Archiwa tagu: święta

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Nie napiszę dziś nic odkrywczego i nowego. Święta, święta i po świętach!

W ciągu tych dwu dni nie miałam czasu na odpowiedzi do komentarzy, ale chyba mi to wybaczycie, bo w te dni nie siedziałam z komputerem, a tylko zaglądałam wyrywkowo.

Na powyższym zdjęciu jest moja okolica w dniu dzisiejszym – zasypana na biało.

Te święta były dziwne, choćby ze względu na kapryśną pogodę, która nie cieszyła nas Słońcem i krokusami w ogródkach. Była mroźna i wietrzna, a więc ze spacerów wiosennych wyszły nici, bo tylko najbardziej odważni na nie się wybrali.

Podczas tych świąt przeżyłam wiele miłych sytuacji, ale zdarzyła się jedna, dość niemiła, ale nie chcę o tym pisać, bo przyzwyczaiłam się do wyskoków pewnej osoby.

Dziś mnieliśmy „Lany Poniedziałek”, a więc Mąż mnie pokropił lekko wodą, by nie zanikła tradycja, ale to mnie tak nie obudziło, jak hulający w Internecie clip z wypowiedzią naszego, szanownego Prezydenta.

To co zobaczyłam i odsłuchałam, to tego nie da się odzobaczyć.

Wpadłam w konsternacje i moje myśli zaczęły szybko szukać odpowiedzi na pytanie, czy to jest news fake, czy Prima Aprlis?

Normalne szok i kawy nie musiałam pić, aby się otrząsnąć z resztek snu!

Włączcie koniecznie głośnik i przeżyjcie, to co ja!

Nie piszę tego, aby ośmieszyć tego pana, bo on sam się coraz częściej ośmiesza!

Nie znalazłam odpowiedzi do wieczora i wciąż się głowię, czy to choroba filipińska, czy biała kreska wciągnięta!

 

Reklamy

Przedświąteczne refleksje!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.
Jest czas pracy przed świętami i jest czas odpoczynku, refleksji i złapania oddechu oraz dystansu do wszystkiego, co nas trapi, denerwuje, pobudza do złości.
Jest to  czas na zastanowienie się nad tym, co jest dla mnie w tym, jedynym życiu najważniejsze.
Podchodzę do życia już mniej emocjonalnie, bo kiedy byłam pełna werwy – młodsza, często niepotrzebnie się złościłam na wiele spraw.
Wraz z upływem czasu zrobiłam się bardziej spokojna i żyję zgodnie ze sobą i niczego nie udaję.
Staram się dbać o siebie i mojego Męża, z którym w końcu tworzymy udany tandem i potrafimy z miłością spojrzeć sobie w oczy i się przytulić.
Zrobiłam stroik samodzielnie i choć talentu mi brak, to nie dałam zarobić komercji, ale jestem z siebie dumna, że mi się chciało na stare lata.
Jestem dumna z siebie, że mimo mojego wieku przygotowania świąteczne wraz z Mężem ogarnęłam i jestem z nas dumna.
Przyszedł taki czas, co mnie trochę martwi, że straciłam w ciągu roku 14 kilo na wadze i wyglądam identycznie jak mój Ojcec w tym wieku.
Jestem zdartą skórą z mojego Ojca, który w wieku 67 lat popełnił samobójstwo z niewiadomych mi powodów.
Martwię się, czy i w tym temacie upodobnię się do mojego Ojca i czy zostało mi tylko jeszcze 6 lat życia.
Kocham życie i mam nadzieję, że nic mnie tak nie przybije przez nastepne lata jak mojego Ojca i będę żyła jeszcze parę lat, bo dopiero teraz jestem najszczęsliwszą kobietą
Jak czytacie mam wiele dylematów w głowie, ale póki co, jutro spotykam się z rodziną na wspólnym śniadaniu. Odwiedzę moją chorą Mamę, a potem będę odpoczywała w swoim pokoju, które jest jakby moją wyspą, a moje Dzieci nazywają mój pokój biurem, tak jakbym wciąż pracowała.
W moim biurze są albumy ze zdjęciami, fotografie najbliższych mi osób, kominek, ulubiona lampa, dwa laptopny, biurko do pisania ręcznego i moja ulubiona kanapa, na której siedzę sobie i piszę i się komunikuję.
W moim biurze są też kwiaty i rzeźba staruszka grającego na skrzypkach i moja ulubiona mastkota.
Uważam, że każdy z nas potrzebuje swojego azylu, takiej samotni, gdzie nikt mu nie przeszkadza i gdzie można czytać książki, poezję, przeglądać Internet i słuchać swojej ulubionej muzyki.
Ja tak azyl sobie stworzyłam, a Mąż ma swój  i nie wchodzimy sobie w drogę.
Kochani! Niech te święta będą dla Was piękne i spokojne, bo dla mnie są trudne, gdyż mam chorą na raka Mamę i trudno mi wykrzesać dla niej stosowne życzenia, bo wszystko, co powiem może być śmieszne, albo okrutne.
Gdzieś w głębi duszy jestem bardzo smutna, ale muszę przez to jakośc przebrnąć, aby się nie załamać.
Czasami nie wiadomo jak się zachować i to męczy mnie najbardziej.

Jeszcze w polu tyle śniegu,
jeszcze strumyk lodem ścięty
a pierwiosnek już na brzegu
wyrósł śliczny, uśmiechnięty.

Witaj, witaj kwiatku biały
główkę jasną zwróć do słonka
już bociany przyleciały
w niebie słychać śpiew skowronka.

Stare wierzby nachyliły
miękkie bazie ponad kwiatkiem.
Gdzie jest wiosna? – powiedz miły,
czyś nie widział jej przypadkiem.

Lecz on nic nie odpowiedział,
o czym myślał? – któż to zgadnie.
Spojrzał w niebo, spojrzał w pola,
szepnął cicho: „Jak tu ładnie!”

Władysław Broniewski

 

Witaj Wiosno – witajcie święta!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Oj niemłoda ja już – niemłoda i dziś kolejny raz sobie przypomniałam, że już jestem niemłoda!

Wstałam o poranku i zrobiłam sobie kawencję, bo przy niej przychodzą mi do głowy najlepsze pomysły, bo kofeina robi swoje.

Rozejrzałam się po moim domu – spojrzałam w kalendarz i automatycznie mnie naszło, że czas robić porządki świąteczno – wiosenne, bo jeśli nie dziś, to kiedy?

Coraz bliżej święta, a ja byłam z ręką w nocniku, że mam tyle do zrobienia.

Nie szkodzi, że sprząta się na bieżąco, ale zimą, kiedy dni są krótkie, robimy to mniej dokładnie, gdyż tego kurzu tak nie widać ha ha.

Pod siedzeniem przy tej kawie coś mnie drapało i gadało – zrób to dzisiaj, zrób to dzisiaj!

Ubrałam się więc cieplej i wlazłam na drabinkę i zaczęłam ściągać firany. Wydawały się czyste na pozór, ale były brudne. Wpakowałam je do pralki na opcję – firany.

Kiedy się prały obleciałam okna, meble, przydasie, bibeloty, wazony, obrazy, książki i albumy.

Miałam to szczęście, że Mąż miał dzisiaj wolne i jak mi obiecał – odsunął graty i tam porządnie mi odkurzył i zmył na mokro podłogi.

Skończyliśmy sprzątać w okolicach godziny 17 i ja padłam na kanapę – bo już jestem niemłoda!

Kiedy trochę złapałam odpoczynku – wzięłam po robocie prysznic i tak sobie znowu usiadłam z kawą, ale piłam ją z wielką przyjemnością – nie nerwowo, a to dlatego, że kolejny raz daliśmy radę.

Teraz pozostała mi tylko lista zakupów i spokojne pitraszenie na święta.

Lubię ten swój, spokojny byt i to, że mam dla kogo wciąż żyć.

Na całe szczęście mam do umycia tylko trzy okna i na szczęście nigdy nas z Mężem nie podkusiło, aby się wybudować!

Kiedyś rozmawialiśmy ze starszym od nas małżeństwem, które już odeszło i oni stwierdzili, że po co się budować i mieć do mycia 10-12 okien.

Jest tak dobrze, bo nie trzeba palić w piecu, a woda w kranie jest ciepła i zimna, a więc po co się skazywać na większe wydatki w celu ogrzania mieszkania i inne niedogodności, kiedy miasto zapewnia ciepłe kaloryfery.

W naszym niewielkim mieszkaniu wychowaliśmy dwoje Dzieci, a teraz jesteśmy tylko we dwójkę i w naszym wieku utrzymanie mieszkania w czystości, to już jest dość duży wysiłek.

Tak, tak jestem już niemłoda, ale cieszę się, że kolejny raz dałam radę!

Witaj Wiosno!

 

Podobny obraz

 

Wszystko wraca na normalne tory!

Dawnymi czasy w moim malutkim miasteczku – na placu przy kościele odbywały się zabawy sylwestrowe.

Zbierali się tam mieszkańcy miasta i okolic i zabawa była przednia, choć na drugi dzień służby porządkowe miały co sprzątać.

Taki sposób powitania Nowego Roku jednoczył naszą, małą społeczność, kiedy nieznani  ludzie składali sobie noworoczne życzenia.

Były też fajerwerki, a jakże i władze miasta było na to stać.

Mijały lata i nagle zerwano tradycję zabawy noworocznej i o godzinie 24 słychać w mieście jedynie odgłosy byle jakich fajerwerków kupowanych na straganach, które puszczano mi przed oknami i słyszałam żałosne świzdy i gwizdy, a od czasu do czasu wielkie bum jak w Afganistanie.

Pieski i koty zalęknione, bo hałas taki wpędza je w ogromny strach i ból. Bardzo się cieszę, że to wariactwo komercyjne dobiegło końca.

Pewnie w małych miasteczkach gdzieś się ludzie bawią i cieszą na ten Nowy Rok, ale na głównym, miejskim placu panuje cisza, bo władze miasta nie mają na to po prostu pieniędzy.

Jest smutno – napisze Wam, bo społeczność ma bardzo rzadki powód, aby się zintegrować i poczuć tę społeczną więź.

Trudno, że mamy takie czasy, ale widocznie gdzieś ludzie balowali, bo może na domówkach, gdyż dziś – w Nowy Rok o godzinie 13 miasto świeciło pustkami.

Ludzie leczyli kaca, albo chwytali wreszcie spokojne chwile po świętach.

Ja z Mężem spędziliśmy ten wieczór w domu i ja z pilotem po kanałach sylwestrowych, a Mąż także.

Każdy sobie sam wybierał muzę sylwestrową na dwa telewizory! 😀

Jutro wszystko wraca do normy i ludzie wracają do pracy, a wielu jest w drodze do Niemiec, bo na naszych terenach – blisko zachodniej granicy jedzie ich bardzo dużo.

Koniec komercji i oto wszystko się uspokaja do następnego razu.

Zdrowia Wam życzę i sobie także.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

 

Jeszcze trochę o Wigilii

Spójrzcie na poniższe zdjęcia!

Ile ciepła z nich bije, a są to zdjęcia z dawnych, dawnych Wieczerzy Wigilijnych i ich przygotowań.

Widać rodzinne zdjęcia i miłość do tego jakże ważnego Wieczoru.

Widać na nich wielkie przygotowania i powagę, oraz starania, aby ten Wieczór był najpiękniejszy i bardzo, bardzo rodzinny.

A jakie są nasze, teraźniejsze Wigilie i ile komercja zrobiła złego, że zasiadamy do stołu szybko, szybko i czekamy na to, aby jak najszybciej zakończyć tą farsę.

Przed świętami biegamy po Marketach, Galeriach i kupujemy zbyt dużo jedzenia, Coca – Coli, słodyczy, gotowych potraw, bo zatraciła się tradycja wspólnego szykowania, pieczenia, smażenia, gdyż idziemy w ilość, a nie w jakość.

Udajemy, że jesteśmy pobożni, a śmiejemy się do rozpuku, gdy ktoś czyta przy stole ubranym w biały obrus – fragmenty z Biblii. Nudzi nas to, ale inaczej nie wypada przecież. Niektórzy nie rozumieją wcale, co w tej Biblii jest napisane!

Przychodzi czas dzielenia się Opłatkiem i słychać w przestrzeni jedno słowo:

  • zdrowia, zdrowia, zdrowia, zdrowia, bo nie stać jest nas na indywidualne życzenia, bo w zasadzie się nie znamy, bo widzimy się przypadkowo na Wigilii.

Przychodzi czas na degustację i każdy ładuje na talerz ileś tam pierogów, potem jakąś rybę w galarecie, w cebuli itp.

Nie rozmawiamy ze sobą, bo się spieszymy i się nie znamy, a więc nie mamy o czym rozmawiać.

Nagle do kogoś dzwoni telefon komórkowy, choć w tle leci kolęda z telewizora – ful – wypas, której kompletnie nie rozumiemy i nie celebrujemy.

Udajemy, że celebrujemy, a w zasadzie czekamy kiedy ten cyrk się skończy.

Dzieci po degustacji pytają kiedy przyjdzie Mikołaj, a pod choinką umieszczono stosy prezentów.

Po degustacji odchodzimy od stołów, a wielu włącza swoje komputery, tablety, telewizory, z których płynie film na kształt „Gwiezdnych wojen”  i mają w nosie osoby starsze, które nie pojmują zachowania młodych i siedzą przy stole zażenowani.

Co z tego, że jest piękna choinka. Co z tego, że na stole jest tyle jadła, skoro końcem Wigilii jest sterta zmiętego, kolorowego papieru i wstążek z obdartych prezentów, a w duszy nie zostało nic z tej magii!

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania stare wigilie

 

Podobny obraz

Znalezione obrazy dla zapytania stare wigilie

Podobny obraz

Podobny obraz

Trafiony, świąteczny prezent

W Wigilijnym ferworze tyle się dzieje.

Dostajemy prezenty od Mikołaja i często od razu ich nie otwieramy, a zostawiamy tę czynność, aż się wszystko uspokoi, uciszy.

Ja pod choinkę dostałam książkę i też odłożyłam ją na spokojniejszy czas.

Przeczytałam tylko tytuł i odłożyłam prezent na bok, ale pomyślałam sobie, że oto otrzymałam jakiś poradnik z aforyzmami i poradami jak żyć, albo jak żyć obok innych.

Dziś wzięłam książkę do rąk i zaczęłam czytać, a im głębiej wchodziłam w treść, to zaczęłam też wyć, bo książka tak jest napisana, by wejść w każdą sferę naszego życia – także seksualną.

Autorka tej książki – Regina Brett opisuje bardzo wnikliwie swoje dość, tragiczne i traumatyczne życie. Pisze do bólu szczerze i obnaża swoją rodzinę oraz oskarża ją za swoje niepowodzenia późniejsze.

Dlaczego tak mnie ta książka pochłonęła? – Dlatego, że  życie autorki  było bardzo podobne do mojego, choć Ona urodziła się w innym kraju, ale w tym samym czasie.

W książce nie ma żadnych ilustracji, a jest zwięzły, prawdziwy tekst bez owijania w bawełnę. Jest szczerze i mądrze.

Jeśli więc byliście bici w dzieciństwie.

Jeśli byliście molestowani w dzieciństwie.

Jeśli byliście poniżani w szkole.

Jeśli wchodziliście w nieciekawe związki i byliście zdradzeni.

Jeśli nie układało się w związku i dopadł Was rozwód.

Jeśli byliście poniżani w środowisku.

Jeśli byliście zgwałceni.

Jeśli mieliście kłopoty w pracy i dużo tych  jeśli – to przeczytajcie książkę Reginy Brett, a ta lektura spowoduje, że się oczyścicie z poczucia winy, strachu, niemocy.

Staniecie się silniejsi i mocniejsi i wiem, co piszę, bo mi ta lektura już pomogła w wielu moich życiowych problemach, które ciągle mam, ale wiem dzięki książce jak mam sobie z nimi radzić.

 

Regina Brett

Kochaj

Najnowsza, niezwykle osobista książka Reginy Brett, autorki bestsellerów Bóg nigdy nie mrugaJesteś cudemBóg zawsze znajdzie ci pracę i Twój dziennik.

Ta książka nie jest dla każdego. Napisałam ją z myślą o tych, którzy zostali zranieni albo kochają zranionych, ale i dla tych, którzy są nieświadomi własnych ran, chociaż innym wydają się one oczywiste.

No dobrze, wygląda na to, że ta książka jest dla każdego.

Głodna miłości – tak czułam się przez wiele lat mojego życia. I wiem, że nie jestem w tym odosobniona.

Przeżyłam wiele trudnych chwil. Dziś potrafię spojrzeć wstecz i dostrzec dar w każdym z moich doświadczeń. Gdybym mogła wybierać z menu życia, nigdy nie zdecydowałabym się na większość sytuacji, które mi się przytrafiły – a mimo to żadnej nie żałuję. Każde doznanie i każdy związek uczyniły mnie tą osobą, którą jestem. Dziś wreszcie mogę powiedzieć, że kocham ją całym sercem.

Pragnę, żebyś i ty ze wszystkich sił pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi.

REGINA BRETT

Uchwycone chwile!

Na onetowskim blogu bardzo często pokazywałam swoje autorskie zdjęcia i pisałam, że lubię je robić.

Prowadzę na Facebooku fan-page i tam umieszczam zdjęcia z mojego miasta i okolic.

Przez trzy lata prowadzenia fan-page umieściłam już blisko 5 tysięcy zdjęć z różnych miejsc i z każdej pory roku.

Tam są zdjęcia krajobrazowe, ale także z różnych imprez, które odbywają się w moim mieście.

Zdjęcia pomaga mi robić także mój Mąż, który ma duży udział w prowadzeniu mojej strony na Facebooku.

Zdjęcia robiłam przez całe, swoje dorosłe życie i dlatego w albumach rodzinnych mam bardzo dużo zdjęć z imprez rodzinnych, świąt, wyjazdów wakacyjnych i bardzo często do nich wracam.

Patrzę sobie na te zdjęcia i automatycznie uruchamiają się wspomnienia, a jest co wspominać.

Kiedyś wyjmowało się kliszę z aparatu i biegło  do fotografa, aby je wywołał.

Potem je oglądałam i każde z nich opisywałam – tak na pamiątkę i dla potomnych.

Teraz jest inaczej, bo zdjęcia trzymamy w komputerach, albo na zewnętrznych dyskach i przez to tracą one duszę.

Taki mamy powierzchowny, beznamiętny czas, gdzie technologia stawia na wszystko, aby było szybko i bez zastanowienia często.

Ważne są selfi i inne głupotki, a albumy stają się przeżytkiem i niemodne.

Ubolewam nad tym, ale taki mamy teraz świat!

Wkleiłam zdjęcia mojego Męża, który wyszedł na spacer, aby spalić świąteczne kalorie!

Oto nasze ukochane jezioro w zachodzącym Słońcu. 🙂

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Moje popisowe danie na Wigilię

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Moje danie na Wigilię, to hit.

Robię je od lat, a wszyscy mówią, że bez racuchów z sosem grzybowym święta byłyby nie takie.

To są smaki dzieciństwa i moje Dzieci uwielbiają do nich wracać.

Co tam karp i inne ryby pod każdą postacią.

Co tam śledzie w śmietanie, cebuli, a także, co tam makiełki, kiedy wszyscy czekają na racuchy z wigilijnym sosem grzybowym.

Racuchy, to dość pracochłonne danie, ale warto, bo wszyscy chwalą i czekają.

Nie mam pojęcia skąd ta tradycja, bo może z Ukrainy, gdzie urodziła się moja Teściowa i to Ona przekazała mi taką tradycję, w której wychowała mojego Męża, a więc ja to powielam w każde Boże Narodzenia.

Co potrzebujemy, by wyszły pyszne i puszyste:

  • o,5 kg mąki
  • 1/2 kostki drożdży
  • 1,5 szklanki mleka
  • odrobinę soli i cukru
  • 2 całe jajka.

Najpierw rozpuszczamy drożdże z łyżką cukru, dolewamy odrobinę mleka i dodajemy łyżkę mąki. Ja stawiam taką zaprawę na kaloryfer, by wyrosła.

Do miski wsypuję przesianą mąkę, dodaję jajka, odrobinę soli, a kiedy drożdże wyrosną także dodaję.

Wlewam mleko i mocno ręką ubijam ciasto, aby weszło do niego jak najwięcej powietrza i nie przyklejało się do dłoni.

Stawiam to ciasto ponownie na kaloryfer, przykryte ściereczką.

Kiedy urośnie, to nabieram ciasto na łyżkę umoczoną w wodzie i nakładam na mocno rozgrzany tłusz i smażę z obu stron.

A teraz przepis na sos grzybowy:

  • Sześć, siedem garści suszonych grzybów moczę przez noc
  • na drugi dzień odlewam je z wody i przepuszczam przez maszynkę do mięsa
  • w garnku podgrzewam olej i dodaję pokrojoną w kostkę dużą cebulę
  • dodaję kostkę rosołową i przyprawiam warzywkiem do smaku
  • dodaję zmielone grzyby i zalewam wodą wg. uznania, ale sos ma być gęsty
  • kiedy grzyby się ugotują, dodaję odrobinę śmietany, albo jogurtu, ale nie koniecznie.

Każdy nakłada na talerz 2-3 racuchy i polewa sosem grzybowym z sosierki.

Chcecie zaskoczyć swoich bliskich, to zróbcie to popisowe danie – jak najbardziej wigilijne.

Smaczego!

  • Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

Święta i polityka

W gronie Rodziny, w blasku pięknej choinki i światełek spędziłam z Mężem cudną Wigilię.

Na stole barszczyk z uszkami, pierogi, różne postaci ryby i racuchy z sosem grzybowym oraz śpiewane kolędy, to był niezapomniany czas.

Warto się natrudzić, postać w kuchni szykując potrawy, aby raz w roku się spotkać w tym szybko biegnącym życiu i pobyć ze sobą oraz porozmawiać, a nawet na chwilę pomilczeć.

Jestem szczęśliwa, że nie muszę korzystać – jako samotna osoba z miejskich Wigilii organizowanych dla samotnych.

Jestem szczęśliwa, że mam Rodzinę, którą mogę się szczycić w moim środowisku.

Jestem szczęśliwa, że otrzymałam wymarzone prezenty, które będą mi przydatne przez długi czas i będą pamiątką po tej Wigilli z 2017 roku.

Jednak jestem zasmucona z takiego powodu, że „Prezydent Polski”  złożył Polakom życzenia świąteczne, w których były Himalaje hipokryzji i dlatego ja temu „Prezydentowi” – łamiącemu Konstytucję wesołych świąt nie życzę.

Jakie to smutne, kiedy pogwałca się wszelkie zasady obowiązujące w demokratycznym kraju i mówi się frazesy, które ranią mój patriotyzm i wiarę w to, że żyłam w prawym kraju, a nagle zamieniono go na dyktaturę.

 

Zdjęcie użytkownika OPOzycja.

Nowy blog – nowe życzenia na te cudne Święta Bożego Narodzenia!

Żeby wszystko nam się rozplątało, co się poskręcało.

Podobny obraz

Pomódlmy się w Noc Betlejemską,
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplątało,
węzły, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
porozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

Oby w nas paskudne jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach mądre łzy stanęły
jak na choince barwnej świeczki.

Niech anioł podrze każdy dramat
aż do rozdziału ostatniego,
i niech nastraszy każdy smutek,
tak jak goryle niemądrego.

Aby się wszystko uprościło –

było zwyczajne – proste sobie –
by szpak pstrokaty, zagrypiony,
fikał koziołki nam się grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud czekający w swej kolejce,
a Matka Boska – cichych, ufnych –
na zawsze wzięły w swojej ręce.

ks. Jan Twardowski