Archiwa tagu: święta

I stał się cud!

 

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela, salon, roślina i w budynku

Jak zwykle święta bardzo szybko upłynęły, a było tyle nerwów, czy się wyrobię, a tu kolejny raz wszystko się udało i sądzę, że nasi Goście spędzili miły czas z nami – rodzicami.

Bardzo mnie cieszył fakt, że wszystko Im smakowało i o dziwo dziś mieli apetyt i nikt nie grzmiał, że nie zje więcej, bo się odchudza!

O godzinie 12 zaczęłam nakrywać do stołu świątecznego, a w między czasie gotowałam makaron do rosołu i ziemniaki, aby wszystko było gotowe na godzinę 13.

Zasiedliśmy więc do obiadu i była pochwała, że wszystko jest smaczne, ale schab w sosie chrzanowym wzbudził najwięcej zachwytów, bo był soczysty w środku i mięciutki jak masło – rozpływał się w ustach.

Jak przyrządzić smakowity schab w sosie?

Robiliśmy go z Mężem tak, że cztery dni przed świętami mięso zapeklowaliśmy w oleju, czosnku, ziołach i podlaliśmy to octem jabłkowym.

Wczoraj podsmażyliśmy go z obu stron, obtoczony w mące  trafił do garnka z przyprawami, podlany wrzącą wodą, a na koniec dodaliśmy słoiczek chrzanu – niebo w gębie.

Nasi goście cały rok też czekają na czerwoną kapustę z jabłkiem startym i rodzynkami, doprawioną na koniec sokiem z cytryny.

Po obiedzie nastąpiło rozdawanie prezentów i każdy coś fajnego dostał, ale to Wnuki, które wciąż wierzą w Mikołaja cieszyły się najbardziej – jak to dzieci!

Udały się do drugiego pokoju i tam rozłożyły swoje prezenty i pięknie się nimi bawiły, kiedy dorośli przy stole toczyli dysputę, ale na szczęście bez polityki i kościoła.

Było bardzo miło mnie, jako gospodyni, że tak jak sobie wymarzyłam, to tak się stało.

Ale ja tak ogólnie nie o tym chciałam napisać, bo w te święta stało się coś niespodziewanego.

Jakieś 10 lat temu moja Teściowa zrobiła mi ogromną przykrość i nie będę opisywała jaką, ale wówczas przysięgłam sobie, że nigdy, ale to nigdy się do Niej nie odezwę, bo bolało jak cholera.

Teściowa liczy sobie dobrze po osiemdziesiątce i jest wdową.

Zgodziłam się, aby przyszła do nas na święta, bo przecież trzeba wybaczać i tak też się stało, że urazę schowałam głęboko i doszłam do wniosku, że staruszka nie może spędzać świąt w samotności.

Kiedy się żegnała po zjedzeniu tego i owego nagle  mnie przytuliła, pogłaskała i powiedziała wiele ważnych słów, jakby dziękując, że dbam o Jej Syna i zauważyła ile pracy włożyłam w przygotowanie tych świąt.

Kiedy to się działo, co mnie samą zamurowało – wszyscy wstrzymali oddech, że to się zadziało.

A ja Jej przebaczyłam, bo w końcu nie chcę tej urazy zabierać do grobu.

Stał się cud, który zapamiętam do końca swoich dni i dalej będę gotowała więcej, aby zanieść Teściowej coś dobrego do zjedzenia, bo taka jestem – nie mściwa.

A tak podsumowując, to mimo wysiłku włożonego w szykowanie świąt, mimo ograniczeń zdrowotnych, to warto je szykować, aby pobyć z Córkami i ich Mężami, oraz Wnukami, bo takich chwil jest bardzo mało.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku

Reklamy

Refleksje świąteczne!

Jak zwykle święta, święta i za chwilę będzie po świętach, a także pójdzie w zapomnienie, to wariactwo sprzątania i pitraszenia.

Odpoczniemy za chwilę od świąt.

Jeszcze jutro u nas odbędzie się świąteczny obiad i wieczorem będę mogła Mężowi powiedzieć, że kolejny raz staruszki dali radę.

Kto wie jak będzie, to wszystko wyglądało za rok, bo przecież nie młodniejemy, a zbliżamy się do tego ostatecznego.

Kiedy szykowałam świąteczne potrawy, to zewsząd słyszałam kolędy, ale żadna mnie w tym roku nie rozczuliła.

Nawet moja ulubiona „Lulaże Jezuniu – moja perełko”,  ani na minutę nie sprawiła, że poczułam w tym roku tą sławną magię świąt!.

Uciekła gdzieś, schowała się w cierpieniu z powodu umierającej Mamy i nie byłam w stanie i nie jestem, aby wykrzesać z siebie ten nastrój świąteczny, mimo, że potraw zrobiłam chyba za dużo – jakby w amoku!.

Nie potrafię szykować świąt minimalistycznie, a zawsze się rozpędzamy z Mężem i gotujemy o wiele za dużo, tak jak byśmy się bali, że będzie za mało, za skromnie!.

Zawsze miałam tak, że lubiłam moich gości nakarmić i naprawdę lubię gotować, ale chyba z Mężem przesadziliśmy, bo lodówka pęka w szwach, a i na balkonie stoją gary!

Ja wiem i rozumiem, że w tym wszystkim nie chodzi o żarcie, ale o atmosferę, a mimo to zawsze się rozpędzam za bardzo, a potem pakuję jedzenie dla bliskich w pojemniki, aby się nie zmarnowało nic, a nic.

Moim popisowym daniem, którego nauczyła mnie moja Teściowa, to są drożdżowe racuchy z sosem grzybowym i na to danie wszyscy czekają cały rok.

Robię je tak:

  • do miski wsypuję kilogram mąki, dodaję 4 jajka, lekko solę i dodaję odrobinę cukru, oraz trzy szklanki mleka,
  • wcześniej nastawiam całą kostkę drożdży rozpuszczonych w mleku do wyrośnięcia na kaloryferze,
  • Kiedy drożdże wyrosną, to dodaję to do mąki i jajek, a potem ręką wyrabiam ciasto mocno, aby dostało się do niego powietrze,
  • Tak wyrobione ciasto znowu stawiam na kaloryferze do wyrośnięcia i następnie nabieram na łyżkę zamoczoną w wodzie i smażę na dobrze rozgrzanym oleju.

Sos grzybowy to łatwizna, bo:

  • cztery garście suszonych grzybów zamaczam na noc,
  • na drugi dzień je osączam i mielę w starej maszynce do mielenia mięsa,
  • na oleju podsmażam pokrojoną w kostkę cebulę, dodaję zmielone grzyby i kostkę rosołową,
  • lekko solę i podlewam wodą, mieszając aż grzyby zrobią się miękkie, a na koniec dodaję odrobinę śmietany i to wszystko.

Jutro swoim bliskim zaserwuję:

  • rosół z makaronem,
  • ziemniaki ubijane ze schabem w sosie chrzanowym,
  • surówkę z czerwonej kapusty z rodzynkami, lekko zakwaszoną,
  • dwie sałatki – jarzynową i z paluszków krabowych z selerem naciowym,
  • rybę po grecku,
  • bigos i kiełbasę białą – smażoną w głębokim oleju,
  • ciasto, kawę, herbatę i kompot z suszu.

Mam nadzieję, że głodni nie wyjdą, a ja kolejny raz podkreślę, że z Mężem wspólnie daliśmy radę, choć trochę boli mnie krzyż i biodro, ale staram się nie poddawać.

Tak po cichu liczę na to, że na następne święta, to my starzy zostaniemy zaproszeni na świąteczny obiad, ale Oni są młodzi i uczestniczą w wyścigu szczurów, a więc jest takie powiedzenie, że jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie i niech los nam – starym da zdrowie na następne święta.

Pragnę ogromnie, aby kiedy my odejdziemy, to nasze Dzieci i ich rodziny miały wspomnienia, że jednak się staraliśmy, by być razem.

Trzeba coś po sobie zostawić, a najbardziej pamięć, że się staraliśmy.

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela, jedzenie i w budynku

Obraz może zawierać: jedzenie

 

Obraz może zawierać: tabela, roślina i w budynku

To był cudowny, wigilijny wieczór!

 

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, roślina, tabela i w budynku

Podczas naszego małżeństwa, które w styczniu osiągnie 43 lata stażu, Wigilię tylko we dwoje spędzaliśmy pierwszy raz.

Jak ja się bałam tej chwili, że kiedy skończymy wszystkie sprawy związane z przygotowaniem świąt, to nie będziemy mieli o czym przy stole rozmawiać.

Oboje dość wykończeni przygotowaniami, gdyż byliśmy zaangażowani w tym ferworze, to zasiądziemy do stołu zmęczeni i obawiałam się, że nastanie cisza!

Nakryłam stół dla trojga, bo zaprosiliśmy samotną, moją Teściową, ale jak co roku znowu zrobiła focha i nie przyszła.

Zrobiło nam się kolejny raz przykro, ale Teściowa jest dorosła i wie, co robi.

Ubraliśmy się świątecznie, tak jak byśmy wychodzili do kogoś na Wigilię, albo miał by ktoś do nas zawitać – zaproszony.

Postawiłam na stole moje popisowe danie wigilijne, a więc drożdżowe racuchy i sos grzybowy, a do tego rybę po grecku, sałatki, ciasto, kompot z suszu, bo my już jesteśmy w podeszłym wieku i nie jemy za dużo, a jeno na smak i symbolicznie.

Ja zrobiłam sobie kawę z mlekiem, a Mężowi herbatę zieloną i tak sobie posiedzieliśmy we dwoje – gadając, wspominając nasze dzieciństwo i buzie nam się nie zamykały.

Spędziliśmy tą Wigilię tak jak lubimy, a więc bez spinki, sztucznych uśmiechów, bez tego tragicznego słowa – wzajemnie.

Przytuliłam się do tego mojego Męża mocno, „mocniteńko” i wyszeptałam mu do ucha życzenia prosto z serca, a na koniec powiedziałam, że Mu dziękuję i, że Go okropnie kocham i to zostało odwzajemnione!

Bardzo wiele razy chcieliśmy oboje uciec na święta i Sylwestra gdzieś do domu wczasowego, hotelu, ale baliśmy się bycia tylko we dwoje.

Baliśmy się nudy i tego, że coś stracimy nie będąc z rodziną, ale dzisiejsza Wigilia nam pokazała, że potrafimy ze sobą mile spędzić czas!

Kiedy ja odpoczywałam, to Mąż poszedł na wieczorny spacer i zrobił mi masę świątecznych zdjęć z naszego miasta, które wrzuciłam na mojego fan – page  i tak oto się dopełniamy w zgodzie i miłości.

Jestem szczęśliwa, bo pod choinkę przed wcześnie dostałam smartfona, perfumy i zimową kurtkę, oraz buty, a dziś pod choinkę dostałam jeszcze „Biovital” na moje skołatane serce.

Moim prezentem dla Męża są moje potrawy, które Mąż uwielbia, bo się strasznie staram, aby przez żołądek do serca!

Sprawdza się!

Kochani wszystko przemija, ale wspomnienia nigdy!

Obraz może zawierać: tabela i w budynku

Obraz może zawierać: noc

 

Obraz może zawierać: noc i w budynku

Wigilia tylko we dwoje!

Obraz może zawierać: w budynku

Obraz może zawierać: tekst

Jutro zasiadamy do Wigilii i oby, to był dobry czas spędzony z bliskimi, z którymi bywa, że nie widzimy się cały rok.

W telewizji widziałam tych zabieganych ludzi w galeriach handlowych w poszukiwaniu prezentów dla bliskich, a były ich tłumy.

Zmęczeni ludzie stali w kolejach w marketach za karpiem, cytrusami, produktami niezbędnymi do szykowania kolacji, a potem reszty świąt.

Powyższe motto Alberta Einsteina wyraża mnie całą, bo obserwują to szaleństwo zakupowe i dziwię się ludziom i też pytam, czy inni oszaleli, czy ja wariuję, że z Mężem nie staliśmy w żadnych kolejkach, a zakupy były tak rozplanowane, aby zaopatrzyć się w małych sklepikach i to trwało na dwa tygodnie przed świętami – małymi kroczkami.

Kiedy przystępowałam dwa dni temu do szykowania potraw miałam wszystko w domu i niczego nie trzeba było już dokupywać, a więc stres jest prawie żaden.

U nas jest podział obowiązków i wydaje mi się, że sprawiedliwy, bo Mąż robi zakupy, a ja to w kuchni przetwarzam nie prosząc Męża już o pomoc.

Nawet się złoszczę, kiedy próbuje mi pomagać, bo ja ma swój, własny system pracy w kuchni, a Mąż wprowadza swój i jest chaos, co mnie wnerwia, a więc w tym czasie niech odkurzy mi mieszkanie.

Sprawa prezentów także jest rozwiązana, bo kiedy jest tyle na rynku zabawek, to my dziadkowie w tym gąszczu się gubimy, a więc, to rodzice kupują w naszym imieniu, a my zwracamy te koszty. Tym sposobem nie ma nietrafionych prezentów, a nam zaoszczędzony jest czas i stres.

Przychodzą na Wigilię goście i tu jest większe niebezpieczeństwo, bo drżymy o to, aby przy wspólnym stole się nie pokłócili na przykład o politykę.

W każdym domu do stołu siadają ludzie z różnych bajek, bo jedni są wierzący, a drudzy ateiści. Jedni są za PiS, a drudzy niekoniecznie i trzeba zapobiec niesnaskom i to jest wyzwanie dla gospodyni domu!

Jutrzejsza Wigilia w moim domu będzie tylko we dwoje i wiecie co? Cholernie się cieszę, bo będzie, ta chwila, że spojrzymy sobie w oczy i powiemy to, co niezbyt często sobie mówimy w natłoku zajęć – że się wciąż kochamy, a nawet bardziej jak na początku, a minęło 43 lata.

Opiszę też moją najgorszą Wigilię.

Mój Ojciec był w Domu Spokojnej Starości i wyraził zgodę, by z nami spędzić Wigilię.

Pojechaliśmy po niego 130 kilometrów i kiedy był już w naszym domu, to oświadczył, że chce wracać i żadne argumenty do Niego nie trafiały.

Odwieźliśmy go więc i w domu byliśmy późnym wieczorem i do Wigilii zasiedliśmy wraz ze swoimi dziećmi o godzinie 21, kiedy to dzieci odgrzały dla nas pierogi.

Za dziewięć miesięcy mój Ojciec popełnił samobójstwo, a ja do dzisiaj nie wiem dlaczego?

Do stołu zasiadają ludzie, którzy się często nie lubią, albo są skłóceni i jaka na to jest rada?

Spektakl „Wzorowa rodzina”

Umiejętność rozmowy, poruszania spornych kwestii bez nadmiernych, często negatywnych emocji, to skuteczny sposób rozwiązywania problemów i umacniania więzi w rodzinie.
Nie zawsze jednak się to udaje. Żeby to osiągnąć, trzeba umieć słuchać i postarać się zrozumieć motywy, którymi kierują się inni. A to dla wielu z nas są to, niestety, trudne do opanowania umiejętności.
O ile ze znajomymi, których nie lubimy, można zerwać kontakt, o tyle z rodziną związani jesteśmy do końca życia.

Utrzymujemy więc relacje z nielubianą teściową, ze względu na męża i dzieci, i z niedobrą siostrą, ze względu na matkę. Wybieramy mniejsze zło i decydujemy się znowu odgrywać rolę kochającej rodziny, zebranej przy świątecznym stole.
Teściowa, która nie cierpi synowej, zgadza się przyjść na świąteczny obiad i nawet udaje się jej wykrzesać sztuczny uśmiech. A ciotki od lat skłócone o majątek, siadają dla bezpieczeństwa przy stole, na odległych od siebie miejscach.
Spektakl trwa, pojawia się jednak pytanie: Czy faktycznie ten czas niesie dla nas radość? Czy takie rozwiązanie jest najlepsze?

– Okres świąteczny powinien być czasem, który w pełni poświęcamy bliskim i szczerze cieszymy się z ich obecności. Wiele osób zmusza się do tego, aby pomimo konfliktów i poczucia krzywdy, „poudawać” radosną atmosferę. To nie sprzyja rozmowie, ani konstruktywnym rozwiązaniom, lecz wręcz przeciwnie, może pogłębiać w nas niechęć do tych osób– mówi Anna Mochnaczewska – Dzik.

Rozwiązać problem

Zdaniem psycholga, warto spróbować rozwiązać problemy i odbyć trudne rozmowy, jeszcze przed świątecznymi spotkaniami. Jeżeli natomiast osiągnięcie porozumienia jest niemożliwe, to warto przemyśleć spędzenie świąt oddzielnie, wcześniej wyjaśniając jednak bliskim, dlaczego podjęliśmy taką decyzję. Być może to rozwiązanie uświadomi wszystkim, ile tak naprawdę dla siebie znaczą.
Bo przecież najważniejsze jest, aby w okresie świątecznym, otoczać się ludźmi, którzy są nam życzliwi, dla których jesteśmy ważni. Wtedy dopiero będziemy mogli cieszyć się świąteczną atmosferą.

– Nie kombinujmy, jak na siłę pogodzić zwaśnioną rodzinę. Może po prostu lepiej będzie, jak zaczniemy głośno mówić o tym, co widzimy, licząc, że to zmobilizuje resztę do rozwiązania problemu. Warto zadać sobie pytanie, czego my tak naprawdę chcemy. A święta spędzić bez brania odpowiedzialności za cudze konflikty – mówi Anna Mochnaczewska – Dzik.

https://kobieta.wp.pl/swieta-bez-rodzinnych-klotni-to-jest-mozliwe-5982408628499585a

Życzenia na Święta Bożego Narodzenia i kapka refleksji!

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Moi drodzy!

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i z tej okazji wszystkim, którzy tu zabłądzili, życzę przede wszystkim zdrowia, bo jeśli jest zdrowie, to można przenosić góry.

Życzę również wewnętrznego wyciszenia i spokojnej Wigilii w gronie najbliższych bez polityki i rozmów o kościele, bo jest naprawdę dużo innych tematów do rozmów.

Nasze stoły nie muszą się uginać od 12 potraw, bo ważniejsza jest rozmowa w świetle świec i uroczystych lampek na choince.

. .•*☆. ☆
WESOŁYCH ŚWIĄT »*¯*«*»:
¸..*BOŻEGO NARODZENIA*..¸
…. .•*☆. ☆

…… ………. (¯ ┼´¯)
…… …….…… / | \
…… ……… …*••*
…… …… … *♫♫*’.
…… … …. *♫••*
…… ….. **
…… …..*#*#* ‚
…… ….*♫* ‚
…… …**’
…… ..*♫ *’
…… ‚*♫ *’
…… ………. ╬╬╬╬╬..
*,.*,*.*,*.*,*.*,*.*,.**.,*

Wczoraj kiedy byłam kolejny raz u chorej Mamy, aby zmienić  pampersa poczułam jak stres odbiera mi władzę w nogach.!

Wróciłam do domu na nogach jak kołki – chwiejąc się, a do tego dołączył ból kręgosłupa, bo Mamę trzeba dźwigać.

Myślałam, że kompletnie nie przygotuję nic na święta, bo padłam jak kawka na kanapę i leżałam obezwładniona do wieczora.

Na szczęście trochę złapałam formę po przespanej nocy i to co z menu było w głowie poukładane, tak od rana zaczęłam realizować.

Krzątałam się po kuchni krojąc, siekając, doprawiając, gotując i to mi zrobiło dobry dzień, bo oderwałam się od przykrych myśli zajmując się czym innym.

Zjechała już moja młodsza Córka z Mężem i moimi Wnukami – Anielką i Wojtusiem.

Usiedliśmy w pokoju, ale najpierw ich nakarmiłam i od Wnusi usłyszałam pochwałkę – babciu robisz najlepszą sałatkę. Zrobiło mi się miło jak jasny gwint, że doczekałam się takiej chwili od prawie za chwilę nastolatki.

Dzieci trzeba czymś zająć, a więc dałam im do oglądania album ze zdjęciami, na których mogły zobaczyć swoją Mamę w młodości i nasze, rodzinne życie, kiedy moje Córki mieszkały w domu rodzinnym.

Padło wiele pytań typu – a kto to, a gdzie to było i stwierdzeń, że ich Mama też kiedyś była dzieckiem.

To był taki dla mnie cholernie przyjemny moment, że nagle dotarło do mnie, że mam Wnuki, z którymi można porozmawiać już o wszystkim, bo tak wydoroślały.

Jednym zdaniem – rodzinnie było i tak pod sercem zrobiło się ciepło.

Nasze Wnuki mają to szczęście, gdyż żyją wciąż dla Nich dwie Babcie i dwóch Dziadków.

Mnie los tego poskąpił, bo nigdy moich nie poznałam. Nigdy z babcią nie piekłam świątecznych pierników i nigdy nie miałam okazji powiedzieć swojej babci, że robi najlepszą sałatkę na świecie.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Starzy, zmęczeni szykują Święta Bożego Narodzenia!

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Moje okna z czystymi szybami są wystrojone w świecidełka, bo zawsze lubiłam taki pierwszy, świąteczny klimat na dwa tygodnie przed świętami.

Wchodziłam w czas fascynacji, w klimat Świąt Bożego Narodzenia, tak duchowo, bo zawsze lubiłam ten okres, choć nie reklamy.

Zawsze uważałam te święta za czas dla Rodziny i robiło mi się na serduchu tak tkliwie, radośnie, że przyjdą i zasiądziemy do wspólnego stołu, oraz pobędziemy ze sobą trochę czasu przy ustrojonej choince i jadle na stole.

Zawsze się potrafiłam zorganizować, aby nie narobić się na ostatni dzwonek, bo mam w sobie rozpisany plan, aby codziennie zrobić coś, a wtedy w końcówce przygotowań z listy się skreśla kolejny punkt.

Jak każda gospodyni domu na miesiąc przed świętami wpadam w popłoch i nerwówkę, czy dam kolejny raz radę i tak jest i w tym roku.

Jednak kiedy mam ogarnięte okna, świeże firany, pościel, podłogi i zakupy porobione za co dziękuję Mężowi, to się uspokajam i mogę siedzieć w kuchni i pitrasić, co lubię.

W tym roku jest inaczej, bo w związku z chorobą Mamy nie czuję kompletnie tej magii świąt i najchętniej bym święta przespała i obudziła się po Nowym Roku.

I tak się dziwię, że mam sporo zrobione między zmianą pampersa jednego, drugiego, dyżurem, a szykowaniem się do świąt, ale to dzięki Mężowi.

Moje Dzieci z Rodzinami zaprosiliśmy na drugi dzień świąt i będzie uroczysty, świąteczny obiad.

Jestem padnięta i padam na pysk wieczną gotowością do pójścia do Mamy, aby Ją oporządzić i dlatego Wigilię pragnę spędzić tylko z Mężem w spokoju i ciszy – z dala od rodzinnych spotkań i obojgu nam to dobrze zrobi, bo jesteśmy zmęczonymi staruszkami, choć Mąż by się na takie określenie pogniewał, bo jest pracoholikiem – wiecznie w ruchu.

Z czego się cieszę więc?

Cieszę się, że mimo horroru z Mamą wydaje się, że kolejny raz, mimo zmęczenia zrobię ten obiad i potraw nie będzie mało, czyli jeszcze daję radę.

Nie wiadomo jak będzie w przyszłym roku, bo nie młodnieję.

Czy święta wszystkim dają radość, bo czytając poniższy artykuł – niekoniecznie!

My 60 – latkowie jesteśmy schorowani i zmęczeni, ale jakże często nasze Dzieci nie mają o tym zielonego pojęcia.

Obarczają starych rodziców szykowaniem świąt. Pobędą trzy godziny i się rozjadą, a starzy rodzicie pozostawieni sami sobie ponownie, w następnym roku przygotują święta jeśli tylko zdrowie im dopisze.

Po świętach starzy rodzice zsunął stół, ustawią na miejsce. Poplamiony, świąteczny obrus wrzucą do pralki. Zmyją naczynia i uśmiechną się do siebie, że kolejny raz dali radę i padną spać!

Tak wygląda magia świąt u starych ludzi!

Przeczytajcie koniecznie i napiszcie swoje zdanie na ten temat:

„Dzieci znowu zwalają się do mnie na święta.” Matki mają dość.
Święta to czas dla rodziny. Wspólne kolędowanie, uroczysta kolacja, wręczanie sobie prezentów. Nie dla każdego jest to jednak okres radości. Nasze bohaterki mają dosyć Bożego Narodzenia. Wszystko przez ich dorosłe dzieci.

Żeby można było wspólnie usiąść do stołu i cieszyć się atmosferą, ktoś do tego stołu musi nakryć. W wielu domach wciąż funkcjonuje model, w którym zajmuje się tym matka. I do pewnego momentu może to być dość naturalne, jednak kiedy dorosłe dzieci nie kwapią się do pomocy, zaczyna być męczące.

Odwołajcie święta

– W ogóle nie czekam na święta. Moje dzieci na mnie żerują i mam dosyć harówki. Co roku dwójka moich dorosłych już dzieci przyjeżdża do domu rodzinnego. Ja przez cały tydzień zasuwam, sprzątam, lepię te pierogi, a oni przyjeżdżają dzień przed Wigilią i mają wszystko w nosie. Nawet się żadne nie zapyta, czy pomóc, czy coś przywieźć. Po prostu oczekują, że ja się wszystkim zajmę. A ja mam dość – mówi nam Teresa, 48-letnia pani domu z niewielkiej miejscowości pod Warszawą.

– Zawsze jest tak samo – dodaje Teresa. – Wszyscy są w domu, ale nikt nic nie robi. Ja od samego rana pracuję w kuchni. I co roku jest tak, że moje dzieci i mąż siedzą sobie w salonie, oglądają telewizję, śmieją się, a ja urabiam się po łokcie – mówi kobieta.

– Rok temu przy kolacji byłam już tak zmęczona, że dosłownie zamykały mi się oczy. Nie chciało mi się śmiać ani z nikim rozmawiać. Chciałam tylko iść spać. Siedzieliśmy do późna, a z każdą minutą byłam bardziej wykończona. Córka zapytała mnie, czemu nie mam humoru i czemu muszę być takim smutasem w Wigilię. W końcu jaka Wigilia, taki cały rok. Myślałam, że ją uduszę. Łatwo im mówić. Oni nie zrobili nic, a ja przygotowałam święta dla 4 osób od A do Z – opowiada rozgoryczona Teresa.

A mamusia ugotuje…

Nie tylko ona czuje się wykorzystywana. Podobne uczucia ma Łucja, która ma dorosłą córkę i jest babcią 4-letniej wnuczki. – Co roku święta są u nas. Przyjeżdżają córka z zięciem i wnuczką, rodzice zięcia, moja mama i mama mojego męża. W sumie 7 osób. Niby niedużo, ale roboty nie brakuje. Samo ugotowanie kolacji wigilijnej to cały dzień stania przy garach. Myślicie, że ktoś mi pomaga? Pobożne życzenie! Przyjeżdżają na gotowe i siedzą przez 3 dni. A mamusia poda, ugotuje, posprząta, pozmywa… Nawet rodzice zięcia nie poczuwają się do tego, żeby coś przywieźć czy pomóc. Z roku na rok mam coraz większą ochotę odwołać święta – mówi kobieta.

Dorosłe dzieci dzisiejszych 50-,60-latków mają niestety większe oczekiwania względem rodziców, niż starsze pokolenie. – Trzymanie pod kloszem, podsuwanie wszystkiego pod nos, pobłażanie i brak obowiązków w niektórych przypadkach objawiają się problemami z samodzielnością w dorosłym życiu. To głównie efekt braku konsekwencji w działaniu i nieuświadamianiu dziecku od małego, że pomiędzy jakością życia a pracą jest wprost proporcjonalna zależność – mówi psycholog, Ewa Jarczewska-Gerc.

– Weźmy chociażby przykład zza wielkiej wody. Amerykanie właśnie zaczęli sobie uświadamiać, że stosowany przez nich system wychowawczy, polegający na powtarzaniu dziecku, że jest najlepsze i wszystko może, ma poważny efekt uboczny. Dochowali się roszczeniowego pokolenia, które wiele chce, choć niewiele daje od siebie – dodaje specjalistka.

Moja wina, moja wina

– Moje dzieci od zawsze unikały obowiązków domowych. To po części moja wina, bo nigdy nie goniłam ich do pracy. Teraz w święta pluję sobie w brodę, bo całe przygotowania spadają na mnie. Czasem zdarzy się, że któreś z moich dzieci wróci z miasta, w którym studiuje i poświęci chwilę na pomoc zmęczonej matce. Ale ta pomoc ograniczy się do odkurzenia jednego pokoju albo ubrania choinki. Całą resztę muszę robić ja. A co będzie, kiedy pojawią się wnuki? Nie dam rady ogarnąć tak dużej wigilii – pisze na kafeteryjnym forum użytkowniczka Drażka.

Druga strona

Medal ma jednak dwie strony. Matki organizujące święta też nie są bez winy. Na forum pisze o tym użytkowniczka Syll. – Moja matka zawsze narzeka, że musi całe święta ogarnąć, a jak ktoś jej pomoże, to od razu jest źle. Próbowałam przywozić jakieś jedzenie, ciasto, to albo było za słodkie, albo barszcz za blady. Jak jej nie pasuje, to nie będę się narzucać – tłumaczy.

Podobne doświadczenia ma 27 letnia Ola, która co roku spędza święta w domu, ale pomoc ogranicza do minimum. – Nieważne co zrobię i tak jest źle. Posprzątam – mama przyjdzie i posprząta drugi raz, bo ja nie zrobiłam tego dokładnie. Ulepię pierogi – powie, że za małe. Odechciewa mi się pomagać, kiedy ona cały czas mnie krytykuje – mówi Ola.

Świąteczne przygotowania stały się najwyraźniej tłem do międzypokoleniowych przepychanek. Rodzice mają dość, że dzieci nie chcą pomagać, a dzieci wściekają się, bo każda chęć pomocy spotyka się z krytyką.

W tym przypadku trochę racji ma każda ze stron i nie można powiedzieć, że tylko jedna z nich jest „tą złą”. Podczas świąt warto jednak zakopać topór wojenny i postarać się zrozumieć drugą osobę. Może uda nam się zauważyć to, co sprawia, że święta nie są tak magiczne, jak mogłyby być.

Strawa duchowa na Święta Bożego Narodzenia!

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Zdjęcie mojego autorstwa!

Za 14 dni zasiądziemy do wspólnej, rodzinnej Wigilii i w końcu spotkamy się z bliskimi, choć wiem doskonale, że wielu z nas spędzi je samotnie, bo życie pisze i takie, smutne scenariusze.

Dlatego jeśli mamy rodziny spróbujmy z nimi spędzić parę godzin przy wspólnym stole i ja tu deklaruję, że nie zamęczę się w kuchni robieniem 12 potraw, bo zaprosiłam Dzieci z rodzinami na drugi dzień świąt – na skromny obiad, gdyż mam chorą Mamę i trudno jest się rozpasać w takim czasie.

Ugotuję zupę grzybową, a na drugie kawałek mięsa, ziemniaki, czerwoną kapustę z rodzynkami, sałatkę, racuchy drożdżowe z sosem grzybowym, ciasto, kompot z suszu i to wszystko!

Kochani, a kiedy dzieci Wasze się rozjadą, to proponuję Seniorom na świąteczny odpoczynek moim zdaniem – wspaniały film o seniorach właśnie.

Tatulu wiem, że strasznie się kochacie z żoną, a także inne starszaki tu zaglądające nie pogardźcie moją propozycją!

Ten film Was rozśmieszy, zaduma, a może nawet na nim pochlipiecie w chusteczki, a  nosi on nawę „Do zakochania jeden krok” i jest to brytyjska produkcja zrealizowana w 2017 roku!

Film ten poleciła mi moja Córka z adnotacją – Mamo, to jest film w twoim guście i za to Jej dziękuję.

Ta pozycja jest dostępna w sieci na VOD – Onet i wymaga wykupienia w kwocie 10 złotych, ale zapewniam, że warto.

O czym opowiada?

Opowiada o dwóch siostrach, które są ulepione z różnego gatunku gliny i ta starsza – Elizabeth to iskra, kochająca życie za bardzo. Wszędzie jej pełno w lokalnej społeczności, w której się udziela, bawi i jest bardzo lubiana.

Druga, to Sandra, która ma piękny dom, męża wysoko postawionego i całkowicie się mężowi oddała zamieniając się w kurę domową, którą jej mąż w pewnym momencie zdradzał z jej najlepszą przyjaciółką.

Sandra po odkryciu zdrady wyjeżdża do Elizabeth i po dziesięciu latach siostry odkrywają się na nowo.

Sandra szaleje z rozpaczy po zdradzie, ale Elizabeth powolutku wprowadza ją w inny świat, w którym Sandra poznaje zupełnie inną siebie i odkrywa w sobie radość życia dzięki siostrze i jej przyjaciół.

Nie zdradzę więcej, bo mnie czytelnicy ochrzanią, ale dla mnie to nie jest lekka komedia, a taka niespodzianka, co nam się może jeszcze na te starsze lata zdarzyć!

Kino cudne ze świetną obsadą i dialogami najwyższych lotów!

Polecam dla dwojga na kanapie z laptopem na kolanach!

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Coraz bliżej święta!

Zbliżają się kolejne Święta Bożego Narodzenia i już mi się pali pod tyłkiem, aby odświeżyć mieszkanie i dziś kiedy słoneczko na zachodzie ostro zaświeciło w moje okna, to od razu ruszyłam do boju!

Pościągałam firany, wrzuciłam do pralki na opcję „firany” i zabrałam się za mycie okna w kuchni – tak na początek.

Ja zawsze myłam okna papierowymi ręcznikami, a szyby spryskiwałam płynem wg. mnie najlepszym pod nazwą „Clin”.

Na te moje boje z oknami przyszedł Mąż i spytał dlaczego nie myję okien myjką, którą mi kupił na Targach Rolnych jesienią?

Odpowiedziałam, że nie mam zaufania do takich urządzeń, a także nie za bardzo wiem jak do tego podejść.

  • No to ja ci pokażę jak to się robi i ogarnął mi tą myjką pozostałe okna. 🙂

Okazało się, że jeśli do wody doda się kilka kropel płynu do naczyń, to okna spod tej myjki są krystalicznie czyste, bez mazów i zacieków – rewelacja!

Tym sposobem po umyciu ram – mycie okna balkonowego zajęło Mężowi zaledwie 15 minut!

Polecam gorąco myjkę, bo chyba nigdy nie miałam tak dopracowanych szyb w oknach.

Potem powiesiliśmy firany i tak powolutku – my seniorzy radzimy sobie ze sprzątaniem, ale jestem wdzięczna Mężowi, że zauważył ile już mnie kosztuje większe sprzątanie – starzeję się, bo mam coraz mniej siły.

U mnie już są akcenty świąteczne, bo uwielbiam je oglądać na czystych oknach i niech sobie migają!

Miłe jest też to, że moje miasto już jest też świąteczne! Zdjęcia świeżutkie i tylko śniegu brak!

Moje ulubione przedświąteczne – „Bambino Jazzu” a jest to świąteczna, żartobliwa piosenka w wykonaniu Doroty Miśkiewicz i Artura Andrusa. Kocham!

Znalezione obrazy dla zapytania myjki do okien

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Obraz może zawierać: drzewo, choinka, roślina, noc, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: noc

Obraz może zawierać: noc i w budynku

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Refleksyjnie!

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i powiem Wam, że coraz bardziej nie lubię tych świąt, które oparte są na wielkich pieniądzach, co mnie wnerwia strasznie!

Dogasają znicze na cmentarzach, a tu zaraz w telewizjach pojawiają się reklamy świąteczne, próbujące mi wmówić tę fantastyczną magię świąt, której z każdym rokiem nie widzę, ale za to widzę mamonę wymuszoną od ludzi.

Reklamy krzyczą – kup, kup, kup, bo to okazja, a mnie mierzi to nagabywanie, bo chyba w tych świętach powinno chodzić o coś zupełnie innego – o bliskość, o pojednanie, o zgodę i celebrowanie rodzinnych świąt.

Reklamy nagabują, aby brać kredyty, bo dzięki kredytowi będziemy w stanie postawić na stole dwanaście potraw i to kredyt sprawi, że święta będą udane i wielu się nabiera.

Uwielbiam święta, ale nie zgadzam się na zastaw się, a postaw się, bo święta powinny być przede wszystkim momentem wyciszenia, refleksji nad życiem, a nie wielkim żarciem.

Uwielbiam moje miasto ustrojone świątecznie, bo jest wówczas ta magia i cisza w mieście refleksyjna.

 

Obraz może zawierać: noc i w budynku

Obraz może zawierać: noc i na zewnątrz

Dzieje się teraz tak, że w wielu krajach organizowany jest Black Friday – czyli wyprzedaż asortymentu i towarów!

Ludzie jak bydło wpada do sklepów i ładuje zakupy do wózków na siłę – ubija, aby tylko potem pochwalić się, że się udało!

Kupują wszystko, czy trzeba, czy nie trzeba, ale taka jest tradycja i nie zauważają nawet, że dane buty stały na półce po 100 złotych i nie miały wzięcia, ale jest wyprzedaż i nikt nie zauważa, że po „obniżce” te buty kosztują o 50 złotych więcej!

Ludzie się na to nabierają, gdyż są szalenie bezmyślnymi maszynami do kupowania za wszelką cenę.

Ludzie jak szarańcza rzucają się na towary produkowane często w Tajlandii, albo w Chinach przez małe dzieci, które za miskę ryżu pracują po dwanaście godzin na dobę.

Oglądałam kiedyś dokument, w którym pokazano przez ile rąk musi przejść laska wanilii, aby nasze ciasta na święta pięknie pachniały, albo szafran!

Wszyscy pijemy poranną kawę i zapominamy o tym ilu ludzi gdzieś tam w świecie dla nas ją zbierali, suszyli, pakowali!

Zapominamy swoją historię i historię innych krajów, bo dziś mamy Światowy Dzień Głodu i tylko nieliczni mogą już opowiedzieć o tym jak możni tego świata doprowadzali do wyniszczenia ludności Ukrainy.

Jeśli nie będziemy edukować współczesnych dzieci, o tym jakie piekło przeszli ich dziadowie, to na świecie będzie totalna znieczulica.

I po co nam te wszystkie dobra ponad miarę, kiedy nasi dziadowie umierali z głodu?

Kiedy umarł Stalin, to płakała cała Polska, bo ludzie nie wiedzieli, że zabił głodem 5 milionów Ukraińców i tego historia nie powinna pomijać!

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, siedzi i w budynku

Witold Szabłowski – Author

7 godz.

„Jadło się, cokolwiek się udało znaleźć. Pleśń. Korę drzew. Mięso zdechłych zwierząt. Miałam wtedy sześć lat i pamiętam, że cały czas, absolutnie cały czas, byłam głodna.
Po wsiach chodziły wtedy, w 1933, specjalne komisje, sprawdzać, czy ktoś nie ukrywa jedzenia. Co znaleźli – rekwirowali. Nasz sąsiad był w takiej komisji, zabierali każdą roślinę, którą można było zjeść. Szczaw. Korę brzozy. Nawet świece zabierali, bo ludzie w desperacji próbowali robić na ich bazie zupę. Stalin im kazał Ukrainę zagłodzić i oni w tym pomagali; nikt nie patrzył, sąsiad czy nie.
Chwilę przed Wielkim Głodem mój ojciec poszedł pracować do kołchozu. Ktoś tam zrobił błąd, dali źrebakowi za dużo jedzenia, i zdechł. Oskarżyli ojca, że to przez niego i posadzili go na kilka miesięcy do więzienia. Za sabotaż.
Jak miał już wyjść, mama nie chciała, żeby wracał taki kawał drogi na bosaka. Sprzedała jedyną krowę i posłała mu pieniądze, żeby kupił sobie buty.
Tata buty kupił i ruszył na piechotę do domu. I tak się stało, że jak już prawie był w wiosce, napadli go w lasku Boreckim, tu, niedaleko mojej wsi Rostówka, i zabili. Wszystko przez te buty. Chcieli mu je ukraść. Ci złodzieje to zresztą też byli nasi sąsiedzi.
I na ten najtrudniejszy rok, 1933, i na tą najtrudniejszą zimę, kiedy tyle ludzi umarło z głodu, mama została sama z szóstką dzieci, za to bez krowy.
W całej wiosce wtedy ludziom dzieci umierały. A jakoś tak się stało, że naszej mamie nie umarło ani jedno. Wszystkim nam się udało przeżyć. Nie wiem, czy była we wsi druga taka rodzina.
Ja miałam szczęście, bo chodziłam do przedszkola i tam zawsze raz w ciągu dnia dawali do jedzenia taką cienką zupę. Ale mimo tej zupy byłam tak spuchnięta, że nie mogłam chodzić. Wszystkie dzieci były spuchnięte. Cieniutkie nóżki, cieniutkie rączki, i do tego wielkie brzuchy. Mówiło się wtedy na nas „rachityczne dzieci”. Że takie zabiedzone.
Co chwilę ktoś z dzieci, które znałam i z którymi się bawiłam, znikał. Nie przychodził już do przedszkola. Nikt nie pytał, co się stało. Nie było sensu pytać. To było jasne”.

Jutro Dzień Pamięci Ofiar Wielkiego Głodu na Ukrainie. Okrągła, 85. W 1933 roku Stalin zagłodził pięć milionów ludzi, może więcej. Co siedem sekund na ukraińskiej wsi ktoś umierał z głodu.
Roman Kabachiy, wspaniały ukraiński historyk, zabrał mnie do Rostówki Wielkiej, wioski, skąd pochodzą jego mama i dziadkowie. Rozmawialiśmy tam z ostatnimi żyjącymi świadkami – cytowane słowa to opowieść 91-letniej Hanny Basaraby (na zdjęciu). Oprócz niej spotkaliśmy jeszcze dwie panie, które pamiętają ten trudny, 1933 rok. Będę jeszcze o nich pisać.
Chciałem tam pojechać, bo to jeden z najważniejszych tematów XX wieku, a jednocześnie bodaj najmniej znane i zbadane ludobójstwo. Tymczasem bez Wielkiego Głodu nie da się zrozumieć ani współczesnej Ukrainy, ani stosunków polsko-ukraińskich. Powinniśmy o nim jak najwięcej wiedzieć. I pamiętać.

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Nie napiszę dziś nic odkrywczego i nowego. Święta, święta i po świętach!

W ciągu tych dwu dni nie miałam czasu na odpowiedzi do komentarzy, ale chyba mi to wybaczycie, bo w te dni nie siedziałam z komputerem, a tylko zaglądałam wyrywkowo.

Na powyższym zdjęciu jest moja okolica w dniu dzisiejszym – zasypana na biało.

Te święta były dziwne, choćby ze względu na kapryśną pogodę, która nie cieszyła nas Słońcem i krokusami w ogródkach. Była mroźna i wietrzna, a więc ze spacerów wiosennych wyszły nici, bo tylko najbardziej odważni na nie się wybrali.

Podczas tych świąt przeżyłam wiele miłych sytuacji, ale zdarzyła się jedna, dość niemiła, ale nie chcę o tym pisać, bo przyzwyczaiłam się do wyskoków pewnej osoby.

Dziś mnieliśmy „Lany Poniedziałek”, a więc Mąż mnie pokropił lekko wodą, by nie zanikła tradycja, ale to mnie tak nie obudziło, jak hulający w Internecie clip z wypowiedzią naszego, szanownego Prezydenta.

To co zobaczyłam i odsłuchałam, to tego nie da się odzobaczyć.

Wpadłam w konsternacje i moje myśli zaczęły szybko szukać odpowiedzi na pytanie, czy to jest news fake, czy Prima Aprlis?

Normalne szok i kawy nie musiałam pić, aby się otrząsnąć z resztek snu!

Włączcie koniecznie głośnik i przeżyjcie, to co ja!

Nie piszę tego, aby ośmieszyć tego pana, bo on sam się coraz częściej ośmiesza!

Nie znalazłam odpowiedzi do wieczora i wciąż się głowię, czy to choroba filipińska, czy biała kreska wciągnięta!