Archiwa tagu: strajk

W Polsce będzie wojna domowa!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, tekst „PS YCHOPATO I FURIACIE KŁAMCO I DEGENERACIE HOMOFOBIE CHAMIE FLECIE I CWANIAKU PROSTAKU GNOJU GNIDO FASZYSTO ZWYRODNIALCU ŻAL MI CIEBIE, BOS ŻAŁOSNY SADYSTO MIMO IZ TWOJ RYJ RADOSNT JESTEŚ TYLKO SMUTNYM TYPE TCHÓRZEM I NIEUDAC ZNIKIEM W WOJNĘ POGRAJ SOBIE W KARTY ŁEB TWÓJ JUŻ TAK OBDARTY ŁAPY MASZ TEŻ CAŁE W GNOJU POLSKĘ ZOSTAW WIĘC WsPOKOu reddit”

Kaczyński wicepremierem jest zaledwie jakieś 2 miesiące i popatrzmy, co ten psychopata robi z Polską!

Wystawił na ulicę tysiące policjantów, wojskowej żandarmerii, a także pojawiły się zielone ludziki z pałkami składanymi.

W ten sposób pokazuje Narodowi, że mamy trzymać mordy w kubeł, bo inaczej od przeszkolonych bandytów na strzelnicy –  będzie kula w łeb!

Ten chory z nienawiści bandyta spełnia swoje marzenie życia, że raz zdobytej władzy nie odda nigdy i w Polsce już jest jak na Białorusi!

W Polsce dojdzie do wojny domowej i z pewnością poleje się krew, bo ludzie młodzi chcą wolności, a tu po kawałku się ją Polakom odbiera.

Młodzi ludzie zaczynają się buntować na dobre i dlatego psychopata też chce zastraszyć już nawet 14 letniego nastolatka, kiedy policja wparowała do jego domu za plakat o Strajku Kobiet!

Ten gnom, który w życiu niczego nie osiągnął i nie przeczytał żadnej, poważnej literatury, oraz nie obejrzał ani jednego oscarowego filmu, spełnia swój sen wariata, że jego śp. matka w grobie się przewraca!

Jego ojciec ostrzegał, aby jego synowie narwańcy nigdy nie zdobyli żadnej władzy, a więc był z niego dobry psycholog dziecięcy i się zorientował, że spłodził potwory!

Wiecie co?

Zawód policjanta zawsze był bardzo stresujący, bo nawet milicjanci za komuny, po robocie siadali i pili wódkę, bo na trzeźwo tego nie dało się znieść!

Co zrobił teraz Kaczyński  z psychiką policjantów wystawionych na ulice, to oceni za niedługo historia!

Kaczyński ześwinił ten zawód nakazując, by te chłopaki walili pałami kobiety!

Ja wiem jedno, że z powodu takiej sytuacji w Polsce, niejedno małżeństwo z policjantem się rozleci, bo oto ich żony, także zostały wystawione na cenzurowanym, iż są żonami oprawców!

Żadna z nich nie wytrzyma z mężem nawalonym po służbie i robiącym w domu awantury, by odreagować!

W sieci powstają grupy wsparcia między żonami policjantów, które opisują życie swoje z mundurowymi właśnie.

Opisują alkoholizm i to, że policjanci są wielką grupą zawodową, w której mężowie zdradzają swoje żony i mają kochanki, a jednocześnie niszczą życie w rodzinie!

Jeszcze w listopadzie Kobiety ponownie wyjdą na ulicę.

Do nich przyłączą się inne grupy zawodowe jak rolnicy, pielęgniarki i tylko czekać, aż na ulicę wytoczy psychopata czołgi, bo Sejm już zaczyna być grodzony!

Skwituję to wierszem Czesława Miłosza!

Który skrzywdziłeś

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

Wierzę, że Trybunał Stanu tych drani rozliczy!

Obraz może zawierać: Andrzej Rodan, tekst „DYKTATURA SZUBRAWCÓW! ANDRZEJ RODAN, człowiek gorszego sortu, pisarz, filozof, historyk, autor 58 książek, w tym czterotomowa "Historia głupoty w Polsce", tako rzecze: rządzą nami chamy, mściwe prymitywy w drogich Pdbs garniturach, przestępcy ułaskawieni, psychopatyczne plebany, obłąkane dewianty, które dorwały się do władzy na plecach wsiowych głupków... ty mały gnojku na drabinie, Co Polska teraz twoim łupem, Chociaż się brzydzę odrobinę, Całujta mnie wszyscy w dupę! Andrzej Rodan”

Polsko moja Polsko – cóżeś Ty za pani, że rządzą Tobą głupcy i tyrani!

Obraz może zawierać: ogień i świeczki, tekst „Światełko Pamięci Dla Tych Którzy Odeszli. Nie gaś, prześlij dalej... ZGRYWNE.PL”

Od marca mamy pandemię!

Przez trzy miesiące siedzieliśmy zamknięci w domach jak jakieś trusie – bardzo zdyscyplinowani!

Potem przyszły wakacje i wybory, a więc ten nierząd rozpuścił towarzystwo, które pojechało na wakacje, bo miało za co – przecież dostali 500+

Przyszła jesień i mamy wzrost zakażeń i tysiące kobiet na ulicach!

Mamy pandemię i w czasie pandemii nie powinniśmy się denerwować, gdyż przez stres zmniejsza nam się odporność naszych organizmów!

Zwłaszcza Seniorzy są mniej odporni i powinni siedzieć w domach dla własnego dobra!

Jednak premierze jak mają siedzieć w domach, kiedy muszą wyjść po zakupy, do apteki, bo nikt im nie pomaga!

Jednak jest tak, że od rana Polacy są katowani przez ten nierząd i nie mamy ani jednego dnia odpoczynku i wytchnienia, bo ten nierząd nie panuje już nad niczym.

Ja bardzo, bardzo przeżywam to wszystko i obserwuję ulice we wszystkich miastach zapełnione kobietami i nie tylko, które nie zgadzają się na rodzenie dzieci nieodwracalnie chorych, które za chwilę umierają!

To jest sadyzm i znęcanie się nad kobietami polskimi w imię jakieś chorej ideologii, chorych na głowę ludzi i kościoła!

Od rana stres więc targa mną, bo w kraju i na świecie szaleje wirus, a w Polsce tysiące kobiet na ulicach, zamiast być w domach przy swoich dzieciach i codziennych, matczynych obowiązkach!

Mokną na deszczu, ale krzyczą – DOŚĆ i ja jako seniorka bardzo im kibicuję i byłam na marszu w moim mieście, bo tylko tyle mogę zrobić!

Muszą walczyć o swoje prawa, ciała, rodzinę i traktowanie ich zgodnie z etyką lekarską, by nie doznawały bólu, cierpienia, niepokoju w tym kraju!

Ten mały tchórz wyprowadził na ulicę Żandarmerię Wojskową, Wojsko i Policję, ale dziewczyny idą grzecznie i nie wzbudzają żadnych niepokojących wybryków, a mimo to są zatrzymywanie i spisywane!

Gargamel się wystraszył i dlatego wystawił takie siły przeciwko kobietom, których już nikt i nic nie zatrzyma!

I oto kolejny stres, kiedy taki „Pinoko” zwany premierem ogłosił dzisiaj, że wszystkie cmentarze jutro, w niedzielę i poniedziałek będą zamknięte z powodu pandemii!

Ludzie jadą przez Polskę na swoje groby, aby pobyć ze swoimi bliskimi, zapalając im znicze i stawiając kwiaty i pocałują kłódki na cmentarzach ochranianych przez służby.

U mnie i nie tylko u mnie, ludzie dziś po południu ruszyli samochodami na cmentarze!

I znowu stres w czasie pandemii, bo miasta się korkowały, gdyż każdy chciał zapalić jednak ten symboliczny znicz i się nad grobem, na szybko pomodlić!

Dla nas Polaków Dzień Wszystkich Świętych jest bardzo ważny i dlatego tak, a nie inaczej zareagowali ludzie!

Moja znajoma mi napisała, że z cmentarza wracała ponad godzinę na odcinku pół kilometra, bo takie powstały korki, a Policja nie dawała rady – czyli horror!

Wystarczyło ogłosić, że cmentarze będą zamknięte tylko 1 listopada, a ludzie by sami sobie wybrali dzień odwiedzania bliskich, ale nie – oni muszą Polaków przydupić i w czasie pandemii i narazić ich na stres, który nas wyniszcza!

Groby moich bliskich są ustrojone na ostatnią chwilę i tu ukłon ku mojemu Mężowi, bo ja bym w tym pośpiechu pogubiła buty!

Na teraz na ulicach wciąż są kobiety i sytuacja jest bardzo dynamiczna i bym chciała, aby kota zostawić w spokoju, a pogonić tchórza Gargamela!

Mam w swoim otoczeniu takich, którzy mnie pytają na co mi te nerwy!

Sugerują, że powinnam może robić swetry na drutach i haftować, zamiast wtryniać się w politykę i tak ją przeżywać.

Ja nie umiem, bo chodzi mi o Polskę, która została zeszmacona, zniewolona, okradziona, opluta i ja się na to nie zgadzam!

Nie chcę być chowana przez księdza, który może być pedofilem, albo ma kobietę i dzieci na boku, a niech mi  zaśpiewają, że kiedy kitę odwalę, to będzie wspaniale.

Może mój stres nie pójdzie na marne i ten kraj odbije się od dna i będzie na nowo się odradzał w coś dumnego, sprawiedliwego, pięknego i będzie się ponownie liczył na arenie międzynarodowej!

Amen – dobrej nocy Rodacy!

 

Obraz może zawierać: kwiat, roślina i na zewnątrz

 

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, kwiat, tabela, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, tłum i noc

 

Bolszewia w Polsce!

Dzisiaj w sobotę ponownie na ulicę wyszli przedsiębiorcy, a ich postulat jest taki:

„Strajk przedsiębiorców. Czego oczekują?
Szczegółowe postulaty Strajku Przedsiębiorców to:

utrzymanie miejsc pracy i powstrzymanie fali obniżek pensji i zwolnień; przelewy odszkodowań dla firm za kwarantannę w sposób automatyczny w oparciu o pliki JPK w kwocie równej spadkowi obrotów w czasie kwarantanny, w celu ratowania miejsc pracy i wysokości wynagrodzeń; dymisja ministra Szumowskiego i premiera Morawieckiego; maksymalna, odpowiednia do skali kryzysu redukcja w administracji publicznej, obniżenia wynagrodzeń do minimalnej krajowej w ministerstwach, agencjach, funduszach skarbu państwa, zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na finansowanie wsparcia dla MSP i obniżki danin – ZUS, podatków i VAT.”

Ludzie otoczeni szwadronami policji i setkami policyjnych wozów musieli się z policja mocować, a tchórz największy w Polsce się po prostu boi ludzi i wystawia przeciw nim siłę, by tę siłę pokazać ludowi!

Oto dziś w Warszawie mieliśmy mały Majdan, bo ludzi poczęstowano gazem łzawiącym i po prostu policja waliła pałami demonstrujących.

Nagminnie ludzie byli spisywani i wsadzani do policyjnych suk jak to bywało za czasów PRL – u!

Wczoraj bodajże wysłuchałam wystąpienia Morawieckiego i poczułam, że oto odmłodniałam, bo to przemówienie było rodem z PRL -u za czasów Gomułki.

Tymczasem ludziom w Polsce zaczyna zaglądać głód w oczy i nie mają żadnej pomocy od państwa, które wg, Morawieckiego jest krajem miodem płynącym!

Policja na ulicach i czytam i słyszę, że chłopaki z tej formacji wieją gdzie pieprz rośnie, bo nie chcą brać udziału w tej kontrabandzie!

Najbardziej jest mi szkoda kobiet tych policjantów, bo one wiedzą w jakiej farsie biorą udział ich mężowie i narzeczeni i wiedzą, że kiedyś te rodziny będą napiętnowane i wytykane palcami!

Nie wszyscy wiedzą, ale przeczytajcie poniższy tekst, bo mnie włosy dęba stanęły, kiedy to przeczytałam.

Bolszewia już jest w Polsce.

Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie współpracuje z pekińskim Uniwersytetem Bezpieczeństwa Publicznego. To uczelnia chińskiej reżimowej bezpieki.Czego polscy policjanci uczą się od chińskiej bezpieki? Jak kłamać w sprawie koronawirusa? Jak wyłapywać “wrogów ludu”? Jak zamykać “gorszy sort” w obozach? – pisze dziennikarz Tomasz Piątek

Policja potwierdza nawiązanie współpracy.

Wyższa Szkoła Policja w Szczytnie współpracuje z uczelnią chińskiej bezpieki. Umowę podpisał wysoki rangą funkcjonariusz chińskiej policji politycznej Fan Jingyu. Dlaczego nasze władze kochają chiński reżim?

Dzień dobry Państwu. Mam  dla państwa bardzo złą i zaskakującą wiadomość. Proszę państwa Wyższa Szkoła Policji w Szczytnie. Polska szkoła policyjna współpracuje z pekińskim uniwersytetem w Bezpieczeństwa Publicznego. Co to jest Uniwersytet Bezpieczeństwa Publicznego? To uczelnia chińskiej bezpieki, czyli policji politycznej. Czego polscy policjanci uczą się od chińskiej bezpieki?

  • Jak torturować wrogów ludu?
  • Jak zamykać wrogów ludu czyli mówiąc bo pisowsku gorszy sort w obozach koncentracyjnych.
  • Jak kłamać w sprawie koronawirusa?

Ten człowiek nazywa się Fan Jingyu. Pan Fan Jingyu podpisał umowę o współpracy z Polską szkołę policyjną, z wyższą szkołą Policji w Szczytnie jako reprezentant strony chińskiej. Kim jest pan Fan Jingyu? Pan Fan Jingyu to szef Uniwersytetu Bezpieczeństwa Publicznego. Wcześniej Pan Fan Jingyu u szkolił funkcjonariuszy chińskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.

Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego odpowiada za inwigilację cenzurę, uwięzienia, tortury i obozy koncentracyjne. Chińska cenzura oraz warunki panujące w chińskich więzieniach i obozach koncentracyjnych, przyczyniły się do rozprzestrzenienia pandemii koronawirusa na całe Chiny i na cały świat.

Ten człowiek proszę państwa to Jarosław Szymczyk komendant polskiej Policji, jej najwyższy dowódca, jeśli można tak powiedzieć. Jej szef komendant policji Jarosław Szymczyk utrzymuje kontakty z Chinami. Udał się z wizytą do Chin był zachwycony gościnnością chińskich kolegów, a polska policja zaczęła wtedy kupować chiński sprzęt.

Więcej na ten temat wie znakomity dziennikarz śledczy Radosław Gruca który zajmował się tą sprawą. Dlaczego nasze władze kochają chiński reżim? Jak daleko, jak głęboko sięga ta współpraca, więcej na ten temat w tej książce, „Duda i jego tajemnice”.

Książka ta ujawnia udokumentowane fakty na temat nieznanych związków i powiązań Andrzeja Dudy. Mówi o sprawach takich jak wsparcie Andrzeja Dudy dla chińskiego biznesu, szkodliwe dla polskiego biznesu i dla gospodarki Unii Europejskiej. Mówi o bliskich politycznych a nawet rodzinnych w związkach Andrzeja Dudy chińskim reżimem.

Proszę państwa nie łudźmy się, że to zło które widzimy w naszym kraju i które pokazuje nam polskie czasem bardzo polskie nieładnie polskie oblicze, jest tylko polskie. Bez wsparcia wielkich tyranów z zagranicy, nasi lokalni tyrankowie nie byliby tak pewni siebie. Kto wie czy nie zobaczymy już niedługo, a może już widzimy pierwsze efekty wymiany szkolnej naukowej między uczelnią polskiej Policji a uczelnią chińskiej bezpieki być może widzimy już je na ulicach, albo niedługo je zobaczymy.

Apeluję do polskich policjantów Nie dajcie się uczyć chińskim bezpieczniakom. Jesteście naszymi braćmi i siostrami jesteście Polakami, musicie być solidarni z nami i ze wszystkimi ludźmi, którzy starają się czynić dobro na całym świecie, także z tymi chińskimi więźniami którzy cierpią w obozach koncentracyjnych.

Obyśmy nigdy znowu na naszej ziemi nie ujrzeli obozów koncentracyjnych, ani też ośrodków internowania które niektórzy z nas jeszcze dobrze pamiętają. Dziękuję bardzo.

https://gazetaplus.pl/czego-polscy-policjanci-ucza-sie-od-chinskiej-bezpieki-czyli-tzw-policji-politycznej-zaskakujace-powiazania-andrzeja-dudy-z-chinskim-rezimem/13923/

Strajk w stolicy zablokowany. Senator KO powalony na ziemię, policja użyła gazu

Przekleństwo Niebieskiej Teczki!

Na początku spytam, bo czy ja przegapiłam rekonstukcję rządu, że Ministrem Edukacji już nie jest Zalewska, a stała się nią jęcząca Beata Szydło?

Na swoim Facebooku napisałam:

„Mam nadzieję, że ten strajk nauczycieli przyczyni się do tego, że młodzież uprawniona do głosowania pójdzie do urn.
Taka lekcja!”.

Dziś rozpoczął się pierwszy dzień strajku nauczycieli i ma być bezterminowy.

Dlaczego nauczyciele strajkują?

Ano dlatego, bo walczą o swoje, godne życie, a jeśli teraz nic nie wywalczą, to już nigdy!

Oni mają swoje życie, swoje kredyty, rodziny  i rachunki do opłaty – jakby ktoś zapomniał.

Pamiętam doskonale jak Beata Szydło w kampanii wyborczej wymachiwała niebieską teczką, że kasy starczy dla wszystkich i na wszystko i wystarczy nie kraść!

Ta teczka oto staje się przekleństwem dla PiS, bo ludzie pamiętają zapewnienia tego nierządu i zaczynają się dopominać o swoje i nie ma, co się im dziwić.

Oni się boją, że jeśli dadzą tysiaka nauczycielom, to upomną się o swoje lekarze, kolejarze, lekarze, pielęgniarki i pracownicy administracyjni sądów oraz sprzątaczki!

Powstaje nowa śwadomość u młodych ludzi i chętnie popierają postulaty swoich nauczycieli i chwała młodym.

Oto wkracza nowy elektorat, bardziej świadomy, a to przeloży się na wybory i chcę w to wierzyć bardzo mocno.

Może uda im się przekonać swoich rodziców i dziadków, aby zagłosowali przeciwko kłamstwom PiS  i wybrali inaczej!

Im strajk będzie dłuższy, to tych młodych, świadomych pójdzie do urn więcej i zagłosują przeciwko arogancji tego nierządu, bo zdali sobie sprawę z tego, że ich nauczyciele uczą za głodowe stawki.

Kaczyński chętnie dofianasuje krowy i świnie i jak świnie traktuje nauczycieli, którzy uczą polskie dzieci i dają z siebie więcej jak 100% normy.

Dawid Posiadło, to jest młody człowiek, na którego wysyłałam sms-y, kiedy wystąpił w X Faktor, bo od początku zauważyłam w nim  mądrego i utalentowanego człowieka.

Przez parę lat wybił się w świecie artystycznym i tworzy bardzo dobre piosenki, których chętnie słucham jako seniorka.

Dostrzegłam w nim wszystko, co najlepsze i się nie pomyliłam.

Nie jest celebrytą, a  zdolnym artystą i dziś na swoim Facebooku zostawił taki wpis:

Dawid jesteś wielki i rozumiesz przysłowie, że jeśli się komuś chce dokopać, to się mówi – obyś cudze dzieci uczył!

nagłówek-dawid-podsiadło.jpg

PODSIADŁO PO STRONIE STRAJKU. „WSPIERAM NAUCZYCIELI CAŁYM SERCEM”

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaawkwoswsss.png

W sieci właśnie znalazłam taki tekst pisany dzisiaj.

https://www.calareszta.pl/obys-cudze-dzieci-uczyl/

Tekst jest długi dość, ale może ktoś przez niego przebrnie.

 

Nauczyciele w Polsce strajkują. A to przecież roszczeniowe, leniwe darmozjady bez powołania, które sobie dzieci wzięły za zakładników, dwa miesiące wakacji, 18 godzin w tygodniu, żyć nie umierać! Nic im się nie należy! Obyś cudze dzieci uczył, specjalisto od edukacji i związków zawodowych. 

Bleee. Nauczyciele, jak każda inna grupa społeczna czy zawodowa, bywają różni. Każdy z nas pamięta tych, którzy byli cudowni, inspirujący, motywujący, pozostawili na nas swój ślad i będziemy ich wspominać do końca swoich dni. Byli też tacy, z których się śmialiśmy, którzy sami nie potrafili rozwiązać zadania, które rozpisali na tablicy, ani zdania po polsku sklecić. Byli też i tacy, których się baliśmy. To oni często pierwsi wiedzieli o naszych szkolnych sympatiach, to oni znali nasze ksywki i wiedzieli, z kim chcemy siedzieć w ławce. Znali nasze słabsze strony, podkreślali atuty, wciągając nas w prowadzenie akademii dla całej szkoły. To oni łapali nas na pierwszej fajce, podawali ściągi na maturze, trzymali kciuki na olimpiadach. Uczyli nas grać w siatkę, uczyli nas o Holocauście, o stolicy Wielkiej Brytanii i rozmnażania. To z nimi spędziliśmy przynajmniej 13 lat swojego życia.

Polska szkoła jest chora, bo chory jest system, chora jest polityka, w której nikt od wielu lat nie dba o dobro obywatela, a bardziej o dopchanie się do koryta, rozdrapywanie starych ran i udowodnienie czyja to jest wina, że w Polsce AD 2019 jest teraz źle. Bardziej dba się o głos wyborczy i agitację, niż o zrealizowanie wyborczych postulatów. Polska szkoła nie jest dla ucznia i dla rodzica, a od lat nie jest też przyjemnym miejscem pracy dla pracowników oświaty. Notoryczne zmiany programu, ciągłe reformy edukacji, z których jedna gorsza od drugiej, TRAGICZNIE niskie zarobki, uwłaczające godności traktowanie przez rodziców, a co za tym idzie, również uczniów, obcinanie etatów, ciągła konieczność podnoszenia kwalifikacji kosztem własnych pieniędzy i czasu. Wymieniać dalej?

Jako córka nauczycieli i wnuczka dyrektorki szkoły wiem, jak ta praca wygląda od środka. Nauczyciele żyją problemami dzieci, zapamiętują niektórych przez całe życie. Ta praca nigdy się nie kończy, bo szkoła to skomplikowana społeczność, w której w każdy dzień coś ważnego się dzieje. Przecież dziecko poza domem i szkołą nie ma nic innego. Praca nauczyciela to ogromna presja i stres, to odpowiedzialność. Ale poza nią to masa papierkowej roboty. To sprawdziany, to klasówki, to egzaminy, to studniówki, to bale, to wywiadówki, to akademie, to konkursy. To wszystko samo się nie robi. Znam nauczycieli, którzy sami malują sobie klasę, żeby na 1 września było kolorowo. Robią po nocach dekoracje. Szyją kostiumy na apel. Płacą za wycieczkę uczniowi z ubogiej rodziny. Wożą uczniów prywatnym samochodem na olimpiadę. Odwiedzają w domu, kiedy dziecko złamie nogę. Tej pracy nie da się skończyć o 14 i olać do dnia następnego. Nie w czasach, w których żyjemy. Tylko dlaczego nauczycieli ciągle się dyskryminuje i olewa ich żądania?

Jestem całym sercem za nauczycielami i jestem oburzona komentarzami w sieci na temat strajku.

Chyba najbardziej popularny to ten, że nauczyciele wzięli sobie dzieci za zakładników, strajkują w nieodpowiednim czasie, są nieodpowiedzialni, pozostawiają rodziców na lodzie. Nie wiem za bardzo, kiedy mieliby strajkować, jeśli nie w czasie, kiedy ich głos ma szansę zostać usłyszany i kiedy społeczeństwo zauważy, co by było, gdyby nie było nauczycieli, zajmujących się naszymi dziećmi, kiedy my idziemy do pracy? To się wydarzy kosztem dzieci, kiedy większość myślących nauczycieli odejdzie do lepiej płatnych zawodów, bo w tym momencie za ladą w sklepie można zarobić więcej, nie mówiąc już o pracy w korporacji w większym mieście. Po co ktoś wszechstronnie wykształcony miałby się męczyć za grosze w szkole, kiedy może pójść do lepiej płatnej pracy, w której możliwe, że czeka go awans, dodatkowe szkolenia, pakiet dodatkowy, rozwój, roczny bonus, może ciekawe delegacje? Nauczyciel może sobie ewentualnie pojechać piętnasty raz obejrzeć Panoramę Racławicką z bandą dwunastolatków, którzy malowidło mają w nosie, za to nie mogą się już doczekać obiecanej wycieczki w McDonald’s.

Nauczycielom zarzuca się wyrachowanie. Chcą tylko kasy, a przecież ten zawód do powołanie. Dla większości nauczycieli jest to powołanie, bo przecież chyba żaden z 600 tysięcy nauczycieli w Polsce nie jest w stanie przyznać, że robi to dla pieniędzy. Jest to jednak zawód, jak każdy inny. Wielu nauczycieli marzy o większej ilości godzin, ale ich zwyczajnie nie ma. Nauczyciele w wielu szkołach biją się o awans, niestety brakuje im godzin. To jest pasja, która musi jednak pozwalać na godne życie. Gdyby nauczycieli bardziej się szanowało i za ich wysiłek odpowiednio wynagradzano, możliwe, że większości chciałoby się bardziej mobilizować dzieci do nauki, do czytania, do sportu. Za głodową pensję niektórzy dają tyle, za ile jest im płacone – minimum. I nie ma się im co dziwić. Przecież mają swoje rodziny, którym muszą zapewnić byt.

Wiele komentarzy dotyczy tego, że nauczyciele mają ciepłe posadki. Żebyś cudze dzieci uczył! To nie są czasy, kiedy nauczyciel może dać pałę i wyrzucić ucznia z lekcji. Mamy czasy, w których w każdej klasie są dzieci bez żadnego szacunku dla dorosłych, z rodzin, w których nie poświęca się dzieciom czasu, a rodzice mają nadzieję, że szkoła odbębni za nich konieczność wychowania dziecka, w domu mówi się o nauczycielach, że są głupimi darmozjadami. Dzieci są bezczelne, kłamią, szydzą, a pierwsze spotkanie z rodzicami od razu rozwiewa wątpliwości skąd taka postawa dziecka się wzięła. Jako rodzice tracimy często siły, cierpliwość i energię użerając się z własnymi dziećmi. Oddychamy często z ulgą zawożąc dzieci do placówki w poniedziałek rano. Zgadnij, kto wtedy bierze na siebie ciężar temperowania Twojego dziecka? Bingo. Nauczyciel. Nie ma jednak władzy takiej jak rodzic. Nie zabierze iPada, nie zablokuje hasła do wi-fi, nie schowa smartfona, nie da szlabanu na telewizję i wyjścia z kolegami, nie kupi nowych najków. Nie ma nic. Może jedynie mieć nadzieję, że uczeń ZECHCE uczestniczyć w zajęciach. Tylko tyle. A potem do szkoły wpadają rodzice i oprócz pretensji nie mają nic więcej do powiedzenia. Bo dziecko nie umie, bo nie rozumie, bo potrzeba korepetycji, bo ma pałę. Trzeba by chyba być cudotwórcą, aby 35 uczniów, na 45 minutowej lekcji, załapało tabliczkę mnożenia. Nauka to proces, w którym praca w domu odgrywa bardzo ważną rolę. A tymczasem coraz częściej rodzice PRZECHWALAJĄ się tym, że nie mają pojęcia, co dziecko robi w szkole. Aha. No tak.

Pozdrawiam też rodziców, którzy prowadzą do przedszkola dzieci chore, po czym nie odbierają sześciu kolejnych połączeń z przedszkola, zostawiają dzieci w żłobku na 10 godzin dziennie. Ci, którzy się nimi opiekują, podcierają im zielone gluty i dają się opluwać karmioną właśnie zupką to darmozjady! Oczywiście.

Nauczyciele mają za długie wakacje. Owszem, mają. Podejrzewam, że większość skróciłaby wakacje czy ferie na korzyść większej wypłaty. Nauczyciel nie może sobie wziąć dnia na żądanie. Nie może pojechać na wakacje poza sezonem, kiedy jest taniej. Nie może osiąść na laurach, musi się gimnastykować, aby jego lekcje były ciekawe, zajmujące, a sam miał dobry kontakt z uczniami. Musi poprawiać klasówki, podczas gdy inni mogą w tym czasie oglądać serial. Kiedy wszyscy cieszą się z długich ciepłych czerwcowych wieczorów, nauczyciel musi wypełniać świadectwa. Nikt go nie pyta o to, czy ma ochotę chodzić we wtorki na salsę, bo we wtorki musi mieć wywiadówki i prowadzić wojenki z rodzicami, zapatrzonymi w swojego bąbelka, który w szkole jednak jest wrednym bachorem. Jak nie wywiadówki, to jeszcze ciągnące się godzinami rady pedagogiczne. Nie ma możliwości pracy z domu. Musi ślęczeć nad internetowym dziennikiem. Musi jeździć na wycieczki, gdzie ma oczy wkoło głowy, opiekując się całą klasą nie swoich dzieci. A w wolnych chwilach musi pisać scenariusz akademii, bo cała szkoła patrzy. I znaleźć czas i uśmiech dla każdego.

Nauczyciel, to zaraz po rodzicu osoba najważniejsza w życiu dziecka, a potem nastolatka.
Nauczyciel to ten, kto zmobilizował ucznia do podejścia jednak do matury, która potem otworzyła mu drogę na studia.
Nauczyciel to ten, który zaszczepił miłość do historii.
To ciocia, która bierze na kolana płaczącego malucha w przedszkolu.
To Pani, która podciera pupę dziecku w żłobku.
Nauczyciel to ten wychowawca, którego pamięta się całe życie.

I jeśli chcemy, aby Ci najlepsi nadal zapisywali się w sercach i umysłach naszych dzieci, mobilizowali do zdobywania wiedzy, pokonywania swoich trudności, podkręcali ambicję, pocieszali i stawiali do pionu – bądźmy z nimi. Jeśli chcemy lepszej Polski musimy inwestować w kadrę, która nam, coraz bardziej zajętym rodzicom pomoże w wychowaniu kolejnych pokoleń Polaków.

Nauczycielom należy się godziwa pensja i szacunek społeczeństwa. Niech rząd zrozumie, że skoro ma pieniądze dla rolników, emerytów, 500+, rocznic smoleńskich, a ostatnio nawet świń, to niech ma je również dla tej ważnej grupy społecznej. Bo im się to zwyczajnie należy. I naszym dzieciom również.

https://www.calareszta.pl/obys-cudze-dzieci-uczyl/

Popieram Protest Nauczycieli w XXI wieku!

Znalezione obrazy dla zapytania szkoła w prl

Na wstępie życzę wszystkim Nauczycielom samych sukcesów i satysfakcji z pracy z naprawdę niełatwą młodzieżą i w niełatwych czasach.

No właśnie! Jaka była szkoła kiedy to ja i moi rówieśnicy przekraczaliśmy progi szkoły po raz pierwszy, w czasach PRL-u.

Byliśmy przede wszystkim ogromnie, chyba wystraszeni, bo nie byliśmy pokoleniem telewizyjnym, ani komputerowym, ale po prostu musieliśmy opuścić nasze podwórka, trzepaki i z miną z lekka wystraszoną nie wiedzieliśmy, co nas czeka. 

Teraz dzieci wydaje mi się są bardziej świadome, że szkoła nie jest taka straszna.

Mama nigdy mnie nie posłała do przedszkola, a więc nie miałam kontaktu ani z rówieśnikami, ani z nową Panią, która by coś do mnie mówiła i czegoś ode mnie wymagała.

Było mi ciężko zaakceptować kogoś nowego i wymagającego.

Zniosłam to z dumą i podporządkowałam się nowej Pani z respektem.

Pamiętam, gdy przeszłam z powodu przeprowadzki do nowej szkoły, w innym mieście – moje pierwsze dyktando napisałam na dwóję, gdyż nawet kura było przez „ó”, a pozostałe wyrazy – lepiej nie wspominać.

Moje dyktando, to moja wielka porażka i teraz nie wiem, czy to był stres, czy różnica w nauczaniu w różnych szkołach!

Tak mi się ta sytuacja dzisiaj przypomniała i wspominam ją  z rozrzewnieniem. 

W szkole podstawowej miałam świetnych nauczycieli, takich z wielkim sercem dla ucznia.

Bardziej pamiętam nauczycieli ze szkoły podstawowej, niż z późniejszej mojej edukacji.

Nie wiedzieć czemu, ale pozostali Oni we mnie na zawsze i zapisali się w mojej pamięci przez duże „N”.

Pani od języka polskiego, biegająca po klasie, energiczna, starająca się z całej mocy, aby wiadomości przekazywane, dotarły do wszystkich tak, aby w domu już nie trzeba było niczego się uczyć, co najwyżej przeczytać lekturę i napisać wypracowanie – już nie żyje, moja ukochana Pani Jarek!

Pani od geografii – wysoka, groźna z wielkim kokiem na głowie. Pamiętam wskaźnik w jej ręku, wskazująca na mapie miasta i kraje.

Za jej przyczyną zdałam wstępny egzamin do szkoły średniej na 5. Nie wiem gdzie się podziała moja Pani od geografii 🙂

Pani od matematyki – Grejć. Oj Ona to się miała ze mną, bo ja tej matematyki nie lubiłam i nigdy nie miałam analitycznych zdolności.

Kiedyś wywołała mnie do odpowiedzi i pamiętam, że mi rzekła, że dzwonią w jakimś kościele, ale nie wiadomo w jakim – siadaj i się ucz!

Bałam się jej i zupełnie nie rozumiałam wkładanego przez nią przedmiotu.

Myślałam, że zawalę egzaminy z matematyki do szkoły średniej, ale ktoś mi udzielił kilka lekcji prywatnie i Eureka – zdałam na piątkę, a więc Pani Grejć do mnie nie trafiała – zdarza się, że nauczyciel nie trafi na pojętnego ucznia i odwrotnie. 🙂

Pani od matematyki mieszka obecnie w moim bloku i nadal mam wielki respekt przed nią ha ha 😀

Pan od wuefu – to mój ukochany nauczyciel – Cecerski, chyba Zbigniew.

Uwielbiałam ćwiczyć, gonić za piłką na boisku, grać nawet z chłopcami w nogę.

Byłam niezła w skoku w dal i w  zwyż i nigdy nie miałam pretensji do nauczyciela o to, że wymagał od nas za dużo.

Gdzieś mam pochowane dyplomy z olimpiad międzyszkolnych i wspominam najmilej mojego Pana wuefistę.

Dawno go nie widziałam i mam nadzieję, że ma się świetnie 🙂

O, a Pan od śpiewu to lubił przytulać się do dziewczynek.

Kiedy uczył taktów, to przytulał się bardzo blisko.

Chyba dziś by miał kłopoty, ale wówczas tylko szeptałyśmy z dziewczynami po kątach, trochę zniesmaczone.

Jednak muzykiem był wyśmienitym, nasz opiekun chóru i zespołu „Stokrotki” – Pan Nyderek, którego nigdy więcej po ukończeniu szkoły, nie widziałam.

Pani Michaluk, od historii, którą chłopcy nazywali śmieszna i kiedyś wsypali jej do dziennika proszek łzawiący.

Klasa ryła ze śmiechu, a Pani musiała przerwać lekcję.

Kochałam się w jej synku Adasiu.

Rzucaliśmy sobie miłosne liściki na lekcjach, do momentu, kiedy Adaś zakochał się w Joli. Kurcze, jaka ja byłam wtedy nieszczęśliwa 😀

Długo by wspominać i teraz po tylu latach mogę stwierdzić, że lata szkoły podstawowej, to były cudne lata, mimo, że szkoła moja nie miała sali gimnastycznej i nie miała wielu innych rzeczy, ale miała duszę oraz klimat stworzony przez Dyrektora Zygfryda Gizińskiego – kochanego człowieka o gołębim sercu już ś.p.

Tak wspomnam swoją edukację w czasach słusznie minonych i żadnej traumy nie przeżyłam, bo było po prostu normalnie i nikt nauczycielom nie podskakiwał.

Uczyli nas dobrzy nauczyciele, którzy swoją profesję traktowali jak służbę wobec nas.

Oczywiście nie mieliśmy pojęcia ile zarabiają nasi nauczyciele i przez co przechodzili w swoich rodzinach, a często nie było zbyt ciekawie.

Tajemnicą było wszystko, a w niejednym domu odbywała się przemoc, zdrada, opuszczene, finansowe kłopoty, a mimo to,  przychodzili do szkoły i nas edukowali.

W kwietniu nauczyciele w Polsce przystępują do generalnego strajku i na swojej drodze spotykają się z potępieniem, a ja ich popieram i niech walczą z tym bezdusznym systemem o prawo do godnego życia.

Dość wyzysku, kiedy przeciętny ministr dostaje strasznie wysokie premie tylko za to, że leje wazelinę w kierunku urwisa Kaczyńskiego.

Popieram strajk!

Poniżej wkleiłam może długi wpis – byłego nauczyciela, który opisał – jak jest!

Obraz może zawierać: tekst

Daniel Kurman

Mija właśnie 3 lata od momentu, gdy dostałem listem poleconym wypowiedzenie z pracy w szkole. To nie była praca pod tytułem: „mieszkam u rodziców i mam cały hajs na imprezy, i gry na plejstejszyn, więc wyjebane”. Była to raczej praca typu: „mam dwójkę dzieci, kredyt hipoteczny, więc pozwolę się upodlić, bo nie chcę tłumaczyć dwulatce, że tata jest przegrywem i kinderków dzisiaj nie będzie”. Raczkowałem wtedy w fotografii i nie miałem za bardzo pomysłu, co mógłbym robić innego poza pracą dydaktyczną. Ale po otworzeniu koperty zamiast się przejąć, poczułem jakąś niewytłumaczalną radość i wolność. Bo to oznaczało, że kończy się moja przydługa przygoda z nauczycielstwem.
Czemu wolność? Bo po raz pierwszy od 8 lat mogłem spokojnie pójść kupić gacie do sklepu (nie narażając się na spotkanie z moimi uczniami zdziwionymi, że kupuję gacie), bo mogłem napisać „dupa” na Fejsie albo napić się w spokoju piwa w knajpie ze znajomymi. Słowem: przestać żyć jak pieprzony chodzący przykład i rycerz bez skazy (i nocnej zmazy). 

Teraz po prawie 3 latach w korporacji, po nabraniu dystansu i spojrzeniu z innej perspektywy, mogę opowiedzieć co nieco o tym, jak wygląda świat po drugiej stronie szkolnych drzwi. A jak się komuś dalej nie chce czytać, to wersja tl;dr – praca nauczyciela to nie plaża w Miami i koktajle z palemką…

1. Kasa

W pierwszym roku pracy zarabiałem 901 zł brutto. Słownie: dziewięćset jeden złotych. To było jakieś 560 zł na rękę, oszczędzę wam matematyki. To nie błąd. Miałem 27 godzin dydaktycznych, czyli półtora etatu, więc wyciągałem jakieś 800 zł miesięcznie. Za pracę w jednym z lepszych liceów w okolicy, za przygotowywanie trzecioklasistów do matur, sprawdzanie próbnych egzaminów, udział w komisji na samym egzaminie, pilnowanie dorosłych ludzi na korytarzach, żeby sobie krzywdy nie zrobili itd. Fakt, byłem ledwo po koledżu nauczycielskim. Rok później zdałem licencjat, wskoczyłem na stopień nauczyciela kontraktowego i zarobki poszybowały w górę, do astronomicznej kwoty jakiegoś 1200 zł na rękę. W ostatnim roku pracy, już z magistrem ale wciąż na tym samym stopniu awansu zawodowego, zarabiałem niewyobrażalne 1700 zł. Po 8 latach pracy. Dla porównania: w korpo startowałem z pułapu osoby z zerowym doświadczeniem i bez kierunkowego wykształcenia z zarobkami na poziomie nauczyciela dyplomowanego – czyli takiego z najwyższym stopniem awansu. Podsumowując: najstarszy stopniem, najbardziej doświadczony pracownik w szkole, nawet po 30 latach pracy, zarabia tyle, co junior w korpo, bez większej odpowiedzialności, bo i tak wszyscy wiedzą, że on nic jeszcze nie umie.

2. Czas pracy

18 godzin przy tablicy to etat. Nie będę tu kadził o godzinach karcianych, radach pedagogicznych, zebraniach z rodzicami, przygotowaniu imprez, przygotowywaniu i sprawdzaniu kartkówek, sprawach wychowawczych itd. Opowiem o czymś ciekawszym. W szkole nie ma ewidencji czasu pracy. Ktoś mógłby pomyśleć, że to fajnie, bo robię 4 lekcje danego dnia i dzida na chatę. Ale niestety, działa to w drugą stronę, bo godziny dydaktyczne to stricte praca z uczniem, podczas której nie zrobisz nic z tego, co wymieniłem wyżej. A ile czasu na to poświęciłeś? 40h? Good for you. 50? Nobody cares. Kasa ta sama, a życia jakby mniej. Rodzi to też taką przedziwną sytuację, że nie wiesz, czy powinieneś wyjść z pracy, czy jeszcze zostać, czy to jest w dobrym tonie itp. Raz jedna pani wice się uzewnętrzniła, że „to nie biuro, stąd się nie wychodzi o 15.00”. No i posiedziałbyś w domu, ale nie. Grzejesz krzesło w nauczycielskim, bo tak wypada.

3. (De)motywacja

W szkole nie istnieje system motywowania pracownika. Wyobrażasz sobie, że latami solidnie pracujesz i nic z tego nie masz? Tam cię poklepią okazyjnie po ramieniu, dostaniesz jakiś kubek, inny dyplom i to tyle. Jest tzw. dodatek motywacyjny, nazywany częściej demotywacyjnym, czyli jakieś 10% do pensji. W praktyce nie ma kasy, więc to jest raczej jakieś 5-7%. Szkoły przyznawania dodatków są dwie. Albo dostają je ciągle te same osoby (bo zawsze robią jasełka czy inne przedstawienia), albo dyrektor rozdziela pulę pośród całej kadry. U nas stosowana była ta pierwsza szkoła. Raz dostałem, nawet nie zauważyłem. Zresztą motywować pracowników nie trzeba i dyrektor doskonale o tym wiem. Po co? Bo odejdą do innej szkoły? Za takie same pieniądze? Bez sensu. A jak się ktoś zwolni, to zawsze znajdzie się ktoś inny. Jakość nauczania nikogo. Liczy się obłożony etat. Najbardziej motywujące co mnie spotkało w szkole to powtarzane przez dyrektorkę słowa, że „inni mają gorzej” i żeby „cieszyć się, że mamy pracę, bo nie wszyscy mają”. Mistrz motywacji, nie ma co…

4. Szefostwo

Mieliście kiedyś szefa-idiotę? Jeśli nie, to zazdroszczę. Jeśli tak, to wiecie, że można zmienić pracę albo przeczekać, aż zrobi to szef. W przypadku szkoły pierwsze rozwiązanie jest bez sensu (patrz punkt 3.), a drugie nie występuje, bo… w szkole szef-idiota jest zawsze. Nazywa się minister edukacji. I po jednym idiocie przychodzi następny z jeszcze lepszymi doradcami i pomysłami. A dyrektorzy, chcąc nie chcąc, muszą wcielać te pomysły w życie, bo inaczej przyjdzie <złowroga muzyka>KURATORIUM i nie będzie NICZEGO<koniec złowrogiej muzyki>. Kuratorium to taki niewidzialny pomocnik szefa-idioty. Pojawia się raz na 100 lat, a na sam dźwięk tego słowa nauczyciele zaczynają wypełniać segregatory papierami, dyrektorzy pieluchy kupą, a kadra administracyjno-sprzątająca – przyodziana w świeże fartuszki- korytarze czerwonymi dywanami. Całemu procederowi wtórują celujące uczennice biegające wokół i posypujące dywany płatkami róż. Celujące, bo szóstkowe, a nie że celujące w coś… Chyba że tymi płatkami w dywany i w kolejne oceny celujące. Tak czy inaczej nie wiem, nie byłem, ale założę się, że te fartuszki i róże mają specjalną półkę z napisem „na wizytację KURATORIUM”.

5. Awans

Jest coś takiego jak stopnie awansu zawodowego, ale nie ma to nic wspólnego ze sprawdzonym na rynku pracy klasycznym promowaniem pracownika. W normalnym świecie pracujesz dobrze – awansujesz, jesteś do dupy – wywalają cię z roboty. Może nie zawsze dokładnie tak to działa, ale koncept jest ogólnie dobry i się sprawdza. W szkole? Zbierasz papierki przez 3 lata, po czym siadasz przed komisją, która zadaje Ci jakieś teoretyczne pytania z dziedziny pedagogiki, metodyki i prawa oświatowego. Sami mają w dupie to, o co pytają, bo i tak na koniec dostaniesz papier i uścisk dłoni starosty czy tam innej grubego kotleta. Żeby państwo za dużo na nauczycieli nie wydało, między jednym awansem a drugim trzeba odczekać 3 lata. Czyli przez 3 lata nie masz żadnej motywacji. Zrobisz najwyższy stopień – koniec. Twoje zarobki na wieczność stanęły w miejscu. Moja przygoda skończyła się na kontraktowym – drugim stopniu (a w zasadzie pierwszym, bo „stażystą” się jest w pierwszym roku pracy z automatu). W tydzień po zdanym egzaminie ktoś w urzędzie jorgnął się, że złożyłem podanie o rozpoczęcie awansu o rok za wcześnie. Kazali mi powtarzać (3 lata). Dałem sobie spokój. Propozycję pani dyrektor pozwolę sobie przemilczeć.

6. Rodzice

Ogólnie jest okej. Pod warunkiem, że nie jesteś wychowawcą. Na szczęście nigdy nie miałem tej wątpliwej przyjemności, znam temat z opowiadań kolegów i koleżanek z pracy. Wierzę jednak, że odbieranie służbowych telefonów o 22.00 w niedzielę to nic przyjemnego. Miałem natomiast kilka nieprzyjemnych sytuacji. Syn byłej nauczycielki pracującej w KURATORIUM. Leń i cwaniak. Poskarżył się, że anglista się na niego uwziął. W dużym skrócie: sprawa trafiła od razu do dyrekcji, musiałem się tłumaczyć. Inna mama, zaskoczona, że córka otrzymała ode mnie ocenę naganną z zachowania pod koniec 3. klasy (przez 3 lata jej na oczy nie widziałem), przyszła i obwieściła, że ona tak tego nie zostawi. Musiałem się tłumaczyć. Tata trzecioklasistki przyszedł z fochem, bo córka dostała „za nic” dwie jedynki. Zmiękła mu rura dopiero, jak obejrzał pusty zeszyt ćwiczeń swojej pociechy. Dodam, że była końcówka roku szkolnego. Inną razą pewien patologiczny uczeń zaczął mi kurwować i wyjechał do mnie na ty. Wyszedłem z nim na korytarz i powiedziałem kilka mocniejszych słów. Musiałem się tłumaczyć. Historia ostatnia nie moja, a koleżanki po fachu. Wygoniła ucznia z klasy za złe zachowanie, przyszła mama, narobiła szumu, nauczycielka musiała przeprosić ucznia w obecności mamy i wicedyrektorki. Ja mógłbym napisać na ten temat książkę. Moje koleżanki po kilku wychowawstwach zawstydziłyby publikacjami George’a RR Martina.

7. Czas wolny.

Ferie, wakacje, każdy weekend, święta. Po raz kolejny nie będę się tu rozpisywał, bo w temacie zostało powiedziane już wiele. Powiem tylko tyle: Przez 2,5 roku pracy w korpo nie odczuwałem potrzeby dłuższego urlopu niż 2 tygodnie. Nawet pod koniec miałem ochotę, by już się skończył. Zmęczenia w czerwcu, będąc nauczycielem, nie potrafię opisać. Gdybym musiał słuchać choć kilka dni dłużej „szpana, mogę poprawić”, zacząłbym mordować. Te półtora miesiąca na odmóżdżenie to i tak mało.

8. Oceny.

Generalnie nikt nie wpieprza się w twój system oceniania. Oczywiście jest jakiś warunek. A warunek jest taki, że nikt się nie wpieprza, dopóki nie postawisz szmaty na koniec roku. Wtedy wice męczy ci bułę, że może lepiej przepuścić, bo a po co spadochroniarza mieć, a bo to będzie następną klasę rozwalał itp. itd. Ot, gimnazjum. Stan umysłu. Uwalisz, to tylko sobie roboty narobisz, bo egzamin komisyjny trzeba przygotować. No i koledzy wkurwieni, bo ktoś w komisji musi siedzieć.

9. Absurdy.

W szkole generalnie jest jak w filmie Barei. Szef-idiota wyskakuje z jakimś pomysłem, a ty realizujesz. Wiesz, że temat z góry jest daremny i za chwilę go nie będzie, ale musisz. Coś jak wspinaczka po ulicy, czy budowa Borsuka Trojańskiego. Odrywasz się od najważniejszego, czyli tego, czego społeczeństwo oczekuje od ciebie – uczenia. A ci z góry tylko dopierdalają papierami, uznając że czas i cierpliwość nauczycieli jest z gumy.
Pamiętam, jak jednego roku dowiedzieliśmy się, że od tej pory dysfunkcyjnego ucznia nie będzie opisywał tylko wychowawca, a każdy przedmiotowiec, na 4 arkuszach A4. Potem wychowawca będzie to zbierał i robił podsumowanie. I gdzieś wysyłał. Pewnie do KURATORIUM. Wychowawcy lepszych klas, mieli luz, ale ci co mieli zbieraninę dysfunkcyjnych, kolekcjonowali te papierki (4 kartki x 20 uczniów x 12 przedmiotówców), opisywali, wysyłali gdzie trzeba, a potem ubierali kaftanik z przydługimi rękawami i szli na spacerniak. Innym razem wice kazała być punktualnie równo z dzwonkiem na dyżurze przy stołówce (bo tam była generalnie największa rozpierducha). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że uczniów z lekcji przed dzwonkiem wypuścić nie można. A przebycie drogi jednak – fizyka jest tu nieugięta – coś czasu zajmuje. Ostatecznie umówiliśmy się, że będziemy się teleportować.
Przy stołówce zresztą pani wice lubiła dyżurować razem z nauczycielem dyżurującym, by kontrolować, czy uczniowie bez kart obiadowych na obiad nie wchodzą. Ale ci potrafili ją przekonać, że kartę zjadł im udomowiony krokodyl nilowy i pozwalała im wejść, mówiąc: „Panie Danielu, ten ostatni raz”, robiąc ze mnie kompletnego idiotę, bo chwilę wcześniej, zgodnie z jej dyrektywą, ich nie wpuściłem.
W naszej szkole nie można było brać kawy na lekcję, bo jak to tak, uczeń nie może pić, a nauczyciel robi sobie z lekcji przerwę na kawę? Żeby coś skserować, trzeba było iść do pani woźnej, pobrać klucz, podpisać się, pójść na 2. piętro, dokonać faktycznego kserowania, wrócić, zdać klucz, podpisać się. Wolałem przynieść prywatną drukarkę. Bo – niewiarygodne, ale – czasem wyskoczyło coś nieoczekiwanego i trzeba było skserować coś na miejscu. Tu też można by napisać dwie powieści. Ale nie o to…

Tym, którzy dotarli do tego momentu, chcę podziękować. Nie łudzę się, że trafię do połowy społeczeństwa, ale jeśli choć kilka osób się zastanowi, to było warto. A ty, serio, chciałbyś pracować jako nauczyciel? Ja wolałbym, cytując klasyka, „wypierdalać do Niemiec na ogórki”.

I jeszcze słowo do byłych kolegów po fachu. Te agresywne głosy społeczeństwa, hejt wszechobecny w sieci, to głównie od ludzi, którzy nie mieli ze szkołą po drodze. To głos frustratów, którzy za swoje niepowodzenia obwiniają innych. Dla nich każdy, kto ma lepiej, to złodziej i w ogóle „skond on wzioł na to piniondze”. Trzymam za was kciuki, nie dawajcie się. Bo szkoła „musi być szanowana, musi, Ryba. Bo inaczej dupa zbita”.

PiS brzydzi się niepełnosprawnością

 

Kiedy w 2015 roku, PiS w kampanii krzyczało słowami Szydło, że w budżecie są pieniądze na wszystko, to oczywiście elektorat to kupił i uwierzył prócz mnie!

Kiedy Szydło machała niebieską teczką, że jest kasa na 500+, to ludzie to kupili, a kiedy faktycznie te pienądze wpływały na konto, to elektorat był wniebowzięty, bo zaczęło się faktycznie lepiej żyć rodzinom polskim.

Polska stała się jak Eldorado, bo nagle można było sobie pozwolić na wczasy z dziećmi, kupić im ulubione zabawki i ubrania.

Nie szkodzi, że to 500+ nie spowodowało wzrostu dzietności, a wiele matek zrezygnowało z pracy, ale ważne było to, że  500+ to taki wabik, by głosować na PiS w następnych wyborach.

Przykro mi, ale 500+ się opatrzyło, a więc PiS daje kolejne 300+,aby nie stracić w sondażach.

Niedawno była dyskusja nad tematem aborcji i PiS nakazuje kobietom polskim rodzić dzieci bez mózgu, albo z mózgiem na wierzchu. Każe rodzić dzieci bez kończyn, albo ze źle rozmieszczonymi narządami wewnętrznymi.

PiS nie przyjmuje do siebie, że zgwałcona dziewczynka, która zachodzi w ciążę nie ma prawa do jej usunięcia.

PiS nakazuje, aby rodzić nawet wtedy, kiedy ciąża zagraża życiu matki.

Dziś przysłuchiwałam się rozmowie Minister Rafalskiej z matkami dzieci niepełnosprawnych, które urodziły mimo wszystko.

Te matki na swoje niepełnosprawne dzieci dostają dodatek pielęgnacyjny w wysokości 153 złote.

Te matki zdesperowane usłyszały, że trzeba czasu, bo budżet, bo napięty i takie tam.

Ja się pytam ile czasu jest potrzebne na to, aby rządzący dostali gigantyczne nagrody w wysokości 80 tysięcy – dwie doby?

Ja sie pytam dlaczego PiS wydaje kasę, na kolekcję Czartoryskich i dlaczego tyle się płaci za gamonia z Żoliborza.

Na dzieci niepełnosprawne – kłopot wielki jak seniorzy – kasy brak!

Hipokryci i mam nadzieję, że niepełnosprawne dzieci te słupki pociągną w dół!

Pani Kaju Godek, gdzie kobieto jesteś, kiedy straż marszałkowska nie wpuszcza tych matek w Sejmie i ich niepełnoprawnych dzieci do WC?

Zatrzymała ten tramwaj, czy jej się to tylko śniło!

Henryka Krzywonos idzie jak burza do Parlamentu Europejskiego. Jeździ po Polsce i bardzo się udziela oraz promuje swoją osobę, jako godną, aby na nią zagłosować. Prężnie prowadzona akcja wyborcza jest oczywiście uwieczniana na jej profilu na Facebooku i widać nawet ze zdjęć, iż udało się jej zrzucić kilka zbędnych kilogramów. Wygląda teraz naprawdę fajnie i za to ma ode mnie duże brawa i oklaski. Jednak coś mi tu zgrzyta, a zwłaszcza po przeczytaniu takiego sobie artykułu, który po części tu pragnę przytoczyć. Z tego artykułu wynika bardzo jasno, że Henia nie miała nic wspólnego z zatrzymaniem tego sławetnego tramwaju i w zasadzie to sobie wmówiła, że jest bohaterką. Być może jej się to śniło  i w ten sen tak mocno uwierzyła, iż każde swoje wystąpienie zaczyna od słów: – Jestem sygnatariuszką porozumień sierpniowych. To ja zatrzymałam komunikację w Gdańsku… , ale czy na pewno, bo czytam, że: 

„Samo zatrzymanie tramwaju doczekało się kilku wersji przedstawianych w wielu gazetach. Pierwsza mówi o zatrzymaniu tramwaju, wysadzeniu pasażerów i zjechaniu do zajezdni. Miał to być sygnał dla pozostałych motorniczych i kierowców do rozpoczęcia strajku. Następna wersja opowiada o zatrzymaniu tramwaju na pętli przy operze, niezjechaniu do zajezdni, ale zablokowaniu torowiska. Na pętli przy operze miały się zatrzymywać kolejne wagony. Barbara Szczepuła, gdańska dziennikarka, opisała kolejną wersję: Wyskakuje (Henryka Krzywonos – przyp M.B.) z wagonu i przekłada zwrotnicę: – Tramwaj dalej nie jedzie! Stocznia stoi, to i tramwaje nie będą jeździć! (…) Jakimś autobusem zabiera się do bazy (…) Nazywam się Henryka Krzywonos, jestem motorniczą, zatrzymałam tramwaje, stanęły autobusy.
Uczestnicy strajku komunikacji miejskiej w Trójmieście, do których dotarłam, mają własną wersję. Twierdzą, że ich koleżanka Henia stanęła tramwajem, bo w zajezdniach, gdzie strajk hulał już na całego, wyłączono prąd na trakcjach. Krzywonos zatem nie zatrzymała tramwaju, tylko jej zatrzymano tramwaj. Nie przeszkadza jej to dziś nosić koronę celebrytki.
Jeśli wysoka pozycja na liście do Europarlamentu, a wcześniej okładki pism oraz Order Orła Białego są wyrazem uznania dla Henryki Krzywonos-Strycharskiej w zamian za legendarne rozpoczęcie strajku komunikacji miejskiej w Trójmieście i wsparcie tym samym strajkujących stoczniowców, to los popełnił spory błąd.
Wszystkie te zaszczyty, gratyfikacje i luksusy spłynąć powinny na Jana Wojewodę, pierwszego przywódcę strajku komunikacji trójmiejskiej. Nie spadają.
Wojewoda mieszka w dwupokojowym mieszkaniu w Gdańsku. Wodą z Biedronki zalewa żal do losu.
Prosi, żeby nie robić mu zdjęć. Wstydzi się. Wojewoda nie jest gwiazdą. Nie mógłby teraz robić kampanii wyborczej, niedawno miał zawał, źle słyszy i słabo widzi.
Słuch stracił w pracy. Stare autobusy trajkotały tak, że po 14 godzinach roboty w domu dalej dudniło. W szpitalu dano mu kroplówki, po dwóch tygodniach słuch wrócił, ale od tych kroplówek przestał widzieć – twierdzi. Gdyby miał postulować o zmiany w dzisiejszej Polsce, to zmieniłby czas czekania na operację oka, który wyznaczono mu w szpitalu na gdańskiej Zaspie. Kazano czekać 5 lat. Mieszka z bezrobotnym synem. Ostatnio miał sporo wydatków – 800 zł zapłacił za przedłużenie miejscówki żonie na cmentarzu, w tym jest też cena gwarancji, że jego ciało będzie mogło spocząć obok żony. Na tę inwestycję Wojewoda musiał wziąć kredyt.”
MALINA BŁAŃSKA

http://nie.com.pl/20-2014/komu-staje-tramwaj

Pani Dorota Zawadzka też uwierzyła w wielkość tej szemranej postaci, bo wg. mnie coś jest na rzeczy z przyszłą, być może Eurodeputowaną i moje  zdanie jest takie, że Henia, to przykład wzorowej Matki Polki i tylko za to należy się jej mój szacuneczek, bo reszta, to trochę śmierdzi i nie jest w porządku wobec wyborców. Mamy takich bohaterów, jakich podadzą nam na tacy  rządzący, ale na szczęście wyborcy mają swój rozum i życzę by wybierali ludzi, na których nie ma ani grama niedomówień i dorabianej ideologi!