Archiwa tagu: wnuki

Wakacje – niech żyją wakacje!

Wnuczka i Wnusiu razem z rodzicami już pojechali do siebie, ale dzisiaj miały dzień na plaży z Dziadkiem!

Pogoda dzisiaj w zachodniej Polsce dopisała i była od paru dni deszczowych typowo plażowa – wakacyjna, a więc trzeba tak słoneczny dzień wykorzystać!

Dzieci się nie boją absolutnie wody i są szczęśliwe, kiedy Dziadek łódką wozi je po jeziorze!

Nie boi się pływać także piesek Wnusi – Maltańczyk i staje na dziobie, że aż mu uszy fruwają na wietrze i wygląda to komicznie!

To takie w skrócie sprawozdanie z dzisiejszego dnia w Wnukami!

A teraz trochę o polityce, bo na jednym z blogów przeczytałam bardzo budujący wpis, że zło odmieni się w dobro, ale trzeba na to poczekać trochę i się organizować!

Musimy się organizować, aby zatrzymać faszystowskie bojówki jak w Katowicach, którzy chronieni byli przez polską policję!

Musimy się organizować, aby taki Kurski po raz drugie wziął sobie ślub kościelny, bo do tej pory:

Aby unieważnić ślub kościelny trzeba było pisać do samego Papieża.
W Polsce Papieżem jest Kaczyński!

Cd. niżej więc:

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, drzewo, niebo, na zewnątrz, przyroda i woda

Andrzej DUDA wygrał. Czeka nas wielowymiarowy KRYZYS.

by fraktal44

UWAGA! Apelujemy do wszystkich, którzy głosowali na RAFAŁA TRZASKOWSKIEGO w II turze wyborów. Nie poddawajcie się i nie traćcie nadziei na wolne, praworządne i demokratyczne państwo. Musicie jednak wiedzieć, że nadchodzą dla was CIĘŻKIE CZASY.

Na jesieni tego roku prawdopodobnie nastąpi pierwsze, poważne uderzenie KRYZYSU. W przypadku Polski zagrożenie jest PODWÓJNE. Z jednej strony mamy koronawirusa, który już spowodował wielkie straty w gospodarce, a z drugiej pisowskie rozdawnictwo, które skończyć się może tragicznie. Obydwa te czynniki mogą doprowadzić do HIPERINFLACJI. Kryzys podobnej skali umożliwił HITLEROWI przejęcie władzy w Niemczech. Musicie wiedzieć, że w tak ciężkich czasach rządzący zawsze będą szukali KOZŁA OFIARNEGO, aby rozładować społeczną frustrację. Tym kozłem ofiarnym będziecie WY PRZECIWNICY PIS-u, w tym przede wszystkim środowisko LGBT i krytycy kościoła katolickiego.

Prezydent Andrzej Duda potwierdził wszem i wobec, że LGBT TO NIE SĄ LUDZIE! Tym samym dał zielone światło dla BEZKARNEJ PRZEMOCY wobec tych środowisk. Wy nie jesteście dla nich ludźmi, a więc można was krzywdzić. Możecie być pewni tego, że najbardziej radykalni wyborcy Andrzeja Dudy będą próbowali was BIĆ, a może i nawet ZABIJAĆ! Wyborco Trzaskowskiego musisz wiedzieć, że w tak niesprzyjających okolicznościach może się zdarzyć, że bandzior z FASZYSTOWSKIEJ bojówki rozwali ci głowę kijem bejsbolowym i zostanie przez pisowski sąd UNIEWINNIONY!

Oczywiście, aby nie popaść w PRZESADĘ i nie wzbudzać niepotrzebnej PANIKI nie upieramy się, że takie zdarzenia staną się REGUŁĄ. Jednakże postępujący proces przejmowania sądownictwa przez PiS może w konsekwencji do tego doprowadzić.

Możemy więc mieć do czynienia z kryzysem ekonomicznym, społecznym, prawnym i konstytucyjnym. Być może nie będzie aż tak źle, jak w Niemczech hitlerowskich. Niemniej jednak ostateczne przeniesienie typowo rosyjskich lub białoruskich standardów na nasz polski grunt jest bardzo prawdopodobne.

W takiej sytuacji będziecie zmuszeni samodzielnie zadbać o swoje BEZPIECZEŃSTWO, ponieważ policja i sądy mogą nie być już po waszej stronie. Musimy się więc w ten czy inny sposób ORGANIZOWAĆ, aby zapobiec totalnemu zaszczuciu i odebraniu wszelkich praw i wolności obywatelskich! Najlepiej w ramach społecznych patroli po minimum 10 osób, które będą reagować wtedy, kiedy pisowska policja będzie się tylko przyglądać.

W tym celu prosimy was, abyście dołączali do naszej grupy dyskusyjnej: „Globalny sztab antykryzysowy i Fraktalna Rewolucja” – link do niej znajdziecie na końcu artykułu. W tej chwili liczy ona zaledwie 1063 członków, ale planujemy zwiększyć jej liczebność do 10 tysięcy do końca tego miesiąca oraz do 50 tysięcy w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Jeżeli zależy wam na własnym BEZPIECZEŃSTWIE, to kopiujcie i udostępniajcie ten apel z linkiem do naszej grupy, gdzie tylko się da.

Gwarantujemy wam, że najbardziej aktywni członkowie, którzy będą pomagać w rozwoju naszej grupy otrzymają od nas statusy MODERATORÓW i ADMINISTRATORÓW, a następnie bardziej konkretne zadania koordynujące i ZARZĄDZAJĄCE związane z organizacją zadań TERENOWYCH w poszczególnych miastach. Jeśli nie chcecie być przez tą swołocz zadeptani, to musicie być od  nich lepiej zorganizowani i stanowić SIŁĘ, której ci faszyści faktycznie będą się obawiać, ponieważ oni rozumieją wyłącznie język siły.

NIE PODDAWAJCIE SIĘ, NIE TRAĆCIE NADZIEI I UDOSTĘPNIAJCIE DALEJ TEN APEL

„Globalny sztab antykryzysowy i Fraktalna Rewolucja” – link do grupy poniżej:

https://www.facebook.com/groups/FraktalnaRewolucja/

Autor: Paweł Kowalski

Źródło: Agencja informacyjna „Third Eye”

https://fraktalnarewolucja.wordpress.com/2020/07/15/andrzej-duda-wygral-czeka-nas-wielowymiarowy-kryzys/?fbclid=IwAR0p4DEgVW1rI_eJTJkBgP07nZPsdshrowePKPbLw3L6jf06D-kehXyO57o

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz, przyroda i woda

Rodzinny stół!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, w budynku

Chyba wszystkie babcie lubią gotować dla swoich wnuków i ja taka jestem.

Spodziewałam się dzisiaj moich szkrabów i od rana tańcowałam w kuchni gotując dla nich ciepły obiad!

Wczoraj nastawiłam po południu rosół, który pyrkotał do 22 wieczorem.

Dziś od rana tłukłam wołowe bitki i zrobiłam je w sosie własnym, dodając startej skórki z cytryny dla posmaku oraz ugotowałam ziemniaki, a nie ziemniaczki, bo bardzo nie lubię zdrobnień kuchennych potraw.

Zrobiłam mizerię z czosnkiem, lekko posoloną ze śmietaną!

Sprawia mi przyjemność, kiedy widzę, że im smakuje i zjadają wszystko z talerzy!

Potem szkraby wzięła do siebie moja starsza Córka, która mieszka w domu jednorodzinnym, a na tyłach ma piękny ogród pełen roślin i kwiatów.

Szkraby więc spotkały się z moją następną Wnuczką, a tam atrakcji co nie miara.

Można tam pogapić się na króliki różnej maści i je nakarmić, a także pobawić się z pieskiem, oraz dwoma kotami!

Poskakali sobie na trampolinie, a potem wszyscy pojechali nad jezioro, gdzie można w ogródku plażowym zjeść dobrą pizzę i tak dzieci spędziły cudny dzień na świeżym powietrzu, bo na zachodzie przestało padać!

Jeśli jutro dopisze pogoda, to Dziadek zabierze całą trójkę nad jezioro i będą pływać łódką po jeziorze, co wszystkie moje wnuki uwielbiają.

W listopadzie urodzi mi się kolejna Wnusia i cała rodzina wybiera dla Niej imię!

W grę wchodzą imiona – Natalia, Hanna, Katarzyna, Aleksandra, ale o tym zadecydują rodzice maleńkiej jeszcze w brzuchu Mamy.

Kiedy nasze dwie Córki z nami mieszkały, to nie mieliśmy szans na wstawienie stołu rodzinnego i wszelkie uroczystości i święta odbywały się przy ławie rozkładanej i podnoszonej.

Kiedy Córki poszły na swoje zakupiliśmy stół rodzinny – rozkładany, przy którym śmiało może zasiąść 10 osób i jak na naszą rodzinę jest wystarczający.

Stwierdzam, że w każdym domu taki stół powinien być, bo właśnie ten stół nas zbliża do siebie!

Obraz może zawierać: pies

 

 

To był świetny dzień!

Moich Wnucząt nie widziałam –  zaraz będzie 5 miesięcy, bo wiadomo – koronawirus!

Dziś przyszedł ten dzień, kiedy się u mnie zjawiły i stwierdziłam, że urosły i wydoroślały!

Najstarsza Wnusia od września pójdzie już do 6 klasy, a babci sięga już do brody, a więc to nie są już dzieci, a nastolatki, z którymi można pogadać już jak z dorosłymi ludźmi.

Można pogadać na wszelkie tematy i właśnie na takich rozmowach minął nam czas!

Rozmowy były o książkach, muzyce, planach na przyszłość i nawet chwilkę o polityce, co szybko ucięłam!

Naprawdę to był dla mnie i myślę, że i dla  nich miły  czas, kiedy mogliśmy pobyć ze sobą!

Najbardziej mnie zagięli, kiedy wymieniali zespoły zagraniczne z brzmieniem angielskim, a są to ich idole i w tym temacie babcia jest do tyłu!

One mają teraz swój czas na rozwój i naukę i bardzo się cieszyłam, że nie chowały głowy w telefony i mój laptop!

Kocham je bardzo i kiedy jestem z nimi, to przypominają się czasy mojej młodości, kiedy moje dzieci były w tym wieku, a ja miałam lekko po 30-tce!

Dziś miałam w ogóle dobry dzień, bo kiedy się dowiedziałam, że Adrian przeprowadził rozmowę po angielsku z komikami z Rosji, to automatycznie poprawił mi się humor – wery, wety, wery!

Ten czas jego prezydentury, to będzie bardzo wesoły czas, a kiedy 3 dni po wyborach zapowiedzieli, że Seniorzy figę dostaną, bo kasa pusta, to też zrobiło mi dzień, bo przecież jakże często pisałam na blogu – a nie mówiłam!

Ja się czujecie – wy jego wyborcy teraz, bo ja się czuję świetnie, gdyż swój głos oddałam na prawego człowieka, a nie na bandę – grandę!

Hej – wy tam na wschodzie – nos na kwintę macie na własne życzenie!

Nie będę kupowała tylko polskich produktów jak mi nakazuje jedynie słuszna partia, bo będę kupowała jak mi się podoba, a ludzie w Polsce tak samo deklarują, że produkty produkowane na wschodzie – będą bojkotować!

Wiecie dlaczego – za to, że za srebrniki sprzedaliście Polskę!

Koniec – kurtyna!

 

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie siedzą, dziecko i w budynku

Siedem lat blogowania – taka mała rocznica!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

6 czerwca 2013 roku zaczęłam pisać bloga, a więc dziś mam swoją, małą rocznicę, bo mimo wielu przykrości – przetrwałam.

Napiszę tylko, że od 7 lat zamieszczam codziennie notkę na blogu i to widać w moich statystykach, którymi się nie podzielę, aby się nie chwalić, choć dla mnie są zadowalające!

Zaczęłam pisać na ONET, który z czasem zrezygnował z platformy blogowej, a więc zaczęłam szukać sposobu, aby blog przenieść na WP i nie było to łatwe, ale poradziłam sobie samodzielnie!

Najgorsza przykrość jaka mnie spotkała w związku z pisaniem bloga, to wparowanie Policji do mojego domu i zabraniu mi komputerów, ale donosicielka nie zwróciła uwagi, że mój wpis, to był cytat, a nie moje rozważania!

Sprawa była nerwowa, ale nie pociągnięto mnie do odpowiedzialności i postanowiłam pisać dalej!

Nie mam pojęcia kiedy minęło te 7 lat, ale dzięki pisaniu poznałam blogowych, fajnych ludzi i dlatego warto pisać i poznawać nowe osoby i czytać ich blogi!

W ten sposób poszerza się horyzonty!

Dziękuję więc wszystkim, którzy do mnie zaglądają i zostawiają komentarze, bo tak nawiązuje się kontakt z innymi i miło jest czytać ich postrzeganie świata!

Tak się więc złożyło, że dostaliśmy zaproszenie na obiad u mojej Córki i Zięcia.

Przyjechała druga Córka z rodziną ze Szczecina i po raz pierwszy – od trzech miesięcy spotkaliśmy się razem w końcu!

Napiszę prawdę, że trochę się bałam tego spotkania, bo niestety, ale koronawirus szaleje w Polsce, choć władze zapewniają Polaków, że pandemia jest w odwrocie!

Kłamią nas i dziś Marek Migalski zamieścił na FB taki wpis:

„Marek Migalski

Polska dziś na PIERWSZYM miejscu w UE jeśli chodzi o liczbę zakażeń covid! Jest ich w Polsce mniej więcej tyle, ile we Włoszech i Hiszpanii RAZEM wziętych! 10 razy więcej, niż Niemcy! Panowie Duda i Morawiecki, tak żeście zwalczyli epidemię?!!

Mimo ostrzeżeń Polacy się spotykają, bo są stęsknieni lata, słońca, lasów, wycieczek i skoro politycy prowadzą kampanię prezydencką, to sobie pomyślałam, że czas w końcu spotkać się z rodziną i Wnukami, ale zaznaczam, że w tym temacie jestem tchórzem, kiedy młodzi inaczej postrzegają ten czas!

Jak zwykle wzięłam aparat i cyknęłam cudne rododendrony w ogrodzie Córki, a Wnusia pokazała mi hodowlę królików różnej maści i rasy, a każdy ma swoje imię nadane przez Wnusię!

Ona je dogląda i karmi i jest w tym bardzo dzielna.

Na obiad Córka przygotowała same pyszności, bo były smaczne ziemniaki z koperkiem, skrzydełka, sałata w sosie vinegret, fasolka szparagowa, kompot z wiśni.

Na deser moje ciasto z rabarbarem, kawa, lampka wina różowego!

Gadaliśmy, dużo gadaliśmy i to był cudowny dzień spędzony z najbliższą mi rodziną!

Dziadek zrobił Wnukom szkolenie w obchodzeniu się z wiatrówką i były zawody. kto zdobędzie więcej punktów w strzelaniu śrutem do tarczy – oczywiście z największą ostrożnością!

Pokonałam strach przed wirusem i ten dzień zapisuję jako największe, moje szczęście, bo jesteśmy rodzicami niesamowitych Córek po 40 -tce, które dały nam mądre Wnuki!

Zakochałam się jeszcze w małym zwierzątku jakim jest sunia – Maltańczyk – bielutka, mądra, rodzinna, obserwatorka, ciepła, kochana, a na imię jej Tessi!

Gdybym była młodsza, gdybym była, to bym sobie takiego pieska kupiła!

Obraz może zawierać: pies

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, roślina, kwiat, drzewo, tabela, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: Agnieszka Kamela, siedzi, roślina, kwiat, drzewo, tabela, buty i na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela i w budynku

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi i w budynku

Obraz może zawierać: roślina

Obraz może zawierać: roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, ludzie siedzą, dziecko i na zewnątrz

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

 

Jak przetrwać niewiadome!

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Smutek!

Obserwuję w dzień moje miasto! Jest pusto i tylko od czasu do czasu widzę ludzi niosących zakupy do domu i coraz więcej w moim małym miasteczku widać ludzi w maseczkach, także własnej roboty.

Przemknął także rowerzysta w masce i rękawiczkach, który chyba miał dość kwarantanny.

Przecież świeci cudne słońce i przyroda budzi się do życia i występuje w nas naturalna potrzeba spotkania się z wiosną!

Pękamy więc i ryzykuje wielu ludzi, aby wyjść z czterech ścian chociaż na trochę!

Mam kontakt w rodziną i rozmawiamy o tych ciężkich czasach.

Na razie sobie radzą, ale wyczuwam zmęczenie sytuacją, że nagle wszystko zatrzymało się w domu i trzeba szykować święta na odległość.

Jeszcze parę tygodni temu życie toczyło się w swoim rytmie, a więc praca, szkoła dla dzieci, zakupy, dom i wieczorem szykowanie się do snu i tak codziennie w swoim tempie.

Teraz nagle rodziny są zdane na siebie całą dobę i posypało się wszystko!

W Ameryce 30 milionów ludzi utraciło już pracę i w Polsce ludziom zagląda bieda, a więc jesteśmy nerwowi w wielu domach, bo przyszłość jest strasznie niepewna i z tego choćby powodu wybucha agresja!

W obliczu pandemii wszyscy staliśmy się sobie równi, bo #zostańwdomu obowiązuje zwykłych śmiertelników, ale i artystów, polityków, dziennikarzy, ludzi kultury!

W takich trudnych momentach ludzi ratuje muzyka, którą się nagrywa ku pokrzepieniu serc i pocieszamy się, że jeszcze będzie pięknie, normalnie, ale trzeba zadać sobie pytanie – kiedy to nastąpi?

Końca tego nie widać, gdyż wciąż umierają ludzie!

Mnie pomaga przetrwać muzyka niosąca nadzieję na lepsze czasy, ale zaczynam pękać i co trochę moje oczy zasłaniają łzy, kiedy słyszę, że w domach pomocy seniorów nie ma kto ich umyć, nakarmić i podać leki!

Dla dorosłych, to też jest trudny czas, bo co robić z danym nam czasem?

Pewna pisarka radzi, abyśmy zaczęli pisać pamiętnik, bo według niej pisanie pomaga i uwalnia nasze emocje przelane na papier piórem, albo za pomocą klawiatury i może dlatego piszemy blogi, aby wymieniać się swoimi myślami i emocjami!

Tą pisarką jest Regina Brett, która pisze książki ale także prowadzi pamiętnik od 12 lat, gdyż to pomaga jej znaleźć równowagę i udzieliła wywiadu:

Wszyscy powinniśmy pisać?
Głęboko wierzę w pisanie. Pomaga złapać dystans do nonsensów, wątpliwości i lęków, które dryfują przez mózg cały dzień. Kiedy uwalniasz się od nich, pisząc pamiętnik, tworzysz przestrzeń w głowie i w sercu, a pozytywne rzeczy mają do ciebie dostęp. Najlepiej pisać codziennie. A potem po kilku tygodniach spojrzeć na to, co napisałaś. Nie, żeby to korygować czy redagować, ale żeby zobaczyć, czy są tam jakieś wzorce, które mogą nauczyć cię czegoś, co powinnaś wiedzieć, albo które mogą cię gdzieś poprowadzić. Jeżeli przez trzy tygodnie w swoim dzienniku narzekasz na prace, może czas coś zmienić – albo ją, albo twój stosunek do niej. Pamiętnik może być jak kompas, który pokazuje ci drogę”

Piszmy więc drodzy blogerzy, aby oczyszczać nasze dusze!

Mój najpiękniejszy song, to właśnie ta piosenka, która zapisała się w historii muzyki jako cudowna, wspierająca i  chętnie do niej wracam i płaczę!

WE ARE THE WORLD

Najpopularniejszą zaś chyba piosenką jednoczącą we wspólnej pomocy jest “We are the world”. Nagrali ją muzycy zebrani w “USA for Africa” – United Support of Artist for Africa. Piosenka została nagrana nocą, 28 stycznia 1985 roku, tuż po rozdaniu nagród American Music Awards – dzięki tej gali udało się w jednym miejscu i czasie zebrać tak wielu znamienitych muzyków. W nagraniu wzięli udział m.in Ray Charles, Bob Dylan, Stevie Wonder, Diana Ross, Bruce Springsteen, Tina Turner oraz z całym rodzeństwem Michael Jackson, który razem z Lionelem Richie napisał piosenkę. Formacja “USA for Africa” przeznaczyła dochód z utworu na pomoc głodującym w Afryce. Do dziś organizacja pod tą samą nazwą zajmuje się organizowaniem pomocy potrzebującym, głównie chorym na AIDS w Afryce, ale też w USA.

 

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, dom, na zewnątrz i przyroda

Zbliżają się święta!

Zawsze o tej porze – na dwa tygodnie przed Świętami Wielkanocnymi domy były wysprzątane i planowało się menu na święta.

W mojej rodzinie było już uzgodnione u kogo zjemy rodzinne,  świąteczne śniadanie i gdzie się wszyscy spotkamy!

Było uzgodnione, w którym domu będzie świąteczny obiad w „lany poniedziałek” i była radość na wspólne spędzenie świąt i spotkanie z rodziną i Wnukami!

Wszystko się posypało w tym roku, bo zaraza zabiła skutecznie te dni radosne i zdaje się, że wszyscy pozostaniemy w swoich domach, bo mimo, że to rodzina, to strach będzie siedzieć przy wspólnych stołach.

Koronawirus nie ustępuje, a wręcz odwrotnie – rozpędza się i jest coraz więcej przypadków zakażeń i zgonów!

Rząd nas ostrzega, abyśmy zostali w domach i my Polacy jesteśmy bardzo przywiązani do Święta Zmartwychwstania i do święcenia pisanek w kościołach!

W tym roku wszystko jest w gruzach i zdaje się, że nikt nie będzie chciał ryzykować, aby spotykać się w gronie rodzinnym.

Nikt nie chce być zarażony i nie chce zarażać, a więc sądzę, że rozsądek weźmie górę i pozostaniemy w swoich domach, aby nie spotykać się osobiście, a co najwyżej przez komunikatory internetowe.

Własnie tak się dzieje i w mojej rodzinie, że nie ustalamy niczego i każda rodzina pozostanie w swoim domu, aby zastosować się do obostrzeń rządowych.

U mnie w rodzinie nie ma żadnych ustaleń, bo każdy dmucha na zimne, a więc z Mężem planujemy menu tylko dla nas dwoje, a więc dwie sałatki, białą kiełbasę, żurek z jajkiem, a może jeszcze wiosenny bigos i domowe ciasto.

Jako ludzie starsi już nie jemy tak wiele, a więc sądzę, że dla nas dwojga to wystarczy.

W wielu rodzinach w sercach będzie wielki smutek, a najbardziej ucierpią na tym ludzie samotni.

Koronawirus sprawił, że się od siebie oddalamy, ale także uświadomił nam, że rodzina jest najważniejsza!

Mój kolega forowy napisał:

„Przed nami (a dla mnie tradycyjne!) Święta Wielkanocne, a podobno to:
NAJWAŻNIEJSZE ŚWIĘTA KATOLICKIE! :kaplan:
Wielkanoc – jakiej w Polsce NIGDY NIE BYŁO!! :boisie:

Nawet w czasie ZARAZY – nie przejdą przecież niezauważone, ale władze dopiero co wczoraj – wydały kolejne restrykcje zacieśniające warunki kwarantanny, choć tzw. WIELKI TYDZIEŃ już za dni kilka.. :bezradny:

Wprowadzone obostrzenia są nie tylko słuszne, ale KONIECZNE i z tym nikt nie dyskutuje.. :dziadek:

Już wiemy że Polacy raczej nie pójdą pokropić jajeczek wielkanocnych koronawirusikiem: :kaplan:

  • bo tu żadne zaklęcia biskupie o „konsekracji” kropidła czy dłoni kapłana – nie pomogą!!!
    Tradycją są jednak (również w mojej rodzinie!) – świąteczne spotkanie rodzinne w większym gronie i założę się że takie złamania zasad kwarantanny będą obejmować również Święta Wielkanocne.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski już zapowiada że jeżeli sytuacja nie poprawi się w najbliższych dniach, (a raczej się nie poprawi i nawet pogorszy) – będzie rekomendował wprowadzenie zakazu spotkań rodzinnych podczas Świąt Wielkanocnych.
Decyzja jak zawsze zapadnie na Nowogrodzkiej a tam ten Mały Katolik od 41-szego roku życia już krzyżem leży.

Zresztą gdyby zakaz został utrzymany – to takich nielegalnych zgromadzeń powyżej 2 osób! – będą w Polsce tysiące, jak nie miliony.

TYLKO CO NA TO KORONAWIRUS – BO DLA NIEGO TAKIE OKAZJE, TO …ŻNIWA!!”

Co o tym myślicie?

 

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela i w budynku, tekst „Kodlin”

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela, w budynku i jedzenie

Z koronawirusem możemy wygrać tylko pokorą!

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, na zewnątrz i przyroda
Widzę wiosnę z mojego balkonu i wybitnie w tym roku marzec buchnął majem.
Nie ma się co dziwić, skoro temperatury są na plusie.
Mieszkam w zachodniopomorskim i powiem Wam, że tej zimy nie widziałam ani jednego płatka śniegu, bo tak zmienia się klimat!
Mamy bardzo trudny czas i miliony ludzi jest uwięzionych w swoich domach i ja także siedzę na tyłku, aby się nie zarazić, gdyż zdaję sobie sprawę z tego, że mam choroby współistniejące i jestem łatwym celem, a nie chcę umrzeć w taki sposób.
Dlatego trzymam się procedur i jakoś sobie ten czas wypełniam, by nie popaść w agresję z powodu przymusowej kwarantanny!
Słuchałam dzisiaj wypowiedzi jednego profesora – sorry nie pamiętam nazwiska, który powiedział wprost, że izolacja ludzi pobudzi w nich bunt i agresję i w końcu zaczną wychodzić z domów wbrew wszystkim zakazom i pandemii nie będzie końca.
Mam ogromny problem z Mężem, który ma swoje obowiązki i jest zmuszony codziennie coś załatwić na zewnątrz, a do tego nie jest domatorem.
Niby uważa, ale to cholerstwo czai się na każdym kroku, co sprawia, że żyję w stresie, choć na stare lata powinnam żyć spokojnie i we własnym rytmie,a spokój zabrał mi wirus!
Całemu światu wirus odebrał wolność, ale także sprawia, że zmieniamy swoje postrzeganie na życie i stosunki międzyludzkie.
Włącza się w wielu ludziach chęć pomocy słabszym i na przykład ludzie szyją maseczki, a młodzi ludzie starają się pomóc starszym choćby w zakupach i wyprowadzaniu pupilów na spacery i to jest piękne.
Prawie codziennie mam relacje z tego jak ten trudny czas spędzają moje Wnuki i jak sobie z dziećmi radzą ich rodzice.
Nie jest łatwo naprawdę, bo dzieci zwykle w takich warunkach się nudzą, a do tego nie mogą się spotykać z rówieśnikami.
Ja jako babcia kibicuję, aby dali radę pobyć ze sobą nie wiadomo do kiedy na 55 m kwadratowych 24 godziny na dobę!
Z pewnością jest ciężko i dlatego staram się mieć z nimi kontakt, aby wiedzieć jak sobie radzą i w jakiej są kondycji psychicznej.
Uważajcie na siebie proszę!
W telewizji pokazują co dzieje się w Hiszpanii i Włoszech, gdzie nie zdążają w spopielaniu zwłok!
Bądźmy od nich mądrzejsi i nie powielajmy ich błędów mimo, że dziś w Sejmie Kaczyński i jego pupile olali rękawiczki i maseczki, bo sobie myślą, że to ich nie dotyczy, a władza jest najważniejsza nawet kosztem naszego życie, bo każą nam „zapindlać” do urn 10 maja, by mogli zostać na wieki u władzy!
Nie idźcie na te wybory, bo wirus nikogo nie oszczędzi jeśli będzie miał ochotę na moje i Twoje życie!
Niżej wkleiłam wpis mojej ulubionej blogierki „Goplany”, która opisała jak wyglądało dzisiaj w Sejmie posiedzenie – zgroza i łamanie wszelkich procedur, ale chyba nas to już nie dziwi!

„czwartek, 26 marca 2020

Królowie skansenu i władcy zadupia. ( Tekst z dnia 26 marca 2020 roku)

No i sejm się wreszcie zebrał. Ale jak tylko wszyscy posadzili szanowne dupy na swoich miejscach, od razu wszystko wróciło do normy. I od razu przeciętny widz został potraktowany jak śmieć.
Pani marszałek Witek, tak dalece była niezadowolona z faktu, że musiała dziś przyjść do pracy, że zaczęła odczytywać formułki z kosmiczną wręcz prędkością. Wszystko na zasadzie: Jak już mnie zmusiliście, to przyszłam, odpierdolę swoje, niech się debile-obywatele ucieszą, a potem wracam do ciepłego domku pobierać swoją marszałkowską pensje za nic nie robienie.
Ktoś powie, że jest pandemia i że nawołujemy, by ludzie bez potrzeby nie wychodzili z domu, ale wymagamy od posłów, by się pojawili w sejmie. Ja rozumiem ostrożność. I nie będę tu górnolotnie opowiadać, że życie posła nie jest więcej warte, niż życie wszystkich tych, którzy w tym trudnym czasie do pracy iść muszą. Ale zawód każdy wybiera sobie sam, a potem całe życie ponosi tego konsekwencje. To nie my was pchaliśmy na stołki. Sami żeście mieli parcie do władzy. I wydawało się wam, że teraz, jak już was „motłoch” ( bo tak nas traktujecie) wybrał, to będą już tylko splendory, oklaski i konfetti? Byłoby pewnie miło, ale funkcja posła, polityka w ogóle, musi mieć w sobie coś z misji. Musi być tak samo starannie pełniona zarówno w szczęśliwych, jak i w trudnych czasach.
Nie dość, że czas waszej pracy skróciliście do jednego spotkania w miesiącu, co sprawia, że uchwalacie prawa bez żadnej konsultacji, tylko według własnego widzi mi się, to jeszcze nie można liczyć na was w czasie próby. Bo co to za sejm, co to za rząd, który boi się pracować?
Mówicie, że Platforma Obywatelska żądając zwołania sejmu naraziła na zakażenie koronawirusem 460 posłów. Idąc tym tropem można by powiedzieć, że dyrektor szpitala naraża kilkusetosobowy personel począwszy od lekarzy, a na salowych skończywszy, bo każe im w czasie epidemii przychodzić do pracy. A pragnę przypomnieć, że pracownicy służby zdrowia narażają się znacznie bardziej i za znacznie mniejsze pieniądze, niż posłowie. Każda praca jest w jakimś sensie niebezpieczna. Można by uratować kierowców ciężarówek, każąc im zostać w domu zamiast rozwozić produkty po całym świecie. Bo przecież na drogach czyhają na nich wypadki. Można uratować sprzedawców od żylaków, policjantów od kontaktów z niebezpiecznymi przestępcami. Myślę, że dużo zdrowiej byłoby także dla strażaków, gdyby w razie pożaru posiedzieli w ciepłej remizie i pograli w karty. Kierowcy karetek mogliby jeździć ostrożnie i powoli, kładąc własne życie wyżej, niż życie tych, których ratują. Nie mówiąc już o żołnierzach, którzy powinni po prostu się poddać w pierwszym dniu wojny. Bardzo wielu ocaliłoby w ten sposób życie.
Nie widzę powodu, by życie posła miało by być więcej warte, niż życie innego pracownika. A widząc niektórych posłów, w jaką wpadli panikę, a szczególnie obóz władzy, aż się boję pomyśleć, co by się stało, gdyby rozpoczął się jakiś konflikt zbrojny. Pewnie pierwsi by spierdalali w bezpieczne miejsce zostawiając Ojczyznę, którą sobie bez przerwy wycierają gęby, na pastwę losu.
Nie na tym polega zawód polityka. Nie może być tak, że w czasach dobrobytu przypisujecie sobie wszystkie zasługi, chociaż to obywatele zapierdalają na ten dobrobyt. Nie może być tak, że w czasie kryzysu spierdalacie pierwsi, jak szczury z tonącego okrętu, bo tak właśnie widzę waszą niechęć do pracy i strach przed wirusem.
Jesteście na czele tego państwa. Rządźcie więc do kurwy nędzy. Rządźcie, siedźcie i rozwiązujcie problemy. Dziś, teraz, nie za tydzień, za miesiąc, a najlepiej po wyborach. Bo jestem przekonana, że gdyby nie wybory, to by was los Polaków niewiele obchodził, bo dla was przecież, na wasze pensje, na wasze nagrody zawsze wystarczy, tak, jak wystarczyło na testy dla was poza kolejnością.
Póki co, nic się w tych dniach nie klei i nie dopina. Co chwila zamyka się jakiś szpital, bo jest podejrzenie o zarażenie personelu. Spóźniliście się w kolejkę po środki ochrony osobistej dla lekarzy organizowanej przez UE. Samoloty z Chin od dwóch tygodni wożą sprzęt do Włoch, Czech i innych potrzebujących krajów. Do Polski pierwszy dotarł dopiero dziś, by można było podkreślić, wyeksponować wielką zasługę prezydenta, który podobno ten cud sprawił osobistą znajomością z chińskim przywódcą załatwił.
Zarządziliście nauczanie online? Pomijam fakt, że to nie działa i nie zadziała, bo nawet nie wszędzie dociera internet. Ale, panie Kaczyński, naprawdę chce pan narażać nasze dzieci na te pornosy oglądane przy piwku? Do kościoła niech idą lepiej.
Jest wiele sygnałów z Polski, że zachwyty nad sprawnością państwa, jakie słyszymy w telewizji to jedno, a brutalna prawda o panującym chaosie, to drugie. I coraz częściej potwierdza się fakt, że skala zachorowań jest skrzętnie ukrywana.
Czy zauważyliście, że w komunikatach o rozwoju choroby nie mamy żadnych wieści z Północnej Korei? Bo przecież kto to sprawdzi na zadupiu cywilizacji lub w jej ogonie, w których brylujemy także my pod tymi rządami.
Wiecie co mnie zawsze zastanawiało?, czego nigdy nie mogłam zrozumieć? Im bardziej silni usiłują być władcy, bardziej autorytarni, pyszni i naznaczeni manią wielkości, tym bardziej żałosne jest ich dzieło. Dlaczego taki Kastro, czy kolejni przywódcy Korei, czy na przykład taki Kaczyński, nie chcą być władcami wspaniałych nowoczesnych krajów. Tak wiecie, żeby naprawdę mieli być z czego dumni. Żeby było bogato i szczęśliwie, by była dla każdego miska, w której by był nie tylko ryż, by społeczeństwo było mądre i wykształcone, a w państwie były najlepsze autostrady, najnowocześniejsze łącza komórkowe, najszybszy internet. A wszystko to w otoczeniu zdrowego powietrza, bujnej przyrody i długowieczności obywateli.
Dlaczego im bardziej zakochany w sobie dyktator, im większe ma ego, tym mniej dba o kraj i obywateli? Panie Kaczyński, panie Duda, panie Morawiecki, dlaczego wolicie być królami skansenu i władcami zadupia?”

Beznadziejne życie Kaczyńskiego!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, jedzenie i w budynku

Minęło 9 lat nie wiem kiedy!

Nasza Wnusia urodziła się  1 lutego 2011 roku i z tej okazji zostaliśmy zaproszeni na urodzinowy tort.

Nie będę wychwalała naszej Wnusi, ale napiszę tylko, że jest uzdolniona, bystra i dobra, a także bardzo sprawiedliwa.

Bardzo, ale to bardzo Ją kocham i życzę, by przyszło Jej żyć w normalnej, naprawionej Polsce, aby nie musiała z Polski wyjeżdżać!

Opiszę za to smak tortu, bo to nietypowe dzieło, gdyż w bezie zostały ukryte ciekawe smaki i te porzeczki, oraz jagody na wierzchu, to bomba ciekawego, nie za słodkiego smaku.

Takiego tortu jeszcze nigdy nie jadłam i brawo dla twórczyni!

Kiedy wstałam o poranku i włączyłam Internet prawie zaraz wpadła mi w oczy analiza  Jarosława Kaczyńskiego, tego, który sprowadził Polskę w krainę nieszczęścia.

Przeczytałam z uwagą, to co napisał ceniony przeze mnie Marek Migalski.

Marek Migalski jest dobrym analitykiem i jest spostrzegawczy, a więc czytamy:

Marek Migalski

„O tym, jak jeden nieszczęśliwy człowiek zaraził swoim nieszczęściem cały kraj

To nie będzie tekst politologiczny, ale ktoś go wreszcie musiał napisać. Nie da się bowiem zrozumieć tego, co się w Polsce dzieje, bez właściwego opisu osobowości najważniejszej postaci naszej polityki. Tylko chyba bowiem w Stanach Zjednoczonych psychologiczne przymioty lidera tak mocno, jak u nas, determinują procesy polityczne w demokratycznym państwie. Na szczęście dla Amerykanów, u nich instytucje są silne i jakoś dają sobie radę z fobiami, szaleństwami i ułomnościami najważniejszej politycznej postaci. My, niestety, jesteśmy całkowicie uzależnieni od tego, co dzieje się w głowie i duszy Jarosława Kaczyńskiego.

A jest to człowiek głęboko nieszczęśliwy, wymagający pomocy terapeutycznej. Nie twierdzę, że jest chory psychicznie, bo nie mam narzędzi i kompetencji do postawienia takiej diagnozy, ale każdy widzi, że to człowiek głęboko nieszczęśliwy, zraniony i zgorzkniały. Stworzył system polityczny, który jest emanacją jego fobii i demonów, bo oparto go na jego osobistej pozycji i autorytecie w obozie władzy. Dlatego tak bardzo jego nieszczęście zaraża nas wszystkich.

Zacznijmy od jego dziwnych relacji z rodzicami – o ile matce chce stawiać pomniki i nazywać jej imieniem ulice, o tyle o ojcu nie wspomina wcale, jakby go w ogóle nie było. Dziennikarze opisali przyczyny tego stanu rzeczy. Kto chce, niech sięgnie do ich książek i artykułów. Dla mnie pozostaje oczywistym faktem rażąca dysproporcja w jego uczuciach względem matki i ojca. Widać w nim prawie chorobliwy dystans wobec tego drugiego i równie dziwną miłość wobec tej pierwszej.

W swoim życiu prezes PiS kochał tylko dwie osoby – matkę i brata. Relacje z nimi, co sam wielokrotnie opisywał, były ponadstandardowe: dzwonił do nich kilkanaście razy dziennie! Każdy z nas kocha swoich rodziców i rodzeństwo, ale bądźcie szczerzy: telefonujecie do nich kilkanaście razy dziennie?! Przecież to świadczy nie o miłości, ale o jakimś uzależnieniu na granicy normalności. I ważne – ta dwójka najważniejszych ludzi w jego życiu nie żyje od kilku lat. Brat zginął w katastrofie lotniczej, którą Jarosław od czasu do czasu nazywa zamachem i wskazuje sprawców, a matka trzy lata później, nigdy już nie wyzdrowiawszy po wiadomości o śmierci Lecha. Prezes PiS żyje w ciągłej żałobie po nich, co zresztą jest zarówno nienormalne, jak i niechrześcijańskie, bowiem Kościół określa okres żałoby na jeden rok. Oczywiście, że jest to kwestia indywidualna, ale nawet księża nawołują do otrząśnięcia się ze śmierci bliskich. Kaczyński tego nie robi, tkwi w jej cieniu, żyje niejako delektując się tym stanem. Być może to objaw depresji, być może czegoś głębszego – nie wiem, nie jestem psychologiem. Ale jeśli spotykacie kogoś stale uwikłanego w żałobę i z tej żałoby nie chcącego wyjść, to chyba mielibyście obawy, czy wszystko z nim jest w porządku, prawda? A ktoś taki rządzi de facto naszym krajem i zaraża go swoim nieszczęściem.

Jarosław Kaczyński nigdy nie uprawiał seksu. W swoim długim, siedemdziesięciojednoletnim życiu nigdy nie spał z żadną kobietą czy mężczyzną. Nie czuł tej bliskości, którą daje kontakt cielesny z inną osobą. Nie przełamał tej granicy intymności, która z tego wynika. Nikt go czule nie dotykał, nie przytulał w czasie snu, nie budził pocałunkiem nad ranem. Znacie kogoś takiego wokół siebie? Rozejrzyjcie się. Prawda, że to jednak unikalne wśród świeckich (i nie tylko – co niestety także wiemy)? No więc ktoś tak dziwny włada naszym państwem. Czy to dobrze, że taki typ człowieka decyduje o modelu rodziny, „seksualizacji” naszych dzieci, życiu milionów wyborców? I najważniejsze – czy z tego także nie wypływa jego głębokie nieszczęście, którym epatuje i zaraża nas wszystkich? Z tej nienormalności nie może wynikać nic dobrego. Savonarola rzadko bywa wzorem dobrego władcy.

A czy wiecie, że prezes PiS nigdy jako dorosły człowiek nie wyjechał poza granice Polski na wakacje? Ostatni raz był z mamą i bratem w Odessie na wakacjach… w połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Potem już nigdy nigdzie poza Polskę nie wyjeżdżał prywatnie. Owszem, jako premier rządu wylatywał poza Odrę, ale tylko w oficjalnych delegacjach, nigdy prywatnie. Może nie dziwić, że dziś, jako starszy już człowiek, woli w czasie urlopu łowić ryby z Joachimem Brudzińskim, niż włóczyć się po świecie z plecakiem, ale kiedy już po 1989 roku otwarły się granice, jego nie kusiło, by wyjechać do Florencji, poleniuchować na greckiej plaży, zjeść dobre sery w Paryżu. Uważacie to za normalne? Co ktoś taki wie o świecie? To, co mu jego podwładni zechcą powiedzieć. A co mu opowiadają? To, co chce usłyszeć, bo się go boją i dostarczają mu jedynie tych wieści o Niemcach, Francuzach czy EU, które potwierdzają jego fobie i uprzedzenia.

Czy widzieliście jak podwładni Kaczyńskiego reagują, gdy wchodzi do sali sejmowej? Jak szukają jego wzroku? Jak płaszczą się przed nim? Lub stają w postawie na baczność? Jakie pocieszne i żałosne pozy przybierają, byleby tylko przypodobać się swemu właścicielowi? Przecież oni zachowują się jak ofiary Fritzla! Oni zostali przez swego lidera wielokrotnie politycznie i moralnie zgwałceni. I tę przemoc przekazują dalej – do swych podwładnych, przeciwników politycznych, rodzin (nie jest kwestią przypadku, że najczęściej o biciu żony czy przemocy w rodzinie słyszymy w odniesieniu do polityków PiS i pisolubnych dziennikarzy). Bo jest pewną prawidłowością, że dzieci alkoholików zostają alkoholikami, a molestowani w dzieciństwie sami molestują już jako dorośli. To sztafeta przemocy i patologii – niestety. Dokładnie to samo obserwujemy wśród polityków PiS – sami politycznie i moralnie zgwałceni przez swego lidera, stosują tę symboliczną i werbalną przemoc wobec swego otoczenia, w dół, do ludzi. I zarażają nią nas wszystkich.

Nieszczęście Kaczyńskiego czyni nieszczęśliwymi jego przeciwników – to jasne. Zamienił ich życie w pasmo upokorzeń. Tępa propaganda mediów rządowych, skierowanie do TK Pawłowicz czy Piotrowicza, występy młodych pisowskich hunwejbinów atakujących prof. Strzembosza czy wszelkie reguły przyzwoitości i logiki – to wszystko czyni życie oponentów Kaczyńskiego prawie nieznośnym. Ale przecież on swoim nieszczęściem zaraził także swoich zwolenników. Wszak oni się nie cieszą – oni co najwyżej rechoczą. Wyborcy PiS niby mają prawo do satysfakcji, ale odczuwają ją tylko w wypadku upokorzenia przeciwników. Ten sado-populizm (termin wymyślony przez T. Snydera), radość z cierpienia oponenta, przejawia się w znanym okrzyku wyborców PiS, którzy wszelkie przejawy oburzenia na działania tej partii, kwitują radosnym: „Słychać wycie? Znakomicie!”. Ale zaraz po tym pogrążają się w smutku – bo przecież wciąż Targowica na wolności, a nie w kazamatach, „komuniści i złodzieje” chodzą po ulicach, „gorszy sort” nadal ma prawo głosu, a ci, co zabili Lecha Kaczyńskiego nadal siedzą w sejmie, zaś prezes PiS może tylko na nich krzyczeć. Jak tu się cieszyć? Z czego radować?

Jarosław Kaczyński jest starym, nieszczęśliwym, zgorzkniałym człowiekiem, na granicy normalności. Jego dziwne relacje z rodzicami, nieudana rodzina ( mąż kuzynki nagrywał go potajemnie, a potem oskarżał o najgorsze rzeczy; jeden z byłych mężów bratanicy jest oskarżony o udział w zorganizowanej grupie przestępczej; sama bratanica też chyba nie spełnia wygórowanych wymagań, które prezes stawia Polkom), skłonność do stosowania przemocy symbolicznej wobec podwładnych, brak zdolności do cieszenia się światem – wszystko to czyni go raczej człowiekiem wymagającym pomocy terapeutycznej, a nie predysponuje do bycia przywódcą dużego państwa w centrum Europy. Swoim nieszczęściem zaraził nas wszystkich, cały kraj. Ma to zarówno skutki polityczne, o których mógłbym długo, i mam nadzieję z sensem, pisać, ale ma także swoje konsekwencje psychologiczne.

Możliwe, że powinniśmy się obawiać koronawirusa, ale my wszyscy jesteśmy już zarażeni o wiele groźniejszym wirusem. Nie przynieśli go uchodźcy, nie rozpylili w powietrzu islamscy terroryści. Zaraził nas nim ten stary i zgorzkniały człowiek. To wirus nienawiści, zawiści, pogardy. Nieszczęśliwy starzec uczynił nas wszystkich nieszczęśliwymi”.

Obraz może zawierać: 2 osoby, tekst „Dr hab. Marek Migalski, pisarz, naukowiec, publicysta, reduktarianin”

Rodzinny stół, to serce każdego domu!

Kiedy Dzieci odeszły z domu, to myślałam, że nie muszę kupować dużego, rozsuwanego stołu.

Kiedy były święta i różne takie okazje załatwiała sprawę rozsuwana ława na niskich nogach.

Jedliśmy i wszyscy byliśmy trochę zgarbieni.

Długo się wzbraniałam przed zakupem rodzinnego stołu, bo miałam wrażenie, że nasze mieszkanie po prostu jest za małe, by ten stół ustawić.

Znalazło się rozwiązanie po remoncie, kiedy kupiliśmy inne meble i ten stół w końcu się zmieścił i funkcjonuje.

Na co dzień stoi sobie skromnie w kącie pokoju i kompletnie nie przeszkadza z sześcioma krzesłami.

W razie spotkania rodzinnego przysuwamy stół do kanapy, na której są trzy miejsca siedzące i dodatkowe miejsce zajmuje 6 krzeseł, a moja rodzina, czyli Córki z mężami i wnukami  liczę do 9 osób.

Właśnie dziś wydawałam obiad i stwierdziłam, że duży, rodzinny stół w domu, to jest właśnie serce domu.

Najpierw miałam stół na 6 osób, bo Wnuki były malutkie, ale teraz, to się zmieniło, gdyż zasiadają do stołu z dorosłymi, bo to są już prawie nastolatki.

Jednak tak jest, że trzeba na takie okazje wyjąć z miejsc to, co się w kuchni nie mieści, bo jest mała!

Mam pochowany serwis obiadowy i sztućce w innych miejscach, a więc trzeba to wyjąć, przetrzeć i naprawdę z tym jest dużo roboty!

Menu też trzeba ogarnąć logistycznie, że kiedy goście przyjdą wszystko było podgrzane i gotowe do podania.

Nie lubię, kiedy moi goście czekają, bo rosół jest za zimny, a więc pilnuję wszystkiego na czas.

Komfortowe jest to, że kiedy Dzieci zjedzą, to  idą do drugiego pokoju bawić się, a my dorośli możemy swobodnie sobie pogadać bez skrępowania.

Nadreptałam się przy  wydaniu obiadu, bo lat mi nie ubywa wszak, ale rekompensatą jest spotkanie z bliskimi i to, że wszystko smakowało.

To nie był łatwy dla mnie dzień, ale zapisze się w mojej pamięci jako wyjątkowy, a zrobił to rodzinny, rozsuwany stół i moja rodzina.

Idę spać z satysfakcją!

 

Obraz może zawierać: tabela i w budynku

Obiad rodzinny – koniec świętowania!

Sobota i zwieńczeniem świąt był dzisiaj obiad u starszej Córki.

Przyjechała też młodsza ze swoją rodziną i na godzinę 14 odbył się obiad, który przygotowało moje Dziecko.

Usiedliśmy do stołu i pal licho mięso, surówki, bo hitem u Niej jest fasolka szparagowa w grudniu.

Potrafi tak ją wekować, że absolutnie nie traci na jędrności i smaku – pycha o tej porze roku z masłem i bułką tartą!

Nie mówiłam dużo przy stole, ale obserwowałam tę moją rodzinę, złożoną z młodych ludzi, a także w obecności wnucząt.

Najstarsza wnusia ma już 11 lat i zadaję sobie pytanie, kiedy uleciał ten czas?

Siedziałam i słuchałam, a czasem coś wtrąciłam, ale doszłam kolejny raz do wniosku, że ja to mam szczęście, że w tym momencie, mam tak wspaniałe Córki, które stworzyły swoje rodziny i są bardzo zaradne.

Pomagają im fajni mężowie, także zaradni, którzy są włączeni w prowadzenie domu, wychowanie dzieci, i którzy mają stabilną pracę.

Razem pchają ten wózek i wychodzi im to bardzo zgrabnie i oby było im szczęśliwie długo, długo, a same nie czekają, że to mężczyzna zarobi na dom, gdyż same gnają codziennie do pracy!

Starsza pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi, a młodsza w referacie ksiąg wieczystych w sądzie.

Każda matka i każdy ojciec cieszy się, gdy młodym się układa, choć wiem, że w dzisiejszych,  dość niestabilnych czasach nie jest zawsze lekko, ale dają radę.

Dają radę bo swoje dzieci prowadzą na lekcję muzyki, basem, harcerstwo i piłkę nożną, a więc dzień zapełniony jest zadaniami!

Za chwilę pożegnamy stary rok i wszystko zacznie się od nowa, a Wam życzę by nie było nic gorzej – jak w starym roku!

POŻEGNANIE STAREGO ROKU !!!

Zostawmy Staruszka w spokoju,
Odrzućmy pretensje i żale …
On w trudzie odchodzi i znoju,
A my urządzajmy sylwestrowe bale.

Zostawmy Staruszka, zostawmy.
i dajmy mu czas na refleksje.
Niedawno był młody, postawny,
lecz gorzkie odebrał lekcje.

Zbyt wiele miał tu do zrobienia,
Zbyt dużo na świecie się dzieje,
Zbyt wielkie w nas były pragnienia,
Zbyt duże w nas były nadzieje …

Więc jednak pożegnać Go warto …
niech nikt się już nad nim nie znęca,
… a bramę zostawmy otwartą …
niech wejdzie – Radosny Zastępca!!
Kajka z netu

Obraz może zawierać: w budynku

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: choinka i w budynku