Archiwa tagu: gotowanie

Zamyślenia!

Dostałam od mojego Sąsiada dwie cukinie i ugotowałam z nich zupę crem.

Wykorzystałam to, co miałam w kuchni, a więc dwie cukinie, dwa pomidory, dwie cebule, czosnek, natka pietruszki i koperku zielonego.

I tak:

  • na maśle podsmażyłam pokrojoną w kostkę cebulę i dwa ząbki czosnku,
  • obrałam cukinie ze skórki i też pokroiłam w kostkę,
  • dodałam łyżkę jarzynki i zalałam 1,5 wodą, popieprzyłam,
  • wstawiłam na gaz, aby cukinia zmiękła i się ugotwała,
  • potem dodałam pokrojone pomidory i na koniec pokrojoną zieleninę,
  • na końcu zblendowałam wszystko na zupę crem.

Wyszła dobra, dietetyczna i leciutka, którą jemy z uprażonym chlebem na suchej patelni.

Nie miałam mięsa, bo można też dodać np. pierś z kurczaka i też zblendować.

Jeśli macie kabaczka, to też można go w ten sposób wykorzystać i własciwie wszystkie warzywa nadają się na zupę crem i od czasu do czasu można sobie ją przyrządzić.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Ale to nie wszystko w dzisiejszym wpisie, gdyż oglądałam dziś dokument na temat naszej, kochanej Ziemi i o tym, jak na niej powstawało życie.

Dla mnie nie do ogarnięcia jest moim umysłem, że najpierw na Ziemi mieszkały ogromne zwierzęta, zwane dinozaurami.

Nasza Ziemia liczy sobie kilka miliardów lat i w tym czasie drogą ewolucji zaczęły powstawać pierwsze organizmy.

Dinozaury zamieszkały Ziemię 200 milionów lat temu, a wymarły 60 milionów lat temu wg. Wikipedii.

Kiedy żyły dinozaury...

Nikt nie wie dlaczego wymarły i naukowcy wciąż, to badają, ale istniały naprawdę, bo do dziś wykopuje się ich skamieliny w różnych miejscach na Ziemi.

Znalezione obrazy dla zapytania muzeum dinozaurów londyn

Zmierzam ku końcowi, ale zastanawia mnie to, że skoro życie  na Ziemi powstawało przez miliardy lat, bo w tym czasie Ziemia była niegrzeczna i szalała wybuchami wulkanicznymi, powstawały kontynenty, a płyty tektoniczne wybrzuszały różne formy gór, to dlaczego człowiekowi dano żyć tak mało czasu?

Skąd pochodzimy, bo czy od małpy faktycznie i dlaczego jesteśmy tak różni etniczne – takie tematy wciąż są badane i jest to wciąż wielka tajemnica, kiedy możemy wystosować satelity na Marsa i latać w kosmos.

To wszystko jest nie do ogarnięcia moim zaledwie 62 letnim umysłem, ale cóż to jest do  tworzenia się życia na Ziemi! Nawet nie ziarenko piasku!

Naukowcy wciąż mają rękę na pulsie, bo obserwują największy wulkan w USA  –  w Parku Yellowstone i jeśli on wybuchnie, a może jutro, albo za milion lat, to zmiecie życie na Ziemi i zginiemy jak dinozaury,  a wówczas zacznie się wszystko od początku.

Może ponownie Bóg powoła nas do życia i da nam więcej lat do istnienia – takie są moje przemyślenia!

Znalezione obrazy dla zapytania park yellowstone

Reklamy

Dobry czas na emeryturze!

Tak sobie dość często myślę, że dobrze mi na tej emeryturze, bo się odrobinę wyciszyłam i spowolniłam.

Mam swoje małe mieszkanko, które jeszcze ogarniam, ale mogę to robić bez pośpiechu i stresu.

Pamiętam te czasy, kiedy pracowałam. Stres mnie wprost wykańczał, bo spotkał mnie w pracy mobbing stosowany na mojej, skromnej osobie – przez trzy lata.

Mobbingowała mnie moja szefowa, która krytykowała mnie za wszystko, choć cholernie się starałam. Z tego powodu codziennie budziłam się o czwartej rano – cała w nerwach.

Jak później się okazało, to ta moja szefowa po cichu fabrykowała lewe faktury, na których zarobiła krocie.

Jak to się mówi, że karma wraca i to była dla mnie satysfakcja, że organy ścigania ją dopadły i kompletnie straciła szacunek w rodzinie i w mieście, a do pracy nikt już jej nie przyjął.

Ja opuściłam swój zakład pracy z podniesioną głową i dumna, a tą panią wyrzucono z hańbą!

Fajnie się żyje więc na emeryturze, bo dopiero teraz odzyskałam spokój i potrafię spać nawet do dziewiątej rano. Tak sobie odrabiam tamte ciemne i koszmarne noce.

Wielu ludzi w moim wieku czeka z utęsknieniem na ten czas emertytury, ale potem nie wiedzą, co mają zrobić z wolnym czasem i się miotają.

Mnie to nie dotyczy, bo moją miłością jest mój Mąż, który mi bardzo pomaga i wspiera, a drugą jest mój komputer, bo dzieci nasze mają spokojne i dobre życie.

Czasami mam tak, że nic mi się nie chce, a więc nie zmuszam się do aktywności, gdyż znając siebie wiem, że przyjdzie lepszy dzień i wszystko uda się nadgonić!

Gotuję obiady i z Mężem nie korzystamy z żadnych stołówek, czy kateringów, bo uważam, że skoro mam jeszcze siłę, to będę gotowała dla nas dwojga.

Wczoraj upitrasiłam bigos z młodej kapusty, bo uważam, że skoro mamy cudowny sezon na świeże warzywa i owoce, to trzeba z tego dobrodziejstwa korzystać, bo zimą jest już gorzej, aby organizmowi dostarczyć witamin.

Potrzebna mi była:

  • spora główka kapusty,
  • pęczek koperku i pietruszki,
  • pieczarki,
  • dwie cebule,
  • dwa pędka kiełbasy,
  • cztery pomidory,
  • odrobina skwarek,
  • dwie łyżki mąki
  • cztery liści laurowe,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • sól, pieprz i sok z jednej cytryny.

Wykonanie:

  • poszatkować kapustę i zalać niewielką ilością wody, a kapusta puści swój, naturalny sok,
  • na patelni podsmarzyć kiełbasę pokrojoną w kostkę, pieczarki, cebulę i dodać do ugotowanej kapusty
  • pokroić pomidory w kostkę, które dodaję pod koniec gotowania,
  • posolić i popieprzyć ugotowaną kapustę – dodać ziele i liście laurowe,
  • pokroić koperek i pietruszkę i dodać na koniec gotowaia.
  • na suchej patelni uprażyć mąkę i kiedy wystygnie, to rozmącić ją z wodą tak, by powstała zasmażka,
  • na koniec dodać sok z cytryny i podgotować jeszcze trochę.

Ciekawa jestem jakie Wy macie przepisy na pyszniutki bigos z młodej kapusty, bo każdy zna inną szkołę gotowania.

Ps. Mam pretensje do emerytury, że czas na niej płynie bardzo szybko w stosunku do czasu młodości – wprost jest okrutny, a powinno być odwrotnie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Światowe smaki!

 

Znalezione obrazy dla zapytania przyprawy egzotyczne

Od czasu do czasu oglądam serial – reality show – „Ugotowani”, który jest realizowany dla TVN-u.

Polega to na tym, że do odcinka zgłaszą się cztery osoby i każda z nich serwuje obiado – kolację w swoim domu dla pozostałych.

Serial jest ciekawy, bo można podpatrzeć nie tylko, co się gotuje, ale jak te osoby mieszkają i jakie mają cechy charakteru.

Osoba, która wygrywa poprzez punktację, dostaje w nagrodę 5 tysięcy złotych, a więc warto się postarać, by dania smakowały i zaskakiwały.

W dzisiejszym odcinku wystąpiły osoby z Warszawy i zauważyłam, że Polska, to nie jest już wioska zabita dechami, a jest krajem światowym.

Nikt nie przygotował dania czysto, polskiego, a wszyscy poszli w dania i przyprawy z innych krajów.

Wszycy byli gdzieś tam za granicą, czy to na wycieczce, stażu, wczasach i z tych miejsc przywieźli ze sobą smaki nieznane w Polsce i nazwy egzotycznych przypraw.

Tylko jedna uczestnicza zrobiła deser z kruszonką – taką jak my posypujemy ciasto drożdżowe.

Po dzisiejszym odcinku nic bym nie chciała odtworzyć w swojej kuchni – nic!

Ludzie w Polsce potrafią gotować tak jak w Indiach, Maroku, Gruzji, Turcji, ale mnie ta kuchnia kompletnie nie pociąga.

Mam w domu egzotyczne przyprawy, ale ich nie lubię.

Kiedyś Mąż zrobił jajecznicę z curry i mi kompletnie nie smakowała.

Jestem tradycjonalistką i uwielbiam dodawać do potraw czosnek, cebulę, nasze, polskie warzywa, majeranek, sproszkowaną paprykę i dość!

Podobno gotuję dobre zupy, ale do każdej prawie dodaję liść laurowy i ziele angielskie (przyprawy nie nasze) i najlepiej mi smakują nasze, polskie smaki.

Jestem ziemniaczana, a nie żadna ryżowa, czy makaronowa, bo młode, polskie ziemniaki nie mają sobie równych z zielonym, świeżym koperkiem, sadzonym jajkiem i do popicia kefir!

Surówki też polskie z kiszonej kapustki, z czerwonych buraczków, z sałaty ze śmietaną, czy mizerią!

Potrawy mięsne, czyli schaboszczak, czy też kotlety mielone z grzybami zebranymi w polskim lesie, to mniam, mniam.

Niech sobie gdzieś tam w świecie jedzą te swoje małże, raki, robaki, kraby, ale ja i tak wolę polskie pierogii i bigosik ha ha.

Kiedyś chciałam być światowa i kupiłam bataty i avokado, ale nijak nie wydobyłam z tego pożądanego dla mnie smaku, a więc bawię się w polską kuchnię i Mąż jest zadowolony!

A jak to u Was wygląda z pitraszeniem?

Ps. Porada kulinarna zasłyszana od Magdy Gesller!

  • Jeśli wydaje ci się, że rosół wyszedł za tłusty – wlej do niego kieliszek wódki. O!

 

Smaki dzieciństwa!

Znalezione obrazy dla zapytania zupa szczawiowa

Pamiętacie smaki z dzieciństwa, kiedy gotowały nam nasze mamy, babcie, ciotki?

Ja pamiętam smak masła pachnącego na kromce chleba i już nic więcej na niej.

Masło było pyszne i takiego teraz już się nie uświadczy!

Albo zsiadłe mleko – takie mleko prosto od krowy było chyba w każdym domu.

Teraz mamy mleko w kartonie, które przez miesiąc się nie psuje w lodówce!

Chleb też był pyszny, bo pieczony na zakwasie i pamiętam taką pajdję chleba posmarowanego smalcem i do tego kiszony ogórek.

Nie wiem dlaczego te smaki się zmieniły i tak trudno jest teraz je odtworzyć.

Pewnie nawozy i konserwanty popsuły nam te smaki i produkcja na wyskoką skalę powodują zatarcie się danych, prostych pyszności.

Teraz nawet tak samo nie smakuje nawet oradżada, ale może ja grymaszę!

Jedynie, co udaje mi się odtworzyć z maminych przepisów, to zupa szczawiowa i gotuję ją tak jak nauczyłam się w domu rodzinnym.

Gotuję ją tak i tak podaję jak moja Mama, a mianowicie:

  • robię bazę tak jak na rosół, a więc wlewam do garnka jakieś 2  litry wody i dodaję pokrojone warzywa, liść laurowy i ziele angielskie,
  • kiedy wszystko jest miękkie na patelni duszę z czosnkiem na maśle – szpinak,
  • dodaję do bazy dwa słoiczki szczawiu i chwilkę gotuję i dodaję uduszony szpinak,
  • nie dodaję do zupy śmietany, bo dopiero na talerzu,
  • osobno gotuję ziemniaki i kiedy są miekkie – tłuczkiem je traktuję,
  • gotuję kilka jajek na twardzo, bo zupa szczawiowa kocha jajka,
  • na patelni smażę drobno posiekaną cebulę  z pokrojonym boczkiem, albo kiełbasą do okraszenia ziemniaków.

A jak podaję?

Dla siebie na talerzu głębokim kładę jakieś trzy łyżki ziemniaków na brzegu, w których robię łyżką wgłębienie i polewam je skwarkami z cebuli i boczku.

Obrane jajko podzielone na dwie połówki,  zalewam obok zupą i dodaję kleks śmietany.

Pamiętam, że jako dziecko robiłam na swoim talerzu takie studnie i bawiłam się jednocześnie smakując takie pomerdane na talerzu – mniam!

Mężowi zaś nakładam ziemniaki na osobny talerz, a zupę podaję w misce  z jajkiem i śmietaną, bo Mąż tak lubi sobie mieszać smaki.

Ciekawa jestem jakie macie wspomnienia z dzieciństwa i co Wam smakowało z kuchni rodziców, czy to w mieście, czy na wiosce.

Podzielcie się tym, co pamiętacie ze swojejgo dzieciństwa i młodości, bo jestem ogromnie ciekawa.

Zdjęcie jest z sieci, bo nie zrobiłam autorskiego.

Seniorka szykuje Święta Wielkanocne!

Znalezione obrazy dla zapytania żurek z kiełbasą

Kiedy planujemy święta, to nie tylko odświeżenie domu na wiosnę, ale także zaplanowanie menu!

Ja przed świętami mam burzę mózgu w temacie, co przygotować i ile!

Zawsze mam wyrzuty sumienia, że może za mało planuję i za skromnie.

Lubię dobrze nakarmić swoich gości, ale też muszę liczyć się ze swoim zdrowiem, bo do najmocniejszych kobiet już nie należę.

Biorę więc czystą kartkę i piszę i planuję, to co trzeba zakupić, aby niczego nie zabrakło i aby oszczędzić Męża, który mi te zakupy robi.

Do mnie należy logistyka, a do Męża zakupy i tak już jest od lat.

Gdyby nie Mąż, to bym padła trupem chyba, bo sił coraz mniej z każdym mijającym rokiem i tu wielkie dzięki składam mojemu pomocnikowi.

Pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych spędzamy na wsi – u Teściów mojej Córki, a na drugi dzień przyjdą moje Dzieci ze swoimi rodzinami.

Zaplanowałam i od jutra zabieram się za gotowanie i tak przygotuję moim gościom świąteczny obiad.

Zaplanowałam więc tak:

  • żurek z białą kiełbasą i jajkiem na twardo,
  • bitki wołowe w szarym sosie,
  • surówka z ugotowanych buraków z cebulą – na słodko kwaśno,
  • schab pieczony ze śliwką w rękawie,
  • biała kiełbasa usmażona w oleju,
  • sałatka klasyczna jarzynowa,
  • sałatka krabowa z selerem naciowym,
  • kompot do obiadu,
  • samodzielnie zrobione ciasto – jeden gatunek – sernik,
  • Kawa, herbata,

I to wszystko na co się mobilizuję od jutra w kuchni.

Myślicie, że to za mało, a może w sam raz?

Obiad u mnie w II dzień świąt, to dla mnie przyjemność i mam nadzieję, że swoich gości nie zagłodzę! Tak mam, że zawsze myślę, że mogłabym więcej, ale latka lecą i myślę, że i tak dużo czasu spędzę w kuchni.

Święta szykują się mrożne i nieprzyjemne, choć u mnie śniegu brak jak na razie, ale mam w domu odrobinę wiosny od mojego Męża!

Na święta będą piękne forsycje w wazonie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Wszystkim blogerom Świata składam najserdeczniejsze życzenia! Spokojnych, rodzinnych, zdrowych, serdecznych i w zgodzie – życzy kalinaxa.

 

 

Zbiesiłam się na TVN!

Znalezione obrazy dla zapytania gessler

Znowu napiszę o ludzkiej głupocie i jej promowaniu!

Jest nowy sezon w TVN -e i są nowe programy we wiosennej edycji!

Dziś obejrzałam nowy odcinek „Kuchennych Rewolucji” ze słynną restauratorką Magdą Gessler!

Sztuczne włosy i sztuczny twór!

Weszła do restauracji w Krakowie Godzilla z coraz większą ilością doczepów i zaczęła swoją rewolucję.

Knajpa miała nazwę przyjemną, bo „Cudawianki”, a Godzilla ją zmieniła na „Kiełbasa na sznurku”

Pomijając tą brzydką nazwę obserwowałam jej kunszt w kuchni i się zniesmaczyłam po raz kolejny zresztą!

Jej traktowanie produktów w kuchni, to jakaś perwersja znęcania się nad nimi.

Nie dość, że rzuca talerzami, patelniami, rozrzuca jedzenie i popisuje się chamstwem w stosunku do ludzi – uważam, że ta kobieta nie umie gotować.

Wszędzie gdzie się pojawi, to widzę w garach masę tłuszczu i opływające nim garnki.

Przyprawia bez serca, kroi bez serca i miesza bez serca!

Dla mnie w gotowaniu liczy się estetyka, ale kiedy widzę jak ta kobieta postępuje w kuchni, to mnie obrzydza łącznie z jej nie związanymi włosami.

Może i jakieś restauracji pomogła się podnieść, ale jej metody mi się nie podobają!

Opowiem o innym programie kulinarnym, który dziś po raz pierwszy zaistniał na tym kanale.

Jest to program pt. „Przepis do sukcesu”.

Prowadząca trafiła na Mazury do skromnej restauracji o nazwie „Barka”.

Prowadzi ją małżeństwo i robią potrawy w połączeniu kuchni polskiej, włoskiej i azjatyckiej.

Przyglądałam się powstawaniu tych potraw i tam widziałam wybitny kunszt i wręcz rozmowę do produktów pozyskiwanych w ekologicznych miejscach.

Gospodarze  rozmawiali do steka, ryby, przypraw i tak pieczołowicie stroili swoje potrawy połączone wytrawnymi smakami pieprzu, oliwy, że z tego powstają dzieła sztuki.

Przeczytałam opinie o tym miejscu i są znakomite.

Bardzo się ucieszyłam, że na „Barce” gotują szczawiową podobnie jak gotuję ja!

Oczywiście tam nie pojadę, ale polecam to miejsce odkryte przeze mnie w telewizji.

Uwielbiam oglądać Okrasę, bo też cudnie opowiada o swojej robocie, a także Makłowicza, który gotuje i oprowadza po świecie i to jest dla mnie smaczne.

TVN wyprodukował i sfinansował taki durny program jak „Azja Express”, w którym występują celebryci różnej maści i tam ze sobą konkurują w tak perfidny sposób, że wychodzą z tych ludzi najgorsze instynkty!

TVN promuje pustaka Rozenek i Majdana w jakimś debilnym programie „Irion Majdan”, którego nie obejrzę, bo zwiastun dostatecznie mnie zniechęcił.

Ja się pytam dla kogo są te drastyczne programy – debilne programy!

Panie Miszczak, co zrobiłeś z tą stacją?

Potem się dziwimy, że ogląda to młodzież, a potem rzuca kotem, albo dzieckiem o ścianę, tak jak Gessler robi w kuchni – też rzuca!

Gdzie się podziały ambitne programy, w których się kiedyś rozmawiało o ważnych sprawach, poezji, książkach, teatrze i kinie, psychologii?

Gdzie się podziały kanały filmowe z ambitnym kinem – no gdzie?

Tandeta i wulgarność – to jest to, co nas otacza za sprawą potężnych pieniędzy, które się płaci pustakom i miernotom telewizyjnym – kmiu!

Dania podawane na Barce – oczami je zjadam!

Zdjęcie użytkownika Barka.

Zdjęcie użytkownika Barka.

Zdjęcie użytkownika Barka.

Zdjęcie użytkownika Barka.

 

 

Samotność Seniora!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Pędziłyśmy, my kobiety przez życie swoje jak szalone, bo trzeba było zarabiać na chleb, kiedy na świecie pojawiły  się dzieci, a my kobiety nie chciałyśmy być gorsze od mężczyzn.

Może teraz kobiety mają lżej, bo po urodzeniu dziecka przysługuje im roczny urlop macierzyński, kiedy dawniej po 3.5 miesiąca trzeba było wrócić do pracy, a dzieci oddać do żłobka.

Musiałyśmy pogodzić pracę z wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu, a wieczorem padałyśmy ze zmęczenia, by rano ponownie rozpocząć gonitwę przez życie.

Kiedy opowiedziałam swoim Córkom, że do rozwiązania ciąży pracowałam, to przetarły oczy ze zdumienia, bo teraz kobiety całą ciążę mogą spędzić na zwolnieniu, bo takowe im przysługuje.

Tak więc pędziłyśmy tak przez życie, aż tu nagle pewnego dnia zaczyna nam przysługiwać emerytura i z tego powodu jesteśmy bardzo szczęśliwe, że w końcu będziemy miały tylko dla siebie ten czas i w końcu przystopujemy i zajmiemy się tylko sobą, by zająć się swoimi pasjami, hobby, życiem w spokoju.

Jednak ta euforia szybko mija, bo nagle telefony milczą, a kontaktów z drugim człowiekiem coraz mniej.

Kiedy pracowałyśmy, to były kontakty z innymi i myślałyśmy, że to przetrwa.

To wszystko też dotyczy mężczyzn oczywiście, którzy często na emeryturze wkładają ciepłe kapcie i leżą na kanapie z pilotem w ręku.

Obserwuję emerytów na moim osiedlu i stwierdzam, że są pozamykani w swoich domach i mało ich widać.

Kiedyś przed domami były ławeczki, gdzie schodzili się starzy ludzie i jedli ciasto – popijając kompotem i prowadzili swoje rozmowy – tego już nie ma!

Osiedla są pozamykane szlabanami, że karetce trudno wjechać, aby udzielić pomocy  choremu.

Tamte czasy zniknęły i w związku z tym staliśmy się samotnikami – może na własne życzenie.

Moja Mama kiedy była zdrowa, to spotykała się z innym emerytkami na ławeczce przy fontannie, gdzie sobie prowadziły różne rozmowy.

Kiedy zachorowała, to żadna z tych kobiet nawet się nie spyta, co u mojej Mamy i czy może Ją odwiedzić.

Tacy się zrobiliśmy bez empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. Jesteśmy lodowaci bez względu na wiek.

Ludzie są różni, bo jedni znoszą swoją samotność, a nawet jej pragną, ale są tacy, którym kontakt z drugim człowiekiem jest potrzebny jak tlen do życia,

Ja mam Męża i na emeryturze żyję dla Niego i to mi zupełnie wystarcza do życia.

Mój Mąż, to odmienny gatunek i musi być otoczony znajomymi, kolegami, bo inaczej by usechł po prostu.

Dzisiaj właśnie poszedł na koleżeńskie spotkanie z wódeczką, a ja zrobiłam starszym panom zakąskę w postaci galerety – tzw. „zimne nóżki”.

Niech sobie panowie pogadają, a wszyscy są na emeryturze, ale czynni wciąż zawodowo.

Cieszy mnie to, że Mąż jest wciąż aktywny i kocha ludzi i to trzyma go w pionie.

Dopóki trwa przy mnie, to mnie trzyma przy życiu i żadne „kolegówny” nie są mi do niczego potrzebne, bo my się świetnie uzupełniamy.

Kiedy Męża w domu nie ma, to wiem, że wróci, a ja staram się i On się stara.

Jak robię galaretę?

Może ktoś podpowie mi inny przepis, a ja opiszę swój:

  • do szybkowara wlewam litr wody, dodaję liście laurowe, ziele angielskie, oraz łyżkę jarzynki,
  • wkładam dużą golonkę, dwie świńskie nogi, oraz skrawki gulaszowego indyka,
  • gotuję godzinę z minutami, aż mięso odejdzie od kości.
  • do miski dodaję groszek z marchewką, pokrojone jajka ugotowane na twardo i duże zmiażdżone ząbki czosnku i ozdobiłam jajkiem na twardo i zieloną pietruszką,
  • czekam, aż wszystko zastygnie i uważam, że moja galareta jest smaczna.

Kto robi inaczej, to niech da mi znać – proszę!

Oto rysunek naszej Wnusi jak nas widziała na Dniu Babci i Dziadka, a także zdjęcie naszych kochanych, dla których warto żyć.

Samotność nam nie grozi!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Sztuka gotowania rosołu!

Znalezione obrazy dla zapytania rosół

Na nowo od jakiegoś czasu zakochaliśmy się z Mężem – w rosole!

Gotuję dość często, bo Mąż ma nieograniczony apetyt na tę właśnie zupę.

Jak wiadomo rosół jest bardzo zdrowy i rozgrzewający, a jest to ważne, kiedy w Polsce panuje wredna grypa i już 4 osoby w Polsce zmarły.

Sztuka gotowania rosołu, to jest sztuka i każdy gotuje go po swojemu – wg. własnego smaku i przyzwyczajeń często wynoszonych z domu, kiedy to Mama go gotowała na niedzielny obiad.

Spytam wprost – jak Wy gotujecie tę królewską zupę, bo ja robię to tak:

  • do garnka wlewam zimną wodę – jakieś 3 litry,
  • do wody dodaję 1,5 łyżki jarzynki,
  • 6 liści laurowych.
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • wkładam różne porcje mięsa takie jak kawałek kurczaka, kaczki, szpondera wołowego, a czasami tuszkę indyka,
  • obieram warzywa, czyli marchewki, seler, korzeń pietruszki, spory kawałek pora i przypaloną cebulę, oraz kawałek karbowanej, białej kapusty,
  • czasami dodaję kawałek imbiru i pieprz mielony.
  • całość nastawiam na ogień malutki i tak to się u mnie pyrkocze do 5 godzin, aby się  nie gotowało, a tylko pyrkotało pod przykrycem i oczywiście zbieram szumowiny.

Może robię coś nie tak, choć wydaje mi się, że skoro Mężowi smakuje, to jest to dobry rosół. który podaję z makaronem nitki, albo grubsze nitki i posypuję posiekaną, zieloną pietruszką z kawałeczkiem marchewki.

Jak napisałam, że są różne szkoły gotowania rosołu i może ktoś mi podpowie coś od siebie, a ja to wypróbuję w kuchni.

Kiedy ten rosół mi tak pyrkotał, to ja na spokojnie odpaliłam domowe kino w laptopie i obejrzałam z rozdziawioną film pt. „Czwarta władza” z nieocenioną Meryl Steep i Tomem Hanksem!

Jest to to film opowiadający o amerykańskich dziennikarzach, którzy walczyli z cenzurą i w obronie wolnej prasy za prezydentury Nixona, który nienawidził dziennikarzy i prasy, która walczyła o wolność słowa w Ameryce w latach 70-tych.

Jest to mocne i prawdziwe kino i uważam, że ten film jest na miarę Oscara i gorąco je polecam tym, którzy interesują się tą tematyką.

Uważam, że ten film powinni obejrzeć polscy politycy, którzy za obecnego rządu mają zakusy na zamknięcie niektórych gazet, kanałów telewizyjnych i Internetu.

Nie wygrają ponieważ w Polsce mamy wciąż dzielnych dziennikarzy, którym nie zdołano zamknąć ust i ujawniają draństwa tego nierządu, a okładki prawicy są tak śmieszne, że tylko pisać komiksy o tym jak Krystyna pierwszy raz w życiu chwyciła – za miecza! 😀

Krystyna Pawłowicz na okładce "Sieci".

Moje popisowe danie na Wigilię

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Moje danie na Wigilię, to hit.

Robię je od lat, a wszyscy mówią, że bez racuchów z sosem grzybowym święta byłyby nie takie.

To są smaki dzieciństwa i moje Dzieci uwielbiają do nich wracać.

Co tam karp i inne ryby pod każdą postacią.

Co tam śledzie w śmietanie, cebuli, a także, co tam makiełki, kiedy wszyscy czekają na racuchy z wigilijnym sosem grzybowym.

Racuchy, to dość pracochłonne danie, ale warto, bo wszyscy chwalą i czekają.

Nie mam pojęcia skąd ta tradycja, bo może z Ukrainy, gdzie urodziła się moja Teściowa i to Ona przekazała mi taką tradycję, w której wychowała mojego Męża, a więc ja to powielam w każde Boże Narodzenia.

Co potrzebujemy, by wyszły pyszne i puszyste:

  • o,5 kg mąki
  • 1/2 kostki drożdży
  • 1,5 szklanki mleka
  • odrobinę soli i cukru
  • 2 całe jajka.

Najpierw rozpuszczamy drożdże z łyżką cukru, dolewamy odrobinę mleka i dodajemy łyżkę mąki. Ja stawiam taką zaprawę na kaloryfer, by wyrosła.

Do miski wsypuję przesianą mąkę, dodaję jajka, odrobinę soli, a kiedy drożdże wyrosną także dodaję.

Wlewam mleko i mocno ręką ubijam ciasto, aby weszło do niego jak najwięcej powietrza i nie przyklejało się do dłoni.

Stawiam to ciasto ponownie na kaloryfer, przykryte ściereczką.

Kiedy urośnie, to nabieram ciasto na łyżkę umoczoną w wodzie i nakładam na mocno rozgrzany tłusz i smażę z obu stron.

A teraz przepis na sos grzybowy:

  • Sześć, siedem garści suszonych grzybów moczę przez noc
  • na drugi dzień odlewam je z wody i przepuszczam przez maszynkę do mięsa
  • w garnku podgrzewam olej i dodaję pokrojoną w kostkę dużą cebulę
  • dodaję kostkę rosołową i przyprawiam warzywkiem do smaku
  • dodaję zmielone grzyby i zalewam wodą wg. uznania, ale sos ma być gęsty
  • kiedy grzyby się ugotują, dodaję odrobinę śmietany, albo jogurtu, ale nie koniecznie.

Każdy nakłada na talerz 2-3 racuchy i polewa sosem grzybowym z sosierki.

Chcecie zaskoczyć swoich bliskich, to zróbcie to popisowe danie – jak najbardziej wigilijne.

Smaczego!

  • Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

 

Placki ziemniaczane i polityka!

Lubię naszą, polską, prostą kuchnię i dziś mnie wzięło na placki ziemniaczane dla dwojga.

Placki ziemniaczane tylko z dodatkiem śmietany na gorąco i na zimno, a zrobiłam je tak:

– starłam 6 średnich ziemniaków maszynką o grubszych oczkach i wyszły takie piórka ziemniaczane,

– dodałam dwa jajka i trzy łyżki mąki,

– starłam też dość sporą cebulę i dodałam sprasowene dwa ząbki czosnku.

– miałam zielony koperek i go posiekałam i dodałam do masy,

– soli jakieś 1,5 łyżeczki i sporo pieprzu,

– olej podgrzałam dość mocno na patelni i usmażyło mi się z tej porcji jakieś 15 placuszków bardzo smaczynych.

W polskiej kuchni jest wiele metod pieczenia placków zmiemniaczanych, a ja wybrałam powyższy.

Zdjęcie mi brzydkie wyszło, bo robiłam je kiedy placki jeszcze parowały i tym sposobem zaparowałam też obiektyw, ale to nie jest takie ważne.

Jedzenie jest ważne, ale i ważne jest to – w jakim kraju przyszło nam żyć!

Nie da się już od polityki uciec, kiedy się nie haftuje serwetek i nie robi na drutach.

Polityka wchodzi do naszych mieszkań drzwiami i oknami i chciał, czy nie chciał jesteśmy jej ofiarami.

W Polsce zawsze było źle, ale tak źle jak teraz – nigdy nie było.

Posłużę się cytatem, aby po mnie nie przyszli, bo donosicielka czuwa!

 

Polska święta, zapita, skurwiona, sprzedajna, z gęba wypchaną frazesem, antysemicka, antyniemiecka, antyrosyjska, antyludzka. Pod obrazkiem Najświętszej Panienki. Pod stopami młodych oenerowców i starych pułkowników. Pod dachem Belwederu. Pod mostem. Święta polskość pod knajpą i kasą. Tępe pyski granatowych policjantów. Lisie mordy szmalcowników. Okrutne twarze stalinowców. Chamskie gęby Marca. Przerażone gęby Sierpnia. Pyszałkowate gęby Grudnia. Święta polskość bluźniercza, która się ośmieliła nazywać Polskę Chrystusem Narodów, a hodowała szpiclów i donosicieli, karierowiczów i ciemniaków, oprawców i łapowników, ksenofobię podniosła do rangi patriotyzmu, u obcych klamek się wieszała, składała wiernopoddańcze pocałunki na dłoniach tyranów. Ta ostatnia próba była potrzebna! Nieodzowna. Błogosławiona. Może wreszcie teraz Polska zrozumie, że łajdactwa i świętość w jednym stoją domu, także i tutaj, nad Wisłą, jak wszędzie na całym bożym świecie.

Andrzej Szczypiorski (Cytat z książki Początek)

Zdjęcie użytkownika Marcin Krystian Wichert.