo na zewnętrznych dyskach i przez to tracą one duszę.

Taki mamy powierzchowny, beznamiętny czas, gdzie technologia stawia na wszystko, aby było szybko i bez zastanowienia często.

Ważne są selfi i inne głupotki, a albumy stają się przeżytkiem i niemodne.

Ubolewam nad tym, ale taki mamy teraz świat!

Wkleiłam zdjęcia mojego Męża, który wyszedł na spacer, aby spalić świąteczne kalorie!

Oto nasze ukochane jezioro w zachodzącym Słońcu. 🙂

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.