Archiwa tagu: strach

Już pachnie Stanem Wyjątkowym w Polsce!

Zastanawiał się ktoś, co takiego w sobie ma Prezes Kaczyński, że w jego partii tak wszyscy się go boją i ma tak wysokie poparcie między swoimi?

Ja często się zastanawiam jak człowiek wolny, w wolnym kraju może się tak zaprzedać temu człowiekowi.

Nie będę tu pisała, że nie miał nigdy żony i tak dalej, a jednak potrafił tak wielu ludzi zdobyć i rządzi krajem.

Jakie jest to rządzenie, to już każdy, rozsądny człowiek widzi, że jest to już dyktatura i wciąż mu jest mało.

Wciąż mu wszystkiego mało i pójdzie po trupach, aby zrealizować swoje cele i nie ugnie się przed tłumem.

Już wyprowadził Policję i Wojsko na ulicę, by niepokornym zamknąć buzie.

Uważam, że siła tłumu już jest wielka i może nie jutro, ale za jakiś czas uda się pogonić kota temu bezprawiu.

Co mu się na razie udało? Na razie udało mu się wprowadzić ludzi na ulicę, którzy wyszli przeciwko aparatu opresji.

Ja się dziwię, że można w sobie mieć taką chorą wizję i nie mogę znieść, kiedy widzę biały kolor, a oni mi wmawiają, że to jest kolor czarny. Szlag mnie wtedy ogarnia, bo do cholery nie jestem daltonistką.

Może dożyję czasu, kiedy to wszystko zacznie być sprzątane i po jakimś czasie wrócimy do normalności i spokoju.

Wszystko na to wskazuje, że tegoroczne święta będą wysoce niespokojne i ludzie zamiast iść na Pasterkę, wyjdą z flagami i banerami na ulicę.

Już na ulicy są koksowniki, co przypomina czasy ze Stanu Wojennego. Mam tylko pytanie kto będzie się ogrzewał przy tych kosownikach, bo czy zmarznięci Obywatele, czy Wojsko i Policja?

Jeszcze iskra z koksownika nie zapaliła Obywateli. Jeszcze nie są na tyle poparzeni, ale kiedy będą, to może się źle zadziać.

Ludzie uwierzyli w obietnice w kampanii i poszli do urn pełni wiary, że ta, a nie inna partia zaprowadzi w Polsce spokój i sprawi dobrobyt.

Jednak ludzie, którzy głosowali na PiS zaczynają otwierać oczy i tak zagorzały pisowiec nie wytrzymał i powiedział do swojej żony.

– Rób mi kanapki i gorącą herbatę, bo ja idę na demonstrację! – Poszukaj tego mojego kożucha, bo w przeciwnym razie rozwalę telewizor.

Tadam – ludzie się budzą i są wkurzeni.

W kampanii Premier Szydło obiecała, że nigdy nie naśle Policji i Wojska na Obywateli!

Co mamy dzisiaj?

Sejm i ulice są naszpikowane służbami bezpieczeństwa. Zielone Ludziki grasują w Warszawie i tu powstaje pytanie?

Nadal wierzysz w ich obietnice, w wolne media, w nienaruszanie Konstytucji i Trybunału Konstytucyjnego?

Jeśli wierzysz, to gratuluję. Jesteś człowiekiem zaślepionym i nie mającym własnego zdania i tu życzę dobrego trwania w kraju osaczonym przez dyktaturę.

Ludzie światli wychodzą na ulicę i walczą w Internecie. Tam się skrzykują, bo mają dość tyranii.

Kraj jest sparaliżowany na każdym odcinku i tylko się pytam jako Obywatelka – a ile kilometrów dróg zbudował ten nierząd, prócz drogi do posiadłości Szydło?

Z czego będą finansować gospodarkę, skoro już jadą na deficycie?

Ilu ludzi z dawnej partii wsadzili do więzienia, tak jak obiecywali?

Dlaczego Prezydent podpisuje ustawy pod osłoną nocy? Czyżby cierpiał na bezsenność (ironia).

Dlaczego obiecali, że wpuszczą media do Sejmu, a okłamali dziennikarzy, bo mają wejścia ograniczone.

Czego boi się ten nierząd, który odgradza Sejm barierami od społeczeństwa?

I takich pytań nazbierało się setki przez ponad roku nierządu tej sekty.

Jakie to smutne, że Policja i Wojsko szarpią Obywateli w imię obrony nierządu, który zaczął się wyraźnie bać.

I niech mi żaden wyznawca PiS nie mówi, że tamci robili to samo, bo nie robili.

Nie chcę takiej Polski dla moich Wnuków! Nie chcę takiej Polski nawet dla samej siebie. Nie chcę takiej Polski dla światłego społeczeństwa, którego jeszcze nie unicestwili.

Zniszczyli kulturę, oświatę, służbę zdrowia, sądownictwo, prokuraturę i wszyscy się boimy tej wizji Polski, wymyślonej podczas bezsennych nocy Prezesa.

Kto chce się dowiedzieć dlaczego tak się dzieje, niechaj przeczyta poniższy artykuł w nawiązaniu do pierwszych zdań mojego wpisu – dlaczego tak wszyscy wyznawcy PiS boją się oddychać w obecności Prezesa – bardzo ciekawa literatura, która wiele wyjaśnia!

Uległość
Dlaczego tak wiele osób tak bardzo wierzy w talenty, umiejętności, wiedzę, siłę moralną i osobiste przymioty, słowem – w nadzwyczajność Jarosława Kaczyńskiego?

Jest decyzyjny. Może pracować 24 godziny na dobę. Współpracownicy znajdują w nim oparcie, bo on czuje państwo. My reformujemy państwo, a on przewiduje na trzy kroki do przodu skutki tych reform. Dzięki temu mamy absolutny komfort i oddajemy w stu procentach honor szefowi. Pozostaje on osobą absolutnie kluczową. Na inne kluczowe stanowiska wyznacza wyłącznie takie osoby, które są w stanie złapać cugle, szarpnąć i ruszyć kraj do przodu. Potrzebny był strateg – mamy stratega. Uprawia politykę głęboką, wizjonerską i na najwyższym poziomie intelektualnym.

Powyższa lawina pochlebstw pod adresem prezesa pochodzi z wywiadu Beaty Kempy dla żarliwie sympatyzującego z PiS portalu wPolityce.pl. Koniunkturalizm, serwilistyczny popis, lizusowska maestria? W jakiejś mierze tak. Ale wydaje się, że w wielu tego typu wyznaniach pobrzmiewają autentyczne emocje, niewymuszony posłuch, głębokie przekonanie, że „cokolwiek szef zadecyduje, zadecyduje dobrze”. Zachowania partyjnej elity, posłów, premier i prezydenta, nawet automatyczne i bezwiedne – choćby to obsesyjne powtarzanie sformułowań prezesa, posłuszne podążanie w szyku po sejmowych korytarzach – wskazują, że jest w tym jakaś gorąca wiara w jego nadzwyczajność.

http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1656466,1,tak-jaroslaw-kaczynski-zbudowal-sobie-

 

 

 

sekte.read

Reklamy

Strach o bliskich!

Dobry wieczór. 🙂

Normalna niedziela, taka jaką lubię. Od rana w okno świeciło słońce, a więc powolnym krokiem – kierunek kuchnia, by zrobić sobie poranną kawę jak każdego dnia.

Potem się zachmurzyło i niedziela trochę przybladła, bo zaczął padać deszcz. Na szczęście moje rejony na razie są wolne od silnego wiatru i ulewy, tak jak to dzieje się w innych miejscach w Polsce. Na razie nic groźnego nad nami nie wisi, ale ja dziś przeżyłam osobistą chwilę grozy.

Codziennie dzwonię do Mamy, czy czegoś jej nie trzeba, czy może coś kupić do jedzenia i tak ogólnie spytać się o zdrowie.

Dzwonię więc z samego rana, a Mama nie odbiera telefonu. Dzwonię do upadłego, a Ona nie odbiera!

Dałam sobie czas, bo może się kąpie i dlatego nie słyszy, ale…

Dzwonię drugi i trzeci i czwarty, a jednak nie odbiera.

Wskakuję w buty i pędzę, zabierając ze sobą klucz od mieszkania Mamy i  lecę już roztrzęsiona.

Naciskam na domofon, a moja Mama mi nie otwiera, choć domofon głośno ryczy, ale Mama mi nie otwiera!

Drżącą ręką pakuję klucz w zamek i czym prędzej biegnę po schodach, a myśli krążą z szybkością karabinu maszynowego.

Nawet zadyszki nie poczułam!

Otwieram drzwi i słyszę, że telewizor jest włączony. Szybkim okiem patrzę, że torebka jest na swoim miejscu i buty też. Działam błyskawicznie i uf – siedziała sobie na balkonie i kompletnie niczego nie słyszała, a ja?

Usiadłam z wielką ulgą i dopiero poczułam, że wbiegłam po tych schodach jak nastolatka, ale chwilę mi zajęło złapanie oddechu.

Poczułam ulgę.

Strach podzielony pół na pół

Przez całe swoje życie nie bałam się wojny. Przez całe życie myślałam, że żyję w miarę stabilnym kraju i wolnym od zakusów innych państw, że nie grożą nam spadające bomby na polskie domostwa, wsie i miasta.

Mamy w swojej historii tak straszne lata, kiedy nas mordowano i palono w piecach. Czasy kiedy byliśmy Narodem upodlonym i obdartym z ludzkiej godności. Zabijano nas i zamęczano gorzej niż zwierzęta, kiedy to ludzkie życie nie znaczyło dla agresora NIC!

Myślałam, że tamte okropne czasy, naszych Ojców i Dziadów, którzy oddawali swoje życie za Ojczyznę cokolwiek ludzkość nauczyła. Myślałam, że wielcy tego świata na zawsze zapamiętają, że nie wolno już nigdy dopuścić do krwawej rzezi innych narodów i nacji, ale się przeliczyłam.

Oto na naszych prawie oczach, tuż za naszą granicą ludzie znów się mordują i końca tej wojny nie widać. Putin ma krew na rękach i botoks wstrzyknięty w swoją twarz, ale to jest twarz nieruchoma, która nie zdradza emocji i jest twarzą nowych czasów, których należy się bać!

Boję się i nie wstydzę się do tego przyznać. Boję się, że ten nieobliczalny człowiek może zaatakować nasz kraj i na nas spadną niespodziewanie bomby i z artyleryjskich dział będą niszczone miasta i wsie, a ludzie będą zabijani. Temu człowiekowi nic nie stoi na przeszkodzie, bo wszyscy się go boją. Tak, tak boją się obudzić niedźwiedzia i się z nim cackają, bo grozi bombą atomową.

Złapałam się na tym, że wyobrażam sobie, iż na mój dom spada właśnie bomba roztrzaskując wszystko po drodze i zaczyna się chaos i panika. Widzę zabitych ludzi. Ludzi uciekających ze swoich ciepłych i dotąd spokojnych domów. Widzę zakrwawionych ludzi i dzieci. Widzę to przez chwilę, a potem się opędzam od tych moich myśli, ale to jest coraz trudniejsze, bo doniesienia z zagranicy wciąż są niepokojące.

Nie tylko ja się się boję, bo niżej wklejam sondę przeprowadzoną przez Fakt, z której wynika, że połowa ankietujących boi się tak jak boję się ja.

Czy Polsce grozi wojna?

NIE
44%
TAK
56%
Liczba głosów: 4355
I jeszcze jedna sonda z Fakt.pl
Czy cywile powinni być szkoleni na wypadek wojny?

TAK
 
75%
NIE
 
25%
Liczba głosów: 6863
Polacy boją się wojny, ale nie deklarują gotowości do obrony przed agresorem.
Z tych sond wynika, że Obywatele Polski faktycznie się obawiają agresji ze strony Rosji. To już nie są przelewki i nasz Rząd powinien mieć na uwadze strach w Narodzie.
Kiedy spadł Tupolew w Smoleńsku z naszą delegacją, na czele z Prezydentem byłam pięć lat temu przekonana, że to był bardzo nieszczęśliwy wypadek, że Tupolew roztrzaskał się na tysiące kawałków. Dziś mam spore wątpliwości – niestety, ale nie ufam Putinowi i jego rządzącym. Mogli maczać w tym swoje zakrwawione łapska. Nic już nie wiem na 100% i nie boję się napisać o swoich obawach i wątpliwościach. Dlaczego wrak Tupolewa do tej pory leży na rosyjskiej ziemi – to jest pytanie bez odpowiedzi jak na razie.

Moje demony postawiły już rogi!

Leżymy sobie wieczorem z mężem i oglądamy telewizję, to znaczy ja oglądam, a mąż jest  w Internecie w poszukiwaniu tam czegoś. Trzymam go za rękę, cieplutką jego rękę i jest nam tak dobrze, aż tu nagle durne myśli mi przychodzą do głowy, bo co ja bym zrobiła, jeśli ta moja, jego kochana ręka nagle stałaby się zimna. Łzy mi napływają do oczu niemal natychmiast i zimny dreszcz po mnie przechodzi, bo zaczęłam się panicznie bać.

Zaczęłam sobie wyobrażać, że nagle zostaję sama, bo mąż mnie zostawia na tym łez padole, bo mu się zachciało umrzeć pierwszym i zrobić mi tak paskudnego psikusa. Płaczę tak, by tego nie zauważył i nie zauważył, bo tłumię w sobie skutecznie moje emocje i nie dzielę się nimi. Przeszło za chwilę, to znaczy zatamowałam łzy i dziękowałam sobie, że się nie zdradziłam, ale myśli poszły dalej.

Wyobrażam sobie powrót do pustego domu tuż po pogrzebie, gdzie było dużo ludzi, bo mąż jest strasznie lubiany.  Wyobrażam sobie, że są przy mnie bliscy, ale najchętniej to bym została sama, nie wiadomo po co? Wszyscy deklarują pomoc, ale ja tego nie słyszę i nadal chcę zostać sama ze swoimi łzami i bólem,  bo nagle wszystko zaczyna mi przeszkadzać, bo za dużo słów, co męczy.

Wychodzą, a ja faktycznie zostaję sama i co? Kładę się ze swoją rozpaczą i wiem, że mąż już nigdy ze mną nie będzie. Już nie wykona żadnego telefonu, już nigdy nie odkręci kurka z wodą, już nigdy nie spuści po sobie wody, już nigdy nie zrobi mi jajecznicy najlepszej na świcie,  ani nie zrobi zakupów – cięższych, już nigdy nie będziemy się spierać, co oglądać w telewizji, już nigdy mnie nie przytuli, już nigdy się nie posprzeczamy, już nigdy nie powie mi, że w nocy pochrapywałam, już nigdy nie zabierze mnie nad jezioro, już nigdy nie pojedziemy do wnuków, już nigdy nie będziemy wspólnie planować świąt  – już Nigdy nic!

Niestety, ale moje myśli brną dalej! Co ja ze sobą zrobię, kiedy nie daj losie, już go nie będzie, bo czy mam opróżniać jego zakamarki w szufladach i w szafkach, gdzie trzyma swoje ważne rzeczy? Czy mam się pozbywać jego rzeczy i co z nimi niby mam zrobić? Czy mam oddać biednym czy jednak niech wszystko zostaje bez zmian?

Nie wiem i nie chcę wiedzieć, bo wiem tylko jedno, że w razie czego nie pozbieram się nigdy i za chwilę i mnie też na tym świecie nie będzie, bo tego nie przeżyję i niech szlag trafi kontakt z ludźmi w sieci i niech ten blog żyje swoim życiem, bo ja nie będę chyba miała już do tego serca. Ale może dam sobie radę z przeżywaniem żałoby i w tym właśnie pomoże mi mój blog? Pisanie o swoich emocjach pomaga i może i mnie by pomogło, ale póki co?

Kochani, to nie sen, a tylko coraz częściej dopadające mnie demony o przemijaniu, ale czy oby nie za wcześnie? Może za wcześnie, a może i nie, bo nie znamy dnia, ani godziny, a czas tak szybko upływa!

Losie, zabierz mnie pierwszą, ale może ja jestem egoistką. Czy znów będę musiała się zmierzyć z koleją rozpaczą, tylko, czy dam sobie radę?

Boję się, bo całe swoje życie kochałam bardzo i jeśli zostanie mi odebrane, nie będzie łatwo!

Ps. Kochajcie się ludzie, czerpcie jak najwięcej z drugiej połówki, wyciągajcie wnioski z drobnych, czy wielkich potknięć, nauczcie się wybaczać, dajcie sobie drugą szansę, mówcie sobie dobre rzeczy, bo nie ma nic piękniejszego na tym świecie, jak miłość i nie chcę tu zabrzmieć populistycznie, ale chcę abyście zrozumieli, że łatwo zepsuć, a trudniej poskładać.

Mnie się udało i może dlatego się tak boję!

 

 

Boi się Putin i boję się ja!

Upalny dzień, a u Was?

Dziś przejrzałam blogi, które mam w zakładkach i tak sobie pomyślałam, że to jest wielka niewiadoma, co napisze kolejnego dnia blogierka, czy blogier. Ile umysłów tyle nowych i odmiennych tematycznie wpisów i to jest ekscytujące, że czytamy myśli innych ludzi, bądź poszczególne zdarzenia z ich życia. Nagle jestem wpuszczona w ich często intymne zwierzenia, albo zaproszona na wypoczynek z blogierką, która właśnie gdzieś sobie tam odpoczywa wakacyjnie. To miłe uczucie móc zjednać się z kimś – tam, na drugim krańcu Polski, zupełnie mi nie znanym i dzięki temu mogę zajrzeć w zakątek, którego z pewnością już nie poznam.

Jestem zaproszona do czytania głębokich refleksji nad życiem, a także wszelkich jego podsumowań. Czytam wpisy wesołe, okraszone dużą dawką humoru, albo zupełnie odwrotne, bo dotykające choroby, czy też walki z nią. Czytam zawsze z uwagą, choć może nie zawsze pozostawiam za sobą ślad, bo czasami jakby brakuje słów, by kogoś podnieść na duchu, czy też wesprzeć, co naprawdę jest czasami  trudne zadanie i słów się nie znajduje i lepiej przemilczeć, niż klepać trzy po trzy.

Dlaczego piszę o tym, bo mnie chodzi dziś po głowie i tu zdradzę niebyt wesołe moje myśli, podyktowane artykułem o Putinie. Okazuje się, że Putin się boi! Boi się zjeść cokolwiek bez testera żywności, a skoro taki polityk się boi, to boję się i ja! Oznacza to, że wszędzie czai się zło, bo nawet w rezydencjach polityków, nie koniecznie wielkich, bo osobiście uważam Putina za człowieka pełnego kompleksów, bojącego się własnych ludzi.

Jeśli on się boi, to ten strach przenosi się i na mnie, bo to oznacza, że nic w naszych czasach nie jest pewne i w każdej chwili jakiś czubek może wysadzić ten świat w powietrze – jednym guzikiem. 

Ten strach coraz potężniej rozlewa się po Europie, choć nikt głośno o tym nie mówi, a może dlatego, by nie siać paniki, ale mnie martwi, że właściwie możni tego świata nie są pewni, co ten człowiek jest w stanie jeszcze wymyślić, aby pokazać ludzkości, kto tu rządzi.

Nikt z moich rządzących nie może mnie zapewnić na 100%, że jesteśmy bezpieczni, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć, kiedy może runąć domek z kart.

Ludzie pilnie śledzący niebo, czasami słyszą warkot ciężkich transportowców, które być może na pokładzie mają najgorszą broń i nigdy nie wiadomo, dla kogo jest przeznaczona i w czyje łapy się dostanie. Tak, tak, nic nie gwarantuje nam, że pewnego dnia nie zostaniemy zmieceni z powierzchni ziemi, na podobieństwo malezyjskiego samolotu z niewinnymi dziećmi na pokładzie i to przeraża mnie coraz bardziej i to budzi we mnie lęk.

Ludzie wypoczywają sobie beztrosko nad naszymi wodami. Piją nad wodą piwo, a potem się topią w odmętach akwenów, nie dbając, że zostawią swoich bliskich w rozpaczy, ale to jest zupełnie inny rodzaj śmierci – na własne życzenie, ale nikt nie chciałby zginąć od kuli bandyckiego separatysty uzbrojonego po zęby.

Przepraszam za tak pesymistyczny wpis, ale uważam, że Putinowi przewróciło się w głowie, a jak wiadomo szaleństwo jest bardzo niebezpieczne.

Miłego wypoczynku, bo lato mamy piękne tego roku.

Tak się strasznie wystraszyłam dzisiejszej nocy!

Położyliśmy się do spania jakieś parę minut po 23, bo to jest nasza pora, aby pożegnać miniony dzień. Ja śpię bardzo głęboko, że czasami można mnie wynieść z łóżkiem razem. Jednak tej nocy obudził mnie jakiś tajemny głos. W pierwszej chwili pomyślałam, że może piesek jest chory i wymiotuje, ale nie – to dusił się mój mąż! Usiadł na łóżku i nie nie mógł złapać oddechu. Panika!

Już drugi raz się tak zdarzyło, że kiedy włączy klimatyzację w samochodzie łapią go takie objawy. Jakby zapalenie krtani. Wygoniłam rano do lekarza, bo nie może tak sobie obojętnie przejść do porządku dziennego. Dostał leki oczywiście i mam nadzieję, że pomogą. 

Ta sytuacja uświadomiła mi, co było gdzieś tam głęboko ukryte, że boję się kiedyś zostać sama. W nocy wszystko wygląda inaczej, groźniej i wydawało mi się, że to zawał. Wystraszyłam się strasznie i do rana czuwałam, aby atak się nie powtórzył.

Jesteśmy oboje już w wieku, że biorą  z naszej półki. Niedawno umarła moja znajoma z osiedla i co trochę docierają nowe wiadomości, że ktoś znajomy odszedł z tego świata i automatycznie zapala się czerwona lampka – a kiedy przyjdzie po mnie zegarmistrz światła purpurowy –  po nas?

Mówią, że strach ma wielkie oczy i kiedy jest wszystko w miarę, zapominamy o tym strachu, ale kiedy pojawia się lampka ostrzegawcza i do tego w nocy, to strach ma naprawdę wielkie oczy, a serce zaczyna bić jak szalone – z trwogi.

Ostatnio podczas oglądania programu naukowego o kosmosie, dowiedziałam się, że nasze kochane słońce prawdopodobnie zgaśnie na zawsze za 6 miliardów lat, a człowiek jest zaprogramowany, co najwyżej na 100 lat, w najlepszym układzie. Nie wiem kto i co pokarał nas tak króciutkim żywotem w tym ogromnym wszechświecie, bez końca.

Nie mam na to odpowiedzi. Tak już jest i tylko od czasu do czasu strach, a zwłaszcza w nocy obezwładnia, a życie gdzieś tam – toczy się dalej.

To tylko taka gra – w państwa i miasta

Kto pamięta taką dziecięcą grę, która  była kiedyś bardzo popularna na moim podwórku i grało się w państwa i miasta  zawsze na dworze, w miejscach gdzie była ubita ziemia o powierzchni płaskiej.

Na początku rysowało się wielki okrąg a następnie dzieliło go na równe części w zależności od ilości graczy. Każdy gracz zajmował swoją część terytorium w okręgu. Kolejnym krokiem było ustalenie wstępnej kolejki rzutów. Rzucało się śrubokrętem lub nożem w ziemię i tylko w nią rzecz jasna.  Cała zabawa wyglądała tak, że osoba która zaczynała rzucanie w pole dowolnego przeciwnika śrubokręt lub nóż, tak aby się wbił on w ziemię w miarę pionowo. Gdy się to udało przeciągało się linię prostą od swojego terytorium do granicy okręgu  – tak zdobyło się nowe terytorium. 

Coś w tym stylu, bo nie pamiętam już bardzo dokładnie zasad tej dziecięcej gry. Ta gra skojarzyła mi się z polityką Putina, który kawałek, po kawałku pozbawia Ukrainę ich terytorium i gdzie spadnie jego złodziejskie oko, tam odcina terytorium i tym samym powiększa swoje. Jego polityka jest bezwzględna i nie liczy się z niczym i nikim. Ma to głęboko gdzieś i Krym dla niego, to już za mało, a więc ustanawia nielegalne referendum nie mające nic z zasadami demokracji, a jego bandycka polityka sprawia, że w rejonie bliskim Polsce wzbudził niepokój i zmusił Ukrainę do walki o swoje ziemie i swoją tożsamość. 

Ciekawe do czego się jeszcze posunie ten człowiek, który umyślił sobie zostać carem tego regionu i po jakie ziemie jeszcze sięgnie na oczach całego świata, kpiąc sobie z niego jawnie i z uśmiechem na ustach. Mamy prawo się bać, bo a nóż spodoba mu się kiedyś kawałek polskiej ziemi i zapragnie sobie ją przyłączyć – do mocarstwa uzbrojonego po zęby! 

Trzeba starać się być dobrym człowiekiem, aby nas dobrze wspominano

Rodzimy się, dorastamy, zakładamy rodziny i mamy dzieci. Nasze dzieci, to nasza krew i nasze geny i dlatego powinniśmy kochać swoje potomstwo, dbać o nie i dać mu wszystko, co najlepsze, czyli przede wszystkim miłość. Miłość do własnego dziecka jest miłością najpiękniejszą na świecie. Nie ma piękniejszej miłości matki do dziecka i ojca do swojego spłodzonego potomka. 

Jakże często bywa tak, że rodzice mając więcej niż dwoje dzieci, jedno faworyzują, jakby bardziej kochają. To drugie to czuje i ma wrażenie, że jest gorsze, że nie spełnia swoją osobą oczekiwań rodziców i z tego powodu cierpi. Cierpi i zabiega o dobre słowo, o miły gest i o zrozumienie, a jednak tego nie otrzymuje. Nie wiadomo dlaczego tak się dzieje, że rodzice nie potrafią swojej miłości podzielić po równo i odtrąceniem wzmagają w swoim dziecku niższe poczucie własnej wartości.

Jakże często rodzice mają tylko jedno dziecko i matka kocha całym sercem, a ojciec odtrąca, krytykuje, docina, odrzuca całym sobą i odwrotnie. Niektórzy rodzice swoim dzieciom stawiają wysoko poprzeczkę i jeśli dziecko nie potrafi z jakiś przyczyn zaspokoić tych oczekiwań, poddane jest osądowi, krytyce, a nawet odrzuceniu przez jednego rodzica, a zdarza się, że i matki oraz ojca. 

Rodzi się więc frustracja i takie niekochane dziecko daje z domu dyla, byle dalej od domu i zawiedzionych rodziców. Idzie swoją drogą i nie chce pamiętać o krzywdzie jaką zgotowali mu najbliżsi. Obejrzałam dziś film pt. „Nad złotym stawem”. Jest to film dość już stary, ale ja go nigdy nie widziałam, a szkoda, gdyż jest to piękna opowieść o ojcu, który w pewnym momencie odrzucił swoją córkę, gdyż nie spełniała jego wizji o idealnym dziecku. Fabuła rozgrywa się nad złotym stawem, nad który każdej wiosny przyjeżdża stare małżeństwo, aby odpocząć od miejskiego zgiełku. To nad tym stawem dzieje się rozliczenie z przeszłością i próba naprawienia tego wszystkiego, co wydarzyło się w poprzednich latach. Film skłania do płaczu i ja uroniłam łzę, a do tego świetna gra aktorska powoduje, że film jest bardzo realny, bo w wielu rodzinach toczy się taka podobna gra. Walorem tej gry był fakt, że na stare lata ten ojciec zrozumiał swój błąd i zgodnie z przysłowiem, że chyba lepiej późno, niż wcale.Polecam z całego serca to kino 🙂

Gatunek:dramatobyczajowy

Rok produkcji:1981
Kraj:USA

Tylko egoiści nie martwią się, co dalej!

Pięknie jest u mnie, na zachodniej stronie Polski. Wiosna puka do okien tak, że wzięłam się aż za umycie chociaż jednego. Pomyślałam sobie, że niechaj więcej tego słoneczka będzie w moim domu i faktycznie – przejrzało.
Codziennie zadaję sobie pytanie, o czym tu dziś napisać, bo przecież skoro jest blog, to musi być wypełniony jakąś treścią i raz jest to treść głupsza, a raz całkiem mądra. Puk, puk i mam!

Tak sobie pomyślałam, że jestem teraz w bardzo dobrym okresie swojego życia. Nie muszę się przecież nigdzie spieszyć, bo nie muszę i chyba sobie na to zasłużyłam latami pracy. Moje dzieci są zdrowe i świetnie sobie w życiu radzą, więc jestem z nich nieustannie dumna. Nie muszę się wstydzić za moje córki, bo zachowują się jak kobiety z klasą, czyli mają swoje rodziny, dobrych mężów i udane dzieci i pracują. Nie muszę martwić się o moje wnuki, bo wiem, że otoczone są strasznie, troskliwą opieką i są, co najważniejsze zdrowe. Nie muszę martwić się o męża, bo nadal się kochamy, mimo zawirowań, jakie nas nie ominęły, ale to teraz rozumiemy się najbardziej. Mąż pracuje i robi to co lubi, a jest pracoholikiem i tej pracy nie mogę mu zabronić. Nie muszę martwić się o finanse, gdyż nie brakuje nam na razie na nic. Jest dobrze, ale to z powodu ciężkiej pracy mojego męża, który nie żałuje swoich pieniędzy i nie jest materialistą. Kiedy trzeba jest w stanie pomóc finansowo naszym dzieciom i choć nie są to wielkie kwoty, ale zawsze coś. Nie muszę się martwić, że nie ma w naszym domu na opłaty i na leki – starcza. A więc wymieniwszy to nie muszę się martwić, to jednak od czasu do czasu przychodzą mi do głowy czarne myśli, bo boję się;

– Boję się, że nie będę w stanie sama koło siebie zrobić z powodu jakieś ciężkiej choroby.- Boję się, że nie będą miała sił sama posprzątać swojego mieszkania i choć obiegowo się mówi, że tylko kobiety nudne, mają perfekcyjne domy, to ja jednak, choć chyba nudna nie jestem, codziennie staram się ogarnąć, aby nie utonąć w kurzu i nieładzie. – Boję się, że kiedyś mogę nie mieć sił, aby ugotować coś dobrego dla odwiedzających mnie dzieci, a także, że nie będę miała sił, by przygotować dla nich święta. – Boję się, że zabraknie mi sił, abym od czasu do czasu przypilnowała wnuczkę, albo wnuka i będę musiała kategorycznie odmówić. – Boję się, że zachoruję na jakąś chorobę, która może pomieszać mi zmysły i przestanę kontaktować i cokolwiek rozumieć, co ode mnie się chce i co dzieje się w około. – Boję się, że może być tak, iż odejmie mi siły i wzrok, że nie będę mogła zajrzeć do komputera by dowiedzieć się, co dzieje się na świecie i wymienić kilku pozdrowień ze swoimi znajomymi. – Boję się i tego chyba najbardziej, że coś złego może stać się mojemu mężowi i mogę nagle zostać sama (choć może być odwrotnie) – któż to wie. – Boję się w związku z tym, ewentualnej samotności, bo moja samotność teraz jest całkiem miła, kiedy wiem, że w każdej chwili, mój mąż wróci do domu.

A więc boję się bardzo wielu rzeczy i zdarzeń, ale czy to warto wybiegać tak w przyszłość? Nie warto, ale nie da się całkowicie o tym nie myśleć, bo takich myśli nie mają tylko egoiści, którzy sądzą, że ich nic złego dopaść nie może, a gdy dopadnie, są wielce zaskoczeni, że….

Życie, to jeden wielki splot wydarzeń i wielka niewiadoma, a więc żyć należy tak, aby po naszym odejściu ludzie stwierdzili, że po nas została pustka nie do wypełnienia, bo gdy ja odejdę, mojego bloga nikt za pewnie kontynuował nie będzie i niestety – jednak pustka zostanie.

Ale na smędziłam – dobrego popołudnia.:)